Dodaj do ulubionych

TKM w wykonaniu PiS

IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 10.05.06, 23:37

Gazeta.pl > Gospodarka > Wiadomości

Środa, 10 maja 2006

TKM w Stoczni Gdynia


Zobacz powiększenie
Prezes Stoczni Gdynia Kazimierz Smoliński
fot. Damian Kramski / Agencja Gazeta


ZOBACZ TAKŻE

• Stocznię chcą wziąć pracownicy (27-04-06, 20:54)
• PiS dzieli i rządzi w Stoczni Gdynia (27-04-06, 19:49)


Mikołaj Chrzan, Gdańsk 10-05-2006 , ostatnia aktualizacja 10-05-2006 20:55

Zasada TKM znów obowiązuje. Kazimierz Smoliński, polityk PiS i prezes Stoczni
Gdynia, umieścił na stanowiskach w podległych sobie spółkach swoich partyjnych
kolegów, znalazł miejsce nawet dla takich, którzy z PiS odeszli w niesławie.
Po wykonanym zadaniu Smoliński w najbliższych dniach sam opuszcza stocznię

Kontrolowana przez skarb państwa Stocznia Gdynia to największy w Polsce
producent statków. Kolos się chwieje: ma problemy z płynnością finansową, z
powodu długów są przerwy w dostawach prądu i ciepłej wody, a w ubiegłym roku
firma przyniosła ponad 110 mln zł straty.

Politycy PiS, gdy obejmowali władzę, obiecywali, że szybko wezmą się do
uzdrowienia firmy. Jednym z realizatorów koncepcji miał być Kazimierz
Smoliński - pochodzący z Tczewa prawnik, regionalny działacz PiS. Na początku
lutego skarb państwa wprowadził go do rady nadzorczej Stoczni Gdynia, dwa
tygodnie później - mimo braku doświadczenia w przemyśle stoczniowym - został
delegowany z rady nadzorczej na stanowisko prezesa firmy.

Na razie bilans prezesury Smolińskiego jest mizerny - nie udało się zdobyć
funduszy na dalszą egzystencję stoczni, proces sprzedaży Stoczni Gdańskiej się
przeciąga, a związkowcy coraz głośniej protestują przeciwko bierności rządu,
która ich zdaniem wkrótce doprowadzi zakład do bankructwa.

Smoliński znalazł jednak czas na zmiany personalne - do rad nadzorczych
spółek-córek kierowany przez niego zarząd Stoczni Gdynia wprowadził w marcu i
kwietniu członków PiS.

- Napiszcie o tym, bo to się w głowie nie mieście! Takiego kolesiostwa nie
było w stoczni nawet za SLD - złorzeczy jeden ze stoczniowych menedżerów,
który poprosił o zachowanie anonimowości.

Sprawdziliśmy te informacje. Do rady nadzorczej spółki Euro-Rusztowania trafił
Krzysztof Kruszyński, polityk PiS z Kartuz. - Nie odpowiem na żadne pytania w
tej sprawie - uciął Kruszyński.

Spółkę Euro-Cynk nadzorować będzie z kolei Zdzisław Urla, członek PiS i były
wiceprezydent Gdyni. - Mam doświadczenie w pracy w stoczni, doskonale znam
spółkę Euro-Cynk, od razu zabieram się do pracy - odpowiada Urla, gdy pytamy o
politykę.

Do spółki Europartner zajmującej się m.in. szkoleniami dla spawaczy trafił Jan
Urbański, szef PiS w Gniewie. - Jestem inżynierem i ekonomistą. Poradzę sobie
- zapewnia Urbański.

Grzegorz Strzelczyk, który dwa lata temu po pijackim skandalu podczas
oficjalnego pobytu w Sankt Petersburgu złożył mandat radnego i wystąpił z PiS,
trafił do rady Polskich Linii Oceanicznych, których współwłaścicielem także
jest Stocznia Gdynia. - Cała moja praca zawodowa związana jest z gospodarką
morską. Polityka nie ma tu nic do rzeczy, no bo przecież nawet nie jestem
członkiem PiS - zapewnia Strzelczyk.

Żaden z pytanych przez nas ludzi PiS nie potrafił odpowiedzieć na pytanie, ile
zarabiać będą w radach stoczniowych spółek-córek.

- To tajemnica handlowa poszczególnych spółek - rozkłada ręce prezes
Smoliński. Zapewnia, że polityka nie miała nic do rzeczy przy wyborach do rad:
- Wcześniej stanowiska piastowali stoczniowi dyrektorzy, zdarzało się, że
jedna osoba zasiadała w radach kilku spółek. Nie było to zdrowe. Teraz, gdy
wprowadzimy do rad nadzorczych fachowców z zewnątrz, będzie znacznie lepiej -
kwituje.

Sam Smoliński jeszcze w maju opuści gabinet prezesa Stoczni Gdynia. - Uważam,
że wykonałem swoją misję - deklaruje.
Obserwuj wątek

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka