subiektywnik
21.02.07, 20:28
Następny głos człowieka, który każe nam się zadławić własną zaściankowością i
prowincjonalizmem, utrzymując, że marazm panujący w mieście jest tym słodkim
atutem, który powinniśmy zachować.
Już pierwsza linijka tekstu skutecznie zniechęca do czytania reszty, jednak
jakoś się przemogłem. Ja jakoś nie wyobrażam sobie ponad 100 tysięcznego
miasta bez kina, mało tego, znam wiele znacznie mniejszych miast, które mają i
kino, i teatr. O poziom tego drugiego faktycznie można się spierać, ale
porównywanie Dramatycznego ze stolicą mija się z celem, bo to tak jakbyśmy
mieli urządzić wyścig samochodowy - ja trabantem, Pan Maybachem. Zawsze to
jednak jakaś kropla kultury dla rodzimego motłochu, a nuż ktoś kupi bilet i
spodoba mu się na tyle, że szczytem jego kulturalnych ambicji przestanie być
świecąca cyckami Doda i darmowa kaszanka 1 maja.
Bez połączeń kolejowych da się żyć, skoro faktycznie są tak nieefektywne
finansowo, że nikomu nie opłaca się ich utrzymywać (choć idę o zakład, że
gdyby PKP przejął jakiś zagraniczny inwestor, zainwestował trochę w tabor i
tory (zwl do Kutna) wprowadzajac jakies 2-3 trasy z kilkoma kursami dziennie,
bylbym o frekwencję spokojny). Tymczasem okazuje się, że tak jak pisał uczony
w cytatach Roman_J do Płocka naprawdę ciężko się dostać, jeśli akurat nie
mieszka się na linii miast Warszawa-Bydgoszcz. A będąc jednym z ludzi sukcesu
(tak wnioskuję z tekstu) powinien Pan wiedzieć, że choć samochodów z roku na
rok przybywa, dla wielu, bardzo wielu ludzi jest to wciąż luksus. I nie są to
tylko spijający tanie wina na skwerku.
Aha, padnę, jeśli ktoś jeszcze raz jako argumentu użyje "U nas jest źle, ale w
innych podobnej wielkości miastach jeszcze gorzej". Czyli co? Mamy się
zadowolić bylejakością? Ta dyskusja jest także po to, aby zastanowić się co
jest złe i co zrobić, żeby było lepiej. Jest Pan zadowolony z tego, że w
Płocku od ponad 10 lat są plany budowy hali widowiskowo-sportowej z
prawdziwego zdarzenia (Przyda się na pewno, skoro przydała się w tym kiepskim
wg Pana Wloclawku, gdzie sluzy nie tylko koszykarzom Anwilu). Podoba sie Panu
plockie molo, ktore pierwotnie mialo byc skonczone 2 lata temu, ale przez
indolencje roznych osob (czy jak chcialby rzadzacy nami PiS "przyczyny
niezalezne") nie wiadomo, kiedy ostatecznie bedzie mozna po nim przejechac (Co
i tak bez polepszenia rozwiazan komunikacyjnych po drugiej stronie Wisly
pomoze w rozladowaniu korkow w mniejszym stopniu niz zakladano)? Jesli tak, to
gratuluje i zapraszam do glosowania na tych samych indolentnych ludzi w
trzeciej kadencji, bo przeciez u nas jest źle, ale zawsze mogłoby być tak jak
w Wałbrzychu...
I proszę się łaskawie odstosunkować od Włocławka :) Z perspektywy osoby
bywającej tam przejazdem śmiem twierdzić, że gdyby nie afera z multipleksem,
gdzie CC bije się od roku z Multikinem o prawo do zamkniętego na cztery spusty
nowoczesnego budynku w centrum (swoja droga, afera jak w morde strzelil
pasujacego do Plocka, nieprawdaz? :D) to uznalbym, ze Wloclawek jako miasto
rozwija sie bardzo dobrze. Jasne, nie przyjezdzaja sobowtory, nie urzadza sie
darmowego rozdawania miesa w dawne Swieto Pracy, ale choć jest równie kiesko
jak u nas, Włocławianie nie narzekają i prą do przodu. No i maja kino :)
Orlen i orlenopodobne wymienione przez Pana firmy przekleństwem są do pewnego
stopnia, właśnie poprzez te ciepłe posadki przez które w bogatszych
mieszkańcach zabijana jest inicjatywa, choć z drugiej strony, życzyłbym sobie
w moim mieście więcej tego typu przekleństw :) Generalnym problemem tego
miasta jest brak nowych inwestycji i miejsc pracy dla mlodych ludzi, wiec
niech nikt sie nie dziwi, ze mlodzi nie wracaja, bo zwyczajnie nie maja po co.
A jesli tak lubi Pan bylejakosc, to moze zeobmy z Plocka jakis sympatyczny
skansen, nie wiem, ustawmy na rogatkach mlodziez ubrana w ludowe stroje
wykrecajaca obertasy, a unijne pieniadze o ktore skamlemy, wydajmy na budowe
wielkiej szopy na samym srodku Nowego Rynku, gdzie beda sie odbywaly
cotygodniowe konkursy w strzyzeniu owiec i picie kwasu chlebowego na czas.
Swojsko i przasnie, o to chodzi.
Chetnie tez sie dowiem, co to za knajpy na Starowce, gdzie mozna po ryju
dostac, bo chadzam od paru dobrych lat (fakt, ze spacery krotkie bo i wybor
niewielki) i jakos szczesciem bojki omijaja mnie szerokim lukiem. No ale skoro
Pan takie lubi, to dobrze, moze od zbyt wielu ciosow w glowe powstaja tak
piramidalne wizje, jak ta, ktora Pan stworzyl.
Pzdr