Gość: ela
IP: *.plock.cvx.ppp.tpnet.pl
07.09.03, 21:23
W piatek po poludniu kupilam poledwice wolowa w Auchan w Plocku. Na
opakowaniu inforamcja: zapakowano 5.09.03, nalezy spozyc do 7.09.03. I
wlasnie 7 otworzylam opakowanie i chcialam przygotowac uwielbiany przeze mnie
stek rose. Niestety skonczylo sie na frytkach, salacie i jajku sadzonym.
Poledwica smierdziala. Zdenerwowana, bo nie pierwszy raz mi sie to zdarzylo,
popedzilam do Auchan. Tlumacze ze smierdzi, ze mozna sie zatruc, ze duzo
kosztuje i jak tak moga. Dodaje, ze nie pierwszy raz, ze wyrzucilam sole,
ktorej to rybki kilo kosztuje okolo 50 zl, ze probuja sprzedac cykorie, ktora
nie nadaje sie do spozycia bo liscie ma zielone jak u salaty, ze szparagi tez
zle przechowuja, a ceny maja za nie dosc wysokie,itd. Przyklady mozna by
jeszcze mnozyc. Ale po co??? Konkurencji brak i nic to nie zmieni. Za moja
poledwice zaproponowano mi zwrot pieniedzy. Chcialabym moc sobie przyzec juz
nigdy wiecej tam nie pojde. Ale nie moge. W Plocku to jedyny sklep w ktorym
mozna kupic poledwice wolowa, jedyny w ktorym sa kalmary, krewetki – ostatnio
pomylily im sie ceny i za male krewetki scampi probowali wydusic 99 zloty za
kilogram. To az dwa razy wiecej niz w krajach Unii Europejskiej. Juz nie
wspomne, ze przy takiej cenie taniej jest zjesc je w resteuracji. Odpada
przygotowanie i ma sie przyjemnosc z wyjscia. Po dwoch dniach zmienili cene
na 39.90.
Ale pewnie tyle mojego co sobie pogadam. A od pazdziernika znow bede wozic
czesc zakupow z Wroclawia, a na pewno cykorie – tansza i o doskonalej
jakosci, szparagi, ktore nie sa popekane i az chce sie jesc. A ceny bardzo
racjonalne. Chce Wam powiedziec ze zaden z wroclawskich sprzedawcow z Hali
Targowej (piekny targ z warzywami, owocami i kwiatami) nie wystawilby nigdy
takich szparagow jak w Plocku w Auchan. Lepszej jakosci sa nawet te ktore
sprzedaja na zupe.
Moze jestem smieszna z tym wszystkim dla niektorych, ale nie moze byc tak ze
sprzedaje sie produkty nieswieze, i nie wazne czy jest to watrobka,
skrzydelka z kurczaka, kaszanka, czy losos. Tak sie po prostu nie robi.
I nie wiem jak to wszystko dziala, jestem glupiutka troche, ale jak moze byc
tak ze w sklepie leza zgnile papryki, ogorki i probuje sie jeszcze to
sprzedac. Co na to sanepid? Z drugiej strony zeby moc sprzedawac frytki z
ziemniakow w resteuracji (takie naturalne, nie mrozone) to wymagane jest
oddzielne pomieszczenie do obierania ziemniakow, a tu prosze zgnilizna lezy
wielokroc kolo normalnych produktow i .... nic.
Jutro naiwnie zadzwonie i sprobuje sie umowic z dyrekcja sklepu. Znajac
wygorowane wymgania kulinarne Francuzow dziwi mnie ze dyrekcja sklepu pozwala
na taka tandete.
Od obslugujacych w punkcie reklamacji nie uslyszalam: w imieniu firmy
przepraszamy.