Dodaj do ulubionych

Re:Liceum Kochanowskiego

27.10.03, 23:33
Kochani! Ośmielę się przyznać, że egzamin maturalny zdawałam w roku
1965.Sądzę, że to prawie fantastyczna data dla Was!Warto było znosić
wszystkie udręki w naszej szkole, przecież wszyscy cieszymy się, że
jesteśmy "Kochanowszczakami". Niech żywi nadziei nie tracą i odpowiedzą na
mój anons - bardzo proszę, raźniej mi będzie, że nie jestem sama
wśród "staruchów"."Wronka", "Szafraniec", "Grażynka" - to także moi
Nauczyciele.Pozdrawiam.
Obserwuj wątek
    • Gość: Bee Re:Liceum Kochanowskiego IP: *.acn.pl 28.10.03, 19:16
      Dopisz swój watek niżej gdzie jest juz ponad 160 wypowiedzi. Pozdrawiam. Kiedy
      Ty zdawałaś mature ja sie urodziłam , ale Wronka ,Szafraniec i Grazynka byli w
      szkole. Wpadłam tylko w rece Wronki którego cudownie wspominam.Pozdrawiam
      serdecznie.
      • Gość: Jurek A. Hampshire Re:Liceum Kochanowskiego IP: *.chameleon.dialup.pol.co.uk 02.11.03, 14:07
        Gość portalu: Bee napisał(a):

        > Dopisz swój watek niżej gdzie jest juz ponad 160 wypowiedzi. Pozdrawiam.
        Kiedy
        > Ty zdawałaś mature ja sie urodziłam , ale Wronka ,Szafraniec i Grazynka
        byli w
        >
        > szkole. Wpadłam tylko w rece Wronki którego cudownie wspominam.Pozdrawiam
        > serdecznie.

        Mature zrobilem w 1950. Z najwieksza przyjemnoscia wspominam moja polonistke
        p. Galecka-Jackiewiczowa oraz matematyka prof. Slomskiego. Dzieki jego nauce
        moglem sie utrzymywac z korepetycji uczac gimnazjalnego programu uzywajac do
        tego moich zeszytow z notatkami z jego wykladow. Byl wspanialym wykladowca i
        modelem do nasladowania. Sa pewnie slady mojego istnienia w gabinecie
        biologii, gdzie zadeponowalem preparaty histologiczne tkanek oraz plodow
        ludzkich.
        • Gość: Ania J Re:Liceum Kochanowskiego IP: 216.126.83.* 03.11.03, 21:15
          Moi rodzice, a takze moj wujek, zdawali mature w 1969 roku. Opowiadalam im, ze
          duzo ciekawych rzeczy (i wspomnien) mozna tu przeczytac. Nawet ja znam Wronke
          i Szafranca z opowiadan. Wszyscy przesylamy pozdrowienia z Kanady (Toronto).
          • Gość: Mira21 Re:Liceum Kochanowskiego IP: *.acn.waw.pl 11.11.03, 17:08
            Witaj Aniu! Spieszę się pochwalić, że na ostatnim zjeździe byłam sfotografowana
            z Panem Profesorem Wronką i choć jeszcze zdjęcia nie otrzymałam, to mam na nie
            nadzieję.A czy wiesz o tym,że Profesor Szafraniec miał od uczniów
            ksywę "Gózdek", albo "Guzdek"? Tacy wtedy byliśmy złośliwi!Zapewne dlatego, że
            zadania z fizyki zadawał setkami, musieliśmy prowadzić dokumentację rozwiązań w
            stukartkowych zeszytach.Po tym prawdziwie sportowym treningu fizycznym nie
            bałam się zaglądać do podręczników moich synów, mimo upływu lat. Przesyłam
            najserdeczniejsze pozdrowienia.
        • mira21 Re:Liceum Kochanowskiego 11.11.03, 16:46
          Gość portalu: Jurek A. Hampshire napisał(a):

          > Gość portalu: Bee napisał(a):
          >
          > > Dopisz swój watek niżej gdzie jest juz ponad 160 wypowiedzi. Pozdrawiam.
          > Kiedy
          > > Ty zdawałaś mature ja sie urodziłam , ale Wronka ,Szafraniec i Grazynka
          > byli w
          > >
          > > szkole. Wpadłam tylko w rece Wronki którego cudownie wspominam.Pozdrawiam
          > > serdecznie.
          >
          > Mature zrobilem w 1950. Z najwieksza przyjemnoscia wspominam moja polonistke
          > p. Galecka-Jackiewiczowa oraz matematyka prof. Slomskiego. Dzieki jego nauce
          > moglem sie utrzymywac z korepetycji uczac gimnazjalnego programu uzywajac do
          > tego moich zeszytow z notatkami z jego wykladow. Byl wspanialym wykladowca i
          > modelem do nasladowania. Sa pewnie slady mojego istnienia w gabinecie
          > biologii, gdzie zadeponowalem preparaty histologiczne tkanek oraz plodow
          > ludzkich.


          Dzień Dobry! Cieszę się, że przpomniałeś Panią Jackiewiczową - cudowną
          polonistkę. Po wielu latach rozmawiałam o Niej z absolwentem naszego Liceum i
          to On przypomniał mi o tym, jak uparcie uczyła wychowanków, żeby nie zaczynać
          zdania od słowa "więc". W ciszy własnej pamięci zauważyłam, że ja tego sobie
          nie przypominam, ale stało się! Od tego dnia przestrzegam zalecenia i także
          dlatego warto sięgać do wspomnień.Dzień,w którym otrzymałam piątkę za omówienie
          utworu "Fortepian Szopena" wspominam jakoby świateczny, gdyż zaiste było
          zdarzenie wyjątkowe!
          Wydaje mi się, że masz dalej ode mnie do Radomia, więc może zdradzisz, gdzie
          zadeponowałeś owe cenne preparaty? Może jeszcze nadal są w ukryciu - a może,
          aż ...... nie śmiem się domyślać, wszak mamy listopad, miesiąc duchów!!! Łączę
          pozdrowienia.Mira21
      • mira21 Re:Liceum Kochanowskiego 11.11.03, 16:14
        Gość portalu: Bee napisał(a):

        > Dopisz swój watek niżej gdzie jest juz ponad 160 wypowiedzi. Pozdrawiam.
        Kiedy
        > Ty zdawałaś mature ja sie urodziłam , ale Wronka ,Szafraniec i Grazynka byli
        w
        >
        > szkole. Wpadłam tylko w rece Wronki którego cudownie wspominam.Pozdrawiam
        > serdecznie.
        Witaj! Dzięki za zaproszenie do dyskusji. Czuję się ośmielona bardziej niż
        przedtem. Muszę tylko odgrzebać w pamięci jakąś zabawną dykteryjkę - to nie
        jest takie łatwe, gdyż życie jest ostatnio dla mnie całkiem "poważne". Po dawce
        koncentracji dopiszę. Pozdrawiam.
        • Gość: Lajkonik Re:Liceum Kochanowskiego IP: *.sympatico.ca 15.11.03, 16:49
          > Muszę tylko odgrzebać w pamięci jakąś zabawną dykteryjkę - to nie
          > jest takie łatwe, gdyż...<Mira21

          Opowiem Wam wydarzenia jakie mialy miejsce w latach 1947/48 podczas mojej chyba
          jeszcze przedmaturalniej klasy. O Boze jak to dawno temu bylo. Ja niestety
          jestem z Lic T. Chaulbinskiego, ktore miescilo sie na drugim pietrze a Wasze
          bylo na parterze. To zdarzenie to byla przykra historia dla profesora od
          Fizyki, ktory uczyl w naszej szkole rowniez i sam nam to opowiadal.

          Otusz prof. Kaczynski chyba tak sie nazywal, mieszkal wowczas na ulicy 3 Maja,
          gdzie byly wille z ogrodzeniem wykonanym z zeliwa, bardzo ladne i bardzo
          kosztowne na tamte czasy.

          Po wejsciu do klasy prof. K zamiast zabrac sie do prowadzenia lekcji to
          rozpoczal z wielkim smutkiem pytac nas czy nie slyszelismy jakichs plotek na
          temat skradzionej furtki od zeliwnego parkanu, bo wlasnie jemu ktos ukradl juz
          druda furtke. Profesor opowiadal: po pierwszej skradzionej furtce nic nie
          mowilem, zeby nie robic rozglosu. Zamowilem druga furtke w zakladzie odlewow
          zeliwnych Kindta, ktory byl tam gdzies kolo starego cmentarza, czy na koncu
          wowczas ul Walowej. Zainstalowano mi te druga furtke i juz bylismy zadowoleni,
          ze nasz frontowy ogrod nie stoi otwarty na roznych pijakow i wloczegow,
          uzywajacych jako toalete.

          Wyobrazcie sobie, ze te nicponie ukradli mi te druga dopiero co zalozona nowa
          furtke. Jakie to zmartwienie i jaki koszt. Przeciez ja niemoge co miesiac
          kupowac nowej furtki. I jak juz zesmy przeboleli strate tych dwoch furtek, to
          wyopbrazcie sobie, ze ci wandale, nicponie i ludzie bez serca przyniesli mi
          wszystkie skradzione furtki i zlozyli w ogradzie za parkanem, tuz przy wysjciu
          na ulice. Wlasnie zauwazylem je dzis jak wychodzilem do pracy. Profesor
          kontynuje swoje narzekania, pytajac: a co ja mam teraz zrobic z tymi trzema
          furkami? A klasa, bylo nas chyba ze dwudziestu, zamiast udzielic profesorowi
          jakies wspolczucia i zrozumienia sytuacji, to parsknela smiechem, bo mielismy
          jednego ucznia, ktory zawsze na lekcji rysowal karykatury biezacych wydarzen. I
          wlasnie, jak profesor opowiadal to on (chyba Karwowski sie nazywal) juz
          wypuscil w obie kilak takich rysunkow.

          Kiedy profesor skonczyl swoje opowiadanie z ubolewaniem straty i zyskow nowych
          furtek, klasa zamiast dac profesorowi wyrazy wspolczucia sytuacji, parsknela
          glosnym smiechem. Sytuacja nie byla dla nas najlepsza, bo my tez pisywalismy
          klasowki z fizyki. Byla to przeciez jakas zlosliwosc i zemsta bylych uczniow za
          dwoje z klasowek. Po przerwie doszlismy do wniosku, ze to bylo nie ladnie z
          naszej strony i wszyscy poszlismy przeprosic profesora za nasz brak zrozumiemia.

          Ale nigdy ie dowiedzielismy sie, kto te furtki profesorowi K ukradl i potem
          zwrocil, a musialo ich byc co najmniej dwoch,lub trzech, bo to byly ciezkie
          zrobione z zeliwa.

          Byly uczen z drugiego pietra,ktory oblal mature w nastepnym roku szkolnym
          1948/49 i wyjechal do Warszawy.
          • Gość: mira21 Re:Liceum Kochanowskiego IP: *.aster.pl / *.aster.pl 13.10.04, 21:40
            Dobry Wieczór Lajkoniku! Bardzo długo tu nie zglądałam. Dzięki za historyjkę.
            Czytając opowiadanie widziałam cudną scenę jak oni (Ci dwaj z furtką) noszą te
            furtki w te i we te, byłby niezły scenariusz (jak dwaj ludzie z
            szafą).Pozdrowienia.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka