aniusia1238
13.10.10, 00:23
Śniłam, że urodziłam drugie dziecko(jedno już mam, nie jestem w ciąży). Po powrocie ze szpitala trafiłam do szopy(która znajdowała się na naszym ogródku) gdzie był urządzony pokój dla mojej drugiej córki. My zaś mieszkaliśmy w domu,a ona w tej szopie. W pierwszą noc po powrocie wykąpałam małą, ułożyłam do snu. Bezproblemowo zasnęła. Zostawiłam ją tam i poszłam do domu. Rozpętała się burza. Spojrzałam w okno, ujrzałam tam swojego psa, owczarka niemieckiego. Słyszałam płacz mojej nowonarodzonej córki, ale bałam się tam iść. Było ciemno i na dodatek ta burza. Mówiłam sobie "nie jest tak źle, dziecka nie można pokochać tak od razu po urodzeniu więc nie ma się co bać że się do niej za szybko przywiąże". Po burzy mimo że nadal była noc, poszłam do niej. Już nie płakała. Nie było jej w łóżeczku. Zaczęłam jej szukać. Byłam wystraszona. I wtedy pojawiła się moja mama i mówi że moja córka jest w budzie, martwa, nasz pies ją zagryzł. Bałam się tam pójść, sprawdzić. Ale zrobiłam to, ujrzałam ją, a właściwie to co po niej zostało, była obdarta ze skóry...Okazało się że mój pies jak była burza wszedł do szopy,a wtedy jak płakała to oznaczało że pies ją gryzie...Byłam przerażona. Zamknęłam oczy. Wiedziałam że to moja wina. Że nie powinnam jej zostawiać. Ale było za późno. Pomyślałam tylko "to nic, to nic, nic się nie stało...nawet nie zdążyłam jej pokochać" ale i tak czułam ból. I wtedy się obudziłam.
Z góry dziękuję za pomoc:)ten sen nie daje mi spokoju