bita_swinia
13.05.14, 14:54
"Widzieliśmy drag, czyli społeczną konstrukcję płci – wizerunek, nad którym ma się kontrolę, ciało, które nadaje samo sobie znaczenia, płeć świadoma i sprawująca nad sobą władzę wygrywa tu z ciałem biernym, będącym przedmiotem władzy, sterowanym. Z tym, co tabloidy nie bez powodu nazywały slave girls. Z tymi niewolnicami znaczeń, które nie są ich, które zostały nadane kobiecości bardzo dawno. Conchita wygrała z tą starą śpiewką, że najwięcej witaminy mają (polskie) dziewczyny. Europa wybrała ciało świadome i samokształtujące się, bo Conchita-diwa celowo zderza kobiecość i męskość. Gdy jest w męskim stroju, to wcale nie nosi brody; ta broda jest dopasowana właśnie do sukni. A polskie dziewczyny co tam zderzają, jakie znaczenia same nadają? Ubijają masło."
A czemu praca nad wizerunkiem ciała ma być wartością? Jak ktoś zrobi ze swojego ciała abażur, krzesło to będzie bardziej wartościowy i wolny, niż ten kto po prostu spontanicznie będzie się ruszał? Bo mi się zdaje, że ten pierwszy "kreatywny" ma coś więcej z byciem przedmiotem władzy i sterowalnością. Do wizerunku wagę przykładają bardziej zewnątrzsterowalni. Wizerunek zawsze jest dla kogoś. Nie heituję pana z brodą, ale niestety po sposobie zachowania zwłaszcza już po występie więcej widać zmanierowania. Jest dokładnie taki sam jak polski Szpak.