Dodaj do ulubionych

być bertrandą ?

02.09.09, 14:04
przyszedł ktoś do mnie skoro świt z ręką pociętą.
psychiczny dół ma.
nie ma głębokich sznytów, opatrzyłam, dałam melisy i waleriany i
spać położyłam.
pytałam przedtem czy może do szpitala - stanowczy sprzeciw.
nie nalegałam, bo wiem co to jest - szpital.
se myślę co dalej.
się boję, że jak nawet do mojej doktorki zadzwonię, to naśle
pogotowie.
Obserwuj wątek
    • dolor Re: być bertrandą ? 02.09.09, 14:14
      Gadać, gadać, gadać. Z dwóch się próbujących zabić osób, o których próbach
      wiedziałem, jedna pocięta, druga nałykana, obie żyją i mają się chyba nawet nie
      najgorzej. Nie wiem, czy po pogotowiu na siłę mógłbym coś takiego napisać.
      • olga_w_ogrodzie Re: być bertrandą ? 02.09.09, 14:29

        no właśnie się wie co to na siłę pogotowie - tam nikt nie
        psychologizuje tylko dba o własny tyłek, by zaniedbania procedur kto
        nie zarzucił.
        nie będzie pogotowia.
        ani szpitala gównianego.
        zwłaszcza, że to sznyty, a nie rany do szycia.
        chciałby nie żyć, to by nie przyszedł do mnie.
        się wyśpi i się będzie gadać.
        ewentualnie się zadzwoni do doktorki u której onegdaj się prywatnie
        leczyło.
        i do jego przyjaciela chyba też, ale o to się spyta, gdy obudzi się,
        by nic nie było na siłę i by poczuł, że bezpiecznie.
        • dolor Re: być bertrandą ? 02.09.09, 15:07
          Wiem, że wiesz. I że jeśli to nie pomoże, nie pomoże nic; ale to powinno pomóc.
          Do mnie z nadgarstkiem do szycia kiedyś przyszła. Ale tylko skóra była przecięta.
    • damakier1 Re: być bertrandą ? 02.09.09, 15:46
      Olgo, tak patrzę i widzę, że strasznie Ty dużo dźwigasz. Żebyś sie
      tylko nie zatraciła. Bardzo proszę - nie zapominaj o sobie.
      • of.woman.born Re: być bertrandą ? 02.09.09, 16:00
        damakier1 napisała:

        > Olgo, tak patrzę i widzę, że strasznie Ty dużo dźwigasz. Żebyś sie
        > tylko nie zatraciła. Bardzo proszę - nie zapominaj o sobie.

        Robię co mogę w tym zakresie. Awantury urządzam, ale ona i tak zrobi swoje.
        Imponujące to bardzo, ja wiem, ale jak ona mi się wykonczy przez to rartowanie
        świata to pozabijam.
        • olga_w_ogrodzie Re: być bertrandą ? 02.09.09, 16:21
          dzięki.
          macie rację, bo ja wiem, że już było tak nie raz, że się
          wplątywałam, była aktywizacja, ale potem mi się przepalały nerwy i
          ledwo żyłam.
          tym razem mam nadzieję nie mieć powtórki z rozrywki i zachować
          kontrolę.
          to mój dobry kolega, a nie przyjaciel.
          po jego przyjaciela zawdzwoniłam - właśnie wyszli do parku
          posiedzieć i pogadać.
          widzę już, że lekarz tu zbędny, bo nie depresja to tylko dół
          sytuacyjny
          się już on nawet uśmiechać zaczął

          /a Marcina o ktorym na MŚ pisałam zabrali na Mazury na tydzień -
          trochę więc odpadło sprawek/
          • damakier1 Re: być bertrandą ? 02.09.09, 16:49
            > trochę więc odpadło sprawek/

            I bardzo dobrze! Ugotuj coś pysznego i zjedz.
            U was też takie lato cudne?
    • lucyna_n Re: być bertrandą ? 02.09.09, 15:52
      no to też pięknie
      wogóle ja nie wiem co dzisiaj jest za dzień, ta jesien to chce mnie zabić chyba.
      • olga_w_ogrodzie Re: być bertrandą ? 02.09.09, 16:23
        dziś jest środa i wciąż kalendarzowe i pogodowe LATO.
        się tego trzymajmy.
    • dolor Re: być bertrandą ? 04.09.09, 22:59
      Chyba nie wolno, ale wkleję, bo to ładne jest:

      fragment książki Franka Farrelly'ego i Jeffa Brandsma "Terapia Prowokatywna".
      Fragment pochodzi z Rozdziału 8 - "Pytania i Odpowiedzi". (...) 5. P.: Jak
      stosujesz terapię prowokatywną w pracy z samobójcami? 5. O.: Ostrożnie. Jednak
      jeżeli przyjąć, że większość samobójczych myśli pochodzi z depresji, a część
      stanów depresyjnych pochodzi z agresywnych uczuć "wszczepionych" przez inną
      osobę, terapia prowokatywna ze swoją zdolnością prowokowania reakcji "walki"
      szczególnie odpowiada takim pacjentom. Zarówno sprowokowana u klienta złość, jak
      i sprowokowany śmiech stają w opozycji do depresji. Większość klientów pomimo
      tego, że "nie mają po co żyć", nagle widzi siebie, jak reagują spontanicznie w
      stosunku do terapeuty prowokatywnego i odtąd doświadczają w swoich silnych
      reakcjach "tu i teraz" trochę sensu istnienia. (...) Warto tutaj wspomnieć, że
      niezależnie od podejścia, które stosujecie, jeżeli stale pracujecie z
      pacjentami, którzy mają historię prób i myśli samobójczych, statystyka mówi, że
      prędzej czy później ktoś na wasze konto samobójstwo popełni. Specjalnie użyłem
      sformułowania "na wasze konto", ponieważ według mnie większość klinicystów
      doświadcza tego dokładnie w taki sposób. Jeden z moich klientów powiedział mi
      nawet: K. (wpatruje się w terapeutę): Jeżeli popełnię samobójstwo, twoje
      nazwisko będzie zniszczone. T. (nonszalancko): Daj spokój. Też tak kiedyś
      myślałem, ale za każdym razem, jak mój klient popełnia samobójstwo "moi koledzy
      z pracy tak bardzo mnie wspierają, nie uwierzyłbyś. Zazwyczaj mówią coś w
      klimacie: "Tak czy siak popełniłby samobójstwo prędzej czy później - nikt nie
      mógł go powstrzymać". Albo: "Wyrażam wielki szacunek za odwagę, jaką wykazałeś
      pracując z nim - ja po prostu się bałem". Obejmują mnie ramieniem i mówią:
      "Frank, nie masz ochoty na filiżankę kawy. Z mlekiem? Ile cukru?" Ja odpowiadam
      (terapeuta przyjmuje ton wahania, płaczliwym tonem, ciężko przełyka ślinę):
      "Tak, chętnie... tylko... jedną... łyżeczkę... cukru... poproszę". (ociera z
      oczu "łzy"). I w tym momencie (terapeuta nagle zmienia ton z płaczliwego na
      szczęśliwy) natychmiast czuję się lepiej, a po obiedzie nic już nie pamiętam.
      Nawet rodziny zawsze koniec końców mi dziękują: "Zrobił pan wszystko, co w pana
      mocy. Jesteśmy wdzięczni". Albo mówią: "No cóż śpi teraz z Jezusem" - co brzmi
      trochę pedalsko (klient wybucha śmiechem pomimo starań zachowania powagi) "
      ale... nie, nie pozwolę, żeby twój strach przed zrujnowaniem mi zawodowej
      reputacji powstrzymał cię przed samobójstwem. K. (czerwony na twarzy, zagryza
      wargi, parska śmiechem): Dobra, już dobra. Rozumiem. (P.62) (...)
      • olga_w_ogrodzie Re: być bertrandą ? 04.09.09, 23:43
        dziś śpi on u mnie w pokoju kota.
        tam nie za czysto, bo żwirku nowego nie kupiłam.
        nie sprowokowało się złości, ni śmiechu.
        ale uparcie twierdzi się, że nie jest to depresja.
        silny dotąd facet poleciał w dół, bo okoliczności złe.
        se sądzę tylko, że na razie nie powinien być, jak ja, że gdy źle, to
        się odcinam.
        sam raczej nie powinien być on.


        • dolor Re: być bertrandą ? 04.09.09, 23:51
          Silnych też rozwala.
          A Ty powinnaś mieć większe mieszkanie, żeby się cały trzeci świat zmieścił.
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka