5th_element
22.05.11, 12:37
Wczoraj zakończyły się Juwenalia. Całe miasto drżało w posadach od huku, nie mogli spać ludzie zmęczeni tygodniem pracy, dzieci ryczały z niewyspania, wyobrażam sobie jak miłą rekonwalescencję mieli pacjenci szpitala na Pomorzanach.
Telefony do Straży Miejskiej skutkują jedynie wysłuchiwaniem nadąsanego strażnika, który:
-nie wie, do której godziny imprezy mogą trwać
-nie wie, jakie natężenie decybeli jest dopuszczalne
-nie wie, kto wydał pozwolenie na imprezę (podobnie jak w ub. tygodniu nie wiedziano, kto wydał zezwolenie na przaśny piknik koło Transu)
-nie potrafi wskazać procedury, jaką może podjąć mieszkaniec celem zażalenia na tę sytuację.
Jedyne co wie pan strażnik o numerze służbowym 08 to jest to, że on imprezy, ZA KTÓRĄ KTOŚ ZAPŁACIŁ nie przerwie. Policja również sugeruje.... zacisnąć zęby. Dziękuję w imieniu zmęczonych tysięcy obywateli.
Może jakiś studencina czy inny amator tego typu atrakcji wyjaśni mi zagadkę, jak bawi się w takim natężeniu hałasu? Czy cisza Was męczy, czy czujecie się niespokojni słysząc MUZYKĘ a nie hałas?
Zatem proponuję zrzucić się na opłacenie tygodniowej imprezy z huczącą muzyką pod domem Krzystka i komendanta Policji, bo ta również wydaje zgody na tego typu działania.
Szczecin stał się nie tylko pod względem gospodarczym przaśnym za...piem. Kultura mierzona jedynie ilością decybeli charakterystyczna jest dla popegeerowskich wsi, i to jest widać cel naszych włodarzy.