Dodaj do ulubionych

Filozofia w Depresji- powieść o Szczecinie

IP: *.crowley.pl 18.01.05, 00:20
Powieść akademicka (filozoficzna) opisująca polskie środowisko naukowe z
perspektywy młodego akademika. Kazik Góral, świeżo upieczony doktor filozofii
wygrywa konkurs na adiunkta w Instytucie Filozofii Uniwersytetu w Depresji,
miasta położonego na nizinie... (Prawdziwe imię miasta to Szczecin). Zdaje mu
się, że trafia do świata z pogranicza snu i jawy, świata nierealnego i
nieokreślonego (miasto Depresja nie ma centrum), a jednak rzeczywistego,
choćby dlatego, że powieść oparta jest na faktach autentycznych. Książka pełna
humoru, ironii i dystansu, co jest rzeczą niespotykaną w polskim środowisku
naukowym traktującym siebie ze śmiertelną powagą. Kończy się tragedią, która
jednak staje się początkiem wyzwolenia dla głównego bohatera.

Oto mały fragment ze Wstępu:

„Morze. Woda. Tales. Początek świata. Początek filozofii. Początek
naszej kariery w Depresji. 'What do you read my Lord? Words, words,
words'. Co widzisz, my Lady? Wodę, wodę, wodę. Niebieskozielona
ciecz przypływała do nas spokojnymi falami łasząc się do stóp. Pies
w stanie nirwany. Po linii horyzontu powolutku sunął stateczek. Wyglądał
jak linoskoczek, bo zdawało się, że rozpostarte przed nami morze
tworzy pionową scianę wody. Najmniejsze zboczenie z wyznaczonego
kierunku i łupina runie w dół. Ale to tylko złudzenie optyczne. Nie było
strachu. Wręcz przeciwnie, szum fal głaskał serca, które biły coraz spokojniej.
Czas i przestrzeń zaczęły tracić wyrazisty kontur. Bo czas
i przestrzeń nie są tylko wytworami umysłu ludzkiego, ale i jego serca.
I kiedy serce przestaje bić, wtedy 'gdzie i kiedy', 'skąd i dokąd' tracą
swą wage i pretensjonalność. Przekonania, wartości, nadzieje, uczucia,
a zwłaszcza miłość i nienawiść zapełniające niczym duchy czas i przestrzeń
ludzkiego żywota, stają się nieistotne, stają sie problemem ziarnka
piasku zagubionego w bezbrzeżnej pustce”.

Albert Sowa, "Filozofia w Depresji"
Wydawnictwo MY BOOK, www.mybook.pl
Obserwuj wątek
    • Gość: aqua tofana Re: Filozofia w Depresji- powieść o Szczecinie IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 18.01.05, 18:08
      Chyba niezły szumek musi teraz panować na uniwerku. Książkę czytałam, nie chciałabym być w skórze opisanych osób, kanalijki z niektórych wylazły. Mimo że autor ludzi nie ocenia, tylko opisuje gołe fakty, opinię mozna sobie wyrobić o środowisku naukowym...
      • Gość: Doktorant Re: Filozofia w Depresji- powieść o Szczecinie IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 25.01.05, 15:00
        Gdzie to można kupić w Szczecinie?
        • Gość: Albert Sowa Re: Filozofia w Depresji- powieść o Szczecinie IP: *.crowley.pl 30.01.05, 22:10
          Książkę mozna nabyć w wydawnictwie Mybook (www.mybook.pl) lub w Księgarni Los
          Gardenios
      • Gość: Tomek Re: Filozofia w Depresji- powieść o Szczecinie IP: *.internetdsl.tpnet.pl 14.02.05, 17:12
        własnie przeczytałem :) niezłe, naprawde nizłe. Ksiazka to niezły smakołyk dla
        osób zwiazanych z uniwerkiem :)
      • Gość: trel jak sie nazywa rektor Rutkowski w książce?? IP: *.devs.futuro.pl 09.03.05, 15:51
        ...nagroda 50 PLN...dla ułatwieniam dodajmy, że ma pseudonim "jajecznica"...
      • Gość: trel może konkurs:KTO jest najwiekszą świnią w książce? IP: *.devs.futuro.pl 09.03.05, 15:52
        ...i jak sie nazywa w realu??
    • Gość: Albert Sowa Re: Filozofia w Depresji- powieść o Szczecinie IP: *.crowley.pl 01.02.05, 12:32
      Acha, zapomniałem. Książkę można też nabyć na Allegro w dziale "filozofia"
      (tania przesyłak). No ale będąc w Szczecinie lepiej udać się bezpośrednio do
      księgarni lub skontaktować z wydawnictwem.
    • Gość: cezary Re: Filozofia w Depresji- powieść o Szczecinie IP: 83.168.104.* 01.02.05, 23:34
      Żałosny jesteś chłopcze!!!
      • Gość: AS Re: Filozofia w Depresji- powieść o Szczecinie IP: *.crowley.pl 03.02.05, 15:15
        W porządku, ale wolałbym, abyś precyzyjnie zwerbalizował swoje uczucie. Napisz
        recenzję fragmentu to pogadamy, bo proste ekspresje uliczne mnie nie ruszają.
      • autumna Re: Filozofia w Depresji- powieść o Szczecinie 03.02.05, 18:07
        No cóż, jesli uważasz, że polskie środowisko naukowe w rzeczywistości tak nie wygląda, zajrzyj na forum Doktoranci. Ile pasji naukowych zostało zarżniętych przez brak pieniędzy, przez układy i układziki...
    • Gość: carnap Re: Filozofia w Depresji- powieść o Szczecinie IP: *.internetdsl.tpnet.pl 03.02.05, 22:27
      książeczka zdaje się byc autentyczna tylko co z tego? dla studentów filozofii
      jest to niezła gratka bo sporo w niej "sensacji" dot. wykładowców. ale tez
      widać pełen pretensji wyrzut pana Mrówki, któremu po prostu sie nie powiodło a
      może i środowisko było nie takie jak trzeba....... ale żeby od razu nazywać CAŁE
      miasto depresją... przesada.
      • autumna Re: Filozofia w Depresji- powieść o Szczecinie 04.02.05, 11:17
        Dla mnie to nie przesada. Raz, że środowisko akademickie - całkiem innej uczelni - poznałam dość dobrze i nóż mi się w kieszeni otwiera, dwa - że coraz więcej moich znajomych - wykształconych, ze znajomością języków obcych po wielomiesięcznym poszukiwaniu pracy wyjechało stąd za granicę.

        PS. Czemu Mrówki? Chyba Ci się zwierzątka pomieszały?
      • Gość: AS Re: Filozofia w Depresji- powieść o Szczecinie IP: *.crowley.pl 05.02.05, 17:11
        Drogi Carnapie,

        Szanuję Twoją opinię, ale chyba w niewielkim stopniu mogę się z Tobą zgodzić.
        Gdybym poszukiwał zwykłej sensacji, to książeczkę opublikowałbym w odcinkach w
        "Fakcie". Sensacji jest stosunkowo mało, tj. przynajmniej z mojego punktu
        widzenia, bo mógłbym pomnożyć to razy dziesięć. Oczywiście, są tam fakty istotne
        z życia IF, a dla studentów filozofii, czy pozostałych czytelników wydaje się
        być ich całkiem sporo. Nie jest to też coś w rodzaju "Dnia świra", komedii tak
        samo śmiesznej, co nieprawdziwej (bo opisującej bardzo fałszywie los
        inteligenta), ale powieść pełna wieloznaczności.

        Piszesz o "pełnym pretensji wyrzucie pana Mrówki, któremu po prostu się nie
        powiodło". Znaczy to, że w tej książce nie dostrzegłeś nic więcj ponad sensację,
        której ja sam byłem po części twórcą. Owszem, możena powiedzieć, że p. Mrówce
        się nie powiodło, ale co to znaczy? Czy to, że był za głupi na Szczecin? Jeśli
        tak, to dlaczego powiodło mu się na Sorbonie? Dlaczego z Zachodu wrócił do
        Polski z dwoma doktoratami? W innym przypadku, może Ci chodzić o niepowodzenie w
        sensie, by tak rzec, biznesowym. Pan Mrówka przyjechał do Szczecina,
        zaintwestował swój kapitał i zbankrutował. Trudno się mówi, nie powiodło mu się.
        Tym gorzej dla niego. Po prostu. A dla miasta? Przecież to żadna szkoda. Uciekł
        stąd Gałczyński, to przecież tym bardziej nie będziemy płakać za nie znanym
        nikomu panem Mrówką. Przyjdą inni. Lepsi. Ja to widzę trochę inaczej. To, co Ty
        nazywasz "niepowodzeniem", dla mnie jest "degradacją", a co dla Ciebie
        "pretensją", dla mnie "żalem". Nie tylko moją (ale przede wszystkim), ale naszą
        wspólną degradacją, całego środowiska. Wszyscy jesteśmy winni temu, że nie udało
        nam się zbudować czegoś naprawdę nowego, uzgodnić, po śmierci Przecława, nowej,
        pluralistycznej wizji. Była realna, nipowtarzalna szansa. Zapewne dla Ciebie
        (przypuszczam, że studenta filozofii) wszystko na zewnątrz wygląda OK, ale ja
        sam nie lubię grobów pobielanych wapnem. Kwestia gustu. Musisz też wiedzieć, że
        mój przypadek nie jest odosobniony. Przyjrzyj się dokładniej spisowi pracowników
        IF sprzed np. dówch lat i obecnemu. Bardzo się dziwię (zakładam, że przeczytałeś
        w całości tę książkę, bo to podstawa tej dyskusji), że nie dostrzegłeś w książce
        istotnych rozważań dotyczących sensu samej filozofii. No ale cóż, jeśli tak
        lubisz Carnapa, to w refleksji pisanej pomiędzy smaczkami z zycia naukowców, nie
        dostrzeżesz nic wiecej, oprócz sensacji. Ja sam wolę być metafizykiem - upadłym
        muzykiem (jeśli odnieść się do Twego ulubieńca, tyle samo genialnego, co
        ograniczonego), niż pozytywistą logicznym - upadłym filozofem. To też jest pewne
        znamię IF. A jeśli uważasz, że książka jest tylko wyrazem moich pretensji, to
        proszę Cię, przeczytaj raz jeszcze uważnie wątek drugiego snu. To jest dla mnie
        samego centralna część tej książki.

        Co do Depresji, to faktycznie, mieszkańcom Szczecina nazwa może nie imponować.
        Jednakże po pierwsze, tytuł "Filozofia w Depresji" jest dwuznaczny. Oznacza
        nazwę miasta, ale i pewien stan umysłu. To drugie jest ważniejsze. Ja nie chcę
        potępiać Szczecina jako miasta i wierz mi, że naprawdę mnie ono, jako przybysza
        z zewnątrz, zaintrygowało. Na swój sposób zafascynowało. Książka nie jest
        pamiętnikiem, tylko powieścią, w której pewne rzeczy przejaskrawiam, a inne
        tonuję. Miasto przejaskrawiłem, bo posłużyło mi to jako wyraziste tło. Zobacz na
        wydawane od niedawna w Szczecinie "fo:pa". Pan Mrówka widnieje tam jako
        recenzent. To tylko jeden przykład, że nie zerwał w pełni więzów z miastem.
        Zostawił też na samym uniwersytecie kilku przyjaciół i znajomych, o których wie,
        że zależy im na rozwoju uczelni i miasta. Nie wyjechał więc obrażony. Ale z
        drugiej strony, Depresja prosperuje bardzo, ale to bardzo kiepsko. Czego jej
        brak? Choćby filozofii i filozofów, którzy przejęliby by się tym, że ponoszą
        odpowiedzialność za kształt obecnej i przyszłej kultury w mieście, w którym
        główne skrzypce grają ludzie tacy jak ci, co wypisują tutaj i gdzie indziej pod
        moim adresem: "Jesteś żałosny, chłopcze". Nie jestem żałosny (prędzej rozdarty
        wewnętrznie, to OK), tylko nie lubię, jak ktoś zasłania mi sobą słońce. I mówię
        o tym. A co robili filozofowie w Depresji? Medytowali twórczo nad zdaniem "homo
        homini lupus est". Niedawno otrzymałem list ze Szczecina od pewnej znajomej mi
        osoby. Napisała, że rzeczywistość jest dużo smutniejsza niż w książce. Ale pana
        Mrówki nie ma już w Szczecinie. I to nie jego pretensje.
        • cipak Przeczytal ktos z wyjatkiem autora... 05.02.05, 17:26
          ...ten autoreklamowany gniot?
          • autumna Re: Przeczytal ktos z wyjatkiem autora... 05.02.05, 18:43
            Owszem. Może autoreklamowany, ale na pewno nie gniot. I zamierzam go dać w prezencie promotorowi mojej pracy doktorskiej na pożegnanie. Zawsze był wrogiem wchodzenia w układy, a zwolennikiem prawdziwej nauki. Identyfikuję się z tą książką, choć nie jestem z opisanej tam uczelni. Dlaczego? Przeczytaj sobie wątek z innego forum:
            forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=16566&w=18085820&a=18085820
            Ksiązka jest dobrym uogólnieniem sytuacji panującej w polskiej nauce. Nie pada tam nazwa miasta. Nie padają prawdziwe nazwiska. Cóż, skoro ktoś zobaczył siebie niczym w lusterku - tylko spodziewał się księcia, a ujrzał małpę - to chyba jest znamienne.
          • Gość: AS Re: Przeczytal ktos z wyjatkiem autora... IP: *.crowley.pl 06.02.05, 13:52
            Cipaku (nisko się cenisz),

            Co do reklamy, to dumny i blady polecam inne dziełko pt. "Heraklit", Wydawnictwo
            Naukowe Scholar, Warszawa 2004. A czym Ty się możesz pochwalić?
            Co do reszty, odsyłam do odpowiedzi Cezaremu
        • Gość: carnap ulubiony kr Re: Filozofia w Depresji- powieść o Szczecinie IP: *.internetdsl.tpnet.pl 05.02.05, 18:51
          Drogi AS

          po pierwsze nie znam Carnapa a jak bym znał to pewnie bym nie polubił. po drugie
          nie jestem studentem ani filozofii ani niczego innego acz wykształcenie i
          znajomość rzeczy w tym i lokalnego środ. akademickiego posiadam. po trzecie
          wreszcie książeczkę przeczytałem.
          doskonale rozumiem intencje autora FwD jako że mogłem go poznać osobiście i
          nawet jakiś czas mniej lub bardziej uważnie obserwować jego poczynania na ul.
          Mickiewicza. nie chodzi mi o to abym deprecjonował jego osobę surowo osądzając
          jego publikację ale też traktuje ja właśnie jako książeczkę tzn. mam nadzieje że
          i On nie przywiazuje do niej uczucia które podpowiadałoby iz napisane w niej
          jest prawda prawda prawda a cały inst. fil to magma breje kunktatorstwo ogólnie
          żenada i niewypał. bo wcale tak nie było (nie wiem niestety jaki klimat panuje
          na Krakowskiej) Oczywiście prawdą jest że przybycie do nas bydgoszczanina i jego
          wielkiego kolegi Krzesiwa zupełnie odmieniło - na gorsze - klimat w instytucie
          ale były do tego warunki w osobie Irka na przykład. Potworny okres dwóch śmierci
          i coraz większa władza Irka przesadziły o nowym kierunku instytutu. Tyle tylko
          czy to źle? dla mnie czy dla K.M autora FwD na pewno tak ale czy dla innych
          również? niektórzy świetnie sie w tym odnajduja aczkolwiek widok świetnej
          skądinąd koleżanki studentki obecnie pracującej na krakowskiej kiedy obcałowuje
          wredne skądinąd istoty WSZYSTKICH swoich kolegów budzi wątpliwosci czy człowiek
          o pewnych zasadach, wrażliwości itp. znalazłby dla siebie miejsce w nowym inst.
          fil. Ja znam szereg żałosnych zdarzeń z życia instyt. także po wyjeździe K.M z
          miasta mało tego obserwowałem też Ogólnopolski Zjazd a nawet weń uczestniczyłem
          choć nie "z ramienia" szczecińskiej filozofii a z własnego - prywatnego.
          po śmierci Przecława nie było żadnej wizji. nie oszukujmy się. owszem była jego
          własna ale tę już K.M wyłuszczył i osądził de facto według mnie trafnie.

          ps.
          co do fo:pa dobra inicjatywa popieram a nawet....
          gdyby tylko jeszcze bracia przestali prowadzić tę głupia wojnę z ..
          gdyby tylko jeszcze recenzenci (myśle o kims innym nie o K.M) nie pisali do
          gazetki w której są recenzentami bo to mało profesjonalne
          a tak w porządku. mam nadzieję że pomysł się powiedzie zwłaszcza że mam w tym
          udział :)
          napisałbym wiecej zwłaszcza sprawa przerysowania postaci naszegi instytutu jest
          ważna ale to kiedy indziej....
          trzymam kciuki i zmykam tymczasem
          • Gość: AS Re: Filozofia w Depresji- powieść o Szczecinie IP: *.crowley.pl 06.02.05, 15:02
            Drogi i ulubiony Carnapie,

            Muszę odpisać, bo muszę przeprosić Cię za moje intuicyjne pomyłki co Twojej
            osoby. A jeśli już jestem przy słowie, to jeszcze kilka zdań.

            Zgadzam się z Tobą, że jest to tylko książeczka; nie jest tam przedstawiona
            tylko i tylko prawda. Mało tego, zakładam, jako autor powieści, że mam prawo
            kłamać. Co to znaczy? To, że prawda literacka nie pokryta się z klasyczną
            definicją prawdy. Można więc doszukiwać się rzeczywistej postaci ukrytej pod
            pseudonimem Jasia, ale nie można powiedzieć, na ile zgodność ta jest prawdziwa.
            Np. postać Krzysztofa Wojciechowskiego jest w niewielkim stopniu (tak mi się
            zdaje) odbiciem jego prawdziwej osoby.
            Natomiast prawdziwa prawda jest dla mnie taka, że tą samą łopatą grabarz kiedyś
            po tyłku uderzy mnie, Ciebie, czy Jasia. Więc po cóż człowiekowi śmiertelna
            powaga, z jaką czasem człowiek traktuje samego siebie?
            IF nie był całkiem "be". Był nawet całkiem interesujący, no bo jak mogło być
            inaczej wśród filozofów? Jest tam kilka ciekawych osób, które sporo potrafią,
            ale z różnych względów wiele straciły i tracą. Może rozrusza je nowa dyrekcja (w
            co raczej wątpię)? Z tym się zresztą też z Tobą w pełni zgadzam, że jest to
            tylko pewien punkt widzenia, tzn. to, co ja lubię, nie musi podobać się nie
            tylko Jasiowi, ale i moim byłym znajomym, którym Jasiu podoba się całkiem
            całkiem. Może to tylko kwestia odmiennych potrzeb psychologicznych? Jedni wolą
            być panami, ale są i tacy, którym dobrze być niewolnikami. Wyobrażam sobie, że z
            nową dyrekcją, IF może świetnie funkcjonować. Mi to nie odpowiadało, bo uważam,
            że z natury swej środowisko filozoficzne jest, by tak rzec, quasi-anarchistyczne.

            Może nie pownniśmy rozwijać zbytnio dyskusji o IF na forum (sam nie wiem), ale
            czuję jeszcze potrzebę (i na tym chciałbym zamknąć) wytłumaczenia się z wydania
            tej książeczki. Powstała ona jeszcze w Szczecinie, a pisanie było, jak to często
            bywa w podobnych przypakach, rodzajem autoterapii. Początkowo nie było planu
            wydania, ale ponieważ ktoś uznał, że za dobrze by było, gdyby KM tak sobie bez
            "prezentu" odjechał, więc zaserwowano mu małą bombę z opóźnionym zapłonem.
            Wybychła wtedy, gdy KM był już daleko, daleko od Szczecina. Pomyślał więc sobie,
            że ponieważ nie jest juz związany z US, więc nie obowiązuje go już "trzymanie
            języka za zębami". Z drugiej strony, pewni ludzie nie zrozumieli jednej
            oczywistej rzeczy: rezygnując dobrowolnie z pracy na US, KM sam usunął wielki
            kłopot. Inaczej byłby nie do ruszenia i wieczną zawadą. KM chiał mieć święty
            spokój, bo nic dlań bardziej cennego, jak złota maksyma Epikura "Żyj w
            ukryciu!". Z mojego osobistego punktu widzenia - który jednak dla Czytelnika
            powinien być najmniej ważny - jest to więc odpowiedź "basta!".

            No i na koniec jeszcze kilka pozytywnych słów o Szczecinie. Nie tylko dużo tam
            wody (to przede wszystkim w Depresji), ale i zieleni, wbijającej się klinem w
            miasto. I ulice przestrzenne ze szpalerami drzew. To wszystko jest naprawdę OK.

            Pozdrawiam i życzę wszystkiego najlepszego. Również "życzliwym" mi osobom.
          • Gość: stud[end] deprasja a [fo:pa] IP: 62.69.200.* 07.02.05, 17:53
            ale się rozpisaliście!
            ksiażka i tak zroobiła swoje, a jesli jeszcze nie to, dopiero zrobi...
            do carnapa ulubionyego:
            zastanawia mnie, kto jeszcze bedzie się podpisywał pod [fo:pa]?
            sądząc z twojej wypowiedzi niewiele wiesz o całym tym przedsęwzięciu, o wojnie
            również...
            pozdrawiam
            • Gość: carnap sie zużył Re: deprasja a [fo:pa] IP: *.internetdsl.tpnet.pl 07.02.05, 19:53
              no dobra więcej nie będe gadał. pod fo pa sie nie podpisuje wystarczy że mam z
              nim związek a wojna....? ciesze sie że wiem o niej tyle o ile bo wcale mnie ona
              nie interesuje.

              pozdrowienia ślę
        • ton9 Re: Filozofia w Depresji- powieść o Szczecinie 05.02.05, 20:56
          Jeszcze nie przeczytałem ksiązki, ale już przeczytałem liścik AS i do niego właśnie chce się odnieść. Przeczytałem w nim jakieś naukawe dyrdymały na temat filozofii Carnapa i "metafizyka". Co w ogóle AS wie o filozofii, metafizyce? Podejrzewam, że niewiele, chyba tyle ile przeciętny licealista, który na polaku czytał jakieś literackie teksty filozofów, i który jakimś trafem, nie dowiedział się, że literatura to wcale nie filozofia. I teraz ze "smaczków z życia naukowców" chce robić filozofię, może nawet "filozofie depresji", albo z muzyków metafizyków, chyba dlatego, że też na "m". Przecież depresja jest nazwą jednostki chorobowej diagnozowanej przez psychiatrów, a nie przez filozofów.

          Nie jestem literatem i nie wiem, na czym polega robienie literatury, być może właśnie na "smaczkach" i psychiatrii, ale na tym nie polega filozofia. Moim zdaniem AS to taki, ani literat, ani filozof, który tylko chce ukryć swoją ignorancje pod jakimiś pozorami. Lepiej by było dla nas i pewnie dla niego też, gdyby zamiast pisać liściki na forum, zwyczajnie zapisał się na studia filozoficzne, np. w Szczecinie, i dowiedział się, co to jest filozofia, zamiast głupio powtarzać plotki z korytarza.
          • Gość: AS Re: Filozofia w Depresji- powieść o Szczecinie IP: *.crowley.pl 05.02.05, 22:46
            Tonie,

            1) Te "dyrdymały" o Carnapie i metafizyku były aluzją do słów samego Carnapa;
            2) "Co w ogóle AS wie o filozofii, metafizyce? Podejrzewam, że niewiele, chyba
            tyle ile przeciętny licealista..." - Ano AS wie tyle o filozofii, co Sokrates,
            czyli wie, że nic nie wie. Innymi słowy, jest z nim gorzej niż z licealistą, bo
            chociaż AS kilka lat strawił nad tekstami filozoficznymi, to czuje się w gorszej
            sytuacji od licealisty, dla którego przeczytanie tekstu A. Camus może stać się
            źródłem najwyższego objawienia. Może by się AS zapisał na studia filozoficzne w
            Szczecinie, gdyby nie to, że zatęsknił znów za górami, za lasami. A licealistom,
            owszem, może jak najbardziej polecić studia z filozofii na US. Dydaktyka w IF
            stoi na niezłym poziomie. Nawet ci, których niezbyt polubił AS, uczą świetnie
            swoich przedmiotów;
            3) "Nie jestem literatem i nie wiem, na czym polega robienie literatury, być
            może właśnie na "smaczkach" i psychiatrii, ale na tym nie polega filozofia...".
            Np. wybitny filozof Sartre też pisał powieści filozoficzne. I przypisuję mu za
            zasługę, że to samo, co wyrażał w pracach "ściśle" filozoficznych, potrafił
            wyrazić inaczej w powieściach;
            4) "Lepiej by było dla nas i pewnie dla niego też, gdyby zamiast pisać liściki
            na forum..." - Twoim prawem jest nie czytać, a moim pisać.

            Tonie, dziekuję Ci, mimo wszystko, pośmiałem się z samego siebie, gdy zobaczyłem
            siebie w masce, którą mi nałożyłeś.
            • ton9 Re: Filozofia w Depresji- powieść o Szczecinie 06.02.05, 14:13
              "Twoim prawem jest nie czytać, a moim pisać." Póki co jednak każdy ma prawo czytać i nie wolno nikomu tego prawa odebrać, ani go przeinaczać. Zaś z prawem do czytania wiąze się prawo do oceny, którą można, a niekiedy należy wyrazić publicznie.

              Wydaje się, że problemy z czytaniem ma natomiast AS, gdy pisze, iż czytał teksty Sokratesa, które przecież w rzeczywistości nie istnieją i jak twierdzą znawcy tematu - prawdopodobnie nigdy nie istniały. Zresztą Sokrates jest od wielu lat ulubionym autorem filozoficznych ignorantów, którzy wkładają w jego usta własne filozoficzne mrzonki i powołują się na jego starożytny autorytet.
              Na tym nie kończą się problemy AS z czytaniem. Nie czyta nawet króciutkich replik na Forum i dokłada do wypowiedzi interlokutora treści typu "zobaczyłem siebie w masce, którą mi nałożyłeś", których nie wypowiedział; nie pisałem nic o żadnych maskach, ani o ich wkładania, ani nawet o zdejmowaniu. W ogóle nie rozumiem, co mają maski do filozofii.

              Sytuacja, gdy ta sama osoba uprawia w swych tekstach zarazem filozofię i literature, jest raczej wyjątkiem w historii filozofii, niż regułą. A poza tym, żeby powoływać się na kazus Sartra należałoby wcześniej napisać coś na miarę "L'Etre et le neant".
              • Gość: vanitas Re: Filozofia w Depresji- powieść o Szczecinie IP: *.internetdsl.tpnet.pl 06.02.05, 17:04
                a wiesz co oznacza słowo neantyzacja? hahahaha
                • ton9 Re: Filozofia w Depresji- powieść o Szczecinie 06.02.05, 18:24
                  Z francuskiego (neantisation) znaczy tyle co "obracanie się w nicość". Termin rzeczonego Sartre-a, który się nie przyjął. hihihi

                  Gość portalu: vanitas napisał(a):

                  > a wiesz co oznacza słowo neantyzacja? hahahaha
                  • Gość: AS Re: Neantyzacja Depresji IP: *.crowley.pl 06.02.05, 23:49
                    Do Vanitasa i Tona,

                    Moim zdaniem francuskie słowo NEANTISATION, źle brzmi w polskim tłumaczeniu - a
                    raczej spolszczeniu - "neantyzacja". Ja bym proponował "nicowanie", jako wyraz
                    pochodny od "nicości", podobnie jak w języku francuskim.


                    Do Tona,

                    Ja Tobie, drogi Tonie, którego szanuję, nie zabieram prawa czytania, wręcz
                    przeciwnie, zachęcam bardzo do lektury "Filozofii w Depresji";

                    "Wydaje się, że problemy z czytaniem ma natomiast AS, gdy pisze, iż czytał
                    teksty Sokratesa, które przecież w rzeczywistości nie istnieją i jak twierdzą
                    znawcy tematu - prawdopodobnie nigdy nie istniały...".
                    A ja zdaje się, Tonie, nie mówiłem, że czytałem teksty Sokratesa. Mogłem co
                    najwyżej czytać np. teksty Platona, w których pojawia się postać Sokratesa.
                    Faktycznie, Sokrates prawdopodobnie niczego nie napisał, dlatego przekaz jego
                    postaci i filozofii zawdzięczamy innym. No ale bujający w chmurach Sokrates
                    Arystofanesa nie jest tym samym filozofem, co Sokrates Platona.

                    "Zresztą Sokrates jest od wielu lat ulubionym autorem filozoficznych ignorantów,
                    którzy wkładają w jego usta własne filozoficzne mrzonki i powołują się na jego
                    starożytny autorytet. Na tym nie kończą się problemy AS z czytaniem...".
                    Tonie, pierwszym poważnym filozofem, który włożył swoją naukę w usta Sokratesa,
                    był sam Platon. Notabene, Platon tylko jeden raz pojawia się w swych własnych
                    pismach w pierwszej osobie liczby pojedynczej.

                    "W ogóle nie rozumiem, co mają maski do filozofii".
                    To, że każdy, kto odgrywa rolę społeczną, zakłada jakąś maskę (zob. Pirandello,
                    Jung itd.). A to, że niektórzy czasem chlapią coś nieprzemyślanego na forach
                    internetowych znaczy, że w anonimowym świecie wirtualnym nie muszą zakładać
                    masek i mogą ukazać swe ego, bez oprawki. Twoje ego, Tonie, wydaje się być
                    całkiem przyzwoite, nawet jeśli nasze poglądy na filozofię różnią się diametralnie.

                    "Sytuacja, gdy ta sama osoba uprawia w swych tekstach zarazem filozofię i
                    literaturę, jest raczej wyjątkiem w historii filozofii, niż regułą".
                    Nie jest to takim znowu wyjątkiem. We Francji na przykład jest to wcale
                    nierzadkie. Np. M. Henry, M. Conche, itd.; że nie wspomnę o zmarłym niedawno J.
                    Derridzie, który lepiej się czuł w instytutach literatury, niż w instytutach
                    filozofii.

                    "A poza tym, żeby powoływać się na kazus Sartra należałoby wcześniej napisać coś
                    na miarę L'Etre et le neant".
                    Ale ja już nie chciałbym pisać, że piekło to inni.
                    • Gość: AS Re: Neantyzacja Depresji IP: *.crowley.pl 07.02.05, 19:21
                      Tonie, Powinienem doprecyzować, jeśli chodzi o Platona, że miałem na myśli jego
                      dialogi, w których pojawia się właśnie Sokrates. Istnieją bowiem, jak wiadomo,
                      listy Platona (od autentycznych po nieautentyczne), w których pisze on w
                      pierwszej osobie liczby pojedynczej.
                    • ton9 Re: Neantyzacja Depresji 10.02.05, 22:38
                      Z tego co widzę, to AS ma skłonność do wtrącania się w rzeczy, których się nie zna. Nicowanie zostawmy krawcom; niech oni sobie spokojnie nicują materiał, a filozofii nic do tego. Jedyne, co łączy nicowanie z Sartr'em, to chyba jedno ze słownikowych znaczeń sława "nicować", czyli "odwracać tkanine na lewą stronę".

                      Kwestie "masek" i "ról społecznych" lepiej pozostawić socjologom, znają się na tym lepiej i nie ma powodu, żeby ich wyręczać.

                      Zaś w kwestiach filozofii, to, o ile nazwisko Sartra jest jeszcze znane, to nazwiska: M. Henry, M. Conche, nikomu nic nie mówią. Za to o wiele więcej mówi nazwisko Descartes, który literatem bynajmniej nie był.

                      Owszem, Platon wykłada swoją naukę ustami Sokratesa, ale Platon to był Platon, a Sokratejska dewiza "wiem, że nic nie wiem" stała się zwyczajnie usprawiedliwieniem dla głupoty.
                      • Gość: AS Re: Neantyzacja Depresji IP: *.crowley.pl 11.02.05, 22:47
                        Co do nicowania... Może więc zamiast tego "nicościowanie"? Czy teraz lepiej?
                        Przynajmniej nie kojarzy się z krawcami. A jaka jest Twoja propozycja przekładu,
                        Tonie?

                        Zgadzam się z Tobą, że nazwisko M. Conche nic nie mówi (przynajmniej) polskiemu
                        czytelnikowi. Co do Michela Henry to protestuję. Stał się on już wielką legendą
                        we Francji, a to, że nie jest prawie w ogóle znany w Polsce, to inna sprawa.
                        Piszesz: "Za to o wiele więcej mówi nazwisko Descartes, który literatem
                        bynajmniej nie był". Jeśli chodzi o znanych klasyków, to literatem był i Diderot
                        i Voltaire i Rousseau...
                  • Gość: a może inny pozyty Re: Filozofia w Depresji- powieść o Szczecinie IP: *.internetdsl.tpnet.pl 07.02.05, 19:55
                    brawo zaliczyłeś (aś)

                    pozdrowienia ślę
                • Gość: W. Krysztofiak Re: Filozofia w Depresji- powieść o Szczecinie IP: *.zol.univ.szczecin.pl 15.02.05, 17:35
                  Szanowni Państwo

                  Ksiązka w mojej ocenie jest literacko słaba; język, niestety, przypomina
                  dialogi w telenowelach wenezuelskich. Różnica sprowadza sie do tego, że w
                  telenowelach rozmawia się o rzeczach doczesnych; tu zaś narrator symuluje
                  dialog intelektualny; nawet biblijny (i to mu po prostu nie wychodzi: w życiu
                  za mało przeczytał poważnych powieści; Autorowi poleciłbym "Lolitę" Nabokova;
                  jest to ksiązka perwersyjna, ale metafizycznie; "Filozofia w Depresji" jest
                  niestety tylko perwersyjna).

                  Książka jako fakt społeczny stanowi w intencjach Autora element oddziaływania
                  na filozoficzne środowisko Szczecina. Niektóre postaci, postawy, zdarzenia są w
                  niej przedstawione dosyć rzetelnie; ale jest w książce wiele zmyśleń
                  usłyszanych przy piwie oraz "niesmacznych" insynuacji. Autor jako filozof nie
                  powinien jednak posługiwać się techniką insynuacji. To mam do zarzucenia tej
                  książce; jest w wielu miejscach "świńską" insynuacją. Mężczyzna takimi
                  technikami nie posługuje się. Autor więc nie zachował się jak przyzwoity
                  mężczyzna; tylko jak "baba z Turzyna", która coś zasłyszała i histerycznie
                  rozpowiada.

                  Można zrozumieć Autora, że ma wiele negatywnych odczuć z pobytu w Szczecinie;
                  ale nie zapominajmy - Uniwersytet Szczeciński wspierał badania naukowe Autora
                  bardzo solidnie; otrzymywał co roku dotacje na wydawanie swoich książek
                  dotyczących filozofii starożytnej; a nawet otrzymywał dotacje na wyjazdy
                  zagraniczne w celu podpisania umowy partnerskiej z jednym z uniwersytetów we
                  Francji (nie słyszałem o przypadku, żeby jakis student z US skorzystał z tej
                  umowy; wobec tego mogę retorycznie zapytać: czy chodziło o faktyczną umowę czy
                  też legitymizację wakacyjnego wyjazdu zagranicznego - przepraszam Państwa, ale
                  posługuję się w tej chwili techniką insynuacji; dlaczego? Niech Autor
                  książeczki poczuje się jak to jest być przedmiotem dosyć "parszywej
                  insynuacji"; mam nadzieję, że Państwo będziecie dla mnie wyrozumiali)

                  Przeczytałe te fragmenty ksiązki, które maja byc charakterystykami filozofów
                  Instytutu filozofii US. Wydaje mi się, że Autor błędnie chrakteryzuje wszystkie
                  typy; w szczególności głównego bohatera - Niebiańskiego. Jeśli juz z kogoś
                  robi się "psychola" łapczywego na władzę, to warto byłoby postawić pytanie:
                  Dlaczego jest tak, ze główny bohater jest łapczywy na władzę? Autor musiałby
                  dojść do nieprzyjemnego dla siebie wniosku, bo uderzającego w jego religijny
                  system wartości. Ale tego nie robi; tej analizy socjologiczno-politycznej nie
                  prezentuje (a wiele, przed napisaniem książki, o tym rozmawialiśmy; dlatego
                  najważniejsze charakterystyki Autora są nieuczciwe). Mi też w jednym zdaniu
                  dołożył; choć we wstępie tłumaczy się, że to nieprawda. Ale właśnie po co?

                  Mogę Państwu odpowiedzieć, jak mi w mailu napisał: "Bo nie posiadam żadnego
                  systemu wartości". Zastanawim się więc dlaczego przez cały rok Autor ksiązki
                  spotykał się z kimś kto dla niego nie posiada żadnego systemu wartości? czy nie
                  jest tak, ze autor po prostu ma jakąś skłonność do instrumentalnego traktowania
                  ludzi? A okresla siebie jako personalistę? czy personalista może posługiwać się
                  technika insynuacji?

                  Ksiązka nie jest szczera; nawet nie jest histeryczna.


                  • Gość: AS cool baby IP: *.crowley.pl 16.02.05, 00:21
                    Oj, Wojtku, Wojtku, dziecko drogie...

                    Ad rem. Chętnie podejmę rękawicę - wszak to miód na nasze usta, tudzież
                    studentów - ale jestem teraz w chwili czegoś w rodzaju kolejnej "legitymizacji
                    wakacyjnego wyjazdu zagranicznego" i nie mam czasu na dłuższy wywód. Tym razem
                    zatrzymam się przy kwestii przyziemnej, a obiecuję powrócić do tej
                    literacko-niebiańskiej. Co do literackiej oceny wartości książki (na Boga,
                    zostawmy w spokoju wartości etyczne!), to na dzień dobry powiem tylko tyle, że
                    Twoja obsesja "techniki insynuacji", będąca kryterium oceny powieści, przypomina
                    mi mentalność CENZORA. Skąd my to znamy?
                    Twoja rzeczywista postać (WKrysztofiaka) ma jeszcze mniej wspólnego z
                    K.Wojciechowskim z powieści niż rzeczywisty Jan Kowalski z Janem Kowalskim na
                    liście IPN.

                    Odpowiadam najpierw na zarzuty poważniejsze, te związane z Alma Mater.

                    Piszesz:
                    "Można zrozumieć Autora, że ma wiele negatywnych odczuć z pobytu w Szczecinie;
                    > ale nie zapominajmy - Uniwersytet Szczeciński wspierał badania naukowe Autora
                    > bardzo solidnie; otrzymywał co roku dotacje na wydawanie swoich książek
                    > dotyczących filozofii starożytnej".

                    Owszem, otrzymywałem dotacje na badania naukowe. Czy solidne? Nie byłeś Wojtku
                    na rzadnym dłuższym stypendium zagranicznym, więc nie wiesz czym są solidne
                    dotacje. To, co oferował US (podobnie jak robią to inne uczelnie w naszym
                    kraju), to się nazywa popularnie "dzieleniem biedy". To raz. A dwa, dotacji nie
                    zmarnowałem, lecz wykorzystałem. Wydałem z tego dwie monografie, tłumaczenie,
                    itp. US "łaski" mi nie zrobił. To obowiązek. Mało tego, we wstępie do każdej
                    mojej publikacji, związanej z dotacją z US, złożyłem bardzo czułe i naprawdę
                    szczere podziękowania przedstawicielom US, którzy łaskawie udzielili mi tych
                    dotacji.
                    Wojtku, mimo dotacji, i mimo stosunkowo wielu publikacji z okresu szczecińskigo,
                    uważam, że cofnąłem się w rozwoju naukowym. Ale to inny temat. I mój problem.

                    Piszesz:
                    "a nawet otrzymywał dotacje na wyjazdy
                    > zagraniczne w celu podpisania umowy partnerskiej z jednym z uniwersytetów we
                    > Francji (nie słyszałem o przypadku, żeby jakis student z US skorzystał z tej
                    > umowy; wobec tego mogę retorycznie zapytać: czy chodziło o faktyczną umowę czy
                    > też legitymizację wakacyjnego wyjazdu zagranicznego".

                    Spokojnie, Wojtku, z dotacją na wyjazd zagraniczny z US. Owszem, kilka lat temu
                    spędziłem parę dni we Francji. Dostałem dofinansowanie z programu UE - przez
                    pośrednictwo US i dzięki czynnemu wsparciu p. Swietłany - na podpisanie umowy w
                    ramach Erasmusa z IF Uniwersytetu w Tours. Pieniądze były marne (zapytaj
                    studentów, którzy wyjeżdżają na tego typu stypendium, czy jest to taki wakacyjny
                    wyjazd?), tzn. wystarczaly w sam raz na podpisanie umowy i szybki powrot.
                    Zaszaleć się nie dało, a żal. Poza tym znasz mnie dobrze i wiesz, że nie lubię
                    oficjalnych spotkań, przemówień, nudnych rytuałów. Tak właśnie było. Wyjazd był
                    przede wszystkim dla US i dla studentów.
                    Umowę ostatecznie podpisałem, więc o co Ci chodzi? Czy coś źle zrobiłem? A to,
                    że nikt dotychczas się nie zakwalifikował (chyba, że po moim wyjeździe), to
                    przepraszam, nie moja wina. Zachęcałem studentów, a na wyznaczony termin
                    egzaminu z języka francuskiego się stawiałem. To, że nikt nie wyjechał nie jest
                    doprawdy moją winą. Nie nauczę się za kogoś języka francuskiego. Nie puszczę też
                    nikogo na stypendium, kto tegoż języka nie zna w stopniu pozalającym sądzić, że
                    kandydat nie przyniesie wstydu US i sam nie skorzysta z wyjazdu.

                    Co do reszty wyjazdów, to związane były z moimi osobistymi staraniami. Jeden
                    przykład. Stypendium Fundacji Lancorońskich, na które za kilka godzin wyjeżdżam,
                    wygrałem dzięki CV+liście publikacji+opinii prof. Perkowskiej. Ty starałeś się o
                    nie i nie dostałeś. Ja tak, Ty nie. O co Ci więc chodzi? O letni wyjazd? A może
                    o zazdrość i frustrację? Zostawiam to do oceny publiczności.

                    Nie występuj teraz jako obrońca US, bo jest to zabawne, albo raczej
                    tragikomiczne. Nie zaatakowałem US jako US i jak najlepiej mu życzę. W
                    rzeczywistości moja ocena wobec mnie samego jest dosyć banalna: dałem tyle US,
                    ile US dał mnie. Ani dużo, ani mało. Raczej mało. To związane było z warunkami
                    ekonomicznymi nauki polskiej, no i z anpotkanymi ludźmi. Stop. Myślę, że Ty
                    dostałeś od US więcej. Co to znaczy? Gdybyś znalazł się na lepszej uczelni, to
                    scenariusz dla Ciebie byłby moim zdaniem podwójny: albo rozwinąłbyś znacząco
                    swój talent i nie wypisywałbyś tego typu głupot na forum, aby odreagować; albo
                    dostałbyś - ten drugi scenariusz jest gorszy i zakłada brak u Ciebie postępów w
                    rozwoju emocjonalnym i nieustanny konflikt z otoczeniem, z którego słyniesz na
                    US - wreszcie kopa w dupę od ludzi silnych, którzy nie patyczkowaliby się z Tobą
                    w żaden sposób, tylko zrobiliby miejsce dla innych. US jest naprawdę
                    wyrozumiały. Zmarnowałeś na głupoty co najmniej kilka lat (bodajże
                    najważniejszych lat w życiu naukowca - logika), więc jeśli sądziłeś, że w
                    powieści odnajdziesz swój światlany wzór, wielkiego naukowca i męczennika w
                    dobrej sprawie, to się głęboko pomyliłeś. Życzę Ci wszystkiego najlepszego i
                    będę pierwszy, który ucieszy się z Twojej habilitacji.

                    Jeśli chcesz dyskutować na forum ze mną w ten sposób, to wiedz, że wiele
                    ryzykujesz. Czy masz czyste ręce, żeby to robić? Ja ich nie mam, ale uważaj, bo
                    u Ciebie to i puszka Pandory może się łatwo otworzyć. Nie prowokuj mnie, bo to
                    niewiele da. Jestem ponad tym, a przynajmniej poza.

                    CDN.
                    • Gość: W. Krysztofiak fakty IP: *.zol.univ.szczecin.pl 16.02.05, 11:40
                      Szanowni państwo
                      Ponieważ w poprzednim liście Autor stwierdza, że nie byłem w życiu na żadnym
                      dłuższym stypendium, pragnę sprostować tę informację. Przez 11 miesięcy
                      przebywałem na stypendium w Oslo University w roku akademickim 1992/93 na
                      zaproszenie prof. Dagfinna Follesdala, Prezydenta Norweskiej Akademii Nauk.

                      Zasatanawiam się, skąd Autor uzurpuje sobie prawo do oceny mojego dorobku
                      naukowego; skoro kompletnie nie zna się na tym, nad czym ja pracuję. Osobiście
                      nie czuję tego, że zmarnowałem swój talent (bo talent mam przeciętny, jak wielu
                      pracowitych, rodzimych filozofów). Moje książki, artykuły filozoficzne są
                      czytane. Nie muszę pisać powieści, aby wypłynąć na szersze "intelektualne
                      wody". Życzę Autorowi również tego, aby i jego książki filozoficzne były
                      czytane (nie tylko "Filozofia w Depresji"). Na razie jestem jedynym filozofem w
                      Polsce, który Autora książkę o Parmenidesie cytuje (a ksiażka ma różne oceny;
                      ja oceny takiej nie formułuję, bo nie jestem pecjalistą-filologiem; powołuję
                      się na dwa ustalenia Autora bo wydają mi się jakoś interesujące)

                      Autor z racji młodego wieku i braku doświadczeń (przypuszczam, ze nie wiele
                      widział i doświadczył) uzurpuje sobie prawo do zagladania ludziom w ich
                      osobiste, prywatne i intymne życie. Powtarzam, męzczyzna takich rzeczy nie
                      robi; tylko "baba z Turzyna".

                      Książka jest tendencyjna; nie ma w niej analiz. Drażni powierzchowność. Ksiązka
                      w stylu przypomina dzieło Anastazji o posłach sprzed wielu lat. Słusznie
                      zauważa jeden z rozmówców, że książka do publikacji w "Fakcie" się nadaje.
                      Ale "Playboy" to chyba już za wysokie progi.

                      Autor zarzuca mi, ze zachowuję się jak cenzor. Niestety w normalnym kraju,
                      Autor miałby sprawę sądową za pomówienie. Ja zostałem w książce techniką
                      insynuacji pomówiony. I nie chodzi mi o zmyśloną historię, że z narratorem
                      wybieramy się "na dziewczynki" (w sam raz jestem już w takim wieku, że może mi
                      to jakoś imponować; może w końcu kobiety zaczną mnie dostrzegać, jaki to ze
                      mnie Don Juan albo Casanova). W książce zostało sformułowane jedno
                      niedopuszczalne zdanie, mające postać "świnskiej" insynuacji - jakoby dawałbym
                      zaliczenia z logiki za .....(nie będę kończył, bo nie wypada robic tego na tak
                      szacownym forum)

                      Do tej pory od Autora nie usłyszałem publicznego "przepraszam". I to jest
                      przykre, bo Autor mieni się personalistą, obrońcą wiary katolickiej.
                      Zastanawiam się czy Autor wyspowiadał się ? Ja się nie boję (piszę pod swoim
                      nazwiskiem). Ale o swoje dobra osobiste będę dbał.

                      Autor mi sugeruje, ze mu zazdroszcze wyjazdu zagranicznego z Fundacji
                      Lanckorońskich. Nie zazdroszcze mu; gratuluję. Ja w zeszłym roku przebywałem z
                      wykładem na Ecole Normale Superieure, w ramach kolokwium organizowanym pod
                      patronatem Prezydentów obu krajów (Polski i Francji)(w internecie można nawet
                      znaleźć film). Nie mam czego zazdroscić Autorowi; tylko moge pogratulować
                      sukcesów.

                      Autor insynuuje, że wiele ryzykuję; podpowiada mi, żebym go nie prowokował. Ja
                      mam jedynie skromne życzenie; oczekuję, słowa "przepraszam". Jesli jest się
                      personalistą i rozpowszechnia się o kimś fałszywe informacje (szkodzące); być
                      może z głupoty, a nie z wyrafinowania, to chyba mówi się "przepraszam".

                      • Gość: Ja światy banalne IP: 80.51.105.* 16.02.05, 13:21
                        Drodzy Panowie!
                        Panie Sowo i Panie Krysztofiak!
                        Szacowni niby naukowcy- przepraszam ale czy naukowcy zajmuja się takimi
                        banalnymi treściami? Jeśli tak, to osobiście jestem przeciwna temu by
                        kiedykolwiek jakikolwiek filozof otrzymał grant na badania, bo co Panowie
                        badacie?
                        Panie Sowo!
                        Panie Krysztofiak!
                        Do pracy Do pracy!!!
                        do jakiejś porządnej fizycznej roboty!!! jak mawiał Wittgenstein
                        pozdrawiam serdecznie obu Panów!
                        • Gość: Miałas Re: światy banalne IP: *.internetdsl.tpnet.pl 23.02.05, 21:32
                          wlasnie, do pracy zamiast p-ier-d-o-lic na forum od rzeczy!!!!!!!!!!!
                          • Gość: lukjan Re: światy banalne IP: *.pl / *.internetdsl.tpnet.pl 02.03.05, 23:07
                            to mi wygląda na średnio-inteligentną reklamę-czas najwyższy do sekcji
                            OGŁOSZENIA...dyskusja i tak byle o czym...
    • absztyfikant Re: Filozofia w Depresji- powieść o Szczecinie 16.02.05, 05:56
      Powiesci z kluczem w historii literatury bylo mnostwo. Ostatnio
      chocby "Mercedes Benz..." Huellego, po publikacji ktorej okazalo sie bardzo
      szybko, ze pewien skorumpowany doktor Elefant z powiesci, to tak naprawde
      analogicznie skorumpowany profesor gdanskiej Akademii Medycznej.

      A tak swoja droga, to lektura postow zawartych w tym watku bardzo mnie ubawila,
      za co piszacym tutaj, a zwlaszcza prowodyrowi calego zamieszania Bog zaplac.
      Lzy (ze smiechu) obficie polaly mi sie na klawiature, gdy przeczytalem fragment
      o mozliwosci drukowania tej powiesci w "Fakcie"....

      Ksiazke mam zamiar przeczytac i wtedy nie omieszkam opatrzyc autora stosowna
      etykietka. Przygotowalem sobie dwie na wszelki wypadek, bo tak naprawde
      mozliwosci sa 2 wlasnie: kabotyn lansujacy sie na pretensjonalnej szmirze, badz
      swoisty Kulturtrager. Nie bede sie bawil w cienowanie i szarosci. Out-out.
    • absztyfikant Ach ten 'Wstęp' :) Autorze! 16.02.05, 06:10
      A znaliscie kolego autorze ten utworek? Na pierwszy rzut oka moznaby odnalezc
      szereg podobienstw:))

      --
      Daty, daty, kolejne daty, jakby nie można inaczej.


      Czas w brzuchu martwego konia, puchnąc mruczy coś
      Ziemia! Ziemia!!! - wrzeszczy pijany grabarz.
      Ziemia! Ziemia!!!
      I zasypuje nią gniazdo bocianie,
      Z Tobą w środku.
      Ziemia! Ziemia!!!
      Ale głupcy mimo to czekają,
      Na ten czerwiec i także następny.


      Wpadnij Pan choć na pół papierosa.
      Na uśmiech, słowo, brzęknięcie, szept.
      My tu żyjemy proszę Pana
      Jak te konwalie, jak bzy albo - pet.


      Na Błoniach mlecze, raz żółte, raz białe
      Taki majowy szmonces.


      W Niebie bezzębne anioły - wiem -
      Mielą żarnami dziąseł,
      Przetrawioną wcześniej na Ziemi,
      Rzadką papkę. Rzadką papkę - ludzkich miłości.


      Wpadnij Pan nocą, wieczorem z rana,
      Na najkrótszy z krótkich milczący szept.
      Bo my umieramy trochę bez Pana.
      Jak te konwalie, jak bzy, albo - pet.


      Halo! Halo


      Wpadnij Pan choć na pół papierosa.
      Na uśmiech, słowo, brzęknięcie, szept.
      My tu żyjemy proszę Pana
      Jak te konwalie, jak bzy albo - pet.



      Halo! Halo! Halo!


      Wpadnij Pan choć na pół papierosa.
      Na uśmiech, słowo, brzęknięcie, szept.
      My tu żyjemy proszę Pana
      Jak te konwalie, jak bzy albo - pet.



      sł. Jan Nowicki
      muz. Jan Kanty Pawluśkiewicz
    • Gość: świeża_doktorka co autor miał na myśli? IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 16.02.05, 13:25
      Nie mam nic wspólnego z IF, a nawet US, zatem w sporym stopniu jestem bezstronna. Tylko że dziwnym trafem opisane sytuacje idealnie pasują i do Politechniki. Święte oburzenie opisanych w FwD osób odbieram jako "uderz w stół, a nożyce się odezwą". Ludzie, osób z zewnątrz naprawdę nie obchodzi, kto jest kim w tej książce - po co te tłumaczenia na forum, na jakim stażu się było i co się tam osiągnęło. Moje wykształcenie nie ma nic wspólnego z literaturą, więc i nie oceniam książki w kategoriach "co autor chciał przekazać w 3 wyrazie 5 zdania na 7 stronie". Po prostu przeczytałam - z przyjemnością. Pocieszyłam się, że nie ja jedna jestem swiadkiem bryndzy w środowisku naukowym. To jest powieść, nie rozprawa filozoficzna, przestańcie się doszukiwać w tym "misji" czy nie wiadomo jakich wygibasów myślowych.
      • Gość: wróbelek Panie Albercie IP: 80.51.105.* 16.02.05, 14:26
        Szanowny Panie Albercie!
        Dlaczego Pańskie artystyczne pseudo to sowa?
        Sowa:
        - choć zwierz, ale lata i to wysoko, podobno inteligentna
        jest też sowa
        - z Kubusia Puchatka- przemądrzała- wciąż ksobnie obserwowała świat i
        otaczających ją przyjaciół postać o tyle zabawna co drażniąca.
        Którą z sów Pan wybiera?
        Rozumiem Pańskie rozżalenie i jest mi przykro, że się Panu nie powiodło, Pańska
        historia jest wstrząsająca- opowieść o filozofie łowiącym ryby na kolacje,
        opowieść tragiczna i wzruszająca!
        Jako autor jest Pan niezwykle zjadliwy i napastliwy, ale pismo jest dobrym
        powiernikiem trosk, zatem cel- wyrzucenia z siebie tych traumatycznych przeżyć-
        został chyba osiągnięty.
        Jako filozof jest Pan przerażający!
        Nie wiem jakie cele założył Pan w Pańskiej pracy, obawiam się jednak, że nie
        takie jakie Pan założył.
        W bezpardonowy sposób Pańska książka przyczynia się do społecznego odbioru
        filozofii i filozofów w jednoznaczny sposób- filozof to człowiek - manipulant
        życia społecznego, człowiek- maszyna,
        Filozofowie nie mają dobrej opinii, zaiste- to nie jest naukowiec, ani nawet
        dobry powieściopisarz- Pan wie, jaki obraz jawi się na stronicach Pańskiej
        książki.
        Ale czy Pan wie jaki obraz autora jawi się po przeczytaniu Pańskiej książki?
        Autor to osoba mało zintegrowana o skłonnościach moralizatorskich, swoistego
        rodzaju mentor wykorzystujący swą moc twórczą przeciwko sobie. Obawiam się, ze
        najwięcej szkód poniesie Pan, nie osoby z niby-powieści. Pan na tle swych
        bohaterów jest postacią najbardziej wyrazistą, zagubioną, mściwą o nastawieniu
        życzeniowym, banalnie opisującym bądź co bądź ciekawą tematykę, powierzchowną,
        nie dotykającą istoty poruszanych problemów.
        Współczuję Panu i mam nadzieję, że już doszedł Pan do siebie..zaszkodził Pan
        sobie jako filozofowi- bo cóż z Pana za filozof, skoro nie potrafi Pan
        wyssać "soku z owocu", tylko skórki Pan smakuje, a ta nie ma smaku- zupełnie
        jak Pańska niby- powieść.
        Jeżeli jednak (jakimś niebiańskim cudem) stanie się Pan filozofem i zasmakuje
        Pan w soku a nie skórkach, stworzy Pan wielkie dzieło i żadne przenajświętsze
        środowiska temu nie przeszkodzą, czego Panu z całego serca życzę.
        Tymczasem proszę swą energię kumulować i przywrócić dawną mądrość filozofii-
        pisząc wielkie dzieła!
        Żywię również nadzieję, że Pański status materialny poprawił się na opisaniu
        grobów tych, których już nie ma między nami.
        Żywie również nadzieję, że nie na tym polega w Polsce filozofowanie- na
        moralizowaniu i wymądrzaniu się "kubusiowych sów",
        Filzozofia obroni się sama
        a
        Pan musi sam sobie pomóc.
        Serdeczności
      • Gość: W. Krysztofiak Re: co autor miał na myśli? IP: *.zol.univ.szczecin.pl 16.02.05, 14:40
        Nie rozmawiamy na temat banalnej treści w książce; ale o fałszywych
        informacjach, upowszechnianych w ksiażce. Autor we wstepie zaznacza, ze ksiązka
        jest reportażem (oparta na "autentycznych faktach" - dziwny zwrot). A więc tak
        naprawdę nie jest to powieść, ale jest to donos publiczny pod pseudonimem (w
        ten sposób autor broni sie przed pozwami sądowymi).

        Mój głos jest publiczny i pragnę poruszyc problem granic donosicielstwa
        (zapraszam dzisiaj o 23.00 do audycji Radia Szczecin na temat granic
        donosicielstwa; będę brał udział w dyskusji). Ja w tej książce występuję jako
        postać nieszczęśliwa (nie jestem tam czarnym charakterem; są inni); i to mnie
        nawet bawi. Ale Autor przekroczył granice dobrego wychowania i smaku i prawa,
        formułując i upowszechniając obelżywą insynuację.

        Co do bryndzy naukowej! Nie przesadzajmy, w polskiej nauce okres bryndzy mija.
        Dzisiaj praca jest dla najlepszych, czyli dla tych którzy publikuja w
        najbardziej prestiżowych czasopismach naukowych. Nie ma miejsca dla jedynie
        doktorów (bo te doktoraty niekiedy mają postać bardzo słabych magisterek sprzed
        kilkunastu lat). W nauce, najpierw trzeba odrobić frycowe, pokazać co się umie,
        a później dopiero można mieć pretensje. Same wyjazdy stypendialne jeszcze o
        niczym nie świadczą; trzeba mieć publikacje w prestiżowych czasopismach. Rynek
        jest dobrym weryfikatorem kondycji naukowca. Można produkowac tony makulatury,
        której nikt nie czyta.

        W tej powieści jest misja; wiem o tym, bo przed jej wydaniem z Autorem przy
        piwie o jej treści wielokrotnie rozmawialiśmy; chodzi o fakt - czy można
        upubliczniać treści prywatnych, meskich rozmów; ponadto czy mozna do tych
        treści dokładać, dobudowywać fałszywie insynuowane treści? Tu chodzi o kwestię
        odpowiedzialności za słowo. Autor ma prawo pisac książki; ma prawo do
        bycia "plotkarzem"; nawet ma prawo do rozpowszechniania fałszów (taki jest
        koszt wolności słowa). Ale Autor musi liczyć sie z tym, że inni też mają prawo
        do oceny Autora. Nikt nie jest w Polsce świętą krową.

        Ludzi bardzo interesuje to, kto jest kim w tej ksiażce; sam swoim studentom
        pomagam zdekodować postaci (jestem o to niekeidy pytany).
        • absztyfikant Re: co autor miał na myśli? 16.02.05, 14:52
          'autentyczne fakty' to klasyczna tautologia
          • Gość: ho ho Re: co autor miał na myśli? IP: 80.51.105.* 16.02.05, 15:02
            Ho ho Ho
            autentyczne fakty? to tautologia?
            prosze o wyjaśnienie jakim to niby sposobem w sposób konieczny z autentyczności
            wynikają fakty- albo z faktów autentyczność?
            Tak nawiasem mówiąc, książka nie jest warta tych dyskusji, ale w miarę duskusji
            apetyt rośnie!! naturalnie na konsumpcję książki, tym samym daje sie zarobić
            dziekiszumowi społecznemu..
            chyba tez coś skonstruuję- niby powieść a niby jasiu..
          • Gość: PANIE W!! Re: co autor miał na myśli? IP: 80.51.105.* 16.02.05, 15:06
            Panie Krysztofiak!
            Zdaje się, ze ma Pan ciekawą książkę do opoublikowania, zachęcam więc do pracy
            nad nią!!
            serdeczności
            • absztyfikant korepetycje z logiki przydalyby sie panie dzieju 16.02.05, 15:17
              "Autentyczne fakty" sa tautologia - dolaczone do slowa okreslenie jest cecha
              konstytutywna, zawarta w definicji tego slowa i stad powtarzanie go nie ma
              sensu.

              Fakty musza byc autentyczne (pojawic sie w rzeczywistosci) i stopniowanie tej
              cechy ("bardziej/mniej autentyczny") nie ma zadnego sensu.
              • Gość: Pan dziej Re: korepetycje z logiki przydalyby sie panie dzi IP: 80.51.105.* 16.02.05, 15:25
                Panie absztyfikancie
                Nie rozumiem słowa fakt jako zawierający w sobie pojęcie autentyczności,
                wolałbym nie brać u Pana korepetycji z logiki
              • Gość: PAN DZIEJ Re: korepetycje z logiki przydalyby sie panie dzi IP: 80.51.105.* 16.02.05, 15:30
                Sprawa wygląda inaczej w przypadku kawalera, jako nieżonatego mężczyzny.
                Jednak słowo fakt- nie zawiera w sposób konieczny słowa autentyczny- nie są to
                synonimy, proszę sprawdzić- w encyklopedii czy przy słowie fakt jest
                objasnienie odwołujące do słowa autentyczny.
                i odwrotnie.
                Sprawa nie wydaje mi się tak oczywista
                ja moge zachowywac się autentycznie, ale czy wynika a tego, że zachowuję się
                faktycznie? co to miałoby znaczyć??
              • ton9 Re: korepetycje z logiki przydalyby sie panie dzi 16.02.05, 19:10
                Autentyczność nie jest ani cechą konstytutywną faktu, ani nie jest stopniowalna. Coś jest autentyczne (= oryginalne) albo nieautentyczne; nie ma nic pomiędzy nimi, a więc autentyczność nie jest stopniowalna.

                Ponadto nieautentyczne oznacza, że są one podrobione (falsyfikat) albo skopiowane (kopia). Fakt może również wynikać z naukowego opracowania pewnej obserwacji, a zatem może być wtórny wobec pierwotnego i autentycznego spostrzeżenia, czyli może być skopiowany. Nie ma nic sprzecznego w powiedzeniu, że fakt został skopiowany. Fakty odkryte przez naukowca i powielone w prasie codziennej w milionach egzemplarzy są faktami skopiowanymi z pierwotnego opracowania, a zatem nie są autentyczne, lecz wtórne. A zatem autentyczność nie jest cechą konstytutywną faktu.
              • Gość: W. Krysztofiak Re: korepetycje z logiki przydalyby sie panie dzi IP: *.zol.univ.szczecin.pl 16.02.05, 20:13
                Wyrażenie "autentyczne fakty" nie jest tautologią, gdyż nie jest formułą
                zdaniową. tautologie to formuły prawdziwe przy każdym wartościowaniu logicznym.
                Albo mówić nieco mniej technicznie: tautologie to po prostu prawa logiczne;
                czyli zasady poprawnego myślenia. w zwrocie "autentyczny fakt" nie ma zawartęgo
                prawidła logicznego myslenia. Ten zwrot nalezy do kategorii wyrażeń
                pleonastycznych; tzw. pleonazmów.

                Z punktu widzenia zasad stylistycznych, uzycie takich zwrotów jest
                klasyfikowane jako błąd jezykowy. Mimo to w mowie uzytkownicy języka używaja
                takich zwrotów. Dlaczego ? w rozmaitych celach komunikacyjnych, np. chcąc
                wyrazić intencję szczerości. w tym wypadku, Autor reportażu pragnie powiedzieć
                czytelnikowi: "patrzcie!!! jestem szczery!!!". I to drażni, bo autor nie jest
                szczery. Intencją illokucyjna ksiązki jest intencja dowalania; przy czym Autor
                tę intencję ukrywa, kreując swój wizerunek nieszczęśnika (owszem był
                nieszczęśnikiem; owszem był osobą, której dowalano; tylko dlaczego Autor swoim
                stronnikom w książce dowalił, wcześniej wysłuchując przy piwie co mają do
                powiedzenia; i to jest po prostu wstydliwe dla filozofa i filozofii).
        • Gość: świeża_doktorka Re: co autor miał na myśli? IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 16.02.05, 15:30
          No cóż, co do "faktów autentycznych", to niekonsekwencja jężyka jest imponująca, bo "faktów dokonanych" jakoś nikt sie nie czepia (skoro to już "fakt" - czy moze być NIE dokonany?).

          Co do bryndzy mam swoje zdanie chociażby czytając kilka recenzji - swoich i nie swoich - projektów do KBN. Nie mam pretensji, gdy niska ocena jest solidnie uzasadniona. Ale gdy recenzja składa się z dwoch zdań napisanych na kolanie i wynika z niej, że przeczytane zostało tylko półstronicowe streszczenie projektu, a nie całość, to odechciewa mi się nauki.

          A praca jest tam, gdzie są godziny dydaktyczne do obsadzenia, zdolności są na drugim miejscu. O ile akurat ktoś nie przejdzie na emeryturę, możesz być noblistą, etat i tak się nie znajdzie.
          • Gość: PAN DZIEJ Re: co autor miał na myśli? IP: 80.51.105.* 16.02.05, 15:34
            Chyba jednak Pani świeża doktorka przesadza
            ciekawe pseudo, wzbudza uśmiech
            Jesli bedzie Pani noblistką, czego Pani życzę, nie sądzę, by nie znalazł się
            dla Pani etat.
            Alejeśli obrosnie Pani w piórka zanim zacznie Pani poważną pracę, etetu nie
            będzie i z pewnością nie uda się uprawiać nauki..
      • Gość: ho ho ho Do Pani świeżej doktorki IP: 80.51.105.* 16.02.05, 15:12
        Pani świeża doktorka!
        :-) bardzo inspirujące psudo- świerza doktorka, zastanawiam się z czego Pani tą
        doktorkę zrobiła i co też Pani czyta, jesli takie bzdurne "powieści" czyta Pani
        z przyjemnością i stosuje tzw. porównania w dół.
        Jesli jest Pani świerzą doktorką to proponuję brac się za pracę- a nie
        przyjemne lekturki w stylu lekturki Pana Sowy, bo niestety może się historia
        powtórzyć i świerza doktorka stanie się sową, która zamiast stac się naukowcem
        stanie się superbohaterką!! bez szans awansu z powodów niedogodności i
        zmarnowania talentu!!
        Powodzenia
        • Gość: świeża doktorka Re: Do Pani świeżej doktorki IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 16.02.05, 16:19
          Z nauki zrezygnowałam. Zdając sobie sprawę, że mam zbyt mało samozaparcia do walki o granty, o staże, i wiedząc, że na macierzystej uczelni etatu nie będzie [a zresztą co mi po nim, skoro i tak nie ma tam aparatury badawczej, a mojej dziedziny - technologii chemicznej - nie da się uprawiać bez dość znacznych środków finansowych (aparatura, odczynniki)], zdecydowałam się na własną firmę.

          Nie czekam, aż ktoś mi coś da, nie mam do nikogo o nic pretensji, nie jestem sfrustrowana. Doceniam to, czego się nauczyłam robiąc doktorat. Ale napatrzyłam się na działanie polskiej nauki i nie podoba mi się - moje prawo. Podobnie, jak do czytania dla relaksu choćby i Harlequinów. Zdumieniem napawa mnie tylko, że oberwać można nie tylko za napisanie omawianej książki, ale i za jej przeczytanie...

          I z całą perfidią podaję linka do "Filozofii...", gdyby ktoś miał kłopoty z jej znalezieniem:

          www.mybook.pl/6/0/bid/16
    • Gość: kaja Re: Filozofia w Depresji- powieść o Szczecinie IP: *.devs.futuro.pl 16.02.05, 16:26
      Książki jeszcze nie przeczytałam(zamierzam oczywiście)jednak chciałabym
      przesłać słowa poparcia dla autora.Jest to jeden z niewielu ( raczej
      był ,niestety) pracowników IF, któremu trudno cokolwiek zarzucić.
      • Gość: Pan Dziej Re: Filozofia w Depresji- powieść o Szczecinie IP: 80.51.105.* 16.02.05, 17:12
        A może mozna jednak zarzucic mu to, ze był słabym naukowcem??
        • Gość: Tomek Re: Filozofia w Depresji- powieść o Szczecinie IP: *.internetdsl.tpnet.pl 16.02.05, 17:25
          uwierz mi, nie można....
        • Gość: kaja Re: Filozofia w Depresji- powieść o Szczecinie IP: *.devs.futuro.pl 16.02.05, 17:42
          Mam wrażenie,że sporo wypowiadających się tu osób zna autora jedynie z
          książki, tudzież z zamieszczonych na forum informacji.A formułuje
          autorytatywnie i często niesprawiedliwie swoje sądy.
          • Gość: Pan Dziej Pani Kaju, Panie Sowo IP: 80.51.105.* 16.02.05, 19:01
            Obawiam się, że każdy ma coś na sumieniu, każdy..
            Autor czegokolwiek- jest skazany na krytykę- taka to dola autora, albo zostanie
            potępiony albo pochwalony, najczęściej jedno i drugie.
            Zupełnie niesistotnym jest to czy autora zna się osobiście, czy też nie, autor
            to autor- ktoś kto dobrowolnie decyduje się na poddanie siebie w osąd
            społeczny. Czy można być sprawiedliwym? nie wiem Wydaje się jednak, że nie
            trzeba znać osobiście kogoś aby wiedzieć jakim jest- oceniając dorobek pisarski-
            wiemy wtedy przede wszystkim - czym się interesuje- na co kieruje intencje-
            świadomie lub nieświadomie i niestety okazuje się, że Pan sowa- niby- naukowiec
            interesował się przede wszystkim prywatnym życiem jednostek tworzących
            instytucję instytutu filozofii, być może to zakłóciło procesy badawcze, być
            może tak spożytkowana energia- na zaglądanie innym pod poduszki na których śpią-
            została wyczerpana i nie starczyło na to by stworzyć coś kreatywnego,
            intrygującego informacyjnie i poznawczo. Przykro to pisać, ale ten obraz nasuwa
            się sam, zadaje sobie pytanie- czy Panu Sowie- nie było szkoda czasu na pisanie
            o cudzych moralnych uchybieniach lub brakach, zastanawiam się czy filozof nie
            zrobiłby lepiej gdyby nic nie mówił, a kiedy mówi- niech tworzy systemy, małe
            teorie i hipotezy, które może badać, weryfikować lub falsyfikować. Zaglądanie
            pod łóżka to dzieło godne sklepikarek i panów spod sklepu i przykro mi, ze to
            piszę , tak samo przykro jak to, że Pan Albert marnuje swą twórczą energię.
            Serdeczności
    • Gość: nick Polacy nie gęsi! IP: *.internetdsl.tpnet.pl 16.02.05, 19:31
      Gość portalu: Albert Sowa napisał(a):
      > Zdaje mu się, że trafia do świata z pogranicza snu i jawy, świata nierealnego i
      > nieokreślonego (miasto Depresja nie ma centrum), a jednak rzeczywistego,
      > choćby dlatego, że powieść oparta jest na faktach autentycznych

      Ja w kwestii formalnej ;)
      Fakt jest zawsze autentyczny!
      Wstyd kiedy inteligentni ludzie mówią lub piszą:
      "fakt autentyczny", "cofnijmy sie do tylu" itp
      • mlody.patriota Re: Polacy nie gęsi! 16.02.05, 19:33
        A wstyd podwojny jak sie nieudolnie z tego tlumacza.
        • Gość: długi Re: Polacy nie gęsi! IP: *.internetdsl.tpnet.pl 16.02.05, 19:57
          Wstyd do sześcianu rzekłbym :)
          Oto definicja słownikowa(PWN).
          FAKT:
          «to, co zaszło lub zachodzi w rzeczywistości; zdarzenie, zjawisko; określony
          stan rzeczy»

          A to link do stronki, którą polecam tym którzy uważaja że fakt może być
          autentyczny:
          www.bibl.amwaw.edu.pl/Lpj/pleonazm.htm



          • ton9 Re: Polacy nie gęsi! 16.02.05, 20:04
            Baranie, nie odróżniasz filozofii od filologii.

            ----
            Filolodzy to tacy filozofowie, którzy słowniki uznali za ostateczną wyrocznię mądrości.
            • Gość: długi Re: Polacy nie gęsi! IP: *.internetdsl.tpnet.pl 16.02.05, 20:55
              ton9 napisał:
              > Baranie, nie odróżniasz filozofii od filologii.
              >
              > ----
              > Filolodzy to tacy filozofowie, którzy słowniki uznali za ostateczną wyrocznię m
              > ądrości.

              Inwektywy się zaczęły? Czas więc kończyć dyskusję.
              Dążmy do prawdy. Nie do wykazania kto jest "inteligentniejszy".
              Nie jestem ani filozofem ani filologiem ani samcem owcy ani spod znaku barana :)
              Ale choć z natury jestem dobry, po ryju dać mogę ;)


              • Gość: Gorgiasz o czym Sowa nie napisał? IP: *.devs.futuro.pl 17.02.05, 10:17
                prawdy nie ma...nic nie ma.....
                tylko gupi Krysztofiak w gupim Instytucie...KUL rządzi..albo Opus Dei...jak
                mówią niektórzy...
      • ton9 Re: Polacy nie gęsi! 16.02.05, 19:47
        Inteligencja polega właśnie na tym, żeby nie powtarzać głupot. Zupełnie bezpodstawny jest okrzyk: "Fakt jest zawsze autentyczny!". Ponieważ, jeżeli fakt został skopiowany, to nie jest już autentyczny.


        Uzasadnienie:

        Autentyczność nie jest ani cechą konstytutywną faktu, ani nie jest stopniowalna. Coś jest autentyczne (= oryginalne) albo nieautentyczne; nie ma nic pomiędzy nimi, a więc autentyczność nie jest stopniowalna.

        Nieautentyczne oznacza, że coś jest podrobione (falsyfikat) albo skopiowane (kopia). A ponieważ fakt może również wynikać z naukowego opracowania pewnej obserwacji, a zatem może być wtórny wobec pierwotnego i autentycznego spostrzeżenia, czyli może być skopiowany, czyli nie ma nic sprzecznego w powiedzeniu, że fakt został skopiowany. Fakty odkryte przez naukowca i powielone w prasie codziennej w
        milionach egzemplarzy są faktami skopiowanymi z pierwotnego opracowania, a więc nie są autentyczne, lecz wtórne. A zatem autentyczność nie jest cechą konstytutywną faktu.
        • Gość: W. Krysztofiak Re: Polacy nie gęsi! IP: *.zol.univ.szczecin.pl 16.02.05, 20:24
          Podoba mi sie ta eksplikacja treści znaczeniowej zwrotu "autentyczny fakt". A
          więc jesli podzielimy fakty na autentyczne (czyli oryginalne) i skopiowane;
          jeszcze lepiej na oryginały i kopie - to ksiązka Alberta Sowy jest niestety
          opisem faktów skopiowanych.

          Albert Sowa wielokrotnie spotykał się ze mną przy piwie i wysłuchiwał
          rozmaitych opowieści z życia instytutu. Niektóre z tych faktów, o których w
          trakcie długich rozmów opowiadałem, były również kopiami, a nie oryginałami.

          W świetle tego narzędzia konceptualnego, książka "Filozofia w Depresji" jest
          opisem faktów-kopii; może nawet 5-go stopnia. Trzeba w tym
          kontekście,analogiczne jak u Fregego poziomy językowe, odróżnić poziom
          kopiowania faktu.

          zatem omawiana ksiązka jest niestety kawałkiem tzw. literatury plotkarskiej;
          spisem skopiowanych faktów na zasadzie zabawy w głuchy telefon; jest także
          donosem.
          • Gość: długi Re: Polacy nie gęsi! IP: *.internetdsl.tpnet.pl 16.02.05, 20:47
            ton9 napisał:
            > Inteligencja polega właśnie na tym, żeby nie powtarzać głupot

            Inteligencja przejawia się również w uważnym czytaniu wypowiedzi.

            Gość portalu: nick napisał(a):
            > Wstyd kiedy inteligentni ludzie mówią lub piszą:
            > "fakt autentyczny", "cofnijmy sie do tylu" itp

            Mowa więc była o wstydzie a nie o inteligencji :)
            A teraz definicje słownikowe (PWN):
            FAKT
            «to, co zaszło lub zachodzi w rzeczywistości; zdarzenie, zjawisko; określony
            stan rzeczy»
            AUTENTYCZNY
            «prawdziwy, zgodny z rzeczywistością, stwierdzony na podstawie dowodów,
            niewątpliwy, wiarygodny, będący oryginałem»
            NIEAUTENTYCZNY
            «nie mający cech autentyczności, niezgodny z rzeczywistością; nie będący
            oryginałem, niezgodny z oryginałem; nieprawdziwy»

            "Fakt autentyczny" to klasyczny pleonazm czyli konstrukcja,
            w której jeden wyraz powtarza częśc znaczenia drugiego (np. masowa epidemia).
            Jest to błąd językowy pokrewny tautologii, która polega na użyciu konstrukcji
            złożonej z dwóch wyrazów bliskoznacznych (np. ranga i znaczenie).
            ton9 brniesz w ślepą uliczkę (fakty skopiowane)...

            • ton9 Re: Polacy nie gęsi! 16.02.05, 21:00
              Zgoda, "fakty skopiowane" nie brzmia najlepiej, ale zawsze można powiedzieć "fakty z drugiej ręki", a to już nie jest to samo, co sporne "fakty autentyczne".

              Pleonazm jest kategorią filologiczną, a nie filozoficzną. Ciekaw jestem, kiedy wreszcie niedouczone w liceum barany zaczną dostrzegać różnicę między polakiem a filozofią. Z tego, że pani od polskiego uczyła o pleonazmach i o Sokratesie, nie wynika, że Sokrates był językoznawcą, a Miodek czołowym polskim metafizykiem.
            • ton9 a jednak wstyd 16.02.05, 21:35
              Gość portalu: nick napisał(a):
              > Wstyd kiedy inteligentni ludzie mówią lub piszą:
              > "fakt autentyczny", "cofnijmy sie do tylu" itp

              Parafraza:
              Nick sformułował typową wypowiedz normatywną: jeżeli chcesz uchodzić za inteligentnego, to powinieneś wstydzić się, gdy ktoś pisze "fakt autentyczny", "cofnijmy sie do tylu" itp.

              Twierdzenie 1:
              Podmiotem tej normy jest jednak inteligent, a nie jego sumienie.

              Uzasadnienie:
              Ktoś, kto chce uchodziś za inteligenta, powinien unikać pleonazmów. Słusznie, jeżeli mamy do czynienie rzeczywiście z pleonazmem.

              Twierdzenie 2 wraz z uzasadnieniem:
              Moim zdaniem wyrażenie "fakt autentyczny" nie jest pleonazmem, ponieważ określenie "autentyczny" powtarza w sposób uzasadniony i potrzebny część znaczenia słowa "fakt". A jedynie niekrytyczni wobec słownikowych znaczeń filolodzy nie zdają sobie z tego sprawy. Ich ignorancja ma swoje źródła w szkole, która uczyła ich dogmatycznego (= baraniego) uwielbienia dla bzdur wypisywanych przez twórców słowników języka polskiego.
          • ton9 Re: Polacy nie gęsi! 16.02.05, 20:50
            To by się zgadzało. Są fakty autentyczne (= oryginalne) i fakty z drugiej ręki, czyli fakty nieautentyczne. Fakty nieautentyczne można zaś podzielić na plotki, kłamstwa i artykuły prasowe.
          • Gość: bikiniarz Re: Polacy nie gęsi! IP: *.internetdsl.tpnet.pl 16.02.05, 21:08
            e tam. duzo hałasu o nic. autor AS po prostu opisał w sposób stereotypowy
            poszczególnych pracowników IF US. STEREOTYPOWYCH PRACOWNIKÓW. Na przykład K.
            Wojciechowski jest złożeniem cech, które poczytywane są za cechy
            charakterystyczne p. Krysztofiaka. I tyle.
            a książka? słaba i posmiać sie nawet nie ma z czego.

            ps.
            p. Krysztofiak przypomniał mi że K.M był personalista o czym zupełnie
            zapomniałem. dlatego też teraz lepiej rozumiem skąd ta nadwrażliwość i
            depresja.. tzn filozofia w depresji.
          • Gość: Tomek Re: Polacy nie gęsi! IP: *.internetdsl.tpnet.pl 17.02.05, 00:36
            Panie doktorze

            Mniejsza już o precyzję językową, bo dyskusja zaczyna toczyć się na przecinki i
            kropki, uciekając od meritum. Czy AS wysłuchiwał faktów, a moze zdarzeń
            zniekształconych przez kolejnych powtarzających... Zapewne jednych i drugich.
            Zna Pan swoje powiedzenie o "wyścigu szczurów"... Opisywane środowisko naukowe,
            wcale nie tak niezwykłe -i nie mówię tu juz nawet o IF, to jedno z najbardziej
            totalitarnych instytucji w państwie. Przyglądając się od lat wszystkiemu widzę
            jak ludzie zmieniają się.Pan również. Nie moja sprawą waloryzowanie tego w Pana
            przypadku.

            Powiem tylko jedno. Ciesze się,ze książka trafiła do naszych rąk. Nie lubi Pan
            Hegla. Musiał Pan jednak przypuszczać czasami, że w tym całtym kolorycie
            Instytutu, właściwie od jego początku, trafi sie coś, co odbije w zwierciadle
            te lata.

            pozdrawiam
            • Gość: nick Re: Polacy nie gęsi! IP: *.internetdsl.tpnet.pl 17.02.05, 00:48
              :) Stójmy na straży poprawności języka! Żeby można było dyskutować o meritum,
              forma musi być poprawna. Nie mają racji ci którzy lekceważą reguły języka
              polskiego i tworzą w tym zakresie własne reguły! Każdy filolog i logik wie że
              fakt autentyczny to tautologia
              Wracając do temtu głównego, każda uczelnia, każdy wydział, każda katedra czy
              zakład może być przedmiotem rozmaitych form literackich. Nie ma się co podniecać...
              • Gość: kaja Re: Polacy nie gęsi! IP: *.devs.futuro.pl 17.02.05, 02:00
                Boże drogi, chyba nie o logikę tu chodzi!A.S. nie jest logikiem , więc nawet
                jeśli nieszczęsny "fakt autentyczny" jest tautologią ,to nie sądzę by
                kompromitowało to autora w jakikolwiek sposób.W końcu książki nie napisał W.
                Krysztofiak!
                • Gość: W. Krysztofiak Re: Polacy nie gęsi! IP: *.zol.univ.szczecin.pl 17.02.05, 10:29
                  Według mojej opinii, książka kompromituje Autora. Moje gusta smakowe nie
                  pozwalają mi na "normalną" rozmowę z kimś kto opowiada publicznie o tym kto, z
                  kim sypia. Gdyby Autor był piekną blondyną, mógłbym to zrozumieć. Ale Autor,
                  pomimo długich blond włosów, jest niestety mężczyzną. A mężczyźnie nie przystoi
                  pisanie o tym, czy Pani X dopuszcza czy nie dopuszcza swojego męża do łoża.

                  Jeśli Autor jest filozofem, to w jaki sposób prezentuje on instytucję
                  filozofii. Niewyrobiony filozoficznie chemik (lub chemiczka) stworzy sobie
                  obraz filozofii taki oto: "u nich jest tak samo, jak u nas". A to jest
                  wizerunek dosyć przerysowany. Naprawdę w Instytucie Filozofii (i niemal we
                  wszystkich w Polsce miejscach gdzie naucza się filozofii jest w miarę
                  normalnie), w porównaniu z innymi instytutami, jest jeszcze w miarę normalnie.
                  U nas jest możliwe, żeby adiunkt "ochrzanił" dyrektora i nie wyleciał z pracy.
                  W innych miejscach, takie sytuacje mogłyby zakończyć się retorsjami ze strony
                  dyrekcji. A więc nie przesadzajmy!!! Owszem, kiedyś było więcej wolności, był
                  wyższy poziom studiowania, było więcej inicjatyw studenckich, nie było
                  sztywności, sztuczności, zbędnej formalizacji instytucjonalnej. To przeszkadza
                  w kształceniu studentów. Ale istnieją możliwości zmiany tego stanu rzeczy. Mamy
                  koniec z końcem demokrację i już na wiosnę odbędą się wybory (studenci też mają
                  swoje dwa głosy). Zachęcam do aktywnego udziału w tej procedurze również
                  studentów; do korzystania z włąsnej wolności. ostatecznie, misją filozofa czy
                  też - mówiąć ogólniej - intelektualisty jest stanie na straży wolności, która
                  przejawia się w prawie każdej osoby do wydawania ocen oraz metaocen.

                  Autor książki miał prawo ocenić środowisko; ma prawo oceniać to dlaczego pani X
                  nie sypia z panem Y (jego sprawa). Ale musi się również liczyć z metaocenami
                  odnoszącymi się do jego ocen. I wówczas nie może być zaskoczony
                  stwierdzeniem: "Autor FwD to zwykła ciota; no, bo tylko ciotę interesować może
                  to kto, z kim sypia; gorzej kiedy jeszcze autor wyobraża sobie - za ile kto z
                  kim sypia".

                  Szanowni Państwo!!! To już mój ostatni głos w tej dyskusji. Przyznam, że
                  dyskusja jest prowadzona na dobrym poziomie intelektualnym. miło było pogadać.
                  • Gość: świeża doktorka Re: Polacy nie gęsi! IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 17.02.05, 14:04
                    >Niewyrobiony filozoficznie chemik (lub chemiczka) stworzy sobie
                    >obraz filozofii taki oto: "u nich jest tak samo, jak u nas". A to jest

                    A gdybyś mi tak jeszcze wyjaśnił, na czym polega "wyrobienie filozoficzne".
                  • Gość: MAria Pan Krysztofiak ma kłopoty?? IP: *.devs.futuro.pl 04.03.05, 22:52
                    ...pewnie ze zwodem...
                    intektualnym...bo te deklaracje są żenujące..a co za język: "gusta smakowe"
                    etc...A FUJ !!!..pachnie szkołą zawodową w Dębnie a nie Uniwersytetem...
                    ...słoma..słoma w cholewach...i pysk czerwony bo napity....
                    biedny Sorenie...biedny Pascalu...kto dziś łapie się za "filozofię".....
                    • Gość: lkjuy Re: Pan Krysztofiak ma kłopoty?? IP: *.pl / *.internetdsl.tpnet.pl 05.03.05, 00:12
                      znowu ta kryptoreklama...
                      • Gość: Miś Re: Pan Krysztofiak ma kłopoty?? IP: *.devs.futuro.pl 07.03.05, 21:02
                        REKLAMA !!! a nie kryppto..reklama Wojteczka??...
              • ton9 Re: Polacy nie gęsi! 17.02.05, 23:12
                Wole stać na straży rzetelności naukowej i prawdy. Brzydzi mnie ignorancją skrywana pod płaszczykiem pozornego patriotyzmu. Każdy logik wie, że tautologia jest formułą zdaniową. Polecam zapoznanie się z podręcznikiem do logiki. :)))
                • Gość: nick Re: Polacy nie gęsi! IP: *.internetdsl.tpnet.pl 17.02.05, 23:47
                  ton9 wielki logiku i filozofie!
                  Odróżnij nego majorem od nego consequentiam ;))
                  • ton9 Re: Polacy nie gęsi! 18.02.05, 10:28
                    Mowa twoja bełkotliwa, rzucasz hasła bez pokrycia... Nie rozumiem, co ma poprawność językowa do poprawności formy wnioskowania?

                    Nic nie wynika z tego, że ton9 określisz "wielkim".
                    • autumna Wtręt o języku 18.02.05, 11:32
                      Kiedyś jakiś językowy sztywniak wytknął mi jako tautologię wyrażenie "kartka papieru". Choć może być przecież kartka pocztowa, kartki na mięso też były...

                      Żeby było śmieszniej, nawet w poezji niektórzy poszukują idealnej poprawności językowej:

                      slawos.skyhost.pl/nowa1/wiersze/wiersze.php?id=337&idt=1062521693&idw=11019&startw=0&sortw=idw
        • Gość: da Vinci ale madrala...chyba Saja.... IP: *.devs.futuro.pl 17.02.05, 10:19
          albo student
        • Gość: Jaś Re: Polacy nie gęsi! IP: *.devs.futuro.pl 01.03.05, 14:36
          ..Inteligencja to rzecz względna...
    • Gość: świeża doktorka polska powieść akademicka IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 17.02.05, 09:14
      Proponuję rzut oka na artykuł z Wprostu. Krótki cytat na zachętę:

      "W Polsce nie ma literatury kampusowej także z powodu strachu. Są to zazwyczaj powieści z kluczem, a ich bohaterów łatwo rozpoznać. Takimi powieściami są na przykład "Polak mały w Azji Mniejszej" Andrzeja Zieniewicza czy wydany niedawno "Horror academicus" Witolda Mackiewicza - obie obnażają uniwersyteckie układy. Problemem jest to, że zazwyczaj polscy nauczyciele akademiccy nie mają za grosz dystansu do siebie, swojej twórczości naukowej, a także do własnego napuszonego języka. Każda próba odkłamania akademickich pozorów jest zgodnie traktowana jako kalanie własnego gniazda."

      www.wprost.pl/ar/?O=54435&C=57
      • mlody.patriota Re: polska powieść akademicka 22.02.05, 00:49
        nudy na pudy
        • Gość: młodyhój Re: polska powieść akademicka IP: *.internetdsl.tpnet.pl 22.02.05, 20:15
          wiesz co to znaczy "pudy"?
          a poza tym żryj trzewia swojej martwej matki młodzieńcze niech cie to życia nauczy!
    • Gość: Sokrates ale się Rutek wku...rza...publicznie osmieszony IP: *.devs.futuro.pl 01.03.05, 02:27
      no ale sie należało....przecie to kmieć..
    • Gość: WK Skandaliczna powieść...ocieka erotyką... IP: *.devs.futuro.pl 01.03.05, 14:35
      w rolach głównych same ch...
      • Gość: Joanna ale numer...skandal!!! IP: *.devs.futuro.pl 02.03.05, 22:53
        Niestety nie znam bohaterow...ale chyba niebezpiecznie tam studiować :)
        • Gość: Bogdan Re: ale numer...skandal!!! IP: *.ip.pop.e-wro.net.pl 03.03.05, 16:28
          Szczecin nie jest wyjątkiem. Podobna sytuacja jest wszędzie. Filozof to nie
          ten, co ma dyplom i tytuł. Do tego, aby być filozofem trzeba osobnego talentu,
          a z tym jest naprawdę kiepsko. Większość to nabzdyczone dupki, którym kiedyś
          udało się, najczęściej fuksem, zdbobyć tytuł. Rację miał Nietzsche nazywając
          ich przeżuwaczami filozofii.
          • autumna TO JAKIEŚ BZDURY - z tym ociekaniem erotyką 03.03.05, 16:57
            Ktoś ma nadmiernie rozwiniętą wyobraźnię, albo chce zrobić na złość autorowi i zrobić z niego szmatę. To jest normalna powieść akademicka.
            • Gość: Galileo Re: TO JAKIEŚ BZDURY - z tym ociekaniem erotyką IP: *.devs.futuro.pl 04.03.05, 22:45
              ..ojej....a może cos na wesoło???
              skumbrie w tomacie??
          • ton9 Re: ale numer...skandal!!! 03.03.05, 22:36
            Nietzsche? Też mi autorytet... Już nie masz się na kogo powołać tylko na tego filologa?
            • Gość: - Re: ale numer...skandal!!! IP: *.internetdsl.tpnet.pl 04.03.05, 22:05
              doprawdy ton9 gupiutki jesteś i nawet rozmawiac nie umiesz, czyżbys byl zona
              kazimierza mrowki?
              • ton9 Re: ale numer...skandal!!! 07.03.05, 23:58
                Wole być głupiutką żoną kazimierza mrówki, niż mądrym Nietzschem. Każdy, kto zadał sobie trud poznania jego twórczości, musi dojść do wniosku, że był wariatem. Oczywiście, każdego chorego umysłowo należy sznować jako człowieka, ale nie trzeba koniecznie brać na poważnie tego, co starają się nam wmówić.
                • Gość: TEKLA ale osioł....Nietsche jest wielki !!!!..płazie.. IP: *.devs.futuro.pl 09.03.05, 15:45
                  ...i tylko kompletny osioł tego nie rozumie...weź se lewatywę...
                  • ton9 Ile centymetrów ma wielkość Nietschego? 09.03.05, 21:59
                    Czy wielkość Nietschego mierzy się jego wagą, a może wzrostem? Prosze mi odpowiedzieć, bo nie wiem...
                    • Gość: olmkjhytr Re: Ile centymetrów ma wielkość Nietschego? IP: *.pl / *.internetdsl.tpnet.pl 09.03.05, 22:05
                      po co ciągle ta śmieszna kryptoreklama ?
                    • Gość: Max Re: Ile centymetrów ma wielkość Nietschego? IP: *.devs.futuro.pl 11.03.05, 10:27
                      no i tyle...NIE WIESZ...zapisz sie więc na kursy uświadamiające...frędzlu
                • Gość: - Re: ale numer...skandal!!! IP: *.internetdsl.tpnet.pl 09.03.05, 19:21
                  jestem wstrząśnięty Twą głupotą doprawdy
                  słowa KAŻDY i MUSI świadczą o prymitywizmie wręcz doskonałym
                  a poza tym czy Ty rozumiesz co do Ciebie mówi Nietzsche?
                  no i jeszcze skąd w ogóle mowa o Fryderyku..?
                  • ton9 Re: ale numer...skandal!!! 09.03.05, 22:10
                    Zgadła/e/ś jestem prostym człowieczkiem. Może wytłumaczysz mi zatem, tak jak pięciolatkowi, o co takiego MĄDREGO chodziło Nietzschemu. Najlepiej w dwóch - trzech zdaniach, bo obawiam się, że więcej nie zrozumiem...
                    • Gość: - Re: ale numer...skandal!!! IP: *.internetdsl.tpnet.pl 10.03.05, 20:12
                      nie wiem czy jesteś prosty czy krzywy ale nierozgarnięty tak i owszem
                      > Może wytłumaczysz mi zatem, tak jak pi
                      > ęciolatkowi, o co takiego MĄDREGO chodziło Nietzschemu.
                      otóz to właśnie że prosisz o tłumaczenie ja zaś powiem Ci tyle tylko:
                      przeczytaj, pomyśl, i nie rób wiochy
                      • ton9 Re: ale numer...skandal!!! 11.03.05, 17:52
                        Jednak zrobie troche wiochy i przyznam się do tego, że przeczytałem, przemyślałem i doszedłem do wniosku: Nietzsche był chorym człowiekiem i miał tyle do powiedzenia, co każdy chory człowiek.
                        Co więcej, jak do tej pory nikt nie wyjaśnił mi, dlaczego należy uznawać Fryderyka Wilhelma Nietzschego za kogoś więcej niż chorego człowieka. Zrobię jeszcze więcej wiochy i powiem, że tak na prawdę nikt nie wie, dlaczego należy go za kogoś takiego uważać. No, chyba okazałem się już totalnym wiochmenem... hihihi...
                        ;D
                        • Gość: disce puer Re: ale numer...skandal!!! IP: *.devs.futuro.pl 11.03.05, 22:58
                          no okazałeś sie...ale nie kazdy musi być madry... Na powaznie: zrozumiemie N
                          ietzschego jest mozliwe na poziomoe liceum...jak nie rozumiesz ..to znaczy , że
                          nie masz zdolnosci humanistycznych ...może w fizyce ci pójdzie lepiej...a jak
                          nie...to pampers i na kasę w REALU...to żeś gupi...nikogo nie zmartwi...a żeś
                          pyszny i bezczelny...to i litość nad manierami twymi...o prosty
                          człowieku...kokietowamnie byciem 5-latkiem..prostym człowiekiem jest GUPIE...5-
                          latek niem jest do filozofii...a prosty człowiek do filozofii...Spróbuj im
                          wytłumaczyc ogólna i szczególna teorie wzglednosci albo "czarne
                          dziury".............
                          noi i co Einstein idiota...Hawking debil??...OSIOŁ jesteś i tyle...marsz
                          odrabiac lekcje!!!!
                          • ton9 Re: ale numer...skandal!!! 12.03.05, 09:44
                            Jeżeli "zdolności humanistyczne" polegają na powtarzaniu zasłyszanych bzdur, to rzeczywiście ich nie posiadam. W liceum uczyli mnie krytycyzmu w szczególności wobec tupeciarstwa intelektualnego. Zaś w odpowiedzi disce puer nie znajduje nic poza pospolitą hucpą. Najlepszy argument za wielkością Nietzschego - jaki usłyszałem w tej dyskusji - polega na tym, że jestem głupi, pyszny i bezczelny. Żyjemy w demokracji i każdy dyskutuje jak potrafi...

                            Nietzsche jest przedmiotem akademickim na wyższych uczelniach i nie sądze, żeby profesorowie, którzy prowadzą z niego wykłady kierowali się właśnie tymi racjami. Jeżeli istnieje odpowiedz na postawione przeze mnie pytanie, to da się na nie łatwo odpowiedzieć (nie wymagam elaboratów). Ponieważ jednak nikt na to pytanie nie udziela odpowiedzi, więc należy przyjąć, że chyba jej nie ma... Nietzsche był biednym chorym człowiekiem.
                            :D
                            • Gość: discede Re: ale numer...skandal!!! IP: *.devs.futuro.pl 13.03.05, 22:01
                              Rybko...jakeś taki przemadrzały...to weź sobie pierwsza lepsza historie
                              filozofii i tam poczytaj o Nietzschem...to bedziesz wiedział...Rybka umie
                              czytać?..no to klawo...disce puer...
                              • ton9 Re: ale numer...skandal!!! 15.03.05, 15:44
                                Koniec świata! Doszło już do tego, że Nietzscheaniści powołują się na podręczniki akademickie w obronie swego mistrzunia... Nic dodać, nic ująć - Nietzsche zza katedry... Przy takich sekciarzach jak disce puer filozofia życia wyzionęła ducha.
                                • Gość: morth Re: ale numer...skandal!!! IP: 83.168.104.* 18.03.05, 18:00
                                  Rety, rety. Nie ma nic gorszego, niż taki głupi mądrala jak ton9, który
                                  postudiuje rok czy dwa, liźnie trochę filozofii i dalej do ataku.
                                  'Filozofowanie' w stylu: 'po jajach bij', dobre dla pryszczatych małolatów.

                                  Obalanie Nietzschego metodą: bo nikt mi nie udowodnił, że Nietzsche ważny -
                                  szkoda słów. To tak, jakbym powiedział: 'ton9 to pompa paliwowa, a skoro nikt mi
                                  nie udowodnił, że jest inaczej, zatem ton9 to pompa paliwowa'.

                                  Uraz do filologów został chyba wyniesiony przez tona z liceum, pewnie pani od
                                  Polskiego była dla niego niedobra i często stawiała mu jedynki.

                                  Ale przynajmniej uśmiałem się setnie przy 'polemice' tona z doktorem AS-em ;D
                                  • ton9 Re: ale numer...skandal!!! 18.03.05, 22:20
                                    Nie mam nic przeciwko temu, żebyś dowodził tego, że 'ton9 to pompa paliwowa'.

                                    A co do hipotezy 'pani z liceum' to weź jeszcze pod uwagę taką możliwość, że ton9 mógł ukończyć technikum, i to być może technikum samochodowe...

                                    hihihihihihihihihihi...
                                    • Gość: morth Re: ale numer...skandal!!! IP: 83.168.104.* 19.03.05, 15:56
                                      Przyznaję, pomyliłem się. Ton9 jest mimo wszystko trochę mądrzejszy niż
                                      przeciętna pompa paliwowa. Taka pompa ma jednak swoje zalety. Po pierwsze, nie
                                      ma przyszczy. Po drugie, nie udziela się na żadnym forum.

                                      Co do pani od polskiego - jest mi w zasadzie wszystko jedno, do jakich szkół
                                      uczęszczał ton9. Po prostu tego typu przemądrzałość kojarzy mi się z liceum; o
                                      uczniach samochodówki mam w tym punkcie lepsze zdanie.
                                      • ton9 Re: ale numer...skandal!!! 19.03.05, 21:38
                                        „Skojarzenia to przekleństwo, więc możemy dziś dać głowę, jakiekolwiek podobieństwo było czysto przypadkowe...” – jak śpiewali przed laty w „Polskim ZOO”.

                                        A tak na poważnie, to chciałbym zwrócić uwagę na to, jak zabawnie zachowują się Nietzscheaniści, gdy chcą wobec anonimowego dyskutanta na forum zastosować swoje ulubione argumentum ad personam...
                        • Gość: _ Re: ale numer...skandal!!! IP: *.internetdsl.tpnet.pl 12.03.05, 01:29
                          nawet nie chyba....
    • Gość: kpl Re: Filozofia w Depresji- powieść o Szczecinie IP: *.pl / *.internetdsl.tpnet.pl 03.03.05, 19:06
      ile tej kryptoreklamy jeszcze bedzie?
      prosze na ogloszenia
      • Gość: aviator za cienka ksiązka za 15 zł...czy będzie cdn? IP: *.devs.futuro.pl 09.03.05, 18:01
        hłe...hłe...
    • Gość: NeW yOrKeR Re: Filozofia w Depresji- powieść o Szczecinie IP: *.dyn.optonline.net 04.03.05, 01:47
      Abstrachujac od tematu, uniwerek w Szczecinie powinno sie zamknac a cala kadre
      wyeksportowac do Zimbabwe. Nie tak dawno tez studiowalem na tym "uniwerku" i
      chyba do konca zycia bede walil sie glowe mlotkiem, ze tam zdecydowalem sie
      edukowac. Na moje szczescie jeszcze nie wszystko stracone (-:
    • Gość: skołowana konkretów! IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 08.03.05, 14:35
      A może by tak wreszcie osoby urażone swoimi portretami w rzeczonej ksiązce napisały KONKRETNIE i bez wodolejstwa, co w niej jest nieprawdą? Bo na razie widzę opinię typu, że "słaba literacko", albo dyskusje o tym, czy wolno pisać "fakty autentyczne".
      • Gość: trel OBRAŻONE osoby robią w gacieze strachunp. Rutek... IP: *.devs.futuro.pl 09.03.05, 15:49
        ...bo że to bufon i prostak to każdy wie...ale że jajecznica...to odkrył
        dopiero Albert Sowa...:):)
    • Gość: 007 to przeszłość...ale zobaczycie jak wykończą w pół IP: *.devs.futuro.pl 09.03.05, 15:56
      roku Krysztofiaka!!....pójdzie kozy doić ...i nie znajdzie pieniędzy na wydanie
      swojej habilitacji,....US nie bedzie na to stać!!...
    • vigla dalszy ciag powieści o Depresji 10.03.05, 08:26
      dalszy ciag pisany na bieżaco
      www.nauka-edukacja.p4u.pl/
      • Gość: rr Re: dalszy ciag powieści o Depresji IP: *.devs.futuro.pl 11.03.05, 10:33
        a co to za bałwan sie wpisał,,,....bałwaństwo..hm....no to tyle na razie...
        • vigla Re: dalszy ciag powieści o Depresji 11.03.05, 13:10
          To jest ciag nie dla bałwanow tylko dla krytycznie myslących
          Te teksty daja nie-balwanom dużo do myslenia podobnie jak książka.
          • vigla Re: dalszy ciag powieści o Depresji 11.03.05, 13:12
            Tak dla przykladu te teksty
            www.nauka-edukacja.p4u.pl/articles.php?topic=1
            • Gość: Julietta ...ale TYPY..cos strasznego...sex i folozofia IP: *.devs.futuro.pl 12.03.05, 09:03
              to byłoby ciekawsze....
    • Gość: Tadeusz szantaż, terror...to nawet nie średniowiecze..to IP: *.devs.futuro.pl 12.03.05, 09:04
      faszyzm...kato-faszyzm??
    • Gość: aviator SOWA TCHÓRZ...myslałem że napisze jak prorektor IP: *.devs.futuro.pl 12.03.05, 12:17
      szantażował pewną panią profesor blokadą wniosku o profesurę belwederską żeby
      nie stratowała w wyborach na dyrektora...a tu SOWA zkrewiła...ano Sowa też ma w
      perspektywie habilitację...co sie będzie narażała...trochę mozna...ale aż tak
      to nie... a niech to piekło pochłonie !!!
      • Gość: ijdwijdwij Re: SOWA TCHÓRZ...myslałem że napisze jak prorekt IP: *.internetdsl.tpnet.pl 15.03.05, 19:59
        najlepsze jest określenie :"powieść akademicka"
        hm w sumie jak są powieści pedalskie (vide Lubiewo) to i może te akademickie też są
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka