Dodaj do ulubionych

Czy zapytania Radnych podlegają manipulacji???

28.03.07, 21:38
Interpeleacje i zapytania radnych poprzedniej (IV) kadencji były publikowane
w internecie na stronach Urzędu Miejskiego w postaci SKANÓW
bip.um.szczecin.pl/showpage?chapter=50120
Obecnie... zapytania i interpelacje są "wklepywane"
a przy tym - POPRAWIANE!!!
bip.um.szczecin.pl/showpage?chapter=11201
czyli - ktoś manipuluje przy tych wystąpieniach
tym samym ma możliwość zmieniania ich treści i sensu (jeśli takie są...),
co stawrza możliwość dostosowywania sensu zapytania do wygodnej odpowiedzi...
MATACZENIE????
Radni "zdalnie sterowani"?

swoje spostrzeżenia o cenzurowaniu pisemnych wystąpień radnych opieram na
przykładzie wystąpień radnego Kęsika.
W poprzedniej kadencji w jego wystąpieniach byk poganiał błędem byka, co by
było nawet śmieszne, gdyby nie tragiczne:
forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=354&w=48448531&a=48448531
zaś obecnie...
jakby Miodek pisał mu gotowce!
w cuda nie wierzę....... :))))
a tym bardziej w możliwości MS Worda lub innego edytora tekstu
zresztą, to nie tylko Kęsika się tyczy!

ONI WSZYSTKIE INTERPELACJE I ZAPYTANIA
PRZEPISUJĄ
POPRAWIAJĄ
KORYGUJĄ
CENZURUJĄ
Obserwuj wątek
    • andreas.007 porzadek kurna musi byc! 29.03.07, 01:05
      to jak u Putina!
      Pytania do pana prezydenta... raz do roku!

      Ale to samo przeciez juz było w Polsce...

      Tak przynajmniej jest porzadek i jest dobrze,
      a to najwazniejsze zeby było DOBRZE!!!

      wszyscy przeca chcemy zeby było dobrze... komus to sie nie podoba?
    • Gość: ala poprawiacze... :)) IP: *.internetdsl.tpnet.pl 30.03.07, 09:29
      ciekawe, czy ten skryba-cenzor-korektor
      dostaje wierszówkę
      czy robi na akord?

      a o "poprawiaczach" tutaj ciekawy tekst:
      www.polskiejutro.com/art.php?p=3555
      a że wiosna, słońce nastrajają lirycznie...
      to zacytuję POETĘ, bo nic nie stracił na aktualności
      wystarczy czasem tylko nazwiska podmienić,
      bo niektóre imiona są zgodne... :))

      Ignacy Krasicki "Satyry"
      univ.gda.pl/~literat/satyry/index.htm#spis
      ZŁOŚĆ UKRYTA I JAWNA

      Łatwiej nie łgać poetom, ministrom nie zwodzić,
      Łatwiej głupiego przeprzeć, wodę z ogniem zgodzić
      Niż zrachować filuty: ciżba, wojsko spore.
      Skąd zacząć? Spośród tłumu na hazard wybiorę.

      Wojciech, jadem zaprawny, co go wewnątrz mieści,
      Zdradnie wita, pozdrawia, całuje i pieści,
      W oczy ściska, w bok patrzy, a gdy łudzi wdzięcznie,
      Cieszy się wewnątrz zdrajca, że oszukał zręcznie.

      Czyni źle, bo gust w samej upatruje złości,
      Zdradza, byleby zdradził, a ten zysk chytrości
      Stawia mu z cudzych trosków wdzięczne widowiska.
      Najmilszy jego napój łza, którą wyciska.

      Co słowo - sztuka zdradna, co krok - podstęp nowy;
      Zdrajca czynmi. gestami, milczeniem i słowy.
      Na kogo tylko wspojźrzy, stawia zaraz sidła,
      A gdy się coraz wzmaga złość jego obrzydła,

      Jak pająk, co snuł z siebie, rozpostarłszy sieci,
      Czuwa wśród pasm zawiłych, rychło w nie kto wleci.
      Uśmiech jego nieprawy zmyka się po twarzy.
      W oczach skra zajadłości błyszczy się i żarzy,

      Spuszcza je na blask cnoty, a zjadle pokorny,
      Sili się swej niecnocie kształt nadać pozorny.
      Próżna praca. Sama się złość z czasem odkrywa.
      Spada maszka, a zdrajca, co pod nią przebywa,

      Tym jeszcze wszeteczniejszy, im dłużej był tajny.
      Ten. co ma umysł zwrotny, a język przedajny.
      Idzie za nim Konstanty, szczęśliwy, że wygrał.
      A co w pierwszych początkach żartował i igrał,

      Czyniąc jak od niechcenia, gdy sztucznie się czaił,
      Tak kunszt zdradnych podstępów dowcipnie utaił,
      Iż ten. co oszukany, nie wie. jak wpadł w pęta.
      Wpadł jednak, a fortelnie sztuka przedsięwzięta

      Tego, co ją dokazał, uczyniła stawnym.
      A podściwość? Ten przymiot służył czasom dawnym:
      A kto wie, czy i służył? Każdy wiek miał łotrów,
      A co my teraz mamy i Pawłów, i Piotrów!

      Miał Rzym swoje Werresy. swoje Katyliny,
      Był ten czas, kiedy Kato, z podściwych jedyny,
      Silił się przeciw zdrajcom sam i padł w odporze.
      Nie w tak dzikim już teraz jest cnota humorze,

      Umie ona, gdy trzeba, zyskowi dogadzać:
      Człowiek grzeczno-podściwy, kiedy kraść i zdradzać
      Nakaże okoliczność, zdradzi i okradnie,
      Ale zdradzi przystojnie i zedrze przykładnie,

      Ale wdzięcznie oszuka, kształtnie przysposobi,
      Ochrzci cnotą szkaradę i złość przyozdobi,
      A choć zraża sumnienie, niebo straszy gromem,
      Śmieje się. zdradza, kradnie - i jest galantomem.

      Więc podściwych aż nadto. Paweł trzech mszów słuchał,
      Zmówił cztery różańce, na gromnice dmuchał,
      Wpisał się w wszystkie bractwa, dwie godziny klęczał,
      Krzywił się, szeptał, mrugał, i wzdychał, i jęczał,

      A pieniądze dał w lichwę. Święte są pacierze,
      Zdatne bractwa, lecz temu. co daje. nie bierze.
      Syp fundusze, a kradnij, Bóg ofiarą wzgardzi.
      Tacy byli, mniemaną pobożnością hardzi,

      Owi faryzeusze i wyschli, i smutni,
      A w łakomstwie niesyci, w dumie absolutni,
      Mściwi, krnąbrni, łakomi, nieludzcy, oszczerce.
      Próżne. Pawle, ofiary, gdzie skażone serce.

      Krzyw się, mrugaj, bij czołem, klęcz, szeptaj i dmuchaj,
      Zmów różańców bez liku, bez liku mszów słuchaj,
      Jeśliś zdrajca, obłudnik, darmo kunsztu szukasz,
      Możesz ludzi omamić. Boga nie oszukasz.

      Brzydzi się niecnotliwym Jędrzej hipokrytą,
      A natychmiast zbyt szczery, nie już złością skrytą,
      Ale jawnym wzgorszeniem zaraża i truje,
      Pyszny mnóstwem szkarady, hańbą tryumfuje.

      Zrzucił szacowną cnoty i wstydu zaporę,
      A widząc skutki jadu i łatwe, i spore,
      Stał się mistrzem bezbożnych, ma uczniów bez liku.
      Leżą grzecznych bluźnierców dzieła na stoliku,

      Gotowalniane mędrcy, tajemnic badacze,
      Przewodniki złudzonych, wieków poprawiacze,
      Co w zuchwałych zapędach chcąc rzeczy dociekać,
      Śmieją prawdzie uwłoczyć i na jawność szczekać.

      Czcze światła, dymy znikłe... Lecz z widoków sprośnych
      Zwróćmy oczy. Już nadto tych scen zbyt żałosnych.
      Dumny Jan pokrewieństwem i Litwy, i Polski,
      Że go uczcił Niesiecki, Paprocki, Okolski,

      Rozumie, iż za zmową ugodną i wspolną
      Wszystkim cierpieć należy, jemu szaleć wolno.
      Rozumie, iż gdy tytuł zaczyna od "jaśnie",
      Przy tym blasku i rozum, i cnota przygaśnie;

      Nadstawia się i gardzi. Mikołaj bogaty,
      Choć go jaśnie wielmożne nie czczą antenaty,
      Śmieje się z oświeconych, co złotem nie świecą.
      To u niego zacności i szczęścia skarbnicą,

      To rozum, to nauka, w tym się wszystko mieści:
      Szóstak groszy dwanaście, a złoty trzydzieści.
      Jakże zebrał? - Dość, że ma. Czy ukradł, czy zdradził,
      Mikołaj pan, choć filut, bo skarby zgromadził,

      Bo posiada po panach folwarki i włości;
      Jak zechce, przyjdzie i do jaśnie wielmożności.
      Woli być mości panem, a z sum pożyczonych
      Brać lichwę od dłużników jaśnie oświeconych.

      Dumą wewnątrz nadęci, zbytkiem podupadli
      Nie wstydzą się ci żebrać u tych, co je skradli;
      Oszukani klną na dal. a łaszą się z bliska.
      Śmieje się pan Mikołaj, a majętność zyska.

      Za jedną, która poszła, w rok idzie i druga,
      Aż ów lichwiarz pokorny, uniżony sługa,
      Większy pan niż jegomość, którego wielmożni.
      Tak lecą w zdradne sidła młodzi, nieostrożni.

      Omamiony nieprawym polorem i gustem,
      Piotr, co zaczął być stratnym, jest teraz oszustem.
      Gdy nie ma wsi na zastaw, dopieroż pieniędzy,
      Chcąc uniknąć i głodu, i zimna, i nędzy,

      Istotną dolegliwość gdy, jak może, tai.
      Wiąże się z towarzyszmi, podchlebia i rai,
      Czatuje, jakby ze wsi domatora dostać,
      A uprzejmego biorąc przyjaciela postać,

      Zaczyna rządy w domu. Częstuje i sprasza,
      Dobry gust gospodarza wielbi i ogłasza.
      W spółce jest do wszystkiego, choć pieniędzy nie ma.
      I póty w więzach tego. co usidlił, trzyma,

      Aż go sobie we wszystkim uczyni podobnym.
      Więc ten. co niegdyś oczy pasł gustem ozdobnym,
      Wraca do domu zdarty, smutny, po kryjomu,
      Albo i nie powraca, nie miawszy już domu.

      Próżno więc, jak to mówią, po szkodzie korzysta.
      Franciszek, przedtem pieniacz, teraz alchymista,
      Dmucha coraz na węgle, przy piecyku siedzi,
      Zagęszcza i rozwilża, przerzadza i cedzi.

      Pełne proszków chymicznych szafy i stoliki,
      Wszędzie torty, retorty, banie, alembiki.
      Już postrzegł w ogniu gwiazdę, a kto gwiazdę zoczy
      Albo głowę Meduzy, albo ogon smoczy.

      Już ten wygrał. Winszuję, ale nie zazdroszczę.
      To mniejsza, że Franciszek o złoto się troszcze;
      Niech dmucha, a nie kradnie. Choćby złoto zrobił,
      Swoje stracił, na swoim niechby i zarobił.

      Nie złoto szczęście czyni, o bracia, nie złoto!
      Grunt wszystkiego podściwość, pobożność i z cnotą.
      Padnie taka budowla, gdzie grunt nie jest stały.
      Chcemy nasz stan, stan kraju, ustanowić trwały,

      Odmieńmy obyczaje, a jąwszy się pracy,
      Niech będą dobrzy, będą szczęśliwi Polacy.
      • Gość: Zbędny Re: poprawiacze... :)) IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 30.03.07, 09:58
        Jeszcze na tym forum ma czas zabierać głos i to wcale nie tak rzadko :-)

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka