Dodaj do ulubionych

trafne spostrzeżenia p. Isakiewicz

IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 04.05.04, 17:14
Do Płońska prowadzi droga dwupasmowa, równa. Rejestruję to z zadowoleniem -
wszak zagraniczni tędy przejeżdżają, trasa turystyczna, mnóstwo Niemców.
W Płońsku przystanek na siusiu. Wita mnie napis "Toaleta 1,50 zł. PŁATNE Z
GÓRY". Kobieta klozetowa (bo jeszcze nie babcia) w dżinsowym garniturku jak
za Bieruta, jak za Gomułki, jak za Gierka i jak za Jaruzelskiego - wydziela
pokrojony w kawałki papier. Szary taki, twardy, szorstki. Klamki w kabinach
ledwie wiszą, spłuczki na sznurku też. Ale za te 1,50 zł z góry mogę wytrzeć
ręce w ręcznik ogólnodostępny, frotowy, w paski. Mord mam widać w oczach, bo
kobieta klozetowa w dżinsowym garniturku na mój protest wynosi z zaplecza
ściereczki papierowe i pozwala kawałek urwać.
Za Płońskiem droga dwupasmowa przechodzi w wąską jednopasmówkę, miejscami
wyboistą, usianą krzyżykami po obu stronach - znakami po śmiertelnych
wypadkach. Wszędzie bociany. Tokujące w gniazdach, krążące nad łąkami i
rozlewiskami. Kobierce zawilców w lasach przemieszane ze śmieciami,
pozakrywane śmieciami, tonami śmieci.
W Mławie - następny przystanek. Tu jest taniej. Za złotówkę.
W kanciapie cuchnie. Z czterech kabin klamkę ma tylko jedna, reszta
powyrywana. Parka klozetowa (on - fioletowoczerwony, szczególnie na nosie,
wzrok mętny, oddech przywołujący woń mieszanki płynów denaturatopodobnych
oraz wina "Czar Marychy", ona - identyczna) bardzo ugrzeczniona. On pilnuje
kasy, ona wydziela papier jak wyżej. W kabinie taki brud, że strach wejść. -
Moglibyście sprzątać tu od czasu do czasu - fukam. Ona wsuwa nos do środka.
Rozgląda się. - A bo to ja mam czas, k...., sprzątać - mamrocze. Wzrusza
ramionami.
Umywaleczki w kanciapie są dwie. Na jednej ręcznie napisana kartka NIE
CZYNNE, na drugiej ręcznie napisana kartka NIECZYNNE.
Wracam do autobusu. Zaczynają się jeziora. Połyskują w słońcu, odbijają
spokojne niebo, jak z sielankowej pocztówki.
W hotelu w Olsztynie biorę długą kąpiel.
Następnego dnia wracam do Warszawy. Autobus jedzie inną trasą - przez
Przasnysz, Szczytno i Maków Mazowiecki. Całe szczęście - myślę z ulgą.
Pogoda się popsuła, zimno, bociany zmoknięte, kulą się w gniazdach. Po
deszczu brzozowe gaiki zielenią się w oczach.
W Przasnyszu - 1,50 zł. Klozetowy dziad przy wejściu wypuszcza na mnie kłąb
nikotynowego dymu (coś a la dawne sporty). Chcę umyć ręce. Rozglądam się za
umywalką. W końcu - widzę. Maleńka. Nad nią wisi kran. Ani mydła, ani
ściereczek - po prostu goły kran. Na ścianie ślad po elektrycznym zbiorniku
na ciepłą wodę.
- Panie - mówię - to już przesada. Nic nie ma.
- A bom schował - on na to.
- Jak to?
- Bo kradną.
- Kto kradnie?
- Kobiety kradną. Grzejnik na wodę też buchnęli (buchnęli - powiedział, to
nie zmieniam). Odkręcili.
Szybkim krokiem przemierzam dworcową poczekalnię. Ludzie z tobołami siedzą w
milczeniu. Ciężkie ono jest, gęste.
- Nie zapłaciła pani! - krzyczy za mną klozetowy dziad z petem w zębach.
- A to chamka - przerywa ciszę jeden z podróżnych.
Do końca trasy już nie opuszczam autobusu. Im bliżej Warszawy, tym bocianów
mniej. Dojeżdżam do deszczowej stolicy przygotowującej się właśnie do
europejskiego szczytu gospodarczego, a także do uroczystości związanych z
przyjęciem Polski do Unii Europejskiej.

Oto obraz polskiej nędzy i rozpaczy
Za dużo plebanii,brak publicznych sraczy.
Obserwuj wątek

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka