Dodaj do ulubionych

Van Gogh jakis dziwny!!!

IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 22.10.04, 14:59
Obrazki z wystawy


Niektórzy mówili "wydarzenie roku", a w Stalowej nawet - "wydarzenie 20-
lecia". Tysiące ludzi zaplacilo za obejrzenie oryginalnego van Gogha. co
zobaczyli?


O kontrowersjach związanych z dzialalnością niemieckiej firmy
pochodzącego z Torunia Jakuba Lepa pisaliśmy juz przed kilku laty w
kontekście wystawy prac Salvadora Dali. Tym razem Lep Art Consulting siegnąl
na jeszcze wyzszą (finansowo) pólke - po prace van Gogha.
Gwarant Oleksy
Gospodarzem objazdowej wystawy zorganizowanej przez Lep Art Consulting w
Toruniu byl Zbigniew Derkowski, dyrektor jednego z najbardziej
reprezentatywnych wnetrz - Dworu Artusa. Derkowski przyznaje, ze
organizatorzy nie przedstawili mu zadnych certyfikatów. - Dla mnie gwarancją
bylo to, ze wystawe wcześniej pokazywala Biblioteka Narodowa w Warszawie i ze
patronat nad nią wzieli minister kultury i marszalek Oleksy.
Derkowski zarzeka sie, ze umowa którą podpisal przewiduje zwrot kosztów
na wypadek, gdyby "van Goghi" Lepa okazaly sie falsyfikatami. Podkreśla, ze
koszty ochrony pokryli sponsorzy, a Dwór Artusa wydal okolo 2 tysiecy
na "dostosowanie obiektu". Miejska instytucja nie zarobila jednak na
komercyjnej wystawie ani grosza, choc w ciągu trzech dni sprzedano 2400
biletów po 10 i 7 zlotych.
- Nie zarabiamy na imprezach artystycznych, do koncertu Tomasza Stanki
tez dokladamy - upiera sie Derkowski. Problem w tym, ze kiedy gra Stanko,
mozna miec tego calkowitą pewnośc. W przypadku 24 "van Goghów" nie ma zadnej
pewności.
Wejście na wystawe w warszawskiej Bibliotece Narodowej bylo bezplatne. -
Zglosilo sie do nas Siedleckie Stowarzyszenie Spoleczno-Kulturalne Brama z
prośbą o udostepnienie sali na ekspozycje. Zgodziliśmy sie, bo Biblioteka nie
poniosla zadnych kosztów, ale nie byla to nasza wystawa i za jej zawartośc
nie bierzemy zadnej odpowiedzialności - zastrzega Grazyna Kasa, kierownik
dzialu promocji Biblioteki Narodowej w Warszawie.
W Siedlcach natomiast wystawa byla biletowana. Ale nie dla VIP-ów, wśród
których znalazl sie reprezentujący tamtejszy okreg wyborczy posel (i
marszalek) Józef Oleksy. Potem wystawa pojechala do Rzeszowa i Stalowej Woli.
Rzeszowskie "Nowiny" ustalily, ze tylko w Stalowej Woli sponsorzy wsparli
wystawe kwotą 30-35 tys. zlotych a miasto dalo polowe tej sumy.
Wszystkie wystawione prace przeznaczone byly do sprzedazy. Jakub Lep
zapewnia, ze kazda zaopatrzona jest w certyfikat. Certyfikatów jednak nie
pokaze dziennikarzom, nie pokazuje ich nawet dyrektorom placówek, w których
odbywają sie wystawy. Twierdzi, ze pokaze je wylącznie "powaznym klientom"
(sic!). Nie zdradzi tez kwoty ubezpieczenia ani cen poszczególnych prac. Po
co ta konspiracja?
Skrzynia z Bredy
Wedlug organizatorów wystawy eksponowane w Polsce prace pochodzą ze
skrzyn znalezionych na strychu pewnego stolarza z Bredy, miasta w którym
urodzil sie van Gogh. Miala je tam zdeponowac rodzina malarza po jego
wyjeLdzie na studia do Francji. Zawartośc byla wyprzedawana od początku
ubieglego wieku. W latach 30. kolejną tajemniczą skrzynie odkryl w Bredzie
Adrianus Marijnissen, który jej zawartośc przypisal równiez van Goghowi.
Autorstwo tych prac jest wedlug wielu ekspertów, w tym z Muzeum van Gogha w
Amsterdamie, niepewne.
Skąd w rzeczywistości pochodzą dziela prezentowane przez Lepa, trudno
ustalic. Wedlug doniesien prasowych wspólwlaścicielem kilku obrazów jest
Bjoern Klusman. Wedlug innych informacji, które ukazywaly sie w lokalnych
mediach wlaścicielem calej kolekcji jest "francuski marchand" Richard
Gilgenmann. W rzeczywistości slabo mówiący po francusku Gilgenmann jest
wspólpracownikiem Lepa i miew niemieckim Krefeld. Skontaktowaliśmy sie z
panem Gilgenmannem w sprawie ewentualnego zakupu jednego z obrazów
wystawianych w Polsce. Nasz rozmówca stwierdzil, ze w sprawie tego obrazu
jest tylko pośrednikiem, natomiast jest gotów go sprzedac za 450 tysiecy
euro.
Pytany o pochodzenie obrazów Jakub Lep twierdzi, ze nalezą one do 7
prywatnych zbiorów. Choc nie przedstawia certyfikatów, utrzymuje, ze te
istnieją i wystawil je francuski ekspert Benoit Landais.
Eksperci i maliny
W rzeszowskim dodatku "Gazety Wyborczej" ukazal sie fragment
listownej "opinii" Landaisa, wedlug którego wszystkie 24 prace "mogą byc
autorstwa Vincenta". Landais pisze o przeslanej "liście 24 prac z wystawy".
Czyzby zatem organizatorzy wystawy nie pokazali mu oryginalów, a jedynie
liste? Notabene wystawie Jakuba Lepa nie towarzyszyl zaden katalog, co
utrudnia jakąkolwiek dyskusje o pochodzeniu prac.
Z Landaisem rozmawial mieszkający w Paryzu polski kolekcjoner Andrzej
Klopotowski: - Pan Landais poinformowal mnie, ze na te prace w ogóle nie
mozna wystawic certyfikatów - twierdzi Klopotowski. Lep przekonuje, ze ma z
Landaisem "biezący kontakt" i "pan Landais nie mógl tego powiedziec". Nie
udalo nam sie zweryfikowac tej informacji - telefon Landaisa od kilku dni
milczy.
Wedlug Iwony Danielewicz, z Muzeum Narodowego w Warszawie zajmującej sie
impresjonizmem problem z van Goghiem polega na tym, ze w Polsce praktycznie
nie ma jego prac, a co za tym idzie - ekspertów. Zdaniem Danielewicz
najbardziej reprezentatywną instytucją oceniającą prace przypisywane van
Goghowi jest muzeum jego imienia w Amsterdamie. To ostatnie wydawalo czesto
opinie sprzeczne z ekspertyzami Landaisa.
- W przypadku jednego z obrazów pokazywanych przez pana Lepa, po
gruntownym badaniu autorstwo van Gogha zostalo definitywnie wykluczone przez
muzeum w Amsterdamie, w drugim wypadku eksponowana byla praca, która znajduje
sie w katalogu z 1939 roku, jednak w kolejnej edycji katalogu dziel van Gogha
zostala z niego wykreślona - mówi Iwona Danielewicz. - Ogólnie te prace
sprawiają wrazenie, jakby kazda zostala namalowana inną reką, a jakośc
artystyczna wiekszości jest tak slaba, ze trudno nawet ją wytlumaczyc mlodym
wiekiem autora.
Wedlug Iwony Danielewicz najbardziej zenująca jest kwestia patronatów: -
To coś nieprawdopodobnego. Bardzo mi przykro, ale pan minister i pan
marszalek zostali wpuszczeni w maliny.
W Ministerstwie Kultury powiedziano nam, ze patronat nad wystawą objelo,
bo zrobil to marszalek Sejmu.
Marszalek Oleksy nie znalazl czasu na rozmowe z "Gazetą".




Adam Willma

22 Października 2004
www.pomorska.pl
Obserwuj wątek

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka