Gość: WTZ
IP: *.torun.mm.pl
15.07.05, 18:11
Drogi Panie Filar, gdyby znał się Pan na sprawach wosjkowych, wiedziałby Pan
zapewne, że w akcjach STABILIZACYJNYCH (nie zaczepnych, jak pierwsza faza
ataku na Irak) dowódca oddziału NIE ma prawa podejmować decyzji o rozpoczeciu
działań militarnych, chyba, że zostaną bezpośrednio zaatakowani jego żolnierze !!!
Wszelkie inne formy - włącznie z pacyfikacją całych wiosek przez "serbskich
fryzjerów" - muszą zostać wcześniej uzgodnione z dowództwem - to z kolei nie
należało do Holendrów, którzy - jak na karnego żołnierza przystało -
WYKONYWALI ROZKAZY !!!!
A że były one, delikatnie mówiąc, nieludzko obojętne, to już winna dowództwa a
nie holenderskich żołnierzy!