izzo
01.10.08, 08:57
Świetnie. A czy w takim razie szkoły, które tak świetnie są przygotowane do
przyjęcia zwiększonej liczby pierwszoklasistów przyjmą dzieci z innych
rejonów, gdzie szkoły na pewno nie są przygotowane (brak sal, oddzielnej
świetlicy, bardzo liczne klasy, praca na dwie zmiany) czy też rodzice z tych
rejonów mają czekać, aż w ich szkołach poprawią się warunki? A co, jeśli w
ciągu dwóch lat się nie poprawią, bo samorząd nie da na to pieniędzy (np. na
nowy oddział), bo przecież to np. jedna klasa więcej, więcej nauczycieli itp.,
a to, wiadomo, są koszty. O remontach nie wspominając. Czy nie okaże się tak,
że dzieci 6-letnie, które pójdą do szkoły będą dopchnięte do już aktualnie
30-osobowych klas pierwszaków (tym bardziej, że szkoły nie mogą planować
większej liczby klas z przyczyn podanych w artykule)?