sob-ek
13.07.09, 16:10
Nie wiem, jak jest na innych wydziałach. Ja studiowałem chemię i mogę
powiedzieć jedno - praktycznie jedynymi ludźmi, którzy nauczyli mnie
czegokolwiek na tych studiach, byli właśnie tacy "leniwi" doktorzy (i doktorki
:) ). Tylko oni mieli czas dla studentów, bardzo dużą wiedzę i - co ważne -
chęć rozmowy z nami, tłumaczenia. Reszta - szkoda gadać. Doktoranci -
nieprzygotowani do zajęć, niekompetentni, nie wiedzący więcej niż studenci,
których mieli oceniać, aroganccy i - niemający czasu ani najmniejszej chęci
nawet na doszkolenie się z tych zajęć, bo przecież doktorat... Ci starsi,
robiący habilitację lub będący zaraz po, poza nielicznymi wyjątkami,
niekomunikatywni, nieobecni nawet na dyżurach, wpadający na zajęcia z doskoku,
niemający czasu, w rozjazdach, na konferencjach, zajęci grantami i własną
karierą i ogólnie mający studenta w d. Nie wspominając o tym, że większość na
uczelni leczy swoje wybujałe ego i porypane życie osobiste (rozwodnicy lub
wredne ciotki). Większość z tych "naukowców", robiących karierę, powinna mieć
zakaz prowadzenia dydaktyki, bo na ogół w ogóle się do tego nie nadają.