Dodaj do ulubionych

LIDL - a ja lubie to jedzzenie

IP: 89.100.176.* 17.12.06, 18:16
jest super, wole to niz tesco niz dunnes i niz s value :-) nie kumam dlaczego
ludzie mowia ze to syf i takie tam. mi smakuje i nie widze problemu, zarabiam
duzo wiec pare euro to nie problem, lubie wiec kupuje :-)
pozdrawiam
Obserwuj wątek
    • robcio63 Re: LIDL - a ja lubie to jedzzenie 18.12.06, 00:01
      A wiesz ze ja tez lubie i wiem chyba dlaczego. Mam obok Lidla i Aldi w obu jest
      wiele produktów niemieckich a ich kuchnia jest do naszej bardziej podobna niz
      angielska. Maja super kwaszona kapuste o wiele bardziej smaczna niz w polskich
      sklepach bo jest na winie i nie smierdzi jak tamta.I duzo rózności które bardzo
      smakuja mojej nienażartej 6-osobowej gromadce.
      Pozdrawiam Ania
      • dorotus76 Re: LIDL - a ja lubie to jedzzenie 18.12.06, 00:08
        Wiesz Robcio, ja też lubię kiszona niemiecka kapustę, ale kupuję ją w tesco,
        jest lepsza niz polska. W Lidlu tez mam ulubione produkty, w sumie to w kazdym
        sklepie mam pare ulubionych i dlatego sie nalatam :)
        pzdr
        • Gość: Mwaruwari Re: LIDL - a ja lubie to jedzzenie IP: *.autocom.pl 18.12.06, 00:31
          Kwestia ulubieności produktu jest tutaj tą najbardziej dyskusyjną. A bzdurą jest
          że w Lidlach i Aldich kupują przede wszystkim Polacy. Z Aldiego preferowałem
          Tortilla chips, inaczej nachos w cenie 79p. Za coś podobnego ze stajni Walkers
          zapłacić bym musiał pewnie ok 2 funtów. Ale po co ?
          • Gość: k Re: LIDL - a ja lubie to jedzzenie IP: *.range86-134.btcentralplus.com 18.12.06, 01:12
            Ja tez bardzo lubię lidla, przede wszystkim za chipsy zblizone smakiem do
            polskich, rewelacyjne płatki i muesli, słodycze maja całkiem niezłe, no i
            wędliny też podobne do polskich. Nie wspomnę juz o cenach;) Pozdrawiam
            wszystkich kupujących w lidlu!
    • Gość: Jaro Re: LIDL - a ja lubie to jedzzenie IP: *.md.uwcm.ac.uk 18.12.06, 10:55
      Ostatnio byl bardzo dobry mrozony losos, bez zadnej panierki czy innego
      badziewia. No i sa tez owoce organic. A sery tez bardzo dobre. Wode tez tam
      kupujemy. Niestety wszystkiego w jednym sklepie kupic sie nie da. Np. najlepsze
      pity sa z M&S, a chleb razowy w Sainsbury. Za to bialy twarog jest tylko w
      Tesco i ASDA :) Moze kiedys trzeba bedzie zatrudnoic kogos do robienia
      zakupow :)
      • Gość: ffds Re: LIDL - a ja lubie to jedzzenie IP: 80.50.29.* 18.12.06, 11:57
        fasolke za 8p z Lidla kupujecie calymi paletkami slyszalem??
        • ghrom Re: LIDL - a ja lubie to jedzzenie 18.12.06, 19:49
          Nie kupujemy, otwiera sie w kacie i polyka 3-4 puszki, i do domu. Znaczy, do zmywaka.
      • Gość: Yogi Jesli chodzi o najzdrowsze jedzenie, to IP: 89.242.37.* 20.12.06, 22:34
        czytalem ostatnio publikacje o tym w prasie i najlepiej pod tym wzgledem wypadl
        Saintsbury. Dalej po tyle samo puntkow mialy M&S i Waitrose. Nizej z tego co
        pamietam Somerfield i Morrison. Na szostym Tesco. Lidl, Netto, Aldi nie byly w
        tym rankingu uwzglednione.
    • Gość: Mwaruwari Ghrom IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 18.12.06, 20:05
      Nigdy nie kupiłeś nic w Lidlu, ani Aldim ?
      • ghrom Re: Ghrom 18.12.06, 21:29
        > Nigdy nie kupiłeś nic w Lidlu, ani Aldim ?

        Co ty, chlopie. Ja jestem z tych staromodnych, co to staraja sie paszczy nie otwierac jesli nie wiedza o
        czym mowia. Przez pierwsze pol roku w UK mieszkalem we wschodnim Londynie, na Limehouse i Mile
        End. Stolowalismy sie wtedy wlasnie w Lidlu, po dwoch miesiacach wrocilem na dwa tygodnie do Polski
        zalatwic sprawy. Na te pierwsze dwa miesiace wyjechalem na bezplatnym urlopie, na wakacje i
        zobaczyc, czy nie warto pojechac za rok na dluzej... Okazalo sie, ze w UK jest wszystko czego mi w
        Polsce brakowalo, i nie ma co czekac. W kazdym razie, dokladnie miedzy Mile End i Limehouse stal
        sobie i pewnie stoi dalej Lidl - a ja przez te dwa tygodnie w Polsce opowiesci o UK rozpoczynalem od:
        'no ogolnie jest fajnie, ale zarcie i dziewczyny to maja do dupy'.

        Dlatego teraz mam pelne prawo nabijac sie z Lidlowcow, bo nabijam sie tez z siebie. Autoironia w UK to
        dosc powszechne zjawisko :P

        Po tych nieco ponad dwoch latach wiem tez jak smakuje prawdziwe angielskie zarlo, wiem jak smakuje
        homar, scallops, kawior, bazant i glupie steki z tunczyka - choc w Polsce nie bylo mi to dane. Wiem
        teraz jakim barbarzynstwem jest dobry obiad bez wina. Wiem jak smakuje dzem z Lidla o 13%
        zawartosci owocow i wiem jaka jest roznica w smaku sera 18 i 37%, choc cen juz nie pamietam, wiem
        tez jak smakuje Irish Stew za kilkanascie p z Asda Smart Price. Mam porownanie, jednym slowem.
        • Gość: Mwaruwari Re: Ghrom IP: *.autocom.pl 18.12.06, 23:46
          > > Nigdy nie kupiłeś nic w Lidlu, ani Aldim ?
          >
          > Co ty, chlopie. Ja jestem z tych staromodnych, co to staraja sie paszczy nie ot
          > wierac jesli nie wiedza o
          > czym mowia. Przez pierwsze pol roku w UK mieszkalem we wschodnim Londynie, na L
          > imehouse i Mile
          > End. Stolowalismy sie wtedy wlasnie w Lidlu, po dwoch miesiacach wrocilem na dw
          > a tygodnie do Polski
          > zalatwic sprawy. Na te pierwsze dwa miesiace wyjechalem na bezplatnym urlopie,
          > na wakacje i
          > zobaczyc, czy nie warto pojechac za rok na dluzej... Okazalo sie, ze w UK jest
          > wszystko czego mi w
          > Polsce brakowalo, i nie ma co czekac. W kazdym razie, dokladnie miedzy Mile End
          > i Limehouse stal
          > sobie i pewnie stoi dalej Lidl - a ja przez te dwa tygodnie w Polsce opowiesci
          > o UK rozpoczynalem od:
          > 'no ogolnie jest fajnie, ale zarcie i dziewczyny to maja do dupy'.
          >
          > Dlatego teraz mam pelne prawo nabijac sie z Lidlowcow, bo nabijam sie tez z sie
          > bie. Autoironia w UK to
          > dosc powszechne zjawisko :P
          >
          > Po tych nieco ponad dwoch latach wiem tez jak smakuje prawdziwe angielskie zarl
          > o, wiem jak smakuje
          > homar, scallops, kawior, bazant i glupie steki z tunczyka - choc w Polsce nie b
          > ylo mi to dane. Wiem
          > teraz jakim barbarzynstwem jest dobry obiad bez wina. Wiem jak smakuje dzem z L
          > idla o 13%
          > zawartosci owocow i wiem jaka jest roznica w smaku sera 18 i 37%, choc cen juz
          > nie pamietam, wiem
          > tez jak smakuje Irish Stew za kilkanascie p z Asda Smart Price. Mam porownanie,
          > jednym slowem.


          Nie chce pisać elaboratu, ale chyba sie nie obejdzie. Myślę więc sobie tak:

          CO do tego, że "lidlowiec" to stan umysłu, to w zupełności się zgadzam. Potrafie
          sobie jednak wyobrazić czlowieka, ktory wyjechal do UK na pewien czas tylko i z
          jakichstam przyczyn musi powiedzmy odłożyć pieniadze. Na operacje mamy, na długi
          babci, na działkę dla siebie, na swoj własny interes w PL, na jakies marzenie
          swojego zycia. Potrafie zrozumiec to, ze kupuje w Lidlu, bo Lidl - jak świadczy
          parę całkiem sensownych tutaj wpisów - nie jest wcale taki zły. Nawet nie
          smiałbym porównywać go do słynnej linii Tesco Value, bo przy niej jest żarciem
          dla królów. Ale nie tylko przy niej. Jeśli mam np. do wyboru tzw. czekoladę z
          okienkiem za 39p, a najtańszą dopuszczalną dla mnie do zjedzenia czekolade
          Galaxy w Tesco, kosztującą 69p, nie waham się ani chwili. Bez wahania wybieram
          Lidla.

          Kiedykolwiek udawałem się do Lidla, zawsze większością kupujących byli nie
          czarni, nie Pakistańczycy, nie Polacy, ni Czesi, lecz Anglicy właśnie. Nie bede
          generalizował, ze bylo tak zawsze i wszedzie - znane mi sa reguly doboru próby w
          badaniach statystycznych, zasady wnioskowania i błedy jakie ono ze soba niesie.
          Niemniej jednak tak własnie bylo. Wiecej: pytalem Brytyjczyków z którymi
          mieszkaliśmy i z którymi pracowałem, dlaczego Lidl jest tańszy niż ich
          hipermarkety i czy wynika to tylko z faktu, że ma jedzenie gorszej jakości.
          odpowiadali, ze nie - ze jest to kwestia tego, ze importuje je, a koszty pracy i
          wytworzenia jedzenia w UK, sa obecnie wyzsze niz na kontynencie. To, ze Anglicy
          moga sobie tak czy inaczej na to pozwolic, jest oczywiste, ale to juz inna sprawa.

          Moja dziewczyna, któa nie tylko zwiedziła 3/4 Europy (UK, Portugalia, Hiszpania
          kilka razy, Francja kilka razy,, Szwajcaria, Austia, Włochy - wszystkie razy
          kilka, Grecja, Turcja, Andora, Belgia, Czechy, Wegry) i miała np. okazje
          porównywać restauracje z Francji (countryside), Hiszpanii (Madryt), z tymi z UK
          (Londyn), twierdzi, że angielskie wypadają tutaj najbardziej blado. Daleki
          jestem od twierdzenia, ze jest ona wyrocznią, której każdy słuchać ślepo
          powinien, ale na jedzeniu po prostu sie zna. Co do wspomnianych restauracji za
          granicą, tak sie składa, ze niejaki szef pewnego szlachetnego biznesu, u ktorego
          na corocznych targach w kilku miastach moja dziewczyna pracuje, jest ogromnym
          koneserem jedzenia, a jeszcze wiekszym wina. Skutkuje to tym, ze na obydwu z
          tych rzeczy po prostu nie oszczędza. Każda 8 dniowa wizyta w Madrycie, czy
          Londynie konczy sie wiec wieczornym odwiedzeniem restauracji, a w kontekscie
          wpsomnianych kliku dni - rowniez kilku roznych restauracji. kazdy zamawia wtedy
          nie to, co najtańsze, lecz to co sobie życzy. Smiem więc twierdzić, ze
          rozeznanie ma niemałe, ale bynajmniej nie tylko z wspomnianego wyzej powodu.

          Nie twierdze, ze angielskie jedzenie jest złe. Wierze, kiedy piszesz to co
          piszesz, ze poza swiatem jaki znają ci od nędznej urody angielek, nedznej pogody
          i nedznego zarcia, jest cały świat, o którym nie mają pojęcia. Tak sie również
          jednak składa, ze pracowałem w tym roku z moją panną i tak się również składa,
          że z racji jej zamiłowania do dobrego jedzenia, kupiliśmy niemało lepszej
          jakości pieczywa w Tesco. Także w Marks & Spencer. Waitrose tam nie było,
          pieczywo z ASDY nie nadaje się absolutnie do niczego, w sieciach takich jak
          Greggs, czy Watermarks, albo go nie było wcale, albo tez bylo w tak sladowych
          ilosciach, ze nie pamietam. I teraz po pierwsze: kiedy idę do pobliskiego Polo
          Marketu - kilka razy mniejszego niż tamtejsze Tesco - z przyjemnościa kupie i
          zjem najtańszy nawet chleb, nie mówiąc już o tym droższym. Natomiast absolutnie
          nie tknę juz tych tescowych foremkowych mniej więcej do funta, i absolutnie
          żadnego chleba tostowego, niewazne czy ten za słynne 19p, czy też Hovis, czy
          Warburtons - nie tknę go ani do tostów, ani do normalnego spozycia. Pytałem moją
          dziewczynę dzisiaj, czy chleby, które kupowaliśmy w tesco po ok. 1.10 - 1.50
          były dobre. Powiedziała bez wahania, ze nieszczególnie, a nie powiesz chyba, ze
          jest ten zakres cen to target pracujących w UK Polaków. mi równiez niespecjalnie
          one smakowały. jest w nich coś takiego, co pozornie sprawia, ze są ok, ale po
          dokładniejszym ich jedzeniu smak przestaje być taki sam - po prostu czuć jakąś
          chemię. Zreszta sprawa chleba została rozstrzygnieta gdzies indziej i ani Polska
          ani UK najlepszym poszczycic sie nie mogą. Mimo to pozostaje na stanowisku, ze
          polski chleb jest znacznie lepszy od jego brytyjskiego odpowiednika jesli
          porownywac je i bezwzglednie jak "całościową jakość", a tym bardziej jesli
          chodzi o odpowiedniki z podobnych "półek"

          Jak dla mnie wyjasnienie jest proste i wspominałem o nim. Po prostu rynek
          zywnosci w UK jest chyba najmniej "normalny" jesli chodzi o porównywanie go z
          kontynentalną Europą. Pisza o tym gazety, mówia o tym ludzie. na rynku
          brytyjskim jest de facto oligopol. Niestety ku temu samemu zmierza rynek polski,
          nota bene. Hipermarkety rządzą tam i dzielą. mogą sobie pozwolić prawie na
          wszystko, jak choćby na pieczenie wspomnianego przez Twoja żonę pysznego chleba
          z Waitrose, który - jak wynika z innego postu - jest pieczoną mrożonką :), a do
          tego jeszcze z kilkoma ciekawymi "dodatkami" (nie przeczę, że nie ma ich w
          polskich chlebach, ale pewnie nie w takiej ilosći, a wskaźnik otyłości polskiego
          i UK społeczeństwa jest pośrednim dowodem jakości pieczywa - w końcu
          najpopularniejszej kategorii zywności w Europie). Farmers market o których
          piszecie są pewnie niemała alternatywą, ale co komu z tego, jeśli odbywają się
          raz na miesiąc. Z drugiej strony, gdyby polski rolnik miał taki sam status jak
          ten z UK, pewnie tez mielibyśmy tutaj co najmniej raz na miesiac rózne farmers
          markets. Przypominaly mi się natomiast 2 targi na których byłem w UK. Jedne
          odbywały się w Dundee, drugie w Liverpoolu. Kazdy kraj miał swój namiot i
          wystawiał najbardziej charakterystyczny dla niego produkt. Czy to przypadek, czy
          nie, ale w polskim dwa razy główną atrakcją był przede wszystkim chleb...
          • ghrom Re: Ghrom 19.12.06, 18:07
            Pozwole sobie wytknac kilka oczywistych bredni, ktore popelniles.

            > Kiedykolwiek udawałem się do Lidla, zawsze większością kupujących byli nie
            > czarni, nie Pakistańczycy, nie Polacy, ni Czesi, lecz Anglicy właśnie.

            Zapewne nie stanowili oni ogromnej wiekszosci okolicznej populacji :P

            > Wiecej: pytalem Brytyjczyków z którymi
            > mieszkaliśmy i z którymi pracowałem, dlaczego Lidl jest tańszy niż ich
            > hipermarkety i czy wynika to tylko z faktu, że ma jedzenie gorszej jakości.
            > odpowiadali, ze nie - ze jest to kwestia tego, ze importuje je, a koszty pracy
            > i wytworzenia jedzenia w UK, sa obecnie wyzsze niz na kontynencie. To, ze Anglicy
            > moga sobie tak czy inaczej na to pozwolic, jest oczywiste, ale to juz inna spra
            > wa.

            Megabzdura. Kazdy market w UK sprzedaje w wiekszosci produkty importowane. Lidl jest tani dlatego,
            ze sprzedaje syf na krotkich terminach waznosci. Okazjonalne artykuly lepszej jakosci sa jedynie
            wyjatkami potwierdzajacymi regule, koniec kropka.

            > Moja dziewczyna, któa nie tylko zwiedziła 3/4 Europy (UK, Portugalia, Hiszpania
            > kilka razy, Francja kilka razy,, Szwajcaria, Austia, Włochy - wszystkie razy
            > kilka, Grecja, Turcja, Andora, Belgia, Czechy, Wegry) i miała np. okazje
            > porównywać restauracje z Francji (countryside), Hiszpanii (Madryt), z tymi z UK
            > (Londyn), twierdzi, że angielskie wypadają tutaj najbardziej blado. Daleki
            > jestem od twierdzenia, ze jest ona wyrocznią, której każdy słuchać ślepo
            > powinien, ale na jedzeniu po prostu sie zna. Co do wspomnianych restauracji za
            > granicą, tak sie składa, ze niejaki szef pewnego szlachetnego biznesu, u ktoreg
            > o na corocznych targach w kilku miastach moja dziewczyna pracuje, jest ogromnym
            > koneserem jedzenia, a jeszcze wiekszym wina. Skutkuje to tym, ze na obydwu z
            > tych rzeczy po prostu nie oszczędza. Każda 8 dniowa wizyta w Madrycie, czy
            > Londynie konczy sie wiec wieczornym odwiedzeniem restauracji, a w kontekscie
            > wpsomnianych kliku dni - rowniez kilku roznych restauracji. kazdy zamawia wtedy
            > nie to, co najtańsze, lecz to co sobie życzy. Smiem więc twierdzić, ze
            > rozeznanie ma niemałe, ale bynajmniej nie tylko z wspomnianego wyzej powodu.

            Blabla. Pewnie dlatego smietanka kucharzy calego swiata pracuje w Londynie.

            > Nie twierdze, ze angielskie jedzenie jest złe. Wierze, kiedy piszesz to co
            > piszesz, ze poza swiatem jaki znają ci od nędznej urody angielek, nedznej pogody
            > i nedznego zarcia, jest cały świat, o którym nie mają pojęcia. Tak sie również
            > jednak składa, ze pracowałem w tym roku z moją panną i tak się również składa,
            > że z racji jej zamiłowania do dobrego jedzenia, kupiliśmy niemało lepszej
            > jakości pieczywa w Tesco. Także w Marks & Spencer. Waitrose tam nie było,
            > pieczywo z ASDY nie nadaje się absolutnie do niczego, w sieciach takich jak
            > Greggs, czy Watermarks, albo go nie było wcale, albo tez bylo w tak sladowych
            > ilosciach, ze nie pamietam. I teraz po pierwsze: kiedy idę do pobliskiego Polo
            > Marketu - kilka razy mniejszego niż tamtejsze Tesco - z przyjemnościa kupie i
            > zjem najtańszy nawet chleb, nie mówiąc już o tym droższym. Natomiast absolutnie
            > nie tknę juz tych tescowych foremkowych mniej więcej do funta, i absolutnie
            > żadnego chleba tostowego, niewazne czy ten za słynne 19p, czy też Hovis, czy
            > Warburtons - nie tknę go ani do tostów, ani do normalnego spozycia. Pytałem moj
            > ą
            > dziewczynę dzisiaj, czy chleby, które kupowaliśmy w tesco po ok. 1.10 - 1.50
            > były dobre. Powiedziała bez wahania, ze nieszczególnie, a nie powiesz chyba, ze
            > jest ten zakres cen to target pracujących w UK Polaków. mi równiez niespecjalni
            > e
            > one smakowały. jest w nich coś takiego, co pozornie sprawia, ze są ok, ale po
            > dokładniejszym ich jedzeniu smak przestaje być taki sam - po prostu czuć jakąś
            > chemię. Zreszta sprawa chleba została rozstrzygnieta gdzies indziej i ani Polsk
            > a
            > ani UK najlepszym poszczycic sie nie mogą. Mimo to pozostaje na stanowisku, ze
            > polski chleb jest znacznie lepszy od jego brytyjskiego odpowiednika jesli
            > porownywac je i bezwzglednie jak "całościową jakość", a tym bardziej jesli
            > chodzi o odpowiedniki z podobnych "półek"
            >
            > Jak dla mnie wyjasnienie jest proste i wspominałem o nim. Po prostu rynek
            > zywnosci w UK jest chyba najmniej "normalny" jesli chodzi o porównywanie go z
            > kontynentalną Europą. Pisza o tym gazety, mówia o tym ludzie. na rynku
            > brytyjskim jest de facto oligopol.

            Oligopol? Bredzisz. Moja zona twierdzi, ze zarcie w UK jest zajebiste, a chyba bardziej sie liczy zdanie
            zony niz dziewczyny :P

            > raz na miesiąc. Z drugiej strony, gdyby polski rolnik miał taki sam status jak
            > ten z UK, pewnie tez mielibyśmy tutaj co najmniej raz na miesiac rózne farmers
            > markets.

            Ze niby jaki status? Rolnicy w UK nie sa dotowani, jak te ..e nieroby polskie.

            Dostalem dzis kanapki ze swiezego chleba z Tesco, zjadlem i sie oblizalem. Normalny chleb na
            zakwasie. Meczy mnie naprawde to wasze jeczenie, ale ile byscie nie jeczeli to nie zmienicie faktu, ze
            dobry chleb jest w UK dostepny bez najmniejszego problemu, a zarcie mozna tu kupic najwyzszej
            jakosci. O ile sie nie jest lidlowcem.
            • Gość: Mwaruwari Re: Ghrom IP: *.autocom.pl 19.12.06, 18:49
              > Zapewne nie stanowili oni ogromnej wiekszosci okolicznej populacji :P

              Zakładam, ze procent Polaków jest mniej wiecej taki sam na calym obszarze UK. Są
              oczywiście w tym przedziale róznice, w jednym miejscu moze to być 2,6%
              populacji, w drugim 1,9%. Co do Pakistanczyków i Murzynów to nie wiem czy w
              "moim" miescie bylo ich mniej, czy wiecej niz wynosi srednia dla UK. Mówisz o
              wiekszosci okolicznej populacji. masz na mysli tylko takie miasta jak Preston,
              gdzie kolorowi i emigranci stanowia podoobno ladne kilkadziesiat procent ?

              > Megabzdura. Kazdy market w UK sprzedaje w wiekszosci produkty importowane.
              > Lidl jest tani dlatego,
              > ze sprzedaje syf na krotkich terminach waznosci. Okazjonalne artykuly lepszej
              > jakosci sa jedynie
              > wyjatkami potwierdzajacymi regule, koniec kropka.

              Ok. Zauważ, ze przytoczyłem opinie miejscowych, nie twierdzac,ze jest ona
              miarodajna. Co do "syfu na krotkich terminach waznosci": czy oznacza to, ze cos
              na długich terminach juz syfem nie jest ? Jakos kłóci mi sie to z wałkowanym w
              kółko tematem konserwantów i polepszaczy.

              > Blabla. Pewnie dlatego smietanka kucharzy calego swiata pracuje w Londynie.

              A skąd Ci wiadomo, ze nie w Barcelonie, czy Mediolanie ?

              > Oligopol? Bredzisz. Moja zona twierdzi, ze zarcie w UK jest zajebiste, a chyba
              > bardziej sie liczy zdanie
              > zony niz dziewczyny :P

              Zdanie ostatnie pozostawiam bez komentarza :). jadłeś w restauracjach
              hiszpańskich, czy francuskich dla porównania ? Ale może faktycznie coś się
              zmnieniło przez ostatnie kilka lat. Od tej prawie ze ogolnonarodowej debaty w UK
              na temat tragicznej jakosci brytyjskiego jedzenia, na bazie ktorej to wyplyneły
              takie dzisiejsze gwiazdy jak Jamie Olivier, czy Nigela Lawson. Zakładam, że tak,
              ale nie na tyle bym podpisał się obiema rękami pod zdaniem Twojej żony :).

              Może sie nie zrozumieliśmy co do tego oligopolu ? Chodziło mi o klasyczne jego
              rozmuienie, czyli takie, w któym na rynku co najmniej 80% kart rozdaje kilku
              duzych graczy, czyli hipermarkety w tym przypadku. Mniemam, ze zaprzeczasz
              takiemu stanowi rzeczy.

              > Ze niby jaki status? Rolnicy w UK nie sa dotowani, jak te ..e nieroby polskie.

              To nie jest kwestia dotowania, tylko aktualnego statusu majątkowego i
              perspektyw. Mówienie, ze nasi to dotowane nieroby, uwazam za niesluszne i
              krzywdzace dla bardzo duzej czesci z nich. Ale i tutaj do miast przyjezdzaja na
              szczescie ze wsi panowie w gumofilcach i kufajkach, sprzedajac to co im ziemia
              urodziła.

              > Dostalem dzis kanapki ze swiezego chleba z Tesco, zjadlem i sie oblizalem. Norm
              > alny chleb na
              > zakwasie.

              W jakiej cenie ten chleb ?

              > Meczy mnie naprawde to wasze jeczenie, ale ile byscie nie jeczeli to
              > nie zmienicie faktu, ze
              > dobry chleb jest w UK dostepny bez najmniejszego problemu

              Nie wątpię. Nie wątpię też, że beznadziejny chleb jest tam również znacznie
              latwiej dostępny i spożywany w znacznie wiekszych ilosciach niz w Polsce.

              , a zarcie mozna tu ku
              > pic najwyzszej
              > jakosci.

              W to również nie wątpię.

              > O ile sie nie jest lidlowcem.

              Nie można tez zawsze i wszedzie iść w zaparte, jak to zwykłeś czynić.
              • ghrom Re: Ghrom 19.12.06, 21:26
                > Ok. Zauważ, ze przytoczyłem opinie miejscowych, nie twierdzac,ze jest ona
                > miarodajna.

                Uwazam, ze nie jest.

                > Co do "syfu na krotkich terminach waznosci": czy oznacza to, ze cos
                > na długich terminach juz syfem nie jest ? Jakos kłóci mi sie to z wałkowanym w
                > kółko tematem konserwantów i polepszaczy.

                Lidl robi pieniadze na tym, ze sprzedaje ci syf, ktory lezal w magazynach 22 miesiace, i teraz kupi go
                taniej i pchnie ci w niskiej cenie w ciagu pozostalych dwoch. Been there, seen that.

                > > Dostalem dzis kanapki ze swiezego chleba z Tesco, zjadlem i sie oblizalem.
                > > Normalny chleb na zakwasie.
                >
                > W jakiej cenie ten chleb ?

                Nie mam najbledszego pojecia, o czym za chwile. Zapytam zony... Organic. 99p, smaszny ale
                bulkowaty - ja lubie, nie za czesto. Druga kanapka byla z chleba na zakwasie, za 1.29, nie odroznisz
                go w slepej probie od polskiego, orzechy przeciw dolarom. Wracajac do braku pojecia, w Polsce
                zywnosc stanowila znaczacy procent miesiecznego budzetu - tutaj smiechu warte skrawki, podobnie z
                dobrami szybkozbywalnymi (btw, bodaj jedyny zwrot, ktory brzmi lepiej po polsku ;), wiec nie mam ani
                potrzeby ani ochoty to pojecie miec - bo jest to smiesznie tanie.
                Ku.., trzeciej kanapki nie zjadlem, wlasnie sobie zdalem sprawe :P

                > > Meczy mnie naprawde to wasze jeczenie, ale ile byscie nie jeczeli to
                > > nie zmienicie faktu, ze
                > > dobry chleb jest w UK dostepny bez najmniejszego problemu
                >
                > Nie wątpię. Nie wątpię też, że beznadziejny chleb jest tam również znacznie
                > latwiej dostępny i spożywany w znacznie wiekszych ilosciach niz w Polsce.

                Nie moglbym miec tego glebiej w dupie.

                > , a zarcie mozna tu kupic najwyzszej jakosci.
                >
                > W to również nie wątpię.

                To ci sie chwali.

                > > O ile sie nie jest lidlowcem.
                >
                > Nie można tez zawsze i wszedzie iść w zaparte, jak to zwykłeś czynić.

                Witaj w klubie.
                • Gość: Mwaruwari Re: Ghrom IP: *.autocom.pl 20.12.06, 00:28
                  > Lidl robi pieniadze na tym, ze sprzedaje ci syf, ktory lezal w magazynach 22 mi
                  > esiace, i teraz kupi go
                  > taniej i pchnie ci w niskiej cenie w ciagu pozostalych dwoch. Been there, seen
                  > that.

                  Nawet jeśli tak jest, to większość z tych rzeczy w ciągu 2 miesięcy zjem. Gorzej
                  jeśli sprzedawaliby coś co jest już po terminie, natomiast na etykiecie istnieje
                  jak gdyby nigdy nic, termin nowy. Zakładam, ze taka praktyka jest nierzadka z
                  nastepującej przyczyny: mało kto moze pozowolc sobie na straty, przy zabójczej w
                  dzisiejszym świecie konkurencji, a nawet sam bóg na niebiosiach nie wie co sie
                  do konca sprzeda, a co nie sprzeda sie nawet w superpromocji.

                  > Nie mam najbledszego pojecia, o czym za chwile. Zapytam zony... Organic. 99p, s
                  > maszny ale
                  > bulkowaty - ja lubie, nie za czesto. Druga kanapka byla z chleba na zakwasie, z
                  > a 1.29, nie odroznisz
                  > go w slepej probie od polskiego, orzechy przeciw dolarom. Wracajac do braku poj
                  > ecia, w Polsce
                  > zywnosc stanowila znaczacy procent miesiecznego budzetu - tutaj smiechu warte s
                  > krawki, podobnie z
                  > dobrami szybkozbywalnymi (btw, bodaj jedyny zwrot, ktory brzmi lepiej po polsku
                  > ;), wiec nie mam ani
                  > potrzeby ani ochoty to pojecie miec - bo jest to smiesznie tanie.
                  > Ku.., trzeciej kanapki nie zjadlem, wlasnie sobie zdalem sprawe :P

                  Ależ ghromie nie dyskutujemy tutaj o tym jaką część miesięcznego budżetu stanowi
                  jedzenie - ja się z Tobą tutaj całkowicie zgadzam (patrz: > Nie można tez zawsze
                  i wszedzie iść w zaparte, jak to zwykłeś czynić.
                  > Witaj w klubie.) i tego nie kwestionuję. Wiemy doskonale, ze pod tym względem
                  UK jest setki lat przed PL. Dlaczego nie zjadłes tej trzeciej, tak a propos ? na
                  taki test odróżniania zgodziłbym się chetnie. Nie żeby cokolwiek udowadniac -
                  wierz mi - ale z czystej ciekawości.

                  > > > Meczy mnie naprawde to wasze jeczenie, ale ile byscie nie jeczeli t
                  > o
                  > > > nie zmienicie faktu, ze
                  > > > dobry chleb jest w UK dostepny bez najmniejszego problemu
                  > >
                  > > Nie wątpię. Nie wątpię też, że beznadziejny chleb jest tam również znaczn
                  > ie
                  > > latwiej dostępny i spożywany w znacznie wiekszych ilosciach niz w Polsce.
                  >
                  > Nie moglbym miec tego glebiej w dupie.

                  Nie dziwię Ci się, ale podtrzymuję moje zdanie w kwestii chleba. W kwestii
                  chleba ,co podkreslam, nie w kwestii wyższości PL nad UK :).
    • Gość: flawia Re: LIDL - a ja lubie to jedzzenie IP: *.bulldogdsl.com 18.12.06, 20:17
      Tylko w Aldim jest moja ukochana czekolada jogurtowa Ritter Sport i specjalnie
      po nia jezdze, wiec zlego slowa na niemieckie sklepy nie powiem.
      • Gość: klara Re: LIDL - a ja lubie to jedzzenie IP: *.range217-42.btcentralplus.com 18.12.06, 21:11
        Kiedys weszlam do Lidla i kupilam tam najwspanialsze pomidory w Dublinie :) -
        byly naprawde pyszne i w odroznieniu od innych mialy prawdziwy pomidorowy
        zapach i smak.
      • Gość: a ja lubię kilka produktów IP: *.ipt.aol.com 18.12.06, 21:18
        a ja w LIdlu kupuję pieczywo chrupkie bez sezamu, bo jest o 1000 kroć lepsze
        niż te angielskie podeszwy zwane pieczywem chrupkim, niemiecki śledzik w sosie
        musztardowym (kupiony już na święta) oraz ogóreczki w płatkach podłużnych
        _mniam mniam -polecam spróbujcie
        po te trzy produkty specjalnie zapindzialam do LIDLA , bo jest cholernie ode
        mnie daleko i gó.. mnie obchodzi wasze szufladkowanie.

        Zaznaczam że w ogólę nie jem w UK fasolki - pod żadną postacią - chociaż w PL
        lubiłam fasolkę po bretońsku.
        ...a forsy na jedzenie u mnie nigdy się nie szczędziło, nawet w PL. a tu można
        świetnie gotować, jak się ma trochę czasu, bo produkty są świetne.

        ghrom - ty jesteś fajny facet i często z małżonką mądrze gadacie, ale odczep
        się już od tych "lidlowców", bo każdy ma prawo wybierać sam sklep gdzie kupuje
        i co w nim kupuje.

        • ghrom Re: lubię kilka produktów 18.12.06, 21:33
          > ghrom - ty jesteś fajny facet i często z małżonką mądrze gadacie, ale odczep
          > się już od tych "lidlowców", bo każdy ma prawo wybierać sam sklep gdzie kupuje
          > i co w nim kupuje.

          Nie odzczepie sie ;] Bo widzisz, 'lidlowiec to stan umyslu, a nie kolor wlosow' ;]
          • Gość: a ja Re: lubię kilka produktów IP: *.ipt.aol.com 18.12.06, 22:10
            ghrom, powiem ci jeszcze, że mieszkam w dużym mieście, i w lidlu, do którego
            czasem zaglądam, najwięcej robiących zakupów to czarnoskórzy (a nie jest to
            typowo ich dzielnica). natomiast polaków nie jest jakoś oszałamiająco dużo,
            raczej stanowią rzadkość. może to dla tego, że obok jest wielki inny
            supermarket - tesco - dosłownie przechodząc przez trawnik.
            może tesco value jest tańsze ?
            ja nie znosze tesco - jest dla mnie jakiś taki nieprzyjazny i nie lubiłam go
            już w PL. i szybko nie polubie, bo tak jak i lidl jest strasznie daleko od
            mojego miejsca zamieszkania a specjalnie szukac dobrych produktow nie bede.
            chyba, ze ktos poleci cos dobregO?
    • jaleo Re: LIDL - a ja lubie to jedzzenie 18.12.06, 21:17
      Lidl ma bardzo dobre czekolady i rozne regionalne niemieckie wyroby, zwlaszcza
      przed swietami sa tam pyszne Lebkuchen. Maja tez bardzo dobre (pod wzgledem
      value for money) wina. Wielu z moich znajomych tam specjalnie po wina jezdzi
      (Anglicy, klasa srednia, zeby nie bylo, ze Polacy ze zmywaka ;-)

      W Aldim sprzedaja najlepsza, jaka dotad probowalam, szynke ze Schwartzwaldu i
      rowniez bardzo dobre wloskie prosciutto. W zadnym innym sklepie nie spotkalam
      rownie dobrej.

      Ja tez kompletnie nie rozumiem tej gadki o "Lidlowcach" i snobowaniu, jakoby
      kupowanie tam to jakis wstyd albo buractwo :-))
      • ghrom Re: LIDL - a ja lubie to jedzzenie 18.12.06, 21:40
        > Ja tez kompletnie nie rozumiem tej gadki o "Lidlowcach" i snobowaniu, jakoby
        > kupowanie tam to jakis wstyd albo buractwo :-))

        Podane przez ciebie przyklady nie maja z lidlowcami nic a nic wspolnego. Kupowanie w Lidlu jeszcze
        nie czyni nikogo lidlowcem. Lidlowiec to ktos kto sam siebie oszukuje odkladajac kazdy grosz na
        duzego fiata i wille pod Olawa, karmi sie tym co _najtansze_, niekoniecznie w Lidlu i opowiada potem
        basnie o 'dodupnym zarciu w UK'. I widzisz, on moze i kupi wino z Lidla, ale nie dlatego, ze dobre,
        tylko dlatego, ze policzy sobie na kalkulatorze, ze w winie wyjdzie mu jednostka alkoholu taniej niz w
        cydrze.
      • Gość: ff Re: LIDL - a ja lubie to jedzzenie IP: *.ipt.aol.com 18.12.06, 21:51
        ja nie lubie lidla bo wlasniue za duzo tam lidlowcow ktorych grom opisal
        i atmosfera kupowania jest do dupy
        to taka polska biedronka
        • Gość: a ja Re: LIDL - a ja lubie to jedzzenie IP: *.ipt.aol.com 18.12.06, 21:55
          > to taka polska biedronka

          ale w PL też są Lidl-e
          • Gość: ff Re: LIDL - a ja lubie to jedzzenie IP: *.adsl.legend.co.uk 19.12.06, 11:40
            bylem w polskim lidlu i ladnie sie prezentowal
            jakos pusto, sporo miejsca hehe

            moze ludzie pieneidzy nie maja za drogi lidl?
        • Gość: anonim Re: LIDL - a ja lubie to jedzzenie IP: *.range86-131.btcentralplus.com 19.12.06, 00:16
          tych 'lidlowcow' jak piszecie jest wiecej w asdzie niz w samym lidlu
          • Gość: ff Re: LIDL - a ja lubie to jedzzenie IP: *.adsl.legend.co.uk 19.12.06, 11:39
            ale lidl jest mniejszy wiec i koncentracja wieksza nawet jesli jest ich mniej
    • Gość: czarny_kocoor LIDL rulez IP: 87.192.234.* 19.12.06, 11:31
      Hej,
      Smieszne bo kilka miesiecy temu na forum 'hipermarkety' bodajze pojawil sie
      watek dotyczacy Lidla i opinii na temat tej sieci. Ja kupowalem w Lidlu w
      Polsce - glownie rzeczy ktorych jakosc byla podobna w innych marketach a cena
      nizsza - wloskiem makarony, puszki z warzywami, No i wina (osobna historia).
      Teraz robie podobnie - nie kupie w Lidlu miesa bo przyznam sie szczerze boje
      sie o jego jakosc. Ale kupuje duzo innych produktow i nie sadze zeby byly duzo
      gorsze od tego co wylowie w Tesco. Nie zmienia to faktu ze duzo produktow
      kupuje tez w Dunnsie (ech te polskie pierogi z Iglotexu ze 1,50 EUR ... MNIAM!)
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka