Dodaj do ulubionych

czy warto uczyc dzieci polskiego na wyspach?

IP: *.range86-136.btcentralplus.com 05.02.07, 16:20
www.mojawyspa.co.uk/modules.php?name=News&file=article&sid=17936
Przyznam sie szczerze, ze az dziwia mnie takie sytuacje i ja chyba tego nigdy
nie zrozumiem, jak mozna nie uczyc wlasnego dziecka jezyka ojczystego, to
babcia ma sie uczyc po angielsku, bo wnusia nie umie po polsku?
Nawet jesli jest malzenstwo mieszane, wg mnie nie ma zadnego
usprawiedliwienia na taka sytuacje, niestety mam podobny przypadek w mojej
rodzinie i bardzo ciezko mi jest to zaakceptowac, a matka tylko wzrusza
ramionami i twierdzi, ze dzieciom po prostu nie chce sie uczyc... niewazne ze
polowe wakacji spedzaja w Polsce, z dziadkami po prostu nie rozmawiaja
Kiedy patrze na ta sytuacje, robi mi sie naprawde przykro...
Obserwuj wątek
    • Gość: Klara Re: czy warto uczyc dzieci polskiego na wyspach? IP: *.dsl.in-addr.zen.co.uk 05.02.07, 16:53
      Dla mnie to sa ludzie, ktorzy wstydza sie swojego pochodzenia, maja kompleksy
      bycia Polakiem lub niezbyt silne zwiazki z rodzicami i ogolnie rodzina w
      Polsce. Sama jestem w zwiazku mieszanym i nie wyobrazam sobie zeby moje dzieci
      nie mogly porozumiec sie z dziadkami. Niezaleznie od tego jak dobry bedzie moj
      angielski, akcent polski (mniej lub bardziej silny) zawsze pozostanie nie widze
      wiec powodu zeby do dzieci mowic po angielsku. Beda miec wystarczajaco duzo
      kontaktu z angielskim - angielscy dziadkowie, cala rodzina meza, pozniej szkola.

      Nie rozumiem tez wymowek ze dziecko nie chce sie uczyc polskiego. Dziecko uczyc
      sie jezyka nie musi - wystarczy Mama mowiaca do niego w swoim jezyku.
      Smiesza mnie sytuacje kiedy Mama (Polka) z dzieckiem na lotnisku w Polsce z
      uporem maniaka mowi po angielsku do swojego dziecka robiac bledy w tym jezyku i
      bardzo widocznym polskim akcentem. Rozumiem ze to takie 'cool' i ma robic
      wrazenie na tubylcach.
      • Gość: Soup Nazi Re: czy warto uczyc dzieci polskiego na wyspach? IP: *.sdsl.bell.ca 05.02.07, 18:31
        Gość portalu: Klara napisał(a):

        > Dla mnie to sa ludzie, ktorzy wstydza sie swojego pochodzenia, maja kompleksy
        > bycia Polakiem lub niezbyt silne zwiazki z rodzicami i ogolnie rodzina w
        > Polsce. Sama jestem w zwiazku mieszanym i nie wyobrazam sobie zeby moje dzieci
        > nie mogly porozumiec sie z dziadkami. Niezaleznie od tego jak dobry bedzie moj
        > angielski, akcent polski (mniej lub bardziej silny) zawsze pozostanie nie widze
        >
        > wiec powodu zeby do dzieci mowic po angielsku.

        A co ma piernik do wiatraka? Aha, tzn. tylko akcent cie powstrzymuje? Gdyby
        jakims cudem stal sie niewykrywalny to juz bez oporu nawijalabys po angielsku do
        dzieci? Teraz powstrzymuje cie lek, ze ktos latwo go rozpozna?


        Beda miec wystarczajaco duzo
        > kontaktu z angielskim - angielscy dziadkowie, cala rodzina meza, pozniej szkola
        > .
        >
        > Nie rozumiem tez wymowek ze dziecko nie chce sie uczyc polskiego. Dziecko uczyc
        >
        > sie jezyka nie musi - wystarczy Mama mowiaca do niego w swoim jezyku.

        To jest dobre w zwiazku mieszanym, kiedy kazde z rodzicow mowi do dziecka w
        swoim jezyku od pierwszych miesiecy i dziecko przyswaja rownolegle dwa jezyki, z
        tym, ze angielski mocniej, bo jakos mi sie zdaje, ze dialogi rodzicow odbywaja
        sie po angielsku a nie po polsku. A co zrobic w sytuacji gdy oboje rodzice nie
        sa z Polski, a zyja w kraju angielskojezycznym? Mowic w domu 3 jezykami? No i
        kazde z rodzicow bedzie mialo akcent i narazi sie takim jak ty mowiac do dziecka
        po angielsku. A widzialas kiedys dziecko zestresowane jak cholera gdy poszlo do
        szkoly, bo dzieki "patriotycznie" nastawionym rodzicom Polakom bylo cudzoziemcem
        we wlasnym kraju?

        > Smiesza mnie sytuacje kiedy Mama (Polka) z dzieckiem na lotnisku w Polsce z
        > uporem maniaka mowi po angielsku do swojego dziecka robiac bledy w tym jezyku i
        >
        > bardzo widocznym polskim akcentem. Rozumiem ze to takie 'cool' i ma robic
        > wrazenie na tubylcach.

        A mnie smieszy, ze jestes cholernie judgmental, nie wiadomo z jakiego tytulu jak
        wielu twoich ziomkow. Nie rozumiem jaki jest twoj zasmarkany interes w jakims
        jezyku obcy ludzie na lotnisku mowia do swoich dzieci. Gdybys zobaczyla jak
        mowia do nich jezykiem migowym to bys pewnie wybuchnela smiechem, bo nie
        przyszloby ci do pustej glowy, ze dziecko jest gluche. Rozumiem natomiast, ze
        jestes nieodrodna cora Bulbonii, bo demonstrujesz glupote i brak tolerancji na
        poziomie napotykanym tylko u wielu mieszkancow Dzikich Pol.
        • niedozdarcia Re: czy warto uczyc dzieci polskiego na wyspach? 05.02.07, 19:27
          Klaro, sama sobie odpowiedzialas na pytanie. Sa ludzie ktorzy nie maja juz
          zadnej rodziny w Polsce a do Polski z dziecmi z roznych powodow jezdza. Po co
          maja uczyc dzieci mowienia po polsku? Nie ma to nic wspolnego ze wstydem
          zwiazanym z pochodzeniem czy wyimaginowanymi kompleksami, tylko brakiem
          potrzeby i wzgledna bezuzytecznoscia jezyka poza granicami Polski. Gdybym
          pochodzil z Hiszpanii to z powodu ze hiszpanski jest trzecim co do popularnosci
          na globie jezykiem owszem widzialbym cel dla jakiego dziecko hiszpanskiego
          uczyc. W sytuacji kiedy, moje dziecko urodzilo sie tu, z mieszanego malzenstwa
          a ja jezdze do Polski z dzieckiem raz na 2 lata - nauka jest bezcelowa. No
          chyba zeby dogodzic takim osobom jak ty. Fakt ze dziecko nie mowi w jezyku ojca
          nie wplywa w ogole na to czy ucze dziecko polskich tradycji i czy dziecko wie
          dokad siegaja jego korzenie.
          A swoja droga dziadkom nie zaszkodzi jak sie jezyka troche naucza przed
          przyjazedam do Anglii - jak pojda z dzieciakiem na spacer to przynajmniej na
          migi o loda w lodziarni nie beda prosic albo dzieckiem sie wyreczac!!
        • Gość: Klara Re: czy warto uczyc dzieci polskiego na wyspach? IP: *.range81-152.btcentralplus.com 05.02.07, 20:20
          Do pana Soup Nazi

          Nie powstrzymuje mnie lek przed rozpoznaniem mojego akcentu - i tak sie go nie
          pozbede, a nie wstydze sie tego ze jestem z Polski. Zle sie wyrazilam - chodzi
          o to, ze nigdy tak do konca nie wyraze swoich uczuc tak dobrze po angielsku jak
          po polsku wiec do mojego dziecka bede mowic po polsku.

          Co jest zlego w patriotyzmie? Moze mi wyjasnisz.
          Oczywscie nie bede zakladac polskiej flagi nad lozeczkiem, ani zmuszac do
          niczego, ale uwazam ze czlowiek (maly tez) powinien znac swoje korzenie. Jak
          pisalam juz tyle razy ja sie nie wstydze mojego pochodzenia.
          Nie sadze zeby moje dzieci byly wyobcowane tylko z tego powodu, ze potrafia
          mowic w innym niz angielski jezyku i umieja porozumiec sie z dziadkami
          jednoczenie utrzymujac kotakt z Polska.

          A zakonczenia Twojego postu nie bede komentowac bo nie dyskutuje na tym
          poziomie.
          • Gość: Soup Nazi Re: czy warto uczyc dzieci polskiego na wyspach? IP: *.sdsl.bell.ca 05.02.07, 20:50
            Gość portalu: Klara napisał(a):

            > Do pana Soup Nazi
            >
            > Nie powstrzymuje mnie lek przed rozpoznaniem mojego akcentu - i tak sie go nie
            > pozbede, a nie wstydze sie tego ze jestem z Polski. Zle sie wyrazilam - chodzi
            > o to, ze nigdy tak do konca nie wyraze swoich uczuc tak dobrze po angielsku jak
            >
            > po polsku wiec do mojego dziecka bede mowic po polsku.
            >
            > Co jest zlego w patriotyzmie? Moze mi wyjasnisz.
            > Oczywscie nie bede zakladac polskiej flagi nad lozeczkiem, ani zmuszac do
            > niczego, ale uwazam ze czlowiek (maly tez) powinien znac swoje korzenie. Jak
            > pisalam juz tyle razy ja sie nie wstydze mojego pochodzenia.
            > Nie sadze zeby moje dzieci byly wyobcowane tylko z tego powodu, ze potrafia
            > mowic w innym niz angielski jezyku i umieja porozumiec sie z dziadkami
            > jednoczenie utrzymujac kotakt z Polska.

            Co mnie to wszystko obchodzi? Ja ci niczego nie zabraniam, ani nie wmawiam
            oprocz tego, zebys sie wyzwolila z prymitywnego polskiego pojecia patriotyzmu a
            nabrala troche tak trudnej do przyjecia tolerancji i nie wsadzania nosa w cudze
            sprawy przy kazdej nadarzajacej sie okazji. Patrz pierwsze zdanie postu "AP" -
            to cos w sam raz dla ciebie.

            Odnosnie zakonczenia mojego postu - albo sie z postem polemizuje albo nie. Albo
            sie do kogos zwraca per "pan" albo per "ty". Pozwolilas sobie na bezczelny
            sarkazm w stosunku do innych, to dostalas to samo w rewanzu, a ze bardziej
            bezposrednio? Jak sie mowi do 201 nietolerancyjnego hipokryty, to mozna stracic
            cierpliwosc i nazwac rzeczy po imieniu.
            • Gość: Klara Re: czy warto uczyc dzieci polskiego na wyspach? IP: *.range81-152.btcentralplus.com 05.02.07, 21:06
              Mozesz mi wyjasnic w jakiej czesci moj patriotyzm jest prymitywny? Rozumiem ze
              slowo 'polski' ma w Twoim rozumieniu wydzwiek negatywny?

              Czy ja wsadzam nos w czyjes sprawy? Wylapuje na ulicach polskie dzieci i
              zmuszam do mowienia? To, ze smieszy mnie mamuska dukajaca po angielsku do
              wlasnego dziecka nie jest chyba grzechem. Moze Ty dasz mi prawo do moich
              pogladow? Wiem, sa niemodne, bo wszyscy sa juz bardziej angielscy tutaj niz
              sami Anglicy.
              • Gość: Soup Nazi Re: czy warto uczyc dzieci polskiego na wyspach? IP: *.cpe.net.cable.rogers.com 06.02.07, 05:52
                Gość portalu: Klara napisał(a):

                > Mozesz mi wyjasnic w jakiej czesci moj patriotyzm jest prymitywny? Rozumiem
                ze
                > slowo 'polski' ma w Twoim rozumieniu wydzwiek negatywny?
                >
                > Czy ja wsadzam nos w czyjes sprawy? Wylapuje na ulicach polskie dzieci i
                > zmuszam do mowienia? To, ze smieszy mnie mamuska dukajaca po angielsku do
                > wlasnego dziecka nie jest chyba grzechem. Moze Ty dasz mi prawo do moich
                > pogladow? Wiem, sa niemodne, bo wszyscy sa juz bardziej angielscy tutaj niz
                > sami Anglicy.

                Wiesz, jest tu pare osob, z ktorymi dosyc czesto sie nie zgadzam, ale potrafie
                z nimi rozmawiac bo widze, ze sa rzeczowi i uczciwi w rozmowie. I jest cala
                masa dosyc typkow albo przewrotnych albo prymitywnych albo hipokrytow tak
                zabulbionych, ze nawet nie widza wlasnej hipokryzji, ktorym zalezy wylacznie na
                tym zeby wygrac pyskowke w quasi rzeczowej i kulturalnej wymianie postow. Nie
                mam czasu, ale znajde go dla ciebie jesli nadal bedziesz glosila nawiedzone
                poglady oswietlone blaskiem slonca z .....

                I co mnie obchodza twoi Anglicy, prawdziwi czy urojeni po dwoch latach zatyry
                at the ass end of nowhere? Czy tez jestes z tej wsi, z ktorej wiekszosc w UK
                odkryla, ze jest jeszcze swiat poza Kutnem? Na to wyglada.
                • Gość: Klara Re: czy warto uczyc dzieci polskiego na wyspach? IP: *.dsl.in-addr.zen.co.uk 06.02.07, 10:10
                  Ha ha ha. Teraz mnie rozbawiles. Ty mowisz o wygrywaniu pyskowek...
                  • Gość: Klara Re: czy warto uczyc dzieci polskiego na wyspach? IP: *.dsl.in-addr.zen.co.uk 06.02.07, 10:20
                    a tak w ogole to po przeczytaniu peanow na Twoj temat w innym watku
                    spodziewalam sie ciekawszej dyskusji, a Twoje argumenty moze zawrzec w slowach:
                    bulbonski, bulbon, wiejski, 'polski' - to slowo w cudzyslowiu oczywiscie jako
                    obelga. No to niech bede 'polskim', bulbonskim, wiejskim (spod Kutna?)
                    hipokryta co alienuje dzieci swe uczac jezyka. Amen.
                    • buena_xena Re: czy warto uczyc dzieci polskiego na wyspach? 07.02.07, 20:06
                      > a tak w ogole to po przeczytaniu peanow na Twoj temat w innym watku
                      > spodziewalam sie ciekawszej dyskusji,

                      Zalezy kto sie zachwyca i kto te peany wyglasza. Jak glupiec chwali glupca to
                      coz to ma za wartosc? ZADNA!

                      > a Twoje argumenty moze zawrzec w
                      > slowach: bulbonski, bulbon, wiejski, 'polski' - to slowo w cudzyslowiu
                      > oczywiscie jako obelga.

                      Zdarzylo sie niestety na tym forum, ze gowno zawiniete w papierek udaje
                      cukierek, glupiec udaje medrca, a znaczna grupa sie tym "medrcem" zachwyca, bo
                      sa takimi samymi "medrcami" od 7-mu bolesci jak on sam. Nie wszystko zloto co
                      sie swieci. Dobrze ze to zauwazasz...

                      > No to niech bede 'polskim', bulbonskim, wiejskim (spod Kutna?)
                      > hipokryta co alienuje dzieci swe uczac jezyka. Amen.

                      Tak trzymaj! Amen.
                      • Gość: Soup Nazi Chama trzeba bic, chamice tez, a jak chamow nie IP: *.sdsl.bell.ca 08.02.07, 18:47
                        ma, to kozuch po chamie trzeba bic, w miejsce po chamie napjerdalac, hehehe

                        buena_xena napisała:

                        > > a tak w ogole to po przeczytaniu peanow na Twoj temat w innym watku
                        > > spodziewalam sie ciekawszej dyskusji,
                        >
                        > Zalezy kto sie zachwyca i kto te peany wyglasza. Jak glupiec chwali glupca to
                        > coz to ma za wartosc? ZADNA!
                        >
                        > > a Twoje argumenty moze zawrzec w
                        > > slowach: bulbonski, bulbon, wiejski, 'polski' - to slowo w cudzyslowiu
                        > > oczywiscie jako obelga.
                        >
                        > Zdarzylo sie niestety na tym forum, ze gowno zawiniete w papierek udaje
                        > cukierek, glupiec udaje medrca, a znaczna grupa sie tym "medrcem" zachwyca, bo
                        > sa takimi samymi "medrcami" od 7-mu bolesci jak on sam. Nie wszystko zloto co
                        > sie swieci. Dobrze ze to zauwazasz...

                        Niedlugo trzeba bylo czekac, zeby chamicy przepocone onuce z kierpcow wylazly -
                        zreszta ja nigdy nie mialem zludzen - chama/chamice przez sciane wyczuje. Bardzo
                        ladnie podsumowalas swoich interlokutorow, ktorym, silac sie (z trudem wielkim a
                        widocznym) na kulturalna wymiane zdan usilowalas udowodnic (co prawdopodobnie
                        wzbudzilo nie tylko moje politowanie i zenade), ze nie nalezy czytac moich
                        postow, jak bardzo sa nieciekawe i niesmieszne, a ja sam okropnie niefajny.
                        Co myslisz o mnie to wiem, ale kogo obchodzi opinia mieszkanki beczki po
                        sledziach z Trojkata Kieleckiego ew. z Moniek? Teraz wiedza co myslisz naprawde
                        o nich - nie trzeba bylo dlugo czekac zeby prostactwo siekiera obrabane wylazlo
                        z magla.
                        >
                        > > No to niech bede 'polskim', bulbonskim, wiejskim (spod Kutna?)
                        > > hipokryta co alienuje dzieci swe uczac jezyka. Amen.
                        >
                        > Tak trzymaj! Amen.

                        Nieodrodne cory Krolestwa Jezusowego, hehehe.
                        • ratpole Re: Chama trzeba bic, chamice tez, a jak chamow n 08.02.07, 18:53
                          Gość portalu: Soup Nazi napisał(a):

                          > Nieodrodne cory Krolestwa Jezusowego, hehehe.

                          A mnie sie wydaje, ze to potomstwo podupadlej arystokracji pezetpeerowskiej,
                          naglym obrotem dziejow zmuszone do tyrki u imperialistow, zeby rodzice mogli
                          zywota dokonac we wzglednym luksusie do ktorego slusznie przywykli. Takie dumne
                          ksiezne, ktore dumnie witaly przewrot kiedy stal sie, hehe
                        • buena_xena gdzie cie tak uklulam zes sie tak rozlal ? 09.02.07, 00:07
                          Zupa, powiem ci jedno - jestes za cienki w uszach do dyskusji ze mna, IQ ci
                          wyraznie siada stad juz od dawna te nudne powtorki - lepiej sobie oszczedz -
                          dla mnie osobiscie jestes NIKIM i nie sadze zeby sie to zmienilo kiedykolwiek.

                          Niekonsekwencji w swoich wypowiedziach nie znajduje - tak wlasnie
                          uwazam: "skoro medrzec zachwyca sie glupcem, ktory medrca tylko udaje to
                          medrzec nigdy naprawde medrcem nie byl - proste jak drut! Nie jarzysz? Problem
                          z abstrakcyjnym mysleniem? Nie dziwie sie - wy tam wszyscy z forum polonia
                          macie z tym problem bo wam inteligencja siadla od momentu osiedlenia w USA
                          tudziez Kanadzie. Ze mnie ktos nie lubi? A co mnie to obchodzi? Nie zalezy mi,
                          jestem wolnym czlowiekiem a nie tak jak ty uzaleznionym od ilosci fanow i
                          wpisow w watku. Capito?

                          A co do prostactwa caly czas udowadniasz ze jestes najwiekszym z prostakow wiec
                          nie wysilaj sie... swoimi powtarzajacymi sie do znudzenia epitetami caly czas
                          sie sam demaskujesz i pokazujesz ze zamiast "medrca forumowego" jestes zwyklym
                          glupkiem, a w dodatku mega-NUDZIARZEM!
                          • Gość: Soup Nazi Idz, wytlumacz jeszcze paru, hehehe IP: *.cpe.net.cable.rogers.com 10.02.07, 04:36
                            Gdyby cie nie lubili to jeszcze pol biedy. Patrzy mi na to, ze cie olewaja
                            szeroka parabolka przez lewe ramie.
                            • buena_xena Re: Idz, wytlumacz jeszcze paru, hehehe 10.02.07, 13:51
                              > Gdyby cie nie lubili to jeszcze pol biedy. Patrzy mi na to, ze cie olewaja
                              > szeroka parabolka przez lewe ramie.

                              Lata mi to kolo dupy wiesz. Hitler mial tez ogromne poparcie spoleczne w swoim
                              narodzie, a madre jednostki niemieckie przeciwne jego "polityce" niszczyl - czy
                              idac tokiem twego chorego rozumowania ma oznaczac ze Hitler mial racje, byl
                              madry, moze nawet wybitny? Dla ciebie z pewnoscia tak - w koncu nie od parady
                              jestes forumowym glupkiem. A teraz spadaj na bambus kanarki doic.
                              • ghrom Re: Idz, wytlumacz jeszcze paru, hehehe 10.02.07, 13:58
                                ROTFL. Rownie idiotyczne porownanie mogl wyplodzic tylko ktos rownie jak ty obdarzony niezmierzonymi
                                pokladami IQ. Heh.
                                • buena_xena Re: Idz, wytlumacz jeszcze paru, hehehe 10.02.07, 14:03
                                  o, nastepny forumowy glupek! rotfl :DDDDDD
                    • donat351 Re: czy warto uczyc dzieci polskiego na wyspach? 09.02.07, 07:37
                      Klara, soup to taki amerykanski idiota forumowy, troll, wiec sie nie przejmuj
            • vazz Re: czy warto uczyc dzieci polskiego na wyspach? 05.02.07, 21:40
              Gość portalu: Soup Nazi napisał(a):

              > Co mnie to wszystko obchodzi?

              To po co piszesz w tym poście jak cie to nie obchodzi?


              >Ja ci niczego nie zabraniam, ani nie wmawiam
              > oprocz tego, zebys sie wyzwolila

              To wmawiasz czy nie, sam sobie zaprzeczasz.Raz tak raz siak ;)

              >z prymitywnego polskiego pojecia patriotyzmu

              ...który tkwi w twojej głowie i nie potrafisz zrozumieć,ze patriotyzm to nie
              tylko kasa


              > nabrala troche tak trudnej do przyjecia tolerancji i nie wsadzania nosa w
              cudze
              > sprawy

              ...i to mówi ktoś,kto krytykuje matke za to,ze uczy dziecka języka polskiego
              hehe

              > Pozwolilas sobie na bezczelny
              > sarkazm w stosunku do innych

              Ojejju, jak zupka pisze to dobrze,a jak ktos potrakruje sarkazmem to juz
              boli,co?

              • Gość: Soup Nazi Re: czy warto uczyc dzieci polskiego na wyspach? IP: *.cpe.net.cable.rogers.com 06.02.07, 05:39
                Plyn, dziecie, bo cie uczyc kaze, hehehe. Zdazylem juz poznac twoj bulbonski
                styl dyskusji, a zatem wolny jestes jak dziki Bulbon na dzikich polach. Bokiem.
                • vazz Re: czy warto uczyc dzieci polskiego na wyspach? 06.02.07, 07:49
                  Gość portalu: Soup Nazi napisał(a):

                  > Zdazylem juz poznac twoj bulbonski

                  bul bul bul ;)

                  > styl dyskusji, a zatem wolny jestes jak dziki Bulbon na dzikich polach.
                  Bokiem.

                  Oj to juz nie masz ochoty odpowiadać na nienawistne posty ksenofobicznego
                  bulbona ?;) jestem rozczarowany...
      • jaleo Klara 06.02.07, 10:55
        Powiem tylko tyle: ochowaj dzieci co nastolectwa, i wtedy pogadamy (jak juz
        spadniesz z tego wysokiego konia i bedziesz rozcierac siniaki).

        Tak sie jakos dziwnie sklada, ze te bogoojczyzniane teksty na temat jez.
        polskiego u dzieci zawsze wyglaszaja ludzie, co albo maja malutkie dzieci, albo
        w ogole ich nie maja. Albo obydwoje sa Polakami, a dzieci w Polsce spedzily
        czesc zycia.

        A tak w ogole, co cie do diaska obchodzi, kto w jakim jezyku z dziecmi
        rozmawia, niech sie nawet pismem wezelkowym komunikuje, co ci do tego? Czy to
        wplywa na jakosc twojego zycia?
        • Gość: kLARA Re: Klara IP: *.dsl.in-addr.zen.co.uk 06.02.07, 12:56
          Tyle mowicie 'daj zyc innym' a to wlasnie mnie nikt tutaj zyc nie daje.

          Gdzie to cholery pisze bogoojczyzniane teksty? Gdzie pisze ze bede taszczyc
          dzieci do kosciolow? Gdzie pisze ze bede je targac do poslkich szkolek
          niedzielnych?

          Nie jestem na wysokim koniu - mam tylko zamiar mowic do moich dzieci po polsku.
          i tylko tyle. Wszystkim wam to jakos dziwnie przeszkadza.
          Robcie sobie co chcecie. naprawde mi to zwisa. Smieszycie mnie - tylko tyle,
          ale staram sie rozumiec, ze ktos nie czuje sie zwiazany z Polska. To napisalam
          w pierwszym poscie.

          wiem, ze nie bedzie latwo. Nie mam zamiaru do niczego zmuszac, ale nie bede
          zapisywac dziadkow na angielski. wiem, ze moje dzieci nie beda czuc sie
          Polakami - czy to znaczy ze nie moga znac jezyka? Sama zrezygnuje z polskiego
          obywatelstwa dla nich bo nie mam sily uzerac sie z polskim konsulatem.
          Niech ktos mi wytlumaczy, bo na razie tylko na mnie napadacie, co jestzlego w
          tym ze dziecko zna dwa jezyki?????????????


          • Gość: aspis Re: Klara IP: *.range81-154.btcentralplus.com 06.02.07, 13:22
            Klara szkoda nerwow... tez mam syna, ktory zna dwa jezyki i nie widze w tym nic
            zlego, dla mnie wazne jest, ze dziecko samo chce sie uczyc obu
            rozpoczynajac ten watek nie sadzialam, ze opinie beda az tak skrajne :(
            pozdrawiam
            • Gość: AP Re: Klara IP: *.demon.co.uk 06.02.07, 13:48
              Ty i Klara nie rozumiecie podstawowej rzeczy.
              Wychowujcie swoje dzieci jak chcecie, uczcie ich chinskiego jak macie ochote,
              ale nie oceniajcie surowo i autorytatywnie rodzicow, ktorzy uczyc polskiego nie
              chca. Stwierdzenia Klary typu "Dla mnie to sa ludzie, ktorzy wstydza sie
              swojego pochodzenia, maja kompleksy
              bycia Polakiem lub niezbyt silne zwiazki z rodzicami i ogolnie rodzina w
              Polsce" to tak typowa dla Polakow sklonnosc do wydawania niepodwazalnych sadow,
              bo wszystko jest przeciez albo biale albo czarne. Szare nie ma racji bytu,
              nalezy je zwalczac i potepiac. Zastanowcie sie troche.
              • Gość: Soup Nazi Re: Klara IP: *.sdsl.bell.ca 06.02.07, 16:19
                Gość portalu: AP napisał(a):

                > Ty i Klara nie rozumiecie podstawowej rzeczy.
                > Wychowujcie swoje dzieci jak chcecie, uczcie ich chinskiego jak macie ochote,
                > ale nie oceniajcie surowo i autorytatywnie rodzicow, ktorzy uczyc polskiego nie
                >
                > chca. Stwierdzenia Klary typu "Dla mnie to sa ludzie, ktorzy wstydza sie
                > swojego pochodzenia, maja kompleksy
                > bycia Polakiem lub niezbyt silne zwiazki z rodzicami i ogolnie rodzina w
                > Polsce" to tak typowa dla Polakow sklonnosc do wydawania niepodwazalnych sadow,
                >
                > bo wszystko jest przeciez albo biale albo czarne. Szare nie ma racji bytu,
                > nalezy je zwalczac i potepiac. Zastanowcie sie troche.

                Celowo to przykleilem. Slowo w slowo tak. Gratuluje cierpliwosci w tlumaczeniu -
                ja juz dawno ja stracilem do tego typu osobnikow. Te ich cholerne osady wydawane
                po 5 minutach na dowolny temat, doprowadzaja mnie do bialej goraczki.
          • jaleo Re: Klara 06.02.07, 13:24
            Gość portalu: kLARA napisał(a):

            > > wiem, ze nie bedzie latwo. Nie mam zamiaru do niczego zmuszac, ale nie bede
            > zapisywac dziadkow na angielski.

            No to sie ciesz.

            A innych nie oceniaj, kazdy ma swoje zycie, swoje powody, dlaczego robi tak a
            nie inaczej, co ciebie to obchodzi?
          • katsko Re: Klara 07.02.07, 22:51
            > wiem, ze nie bedzie latwo. Nie mam zamiaru do niczego zmuszac, ale nie bede
            > zapisywac dziadkow na angielski.

            Jak juz ktos zauwazyl, angielski dziadkom moze przydac sie na lotnisku albo w
            sklepie :)

            > Niech ktos mi wytlumaczy, bo na razie tylko na mnie napadacie, co jestzlego w
            > tym ze dziecko zna dwa jezyki?????????????

            Nic. Nie ma w tym absolutnie nic zlego. Tyle ze nie kazde dziecko bedzie
            dwujezyczne "z natury", tylko od mowienia do niego. Sytuacja z mojej rodziny -
            synek z malzenstwa mieszanego, aktualnie mieszkaja na wyspach. Do dziecka
            mowiono po polsku, angielsku i hiszpansku. Efekt jest taki ze trzylatek (ponad
            trzylatek) mowi jakims koszmarnym mixem,z silna przewaga angielskiego ale
            fatalna wymowa. We wrzesniu powinien isc do szkoly a w stosunku do rowiesnikow
            jest daleko w polu. Nie chce uczyc sie polskiego - ty do niego po polsku, on
            odpowiada po angielsku. Zwazywszy ze wiekszosc dnia spedza w przedszkolu, nic
            dziwnego. I wziawszy pod uwage dobro dziecka, nie sadzisz ze w jego przypadku
            nalezaloby sie na cos zdecydowac? Z twoich postow do konca nie wynika czy masz
            juz dzieci czy dopiero planujesz, ale jesli planujesz to moze zwolnij z
            ocenianiem innych zanim sama przez to nie przejdziesz. Ta dukajaca matka moze
            dukac nie po to, zeby byc cool. Moze ma wazniejszy powod.
            pozdrawiam
            katsko
          • ghrom Re: Klara 10.02.07, 13:25
            Zalosne. A to kto urodzil:

            'Dla mnie to sa ludzie, ktorzy wstydza sie swojego pochodzenia, maja kompleksy
            bycia Polakiem lub niezbyt silne zwiazki z rodzicami i ogolnie rodzina w
            Polsce'

            Az zeby bola.
    • Gość: AP Re: czy warto uczyc dzieci polskiego na wyspach? IP: *.demon.co.uk 05.02.07, 19:08
      A moze sprobuj live and let live? Wiem, to bardzo kontrowersyjne haslo wsrod
      Polakow, ale warto sprobowac. Dzieci polskie lub pol polskie urodzone za
      granica, jezeli rodzina decyduje sie na dlugotrwala emigracje 'na zawsze'
      Polakami sie nie czuja, i z drobnymi wyjatkami, nigdy nie powiedza o sobie w
      doroslym zyciu I am Polish, tylko moi rodzice/moja mama jest emigrantka z
      Polski. Kiedy te prawde sobie uswiadomisz jako rodzic, co nie jest latwe, bo
      oczywiscie ma sie obciazenia emocjonalne, wtedy decydujesz czy jezyk polski
      jest dzieciom do czegokolwiek potrzebny, czy moze dac sobie spokoj od razu, bo
      plynnie i tak nie beda znac jezyka.
      • Gość: Soup Nazi Dokladnie tak n/t IP: *.sdsl.bell.ca 05.02.07, 19:30
      • ha-jo Re: czy warto uczyc dzieci polskiego na wyspach? 06.02.07, 20:50

        okej, ale niezle pierdzilisz, piszac, ze tak czy siak dzieci i tak nie beda
        plynnie znac jezyka.
        • Gość: AP Re: czy warto uczyc dzieci polskiego na wyspach? IP: *.demon.co.uk 06.02.07, 21:29
          Dziecko urodzone za granica, kiedy tylko jedno z rodzicow jest Polakiem
          (chociaz zaryzykowalabym ze nawet kiedy oboje, ale tutaj nie mam pewnosci) i
          ktore bedzie mieszkalo caly czas za granica
        • Gość: AP Re: czy warto uczyc dzieci polskiego na wyspach? IP: *.demon.co.uk 06.02.07, 21:32
          No wiec wyobraz sobie, ze dziecko urodzone za granica, kiedy tylko jedno z
          rodzicow jest Polakiem (chociaz zaryzykowalabym ze nawet kiedy oboje, ale tutaj
          nie mam pewnosci) i ktore bedzie mieszkalo caly czas za granica NIE BEDZIE
          MOWILO PLYNNIE PO POLSKU w doroslym zyciu. Jakos tam bedzie mowilo, jezeli
          matka/ojciec postawi sobie to za punkt ambicji, ale bedzie jezyk polski
          kaleczylo, robilo koszmarne kalki jezykowe i bedzie mowilo z akcentem. Sa
          wyjatki, ale taka jest regula. Cudow nie ma. Jest rzeczywistosc lingwistyczno
          geograficzna :-)
          • ha-jo Re: czy warto uczyc dzieci polskiego na wyspach? 06.02.07, 21:41
            ale pleciesz. jesli nie znasz takowych rodzin, w ktorych dzieci mowia
            perfekcyjnie w kilku jezykach, to zapraszam do googlowania, i poczytanbia
            fachowej literatury.

            tu masz przyklad, artykul wkleje rowniez na dole.


            Czy warto uczyć małe dzieci drugiego języka?

            22/9/2006 | Blog edukacyjny

            Jakże często jestem zmuszony zaczynać rozmowę od obalania zupełnie błędnych
            przekonań rodziców, zasłyszanych na podwórku lub u fryzjera od tzw. „osób dobrze
            poinformowanych”.
            Jest to zupełnie naturalne, że niektóre informacje przyjmujemy w dobrej wierze,
            bezrefleksyjnie i zupełnie się nad tym nie zastanawiamy. Jednak gdybyśmy
            poświęcili odrobinę uwagi i pomyśleli nad tym zagadnieniem doszlibyśmy raczej do
            zupełnie innych wniosków. Tracimy przez to wyjątkowy i jedyny czas w życiu
            dziecka, kiedy jest chłonne, chętne i może uczyć się języka w zasadzie bez
            wysiłku. Tak jak to się dzieje z językiem ojczystym.

            Lingwiści już od 40 lat, od kiedy prof. Noam Chomsky zdobył za to odkrycie
            Nagrodę Nobla, zwracają uwagę, że w tak zwanym okresie sensytywnym (do 7-8 roku
            życia), mamy niezwykłe zdolności językowe. Jesteśmy w stanie przyswoić sobie
            każdy język, z którym się zetkniemy dostatecznie długo i intensywnie. Dlatego
            nie ważne czy wychowujemy się w Chinach, USA czy też w Polsce, będziemy
            perfekcyjnie władać tym językiem, zupełnie nie uświadamiając sobie zasad jego
            działania, zasad gramatyki czy budowy składni. Jeśli mieszkamy w kraju
            wielojęzycznym poznamy 2, 3, a czasami 4 języki równocześnie, i to tak jak by
            każdy z nich był naszym językiem ojczystym. Tak dzieje się np. w niektórych
            Kantorach Szwajcarii, Holandii, Belgii, czy Luksemburgu, wszędzie tam gdzie jest
            wielojęzyczność. Wtedy oto, okazuję się, że języki zupełnie sobie nie
            przeszkadzają, jak często myślą rodzice dzieci w państwach jednojęzycznych,
            takich jak Polska.

            Może wystąpić różny poziom zaawansowania języka, ale najczęściej jest to
            związane z obszarem, w którym się w danym języku posługujemy. Np. dzieci
            emigrantów w domu posługują się językiem rodziców a w szkole językiem kraju, w
            którym mieszkają. Dlatego język używany w domu jest oparty na innym słownictwie
            i raczej tyczy spraw codziennych, a język szkoły i kolegów rozwija się wraz z
            zaawansowaniem nauki. Jeśli dziecko kończy naukę wcześnie, to i język się nie
            rozwija dalej. Największą wartość rozwojową mają najmłodsze lata, dlatego ważne
            jest, aby dziecko nie było zamknięte w getcie emigracyjnym. Tak, jak się to
            często dzieje w Niemczech wśród Turków, czy USA wśród Latynosów. Z tego powodu
            też panuje opinia, że dzieci emigrantów słabo sobie radzą z językiem. Zupełnie
            niesłusznie przypisuje się to niezdolności uczenia się wielu języków
            równocześnie. Jeśli rodzina taka ma kontakt z innymi środowiskami, a szczególnie
            dzieci bawią się lub chodzą do przedszkola, gdzie stykają się z innymi językami,
            często stają się błyskawicznie wielojęzyczne i bez śladu w późniejszym okresie w
            fonetyce (wymowie języka danego kraju).

            Jednak najważniejsze w nauce języków w bardzo młodym wieku, wcale nie jest
            poznanie tego języka. To jest tak, jak z innymi przedmiotami uczonymi w szkole.
            Istotą nauczania nie jest tylko opanowanie materiału, lecz przede wszystkim
            rozwój umysłu. Bardzo przykro powiedzieć matematykowi, że większość wiedzy,
            którą on uczy i tak zostanie zapomniana, bo nigdy nie stosowana poza szkołą.
            Przypomnij sobie czytelniku jak często, szczególnie w dobie kalkulatorów i
            komputerów, dokonujesz obliczenia całek, logarytmów, czy rozwiązujesz równania
            funkcji z dwoma niewiadomymi. O ile nie jesteś matematykiem lub nie stosujesz
            takowych obliczeń w pracy, co zdarza się tylko małemu procentowi populacji, to
            raczej nigdy. Często wiedze, że dzieci nie umieją już mnożyć lub dzielić w
            pamięci. A zatem, po co się tego uczymy? Odpowiedz znowu jest oczywista, dlatego
            iż jest to znakomity materiał do ćwiczenia i rozwoju mózgu! Cała matematyka to
            działania abstrakcyjne, gdzie zachodzi potrzeba przekształcania w umyśle
            konstruktów myślowych o absolutnie umownym znaczeniu. Jeśli w to nie wierzysz,
            to weź do ręki dwa ołówki, lub inne przedmioty i powiedz sobie „dwa ołówki”.
            Następnie upuść ołówki!
            Powinno Ci zostać w ręce „dwa”,(ołówki upadły). Czy widzisz „dwa”? Nie, bo to
            właśnie jest abstrakcja. Ale jeśli będziesz się upierał, że jednak możesz
            zobaczyć liczbę jak ją napiszesz, to zastanów się, co właściwie widzisz. Zatem
            to, co ewentualnie zobaczysz, to napisany symbol „2” lub usłyszane słowo „dwa”,
            jeśli je wypowiesz. Jednak to tylko fizyczna reprezentacja pojęcia, które się
            abstrahowało od ołówków, czyli stało się abstrakcją. Takie symbole abstrakcji
            spotykamy wszędzie. Patrzysz na drzewa i mówisz „drzewa”. Ale to Ty patrzysz na
            te konkretne drzewa, jako egzemplarz przedstawicielski i zamykasz je w symbolu
            „drzewa”, co znaczy, że kawałek rzeczywistości zakląłeś w symbol-słowo. Inny
            człowiek odczaruje twój symbol, ale zupełnie nie w ten sam kawałek
            rzeczywistości. Mogą to być w jego wyobraźni zupełnie inne drzewa. Tak powstają
            pojęcia (słowa), jako abstrakty pewnego wycinka rzeczywistości. Jeśli do
            przyjaciół powiesz słowo „zwierze”, to zauważysz, że każdy z nich pomyślał o
            zupełnie innym zwierzęciu, np. Ty o wielbłądzie, ktoś inny o gołębiu a jeszcze
            inny o wielorybie. Różnorodność będzie przeolbrzymia, tym niemniej zazwyczaj się
            rozumiecie nawet, kiedy powiesz „Ty zwierzu”.

            Zatem tworzenie słów to nie tyle zapamiętywanie jego fonologicznego brzmienia,
            jak najczęściej myślą angliści, lecz cały skomplikowany proces abstrahowania
            cech istotnych i tworzenia zbioru przedmiotów zawierających te cechy. U dziecka
            proces ten dzieje się zupełnie automatycznie dzięki szybkiemu rozwojowi naszego
            mózgu. Zatem dziecko tworzy słowa nie tyle na skutek zapamiętania jego
            brzmienia, co zrozumienia zawartości tegoż słowa. Umiejętności przyporządkowania
            pewnych egzemplarzy z świata rzeczywistego, który go otacza do zakresu
            pojęciowego danego abstraktu (słowa), np. mebel, zwierze, gra czy nawet bardziej
            jeszcze wysublimowane w abstrakcji słowa jak postęp czy idea. Dlatego też słowa
            o większej abstrakcyjności uczymy się dopiero od 9-11 roku życia. Teraz staje
            się jasne, dlaczego dzieci mają trudności z trudnymi słowami i nie jest to
            problem zapamiętania fonetycznego.

            Proces ten opisuje dokładnie, gdyż chciałbym abyś sobie uzmysłowił, że
            powstawanie słów wcale nie jest taki oczywistym i łatwym procesem. Jakże wiele
            trzeba mieć inteligencji i zdolności abstrahowania, aby np. do jednej klasy
            „psów” zaliczyć jamnika i bernardyna. A teraz pomyśl sobie, że dziecko
            wielojęzyczne tworzy słowa, czyli tworzy pojęcia wielokrotnie, w każdym języku
            oddzielnie. Jakże wtedy musi się nagimnastykować jego umysł? I właśnie o to
            chodzi! To niebywale rozwija umysł dziecka i jest o wiele ważniejsze niż sama
            znajomość drugiego, trzeciego czy czwartego języka. Słowa mogą zostać
            zapomniane, ale rozwój, który się dokonał w mózgu dziecka zostaje.

            Zupełnym nieporozumieniem jest nie dostrzegania procesu uczenia języka jako
            znakomitej okazji dla dziecka w ćwiczeniu pamięci, rozwoju inteligencji i
            abstrakcyjnego myślenia. Niestety nawet część nauczycielek języka, zawodowo
            zajmujących się tym zagadnieniem, ma wątpliwości czy uczyć małe dzieci. Problem
            nie polega na tym* czy uczyć, lecz jak uczyć?*
            Jeśli będziemy próbowali uczyć dzieci tak jak uczy się dorosłych, czyli poprzez
            gramatykę, składnie i leksykon jako synonimy, to oczywiście nie na wiele się to
            przyda, gdyż dziecko nie pojmuje abstrakcyjnych reguł. Nawet we własnym języku
            nie potrafi ich wskazać, mimo że je znakomicie używa. Tym zajmuje się jego
            podświadomość i genetyczne przystosowanie, owa sensytywność umysłu na
            wchłanianie konstrukcji językowych, w dowolnym języku. A zatem, metoda powinna
            być jak najbardziej z
            • Gość: AP Re: czy warto uczyc dzieci polskiego na wyspach? IP: *.demon.co.uk 06.02.07, 21:57
              Pisze na podstawie 18 letnich obserwacji w UK. Obracam sie w srodowisku
              polskich emigrantow, i w tym czasie nie spotkalam nikogo, kto mowilby po polsku
              bez akcentu. A wierz mi, ze w tym czasie zetknelam sie z setkami emigranckich
              dzieci, czesto juz doroslych. W pracach naukowych to moze tak pieknie wyglada,
              teoria sobie zycie sobie.
              • ha-jo Re: czy warto uczyc dzieci polskiego na wyspach? 06.02.07, 22:12

                czyli prace naukowe sa bez znaczenia, za to decyduje to, co "spotkalem", i
                "widzialem". wiesz, dla mnie twoja wypowiedz nie rozni sie od kogos
                twierdzacego, ze polki leca zawsze tylko na kase. nastepnie taka osoba zaczyna
                argumentowac swoja wypowiedz tym "ze widzial", i "spotkal". to ja ci ze swojej
                strony powiem, ze znam swietnie kilka rodzin, ktorych dzieci mowia perfekcyjnie
                w kilku jezykach.
                no to skoro ja "widzialem", i "slyszalem" co innego, niz ty "widzialas" i
                "slyszalas", to moze warto przyjrzec sie wiedzy ludzi, ktorzy od lat zajmuja sie
                kwestia wielojezycznosci, i ja badaja. no ale wiem...my i tak wiemy swoje, nie?
                • Gość: AP Re: czy warto uczyc dzieci polskiego na wyspach? IP: *.demon.co.uk 06.02.07, 23:16
                  Chcialabym poznac te osoby mowiace perfekcyjnie w wielu jezykach. Tylko cos mi
                  sie wydaje ze ta perfekcja daleka bylaby od perfekcji. No i masz racje w
                  jednym, oboje wiemy swoje. Tylko ze ja wiem lepiej :-)
                  • ha-jo Re: czy warto uczyc dzieci polskiego na wyspach? 07.02.07, 09:12

                    No i masz racje w jednym, oboje wiemy swoje. Tylko ze ja wiem lepiej :-)

                    - i dlatego sie poddaje, oglaszajac kapitulacje:-) milego srodowania!
                    • jaleo ha-jo, nastepny teoretyk :-)) 08.02.07, 21:29
                      Czyzbym zgadla, ze wlasnych dzieci "perfekcyjnie" mowiacych w dwu lub wiecej
                      jezykach jeszcze nie posiadamy? Ale madrzymy sie i tak :-)
                      • ha-jo Re: ha-jo, nastepny teoretyk :-)) 09.02.07, 20:19

                        ba, zgadlas! dzieci nie posiadam, natomiast sam wychowalem sie jako dziecko
                        dwujezyczne (polski - niemiecki):-) czyzbym zgadl, ze jaleo wlasne dzieci
                        posiada, i sa one wedlug niej alfa i omega w kwestiach wychowania w rodzinach
                        wielojezycznych. znaczy sie, ze jak mala "zosia" nie ma ochoty mowic po polsku,
                        tudziez mowi niepoprawnie, to naturalnie juz nikomu sie nie uda, bo
                        zodlniejszych dzieci, czy rodzicow przeciez juz nie ma:-)
                        • jaleo Re: ha-jo, nastepny teoretyk :-)) 09.02.07, 21:19
                          ha-jo napisał:

                          >
                          > ba, zgadlas! dzieci nie posiadam, natomiast sam wychowalem sie jako dziecko
                          > dwujezyczne (polski - niemiecki):-)

                          I mowisz oczywiscie w obu jezykach idealnie :-)))))
                          • vierablu kiedy jezyki sa podobne 09.02.07, 21:56
                            Ja tak na marginesie mam historie znajomych Polak-Czeszka. Polak biegle wlada
                            czeskim (i jeszcze kilkoma innymi jezykami), Czeszka biegle wlada polskim.
                            Mieszkaja na Morawach. Umowili sie, ze kazde z nich bedzie mowilo do dzieci w
                            swoim ojczystym jezyku. W tym konkretnym przypadku problemu z wykluczeniem
                            jednego z partnerow z zycia ze wzgledu na brak znajomosci jezyka nie bylo.
                            Po kilku latach tego eksperymentu okazalo sie, ze jezyki te sa na tyle podobne,
                            ze wszyscy (lacznie z Polakiem), maja problemy z odroznieniem, ktory wyraz jest
                            polski, a ktory czeski i na codzien w domu posluguja sie jakas mieszanka, nie
                            do konca zdajac sobie sprawe, ze jest to mieszanka.
                            M. (Polak) zdarza sie bardzo czesto, ze mowi cos, ja go poprawiam ('to nie jest
                            po polsku'), on zdziwiony ('nie...?'). Dzieci, jak mowia po polsku, tez
                            wtracaja wyrazy czy konstrukcje czeskie sadzac, ze to jest po polsku.
                            Jest to jedyna rodzina jaka znam, o ktorej mozna powiedziec, ze jest gleboko
                            dwujezyczna, ktora ma za soba kilka lat w kazdym z panstw i musze powiedziec,
                            ze jak mieszkali w Polsce, problem byl ten sam, tylko ze w druga strone.
                          • ha-jo Re: ha-jo, nastepny teoretyk :-)) 10.02.07, 10:25

                            owszem, i to zaden fenomen. proponuje rowniez fora dla rodzicow w zwiazkach
                            mieszanych, poswiecone wielojezycznosci. kilka jest nawet na gazecie. sie
                            zdziwisz, mala.
                            • jaleo Re: ha-jo, nastepny teoretyk :-)) 10.02.07, 12:42
                              ha-jo napisał:

                              >
                              > owszem, i to zaden fenomen. proponuje rowniez fora dla rodzicow w zwiazkach
                              > mieszanych, poswiecone wielojezycznosci. kilka jest nawet na gazecie. sie
                              > zdziwisz, mala.

                              Glupis (glupias). Over & out.
          • ghrom Re: czy warto uczyc dzieci polskiego na wyspach? 10.02.07, 13:32
            > No wiec wyobraz sobie, ze dziecko urodzone za granica, kiedy tylko jedno z
            > rodzicow jest Polakiem (chociaz zaryzykowalabym ze nawet kiedy oboje, ale tutaj
            > nie mam pewnosci)

            Mozesz ja smialo miec, istnieje milion roznych slow i zwrotow, ktore sa uzywane tylko w specyficznych
            sytuacjach. Nie masz szans ich poznac rozmawiajac po polsku z rodzicami o zakupach w
            supermarkecie albo nawet dyskutujac ostatni film Willa Smitha.

            Tu zakladam, ze dla naszej patryotycznej elyty plynne mowienie po polsku to cos wiecej niz
            pseudointelektualne wypociny, ktore nam tu prezentuja.
    • Gość: jess Re: czy warto uczyc dzieci polskiego na wyspach? IP: *.bulldogdsl.com 05.02.07, 21:05
      Moje dzieci, urodzone w Anglii, po polsku nie mowia wcale i jest im z tym
      bardzo dobrze. Czasami, w kontekscie rozmowy, napomna ze matka urodzila sie w
      Polsce, byly tam pare razy kiedy byly male, od kiedy maja wybor nie bywaja,
      podobnie jak ja. Czuja sie British we wszelkich aspektach ich zycia nawet jesli
      raz na rok chetnie zjedza pierogi. I co w tym zlego? A jesli komus zalezy
      bardzo na utrzymaniu swojej i dzieci polskosci to tez jest OK.
      • Gość: Soup Nazi Re: czy warto uczyc dzieci polskiego na wyspach? IP: *.cpe.net.cable.rogers.com 06.02.07, 06:00
        Gość portalu: jess napisał(a):

        Czuja sie British we wszelkich aspektach ich zycia nawet jesli
        >
        > raz na rok chetnie zjedza pierogi. I co w tym zlego?

        Absolutnie nic. One sie nie musza czuc, one sa British. Czlowieka ksztaltuje
        rzeczywistosc lat dziecinstwa i mlodosci, nawet jezeli nie urodzil sie, a
        zostal przywieziony gdzies jako male dziecko. A nie zadne tam pseudonaukowe
        pierdoly o krwi i genach.

        A jesli komus zalezy
        > bardzo na utrzymaniu swojej i dzieci polskosci to tez jest OK.

        No wiec nie. Jest OK ze strony Angola, Kanadola, twojej i mojej, ale juz nie ze
        strony rasowego Bulbonczyka, bo ci zawsze wiedzom lepij a "live and let live"
        kojarzy im sie wylacznie z Jamesem, Jamesem Bondem.
        • Gość: Cfany Lolo Re: czy warto uczyc dzieci polskiego na wyspach? IP: 164.143.240.* 07.02.07, 11:00
          "Czlowieka ksztaltuje rzeczywistosc lat dziecinstwa i mlodosci, nawet jezeli
          nie urodzil sie, a zostal przywieziony gdzies jako male dziecko"

          Raz napisales cos z sensem - ciebie uksztaltowala mlodosc spedzona w Monkach,
          gdzie jedynym sposobem przezycia bylo podkladanie swini innym i donosicielstwo.
          Dobrze, ze to w koncu sam zauwazyles, polonusie he he.

          Bez pozdrowien
          • Gość: Soup Nazi Re: czy warto uczyc dzieci polskiego na wyspach? IP: *.sdsl.bell.ca 07.02.07, 16:22
            Pal gumiaczki,cw..iku milicyjny. Pjerdole ciebie, twoje pozdrowienia i twoj
            kozuch z obcasa.
            • Gość: Cfany Lolo Re: czy warto uczyc dzieci polskiego na wyspach? IP: 164.143.240.* 07.02.07, 18:22
              He he polapales sie w koncu, ze strzeliles sobie samoboja nazi eintopfie?
              Podrzuc cos jeszcze, wszyscy sie posmiejemy, wiejski glupku!

              Bez pozdrowien
      • agazat Re: czy warto uczyc dzieci polskiego na wyspach? 06.02.07, 10:21
        Ja chcialabym, aby moje dziecko, obecnie dwuletnie, mowilo po polsku. Glownie po
        to, aby moglo sie w Polsce porozumiec kiedys ze swoimi dziadkami i kuzynami.
        Nie mam podejscia patriotycznego, nie bede kazala jej czytac "Pana Tadeusza" czy
        wkuwac historie Polski, chyba ze ona sama wykaze zainteresowanie. Tu jestem
        raczej praktyczna. Ponoc dzieci dwujezyczne latwiej ucza sie innych jezykow
        obcych i generalnie latwiej im nauka przychodzi (strzelam, bo duzo na ten temat
        nie czytalam). Wiec jesli mnie to nic nie kosztuje (darujcie sobie komentarze na
        temat mojego ewentualnego sknerstwa), dlaczego nie zainwestowac troche wlasnego
        wysilku, jeski dziecku moze to wyjsc na dobre??
        Moja corka jest Brytyjka, nie bede sie tu spierac. Ma dopiero dwa lata, mowi
        niewiele (efekt dwujezycznosci??), ale wszystko po angielsku. No i poki co tak
        sobie konwersujemy - ja do niej po polsku, ona do mnie po angielsku. Polski
        rozumie doskonale i to mnie bardzo cieszy. Wierze, ze w sprzyjajacych warunkach
        i pod przymusem (wakacje u dziadkow) bedzie mowic po polsku.
        Jezyk polski to cos co moge ofiarowac swojemu dziecku, dlaczego tego nie robic??
        One tylko na tym skorzysta, nic nie traci.
        • vazz Re: czy warto uczyc dzieci polskiego na wyspach? 06.02.07, 10:39
          agazat napisała:

          > One tylko na tym skorzysta, nic nie traci.

          Mysle,ze to jest dobra pointa tej dyskusji.
        • Gość: AP Re: IP: *.demon.co.uk 06.02.07, 10:49
        • Gość: AP Do agazat troche off topic IP: *.demon.co.uk 06.02.07, 10:54
          Hej, wiesz co nie chce sie zbytnio wtracac, ale jezeli Twoja corka ma 2 lata i
          Ty do niej mowisz po polsku to troche dziwne, ze ona do Ciebie tylko po
          angielsku odpowiada. Czy na pewno jestes konsekwentna i zawsze mowisz do niej
          tylko po polsku? Chodzi o sytuacje kiedy jestescie same. Przerabiam podobna
          sytuacje juz po raz trzeci i w naszym przypadku dopoki dzieci nie wyruszyly do
          szkoly, rozmawialy ze mna tylko po polsku, a ze swoim ojcem tylko po angielsku
          (nie zna polskiego).
          Wiem, ze sa podzielone zdania, ale na podstawie swoich doswiadczen stwierdzam,
          ze jedyny okres zeby dac dziecku gruntowne podstawy polskiego to wlasnie te
          pierwsze 5 lat zycia, bo potem angielski zacznie zwyciezac, i polski bedzie
          coraz bardziej na marginesie ich zycia. To taki ot komentarz, nie zlosliwy, nie
          krytykujacy, prosze nie odbieraj go negatywnie, taka sobie uwaga.
          • agazat Re: Do agazat troche off topic 06.02.07, 11:20
            Nie odebralam go negatywnie :) Sama jestem troche zdziwiona tym, ze Zoska tylko
            po angielsku chce mowic. Ja jestem konsekwentna i zawsze mowie do niej tylko po
            polsku, ale jestem tez jedynym jej zrodlem jez. polskiego. Mala slyszy mnie
            mowiaca po angielsku do innych caly czas - takze w domu - chodzimy czesto na
            wszelkie mother&toddler groups, gdzie Zosia ma staly kontakt z angielskimi
            rowiesnikami i wszedzie wlasciwie slyszy glownie angielski. Czytam jej polskie
            ksiazeczki, sluchamy polskie piosenki, oglada Reksia i Misia Uszatka (aczkolwiek
            Cbeebies sa the best, i to tez ma duze znaczenie), a mimo wszystko angielski
            dominuje.
            Mam tu znajoma z Kazachstanu, ktora swoja niemal dwulatke tez wychowuje
            dwujezycznie i mala szybko lapie rosyjskie slowka (jej ojciec tez jest
            Anglikiem, wiec matka jest jedynym zrodlem rosyjskiego). Kiedys zastanawialam
            sie, jaka jest wiec roznica w naszym podejsciu. I chyba chodzi o to, ze ona duzo
            wiecej czasu spedza tylko z dzieckiem w domu. Nie prowadzi samochodzu i w pewnym
            sensie jest uziemiona - pogoda czy odleglosc nie pozwala jej na czeste spotkania
            z innymi. Pracuje tez w/z domu (tlumaczka), wiec sila rzeczy dziecko ma mocno
            ograniczony kontakt z innymi.
            Moze to tez indywiadualna sprawa kazdego dziecka. Mam wrazenie, ze Zoska nie
            chce swiadomie powtarzac polskich slow, nawet prostych. Angielskie natomiast
            lapie i powtarza szybko. Nie mam zamiaru przerwac swojej konsekwencji mowienia
            do niej po polsku tylko dlatego, ze wyniki sa na razie niewielkie. Nie oczekuje
            cudow, wierze tylko, ze cala wiedza, ktora teraz przyswaja, magazynuje sie
            gdzies tam na jej "twardym dysku" i w odpowiednim czasie zostanie uzyta w
            praktyce. Kto wie, moze za jakis rok nagle jej klapka z polskim sie otworzy i
            nasze rozmowy beda polsko-polskie :)
            Czego prosze nam szczerze zyczyc :)
            • Gość: AP Re: Do agazat troche off topic IP: *.demon.co.uk 06.02.07, 11:47
              Szczerze zycze. Moja najmlodsza ma 18 miesiecy wiec duzo nie mowi, glownie tak
              i nie, oraz imie naszego kota....
              Ale do mnie jest 'nie' a do taty 'no'
              • Gość: Pavs Re: Do agazat troche off topic IP: *.in-addr.btopenworld.com 06.02.07, 13:02
                Co do odpowiadania po ang. to mam to samo (mlody chodzi do przedszkola ma 2.5),
                nawet sie kloci czasem ze to nie krzeslo a chair itp i jestesmy konsekwentni
                jesli chodzi o jezyk dyskusji z nim (nie uzywamy ang.) wiec mzoe to poprostu
                naturlane zachowanie takich dzieci?
          • bmatt Re: Do agazat troche off topic 06.02.07, 13:18
            AP wczesniej: A moze sprobuj live and let live?

            Jaleo wczesniej: A tak w ogole, co cie do diaska obchodzi, kto w jakim jezyku z
            dziecmi rozmawia, niech sie nawet pismem wezelkowym komunikuje, co ci do tego?

            AP powyzej: Ty do niej mowisz po polsku to troche dziwne, ze ona do Ciebie tylko
            po angielsku odpowiada. Czy na pewno jestes konsekwentna i zawsze mowisz do niej
            tylko po polsku?

            Pozwol ze strawestuje: A tak wogole, co cie do diaska obchodzi, czy ona jest
            konsekwenta czy nie, niech bedzie szalenie niekonsekwentna, niech sie miota od
            sciany do sciany, co ci do tego? Niejaki Kali chyba pochodzil z bulbonii, co? ;-)

            Dla mniej kumatych: to oczywiscie zarcik, ale dobrze naswietla pewna kwestie. Na
            tym forum sa osoby, ktore kazdy przejaw zainteresowania odbieraja jako
            "bulbonskie wchodzenie z butami w nieswoje sprawy". Taki off-topic z mojej
            strony, bo dzieci nie mam.
            • Gość: AP Re: Do agazat troche off topic IP: *.demon.co.uk 06.02.07, 13:39
              No wiedzialam ze ktos to odczyta jako wtracanie sie. Niestety to swiadczy o
              poziomie co niektorych dyskutantow. Napisalam do agazat w formie porady, bo
              sama robilam dokladnie to samo co ona ze swoimi dziecmi tylko dzieci inaczej
              reagowaly.

              Reszty belkotu w Twoim poscie niestety nie rozumiem, widac ograniczona jestem.
              • bmatt Re: Do agazat troche off topic 06.02.07, 15:02
                > No wiedzialam ze ktos to odczyta jako wtracanie sie. Niestety to swiadczy o
                > poziomie co niektorych dyskutantow. Napisalam do agazat w formie porady, bo
                > sama robilam dokladnie to samo co ona ze swoimi dziecmi tylko dzieci inaczej
                > reagowaly.

                No wiedzialem ze ktos nie doczyta ostatniego akapitu, w ktorym wyraznie
                zaznaczono ze uwaga ma charakter humorystyczny i ogolny. Trzeba uproscic
                komunikacje.

                > Reszty belkotu w Twoim poscie niestety nie rozumiem, widac ograniczona jestem.

                Widac. Tez jestem rozczarowany.
              • Gość: Justyna dwujezyczne dzieci IP: 83.141.66.* 06.02.07, 15:11
                a) Zawsze chcialam byc dwujezyczna a nie jestem i nigdy nie bede, bo za pozno
                nauczylam sie drugiego jezyka
                b) Nie wyobrazam sobie ze nie moglabym sie porozumiec z moimi wlasnymi dziecmi
                w moim ojczystym jezyku
                c) Jeszcze nikomu nie zaszkodzilo, ze zna dwa jezyki, kto wie, moze kiedys
                Polska bedzie potega (lol)
                i jezyk polski na cos sie przyda
                • borsuk_dawid Re: dwujezyczne dzieci 06.02.07, 17:09
                  Gość portalu: Justyna napisał(a):

                  > b) Nie wyobrazam sobie ze nie moglabym sie porozumiec z moimi wlasnymi
                  dziecmi
                  > w moim ojczystym jezyku

                  No dokladnie! Czulabym sie conajmniej dziwnie mowiac do WLASNEGO dziecka po
                  angielsku, tym bardziej bedac z nim sam na sam. Do znajomych Polakow moze tez
                  mam mowic po angielsku?
                  • vierablu Re: dwujezyczne dzieci 06.02.07, 23:01
                    > No dokladnie! Czulabym sie conajmniej dziwnie mowiac do WLASNEGO dziecka po
                    > angielsku, tym bardziej bedac z nim sam na sam. Do znajomych Polakow moze tez
                    > mam mowic po angielsku?

                    Ja do swojego mowie po angielsku. Mamy w domu oprocz dwoch Polek (ja i corka)
                    jeszcze Anglika i jak jestesmy wszyscy w jednym pokoju, czy w ogole w zasiegu
                    sluchu, to jezykiem komunikacyjnym jest angielski.
    • zdr1 Re: czy warto uczyc dzieci polskiego na wyspach? 06.02.07, 17:07
      Gość portalu: aspis napisał(a):

      > Przyznam sie szczerze, ze az dziwia mnie takie sytuacje i ja chyba tego nigdy
      > nie zrozumiem, jak mozna nie uczyc wlasnego dziecka jezyka ojczystego, to
      > babcia ma sie uczyc po angielsku, bo wnusia nie umie po polsku?

      Coz, to smutne ale sa tacy i zawsze byli, o czym mozemy sie teraz dobitnie
      przekonac. Mysle jednak, ze Polska na tym zyska, a nie straci, jesli pozbedzie
      sie roznych zaprzancow raz na zawsze. A tych dziadkow wcale mi nie zal. To oni
      wlasnie nie nauczyli swoich dzieci przywiazania i szacunku do wlasnego kraju,
      jezyka i kultury. Nauczyli tylko, ze tam ojczyzna gdzie szmal i teraz wlasnie
      za to zaplaca. Chocby pogarda wlasnych wnukow, ktorzy beda na nich patrzyli jak
      na oblesne i godne pogardy prymitywy, ktore juz dawno powinny przestac sie
      narzucac ze swoja obecnoscia.
    • ha-jo Re: czy warto uczyc dzieci polskiego na wyspach? 06.02.07, 21:32
      mysle, ze warto. znac dodatkowy jezyk jest zawsze atutem, tym bardziej, ze tak
      naprawde dziecko sobie jezyk przyswaja w zaleznosci od uwagi rodzica. rodzic
      decyduje, czy, i jak to przyswajanie sie dokonuje. znam pare niemka,
      meksykanczyk, mieszkajaca tu w uk, i dziecko mowi perfekcyjnie po hiszpansku,
      niemiecku, i angielsku. niemniej rodzina wpolpracowala rowniez z logopeda, zas
      wybor rodzica, a wiec nauczenie dziecka jezykow, bylo absolutnie celem od samego
      poczatku, a nie dzialaniem wedlug motta "no jakos to bedzie, a jak nie, to coz,
      widac dziecko nie jest zainteresowane". a po co polski?
      coz, z irlandii 20 lat temu tez glownie emigrowano. znajomosc dodatkowego jezyka
      bardziej pomoze, niz zaszkodzi, kwestia przynaleznosci do danej nacji schodzi
      raczej na drugi plan. ja jestem polakiem, ale jakbym mogl podczas dziecinstwa
      poznac przykladowo wegierski, to bylbym zdecydowanie za. notabene czytajac rozne
      publikacje logopedow wielokrotnie natrafialem na opinie, ze nie jest dobrze,
      kiedy matka nie znajac dobrze jezyka angielskiego, mowiaca z akcentem, bledami
      gramatycznymi, komunikuje z dzieckiem wlasnie po angielsku.
    • ha-jo a co mowia specjalisc i? 06.02.07, 21:53


      Czy warto uczyć małe dzieci drugiego języka?

      22/9/2006 | Blog edukacyjny

      Jakże często jestem zmuszony zaczynać rozmowę od obalania zupełnie błędnych
      przekonań rodziców, zasłyszanych na podwórku lub u fryzjera od tzw. „osób dobrze
      poinformowanych”.
      Jest to zupełnie naturalne, że niektóre informacje przyjmujemy w dobrej wierze,
      bezrefleksyjnie i zupełnie się nad tym nie zastanawiamy. Jednak gdybyśmy
      poświęcili odrobinę uwagi i pomyśleli nad tym zagadnieniem doszlibyśmy raczej do
      zupełnie innych wniosków. Tracimy przez to wyjątkowy i jedyny czas w życiu
      dziecka, kiedy jest chłonne, chętne i może uczyć się języka w zasadzie bez
      wysiłku. Tak jak to się dzieje z językiem ojczystym.

      Lingwiści już od 40 lat, od kiedy prof. Noam Chomsky zdobył za to odkrycie
      Nagrodę Nobla, zwracają uwagę, że w tak zwanym okresie sensytywnym (do 7-8 roku
      życia), mamy niezwykłe zdolności językowe. Jesteśmy w stanie przyswoić sobie
      każdy język, z którym się zetkniemy dostatecznie długo i intensywnie. Dlatego
      nie ważne czy wychowujemy się w Chinach, USA czy też w Polsce, będziemy
      perfekcyjnie władać tym językiem, zupełnie nie uświadamiając sobie zasad jego
      działania, zasad gramatyki czy budowy składni. Jeśli mieszkamy w kraju
      wielojęzycznym poznamy 2, 3, a czasami 4 języki równocześnie, i to tak jak by
      każdy z nich był naszym językiem ojczystym. Tak dzieje się np. w niektórych
      Kantorach Szwajcarii, Holandii, Belgii, czy Luksemburgu, wszędzie tam gdzie jest
      wielojęzyczność. Wtedy oto, okazuję się, że języki zupełnie sobie nie
      przeszkadzają, jak często myślą rodzice dzieci w państwach jednojęzycznych,
      takich jak Polska.

      Może wystąpić różny poziom zaawansowania języka, ale najczęściej jest to
      związane z obszarem, w którym się w danym języku posługujemy. Np. dzieci
      emigrantów w domu posługują się językiem rodziców a w szkole językiem kraju, w
      którym mieszkają. Dlatego język używany w domu jest oparty na innym słownictwie
      i raczej tyczy spraw codziennych, a język szkoły i kolegów rozwija się wraz z
      zaawansowaniem nauki. Jeśli dziecko kończy naukę wcześnie, to i język się nie
      rozwija dalej. Największą wartość rozwojową mają najmłodsze lata, dlatego ważne
      jest, aby dziecko nie było zamknięte w getcie emigracyjnym. Tak, jak się to
      często dzieje w Niemczech wśród Turków, czy USA wśród Latynosów. Z tego powodu
      też panuje opinia, że dzieci emigrantów słabo sobie radzą z językiem. Zupełnie
      niesłusznie przypisuje się to niezdolności uczenia się wielu języków
      równocześnie. Jeśli rodzina taka ma kontakt z innymi środowiskami, a szczególnie
      dzieci bawią się lub chodzą do przedszkola, gdzie stykają się z innymi językami,
      często stają się błyskawicznie wielojęzyczne i bez śladu w późniejszym okresie w
      fonetyce (wymowie języka danego kraju).

      Jednak najważniejsze w nauce języków w bardzo młodym wieku, wcale nie jest
      poznanie tego języka. To jest tak, jak z innymi przedmiotami uczonymi w szkole.
      Istotą nauczania nie jest tylko opanowanie materiału, lecz przede wszystkim
      rozwój umysłu. Bardzo przykro powiedzieć matematykowi, że większość wiedzy,
      którą on uczy i tak zostanie zapomniana, bo nigdy nie stosowana poza szkołą.
      Przypomnij sobie czytelniku jak często, szczególnie w dobie kalkulatorów i
      komputerów, dokonujesz obliczenia całek, logarytmów, czy rozwiązujesz równania
      funkcji z dwoma niewiadomymi. O ile nie jesteś matematykiem lub nie stosujesz
      takowych obliczeń w pracy, co zdarza się tylko małemu procentowi populacji, to
      raczej nigdy. Często wiedze, że dzieci nie umieją już mnożyć lub dzielić w
      pamięci. A zatem, po co się tego uczymy? Odpowiedz znowu jest oczywista, dlatego
      iż jest to znakomity materiał do ćwiczenia i rozwoju mózgu! Cała matematyka to
      działania abstrakcyjne, gdzie zachodzi potrzeba przekształcania w umyśle
      konstruktów myślowych o absolutnie umownym znaczeniu. Jeśli w to nie wierzysz,
      to weź do ręki dwa ołówki, lub inne przedmioty i powiedz sobie „dwa ołówki”.
      Następnie upuść ołówki!
      Powinno Ci zostać w ręce „dwa”,(ołówki upadły). Czy widzisz „dwa”? Nie, bo to
      właśnie jest abstrakcja. Ale jeśli będziesz się upierał, że jednak możesz
      zobaczyć liczbę jak ją napiszesz, to zastanów się, co właściwie widzisz. Zatem
      to, co ewentualnie zobaczysz, to napisany symbol „2” lub usłyszane słowo „dwa”,
      jeśli je wypowiesz. Jednak to tylko fizyczna reprezentacja pojęcia, które się
      abstrahowało od ołówków, czyli stało się abstrakcją. Takie symbole abstrakcji
      spotykamy wszędzie. Patrzysz na drzewa i mówisz „drzewa”. Ale to Ty patrzysz na
      te konkretne drzewa, jako egzemplarz przedstawicielski i zamykasz je w symbolu
      „drzewa”, co znaczy, że kawałek rzeczywistości zakląłeś w symbol-słowo. Inny
      człowiek odczaruje twój symbol, ale zupełnie nie w ten sam kawałek
      rzeczywistości. Mogą to być w jego wyobraźni zupełnie inne drzewa. Tak powstają
      pojęcia (słowa), jako abstrakty pewnego wycinka rzeczywistości. Jeśli do
      przyjaciół powiesz słowo „zwierze”, to zauważysz, że każdy z nich pomyślał o
      zupełnie innym zwierzęciu, np. Ty o wielbłądzie, ktoś inny o gołębiu a jeszcze
      inny o wielorybie. Różnorodność będzie przeolbrzymia, tym niemniej zazwyczaj się
      rozumiecie nawet, kiedy powiesz „Ty zwierzu”.

      Zatem tworzenie słów to nie tyle zapamiętywanie jego fonologicznego brzmienia,
      jak najczęściej myślą angliści, lecz cały skomplikowany proces abstrahowania
      cech istotnych i tworzenia zbioru przedmiotów zawierających te cechy. U dziecka
      proces ten dzieje się zupełnie automatycznie dzięki szybkiemu rozwojowi naszego
      mózgu. Zatem dziecko tworzy słowa nie tyle na skutek zapamiętania jego
      brzmienia, co zrozumienia zawartości tegoż słowa. Umiejętności przyporządkowania
      pewnych egzemplarzy z świata rzeczywistego, który go otacza do zakresu
      pojęciowego danego abstraktu (słowa), np. mebel, zwierze, gra czy nawet bardziej
      jeszcze wysublimowane w abstrakcji słowa jak postęp czy idea. Dlatego też słowa
      o większej abstrakcyjności uczymy się dopiero od 9-11 roku życia. Teraz staje
      się jasne, dlaczego dzieci mają trudności z trudnymi słowami i nie jest to
      problem zapamiętania fonetycznego.

      Proces ten opisuje dokładnie, gdyż chciałbym abyś sobie uzmysłowił, że
      powstawanie słów wcale nie jest taki oczywistym i łatwym procesem. Jakże wiele
      trzeba mieć inteligencji i zdolności abstrahowania, aby np. do jednej klasy
      „psów” zaliczyć jamnika i bernardyna. A teraz pomyśl sobie, że dziecko
      wielojęzyczne tworzy słowa, czyli tworzy pojęcia wielokrotnie, w każdym języku
      oddzielnie. Jakże wtedy musi się nagimnastykować jego umysł? I właśnie o to
      chodzi! To niebywale rozwija umysł dziecka i jest o wiele ważniejsze niż sama
      znajomość drugiego, trzeciego czy czwartego języka. Słowa mogą zostać
      zapomniane, ale rozwój, który się dokonał w mózgu dziecka zostaje.

      Zupełnym nieporozumieniem jest nie dostrzegania procesu uczenia języka jako
      znakomitej okazji dla dziecka w ćwiczeniu pamięci, rozwoju inteligencji i
      abstrakcyjnego myślenia. Niestety nawet część nauczycielek języka, zawodowo
      zajmujących się tym zagadnieniem, ma wątpliwości czy uczyć małe dzieci. Problem
      nie polega na tym* czy uczyć, lecz jak uczyć?*
      Jeśli będziemy próbowali uczyć dzieci tak jak uczy się dorosłych, czyli poprzez
      gramatykę, składnie i leksykon jako synonimy, to oczywiście nie na wiele się to
      przyda, gdyż dziecko nie pojmuje abstrakcyjnych reguł. Nawet we własnym języku
      nie potrafi ich wskazać, mimo że je znakomicie używa. Tym zajmuje się jego
      podświadomość i genetyczne przystosowanie, owa sensytywność umysłu na
      wchłanianie konstrukcji językowych, w dowolnym języku. A zatem, metoda powinna
      być jak najbardziej zbliżona do poznawania ojczystego języka.

      Tu dochodzimy do istoty problemu,* dlaczego tak trudno zapamiętać nam obce słowa?*
      Odpowiedz na to pytanie jest widoczna gołym okiem i nie jest to jakiś niezwykły
      wynalazek EN
      • Gość: jess Re: a co mowia specjalisc i? IP: *.bulldogdsl.com 06.02.07, 23:12
        Cala ta dyskusja nie prowadzi do zadnego wniosku - jednym pasuje dzieci uczyc
        polskiego, inni nie widza potrzeby obarczania dzieci wlasnym bagazem. Nie
        neguje wagi znajomosci jezykow obcych ale praktyczna przydatnosc jezyka
        polskiego dla mieszkanca np GB jest bardzo znikoma, jesli wogole istnieje. A
        gdyby porozumienie moich dzieci z dziadkami w PL bylo dla mnie tak kosmicznie
        wazne to zapewne wychowywalabym dzieci w Polsce.
    • luiza-w-ogrodzie Re: czy warto uczyc dzieci polskiego na emigracji? 07.02.07, 02:14
      Osobiscie uwazam, ze warto, z dwoch powodow:

      1. Danie dzieciom mozliwosci utrzymywania kontaktow z rodzina (czyli rowniez
      danie im poczucia, ze przynaleza do jakiegos rodu) i uczestnictwa w innej
      kulturze. Mam sympatyczna i bardzo rozkrzewiona rodzine, ktora zawsze nas gosci
      gdy odwiedzamy Polske i dzieci nie potrzebuja tlumacza, zeby sie z nimi
      porozumiec, albo zeby mogly same poruszac sie po miescie, pojsc z kuzynami na
      basen czy do kina itp.
      2. Rozwoj mozgu, wspomniany w cytowanych wyzej blogach, stale cwiczenie
      pamieci.

      Nigdy nie pozwalalam dzieciom odpowiadac mi po angielsku, zawsze udawalam, ze
      ich nie rozumiem. Rozmawiaja po polsku ze soba (co jest ewenementem, zazwyczaj
      rodzenstwo rozmawia ze soba po angielsku, nawet gdy znaja polski) i ze
      znajomymi Polakami (nie tylko w domu). Moje najmlodsze dziecko jest nastolatka,
      urodzona w Australii.

      Natomiast nie wkladam im do glow, ze Polska to ich ojczyzna, ze sa Polakami,
      nie uczylam ich historii Polski, polskich piesni patriotycznych ani nie
      zmuszalam do czytania "Trylogii". Mowie im, ze sa Australijczykami polskiego
      pochodzenia, ze maja polskich przodkow, ale ze ich przyszlosc jest tam, gdzie
      sobie sami wybiora (syn jest w tej chwili w Anglii, kto wie, gdzie sie
      zakorzeni).

      Spotkalam sie z roznymi opiniami na temat uczenia dzieci polskiego na
      emigracji, od zmuszania biciem do mowienia po polsku (moja corka chodzila przez
      jakis czas do sobotniej szkolki jezykowej, gdzie byla owa bita dziewczynka) do
      obrzydzania dziecku Polski i jezyka polskiego przy jednoczesnym komunikowaniu
      sie z nim lamanym angielskim (lamanym przez rodzicow, dziecko mowilo bez
      akcentu).

      Slyszalam tez od rowiesnikow moich dzieci urodzonych w emigranckich rodzinach
      (niekoniecznie polskich) rozne zdania na temat uczenia sie (lub nie) jezyka
      rodzicow, ale to juz temat na osobny watek.

      Pozdrawiam
      Luiza-w-Ogrodzie
      .¸¸><((((º>¸¸.·´¯`·.¸¸><((((º>
      Australia-uzyteczne linki
      • Gość: Wujek Dobra Rada Re: czy warto uczyc dzieci polskiego na emigracji IP: 164.143.240.* 07.02.07, 11:03
        "1. Danie dzieciom mozliwosci utrzymywania kontaktow z rodzina (czyli rowniez
        danie im poczucia, ze przynaleza do jakiegos rodu)

        2. Mowie im, ze sa Australijczykami polskiego pochodzenia, ze maja polskich
        przodkow, ale ze ich przyszlosc jest tam, gdzie
        sobie sami wybiora (syn jest w tej chwili w Anglii, kto wie, gdzie sie
        zakorzeni)."

        Podpisuje sie pod obydwoma stwierdzeniami. Do dziecka bedzie nalezec wybor
        kraju, w ktorym chce mieszkac ale zadaniem naszym jako rodzicow jest stworzyc
        mu mozliwosc wyboru - min. poprzez nauke obu jezykow.

        Pozdrowienia

      • jaleo Do Luizy 07.02.07, 11:23
        luiza-w-ogrodzie napisała:

        >Rozmawiaja po polsku ze soba (co jest ewenementem, zazwyczaj
        > rodzenstwo rozmawia ze soba po angielsku, nawet gdy znaja polski) i ze
        > znajomymi Polakami (nie tylko w domu). Moje najmlodsze dziecko jest
        nastolatka,
        >
        > urodzona w Australii.

        WOW. Jestem pod wrazeniem, bo to naprawde nie czesto sie zdarza. Czy moge
        sie zapytac, czy ojciec dzieci jest obcokrajowcem i czy one wszystkie sie
        wychowaly cale zycie poza Polska?
        • Gość: Soup Nazi Re: Do Luizy IP: *.sdsl.bell.ca 07.02.07, 16:32
          > WOW. Jestem pod wrazeniem, bo to naprawde nie czesto sie zdarza. Czy moge
          > sie zapytac, czy ojciec dzieci jest obcokrajowcem i czy one wszystkie sie
          > wychowaly cale zycie poza Polska?

          E, tam. Luiza przynudza. Znam pare polskich rodzin, gdzie oboje rodzice sa
          Polakami, cale zycie mowili do dzieci po polsku, dzieci sie albo urodzily, albo
          przyjechaly majac po 4, 5 lat, a dzieci wala miedzy soba po angielsku, nawet jak
          z grzecznosci zaczna przy rodzicach po polsku. Normalne, pierwszy jezyk.
          • luiza-w-ogrodzie Re: Do Luizy 08.02.07, 00:16
            Gość portalu: Soup Nazi napisał(a):

            > E, tam. Luiza przynudza. Znam pare polskich rodzin, gdzie oboje rodzice sa
            > Polakami, cale zycie mowili do dzieci po polsku, dzieci sie albo urodzily,
            albo przyjechaly majac po 4, 5 lat, a dzieci wala miedzy soba po angielsku,
            nawet jak z grzecznosci zaczna przy rodzicach po polsku. Normalne, pierwszy
            jezyk.

            Soup, widac, ze nie znasz mojej rodziny :o) ale zgadzam sie ze jak wczesniej
            napisalam, uzywanie polskiego miedzy rodzenstwem nie jest powszechnym
            zjawiskiem. A pierwszym jezykiem moich dzieci byl polski :o) Oczywiscie, teraz
            maja rozne zakresy slownictwa w obu jezykach: w codziennych domowcyh sprawach,
            nazwy sprzetu kuchennego i ogrodowego etc znaja po polsku a czesto nie znaja po
            angielsku. Szkolnictwo i zycie towarzyskie to domena angielskiego, mowiac o
            szkole zastanawiaja sie nad polskimi odpowiednikami slow (podobnie jak ja
            starajac sie opisac po polsku co robie w pracy).

            Pozdrawiam
            Luiza-w-Ogrodzie
            .¸¸><((((º>¸¸.·´¯`·.¸¸><((((º>
            Australia-uzyteczne linki
        • luiza-w-ogrodzie Re: Do Luizy 08.02.07, 00:12
          jaleo napisała:

          > luiza-w-ogrodzie napisała:
          >
          > >Rozmawiaja po polsku ze soba (co jest ewenementem, zazwyczaj
          > > rodzenstwo rozmawia ze soba po angielsku, nawet gdy znaja polski) i ze
          > > znajomymi Polakami (nie tylko w domu). Moje najmlodsze dziecko jest
          > nastolatka,
          > >
          > > urodzona w Australii.
          >
          > WOW. Jestem pod wrazeniem, bo to naprawde nie czesto sie zdarza. Czy moge
          > sie zapytac, czy ojciec dzieci jest obcokrajowcem i czy one wszystkie sie
          > wychowaly cale zycie poza Polska?

          Ojciec dzieci jest Polakiem, ale wychowywalam dzieci sama bosmy sie rozwiedli
          kilkanascie lat temu. Syn przyjechal do Australii jako kilkulatek, corka sie tu
          urodzila.

          Syn bardzo pilnuje zeby corka mowila po polsku. Mysle ze polszczyzna to dla
          nich rodzaj "sekretnego jezyka", ktorym moga sie porozumiewac bez obawy bycia
          podsluchanymi. Corka potrafi sie zwrocic do mnie po polsku w obecnosci swoich
          niepolskich kolezanek gdy chodzi o jakas prywatna sprawe (karce ja za to, bo to
          wyklucza kolezanki z rozmowy).

          Wypytam dzieci, dlaczego tyle mowia po polsku :o)

          Pozdrawiam
          Luiza-w-Ogrodzie
          .¸¸><((((º>¸¸.·´¯`·.¸¸><((((º>
          Australia-uzyteczne linki
          • vierablu Re: Do Luizy 08.02.07, 12:35
            > Ojciec dzieci jest Polakiem, ale wychowywalam dzieci sama bosmy sie rozwiedli
            > kilkanascie lat temu. Syn przyjechal do Australii jako kilkulatek, corka sie
            tu

            A, to teraz rozumiem. Nie wydaje mi sie, zeby dzieci mowily miedzy soba po
            posllku, gdyby w domu byl chocby jeden cudzoziemiec nie znajacy polskiego.
            No chyba, zebscie chcieli go calkowicie odizolowac :)
            • jaleo Re: Do Luizy 08.02.07, 20:55
              vierablu napisała:

              >> A, to teraz rozumiem. Nie wydaje mi sie, zeby dzieci mowily miedzy soba po
              > posllku, gdyby w domu byl chocby jeden cudzoziemiec nie znajacy polskiego.
              > No chyba, zebscie chcieli go calkowicie odizolowac :)
              >

              Masz racje, dzieci w rodzinie mieszanej maja duzo trudniej, bo kurcze nie da
              sie pogodzic mowienia do nich caly czas po polsku i prowadzenie normalnego,
              rodzinnego domu, gdzie rodzina przede wszystkim spedza czas razem, je posilki
              przy rodzinnym stole i omawia przede wszystkim wspolne sprawy.

              Ale dwoje rodzicow Polakow to tez nie jest gwarancja, bo ja znam taka rodzine
              (oboje lekarze), co to w domu tylko po polsku, do dzieci tylko po polsku, a
              dzieci teraz (w wieku 18 i 19) po polsku do rodzicow mowia tylko, jak chca
              pieniadze :-))) Miedzy soba to juz w ogole nie ma mowy, zeby sie po polsku
              odezwaly.
              • luiza-w-ogrodzie Dwoje rodzicow Polakow to tez nie jest gwarancja 09.02.07, 00:05
                jaleo napisała:

                > Ale dwoje rodzicow Polakow to tez nie jest gwarancja, bo ja znam taka rodzine
                > (oboje lekarze), co to w domu tylko po polsku, do dzieci tylko po polsku, a
                > dzieci teraz (w wieku 18 i 19) po polsku do rodzicow mowia tylko, jak chca
                > pieniadze :-))) Miedzy soba to juz w ogole nie ma mowy, zeby sie po polsku
                > odezwaly.

                Dokladnie tak wyglada wiekszosc polskich rodzin, ktore tu spotkalam. Wielu
                rodzicow ma obawy, ze dzieciom sie jezyki pomyla i pozwalaja im mowic w domu po
                angielsku, mimo ze sami mowa tylko po polsku.
    • justynapolcul Re: czy warto uczyc dzieci polskiego na wyspach? 10.02.07, 12:15
      a my uczymy Anglikow polskiego... moze za pare lat rozwniez rodzice beda
      chcieli zeby dzieciaczki mowily po polsku... zawsze co 2 to nie jeden, nawet
      jak angielski )

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka