Dodaj do ulubionych

USA a UK - porownania

IP: 82.153.111.* 08.05.07, 19:35
Watek zalozony przez tiger'a ktory chce ze Stanow wracac do UK natchnal mnie
zeby porownac zycie, mentalnosc w tych dwohc krajach. Osobiscie w USA nigdy
nie bylam wiec trudno mi sie odniesc do tematu. Jeden kumpel, nie widzialam
go cale wieki, gimnastyk sporotwy jeszcze w Polsce, wyjechal kilkanascie lat
temu do Stanow i sobie chwali, zyje sobie super - choc w UK pewnie nigdy
dluzej nie mieszkal, kolezanka byla w USA i UK i porownujac obydwa kraje
stwierdzila ze woli 10-razy bardziej USA niz UK - uwaza ze ludzie tam sa o
wiele sympatyczniejsi, nie ma takiej klasowosci, zycie jest tansze i wogole
luz blues. Czy sa na forum osoby, ktore byly w Stanach i sa teraz w UK (lub
na odwrot) i moga sie wypowiedziec na podstawie wlasnych doswiadczen jak zyje
sie w USA i jakie sa roznice w stosunku do zycia w UK?

P.S. Pomijam kwestie zielonej karty bez ktorej trudno mowic o komfortowym
zyciu w USA.
Obserwuj wątek
    • Gość: dis_and_dat_kid Re: USA a UK - porownania IP: *.cable.ubr07.azte.blueyonder.co.uk 08.05.07, 19:43
      mieszkalem w Stanach (napisze lepiej ze bylem legalnie zeby nie bylo
      nieporozumien), mieszkam w UK, i powiem ze gdybym mial mozliwosc przeniesc sie
      (znowu wazny szczegol: legalnie) do Stanow to bym sie nie zastanawial.

      Lubie klimat - zalezy oczywiscie gdzie trafisz - jest roznica pomiedzy Maine a
      California, zycie jest tansze (sporo) zarobki ciut mniejsze jesli przeliczac
      bezposrednio funty na dolary (choc to moze zalezec od zawodu), ale biorac pod
      uwage ceny to sie wiecej niz oplaca.

      Jedyny minus Stanow to ze wszedzie ciut daleko, i bez samochodu tam ani rusz.
      Plus, tez zalezy gdzie mieszkasz, nie zamienilbym Bristolu na Wyoming.

      Wlk. Brytania to najlepszy kraj do mieszkania w Europie (Hiszpania czy Wlochy sa
      na wakacje), ale jednak przegrywa bezposrednio ze Stanami
      • korkix78 Re: USA a UK - porownania 08.05.07, 20:55
        Uwaga, podejscie emocjonalne - czysto subiektywne.
        To nie raport,tylko taki urywek pamietnika.
        I bede walil na slepo tym, co mi do glowy przyjdzie, wiec nie bedzie
        usystematyzowania.
        Uprzedzam, ze przypuszczalnie nie bede ekstremalnie rozpieszczal UK, ale jest
        powod - nie porownuje go do Polski.

        W USA bylem w sumie ok 9 miesiecy (w 2002 i 2003 po 4 i pol).

        Ludzie w USA: rzeczywiscie, praktycznie brak klasowosci. Bardziej wyluzowani,
        flegmy brak, jacys tacy dynamiczniejsi i ogolnie bardziej uhahani bez
        konkretnego powodu.
        Jesli komus podoba sie ogolny wszechoptymizm, entuzjazm, usmiechanie sie i
        rozmawianie z przypadkowymi ludzmi a autobusie / na poczcie / na przystanku / w
        sklepie - 3 x bardziej bedzie mu sie podobalo USA.

        Jesli jednak dla kogos to samo zjawisko odbiera jako falszywe usmieszki,
        pseudousmiechy, wmntowany banan, bezsensowne cieszenie mordy na kazdym kroku -
        bedzie wolal UK gdzie wystepuje to na duzo mniejsza skale.

        Z kolei uprzejmosc w codziennych sytuacjach, z wyszczegolnieniem tej na drogach
        - plus dla UK. Czysto moje spostrzezenie : ogolna wiedza o swiecie WSROD
        ZWYKLYCH SZEREGOWYCH PRACOWNIKOW - duzy plus dla UK.

        Kwestia slynnej nadwagi: generalnie (!) plus dla UK - Zawsze mnie smieszy, kiedy
        slysze, jak ktos najezdza na to, ze w UK to sa niezwykle otyli ludzie. Odsetek
        moze jest podobny, ale skala nieporownywalnie mniejsza.. W UK mozna dosc szybko
        znalezc kogos, kto siedzac w autobusie umozliwi sasiadowi obok podroz na
        siedzeniu obok tylko poldupkiem. W US duzo szybciej znajdziesz kogos, kto faktem
        zajmowania miejsca (miejsc) siedzacego/siedzacych w busie sila rzeczy
        uniemozliwi siedzenie poldupkiem nawet 2 miejsca obok.

        No i plutlbym 3 po 3, gdybym twierdzil, ze w UK bija rekordy w usmiechaniu sie,
        i udawaniu ze wszystko jest git. Jesli nazwalbym optymizmem odpowiedzi na "How
        are you" w postaci czesto spotykanego brytyjkiego "not too bad" to nie wiem jak
        mam nazwac "Excellent!!", "Fantastic!!!!!!!", itp.

        Akcent - kwestia gustu, naprawde co kto woli. I w ramach US i w ramach UK tez
        oczywiscie mozna mowic o ogromnych kolekcjach akcentow, ale w moim odczuciu-
        potezny punkt dla US. Wyrazy sa rozciagane a nie wciagane do srodka. Po owych 9
        miesiach lepiej kumalem Amerykanow- i co za tym idzie - swobodniej sie
        porozumiewalem - niz po blisko 36 miesiacach w UK.

        Skala.
        W USA wszystko jest naprawde duze, znacznie wieksze. Szersze sa drogi, duzo
        wieksze parkingi, wieksze domy, klatki schodowe, drzwi do domu. Wieksze sa auta,
        silniki, baki, billboardy, neony na sklepach, opakowania od chrupkow, porcje w
        restauracjach, wieksi sa ludzie, wieksze sa efekty boob job u babek.

        Pamietam doskonale, ze w USA najpierw bylem tym zafascynowany. W nastepnym
        etapie troche przywyklem. Pozniej mnie to juz tylko wkurzalo. Zdazylem sie
        spocic, wyslac kilka smsow, opalic, wypalic papierosa (tansze w US) zeby przejsc
        dwa parkingi dzielace supermarket od mojego przystanku autbusowego.

        Zaczalem juz sam sobie zrzedzic, ze po kiego wala to wszystko jest tu tak
        bezsensownie wielkie?

        Rok pozniej zawitalem do UK. Bylem szczesliwy, ze wszystkie proporcje sa
        europejskie czyli "normalne".
        Do czasu.
        Obecnie, gdybym chcial cos zmienic w UK, to powiekszenie wszystkiego, bylo by w
        scislej czolowce. Z perspektywy czasu nie mam watpliwosci - wole, zeby auta byly
        za duze,ale zeby nie bylo tylu pourywanych lusterek. Zeby lane w UK mial
        szerokosc wieksza, niz w sam raz na duze auto + lusterka, tylko zeby mozna bylo
        wiezc w aucie dwie wedki w poprzek.
        W UK mam wrazenie ogolnego scisku i ciasnoty. Mniej jest miejsca na prawie
        wszystko, mniejsze sa przecietne ogrodki. Ploty stawiane przy ogrodkach w UK sa
        wyzsze niz te ogrodek szerokie. W US tego nie zaobserwowalem. Plus dla US.

        Zarobki w rpacach niewymagajacych duzych kwalifikacji (entry levels) - w swietle
        relacji $ do GBP - duzy plus dla UK. Obiektywny miernik - najnizsze prawnie
        zapewnione zarobki w US to $5,50-$7/godz (i tak tez sie zarabia w najmniej
        platnych LEGALNYCH pracach typu: poczatek kariery w Mc'u, taniec na miotle bez
        tanca, itp) Vs 5,35-6 GBP/godz = $10,70-12 w UK. Plus dla UK.
        Z drugiej strony nie mozna zapominac, ze ceny nieruchomosci w Us sa tansze (tzn
        mozna porownac nowojorski Manchatan z Pipidubury w Zadupieshire i wyjdzie
        odwrotie - ale generalnie).

        Odleglosci :
        Z US wszedzie daleko. Wiem, ze mialo byc abstrachowanie od zielonej karty, ale
        nie da sie - to jest bardzo wazne. W praktycznie taki ja jako 'gosc z ulicy' nie
        moze przez lata nosa wysunac z US. Mnie by to nie odpowiadalo, i dla mnie jest
        to istotne. Z Southampton w UK mam 55 minut lotu do Dublina, 50 minut do
        Brukseli, 2,5 godziny na prom w Dover a po wyjezdzie z promu rzut beretem do
        Paryza, Belgii, Holandii, Niemiec.
        Po prostu jestem w Europie, co jednym moze orbitowac wokol pupy, ale dla innych
        jest wazne. Dla mnei jest - duzy plus dla UK.

        O tym mozna by godzinami.
        A przy piwie - calymi wieczorami..

        Ogolnie w rozrachunku - gdybysmy porownywali USA z zielona karta w zebach z UK -
        jak dla mnie wygrywa US. Tak jednak nie jest.
        Ze wzgledu na kwestie braku swietego spokoju z uregulowananym statusem, tj na
        fakt, ze zielona karta nie jest w zestawie, wynik jest odwrotny.

        Wysylam nie czytajac co napisalem = ryzyko wewnetrznych niespojnosci, bledow,
        literowek i takich tam.
        • Gość: Gerda Re: USA a UK - porownania IP: 82.153.111.* 08.05.07, 21:05
          Dziekuje za tego posta korkix! Fajnie napisales: rzeczowo i na temat - o to mi
          chodzilo a nie o jakies brednie przesiedlencze. Chetnie na to piwo bym z Toba
          poszla - co klasa to klasa! :-)

          pzdr.
    • ontarian a co to za roznica? 08.05.07, 19:47
      i tak nic nie zmienisz przez takie powrownania
      wiec w jakim celu chcesz to robic?
      wyboru miedzy mieszkanie w US i GB nie masz
      ale za to masz wybor mieszkanie w GB lub PL
      wiec chyba lepiej takim porownaniem sie zajac
      • Gość: dis_and_dat_kid Re: a co to za roznica? IP: *.cable.ubr07.azte.blueyonder.co.uk 08.05.07, 19:53
        nie powiedzialbym ze jest wybor - ale jest powiedzmy jakas mozliwosc legalnego
        pobytu w Stanach - dla nielicznych, ale jest.

        Natomiast dla mnie porownywanie Pl i UK jest bez sensu - co tu porownywac?
        Wystarczy sobie rzucic na PKB/parytet: 14 k do 30 i wszystko jasne.
        • ontarian Re: a co to za roznica? 08.05.07, 20:02
          Gość portalu: dis_and_dat_kid napisał(a):

          > Natomiast dla mnie porownywanie Pl i UK jest bez sensu - co tu porownywac?
          moze kobiety?
        • Gość: Gerda Re: a co to za roznica? IP: 82.153.111.* 08.05.07, 20:15
          > nie powiedzialbym ze jest wybor - ale jest powiedzmy jakas mozliwosc legalnego
          > pobytu w Stanach - dla nielicznych, ale jest.

          Mysle ze ci nieliczni beda coraz liczniejsi za kilka lat jak otrzymaja paszport
          z obywatelstwem brytyjskim. Moze nie od razu beda wyjazdy do Stanow w celu
          przesiedlenia (jesli w ogole) ale sam fakt, ze wstep do USA bedzie 'wolny' w
          stosunku do tego co bylo - moze spowodowac taki troche trend wyjazdow na
          polkule zachodnia nawet tylko w celach turystycznych. Ja tez juz raczki
          zacieram, bo na ten paszporcik czekam :-)
          • Gość: Soup Nazi Re: a co to za roznica? IP: *.sdsl.bell.ca 08.05.07, 20:24
            Gość portalu: Gerda napisał(a):

            > Mysle ze ci nieliczni beda coraz liczniejsi za kilka lat jak otrzymaja paszport
            >
            > z obywatelstwem brytyjskim. Moze nie od razu beda wyjazdy do Stanow w celu
            > przesiedlenia (jesli w ogole) ale sam fakt, ze wstep do USA bedzie 'wolny' w
            > stosunku do tego co bylo - moze spowodowac taki troche trend wyjazdow na
            > polkule zachodnia nawet tylko w celach turystycznych. Ja tez juz raczki
            > zacieram, bo na ten paszporcik czekam :-)

            Hehe, babo, umyj sie w kiblu, w ktorym mieszkasz. Zadnych wyjazdow
            "przesiedlenczych" nie bedzie. Pisalem ci juz o tym kiedys, ale czego mozna sie
            po tobie spodziewac. Jedyne co "zyskasz" to mozliwosc wtarabanienia sie do
            Stanow na wizie turystycznej i nielegalnego tam pozostania. Brytyjczycy nie maja
            ZADNYCH preferencji imigracyjnych do USA i Kanady, o Australii nie mowie, bo nie
            wiem. I w tym miejscu konczy sie twoja "podroz", hehehe.
            • Gość: Gerda Re: a co to za roznica? IP: 82.153.111.* 08.05.07, 20:57
              O nie, w kiblu to ty mieszkasz i sie myjesz - nawet artykul o tobie w prasie
              tutaj byl niedawno buhahahaha Zapewne chodzisz z jednej 'zmiany' na druga i nie
              oplaca ci sie wracac do domu wiec hop siup do kibla - dajesz nura do szamba i
              chociaz cieplo ci tam, zwlaszcza jak ktos ci zafunduje przysznic z cieplego
              moczu :D
          • Gość: dis_and_dat_kid Re: a co to za roznica? IP: *.cable.ubr07.azte.blueyonder.co.uk 08.05.07, 20:24
            mozesz mniec brytyjski paszport, ba, mozesz nawet byc Viceroy of India z
            krolewskiego nadania, i tak nie pomoze Ci to wcale w staraniu sie o prawo
            stalego pobytu w US.

            ja mam nadzieje ze prawo emigracyjne sie zmieni na jakies sensowniejsze, jest o
            ile wiem jakis lobbing dla szerszego otworzenia granic dla ludzi specjalnie
            pozytecznych dla amerykanskiej gospodarki.
            Natomiast na cos wiecej nie liczylbym specjalnie, bo Jankesi maja potezna fale
            Meksykanow z ktora nie wiedza co zrobic.
            • Gość: Soup Nazi Re: a co to za roznica? IP: *.sdsl.bell.ca 08.05.07, 20:32
              Jezeli ci na tym zalezy i masz taki zawod, dlaczego nie sprobujesz "bocznymi
              drzwiami" - przez Kanade? W ciagu 4-5 lat mozesz tam byc na stale, legalnie, po
              drodze caly czas normalnie zyjac i zarabiajac. Albo bezposrednio, na wize H1B,
              chociaz z tym jest teraz duzo bardziej przechlapane niz pare lat temu. Jezeli
              nie masz takiego zawodu to raczej zapomnij - nie da rady ani frontem ani od
              zakrystii, chyba, ze na lewo, ale to nie rozwiazanie. Na zmiane przepisow
              imigracyjnych nie licz - chyba, ze na gorsze, co wlasnie ma miejsce od paru lat.
              • Gość: dis_and_dat_kid Re: a co to za roznica? IP: *.cable.ubr07.azte.blueyonder.co.uk 08.05.07, 20:50
                zastanawialem sie nad tym - i nawet podliczalem sobie punkty -
                pasuje w jednym miejscu - jako ze jestem jeszcze ciagle studentem (jeszcze przez
                miesiac, chyba ze nagle mnie zbierze zeby robic MSc), nie mam doswiadczenia
                zawodowego, a o ile pamietam punkty byly przyznawane za co najmniej 2-letnie
            • Gość: Gerda Re: a co to za roznica? IP: 82.153.111.* 08.05.07, 20:44
              Alez mi nie zalezy na emigracji! Przeciez wyraznie pisze o ozywionym turyzmie
              na polkule zachodnia! I tak bedzie! ;-)
          • ontarian Re: a co to za roznica? 08.05.07, 20:28
            Gość portalu: Gerda napisał(a):

            > Mysle ze ci nieliczni beda coraz liczniejsi za kilka lat jak otrzymaja
            > paszport z obywatelstwem brytyjskim.
            nie obiecuj sobie za duzo po tym paszporcie
            jedyne do czego cie upowazni
            to do wjazdu bez wizy, a nie do osiedlenia sie
            • Gość: Gerda Re: a co to za roznica? IP: 82.153.111.* 08.05.07, 20:46
              No i jak dla mnie w zupelnosci wystarczy - kto ci powiedzial ze ja chce
              mieszkac w USA?
          • jaleo Re: a co to za roznica? 08.05.07, 20:38
            Gość portalu: Gerda napisał(a):

            > > Mysle ze ci nieliczni beda coraz liczniejsi za kilka lat jak otrzymaja
            paszport
            >
            > z obywatelstwem brytyjskim. Moze nie od razu beda wyjazdy do Stanow w celu
            > przesiedlenia (jesli w ogole) ale sam fakt, ze wstep do USA bedzie 'wolny' w
            > stosunku do tego co bylo

            Alez posiadanie brytyjskiego paszportu zrobi tylko i wylacznie taka roznice, ze
            nie bedziesz sie musiala ubiegac o promese przed wyjazdem. Natomiast na
            granicy US przechodzisz dokladnie przez ten sam filt immigracyjny i dostajesz
            prawo wjazdu na identycznych warunkach, jak ludzie z polskim paszportem - czyli
            wize turystyczna ograniczonego pobytu i zakaz podejmowania pracy. Majac
            brytyjskie obywatelstwo jestes nawet w gorszej sytuacji jesli chodzi o staly
            pobyt, bo nie mozesz startowac w loterii wizowej (chociaz moze teraz i Polakom
            zabronili, nie wiem :-)

            Zreszta sporo sie mowi ostatnio o tym, ze nawet posiadacze brytyjskich
            paszportow beda sie musieli starac o promese, jesli UK nie wprowadzi na czas
            paszportow biometrycznych.
            • Gość: Soup Nazi Re: a co to za roznica? IP: *.sdsl.bell.ca 08.05.07, 20:44
              Majac
              > brytyjskie obywatelstwo jestes nawet w gorszej sytuacji jesli chodzi o staly
              > pobyt, bo nie mozesz startowac w loterii wizowej (chociaz moze teraz i Polakom
              > zabronili, nie wiem

              Nie, o tym decyduje kraj urodzenia, a nie obywatelstwo (z wyjatkiem pewnych
              wyjatkow). A Polacy nie moga na razie brac udzialu w loterii.
              • jaleo Re: a co to za roznica? 08.05.07, 20:49
                Gość portalu: Soup Nazi napisał(a):

                > > Nie, o tym decyduje kraj urodzenia, a nie obywatelstwo (z wyjatkiem pewnych
                > wyjatkow). A Polacy nie moga na razie brac udzialu w loterii.

                W kazdym razie czy tak czy inaczej, jesli sie jej wydawalo, ze sobie zamacha
                paszporem w imigrejszyn i cale US stoi otworem to sie rozczaruje :-) W kazdym
                razie - wiza amerykanska to cos kolo £25 moze, a naturalizacja do brytyjskiego
                paszportu kilkaset, wiec nawet ekonomicznego sensu nie ma, jak sie chce ten
                paszport tylko, zeby sobie turystycznie pojezdzic po Stanach.
            • Gość: dis_and_dat_kid Re: a co to za roznica? IP: *.cable.ubr07.azte.blueyonder.co.uk 08.05.07, 20:53
              cos bylo w Timesie ze Amerykanom sie nie podobaja brytyjscy muzelmanie
              wjezdzajacy swobodnie do US - w zasadzie trudno sie dziwic - wiec jak wprowadza
              promese to sie nie zdziwie
      • Gość: Gerda Re: a co to za roznica? IP: 82.153.111.* 08.05.07, 20:10
        Co ja powinnam to ja wiem - nie ty bedziesz mi dyktowal co powinnam. Bez
        pozdrowien.
        • ontarian Re: a co to za roznica? 08.05.07, 20:27
          Gość portalu: Gerda napisał(a):

          > Co ja powinnam to ja wiem - nie ty bedziesz mi dyktowal co powinnam.
          jak to nie? przeciez wlasnie to zrobilem

          > Bez pozdrowien.
          hehe, w glbokim powazaniu to mam
    • korkix78 USA VS UK 08.05.07, 20:57
      Uwaga, podejscie emocjonalne - czysto subiektywne.
      To nie raport,tylko taki urywek pamietnika.
      I bede walil na slepo tym, co mi do glowy przyjdzie, wiec nie bedzie
      usystematyzowania.
      Uprzedzam, ze przypuszczalnie nie bede ekstremalnie rozpieszczal UK, ale jest
      powod - nie porownuje go do Polski.

      W USA bylem w sumie ok 9 miesiecy (w 2002 i 2003 po 4 i pol).

      Ludzie w USA: rzeczywiscie, praktycznie brak klasowosci. Bardziej wyluzowani,
      flegmy brak, jacys tacy dynamiczniejsi i ogolnie bardziej uhahani bez
      konkretnego powodu.
      Jesli komus podoba sie ogolny wszechoptymizm, entuzjazm, usmiechanie sie i
      rozmawianie z przypadkowymi ludzmi a autobusie / na poczcie / na przystanku / w
      sklepie - 3 x bardziej bedzie mu sie podobalo USA.

      Jesli jednak dla kogos to samo zjawisko odbiera jako falszywe usmieszki,
      pseudousmiechy, wmntowany banan, bezsensowne cieszenie mordy na kazdym kroku -
      bedzie wolal UK gdzie wystepuje to na duzo mniejsza skale.

      Z kolei uprzejmosc w codziennych sytuacjach, z wyszczegolnieniem tej na drogach
      - plus dla UK. Czysto moje spostrzezenie : ogolna wiedza o swiecie WSROD
      ZWYKLYCH SZEREGOWYCH PRACOWNIKOW - duzy plus dla UK.

      Kwestia slynnej nadwagi: generalnie (!) plus dla UK - Zawsze mnie smieszy, kiedy
      slysze, jak ktos najezdza na to, ze w UK to sa niezwykle otyli ludzie. Odsetek
      moze jest podobny, ale skala nieporownywalnie mniejsza.. W UK mozna dosc szybko
      znalezc kogos, kto siedzac w autobusie umozliwi sasiadowi obok podroz na
      siedzeniu obok tylko poldupkiem. W US duzo szybciej znajdziesz kogos, kto faktem
      zajmowania miejsca (miejsc) siedzacego/siedzacych w busie sila rzeczy
      uniemozliwi siedzenie poldupkiem nawet 2 miejsca obok.

      No i plutlbym 3 po 3, gdybym twierdzil, ze w UK bija rekordy w usmiechaniu sie,
      i udawaniu ze wszystko jest git. Jesli nazwalbym optymizmem odpowiedzi na "How
      are you" w postaci czesto spotykanego brytyjkiego "not too bad" to nie wiem jak
      mam nazwac "Excellent!!", "Fantastic!!!!!!!", itp.

      Akcent - kwestia gustu, naprawde co kto woli. I w ramach US i w ramach UK tez
      oczywiscie mozna mowic o ogromnych kolekcjach akcentow, ale w moim odczuciu-
      potezny punkt dla US. Wyrazy sa rozciagane a nie wciagane do srodka. Po owych 9
      miesiach lepiej kumalem Amerykanow- i co za tym idzie - swobodniej sie
      porozumiewalem - niz po blisko 36 miesiacach w UK.

      Skala.
      W USA wszystko jest naprawde duze, znacznie wieksze. Szersze sa drogi, duzo
      wieksze parkingi, wieksze domy, klatki schodowe, drzwi do domu. Wieksze sa auta,
      silniki, baki, billboardy, neony na sklepach, opakowania od chrupkow, porcje w
      restauracjach, wieksi sa ludzie, wieksze sa efekty boob job u babek.

      Pamietam doskonale, ze w USA najpierw bylem tym zafascynowany. W nastepnym
      etapie troche przywyklem. Pozniej mnie to juz tylko wkurzalo. Zdazylem sie
      spocic, wyslac kilka smsow, opalic, wypalic papierosa (tansze w US) zeby przejsc
      dwa parkingi dzielace supermarket od mojego przystanku autbusowego.

      Zaczalem juz sam sobie zrzedzic, ze po kiego wala to wszystko jest tu tak
      bezsensownie wielkie?

      Rok pozniej zawitalem do UK. Bylem szczesliwy, ze wszystkie proporcje sa
      europejskie czyli "normalne".
      Do czasu.
      Obecnie, gdybym chcial cos zmienic w UK, to powiekszenie wszystkiego, bylo by w
      scislej czolowce. Z perspektywy czasu nie mam watpliwosci - wole, zeby auta byly
      za duze,ale zeby nie bylo tylu pourywanych lusterek. Zeby lane w UK mial
      szerokosc wieksza, niz w sam raz na duze auto + lusterka, tylko zeby mozna bylo
      wiezc w aucie dwie wedki w poprzek.
      W UK mam wrazenie ogolnego scisku i ciasnoty. Mniej jest miejsca na prawie
      wszystko, mniejsze sa przecietne ogrodki. Ploty stawiane przy ogrodkach w UK sa
      wyzsze niz te ogrodek szerokie. W US tego nie zaobserwowalem. Plus dla US.

      Zarobki w rpacach niewymagajacych duzych kwalifikacji (entry levels) - w swietle
      relacji $ do GBP - duzy plus dla UK. Obiektywny miernik - najnizsze prawnie
      zapewnione zarobki w US to $5,50-$7/godz (i tak tez sie zarabia w najmniej
      platnych LEGALNYCH pracach typu: poczatek kariery w Mc'u, taniec na miotle bez
      tanca, itp) Vs 5,35-6 GBP/godz = $10,70-12 w UK. Plus dla UK.
      Z drugiej strony nie mozna zapominac, ze ceny nieruchomosci w Us sa tansze (tzn
      mozna porownac nowojorski Manchatan z Pipidubury w Zadupieshire i wyjdzie
      odwrotie - ale generalnie).

      Odleglosci :
      Z US wszedzie daleko. Wiem, ze mialo byc abstrachowanie od zielonej karty, ale
      nie da sie - to jest bardzo wazne. W praktycznie taki ja jako 'gosc z ulicy' nie
      moze przez lata nosa wysunac z US. Mnie by to nie odpowiadalo, i dla mnie jest
      to istotne. Z Southampton w UK mam 55 minut lotu do Dublina, 50 minut do
      Brukseli, 2,5 godziny na prom w Dover a po wyjezdzie z promu rzut beretem do
      Paryza, Belgii, Holandii, Niemiec.
      Po prostu jestem w Europie, co jednym moze orbitowac wokol pupy, ale dla innych
      jest wazne. Dla mnei jest - duzy plus dla UK.

      O tym mozna by godzinami.
      A przy piwie - calymi wieczorami..

      Ogolnie w rozrachunku - gdybysmy porownywali USA z zielona karta w zebach z UK -
      jak dla mnie wygrywa US. Tak jednak nie jest.
      Ze wzgledu na kwestie braku swietego spokoju z uregulowananym statusem, tj na
      fakt, ze zielona karta nie jest w zestawie, wynik jest odwrotny.

      Wysylam nie czytajac co napisalem = ryzyko wewnetrznych niespojnosci, bledow,
      literowek i takich tam.
      • princesswhitewolf Re: USA VS UK 08.05.07, 21:06
        korkix78 napisał:
        > Jesli jednak dla kogos to samo zjawisko odbiera jako falszywe usmieszki,
        > pseudousmiechy, wmntowany banan, bezsensowne cieszenie mordy na kazdym kroku -
        > bedzie wolal UK gdzie wystepuje to na duzo mniejsza skale.

        Swiete slowa

        > Kwestia slynnej nadwagi: generalnie (!) plus dla UK - Zawsze mnie smieszy,
        kiedy slysze, jak ktos najezdza na to, ze w UK to sa niezwykle otyli ludzie

        Tez swiete slowa, zabralam matke w USA do sklepu dla otylych ( w Polsce nosi
        rozmiar 48) no i najmniejsze tam ubrania w tym sklepie byly dla niej za duzo.
        Okazuje sie ze nasze 48 czyli tamtejsze 18 to jeszcze rozmiar normalny. A ja (
        175 wzrostu) ,ktora nosze L w Europie tam nosze M a i czasem S!!!!!!!!!! maja
        tam i XS i XXS tez


        • princesswhitewolf Re: USA VS UK 08.05.07, 21:12
          Dodam jeszcze ze nie widze problemu z wiza. A i moja kolezanka tu tez. Kazdy
          zatrudniony w UK od roku, ktory moze wylegitymowac sie payslips i jakimis
          oszczednosciami bez problemu ponoc dostaje wize na 10 lat turystyczna do USA.
          Zas w Polsce to roznie bywa. Rok temu moja mama dostala na 10 lat turystyczna
          wize B1/B2. Poza sezonem loty sa bardzo tanie do Nowego Jorku. Lot to ok 5
          godzin i zawsze mozna poleciec jak sa tam wyprzedaze i conieco zwiedzic bo
          hotele tansze niz w UK. Polecam
      • sendivigius Re: USA VS UK 09.05.07, 02:02
        Zapomniales korkix o najwazniejszym czyli o panstwie i o policji. Ta ostatnia w
        USA to, zapewniam cie, nie sa brytyjscy gentelmeni. Dobre chociaz to, ze nie
        trzeba znac angielskiego aby z nimi rozmawiac, wystarczy "Yes Sir"; kazda inna
        wypowiedz moze sie skonczyc poczestowaniem olowiem. No i panstwo pod wodza Dzi
        Dablju ktore w kazdym wszedzie i o kazdej porze widzi terroryste, a
        donosicielswo jest nie mniej ulobionym sportem amerykanow niz bylo Pawki
        Morozowa. A tu panstwa do trybunalu w Strasburgu nie podasz bo i tak go nie
        uznaja, ani sadu w Hadze.
    • princesswhitewolf Re: USA a UK - porownania 08.05.07, 21:01
      Studiowalam w USA,Kalifornia przez 5 lat. Ja i 2 innych ze studiow wyjechalo w
      ciagu 2 lat od ukonczenia studiow tam. No i przyznam ze absolwenci , ktorzy ze
      mna konczyli niekoniecznie lepiej sie tam ustawili. W USA bardzo dobrze dziala
      OldBoysNetwork i o najlepsza prace najlatwiej bylo tym ktorych ojciec byl jakos
      juz gdzies ustawiony i wiele osob dostalo prace "po znajomosci". Ci co
      znajomosci nie mieli, chocby mieli najlepsze GPA i with honors by konczyli nie
      dostali jakichs niezwyklych ofert. Tu w Londynie takie rzeczy tez maja miejsce,
      ale jednak sa duze szanse dla mlodych zdolnych ludzi i np w firmie jakiej
      pracuje nikt nikogo po znajomosci nie przyjmuje i nie ma rodzinnych koneksji.
      No nie ma elementu klasowosci, ale klasowosc sie wyraza inaczej: w pieniadzach i
      ile ich masz. W Usa nie patyczkuja sie i o byle co do sadu sie ciagaja wszedzie
      weszac zyskow. Zycie na Manhattanie czy w San Francisco nie jest tansze niz w
      Londynie bo wynajem mniej wiecej to to samo. Owszem, benzyna jest tansza tam i
      troche tansze jedzenie i zapewne ubranie. Co do sympatycznosci, to wszystko ok
      jesli nie chodzi o pieniadze, bo jesli o to chodzi to moga byc bezwzgledni.
      Jesli jestes niezatrudniony przez jakas korporacje to sam sobie placisz
      ubezpieczenie medyczne i lepiej zacznij juz oszczedzac na emeryture w USA, bo
      tam nic ci sie nie nalezy. Nie ma opieki medycznej i po wypadku mozesz otrzymac
      jak moj kolega rachunek na $10 tys dolarow za zebranie go po wypadku z ulicy.
      Wtedy tylko mozna liczyc na instytucje charytatywne ale nie ma zadnej pewnosci
      ze pomoga. USA ma szeroki magines bardzo biednych ludzi i troche tez zamoznych,
      klasa srednia jest stosunkowo mala w porownaniu z krajami europejskimi. UK ma
      bardzo malo wyjatkowo biednych, malo tez zamoznych. Wiekszosc to klasa srednia
      wlasnie. Wiec w USA jest dobre miejsce dla kogos kto jest zamozny i chce placic
      niskie podatki, zwykli ludzie nie maja tam nadzwyczajniej niz w UK, a wrecz
      przeciwnie niekiedy- gorzej maja ci co tu dostaliby zasilki i council flats. Tam
      zasilek jest znikomy.
      • Gość: Gerda Re: USA a UK - porownania IP: 82.153.111.* 08.05.07, 21:16
        Z ta opieka w Stanach slyszalam podobnie. Jak nie masz dobrego ubezpieczenia -
        ktore jak wiadomo tez kosztuje - jak ci sie zdarzy powazna choroba, mozna nawet
        stracic oszczednosci zycia! Masakra! Sama sluzba zdrowia jest ponoc tak
        obwarowana ubezpieczeniami, ze dochodzi do kuriozalnych sytuacji kiedy lekarze
        zaczynaja sie obawiac LECZYC (np.operacje), bo niech tylko sie cos nie uda to
        zaraz ludzie leca do sadu i zadaja milionowych odszkodowan! Wprawdzie
        ubezpieczyciel wtedy zaplaci odszkodowanie jak sad zasadzi na rzecz pacjenta
        ale kij ma dwa konce i takiego lekarza po jakims czasie moze drogo kosztowac
        ubezpieczenie lub byc w pewnych przypadkach niemozliwe (szanujace sie
        ubezpieczalnie). Widzialam tu nawet w UK film o takich kuriozalnych przypadkach
        odszkodowan w USA i normalnie wlos sie na glowie jezy co tam sie dzieje!
        • princesswhitewolf Re: USA a UK - porownania 08.05.07, 21:21
          no to tam sprawa masowa. Poszlam do dentysty i pytam sie go z usmiechem po c o
          dynda mi przed nosem ten kaczor filcowy. On na to ze abym sie nie uderzyla
          czasem w glowe jak wstaje. Ja na to: no ale jak sie moge uderzyc jak to pol
          metra od mojej pionowej pozycji. A on: Jedna pani sie lekko uderzyla jakism
          cudem, i do sadu mnie ciagala o odszkodowanie. Zrobilam wytrzeszcz oczu.
          Inny przypadek to jak moj pies pogonil ( nie ugryzl) Swiadka Jehowego co wlazl
          na teren naszego domu w US. Facet nam sprawe sadowa zrobil o to. Oczywiscie
          przegral bo bylo na furtce: Beware of the dog. Ale jakby mogl to by naciagnal na
          co sie da!
          • Gość: Gerda Re: USA a UK - porownania IP: 82.153.111.* 08.05.07, 21:25
            No to jak ta zyc? Przeciez tam sie oddychac swobodnie nie da, bo zaraz ci ktos
            zasunie, ze jego porcje tlenu wciagnelas wlasnie w pluca i poleci z tym do
            sadu! :) Wszedzie dobrze gdzie nas nie ma!
            • princesswhitewolf Re: USA a UK - porownania 08.05.07, 21:32
              Gość portalu: Gerda napisał(a):

              > No to jak ta zyc? Przeciez tam sie oddychac swobodnie nie da, bo zaraz ci ktos
              > zasunie, ze jego porcje tlenu wciagnelas wlasnie w pluca i poleci z tym do
              > sadu! :) Wszedzie dobrze gdzie nas nie ma!

              ano wlasnie. Na cbs.com polecam "40 minutes" i "60 minutes" programy - tam
              wlasnie ciagle o ty mowia. W Berkeley jak przejezdzalam byl afisz reklamowy:
              Don't abuse justice system. Don't sue. A obok reklama legal practice:)))
              W dodatku cena ubezpieczenia medycznego jest tam dla pzrecietnego czlowieka
              samozatrudnionego tak duza jak dla Fryzjerki czy Szewca w Polsce ZUS. Dokladnie
              to tak wielka suma - costamset dolarow na miesiac i nie latwo ja oplacic.
              Najlepiej tam maja ci co pracuja i firma ich ubezpiecza, no ale na starosc juz
              nie jest tak wesolo.
              Slawa USA ciagnie sie z lat 90tych gdy tam byl .coms boom ekonomiczny i sciagali
              masy do pracy. Od 2000 roku wyglada to znacznie inaczej. USA ma inflacje,
              wczesniej recesje i bardzo restrykcyjna polityke co do immigranow i wiz
              pracowniczych.
              • Gość: Gerda Re: USA a UK - porownania IP: 82.153.111.* 08.05.07, 21:42
                Jest tak jak piszesz, totez Stany znane jako Eldorado, chyba sie powoli koncza.
                W prasie w Polsce tez pisza ze Polacy beda wracac ze Stanow, bo dobre czasy sie
                juz skonczyly - pewnie nie wroca tak szybko do Polski (choc pewnie niektorzy
                tak), ale beda wracac do Europy, bo po co pracowac na czarno w USA jak dolar
                slabnie, zycie ucieka, na emeryture trzeba zarobic. Rynek unijny to mniejsze
                zlo dla Polakow w stosunku do tego co maja w chwili obecnej do zaoferowania
                Stany. Stad podejrzewam - takie posty jaki zalozyl tiger o przeniesienu do UK -
                beda sie zdarzac na forum coraz czesciej.
                • princesswhitewolf Re: USA a UK - porownania 08.05.07, 21:46
                  sama znam paru co sie namyslaja nad powrotem do EUropy ( do UK_ ze wzgl na
                  odleglosc uSA od Polski i mozliwosc czestego latania tam, tego ze niektorzy sa
                  nielegalnie, inni zas sa legalnie ale jakos nie dorobili sie oczekiwanych fortun
                • ontarian [...] 08.05.07, 21:54
                  Wiadomość została usunięta ze względu na złamanie prawa lub regulaminu.
                  • princesswhitewolf Re: ty prowokatorski garkotluku, hehe 08.05.07, 22:06
                    ontarian indorku kochany naprawde nie czytasz co te indory pisza. Czytaj
                    uwazniej. Mieszkalam tam 2000-2005.
                    • ontarian Re: ty prowokatorski garkotluku, hehe 08.05.07, 22:17
                      princesswhitewolf napisała:

                      > ontarian indorku kochany naprawde nie czytasz co te indory pisza. Czytaj
                      > uwazniej. Mieszkalam tam 2000-2005.
                      alez przeczytalem, przeczytalem
                      rowniez i to przeczytalem
                      "ano wlasnie. Na cbs.com polecam "40 minutes" i "60 minutes" programy - tam
                      wlasnie ciagle o ty mowia"

                      tak nawiasem 5 lat, bedac na studiach
                      (jesli oczywiscie cos innego niz budowe mopa studiowalas)
                      to nie za wiele, zeby cokolwiek zadzialac, poza nauka oczywiscie
                      a pozniej niecale dwa lata i wio z powrotem do dupkolandu
                      nabieram podejrzen, ze po prostu nie bylas w stanie sobie dac rady
                      i stad to obwinianie roznego rodzaju "ukladzikow"
                      • princesswhitewolf Re: ty prowokatorski garkotluku, hehe 08.05.07, 22:27
                        ontarian, nie oceniaj ludzi swoja miarka i miarka swojej ortografii. Szkoda
                        kontynuowac, nic tu po mnie. Kompleksy facet ma i trolem umie byc tylko
                        • ontarian Re: ty prowokatorski garkotluku, hehe 08.05.07, 22:30
                          zakolala prawda w oczy, hehe
                  • Gość: Gerda Re: ty prowokatorski garkotluku, hehe IP: 82.153.111.* 08.05.07, 22:09
                    Opieram sie na tym co inni mowia, ktorzy tam byli lub sa, czytuje prase a ty
                    co? Wydaje ci sie, ze odkryles, ze ziemia sie kreci wokol slonca! Kretyn! Teraz
                    rozumiem, czemu nic nigdy sensownego nie napisales i nie napiszesz - ale
                    rozumiem - jestes jednym z tych co te zajebi.ste FORTUNY porobili w Stanach,
                    ze ledwie ci na gacie starcza, stad twoje posty sa takie 'pouczajace'.
                    Mieszkasz w tych Stanach czy Kanadzie, ale bladego pojecia nie masz co sie
                    wokol ciebie dzieje - I TAK JUZ ZOSTANIE! Wez mi lepiej nie zasmiecaj watku
                    swoimi wymiocinami.
                    • ontarian [...] 08.05.07, 22:23
                      Wiadomość została usunięta ze względu na złamanie prawa lub regulaminu.
              • Gość: Alex Re: USA a UK - porownania IP: *.ipt.aol.com 08.05.07, 22:18
                1. Duzy plus dla Stanow dla tych, ktorzy lubia dobrze zjesc w dobrej knajpie.
                Restauracje w USA sa dwukrotnie tansze a jedzenie smaczniejsze oraz bardziej
                urozmaicone(porownuje miasta ktore dobrze znam czyli Nowy Jork, Chicago i Los
                Angeles do Londynu oraz do Liverpool). Bez porownania wiekszy wybor dobrych i
                tanich azjatyckich fast foodow (za wyjatkiem hinduskich, oczywiscie).
                2. Stany to jest kraj, w ktorym milion razy lepiej dzialaja banki. Zalatwiasz
                to co chcesz na poczekaniu, obsluga kompetentna i sprawna. Banki brytyjskie
                mogly by sie od swoich amerykanskich odpowiednikow duzo nauczyc.
                3. Kolejnym plusem dla USA jest przyroda. Wspaniale, dziewicze lasy, potezne
                Gory Skaliste przy ktorych szkockie lyse pagorki wygladaja wrecz zalosnie.
                4. W moim przekonaniu, duzym minusem ukladania sobie zycia w Ameryce jest
                szybko postepujaca latynizacja kraju. Co roku ponad milion nieasymilujacych sie
                nielegalnych emigrantow z Ameryki Lacinskiej przekracza granice co powoduje
                calkowite zachwianie jakze watlej rownowagi etnicznej. W publicznych szpitalach
                Los Angeles 95% matek rodzacych dzieci to nielegalne emigrantki zza poludniowej
                granicy. Trzeba powaznie liczyc sie z tym, ze juz niedlugo US bedzie oficjalnie
                krajem dwujezycznym, a to nie wrozy mu nic dobrego.
                5. Ktos, kto przywiazuje wage do estetyki, nie bedzie sie w Stanach dobrze
                czuc. Jest to bowiem kraj wszechobecnego kiczu i tandety.
                6. USA to kraj doprowadzonej do absurdu politycznej poprawnosci. Amerykanskie
                prawo bez zadnej zenady jawnie dyskryminuje Amerykanow pochodzenia
                europejskiego i azjatyckiego. W UK jestesmy natomiast teoretycznie traktowani
                na rowni z Brytyjczykami.
    • ontarian ale sie dwa indory rozbulgotaly, hehe 08.05.07, 21:58
      jakie to wszystko wiedzonce sa
      jedna to nawet w gazecie cus tam wyczytala
      a druga to w tv duzo widziala
      pewnie w swietlicy kolka rozancowego
      takie zrodla informacji majom
      • Gość: Soup Nazi [...] IP: *.sdsl.bell.ca 08.05.07, 22:06
        Wiadomość została usunięta ze względu na złamanie prawa lub regulaminu.
        • Gość: Gerda [...] IP: 82.153.111.* 08.05.07, 22:14
          Wiadomość została usunięta ze względu na złamanie prawa lub regulaminu.
          • princesswhitewolf [...] 08.05.07, 22:26
            Wiadomość została usunięta ze względu na złamanie prawa lub regulaminu.
            • ontarian [...] 08.05.07, 22:36
              Wiadomość została usunięta ze względu na złamanie prawa lub regulaminu.
            • Gość: refugee from USA Bylem w USA 10 lat i zaluje IP: *.range86-150.btcentralplus.com 09.05.07, 07:06
              Mialem dom i dobra prace za super kase z ubezpieczeniem.
              Pewnego dnia znalazlem sie w szpitalu, operowano mnie natychmiast bo zagrozenie
              zycia. Bylem 7 dni w szpitalu.
              Za kilka dni otrzymalem wiadomosc ze kosztowalo to 350 tys $.
              Ubezpieczenie pokrylo mi 250 tys $ a 100 tys $ musialem zaplacic z kieszeni.
              Musialem sprzedc dom bo wszystkie pieniadze wplacalem na splaty "morgicza".
              Zostalem goly.
              Od dwoch lat w UK, pracuje i odlozylem juz 20 tys GBP. Bylem raz w szpitalu i
              nie kosztowalo mnie ani funta.
              Lekarstwa nawet mam za darmo bo mam przewlekla chorobe.
              O USA nie mysle tak samo jak o Bangladesz nie mysle.
              • bambooko Re: Bylem w USA 10 lat i zaluje 09.05.07, 07:15
                Gość portalu: refugee from USA napisał(a):

                > Mialem dom i dobra prace za super kase z ubezpieczeniem.
                > Pewnego dnia znalazlem sie w szpitalu, operowano mnie natychmiast bo zagrozenie
                > zycia. Bylem 7 dni w szpitalu.
                > Za kilka dni otrzymalem wiadomosc ze kosztowalo to 350 tys $.
                > Ubezpieczenie pokrylo mi 250 tys $ a 100 tys $ musialem zaplacic z kieszeni.
                > Musialem sprzedc dom bo wszystkie pieniadze wplacalem na splaty "morgicza".
                > Zostalem goly.
                > Od dwoch lat w UK, pracuje i odlozylem juz 20 tys GBP. Bylem raz w szpitalu i
                > nie kosztowalo mnie ani funta.
                > Lekarstwa nawet mam za darmo bo mam przewlekla chorobe.
                > O USA nie mysle tak samo jak o Bangladesz nie mysle.

                bo Ameryka to jest luzko i fabryka ale nie luzko w szpitalu
          • ontarian [...] 08.05.07, 22:28
            Wiadomość została usunięta ze względu na złamanie prawa lub regulaminu.
            • Gość: max [...] IP: *.marton.net.pl 08.05.07, 23:58
              Wiadomość została usunięta ze względu na złamanie prawa lub regulaminu.
              • Gość: ontarian [...] IP: *.dsl.bell.ca 09.05.07, 00:27
                Wiadomość została usunięta ze względu na złamanie prawa lub regulaminu.
                • Gość: gogosia menatlnosc IP: 62.77.169.* 10.05.07, 13:14
                  ja jednak uwazam ze Amerykanska mentalnosc jest calkowicie inna od Europejskiej.
                  Mieszkalam w USA 3 lata i po tak dlugim czasie dystans miedzy mna a np. jakas
                  Amerykanka byla taki sam.
                  Podczas gdy w Europie, wydaje mi sie, zmniejsza sie i latwiej jest np. nawiazac
                  przyjazn czy jakies b. zazyle stosunki.
                  Dla mnie to bylo b. wazne, psychicznie duzo lepiej czuje sie w Europie.
                  • soup.nazi Re: menatlnosc 10.05.07, 18:29
                    Trzy lata to bardzo dlugo, zwlaszcza jak sie jest nielegalnie.
                    • ontarian Re: menatlnosc 10.05.07, 20:01
                      zayebiascie dlugo, sama przeciez tak napisala
                      "Mieszkalam w USA 3 lata i po tak dlugim czasie "
    • Gość: talkto_menow www.nowy-jork.com IP: 141.155.227.* 10.05.07, 18:26
      www.nowy-jork.com
    • dasiek11 Re: USA a UK - porownania 10.05.07, 18:50
      Mam mozliwosc wyjazdu na dluzej zarowno do USA jak i UK i wybieram
      UK,przynajmniej na poczatek,z racji chocby tego ze jest
      blizej,latwiej,podszkole sie w jezyku i dopiero wtedy rozwaze ewentualny wyjazd
      do Stanow.
      • ontarian Re: USA a UK - porownania 10.05.07, 20:00
        dasiek11 napisał:

        > blizej,latwiej,podszkole sie w jezyku i dopiero wtedy rozwaze ewentualny
        > wyjazd do Stanow.
        dobra, dobra, poki co to kartofle rozwazaj

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka