Dodaj do ulubionych

Przyjacielu, gdy zginę...

18.09.09, 00:42
...przyjdź na mój pogrzeb w sukience.

wyborcza.pl/duzy_kadr/1,97904,7042324,Przyjacielu__gdy_zgine_przyjdz_na_moj_pogrzeb_w_sukience.html

Tak się zastanawiam, ilu takich "przyjaciół" zginęło w Katyniu, Miednoje czy
pod Monte Cassino?

Dlaczego prawacko-katolicko-konserwatywna wizja świata zdominowała polski
dyskurs historyczny czy maltyrologiczny?
Krótko mówiąc dlaczego prawacy kradną Polakom całą Historię?

Kłaniam się nisko.
Obserwuj wątek
    • a000000 Re: Przyjacielu, gdy zginę... 18.09.09, 00:49
      diabollo napisał:

      > Krótko mówiąc dlaczego prawacy kradną Polakom całą Historię?

      zgaduję: bo lewaków historia nie obchodzi? zawsze powtarzają: patrzmy w
      przyszłość, nie w przeszłość.... a historia to przeszłość...
      • diabollo Re: Przyjacielu, gdy zginę... 18.09.09, 01:07
        a000000 napisała:

        > diabollo napisał:
        >
        > > Krótko mówiąc dlaczego prawacy kradną Polakom całą Historię?
        >
        > zgaduję: bo lewaków historia nie obchodzi? zawsze powtarzają: patrzmy w
        > przyszłość, nie w przeszłość.... a historia to przeszłość...

        Być może coś w tym jest, czcigodna A000000.

        Nie wiem czy śledzicie autobiografię pana Kuronia w Krytyce Politycznej,
        niemniej po raz kolejny pada tam stwierdzenie, że w przedwojennym PPSie było
        najwięcej kombatantów utytułowanych najwyższymi odznaczeniami za odwagę i walkę
        za niepodległość.

        To nie tak, że to tylko bogo-ojczyźniani-prawacy bili się w czasie wojny. NSZ w
        końcu to była tylko część AK, której elitą była przedowojenna polska
        inteligencja, można o niej mówić różne brzydkie rzeczy, ale jednak zdominowana
        przez prawicę nie była.

        Nie chcę oczywiście wiązać polskich socjalistów z komunistami (choć dla prawaków
        to przecież wszystko jedno: lewacy), pozwolę sobie jednak na jeszcze jedną
        dygresję.

        Otóż już dawno temu doszło do mnie, a ktoś z polskich publicystów to nawet w
        tych dniach zauważył, że pierwszymi licznymi Polakami, którzy padli ofiarą
        stalinowskich zbrodni dostając kulę w potylicę byli - nomen-omen - polscy
        komuniści.

        A jakoś nikt nie chce się tym wzruszać.

        Kłaniam się nisko.
      • kora3 Re: Przyjacielu, gdy zginę... 18.09.09, 11:25
        a000000 napisała:
        >
        > zgaduję: bo lewaków historia nie obchodzi? zawsze powtarzają:
        patrzmy w
        > przyszłość, nie w przeszłość.... a historia to przeszłość...
        >
        Za lewaków to ja się nie wypowiem Azerko, alemogę za liberałow :)
        Fakt, ze zacheca się ludzi do patrzenia w przyszłosc, wcale nie ejst
        bagatelizowaniem przeszłosci, ani jej wymazywaniem
        Historia nanego narodu tylko wówczas jest dlań cenna, gdy umie on
        wyciagać z niej wnioski na przyszłosc. Dokładnie tak samo jest z
        pojedynczym człowiekiem.
        Dlatego przekłamywanie historii nie ma sensu. nie ma tezensu zycie
        nia, bo to tak, jakbyś zamast życ tu i teraz zyła wspomnieniami.
        Mieszka jak wieszobecnie na terenie gdzie sasiedzi etniczni maja
        wobec siebie wiele zalu :(
        I widze ludzi, którzy zamiast własniepatrzec wprzod cały czas
        zawracają i chca mówic i mysleć tylko o tym. Korzysci to nikomu nie
        przynosi, takie osoby są po obu stronach. Ini z obu stron próbuja
        się dogadać MIMO tego,co było kiedyś. Taką postawe uwzam za
        rozsądniejszą i zmierzająca ku wyciaganiu wniosków z historii, po to
        m.on. by się nie powtarzała.
        • a000000 Re: Przyjacielu, gdy zginę... 18.09.09, 13:14
          kora3 napisała:

          > Fakt, ze zacheca się ludzi do patrzenia w przyszłosc, wcale nie ejst
          > bagatelizowaniem przeszłosci, ani jej wymazywaniem

          to jest ideał. Życie jest inne... i zauważyłam, że np najwięcej przeciw
          lustracji mają ci, którzy mają coś do ukrycia... Tak samo ci, którzy mają za
          sobą jakieś ciemne sprawki - też namawiają do nie oglądania się wstecz....

          A tymczasem należy robić i jedno i drugie... budować przyszłość (bezapelacyjnie
          - inaczej zginiemy) a jednocześnie kultywować historię, bo wielu naszych ojców
          złożyło daninę najwyższą - nie po to, aby ich dzieci wszystko zaprzepaściły, nie
          patrzyły do tyłu... bo są tacy, którym na tej ślepocie zależy, gdyż urządzą tą
          historię po swojemu... i nikt już nie dojdzie, jaka jest prawda...

          Ty, Korciu masz przed oczami najlepszy dowód do czego prowadzi przemilczanie czy
          fałszowanie historii... Już drugie pokolenie ma do siebie pretensje.... a
          dlaczego? bo patrzenie TYLKO w przyszłość ran nie zagoi... Trzeba powiedzieć
          całą prawdę, poznać powody, wyznać grzechy... i wybaczyć.... inaczej hydrze
          urośnie milion głów.
          Ale PRAWDĘ!!!! nigdy fałszywki - bo te tylko jątrzą stare rany...

          Ongiś, za siedmioma górami i lasami, jakiś mądrala powiedział: historia magistra
          vitae. I czas, abyśmy zaczęli korzystać z wiedzy o tym, jakie postawy do czego
          prowadzą... a do tego potrzebna jest znajomość historii, tej prawdziwej...

          "Postępowcy" z "patrzenia do przodu" zrobili cnotę... wskazując jako na
          przeciwwagę patrzenie do tyłu - czyli interesowanie się historią... po co? aby
          przygotować sobie to co im się przyda do rządzenia światem... gdy ktoś patrzy
          na ręce - może się nie udać... a gdy wszyscy patrzą do przodu - to nie widać co
          się dzieje z tyłem...

          ot, i ja to tak widzę...


          Nigdy nie dyskutuj z idiotą. Najpierw sprowadzi Cię do swego poziomu a potem
          pokona doświadczeniem.
          • kora3 Re: Przyjacielu, gdy zginę... 18.09.09, 15:27
            a000000 napisała:

            >
            > to jest ideał. Życie jest inne... i zauważyłam, że np najwięcej
            przeciw
            > lustracji mają ci, którzy mają coś do ukrycia...

            A wiele znasz takich osób?:)
            tak sie składa, ze ja w pierwotnej wersji podlegałam lustracji;D
            zważywszy, ze w stanie wojennym miałam 10 zim :) jak sie domyslasz,
            wszystko miałam do ukrycia hehe.
            Oświadczenie a jakze - złożyam bez niczego, ba nawet kolega mi je
            wypełnial, przy okazji swojego, bo pamietam, ze nie moglam wtedy :)
            a wspólbnie je wysyłaliśmy :) mając wiele do ukrycia głosno mu
            mowilam co ma wpisać - ale przeciwnikiem lustracji w tej formie,zeby
            organem odwoławczym był ten, kto oskarza owszem jestem :)


            Tak samo ci, którzy mają za
            > sobą jakieś ciemne sprawki - też namawiają do nie oglądania się
            wstecz....


            no z peenoscią:) nostwo ciemnych spraw na swoim sumieniu, moze i
            ludzkie żywory ma 25-letni obywatel polski, z pochodzenia etnicznego
            Ukrainiec, który nawołuje wraz z pewną grupa sobie podobnych do
            zgody miedzy Polakami i Ukraińcami nieszkającymi na pograniczu.
            Musiał chyba być banderowcem? jak myslisz?
            \
            >
            > A tymczasem należy robić i jedno i drugie... budować przyszłość
            (bezapelacyjnie
            > - inaczej zginiemy) a jednocześnie kultywować historię

            ale co znaczy kultywowac historię Azerko? nie wyciagać wniosków izyć
            wydarzeniam sprzed 200 lat?


            , bo wielu naszych ojców
            > złożyło daninę najwyższą - nie po to, aby ich dzieci wszystko
            zaprzepaściły,

            Zaprzepaszczeniem Azerko jest brak wyciagania wniosków na
            PRZYSZŁOSC.

            ni
            > e
            > patrzyły do tyłu... bo są tacy, którym na tej ślepocie zależy,
            gdyż urządzą tą
            > historię po swojemu... i nikt już nie dojdzie, jaka jest prawda...

            A jaka jest? Masz monopol?

            > Ty, Korciu masz przed oczami najlepszy dowód do czego prowadzi
            przemilczanie cz
            > y
            > fałszowanie historii... Już drugie pokolenie ma do siebie
            pretensje....


            trzecie, albo i czwarte :) tego rodzaju nienawisc wynosi sie z domu
            Azerko, na szczescie sa i normalne domy...

            a
            > dlaczego? bo patrzenie TYLKO w przyszłość ran nie zagoi... Trzeba
            powiedzieć
            > całą prawdę, poznać powody, wyznać grzechy... i wybaczyć....
            inaczej hydrze
            > urośnie milion głów.

            Prawda Zerko jest taka, ze i Ukraińcy rzneli Polaków i odwrotnie, a
            na łemkach i Hucułach wyzywali sie jedni i drudzy. Prawda jest też
            taka, ze polski tesc potrafił zagłodzić synową Ukrainke z
            niemowlakiem oraz taka, że Ukrainiec potrafił zabić brata za ślub z
            poslka dziewczyną ...
            Prawda też jest taka, ze niejeden Ukrainiec zawdziecza zycie
            Polakowi- sąsiadowi, a niejeden Polak |Ukraińcowi, co mieszkał za
            płotem. Taka jest Azerko prawda :)


            >
            > "Postępowcy" z "patrzenia do przodu" zrobili cnotę... wskazując
            jako na
            > przeciwwagę patrzenie do tyłu - czyli interesowanie się
            historią... po co?
            aby
            > przygotować sobie to co im się przyda do rządzenia światem... gdy
            ktoś patrzy
            > na ręce - może się nie udać... a gdy wszyscy patrzą do przodu - to
            nie widać co
            > się dzieje z tyłem...
            >
            > ot, i ja to tak widzę...
            >
            A ja tak, ze masz trochę spiskową teorię dziejów...mozesz patrzec
            tylko w tył, przecież mnie to nie przeszkadza...rzecz w tym jaka
            jest korzysc w drapaniu starych ran bez zadnych konstrukktywnych
            wniosków.

            Na koniec cytacik: "Całe wsie szy do band. Tak, że zostawały tylko
            kobiety, dzieci i starcy, albo inwalidzi, z męzczyzn oczywiscie. Nas
            ostrzegł kolega ojca, Ukrainiec. Powiedział, że nas ukryje w
            piwnicy. To było trudne, mogli go za to zabić, banderowiec nie
            patrzył na nic. Rano poszliśmy z powrotem, do domu, kawałek tylko
            uszliśmy za wieś i zaraz nas złapali. Zaczęli przetrząsać tobołki,
            nie ukrywaliśmy polskich dokumentów, chociaz umieliśmy wszyscy po
            ukraińsku, wiedzieliśmy, ze nie zdołamy ich oszokać. Szarpali nas,
            że niby my szpiedzy. Mnie jeden taki zabrał zegarek, taki z dewizką,
            prezent od matki. Łzy mi sie zakręciły w oczach. Przyszedł ich
            dowódca, obejrzał dokumenty, obojętnie nam oddał, nie patrzył na
            nas. "Puścić" nakazał i popatzrył ojcu prosto w oczy, ojciec
            wytrzymał spojrzenie. Naraz jeden przyskoczył do dowódcy i zaczął
            wrzeszczeć po ukraińsku, żeby nas rozstrzelać. "Powiedziałem PUŚCIĆ,
            głuchy ty? ja tu dowodzę, czy ty?" krzyknął. Tamtem zamilkł, a inny
            poszeptał coś do ucha dowódcy. Wtedy on podszedł do tego, co mi
            wziął zegarek i kazał mu oddać. Oddał, ale bardzo niechętnie, za co
            dostałó w twarz. Zegarek do mnie wrócił. wyprowadzili nas pod
            bronią kawałek. Myślałem,że zastrzelą, gdy dowódca nie patrzy, ale
            nie zastrzelili. wrócilismy do domu. Dopiero po paru dniach ojciec
            wyjawił mi kim był dowódca bandy. to był jego pacjent, nauczyciel,
            którego kiedyś wyleczył z tyfusu. Sam sie bał przyznać przed
            kamratami do znajomości z Lachem, ale zabić nas i okrasc nie
            pozwolił."
            ze wspomnień pana S.K lat 87
    • maria421 Re: Przyjacielu, gdy zginę... 18.09.09, 10:26
      diabollo napisał:

      > ...przyjdź na mój pogrzeb w sukience.
      >
      > wyborcza.pl/duzy_kadr/1,97904,7042324,Przyjacielu__gdy_zgine_przyjdz_na_moj_pogrzeb_w_sukience.html
      >
      > Tak się zastanawiam, ilu takich "przyjaciół" zginęło w Katyniu, Miednoje czy
      > pod Monte Cassino?


      "Takich przyjaciol" to znaczy jakich przyjaciol?
      Dlaczego w sukience? Czego ona ma byc symbolem?
      • a000000 Re: Przyjacielu, gdy zginę... 18.09.09, 12:44
        maria421 napisała:

        > "Takich przyjaciol" to znaczy jakich przyjaciol?

        mnie też by interesowało, co Diabolcio ma na myśli w kontekście zbrodni
        katyńskiej....

        > Dlaczego w sukience? Czego ona ma byc symbolem?

        myślę, że żadnego symbolu nie należy się doszukiwać...młodzi pewnie sobie
        przyrzekli dla zgrywy - ale gdy słowo się rzekło, kobyła stoi u płota.... więc
        facet honorowo się zachował... choć dlaczego ubrał żółtą halkę to nie wiem...
    • kora3 Powstańcy warszawscy 18.09.09, 13:04
      ogladałam ostatnio emitowane przy okazji rocznicy wybuchu mattiały i
      dokumenty rózne o powstaniu.
      Sporo było o małzeństwach zawieranych na gruzach, obrączkach z drutu
      itp. Sporo romantycznych historii z happy endem i bez. ale były też
      takie nieromantyczne, jak historia pani o pseudo "Czarna
      ', która wystąpiła w jednym z materałów. Otóż opowiadała, jak wyszłą
      podczas powstania za mąz za mao jej znanego, bo chyba ze 2 dni
      goscia, też powstańca. Nie ukrywała, ze ani to miłosc nie była, ani
      namietnosc, ani też tego, ze jedyną taką parą nie byli. Po prostu
      powtańcy naiwnie liczyli, ze w ewentualnej niewoli małzeństwa beda
      miały lzej, taka fama szła.
      Obije z tym mezem przezyli, dochowali sie 2 córek. Czarna mówila, ze
      nie było to dobre małzeństwo, rozwiedli sie pozakładali nowe
      rodziny.
      zy taka historia:małzeństwa z rozadku w obliczu smierci i niewoli
      pasuje do romantycznego obrazka powstańczych slubów z wielkiej
      miłosci przyspieszonych ze wzgledu na sytuacje? Pewnie nie:) ale
      jest faktem, czescia tamtej historii - prwdziwa czescią czy to komus
      odpowiada, czy nie.
      • a000000 Re: Powstańcy warszawscy 18.09.09, 13:26
        kora3 napisała:

        >Po prostu powtańcy naiwnie liczyli, ze w ewentualnej niewoli >małzeństwa beda
        miały lzej, taka fama szła.

        ta naiwność miała swoje podstawy... Nie wiem jak gdzie indziej, ale w Generalnej
        Guberni (konkretnie Galicja) małżeństwa nie były wywożone na roboty... i wielu
        brało ślub, który ich realnie chronił... drugą ochroną była praca dla Niemca...
        np panna się najmowała do sprzątania, kucharzenia, niańczenia dzieci... u
        Niemki... wówczas w łapankach podlegała selekcji jako pożytecznie pracująca na
        miejscu.

        Nie wiem, o co Niemcom chodziło z tymi małżeństwami - ale członkowie mojej
        rodziny, którzy przeżyli wojnę w GG, przekazali taką właśnie informację. To się
        działo gdy jeszcze Niemcy szli na wschód... gdy zaczęli się cofać - to nie wiem
        jak było....

        Warszawa należała do GG...
        • kora3 Re: Powstańcy warszawscy 18.09.09, 15:36
          o co chodziło to ja też nie wiem, nie w tym rzecz zresztą Azerko. Bo
          nie o to idzie teraz.
          A o to, ze przyzwyczailismy się do polukrowanych historuii
          powstańczych małzeństw, zawieranych w obliczu smierci z wielgachnej
          miłosci, a nierzadko i nieskonsumowanych nigdy, za to ogromnie
          waznych dla tych, co przezyli.
          A tu mamy obrazek rzeklabym mniej śliczny: szybki slub niezannych
          sobie ludzi, dla no poowiedzmy interesu, nieudane z tego małzeństwo
          itp. ale ten obrazek to też kawałek powstańczej historii, prawda?
    • wkkr fakt spełnianie obietnicy danej przyjacielowi 18.09.09, 13:29
      na polu bitwy jeszcze o niczym nie świadczy.
      Nie wyciągaj zbyt pochopnych wniosków.
      • diabollo Re: fakt spełnianie obietnicy danej przyjacielowi 18.09.09, 19:15
        wkkr napisał:

        > na polu bitwy jeszcze o niczym nie świadczy.
        > Nie wyciągaj zbyt pochopnych wniosków.

        A kto tu wyciąga jakiekolwiek pochopne wnioski.
        Chłopaki mieli pociąg aby wystąpić jako "drag queen" na pogrzebie, no i się
        "udało".

        Ten fotoreportaż to tylko pretekst do zadawania pytań na temat naszych poległych.

        Takie pytanie brzmi, czy NKWD robiło jakąś selekcję o odzielało ateuszy,
        lewaków, gejów, aborcjonistów, czyli morderców dzieci nienarodzonych,
        zwolenników cywilizacji śmierci czy też miłośników felietonów Boya-Żeleńskiego
        od narodowo-prawicowych-głęboko-religijnych oficerów, których tylko zabijano?

        Czy też NKWD rozwalało oficerów w Katyniu, Miednoje, Chorkowie po prostu jak leci?

        A może tylko państwowo-kościelne pompy (fakt, ekumeniczne), pełne tego nadęcia,
        patosu, dewocji a czasami wręcz nacjonalizmu, chcą dzisiejsze społeczeństwo
        zrobić w balona, chcą zakłamać historię, że w przedwojennym korpusie oficerów
        rezerwy nie było ateuszy, lewaków, gejów, aborcjonistów, czyli morderców dzieci
        nienarodzonych, zwolenników cywilizacji śmierci ani też żadnego miłośnika
        felietonów Boya-Żeleńskiego.

        Czcigodna A000000 słusznie zauważyła, że prawacy uwielbiają Historię, a raczej
        pielęgnację resentymentów historycznych opartych (jakże by inaczej mogły być
        resentymentami) na mitach historycznych.
        Moim zdaniem dzieje się tak dlatego, bo wtedy mogą naprawdę "pójść po bandzie"
        absurdu, populizmu i tanich wzruszeń.
        A jedyni, którzy mieliby moralne prawo ostro zaprotestować, przecież nie żyją.

        Kłaniam się nisko.
        • a000000 Re: fakt spełnianie obietnicy danej przyjacielowi 18.09.09, 19:26
          Diabolciu, NKWD zabijało POLSKICH OFICERÓW - i nie interesowało ich czy to żyd,
          czy kaszub, czy profesor, czy brunet... JEDYNYM kryterium był stopień
          oficera.... i więcej Ci powiem - NKWD nawet nie interesowało ILU zostało
          zabitych.... Nawet nie zrobili dokumentacji wykonania rozkazu.

          Nie, Diabolciu... żadne pompy nie robią nikogo w balona - nie słyszałam aby
          ktokolwiek mówił, że w Katyniu zginęli wyłącznie święci katoliccy (co
          sugerujesz)... mówi się o OFICERACH WOJSKA POLSKIEGO.
          Nawet nikogo nie interesuje ich wyznanie czy narodowość... Wszystkim należy
          oddać cześć...
          Wczoraj było jakieś odsłonięcie pomnika ku czci... i zastanowiło mnie, że wśród
          duchowieństwa odmawiającego modlitwy nie było nikogo od muzułmanów.... czyżby na
          wschodzie z ręki sowietów żaden muzułmanin nie zginął?

          No właśnie Diabolciu.... MITY HISTORYCZNE... bo możnym nikt nie patrzy na ręce
          i piszą oni taką historię, jaka im pasuje...



          Nigdy nie dyskutuj z idiotą. Najpierw sprowadzi Cię do swego poziomu a potem
          pokona doświadczeniem.
        • maria421 Re: fakt spełnianie obietnicy danej przyjacielowi 18.09.09, 19:28
          Diabollo oczywiscie wedlug wlasnej statystyki wie ze wsrod wszelkich
          zamordowanych grup musialo byc X gejow, Y ateistow i Z aborcjonistow, wiec
          ekumeniczne nabozenstwa za ich dusze sa politycznie niepoprawne.
          Diabollo pewno chcialby wprowadzic parytety rowniez w martyrologii , nawet gdyby
          sie okazalo ze wsrod pomordowanych nie bylo ani gejow, ani ateistow, ani
          aborcjonistow.

        • wkkr diabollo 18.09.09, 19:50
          jeśli już tak ciebie interesują zachowania seksualne polskich
          żołnierzy w czasie II wojny światowej to powinieneś wiedzieć, że w
          WP na zachodzie za pederastię oficerów osadzano obozie internowania
          razem z innymi przestępcami (lub wrogami politycznymi generała
          Sikorskiego)
          • a000000 Re: diabollo 18.09.09, 19:58
            wkkr napisał:

            >oficerów osadzano

            a czy pederasta mógł w ogóle być oficerem? czy nie degradowano takiego i nie
            odsyłano do cywila? W czasie pokoju, ma się rozumieć...
            Oficer musiał mieć nieposzlakowaną opinię i maturę. Inaczej oficerem nie
            został... Żona też po maturze i z przymiotami.
            • wkkr Re: diabollo 18.09.09, 20:01
              a000000 napisała:

              > wkkr napisał:
              >
              > >oficerów osadzano
              >
              > a czy pederasta mógł w ogóle być oficerem? czy nie degradowano
              takiego i nie
              > odsyłano do cywila? W czasie pokoju, ma się rozumieć...
              ==========
              nie wiem.
              ==========
              > Oficer musiał mieć nieposzlakowaną opinię i maturę. Inaczej
              oficerem nie
              > został... Żona też po maturze i z przymiotami.
              ==========
              To prawda.
          • diabollo Re: diabollo 18.09.09, 21:30
            wkkr napisał:

            > jeśli już tak ciebie interesują zachowania seksualne polskich
            > żołnierzy w czasie II wojny światowej to powinieneś wiedzieć, że w
            > WP na zachodzie za pederastię oficerów osadzano obozie internowania
            > razem z innymi przestępcami (lub wrogami politycznymi generała
            > Sikorskiego)

            Słusznie piszesz, że chodziło o wrogów politycznych Sikorskiego (nie "lub" tylko
            właśnie o nich chodziło), czyli oficerów, którzy porobili kariery za sanacji.
            (Jak wiadomo Anders oparł się presji Sikorskiego zrobienia takiej czystki wśród
            swoich oficerów).

            Trudno występować w roli adwokata diabła, ale używanie homoseksualizmu do
            niszczenia przeciwników politycznych etycznie musi być ocenione jednoznacznie
            jako hańba dla Sił Zbrojnych na Zachodzie.

            Kłaniam się nisko.

            PS. W ogóle każde czasy, a tym bardziej II wojny są skomplikowane i
            niejednoznaczne.

            Dziadek pewnej bliskiej mi osoby był przed wojną zawodowym wojskowym, w czasie
            wojny wylądował w armii gen. Maczka. Walczył, wyzwalał Holandię (jak się można
            domyślać raczej sympatyk sanacji, i nie-miłośnik Sikorskiego).

            Po wszystkim (po wojnie) w Anglii zaczęło się (właściwie trwało na okrągło)
            polskie piekiełko. Dowódca zgłosił dziadka do odznaczenia Virtuti Militari,
            propozycja została przyjęta, ale pech chciał, że dziadek zgłosił się do powrotu
            do Polski (tam była jego żona i dziecko nie widziana od 6 lat, wprawdzie w
            Anglii przez całą wojnę był z inną kobietą Angielką, a żona w Polsce też miała
            przez te 6 lat kilku mężczyzn, ale odpowiedzialność za dziecko zwyciężyło).

            Podobnie jak innym chcącym wracać do Polski pewien dygnitarz wojskowy zablokował
            nominacje do odznaczeń mówiąc: "niech wam komuniści dają ordery". Potraktowano
            ich wręcz jak zdrajców.

            Facet wylądował w Polsce "Ludowej" z piętnem swojego życiorysu i meldowaniem się
            na UB, oczywiście o pracy wojsku nie było mowy (a już niemłody był, całe życie
            przepracował w wojsku, zaczynał wszystko od nowa).

            Jakież było jego zdziwienie, gdy raptem pół roku później spotyka tego samego
            dygnitarza Sił Zbrojnych na Zachodzie, autora słów o tym, że "komuniści niech
            wam dają ordery", który zablokował odznaczenie Virtuti Militari, w eleganckim
            mundurze dygnitarza Ludowego Wojska Polskiego w Warszawie na ulicy.

            "Ach dzień dobry, dzień dobry, witajcie, jak się cieszę, że cię widzę, a ten
            mundur, wiecie, rozumiecie, trzeba budować Polskę, nie taka o jakiej marzyliśmy,
            ale przecież jedyna jakią mamy, pierdu, pierdu".

            Żeby było jeszcze lepiej ten skurczybyk skończył marnie jako ofiara późniejszych
            czystek wojskowych, odpryskowa sprawa i proces w tzw. "aferze" gen. Tatara.

            To były naprawdę pieprzone czasy, z których jak napisała pani prof. Janion
            Polacy niewiele wyciągnęli wniosków, przynajmniej w kwestii idealizowanej
            pamięci o tamtych czasach.

            Kłaniam się nisko.
            • diabollo Re: diabollo 19.09.09, 21:18
              A jeszcze z opowieści dziadka "bliskiej mi osoby" (właściwie najbliższej), chyba
              już wpominałem, jego znajomy, dobry oficer Sił Zbrojnych na Zachodzie,
              homoseksualista (o czym znajomi widzieli) jakoś nie trafił do "obozu
              internowania" (pewnie politycznie nie podpadł dowództwu), walczył do końca
              wojny. Po wojnie tak jak wszyscy stanął przed dylematem co dalej - wracać do
              "sowieckiej" Polski czy nie.

              Homoseksualiści w tamtych czasach pewnie mieli jeszcze bardziej przechlapane niż
              teraz, w dodatku na gwałt się żenili żeby się maskować i zachowywać pozory (tak
              krzywdzić ludzi?), ten oficer też miał żonę w Polsce i dziecko.

              No więc w końcu wybrał trzecią drogę - strzelił sobie w łeb ze służbowego
              pistoletu.
              Ot, kolejny kombatancki życiorys.

              Kłaniam się nisko.
              • a000000 Re: diabollo 19.09.09, 21:55
                diabollo napisał:

                > Homoseksualiści w tamtych czasach pewnie mieli jeszcze bardziej >przechlapane
                niż teraz,

                wolne żarty mospanie!!! kiedyś homoseksualista musiał się kryć w podziemiu - a
                gdy się wydało, to był skończony...
                teraz homoseksualiści mieszkają razem, nie kryją się, mają swoje kluby w których
                sodoma i gomora panuje... i nikt im nie przeszkadza... W którym miejscu mają
                dziś przechlapane????

                A w łeb strzelił z powodu homoseksualizmu, czy z powodu rozdarcia politycznego?
                Oficer Sił Zbrojnych na Zachodzie miał u komunistów dokładnie i całkowicie
                przechlapane... Wrócić czy zostać - to był dylemat bardzo wielu - niektórych
                przerósł...
                Ojciec znajomej - Pomorzanin - wcielony do Wehrmachtu jako obywatel Rzeszy -
                uciekł, przyłączył się do Andersa, walczył pod Monte Cassino.... po wojnie
                wrócił z Anglii... wiesz, jak miał przechlapane??? nawet w roku 70, gdy tu była
                wojna - jego prewencyjnie wsadzono do więzienia - bo wróg ludu....
        • wkkr Re: fakt spełnianie obietnicy danej przyjacielowi 18.09.09, 19:52
          diabollo napisał:


          > Chłopaki mieli pociąg aby wystąpić jako "drag queen" na pogrzebie,
          no i się
          > "udało".
          ==============
          spłycasz sprawę i to potwornie.
          • a000000 Re: fakt spełnianie obietnicy danej przyjacielowi 18.09.09, 20:01
            Hipcio, Diabollinek zawsze wszystko spłyca. Może dlatego, że jako lewak nie
            rozumie co to dane słowo i honor ... jeśli panowie coś sobie przyrzekli - to
            moim zdaniem pacta sunt servanda.
            • diabollo Re: fakt spełnianie obietnicy danej przyjacielowi 18.09.09, 20:48
              a000000 napisała:

              > Hipcio, Diabollinek zawsze wszystko spłyca. Może dlatego, że jako lewak nie
              > rozumie co to dane słowo i honor ... jeśli panowie coś sobie przyrzekli - to
              > moim zdaniem pacta sunt servanda.
              >

              Tak, gwoli sprostowania swój temat, nie uważam się za "lewaka".
              Podobnie jak przepiękna Kora określiłbym siebie raczej jako "różowa hiena",
              czyli liberał.

              Choć "liberalizm" to kolejne pojęcie po "socjalizmie" i jeszcze paru innych,
              które w Polsce nabrało absurdalnego, zniekształconego znaczenia.

              I tak w Polsce liberałami zwykło się określać przede wszystkim zwolenników
              liberalizmu gospodarczego (w wydaniu cokolwiek neoliberalnym), czyli ludzi
              myślących kategoriami administracji b. prezydenta Busha.
              Żeby było śmieszniej w tych całych Stanach (skąd niby tak chcemy czerpać wzorce)
              liberałowie to właśnie przeciwnicy takiego myślenia, znowu tylko przez
              grzeczność nie nazywani "socjaldemakratami" (bo socjalista to tam polityczna
              obelga).

              Wszystko to takie popieprzone.

              Aha, nie żywię nadziei, że czcigodna A000000 i pewnie inni czcigodni Forumowicze
              przestaną brać mnie za okaz "lewaka".

              Kłaniam się nisko.
              • maria421 Re: fakt spełnianie obietnicy danej przyjacielowi 18.09.09, 21:03
                Diabollo liberalem?

                Slowo "libaral" pochodzi od lacinskiego "Liberalis"- i oznacza "godny wolnego
                czlowieka". tzn. szlachetny, przyzwoity, przykladny....
                • kora3 czyli wypisz wymaluj Diabollo 18.09.09, 21:09
                  na tyle na ile go znam - przywzwoity, godny, szlachetny, nie
                  hipokryta, nie klamca, nie udawacz, nie krzywdziciel - weszystko sie
                  zgadza :)
                  • maria421 Re: czyli wypisz wymaluj Diabollo 18.09.09, 22:12
                    Jaki jest Diabollo naprawde, tego nie wiem. Wiem ze na forum to on sobie z cech
                    takich jak przyzwoitosc kpi jako z nieliberalnego przezytku.
                    • kora3 Re: czyli wypisz wymaluj Diabollo 18.09.09, 22:27
                      maria421 napisała:

                      > Jaki jest Diabollo naprawde, tego nie wiem. Wiem ze na forum to on
                      sobie z cech
                      > takich jak przyzwoitosc kpi jako z nieliberalnego przezytku.
                    • kora3 sorry 18.09.09, 22:27
                      wysłał sie puty post

                      nie odnosze takiego wrazenia, on jest bardzo przyzwoity
                      • maria421 Re: sorry 18.09.09, 22:34
                        kora3 napisała:

                        > wysłał sie puty post
                        >
                        > nie odnosze takiego wrazenia, on jest bardzo przyzwoity

                        Tak tak, szczegolnie jak sie upiera oceniac czyjes zmarle matki....
                        • kora3 Re: sorry 18.09.09, 22:35
                          maria421 napisała:

                          > kora3 napisała:
                          >
                          > > wysłał sie puty post
                          > >
                          > > nie odnosze takiego wrazenia, on jest bardzo przyzwoity
                          >
                          > Tak tak, szczegolnie jak sie upiera oceniac czyjes zmarle matki....

                          nie wiem o czym mowa, ale moge powiedziec, ze to osoba pozbawiona
                          przesładzania, niekonukturalna, ktytyczma i samokrytyczna i nie
                          kieruje sie sympatiami oraz jest szczera i prawdziwa - dla mnie to
                          przyzwoitosc. Kupkaoblana lukrem mi sie taka nie wydaje
                          • maria421 Re: sorry 19.09.09, 09:51
                            kora3 napisała:


                            >
                            > nie wiem o czym mowa, ale moge powiedziec, ze to osoba pozbawiona
                            > przesładzania, niekonukturalna, ktytyczma i samokrytyczna i nie
                            > kieruje sie sympatiami oraz jest szczera i prawdziwa - dla mnie to
                            > przyzwoitosc. Kupkaoblana lukrem mi sie taka nie wydaje

                            Przyzwoitosc polega tez na wyczuciu jak daleko mozna sie posunac w byciu
                            szczerym i krytycznym.
                            • diabollo Re: sorry 19.09.09, 12:28
                              maria421 napisała:

                              > kora3 napisała:
                              >
                              >
                              > >
                              > > nie wiem o czym mowa, ale moge powiedziec, ze to osoba pozbawiona
                              > > przesładzania, niekonukturalna, ktytyczma i samokrytyczna i nie
                              > > kieruje sie sympatiami oraz jest szczera i prawdziwa - dla mnie to
                              > > przyzwoitosc. Kupkaoblana lukrem mi sie taka nie wydaje
                              >
                              > Przyzwoitosc polega tez na wyczuciu jak daleko mozna sie posunac w byciu
                              > szczerym i krytycznym.


                              I tak czcigodna Maria zaskakująco udowodniła, że aby być przyzwoitym trzeba być
                              polityczno poprawnym.

                              A wracając do sprawy Twojej mamy czy szerzej naszych matek, nigdy Jej ani Ich
                              nie oceniałem. To jest zwyczajnie nieprawda.
                              Wręcz przeciwnie - zawsze wyrażałem dla nich wielkie zrozumienie.

                              Stwierdziłem fakt dużego prawdopodobienstwa Ich zachowań, konkretnie przerywania
                              ciąży, które były w ich czasach przecież niesamowicie powszechne.
                              Warunkowałem (bo przecież nie wiem), że jeżeli nasze mamy nie urodziły oprócz
                              nas jeszcze ośmioro czy dziesięcioro rodzeństwa, to w czasach PRLu kiedy
                              przerywanie ciąży było jedyną szeroko dostępną metodą kontroli urodziń - to
                              wysoce prawdopodobne jest, że One też ciąże przerywały.
                              Pisałem to w kontekście właśnie katolicko-"moralnych" ocen o "morderczyniach
                              nienarodzonych dzieci", żeby z tymi absurdalnymi ocenami uważać i pamiętać, że
                              "prawie napewno" mówimy o naszej matce, ciotce, babce, kuzynce, etc.

                              Dla Ciebie, czcigodna Mario, z tym faktem wysokiego prawdopodobieństwa trudno
                              się było pogodzić ani polemizować, więc się obraziłaś.

                              Przeprosiłem Cie za to z pięć razy, bo choć miałem rację, przecież nie musiałem
                              opisem rzeczywistości nadszarpywać jakiś wrażliwych strun w Twojej świadomości
                              czy podświadomości - nie musiałem pisać, że czcigodnej Marii (może szczególnie
                              czcigodnej Mari patrząc na dekadę, w której się urodziła).
                              (poza tym w dylemacie: "chcesz mieć rację czy chcesz być szczęśliwy", staram się
                              przyjmować drugą opcję).

                              Na próżno!
                              Czcigodna Maria do końca świata i jeden dzień dłużej będzie obnosić się ze swoją
                              "krzywdą" i zarzucać mi, że "oceniałem Jej matkę".

                              Kłaniam się nisko.
                              • a000000 Re: sorry 19.09.09, 17:48
                                diabollo napisał:

                                żeby z tymi absurdalnymi ocenami uważać i pamiętać, że
                                > "prawie napewno" mówimy o naszej matce, ciotce, babce, kuzynce, etc.

                                to nie są oceny absurdalne... jeśli te ciotki i kuzynki ciążę usunęły - to są
                                morderczyniami... możemy nad faktem ubolewać, stratę opłakiwać... ale rzecz
                                należy nazwać po imieniu.

                                Diabolciu, uważasz, że gdy ja zabiję - to usprawiedliwienia mogę szukać w
                                zmianie nazewnictwa?

                                > Czcigodna Maria do końca świata i jeden dzień dłużej będzie obnosić >się ze
                                swoją "krzywdą" i zarzucać mi, że "oceniałem Jej matkę".

                                Diabollo, zrobiłeś to w czasie, gdy Maria żegnała się ze swoją Matką.. doprawdy
                                nie dziw się, że ma żal...
                                No i co prawda to prawda - publicznie oświadczyłeś, że szanowna Matka zapewne
                                usuwała ciążę... bez dowodu, bez poszlak... uogólniłeś na podstawie
                                statystyk.... a jak się ma statystyka do przypadku szczególnego - chyba nie
                                muszę Ci mówić... czyli popełniłeś grzech oszczerstwa...

                                Na Twoim miejscu wysłałabym Marii bukiet kwiatów z przeprosinami...
                                to co zrobiłeś, to wielki obciach.

                                > I tak czcigodna Maria zaskakująco udowodniła, że aby być przyzwoitym >trzeba
                                być polityczno poprawnym.

                                nie mam teraz czasu na rozwinięcie, ale pozwolę sobie się nie zgodzić.
                                • maria421 Re: sorry 19.09.09, 17:54
                                  Diabolciu, nie myl pojec. Polityczna poprawnosc , jak sama nazwa wskazuje,
                                  odnosi sie do szeroko pojetej sfery polityki, nie do zwyklych stosunkow
                                  miedzyludzkich. W tych liczy sie przyzwoitosc, czyli zdolnosc wyczucia co mozna,
                                  a czego nie mozna.

                                  Cynicy na ogol tej zdolnosci nie posiadaja.
                                • diabollo Re: sorry 19.09.09, 18:05
                                  a000000 napisała:


                                  > Na Twoim miejscu wysłałabym Marii bukiet kwiatów z przeprosinami...
                                  > to co zrobiłeś, to wielki obciach.

                                  Przepraszałem już z pięć razy i jak widać nic to nie dało.
                                  Co więcej nigdy nie napisałem, że mama czcigodnej Marii ciążę przerwała, tylko
                                  napisałem, że jest to wysoce prawdopodobne.
                                  Za to przepraszam po raz szósty.

                                  A jeszcze przypomniał mi się kontekst tej dyskusji.
                                  Chodziło o historię pani Tysiąc.
                                  Jakiś czcigodny Forumowicz osądził ją z kolei w ten sposób, że swoim
                                  procesowaniem skrzywdziła swoje dziecko, które przecież teraz napewno dowie się,
                                  że kiedyś jego matka chciała usunąć ciążę.

                                  Na tą pełnej hipokryzji ocenę odpowiedziałem, że matki wększości z nas usuwały
                                  ciąże a my jakoś my żyjemy, nie jesteśmy tym skrzywdzeni.
                                  Na co właśnie zaczęła protestować czcigodna Maria, więc zacząłem jej dowodzić -
                                  pewnie niemądrze, że to zacząłem - prawdopodobieństwo w je przypadku również
                                  jest wysokie.

                                  Kłaniam się nisko.
                                • kora3 wiesz Azerko 20.09.09, 07:53
                                  z tymi kwoatami to moze i miy gest, ale dyby każdy kto tu kogoś
                                  obraził posyłał no to - sama wiesz...

                                  rzeczonej wypowedzi Diabolla sobie nie przypomiman, pewnie jej nie
                                  czytałam po prostu.
                                  Ale co do owych "morderczyń" w ontekscie tego co powiedziałas się
                                  nie zgadzam.
                                  nawet z katolickiegi punktu widzenia okolicznosci grzechu mają
                                  znaczenie, tak samo zresztą jest w zwyczajnym prawie:) gdzie w
                                  miejsce grzechu pojawia się wykroczenie, albo przestepstwo.

                                  Prawda jest taka, zew czasach o których pisał Diabollo aborcja nie
                                  tylko była legalna, ale takze bardzo niewiele mówił o niej Kosciół
                                  swoim wiernym.
                                  Dyskusji w temacie nie toczyło sie nawet na katechezach w wieku
                                  młodziezowym. Nie znam powodów takiej ówczesnej postwy Koscioła w
                                  Polsce, ale taka była. Nie przekonuje mnie strach przed władzą
                                  ludową :) bo Kosciół owego strachu nie wykazaywał w sprawach daleko
                                  bardziej odległych od moralnosci, tj. politycznie.
                                  Tak wiec świadomosc katoliczek w temacie wówczas była prawdopodobnie
                                  inna, niż obecnie. I nie chodzi o zmiane nazewnictwa, a o inne
                                  spojrzenie.
                                  Uprzedzając kontrargumenty: zapewne Kosciół nie głosil, ze aborcja
                                  jest ok, skoro legalna, nie ma takiej mozliwosci. Ale z racji ciszy
                                  wokół tematu, a takze ówczesnego znacznie mniej niż obecnie
                                  rozwinietych technik informacji (ówczene media, brak netu)
                                  świadomosc mogła być i pwdopodobnie była inna.
                                  Dzis, w dobie netu, mediów rónych mozna spotkac osoby podające sie
                                  za katolików, pzygotowujące do katolickiego slubu, któe sa zdumione
                                  np. tym, ze antykoncepcja jest w oczach Koscioła grzechem, a
                                  dowiedziec sietego, nawet pzypadkiem nie jest trudno.

                                  Wacajac do matek, kuzynek i cioc, czy babc. Jak mówie - tamtej
                                  wypowiedzi Diabolla nie znam. Jednakze jesi ktos mówi np: pokoenie
                                  naszych dziedków mniej dbało o higiene niż my, to osobiscie nie bioe
                                  tego za obrazanie mojego dziadka, czy babci, ze byli brudasami:)
                                  Owszem, wówczas z pzyczyn róznych o higiene dbało sie mniej-
                                  ogólnie, a szczególnie, konkretne osoby, jak zawsze - róznie.
                            • kora3 Re: sorry 20.09.09, 07:32
                              maria421 napisała:

                              > kora3 napisała:
                              >
                              >
                              > Przyzwoitosc polega tez na wyczuciu jak daleko mozna sie posunac w
                              byciu
                              > szczerym i krytycznym.

                              zgadzam się z tym ,ze akurat Diabollo trudno zrzucic, ze mu tego
                              wyczucia brak
                              • maria421 Re: sorry 20.09.09, 08:42
                                kora3 napisała:

                                > zgadzam się z tym ,ze akurat Diabollo trudno zrzucic, ze mu tego
                                > wyczucia brak

                                Kora, ja naprawde podziwiam jak Ty i Diabollo pieknie sie wspieracie, ale ja mam
                                akurat zupelnie inne zdanie na temat taktu Diabollo i przy nim pozostane.
                                • kora3 Re: sorry 20.09.09, 08:44
                                  maria421 napisała:

                                  >
                                  > Kora, ja naprawde podziwiam jak Ty i Diabollo pieknie sie
                                  wspieracie

                                  tak sie sklada,ze wsparcia nie potrzebuje:), ale jeśli chodzo o
                                  przysłówek "pieknie" to zapwne odnosić się moze do kolegi Diabolla :)


                                  , ale ja ma
                                  > m
                                  > akurat zupelnie inne zdanie na temat taktu Diabollo i przy nim
                                  pozostane.

                                  Ależ pozostań :) co mnie to?:)
              • kora3 Re: fakt spełnianie obietnicy danej przyjacielowi 18.09.09, 21:07
                diabollo napisał:
                > >
                >
                > Tak, gwoli sprostowania swój temat, nie uważam się za "lewaka".
                > Podobnie jak przepiękna Kora określiłbym siebie raczej
                jako "różowa hiena",
                > czyli liberał.

                :) o przepociagajacy - no cóz nie wiesz co to honor i słowo,
                ciekawe, bo podczas innej dyskusji Kann mnie przekonywał, ze słowo
                dane niepublicznie, nie a znaczenia :)
                >
                >
                > Aha, nie żywię nadziei, że czcigodna A000000 i pewnie inni
                czcigodni Forumowicz
                > e
                > przestaną brać mnie za okaz "lewaka".
                >
                nie żyw, bo dla nich to najprostsze - zero wysiłku :)
                • kann2 Re: fakt spełnianie obietnicy danej przyjacielowi 18.09.09, 22:45
                  kora3 napisała:

                  > ciekawe, bo podczas innej dyskusji Kann mnie przekonywał, ze słowo
                  > dane niepublicznie, nie a znaczenia :)

                  Kłamiesz.
                  • kora3 Re: fakt spełnianie obietnicy danej przyjacielowi 20.09.09, 07:35
                    kann2 napisał:

                    > kora3 napisała:
                    >
                    > > ciekawe, bo podczas innej dyskusji Kann mnie przekonywał, ze
                    słowo
                    > > dane niepublicznie, nie a znaczenia :)
                    >
                    > Kłamiesz.

                    nie :)
                    przecież napisałeś ,ze małzeństwo jest publicznie złozona
                    deklaracja, a na pytanie czy ieubliczna deklaracja tez jest wazna
                    nie dałes jednoznacznej odpowoezi, ze tak, tylko swoje
                    powtarzałes :)
                • a000000 Re: fakt spełnianie obietnicy danej przyjacielowi 18.09.09, 22:56
                  kora3 napisała:

                  > nie żyw, bo dla nich to najprostsze - zero wysiłku

                  aaaa... tego zarzutu to nie rozumiem... po co się wysilać i dorabiać byty
                  wirtualne - należy brać rozmówcę takiego, jaki sie nam sam przedstawia...
                  • kora3 Re: fakt spełnianie obietnicy danej przyjacielowi 20.09.09, 07:37
                    a000000 napisała:

                    > kora3 napisała:
                    >
                    > > nie żyw, bo dla nich to najprostsze - zero wysiłku
                    >
                    > aaaa... tego zarzutu to nie rozumiem... po co się wysilać i
                    dorabiać byty
                    > wirtualne - należy brać rozmówcę takiego, jaki sie nam sam
                    przedstawia...
                    >
                    no własnie :)
                    z tym, ze niektórzy tu, co wiem na bank, przedstawiaja sie nieco hmm
                    inaczej niż jest w zeczywistosci :)

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka