Miłość ludzka i miłość Boska

02.11.09, 18:44
mateusz.pl/czytania/2009/20091102.htm
"Są dwie miłości: jedna doczesna, ludzka, druga wieczna i Boska.
Obie są piękne i niezwykle cenne. Ta ludzka miłość ma wiele form:
miłość macierzyńska, ojcowska, dziecka do rodziców, miłość
narzeczeńska i miłość przyjaźni. Wszystkie te miłości stanowią
najwyższy skarb, najcenniejszy, jaki można znaleźć na ziemi. Miłość
Boga, wieczna, do której jest zdolne ludzkie serce, często buduje na
tej miłości naturalnej. Istnieje jednak wielka różnica między
miłością doczesną a tą Bożą, która jest początkiem nieba. Ujawnia
się ona, gdy miłość zostaje poddana próbie. Dopiero bolesne
doświadczenie ujawnia, z jaką miłością mamy do czynienia. Serce musi
być zranione. I w zależności od tego, jak wtedy się zachowuje,
rozpoznajemy, czy w nim była tylko czysto doczesna miłość, czy też
miłość Boga. Jeśli zostanie zraniona miłość doczesna, to serce się
zamyka. Jeśli zostanie zraniona kilkakrotnie, serce potrafi się
zaryglować do końca swoich dni. Taki jest odruch serca.

Jeśli natomiast serce wypełnia miłość Boża, po zranieniu otwiera się
na tego, kto rani. Pocałunek Judasza najgłębiej zranił
Jezusa: „Przyjacielu, po coś przyszedł?”. Jego Serce krwawi, kiedy
gwoździe sięgają rąk i nóg, a usta wołają: „Ojcze, odpuść im, bo nie
wiedzą co czynią”. To Serce zranione włócznią otwiera się dla
wszystkich ludzi. To jest ta zasadnicza różnica, miłość doczesna
cierpi i ma pretensje do tego, kto zranił. Miłość Boga nie dlatego
cierpi, że została zraniona, ale dlatego, że obok jest
nieszczęśliwy, który cierpi, bo pragnie, aby ten człowiek odkrył swe
złe postępowanie i już nie ranił.

Przynosimy dziś do Boga imiona naszych zmarłych. Wszyscy jesteśmy
grzesznikami i oni również zranili Chrystusowe Serce. Wiemy, że to
Jego Serce jest dla nich otwarte. Chcemy im naszą modlitwą pomóc,
aby podeszli do tego Serca już nie po to, aby ranić, ale po to, by
przeprosić; po to, by wynagrodzić, po to, aby zjednoczyć się z
Bogiem na całą wieczność, dziękując Mu za Jego nieskończone
miłosierdzie."

Ks. Edward Staniek
Pełna wersja