Dodaj do ulubionych

Łaska boża

10.06.10, 10:49
Dwa wydarzenia przemawiają za brakiem łaski: tsunami koniec 2004 roku i obecna
powódź w Polsce(i na przykład na Węgrzech).Oczywiście pozostaje jeszcze
resztka idywidualnej łaski,kiedy piorun nie strzelił w chatę.Zwyczaj
przynoszenia do domu gałązek z ołtarzy po procesji Bożego Ciała (niedawnej) ma
symbolicznie ochronić przed uderzeniami piorunów.To nie tylko religia,ale
poparcie dla politycznego trupa,lub fizycznego trupa to akt klęski.
Obserwuj wątek
    • piwi77 Re: Łaska boża 10.06.10, 10:59
      Może to coś wyjaśni -
      Tam, gdzie wzmógł się grzech, tam jeszcze obficiej rozlała się
      łaska
      (Rz 5. 20).
      Zwracam uwagę na słowo rozlała.
      • kolter-xxl Re: Łaska boża 10.06.10, 20:56
        piwi77 napisał:

        > Może to coś wyjaśni -
        > Tam, gdzie wzmógł się grzech, tam jeszcze obficiej rozlała się
        > łaska
        (Rz 5. 20).
        > Zwracam uwagę na słowo rozlała.

        Znam inne tłumaczenie tego wersetu i tu zwróć uwagę na słowo 'niezasłużona '

        A Prawo weszło dodatkowo, aby obfitowało wykroczenie. Ale gdzie obfitował
        grzech, tam jeszcze bardziej obfitowała niezasłużona życzliwość
    • wayout Re: Łaska boża 10.06.10, 21:17
      primum_non napisał:

      > Dwa wydarzenia przemawiają za brakiem łaski: tsunami koniec 2004
      roku i obecna
      > powódź w Polsce(i na przykład na Węgrzech).Oczywiście pozostaje
      jeszcze
      > resztka idywidualnej łaski,kiedy piorun nie strzelił w
      chatę.Zwyczaj
      > przynoszenia do domu gałązek z ołtarzy po procesji Bożego Ciała
      (niedawnej) ma
      > symbolicznie ochronić przed uderzeniami piorunów.To nie tylko
      religia,ale
      > poparcie dla politycznego trupa,lub fizycznego trupa to akt klęski.


      Łaska dana jest każdemu i całkowicie, ale niemal każdy odwraca się
      od niej, uważając, że sam może być swoim bogiem i stwórcą. Ten
      mechanizm psychozy nazywa się ego. Niebo jest doświadczeniem
      całości, pełni i całkowitości. By wiedzieć, że jest się w Niebie (bo
      jest się cały czas, tylko traci się tego świadomość), konieczne jest
      chcieć całkowicie Nieba. Dlatego podzielone umysły, wewnętrznie
      sprzeczne, chcące trochę tego, trochę tamtego, tracą świadomość
      Nieba i śnią tsunami, śmierć, katastrofy, itd.
      • bez_seller Re: Łaska boża 10.06.10, 22:09
        wayout napisał:

        Łaska dana jest każdemu i całkowicie, ale niemal każdy odwraca się
        > od niej, uważając, że sam może być swoim bogiem i stwórcą.

        Powiedz to gwalconym, glodujacym, maltretowanym dzieciom. Chorym,
        uposledzonym, umierajacym z glodu i braku milosci lub po prostu
        zabijanym. A dzieje sie to na calym swiecie, na naszych oczach.
        • wayout Re: Łaska boża 11.06.10, 11:21
          bez_seller napisała:

          > Powiedz to gwalconym, glodujacym, maltretowanym dzieciom. Chorym,
          > uposledzonym, umierajacym z glodu i braku milosci lub po prostu
          > zabijanym. A dzieje sie to na calym swiecie, na naszych oczach.

          Właśnie widzenie cierpienia, konieczność jego zrozumienia, to były
          główne, choć nie jedyne czynniki powodujące, że musiałem odnaleźć
          sens istnienia. Z powodu widzianego cierpienia odrzuciłem także
          wszelkie religie. Możesz komentować: cierpienie jest, więc Boga nie
          ma, itd. A potem w zwykłym życiu, żyć jakby cierpienia wokół nie
          było. Ale możesz zadać sobie trud, jak Budda (bo jego droga zaczęła
          się od wewnętrznej konieczności zrozumienia cierpienia), jak wielu,
          wielu poszukujących, by zrozumieć dlaczego cierpienie jest. Ale to
          jest trud poszukiwań, które muszą być wytrwałe, zdeterminowane,
          niezłomne, uczciwe. W końcu dzieje się tak,że tylko szukasz.
          Opisywał to Aldous Huxley, który akurat nie doszedł do kresu
          zrozumienia, choć wiele zrozumiał, ale zauważył, że prawdziwie
          poszukujący są ludźmi monotematycznymi. I tak jest, bo jeśli robisz
          to uczciwie, to w końcu wszytsko poddajesz badaniu, szukasz
          niestrudzenie. Właśnie dlatego, że widzisz cierpienie, na które nie
          ma w Tobie zgody. Jeśli nie kroczysz tą drogą, skaczesz tu i tam,
          coś tam Ci się wydaje, raz to, raz tamto, coś tam skomentujesz, to
          to co mówisz nie ma żadnego znaczenia, jak wszystko co wypowiadają
          ludzie zanurzeni w swoim ego i samooszukujący się. Nie możesz
          zrozumieć cierpienia, jesli nie zrozumiesz sensu świata i swojego
          istnienia. Jeśli nie zrozumiesz na najgłębszym poziomie kim jesteś.
          Jest to oczywista logiczna konieczność. Wejdź więc na ścieżkę
          samopoznania, ale nie na poziomie psychologizowania. Przeniknij sens
          swego bytu, prześwietl wszystko. Zamień tanie komentarze na
          poznanie. Zrozumiesz też skąd bierze się cierpienie. Prwada o
          cieprpieniu jest wręcz niemożliwa do zaakceptowania dla kogokolwiek
          kto nie idzie wytrwale i z determinacją drogą samopoznania. A nawet
          na tej drodze bardzo wielu wchodzi na różnych poziomach w ślepe
          uliczki samooszustwa. Powodzenia :)
          • karbat Re: Łaska boża 11.06.10, 12:15
            wayout napisał:
            > Ale możesz zadać sobie trud, jak Budda (bo jego droga zaczęła
            > się od wewnętrznej konieczności zrozumienia cierpienia), jak
            > wielu, wielu poszukujących, by zrozumieć dlaczego cierpienie jest.
            > Ale to jest trud poszukiwań, które muszą być wytrwałe,
            >zdeterminowane, niezłomne, uczciwe. W końcu dzieje się tak,że tylko
            szukasz.

            O ile wiem Budda w przeciwinnstwie do kosciola katolikow
            heroizujacego cierpienie - cierpienie uszlachetnia , czyni ludzi
            lepszymi ... ??? ,- nauczal , ze cierpienie jest zlem ,
            nauczal jak go omijac je zwalczac .
            W tym wzgledzie katolicyzm jest uwsteczniony , zboczony ,
            na tle cierpienia - wciska ludziom ciemote .
            • wayout Re: Łaska boża 11.06.10, 14:41
              karbat napisał:

              > O ile wiem Budda w przeciwinnstwie do kosciola katolikow
              > heroizujacego cierpienie - cierpienie uszlachetnia , czyni ludzi
              > lepszymi ... ??? ,- nauczal , ze cierpienie jest zlem ,
              > nauczal jak go omijac je zwalczac .
              > W tym wzgledzie katolicyzm jest uwsteczniony , zboczony ,
              > na tle cierpienia - wciska ludziom ciemote .

              Masz rację. Tylko, że.....w buudyzmie obecnie tez jest niesamowicie
              wiele wypaczeń. Gdybyś urodził się w buddyjskim kraju, pewnie tak
              samo niedobrze by Ci się robiło, gdybyś je widział, jak teraz gdy
              widzisz wypaczenia chrześcijaństwa. To trwa niemal od samego
              początku religii chrześcijańskiej. Bo samo obranie symbolu - krzyza -
              dowodzi niezrozumienia nauki Chrustusa. Jego przesłaniem nie było
              ukrzyzowanie, lecz zmartwychwstanie i to zmartwychwstanie powinno
              być symbolem kościoła Jezusa. Ale ego "przejęło" od niemal początku
              chrześcijaństwo (choć było też wielu światłych, miłujących, mądrych
              chrześcijan) i dziś można powiedzieć, w bardzo wielu aspektach, że
              to kościół jest antychrystem. Wierzę, że to zmieni się.
          • bez_seller Re: Łaska boża 11.06.10, 12:20
            Juz mi dawales rady. Ale jakich dokonales odkryc, nie powiedziales,
            bo jak napisales, boisz sie kpin. Zalozmy, ze juz dkrylam kim
            jestem. Problem w tym, ze ja sie na to wszystko i tak nie godze. Bo
            co z tego, ze wiem, kiedy w zaden sposob pomoc nikomu nie moge.
            Patrzec na cierpienie jest wiekszym cierpieniem, niz cierpiec samemu.

            W zwiazku z tym, w nosie mam wiedze o tym kim jestem. Nie mysl, ze
            Twoje rady pomaga ukoic cierpienie. I podtrzymuje - udziel rady
            choremu, uposledzonemu dziecku, przywiazanemu za rece i nogi do
            lozka, z gnijacym w fekaliach cialem, z ranami na glowie od walenia
            w metalowe prety. Ono nie ma szans na zrozumienie, na poszukiwanie.
            Jest cierpieniem; niepojetym, strasznym i nie ma zadnej mocy,
            zadnego boga, zadnej tajemnicy, ktora usprawiedliwiala by takie
            cierpienie. Rozumiesz?

            Właśnie dlatego, że widzisz cierpienie, na które nie
            > ma w Tobie zgody. Jeśli nie kroczysz tą drogą, skaczesz tu i tam,
            > coś tam Ci się wydaje, raz to, raz tamto, coś tam skomentujesz, to
            > to co mówisz nie ma żadnego znaczenia, jak wszystko co wypowiadają
            > ludzie zanurzeni w swoim ego i samooszukujący się. Nie możesz
            > zrozumieć cierpienia, jesli nie zrozumiesz sensu świata i swojego
            > istnienia.


            To teraz prosze powiedziec jak Ty rozumiesz cierpienie.
            • wayout Re: Łaska boża 11.06.10, 14:33
              bez_seller napisała:
              > Juz mi dawales rady. Ale jakich dokonales odkryc, nie
              powiedziales,
              > bo jak napisales, boisz sie kpin.

              Napisałem to wyraźnie w wielu postach. Tylko umysł, całkowicie
              niematerialny byt, istnieje. Reszta jest jego projekcją. A projekcja
              całkowicie zależy od umysłu. Wszystko ze sfery postrzegania,
              percepcji, jest projekcją umysłu. I każdy projektuje dokładnie to co
              chce. Nie jest to moje odkrycie. Mówił o tym Budda, Jezus i
              dziesiątki innych. Dla Ciebie może to pozostać spekulacją, fantazją,
              majaczeniem. I tak będzie jak długo nie wejdziesz na ścieżkę
              poznania, nie pozbędziesz się wszystkich swoich poglądów i w końcu
              nie doświadczysz tego: doświadczysz! Wtedy w jednym mgnieniu
              zrozumiesz, że wszystko co wcześniej myślałaś o świecie było snem,
              majakiem rozszczepionego umysłu. Co do kpin, to tak to sobie
              zinterpretowałaś. Nie boję się. Na kpiny jestem wręcz przygotowany,
              bo to spotyka ciągle tych, którzy próbują budzić innych, gdy sami
              się budzą. Poza tym kpina istnieje dla Ciebie, dla mnie nie ma
              czegoś takiego jak kpina, jest tylko niezrozumienie.

              Załóżmy, że juz dkrylam kim
              > jestem. Problem w tym, ze ja sie na to wszystko i tak nie godze.

              Te dwa zdania jasno pokazują, ze nie odkryłaś. To ma taki sam sens
              jak mówienie przez niewidomego: "załóżmy, że odzyskałem wzrok" ....i
              dalej mówi o świecie, którego nie widzi, jakby go widział.

              Bo
              > co z tego, ze wiem, kiedy w zaden sposob pomoc nikomu nie moge.
              > Patrzec na cierpienie jest wiekszym cierpieniem, niz cierpiec
              samemu. W zwiazku z tym, w nosie mam wiedze o tym kim jestem.
              >
              Tak, i są różne wyjścia. Fałszywe ścieżki i jedna, która wyprowadzi
              nas z cierpienia. Możesz odwrócić wzrok. Ale to nic nie da, a poza
              tym z tego co piszesz nie jesteś osobą, która chciałaby zrobić,
              czyli zregresować swoją świadomość. Możesz poświęcić życie
              pomaganiu. Na końcu jest to frustrująca droga, bo widzi się, że
              systemowo nic się nie zmienia. Albo można wejść na ścieżkę poznania.
              Pojmij wreszcie proszę, że nie zrozumiesz cierpienia dopóki nie
              zrozumiesz czym jest życie ludzkie, jaki jest jego najgłębszy sens.
              A nie zaradzisz cierpieniu, dopóki nie zrozumiesz skąd się bierze,
              na najgłębszym poziomie, dlaczego w ogóle występuje w
              rzeczywistości. To tak jakbyś chciała zreperować awarię samochodu,
              nie rozumiejąc czym jest samochód i czym jest silnik. Miałoby to
              sens? Zrozum to proszę.


              > Nie mysl, ze
              > Twoje rady pomaga ukoic cierpienie. I podtrzymuje - udziel rady
              > choremu, uposledzonemu dziecku, przywiazanemu za rece i nogi do
              > lozka, z gnijacym w fekaliach cialem, z ranami na glowie od
              walenia
              > w metalowe prety. Ono nie ma szans na zrozumienie, na
              poszukiwanie.
              > Jest cierpieniem; niepojetym, strasznym i nie ma zadnej mocy,
              > zadnego boga, zadnej tajemnicy, ktora usprawiedliwiala by takie
              > cierpienie. Rozumiesz?
              >
              Rozumiem bardzo głęboko, bo to jest cel i sens mojego życia:
              zrozumieć. Dziecko nie wzięło się z powietrza. Jego byt jest
              kontynuacją. Dlatego doświadcza cierpienia. Wierzysz w związki
              przyczynowo-skutkowe na różnych poziomach rzeczywistości, ale na tym
              jednym, najważniejszym nie: uważasz, że zło jest z próżni, znikąd,
              że może nas zaatakować nagle, bez żadnego sensu. A dlaczego nie
              dopuścisz myśli, że zasada przyczynowo skutkowa działa na wszystkich
              płaszczyznach? Może nie tylko jabłoń rodzi jabłka, ale także zło
              rodzi zło? To oczywiście nie oznacza, że można nie przejmować się
              cierpieniem. Choć część osób akceptując to co wyżej, uważa, że nie
              ma co przejmować się cierpieniem innych. To okropna pułapka, która
              zrodzi cierpienie dla tego, który w nią wejdzie (zastawiwszy ją
              wcześniej na siebie samemu). Jeszcze dalej rodzi się wiedza,
              zrozumienie i doświadczenie, że w rzeczywistości, poza projekcją,
              wszyscy jesteśmy jednością. I tu zaczyna się prawdziwa nauka, tu
              wszystkie karykaturalne zasady naszego „świata” ulegają całkowitemu
              odwróceniu. Rodzi się bowiem zrozumienie, że by pomóc sobie
              całkowicie, by samemu wyzwolić się od cierpienia, konieczne jest
              uwolnienie od niego wszystkich. Czyli oznacza to, że konieczne jest
              obudzenie, oświecenie wszystkich śpiących umysłów. Można to uczynić
              tylko poprzez osiągniecie samemu całkowitego oświecenia. I wtedy
              ścieżka staje się pewna. Dążysz tylko do tego, dzień po dniu, minuta
              po minucie oczyszczając swój umysł ze wszystkiego co nie jest
              czystością, miłością. I widzisz jak w percepowanej rzeczywistości
              wokół Ciebie dzieją się zadziwiające rzeczy, z których każda
              potwierdza prawdziwość, świętość i jedyność tej drogi. Nie ma innego
              wyjścia z cierpienia niż całkowite oczyszczenie swojego serca i
              umysłu, tak by nie było w nich nic oprócz miłości. Wtedy pomożemy
              innym całkowicie. Oczywiście, to jasne i widoczne, wciąż nie jestem
              w ten prawdziwy, ostateczny sposób oświecony. Ale wiem, tak jak Ty
              wiesz co widzisz przed oczami, a nawet wiem to jeszcze bardziej, że
              tylko ta ścieżka wyprowadza z cierpienia. I choć wciąż upadam, to
              nie mam innego celu, nie mam innego dążenia. I „osiągnę” to. Choć
              nie wiem kiedy. Ale wiem to, bo wiem, że każdy to osiągnie. Każdy
              bez wyjątku.
              • jeepwdyzlu Re: Łaska boża 11.06.10, 15:37
                Jeśli nie kroczysz tą drogą, skaczesz tu i tam,
                coś tam Ci się wydaje, raz to, raz tamto, coś tam skomentujesz, to
                to co mówisz nie ma żadnego znaczenia, jak wszystko co wypowiadają
                ludzie zanurzeni w swoim ego i samooszukujący się. Nie możesz
                zrozumieć cierpienia, jesli nie zrozumiesz sensu świata i swojego
                istnienia.
                ---------------
                wayout z przyjemnością analizuję Twoje argumenty..
                Duży szacunek za kulturę wypowiedzi..
                Niemniej - zwróć uwagę na swoje słowa..
                jak nie kroczysz TĄ DROGĄ to skaczesz, co mówisz nie ma znaczenia..
                ego, samooszukiwanie...
                Razi mnie - zapewne nie jestem wyjątkiem - przekonanie, że TWÓJ
                punkt widzenia jest JEDYNIE słuszny...

                Weżmy to:
                Tylko umysł, całkowicie
                > niematerialny byt, istnieje. Reszta jest jego projekcją. A
                projekcja
                > całkowicie zależy od umysłu. Wszystko ze sfery postrzegania,
                > percepcji, jest projekcją umysłu. I każdy projektuje dokładnie to
                co
                > chce. Nie jest to moje odkrycie.
                --------
                to zdanie Twoje i Jezusa
                bez urazy - ale w świetle wspólczesnej wiedzy - nie do obrony..

                albo to:
                I tak będzie jak długo nie wejdziesz na ścieżkę
                > poznania, nie pozbędziesz się wszystkich swoich poglądów i w końcu
                > nie doświadczysz tego: doświadczysz! Wtedy w jednym mgnieniu
                > zrozumiesz, że wszystko co wcześniej myślałaś o świecie było snem,
                > majakiem rozszczepionego umysłu.
                ----------
                bardzo to osobiste - szanując to - powiem, że liczni na tym forum
                ateiści - mogliby zmasakrować Twoje przemyslenia...

                Jesteś ciekawym i głębokim dyskutantem (należącym do mniejszości na
                tym forum), ale nie zgadzam się z Toba wprost fundamentalnie...
                Miłego weekendu
                jeep
                • wayout Re: Łaska boża 11.06.10, 18:27
                  jeepwdyzlu:

                  > Razi mnie - zapewne nie jestem wyjątkiem - przekonanie, że TWÓJ
                  > punkt widzenia jest JEDYNIE słuszny
                  >
                  Mam świadomość, że moje słowa mogą razić. Zastanawiam się, uczę
                  się, czy mogę usprawnić przekaz werbalny, by nie raził. Czy
                  pozostaje tylko przekaz niewerbalny, czyli jak mawiali dawni
                  mistrzowie „przekaz umysłu do umysłu”. Obawiam się, że przekaz
                  werbalny zawsze będzie „w tym przypadku” rażący (choć może trochę
                  mniej niż obecnie:). Dlaczego? Nasz świat szanuje różnorodność.
                  Także ją szanuję, choć wiem, że w istocie nie ma większego
                  znaczenia, bo pod wszelką różnorodnością jest to samo pragnienie
                  wszystkich ludzi do szczęścia, spełnienia. To jest znów dłuższy
                  temat. W skrócie. Bóg, podstawa rzeczywistości, pole buddów, nie ma
                  znaczenia jak To nazwiesz, jest całkowitą jednością. Nie ma w niej
                  różnorodności, bo każdy oświecony umysł obejmuje sobą wszystko to co
                  istnieje, każdy oświecony umysł jest jakościowo identyczny z każdym
                  innym oświeconym umysłem. Gdy tego doświadczysz, nie ma miejsca na
                  wątpliwości. Po prostu to wiesz. Gdy patrzysz np. na swoje ręce, to
                  widzisz je i możesz powiedzieć: to są moje ręce. Gdy doświadczasz
                  choćby przebłysku tego czym jest rzeczywistość, wiesz i wiesz, że
                  jest to nie jedyny słuszny ale jedyny realnie istniejący punkt
                  widzenia. Dlatego zawsze podkreślam, że nie ma znaczenia czy ktoś mi
                  wierzy czy nie, że liczy się tylko doświadczenie. Ale by je mieć
                  warunkiem wstępnym jest to by chcieć je mieć. Tak jak by cokolwiek
                  osiągnąć czy zdobyć w naszym świecie, trzeba najpierw tego chcieć i
                  wierzyć w minimalnym choćby stopniu w osiągalność tego. Poza tym to
                  nie jest mój punkt widzenia. To jest ten sam punkt widzenia, o
                  którym mówił Budda, Jezus, mistrzowie zen, chrześcijańscy mistycy,
                  itd. Różnorodność poglądów, opinii i dróg jest złudzeniem. Jeśli
                  na krótki moment założyłbyś, że jedynie umysł istnieje, a wszystko
                  percepowalne jest projekcją, to zgodziłbyś się, że jedyną drogą
                  samopoznania i zrozumienia rzeczywistości jest zrozumienie natury
                  umysłu i mechanizmu projekcji. I że nie ma innej drogi. Mogą być
                  natomiast, są i muszą być różne drogi do osiągnięcia tego
                  zrozumienia, gdyż każdy zaczyna z poziomu indywidualnej iluzji,
                  różnej, choćby troszeczkę, od iluzji kogokolwiek innego.
                  Niezależnie od powyższego dziękuję za Twoje uwagi. Piszę
                  spontanicznie, bez redagowania tekstów, itd. Myślę, że mogę pochylić
                  się bardziej, by nie używać rażących sformułowań, o osobistym
                  charakterze, jak „skaczesz tu i tam”, itp. Ale obawiam się, ze
                  wydźwięk, wrażenie, o którym piszesz, pozostanie z powodów
                  wskazanych wyżej.

                  > Weżmy to:
                  > Tylko umysł.....I każdy projektuje dokładnie to
                  > co chce. Nie jest to moje odkrycie.
                  > --------
                  > to zdanie Twoje i Jezusa
                  > bez urazy - ale w świetle wspólczesnej wiedzy - nie do obrony..
                  >
                  Której współczesnej wiedzy? Zauważ, że wiedza ta ulega niezwykle
                  dynamiczny przemianom. Einstein wyrażał jednoznaczne przekonanie, że
                  czas i przestrzeń są naszą iluzją. Ok, to nie jest wiedza, to tak
                  anegdotycznie, w co wierzyli niektórzy pionierzy współczesnej nauki.
                  Fizyka jednoznacznie pokazuje, że na poziomie mikro obserwacja
                  wpływa na przebieg doświadczenia, że w istocie obserwacja w pewien
                  sposób stwarza obserwowane. Choć nie wyjaśnia za bardzo dlaczego tak
                  się dzieje. Logicznym rozwinięciem tego jest to, co znajdzie
                  potwierdzenie w odkryciach fizyki prędzej czy później, że obserwacja
                  stwarza obserwowane na poziomie makro. Inaczej być nie może, choć
                  trudno byłoby to może szerzej rozwinąć w tym miejscu. Wpływ umysłu
                  na rzeczywistość jest dopiero rozpoznawany, to jest raczkująca
                  dziedzina. Ale istnieją bardzo intrygujące doświadczenia, jak te, w
                  których badanym podawano roztwór soli fizjologicznej czy coś
                  podobnego, całkowicie neutralnego. Badanym mówiono, że są zarażani
                  by przeprowadzić testy lekarstw, opisywano (tylko opisywano!) objawy
                  choroby. I większa część badanych miała te objawy! Następnie
                  podawano placebo, ale nie działało na wszystkich, ale na większość
                  tak! Można to oczywiście różnie tłumaczyć, ale na końcu będzie to
                  zrozumiane, że umysł steruje rzeczywistością. Fakt znany przez
                  fizykę, że informacja rozchodzi się z nieskończoną prędkością (czy
                  tez poza prędkością, natychmiast), czego jednak fizyka nie jest w
                  stanie wyjaśnić, a co jest odzwierciedleniem tego, że wszystko
                  odbywa się w umyśle, poza czasem i przestrzenią. Można wspomnieć o
                  polach morficznych, to na razie mglista paranaukowa teoria, ale
                  niedługo zostanie potwierdzona. Można tak długo. Wróćmy do sedna.
                  Wskaż w jaki sposób nauka wyklucza to, że świat jest projekcją
                  umysłu (pomijam jedną z teorii fizyki, która wprost o tym mówi, że
                  świat jest projekcją z punktu)? Pisałem o tym wielokrotnie: nauka
                  nie może tego wykluczać, dopóki bada system (nasz wszechświat) od
                  wewnątrz. To jest metodologicznie niemożliwe. Możemy założyć nawet,
                  że jesteśmy w zaawansowanej grze komputerowej w XXII wieku, i dopóki
                  nauka nie sięgnie poza system, nie znajdzie punktu odniesienia poza
                  badanym systemem, nie jest w stanie udowodnić nieprawdziwości tego
                  twierdzenia. Współczesna wiedza, z powodów czysto metodologicznych,
                  nie ma możliwości wypowiedzenia się o tym co piszę, ani potwierdzić
                  prawdziwości tego, ani temu zaprzeczyć. Udowodnij, że jest inaczej,
                  bo twierdzisz, że w świetle współczesnej wiedzy, to co piszę jest
                  nie do obrony.
                  Na zakończenie dodam coś, co pewnie ustawi moja osobę w Twoich
                  oczach na szczytach szczytów świata megalomaństwa. Droga do poznania
                  otwiera niesamowite możliwości poznawcze i daje niezwykłe narzędzia
                  badawcze (jak np. bardzo rozwinięta logika). Ostatnio zastanawiałem
                  się, pokrótce, dlaczego fizyka nie może uzgodnić swoich dwóch
                  podstawowych teorii, z których każda działa w praktyce, ale są
                  wzajemnie sprzeczne. I jak sądzę zrozumiałem gdzie jest błąd
                  metodologiczny. To odkrycie jest przepiękne, bo pozwoli(łoby)
                  uzgodnić wskazane teorie i jednocześnie jest całkowicie zgodne z
                  Bogiem. Nie jestem fizykiem, aparat matematyczny jest mi obcy, ale
                  logika nie. Wiem, że w Twoich oczach mogę być osobą na granicy
                  śmieszności i psychozy maniakalno-depresyjnej. To nic. Może się
                  mylę, co do tego co odkryłem. Nie zajmowałem się tym, bo to dla mnie
                  bez znaczenia. Ale wiesz co, jeśli chcesz, skonsultuję to z
                  fizykami. I dam Ci znać. Może to trochę potrwać. Zrobię to tylko po
                  to, byś zechciał choć trochę uwierzyć w to o czym Ci piszę, a jeśli
                  nie mylę się, to chyba uznasz, że coś jest na rzeczy. Jeśli się
                  mylę, to i tak Ci opowiem o co mi chodziło i najwyżej pośmiejemy się
                  z mojego szaleństwa :) Tylko bądź cierpliwy. Czy chcesz bym podjął
                  te działania?

                  > bardzo to osobiste - szanując to - powiem, że liczni na tym forum
                  > ateiści - mogliby zmasakrować Twoje przemyslenia...

                  Otóż próbowali i zawsze polegli na kwestiach metodologicznych i
                  logicznych. Choć tak to nie wyglądało pewnie dla nich, po prostu
                  odstępowali od rozmowy, nie odpowiadali na moje argumenty. Spróbuj
                  Ty. Nie chodzi o konkurs piękności i rywalizację. Chodzi o
                  przebudzenie. Zbadajmy argumenty ateizmu. Ale musisz być całkowicie
                  uczciwy. Niektórzy dyskutanci, ateiści, rozdrabniali wątki, tak by
                  zgubić oś dyskusji, by wchodzić w poboczne tematy, inni stosowali
                  inne nieuczciwe sztuczki erystyczne i wtedy ja odstępowałem od
                  rozmowy. Na końcu jasno widać, że ateizm nie różni się niczym od
                  jakichkolwiek wierzeń religijnych. I na tym poziomie wszystkie
                  systemy są równoważne, bo są nieweryfikowalne. Dlatego mówię o tym
                  by dążyć do doświadczenia. Budda, Jezus, Krishnamurti, dziesiątki
                  innych, także „zwykli” ludzie, na końcu także ja, zapewniają, że to
                  doświadczenie jest dostępne każdemu, można je osiągnąć i że zmienia
                  ono całkowicie i wszystko co sądzi
                  • wayout Re: Łaska boża 11.06.10, 18:31
                    c.d.

                    i wszystko co sądzi się o świecie.
                    Na początek wystarczy jeśli zechcesz udowodnić, że to co piszę jest
                    nie do obrony w świetle współczesnej wiedzy.
                    Miłego weekendu :)
                    • wayout do jeepwdyzlu 12.06.10, 02:49
                      Nie podziękowałem Ci za komplementy. Dziękuję. Ale nie traktuję ich
                      osobiście. To są komplementy dla Ciebie i innych. Bo to Ty mnie
                      uczysz i wszyscy ludzie na świecie. A idee, o których piszę, nie są
                      moje. Jestem tylko bramką komunikacyjną :)
              • bez_seller Re: Łaska boża 11.06.10, 21:04
                wayout napisał:

                > Załóżmy, że juz dkrylam kim
                > > jestem. Problem w tym, ze ja sie na to wszystko i tak nie godze.
                >
                > Te dwa zdania jasno pokazują, ze nie odkryłaś. To ma taki sam sens
                > jak mówienie przez niewidomego: "załóżmy, że odzyskałem
                wzrok" ....i
                > dalej mówi o świecie, którego nie widzi, jakby go widział.

                Piszesz nizej, ze jeszcze nie do konca odkryles kim jestes, wiec nie
                rozumiem Twojego tutaj zaprzeczenia moich odkryc. Odkryj najpierw to
                co masz zamiar odkryc, a dopiero potem wypowiadaj sie na temat
                odkryc innych. I jeszcze jedno. Zapewne naczytales sie informacji o
                tym, jak widziany jest swiat przez tzw. oswieconych i zapewne
                wierzysz, ze nie maja oni juz problemu z zakceptowaniem cierpienia,
                bo jest tylko iluzja. Uwazaj, bo to moze byc totalna bzdura. Poza
                tym mimo Twojego najwiekszego oswiecenia, ludzie, ktorzy cierpia,
                cierpia autentycznie. Budda zyl dwa i pol tysiaca lat temu, a
                ta "iluzja", jak nazywasz cierpienie, wciaz istnieje. Nikt nikogo od
                cierpienia nie uwolnil. Kazdy narodzony czlowiek przezywa swoje
                cierpienie na nowo.

                Rodzi się bowiem zrozumienie, że by pomóc sobie
                > całkowicie, by samemu wyzwolić się od cierpienia, konieczne jest
                > uwolnienie od niego wszystkich. Czyli oznacza to, że konieczne
                jest
                > obudzenie, oświecenie wszystkich śpiących umysłów. Można to
                uczynić
                > tylko poprzez osiągniecie samemu całkowitego oświecenia. I wtedy
                > ścieżka staje się pewna.

                A skad to wiesz?

                Dążysz tylko do tego, dzień po dniu, minuta
                > po minucie oczyszczając swój umysł ze wszystkiego co nie jest
                > czystością, miłością. I widzisz jak w percepowanej rzeczywistości
                > wokół Ciebie dzieją się zadziwiające rzeczy, z których każda
                > potwierdza prawdziwość, świętość i jedyność tej drogi. Nie ma
                innego
                > wyjścia z cierpienia niż całkowite oczyszczenie swojego serca i
                > umysłu, tak by nie było w nich nic oprócz miłości. Wtedy pomożemy
                > innym całkowicie.

                Prawdziwa, swieta i jedyna droga nie istnieje.

                Oczywiście, to jasne i widoczne, wciąż nie jestem
                > w ten prawdziwy, ostateczny sposób oświecony. Ale wiem, tak jak Ty
                > wiesz co widzisz przed oczami, a nawet wiem to jeszcze bardziej,
                że
                > tylko ta ścieżka wyprowadza z cierpienia.



                Ha, ha, a ja jestem w ostateczny sposob oswiecona i wiesz co? Zadna
                sciezka nie wyprowadza z cierpienia. Bo nawet, gdy przestajesz
                odczuwac swoje wlasne, osobiste cierpienie, to widzac cierpienia
                innych, musisz wziac ich cierpienia "na siebie". Tak wlasnie zrobil
                Chrystus, ten wg Ciebie oswiecony czlowiek i Bog? Czy Chrystus choc
                na chwile przestal cierpiec? Albo Budda? Uczyli jak uniknac
                cierpienia, jednak sami byli medrcami cierpiacymi.
                No i oczywiscie nic z ich nauki (w kwestii unikania cierpienia) nie
                wyniklo i nie wyniknie.
                • wayout Re: Łaska boża 12.06.10, 02:14
                  bez_seller napisała:
                  > Piszesz nizej, ze jeszcze nie do konca odkryles kim jestes, wiec
                  nie
                  > rozumiem Twojego tutaj zaprzeczenia moich odkryc. Odkryj najpierw
                  to
                  > co masz zamiar odkryc, a dopiero potem wypowiadaj sie na temat
                  > odkryc innych.

                  Wiem kim jestem. Zaprzeczasz wszystkiemu co piszę, nie pytasz się,
                  utwierdzasz tylko w swoim, nawet nie wiem czym. Bo negacja nie jest
                  żadną ideą. Odkryłem to co chciałem odkryć. Jest etap zrozumienia,
                  są wglądy i etap całkowitego oczyszczenia. Odkryłem, ale jeszcze nie
                  oczyściłem się całkowicie. Mógłbym to bardzo szczegółowo opisać, ale
                  komuś kto pyta się, bo po co komuś kto z założenia neguje? Po drodze
                  pojawiają się stany umysłu i stany rzeczywistości, które nie
                  pozostawiają żadnych wątpliwości. Chcę Ci tylko przekazać, którędy
                  wiedzie droga do spełnienia i wolności od cierpienia i przyniesienia
                  tej wolności innym. To Twój wybór czy przyjmujesz to co piszę, czy
                  chcesz się nad tym zastanowić czy nie. Szukaj spełnienia i
                  zrozumienia po swojemu. Zresztą jak miałabyś inaczej? Jeśli czyni
                  Cię to szczęśliwą i spełnioną, jeśli masz pewność drogi, jeśli wiesz
                  jak pomóc innym to bardzo dobrze. Bo chodzi o Twoje spełnienie i
                  Twoje szczęście. Jeśli jeszcze nie odnalazłaś, ale szukasz, to też
                  dobrze. Świetnie jeśli szukasz. Bo w końcu znajdziesz. Jeśli nie
                  przestaniesz szukać i będziesz robić to uczciwie. Takich osób nie ma
                  wielu, póki co. I nie ważne którędy wejdziesz do poznania i
                  zrozumienia. To co zobaczysz będzie tym o czym do Ciebie piszę.
                  Zrozumiesz to w jednej sekundzie.

                  I jeszcze jedno. Zapewne naczytales sie informacji o
                  > tym, jak widziany jest swiat przez tzw. oswieconych i zapewne
                  > wierzysz, ze nie maja oni juz problemu z zakceptowaniem
                  cierpienia,
                  > bo jest tylko iluzja.

                  Nie naczytałem, tylko doświadczam wolności od cierpienia, na bardzo
                  rożnych poziomach. I koncentruję się na całkowitym oczyszczeniu,
                  by pomóc innym i sobie do końca. Bo całkowita wolność i miłość
                  będzie rozumiana, gdy cały umysł będzie zjednoczony, gdy żadna jego
                  część nie będzie śniła koszmarów o cierpieniu.

                  Uwazaj, bo to moze byc totalna bzdura. Poza
                  > tym mimo Twojego najwiekszego oswiecenia, ludzie, ktorzy cierpia,
                  > cierpia autentycznie. Budda zyl dwa i pol tysiaca lat temu, a
                  > ta "iluzja", jak nazywasz cierpienie, wciaz istnieje. Nikt nikogo
                  od
                  > cierpienia nie uwolnil. Kazdy narodzony czlowiek przezywa swoje
                  > cierpienie na nowo.
                  (…)
                  > Ha, ha, a ja jestem w ostateczny sposob oswiecona i wiesz co?
                  Zadna
                  > sciezka nie wyprowadza z cierpienia. Bo nawet, gdy przestajesz
                  > odczuwac swoje wlasne, osobiste cierpienie, to widzac cierpienia
                  > innych, musisz wziac ich cierpienia "na siebie". Tak wlasnie
                  zrobil
                  > Chrystus, ten wg Ciebie oswiecony czlowiek i Bog? Czy Chrystus
                  choc
                  > na chwile przestal cierpiec? Albo Budda? Uczyli jak uniknac
                  > cierpienia, jednak sami byli medrcami cierpiacymi.
                  > No i oczywiscie nic z ich nauki (w kwestii unikania cierpienia)
                  nie
                  > wyniklo i nie wyniknie.

                  Tak jest. I to jest najbardziej hardkorowa kwestia, której póki co
                  próbuję nie poruszać. Bo Budda i Jezus nie byli oświeceni
                  całkowicie. Popełnili pewien błąd, nie pozbyli się w sposób
                  kompletny rozszczepienia umysłu. Tego na razie raczej nie będę
                  opisywał. Ale oni utorowali drogę do naszego oświecenia, które
                  będzie pełniejsze i może będzie tym ostatecznym, pełnym, całkowitym
                  oświeceniem, kiedy przebudzimy się ze snu o cierpieniu, kiedy
                  przeminie sen o świecie. Ale to musi przyjść stopniowo. Dla wielu,
                  niemal wszystkich ludzi, słowa o końcu snu o świecie brzmią na razie
                  złowieszczo, a nie wyzwoleńczo. Bo większość wybiera jeszcze iluzję,
                  choć nie znajduje w niej szczęścia i spełnienia. Ale teraz następuje
                  ogromne przyspieszenie. Kiedyś idee rozpowszechniały się latami,
                  czasami trwało to setki lat. Dzisiaj następuje to błyskawicznie. Po
                  to by ludzie je testowali i badali i widzieli i rozumieli, że żadne
                  idee związane z tym światem nie dają niczego, co najwyżej
                  krótkotrwałe zadowolenie. W końcu będzie jasne, że w tym świecie nie
                  ma spełnienia. I to otworzy ludzi masowo na idee nie z tego świata,
                  na idee nie zrodzone w iluzji, lecz w wieczności, która jest jedyną
                  rzeczywistością. A w zasadzie jedną ideę – miłości.
                  Tym w istocie jest ewolucja. Jest to powrót do poznania. Jest iluzją
                  rozwoju, bo ewolucja nie jest rozwojem, tylko powrotem z choroby,
                  uzdrowieniem umysłu. Nie jest przypadkowa, co wiedzą m.in. fizycy,
                  gdyż odbywa się według ustalonych warunków. Koniec ewolucji to
                  powrót do całkowitej pełni umysłu. I koniec ewolucji będzie widziany
                  tak, że wszystkie idee osiągną swoją doskonałość, jednocząc się w
                  doskonałości jedynej rzeczywiście istniejącej idei – miłości. To
                  będzie widziane i rozumiane. Dlatego stopniowo będą zanikać wszelkie
                  różnice, np. między ateistami i wierzącymi. Bo wyewoluowana nauka
                  przeprowadzi doświadczenia, które już można zaprojektować, które
                  wskażą na umysł jako źródło świata i umysł jako jedyną
                  rzeczywistość. Religie zaś wyewoluują do odrzucenia wszelkich
                  absurdalnych dodatków ego i wrócą do czystej idei, że Bóg jest
                  umysłem, ideą, miłością, a wszelki byt jest jego rozszerzeniem,
                  stawianie Bogu kościołów jest więc bez sensu, bo jego wysławianie to
                  miłowanie całości bytu. Na razie opór jest duży, jeszcze przez
                  chwilę, bo niektórzy chcą jeszcze pozarabiać pieniądze, cieszyć się
                  zmysłami, popuszyć ogonem. W końcu to minie. Bo jeśli Bóg istnieje,
                  a istnieje, to nikt nie oprze się wołaniu całkowitej miłości. I w
                  końcu każdy z chęcią odda ten świat by odzyskać swą zapomnianą
                  duszę.

                  > Rodzi się bowiem zrozumienie, że by pomóc sobie
                  > > całkowicie, by samemu wyzwolić się od cierpienia, konieczne jest
                  > > uwolnienie od niego wszystkich. Czyli oznacza to, że konieczne
                  > jest
                  > > obudzenie, oświecenie wszystkich śpiących umysłów. Można to
                  > uczynić
                  > > tylko poprzez osiągniecie samemu całkowitego oświecenia. I wtedy
                  > > ścieżka staje się pewna.
                  >
                  > A skad to wiesz?
                  >
                  Wystarczy jedna sekunda doświadczenia, gdy doświadczysz jak Twój
                  jednostkowy umysł rozszerza się i „dotyka” innych umysłów. A inni
                  potwierdzają, że tak się dzieje. I gdy w tej jednej
                  sekundzie „widzisz”, ze tak naprawdę jest tylko jeden, wspólny umysł.

                  Idee o których piszę wywołują ogromny opór. Bo uczciwe ich zbadanie
                  i doświadczenie doprowadza do zakwestionowania ego, idei
                  oddzielności, bycia niezależnym i autonomicznym. Ego to system
                  myślowy, który jest fundamentem naszego świata, iluzji naszego
                  świata. Każdy kto utożsamia się z ciałem, projekcją umysłu, kto
                  widzi siebie i świat poprzez ciało, jego zmysły, utożsamia się z
                  ego, bo ciało to wynalazek ego. Zagrożenie dla ego musi odbierać
                  więc jako zagrożenie własnego bytu. To jak aktor, który oszalałby,
                  utożsamiłby się z rolą, a próbę uświadomienia mu, że to tylko rola,
                  odbierałby jako próbę wyzucia go z jego życia, jako próbę odarcia
                  go z tożsamości. Tak naprawdę ta „walka” idei odbywa się
                  w „rzeczywistości” i w tle naszych rozmów. To o to chodzi. „Walka”,
                  której wynik jest znany, choć termin wydaje się, że jeszcze nie. Bo
                  światło nie musi walczyć z ciemnością. Po prostu ją rozprasza.
                  Pa pa 
                  • tuciak Re: Łaska boża 12.06.10, 09:17
                    wayout, wybacz, że skrótowo, ale napisałeś tyle, że mój post musiałby być
                    większy ode mnie, gdybym zechciał odnieść się do wszystkiego.

                    wayout napisał:
                    "Koniec ewolucji [...]"

                    Skąd pewność, iż takowy nastąpi...

                    wayout napisał:
                    "[...] będzie widziany tak, [...] "

                    ...i będzie miał taką, a nie inną postać, którą odbierzemy w taki, a nie inny
                    sposób? Jak - w ogóle - można uzyskać pewność, co do takich kwestii?

                    wayout napisał:
                    "[...] że wszystkie idee osiągną swoją doskonałość, jednocząc się w
                    doskonałości jedynej rzeczywiście istniejącej idei – miłości. To będzie widziane
                    i rozumiane.
                    "

                    Zdefiniuj proszę "miłość" i uzasadnij teorię, zgodnie z którą to ona jest
                    "jedynie istniejącą ideą".

                    wayout napisał:
                    "Dlatego stopniowo będą zanikać wszelkie różnice, np. między ateistami i
                    wierzącymi. Bo wyewoluowana nauka przeprowadzi doświadczenia, które już można
                    zaprojektować, które wskażą na umysł jako źródło świata i umysł jako jedyną
                    rzeczywistość.
                    "

                    No tak, miłość nas wszystkich połączy.
                    Wybacz kpinę, ale nie rozumiem jak od "miłość jest jedyną rzeczywiście
                    istniejącą ideą" mogłeś przejść do "zatarcia różnic pomiędzy wierzącymi, a
                    ateistami".

                    Przy okazji: będzie zonk jeśli nauka nie dostarczy takich dowodów, jakich sobie
                    życzysz - czy też: jakie przepowiedziałeś (lub które przepowiedział ten, na
                    którego się powołujesz).

                    Umysł jest naszym jedynym źródłem wiedzy o świecie. To co widzimy i czujemy jest
                    interpretacją otaczającego nas świata. Tej interpretacji dokonuje nasz mózg -
                    zgoda. W pewnym, mocno metaforycznym sensie, można przyjąć, iż ten świat
                    istnieje tylko w naszych umysłach, bo pewności, co do tego jak wygląda mieć nie
                    można. Jednakże "umysł jako źródło świata i umysł jako jedyna
                    rzeczywistość
                    " to nieuprawniony wniosek; jeśli mam to rozumieć dosłownie.
                    "Źródło" jest nieznane. Świat sobie, umysł sobie. Drugi wynika z pierwszego, ale
                    nie na odwrót.

                    wayout napisał:
                    "Tym w istocie jest ewolucja. Jest to powrót do poznania. Jest iluzją
                    rozwoju, bo ewolucja nie jest rozwojem, tylko powrotem z choroby, uzdrowieniem
                    umysłu. Nie jest przypadkowa, co wiedzą m.in. fizycy, gdyż odbywa się według
                    ustalonych warunków.
                    "

                    Jeśli miałbym to rozumieć dosłownie, to nie dałbym temu wiary. "Powrót" skąd i
                    dokąd? Czyżby kiedyś było lepiej, a po drodze coś się zepsuło ("choroba")? Być
                    może nie zrozumiałem przenośni.
                    Co do tego, iż ewolucja nie jest przypadkowa, to się zgodzę. Jej kierunek
                    określany jest poprzez warunki, w których zachodzi; co z kolei pozwala pytać o
                    jej "koniec", który mógłby nastąpić dopiero wraz z końcem zmian środowiska, w
                    którym ewolucja ma zachodzić.

                    wayout napisał:
                    "Bo jeśli Bóg istnieje, a istnieje, to nikt nie oprze się wołaniu całkowitej
                    miłości. I w końcu każdy z chęcią odda ten świat by odzyskać swą zapomnianą
                    duszę.
                    "

                    Wcześniej prosiłem o definicję "miłości", którą się posługujesz, a teraz
                    dorzucam prośbę o zdefiniowanie "miłości całkowitej".

                    Nie muszę chyba dodawać, iż - jako ateista - nie wierzę w boga i duszę -
                    zwłaszcza tę nieśmiertelną?
                    Zatem, jeśli poproszę o wyjaśnienie, skąd pewność, że bóg istnieje, to Cię nie
                    zaskoczę, prawda?

                    wayout napisał:
                    "Idee o których piszę wywołują ogromny opór. Bo uczciwe ich zbadanie i
                    doświadczenie doprowadza do zakwestionowania ego, idei oddzielności, bycia
                    niezależnym i autonomicznym. Ego to system
                    myślowy, który jest fundamentem naszego świata, iluzji naszego świata. Każdy kto
                    utożsamia się z ciałem, projekcją umysłu, kto widzi siebie i świat poprzez
                    ciało, jego zmysły, utożsamia się z ego, bo ciało to wynalazek ego.
                    "

                    To stary trick. "Kwestionujesz moje racje, bo poddajesz się...". W puste miejsce
                    wstawić można cokolwiek: Szatana, złowieszcze ego, wróżkę zębuszkę, itd.

                    Nie chcę Cię urazić wayout, ale "doświadczyć" tego, o czym pisałeś w tym temacie
                    nie znaczy "znaleźć". Po owym doświadczeniu bowiem można mu zawierzyć lub nie,
                    ale ciężko tu o pewność. Ja powątpiewam, Ty wierzysz - jest ok. Powiem Ci tylko,
                    że z umysłem ludzkim jest tak, iż można, za pomocą "oczyszczenia", używek lub
                    "chwilowej awarii systemu" doświadczyć rozmaitych rzeczy. Doświadczałem takowych
                    z różnych przyczyn i za sprawą różnych bodźców (również związanych z używkami)
                    ale wyciąganie na podstawie owych doświadczeń tak dalece posuniętych wniosków
                    jawi mi się nieporozumieniem.

                    "Kto widzi świat, poprzez ciało..." itd. Umysł nie jest odrębnym bytem. Jest
                    aktywnością mózgu, który jest częścią ciała. Twierdzenie, jakoby ktoś był
                    wstanie spoglądać na świat spoza ciała to metafizyka. Można w to wierzyć lub
                    nie, ale na pewność - podobnie jak w przypadku religii chrześcijańskiej czy
                    innej - nie ma tutaj miejsca.

                    Pozdrawiam
                    • wayout odp. dla tuciak - cz. 1 13.06.10, 14:33
                      tuciak napisał:
                      > wayout, wybacz, że skrótowo, ale napisałeś tyle…
                      Tak, i to samo dotyczy mojej odpowiedzi dla Ciebie . Traktuję
                      poważnie osoby, z którymi rozmawiam i staram się komunikować w miarę
                      najpełniej, licząc się z ograniczeniami forum. Zadałeś sobie trud
                      przeczytania tego co napisałem i zadania dobrych pytań. Bardzo to
                      doceniam. Chcąc Ci sensownie odpowiedzieć, nie jestem niestety w
                      stanie streścić się w kilku linijkach.
                      > "Koniec ewolucji [...]"
                      > Skąd pewność, iż takowy nastąpi...

                      Wszystko co ma początek, ma koniec. Tylko to co jest bez początku,
                      nie ma końca. Początków i końców nie ma w wieczności i
                      nieskończoności, czyli w naszym domu. Cały czas muszę wracać do
                      kwestii doświadczenia (szerzej o rodzajach doświadczeń o jakie mi
                      chodzi napiszę dalej). To jest kluczowe.
                      Jak rozumiem jesteś ateistą, a fundamentem Twego ateizmu jest jak
                      przypuszczam „światopogląd naukowy” (w tym miejscu zaznaczę tylko
                      to, co nieustannie podkreślam i szerzej opisałem w innych postach:
                      nauka nie może być mylona za światopoglądem, ateizm naukowy jest
                      pojęciem wewnętrznie sprzecznym, jest niemożliwy metodologicznie). W
                      skrócie i uproszczeniu przyjmuję, że ten światopogląd zakłada,
                      że „wiem, że istnieje to co mogę percepować, co podlega
                      weryfikowalnemu, powtarzalnemu doświadczeniu, które może być
                      wspólnie postrzegane przez więcej niż jedną osobę”. Pomyśl o takim
                      doświadczeniu w kategoriach historycznych. Załóżmy, że jesteś w
                      stanie przenieść się do przeszłości, ale tylko ciałem i w stroju z
                      epoki, o 200, 300, 500 lat. Opowiadasz o podróżach w kosmos, o
                      telewizji, o telefonach komórkowych. Nie masz jednak żadnych
                      dowodów. Załóżmy, że jesteś laikiem i nie masz nic oprócz swoich
                      słów. Kto uwierzyłby Ci? Nikt. Czy to oznacza, że Twoje
                      doświadczenie i płynąca z niego wiedza, ze telefony działają, itd.,
                      są nieistniejące? Nie. Wszyscy wokół Ciebie zaprzeczaliby temu co
                      mówisz, uznawaliby za szaleńca, ale dla Twojej pewności tego o czym
                      mówisz nie miałoby to znaczenia. Tak samo ja opowiadam Ci od
                      doświadczeniu, które Tobie (na Twoje własne życzenie) jest chwilowo
                      niedostępne. Mogę zgromadzić dziesiątki przekazów osób, które miały,
                      mają takie doświadczenia, wiesz o tym, ale Ty i tak negujesz jego
                      realność. Bo wierzysz tylko w to, co widzisz. Tak jak wierzyliby
                      Twoi rozmówcy z przeszłości.
                      Niezwykle istotne jest też to, że umysłowa, duchowa natura
                      doświadczeń, o których piszę, z założenia jest taka, że dotyczy ona
                      tego, co nie może być doświadczone zmysłami. Choć na pewnym poziomie
                      z konsekwencji w świecie fizycznym wywodzi się pewność, co do
                      prawdziwości tego doświadczenia.
                      Wiele razy zastanawiałem się nad rozwijaniem tzw. mocy
                      parapsychicznych. Ale od wieków słychać ostrzeżenie przed tą ślepą
                      uliczką. I jest to słuszne ostrzeżenie. Po pierwsze – na ogół,
                      niemal zawsze, przejawianie takich mocy wzmacnia ego i prowadzi do
                      regresu świadomości. Po drugie – celem jest oświecenie i pomoc innym
                      w oświeceniu. Oświecenie pochodzi całkowicie z „wnętrza” z umysłu,
                      bo w istocie jest samopoznaniem. Gdyby ktoś np. zademonstrował
                      lewitację i inne tzw. „cuda”, to ci, którzy grzęzną w duchowych
                      poszukiwaniach, poszukując na zewnątrz, pogrążaliby się jeszcze
                      bardziej, a ci którzy nie wierzą, racjonalizowaliby to, np.
                      twierdząc, że fale mózgowe, itp., lewitującego weszły w relację z
                      nieodkrytym jeszcze polem antygrawitacyjnym, także nie odnosząc wiec
                      żadnej korzyści. Dlatego poszukującym należy wskazywać tylko na
                      umysł.
                      Wracając do pytania. Wiedza ta wynika z doświadczenia. Ewolucja jest
                      w istocie ewolucją świadomości. Gdy umysł wyzwala się choćby na
                      sekundę z więzów ciała, rozszerza się poza czas i przestrzeń, to
                      dotyka się bardziej wyewoluowanych stanów świadomości. Wtedy jest
                      jasne, że czas i przestrzeń są projekcją umysłu, a koniec ewolucji
                      to powrót do świadomości nieograniczonej czasem i przestrzenią.
                      Obecnie nie wiem czy nastąpi to za milion lat, czy za rok (z kilku
                      powodów). Działają jednak „siły” (możesz je nazwać ewolucyjnymi, w
                      kontekście tego co napisałem wyżej), w istocie Bóg, które dążą do
                      maksymalnego skrócenia czasu ewolucji, do jej przyspieszenia w
                      największym możliwym zakresie, wszystkim możliwymi metodami, także
                      naukowymi, bo nauka jest oczywiście elementem procesu ewolucyjnego,
                      w tym aspekcie o jakim napisałem wyżej.

                      > "[...] będzie widziany tak, [...] "
                      Jak - w ogóle - można uzyskać pewność, co do takich kwestii?

                      Z prostego powodu: koniec ewolucji jest osiągnięciem punktu
                      doskonałej świadomości. Z tego punktu widać jak wszystkie idee można
                      udoskonalać, ewoluować, aż do ich całkowitej doskonałości, w których
                      wszystko staje się jedną ideą. Wynika to także z tego, że wszystkie
                      idee, które znamy w świecie, wywodzą się z zaprzeczenia idei
                      doskonałości. Odwracając zaprzeczenie, wraca się do punktu wyjścia.

                      > Zdefiniuj proszę "miłość" i uzasadnij teorię, zgodnie z którą to
                      ona jest
                      > "jedynie istniejącą ideą".

                      Miłość jest ideą całkowitego dawania, by uczynić całkowicie
                      szczęśliwym. Miłości nie da się jednak zdefiniować. Dość trudno to
                      wytłumaczyć w naszym świecie, którego wszystkie ograniczenia na
                      najgłębszym poziomie, są ograniczeniami miłości. Miłość nie da
                      wyrazić się słowami. Jest to w istocie czyste doświadczenie. Tak
                      samo trudno byłoby przekazać komuś słowami doświadczenia bólu, kto
                      takiego doświadczenia nie miał. Jest to stan czystej radości i
                      szczęścia z istnienia innych i z ich szczęścia. W tym świecie,
                      mając jeszcze ciało, można to np. odczuć jako stan wręcz ekstazy,
                      płynącej z bardzo głębokiego, wręcz fizycznego odczucia szczęścia i
                      radości z istnienia drugiej osoby i z jej dobrostanu.
                      Jak wskazywałem w innych postach tylko umysł ma realnie istniejący
                      byt. Reszta jest jego projekcją, czyli iluzją, bo projekcja nie ma
                      realnie istniejącego bytu (tak jak świat w grze komputerowej, może
                      być widziany i słyszany, ale nie ma realnego bytu). Natura umysłu
                      jest zaś naturą miłości. Stworzenie każdego umysłu jest
                      rozszerzeniem bytu Boga, który będąc miłością, stwarza miłość.
                      Miłość zaś musi stwarzać, gdyż istotą miłości, jak napisałem wyżej,
                      jest dawanie.

                      > No tak, miłość nas wszystkich połączy.
                      > Wybacz kpinę, ale nie rozumiem jak od "miłość jest jedyną
                      rzeczywiście
                      > istniejącą ideą" mogłeś przejść do "zatarcia różnic pomiędzy
                      wierzącymi, a
                      > ateistami".

                      Wszystkie różnice są postrzegane w świecie projekcji. Zwiększające
                      się, coraz szybciej, zrozumienie, że celem nas wszystkich jest
                      szczęście, dobrostan, a więc, że mamy jeden cel, będzie zacierać
                      pozorne różnice. W końcu pozwoli to zrezygnować całkowicie z
                      projekcji, bo pojawi się klarowne poznanie, że tylko czysty umysł,
                      nie ograniczony projekcją, jest całkowicie szczęśliwy i spełniony.
                      Jest to też inny wyraz tego, że wszystkie idee ewoluują do tego
                      samego punktu docelowego – doskonałości, w którym całkowicie
                      jednoczą się.

                      > Umysł jest naszym jedynym źródłem wiedzy o świecie. To co widzimy
                      i czujemy jes
                      > t
                      > interpretacją otaczającego nas świata. Tej interpretacji dokonuje
                      nasz mózg -
                      > zgoda. W pewnym, mocno metaforycznym sensie, można przyjąć, iż ten
                      świat
                      > istnieje tylko w naszych umysłach, bo pewności, co do tego jak
                      wygląda mieć nie
                      > można. Jednakże "umysł jako źródło świata i umysł jako jedyna
                      > rzeczywistość
                      " to nieuprawniony wniosek; jeśli mam to
                      rozumieć dosłownie.
                      > "Źródło" jest nieznane. Świat sobie, umysł sobie. Drugi wynika z
                      pierwszego, al
                      > e
                      > nie na odwrót.
                      >
                      Projekcja, czyli świat, jest zawsze zmienna. Jest niepoznawalna, co
                      w przybliżeniu wyraża teoria nieoznaczoności. Można to prosto
                      wyrazić w ten sposób, że iluzje, halucynacj
                      • wayout Re: odp. dla tuciak - cz. 2 13.06.10, 14:35
                        Można to prosto wyrazić w ten sposób, że iluzje, halucynacje są
                        niepoznawalne. Dlatego każdy kto uznaje projekcję za realnie
                        istniejący świat, musi odczuwać niepoznawalność świata.

                        > Jeśli miałbym to rozumieć dosłownie, to nie dałbym temu
                        wiary. "Powrót" skąd i
                        > dokąd? Czyżby kiedyś było lepiej, a po drodze coś się zepsuło
                        ("choroba")? Być
                        > może nie zrozumiałem przenośni.

                        Powrót umysłu do samopoznania, do zaprzestania projekcji i
                        nakładania na siebie ograniczeń, które powoduje projekcja.

                        > Wcześniej prosiłem o definicję "miłości", którą się posługujesz, a
                        teraz
                        > dorzucam prośbę o zdefiniowanie "miłości całkowitej".

                        W istocie rzeczywista miłość może być tylko całkowita. Choć na
                        drodze oświecenie odczuwa się coraz większą „miłość”, to jasne też
                        jest, że to są tylko stany przybliżające miłość. To jest zresztą
                        znów kwestia dość trudna do wyrażenia słowami, jak każde
                        doświadczenie, które nie jest w danym momencie powszechnie dzielone.
                        Miłość nie może znać wyjątków, bo w miłości nie może być nienawiści,
                        a każdy wyjątek jest w istocie nienawiścią, Nienawiść jest
                        zaprzeczeniem miłości. Miłość sprzeczna sama ze sobą nie jest
                        miłością. Zresztą dlatego właśnie w świecie powstałym z zaprzeczenia
                        miłości, miłość jest odczuwana w karykaturalny, zmienny sposób i
                        jesteśmy w stanie mówić takie nonsensy jak ten, że kogoś
                        równocześnie kochamy i nienawidzimy.

                        > Zatem, jeśli poproszę o wyjaśnienie, skąd pewność, że bóg
                        istnieje, to Cię nie
                        > zaskoczę, prawda?

                        Z doświadczenia

                        > Nie chcę Cię urazić wayout, ale "doświadczyć" tego, o czym pisałeś
                        w tym temaci nie znaczy "znaleźć". Po owym doświadczeniu bowiem
                        można mu zawierzyć lub nie, ale ciężko tu o pewność. Ja powątpiewam,
                        Ty wierzysz - jest ok. Powiem Ci tylko, że z umysłem ludzkim jest
                        tak, iż można, za pomocą "oczyszczenia", używek lub "chwilowej
                        awarii systemu" doświadczyć rozmaitych rzeczy. Doświadczałem
                        takowych z różnych przyczyn i za sprawą różnych bodźców (również
                        związanych z używkami) ale wyciąganie na podstawie owych doświadczeń
                        tak dalece posuniętych wniosków jawi mi się nieporozumieniem.

                        > "Kto widzi świat, poprzez ciało..." itd. Umysł nie jest odrębnym
                        bytem. Jest
                        > aktywnością mózgu, który jest częścią ciała. Twierdzenie, jakoby
                        ktoś był
                        > wstanie spoglądać na świat spoza ciała to metafizyka. Można w to
                        wierzyć lub
                        > nie, ale na pewność - podobnie jak w przypadku religii
                        chrześcijańskiej czy
                        > innej - nie ma tutaj miejsca.

                        Kwestia doświadczenia. Rozumiem o jakim doświadczeniu piszesz. W
                        tych stanach można rzeczywiście mieć przebłyski. Ale ja piszę o czym
                        innym. Nie piszę o przypadkowych i niekontrolowanych wglądach. Po
                        pierwsze. Moje doświadczenie zależy wprost i tylko i wyłącznie od
                        stanu skupienia, czystości mojego umysłu. Mogę świadomie wywoływać w
                        sobie te doświadczenia. Mogę je mieć krótko lub bardzo długo, w
                        zależności tylko i wyłącznie od braku rozproszenia umysłu, co zależy
                        tylko ode mnie. Nie mówię tu też o medytacji. Bo przy odpowiednio
                        skupionym umyśle mogę wykonywać czynności codziennego życia,
                        doświadczając równocześnie np. rozszerzonej świadomości. Po drugie.
                        Doświadczenie o którym piszę jest wszechogarniające i wpływa na
                        fizycznie percepowany świat. Objawia się też w bardzo różnych
                        sferach, jak np. widzenie w bardzo jasny i klarowny sposób pewnych
                        fizycznych stanów z bliskiej przyszłości, której nadejście
                        potwierdza prawdziwość wglądu, jak „słyszenie” umysłów innych ludzi.
                        Trudno jest to wszystko opisać, bo gdy konsekwentnie i spójnie
                        pracuję nad oczyszczaniem umysłu, to zmienia się literalnie
                        wszystko. Jest to inny rodzaj, umownie to nazwijmy „percepowania”
                        bezpośrednio umysłem. Stany te były opisywane. Z tego co ja
                        czytałem, najbliższe memu doświadczeniu były opisy dawnych chińskich
                        mistrzów zen.
                        Pozdrawiam
                        • szczurek3 Skrócenie czasu ewolucji 13.06.10, 16:06
                          Piszesz:
                          "Działają jednak „siły” (możesz je nazwać ewolucyjnymi, w kontekście tego co
                          napisałem wyżej), w istocie Bóg, które dążą do maksymalnego skrócenia czasu
                          ewolucji, do jej przyspieszenia w największym możliwym zakresie".

                          Bóg Stwórca tworzy istoty niedoskonałe, uwięzione w ciele, dając im furtkę w
                          postaci możliwości poznania Go. Po co to zrobił? Ile miliardów ludzi cierpi lub
                          cierpiało? Czy wiesz, jaki jest wpływ wad i upośledzeń, z którymi człowiek się
                          rodzi, środowiska, w którym dorasta, kilku pierwszych lat życia człowieka, kiedy
                          nie ma wpływu na to co się dzieje - na jego przyszłe życie?

                          Ty zapewne jesteś osobą wykształconą, siedzącą na górze Maslowa, na samym jej
                          wierzchołku samorealizacji, dostąpiłeś oświecenia, patrzysz z góry i sprzedajesz
                          wiedzę. Przyznaję, że piszesz mądrze i szacunek. Ok, tylko spróbuj sprzedawać to
                          MASOM, nie intelektualistom. Sprzedaj to pracującym po kilkanaście godzin
                          ekspedientkom w sklepie wychowującym upośledzone dziecko i użerającym się z
                          pijakiem. Sprzedasz? A Stalin? A Hitler? Oni sprzedali! W Rosji Stalina dalej
                          kochają (z wyjątkiem rodzin tych kilkudziesięciu mln wymordowanych) A u nas?
                          Lepper na prezydenta - pewnie nie wygra, ale sam fakt, że startuje, dużo mówi.
                          Bo lud łyka bicie piany i PR (public relations) i wszystkie kłamstwa i obietnice
                          - gładko łyka.

                          Ja nie widzę żadnej ewolucji poza technologiczną. Tak jak śpiewa Maanam: "Od
                          tysiącleci nic się nie zmienia - te same żądze, te same pragnienia". Niezależnie
                          od deklarowanego wyznania, rządzą miernoty (zaślepione władzą i leczące
                          kompleksy za pomocą gnojenia innych ludzi) i mamona. Jeżeli nawet Ty wayout masz
                          rację, to takich odszczepieńców jak Ty będzie 1 na 100 000, Matrix ich namierzy
                          i zniszczy - żeby nie przeszkadzali i nie podburzali. Zasada śnieżnej kuli.

                          Powtórzę się - za jakiś czas Słońce wybuchnie, Kosmos zaora naszą cywilizację i
                          co kogo będzie obchodziło, że tu żyli jacyś ludzie, że w coś wierzyli lub nie
                          wierzyli, że pisali wiersze, książki.
                          • wayout Re: Skrócenie czasu ewolucji 13.06.10, 18:31
                            szczurek3 napisał:
                            > Po co to zrobił? Ile miliardów ludzi cierpi lub
                            > cierpiało? Czy wiesz, jaki jest wpływ wad i upośledzeń, z którymi
                            człowiek się
                            > rodzi, środowiska, w którym dorasta, kilku pierwszych lat życia
                            człowieka, kiedy nie ma wpływu na to co się dzieje - na jego
                            przyszłe życie?
                            >
                            Wielokrotnie pisałem, że Bóg nie stworzył naszego świata. Stwarza
                            doskonałe i wolne umysły. Ich wolność pozwala im odwrócić się od
                            Niego. Wtedy odwracają się od rzeczywistości i tracą poznanie i
                            świadomość własnej tożsamości. Nie poznając, nie rozumieją niczego.
                            Stwarzają iluzję i doświadczają świata jakiego zażyczyły sobie
                            doświadczać – halucynacyjnego świata, w którym Bóg nie jest znany. I
                            konsekwencją jest doświadczenie cierpienia.

                            > Ok, tylko spróbuj sprzedawać to
                            > MASOM, nie intelektualistom. Sprzedaj to pracującym po kilkanaście
                            godzin
                            > ekspedientkom w sklepie wychowującym upośledzone dziecko i
                            użerającym się z
                            > pijakiem. Sprzedasz? A Stalin? A Hitler? Oni sprzedali! W Rosji
                            Stalina dalej
                            > kochają (z wyjątkiem rodzin tych kilkudziesięciu mln
                            wymordowanych) A u nas?
                            > Lepper na prezydenta - pewnie nie wygra, ale sam fakt, że
                            startuje, dużo mówi.
                            > Bo lud łyka bicie piany i PR (public relations) i wszystkie
                            kłamstwa i obietnic
                            > e
                            > - gładko łyka.
                            >
                            Rozmawiam z różnymi ludźmi, także z kierowcami, fryzjerkami,
                            rolnikami. Inaczej dobieram słowa, używam innej terminologię. I
                            rozumieją co mówię. Nie jestem ostatecznie oświecony. W trosce o
                            wszystkich ludzi, nie mogąc znieść ich cierpienia, dążę do
                            całkowitego oświecenia, bo wiem, że wtedy będę mógł pomóc każdemu,
                            kto będzie chciał. Możesz narzekać jaki świat jest zły, ale możesz
                            też przynosić do niego światło, „ucząc się” miłości. Jeśli uczciwie
                            wejdziesz na tę drogę, cała reszta zostanie Ci objaśniona,
                            dostaniesz wszelką pomoc. Ale uczciwe wejście na tę drogę to oddanie
                            jej swego życia, całego swego serca, całego umysłu. Nie jest to
                            możliwe na początku, na ogół nie jest możliwy natychmiastowy
                            przeskok, ale jeśli chcesz tego naprawdę, to z każdym rokiem,
                            miesiącem i dniem zwiększasz swoje oddanie.

                            > Ja nie widzę żadnej ewolucji poza technologiczną. Tak jak śpiewa
                            Maanam: "Od
                            > tysiącleci nic się nie zmienia - te same żądze, te same
                            pragnienia". Niezależni
                            > e
                            > od deklarowanego wyznania, rządzą miernoty (zaślepione władzą i
                            leczące
                            > kompleksy za pomocą gnojenia innych ludzi) i mamona. Jeżeli nawet
                            Ty wayout mas
                            > z
                            > rację, to takich odszczepieńców jak Ty będzie 1 na 100 000, Matrix
                            ich namierzy
                            > i zniszczy - żeby nie przeszkadzali i nie podburzali. Zasada
                            śnieżnej kuli.
                            >
                            Im więcej umysłów dążących do miłości i światła, tym krótsze będzie
                            cierpienie tych, którzy są całkowicie zagubieni, tym krótsze będzie
                            nasze wspólne cierpienie. Ta praca wydaje się heroiczna. W pewnym
                            sensie jest. W takim, że są momenty, w których jest tylko wiara. A
                            wszystko inne wydaje się jej zaprzeczać. I wtedy wybierasz: chcę
                            takiego świata jaki widzę, czy nie poddam się nigdy, wbrew
                            wszystkiemu co wydaje się mówić, że nie mam szans. Trudne bywa
                            także to, zwłaszcza na początku, że słyszysz głos ego, który na
                            milion podstępnych sposobów próbuje odwieść Cię od Twego celu. Z
                            czasem zmniejsza się jego intensywność, ale rośnie podstępność. Bo
                            ego istnieje do samego ostatecznego oświecenia, bo to oświecenie
                            jest całkowitym wyzbyciem się ego. Ale z każdym krokiem wiara
                            rośnie, aż zamienia się w pewność. Bo pojawiają się takie
                            doświadczenia, które całkowicie wykraczają poza nasz świat. I
                            pojawiają się, jako konsekwencja, a nie nagroda, stany niezwykłej
                            miłości, niezwykłego pokoju. Odczucie takiego stanu choć raz,
                            powoduje, że nie chcesz nic innego. Wielu jednak na tej drodze, na
                            różnych etapach, wchodzi w ślepe uliczki. Dlatego warunkiem
                            koniecznym tej drogi jest całkowita uczciwość wobec siebie. To bywa
                            nieprzyjemne. Ciągle i ciągle ujawniają się nowe samooszustwa.
                            Ciągle rozpadają się w pył wizerunki siebie samego, świata. W końcu
                            dochodzi się do tego, że wszystko, co myślało się o świecie
                            samemu, „na własną” rękę, czyli poprzez ego, było błędem. Dosłownie
                            wszystko, każda myśl. Ale później pojawia się niezwykła ulga, że tak
                            właśnie było. Nie ma żadnego sensu wchodzić na tę ścieżkę, jeśli nie
                            odczuwa się nieodpartej potrzeby, wręcz konieczności. Może to
                            przynieść więcej szkody niż pożytku. Czasami dużej szkody. A w końcu
                            i tak wszyscy otrzymają pomoc. Bo w istocie wszyscy jej chcą.
                            Gdy wychodzisz z systemu, on stopniowo traci nad Tobą władzę. Bo w
                            istocie nie ma żadnego systemu. Jest tylko zbiorowa halucynacja o
                            systemie. Gdy umysł się budzi, halucynacje tracą nad nim władzę.
                            Pozdrawiam serdecznie :)
                            • szczurek3 Stanisław Lem 14.06.10, 21:31
                              "Ze wspomnień Ijona Tichego", profesor Corcoran, bębny - czytałeś?
                              Przypomniało mi się z dawnych czasów :)
                              • wayout Re: Stanisław Lem 15.06.10, 23:26
                                szczurek3 napisał:

                                > "Ze wspomnień Ijona Tichego", profesor Corcoran, bębny - czytałeś?
                                > Przypomniało mi się z dawnych czasów :)

                                Nie, a dlaczego pytasz?
                        • tuciak Re: odp. dla tuciak - cz. 2 14.06.10, 20:24
                          wayout, ograniczę się do tego, co uważam za kluczowe dla naszej dyskusji. Ma się to i tak nijak do tematu przewodniego, którym ma być domniemana "łaska boża", ale co tam...

                          *

                          Ja nie kwestionuję Twoich doświadczeń. Ja kwestionuję zasadność wniosków, które wyciągasz na ich podstawie. A są to wnioski ciężkiego kalibru z pewnością, co do istnienia boga włącznie.

                          Dla Ciebie iluzją jest to (w uproszczeniu) co widzą ludzie, którym nie było dane doświadczyć tego, czego Ty doświadczyłeś. Za pomocą technik, sprowadzających się do osiągnięcia należytego "stanu skupienia, czystości mojego umysłu " jesteś, jak rozumiem, w stanie "przeniknąć iluzję". Mniemasz tak, bo (to będzie moje przypuszczenie) doświadczenie, o którym piszesz, jest tak silne, iż nie pozostawia żadnych wątpliwości. Ostatecznie używasz w dyskusji sformułowania: "wiem z doświadczenia ".

                          Rysujesz nam tutaj rzeczywistość, w której istnieje tylko umysł, a wszystko to, co "zdaje nam się", iż nas otacza, jest jedynie projekcją.

                          Pouczasz, że:

                          "Taka dyskusja może nie mieć końca. Dopóki nie dopuściśz chociaż
                          cienia możliwości, że może być inaczej niż myślisz [...]
                          "

                          ale czy sam dopuszczasz taką możliwość? Czy nachodzi Cię czasem myśl, iż umysł jako aktywność mózgu jest nierozerwalnie związany z tym światem, a pracowanie nad nim, celem zmiany sposobu postrzegania tegoż świata może być jedynie celowym "wymuszaniem błędnego działania"? Albo inaczej: nie tyle błędnego, co nie do końca właściwego? Czy dopuszczasz możliwość, iż Twoje doświadczenia również są w pewnym sensie przekłamaniem? Wiesz na temat swego umysłu (a przypomnę, iż pierwotnie - jak każdy inny człowiek w myśl tego, co piszesz - również tkwiłeś w iluzorycznym świecie) na tyle dużo, aby mieć pewność, że ostatecznie wyrwałeś się z iluzji? Wszak możliwym jest, iż z jednej iluzji wpadłeś w kolejną, prawda? Ostatecznie sam piszesz:

                          "[...] umysł zawsze doświadcza tego czego w
                          istocie chce, choć dokonując projekcji wpada w całkowite
                          pomieszanie, z ktorego w zasadzie nie jest w stanie wyjść
                          samodzielnie.
                          "

                          Wątpliwości można mieć wiele. Dlatego też wnioski wyciągane na podstawie takowych doświadczeń jawią mi się pochopnymi.

                          Być może zainteresowałyby Cię badania Richarda Davidsona bądź Andrew Newberga, którzy "obserwowali" pracę mózgów tybetańskich mnichów (w gronie badanych znalazł się również Dalai Lama). Dość ciekawe - z punktu widzenia toczącej się tu dyskusji - jest to, iż u badanych, podczas medytacji (choć nie tylko) część mózgu, odpowiedzialna za ego wykazywała niższą, niż zwyczajowa, aktywność.

                          Tylko czy wyższa aktywność jednej i niższa drugiej części mózgu świadczy o tym, iż buddyści widzą to, co jest, czy tylko o tym, iż ich mózgi mogą pracować inaczej?

                          Osoby, pozostające pod wpływem narkotyków również wykazują inną aktywność mózgu. Ale cóż z tego? Rzecz jasna, nie stawiam znaku równości pomiędzy ćpaniem, a medytacją, czy innymi technikami uzyskiwania należytego stanu skupienia, ale za sprawą zmiany trybu pracy mózgu nie wyciągałbym wniosków odnośnie "natury wszechświata" czy istnienia, bądź nie istnienia boga/bogów.

                          Pozdrawiam
                          • wayout Re: odp. dla tuciak - cz. 2 15.06.10, 23:24
                            tuciak napisał:
                            Twoje uwagi są bardzo celne. W trakcie poszukiwań analizowałem tę
                            kwestię wielokrotnie. Zaczynałem od pytania: „skąd mogę wiedzieć, że
                            to co percepuję jest rzeczywiste?”. Pojawia się dalsze pytanie,
                            będące niemal naturalną konsekwencją pierwszego, co to znaczy
                            rzeczywiste? Jaka jest różnica między rzeczywistością jawy, a
                            rzeczywistością świadomego snu, która pod względem odbioru nieraz
                            robi wrażenie bardziej realnej od jawy? Skąd wiemy, że niektórzy
                            użytkownicy pewnych specyfików psychoaktywnych, w sposób stały i
                            powtarzalny doświadczający tego samego rodzaju wizji obcej,
                            niezwykle zaawansowane cywilizacji, nie widzą rzeczywistości? Można
                            takie pytania mnożyć bez końca.
                            Z metodologicznego punktu widzenia wydaje się, że nie ma wyjścia z
                            tej poznawczej pułapki.
                            Natomiast w kontekście tego co twierdzę, czyli że umysł jest realny,
                            a wszystko co może percepować jest jego projekcją, powstaje
                            zagadnienie: czy istnieje rodzaj doświadczenia (oprócz doświadczenia
                            istnienia po śmierci ciała, ale o tym tu nie rozmawiamy, bo jest ono
                            nieweryfikowalne, skoro nasze ciała żyją), które mogłoby nas
                            przekonać do tej tezy, potwierdzić ją? Nie może to być żaden
                            tzw. „cud” fizyczny, bo każdy można wyjaśnić istnieniem praw
                            (fizyki, chemii, etc.), których jeszcze nie znamy. Zgadzam się, że
                            nie może to być w istocie żadne z doznań, o których piszę, gdyż
                            można zawsze je przypisać chemii mózgu. W moim życiu istnieje
                            jeszcze jeden bardzo ważny element, zwiększająca się „sterowalność”
                            rzeczywistości. Jest to łatwe do zakwestionowania przez Ciebie, choć
                            ja wiem, że ta sterowalność występuje. Musiałbym opisać setki rzeczy
                            z mojego życia, by to wytłumaczyć. Działa to między innymi tak, że
                            jeśli postanawiam nie martwić się jakąś (jakąkolwiek) sferą życia,
                            to ona bez mojego wysiłku działa samoistnie, w sposób optymalny.
                            Jeśli martwię się i uznaję dany obszar za trudno sterowalny dla
                            mnie, to on taki się staje i przysparza mi problemów. Podkreślam, że
                            nie chodzi o to, że „olewam” jakieś dziedziny mojego życia i po
                            prostu nie przysparzają mi one problemów, bo nic mnie nie obchodzą.
                            Nie, one działają optymalnie, podkreślam optymalnie, bez moich
                            jakichkolwiek interwencji, pod warunkiem, że uważam, że są
                            całkowicie sterowalne „umysłem”, że nie muszę nic robić, bo
                            wystarczy sama moja wola by tak się działo. Muszę jednak być
                            zupełnie wolny od wątpliwości. Trudno to udowodnić. Gdybym dał Ci
                            przykłady mógłbyś powiedzieć, że to śmieszne bo zdarzenia mogą
                            układać się w taki sposób. Musisz tego doświadczyć sam by w to
                            uwierzyć. Albo musiałbyś ze mną mieszkać. Ludzie wokół mnie nie
                            mają wątpliwości, że to działa, bo widząc jak to działa w moim
                            życiu, czy w naszym wspólnym życiu, otwierają się i sami tego
                            doświadczają. Gdybyś ze mną długo mieszkał i opisywałbym Ci moje
                            stany, co robię i wdziałbyś jak to odzwierciedla się w
                            rzeczywistości, myślę, że uwierzyłbyś. Gdy żyję doświadczając sumy
                            doświadczeń, które opisuję (ale na bardzo ogólnym poziomie: w
                            rzeczywistości są bardzo różnorodne i dotykają wszystkich obszarów
                            życia, itd.), to nie mam wątpliwości. Brak wątpliwości wynika także
                            z tego, że wiedziałem co będzie dziać się, gdy będę robił takie i
                            takie rzeczy. Najistotniejszy jest jednak ostatni element: pewna,
                            stale zwiększająca się sterowalność rzeczywistością. Wiem jednak,
                            poprzez doświadczenie, że uzyskanie istotnej, „mocnej” kontroli nad
                            rzeczywistością, wymaga całkowicie czystego umysłu, rozpoznającego
                            równość i doskonałość wszystkich bytów, umysłu wolnego od ego. Jest
                            to logiczna konsekwencja tego co opisuję. Żartobliwie (choć nie do
                            końca) można to ująć tak, że wilk ma zakaz wstępu do owczarni.
                            I masz całkowitą rację, gdy piszesz, że moje doświadczenia też mają
                            halucynacyjny charakter, jeśli występuje jakakolwiek percepcja, i to
                            musi być zresztą konsekwencją „,modelu”, który opisuję. Pojawiają
                            się jednak przebłyski stanów bez percepcji, stanów czystego bytu. O
                            tym nie jestem w stanie nic powiedzieć. Bo doświadczenie jest zbyt
                            nowe, słabe, itd., a z drugiej strony nie ma żadnych słów, które
                            mogą to opisać. Umysł jest rzeczywisty bo on trwa zawsze i tylko on
                            trwa zawsze, a wszystko inne bierze się z umysłu. Można więc
                            powiedzieć, że jest najwyższą rzeczywistością, albo że jest podstawą
                            wszelkich rzeczywistości, itd. Stan czystego bytu umysłu, bez
                            projekcji, to stan całkowitej realności (to w istocie oznaczają
                            słowa „Jam jest, który jest”).
                            Teraz zaś odniosę się do sytuacji pata poznawczego, w którym
                            znajduje się niemal każdy człowiek, który nie wybiera
                            kwestionowania, nazwijmy to umownie, standardowego sposobu percepcji
                            i założeń co do realności i obiektywności świata. Świetnie
                            rozumiesz, bo wynika to z Twojego postu, czym jest ten pat
                            poznawczy. Co do obiektywności świata utwierdza nas tylko wspólnota
                            doświadczenia. Ale nie jest to oczywiście żaden dowód obiektywności.
                            A w dodatku tę obiektywność kwestionuje natychmiast wiele prostych
                            doświadczeń, jak np. wspólne loty nieco bardziej zaawansowanych
                            kwasomanów, czy grzybojedców (to trochę żartobliwy przykład, ale
                            też w nim coś jest). Co można zrobić jeśli nie można absolutnie
                            udowodnić obiektywności świata, jest to generalnie metodologicznie
                            niemożliwe (chyba tylko z wyłączeniem doświadczeń, które opisuję,
                            ale to z natury rzeczy jest zawsze osobiste)? Można tylko wybrać w
                            co się chce wierzyć, ustalając optymalne dla siebie kryteria wyboru.
                            Ateizm też jest takim wyborem, choć wielu ateistów uważa inaczej,
                            ale dlatego właśnie, że nie rozumieją, że obiektywność świata jest
                            metodologicznie, logicznie, itd., nie do udowodnienia. Moim zdaniem,
                            w takim przypadku, gdy jest się w tym pacie poznawczym, najlepiej
                            jest sobie uczciwie uświadomić, że tak jest. Wówczas można
                            przynajmniej świadomie wybrać sobie rodzaj wiary.
                            Serdecznie pozdrawiam :)
                            • tuciak Re: odp. dla tuciak - cz. 2 16.06.10, 08:30
                              wayout napisał:
                              "Natomiast w kontekście tego co twierdzę, czyli że umysł jest realny, a wszystko co może percepować jest jego projekcją, powstaje zagadnienie: czy istnieje rodzaj doświadczenia (oprócz doświadczenia istnienia po śmierci ciała, ale o tym tu nie rozmawiamy, bo jest ono nieweryfikowalne, skoro nasze ciała żyją), które mogłoby nas przekonać do tej tezy, potwierdzić ją? "

                              Nie. Nihilizmu nie da się dowodzić, bo neguje on zasadność samego dowodzenia. Zawsze można podważyć wniosek końcowy powołując się na "ułomność" poznania.

                              Tyle tylko, iż wskazując na niedoskonałość zmysłów ciężko też dowodzić, że czegoś niema. Ostatecznie, skąd możesz wiedzieć, że nie ma, skoro poznanie nie jest w ogóle możliwe? Trafniejszym wnioskiem wydaje się być: rzeczywistość jest inna, niż nam się wydaje.

                              Powiedz mi jednak,

                              wayout napisał:
                              "[...] umysł jest realny, a wszystko co może percepować jest jego projekcją "

                              co z tym, czego umysł "nie jest w stanie percepować "? Czy, na ten przykład owady, które postrzegają świat inaczej - chociażby za sprawą widzenia innego pasma światła niż to, które dostrzega ludzkie oko, doświadczają innego rodzaju projekcji swoich własnych umysłów? Dla rozluźnienia pytanie: czy sądzisz, iż taki owad, który widzi promieniowanie ultrafioletowe, może - za sprawą odpowiedniego stanu skupienia - wyzbyć się iluzji?

                              wayout napisał:
                              "W moim życiu istnieje jeszcze jeden bardzo ważny element, zwiększająca się „sterowalność” rzeczywistości. Jest to łatwe do zakwestionowania przez Ciebie, choć ja wiem, że ta sterowalność występuje. "

                              Cóż, mój sąsiad ma małego psa. Opowiadał o nim ostatnio, iż zganiony za próbę wejścia na kanapę, pobiegł po zabawkę. Wiesz po co? Po to, aby (w myśl tego, co twierdzi sąsiad) celowo wrzucić ową zabawkę na kanapę dostarczając sobie tym samym pretekstu, do wdrapywania się jej śladem.
                              Pocieszna historia, którą można interpretować na dwa sposoby:

                              - mój sąsiad ma niezwykle inteligentnego psa;
                              - mój sąsiad chce, aby jego pies był postrzegany za niezwykle inteligentnego.

                              Mniemam, że rozumiesz, co chcę przez to powiedzieć.

                              wayout napisał:
                              "Umysł jest rzeczywisty bo on trwa zawsze i tylko on trwa zawsze, a wszystko inne bierze się z umysłu. "

                              Karkołomna teza. Czy - upierając się przy teorii iluzji - masz jakąś rozsądną odpowiedź na pytanie o celowość tej jej części, która dotyczy czasów sprzed nastania człowieka?

                              wayout napisał:
                              "Moim zdaniem, w takim przypadku, gdy jest się w tym pacie poznawczym, najlepiej jest sobie uczciwie uświadomić, że tak jest. Wówczas można przynajmniej świadomie wybrać sobie rodzaj wiary. "

                              W szerokim rozumieniu słowa "wiara" masz rację.
                              • wayout Re: odp. dla tuciak - cz. 2 17.06.10, 23:34
                                tuciak napisał:

                                > zawsze można podważyć wniosek końcowy powołując się na "ułomność"
                                poznania.

                                Nihilizm to…………………….
                                Wskazuję natomiast ……………………………………….

                                > Powiedz mi jednak, co z tym, czego umysł "nie jest w stanie
                                > percepować
                                "

                                Umysł może…………. gdyż…………………………….
                                Natomiast ręka nie może uchwycić samej siebie……………………

                                > aby jego pies był postrzegany za niezwykle inteligent
                                > nego. Mniemam, że rozumiesz, co chcę przez to powiedzieć.

                                To jest ocena ex post …….Natomiast………………………….

                                >celowość tej jej części, która dotyczy czasów sprzed nastania
                                >człowieka?

                                Historia jest ………………………. A poza tym……………………………………

                                > W szerokim rozumieniu słowa "wiara"

                                Chcę czuć tylko radość i być radością, chcę czuć tylko miłość i być
                                miłością, chcę czuć tylko szczęście i być szczęściem. Nie może tak
                                być, dopóki we Wszystkich nie ujrzę wolności od cierpienia,
                                promiennej radości, lśniącej miłości, szczęścia, które już nigdy nie
                                umknie, które nie zamieni się w proch, pył i zapomnienie…………
                                Prowadzi mnie siła nieskończenie większa od mego małego ja. Nie ma
                                znaczenia jak ją nazwę, ewolucją czy Bogiem, wiem, że jest miłością,
                                najwyższą dobrocią. Nie ma znaczenia jak mnie budzi, przez
                                wynalazki, modlitwę, intelekt czy uczucie. I tak zawsze jest
                                miłością, która wszystko stosuje dla jednego celu – miłości. Tylko
                                tego chcę, dla Ciebie, dla siebie, dla wszystkich. Gdyby Miłość była
                                snem, to tylko ten sen chciałbym śnić na wieki…..

                                Pozdrawiam Cię serdecznie:))
                  • bez_seller Re: Łaska boża 12.06.10, 12:33
                    wayout napisał:

                    > bez_seller napisała:
                    > > Piszesz nizej, ze jeszcze nie do konca odkryles kim jestes, wiec
                    > nie
                    > > rozumiem Twojego tutaj zaprzeczenia moich odkryc. Odkryj
                    najpierw
                    > to
                    > > co masz zamiar odkryc, a dopiero potem wypowiadaj sie na temat
                    > > odkryc innych.
                    >
                    > Wiem kim jestem. Zaprzeczasz wszystkiemu co piszę, nie pytasz się,
                    > utwierdzasz tylko w swoim, nawet nie wiem czym. Bo negacja nie
                    jest
                    > żadną ideą. Odkryłem to co chciałem odkryć. Jest etap zrozumienia,
                    > są wglądy i etap całkowitego oczyszczenia. Odkryłem, ale jeszcze
                    nie
                    > oczyściłem się całkowicie.

                    Wpadles w pulapke do ktorego doprowadzilo Cie co? Twoje sliczne ego.
                    Sam pomysl "oczyszczania" pachnie pycha. Zauwaz, ze skoro Ty dazysz
                    do "calkowitego oczyszczenia", to inni beda, w porownaniu z Toba,
                    zanieczyszczeni. To jak wyobrazasz sobie te jednosc z innymi?

                    Chcesz wystepowac z pozycji guru, a ja swoimi pytaniami i
                    zaprzeczeniami te pozycje redukuje. To Cie widze denerwuje. I nawet
                    do Ci glowy nie przyjdzie zapytac skad takie moje o roznych
                    sprawach mniemanie.

                    Twoje gladkie oraz liczne zdania sa papka banalow powtarzanych przez
                    roznych naiwniaczkow i cwaniaczkow.
                    Myslenie, ze bedziesz mogl uwolnic ludzi od cierpienia, jesli tylko
                    Cie oswieci, jest naiwne.

                    Jezeli umysl stwarza swiat- iluzje, a w nim cierpienie, to sa dwie
                    mozliwosci. Stwarza celowo, albo bez celu. Jezeli celowo, to
                    cierpienie musi byc celowe, a jesli stwarza iluzje bez celu, to
                    widocznie jest to jego (umyslu) wlasciwoscia, tak jak wlasciwoscia
                    ludzkiej reki jest piec zginajacych sie palcow. Reka mogla powstac
                    celowo lub byc efektem slepego przypadku, ale piec palcow pozostaje
                    w obu przypadkach aktualne.

                    Oswiecenie prowadzi do dwoch kolejnych stanow bycia. Pierwszy stan,
                    to stan raczej niebycia. Przestajesz w pewien sposob istniec,
                    wszystko czego doznajesz przechodzi przez Twoj umysl nie
                    zostawiwszy w nim sladu.
                    Ja to nazywam stanem wesolego, wiejskiego glupka.

                    Drugi stan to stan przygarniania, wchlaniania. Wszystko co
                    spotykasz jest Twoje, w Tobie, niczego nie odrzucasz. I wtedy moze
                    narodzic sie mysl, ze chcesz to wszystko uwolnic, wlasnie
                    szczegolnie od cierpienia. Wymyslasz wtedy osmioraka sciezke lub
                    rzucasz sie na krzyz, by przekupic Boga, by zbawic ludzkosc.

                    Ale juz wiesz, ze ani sciezka, ani krzyz nie przynosza zbawienia.
                    • wayout odp.dla bez_seller 13.06.10, 16:07
                      bez_seller napisała:

                      > Wpadles w pulapke do ktorego doprowadzilo Cie co? Twoje sliczne
                      ego.
                      > Sam pomysl "oczyszczania" pachnie pycha. Zauwaz, ze skoro Ty
                      dazysz
                      > do "calkowitego oczyszczenia", to inni beda, w porownaniu z Toba,
                      > zanieczyszczeni. To jak wyobrazasz sobie te jednosc z innymi?
                      >
                      Ego oczywiście jeszcze mam. Dlatego nie uważam się za oświeconego.
                      Oświecenie to pozbycie się ego. Oczyszczanie nie jest pychą.
                      Oczyszczenie, czyli porzucenie ego, polega na tym, że widzisz innych
                      jako całkowicie czystych. Jak mogłaby tu być pycha? Możesz tak mówić
                      tylko wtedy, gdy dla Ciebie oczyszczenie to uwolnienie umysłu od
                      wszelkich myśli. I nic więcej. To znane buddyjskie pułapki. Oznacza
                      to jednak, ze nie rozumiesz drogi oświecenia. Bo oświecony umysł to
                      nie pusta przestrzeń pozbawiona myśli (to opisywana pułapka
                      nirwany), tylko samoświadomy i całkowicie miłujący umysł,
                      rozumiejący korzenie wszystkich błędów i widzący nierealność samych
                      błędów.

                      > Chcesz wystepowac z pozycji guru, a ja swoimi pytaniami i
                      > zaprzeczeniami te pozycje redukuje. To Cie widze denerwuje. I
                      nawet
                      > do Ci glowy nie przyjdzie zapytac skad takie moje o roznych
                      > sprawach mniemanie.
                      >
                      Nie denerwujesz mnie. Błędnie interpretujesz moje słowa. O jakim
                      swoim mniemaniu z poprzednich postów piszesz? Nie muszę o nic
                      pytać. Jeśli wiem, nie mam wątpliwości i nie pytam. Nie chcę i nie
                      występuję z pozycji guru. Opisuję to co wiem, w odpowiedzi na
                      konkretne tematy o modlitwie, łasce, itp. Gdy ktoś odpowiada,
                      neguje, etc, wyjaśniam o co mi chodzi. To co wiem uniemożliwia
                      zajmowanie pozycji guru, o czym też pisałem w innych postach. Nawet
                      w tym wątku napisałem, że jestem tylko bramką komunikacyjną. Gdzie
                      indziej napisałem, że jeśli obudzono mnie z koszmaru, bo głośno
                      krzyczałem i jestem proszony by pomóc budzić innych śniących
                      koszmary, to taka pozycja nie zostawia nawet atomu miejsca na
                      poczucie wyższości czy pozycję guru. Wcześniej miałem inklinacje do
                      bycia guru, ale czułem, że coś jest nie tak i wówczas w żadnej
                      formie, na żadnych publicznych forach nie zabierałem głosu.

                      > Twoje gladkie oraz liczne zdania sa papka banalow powtarzanych
                      przez
                      > roznych naiwniaczkow i cwaniaczkow.
                      To co wiem wynika z bardzo głębokich i niemal codziennych
                      doświadczeń. Z poszukiwania przez całe życie. Nie wiem o jakich
                      cwaniaczkach piszesz. To zdanie nic nie oznacza. Co jest banałem i
                      dlaczego?
                      > Myslenie, ze bedziesz mogl uwolnic ludzi od cierpienia, jesli
                      tylko
                      > Cie oswieci, jest naiwne.
                      Już pomagam wielu osobom. Nie rozumiesz oświecenia, bo nie rozumiesz
                      o jakim oczyszczeniu piszę, choć wyjaśniłem to wcześniej bardzo
                      jasno. Oświecenie pozwoli nieść ludziom światło. Gdy odczują miłość,
                      porzucą świat ciemności. Będą mieli jasne, czyste porównanie, gdy
                      światło zostanie przyniesione do ciemności. Dlatego nie zostanie
                      naruszona, nie mogłaby zresztą – byłoby to niemożliwe, ich wolna
                      wola.

                      > Jezeli umysl stwarza swiat- iluzje, a w nim cierpienie, to sa dwie
                      > mozliwosci. Stwarza celowo, albo bez celu. Jezeli celowo, to
                      > cierpienie musi byc celowe, a jesli stwarza iluzje bez celu, to
                      > widocznie jest to jego (umyslu) wlasciwoscia, tak jak wlasciwoscia
                      > ludzkiej reki jest piec zginajacych sie palcow. Reka mogla powstac
                      > celowo lub byc efektem slepego przypadku, ale piec palcow
                      pozostaje
                      > w obu przypadkach aktualne.

                      Pomijasz jeszcze jedną prostą możliwość, która w rzeczywistości ma
                      miejsce. Umysł odwracając się od światła, chcąc zrealizować ideę
                      samodzielności, autonomii, itp., nie rozumie jakie to wywoła
                      konsekwencje. Odwraca się celowo od światła, ale nie wywołuje celowo
                      cierpienia. Odwracając się od światła natychmiast wpada w ciemność,
                      w której musi rozpocząć się projekcja, która musi prowadzić do
                      cierpienia. To jest w bardzo, bardzo dosłownym sensie, chorobą
                      umysłową. Umysł wywołuje ją w sobie, podążając za fałszywą ideą. Gdy
                      jesteś całkowicie w świetle, to w ogóle nie rozumiesz idei
                      ciemności, bo w świetle ciemność nie jest znana i nie może być
                      rozumiana. Ale celowe odwrócenie się od światła wywołuje
                      niezamierzony skutek, powstanie doświadczenia ciemności i wszystkie
                      związane z tym konsekwencje. Lepiej byłoby napisać, to jest
                      oczywiście proste zobrazowanie, bo umysł nie ma oczu, że umysł
                      zamyka oczy. Nie może odwrócić się światła, bo światło jest wszędzie
                      i nie ma niczego co nie byłoby światłem.

                      > Oswiecenie prowadzi do dwoch kolejnych stanow bycia. Pierwszy
                      stan,
                      > to stan raczej niebycia. Przestajesz w pewien sposob istniec,
                      > wszystko czego doznajesz przechodzi przez Twoj umysl nie
                      > zostawiwszy w nim sladu.
                      > Ja to nazywam stanem wesolego, wiejskiego glupka.
                      >
                      > Drugi stan to stan przygarniania, wchlaniania. Wszystko co
                      > spotykasz jest Twoje, w Tobie, niczego nie odrzucasz. I wtedy
                      moze
                      > narodzic sie mysl, ze chcesz to wszystko uwolnic, wlasnie
                      > szczegolnie od cierpienia. Wymyslasz wtedy osmioraka sciezke lub
                      > rzucasz sie na krzyz, by przekupic Boga, by zbawic ludzkosc.
                      > Ale juz wiesz, ze ani sciezka, ani krzyz nie przynosza zbawienia.

                      Na każdym etapie oświecania się czyhają pułapki. Nawet na
                      najbardziej zaawansowanych. Opisujesz tylko pułapki, ślepe uliczki,
                      a nie stan oświecenia. Oświecenie to stan, na który nie wskazujesz.
                      To stan szerzenia. Jest to wieczne szerzenie się miłości, w
                      nieskończoność. Jest to wieczne lśnienie, w którym wiesz, poznajesz,
                      jesteś wszystkim, rozumiesz swoje źródło, jesteś całkowicie
                      samoświadoma. Jesteś całkowicie spełniona, całkowicie radosna,
                      całkowicie szczęśliwa, w całkowitej komunikacji z każdym bytem. Są
                      to stany tak kompletnie nielinearne i obce ludzkiemu doświadczeniu,
                      ze jest kompletnie niemożliwym ich opisanie. Ośmioraka ścieżka jest
                      fałszywa, krzyż jest fałszywy. To przykłady błędów na najdalszych
                      etapach drogi. Oświecenie jest stanem całkowitej miłości. I może
                      pomóc ludziom ten (a może to być każdy), kto oczyści całkowicie swój
                      umysł i będąc jeszcze w formie przejawi całkowitą miłość w świecie
                      form. To co piszesz to wyraz zwątpienia, może rozczarowania, na
                      pewno nie zrozumienia. Może spotkałaś „nauczycieli”, którym
                      uwierzyłaś, a którzy sami niewiele rozumiejąc, mącą tylko w głowach
                      innych. Bo w co wierzysz? Słyszę u Ciebie coś jak nihilizm i
                      rozpacz. Jesteś ateistką? To wiara jak każda inna, tylko pozbawiona
                      rzeczywistej nadziei. Wierzysz, że umysł istnieje i jest
                      rzeczywisty? To znaczy, że wierzysz, że rzeczywistość jest umysłowym
                      chaosem. Jest to stanowisko całkowicie nielogiczne i może wynikać
                      tylko z rozpaczy. Pozdrawiam Cię serdecznie.


                      • bez_seller Re: odp.dla bez_seller 13.06.10, 21:01
                        wayout napisał:

                        > Ego oczywiście jeszcze mam. Dlatego nie uważam się za oświeconego.
                        > Oświecenie to pozbycie się ego.

                        Ha, ha, ale Ci glupot do glowy nawkladali. Ego w niczym oswieconemu
                        nie przeszkadza, podobnie jak krzywe nogi czy katar.

                        > Oczyszczenie, czyli porzucenie ego, polega na tym, że widzisz
                        innych
                        > jako całkowicie czystych. Jak mogłaby tu być pycha?

                        A co stoi na przeszkodzie widziec wszystkich juz teraz jako czystych?
                        Patrzysz i widzisz - wszyscy sa czysci. To proste.


                        Oznacza
                        > to jednak, ze nie rozumiesz drogi oświecenia. Bo oświecony umysł
                        to
                        > nie pusta przestrzeń pozbawiona myśli (to opisywana pułapka
                        > nirwany), tylko samoświadomy i całkowicie miłujący umysł,
                        > rozumiejący korzenie wszystkich błędów i widzący nierealność
                        samych
                        > błędów.

                        A gdzie ja o pustej przestrzeni pozbawionej mysli pisze?

                        No i jak Ty juz daleko zaszedles, nawet podwazasz zasady
                        buddyjskeigo oswiecenia. Ale co by szkodzilo pojsc dalej jeszcze i
                        zrozumiec, ze blad jest konieczny, bys Ty (i inni) mogl dojrzec
                        jego nierealnosc? W jaki inny sposb bys sie wayout oswiecil, gdyby
                        nie bledy? :)

                        Co jest banałem i
                        > dlaczego?


                        Oświecenie pozwoli nieść ludziom światło. Gdy odczują miłość,
                        > porzucą świat ciemności. Będą mieli jasne, czyste porównanie, gdy
                        > światło zostanie przyniesione do ciemności. Dlatego nie zostanie
                        > naruszona, nie mogłaby zresztą – byłoby to niemożliwe, ich wolna
                        > wola.

                        To jest czystej wody banal. Banal, rozumiesz? I klamstwo. Zaden
                        oswiecony nie wyzwoli swiata z ciemnosci, bo nic takiego
                        jak "ciemnosc" nie istnieje. Moze ciemnota, moze glupota, ale
                        nie "ciemnosc".


                        > Pomijasz jeszcze jedną prostą możliwość, która w rzeczywistości ma
                        > miejsce. Umysł odwracając się od światła, chcąc zrealizować ideę
                        > samodzielności, autonomii, itp., nie rozumie jakie to wywoła
                        > konsekwencje. Odwraca się celowo od światła, ale nie wywołuje
                        celowo
                        > cierpienia. Odwracając się od światła natychmiast wpada w
                        ciemność,
                        > w której musi rozpocząć się projekcja, która musi prowadzić do
                        > cierpienia. To jest w bardzo, bardzo dosłownym sensie, chorobą
                        > umysłową. Umysł wywołuje ją w sobie, podążając za fałszywą ideą.
                        Gdy
                        > jesteś całkowicie w świetle, to w ogóle nie rozumiesz idei
                        > ciemności, bo w świetle ciemność nie jest znana i nie może być
                        > rozumiana. Ale celowe odwrócenie się od światła wywołuje
                        > niezamierzony skutek, powstanie doświadczenia ciemności i
                        wszystkie
                        > związane z tym konsekwencje. Lepiej byłoby napisać, to jest
                        > oczywiście proste zobrazowanie, bo umysł nie ma oczu, że umysł
                        > zamyka oczy. Nie może odwrócić się światła, bo światło jest
                        wszędzie
                        > i nie ma niczego co nie byłoby światłem.


                        Od jakiego swiatla odwraca sie umysl? Czym jest to swiatlo i gdzie
                        sie znajduje? Czy to swiatlo trzymane jest w pudelku, a moze w
                        szufladzie? Czy gdyby faktycznie istnialo swiatlo, moglaby istniec
                        ciemnosc? Operujesz slowami "swiatlo" i "ciemnosc", ktore to slowa
                        zadnego praktycznego znaczenia nie maja. A swoja droge, czy nie
                        moglbys pisac po ludzku, swoimi slowami?


                        > Na każdym etapie oświecania się czyhają pułapki. Nawet na
                        > najbardziej zaawansowanych. Opisujesz tylko pułapki, ślepe
                        uliczki,
                        > a nie stan oświecenia.


                        No wlasnie, widze Cie w slepych uliczkach i przestrzgam.:D



                        Oświecenie to stan, na który nie wskazujesz.
                        > To stan szerzenia. Jest to wieczne szerzenie się miłości, w
                        > nieskończoność. Jest to wieczne lśnienie, w którym wiesz,
                        poznajesz,
                        > jesteś wszystkim, rozumiesz swoje źródło, jesteś całkowicie
                        > samoświadoma. Jesteś całkowicie spełniona, całkowicie radosna,
                        > całkowicie szczęśliwa, w całkowitej komunikacji z każdym bytem. Są
                        > to stany tak kompletnie nielinearne i obce ludzkiemu
                        doświadczeniu,
                        > ze jest kompletnie niemożliwym ich opisanie

                        Ty widze opisales je znakomicie :) Skad wziales ten opis?



                        Może spotkałaś „nauczycieli”, którym
                        > uwierzyłaś, a którzy sami niewiele rozumiejąc, mącą tylko w
                        głowach
                        > innych. Bo w co wierzysz? Słyszę u Ciebie coś jak nihilizm i
                        > rozpacz. Jesteś ateistką? To wiara jak każda inna, tylko
                        pozbawiona
                        > rzeczywistej nadziei. Wierzysz, że umysł istnieje i jest
                        > rzeczywisty? To znaczy, że wierzysz, że rzeczywistość jest
                        umysłowym
                        > chaosem. Jest to stanowisko całkowicie nielogiczne i może wynikać
                        > tylko z rozpaczy. Pozdrawiam Cię serdecznie.

                        Nie masz za grosz intuicji. :)
                        • wayout Re: odp.dla bez_seller 14.06.10, 01:11
                          bez_seller napisała:

                          > Ha, ha, ale Ci glupot do glowy nawkladali. Ego w niczym
                          oswieconemu
                          > nie przeszkadza, podobnie jak krzywe nogi czy katar.
                          >
                          Wyjaśnię co mam na myśli. Co to jest ego? Jest to myśl o tym, że,
                          można być oddzielnym, niezależnym i autonomicznym. Realizacja tych
                          idei jest możliwa tylko poprzez widzenie nierówności, poprzez
                          ocenianie, poprzez porównywanie, poprzez widzenie różnic. Widzenie
                          różnic uniemożliwia dostrzeżenie całkowitej równości wszystkich. To
                          z kolei sprawia, że nie można dostrzec, że wszyscy są identycznymi
                          jakościowo bytami. Oznacza to, że postrzega się poprzez
                          interpretowanie, poprzez widzenie lepszych i gorszych, głupszych i
                          mądrzejszych, brzydszych i ładniejszych. Te kategorie to zmienne
                          kryteria według, których umysł lgnie do tego co uważa za dobre, i
                          unika tego co uważa za złe. Wartościując sam stwarza to co widzi.
                          Wartościowanie to interpretacja. Interpretując umysł „widzi”
                          interpretacje, a nie rzeczywistość. To wszystko jest błędnym kołem.
                          Najpierw stwarzania percepcji. Z kolei to co percepowane utwierdza
                          interpretującego w tym, że prawidłowo interpretuje. Chcąc odczuwać
                          swoją autonomię, niezależność, oddzielność, muszę stworzyć to co
                          jest poza mną, muszę dokonać projekcji. Muszę widzieć to od czego
                          jestem niezależny, autonomiczny, oddzielny. Projektuję więc
                          zewnętrzny świat, który postrzegam jako zewnętrzny. Następnie to co
                          widzę „na zewnątrz” oceniam i wartościuję. Widzę dobre i złe, widzę
                          coś różnego. To utwierdza mnie w tym, że istnieje zewnętrzny, różny
                          ode mnie świat. Innymi słowy chcąc być niezależny i oddzielny
                          projektuję świat, który utwierdza mnie w tym, że istnieje coś
                          różnego, innego ode mnie, od czego mogę być niezależny. Ponieważ
                          muszę wartościować, by ten proces mógł przebiegać, muszę widzieć
                          różnice jak dobro i zło, jak zły stan i dobry stan, jak przyjemność
                          i ból. I tak w końcu doświadczam cierpienia i ulgi od cierpienia.
                          Wszystko nieustannie w cyklach, jako zmienny wiecznie oscylujący
                          wzór. To jest ego. Gdy umysł nie projektuje nic „na zewnątrz”
                          (oczywiście nie ma żadnego zewnątrz, sama ta idea jest projekcją,
                          jest widzeniem tego czego nie ma, tak samo jak śniący widzi obrazy
                          świata snu we własnym umyśle, nie ma śnionego świata poza umysłem
                          śpiącego), jest wolny od wartościowania i oceniania, jest
                          samoświadomy bytu. Po prostu jest i tylko to jest realne (to znaczą
                          słowa „Jam jest, który jest”). Nie ma żadnego cierpienia. By pomóc
                          innym, konieczne jest (dokonuje się to w różny sposób), zrozumienie
                          im tego mechanizmu, by mogli wyzwolić się od projekcji, i w efekcie
                          od cierpienia. To jest jak budzenie ze snu. Gdy śpiący się obudzi,
                          to nawet jeżeli śnił realistyczne sny, w których doznawał
                          cierpienia, po obudzeniu widzi jasno, że doświadczał cierpienia,
                          które realnie nie istnieje.
                          To co robisz to błąd buddyjskiej dialektyki. Służy ona
                          relatywizowaniu wszystkiego. To jest fundament nihilizmu. Pozwala
                          Ci w każdej chwili zmienić punkt widzenia i zakwestionować wszystko.
                          Dlatego piszesz o cierpieniu i że nie można mu zaradzić, a
                          równocześnie piszesz, że żadnego cierpienia nie ma. I ta dialektyka
                          pozwala Ci bawić się w nieskończoność w posiadanie racji. Gdy
                          napiszę o cierpieniu napiszesz, że go nie ma. Gdy napiszę, że w
                          istocie cierpienia nie ma, napiszesz, że przecież jest, czy jestem
                          ślepy. Ta dialektyka służyła dawnym mistrzom do tego by uczniowie
                          zakwestionowali każdą ocenę projekcji i wyzwolili się od oceny, a
                          przez to od projekcji i cierpienia. Niestety wielu, którzy zetknęli
                          się z samym narzędziem nauki – dialektyką, pomylili to narzędzie z
                          celem nauki – wyzwoleniem od dialektyki. I używają jej by oceniać
                          wszystko, dowodząc sobie nieustannie, że mają rację w porównaniu ze
                          wszystkim innymi. W ten sposób utwierdzają się w swojej
                          oddzielności, autonomii i niezależności. Dialektyką podtrzymują
                          swoje ego. I pamiętając czego się nauczyli dowodzą sobie przy pomocy
                          dialektycznych sztuczek, że ego nie ma, a w związku z tym nie mają
                          go, albo jego pozorne istnienie nie ma znaczenia dla ich oświecenia.
                          Z powodu tych wypaczeń buddyzm bywa oskarżany o relatywizm, nihilizm
                          i obojętność.
                          Piszę o czymś innym. Cierpienie nie istnieje obiektywnie, realnie,
                          ale może być tak doświadczane (tak jak można we śnie doświadczać
                          nieistniejących zdarzeń, stanów, itd.). Mechanizm, który
                          podtrzymuje doświadczanie cierpienia jako realnego, to ego. Pomóc
                          innym to uczyć ich działania tego mechanizmu. Jest tak, że uczenie
                          na drodze słów, słowami, jest mało efektywne. To tylko pomocniczy
                          środek. I dlatego bardzo niewiele swojej aktywności poświęcam
                          wyjaśnianiu słowami.

                          > A co stoi na przeszkodzie widziec wszystkich juz teraz jako
                          czystych?
                          > Patrzysz i widzisz - wszyscy sa czysci. To proste.
                          >
                          Przeszkadza ego. Jeśli widzisz czysto, to po co narzekasz na
                          cierpienie. Jeśli stosujesz to jako pomocniczy, dialektyczny środek
                          by mi pomóc, to źle kierujesz swój wysiłek. Piszę wyraźnie, że wiem,
                          że cierpienie nie istnieje realnie, choć może być tak doświadczane.
                          Nie musisz mi dialektycznie wyjaśniać, coś na co jasno wskazuję, że
                          rozumiem. Oznacza to więc, że nie rozumiesz co piszę. Wyjaśnianie
                          komuś kto rozumie dowodzi, że stosujesz dialektykę na ślepo, nie
                          rozumiejąc jak jej używać. Stosujesz ją niezgodnie z
                          przeznaczeniem, jasno dowodząc, że pomyliłaś środek z celem. Jeśli
                          naprawdę rozumiesz, to używaj swego rozumienia dla pomocy tym,
                          którzy nie wiedzą, że cierpienia nie ma i doświadczają go jako
                          całkowicie realnego.
                          >
                          > A gdzie ja o pustej przestrzeni pozbawionej mysli pisze?
                          >
                          Gdy piszesz o stanie raczej niebycia. O tym, że przestaje się w
                          pewien sposób istnieć. Oczywiście możesz teraz wejść w dialektyczno-
                          leksykalne spory, że stan raczej niebycia to nie jest pusta
                          przestrzeń pozbawiona myśli, itd. Jeśli ma to służyć tylko Twoim
                          zabawom w chowanego, to nie będę ich prowadził.

                          > No i jak Ty juz daleko zaszedles, nawet podwazasz zasady
                          > buddyjskeigo oswiecenia. Ale co by szkodzilo pojsc dalej jeszcze i
                          > zrozumiec, ze blad jest konieczny, bys Ty (i inni) mogl dojrzec
                          > jego nierealnosc? W jaki inny sposb bys sie wayout oswiecil, gdyby
                          > nie bledy? :)
                          >
                          Błąd myślowy poprzez dopuszczenie możliwości realizacji idei bycia
                          oddzielnym, niezależnym, itd., jest pierwotnym błędem, który
                          powoduje projekcję i utratę świadomości rzeczywistości. Popełnienie
                          błędu jest przyczyną bycia nieoświeconym, a nie sposobem na
                          osiągnięcie oświecenia. Powrót do poznania odbywa się nie poprzez
                          popełnianie błędu, lecz poprzez jego zrozumienie. To co jest
                          przyczyną braku oświecenia uznajesz za przyczynę i drogę do
                          oświecenia. Prawda jest. I nie trzeba kłamać żeby ją zrozumieć.
                          Jeśli zaś się skłamało, zaprzeczyło prawdzie, i straciło zrozumienie
                          prawdy, to drogą do prawdy nie jest dalsze kłamstwo, tylko
                          zrozumienie, że kłamstwo uniemożliwia zrozumienie prawdy i
                          zaprzestanie kłamstwa. Ponieważ stosujesz opacznie narzędzie nauki
                          (dialektykę), to wszystko mieszasz, łącznie z myleniem przyczyny i
                          skutku. Nie błąd jest konieczny do oświecenia, tylko zrozumienie i
                          zaprzestanie błędu.

                          > Co jest banałem i
                          > > dlaczego?
                          >
                          >
                          > Oświecenie pozwoli nieść ludziom światło. Gdy odczują miłość,
                          > > porzucą świat ciemności. Będą mieli jasne, czyste porównanie,
                          gdy
                          > > światło zostanie przyniesione do ciemności. Dlatego nie zostanie
                          > > naruszona, nie mogłaby zresztą – byłoby to niemożliwe, ich wolna
                          > > wola.
                          >
                          > To jest czystej wody banal. Banal, rozumiesz? I klamstwo. Zaden
                          > oswiecony nie wyzwoli swiata z ciemnosci, bo nic takiego
                          > jak "ciemnosc" nie istnieje. Moze ciemnota, moze glupota, ale
                          > nie "ci
                          • wayout Re: odp.dla bez_seller - c.d. 14.06.10, 01:23
                            > To jest czystej wody banal. Banal, rozumiesz? I klamstwo. Zaden
                            > oswiecony nie wyzwoli swiata z ciemnosci, bo nic takiego
                            > jak "ciemnosc" nie istnieje. Moze ciemnota, moze glupota, ale
                            > nie "ciemnosc".
                            >
                            > Banał jest tym co jest powszechnie znane, oczywiste. Co jest
                            powszechnie znane i oczywiste z tego co zacytowałaś, albo cokolwiek
                            innego co piszę? Piszę o tym, że cierpienia nie ma, ale jest realnie
                            doświadczane, poprzez pierwotny błąd akceptacji idei o byciu
                            niezależnym i mechanizm projekcji. I o tym, że gdy ten mechanizm
                            powstawania cierpienia za pomocą różnych metod zostanie ludziom
                            wyjaśniony, to porzucą ideę ego, mechanizm projekcji i cierpienie. W
                            świecie, w którym niemal wszyscy doświadczają cierpienia jako
                            realnego, nie nazwałbym tego co piszę za wiedzę powszechnie znaną i
                            oczywistą.
                            Ciemność to określenie ignorancji (czyli tego co nazywasz ciemnotą i
                            głupotą), która prowadzi do doświadczania cierpienia. Z kontekstu
                            całości tego co piszę wynika to dość jasno. Gdy piszesz, że
                            ciemności nie ma, ale istnieje ciemnota i głupota, to jest to dobry
                            przykład jak posługujesz się dialektyką, która niczemu nie służy. W
                            istocie wchodzisz w leksykalne, bezcelowe dyskusje. Zaciemniasz tym
                            zrozumienie w swym własnym umyśle.

                            > > Pomijasz jeszcze jedną prostą możliwość, która w rzeczywistości
                            ma
                            > > miejsce. Umysł odwracając się od światła, chcąc zrealizować ideę
                            > > samodzielności, autonomii, itp., nie rozumie jakie to wywoła
                            > > konsekwencje. Odwraca się celowo od światła, ale nie wywołuje
                            > celowo
                            > > cierpienia. Odwracając się od światła natychmiast wpada w
                            > ciemność,
                            > > w której musi rozpocząć się projekcja, która musi prowadzić do
                            > > cierpienia. To jest w bardzo, bardzo dosłownym sensie, chorobą
                            > > umysłową. Umysł wywołuje ją w sobie, podążając za fałszywą ideą.
                            > Gdy
                            > > jesteś całkowicie w świetle, to w ogóle nie rozumiesz idei
                            > > ciemności, bo w świetle ciemność nie jest znana i nie może być
                            > > rozumiana. Ale celowe odwrócenie się od światła wywołuje
                            > > niezamierzony skutek, powstanie doświadczenia ciemności i
                            > wszystkie
                            > > związane z tym konsekwencje. Lepiej byłoby napisać, to jest
                            > > oczywiście proste zobrazowanie, bo umysł nie ma oczu, że umysł
                            > > zamyka oczy. Nie może odwrócić się światła, bo światło jest
                            > wszędzie
                            > > i nie ma niczego co nie byłoby światłem.
                            >
                            >
                            > Od jakiego swiatla odwraca sie umysl? Czym jest to swiatlo i gdzie
                            > sie znajduje? Czy to swiatlo trzymane jest w pudelku, a moze w
                            > szufladzie? Czy gdyby faktycznie istnialo swiatlo, moglaby istniec
                            > ciemnosc? Operujesz slowami "swiatlo" i "ciemnosc", ktore to slowa
                            > zadnego praktycznego znaczenia nie maja. A swoja droge, czy nie
                            > moglbys pisac po ludzku, swoimi slowami?
                            >
                            Rozumiem, że oczekujesz bym pisał bardzo dosłownie i odrzucasz
                            sformułowania, nazwijmy je umownie „literackie”, które są
                            jednoznaczne w kontekście tego co piszę, co w szczególności dla
                            Ciebie powinno być dość oczywiste. Światło to stan umysłu, który
                            poznaje, ma poznanie, który nie myli siebie ze swą własną projekcją.
                            Ciemność to utożsamienie się z projekcją. To stan, w którym umysł
                            nie poznaje kim jest (myśli na przykład, że jest ciałem i efektem
                            pracy mózgu, itd.), czyli brak poznania.
                            >
                            > No wlasnie, widze Cie w slepych uliczkach i przestrzgam.:D
                            >
                            Przed czym mnie przestrzegasz? Przed jakim błędem. Wyjaśnij mi mój
                            błąd i naucz jak go nie popełniać. Jeśli rzeczywiście popełniam
                            błąd, Ty jasno mi to wytłumaczysz i nauczysz go nie popełniać, z
                            wdzięcznością przyjmę Twoje nauki. Jeśli zaś chodzi Ci o to, że
                            droga słów jest błędem, to powiem, że rozumiem, co chcesz mi
                            przekazać, więc skieruj swój wysiłek na pomoc tym, którzy nie
                            rozumieją. Jest tak, że skupienie się na analizie i intelektualnym,
                            słownym zrozumieniu do pewnego momentu może być bardzo pomocne, a po
                            osiągnięciu pewnego etapu staje się błędem, ślepą uliczką
                            dialektyki. Nie używam już słów dla „własnego” oświecenia, lecz dla
                            pomocy tym, którzy są trochę mniej zaawansowani, w bardzo różnym
                            stopniu, w procesie budzenia, tym umysłom (tej części umysłu), które
                            doświadczają cierpienia jako realnego. Jest to jednak najmniej
                            istotne z moich działań, gdyż jest najmniej „efektywne”. W pewnym
                            momencie to też stanie się zbędne i wówczas całkowicie porzucę drogę
                            słów. Wiedząc z doświadczenia jak uwalniam się od rożnych błędów,
                            może być tak, że przeoczę ten moment, może już przeoczyłem. Ale
                            uczciwie badając siebie odkryję i to.

                            >

                            > Ty widze opisales je znakomicie :) Skad wziales ten opis?
                            > Nie opisałem znakomicie. To opis doświadczenia.
                            >
                            > Nie masz za grosz intuicji. :)
                            Intuicja to nieznaczące pojęcie, mające znaczenie tylko w projekcji,
                            nie mające żadnego znaczenia na drodze oświecenia. Nie skupiam się
                            na takich rzeczach. Może jesteś mistrzem, któregoś z buddyjskich
                            odłamów, zabrnęłaś w dialektyczną pułapkę, nauczasz jej i bardzo,
                            bardzo niewygodnie jest Ci w tym miejscu postrzec swój błąd. Nie ma
                            znaczenia. Zrozum tylko mechanizm pozornego urealniania rzeczywiście
                            nierealnego błędu.

                            Na końcu drogi przez moje nieoświecenie i tak zobaczę wszystkich
                            jako oświeconych, którzy pomogli mi uwonić się od moich błędów.
                            Jestes więc także oświecającym mnie buddą :) Ostatnio trzech buddów
                            przyszło posprzątać pokój w hotelu, hi hi.

                            Jeśli chodzi o intuicję. Intuicja to sposób na ukrycie poznania
                            (jeden z ich nieskończonej liczby). Jak wiem, to nie potrzebuję
                            żadnej intuicji. Wiem, że w istocie sam do siebie piszę Twoje
                            posty;) Tak sobie to robię od paru tysięcy nieistniejących lat, ale
                            powoli dojrzewam do zaprzestania gry w projekcję ;) Pozdrawiam

                            • bez_seller Re: odp.dla bez_seller - c.d. 14.06.10, 18:04
                              wayout napisał:

                              > > Ty widze opisales je znakomicie :) Skad wziales ten opis?

                              > Nie opisałem znakomicie. To opis doświadczenia.

                              Czyjego?

                              > Przed czym mnie przestrzegasz?
                              Przed jakim błędem. Wyjaśnij mi mój

                              Przed pokusa naprawiania swiata.
                              Bylo takich wielu co chcialo naprawiac i nic dobrego z tego nie
                              wyniklo.
                              Swiat jaki jest teraz, jest najlepszy z mozliwych. Gdyby mogl byc
                              lepszy, to by byl.
                              Nie powoluj sie na Boga, ze obdarza laska czy cos w tym rodzaju, bo
                              nie wiesz tego, macisz tylko ludziom w glowach.
                              Mow tylko o tym, czego sam doswiadczyles i miej tez do tego dystans,
                              wszak to tylko projekcje Twojego umyslu.:D
                              Uwolnij sie od tej niepotrzebnej powagi, rozwijaj poczucie humoru.
                              Nie obnos sie ze swoimi "mondrosciami", pozyj z nimi sam na sam
                              przez pare lat.
                              I nie szukaj czego nie zgubiles. Nie zgubiles oswiecenia, wiec go
                              nie szukaj.
                              Oswiecenie jest darem. Wymuszanie oswiecenia poprzez rozne duchowe
                              gimnastyki doprowadzic moga do tego, ze zmarnujesz zycie. Zyj
                              chwila - z pasja i uwaga.
                              • wayout Re: odp.dla bez_seller - c.d. 15.06.10, 01:42
                                bez_seller napisała:

                                > Nie obnos sie ze swoimi "mondrosciami"

                                Co widać, gdy zbierze się wszystkie Twoje posty razem? Nie masz
                                żadnej pozytywnej wizji, żadnego spójnego systemu myślowego, niczego
                                nie wyjaśniasz. W istocie tylko negujesz. Wiesz może czym jest stan
                                wiejskiego głupka i piszesz o stanach bytu po oświeceniu, ale nie
                                masz o nim najmniejszego pojęcia. Nie wiesz w istocie kim jesteś,
                                jaki jest sens świata i Twój, nie wiesz czym jest świat i życie.
                                Widzisz cierpienie ale nie rozumiesz jak mu można zaradzić, bo
                                poddałaś się, bo zrezygnowałaś, a doprowadziła Cię do tego fałszywa
                                ścieżka. I ogłaszasz wszem i wobec, że światu nie można pomóc. Bo Ty
                                nie wiesz jak? Nie wiesz czym jest ego. Kompletnie. Napisałem to i
                                owo o ego, ale nie wszystko. Jego esencją, jego fundamentem, jego
                                istotą jest strach i poczucie winy. Gdybym się zapytał Ciebie
                                dlaczego tak jest, nie potrafiłabyś nic odpowiedzieć.
                                Nie wiem czy jesteś buddystką i nie ma to znaczenia. Widzę natomiast
                                podobieństwo tego co mówisz do pewnych buddyjskich odłamów. Takich,
                                w których starzy mężczyźni uderzają laską o podłogę i krzyczą „to
                                jest to!! rozumiesz to? nie ma nic do zrobienia, idź i żyj”. To jest
                                koszmarne wypaczenie wszelkiej mądrości, która w buddyzmie jest,
                                pomimo że Budda nie był całkowicie oświecony. Mógłbym Ci to
                                wyjaśniać krok po kroku, ale nie ma sensu, skoro nie słuchasz. Nie
                                ma miłości w tym co mówisz, tak jak w tych tupiących laską starcach.
                                Wszystko co powtarzasz o oświeceniu, niegonieniu za nim, jest
                                napisane w pierwszym lepszym buddyjskim „poradniku”. I jest niewiele
                                warte. Ci starzy ludzie zaś wsłuchują się w istocie ze strachem w
                                stuk kija, by potwierdzić, że ten świat jest rzeczywisty. W
                                oszalałym świecie wszyscy boją się obudzić. Kurczowo trzymają się
                                wiecznie rozpadającego się, wiecznie przemijającego świata, bo
                                przeraża ich nieskończoność i wieczność, z wielu absurdalnych
                                powodów, tak absurdalnych jak nasz świat.
                                Mówisz o jakiejś pasji. Tak mówią tylko Ci, którzy nawet trochę nie
                                przejrzeli na oczy. Słyszysz siebie, nie słyszysz świata. Nie wiesz
                                co to oznacza, gdy słyszysz miliony pojedynczych stanów umysłów,
                                które cierpią na nieskończone sposoby, umysłów samotnych,
                                oddzielonych, umysłów wszelkich, ludzkich i zwierzęcych, bo
                                świadomość jest wszędzie, nawet w roślinach. Gdy poza zielonymi
                                liśćmi i pięknymi krajobrazami „natury” widzisz jedną wielką
                                rzeźnię. Nie wiesz jak to jest, gdy te wszystkie głosy zlewają się
                                w jeden wielki krzyk świata o pomoc. Gdy widzisz umysły ludzi
                                pozornie zadowolonych, ale za wszystkimi maskami widzisz strach (co
                                niejednokrotnie sprawdzałem - choć nie musiałem, bo od razu, jeśli
                                nie mam rozproszonego umysłu, w ludziach widzę stan ich umysłów -
                                w „klasyczny” sposób, w zwykłej komunikacji, gdy otwierałem ludzi do
                                niej, a oni przyznawali się, że życie jest nie do zniesienia, bo nie
                                można dostrzec jego sensu, ale oni nie są w stanie na to patrzeć, bo
                                zwariowaliby i muszą mieć „pasje”, mówili to i bogacze i biedacy).
                                Gdy to słyszysz i widzisz, gdy to wiesz, w ogóle nie bierzesz pod
                                uwagę jakichś pasji, jakiegoś „życia”. Nikt kto tutaj dochodzi, nie
                                jest w stanie w ogóle nawet rozważać takich pomysłów. Wiesz wówczas,
                                że nie ma i nie będzie dla Ciebie innego zadania, niż wyzwolenie
                                świata. I że nie ma znaczenia ile Ci to zajmie, pięć lat czy milion
                                i ile błędów popełnisz po drodze. Gdy dochodzi się do tego stanu,
                                nie ma już innej drogi. I wiesz też, że naprawa świat musi się odbyć
                                poprzez oczyszczenie własnego umysłu, tylko. I wiesz, że gdy umysł
                                będzie całkowicie oczyszczony, tak jak nie dokonał tego ani Jezus,
                                ani Budda, to wówczas, przez taki umysł może działać Bóg. A Bóg
                                działa tylko poprzez miłowanie.

                                Z drugiej strony, gdyby choć przez sekundę ogarnęła Cię Boża Miłość,
                                gdybyś odczuła całkowitą troskę Boga, Jego nieskończoną czułość,
                                nieskończoną delikatność, Jego doskonałą dobroć, Jego nieograniczoną
                                miłość, wiedziałabyś, że wszystkie stany głupków i inne są
                                pułapkami, które mają uniemożliwić dotarcie do wyzwolenia. Stany te
                                wydałyby Ci się żałosne i godne politowania i byłabyś zszokowana,
                                jak mogłaś je brać za oświecenie. Jeden promień Miłości Bożej, Jego
                                całkowitej słodyczy, promienność Jego dobroci, zmienia wszystko. Bo
                                miłość zmienia wszystko. Ale gdy poczujesz Miłość, rozumiesz wtedy,
                                że najwspanialsze przejawy miłości na tym świecie są karykaturą
                                Miłości Bożej. Gdy choć muśnie Cię cień Miłości Bożej, pragniesz
                                tylko czuć ją i to by mogli czuć ją inni. Chcesz przynieść im Boga,
                                by swą promiennością oświetlił ich ducha, ich oblicza. Chcesz
                                widzieć jak blask tej Miłości wygania z ich umysłów wszelki smutek,
                                wszelkie cierpienie, wszelką troskę. I w dodatku odczuwasz tak
                                nieskończoną miłosną wdzięczność do Boga, że chcesz też Jemu dać
                                możliwość robienia tego co On chce: szerzenia miłości, bo wiesz, że
                                radością Boga jest właśnie szerzenie miłości.
                                Bóg jest doskonały i całkowicie, nieskończenie delikatny. Nigdy nie
                                narzuca się nikomu, kto Go nie chce. On tylko prosi: wróć do mnie,
                                jestem cały czas przy Tobie, nie chcę byś cierpiał, stworzyłem dla
                                ciebie Niebo. My zamieniliśmy Niebo na ten świat, który widzimy, po
                                to by być oddzielnymi, mieć własne idee i by zyskać fałszywą
                                autonomię.
                                Nawet gdybym nie wiedział i nie miał pewności, że tak jest jak
                                piszę, to i tak nie chciałbym wierzyć w nic innego. Bo nic nie jest
                                sensowniejsze i lepsze od miłości. Nic.
                                Pozdrawiam Cię sredecznie :)
                                • jeepwdyzlu Re: odp.dla bez_seller - c.d. 15.06.10, 09:29
                                  Nie do mnie te słowa...ale

                                  Nie wiesz w istocie kim jesteś,
                                  jaki jest sens świata i Twój, nie wiesz czym jest świat i życie.
                                  Widzisz cierpienie ale nie rozumiesz jak mu można zaradzić, bo
                                  poddałaś się, bo zrezygnowałaś, a doprowadziła Cię do tego fałszywa
                                  ścieżka.
                                  ------------
                                  jesteś pewny że Ty wiesz czym jest świat?
                                  I jak zaradzic cierpieniu?

                                  Ja w imieniu wszystkich ateistów odpowiem Ci - my nie wiemy..
                                  Ale cierpieniu przeciwstawiamy się walcząc z jego przeczynami, nie
                                  modyfikując własne postrzeganie świata...
                                  I tak walczymy ze złem i ciemnością. Walcząc z bólem. Edukujac
                                  analfabetów. Próbując znależć szczepionkę na grypę. Lek na raka.
                                  Izolując gwałcicieli..

                                  Ty masz szczęście:

                                  Z drugiej strony, gdyby choć przez sekundę ogarnęła Cię Boża Miłość,
                                  > gdybyś odczuła całkowitą troskę Boga, Jego nieskończoną czułość,
                                  > nieskończoną delikatność....

                                  ja w boga nie wierzę. Żadnego. Ani nie troszczącego się, ani
                                  miłującego, czułego czy niedobrego..

                                  Czy jestem od Ciebie mniej szczęśliwy?
                                  Może, ale nie narzekam :-)
                                  Pozdrawiam
                                  jeep
                                  • wayout Re: odp.dla bez_seller - c.d. 16.06.10, 22:07
                                    jeepwdyzlu napisał:
                                    > jesteś pewny że Ty wiesz czym jest świat?
                                    > I jak zaradzic cierpieniu?
                                    >
                                    Czy dopuszczam to, że się mylę? Nie. To nie jest kwestia
                                    zarozumialstwa i bufonady. Wyobraź sobie, że wspinasz się na bardzo
                                    trudną górę, momentami opadasz z sił. Jest tak trudna, że musisz być
                                    całkowicie skoncentrowany, musisz wytężać całą energię. Czy możesz
                                    nie wierzyć w siebie? Załóżmy, że jesteś już na pewnej wysokości,
                                    ktoś podlatuje helikopterem i pyta się: jesteś pewny, że wejdziesz
                                    na tę górę, wiesz to? Czy powinieneś zacząć wątpić w siebie,
                                    analizować to pytanie? Jeśli chcesz kontynuować drogę, to jedyna
                                    sensowna odpowiedź brzmi: oczywiście, jestem pewny, że wejdę. Jeśli
                                    to „anegdotyczne” wyjaśnienie nie jest dla Ciebie jasne, to napisz
                                    to, wytłumaczę to inaczej. Poza tym jeśli wskażesz mi gdzie
                                    popełniam błędy, gdzie są luki w rozumowaniu, na pewno się temu
                                    uczciwie przyjrzę. Poza tym badałem naprawdę różne systemy, idee,
                                    itp. Nie znam innego całkowicie wewnętrznie spójnego systemu.
                                    Dlatego odrzuciłem inne systemy. Plus suma doświadczeń, która daje
                                    mi pewność. Ale także jeszcze jedna rzecz. Nie piszę świat jest
                                    iluzją, róbmy co chcemy. Nie piszę też, porzućcie swoje zajęcia i
                                    przeniknijcie iluzje. Piszę świat jest iluzją, w której miliardy
                                    istnień doświadczają cierpienia. Wyjściem jest porzucenie ego i to
                                    by nauczyć się całkowitej miłości. Może nie dodałem tego nigdzie
                                    wyraźnie, choć chyba wspominałem, że idealnym miejscem i czasem i
                                    sytuacją do nauki są czas, miejsce i sytuacja, w których jesteśmy.
                                    Czy to może przynieść jakąkolwiek krzywdę? Załóżmy, że się mylę. Czy
                                    zmniejszając swoje ego, ucząc się kochać innych, zrobię tym sobie
                                    lub komuś krzywdę, czy ktoś kto będzie uczył się kochać innych dozna
                                    z tego powodu straty? Czy tak postawa może szkodzić światu, naszemu
                                    otoczeniu?

                                    Jeśli opowiesz mi o innym wewnętrznie spójnym systemie i pokażesz
                                    jego przewagę nad tym, o którym piszę, taką, że szybciej osiągniemy
                                    cel, szybciej zmniejszymy cierpienie, szybciej będziemy szczęśliwi,
                                    na pewno pochylę się nad nim z całym skupieniem. Na pewno nie
                                    odrzucę Twoich słów, tylko dlatego, że zachęcasz do czegoś innego
                                    niż ja. Na pewno potraktuję Twoje słowa z najwyższą powagą.

                                    > Ja w imieniu wszystkich ateistów odpowiem Ci - my nie wiemy..
                                    > Ale cierpieniu przeciwstawiamy się walcząc z jego przeczynami, nie
                                    > modyfikując własne postrzeganie świata...
                                    > I tak walczymy ze złem i ciemnością. Walcząc z bólem. Edukujac
                                    > analfabetów. Próbując znależć szczepionkę na grypę. Lek na raka.
                                    > Izolując gwałcicieli..
                                    Nie neguję tych środków. Nie piszę: zamknijmy laboratoria, nie
                                    edukujmy (wręcz odwrotnie, chętnie bym podzielił się z osobami
                                    odpowiedzialnymi za edukację swoimi uwagami, gdybym wiedział, że
                                    ktoś zechce poważnie porozmawiać z osobą spoza „systemu edukacji” –
                                    ale oczywiście nie o tym, że świat jest iluzją i miłość zwycięży,
                                    tylko na temat metodologii edukacji –może zajmę się tym poważniej).
                                    Piszę: nie poprzestawajmy na tym. Oprócz tego badajmy głębiej,
                                    widźmy dalej, dodajmy do tego miłość dla bliźnich, badajmy nasze
                                    umysły. Nie ma tu nic sprzecznego z Twoją drogą. Nie mówię: porzuć
                                    ją. Mówię: wzbogać ją. Nie namawiam byśmy popełnili zbiorowe
                                    samobójstwo by wyzwolić się z iluzji (pomijając to, że tak się nie
                                    da). Wskazuję, że uwolnienie się od iluzji wiedzie poprzez jej
                                    przekształcenie, a sposób przekształcenia to miłość. Nie wydaje Ci
                                    się, że na świecie już są środki technologiczne i finansowe, by
                                    bardzo zmniejszyć wiele cierpienia, ale tak się nie dzieje. Czy to
                                    nie dziwne?
                                    >Czy jestem od Ciebie mniej szczęśliwy?
                                    Na pewno nie chciałbym by tak było. Na pewno chcę dla Ciebie
                                    całkowitego szczęścia, a jeśli wiesz coś o szczęściu czego ja nie
                                    wiem, to na pewno chętnie się tego dowiem
                                    Pozdrawiam Cię ciepło :)
                                • bez_seller Re: odp.dla bez_seller - c.d. 15.06.10, 12:42
                                  wayout napisał:

                                  Nie wiem czy jesteś buddystką i nie ma to znaczenia. Widzę natomiast
                                  > podobieństwo tego co mówisz do pewnych buddyjskich odłamów.
                                  Takich,
                                  > w których starzy mężczyźni uderzają laską o podłogę i krzyczą „to
                                  > jest to!! rozumiesz to? nie ma nic do zrobienia, idź i żyj”.


                                  To zabawne, bo oni maja racje. Ciekwe jest tez to, ze znajdujesz
                                  tutaj buddyjskie koligacje, bo mnie od buddyzmu odrzuca, ale
                                  faktycznie, musialo byc w tym buddyzmie pare oswieconych osob, skoro
                                  wymysli takie madre praktyki. To mi sie naprwde podoba. Bo prawde
                                  mowiac nie ma nic do zrobienia jak tylko isc i zyc najlepiej jak sie
                                  potrafi.

                                  > Wszystko co powtarzasz o oświeceniu, niegonieniu za nim, jest
                                  napisane w pierwszym lepszym buddyjskim „poradniku”. I jest niewiele
                                  > warte.

                                  Dla mnie jest wiele warte, bo do tego wniosku doszlam sama, bez
                                  buddyjskiego poradnika.


                                  Ci starzy ludzie zaś wsłuchują się w istocie ze strachem w
                                  > stuk kija, by potwierdzić, że ten świat jest rzeczywisty. W
                                  > oszalałym świecie wszyscy boją się obudzić. Kurczowo trzymają się
                                  > wiecznie rozpadającego się, wiecznie przemijającego świata, bo
                                  > przeraża ich nieskończoność i wieczność, z wielu absurdalnych
                                  > powodów, tak absurdalnych jak nasz świat.
                                  > Mówisz o jakiejś pasji. Tak mówią tylko Ci, którzy nawet trochę
                                  nie
                                  > przejrzeli na oczy. Słyszysz siebie, nie słyszysz świata. Nie
                                  wiesz
                                  > co to oznacza, gdy słyszysz miliony pojedynczych stanów umysłów,
                                  > które cierpią na nieskończone sposoby, umysłów samotnych,
                                  > oddzielonych, umysłów wszelkich, ludzkich i zwierzęcych, bo
                                  > świadomość jest wszędzie, nawet w roślinach. Gdy poza zielonymi
                                  > liśćmi i pięknymi krajobrazami „natury” widzisz jedną wielką
                                  > rzeźnię. Nie wiesz jak to jest, gdy te wszystkie głosy zlewają się
                                  > w jeden wielki krzyk świata o pomoc.


                                  Bierzesz umysl i swiadomosc za to samo, a powinienes wiedziec, ze to
                                  odrebne sa rzeczy. Swiadomosc nigdy nie wrzeszczy. To umysl robi
                                  halas.
                                  Nie wiem, czy wg Ciebie, Ty juz jestes obudzony czy gadasz przez sen?
                                  Bo wg mnie wciaz bracie spisz, gdy mowisz

                                  -gdyby choć przez sekundę ogarnęła Cię Boża Miłość,
                                  > gdybyś odczuła całkowitą troskę Boga, Jego nieskończoną czułość,
                                  > nieskończoną delikatność, Jego doskonałą dobroć, Jego
                                  nieograniczoną
                                  > miłość, wiedziałabyś, że wszystkie stany głupków i inne są
                                  > pułapkami, które mają uniemożliwić dotarcie do wyzwolenia. Stany
                                  te
                                  > wydałyby Ci się żałosne i godne politowania i byłabyś zszokowana,
                                  > jak mogłaś je brać za oświecenie. Jeden promień Miłości Bożej,
                                  Jego
                                  > całkowitej słodyczy, promienność Jego dobroci, zmienia wszystko.
                                  Bo
                                  > miłość zmienia wszystko. Ale gdy poczujesz Miłość, rozumiesz
                                  wtedy,
                                  > że najwspanialsze przejawy miłości na tym świecie są karykaturą
                                  > Miłości Bożej.

                                  Troske Boga mam poczuc? Chyba zartujesz? Jezeli uznac bym miala
                                  jakakolwiek z jego strony troske, to tylko objawiajaca sie poprzez
                                  troske jednego czlowieka o drugiego; matki o dziecko, meza o zone,
                                  przyjaciela o przyjaciela. Jedyna milosc jaka objwia sie sie nam
                                  tutaj, jest ta ktora nazwales karykatura milosci bozej, nasza ludzka
                                  milosc, fakt, niedoskonala, ale jedyna jaka nam jest dostepna.
                                  Wracajac do tych uposledzonych dzieci. Gdzie tu widzisz troske Boga?
                                  A swoja droga, nie odpowiadasz na pytania, tylko grzezniesz w new-
                                  ageowskich slowotoku.


                                  > Nawet gdybym nie wiedział i nie miał pewności, że tak jest jak
                                  > piszę, to i tak nie chciałbym wierzyć w nic innego. Bo nic nie
                                  jest
                                  > sensowniejsze i lepsze od miłości. Nic


                                  Tutaj nam sie nieco wyjasnia Twoje stanowisko. Chcesz wierzyc w to
                                  wszystko co napisales. Chcesz kochac, wiec musisz walczyc i
                                  przekonywac. Powiadaja, ze milosc jest slepa, to moze Cie zaslepilo?

                                  A moze jest to milosc wlasna?

                                  choć nie musiałem, bo od razu, jeśli
                                  > nie mam rozproszonego umysłu, w ludziach widzę stan ich umysłów -
                                  > w „klasyczny” sposób, w zwykłej komunikacji, gdy otwierałem ludzi d
                                  > o
                                  > niej, a oni przyznawali się, że życie jest nie do zniesienia, bo
                                  nie
                                  > można dostrzec jego sensu, ale oni nie są w stanie na to patrzeć,
                                  bo
                                  > zwariowaliby i muszą mieć „pasje”, mówili to i bogacze i biedacy).

                                  Mowilam o zyciu z pasja, a nie posiadaniu pasji. Z pasja mozna
                                  przeciez gotowac obiad, wycierac kurze, przyjmowac przyjaciol.
                                  Praktycznie, wszystko mozna robic z pasja.
                                  • wayout Re: odp.dla bez_seller - c.d. 15.06.10, 17:40
                                    bez_seller napisała:

                                    Do czego zmierzasz? To co wyjaśniam cały czas, jest w istocie bardzo
                                    proste. (1) Na poziomie praktycznym mówię o uczeniu się miłości do
                                    innych ludzi, obserwowaniu umysłu i zaprzestaniu osądu i oceny
                                    innych (2) Na poziomie nazwijmy to teoretycznym wskazuję na pewien
                                    model umysłu jako jedynego realnego bytu i świata jako jego
                                    projekcji (3) Wskazuję, że pójście drogą, o której piszę przynosi
                                    nowy, wspaniały odbiór świata, niesie pokój i radość i wyzwala z
                                    cierpienia, i że jest to droga, która może zmienić świat (ale tylko
                                    poprzez uczenie się kochania innych, nie namawiam do budowania
                                    organizacji, do tworzenia religii, tylko i wyłącznie do wewnętrznej
                                    przemiany).
                                    O co Ci chodzi? Zarzucasz mi co chwila banał, dyrdymały, kierowanie
                                    się ego, cały czas stosujesz różnego rodzaju, dość proste chwyty
                                    erystyczne, sugerujesz, ze wszystko to piszę z powodu mojego ego, a
                                    więc jak rozumiem po to by poczuć się lepszym, etc. Czyli w sumie
                                    uważasz, że piszę rzeczy głupie i nieprawdziwe na przemian z
                                    banałami. A powodem tego jest moje ego. To jest istota Twojego
                                    przekazu dla mnie.
                                    Piszesz też, że ciebie guzik obchodzi kim jesteś, że i tak nie można
                                    zaradzić cierpieniu i że jedyny sposób to po prostu żyć….
                                    Nie wiem, naprawdę, jaki jest cel Twojej komunikacji ze mną. Już
                                    wcześniej chyba pisaliśmy do siebie. Jeśli nie wierzysz w to co
                                    piszę, to ok. Nie zmuszam Cię do tego. Rozumiem, że według Ciebie:
                                    punkt (1) z akapitu pierwszego wyżej jest banalny, ewentualnie także
                                    głupi, punkt (2) jest chyba tylko głupi, a punkt (3) jest zaś
                                    głupio – banalnie – newage’owy.
                                    Czego oczekujesz ode mnie? Możesz uważać mnie za egotycznego głupca
                                    i miernotę, to Twój wybór. Jaki jest jednak cel Twojej
                                    korespondencji ze mną? Umyka mi już to.
                                    • bez_seller Re: odp.dla bez_seller - c.d. 15.06.10, 19:24
                                      wayout napisał:


                                      > Do czego zmierzasz? To co wyjaśniam cały czas, jest w istocie
                                      bardzo
                                      > proste. (1) Na poziomie praktycznym mówię o uczeniu się miłości do
                                      > innych ludzi, obserwowaniu umysłu i zaprzestaniu osądu i oceny
                                      > innych (2) Na poziomie nazwijmy to teoretycznym wskazuję na pewien
                                      > model umysłu jako jedynego realnego bytu i świata jako jego
                                      > projekcji (3) Wskazuję, że pójście drogą, o której piszę przynosi
                                      > nowy, wspaniały odbiór świata, niesie pokój i radość i wyzwala z
                                      > cierpienia, i że jest to droga, która może zmienić świat (ale
                                      tylko
                                      > poprzez uczenie się kochania innych, nie namawiam do budowania
                                      > organizacji, do tworzenia religii, tylko i wyłącznie do
                                      wewnętrznej
                                      > przemiany).


                                      Jak mozesz nawolywac do przemiany, kiedy sam jej nie przeszedles?
                                      Zobacz gorny akapit i porownaj go z dolnym akapitem. To sa Twoje
                                      wypowiedzi. Jedna wypowiedz zaprzecza drugiej, bo gdzie jest ta
                                      Twoja milosc do ludzi? Widze tu tylko zlosc i arogancje. To ty masz
                                      pokazac mi swoja wizje i ja swoim zachowaniem udokumentowac.
                                      Tymczasem dokumentujesz swoja bute. Nie widac Twojej milosci, nikt
                                      nie doswiadczyl Twojej swiatlosci w najmniejszym nawet stopniu i
                                      malo tego, poglebiles tylko cierpienie.
                                      Spotykasz na swojej drodze czlowieka, ktory zaprzecza mozliwosci
                                      ogolnej szczeszliwosci, a Ty co robisz? Gardzisz nim, pomiatasz i
                                      pytasz - po co ze mna w ogole rozmwiasz, skoro nie wierzysz moim
                                      slowom?
                                      Dla mnie jestes spalony. Idz, doznaj przemiany, pozniej przyjdz pod
                                      zmienionym nickiem i zacznij jeszcze raz.


                                      > O co Ci chodzi? Zarzucasz mi co chwila banał, dyrdymały,
                                      kierowanie
                                      > się ego, cały czas stosujesz różnego rodzaju, dość proste chwyty
                                      > erystyczne, sugerujesz, ze wszystko to piszę z powodu mojego ego,
                                      a
                                      > więc jak rozumiem po to by poczuć się lepszym, etc. Czyli w sumie
                                      > uważasz, że piszę rzeczy głupie i nieprawdziwe na przemian z
                                      > banałami. A powodem tego jest moje ego. To jest istota Twojego
                                      > przekazu dla mnie.
                                      > Piszesz też, że ciebie guzik obchodzi kim jesteś, że i tak nie
                                      można
                                      > zaradzić cierpieniu i że jedyny sposób to po prostu żyć….
                                      > Nie wiem, naprawdę, jaki jest cel Twojej komunikacji ze mną. Już
                                      > wcześniej chyba pisaliśmy do siebie. Jeśli nie wierzysz w to co
                                      > piszę, to ok. Nie zmuszam Cię do tego. Rozumiem, że według Ciebie:
                                      > punkt (1) z akapitu pierwszego wyżej jest banalny, ewentualnie
                                      także
                                      > głupi, punkt (2) jest chyba tylko głupi, a punkt (3) jest zaś
                                      > głupio – banalnie – newage’owy.
                                      > Czego oczekujesz ode mnie? Możesz uważać mnie za egotycznego
                                      głupca
                                      > i miernotę, to Twój wybór. Jaki jest jednak cel Twojej
                                      > korespondencji ze mną? Umyka mi już to.
                                      • wayout Re: odp.dla bez_seller - c.d. 16.06.10, 00:26
                                        bez_seller napisała:


                                        > Jak mozesz nawolywac do przemiany, kiedy sam jej nie przeszedles?
                                        > Zobacz gorny akapit i porownaj go z dolnym akapitem. To sa Twoje
                                        > wypowiedzi. Jedna wypowiedz zaprzecza drugiej, bo gdzie jest ta
                                        > Twoja milosc do ludzi? Widze tu tylko zlosc i arogancje. To ty
                                        masz
                                        > pokazac mi swoja wizje i ja swoim zachowaniem udokumentowac.
                                        > Tymczasem dokumentujesz swoja bute. Nie widac Twojej milosci, nikt
                                        > nie doswiadczyl Twojej swiatlosci w najmniejszym nawet stopniu i
                                        > malo tego, poglebiles tylko cierpienie.
                                        > Spotykasz na swojej drodze czlowieka, ktory zaprzecza mozliwosci
                                        > ogolnej szczeszliwosci, a Ty co robisz? Gardzisz nim, pomiatasz i
                                        > pytasz - po co ze mna w ogole rozmwiasz, skoro nie wierzysz moim
                                        > slowom?
                                        > Dla mnie jestes spalony. Idz, doznaj przemiany, pozniej przyjdz
                                        pod
                                        > zmienionym nickiem i zacznij jeszcze raz.
                                        >
                                        Na pewnym poziomie Twoje uwagi są bardzo celne. To jest kwestia, o
                                        której już pisałem, czy nie powinienem w ogóle porzucić drogi słów.
                                        Słowa nie są w stanie oddać miłości. Na najwyższym poziomie (ale
                                        jeszcze po tej stronie)dzieje się to tak, że percepuje się błąd
                                        drugiej osoby, ale całkowicie się na niego nie reaguje, nie widzi
                                        się go jakby, postrzegjąc tylko prawdziwą, doskonałą naturę tej
                                        osoby. Ale nie sądzę by to było mozliwe na drodze słów (choć kto
                                        wie, Bóg umozliwia wszystko). Z tej perspekttywy Twoja uwaga jest
                                        celna.

                                        Przeszedłem ogromną przemianę, choć nie jest ona zakończona i mam
                                        jeszcze dużo pracy do wykonania. Owszem wiele osób odczuło moją
                                        pomoc. A co do słów: wiele razy odczuwam silny impuls dzielenia się
                                        tym co wiem i zapewniam Cię, że zawsze ten impuls wynika z
                                        nieodpartej chęci dzielenia się radością, wolnoscia od konfliktów,
                                        itd. Czasami gdy piszę aktywuję ego. Niestety. Dzieje się to przede
                                        wszystkim wówczas, gdy dane osoby prezentują w oczywisty sposób
                                        wewnętrznie sprzeczny system myslowy, a równocześnie w agresywny
                                        sposób bronią się przed pokazaniem im tego faktu. Dlaczego wówczas
                                        aktywuję ego? Dochodzę do punktu osłabionej wiary w druga osobę,
                                        osłabiona wiara oznacza, ze muszę ją widzieć wartościując. Odczuwam
                                        lęk, że nie potrafię pomóc. W konsekwencji odczuwam bezradność,
                                        bezradność, to zwiększa lęk, lęk jest ego, z całym dobrodziejstwem
                                        inwentarza. Bardzo, bradzo nad tym pracuję. Wiem, że to zmienię, bo
                                        wiem ile juz zmieniłem. Tak to wyglądaq z moje strony.

                                        Jak wygląda to natomiast z pozycji osoby o wewnętrznie sprzecznym
                                        systemie myślowym, pamiętajmy że z jej perspektywy to ona wybiera
                                        taki system. Osoby o zamkniętych systemach umysłowych, uważają za
                                        atak to, co atakiem nie jest. Gdy osobie dewocyjnie religijnej ktoś
                                        powie, że Boga nie ma, ona będzie uważać to za atak na jej religię,
                                        jej system wartości i będzie uważała, że obrażono jej uczucia
                                        religijne. Czyli wypowiedzenie zdania sprzecznego z jej wiarą
                                        uznawane jest za atak, choć ewidentnie atakiem to nie jest. Taka
                                        osoba nie jest zdolna do komunikacji, bo wybiera taki a nie inny
                                        sposób działania i obrony ego. I tak samo dziej się z tymi, którzy
                                        mają "dewocyjne" nastawienie do czegokoliwek. Jesli ktoś uważa świat
                                        za realny i tą tezę za niepodważalną, to np. wskazanie, że świat
                                        jest nierealny może wywołać w nim uczucie bycia zaataowanym i
                                        potrzebę silnej obrony. Być może to dziej się z Tobą. Pokaż mi co
                                        jest pomiataniem Tobą, co jest pogardą dla Ciebie? Który fragment
                                        mojego postu? Pokaż mi swój odbiór. Pisałaś wielokrotnie, że piszę
                                        dyrdymałay, banały, nonsensy, że kieruję się ego, że mnie
                                        ostrzegasz, itd. Zestawiłem skrótowy opis tego o czym piszę z tym co
                                        Ty mi komunikujesz. Uznałaś to za atak na Ciebie i to mocny, bo
                                        uznałaś, że w ten sposób okazałem Ci pogardę i zwiększyłem
                                        cierpienie. Nie piszę: po co się ze mną komunikujesz, skoro nie
                                        wierzysz moim słowom. Istota tego co Ci napisłaem jest jasna: po co
                                        się ze mną komunikujesz skoro uważasz, ze piszę rzeczy głupie i
                                        banalne, a motywacją do tego jest moje wybujałe ego. Zobacz jakich
                                        dokonujesz interpretacji, po to by widzieć się zaatakowaną, by w
                                        istocie zracjonalizować swoje odczucie bycia zaatakowaną. Nie było
                                        żadnego ataku. Przyjrzyj się temu. Jeśli się mylę, to nie wyzywaj
                                        mnie, nie używaj erystyki, tylko uczciwie pokaż o co Ci chodzi.
                                        Pokaż gdzie widzisz pogardę i pomiatanie Tobą? Nie odczuwam tego do
                                        Ciebie. Nie chcesz się komunikować. Znam bardzo dobrze ten styl
                                        zrywania komunikacji, aż za dobrze. Gdybym pisał w odpowiedzi na
                                        wewnętrznie sprzeczne, nieracjonalne posty: Kocham Cię, boisz sie
                                        tylko, nie bój się, świat Cię kocha, to zostalbym uznany za osobę
                                        niezrównoważoną emocjonalnie, zaburzoną. Tak to działa w tym
                                        świecie. Próbuje więc wyjaśniać i liczę się z tym, że moje słowa
                                        będą błędnie interpretowane. Dzieje się to w większości przypadków.
                                        Może jednak masz rację, może nie ma sensu droga słów. Pisałem
                                        wcześniej, że to środek pomocniczy. Może oszukuję się, może to
                                        środek opóźniający. W tym punkcie z różnych powodów nie mam
                                        jasności, co być może tylko potwierdza, że przyczepia się do tego
                                        moje ego.

                                        Nie zmienię nicka. Albo rzeczywiście w końcu odetnę się całkowicie
                                        od drogi słów, albo dotrę do tych, do których mam dotrzeć, a może
                                        też dokonując postępów w oczyszczaniu się będę potrafił tak
                                        formułować wypowiedzi, że będę potrafił dotrzeć do tych, do których
                                        dzisiaj nie potrafię. Poza tym osoby, ktore mnie znają, najbardziej
                                        przekonała moja przemiana. Ona jest w istocie cudem.

                                        Pozdrawiam Cię serdecznie:) Spróbuj odpisać ad rem, jeśli w ogóle
                                        masz ochotę.
                                        • krytykantka07 wtrącę się Szawle z Tarsu ;) 16.06.10, 07:54
                                          Dokładnie do tej pory pokazałeś to, co zniszczyło religię Jezusa.
                                          Mamy tu wymianę zdań z wiernymi i postępowanie takie jak Szawła z Tarsu, bo on
                                          jest Twoim idolem i kilka słów Jezusa (bo to mój idol).
                                          Koleżanka ma rację.
                                          Pycha i brak miłości w Twoim postępowaniu równoważy ilość słów o miłości w
                                          Twoich wykładach.
                                          I to jest tragiczne.
                                          A że ludzie widzą Twoją przemianę?
                                          Chcą zobaczyć.
                                          Przemianę faryzeusza z Tarsu tez widzieli i byli pewni, że ich kocha.
                                          A tymczasem zgotował im i nawet nam po 2 tysiącach lat piekło na ziemi.
                                          Właśnie ta piękna mowa była początkiem końca religii Jezusa.
                                          Jezus nigdy tak pięknie nie mówił.
                                          Mówił prosto, a piękne były Jego czyny.
                                          Nawet wtedy gdy uczeń stanął w Jego obronie skarcił ucznia.
                                          Z miłością ale jednak, a przeprosił ( przykleił ucho )tego, kogo uczeń powołując
                                          się na Niego obraził.
                                          Tobie daleko do takiej postawy.
                                          Wolisz nie dostrzegać takich, co występują w Twojej obronie i obrażają wtedy innych.
                                          Pokory brakuje Ci, ale Ty pychę mylisz z pokorą...
                                          Jakiej sekty poglądy głosisz, bo jak widzę nauczasz, nauczasz nauczasz...
                                          Takie nauki pogłębiają tylko to co jest, a nie zmierzają do końca ludzkich
                                          cierpień...
                                          • jol.a33 wtrace się- krytykantko do jakiej sekty nalezysz? 16.06.10, 10:09
                                            pycha i brak milosci w Twoim postepowaniu ,szczegolnie do blizniego co widać na
                                            forum ktore jest przesiakniete Twoimi postami
                                            Twoja nauka to co glosisz nie ma nic wspolnego z tym co glosil Jezus
                                            Moje pytanie: do jakiej sekty należysz a moze jesteś jej przywodczynia?
                                            • jol.a33 Re: wtrace się- krytykantko do jakiej sekty nalez 16.06.10, 10:10
                                              "Jeśliby ktoś mówił: Miłuję Boga, a brata swego nienawidził, jest kłamcą,
                                              albowiem kto nie miłuje brata swego, którego widzi, nie może miłować Boga,
                                              którego nie widzi. (1J 4,20)"
                                            • krytykantka07 Re: wtrace się- krytykantko do jakiej sekty nalez 16.06.10, 21:12
                                              jol.a33 napisała:

                                              > pycha i brak milosci w Twoim postepowaniu ,szczegolnie do blizniego co widać
                                              n> a > forum ktore jest przesiakniete Twoimi postami

                                              O ile pamiętam, to za dużo ze mną nie rozmawiałaś i chyba za dużo się doszukałaś
                                              w moich postach.
                                              Ja tylko negocjuję z ateistami, aby ogłosili Jezusa królem Polski.
                                              Ale ich ani nie pouczam, ani im nie ubliżam, nawet gdy oni nie są dla mnie zbyt
                                              uprzejmi.
                                              Moje posty traktuję z przymrużeniem oka i nikt nie jest w stanie wytrącić mnie z
                                              równowagi.
                                              Chcę aby ateiści zrozumieli, że obwołanie Jezusa królem Polski przyniesie nie
                                              tylko im korzyści...
                                              Dlatego gdy widzę słowa, których używał faryzeusz z Tarsu, który na dodatek
                                              powoływał się na Jezusa i miłość do ludzi - muszę zareagować.
                                              Bo więcej sekt nie trzeba, które wypaczyły słowo " miłość " i zamiast rozwijać
                                              świat cofają go w rozwoju.

                                              > Twoja nauka to co glosisz nie ma nic wspolnego z tym co glosil Jezus

                                              Jesteś pewna?
                                              Jezus głosił tylko tyle: Bóg jest ojcem wszystkich i jednakowo kocha wszystkie
                                              swoje dzieci.
                                              Cierpi, gdy któremuś dziecku dzieje się krzywda.
                                              Ale żadnego z walczących o Jego względy nie ukarze, bo dzieci muszą się same
                                              porozumieć.
                                              Cierpiał gdy Jezus umierał na krzyżu i cierpiał gdy Judasz popełnił samobójstwo.
                                              Nie wyróżniał ani Jezusa ani Judasza...
                                              Obaj są teraz w niebie zgodnie ze słowami Jezusa.
                                              Dalej Jezus mówił, że piekło nie istnieje i po śmierci wszyscy będą w niebie.
                                              Natomiast ci, co zrozumieli Jego naukę mają obowiązek stworzyć niebo na ziemi.
                                              Chcesz powiedzieć, że te słowa Jezusa nie są zawarte w NT?
                                              No to co się stało, że zamiast nieba po 2 tysiącach lat dalej mamy piekło na ziemi?
                                              Powiem Ci.
                                              Kiedyś ludzie byli mniej inteligentni i w słowach faryzeusza z Tarsu doszukali
                                              się miłości...
                                              Ty też się doszukujesz.
                                              I wszyscy wierzący.
                                              A dzięki temu mamy piekło na ziemi.
                                              Może czas ( po 2 tysiącach lat ) zrozumieć co naprawdę było w słowach faryzeusza...
                                              A tak pięknie mówił o miłości: " gdybym mówił wszystkimi językami świata a
                                              miłości bym nie miał byłbym jak..."
                                              Widzisz jak się asekurował ;).
                                              Nikt się nie spodziewał, że miłości w nim za grosz nie ma.

                                              > Moje pytanie: do jakiej sekty należysz a moze jesteś jej przywodczynia?

                                              Aby być w jakiejkolwiek sekcie musiałabym wierzyć w JHWH.
                                              A ja wiem, że ST i część NT to mity żydowskie i JHWH nie istnieje naprawdę.
                                              Istnieje tylko Bóg, o którym mówił Jezus.
                                              I w jakim celu te sekty powstałe z judaizmu walczą o urojonego boga nie jestem w
                                              stanie pojąć...
                                        • he-he-he-1 wayout 16.06.10, 12:04
                                          Pisz wayout,pisz.Twoje posty pozwalaja na chwile sie zatrzymać ,przemyśleć pewne sprawy.
                                          Uwag sekciarki nie bierz po uwagę-:)Zazdrosna jest o Twoj poziom intelektualny etc.
                                          Zauważ ,ze ona każdego mądrego człowieka" napada"
                                          Zeby tylko to ale narzuca wszystkim ,do obrzygania ,swoja religię-:)
                                          • bez_seller Re: wayout 16.06.10, 12:53
                                            he-he-he-1 napisał:

                                            > Pisz wayout,pisz.Twoje posty pozwalaja na chwile sie
                                            zatrzymać ,przemyśleć pewn
                                            > e sprawy.
                                            > Uwag sekciarki nie bierz po uwagę-:)Zazdrosna jest o Twoj poziom
                                            intelektualny
                                            > etc.
                                            > Zauważ ,ze ona każdego mądrego człowieka" napada"
                                            > Zeby tylko to ale narzuca wszystkim ,do obrzygania ,swoja religię-
                                            :)

                                            Nie masz zielonego pojecia o czym pisze wayout, bo gdybys mial, to
                                            nie wyciskalbys z siebie jadu.
                                          • krytykantka07 Re: wayout 16.06.10, 21:21
                                            he-he-he-1 napisał:

                                            > Pisz wayout,pisz.Twoje posty pozwalaja na chwile sie zatrzymać ,przemyśleć
                                            pewn> e sprawy.

                                            Uważaj przyjacielu, bo to otwarte forum i jak w słowach wayout ludzie doszukają
                                            się miłości to jako ateista będziesz miał problem ;).
                                            Ja nie zachęcam takich ludzi jak wayout do pisania bo wiem, że przed 2 tysiącami
                                            lat jeden taki jak on doprowadził świat do katastrofy.
                                            A skutki odczuwamy do dziś...

                                            > Uwag sekciarki nie bierz po uwagę-:)Zazdrosna jest o Twoj poziom
                                            intelektualny > etc.

                                            Nie mam potrzeby być zazdrosna, bo wayout nie mówi nic nowego.

                                            > Zauważ ,ze ona każdego mądrego człowieka" napada"

                                            Czyżbym napadła Ciebie?
                                            Nie przypominam sobie.
                                            A jeśli nie, to chyba znaczy ( zgodnie z tym, co napisałeś ), że Ty mądry nie
                                            jesteś.

                                            > Zeby tylko to ale narzuca wszystkim ,do obrzygania ,swoja religię-:)

                                            Religię czyli brak religii?
                                          • wayout do he-he-he-1, bez_seller i innych :) 17.06.10, 00:22
                                            he-he-he-1 napisał:

                                            > Pisz wayout,pisz.Twoje posty pozwalaja na chwile sie
                                            zatrzymać ,przemyśleć pewn
                                            > e sprawy.

                                            Dziękuje za te słowa. Jeśli cokolwiek dobrego ktoś może wynieść z
                                            tego co chcę przekazać, to jestem szczęśliwy :)

                                            > Uwag sekciarki nie bierz po uwagę-:)

                                            Jestem obecny na forum, bo pragnę dzielić się pewnymi ideami,
                                            których sam nie wymyśliłem i nie uważam się za ich autora. Ponieważ
                                            wierzę, że są dobre, to chciałbym by ktoś pochylił się nad nimi,
                                            przyjrzał im, zbadał je. Chciałbym by te idee, a w zasadzie jedna
                                            idea, miłości, pomagała nam wszystkim znaleźć pokój, radość i
                                            szczęście.

                                            Ale też uczę sam siebie. Ktoś może kwestionować to co piszę w sposób
                                            niespójny, nielogiczny, czasami nieżyczliwy, emocjonalny, czasami
                                            oceniając mnie negatywnie. Staram się tego nie oceniać, chciałbym
                                            pomóc takiej osobie, jeśli nie zaakceptować to co piszę, to
                                            przynajmniej, by nauczyła się spójności i komunikacji. Ale jak mogę
                                            i powinienem postrzegać takie odpowiedzi? Jest to podobne do tego co
                                            się dzieje cały czas i wszędzie, poza Internetem oczywiście też, czy
                                            przede wszystkim. Myślę tak:
                                            Jeśli wierzę, że świat jest projekcją, Bóg jest rzeczywisty i jest
                                            miłością, a wszystkie negatywne odczucia, doznania, etc, kreujemy
                                            sami dla siebie, to znaczy, że jeśli widzę w tym atak na siebie, a
                                            atak nie istnieje w rzeczywistym świecie, to znaczy, że to, że widzę
                                            atak, jest moją projekcją. Pochodzić to musi z mojego ego, którego
                                            oduczam się, pozbywam. To znaczy, że muszę jeszcze bardziej
                                            pracować. Celem jest to bym widział w każdej osobie, istotę, z którą
                                            jesteśmy całkowicie równi, a w rzeczywistości, poza iluzjami,
                                            doskonali. Czyli jeśli czytam coś i odbieram to jako negatywne, to
                                            znaczy, że odbieram to poprzez ego. Czyli podtrzymuję projekcję. Jak
                                            mogę to widzieć inaczej? Albo tego w ogóle nie widzieć, patrząc
                                            tylko w doskonałe świetliste umysły innych, patrząc poza iluzję, i
                                            budzić w ten sposób inne umysły, poprzez pokazywanie im kim są,
                                            właśnie poprzez widzenie w nich doskonałości. I to jest chyba
                                            najlepszy sposób. Albo równocześnie widzieć tylko doskonałość i
                                            wołanie o przebudzenie, czyli o miłość, co jest chyba gorszym
                                            sposobem. Pewnie przez drugi powinienem przejść do pierwszego. Póki
                                            co muszę się dużo uczyć. Mam coraz więcej i więcej chwil, minut,
                                            godzin, takiego sposobu widzenia. Ale nie jest to stabilne. Inni
                                            więc w istocie uczą mnie i jestem im za to wdzięczny.
                                            Czasami „odlatuję” kompletnie i widzę, prawdziwie, że to Bóg w nich,
                                            z którego umysłem ich umysły są tożsame, mówi do mnie i mnie uczy.
                                            Jest to trudne do wyrażenia i wytłumaczenia. Bo widzę wówczas jakby
                                            bardzo wielowymiarowo. Trudno to opisać. Bo Bóg jest tylko miłością
                                            i nie atakuje w żaden sposób, nigdy. To co się dzieje jest
                                            niesamowite. Dane osoby mogą używać „negatywnych” słów, ocen, itd.,
                                            czego Bóg nigdy by nie uczynił. Ale gdy nie patrzę poprzez ego i
                                            wsłuchuję się w rozmówców, widzenie czegokolwiek „negatywnego”
                                            rozwiewa się. Znika ocena. Słyszę słowa, brzmią tak samo, ale one
                                            oznaczają już co innego. Zaczynam widzieć, że Ci którzy mówią są w
                                            środku czyści, święci, że prowadzą mnie. W realu to działa bardzo.
                                            Gdy uwalniam daną osobę od mojej oceny, ona w oczach wręcz,
                                            fizycznie pięknieje, „zyskuje” (nie zyskuje oczywiście, tylko lepiej
                                            widzę) niesamowitą świetlistość. Nie ma nic negatywnego i relacja
                                            nagle zmienia się, jest tylko dobra, bardzo dobra. Jakby nigdy nie
                                            było nic negatywnego (bo nie było). Zmienia się też odczucie czasu,
                                            czas staje się dużo mniej realny, widać jego iluzyjny charakter. Na
                                            wszystkim osadza się poblask wieczności, przepiękny, niefizyczny,
                                            nieopisywalny. Wiem też, że zmieniają się odczucia danej osoby, ze
                                            jej też jest dobrze. Dlatego wiem, że mając całkowicie czysty umysł,
                                            czego nauczą mnie inni, będę mógł budzić innych. Nie mam nikomu nic
                                            za złe. A nawet jeśli regresuję się trochę bardziej i dopuszczam
                                            więcej ego, to wiem, że znów popadam w szaleństwo, że to jest
                                            chwilowe. Mogę nawet jakoś „atakować” innych, choć są to na ogół
                                            bardzo „sprytne” ataki, tak przeprowadzone, bym mógł pokazać, że
                                            mojego ataku nie ma. To jest tez trudne do opisania, to dzieje się
                                            poza czasem, co wyraźnie widzę. Z moje perspektywy wiem też, że by
                                            zaatakować, prowokuję atak innych. Mogę to zrobić poprzez sam umysł,
                                            nic nie mówiąc, nie robiąc min, nie widząc danej osoby, nie
                                            kontaktując się z nią. Jeśli ktoś ma słabszy umysł i sam ma
                                            skłonność do widzenia rzeczywistości poprzez atak, to wchodzi w to
                                            jak w masło, bo czeka tylko na okazję do ataku. Mogę więc udawać, że
                                            mnie zaatakował. To jest i nie jest manipulacją. Nie jest, bo nie
                                            mogę sprowokować nikogo, kto sam w sobie nie ma idei i chęci ataku.
                                            Jest, bo jednak prowokuję. Nie jest bo muszę mieć zregresowaną
                                            świadomość, gdy wychodzę z regresu, odczuwam regres tak jakbym bym
                                            pijany, zamroczony, częściowo tylko świadomy. I jest to prawidłowe
                                            odczucie. Bo ego to stan niesamowicie zawężonej świadomości.

                                            To wszystko to i tak tylko wierzchołek góry lodowej. Każdy kto
                                            zobaczy ego prawdziwie, w całości, choć przez chwilę, ten czyni
                                            wszystko by się go pozbyć i nigdy już nie ustaje w tej pracy. Może z
                                            czasem coś o tym napiszę. Wspomnę tylko, że manipulacje ego są
                                            wprost nie do uwierzenia. Np. ego działa natychmiast. Czas ma różne
                                            funkcje, ale jedną z jego funkcji jest to by nie był widoczny
                                            rzeczywisty łańcuch przyczynowo skutkowy działań ego. Czas ukrywa
                                            skutek i przyczynę, a wręcz zamienia, czyni skutek przyczyną, a
                                            przyczynę skutkiem. I dlatego w czasie tak wiele rzeczy, i cały
                                            świat, jest niezrozumiałych i nie potrafimy sensownie wyjaśnić
                                            rożnych złych wydarzeń, nie rozumiemy ich przyczyn. Potem powstają
                                            niewiarygodne, kosmiczne wprost systemy, racjonalizacji tego
                                            wszystkiego. Wow. Tu się może zatrzymam :)
                                            Pozdrawiam Cię serdecznie :)
                                            • krytykantka07 no nareszcie ;). 17.06.10, 08:15
                                              W mocno pokrętny sposób, jak na Ciebie przystało, ale w końcu powiedziałeś to co
                                              podpowiadałam Ci od jakiegoś czasu: moje słowa do Ciebie uznałeś za przejaw
                                              miłości bliźniego, a skarciłeś
                                              ( delikatnie ) tych, co broniąc Ciebie zaatakowali mnie.
                                              Ale w takim razie przyjacielu Twój pierwszy post do mnie nie był przejawem
                                              miłości, bo nie wyzbyłeś się wtedy jeszcze swojego ego.
                                              Przyznasz, że był atakiem ;).
                                              Dlaczego zatem nie zauważyłeś w moim pierwszym poście słów miłości?
                                              Zatem idąc za ciosem przyjacielu, odpowiedz tak na mój pierwszy post, jakbyś się
                                              w nim ataku nie doczytał...
                                              Wtedy zapomnimy o całej " rozmowie " i zaczniemy od nowa.
                                              Może się nawet zaprzyjaźnimy ;).
                                              • jeepwdyzlu Re: no nareszcie ;). 17.06.10, 10:16
                                                niestety krytykantko nic nie rozumeisz z tej dyskusji
                                                nic a nic

                                                budujesz typu swoje postulaty, typu ateisci powinni ogłosic jezusa
                                                królem polski, prowadzisz bełkotliwy wykład co powiedziała zcego
                                                nie powiedział jezus czy inna fikcyjna postać
                                                zrozum - twój światopoglad jest tak samo bezsensowny
                                                jak "wierzących" w jhwh czy jak tam nazywacie te swoje bożki....
                                                NICZYM - podkreśle NICZYM sie od nich nie różnisz..
                                                prowadzisz tę swoją "grę" - SAMA ze sobą..
                                                Mnie i innych ateistów rozśmieszasz lub drażnisz. Nic więcej..
                                                jeep
                                                • s.os55 Re: no nareszcie ;). 17.06.10, 12:59
                                                  jeepwdyzlu napisał:

                                                  > niestety krytykantko nic nie rozumeisz z tej dyskusji
                                                  > nic a nic
                                                  >
                                                  > budujesz typu swoje postulaty, typu ateisci powinni ogłosic jezusa
                                                  > królem polski, prowadzisz bełkotliwy wykład co powiedziała zcego
                                                  > nie powiedział jezus czy inna fikcyjna postać
                                                  > zrozum - twój światopoglad jest tak samo bezsensowny
                                                  > jak "wierzących" w jhwh czy jak tam nazywacie te swoje bożki....
                                                  > NICZYM - podkreśle NICZYM sie od nich nie różnisz..
                                                  > prowadzisz tę swoją "grę" - SAMA ze sobą..
                                                  > Mnie i innych ateistów rozśmieszasz lub drażnisz. Nic więcej..
                                                  > jeep

                                                  Zgadzam sie z Twoja opinią.
                                                  • jerz-ykk Re: no nareszcie ;). 18.06.10, 15:10
                                                    Ale w czym problem macie?Najprościej nie odpowiadac na posty rytykantki07 i
                                                    sama z soba pogada tak jak to już robi aż sie jej znudzi i wszystko ;)
                                                • bez_seller jeepwdyzlu 17.06.10, 14:30
                                                  jeepwdyzlu napisał:

                                                  > zrozum - twój światopoglad jest tak samo bezsensowny
                                                  > jak "wierzących" w jhwh czy jak tam nazywacie te swoje bożki....
                                                  > NICZYM - podkreśle NICZYM sie od nich nie różnisz..
                                                  > prowadzisz tę swoją "grę" - SAMA ze sobą..
                                                  > Mnie i innych ateistów rozśmieszasz lub drażnisz. Nic więcej..

                                                  Zrozum, Twoj swiatopoglad jest tak samo bezsensowny jak wszystkich
                                                  innych. Niczym nie roznisz sie od krytykantki.
                                                  Prowadzisz te gre sam ze soba, ze swoim umyslem. Rozsmieszasz lub
                                                  draznisz. Nic wiecej.

                                                  • jeepwdyzlu jednak się różnię 17.06.10, 14:38
                                                    Zrozum, Twoj swiatopoglad jest tak samo bezsensowny jak wszystkich
                                                    innych. Niczym nie roznisz sie od krytykantki.
                                                    --------
                                                    dlaczego?
                                                    szanuje wybory innych
                                                    Wierzysz w jezusa, jhw, buddę?
                                                    Alez to Twoje życie - bądź szczęsliwy

                                                    ja nie piszę kto ma przejrzeć na oczy, kogo koronować na króla
                                                    Polski, nie prowadzę z nikim "gry", nie jestem w posiadaniu prawdy
                                                    objawionej...
                                                    Jesli prowadzę rozmowę - to szanując interlokutora - zwłaszcza -
                                                    jesli jak założyciel wątku jest ciekawym rozmówcą..
                                                    jeep
                                                  • jeepwdyzlu jednak się różnię 17.06.10, 14:39
                                                    Zrozum, Twoj swiatopoglad jest tak samo bezsensowny jak wszystkich
                                                    innych. Niczym nie roznisz sie od krytykantki.
                                                    --------
                                                    dlaczego?
                                                    szanuje wybory innych
                                                    Wierzysz w jezusa, jhw, buddę?
                                                    Alez to Twoje życie - bądź szczęsliwy

                                                    ja nie piszę kto ma przejrzeć na oczy, kogo koronować na króla
                                                    Polski, nie prowadzę z nikim "gry", nie jestem w posiadaniu prawdy
                                                    objawionej...
                                                    Jesli prowadzę rozmowę - to szanując interlokutora - zwłaszcza -
                                                    jesli jak wayout jest ciekawym rozmówcą..
                                                    jeep
                                                  • bez_seller Re: jednak się różnię 17.06.10, 15:01
                                                    jeepwdyzlu napisał:

                                                    > szanuje wybory innych

                                                    Nie szanujesz. Wysmiewasz.

                                                    > Wierzysz w jezusa, jhw, buddę?

                                                    Nie wierze.

                                                    > Jesli prowadzę rozmowę - to szanując interlokutora - zwłaszcza -
                                                    > jesli jak wayout jest ciekawym rozmówcą..
                                                    > jeep

                                                    Wayout nie jest rozmowca. Nie odpowiedzial na zadne moje pytanie.
                                                    Nie zadal sobie trudu rozproszyc moich watpliwosci. To demagog.
                                                  • jeepwdyzlu Re: jednak się różnię 17.06.10, 15:28
                                                    Wayout nie jest rozmowca. Nie odpowiedzial na zadne moje pytanie.
                                                    > Nie zadal sobie trudu rozproszyc moich watpliwosci. To demagog.
                                                    -------
                                                    to Twoja opinia
                                                    wg mnie - stara się wyjaśnić jak najobszerniej i jak najdokłądniej..
                                                    To że nie podzielam jego punktu widzenia - to zupełnie inna sprawa..

                                                    Piszesz że wyśmiewam innych..
                                                    Z pokora przyjmuję krytykę do wiadomosci
                                                    jeep
                                                  • bez_seller Re: jednak się różnię 17.06.10, 16:03
                                                    jeepwdyzlu napisał:

                                                    > to Twoja opinia
                                                    > wg mnie - stara się wyjaśnić jak najobszerniej i jak
                                                    najdokłądniej..
                                                    > To że nie podzielam jego punktu widzenia - to zupełnie inna
                                                    sprawa..

                                                    Temat poruszany przez wayout dostepny jest powszechnie. Nic nowego.
                                                    Jego pisanie przypomina zacinajaca sie na jednym fragmencie plyte.
                                                    Atakowany, nie broni idei tylko wlasnej osoby. I powtorze, nie
                                                    odpowiada na pytania.

                                                    > Piszesz że wyśmiewam innych..
                                                    > Z pokora przyjmuję krytykę do wiadomosci
                                                    > jeep

                                                    Jezeli pasuje Ci wysmiewanie to wysmiewaj, nic mi do tego. Tylko nie
                                                    mow, ze tego nie robisz, bo wychodzisz na nieswiadomego siebie
                                                    dupka. :D
                                                  • jeepwdyzlu Re: jednak się różnię 17.06.10, 16:20
                                                    Piszesz że wyśmiewam innych..
                                                    > Z pokora przyjmuję krytykę do wiadomosci
                                                    > jeep

                                                    Jezeli pasuje Ci wysmiewanie to wysmiewaj, nic mi do tego. Tylko nie
                                                    mow, ze tego nie robisz, bo wychodzisz na nieswiadomego siebie
                                                    dupka. :D
                                                    ------
                                                    ten Twój post pokazuje, że jesteś niegrzecznym chamem
                                                    nie odpisuj
                                                    jeep
                                                  • bez_seller Re: jednak się różnię 17.06.10, 16:43
                                                    jeepwdyzlu napisał:

                                                    > ten Twój post pokazuje, że jesteś niegrzecznym chamem
                                                    > nie odpisuj
                                                    > jeep

                                                    Ha, ha, no nie moge. :)) Ale z Ciebie gentelmen.:D
                                                  • jerz-ykk Re: jeepwdyzlu 18.06.10, 15:27
                                                    bez_seller napisała:

                                                    > Zrozum, Twoj swiatopoglad jest tak samo bezsensowny jak wszystkich
                                                    > innych. Niczym nie roznisz sie od krytykantki.

                                                    Tu bym powiedział,że ty sie niczym nie róznisz od krytykantki;)
                                                    chciałaś dopieprzyć jeepwdyzlu, ale ci się nie bardzo udało;)

                                                    Wrzeszczysz na tym forum jak nikt , zachowujesz sie jak przekupa z bazaru!!
                                                    staraj się zrozumieć to, co twój rozmówca chce ci przekazać kobito i wyluzuje.Rozdartych bab tu nam nie trzeba;)





                                                  • bez_seller Re: jeepwdyzlu 18.06.10, 16:20
                                                    jerz-ykk napisał:

                                                    > Tu bym powiedział,że ty sie niczym nie róznisz od krytykantki;)
                                                    > chciałaś dopieprzyć jeepwdyzlu, ale ci się nie bardzo udało;)

                                                    Tez sie niczym nie roznisz od krytykantki.
                                                    Chciales mi dopieprzyc, ale Ci sie nie bardzo udalo.:D

                                                    > Wrzeszczysz na tym forum jak nikt , zachowujesz sie jak przekupa z
                                                    bazaru!!
                                                    > staraj się zrozumieć to, co twój rozmówca chce ci przekazać kobito
                                                    i wyluzuje.R
                                                    > ozdartych bab tu nam nie trzeba;)

                                                    Zacytuje jeepa i powiem, ze jestes niegrzecznym chamem, chlopie.
                                                    Wyluzuj, bo Ci zwieracze puszcza, a smrodu nam tu nie trzeba.:D

                                                    No i co mi zrobisz?
                                                  • krytykantka07 to już chyba przesada ;) 18.06.10, 16:30
                                                    bez_seller napisała:

                                                    > Tez sie niczym nie roznisz od krytykantki.

                                                    Proszę przestać mnie porównywać do wszystkich, bo jeszcze się okaże, że na tym
                                                    forum są tylko moje klony ;)

                                                    > Chciales mi dopieprzyc, ale Ci sie nie bardzo udalo.:D

                                                    Krytykantka nikomu nie dopieprza i takiego zamiaru nie ma.
                                                    Traktuje ludzi z szacunkiem i ma klasę ;).
                                                    Nie dopieprzyła ani Tobie ani jeepwdyzlu.
                                                    Troszkę tylko sprowokowała wayout, ale wszystko się wyjaśniło i z wayout się
                                                    rozumieją ;).
                                                    Dzięki temu dowiedziała się też, że wayout ma poczucie humoru...
                                                  • bez_seller Re: to już chyba przesada ;) 18.06.10, 20:40
                                                    krytykantka07 napisała:

                                                    > > Tez sie niczym nie roznisz od krytykantki.
                                                    >
                                                    > Proszę przestać mnie porównywać do wszystkich, bo jeszcze się
                                                    okaże, że na tym
                                                    > forum są tylko moje klony ;)

                                                    Krytykantko, naleza Ci sie wyjasnienia. "Niczym nie rozniesz sie od
                                                    krytykantki" nie ma znaczenia pejoratywnego, a tylko takie, ze
                                                    wszyscy cos tam na swoja nutke pleciemy. I niech tak bedzie, byle mi
                                                    wayout nie gadal, ze cierpienie jest mojego umyslu wymyslem.
                                                    Wszystko inne zniose. :)
                                                  • wayout Re: to już chyba przesada ;) 18.06.10, 23:21
                                                    bez_seller napisała:

                                                    byle mi
                                                    > wayout nie gadal, ze cierpienie jest mojego umyslu wymyslem.
                                                    > Wszystko inne zniose. :)

                                                    Możesz wierzyć, że nie jest i nic poza tym.
                                                    Nie jesteś w stanie udowdnić twierdzenia:
                                                    "cierpienie nie jest wytworem umysłu".
                                                    Nie ma takiej możliwości.
                                                    Jeśli jesteś, to proszę udowodnij.
                                                    Dlaczego nie jesteś?
                                                    Wszystko czego doświadczasz, doświadczasz w umyśle. Wszystkich
                                                    obrazów, dźwięków, itp. Nie możesz nawet wykluczyć, że leżysz w XXX
                                                    wieku w psychiatryku, a życie którego doświadczasz jest Ci
                                                    wyswietlane w ramach terapii :)
                                                    Twierdzenie, że cierpienie jest obiektywne może uniemozliwić
                                                    poznanie Boga. Bo kto by chcial znać czy wierzyć w Boga, który
                                                    choćby zgadzał się na to by cierpienie, ktore widzimy obiektywnie
                                                    istniało?
                                                    Szanuję to, że nie wierzysz w to co piszę i nie dziwię się temu.
                                                    Istota forum polega jednak na tym, że każdy ma wolność wypowiadania
                                                    się. Taki jest chyba sens forum byśmy mogli poznawać różne poglądy,
                                                    postawy, byśmy mogli o nich dyskutować. I forum spelnia to
                                                    zadanie,dopóki szanujemy się, nie wyzywamy, itd. Pozdrawiam, jak
                                                    zwykle serdecznie :)
                                                  • jerz-ykk Re: to już chyba przesada ;) 25.06.10, 16:03
                                                    czytaj ze zrozumieniem krytykatko07 a po drugie nie udzialaj sie tam gdzie ciebie wpis nie dotyczy
                                                    Czy ty musisz wszedzie,pod kazdym watkiem i wpisem zaistnieć?
                                                  • jerz-ykk Re: jeepwdyzlu 25.06.10, 16:12
                                                    bez_seller napisała:> Wyluzuj, bo Ci zwieracze puszcza, a smrodu nam tu nie trzeba.:D
                                                    >
                                                    > No i co mi zrobisz?

                                                    Otóż, pismaku jarmarczny muszę cię rozczarować. ...olewam takie jak ty.
                                                    Jazgoczesz jak przekupa na targu,prostak z ciebie
                                                    obok inteligentnej kobiety to ty nie stałas nawet ,taka typowa jarmarczna przekupa ;)
                                                  • bez_seller jerz-ykk, przekupa i prostak 30.06.10, 17:19
                                                    jerz-ykk napisal:

                                                    Wrzeszczysz na tym forum jak nikt , zachowujesz sie jak przekupa z
                                                    bazaru!!
                                                    staraj się zrozumieć to, co twój rozmówca chce ci przekazać kobito i
                                                    wyluzuje.Rozdartych bab tu nam nie trzeba;)

                                                    jerz-ykk napisal:
                                                    > bez_seller napisała:> Wyluzuj, bo Ci zwieracze puszcza, a smrodu
                                                    nam tu nie
                                                    > trzeba.:D
                                                    > >
                                                    > > No i co mi zrobisz?
                                                    > Otóż, pismaku jarmarczny muszę cię rozczarować. ...olewam
                                                    takie jak ty.
                                                    > Jazgoczesz jak przekupa na targu,prostak z ciebie
                                                    > obok inteligentnej kobiety to ty nie stałas nawet ,taka typowa
                                                    jarmarczna prz
                                                    > ekupa ;)

                                                    Od niedawna holduje starotestamentowemu prawu - oko za oko.
                                                    Nadstawianie drugiego policzka mnie nudzi. :)
                                                  • kolter-xxl Re: jerz-ykk, przekupa i prostak 30.06.10, 20:36
                                                    bez_seller napisała:

                                                    >
                                                    > Od niedawna holduje starotestamentowemu prawu - oko za oko.
                                                    > Nadstawianie drugiego policzka mnie nudzi. :)

                                                    Lubisz w oko ?
                                                • krytykantka07 Re: no nareszcie ;). 17.06.10, 21:12
                                                  jeepwdyzlu napisał:

                                                  > niestety krytykantko nic nie rozumeisz z tej dyskusji
                                                  > nic a nic

                                                  Rozczaruję Cię przyjacielu.
                                                  Rozumiem doskonale, a Ty nawet nie zauważyłeś co zrobił wayout.
                                                  Otóż stanął po mojej stronie.
                                                  Czyż to nie piękne?
                                                  Wyjaśnił, że błędnie odczytał mój post, bo nie wyzbył się swojego ego.
                                                  I wiesz...to daje do myślenia.
                                                  Gdyby na drodze Szawła z Tarsu stanęła 2 tysiące lat temu taka krytykantka to
                                                  teraz miałbyś raj na ziemi.
                                                  A ponieważ nie stanęła ( bo Szaweł od razu gdy zaczął swoje rządy zabronił
                                                  kobietom się wypowiadać ) to masz piekło na ziemi.
                                                  Kobiety lepiej rozumieją co mówił Jezus.
                                                  Wyjaśnię Ci coś.
                                                  Otóż wayout wyjaśnił, że to w co wierzący wierzą czyli nawrócenie faryzeusza z
                                                  Tarsu nigdy nie miało miejsca.
                                                  Jezus nie powiedział tych słów: "Szawle dlaczego mnie prześladujesz"
                                                  Powiedziałby tak dopiero wtedy gdyby zobaczył co dzięki faryzeuszowi stało się z
                                                  Jego religią.
                                                  Od czego wszystko się zaczyna?
                                                  Od wmówienia komuś poczucia krzywdy.
                                                  A kiedy pokazujemy, że rozumiemy co mówił Jezus?
                                                  Gdy nikt nie jest w stanie wmówić nam poczucia krzywdy.
                                                  Właśnie tego Jezus nie dał sobie wmówić i chciał ani Jego wyznawcy tacy byli...
                                                  Natomiast faryzeusz z Tarsu nie dość, że pozwolił sobie wmówić poczucie krzywdy
                                                  to jeszcze innym je wmówił.
                                                  Stąd później straszenie ludzi...

                                                  > budujesz typu swoje postulaty, typu ateisci powinni ogłosic jezusa
                                                  > królem polski, prowadzisz bełkotliwy wykład co powiedziała zcego
                                                  > nie powiedział jezus czy inna fikcyjna postać

                                                  Nie fikcyjna postać przyjacielu.
                                                  Jezus istniał naprawdę.
                                                  Postępuj tak jak On nakazał, czyli ani nie wmawiaj nikomu poczucia krzywdy, ani
                                                  nie pozwól sobie go wmówić to zobaczysz o ile lepsze będzie Twoje życie.
                                                  Jeżeli taką drogą ludzie pójdą to zaakceptują to co jest i zamiast marnować czas
                                                  na jałowe dysputy zaczną zmieniać świat na lepsze.
                                                  Wtedy dopiero nie będzie cierpienia.
                                                  Ale sukces zależy od wybitnych jednostek, dlatego z nimi się nie walczy...

                                                  > zrozum - twój światopoglad jest tak samo bezsensowny
                                                  > jak "wierzących" w jhwh czy jak tam nazywacie te swoje bożki....
                                                  > NICZYM - podkreśle NICZYM sie od nich nie różnisz..
                                                  > prowadzisz tę swoją "grę" - SAMA ze sobą..

                                                  Nie widzisz różnicy pomiędzy mną a wierzącymi?
                                                  A widzisz o co toczy się gra na tym forum?
                                                  Każdy z tych ludzi co reaguje agresywnie dał sobie wmówić poczucie krzywdy.
                                                  Ja sobie wmówić nie dam, bo w tym pomaga mi poczucie humoru.
                                                  Dlatego jak sam widzisz nie jesteś w stanie mnie obrazić.
                                                  A nawet Cię lubię ;).
                                                  Pomagasz mi zrealizować mój plan.

                                                  > Mnie i innych ateistów rozśmieszasz lub drażnisz.

                                                  Jeśli Cię rozśmieszam to dobrze.
                                                  Zatem odpowiadaj w tym samym tonie i będziemy sie dobrze bawić ;).
                                                  Jeśli Cię drażnię popracuj nad tym, aby sobie nie wmawiać poczucia krzywdy ;)

                                                  pozdro :).
                                              • wayout Re: no nareszcie ;). 17.06.10, 22:30
                                                krytykantka07 napisała:

                                                >odpowiedz tak na mój pierwszy post, jakbyś się
                                                > w nim ataku nie doczytał...

                                                Już…
                                                Wersja I
                                                :))))))
                                                :))))))
                                                Wersja II
                                                Dziękuję za Twój post.
                                                Jesteś światłem.
                                                Jesteś doskonałą miłością.
                                                Bóg nie stwarza nic prócz doskonałej miłości :).
                                                Wersja III
                                                Dziękuję za Twój post. Przeczytałem go uważnie. Wydaje mi się, że
                                                piszesz jednak….. Ale…….. Chcę Cię ocenić. Widzę błąd w Twojej
                                                wypowiedzi.
                                                Ale Bóg przecież nie stwarza błędu. Bóg stwarza tylko doskonale.
                                                Czemu widzę błąd? Chcę go widzieć……
                                                To mój błąd chcę widzieć w Tobie…….. Myślę wtedy, że uwolnię się od
                                                błędu, oddam Ci mój błąd i Ty będziesz go dźwigała…
                                                Po co to robię? Po co zasłaniam doskonałość w Tobie swoim błędem? By
                                                nie widzieć doskonałości wokół. Nie widzę je też wtedy w sobie. Mogę
                                                więc powiedzieć: świat jest niedoskonały. Boga nie ma.
                                                Tak właśnie odwracam się od Boga. Tak Go atakuję, zaprzeczając
                                                doskonałości Jego stworzenia.
                                                Nie mogę unicestwić doskonałości stworzonej przez Boga, nie mogę
                                                zaatakować Boga, a więc tylko śnię o niedoskonałym świecie.
                                                Chcę widzieć tylko prawdę, tylko to co Bóg stwarza. Chcę widzieć
                                                doskonałość we wszystkich.

                                                Wszytskie wersje są dla Ciebie. W istocie jest jedna :)

                                                Pozdrawiam serdecznie :))
                                                • krytykantka07 Re: no nareszcie ;). 18.06.10, 08:06
                                                  Jestem pod wrażeniem przyjacielu.
                                                  Zrobiłeś to lepiej niż sobie wymarzyłam ;).
                                                  No i przy tym okazuje się, że masz poczucie humoru, którego do tej pory nie
                                                  mogłam w Twoich słowach zobaczyć
                                                  Ludzie myślący tak jak Ty są w stanie zmienić świat.
                                                  Gdyby ludzie, którzy spotkali na swojej drodze Jezusa tak właśnie patrzyli na
                                                  innych jak Ty teraz pokazałeś, to te 2 tysiące lat nie byłyby tak tragicznie
                                                  zmarnowane.
                                                  Już dawno odkryliby lek na całe zło.
                                                  Ale woleli pielęgnować w sobie poczucie krzywdy wierząc, że tego właśnie chciał
                                                  Jezus...
                                                  • jeepwdyzlu Re: no nareszcie ;). 18.06.10, 10:07
                                                    Gdyby ludzie, którzy spotkali na swojej drodze Jezusa tak właśnie
                                                    patrzyli na
                                                    innych jak Ty teraz pokazałeś, to te 2 tysiące lat nie byłyby tak
                                                    tragicznie
                                                    zmarnowane.
                                                    --------
                                                    grunt to dystans do siebie
                                                    i skromność

                                                    o wiedzy o mechanizmach powstawania religii, znajomosci historii
                                                    nawet nie wspomnę...
                                                    :-)
                                                    krytykantko - tez Cie lubię :-)
                                                    ale zachęcam Cię do podjęcia próby poszerzenia swojej wiedzy o
                                                    poczatkach chrześcijaństwa...
                                                    niestety - nic o tym nie wiesz...
                                                    jeep
                                                  • kolter-xxl Re: no nareszcie ;). 18.06.10, 10:13
                                                    jeepwdyzlu napisał:

                                                    > ale zachęcam Cię do podjęcia próby poszerzenia swojej wiedzy o
                                                    > poczatkach chrześcijaństwa...
                                                    > niestety - nic o tym nie wiesz...

                                                    Ty też tą wiedzę masz tylko z książeczki której ostateczny kształt nadali ludzie
                                                    w V wieku ,wiec nic tak naprawdę nie wiadomo o chrześcijaństwie I wieku.
                                                  • apersona Re: no nareszcie ;). 18.06.10, 10:40

                                                    Najstarsza część Nowego testamentu listy Pawła są z lat 50-60 I wieku. Część z nich uważa się za oryginalne, część za wczesne rekonstrukcje zaginionych autentycznych listów Pawła

                                                    I zabawne jest porównanie oficjalnej wersji chrześcijaństwa z Dziejów apostolskich: miłość wzajemna kwitnie, sprzedają majątki i dzielą się ze wszystkimi
                                                    z kłótniami o lepszość bezpośredniego guru, o których pisze Paweł: "ja jestem Pawłowy, ja Apollosowy, ja Chrystusowy"
                                                  • krytykantka07 Re: no nareszcie ;). 18.06.10, 11:09
                                                    Tylko jaki sens ma zastanawianie się nad tym, czy listy faryzeusza z Tarsu są
                                                    prawdziwe czy nie.
                                                    On ani Jezusa nie spotkał, ani Jego nauki nie rozumiał.
                                                    O tym każdy myślący człowiek wie.
                                                    A jeśli jego postać wykorzystuje to robi to z pełną premedytacją w jednym tylko
                                                    celu: chce władzy.
                                                    Ale wystarczy, że wyjdzie od tego, co mówił Jezus.
                                                    Jezus nigdy nie wymówił słów, które zmieniły bieg historii czyli :
                                                    " Szawle dlaczego mnie prześladujesz "
                                                    Czemu nie wymówił?
                                                    Ano dlatego: " błogosławieni jesteście, gdy ludzie wam urągają, gdy mówią
                                                    kłamliwie wszystko złe na was z mego powodu ".
                                                    Wiadomo było, że chodzi o " nastawianie policzka ", o którym mówił Jezus w
                                                    radosnej twórczości faryzeusza, co już znaczyło coś innego.
                                                    Oczywiście tych słów błogosławieństwa Jezus też nie wypowiedział...
                                                    W tym przypadku widać jak Szaweł sam sobie zaprzecza.
                                                    Trzeba przyznać, że faryzeusz z Tarsu miał nie lada fantazję ;).
                                                  • apersona Re: no nareszcie ;). 18.06.10, 23:53

                                                    Krytykantko dobrze byłoby przeczytać listy Pawła, zanim będziesz rzucać tak ciężkie zarzuty:

                                                    > On ani Jezusa nie spotkał, ani Jego nauki nie rozumiał.
                                                    > O tym każdy myślący człowiek wie.
                                                    > A jeśli jego postać wykorzystuje to robi to z pełną premedytacją w jednym tylko
                                                    > celu: chce władzy.

                                                    a do tego sugerować, że wszyscy myślący ludzie podzielają twój tok myślenia
                                                  • krytykantka07 Re: no nareszcie ;). 19.06.10, 08:27
                                                    apersona napisała:

                                                    > Krytykantko dobrze byłoby przeczytać listy Pawła, zanim będziesz rzucać tak
                                                    cię > żkie zarzuty:

                                                    Tylko wyjaśnij mi dlaczego miałabym marnować czas na czytanie listów oszusta,
                                                    który Jezusa nie spotkał, ale wykorzystał Jego postać wtedy gdy zobaczył jak
                                                    działa Jego nauka.
                                                    Wszak pierwsza konfrontacja z poglądami Jezusa nastąpiła podczas kamienowania
                                                    Szczepana.
                                                    To wtedy faryzeusz zrozumiał co może zrobić z tą nauką mając do czynienia z
                                                    maluczkimi ludźmi.
                                                    Może pokazać swoje pozorne nawrócenie, a wtedy będą walczyć o władzę dla niego z
                                                    innymi kapłanami JHWH...
                                                    Ale nie był głupi ;).
                                                    W tym celu musiał wykazać, że Jezus jest Synem JHWH, choć temu zaprzeczył Jezus.
                                                    Dlatego w NT jest tyle sprzeczności.
                                                    Tego, co Jezus mówił o Bogu nijak nie dało się pogodzić z tym, co o JHWH wiadomo
                                                    ze ST, ale komu to wtedy mogło przeszkadzać.
                                                    Ludzie prymitywni to i nie zauważyli.
                                                    Nigdy nie zrozumiem jak w XXI wieku ludzie dalej prymitywni zostali i gotowi są
                                                    kopie kruszyć o władzę dla faryzeusza, zupełnie ignorując słowa Jezusa...

                                                    > a do tego sugerować, że wszyscy myślący ludzie podzielają twój tok myślenia

                                                    No niedokładnie tak to działa ;).
                                                    Ja sugeruję, że wszyscy myślący ludzie powinni podzielać mój tok myślenia.
                                                    Nie podziela nikt oprócz pasterzy, ale oni na mękach do tego się nie przyznają
                                                    bo z tego żyją.
                                                    Doskonale wiedzą, że teologia to pseudonauka, ale będą tym więcej głupot wymyślać...
                                                    Ci niemyślący, acz mający się za inteligentnych są odpowiednio sterowani i boją
                                                    się sami dochodzić do własnych wniosków.
                                                    Boją się piekła urojonego w głowie faryzeusza, chociaż Jezus wyraźnie mówił, że
                                                    piekła nie ma i wszyscy po śmierci pójdą do nieba.
                                                    Ale oni Jezusa nie widzieli i wierzą tym, co Go " widzieli ".
                                                    A ci co myślą w ogóle nie wierzą, że Jezus był więc niby kogo faryzeusz miał
                                                    spotkać ;).
                                                    W to, że Szaweł z Tarsu jest postacią historyczną to też nie bardzo wierzą, acz
                                                    bardziej niż w to, że postacią historyczną był Jezus...
                                                  • kolter-xxl Re: no nareszcie ;). 18.06.10, 21:08
                                                    apersona napisała:

                                                    >
                                                    > Najstarsza część Nowego testamentu listy Pawła są z lat 50-60 I wieku. Część z
                                                    > nich uważa się za oryginalne, część za wczesne rekonstrukcje zaginionych
                                                    autentycznych listów Pawła

                                                    Najstarsza cześć NT to Ew Jana oraz Objawienie / Apokalipsa powstało to pod sam
                                                    koniec pierwszego wieku
                                                  • apersona najstarsza część NT 19.06.10, 00:00
                                                    kolter-xxl napisał:

                                                    > Najstarsza cześć NT to Ew Jana oraz Objawienie / Apokalipsa powstało to pod sam
                                                    > koniec pierwszego wieku


                                                    Moje na wierzchu, moje na wierzchu!

                                                    lata 50-60 to wcześniej niż sam koniec I wieku :D
                                                    listy starsze!

                                                    no chyba że to ma być NT według prywatnego kanonu krytykantki ;P
                                                  • kolter-xxl Re: najstarsza część NT 19.06.10, 00:19
                                                    apersona napisała

                                                    > Moje na wierzchu, moje na wierzchu!

                                                    Mój jest schowany .


                                                    > lata 50-60 to wcześniej niż sam koniec I wieku :D

                                                    No ponoć Paweł zmarł lub został zamordowany nie później niż w 65 roku.

                                                    > listy starsze!

                                                    Objawienie Jan pisał na Patmos a to było pod koniec wieku

                                                    ("Wyspa, na którą zesłano apostoła Jana „za mówienie o Bogu i świadczenie
                                                    o Jezusie” (Obj 1:9). Tam właśnie otrzymał Objawienie. Według starożytnej
                                                    tradycji Jan, zesłany na wyspę Patmos przez Domicjana, został po jego śmierci
                                                    (96 n.e.) zwolniony (Euzebiusz z Cezarei, Historia kościelna, III, 181, 236).")

                                                    > no chyba że to ma być NT według prywatnego kanonu krytykantki ;P

                                                    No i wszystko wiadomo :)) Baśka !!
                                                  • apersona Re: najstarsza część NT 21.06.10, 13:21
                                                    Kolter, po zastanowieniu wydaje mi się, że chyba mierzymy czas w przeciwnych kierunkach
                                                    dla mnie
                                                    najstarszy = najbardziej odległy od teraz wstecz
                                                    dla ciebie
                                                    najstarszy = najbardziej odległy od jakiegoś początku do powstania tekstu



                                                  • kolter-xxl Re: najstarsza część NT 21.06.10, 20:54
                                                    apersona napisała:

                                                    > Kolter, po zastanowieniu wydaje mi się, że chyba mierzymy czas w przeciwnych
                                                    kierunkach
                                                    > dla mnie
                                                    > najstarszy = najbardziej odległy od teraz wstecz
                                                    > dla ciebie
                                                    > najstarszy = najbardziej odległy od jakiegoś początku do powstania tekstu

                                                    Nie mam zegarka, przepiłem po prostu.
                                                  • krytykantka07 kura była pierwsza niż jajko ;) 19.06.10, 09:01
                                                    apersona napisała:

                                                    > kolter-xxl napisał:
                                                    >
                                                    > > Najstarsza cześć NT to Ew Jana oraz Objawienie / Apokalipsa powstało to p>
                                                    od sam > > koniec pierwszego wieku

                                                    > Moje na wierzchu, moje na wierzchu!

                                                    > lata 50-60 to wcześniej niż sam koniec I wieku :D
                                                    > listy starsze!

                                                    > no chyba że to ma być NT według prywatnego kanonu krytykantki ;P

                                                    Nie, to ma być logicznie ułożony NT ;).
                                                    Przypomina to dyskusję o tym co było pierwsze : jajko czy kura.
                                                    Otóż kura, bo kurę stworzył JHWH.
                                                    Więc dokładnie w tym samym stylu...
                                                    Co było pierwsze: nauka Jezusa czy neojudaizm.
                                                    Jakich zwolenników zdobywał Jezus i kiedy zaczął się ukłon w stronę Żydów.
                                                    Otóż Jezus zdobywał zwolenników miłością i o strachu nic nie mówił.
                                                    Mówił tylko o wyzbyciu się poczucia krzywdy wobec innych ludzi.
                                                    Czyli o pracy nad sobą...
                                                    Gdy nauka Jezusa zdobyła zwolenników pojawił się Szaweł z Tarsu
                                                    ( przy kamienowaniu Szczepana ) i wymyślił jak stopniowo wykazać, że nauka
                                                    Jezusa jest neojudaizmem, a Żydzi są narodem wybranym i osiągną to, czego zawsze
                                                    pragnęli czyli wyzwolenia...
                                                    Zatem w porozumieniu z innymi faryzeuszami ( zwanymi ewangelistami ) podjął się
                                                    spisania dziejów Jezusa.
                                                    Na początku szło nieźle, bo ani rodowodem Jezusa nie wykazywali, że Jezus jest
                                                    Żydem czyli synem JHWH - żydowskiego boga.
                                                    Gdyby od tego zaczął odstraszyłby tych, którzy dzięki nauce Jezusa nie dawali
                                                    się przekonać kapłanom do powrotu do judaizmu...
                                                    Ale w miarę pisania rozwijał się i swoje pomysły.
                                                    Chciał coraz więcej władzy, a z nim chcieli jej pozostali faryzeusze.
                                                    Dlatego na sam koniec została napisana Apokalipsa.
                                                    Co śmieszne wtedy gdy nie było kogo straszyć, jako, że ludzi przekonywało to, że
                                                    JHWH się uniżył i zesłał swojego syna ;).
                                                    Ale pozostali kapłani JHWH czuwali ;).
                                                    Nie mogli dopuścić do tego, aby Szaweł zabrał im wszystkich wyznawców.
                                                    Zatem doprowadzili do tego, że Szaweł postanowił zyskać własnych wyznawców wśród
                                                    pogan...
                                                    Czyli u podstaw chrześcijaństwa legła walka o władzę pomiędzy faryzeuszami...
                                                    Może czegoś nie uwzględniłam w moich rozważaniach, ale to nie ma wpływu na to,
                                                    że religia Jezusa stała się neojudaizmem.
                                                    Ale aby się nim stała ludzie, którzy gotowi byli za religię Jezusa umrzeć
                                                    musieli być przekonywani krok po kroku...
                                                    Więc na kartach NT zamiast się rozwijać, Bóg cofał się w rozwoju...
                                                    I tak JHWH wyparł z umysłów ludzi kochającego Boga - Ojca, o którym mówił Jezus...
                                                  • karbat Re: kura była pierwsza niż jajko ;) 19.06.10, 11:13
                                                    apersona napisała:

                                                    > Krytykantko dobrze byłoby przeczytać listy Pawła, zanim będziesz
                                                    >rzucać tak ciężkie zarzuty:

                                                    > On ani Jezusa nie spotkał...

                                                    nie badz leniem i zapoznaj sie na ten temat co mowia naukowcy ,
                                                    teologowie , niezalezni od kosciola cwaniakow , zwanego katolickim .

                                                    To, ze kapus Pawel zwany przez katolikow swietym , nie widzial ,
                                                    nie spotkal , nie znal osobiscie Jezusa ,co do tego dzis nie ma
                                                    najmniejszch watpliwosci .

                                                    swiety kapus - Pawel , zrobil :
                                                    z wiary Jezusa ... wiare w Jezusa
                                                    i nic wiecej ( nie znajac go osobiscie ) .
                                                  • apersona Re: kura była pierwsza niż jajko ;) 21.06.10, 13:16

                                                    ciężkie zarzuty krytykantki to "Pawłowi chodziło tylko o władzę"

                                                    To, że Paweł nie spotkał Jezusa za życia, wiem, trudno przeczytać ewangelie i nie zauważyc
                                                    Ba do niedawna myslałam, że to oczywista wiedza
                                                  • krytykantka07 Re: kura była pierwsza niż jajko ;) 21.06.10, 21:32
                                                    apersona napisała:

                                                    >
                                                    > ciężkie zarzuty krytykantki to "Pawłowi chodziło tylko o władzę"

                                                    I tyle wystarczy.
                                                    Dla władzy gotów był na wszystko.

                                                    > To, że Paweł nie spotkał Jezusa za życia, wiem, trudno przeczytać ewangelie i
                                                    n> ie zauważyc > Ba do niedawna myslałam, że to oczywista wiedza

                                                    A czy ja pisałam o tym, że Szaweł spotkał Jezusa za życia?
                                                    Nigdy Go nie spotkał.
                                                    I słowa: " Szawle dlaczego mnie prześladujesz " nigdy nie padły.
                                                    Jezus Szawłowi się nie ukazał...
                                                  • jeepwdyzlu krytykantko - idź do szkoły 21.06.10, 13:56
                                                    Jakich zwolenników zdobywał Jezus i kiedy zaczął się ukłon w stronę
                                                    Żydów.
                                                    Otóż Jezus zdobywał zwolenników miłością i o strachu nic nie mówił.
                                                    Mówił tylko o wyzbyciu się poczucia krzywdy wobec innych ludzi.
                                                    Czyli o pracy nad sobą...
                                                    Gdy nauka Jezusa zdobyła zwolenników pojawił się Szaweł z Tarsu
                                                    ( przy kamienowaniu Szczepana ) i wymyślił jak stopniowo wykazać, że
                                                    nauka
                                                    Jezusa jest neojudaizmem, a Żydzi są narodem wybranym i osiągną to,
                                                    czego zawsze
                                                    pragnęli czyli wyzwolenia...
                                                    Zatem w porozumieniu z innymi faryzeuszami ( zwanymi ewangelistami )
                                                    podjął się
                                                    spisania dziejów Jezusa.
                                                    Na początku szło nieźle, bo ani rodowodem Jezusa nie wykazywali, że
                                                    Jezus jest
                                                    Żydem czyli synem JHWH - żydowskiego boga.
                                                    -------------------------------
                                                    nie wiem od kogo to wiesz, ale poziom Twojej wiedzy jest niższy niz
                                                    mojej 13 letniej córki...
                                                    juz nie mówiąc o całkowicie chybionym uzywaniu pojęcia faryzeusz..
                                                    a neojudaizm - bełkot kompletny

                                                    Nawet lubię Cię czytać, ale popisujesz się kompletnym brakiem
                                                    elementarnej wiedzy dotyczącej epoki Jezusa.. Naprtawdę nie powinnaś
                                                    tu zabierac głosu, bo się kompromitujesz.. A jak raz - jest na tym
                                                    forum pare osób którzy widzą Twoją 100% indolencję..
                                                    żenada
                                                    jeep
                                                  • krytykantka07 Re: krytykantko - idź do szkoły 21.06.10, 21:47
                                                    i co niby miałabym w tej szkole robić?

                                                    jeepwdyzlu napisał:

                                                    > nie wiem od kogo to wiesz, ale poziom Twojej wiedzy jest niższy niz > mojej 13
                                                    letniej córki...

                                                    A skąd Twoja córka to wie?
                                                    I skąd wiesz, że to co wie to jest prawda?
                                                    Tamtą historię można sobie dowolnie interpretować najlepiej używając własnego
                                                    rozumu.
                                                    A Ty używasz cudzego i mnie zachęcasz do takiego postępowania?

                                                    > juz nie mówiąc o całkowicie chybionym uzywaniu pojęcia faryzeusz..
                                                    > a neojudaizm - bełkot kompletny

                                                    Jezus tylko w jednym celu mówił o faryzeuszu w przypowieści.
                                                    I nie zamierzam zagłębiać się w to, co do rzeczy nic nie ma.

                                                    > Nawet lubię Cię czytać, ale popisujesz się kompletnym brakiem
                                                    > elementarnej wiedzy dotyczącej epoki Jezusa..

                                                    Wiedzy dotyczącej epoki Jezusa nie ma nikt.
                                                    Już dawno jest zafałszowana...

                                                    > Naprtawdę nie powinnaś > tu zabierac głosu, bo się kompromitujesz.. .

                                                    Mnie to nie przeszkadza.
                                                    Jezus też się kompromitował, bo mówił coś na co inni nie wpadli.

                                                    > A jak raz - jest na tym > forum pare osób którzy widzą Twoją 100% indolencję..

                                                    Nie wiem co widzą i ich opinia mnie nie interesuje, bo choćby byli nawet
                                                    naukowcami to i tak nie odgadną co mówił Jezus.
                                                    Po prostu dlatego, że sfałszowane źródła historyczne są dla nich dowodem.
                                                    Dla Żydów ważniejszy był Jan Chrzciciel niż Jezus.
                                                    Ale nawet nie potrafią wyjaśnić kiedy to on zginął...
                                                    A może to też mity?
                                                    Ja próbuję rozwiązać zagadkę wychodząc od charakterów ludzi, bo to one się nie
                                                    zmieniają.
                                                    Jeśli cechą narodową Żydów była i jest chciwość i proponują innym transakcję
                                                    wymienną na zasadzie: " my podzielimy się z wami naszym JHWH, a wy oddacie nam
                                                    wszystko łącznie z życiem " to nie trzeba być mędrcem, aby wiedzieć, że
                                                    niewygodną dla siebie historię sfałszowali.
                                                    Wszak wszędzie musiało być o martyrologii Żydów...
                                                    I ta cecha udzieliła się Polakom.
                                                    Są jak Żydzi.
                                                    Naród wybrany, doświadczany i pod Bożą opatrznością...
                                                  • jeepwdyzlu krytykantka nieprzemakalna 22.06.10, 12:02
                                                    nie wiem od kogo to wiesz, ale poziom Twojej wiedzy jest niższy niz
                                                    > mojej 13
                                                    letniej córki...

                                                    A skąd Twoja córka to wie?
                                                    I skąd wiesz, że to co wie to jest prawda?
                                                    --------
                                                    całkowicie mieszasz dwie sprawy
                                                    Wiedzę dotyczącą CZASÓW jezusa, historii Cesarstwa, stosunków
                                                    społecznych i politycznych na Bliskim Wschodzie, wzajemnym
                                                    oddziaływaniu na siebie różnych religi.. życiu politycznym,
                                                    warunkach okupacji, relacji w stronnictwach żydowskich,
                                                    oddziaływaniu diaspory z Aleksandri...
                                                    językach, walutach, kolorach skóry, pieniądzach...
                                                    To jest WIEDZA. Udokumentowana. I tylko jeśli wiesz, w jakim języku
                                                    mówił jezus, w jakim jego uczniowie, w jakim spisano pierwsze
                                                    ewangelie, kim byli apostołowie..., ilu ludzi mieszkało w judei, ilu
                                                    w gali, kto jeździł na osiołku, kim był jan chrzciciel, czy była
                                                    rzeź niewiniatek, gdzie są raporty piłata... gdy uwzględnisz mozaikę
                                                    aramejsko, hebrajsko, grecko, łacińską - dopiero wtedy mozesz się
                                                    zastanawiać czy jezus w ogóle istniał...
                                                    a co mówił.. to jest czysta spekulacja..
                                                    Na to Ci zwracam uwagę. Tobie się wydaje, że Ty wiesz..
                                                    Ja wiem, że o jezusie nic nie wiem
                                                    a to co zapisano w natchnionych pismach - jest niespójnym bełkotem
                                                    całkowicie niezgodnym z jakimkolwiek mozliwym scenariuszem..
                                                    Ty wiele razy dziennie WIESZ co mówił jezus i wiele razu dziennie
                                                    się na jego słowa powołujesz...
                                                    Ja twierdzę, że wymyślasz to sobie od a do z
                                                    Ponieważ on nie istniał. Został wykreowany z wielu postaci wyłącznie
                                                    w celu uzyskaniu obrazu potrzebnego do kreacji nowej religii. Dodano
                                                    do tego sosu elementy atrakcyjne dla każdego (matke dziewicę,
                                                    zmartychwstanie), dołączono klarowne wtedy dla każdego symbole
                                                    (rozmnażanie chleba, chrzest, śmierć na krzyżu)
                                                    I uzyskano papkę, z którą Ty niby to polemizujesz...
                                                    Niby, bo w każdej Twojej wypowiedzi jest przywołanie słów postaci
                                                    która nigdy nie istniała....
                                                    Pokory nieco życzę, a tę uzyskujesz próbując się uczyć..
                                                    jeep
                                                  • krytykantka07 Re: krytykantka nieprzemakalna 22.06.10, 22:05
                                                    jeepwdyzlu napisał:

                                                    > a to co zapisano w natchnionych pismach - jest niespójnym bełkotem
                                                    > całkowicie niezgodnym z jakimkolwiek mozliwym scenariuszem..

                                                    Oczywiście.
                                                    To co zostało napisane to tylko niespójny bełkot.
                                                    I gdyby w tym bełkocie nie było prawdziwych słów Jezusa, wcale bym się nie
                                                    zastanawiała nad tym, czy Jezus był postacią historyczną czy nie.

                                                    Ale o ile wiem, to historię można było fałszować tak jak komu wygodnie i do tego
                                                    po latach.
                                                    Sam napisałeś: "Chociaż Olaf jest postacią historyczną, to badacze nie mają
                                                    wątpliwości, że jego związek ze
                                                    słowiańską królową jest tylko piękną baśnią ".

                                                    Więc chociaż Jezus był postacią historyczną to jego żydowskie korzenie są tylko
                                                    pobożnym życzeniem Żydów, którzy wymyślili nową religię dla swoich wrogów.
                                                    W tym celu sfałszowali nawet dane dotyczące Jana Chrzciciela.
                                                    Skoro jesteś takim ekspertem to powiedz ile lat miała Salome gdy tańczyła dla
                                                    Heroda i dlaczego wtedy jeszcze ( tak jak to było w przypadku jej matki ) nie
                                                    była mężatką lub chociaż zaręczona.
                                                    Badacze się gubią w domysłach, co pozwala stwierdzić, że prawda jest inna.
                                                    Otóż Jan Chrzciciel wcale nie istniał...
                                                    A już na pewno krewnym Jezusa nie był.
                                                    Nie było też żadnej rzezi niewiniątek.
                                                    Żydzi od początku grali na emocjach innych ludzi wrażliwszych niż oni sami.
                                                  • jeepwdyzlu Re: krytykantka nieprzemakalna 23.06.10, 00:32
                                                    Jezus jako bóg - nigdy nie istniał
                                                    Natomiast istniał ruch polityczny wymierzony przeciwko Rzymowi. I
                                                    Jezus - Żyd z Dawidowego rodu - który wjeżdzał na osiołku i udawał
                                                    Mesjasza - być może istniał.. Jego uczniowie byli wojownikami.
                                                    Żydami - patriotami. Jezus mówił po aramejsku - jak wszyscy Żydzi,
                                                    modlił się po grecku i był dowódcą i działączem politycznym. Dlatego
                                                    zginął.. Walka Żydów z Rzymem była o początku skazana na porażkę -
                                                    zbyt duża była dysproporcja potencjałów...
                                                    Wątpiąć w żydowskie korzenie chrześcijaństwa - jesteś krytkantko
                                                    całkowicie ahistoryczna. Tu nie masz racji w ogóle, a Twoja intuicja
                                                    źle Ci doradza. Nie dziwota - po 2000 latach cięzkiej pracy mało
                                                    który chrześcjanin przyjmuje do wiadomości, że wszyscy bohaterowie
                                                    nowego testamentu byli Żydami :-)

                                                    Rzezi nie było, ale Jan Chrzciciel istniał - mylisz się znowu...
                                                    Był nauczycielem i konkurentem Jezusa. Dlatego zginął - to była
                                                    intryga stronnictwa Jezusa...
                                                    Co ciekawe - wiedza o tym długo istniałą równolegle do oficjalnej
                                                    wiedzy wspieranej przez autorytety kościoła. Przetrawała u Katarów a
                                                    potem Templariuszy.. Ale to zupełnie inna historia...
                                                    Żebyś się nie dziwiła - często pdkreślam że Jezus nigdy nie istniał,
                                                    a teraz pize o nim jak o postaci historycznej. Jezus Mesjasz, syn
                                                    boga, c złowiek który umarł za nasze grzechy a potem zmartwychwstał -
                                                    nie istniał. Jezus bojownik o dusze swoich braci, bohaterski Żyd -
                                                    zapewnie istniał... Takich jak on - było wielu przed nim, i wielu po
                                                    nim... Geniuszem był Paweł, który stworzył mit i zbudował poteżną
                                                    religię. Z niczego.... Ale to temat na oddzielną dyskusję..
                                                    Pozdrawiam
                                                    jeep
                                                  • krytykantka07 Re: krytykantka nieprzemakalna 23.06.10, 08:39
                                                    Wyjaśniliśmy już sobie ( a raczej Ty mi wyjaśniłeś ), że historii nie można
                                                    traktować poważnie i dosłownie.
                                                    Zależy ona od tego kto ją pisał i jaki miał cel.
                                                    Żydzi pisali ją pod wpływem rozczarowania Jezusem, bo niczego nie zrozumieli z
                                                    tego, co mówił.
                                                    Odwołali się do ST bo ten dla nich był zrozumiały.
                                                    Stąd historię Żydów można traktować dokładnie tak samo jak kontynuację ST.
                                                    Chyba nie traktujesz księgi natchnionej przez JHWH poważnie?
                                                    A kim był ten, co napisał o Janie Chrzcicielu?
                                                    Żydzi nie potrafili przedstawić własnej historii bez odwołania się do ST i
                                                    martyrologii Żydów.
                                                    Polacy też nie potrafią ;).
                                                    Prawda jest taka, że to Jezus ich wg. nich oczywiście zawiódł i dlatego nie
                                                    napisali o nim.
                                                    Dla nich ważniejszy był Jan Chrzciciel, bo pięknie wpisywał się w model Żyda
                                                    lansowany przez ST.
                                                    Zatem gdybyśmy nawet uznali, że Jan Chrzciciel był postacią historyczną taką jak
                                                    Noe, Abram czy Mojżesz to trzeba przyznać, że o nich i tak niczego pewnego nie
                                                    wiemy.
                                                    Jedna książka z mitami potwierdza lub nie prawdziwość danych zawartych w drugiej
                                                    księdze z mitami.
                                                    Co to za prawda historyczna miałaby z tego wyniknąć?

                                                    Szaweł był na tyle ograniczony, że też nie zrozumiał co Jezus chciał zrobić...
                                                    Dlatego stworzył nową religię na bazie judaizmu, ale taką, która zamiast Żydom
                                                    przynieść wolność - przyniosła im utratę wolności.
                                                    Tak na marginesie ;).
                                                    Wyobraź sobie historię naszego byłego prezydenta spisaną obecnie przez ludzi,
                                                    którzy mieliby cel, aby przedstawić go w jak najlepszym świetle jako wybawcę
                                                    ojczyzny i ojca narodu ;).
                                                    W dawnych czasach ( przy tamtym spiskowym myśleniu byłaby to zachęta do wojny z
                                                    Rosją ) ;).
                                                    Nie ma niczego pewnego w zapisach historyków.
                                                    Ale właśnie intuicja podpowiada co jest prawdziwe...
                                                    Jezus był wyjątkowy i wyjątkowe było Jego myślenie.
                                                    Nie wiem jaki cel miał Szaweł, że zostawił Jego prawdziwe słowa w NT.
                                                    Nie wiem jaki cel miał Jan opisując siebie: " uczeń, którego Jezus miłował "
                                                    choć z jego pisaniny jasno wynika, że Jezusa nie znał...
                                                    Możemy na chwilę zapomnieć o tym, że Jezus był synem Boga ( nie jakiegoś JHWH
                                                    tylko Boga, o którym mówił ), ale to wyjątkowości Jezusowi nie ujmuje.
                                                    To On był genialny tworząc religię, która przyniosłaby nie tylko wolność Żydom,
                                                    ale wszystkim narodom do których by dotarła.
                                                    Przekaz Jezusa był jasny i prosty: skoro ojcem ludzi jest Bóg, to ludzie nie
                                                    mogą się wzajemnie krzywdzić.
                                                    Wiadomo, że poczucie krzywdy wynika raczej z własnego umysłu, bo jeśli ktoś
                                                    zaakceptuje sytuację to jest ze wszystkiego zadowolony i kocha swoich wrogów.
                                                    Dlatego z poczuciem krzywdy kazał ludziom walczyć Jezus, ale przez własne
                                                    doskonalenie się.
                                                    I na tym polegała genialność Jego nauki...
                                                  • jeepwdyzlu Re: krytykantka nieprzemakalna 23.06.10, 12:32
                                                    No cóż...
                                                    Kończmy
                                                    Nir odrózniasz wiedzy obiektywnej, zweryfikowanej przez
                                                    specjalistów, udokumentowanej w wielu źródłach, od legend..
                                                    Stawiasz w jednje lini mojzesza i noego z janem chrzcicielem..
                                                    Widze że nie interesujesz się historią..
                                                    Ok,. Twoje prawo, ale nie zabieraj głosu w kwestiach o których nie
                                                    masz zielonego pojęcia...
                                                    Cos tam sobie wykoncypowałaś o nierozumiejących jezusa żydach, o
                                                    słowach które jakoby wypowiedział..
                                                    Jesteś zabawna i NICZYM powtórze NICZYm się nie różnisz od
                                                    pierwszego z gezgu klechy..
                                                    Opierasz swoje przemyslenia, wiedzę i zapewne światopogląd na
                                                    kompletnym bełkocie. Tylko Ci sie wydaje, że cos tam wiesz. Nie
                                                    wiesz. Nic nie rozumiesz z czasów biblijnych, nie masz zielonego
                                                    pojęcia o tamtejszych relacjach, nie sięgasz do źródeł i się nie
                                                    interesujesz ani procesami historycznymi, ani antropologią, ani
                                                    socjologią..

                                                    Ok, masz prawo - nie kazdy musi w tym grzebać..
                                                    Ale lepiej skorzystałabys z okazji i nie zabierała głosu w
                                                    kwestiach, których nie ogarniasz..
                                                    Masz tylko dość tupetu, żeby pouczać ludzi lepiej od Ciebie
                                                    zorientowanych..
                                                    To smutne, bo jestem zmuszony po raz kolejny powtórzyć: jesteś
                                                    arogancka. W tej najgorszej z mozliwych arogancji, tak
                                                    charakterystycznych dla "wiedzących lepiej"
                                                    Nie odpisuj. Kończę
                                                    jeep
                                                  • krytykantka07 jednak odpiszę, bo Cię lubię. 23.06.10, 22:09
                                                    Zanim po naszej miłej wymianie zdań zdążyłam powiedzieć: " cieszę się że
                                                    wróciłeś " już coś się w rozmowie popsuło.
                                                    Nie zauważyłam, w którym momencie wykazałam się arogancją porównując poprawioną
                                                    historię Polski do historii Żydów.
                                                    Wyjaśniałam Ci tylko w możliwie przyjazny i kulturalny sposób mój punkt widzenia
                                                    oparty na mojej intuicji, z którym Ty nie musisz się zgadzać.
                                                    Okazuje się, że obraziłeś się w imieniu autorytetów, których ja nie poważam i
                                                    nie bez powodu.
                                                    Skoro najnowszą historię można sobie dowolnie kreować to można było i wcześniejszą.
                                                    To charaktery ludzkie się nie zmieniają bez względu na czasy i języki, bo emocje
                                                    są ponad podziałami na kraje ;).
                                                    I stąd bardzo dużo można odczytać...

                                                    Ale to chyba nie tylko ten problem.
                                                    Zanim odpowiedziałeś na mój post prawdopodobnie przeczytałeś to, co napisałam o
                                                    oby.watelu.
                                                    Przestraszyłeś się, że równie elegancko jak jego prowadzę Cię na skraj przepaści ;).
                                                    Jak widzisz ja nie walczę z ludźmi swoimi argumentami tylko ich własnymi.
                                                    To zawsze przysparza mi kłopotów.
                                                    Dlatego oskarżenia o pouczanie innych i tupet to dla mnie nic nowego.
                                                    Najczęściej jest tak, że ludzie zostają pokonani nie przez innych, ale przez
                                                    własne reakcje na innych.
                                                    Dlatego ja oddzielam fakty od własnych wniosków.
                                                    Dlaczego nie odpowiadasz mi w żartobliwym tonie?
                                                    Nie byłoby tych dąsów ;).
                                                    Poza tym możesz się z tym nie zgodzić, ale to ateiści wpychają wierzących w
                                                    ramiona religii, że się tak poetycko wyrażę.
                                                    Właśnie przez to, że popierają pozorną pracę, która niczym nowym w religii nie
                                                    jest, bo religia też ją popiera.
                                                    Pozorna praca wzięła się właśnie z religii...
                                                    Dlatego boję się o Polskę.
                                                    Zwłaszcza po tym co powiedział JKM.
                                                    Bo jeśli nic się nie zmieni to on faktycznie gotów wywołać wojnę domową i
                                                    przejąć władzę...
                                                  • jeepwdyzlu też Cię lubię 24.06.10, 09:51
                                                    Też Cie lubię, więc powiem tak:
                                                    Przestraszyłeś się, że równie elegancko jak jego prowadzę Cię na
                                                    skraj przepaści ;).
                                                    ------------------
                                                    aha.. siedzę i się trzęsę...

                                                    Jak widzisz ja nie walczę z ludźmi swoimi argumentami tylko ich
                                                    własnymi.
                                                    -----------
                                                    Nie. Tak Ci się tylko wydaje. jesteś całkowicie odporna na cudze
                                                    arfgumenty i nie prowadzisz żadnej dyskusji... Nikogo nie
                                                    doprowadzasz do skraju przepaści.. Niestety to prawda..

                                                    To zawsze przysparza mi kłopotów.
                                                    Dlatego oskarżenia o pouczanie innych i tupet to dla mnie nic nowego.
                                                    ------------------
                                                    Może zastanów się dlaczego?

                                                    Najczęściej jest tak, że ludzie zostają pokonani nie przez innych,
                                                    ale przez własne reakcje na innych.
                                                    -------------
                                                    Ty tu toczysz walkę.. ja nie.

                                                    Dlatego ja oddzielam fakty od własnych wniosków.
                                                    -----------------------
                                                    Ale najpierw fakty trzeba by przyjąć do wiadomości...

                                                    Dlaczego nie odpowiadasz mi w żartobliwym tonie?
                                                    Nie byłoby tych dąsów ;).
                                                    -----------------
                                                    Jedyny punkt w którym Ci przyznam rację. Przepraszam.

                                                    Poza tym możesz się z tym nie zgodzić, ale to ateiści wpychają
                                                    wierzących w ramiona religii, że się tak poetycko wyrażę.
                                                    ------------------
                                                    To nie jest poezja tylko bełkot.

                                                    Właśnie przez to, że popierają pozorną pracę, która niczym nowym
                                                    religii nie jest, bo religia też ją popiera.
                                                    Pozorna praca wzięła się właśnie z religii...
                                                    ---------------
                                                    Twoje wnioski są idiotyczne...

                                                    Dlatego boję się o Polskę.
                                                    Zwłaszcza po tym co powiedział JKM.
                                                    Bo jeśli nic się nie zmieni to on faktycznie gotów wywołać wojnę
                                                    domową i przejąć władzę...
                                                    ----------------
                                                    Jasne, facet na którego oddano 2 głosów i to dla jaj, przejmie w
                                                    Polsce władzę..
                                                    Ja sie boje nie o POlskę, tylko o Twoje zdrowie psychiczne :-)

                                                    Jesteś nieprzemakalna.
                                                    ciao
                                                    jeep
                                                  • jeepwdyzlu kolter 18.06.10, 14:36
                                                    Ty też tą wiedzę masz tylko z książeczki której ostateczny kształt
                                                    nadali ludzie
                                                    w V wieku ,wiec nic tak naprawdę nie wiadomo o chrześcijaństwie I
                                                    wieku.
                                                    -------
                                                    coś ci się pomyliło...
                                                    w bełkoty z nowego testamentu oczywiscie nie wierzę
                                                    a jak mysle o wiedzy - to akademickiej nie objawionej...
                                                    coś cie ugryało chyba..
                                                    jeep
                                                  • kolter-xxl Re: kolter 18.06.10, 17:15
                                                    jeepwdyzlu napisał:

                                                    > coś cie ugryało chyba..

                                                    Ja po prostu nie czytam większości postów na tym forum w tym i twoich ! stąd
                                                    brak mojej wiedzy na temat twojej wiary czy jej braku :))
                                                  • krytykantka07 Re: no nareszcie ;). 18.06.10, 10:57
                                                    jeepwdyzlu napisał:

                                                    > ale zachęcam Cię do podjęcia próby poszerzenia swojej wiedzy o
                                                    > poczatkach chrześcijaństwa...
                                                    > niestety - nic o tym nie wiesz...

                                                    Niestety nikt o tym nic nie wie.
                                                    Więc gdzie mam szukać?
                                                    To, co zostało przekazane na temat początków chrześcijaństwa to już jest
                                                    interpretacją.
                                                    Zostało skażone przez chory umysł faryzeusza z Tarsu.
                                                    Fakty można poznać tylko własnym umysłem, więc intuicyjnie jeśli zrozumie się
                                                    czego chciał Jezus.
                                                    Jeśli Jezus mówił o tym, żeby sobie nie dać wmówić poczucia krzywdy to oznaczało
                                                    to tylko jedno: na wyznawców JHWH Jezus i ci, co zrozumieli Jego naukę patrzyli
                                                    jak na ludzi, którzy owo poczucie krzywdy posiadają: zatem z miłością i nic z
                                                    ich strony nie mogło ich dotknąć ani skrzywdzić
                                                    Czego tak mocno uczniowie się bali, że musieli mieć zamknięte drzwi w obawie
                                                    przed Żydami?
                                                    Utraty życia, skoro Jezus powiedział: " kto chce ocalić życie straci je "?
                                                    Jeśli Jezus oczyścił swój umysł tak jak głosił, to Jego uczniowie też mieliby
                                                    oczyszczone umysły.
                                                    Zatem niewiele by ich obchodziło własne cierpienie...
                                                    Utrata życia przez tych uczniów już byłaby dowodem na to, że nauka Jezusa
                                                    zdobyła wyznawców, którzy ją rozumieli.
                                                    Ale sami ewangeliści piszą o obawie przed Żydami...
                                                    Zatem ci, co pisali ewangelie w ogóle nie rozumieli co piszą.
                                                    Dlatego odwołali się do ST.
                                                    Do znanych i sprawdzonych metod, a do tego dołożyli obraz, który porusza serca
                                                    ludzi: boga, który dla nich się poświęca.
                                                    Tani chwyt marketingowy, a jaki skuteczny od 2 tysięcy lat...
                                                    Ludzie, którzy rozczulają się nad śmiercią Jezusa chcieliby się bogiem
                                                    zaopiekować ;).
                                                    Czyż to nie paradoks?
                                                    Wiesz, w którym momencie człowiek czuje się matką czy ojcem własnych rodziców?
                                                    Gdy trzeba się nimi opiekować.
                                                    Wtedy nie czuje się do nich nic oprócz miłości.
                                                    I to wykorzystali twórcy NT...
                                                    Wszystko, co jest w relacjach rodzinnych zostało przeniesione do religii i
                                                    dlatego trudniej z tym walczyć niż myślisz.
                                        • bez_seller Re: odp.dla bez_seller - c.d. 16.06.10, 13:26
                                          Mnie krzywdy nie zrobiles, to niemozliwe, ale nie mozesz pomagac
                                          ludziom, bo nie masz empatii, nie identyfikujesz z innymi, nie
                                          mowiac juz o poczuciu jednosci. Jestes bardzo skupiony na sobie.
                          • bez_seller Re: odp.dla bez_seller 14.06.10, 17:16
                            wayout napisał:

                            > Wyjaśnię co mam na myśli. Co to jest ego? Jest to myśl o tym, że,
                            > można być oddzielnym, niezależnym i autonomicznym. Realizacja tych
                            > idei jest możliwa tylko poprzez widzenie nierówności, poprzez
                            > ocenianie, poprzez porównywanie, poprzez widzenie różnic. Widzenie
                            > różnic uniemożliwia dostrzeżenie całkowitej równości wszystkich.
                            To
                            > z kolei sprawia, że nie można dostrzec, że wszyscy są identycznymi
                            > jakościowo bytami.

                            To mi pachnie jakims "Sekretem" czy inna niuejdzowska literatura.
                            Gdyby nie ego nie posiadalbys np. intelektu, nie moglbys byc tworczy
                            czy nawet bladzacy. To wlasnie Twoje sliczne ego pozwala dojsc Ci do
                            wniosku, ze wcale go nie potrzebujesz. Oczywiscie jest to zludny
                            wniosek. Sama juz chec pozbycia sie ego jest wlasnie jego (ego)
                            pomyslem, dzieki czemu bedzie moglo swobodnie zwrastac i umacniac
                            swoja pozycje, co moze prowadzic do przerostu ego i wtedy robi sie
                            nieciekawe. Ego we wlasciwych proporcjach czyni nas ludzmi, tym
                            roznimy sie od zwierzat, wlasnie posiadaniem ego - ja.


                            Te kategorie to zmienne
                            > kryteria według, których umysł lgnie do tego co uważa za dobre, i
                            > unika tego co uważa za złe. Wartościując sam stwarza to co widzi.
                            > Wartościowanie to interpretacja. Interpretując umysł „widzi”
                            > interpretacje, a nie rzeczywistość.

                            Musialbys zejsc jeszcze nizej i wydlubac sobie oczy, bo Twoj mozg i
                            umysl interpretuje kazdy obraz jaki padnie na siatkowke oka. Uczysz
                            sie tego od chwili narodzin.


                            Projektuję więc
                            > zewnętrzny świat, który postrzegam jako zewnętrzny. Następnie to
                            co
                            > widzę „na zewnątrz” oceniam i wartościuję. Widzę dobre i złe, widzę
                            >
                            > coś różnego. To utwierdza mnie w tym, że istnieje zewnętrzny,
                            różny
                            > ode mnie świat. Innymi słowy chcąc być niezależny i oddzielny
                            > projektuję świat, który utwierdza mnie w tym, że istnieje coś
                            > różnego, innego ode mnie, od czego mogę być niezależny


                            To jest proces poznawczy, ktory zaczyna sie w niemowlectwie. Jak
                            sobie wyobrazasz zatrzymanie tego procesu? Chcesz lamac prawa natury?
                            Piers matki jest dobra, wiec usmiech od ucha do ucha, mokra pielucha
                            jest zla, wiec wrzask na calego.


                            > To co robisz to błąd buddyjskiej dialektyki. Służy ona
                            > relatywizowaniu wszystkiego. To jest fundament nihilizmu. Pozwala
                            > Ci w każdej chwili zmienić punkt widzenia i zakwestionować
                            wszystko.
                            > Dlatego piszesz o cierpieniu i że nie można mu zaradzić, a
                            > równocześnie piszesz, że żadnego cierpienia nie ma.


                            Pisze, ze to co tu wymyslasz, to zwykle dyrdymaly, bo cierpienie
                            istnieje realnie bez wzgledu na interpretacje. Wyobraz sobie, ze
                            Twojego dzieciaka porywa szaleniec, gwalci i torturuje. Czy
                            oswiecenie pomoze Ci przyjac ten fakt ze spokojem, tlumaczac, ze to
                            czego doswiadczasz jest tylko projekcja umyslu, ze wystarczy zwrocic
                            sie ku "swiatlosci" i przestac oceniac co jest zlem, co dobrem, a
                            cale to nieszczescie zniknie jak poranna mgla. Gdyby tak sie stalo
                            bylbys rowny temu szalencowi.


                            > > A gdzie ja o pustej przestrzeni pozbawionej mysli pisze?
                            > >
                            > Gdy piszesz o stanie raczej niebycia. O tym, że przestaje się w
                            > pewien sposób istnieć. Oczywiście możesz teraz wejść w
                            dialektyczno-
                            > leksykalne spory, że stan raczej niebycia to nie jest pusta
                            > przestrzeń pozbawiona myśli, itd. Jeśli ma to służyć tylko Twoim
                            > zabawom w chowanego, to nie będę ich prowadził.

                            To Ty bawisz sie w dialektyczne interpretacje moich slow i
                            podpierasz sie buddyjska dialektyka.

                            Widziales kiedys wieskiego glupka. Jego usmiech i wruszanie ramion,
                            zadowolenie ze wszystkiego co wokol? Ale stan taki nie trwa dlugo,
                            bo przychodzi dzien, kiedy mowisz - no zaraz, chwileczke, ale co z
                            innymi? Przeciez ich nie oswiecilo; mecza sie, placza, gloduja,
                            cierpia. Myslisz nad sposobami ratowania nieszczesnikow, oswiecania,
                            nauczania i znajdujesz, ze wszystko juz bylo, i ze nic nie
                            przynioslo znaczacych zmian. Wtedy nie pozostaje nic innego, tylko
                            zyc tak, jakby nic sie stalo. Dlatego na pytanie ucznia - guru, jak
                            to jest po oswieceniu? Guru odpowiada - ano dokladnie tak samo, jak
                            przed.

                            > Błąd myślowy poprzez dopuszczenie możliwości realizacji idei bycia
                            > oddzielnym, niezależnym, itd., jest pierwotnym błędem, który
                            > powoduje projekcję i utratę świadomości rzeczywistości.

                            Pierwotnym bledem powiadasz, a przez kogo popelnionym?

                            Wiesz, czesto odczuwam brak drugiej pary rak. Mysle sobie wtedy, ze
                            ewolucja popelnila blad. Ale czy uda sie wrocic do momentu w ktorym
                            roztrzygala sie ewolucyjnie liczba rak i cos zmienic? Czy uwazasz,
                            ze swoim gadaniem na forum i tymi dyrdymalami zbawisz ludzkosc i
                            wyswobodzisz ich od cierpienia? Musiabys zmiane swiata zaczac od
                            poziomu komorki, a moze atomu.


                            I prosze, streszczaj sie troche.:)
              • ideefiks Re: Łaska boża 17.06.10, 08:34
                wayout napisał:
                > Rodzi się bowiem zrozumienie, że by pomóc sobie
                > całkowicie, by samemu wyzwolić się od cierpienia, konieczne jest
                > uwolnienie od niego wszystkich.

                Czyli inaczej, jeśli na Ziemi nie będzie cierpienia, to na Ziemi nie
                będzie cierpienia. Genialne w swojej prostocie. Długo dochodziłeś do
                tych wniosków? :)
    • jeepwdyzlu Re: Łaska boża 13.06.10, 09:38
      wyout bardzo ciekawa nam się wywiązała dyskusja...
      popełniasz jednak pewien błąd - wynikający zapewne z faktu nie
      odbycia zaawansowanego kursu fizyki i matematyki..
      Otóż nasz wspólczesna wiedza o świecie jest pewnym modelem. Lepszym
      niż posiadany przez ludzkość 100 lat temu, nieporównywalnie
      doskonalszym niż 2000 lat temu, ale tylko modelem.
      Dynamicznym, ciągle się rozwijającym i na tyle już dużym, że nie
      jest do ogarnięcia przez pojedyńczy umysł..
      Zauważ, że ułomność naszego poznania pozostaje bez wpływu na świat.
      To pięknie, że dziś dość dokładnie potrafimy opisać czym jest
      piorun. Ale 10 tysięcy lat temu - piorun był tym samym. Tylko nam,
      ludziom - wydawało się przez lata, że to oznaka gniewu Boga. Zły
      model, błąd w rozumowaniu - jasne. Ale nasze badania nad naturą
      piorunu zaspokajają tylko naszą ciekawość - nic więcej.. Świat
      pozostaje taki sam.
      I popatrz - zostańmy przy tym piorunie. Każdy fizyk powie Ci
      dzisiaj, że z tymi wyłądowaniami to nie jest takie proste... Bo
      teoria falowa, bo stany niesutalone w plaźmie, bo impuls
      magnetyczny, gwałtowna jonizacja.....
      Wyciągniesz wnioski, że nic nie wiemy o naturze wyładowania? Że mamy
      zły model? Że to być może projekcja naszego umysłu???
      Weżmy Twoj agument dotyczący "wpływu umysłu na rzeczywistość"

      Ale istnieją bardzo intrygujące doświadczenia, jak te, w
      których badanym podawano roztwór soli fizjologicznej czy coś
      podobnego, całkowicie neutralnego. Badanym mówiono, że są zarażani
      by przeprowadzić testy lekarstw, opisywano (tylko opisywano!) objawy
      choroby. I większa część badanych miała te objawy! Następnie
      podawano placebo, ale nie działało na wszystkich, ale na większość
      tak! Można to oczywiście różnie tłumaczyć, ale na końcu będzie to
      zrozumiane, że umysł steruje rzeczywistością.

      Nie..
      To dowód nie na wpływ umysłu na rzeczywistość (NIE BYLI chorzy),
      tylko ułomnośći naszego mózgu..Podatności na sugestię, która jest
      pochodną rozwoju mózgu - na jakmiś etapie rozwoju homo sapiens
      zapewne korzystną ewolucyjnie...
      Podziwiam Twój stan ducha, ale śmiem twierdzić, że mimo znajomości
      logiki (to jednak Matematyka) - wnioski wyciągasz adekwatne do stanu
      swojej emocjonalności..
      Najserdeczniej pozdrawiam
      jeep
      • wayout Re: Łaska boża 13.06.10, 16:43
        Wyjaśnię to inaczej. Piorun jest projekcją umysłu. Jeśli umysł
        uwierzy, że jest rzeczywisty, to dla umysłu będzie on rzeczywisty,
        choć nadal będzie projekcją. Wówczas umysł może zacząć wyjasniać
        istotę pioruna. I może robić to w nieskończoność, dokonując tysięcy
        wyjaśnień, opisując setki modeli, z których każdy będzie wydawał się
        na danym etapie prawidłowo opisywać zjawisko. Ale wciąż pozostanie
        nierozpoznana istota pioruna - iluzoryczny charakter projekcji. I
        tak jest ze wszystkim. Bo umysł zawsze doświadcza tego czego w
        istocie chce, choć dokonując projekcji wpada w całkowite
        pomieszanie, z ktorego w zasadzie nie jest w stanie wyjść
        samodzielnie. I tu może mieć wrażenie, że doświadcza to czego nie
        chce. Jeśli wierzysz w realność doświadczanego świata, to wszystko
        będziesz wyjaśniał z tej perspektywy i gdyby pojawili sie ludzie
        lewitujący, to nie zmienisz swojego myślenia, jeśli nie będziesz
        chciał, tylko rozwiniesz i "skomplikujesz" projekcję. "Odkryjesz"
        nowe prawa fizyki, itd., po to by projekcja mogła trwać dalej. To
        dzieje się cały czas. Przyjrzyj się dokładnie całej historii. Z
        pewnej perspektywy jest widoczne, że najpierw pojawiają się pewne
        idee, teorie, wiara, że są prawdziwe, a później następuje
        ucieleśniene się tych teorii. To nie jest wyraźne, ale jeśli
        przyjrzysz się dokładnie, to zobaczysz, że tak jest.

        Taka dyskusja może nie mieć końca. Dopóki nie dopuściśz chociaż
        cienia możliwości, że może być inaczej niż myślisz, nie pójdziesz
        inną drogą i nie zakosztujesz jej owoców. Dlatego moim celem jest
        skierowanie umysłów na rozważenie innych możliwości wyjasnienia czym
        jest świat, uczciwego zastanowienia się i spróbowania innej drogi,
        by mogły doświadczyć tej radości i wolności, ktorych echa już
        doświadczam, a które to echa przekraczają wspaniałością i
        cudownością wszystkie doswiadczenia, które oferuje nasz świat, gdy
        postrzegany jest jako rzeczywisty i obiektywny.

        Pozdrawiam ciepło :)
        • krytykantka07 już wiem, czemu upadły niektóre cywilizacje... 13.06.10, 22:05
          ...przez niekończące się dysputy.
          Jak się nie wymordowali w walce, to niczego nie mogli postanowić, bo każdy
          popisywał się własną elokwencją.
          Chyba coś takiego już mieliśmy w Polsce do tego poparte: " liberum veto ".
          Ech łezka w oku się kręci nad utraconą wolnością szlachecką, która Polskę do
          zguby doprowadziła...
          Nawet nie miałabym sił, aby czytać to co piszesz, bo popełniasz błąd w
          założeniach nie rozumiejąc nauki Jezusa.
          Tylko miłość taka o której mówił Jezus jest w stanie pokonać zło tego świata...
          Ale przez przypadek udało Ci się na coś wpaść.
          Na to, co ja piszę od dawna, ale nie uczę na sposób taki jak Ty czyli " spójrz
          jaki ja jestem mądry ".
          Mnie przekonuje sposób: " spójrz jakie to proste " .
          Tak nauczał Jezus.
          Religia wzięła się z relacji rodzinnych, a nie odwrotnie więc błędy i wypaczenia
          zawarte w tych relacjach posiada.
          I chodzi właśnie o pojęcie miłości...

          wayout napisał:

          > Dopóki nie dopuściśz chociaż > cienia możliwości, że może być inaczej niż
          myślisz, nie pójdziesz > inną drogą i nie zakosztujesz jej owoców.

          Dokładnie tak, ale ateiści boją się dopuścić do siebie myśl, że trzeba iść inną
          drogą.
          Więc z wierzącymi kręcą się w kółko ;).
          A wierzący jak to wierzący.
          A to wynajdą jakiegoś błogosławionego, a to wymyślą jakiś dogmat, a to ich głowa
          przeprosi świat za błędy Kościoła.
          I tak to się ciągnie bez końca...
          Do tego mogą liczyć na jakieś kataklizmy i już jest powód, aby upierać się przy
          gniewie Boga i trwaniu w wierze...

          > Dlatego moim celem jest > skierowanie umysłów na rozważenie innych możliwości
          wyjasnienia czym > jest świat, uczciwego zastanowienia się i spróbowania innej
          drogi,

          Tak, w to można sie bawić bez końca...
          Rozważać wyjaśniać znów rozważać i wyjaśniać itd.
          A moim celem dodatkowo jest wskazanie tej drogi.
          Bo na gawędziarstwo to mi szkoda czasu.
          Ja preferuję działanie i obserwowanie ruchu przeciwnika oraz dopasowywanie do
          tego strategii.
          Dlatego uważam, że ateiści powinni Kościół sprowokować przez ogłoszenie Jezusa
          idolem ateistów i królem Polski.
          A tak na marginesie...
          Jezus wyjaśnił kim jest Bóg i że nikogo nie karze.
          Ty jak widzę masz wątpliwości co do tego, dlatego chcesz, aby umysł ludzki
          oswoił się z cierpieniem.
          No to dlaczego leczy się chorych na depresję i ratuje samobójców?
          Ich umysł już jest wolny od cierpienia i wszystko im jedno...
          • wayout Re: już wiem, czemu upadły niektóre cywilizacje.. 14.06.10, 01:50


            Albo naprawdę nie rozumiesz tego co piszę (co nie byłoby aż tak
            dziwne, skoro tego w sumie nie czytasz, ale jak mozesz odpowiedzieć
            na to czego nie przeczytałaś?), albo dokładnie rozumiesz i jedziesz,
            cały czas zresztą, po bandzie. W pierwszym przypadku - przeczytaj
            dokładnie co piszę. W drugim przypadku - rozumiem jak się bawisz,
            pytam się tylko z ciekawości - nie znudziło Ci się?
            • krytykantka07 Re: już wiem, czemu upadły niektóre cywilizacje.. 14.06.10, 08:08
              wayout napisał:

              > Albo naprawdę nie rozumiesz tego co piszę (co nie byłoby aż tak
              > dziwne, skoro tego w sumie nie czytasz, ale jak mozesz odpowiedzieć > na to
              czego nie przeczytałaś?),

              Przeczytałam pobieżnie, a sens rozumiem.
              Tak samo w książkach nie czytam opisów nie wnoszących nic do sprawy.
              Pomijam je, a wiem o co chodzi.
              Intuicyjnie wiem ;).

              > albo dokładnie rozumiesz i jedziesz, > cały czas zresztą, po bandzie.

              Dokładnie rozumiem, co piszesz.
              Mądremu wystarczą dwa słowa, a głupiemu to i referatu mało jak powiedział kolega
              Anioł ;).
              Dlatego jak ktoś nawija za duzo zawsze mówię: " mów, a nie gadaj " bez wzgledu
              na to jak kwieciście i mądrze sie wypowiada.
              Nauczyłam się już, że mądre wypowiadanie się ma ukryć nieznajomość problemu,
              albo go totalnie zamotać i znaleźć problem zastępczy.
              Wszak tak została zmieniona nauka Jezusa.
              A tego, że faryzeusz był mądry i pięknie sie wysławiał tłumaczyć chyba nie muszę,
              Rozumiem też, że wychodzisz od fałszywych założeń, bo nie doceniasz postaci Jezusa.
              Porównujesz Go do Buddy.
              Co samo w sobie jest fałszem.

              > W pierwszym przypadku - przeczytaj > dokładnie co piszę.

              Nie każ mi czytać opisów przyrody w kryminale ;)
              Co to ma do rzeczy?

              > W drugim przypadku - rozumiem jak się bawisz, > pytam się tylko z ciekawości -
              nie znudziło Ci się?

              Czyli jak wg. Ciebie się bawię?
              Tłumacząc prosto, to co Ty zawile?
              Nie znudziło mi się tłumaczenie, że efektywność, to nie to samo co efektowność.
              Pierwszy przypadek prowadzi do celu.
              W drugim mamy do czynienia z popisem krasomówstwa, zamotaniem problemu, a cel
              coraz dalej ;).
              Napisz w paru zdaniach to co chcesz przekazać.
              Jeśli masz pomysł to zmieści się na kawałku papieru wielkości wizytówki.
              Jeśli się nie zmieści - to nie masz pomysłu...
              Zatem co wg. Ciebie ma zmienić ludzi.
              Miłość?
              Zgadza się, ale jak to zrobisz w Polsce bez udziału tego, kto z miłości do ludzi
              pozwolił się ukrzyżować?
              On tłumaczył czym jest miłość i w Polsce tę postać należy wykorzystać bo jest
              związana z Polską.
              W Polsce Budda nie jest aż tak ważny.
            • jeepwdyzlu Re: już wiem, czemu upadły niektóre cywilizacje.. 14.06.10, 11:22
              krytykantko przestań uczestniczyc w dyskusji która Cię przerasta..
              proszę...
              wayout!
              Twoje przemyslenia są spoójne..
              I wierzę Ci.
              Nawet w doświadczenia pozawerbalne których doświadczasz..
              Niemniej - odnoszę wrażenie, że Twoje wyjaśnienia - też są dość
              prostym modelem. Ciemność to ignorancja. Cierpienie - stan umysłu.
              Jestem pod wrażeniem Twoich poszukiwań, niemniej nie mogę się pozbyć
              wrazenia, ze świat jest nieskończenie bardziej skomplikowany..
              Że ciemność i światło - to tylko zgrubne hipotezy wyprodukowane
              przez zagubione umysły.. Że cierpienie - jako stan psychiczny - ma
              głęboki sens. Pozwala na interakcje z innymi przedtawicielami
              gatunku (cierpią nie tylko ludzie, równiez słonie, delfiny,
              wileoryby..), pozwala na komunikację..
              Miłość, nienawiść, wstyd - to stany chemiczne hipokampa - części
              mózgu odpowiadającej za relację z otoczeniem..
              Swiat zewnętrzny - czarne dziury, galaktyki, światło - dla nas
              ludzi - jest ciagle nieznanym..
              Podobnie jak świat mikro - relacje między atomami, kwarki czy
              pozytony..
              I świat mózgu - jego budowy, działania, chorób..
              Jesteśmy na początku poznania
              I bardzo dobrze..
              Dla mnie - to radość
              Podobnie jak codzienne doświadczenia
              :-)
              Pozdrawiam
              jeep
              • krytykantka07 a myśmy sobie tak miło gawędzili z wayout... 14.06.10, 21:22
                jeepwdyzlu napisał:

                > krytykantko przestań uczestniczyc w dyskusji która Cię przerasta..
                > proszę...

                Co też Ci przyszło do głowy, aby wcinać się w naszą rozmowę?
                Mało masz postów, na które ja nie odpowiedziałam?
                Czemu czytasz moje posty nieadresowane do Ciebie?
                I bez czytania wiesz o czym mówią.
                Ale dobrze zrobiłeś, bo postawiłeś wayout pod ścianą.
                Zmierzy się teraz z tym, co głosi.
                Albo Cię skarci, że się wciąłeś, bo możesz odpisywać na jego posty, które
                kieruje do Ciebie, albo uda, że nie widzi, co zrobiłeś i tym samym okaże się
                kłamcą, który nie wie co głosi.
                Nie chciałabym, aby musiał z tych działań coś wybrać.
                Ale gdyby chciał Cię skarcić to będę Cię bronić...
                Przypomina mi się scena jak Jezus skarcił ucznia, który odciął ucho słudze
                arcykapłana...
                " schowaj miecz do pochwy, bo kto mieczem wojuje od miecza ginie "
                Więc teraz wayout ma szansę poczuć się jak Jezus.
                Zrozumie wtedy, że źle ocenił Jezusa i nie będzie pisał o miłości, o której nic
                nie wie.
                Albo pokaże, że wie o czym pisze...
                Czekam zatem z niecierpliwością.
                I dziękuję Ci za pomoc...
              • wayout Re: już wiem, czemu upadły niektóre cywilizacje.. 15.06.10, 17:15
                jeepwdyzlu napisał:
                > Twoje przemyslenia są spoójne..
                Bardzo niewiele osób widzi tę spójność, choć jak wskazywałem system
                myślowy, o którym piszę nie jest mojego autorstwa, nie wymyśliłem
                go. Przez lata badałem wszelkie możliwe idee. Nie znalazłem innych
                spójnych systemów. Ponieważ to wszystko w co wierzę jest
                potwierdzane całą gamą doświadczeń, o bardzo różnym charakterze, nie
                widzę powodów, dla których miałbym odrzucać to o czym piszę. Dla
                wielu nie jest to jasne, czy zrozumiałe, ale wszystko co robi każdy
                człowiek, jak żyje, jakich dokonuje wyborów, wynika z idei, które są
                motorem wszelkich działań, czynów, słów. Niespójne, wewnętrznie
                sprzeczne idee, owocują niespójnym, wewnętrznie sprzecznym życiem.
                Objawia się to na miriady nieprzyjemnych sposobów w życiu jednostek
                i społeczeństw. Natomiast na forum widać to na poziomie wypowiedzi.
                Oczywiście bardzo słychać to też poza forum. Gdy słucha się ogromnej
                większości osób, to jest bardzo wyraźne, że niemal nieustannie
                formułują wewnętrznie sprzeczne wypowiedzi, czego w dodatku nie są
                świadomi. Jest to koszmar komunikacyjny, odzwierciedlający stan
                większości umysłów. Skoro zauważyłeś spójność tego o czym piszę, to
                myślę, że wiesz o co mi chodzi. To jest kolejny ogromny temat.
                Cierpienie, które widzimy jest także, czy przede wszystkim,
                odzwierciedleniem wewnętrznej sprzeczności, rozszczepienia umysłu. I
                odpryskiem tego jest to, co jak myślę dobrze widzisz, jak trudno
                jest komunikować się w pełny sposób z innymi, jak ta komunikacja
                jest zakłócana przez wewnętrzne sprzeczności wypowiedzi, czego echem
                jest często ich nieżyczliwość, emocjonalne atakowanie zamiast
                rzeczywistej wymiany argumentów, opinii, zdań. Jest to logiczne.
                Każda wewnętrzna sprzeczność rodzi napięcie. Dotyczy to i świata
                fizycznego, i emocjonalnego, i duchowego. I dopóki sprzeczność nie
                zostanie rozpoznana, to napięcie objawia się na różnych poziomach w
                różny sposób – od słownych ataków, werbalnej nieżyczliwości, poprzez
                konflikty w rodzinach, społeczeństwie, w świecie. Jeśli będziesz
                kontynuował rozmowę ze mną, to myślę, że dostrzeżesz, jak spójność,
                do której się odnosisz jest pełna, przez co system myślowy, o którym
                piszę, wyjaśnia wszystko.

                > Niemniej - odnoszę wrażenie, że Twoje wyjaśnienia - też są dość
                > prostym modelem. Ciemność to ignorancja. Cierpienie - stan umysłu.
                > Jestem pod wrażeniem Twoich poszukiwań, niemniej nie mogę się
                pozbyć
                > wrazenia, ze świat jest nieskończenie bardziej skomplikowany..
                > Że ciemność i światło - to tylko zgrubne hipotezy wyprodukowane
                > przez zagubione umysły..
                To jest prosty model. Dlaczego uważasz, że powinien być
                skomplikowany? Czy w fizyce od zunifikowanej teorii wszystkiego nie
                oczekuje się pięknej, genialne prostoty? Świat wydaje się tylko
                skomplikowany. Weź pierwsze lepsze prawo fizyki. Prawo grawitacji.
                Może przejawiać się na miriady sposobów, ale zapisuje się je –
                zwłaszcza w kontekście niemal nieskończonej liczby form, w których
                przejawia się grawitacja – niezwykle prosto, prawo to jest proste,
                jest generalizacją, która obejmuje całą klasę zjawisk. Gdybyśmy
                rozmawiali o tym w czasie wstecz 500 lat, i zasugerowałbym, że
                jabłko spada, bo jest prawo grawitacji, które ma ogólne
                zastosowanie, mógłbyś zaprotestować i powiedzieć, ależ nie, świat
                jest bardziej skomplikowany, woda po liściu inaczej spada, inaczej
                spada liść, inaczej rozsypuje się mąka. Wiesz o co mi chodzi.
                Światło rozszczepia się w pryzmacie. Przed pryzmatem, czyste
                światło, to czysty umysł, pryzmat to interpretacje, osądy, za
                pryzmatem, to umysł percypujący świat swoich interpretacji. Za
                pryzmatem można mierzyć pewnie w nieskończoność rozszczepienia
                światła, ale cale zjawisko rozszczepienia da się opisać relatywnie
                prosto.

                Że cierpienie - jako stan psychiczny - ma
                > głęboki sens. Pozwala na interakcje z innymi przedtawicielami
                > gatunku (cierpią nie tylko ludzie, równiez słonie, delfiny,
                > wileoryby..), pozwala na komunikację..

                Nie rozumiem dlaczego cierpienie pozwala na komunikację. Podam
                prosty przykład, taki, jak to się mówi z życia, a więc na pozór
                nienaukowy. Gdy ludzi są smutni, w depresji, to często właśnie ten
                stan prowadzi do ograniczenia kontaktów społecznych, relacji z
                innymi, do zaprzestania komunikacji. Gdy ludzie są radośni,
                zadowoleni, nie cierpią, komunikują się dużo chętniej. Jestem
                przekonany, że istnieją badania, które potwierdzają te tezy. Gdybyś
                mógł bardziej rozwinąć tę część, bo nie rozumiem….

                > Miłość, nienawiść, wstyd - to stany chemiczne hipokampa - części
                > mózgu odpowiadającej za relację z otoczeniem..
                Tu nie zgadzam się z założenia, z logiki tego w co wierzę i co wiem,
                ale też z praktyki. W prosty sposób – moim postanowieniem decyduję
                czy kocham czy nie. Mogę postanowić nie kochać i nie będę odczuwał
                miłości, nie będę miał pozytywnego obrazu danej osoby, będę
                obojętny, itp., albo mogę postanowić kochać i będę kochał i miał
                bardzo dobry obraz tej osoby, będę ją kochał. Tak kształtuję coraz
                lepsze relacje z coraz większą liczbą osób. Uczę się kochać ludzi. I
                to działa. Moja wola decyduje o tym wyborze. Świat nie rozumie
                miłości, bo powstał z jej zaprzeczenia. Dlatego w świecie
                rozpowszechnione są takie mity, jak te, że miłość przychodzi i
                odchodzi, niezależnie od woli człowieka, że miłość to przypadek, i
                niestety rozwinięciem tych mitów, jest uznanie, że miłość zależy od
                stanów chemii mózgu. Konsekwencją tego jest także uznawanie
                nienawiści i niechęci do innych za naturalne, wrodzone emocje.
                Pomijam to, że z założenia nie zgodzę się nigdy z takim podejściem z
                oczywistych powodów. Jeśli konsekwentnie stosujesz ten model, to
                chemia mózgu towarzyszy wszelkiej aktywności człowieka. Jeśli to ona
                odpowiada za te działania, to znaczy, że nie ma żadnej woli, że o
                niczym, literalnie o niczym nie decydujemy. Doświadczenie chyba
                każdego człowiek zaprzecza tej tezie.

                Pozdrawiam serdecznie :)
                • apersona Wayout sam w sobie 17.06.10, 15:51

                  Posty Wayout przypominają mi, że

                  "kto wie nie mówi, kto mówi nie wie"

                  jak pisze pewna starożytna księga
                  • bez_seller Re: Wayout sam w sobie 18.06.10, 16:10
                    apersona napisała:

                    >
                    > Posty Wayout przypominają mi, że
                    >
                    > "kto wie nie mówi, kto mówi nie wie"
                    >
                    > jak pisze pewna starożytna księga

                    Czyli co? Wiem ale nie powiem?
                    • apersona Re: Wayout sam w sobie 18.06.10, 23:37
                      bez_seller napisała:

                      > apersona napisała:
                      > > "kto wie nie mówi, kto mówi nie wie"
                      >
                      > Czyli co? Wiem ale nie powiem?

                      Nie,moim zdaniem to znaczy tyle, że kto ma pewne pojęcie o naturze tao, zdaje
                      sobie sprawę że tego nie da się przekazać słowami komuś, kto sam nie doświadczył

                      Problem cierpienia w świecie to podobny kaliber jak istota tao
                      • wayout Re: Wayout sam w sobie 19.06.10, 21:40
                        apersona napisała:


                        > Nie,moim zdaniem to znaczy tyle, że kto ma pewne pojęcie o naturze
                        tao, zdaje
                        > sobie sprawę że tego nie da się przekazać słowami komuś, kto sam
                        nie doświadczy
                        > ł
                        >
                        > Problem cierpienia w świecie to podobny kaliber jak istota tao


                        Precyzyjnie to ujęłaś :) Tyle,że "mistrzowie" doświadczający tao
                        używali słów, by wskazać ludzom drogę, która doporowadzi ich do
                        doświadczenia tao. Gdyby tak nie było nie znałabyś nawet słowa tao.
                        A nawet gdybyś miała to doświadczenie i zrozumienie (może je masz,
                        masz je, miałaś je, będziesz je mieć :)), a nie znałabyś słów
                        dawnych mistrzów tao, bo nic by nie powiedzieli, to chcąc pomóc
                        innym użyłabyś jakiegoś innego terminu, osadzonego w Twoim "
                        kręgu historyczno-kulturowyym". Wszyscy ci, którzy doszli do tego
                        miejsca, nie popełnili błedu osiągnięcia "tylko dla siebie", używali
                        słów by pomóc innym. Choć jest jeszcze inna droga. Hello & see You
                        in tao :)
        • focus35 Re: Łaska boża 19.06.10, 14:09
          mam parę pytań

          wayout napisał:

          > Wyjaśnię to inaczej. Piorun jest projekcją umysłu. Jeśli umysł
          > uwierzy, że jest rzeczywisty, to dla umysłu będzie on rzeczywisty,
          > choć nadal będzie projekcją. Wówczas umysł może zacząć wyjasniać
          > istotę pioruna. I może robić to w nieskończoność, dokonując
          tysięcy
          > wyjaśnień, opisując setki modeli, z których każdy będzie wydawał
          się
          > na danym etapie prawidłowo opisywać zjawisko. Ale wciąż pozostanie
          > nierozpoznana istota pioruna - iluzoryczny charakter projekcji. I
          > tak jest ze wszystkim. Bo umysł zawsze doświadcza tego czego w
          > istocie chce, choć dokonując projekcji wpada w całkowite
          > pomieszanie, z ktorego w zasadzie nie jest w stanie wyjść
          > samodzielnie.
          >

          Trochę nie rozumiem, a może zupełnie nie rozumiem:) - ale pytam
          czemu chcesz wyjaśniać inaczej coś co przedpiśca świetnie opisał -
          piorun jest - doświadczają go różne istoty, niezależnie od tego czy
          mają umysły czy nie, zatem nazwanie pioruna projekcją umysłu jest
          jakaś wariacją na temat solipsyzmu - ale przyjmijmy, że tak jest
          dlatego pytam czyją zatem projekcją jest piorun? Boga,
          Bogini,Miłości, Światła, Ciemności czy jeszcze kogo, czego innego,
          Umysłu, który stworzył wszystko, tyle że ogromnie niedoskonałe, bo
          bez projekcji i iluzji ani rusz?
          nie rozumiem też jak można pisać, szczególnie w kontekście
          cierpienia jako tematu przewijającego się w całej tej dyskusji, jak
          można pisać bez zająknienia takie zdania jak to" umysł zawsze
          doświadcza tego, czego chce" .... czyj umysł i skąd to wiesz?

          > Taka dyskusja może nie mieć końca. Dopóki nie dopuściśz chociaż
          > cienia możliwości, że może być inaczej niż myślisz, nie pójdziesz
          > inną drogą i nie zakosztujesz jej owoców. Dlatego moim celem jest
          > skierowanie umysłów na rozważenie innych możliwości wyjasnienia
          czym
          > jest świat, uczciwego zastanowienia się i spróbowania innej drogi,
          > by mogły doświadczyć tej radości i wolności, ktorych echa już
          > doświadczam, a które to echa przekraczają wspaniałością i
          > cudownością wszystkie doswiadczenia, które oferuje nasz świat, gdy
          > postrzegany jest jako rzeczywisty i obiektywny.
          >
          właśnie - przecież właśnie to ujął wcześniej jeep
          - wyjasnił, że naukowcy są świadomi (i tym się odróżniają od guru
          wszelkiej maści albo oświeconych czy nawiedzonych) zmienności i
          niepełności ludzkiego poznania, nie wyłączając siebie z owego
          zbioru;) - o innym poznaniu niż ludzkie średnio możemy mówić
          zresztą...

          "Otóż nasz wspólczesna wiedza o świecie jest pewnym modelem. (....)
          I popatrz - zostańmy przy tym piorunie. Każdy fizyk powie Ci
          dzisiaj, że z tymi wyłądowaniami to nie jest takie proste... Bo
          teoria falowa, bo stany niesutalone w plaźmie, bo impuls
          magnetyczny, gwałtowna jonizacja.....
          Wyciągniesz wnioski, że nic nie wiemy o naturze wyładowania? Że mamy
          zły model? Że to być może projekcja naszego umysłu???
          Weżmy Twoj agument dotyczący "wpływu umysłu na rzeczywistość"

          Ale istnieją bardzo intrygujące doświadczenia, jak te, w
          których badanym podawano roztwór soli fizjologicznej czy coś
          podobnego, całkowicie neutralnego. Badanym mówiono, że są zarażani
          by przeprowadzić testy lekarstw, opisywano (tylko opisywano!) objawy
          choroby. I większa część badanych miała te objawy! Następnie
          podawano placebo, ale nie działało na wszystkich, ale na większość
          tak! Można to oczywiście różnie tłumaczyć, ale na końcu będzie to
          zrozumiane, że umysł steruje rzeczywistością.

          Nie..
          To dowód nie na wpływ umysłu na rzeczywistość (NIE BYLI chorzy),
          tylko ułomnośći naszego mózgu..Podatności na sugestię, która jest
          pochodną rozwoju mózgu - na jakmiś etapie rozwoju homo sapiens
          zapewne korzystną ewolucyjnie...
          Podziwiam Twój stan ducha, ale śmiem twierdzić, że mimo znajomości
          logiki (to jednak Matematyka) - wnioski wyciągasz adekwatne do stanu
          swojej emocjonalności.. "

          tez uważam, że nie tyle umysł wpływa na rzeczywistość czy ją stwarza
          co jest niezwykle plastycznym w sensie dostosowawczym aparatem, w
          czym wydatnie pomagają mu emocje, które przecież nie są wcale jego
          przeciwieństwem ani nie są usadowione poza nim;) i co pozwala nam
          jakoś odnależć się i co więcej, czuć w miarę bezpiecznie w świecie.
          Oczywiście ów poznający czy też poprawniej może byłoby napisać,
          tworzący modele umysł jest ograniczony realnością, czyli tym, co
          jest niezależne od naszych interpretacji czy aktualnego stanu
          wiedzy - piorun istnieje i "działa"tak samo, niezależnie od tego czy
          uważamy go za karę rozłoszczonego pana niebios czy siły
          klimatyczne.... faktycznie cierpienie może być na granicy tak
          rozumianej realności ale uważam, że jednak do niej należy

          zastanawiam się czemu jeep podziwia stan ducha czy tez właściwiej
          chyba byłoby napisac umysłu wayout? mnie ów stan nie tyle zachwyca,
          co prowokuje do pytania czemu wayout jest w tym tak totalny
          (wielokrotnie pisze, że chce czuć szczęście i radość, jaką daje mu
          jego stan psychiczny i że jest ślepy na wszelkie argumeny, opinie, w
          jego słowniku iluzje czy ślepe uliczki, bo na niczym innym mu nie
          zależy, no może poza jednym - zależy mu na szerzeniu swego stanu
          umysłu czyli chciałby, żeby inni podzielali jego emocje czy
          odczucia - to jest o wiele ciekawsze zagadnienie...;) czyli skąd w
          niektórych ludziach bierze się potrzeba rzutowania swoich emocji czy
          doświadczeń na cały świat albo nawet widzenie w tym jakiejś drogi
          naprawy tegoż świata...
          rozumiem, że pewną wskazówką do odpwiedzi jest tu owe poczucie pełni
          i nierozdzielenia ... ale nadal nie rozumiem tego

          nie neguję wcale owych stanów, bardzo podobnych słów jak wczesniej
          wayout używałam kiedyś do opisu własnych, młodzieńczych stanów
          psychicznych i też była w nich owa totalność oraz omniwspaniałość
          odczuwania połączona z poczuciem oczywistej pewności tego stanu i
          jego niepodważalności, podstawowości, że tak się niezręcznie wyrażę -
          wiem, że mozna doświadczać owych stanów lub podobnych i że
          zdecydowanie nie są do opisania słowami, słowa są jakimś
          przybliżeniem, cieniem, jakąś tam juz koncepcją przecież...

          tylko co z tego wynika? i czy coś musi z możliwości przeżywania
          takich stanów wynikać? i czy to jest jakaś droga, że tak się wyraże,
          obiektywnie właściwa i prowadząca do naprawy świata? to już wydaje
          mi się bardzo niepewne i więcej mające wspólnego z chciejstwem czy
          jakąś nadinterpretacją - choć gdyby tak miałoby być to bardzo
          pięknie;) w końcu być w stanie miłosnej omnipotencji, połaczenia
          dobra z wiedzeniem/czuciem wszystkiego oraz byciem jednocześnie
          sobą, czyli świadomością opromieniającą wszystko wkoło bez poczucia
          odrębności i obcości
          to .... ............ ......... ......... ....... ......... ......
          ......................... no brak
          słów..... ....... ......... ........ ......... .............. .......
          ........ ........... ......................;))))

          na ile wiąże się to z pomocą w konkretnym cierpieniu konkretnych
          innych osób obok nas to zupełnie inna kwestia.... mówienie im, że
          cierpienie jest tylko doświadczeniem, ich złudzeniem a nie tym, co
          realne i naprawdę;) prawdziwe wydaje mi się po prostu dość.... mało
          humanitarne

          pozdrawiam wszystkich dyskutantów
          • wayout Re: Łaska boża 19.06.10, 23:49
            focus35 napisała:
            > mam parę pytań
            Dobrych, zwłaszcza jednego i może jesteś osobą, która wreszcie mnie
            skłoni bym się zamknął. Na razie odpowiem (cóż za spójność i
            konsekwencja, wow), starając się unikać abstrakcyjnych rozważań.
            > piorun jest - doświadczają go różne istoty, niezależnie od tego
            czy
            > mają umysły czy nie
            Znasz tylko swoje doświadczenie, tylko poprzez swój umysł
            percepujesz, nie możesz nic powiedzieć o tym jak doświadczają czegoś
            inne istoty. Nawet, gdy zjednoczysz się z nimi, to wciąż będziesz
            percepować poprzez umysł. Nie znasz innego doświadczenia, niż
            doświadczenie swojego umysłu.
            > jakaś wariacją na temat solipsyzmu
            Kiedyś miałem opory by wejść na drogę, bo też wydawało mi się to
            solipsystycznym szaleństwem. Alle tak nie jest. Wyobraź sobie
            indywidualny umysł jako kroplę wody, chwilowo oddzieloną od oceanu,
            np. kropla oddzielona od fali. Gdy kropla wraca do oceanu, nie ma
            stanu oddzielenia. Co jest istotne i czego nie da się dobrze
            opowiedzieć przez żaden przykład: gdy umysł kropla wraca do oceanu,
            to zyskuje świadomość całego oceanu, nie jest tylko kroplą w
            oceanie, umysł staje się całym oceanem, świadomym wszystkich kropel,
            które są nim i taką świadomość ma każda kropla oceanu. W istocie
            ocean jest jeden, choć składa się z nieskończonej liczby kropel.
            Umysł jest jeden, to jest nasz wspólny umysł. Dlatego z tej
            perspektywy, krzyki kropel o ich odrębności, niezależności, walka o
            indywidualny interes, mogą być widziane tylko jako szaleństwo. Jest
            to szalone szaleństwo, gdyż to świadomości oceanu zredukowała się
            do kropli, by toczyć boje sama ze sobą.
            > dlatego pytam czyją zatem projekcją jest piorun?
            Ty doświadczasz, a więc Twojego umysłu.
            > Umysłu, który stworzył wszystko, tyle że ogromnie niedoskonałe, bo
            > bez projekcji i iluzji ani rusz?
            Nie. Umysł poznaje siebie, gdy nie dokonuje projekcji. Projekcja
            jest, nazwijmy to umownie, rodzajem błędu. Bez projekcji umysł jest
            sobą. A na pewno jest szczęśliwszy jeśli jest świadom projekcji.
            Poprzez projekcję utożsamia się z tym czym nie jest. Wyobraź sobie,
            że jesteś w XXIII wieku, wchodzisz do zaawansowanej,
            wielowymiarowej , niemożliwej do odróżnienia od rzeczywistości gry,
            która toczy się np. w odległej przeszłości, albo w innej galaktyce.
            W grze odgrywasz pewną rolę. Utożsamiasz się z nią. Załóżmy, że w
            grze spędzasz rok czasu lokalnego, a w grze mija 10 lat. W grze w
            pewnym momencie zapominasz o swojej „ojczystej” rzeczywistości.
            Wracasz do stanu bycia sobą, dopiero po wyjściu z gry. To oczywiście
            tylko przykład, zobrazowanie relacji pomiędzy projekcją a umysłem.
            > nie rozumiem też jak można pisać, szczególnie w kontekście
            > cierpienia jako tematu przewijającego się w całej tej dyskusji,
            jak
            > można pisać bez zająknienia takie zdania jak to" umysł zawsze
            > doświadcza tego, czego chce" .... czyj umysł i skąd to wiesz?
            Wybacz, że będę ciągnął analogię z grą, wydaje mi się ona trochę
            przybliżać to o czym piszę. Tak jak wiele osób gra w gry w
            zabijanie. Doświadczają wojny, w niedoskonały, niepełny sposób, ale
            jednak, bo chcą. Mechanizm projekcji jest oczywiście bardziej
            skomplikowany. W zasadzie przyczyną projekcji jest poczucie winy,
            które umysł „eksportuje” na zewnątrz, tworząc iluzję „zewnętrznego”
            świata. Jeśli chcesz, to wytłumaczę kwestię winy szerzej. Mogę tylko
            wskazać, że poczucie winy jest bezprzyczynowe, jest w istocie
            rodzajem choroby umysłowej, bo umysł nie ma żadnego powodu do
            odczuwania winy. Zawsze u początku wszystkiego co umysł doświadcza
            jest jego intencja. Umysł może jednak zawsze podjąć decyzję o
            zaprzestaniu projekcji.
            > - wyjasnił, że naukowcy są świadomi (i tym się odróżniają od guru
            > wszelkiej maści albo oświeconych czy nawiedzonych) zmienności i
            > niepełności ludzkiego poznania, nie wyłączając siebie z owego
            > zbioru;) - o innym poznaniu niż ludzkie średnio możemy mówić
            > zresztą...
            Nie wiem czy rozumiem o co Ci chodzi :( Naukowcy kierują się
            założeniem niepoznawalności świata i dlatego nie mogą go poznać : )
            > Wyciągniesz wnioski, że nic nie wiemy o naturze wyładowania? Że
            mamy
            > zły model? Że to być może projekcja naszego umysłu???
            Można widzieć to tak. Podróżujący w czasie, do przeszłości, np. do
            XVIII wieku gubią metalowy przyrząd do nawigacji w czasie. Znajdują
            go „tubylcy”. Badają jego właściwości. Odkrywają, że jest z metalu.
            Opisują jego geometrię, która przypomina doskonały np. sztylet,
            cokolwiek. Ktoś im mówi, że nic nie wiedzą o tym co badają. A oni na
            to: uważasz, ze nie wiemy co to jest, to jest metalowe, ma takie i
            takie wymiary, taki i taki kształt i jest najprawdopodobniej bronią.
            Gdy przełożysz ten przykład, przez analogię, parę pięter wyżej, to
            taka sama jest sytuacja naukowców: dla nich tym znalezionym
            przedmiotem jest wszechświat. Można to ująć tak, nie jesteś w stanie
            nić powiedzieć z sensem o jakiekolwiek części jakiejkolwiek całości,
            dopóki nie rozumiesz sensu całości.
            > Weżmy Twoj agument dotyczący "wpływu umysłu na rzeczywistość"
            Słabowity przykład, zgadzam się, bo otwarty na interpretacje.
            > Oczywiście ów poznający czy też poprawniej może byłoby napisać,
            > tworzący modele umysł jest ograniczony realnością, czyli tym, co
            > jest niezależne od naszych interpretacji
            Znasz tylko swoje interpretacje, bo wszystkiego doświadczasz w
            umyśle.
            > umysłu czyli chciałby, żeby inni podzielali jego emocje czy
            > odczucia - to jest o wiele ciekawsze zagadnienie...;)
            Załóżmy, że jesteś radosna widzisz bardzo dobrze świat, a bliska
            osoba jest smutna, załóżmy, że martwi się rzeczami, o których wiesz,
            że nie są istotne. Czy byłoby dla Ciebie dziwne, niecodzienne, że
            chciałabyś dać tej osobie swoją radość i to byście odczuwali ją
            oboje, wyzwolić ją od smutku?

            mówienie im, że
            > cierpienie jest tylko doświadczeniem, ich złudzeniem a nie tym,
            co ,
            > realne i naprawdę;) prawdziwe wydaje mi się po prostu dość....
            mało
            > humanitarne
            To jest oś moich „wątpliwości”, która mają zresztą jeszcze inne
            aspekty i odcienie. Dlatego w końcu będzie to musiało odbyć się
            inaczej. Wydaje mi się jednak, że jeszcze droga słów jest przez
            chwilę potrzebna. Z różnych powodów. Ale może to racjonalizacje, bym
            sobie jeszcze pogadał, jeszcze – jak wytykają mi niektórzy i może
            słusznie– pomądrzył się. Wydaje mi się (o ile nie oszukuję się, a to
            tylko ego chce gadać), że chcę dzielić się tym co wiem, by inni
            odczuwali radość. Czasami wręcz odczuwam przymus dzielenia się.
            Chciałbym rozświetlić świat radością (rozumiem, ze może to być
            odebrane jako mania wielkości , albo coś podobnego, ale czy chęć
            widzenia radości i szczęścia w innych, we wszystkich, tym jest?, czy
            to naprawdę jest szaleństwem? Nie widzę tego tak). Troszeczkę, choć
            na niewielką skalę, póki co;) lepiej mi to idzie w realu; ) Tutaj
            mogę używać tylko słów. Gdy piszę angażuję się w to całkowicie.
            Naprawdę bardzo wierzę, że każdy kto chce może mnie zrozumieć, jeśli
            chce, może zobaczyć ideę radości dla wszystkich. Może dostrzec jak
            jest porywająca, etc. By być zrozumiałym staram się przedstawić
            całość tego co widzę, bo tylko całość może być zrozumiana. I wtedy
            dochodzę do tego nieszczęsnego punktu, że cierpienie każdy sobie
            projektuje. Może więc naprawdę powinienem zamilknąć. Albo dużo
            lepiej przedstawiać idee, omijając ten punkt. Ale gdy próbuję
            cokolwiek powiedzieć, nie odnosząc się do kwestii cierpienia, to i
            tak w wyniku rozmowy dochodzę do tego punktu. I nie dziwię się. Bo w
            świecie jest doświadczane cierpienie, dużo cierpienia. Gdy będę
            pisał tylko o miłości i radości, w końcu ktoś zawsze zapyta się,
            skąd mi się to wzięło, czy nie widzę cierpienia wokół, itp. Poza tym
            chodzi o wolność od cierpieniaR
            • wayout do focus35 c.d. 19.06.10, 23:57
              Pozdrawiam bardzo serdecznie :)
          • wayout Re: Łaska boża 20.06.10, 00:23
            focus35 napisała:

            w końcu być w stanie miłosnej omnipotencji, połaczenia
            > dobra z wiedzeniem/czuciem wszystkiego oraz byciem jednocześnie
            > sobą, czyli świadomością opromieniającą wszystko wkoło bez
            poczucia
            > odrębności i obcości
            >
            to .... ............ ......... ......... ....... ......... ......
            > ......................... no brak
            >
            słów..... ....... ......... ........ ......... .............. .......
            > ........ ........... ......................;))))
            >

            :))))))))))))))))))
            :))))))))))))))))))
            :))))))))))))))))))
    • tade-k53 Do zbawienia koniecznie potrzebna 15.06.10, 10:04
      Ponieważ żyjemy w czasach ostatecznych, ostrzegam ludzi przed
      fałszywymi nauczycielami. Kto nie boi się prawdy może skorzystać.
      tradycja-2007.blog.onet.pl/
      • krytykantka07 Re: Do zbawienia koniecznie potrzebna 15.06.10, 10:12
        tade-k53 napisał:

        Masz rację.
        Łaska Boża jest do zbawienia ( wszystkich bez wyjątku ) koniecznie potrzebna.
        Wszak ci, co mają łaskę Bożą są odpowiedzialni za tych, co jej nie dostąpili ;).
        Łaska Boża to altruizm.
        Chęć do czynienia ( bez dodatkowych wyjaśnień, bo lewa ręka ma nie wiedzieć o
        tym, co czyni prawa ) dobra...
        Posiadasz taką? ;).

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka