justynka.108
05.01.11, 10:27
Jestem buddystką. I z przykrością muszę stwierdzić, że u nas w kraju mniejszości religijne nie mają łatwego życia. Pomijam już fenomen Ojca Rydzyka, pomnik Chrystusa w Świebodzinie ( takie tam drobne 3mln zł), walkę o krzyż. Nie chcę wypowiadać się osobiście na temat demonicznych, "moherowych" staruszek, lub obrażać kogokolwiek - szanuję uczucia religijne innych osób. Ale dlaczego ta większość nie akceptuje uczuć, światopoglądu i dróg rozwoju innych ludzi? Mnie osobiście nie bardzo zależy na akceptacji bogobojnych katolików, ale są sytuacje, kiedy muszę np. tłumaczyć się z tego, że nie chodzę do kościoła, że nie poślę córki do komunii, że nie dzielę się opłatkiem podczas wigilii. Jak sądzicie, skąd bierze się nietolerancja katolików? Skąd całe to zacietrzewienie i gniew wobec innych przekonań, oraz w obronie ich własnych? Czy to tylko pokolenie staruszków jest wypełnione takimi sztywnymi poglądami, że nie ma w ich umysłach ani grama przestrzeni, którą można by wypełnić np. radością i współczuciem? Czy cały ten gniew i zacietrzewienie o których wspominałam umrze razem z nimi i staniemy się narodem bardziej przyjacielskim, otwartym, tolerancyjnym? Kurcze, nie życzę nikomu śmierci, ale skoro jest nieunikniona, to mam nadzieję, że "przyniesie ona pożytek wszystkim czującym istotom" - mówiąc językiem Buddy.