08.11.12, 19:41
Wy nie wiecie jak wygląda prawdziwa wiara w Boga,bo niby skąd macie wiedzieć,skoro nie wierzycie.Prawie wszyscy na tym Forum posiłkujecie się doniesieniami medialnymi typu ksiądz molestował,ukradł,zgwałcił.Biskup ma wypasioną furę,pięć kochanek,troje dzieci i na dodatek jest tłusty.Łykacie to i dawaj używać na Forum.Są też ateiści którzy znają Pismo Święte,ale posługują się fragmentami które Wam pasują nie przymierzając Świadkowie Jehowy.
Wiara w Boga to nie religia.Religię tworzyli ludzie,zawsze przy okazji chcący coś przy tym ugrać.
Jest na tym Forum wątek 10 przykazań do ateisty.Ja tytuł bym zmienił na 10 przykazań dla każdego człowieka.
Czy jest coś piękniejszego niż miłość do drugiego człowieka?
Będziesz miłował bliźniego swego jak siebie samego.Chyba,że sam siebie nie kochasz i tu tkwi Twój problem.
Obserwuj wątek
    • sclavus Re: Ateiści 08.11.12, 19:58
      Dlatego też, ateiści (m.in., ja ;)) udowadniają wam, ze nie macie nić wspólnego z chrześcijaństwem oprócz tego jednego faktu, ze katolicyzm zawłaszczył bazę (lepiej od innych), jaką było chrześcijaństwo... - to by było na tyle, w sprawie wiary i religii (nawiasem: nie ma wiary bez religii i kościoła... od kiedy chrześcijaństwo pozbawiono racji bytu)
      Inną rzeczą jest podstawa ateizmu, którą jest wykluczenie istninia bogów...
      Opieramy się na faktach naukowych, odkryciach archeologicznych i na kłamstwach trwających 2000 lat i staramy się wam to pokazać... trafiamy na ścianę, na twardy beton
      Czy nam zależy na tym, żeby wierzących przekonać i odłączyć od ich wiary...? - nie!!!
      Wystarczyłoby, gdyby przestali się panoszyć... gdyby zrozumieli, że nie ma bardziej prywatnej sprawy, bardziej intymnej sprawy... niż wiara właśnie!
      Czy to dużo?
      Mniej niż nic... :)
      • boja55 Re: Ateiści 08.11.12, 20:52
        sclavus napisał:

        > Dlatego też, ateiści (m.in., ja ;)) udowadniają wam, ze nie macie nić wspólnego
        > z chrześcijaństwem oprócz tego jednego faktu, ze katolicyzm zawłaszczył bazę (
        > lepiej od innych), jaką było chrześcijaństwo... - to by było na tyle, w sprawie
        > wiary i religii (nawiasem: nie ma wiary bez religii i kościoła... od kiedy chr
        > ześcijaństwo pozbawiono racji bytu)
        Od początku było dobro i zło.Wśród uczniów Jezusa był przecież Judasz.Wiesz dobrze,że z Bogiem na ustach wyruszały różne misje krzyżowe,nawet hitlerowcy mieli napis Bóg z nami. Człowiek dla własnych korzyści zrobi największe świństwo.Ale to jest człowiek,a nie Bóg.
        > Inną rzeczą jest podstawa ateizmu, którą jest wykluczenie istninia bogów...
        Ateista wyklucza istnienie bogów,czyli wierzy,że Boga nie ma.Zatem ateista też w coś wierzy.
        > Opieramy się na faktach naukowych, odkryciach archeologicznych i na kłamstwach
        > trwających 2000 lat i staramy się wam to pokazać... trafiamy na ścianę, na twar
        > dy beton
        > Czy nam zależy na tym, żeby wierzących przekonać i odłączyć od ich wiary
        > ...? - nie!!!
        Czytając Was wysnówam takie wnioski,że chcecie wierzących zachwiać w ich wierze.
        > Wystarczyłoby, gdyby przestali się panoszyć... gdyby zrozumieli, że nie ma bard
        > ziej prywatnej sprawy, bardziej intymnej sprawy... niż wiara właśnie!
        > Czy to dużo?
        > Mniej niż nic... :)
        Zgadzam się z Tobą,że wiara jest moja i nie muszę się z nią obnosić.Dla mnie nie ma znaczenia kto w co wierzy,czy nie wierzy.Czy wierzący się panoszą?Są takie przypadki,tak jak we fraszce"modli się pod figurą,a diabła ma za skórą"
        • pleschanka Re: Ateiści 09.11.12, 10:14
          > Ateista wyklucza istnienie bogów,czyli wierzy,że Boga nie ma.Zatem ateista też
          > w coś wierzy.

          Rany, znowu te same bzdety.

          A ty wierzysz w Zeusa Gromowładnego?
          Przypuszczam, że nie. Czyli wierzysz, że nie istnieje.

          W takim razie, która twoja wiara jest większa i bardziej szczera: ta, że twój Bóg istnieje, czy ta, że nie istnieje Zeus?
          Przypuszczam, że wiara w Boga dla człowieka wierzącego musi być większa i ważniejsza niż jakakolwiek inna wiara. Czyli bardziej wierzysz w istnienie swojego Boga niż w nieistnienie Zeusa. Czyli jednak dopuszczasz ułamek myśli, że Zeus istnieje. No pięknie! Co na to twój Bóg?
          • sclavus Re: Ateiści 09.11.12, 15:22
            Też zauważam, że wierzącym w bogów nie da się wtłumaczyć, że ateizm nie jest wiarą... :)
            Nawet takie proste: ateiści wykluczają możliwość istnienia jakiegokolwiek boga, oni przekuwają na swoje: wierzą, że boga nie ma - paranoja, kompletna paranoja... :O
          • grgkh Re: Ateiści 09.11.12, 16:09
            Bardzo zgrabnie to ujęłaś.
            Pozdrawiam
    • k_a_p_p_a Re: Ateiści 08.11.12, 20:06
      boja55 napisał:

      > Wy nie wiecie jak wygląda prawdziwa wiara w Boga,bo niby skąd macie wiedzieć,sk
      > oro nie wierzycie.

      Po raz kolejny pytam- wiara w boga, czyli w co?

      > posiłkujecie się doniesieniami me
      > dialnymi typu ksiądz molestował,ukradł,zgwałcił.Biskup ma wypasioną furę,pięć k
      > ochanek,troje dzieci i na dodatek jest tłusty.Łykacie to i dawaj używać na Foru
      > m.
      To odpowiedź na oczywiście bzdurną tezę, że moralność pochodzi z wiary czy religii.

      >Są też ateiści którzy znają Pismo Święte,ale posługują się fragmentami które
      > Wam pasują nie przymierzając Świadkowie Jehowy.

      A kto komu pozwolił jakieś fragmenty słowa ponoć bożego unieważnić czy pominąć, uznać za nieistotne?

      > Wiara w Boga to nie religia.

      no, dobra, wiara w co?

      > Czy jest coś piękniejszego niż miłość do drugiego człowieka?
      > Będziesz miłował bliźniego swego jak siebie samego.Chyba,że sam siebie nie koch
      > asz i tu tkwi Twój problem.

      Jest. Szacunek.
    • grgkh Re: Ateiści 08.11.12, 20:16
      boja55 napisał:

      > Wy nie wiecie jak wygląda prawdziwa wiara w Boga,bo niby skąd macie wiedzieć,sk
      > oro nie wierzycie.

      A jak wygląda?

      I drugie... Piszesz - prawdziwa wiara - co by sugerowało, że jakaś część wierzących nie wierzy prawdziwie. Czy prawdziwie wierzącym nie przeszkadza to, że mają w "swoich szeregach" takich fałszywców? Co wynika z tej hipokryzji? Czy prawdziwie wierzący powinni jakoś skłaniać wierzących letnio do prawdziwszej wiary? Jakimi środkami? Jak sprawdzić tę prawdziwość? I tak dalej...

      Rozpisz się o tym.

      > Prawie wszyscy na tym Forum posiłkujecie się doniesieniami me
      > dialnymi typu ksiądz molestował,ukradł,zgwałcił.Biskup ma wypasioną furę,pięć k
      > ochanek,troje dzieci i na dodatek jest tłusty.

      To normalna ludzka cecha. Ludzie pożądają sensacji. Popatrz na powieści, filmy, media. Zawsze w takich sytuacjach podświadomie chcemy sprawiedliwości, ukarania sprawcy i powstrzymania jego i jego naśladowców potencjalnych przed powtórkami tego, co nas mogłoby spotkać. Dziwi Cie to?

      Ale wqrwia łagodniejsze i uprzywilejowane traktowanie jednej grupy, kiedyś to byli aparatczyki z czasów PRL, nie do ruszenia, teraz takimi stali się bonzowie czarnej kasty. Dziwisz się temu? A Dziwisz się temu nie dziwi, bo dla niego to norma. Wqrwia, że tak zmanipulowali ludzi, że ci tej jawnej niesprawiedliwości nie dostrzegają. A przecież wciąż słyszymy, że przykazania, że droga do zbawienia, że autorytety... Że jak ktoś do sekty należy, to jest w porządku, bo namaszczony, a jak nie namaszczony to obszczać go można.

      Bo ateista to gnój i najgorsze zło. No to ja, jako ateista występuję tu przeciwko i będę przypominał o naturalnym porządku. Pozwolisz mi przypominać, czy masz jakies wątpliwości? czy wolno mi o przestępcy myśleć jak o przestępcy, czy jak ma koloratkę to mi zakazujesz?

      > Łykacie to i dawaj używać na Forum.

      Do koscioła nie wchodzę i tam nic nie wygaduję, a o religii mówić jest miejsce na forum o tej tematyce. To jest forum publiczne i każdy może się wypowiadać. Jakim prawem obrażacie tu grupowo ateistów? Bo "u siebie" wam wolno? Nie. To nie jest Twoje prywatne miejsce.

      > Są też ateiści którzy znają Pismo Święte,ale posługują się fragmentami które
      > Wam pasują nie przymierzając Świadkowie Jehowy.
      > Wiara w Boga to nie religia.Religię tworzyli ludzie,zawsze przy okazji chcący c
      > oś przy tym ugrać.

      Czy istnieje wiara w jakiegoś boga bez religii na jego temat?

      To, w co wierzysz, jest religią.

      Z jakimi terminami masz jeszcze problem?

      > Jest na tym Forum wątek 10 przykazań do ateisty.Ja tytuł bym zmienił na 10 przy
      > kazań dla każdego człowieka.

      To jest przenośnia. Przeczytaj treść.

      > Czy jest coś piękniejszego niż miłość do drugiego człowieka?
      > Będziesz miłował bliźniego swego jak siebie samego.
      > Chyba,że sam siebie nie kochasz i tu tkwi Twój problem.

      Powiedz to swoim bliźnim, wierzącym, którzy z taką nienawiścią atakują nas, przychodzących tu z dobrą nowiną. ;)
      • boja55 Re: Ateiści 08.11.12, 20:25
        Będziecie Mnie szukać i znajdziecie Mnie,albowiem będziecie Mnie szukać z całego serca.Ja zaś sprawię,że Mnie znajdziecie.
        Jeremiasz 29 13-14
        • boja55 Re: Ateiści 08.11.12, 20:27
          Zadaliście mi dużo pytań.Odpowiem,ale stopniowo(brak czasu)
          • nehsa Re: Ateiści 10.11.12, 20:56
            boja55 napisał:

            > Zadaliście mi dużo pytań.Odpowiem,ale stopniowo(brak czasu)

            ***Póki co, ani ty, ani twoi adwersarze, nie jesteście w stanie zrozumieć, że wykluczone jest jedynobóstwo. I ty, tak samo jak ateiści jesteście ludźmi wierzącymi.

            Wiara, to przekonanie człowieka sprzeczne z rzeczywistością.
            Zatem jest to stan, który cechuje się niewiedzą.

            Ty, będąc bałwochwalcą, czcisz swoich bożków, co skutkuje twoim upodleniem.
            Ateiści, wykluczając istnienie Istot Boskich, czczą samych siebie, z założenia są egocentrykami, ale przynajmniej ateizm nie upodla człowieka, chociaż unicestwia racjonalny cel i sens życia.
        • grgkh Re: Ateiści 08.11.12, 23:47
          boja55 napisał:

          > Będziecie Mnie szukać i znajdziecie Mnie,albowiem będziecie
          > Mnie szukać z całego serca.Ja zaś sprawię,że Mnie znajdziecie.
          > Jeremiasz 29 13-14

          Kto będzie? Ja? :)

          Nie będę. Co mi grozi, jeśli jestem dobrym człowiekiem, ale szukać nie będę? Co mówi o tym regulamin tej korporacji?
          • woynowski1 Re: Ateiści 10.11.12, 19:12
            Szukałem i szukałem z całej głębi mojego naiwnego ale mocno wierzącego 12, 13, 14,i 15 letniego serca i co i gó... nic, zero, nul.
            A potem przyszła wiedza, rozum i analiza znanych mi faktów. I jak do dziś, po wielu latach zdobywam coraz więcej dowodów na brak boga. Natomiast na wypaczoną i chorą hierarchię kościelną takich dowodów na co dzień jest zbyt wiele. I to nie tylko tych prasowych ale i tych z dnia codziennego. Ostatnio byłem świadkiem na kościelnej sprawie rozwodowej. Ależ to dopiero cyrk nad cyrki!
            • nehsa Re: Ateiści 10.11.12, 21:35
              woynowski1!
              Twoja ślepota nie wpływa na brak Istot Boskich, Których jest DWIE, Dwóch Bogów.
              A dowodami Ich istnienia, jest niematerialność procesu myślenia, niematerialność procesu porozumiewania się niematerialnym sensem, którego nosicielem jest każdy rodzaj energii materii, począwszy od fali akustycznej, i nosicielstwo przez człowieka powinności solidarności, czyli obowiązku.
              O tym, że te trzy stygmaty człowieczeństwa, są zależne od Stwórcy=Drugiego Boga, świadczy FAKT braku woli człowieka, brak dowodu zależności od człowieka słowa z ust.

              Zatem nie pierdziel wojnowski1. Chcesz poczytać wiecej skorzystaj z mojego darmolwego e-booka.
            • grgkh Re: Ateiści 11.11.12, 03:30
              Dawno nie byłem w cyrku i już nie pamiętam, co tam się działo... Może mógłbyć coś, ku wesołości czytelników i pokrzepieniu serc, zdradzić, zmieniając imiona występujących tam postaci w literki z kropką?
      • boja55 Re: Ateiści 08.11.12, 21:18
        Grgh wybacz,ale odpowiem krótko.Komputer dla mnie to można powiedzieć zabawka i słabo piszę na klawiaturze,a odpowiadając na Twoje posty powinienem pisać więcej
        Tu na Forum odszedłem od swojej dewizy nie KOP(nie komentuj,nie oceniaj,nie pouczaj)Widzę,że zaczynam komentować,oceniać,a ja tego nie lubię.Gdzie indziej jak piszę,to piszę zawsze o swoich doświadczeniach związanych z danym tematem,a tu zaczynam od tego odchodzić.
        Nie mnie oceniać innych teistów którzy tu piszą,ich osądzi Bóg,tak jak i mnie.Może nie piszę tak jak mówi głowa,ale piszę tak jak mówi mi serce.Widzę,że w mych postach już się "zagalopowałem" i jest mi z tego powodu wstyd.Wszystkich którzy poczuli się dotknięci tym co do tej pory napisałem serdecznie przepraszam i muszę się zastanowić nad racją bycia na tym Forum.
        • grgkh Re: Ateiści 09.11.12, 00:00
          Rzeczywiście, wszedłeś w stado kraczących wron. I musiałeś.

          Szanuję prywatność przekonań religijnych ludzi.

          Ale... w swoim otoczeniu wolę mieć takich, o których wiem, że myślą logicznie, bo jakoś tak mi się wydaje, że jest mniejsza szansa, że zechcą mi zrobić krzywdę. Myślący logicznie z reguły szukają i znajdują. Bezmyślni podlegają tresurze i w sytuacjach niejasnych - po prostu - nie wiedzą jak się zachować. Ta niepewność ogólnie rzutuje na ich stosunek do ludzi. Nie wszyscy wierzący są "kiepskiej jakości". W moim otoczeniu mam w zdecydowanej większości wierzących i wielu z nich to wspaniali ludzie, ale im są lepsi, tym bardziej traktują religię jako PRYWATNĄ. To jest reguła.

          Tragedią jest religia jako organizacja. Cały ten religijny cyrk (dla rożnych religii, nie wiedzieć dlaczego tak różnorodny) służy wyłącznie przywiązaniu do szefostwa i aparatczyków-urzędasów i władzy, władzy i jeszcze raz władzy.

          Ludzie, zacznijcie wierzyć w swoich bogów prywatnie. Wasz bóg i tak was doceni. :) Porzućcie narzucanie innym tego, co wam się wydaje wskutek obcowania z religią. To wasze tylko. Niczyje. Pozwólcie innym ludziom wierzyć w innych bogów, a niektórym z nich w żadnych. A świat stanie się lepszy.
          • marina0321 Re: Ateiści 09.11.12, 09:24
            grgkh napisał:


            > Szanuję prywatność przekonań religijnych ludzi.

            > Ale... w swoim otoczeniu wolę mieć takich, o których wiem, że myślą logicznie,
            > bo jakoś tak mi się wydaje, że jest mniejsza szansa, że zechcą mi zrobić krzywd
            > ę. Myślący logicznie z reguły szukają i znajdują. Bezmyślni podlegają tresurze
            > i w sytuacjach niejasnych - po prostu - nie wiedzą jak się zachować. Ta niepewn
            > ość ogólnie rzutuje na ich stosunek do ludzi. Nie wszyscy wierzący są "kiepskie
            > j jakości". W moim otoczeniu mam w zdecydowanej większości wierzących i wielu z
            > nich to wspaniali ludzie, ale im są lepsi, tym bardziej traktują religię jako
            > PRYWATNĄ. To jest reguła.
            >
            > Tragedią jest religia jako organizacja. Cały ten religijny cyrk (dla rożnych re
            > ligii, nie wiedzieć dlaczego tak różnorodny) służy wyłącznie przywiązaniu do sz
            > efostwa i aparatczyków-urzędasów i władzy, władzy i jeszcze raz władzy.
            >
            > Ludzie, zacznijcie wierzyć w swoich bogów prywatnie. Wasz bóg i tak was doceni.
            > :) Porzućcie narzucanie innym tego, co wam się wydaje wskutek obcowania z reli
            > gią. To wasze tylko. Niczyje. Pozwólcie innym ludziom wierzyć w innych bogów, a
            > niektórym z nich w żadnych. A świat stanie się lepszy.

            Czasami się z Tobą zgadzam; tak samo i tu.
            • grgkh Re: Ateiści 09.11.12, 16:14
              marina0321 napisał(a):

              > Czasami się z Tobą zgadzam; tak samo i tu.

              Ze mną się nie sposób nie zgodzić. :) Mam to na co dzień - zgadzam się ze sobą, bo nie zdarza mi się fałszu uznawać za prawdę i postępować wbrew swoim przekonaniom. Wierzący nazwaliby to pewnie stanem niegrzeszenia.

              Prawda i dochodzenie do niej dają wspaniałą satysfakcję.
              • 6burakow Re: Ateiści 10.11.12, 21:13
                grgkh napisał:

                > Ze mną się nie sposób nie zgodzić. :) Mam to na co dzień - zgadzam się ze sobą,
                > bo nie zdarza mi się fałszu uznawać za prawdę

                Mozna sie nie zgodzic bo czasem nie masz racji. Na przyklad jak piszesz o twoich znajomych ktorzy sa wierzacy i mysla logicznie. Nie ma takich ludzi. Wiara wyklucza logike. Nie mozna byc logicznym na "pol etatu". To tak jak z ciaza: nie mozna byc troche w ciazy i nie mozna byc troche logicznym.
                • grgkh Nocne rozważania ciecia na dyżurze :) 11.11.12, 03:25
                  6burakow napisał:

                  > grgkh napisał:
                  >
                  > > Ze mną się nie sposób nie zgodzić. :)
                  > > Mam to na co dzień - zgadzam się ze sobą,
                  > > bo nie zdarza mi się fałszu uznawać za prawdę
                  >
                  > Mozna sie nie zgodzic bo czasem nie masz racji.

                  Ale tym razem znów mam rację. :)

                  Może nie wczytałeś się dokładnie w treść. To jest gra słów. Pierwsze zdanie ma dwa możliwe znaczenia, ale drugie już precyzuje, o które z nich chodzi (właśnie o to nienasuwające się automatycznie) i w tej wersji wszystko się zgadza.

                  > Na przyklad jak piszesz o twoich znajomych
                  > ktorzy sa wierzacy i mysla logicznie.

                  Ale przecież oni nie myślą alogicznie ZAWSZE.

                  > Nie ma takich ludzi. Wiara wyklucza logike.

                  Tak. Jest to jedno z tych zdań, które sam tu chętnie nie raz przytaczałem.

                  > Nie mozna byc logicznym na "pol etatu".

                  I to też zgoda.

                  > To tak jak z ciaza: nie
                  > mozna byc troche w ciazy i nie można być trochę logicznym.

                  Tak jest, ale potoczny język polski często posługuje się formami wieloznacznymi. W rozmowie pomija się wtedy pewne elementy, które są oczywiste. Jeśli jest wątpliwość, czy coś dzieje się ZAWSZE, czy CZASAMI to słuchający powinien ją rozstrzygnąć w taki sposób, by cały kontekst był w miarę możliwości niesprzeczny. Pierwsze zdanie o niezgadzaniu się jest w pełni poprawne, gdy przyjmie się to, co wynika ze zdania drugiego, a więc węższy zakres tych, którzy rozpatrują zgadzanie się - tylko mnie samego. Sam ze sobą... A co do innych? Cóż, o nich w tym przypadku niekoniecznie muszę mówić.

                  I tak samo jest z moimi znajomymi wierzącymi. Przecież nie zawsze myślą alogicznie. A z kontekstu powinno wynikać, o który wariant mi chodzi.

                  I ogólnie o moim myleniu się... czy też prawdziwości moich tez. Gdy weźmie się pod uwagę podany przeze mnie warunek, że nie uznaję fałszu za prawdę (a jest tak przecież tylko wtedy, gdy to analizuję i dostrzegam, a nie na przykład podczas snu lub zajmowania się czymś innym) i w CZASIE TERAŹNIEJSZYM, to brak sprzeczności przenosi się na ogólną prawdziwość wszystkiego, co posiadam w swoich zasobach pamięciowych (podświadomych i świadomych). Jest to taki trochę truizm, ale nie ma zakazu, żeby nie wolno było sobie tak czasem powiedzieć.

                  Wypowiadającego powinno się traktować jak źródło informacji, z którego można uzyskać dodatkowe wyjaśnienie rozwiewające wszelkie wątpliwości.

                  Aha, ten CZAS TERAŹNIEJSZY... To jest bardzo ważne. Jest to kluczowy element dowodzenia nieistnień i sposobu traktowania świata realnego w naszej świadomości opisem (modelem).

                  W każdej chwili naszą świadomość wypełniają pewne dane na temat świata (obserwacje) oraz to, co na ich podstawie powstaje (obraz tworzony przez mózg automatycznie oraz jego uzupełnienie logiczne - reguły, pojęcia i obiekty abstrakcyjne itd). I w każdej chwili zmienia się stan tego opisu (lub teoretycznie może się zmienić, ale nie wolno nam zakładać, że się NIE zmieniła). Przynajmniej o kolejną myśl. Tak więc nigdy dwa kolejne opisy świata nie są TY SAMYM opisem, bo odnoszą się do nie tego samego źródła. Nie ma stałych, wciąż tych samych aksjomatów.

                  Inaczej jest w opisach systemów takich jak w matematyce lub logice. Tam aksjomaty są ustalone raz na zawsze, a my, analizując kolejne twierdzenia i sprawdzając, czy są one prawdziwe, poruszamy się wciąż w tym samym systemie. Tutaj czas nie odgrywa żadnej roli, bo inny moment rozważań na temat takiego systemu MUSI dać zawsze taki sam wynik.

                  A w przypadku świata to nie jest pewne. Stąd właśnie wynika to, że musimy wątpić w nasze dotychczasowe dokonania, być sceptykami i nigdy się nie zdarzy, żeby nam było wolno uznać teorię opisującą cały Wszechświat za tą jedyną najwłaściwszą i najprawdziwszą. Nawet gdyby taką była, to nam nie wolno. Bo przecież nie wiemy, co czai się na peryferiach Wszechświata i czy to coś nie podważy tego, co do tej pory sobie wykoncypowaliśmy na podstawie obserwacji nie całości czasoprzestrzeni lecz jej fragmentu. I, oczywiście, braku Absolutnie pewnej informacji o aksjomatach, z których wynika fizyka świata.

                  Czas teraźniejszy to jedna chwila i wykreowany przez nas obraz (model) świata dotyczył dokładnie jej, a w następnej chwili nie poprawimy tego samego, ale skonstruujemy nowy. I dlatego to, co istniało lub NIE istniało w takim efemerycznym modelu świata musi pozostać. Kiedyś Ziemia BYŁA PŁASKA, bo taki był nasz model świata. Kiedyś NIE ISTNIAŁY elektrony, a piorunami ciskał Zeus, a dziś jest na odwrót, co wcale przecież nie znaczy, że kiedyś nie odrzucimy modelu z elektronami zastępując je czymś innym.

                  I dlatego o istnieniu mówimy, że "coś istnieje" - domyślnie teraz. Gdy powiemy, że "coś istniało" (czas przeszły) pojawiają się dwie możliwości, które oznaczają co innego:
                  1) coś istniało w innym, przeszłym modelu świata (było tam wtedy istnieniem teraźniejszym)
                  albo
                  2) coś istniało W HISTORII teraźniejszego lub przeszłego modelu świata.

                  To pierwsze to np. wymieniona wcześniej płaska Ziemia (ona według naszej dzisiejszej wiedzy nie była płaska nigdy).
                  To drugie, to dinozaury (one istniały w przeszłości historycznej Wszechświata, choć w starszych jego modelach brak wiedzy nie pozwolił nam na umieszczenie ich istnienia).

                  Nie namotałem za bardzo? Daje się to zrozumieć?
                  • 6burakow Re: Nocne rozważania ciecia na dyżurze :) 11.11.12, 11:35
                    Mysle ze nie odpowiedziales na najciekawsza czesc mojego sugerowanego pytania. Mianowicie uznajesz swoich znajomych ktorzy maja urojenia religijne za "czesciowo logicznych" zamiast za nielogicznych. Czy ich wiara nie ksztaltuje zupelnie falszywej rzeczywistosci? czu mozna kogos takiego powazac?
                    • grgkh Re: Nocne rozważania ciecia na dyżurze :) 11.11.12, 18:02
                      Co do zasady masz rację i to napisałem. I sam piszę tak na tym forum od dawna.

                      Jeden myśli logicznie zawsze (stara się o to), drugiemu zdarza mu się "wyciagać alogiczne wnioski" :). Temu drugiemu NIE MOŻNA UFAĆ. Może się zdarzyć, że powie coś, ale zmuszałoby nas to do sprawdzenia, czy to jest prawdziwe.

                      Nie ma SYSTEMU częściowo logicznego. Jeden błąd dyskwalifikuje go całkowicie do czasu, aż ten błąd uda się usunąć, jeśli to możliwe...

                      A wiara, jako alogiczne założenie, alogiczny sposób wnioskowania, zniekształca rzeczywistość. Na ile? To zależy od tego, jak ktoś jest w wiarę zangażowany, czy ona stanowi dla niego zachowanie konformistyczne, czy podstawę tworzenia wizji rzeczywistości.

                      Poglądy mamy dla siebie, w swoim umyśle. Na zewnątrz widzimy ich skutek. Nie ma sensu dzielić ludzi na ostre kategorie - np. oddzielać tych, którym zdarzył się błąd w myśleniu od tych, którzy go musieli popełnić, bo taki był nakaz ich alogicznego dogmatu - i "nie tolerować" lub dyskryminować, prawda? Ale z tego wynika pewna zdolność do współistnienia. Logiczni będą usuwać ze swego myślenia i wypowiadania nonsensy, określając je jednoznacznie negatywnie. Ich świat prowadzi do prawdy. Ci drudzy mogą w różnym stopniu brnąć w bzdury i świat wokół siebie nim nasycają. Te dwa światy są antagonistyczne z założenia. Ale przecież musimy jakoś współistnieć.

                      Prawda jest prawdą o świecie. Tylko logiką można ją poznać. Prawda skalana staje się fałszem. Już prawdy nie ma, bo nie wiemy CO NIĄ JEST. Nie opisuje świata. Komu lub czemu może zależeć na fałszu? To oczywiste - tym, którzy chcą manipulować innymi, rządzić nimi, wykorzystywać ich.

                      Czy można kogoś takiego poważać? - pytasz. Czy chodzi Ci o samą ocenę osoby? Czy o manifestowanie tego w stosunku do niej lub w ogóle?

                      Ja często patrzę na wierzących jak na ofiary indoktrynacji lub sytuacji (miejsce i czas gdzie się znaleźli). Przeszkadza mi ich aktywność w strefie publicznej i promowanie braku logiki w myśleniu.
                      • 6burakow Re: Nocne rozważania ciecia na dyżurze :) 11.11.12, 18:57
                        grgkh napisał:

                        > Czy można kogoś takiego poważać? - pytasz. Czy chodzi Ci o samą ocenę osoby? Cz
                        > y o manifestowanie tego w stosunku do niej lub w ogóle?

                        I o jedno i o drugie. W sferze prywatnej i spolecznej.

                        Ja nie powazam nikogo z wierzacych. Wiara jest takim defektem w mysleniu ze zupelnie dyskwalifikuje wierzacego. Oczywiscie widze to ze niektorzy sa bardo sprawni intelektualnie i moga byc dobrzy zawodowo. Ale i takim nie ufam i nie utrzymuje stosunkow towarzyskich.
                        • grgkh Re: Nocne rozważania ciecia na dyżurze :) 12.11.12, 04:23
                          6burakow napisał:

                          > grgkh napisał:
                          >
                          > > Czy można kogoś takiego poważać? - pytasz.
                          > > Czy chodzi Ci o samą ocenę osoby? Czy o
                          > > manifestowanie tego w stosunku do niej lub w ogóle?
                          >
                          > I o jedno i o drugie. W sferze prywatnej i spolecznej.
                          >
                          > Ja nie powazam nikogo z wierzacych. Wiara jest takim defektem w mysleniu ze zup
                          > elnie dyskwalifikuje wierzacego.

                          Dyskwalifikuje ze względu na niepewność tego, czego można się po kimś takim spodziewać. Ja to też biorę pod uwagę, ale co mam zrobić, gdy wokół mnie sami wierzący? (jakaś mała część z nich nie uczestniczy w wierze aktywnie, ale nie ma odwagi powiedzieć, że "czegoś" tam nie ma na pewno, bo tak wychodzi z jego rozumowania). Ale przecież i wśród niewierzących w bogów zdarzają się alogicznie myślący. Lub popełniający błędy logiczne, ale trwający przy nich np. z powodów ambicjonalnych.

                          A czy okazujesz im przy każdej okazji to niepoważanie?

                          > Oczywiscie widze to ze niektorzy sa bardo
                          > sprawni intelektualnie i moga byc dobrzy
                          > zawodowo. Ale i takim nie ufam i nie
                          > utrzymuje stosunkow towarzyskich.

                          Ja staram się częściowo unikać jedynie tych nawiedzonych, fundamentalistów, ale nie zawsze, bo gdy nie potrzebuję utrzymywania z takimi stosunków pokojowych (gdy nie chcę być przez nich postrzegany jako ktoś agresywny lub - wg ich mniemania - chcący ich "urazić") to biorę na wstrzymanie i ignoruję ich przekonania religijne. Praca to praca i dla mnie liczą się wyłącznie kompetencje, a nie światopogląd.

                          A taką "osobistą klątwą nieufności" obdarzam tych, którzy po bacznej obserwacji dają ku temu powód.
                          • 6burakow Re: Nocne rozważania ciecia na dyżurze :) 13.11.12, 03:12
                            Mam latwiej bo wielu ludzi wokolo mnie to ateisci, moge sie odsunac od teistow. Choc pierwszy raz powiedziec: "nie mam ochoty rozmawiac z toba gdyz wierzysz w zabobony" nie bylo latwo.
                            • grgkh Re: Nocne rozważania ciecia na dyżurze :) 13.11.12, 16:50
                              6burakow napisał:

                              > Mam latwiej bo wielu ludzi wokolo mnie to ateisci,

                              Tylko zazdrościć. ;)

                              > moge sie odsunac od teistow.

                              A odsunąć się od nich całkowicie nie da, bo publiczna przestrzeń, także i medialna, jest przesiąknięta ich zawłaszczaniem i tego skutkami dla nas.

                              > Choc pierwszy raz powiedziec: "nie mam ochoty rozmawiac z toba gdyz wierzysz w
                              > zabobony" nie bylo latwo.

                              A ja pamiętam czasy PRL, gdy nie było z tym problemu. Współistnieliśmy jakoś obok siebie. Było bardziej neutralnie, choć wierzący, dążący do władzy nad światem, mogli to odczuwać jako niedostatek "należącego się im" (może od bogów) uprzywilejowania. Odzyskali ten teren. I wciąż im mało w tej agresji i niszczeniu wszystkiego, co im na drodze stanie.
          • gandalph Re: Ateiści 16.11.12, 16:20
            Zasadniczo zgadzam się z Tobą. Człowiek powinien wierzyć, w to, co wierzy, prywatnie! Mało tego, nie jestem szczególnym znawcą religii w ogóle, a katolickiej o tyle, o ile, ale przed Bogiem, o ile istnieje, każdy zda rachunek INDYWIDUALNIE, nie zbiorowo. W związku z tym wierzyć powinien też indywidualnie.
            Mam jednak pewne nieodparcie nasuwające się, brzydkie podejrzenie, że wiara zwolenników/orędowników celebrowania stadnego w gruncie rzeczy jest niesłychanie płytka, o ile w ogóle... Ja nie mam przekonania co do tego, czy to są rzeczywiście wierzący, czy to tylko przejaw kolektywizmu/instynktu stadnego bądź wręcz stadnego atawizmu. Przed Bogiem, o ile istnieje, człowiek stoi sam, sam stoi wobec problemu decyzji życiowych, sam winien ponosić ich konsekwencje itd. Ucieczka w stado jest prymitywnym odruchem osobników uciekających przed sytuacją, do której nie dorośli, przed odpowiedzialnością, przed wysiłkiem poszukiwania właściwej drogi, przed ryzykiem podejmowania decyzji, zwłaszcza w sytuacjach niejasnych, a nierzadko chowaniem się za plecami innych, aby po prostu przycupnąć w rachubie na to, że INNI rozwiążą problem. Inaczej mówiąc - jest po prostu pójściem na łatwiznę.
            • grgkh Re: Ateiści 16.11.12, 19:24
              gandalph napisał:

              > Zasadniczo zgadzam się z Tobą. Człowiek powinien wierzyć, w to, co wierzy, pryw
              > atnie! Mało tego, nie jestem szczególnym znawcą religii w ogóle, a katolickiej
              > o tyle, o ile, ale przed Bogiem, o ile istnieje, każdy zda rachunek INDYWIDUALN
              > IE, nie zbiorowo.

              To jest logicznie wykluczone. Nie domyślasz się dlaczego? ;) No to pomyśl...

              Jeśli bóg zna przyszłość i wszystkie konsekwencje wszystkiego, co się dzieje i będzie działo, to wynik naszego życia jest DLA NIEGO przesądzony ZANIM my dożyjemy swego końca. Nieistotne jest, jakie decyzje podejmiemy, bo nie ma innego ich wariantu poza tym, który jest znany bogu. Wszystko musi się stać. Bez sensu jest modlenie się o coś, zabieganie o zmianę czegoś. Bez sensu jest umizgiwanie się do boga, zabieganie o jego przychylność, bo i tak nie wiadomo dokładnie, jakie są kryteria, a może ich wcale nie ma, bo można nagrzeszyć, a potem wrócić na "drogę cnoty" i pierwotnie założone kryteria oceny przestają mieć znaczenie.

              A jeśli bóg NIE zna swojej (i naszej) przyszłości, jeśli uzależnia ją od kontaktów z nami, jeśli gra sam ze sobą w ruletkę i czeka na pochlebstwa to jest głupi i zły. Głupi, bo nie zna reguł działania świata i nie potrafi z nich wnioskować o przyszłości, świata stworzonego przez siebie. Zły bo udaje sprawiedliwego, a od indywidualnych kontaktów z wierzącymi w niego uzależnia ich los i karze najsroższą karą tych, którzy "nie zdążyli".

              Obrzydliwa wizja tego, który ma władzę absolutną, może wszystko i testuje ludzi w ten sposób, że jednym pozwala żyć w dostatku i błogostanie, a innych prześladuje nieszczęściami.

              Z CZEGO mamy zdawać rachunek? Przed kim? To jest nielogiczne.

              > W związku z tym wierzyć powinien też indywidualnie.

              A może nie wierzyć?

              > Mam jednak pewne nieodparcie nasuwające się, brzydkie podejrzenie, że wiara zwo
              > lenników/orędowników celebrowania stadnego w gruncie rzeczy jest niesłychanie p
              > łytka, o ile w ogóle... Ja nie mam przekonania co do tego, czy to są rzeczywiśc
              > ie wierzący, czy to tylko przejaw kolektywizmu/instynktu stadnego bądź wręcz st
              > adnego atawizmu. Przed Bogiem, o ile istnieje, człowiek stoi sam, sam stoi wobe
              > c problemu decyzji życiowych, sam winien ponosić ich konsekwencje itd. Ucieczka
              > w stado jest prymitywnym odruchem osobników uciekających przed sytuacją, do kt
              > órej nie dorośli, przed odpowiedzialnością, przed wysiłkiem poszukiwania właści
              > wej drogi, przed ryzykiem podejmowania decyzji, zwłaszcza w sytuacjach niejasny
              > ch, a nierzadko chowaniem się za plecami innych, aby po prostu przycupnąć w rac
              > hubie na to, że INNI rozwiążą problem. Inaczej mówiąc - jest po prostu pójściem
              > na łatwiznę.

              Wiara jest pójściem na łatwiznę. Wiara to "infantylizm", pozostanie dzieckiem, które ogląda się wciąż na karcącego go rodzica.
              • gandalph Re: Ateiści 16.11.12, 23:58
                Ponieważ nie wiem, czy jakikolwiek Bóg istnieje, ba, nie zaprzątam sobie tym głowy, tym samym nie wiem, co jest przesądzone, a co nie jest. Skłaniam się tu, w pewnym sensie, to przekonania o predestynacji, jak u ewangelików; oni utrzymują, że i tak jest już przesądzone, kto zazna zbawienia, a kto nie, niezależnie od tego, co kto robi.
                Jeśli przyjąć, że wszystko jest przesądzone, tzn. dla Boga, to by znaczyło, że tzw. wolna wola jest picem na wodę. Ale to oznaczałoby też, że nie istnieje ani dobro, ani zło. Ta dwoistość, albo-albo, ma sens tylko i wyłącznie przy założeniu, że każdy ma wolny wybór; jeśli wyboru nie ma, to automatycznie nie ma ani grzechu/winy, ani zasługi/dobrego uczynku. Inaczej mówiąc, jeśli wszystko jest z góry zaprogramowane, jak zdajesz się sugerować ;-), to właściwie nic nie ma sensu. Może, zatem, nie warto sobie tym zaprzątać głowy? Zająć się czymś pożytecznym, przynajmniej tu i teraz? W związku z tym jeszcze bardziej bezsensowne są stadne spędy, redyki coniedzielne i coświąteczne, czy jak to tam zwał. Większy sens widzę w buddyjskich medytacjach...
                • grgkh Re: Ateiści 17.11.12, 01:37
                  gandalph napisał:

                  > Ponieważ nie wiem, czy jakikolwiek Bóg istnieje, ba, nie zaprzątam sobie tym gł
                  > owy, tym samym nie wiem, co jest przesądzone, a co nie jest. Skłaniam się tu, w
                  > pewnym sensie, to przekonania o predestynacji, jak u ewangelików; oni utrzymuj
                  > ą, że i tak jest już przesądzone, kto zazna zbawienia, a kto nie, niezależnie o
                  > d tego, co kto robi.
                  > Jeśli przyjąć, że wszystko jest przesądzone, tzn. dla Boga, to by znaczyło, że
                  > tzw. wolna wola jest picem na wodę.

                  Rozsądny wniosek.

                  > Ale to oznaczałoby też, że nie istnieje ani
                  > dobro, ani zło.

                  Istnieje względna ocena, czy jest coś dla oceniającego korzystne, czy niekorzystne.

                  To są pojęcia względne, subiektywne.

                  > Ta dwoistość, albo-albo, ma sens tylko i wyłącznie przy założe
                  > niu, że każdy ma wolny wybór; jeśli wyboru nie ma, to automatycznie nie ma ani
                  > grzechu/winy, ani zasługi/dobrego uczynku.

                  Nie ma grzechu. Jest umowa pomiędzy podmiotami, które chcą współistnieć lub kasować innych. Zgoda buduje, niezgoda rujnuje. Możesz być okrutnikiem, ale narażasz się na wykreowanie innego okrutnika, który spróbuje bronić się Twoją taktyką, zorientuje się, że jest dla niego w tej sytuacji jedyną korzystną i, jeśli będzie silniejszy, to pokona Cię. Chcesz ryzykować?

                  Dlatego ludzie dążą do wojen lub, zmęczeni nimi, chcą wreszcie pokoju. Bo na wojnie mało kto wychodzi na plus. Wojna nie jest ani dobra, ani zła. Jest dla bardzo wielu niekorzystna i dla części pożyteczna, ale tej pożyteczności nie da się otrzymać na zawsze. Bezwzględny morderca zabije wszystkich i zostanie sam. Najprawdopodobniej ta samotność też mu zaszkodzi. Zresztą jesteśmy śmiertelni, więc wygrana ze wszystkimi i tak jest tylko czasowa. Ostatni człowiek we wszechświecie to nadciągająca zagłada wszystkich ludzi.

                  > Inaczej mówiąc, jeśli wszystko jest
                  > z góry zaprogramowane, jak zdajesz się sugerować ;-), to właściwie nic nie ma s
                  > ensu.

                  I nie ma, i jest. :)

                  To, że Ty zrezygnujesz z życia nie oznacza, że inni muszą podjąć, taką samą decyzję. Twoje odejście zwolni zasoby, które pozwolą innym żyć w większym komforcie i odsuną takie defetystyczne myśli jak ta.

                  Bo decyduje konstrukcja programu, którym jesteśmy. Jest on miliardy lat testowany w czasie ewolucji. Nasze odejście pozwoli żyć tym, którym odbieramy zasoby, a którzy sobie nie zadają tego "egzystencjalnego" pytania. Przyroda niemyśląca (nie ludzie) nie pyta o sens życia. Ona żyje automatycznie, żyje samą właściwością świata, odtwarzalnością. Żyje, bo zdobyła wiedzę o świecie, jak lepiej przetrwać. Zdobywa ja cały czas.

                  I właśnie taki jest sens życia i dla nas - wiedza o świecie i szukanie odpowiedzi na pytania: jak działa świat i jak długo i w jakiej formie przetrwa życie i zgromadzona przez nas wiedza. Rodzimy się z ciekawością świata. To jest fantastyczne.

                  I tragiczne jest to, że istnieją tacy wśród nas, którzy tę ciekawość zabijają zamieniając niektórych w bezmyślnych niewolników. Może by nie było w tym nic złego, gdyby nie zbędne cierpienie i utrata szansy na sukces ostateczny na drodze poznania.

                  > Może, zatem, nie warto sobie tym zaprzątać głowy? Zająć się czymś pożytec
                  > znym, przynajmniej tu i teraz? W związku z tym jeszcze bardziej bezsensowne są
                  > stadne spędy, redyki coniedzielne i coświąteczne, czy jak to tam zwał. Większy
                  > sens widzę w buddyjskich medytacjach...

                  A ja sobie wyobrażam przyszłą rolę ludzi jako czyste umysły, które usuną się na bok i pozwolą przyrodzie istnieć samej, po to tylko, by móc się rozkoszować jej bogactwem form i zmienności.
        • jeepwdyzlu ależ boja 09.11.12, 16:10
          po pierwsze - nie uciekaj z forum bo nie zaciekłych teistów tu jak na lekarstwo
          dwa - to nie nasza - ateistów wina, że na tym forum dominują katotalibowie, w dodatku - niestety - (żałuję) dość durni..
          Wiem - to boli, ale taka jest prawda. Wy - Teiści - nie chcecie z nami dyskutować. NA ŻADEN TEMAT.
          Czemu? Bo Wasza wiara jest powierzchowna. Ani nie znacie starego, ani nowego testamentu. Niewiele wiecie o początkach chrześcijaństwa, a już nic o ewolucji poglądów Kościoła na większość spraw. W miarę sprawny intelektualnie jest enrque i grzeg. Chociaż i im zdarza się odjechać w stronę bandy... :-)
          Ilu Teistó potrafi postawić tezę a potem ją udowodnić?
          Kto ma choćby podstawową wiedzę o WSPÓŁCZESNYM nauczaniu kościoła?

          Wskaż mi CHOĆ jeden post oszołoma, ossey czy chasyda, którego chrześcijanin nie powinien się wstydzić? Gdzie KULTURA polemiczna? Gdzie background? Cień chociaż erudycji?

          Ok, to głąby, ale niech chociaż nie rzucają się z motyką na słońce. Ale nie - z uporem maniak chcą udowodnić, że:
          -katolicyzm potęgą jest i basta
          -polski kościół to Rydzyk i Radio Maryja i zdrajcy
          -problemy pedofili, nadużyć finansowych, kryzysu powołań, malejącej liczby wiernych NIE ISTNIEJĄ
          -chrześcijaństwo ma kłopoty nie z powodu arogancji kościoła, ale z powodu ataku bezmyślnego liberalizmu
          -ateiści to przefarbowane psy, ich "wiara" jest prostacką antytezą chrześcijaństwa
          itd itp

          po co pytam?
          Raz - potrafimy obalić ten bełkot w 7 sekund, ośmieszając adwersarzy.
          Dwa - marnujecie czas i obrażacie swojego boga - pokazując tylko nienawiść...

          Dlatego jestem pesymistą - to forum jest pomnikiem indolencji intelektualnej teistów...
          Pozdrawiam
          jeep
        • nehsa Re: Ateiści 10.11.12, 21:41
          boja55!
          Człowieku! Nie pękaj przed nimi. Oni, ta top-elita, bo nadaje się do zatopienia, nie mają nic sensownego w zanadrzu do zaproponowania.
    • aborcjonista boja55 trafiłeś w 10 tkę z tym że : 08.11.12, 22:02
      ksiądz molestował,ukradł,zgwałcił.Biskup ma wypasioną furę,pięć k
      > ochanek,troje dzieci i na dodatek jest tłusty

      Czysta prawda , a nie ?

      Czy jest coś piękniejszego niż miłość do drugiego człowieka?





      Ateista nie potrafi kochac ? grubo sie mylisz


      Będziesz miłował bliźniego swego jak siebie samego

      Powiedz to katolikom obrażających inność :)

      • pocoo Re: Miłość po katolicku 12.11.12, 08:12
        aborcjonista napisał(a):

        > Powiedz to katolikom obrażających inność :)

        Nie tylko inność.Przepełnieni zawiścią i nienawiścią przekazują sobie w kościele znak pokoju.Po wyjściu z kościoła patrzeć na siebie nie mogą.Procesują się latami o byle głupstwo.Zabijają i okradają jak się tylko da.Z miłości do bliźniego...Nie zmuszą ateisty aby brał z nich przykład bo ateista posługuje się ROZUMEM i doskonale wie do czego on służy.
        • boja55 Re: Miłość po katolicku 12.11.12, 14:22
          pocoo napisała:

          > aborcjonista napisał(a):
          >
          > > Powiedz to katolikom obrażających inność :)
          >
          > Nie tylko inność.Przepełnieni zawiścią i nienawiścią przekazują sobie w kościel
          > e znak pokoju.Po wyjściu z kościoła patrzeć na siebie nie mogą.Procesują się la
          > tami o byle głupstwo.Zabijają i okradają jak się tylko da.Z miłości do bliźnieg
          > o...Nie zmuszą ateisty aby brał z nich przykład bo ateista posługuje się ROZUME
          > M i doskonale wie do czego on służy.

          Czy żaden ateista nie procesuje się latami o byle głupstwa,zabija i okrada jak się tylko da? Wg. Ciebie nie,bo ateista posługuje się rozumem.Fajne uogólnienie ,że wszystko co złe to wina teisty.
          • grgkh Re: Miłość po katolicku 13.11.12, 00:09
            boja55 napisał:

            > Czy żaden ateista nie procesuje się latami o byle głupstwa,zabija i okrada jak
            > się tylko da? Wg. Ciebie nie,bo ateista posługuje się rozumem.Fajne uogólnienie
            > ,że wszystko co złe to wina teisty.

            Nie rozumiesz...

            Nasze umysły wypełnione są mnóstwem memów, idei. Niektóre z nich są zbudowane na kłamstwach i do swojej obecności wymagają tolerowania tego stanu - udawania, że tak nie jest, a one są prawdziwe.

            Takim właśnie, zakłamanym, bardzo powszechnym memem jest religia. Zmusza ona człowieka do porzucenia logiki myślenia, okalecza go. Ta ułomność skutkuje tym, że umysł staje się bardziej podatny na inne zakłamane idee, a także traci zdolność do krytycznej oceny takich nędznych idei w ogóle. Różnych ludzi dotyka to w różnym stopniu. I nie znaczy to, że ateista nie może stać się ofiarą innej, podobnej do religijnej, okaleczającej logikę ideologii. Ale dopóki to się nie stanie, to ma większą szansę na zachowanie pełnej sprawności umysłowej.

            Granica przebiega na poziomie akceptacji logiki. A nie w strefie teizm/ateizm.

            Teista jest "dotknięty" skazą od razu i nieodwracalnie. Ateistę nie musi spotkać to nieszczęście.

            Kapujesz?

            Prawdę o świecie gromadzimy od tysięcy lat dzięki ludziom myślącym logicznie, ludziom krytycznym, także wobec wszystkich religii, które za takie myślenia ich prześladowały. Niektórzy z wierzących, szukając prawdy o świecie, działając na polu nauki, przeżywali ogromne rozterki. Zwyciężała w nich logika, czasami... bo przecież nikt z nas nie jest zdeklarowany od początku i na zawsze jako teista. Rodzimy się BEZ WIARY. Ludzie wierzą, bo muszą, bo jest taka presja środowiska, bo sa konformistyczni i nie myślą, czy to jest potrzebne, bo inni wierzą, bo tylko przytakują, bo taka moda, bo ze strachu - przed odrzuceniem lub represjami, bo mają to w d...e... itd.

            ALe wiara to ZAWSZE złamanie elementarnych reguł naszego myślenia, założeń tego myślenia, bez której jest chaos. Tak naprawdę to chodzi tylko o jedno - by część ludzi zmusić manipulacją do posłuchu. Chodzi o władzę. Religia jest narzędziem włądzy. Nie ma innego narzędzia równie skutecznego i łatwego w zastosowaniu, i dającego tak dobre efekty. Poddani praniu mózgów stają się darmową siłą roboczą i żołnierzami bez żołdu. Są ogłupieni, bezmyślni - oczywiście w różnym stopniu - ale do czego to prowadzić może to widac po fundamentalistach nie szanujących tego, co dla nas najważniejsze - życia swego i innych. W imię władzy idei złamią każde "prawo naturalne" ważne dla innych ludzi i grup społecznych, znienawidzą, zniszczą. I to religia ich do tego motywuje.
          • pocoo Re: Miłość po katolicku 13.11.12, 13:55
            boja55 napisał:


            > Czy żaden ateista nie procesuje się latami o byle głupstwa,zabija i okrada jak
            > się tylko da? Wg. Ciebie nie,bo ateista posługuje się rozumem.Fajne uogólnienie
            > ,że wszystko co złe to wina teisty.

            Kiedy czytam to co mi odpisałeś,to wątpię czy cokolwiek zrozumiesz z tłumaczenia grgkh
            Wyłożę ci prościej;
            Ateista nie słucha ani Boga,ani Jezusa ,ani wszystkich świętych.
            To wierzący muszą słuchać nakazów Boga i Jezusa bo wybierają się do nieba.Muszą,rozumiesz bo inaczej ze zbawienia nici.Ty zrównujesz ateistę z wierzącym.To jakaś gigantyczna pomyłka ,bo to wierzący MUSI naśladować Jezusa.Ateista ma to gdzieś.
            • boja55 Re: Miłość po katolicku 13.11.12, 14:55
              pocoo napisała:

              > boja55 napisał:
              >
              >

              > Kiedy czytam to co mi odpisałeś,to wątpię czy cokolwiek zrozumiesz z tłumaczeni
              > a grgkh
              > Wyłożę ci prościej;
              > Ateista nie słucha ani Boga,ani Jezusa ,ani wszystkich świętych.
              > To wierzący muszą słuchać nakazów Boga i Jezusa bo wybierają się do nieba.Muszą
              > ,rozumiesz bo inaczej ze zbawienia nici.Ty zrównujesz ateistę z wierzącym.To ja
              > kaś gigantyczna pomyłka ,bo to wierzący MUSI naśladować Jezusa.Ateista ma to gd
              > zieś.

              Masz racje nie rozumiem tłumaczeń grgkh , ani Twoich.
              Ateista to ma klawe życie nic nie musi,nikogo nie słucha,a jak jest coś złego,to wina wrednego teisty.Oczywiście to był żart,ale czasem odnoszę wrażenie,że tak Wy ateiści postępujecie.
              Nie będę podpierał się innymi napiszę o własnych doświadczeniach.
              Najważniejsze jest to,że ja nic nie muszę.Mogę czegoś chcieć,pragnąć,ale nic nie muszę bo ktoś,coś mi tak nakazuje.Czy postępowanie typu "żyj i daj żyć innym","nie rób drugiemu co tobie niemiłe","kochaj bliźniego jak siebie samego","nie rób za Boga",itp.,itd. jest błędne,złe ? Moim zdaniem jest to dobre.Wiara w Boga to moja prywatna sprawa,oczywiście powinienem postępować tak jak mówi dekalog i tyle.Staram się tak postępować i jest mi z tym dobrze.
              Jeśli to za mało i jak piszesz ze zbawienia nici to spotkamy się w piekle (może będzie wesoło)
              • kolter-xl Re: Miłość po katolicku 13.11.12, 15:34
                boja55 napisał:
                > Jeśli to za mało i jak piszesz ze zbawienia nici to spotkamy się w piekle (może
                > będzie wesoło)

                Wesołe piekło a co to za dziwo ?? Piekło to nic innego a po prostu grób , wsadzą cię tam jako nieboszczyka wiec śmieć się nie będzie na pewno . Nie dygaj nic płakać też nie bo nieboszczyk nie ma zmysłów i tyle.
                • jeepwdyzlu Re: Miłość po katolicku 13.11.12, 15:41
                  boja to katolik ma klawo
                  grzeszy i czyni zło
                  ale w konfesjonale wyzna jak mu przykro
                  i po wszystkim

                  Ateista z światem zmaga się sam.
                  Jest uczciwy nie dlatego, że się boi piekła, ale dlatego, że taka jest jego decyzja.
                  Swiat ateisty jest skomplikowany i bywa, że niewytłumaczalny.
                  Świat katolika - prosty jak drut.

                  Nie zazdrość nam.
                  Żeby być ateistą - trzeba być silnym i szczerym wobec siebie i ludzi.
                  To nie jest droga dla słabeuszy, tchórzy i lubiących się okłamywać...
                  jeep
                  • gandalph Ładnie powiedziane! 13.11.12, 15:45
                    "Żeby być ateistą - trzeba być silnym i szczerym wobec siebie i ludzi. To nie jest droga dla słabeuszy, tchórzy i lubiących się okłamywać..."
                    • grgkh Re: Ładnie powiedziane! 13.11.12, 16:53
                      I mnie się to też podoba.
                  • boja55 Re: Miłość po katolicku 14.11.12, 15:14
                    jeepwdyzlu napisał:

                    > boja to katolik ma klawo
                    > grzeszy i czyni zło
                    > ale w konfesjonale wyzna jak mu przykro
                    > i po wszystkim
                    >

                    Uogólniasz.Ja do spowiedzi nie chodzę,bo mi nie wolno i wiem czym jest zło.
                    > Ateista z światem zmaga się sam.
                    > Jest uczciwy nie dlatego, że się boi piekła, ale dlatego, że taka jest jego dec
                    > yzja.
                    > Swiat ateisty jest skomplikowany i bywa, że niewytłumaczalny.
                    > Świat katolika - prosty jak drut.

                    Tu też uogólniasz.Wynika z tego,że tylko ateista jest uczciwy.Nie można oceniać,że ateista jest cacy,a teista be.Każdy z nas jest człowiekiem i powinien być uczciwy,bo jest zobowiązany do tego wobec tego drugiego człowieka
                    >
                    > Nie zazdrość nam.
                    > Żeby być ateistą - trzeba być silnym i szczerym wobec siebie i ludzi.
                    > To nie jest droga dla słabeuszy, tchórzy i lubiących się okłamywać...
                    > jeep
                    >

                    Dlaczego nie chcesz uwierzyć,przepraszam powinienem napisać zrozumieć,że ja choć jestem teistą też jestem szczery i silny wobec siebie i ludzi.Wiem co to zło,bo je czyniłem,wiem też co to dobro,bo pragnę takim być.Dzielenie ludzi na zasadzie,że wierzący jest zły,a niewierzący to ten dobry jest nieuczciwe.Pozdrawiam pogodnie.
                    • grgkh Re: Miłość po katolicku 14.11.12, 17:27
                      No to nie uogólniając:

                      Każdy człowiek "wierzący" zakłada absolutną prawdziwość hipotezy, na której potwierdzenie nie ma dowodu.

                      Powiedz, w którym przypadku - wierzącego czy niewierzącego - mam większą szansę, że spotka mnie coś alogicznego? Kto z tych dwóch częściej zachowuje się w sposób narzucający innym ideę, która nim zawładnęła?

                      Jaka, wciąż tego samego rodzaju, idea RZĄDZI umysłami ludzi, podporządkowuje sobie ich całkowicie, ubezwłasnowolnia? Statystycznie. Która idea niszczy tak zawzięcie wszystko, co staje jej na drodze, sieje tyle nienawiści? Która kłamie i w tych kłamstwach posuwa się nieograniczenie daleko, bez żadnych zahamowań? Która jest tak absolutnie bezkrytyczna wobec samej siebie?

                      Występujesz tutaj jako człowiek czy jako przedstawiciel idei teistycznej? Czy Twoje lepsze od innych ludzi zachowanie ma usprawiedliwiać zło idei teistycznej?

                      Oceniać człowieka nie zamierzam. Zrób to sam, jeśli chcesz. To niemożliwe i niepotrzebne. Jeśli zrobisz coś przeciwko prawu, to z nim będziesz miał do czynienia. Oceniam religię i inne opinie ludzi o religii.

                      Czekam na Twoją UCZCIWĄ ocenę religii. Nie konkretnej, ale ogólnie wszystkich jednocześnie.
                      • boja55 Re: Miłość po katolicku 15.11.12, 14:24
                        grgkh napisał:


                        > Czekam na Twoją UCZCIWĄ ocenę religii. Nie konkretnej, ale ogólnie wszystkich j
                        > ednocześnie.
                        >
                        Widzę dobro i zło.Te przypadki które tu na Forum wstawiacie są złe.Powiem więcej,nie mogę zrozumieć dlaczego wierzący ma płacić za sakramenty.Nie mogę zrozumieć dlaczego imam wysyła wyznawców Allaha na "świętą wojnę".Wielu hierarchów różnych religii moim zdaniem pomylili się z powołaniem stając się lokalnymi kacykami.Ja dostrzegam te przypadki i mi się to bardzo nie podoba.Ale widzę też przypadki kiedy kapłani są prawymi i uczciwymi ludźmi.Czy te złe przypadki jak je nazywam mają mnie zniechęcić do wiary ?Nie,bo jak już pisałem ja rozróżniam wiarę od religii.Religia ma mi pomóc w wierze,w szukaniu Boga.Dla mnie Bóg jest miłością i dobrocią,który mnie kocha i chce mojego dobra.Niektórzy duchowni nie ułatwiają mi szukania Boga takiego jak Go pojmuję,ale w każdym środowisku są osoby które czynią zło dla tego środowiska i ja muszę się z tym zgodzić,bo nie mam wpływu aby to zmienić,ewentualnie mogę tylko o tym mówić.
                        Tak jak ja to mówiłem w swoim dawnym życiu,świat jest piękny,tylko niektórzy ludzie są po...ani.
                        • grgkh Re: Miłość po katolicku 15.11.12, 21:14
                          boja55 napisał:

                          > grgkh napisał:
                          >
                          >
                          > > Czekam na Twoją UCZCIWĄ ocenę religii.
                          > > Nie konkretnej, ale ogólnie wszystkich jednocześnie.
                          > >
                          > Widzę dobro i zło.Te przypadki które tu na Forum wstawiacie są złe.Powiem więce
                          > j,nie mogę zrozumieć dlaczego wierzący ma płacić za sakramenty.Nie mogę zrozumi
                          > eć dlaczego imam wysyła wyznawców Allaha na "świętą wojnę".Wielu hierarchów róż
                          > nych religii moim zdaniem pomylili się z powołaniem stając się lokalnymi kacyka
                          > mi.Ja dostrzegam te przypadki i mi się to bardzo nie podoba.Ale widzę też przyp
                          > adki kiedy kapłani są prawymi i uczciwymi ludźmi.

                          Wszyscy to widzimy. Czy zgodzisz się z wnioskiem, że religia jest bezużyteczna? Przecież kapłani są dobrzy i źli, tak samo jak ludzie obojętni wobec religii.

                          > Czy te złe przypadki jak je na
                          > zywam mają mnie zniechęcić do wiary ?

                          Powinny. Religia nic nie daje. Po co angażować tak wiele energii w coś, z czego nic nie wynika? A reguła jest, że religia zachęca ludzi, by angażowali się w nią coraz bardziej. Skrajnie przeciwną, ale przecież poprawną jest postawa obojętności czyli zerowego zaangażowania w religię.

                          Czy masz coś przeciwko zmniejszaniu związku z religia coraz bardziej, aż do zera? Co może być w tym złego?

                          > Nie,bo jak już pisałem ja rozróżniam wiarę
                          > od religii.

                          Religia to system. Wiara to stan umysłu.

                          > Religia ma mi pomóc w wierze,w szukaniu Boga.

                          Po co go szukasz? Czy bóg robi z Ciebie idiotę? Gdyby był i chciał, żebyś go znalazł to przyszedłby sam. Czy to jest logiczne?

                          Po co szukasz kogoś, kto z zasady unika ludzi?

                          > Dla mnie Bóg jest miło
                          > ścią i dobrocią,który mnie kocha i chce mojego dobra.

                          Czy bóg kocha doświadczając jednych ludzi, skazując ich na cierpienie, a innym fundując bezstresowe wczasy od urodzenia do śmierci?

                          Co jest objawem miłości?

                          Jak kochają ludzie i jak traktują obiekty swojej miłości? Czy jesteśmy lepsi od tego potwora, który w akcie zemsty ostatecznej strąci niektórych z nas na zawsze do piekła?

                          To jest miłość? Takie są twoje definicje? Czy i my mamy tak samo kochać ludzi znęcając się nad nimi?

                          > Niektórzy duchowni nie uła
                          > twiają mi szukania Boga takiego jak Go pojmuję,ale w każdym środowisku są osoby
                          > które czynią zło dla tego środowiska i ja muszę się z tym zgodzić,bo nie mam w
                          > pływu aby to zmienić,ewentualnie mogę tylko o tym mówić.

                          A nie mógłbyś przypadkiem odpuścić sobie tego poszukiwania? Przecież jeśli bóg nie zechce, to i tak go nie znajdziesz, a jeśli chciałby to choćbyś zaniedbał szukanie, to i tak do Ciebie sam przyjdzie. KTO Ci wmówił, że boga trzeba szukać?

                          > Tak jak ja to mówiłem w swoim dawnym życiu,świat jest piękny,tylko niektórzy lu
                          > dzie są po...ani.

                          Ci, którzy kłamią przy pomocy religii. Ile jest religii? Czy myślisz, że ludzie wierzący w innych bogów maja mniej racji niż Ty, a ich bogowie "mniej lub wcale istnieją"? Na jakiej podstawie uważasz, że tylko Twoja religia jest właściwa, a inne religie już nie?

                          To co piszesz, jest alogiczne. A Ty to łykasz jak gęsi na pasztet z ich wątróbek.
        • gandalph Re: Miłość po katolicku 15.11.12, 20:31
          Całą istotę wiary katolickiej, i zapewne każdej innej, może zawrzeć w stwierdzeniu:
          "Nie czyń drugiemu, co tobie niemiłe".
          Pytanie tylko, ile osób deklarujących się jako wierzące, w istocie stosuje się do tej zasady?

          Po drugie, wiara niejednokrotnie (nie mówię, że zawsze) jest w istocie pójściem na łatwiznę, bo zamiast dociekania wybiera się przyjęcie na wiarę pewnych dogmatów. A że często przyjmuje się 1. dosłownie, 2. bezmyślnie, 3. bezkrytycznie, 4. nie bierze się pod uwagę sprzeczności sprzeczności czy to pomiędzy różnymi dogmatami, czy też między dogmatami i ich praktyczną realizacją, efekt jest, jaki jest.
          • grgkh Re: Miłość po katolicku 15.11.12, 21:16
            Dobrze powiedziane.
    • snajper55 Re: Ateiści 08.11.12, 23:16
      boja55 napisał:

      > Wy nie wiecie jak wygląda prawdziwa wiara w Boga,bo niby skąd macie wiedzieć,sk
      > oro nie wierzycie.

      Według mnie wiara w ogóle nie wygląda. To nie przedmiot czy istota aby ją było widać.

      > Prawie wszyscy na tym Forum posiłkujecie się doniesieniami me
      > dialnymi typu ksiądz molestował,ukradł,zgwałcił.Biskup ma wypasioną furę,pięć k
      > ochanek,troje dzieci i na dodatek jest tłusty.Łykacie to i dawaj używać na Forum.

      Ponieważ rozmawiamy o funkcjonariuszach kościoła i obrzydzeniu jakie niektórzy z nich w ludziach budzą. Lub powinni budzić.

      > Są też ateiści którzy znają Pismo Święte,ale posługują się fragmentami które
      > Wam pasują nie przymierzając Świadkowie Jehowy.

      Każdy z różnych tekstów wybiera cytaty, które go interesują. To chyba normalne.

      > Wiara w Boga to nie religia.Religię tworzyli ludzie,zawsze przy okazji chcący c
      > oś przy tym ugrać.

      Ale ateistów nie interesuje wiara. Mnie na przykład cudza wiara nie interesuje. Byle ten ktoś nie chciał mi narzucać wynikających z jego wiary zachowań.

      > Jest na tym Forum wątek 10 przykazań do ateisty.Ja tytuł bym zmienił na 10 przy
      > kazań dla każdego człowieka.
      > Czy jest coś piękniejszego niż miłość do drugiego człowieka?
      > Będziesz miłował bliźniego swego jak siebie samego.Chyba,że sam siebie nie koch
      > asz i tu tkwi Twój problem.

      No właśnie. Wygląda tak, jakby ci, których religia oparta jest na tej zasadzie byli od niej dalej niż ateiści.

      S.
    • broceliande Re: Ateiści 09.11.12, 09:24
      Hej, ja jestem atestką i byłam wychowywana w ateistycznym domu. Znam Biblię, nie podniecam się, co tam księża robią, bo mnie to nie dotyczy i nigdy nie dotyczyło.
      Masz rację, nie wiem, co to wiara i do tego nie jestem tego ciekawa.
      Ale kocham siebie, kocham moją rodzinę i uważam, że ludzie są wspaniali, jeśli chcą. Jeśli to religia sprawia, że są dobrzy - OK, ale to chyba nie tylko to, nie?
    • kolter-xl Re: Ateiści 09.11.12, 15:32
      boja55 napisał:
      też ateiści którzy znają Pismo Święte,ale posługują się fragmentami które
      > Wam pasują nie przymierzając Świadkowie Jehowy.

      Wiec powiedz mi czemu najczęściej te cytaty które np ja bardzo chętnie używam biją jak w murzyński bęben w oficjalne nauki wieli kościołów, Cytaty które wręcz depcząc dogmaty ,czyżby to było coś z naszej strony złego ze je wykorzystujmy ??

      Czy jest coś piękniejszego niż miłość do drugiego człowieka?

      No a konkretnie do kogo ,? może mam kochać oszołoma ??

      > Będziesz miłował bliźniego swego jak siebie samego.Chyba,że sam siebie nie kochasz i tu tkwi Twój problem.

      Przestań tu siać tą naiwna propagandę miłości, religianci od wieków mordują się wzajemnie a po udanym mordzie ich duchowni odprawiają msze w intencji zwycięstwa .
      • karbat Re: Ateiści 10.11.12, 20:26
        > boja55 napisał:

        > Czy jest coś piękniejszego niż miłość do drugiego człowieka?

        cwaniactwo w sutannach chce wywrzec wrazenie ( na kim ? ),
        naduzywajac slowo - miłość . miłość do drugiego czlowieka .
        cwaniactwo, wiercy od ca. 2 000 lat wycieraja sobie tym sloweim geby, widzac ,
        ze wynika z tego tylko jedno wielkie G . miłośći wsrod ludzi ( do osob obcych )
        nie bylo, nie ma i nie bedzie .
        zawracanie doopy o milosci po katolicku . bicie piany .

        -slowo miłość rezerwuje sobie dla swoich bliskich, rodziny, dzieci i NIKOGO wiecej .
        -slowo miłość moze byc uzyte w literaturze, poezji, w sztuce ,wobec natury .
        -dla obcych ludzi mozna miec respekt , szacunek, podziw itd. i NIC wiecej .




        • pocoo Re: Ateiści 11.11.12, 15:56
          karbat napisał:



          > wynika z tego tylko jedno wielkie G . miłośći wsrod ludzi ( do osob obcych
          > )
          > nie bylo, nie ma i nie bedzie .
          > zawracanie doopy o milosci po katolicku . bicie piany .

          Wszystkie Kościoły chrześcijańskie o tym mówią.Jak sie ci ludzie kochają...o zgrozo.


          > -slowo miłość rezerwuje sobie dla swoich bliskich, rodziny, dzieci i NIKOGO wie
          > cej .
          Bagatela.W ewangeliach napisano,że Jezus życzy sobie największej miłości.Jezeli ktoś kocha np swoje dziecko bardziej od niego to nie jest go godzien.
          Piramidalny idiotyzm.Czy można kochać kogoś obcego z nakazu?Masz go kochać i już.
          Niech sobie tę miłośc z nakazu walną o kant du.py.
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka