lenka2114
09.04.13, 16:42
Nie wiedziałam, w jakiej kategorii umieścić ten temat. W zasadzie nigdy, nie udzielalam sie na forach, ale po 3 latach życia z tym "problemem" postanowiłam poznać zdanie osób, które mnie nie znają.
Mam 21 lat. 3 lata temu przeżyłam straszną tragedię. Miałam bardzo ciężki rok, dużo sie wtedy zdarzyło. Opowiem wam swoją historię..
3 lata temu w wypadku samochodowym zginęło czworo moich znajomych, dosyć bliskich znajomych. (3 na miejscu a 4 w szpitalu) Jedyną osobą która przeżyła ten tragiczny wypadek był kierowca samochodu.
Dzień przed wypadkiem, byłam umówiona z moich dobrym kolegą na ten wypad za miasto. Miałam jechać razem z nimi, ale coś mi wtedy wypadło i nie pojechałam, spotkanie przełożyłam na wieczór. Po południu dowiedziałam się, że mieli wypadek. 3 osoby zginęły na miejscu a mój kolega trafił w ciężkim stanie do szpitala.
2 tygodnie leżał w śpiączce. Niestety nie udało się go uratować - zmarł w wyniku zbyt rozległego uszkodzenia mózgu, został odłaczony od aparatury podtrzymającej życie. Oczywiście rodzina zgodziła się, by został dawcą organów.
Od tamtej pory nawiedzają mnie dziwne sny, bardzo dziwne. Miałam ich kilka, spróbuję wam je streścić, gdyż wydaje mi się, że w nich jest wyjaśnienie. Podkreślam, że przed tym wypadkiem nie byłam specjalnie wierzącą osobą, jakoś nie przykładałam do tego wiekszęj wagi.
Pierwsze sny były koszmarne, krwaw i bardzo smutne.
Sen 1: Razem ze znajomymi (nie tymi co zgineli w wypadku) pojechałam do kogoś z nich do domu, by zrobić jakąś imprezę. W środku zabawy, ktoś zapukał do drzwi, poszłam otworzyć. W drzwiach stał on - mój kolega - M. Cały we krwi. Zabralam go do łazienki a on powiedział: "Nic mi nie jest, zostanę z wami i poimprezujemy", nagle wyglądał dobrze, nie było krwi, ani ran. Po chwili, gdy poszedł do łazienki, nie było go dłuższy czas, poszłam zajrzeć co z nim się dzieje, a on leżał w kałuży krwi. Zaczęłam krzyczeć, żeby wezwali pomoc, a oni na to, że o co mi chodzi. Powiedziałam, że M. leży w łazience we krwi i potzrebuje pomoc. Oni na to, że zwariowałam, że on nie żyje i głupoty opowiadam.
Sen 2. Byłam u niego w domu. Siedziałam w kuch i rozmawiałam z jego mamą. Nagle ktoś próbuje kluczami otworzyć drzwi. Wchodzi M. i mówi, że musi się umyć, bo jest brudny i zaraz do nas przyjdzie. Był cały od piasku. Wszedł do kuch usiadł na przeciwko mnie i zaczął rozmawiać tylko ze mną. Zaczął opowiadać o wypadku. Jak to było. Co czuł gdy był w śpiączce, że nie powinni go odłączać od respiratora. Złapał mnie za rękę i nagle pojawiliśmy się na miejscu wypadku. Powiedział mi, że wybacza kierowcy, że nie ma żalu, ani nikt z pośród ofiar i mam mu to przekazać. Zapytałam się, "dlaczego mi się śnisz?" Odpowiedział: "Bo ty mnie rozumiesz, wierzysz mi i spotkamy się niebawem".
Sen 3. Byliśmy u mnie w domu, po tym jak wyszłam z łazienki zniknął. Zaczełam go szukać. Wyszłam na podwórko a tam zobaczyłam różowy pył nad ziemią. Pojawiła się kobieta. Nie znałam jej, ale dokładnie widzialam jak wygląda i jak jest ubrana. Powiedziała mi , że muszę mu pomóc, że tylko ja mogę to zrobić i mam iść do jego rodziców, powiedzieć im o snach.
Był ich jeszcze kilka, podobnych, ale tak duzo, że nie będę opisywać wszystkich, tylko te bardziej znaczące.
Tego dnia przełamałam się i o snach powiedziałam swojej mamie. Zmartwiła się i radziła, żebym jednak poszła do jego rodziców i im też to opowiedziała. Myślałam, że to głupi pomysł, ale tak zrobiłam.
Gdy opowiedziałam, jego mamie o śnie 3 i jak opisałam tę kobietę, jego mama zamarła. Powiedziała, że opisem ta kobieta przypomina jego zmarłą siostrę, która zmarła wiele lat wcześniej.
Wtedy naprawdę się przeraziłam.
Na drugi dzień , gdy wróciłam z zajęc mama zawołała mnie do kuchni, powiedziała, że modliła się za niego wieczorem i przyśnił się jej. (podkreślam, że moja mama nie wiedziała jak on wygląda), zapytałam "a skad wiesz, że to on?" a ona powiedziała wiem i już w taki sposób ci się nie przyśni. Opowiedziała mi swój sen: Że zobaczyła go tak jakby za mglą, ale dokładnie wiedziała, jak wyglada, opisała mi go a ja nie mogłam w to uwierzyć. wołał moje imię. Mama mu powiedziała, że mnie tu nie ma, a on zapytał gdzie jestem. Poprosiła go aby dał mi spokój, a M. odparł, że potrzebuje mojej pomocy. W koncu zgodził się na układ, żeby moja mama się za niego modliła a on będzie mnie strzegł z "tamtąd" z początku jej mówił, że chce mnie zabrać ze sobą.
Od tamtej pory nie miałam więcej takich snów może 2 razy czy 3, ale były już inne, weselsze, czułam jak mi się śnił, że jest szczęśliwy, i ja byłam szczęsliwa po przebudzeniu. Dziś miałam też sen , chciał mi coś powiedzieć ważnego, ale telefon mnie obudził. Przez te ostatnie 3 lata jak mi się śni zaczełam interpretować każdy sen z jego udziałem i wiem, że jeszcze mi się przyśni, żeby powiedzieć mi coś co chciał podczas dzisiejszego snu. Zaczełam inaczej myśleć, zmieniło się moje podejście do życia, do wiary, lecz nigdy nie powiedziała kierowcy wypadku o tym, że miałam sen i M. powiedział, że on i reszta nie mają żalu i mu wybaczają.
Niektórzy mogą mnie uznać za wariatkę, ale ja zaczełam w te sny wierzyć, to dziwne ale aż tak blisko z nim nie byłam, to były relacje czysto kolega-koleżanka. Cos się zmieniło po jego śmierci, coś się we nie zmieniło. Po 3 snie nawet byłam u księdza, który za mnie i za M. odprawił msze. A co wy o tym myślicie, czy ja zwariowałam ?