Dodaj do ulubionych

Wielkie słowo: kapłan

31.07.13, 18:43
Obejrzyjcie ten krótki filmik. Zignorujcie tytuł, zignorujcie napis: protestanci.org, skupcie się na tym, co mówi gość.
Mianowicie: nie ma w KK kapłanów (w naszym rozumieniu- wybrańców, pośredników), my wszyscy jesteśmy kapłanami. Bez niczyjej łaski, jedynym warunkiem jest wiara w Jezusa. Możemy chrzcić, łamać chleb, rozmawiać z Bogiem bezpośrednio. To Bóg odpuszcza grzechy, nie ksiądz. Ale to żadne odkrycie- słowa na ten temat są w Biblii 2 tys. lat.
Po co nam księża? Po co nam ich chrzty, ich pogrzeby, ich msze, ich błogosławieństwa (jakim prawem ksiądz błogosławi?) Po co nam liczyć się z ich zdaniem, płacić za ich utrzymanie?
Wnioskuję, że księża mają tylko administrować, organizować życie religijne, służyć ludziom, głosić Słowo Boże itp.
A może się mylę?

www.youtube.com/watch?v=d0mfb0JBdRY
Obserwuj wątek
    • grgkh Re: Wielkie słowo: kapłan 31.07.13, 21:06
      Po co?

      Religia to najlepszy sposób, żeby ludźmi zarządzać. Fałszywymi obietnicami bez pokrycia i strachem.

      Religia to w gruncie rzeczy ORGANIZACJA, a organizacja to władza. Dla rządzących takimi organizacjami ludzie im podlegający to motłoch, któremu wciska się najgłupszy kit.
      • dinblack Re: Wielkie słowo: kapłan 31.07.13, 21:23
        Powoli dojrzewam do tego. To trudne, bo jak uwierzyć w kłamstwo, które trwa 2 tysiące lat, cholera.,..Żal mi dzieciństwa. W końcu ile wspomnien z kościołem, 1 komunia, uroczystości, wspólne msze z koleżankami, przeżycia, dary z salek katechetycznych...toż to kawał mojego życia. A teraz czuje się, jakby mnie ktoś 30 lat wodził za nos. Patrzę na grubych facetów w sukienkach, którym kłaniaja się kobiety. Kobiety, które w kościele mogą mieć 1 rolę. Mogą sprzątać.
        • grgkh Re: Wielkie słowo: kapłan 31.07.13, 21:36
          To, co piszesz, to jedna strona sprawy, ale jest i druga, chyba ważniejsza.

          To dojrzałość. Religia jest pewnego rodzaju infantylizmem (bez obrażania - po prostu dziecinne traktowanie ważnych kwestii). Wierzy dziecko. Rodzicom. Nauczycielom.

          Dorosły człowiek to ktoś, kto sam bierze odpowiedzialność za siebie.

          Przecież nie wiadomo, co jest prawdą. To my musimy domagać się dowodów prawdziwości - od tych, którzy nam "prawdę" oferują i od siebie, bo ktoś nas może chcieć oszukać. Żadna hipoteza nie musi być prawdziwa, ale najbardziej podejrzane są te, które uciekają od dowodów, a mimo to twierdzą, że są prawdziwe absolutnie - to dogmaty. Trzeba wątpić, być krytycznie nastawionym i... myśleć. Bo tyle jest sprzecznych ze sobą religii, tyle tysięcy bogów, którzy zawsze przecież istnieli, o istnieniu których ludzie byli jednakowo przekonani. Który miałby być prawdziwy?

          A zasady moralne? Przecież dotyczą ludzi. Można je w prosty sposób samemu sobie uzasadnić. Chcemy współistnieć z innymi na uczciwych zasadach (co dobre dla nas powinno być tak samo dobre dla innych), czy zwalczać ich, oszukiwać, wykorzystywać? To my musimy decydować. Tu religia jest zbędna.
          • dinblack Re: Wielkie słowo: kapłan 31.07.13, 22:21
            Wiara jest infantylna. Bo wierzy, nie sprawdza, nie mysli, nie podważa, nie podejrzewa. Właśnie: wierzy. Ale wiara jest czymś, czego ludzie potrzebują, również dorośli. To człowiek "wymyślił" wiarę. Ona daje otuchę w ciężkich czasach, czyni świat lepszym, czasem czyni cuda - można to nazwać pozytywnym nastawieniem, albo uruchomieniem tych 70% nieaktywnych obszarów mózgu, czy jakkolwiek. Życie bez wiary jest smutne:) Co nie znaczy, że ludzie wykorzystujący tę potrzebę nie są sk....nami.
            Przepraszam, źle napisałam wcześniej. Chodziło mi o to, że trudno uwierzyć, że coś, co istnieje aż 2 tys. lat, może być mistyfikacją. O, właśnie. Dlatego tak ciężko zacząć myśleć samodzielnie, sprawdzać, podważać, kwestionować.
            • grgkh Re: Wielkie słowo: kapłan 31.07.13, 23:09
              dinblack napisała:

              > Wiara jest infantylna. Bo wierzy, nie sprawdza, nie mysli, nie podważa, nie pod
              > ejrzewa. Właśnie: wierzy. Ale wiara jest czymś, czego ludzie potrzebują, równie
              > ż dorośli.

              Nieprawda. Potrzebują tylko tak, jak kolejnej dawki narkotyku potrzebuje narkoman.

              Nie rodzimy się z taką potrzebą. To dzięki obecności religii w naszym otoczeniu jesteśmy religijnie formatowani. To dlatego indoktrynację religijną zaczyna się od dziecka, o co bardzo organizacje religijne zabiegają.

              Tak naprawdę, to potrzebujemy czegoś innego:
              1) prawdziwej wiedzy o świecie - ona, w przeciwieństwie do nieposiadających jej, pozwala nam przetrwać i życie z nią jest bezpieczne i bardziej komfortowe. W przetrwaniu o to chodzi.
              2) obecności innych ludzi - współistniejemy, współpracujemy dzieląc role. Bez innych ludzi nie istnielibyśmy, bo kto (i po co miałby to robić) by nam przekazał to wszystko, co ludzkość zebrała od swych prapoczątków, ludzką kulturę.
              3) ludzkiej kultury - w najszerszym znaczeniu tego pojęcia. Kultura to wszystko, co nas formuje od dziecka, co z białej karty noworodka tworzy istotę myślącą, posługującą się logiką. To reguły zachowania, zwyczaje, zasady moralne... Bez tego bylibyśmy tylko niemyślącymi zwierzętami.

              Religia jest zbędna i szkodliwa.

              > To człowiek "wymyślił" wiarę.

              Najpierw jako próbę prymitywnego opisywania świata, gdy nasi przodkowie przestawali być tylko zwierzętami. A potem szybko wiara zamieniła się w system władzy nad ludźmi. Bo wiara to nie tylko sam dogmat o istnieniu boga/ów - to systemy religijne. Różne, ale o tej samej cesze - największej możliwej władzy nad ludzkim umysłem. Są inne sposoby władzy nad nim, ale silniejszego od wiary religijnej nie ma.

              > Ona daje otuchę w ciężkich czasach,

              Ciężkie czasy to my sami prowokujemy swoim postępowaniem wobec innych ludzi. Zamiast się popierać,"być dla siebie lepszymi", wolimy jedni drugich okłamywać i wykorzystywać. Dlaczego?

              Bo to właśnie od kołyski religia uczy nas kłamstwa i wiary (oszukiwania innych, mówienia im, że coś jest prawdziwe, choć nie ma na to dowodu). Przenika naszą kulturę od zawsze. Włada nią i nie chce tej władzy oddać. Nie pozwala zrozumieć, że dla ludzi przede wszystkim ważni są inni ludzie, i że życie jest tylko jedno - tutaj i teraz.

              > czyni świat lepszym,

              Nie. Mami, że tak jest. Tam, gdzie jest władza absolutna nad ludźmi wierzącymi, tam zawsze zrodzi się pokusa, by tej władzy użyć dla swojej wygody. Tym bardziej w zakłamanym świecie religijnych dogmatów, które są już na pierwszy rzut oka fałszywe, ale tego fałszu NIE WOLNO w myślach wypowiadać. Świat kłamstwa nie jest lepszy. To świat oszukanych ludzi. Tysiące lat, miliardy istnień istot potencjalnie myślących, zamienionych w bezmyślne wehikuły dla fałszywych idei.

              > czasem czyni cuda - można to nazwać pozytywnym nastawieniem,
              > albo uruchomieniem tych 70% nieaktywnych obszarów mózgu, czy jakkolwiek.

              Nieprawda. Nie ma nieaktywnych obszarów mózgów. Zamiast rozmyślać o swoim zbawieniu PO ŚMIERCI, zamiast służenia religijnym ideom, moglibyśmy być - po prostu - humanistami.

              Ale humaniści zawsze byli zwalczani przez organizacje religijne, bo odbierali im podstawy władzy.

              > Życie bez wiary jest smutne:)

              Moje jest piękne, bo wreszcie rozumiem prawdziwy sens życia.

              > Co nie znaczy, że ludzie wykorzystujący tę potrzebę nie są sk....nami.
              > Przepraszam, źle napisałam wcześniej. Chodziło mi o to, że trudno uwierzyć, że
              > coś, co istnieje aż 2 tys. lat, może być mistyfikacją. O, właśnie. Dlatego tak
              > ciężko zacząć myśleć samodzielnie, sprawdzać, podważać, kwestionować.

              Tysiące lat okłamywania ludzi. Jak cwanym i cynicznym sk...nem trzeba być, żeby to tak ciągnąć.

              A jak jest?

              Gdy narodziła się ludzkość - nie wiedziała o świecie nic. Jak dziecko. Wiedzę o świecie zdobywała formułując hipotezy i sprawdzając ich prawdziwość. To metoda naukowa zwana nauką, w skrócie. Tylko to jest prawdziwe, co zdołamy udowodnić. O reszcie nie wiemy nic - może prawda, może nie... Ale nie wolno mówić, że to jest prawda. Jak w przypadku wiary.

              Istnieje to, co jest prawdziwe, bo istnienie to element NASZEGO OPISU ŚWIATA. Reszta, której prawdziwości nie znamy - nie istnieje.

              Bogowie nie istnieją. Logicznie NIE WOLNO twierdzić, że istnieją.

              Brońmy się przed uczeniem nas fałszywej logiki. A świat stanie się lepszy. Prawda zawsze jest lepsza od fałszu, którym nas ktoś karmi.
              • dinblack Re: Wielkie słowo: kapłan 31.07.13, 23:41
                Słuchaj, no generalnie się zgadzam, że religia i ślepa wiara w rękach manipulatorów to bardzo groźne narzędzie, ale unikałabym tak ostrych sformułowań. Tak, lepiej poznawac świat, starac się zrozumieć, niemniej jest jeszcze tyle miejsc w świecie, do których umysł ludzki nie ma dostępu...
                Nie mam nic przeciwko takiej wierze, kiedy dziecku mówi się, że jest Bóg, ktory kocha i dla którego to dziecko jest ważne. Sądzę, że to dla dziecka przekaz pozytywny i buduje jakieś pozytywne nastawienie do życia. I tak nie jestesmy w stanie ogarnąć sensu życia, aktu stworzenia świata, strachu przed śmiercią itp, więc skoro ktos wierzy całe życie w dobrego boga, czy to w czymś szkodzi? O ile takiego dziecka nie szantażuje się grzechem, boską obrazą, piekłem i nie manipuluje sie nim przez reszte życia.
                A równocześnie można pracować nad sobą i relacjami z ludźmi i wierzyć we własne siły, zamiast modlic się o deszcz:)
                No, ale ja mówię o wierze, nie kościele, zorganizowanym, hierarchicznym, z daninami, przedmiotami kultu, pokazywaniem, kto ile znaczy, a kto wróg.
                Wiara w boga/bóstwa/bogów istniała od zawsze, we wszystkich kulturach. Można zaryzykować twierdzenie, że ludzie tego potrzebują.
                I dlaczego mówisz, że nie ma nieaktywnych rejonów mózgu? Naukowcy udowadniają, że tak jest. Skoro to sprawdzili, powinnam im chyba uwierzyć?:)
                • grgkh Re: Wielkie słowo: kapłan 01.08.13, 01:16
                  dinblack napisała:

                  > Słuchaj, no generalnie się zgadzam, że religia i ślepa wiara w rękach manipulat
                  > orów to bardzo groźne narzędzie, ale unikałabym tak ostrych sformułowań.

                  Prawda nie jest ostra. Jest neutralna. Dlaczego wydaje Ci się ostra? Pomyśl - to kulturowy dogmat...

                  > Tak, l
                  > epiej poznawac świat, starac się zrozumieć, niemniej jest jeszcze tyle miejsc w
                  > świecie, do których umysł ludzki nie ma dostępu...

                  Co to znaczy, że "nie ma dostępu"? Może na razie tylko? A czy jak czegoś nie wiesz, to nie lepiej tak powiedzieć, zamiast łatać to "prawdą pozorną"? Taka prawda to zwyczajne kłamstwo. Po co się okłamywać wzajemnie?

                  > Nie mam nic przeciwko takiej wierze, kiedy dziecku mówi się, że jest Bóg, ktory
                  > kocha i dla którego to dziecko jest ważne.

                  Sorry, to bzdura...

                  Dzieci nie powinno się okłamywać. Nie ma bogów. Tacy bogowie nie kochają. Miłość to sprawa ludzi. To my musimy dzieci kochać i im to mówić. Taka ma być prawda. Dlaczego kłamstwo o kochającym bogu ma być lepsze od braku naszej miłości? Nie uważasz, że ta proteza z bogiem nas "zwalnia" od tego obowiązku miłości? To jest kolejne zło, które nam czyni system religijny.

                  > Sądzę, że to dla dziecka przekaz po
                  > zytywny i buduje jakieś pozytywne nastawienie do życia.

                  Nieprawda, bo jednocześnie dziecko styka się z cierpieniem i nienawiścią, które ten sam bóg toleruje. Tego nie daje się uzasadnić logiką. To wypacza zdolność do stosowania logiki. Uczy tego, ze alogiczne konstrukcje dzieci akceptują jako logiczne.

                  > I tak nie jestesmy w st
                  > anie ogarnąć sensu życia,

                  Sens życia jest prosty - żyć, bo się urodziliśmy. Być ludzkim dla innych, by dawać przykład jakimi chcemy by oni byli dla nas. Człowiek ma mózg i wrodzoną potrzebę jego używania. Powinien czerpać z tego radość - tak mam ja, cieszy mnie szukanie i odkrywanie (prawd). Boga nie potrzebuję. Jest mi zbędny.

                  Religie z bogami istnieją nie po to, o czym piszesz, ale by RZĄDZIĆ ludźmi. Taka jest prawda. Reszta to ściema, którą Cię karmiono, i którą przyjmujesz jako dogmat. Przemyśl to.

                  > aktu stworzenia świata,

                  Bzdura. Co to za "akt"? Ważne jest to, co teraz.

                  > strachu przed śmiercią itp,

                  Czego się boisz? Ze Cię kiedyś nie będzie? Czy tego, że umieranie będzie cierpieniem?

                  Dla mnie moja śmierć nie istnieje. Żal mi tych, których obecność wypełniała moje życie, a którzy zniknęli na zawsze. Ale to egoistyczne uczucie. Zdaję sobie z tego sprawę. Wszyscy jesteśmy śmiertelni. Umrzemy. I co z tego?

                  Pomyśl o miliardach ludzi, którzy zmarnowali swoje życie służąc organizacjom religijnym, oddali im wszystko i dostali NIC, bo nie ma zaświatów (bo według której wersji religijnej?).

                  To jest potworna zbrodnia na całej ludzkości. W imię władzy. W imię kłamstwa. W imię niewolnictwa umysłowego.

                  > w
                  > ięc skoro ktos wierzy całe życie w dobrego boga, czy to w czymś szkodzi?

                  Tak, to jest źle. To odbiera potencjał ludzkości. Ludzie, którzy mogliby jej coś wartościowego dać. Służyli ludzkim panom, oszustom.

                  Czy dzisiejsi ateiści są gorsi? Ilu wspaniałych ludzi było i jest wśród nich. Czy znasz historię Kazimierza Łyszczyńskiego? Polak. Jakie wspaniałe myśli były jego autorstwa. Ale religijne lobby zabiło go. Mało tego - zginął w męczarniach. I Ty pytasz, czy wiara szkodzi? Tak. Daje poczucie siły oszołomom. Popatrz na Rydzyka. Ilu emerytom drenuje kieszenie. Okrada ich ze środków na leki...

                  > O ile
                  > takiego dziecka nie szantażuje się grzechem, boską obrazą, piekłem i nie manipu
                  > luje sie nim przez reszte życia.

                  Ale po co to?

                  > A równocześnie można pracować nad sobą i relacjami z ludźmi i wierzyć we własne
                  > siły, zamiast modlic się o deszcz:)
                  > No, ale ja mówię o wierze, nie kościele, zorganizowanym, hierarchicznym, z dani
                  > nami, przedmiotami kultu, pokazywaniem, kto ile znaczy, a kto wróg.
                  > Wiara w boga/bóstwa/bogów istniała od zawsze, we wszystkich kulturach.

                  I wreszcie trzeba to zmienić.

                  > Można za
                  > ryzykować twierdzenie, że ludzie tego potrzebują.

                  Jak narkomani. Wiem, że potrzebują. Jak wysadzający się w powietrze fundamentalista zabijający niewinnych ludzi.

                  > I dlaczego mówisz, że nie ma nieaktywnych rejonów mózgu?

                  Nie ma. Co nieaktywne, to zamiera. Aktywność mózgu przejawia się tym, że powstają połączenia konfigurujące sieć neuronów. Taka sieć to określona informacja i wpływa NA PEWNO na działanie reszty mózgu. Tego NIE DA SIĘ WYIZOLOWAĆ jako nieaktywność. To bzdura.

                  > Naukowcy udowadniają,
                  > że tak jest. Skoro to sprawdzili, powinnam im chyba uwierzyć?:)

                  E tam... Przemyśl to.

                  We Wszechświecie WSZYSTKO zależy od WSZYSTKIEGO. Nie ma izolowanych, niewpływających na siebie obszarów.
                  • dinblack Re: Wielkie słowo: kapłan 01.08.13, 01:44
                    Eee, jakoś ciężko z Tobą rozmawiać. Nie dlatego, że tak zbijasz argumentami, ale nieprzejednany ton i traktowanie z góry (bzdura, e tam, przemyśl to itp) mi się nie podoba. Szanuję Twoje zdanie, i na tym poprzestanę. Pozdrawiam:)
                    • grgkh Re: Wielkie słowo: kapłan 01.08.13, 11:00
                      dinblack napisała:

                      > Eee, jakoś ciężko z Tobą rozmawiać. Nie dlatego, że tak zbijasz argumentami, al
                      > e nieprzejednany ton i traktowanie z góry (bzdura, e tam, przemyśl to itp) mi
                      > się nie podoba. Szanuję Twoje zdanie, i na tym poprzestanę. Pozdrawiam:)

                      I na tym to polega. Kultura kształtuje nas w określony sposób. Nasiąkamy schematami myślowymi i bardzo trudno jest się nam z nimi rozstawać.

                      Piszesz o moim "nieprzejednanym tonie", ale tu chodzi wyłącznie o argumenty. Co mam powiedzieć i w jaki sposób, jeśli tezę "zbitą argumentami" wciąż jak mantrę powtarzasz, że "ludziom tego potrzeba"? Przecież zgodziłem się, że "potrzeba" i tylko tłumaczę DLACZEGO tak jest.

                      Nie ma dyskusji "poszukiwania prawdy" z "dogmatem". Dogmat zawsze będzie uważał, że ma rację i że "nie wolno urazić jego uczuć" (w domyśle - są to sprawy, o których nie wolno otwarcie mówić).

                      Światem rządzi kłamstwo. To specjalna technika, której celem jest posiąść i za wszelka cenę utrzymać władzę. Co za różnica która religia rządzi. Ważne, że rządzi. Tylko o to chodzi. Gdzie jest prawdziwa władza i profity z niej wynikające nie liczą się sentymenty i wolność myślenia oraz wypowiadania się.

                      Nasza rozmowa to próba spotkania się odmiennych poglądów. Trzeba je wypowiedzieć i styl wypowiedzi to drugi plan. Czy jeśli moje wypowiedzi wydały Ci się zbyt ostre, to znaczy to cokolwiek dla moich argumentów? Czy Twoje argumenty, jeśli spotkały się z kontrargumentami, ocalały? Czy powinny nadal istnieć w przestrzeni publicznej jako niezbite?

                      Sprawa jest w kłamstwie, które nas otacza ze wszystkich stron. W naszej zgodzie na jego tolerowanie. NIGDY na kłamstwo i fałsz nie będę się zgadzał. A prawdy trzeba szukać wciąż od nowa - nikt nie jest jej właścicielem na zawsze.

                      Ale rozmawiało mi się z Tobą miło. Pozdrawiam. :)

                      PS. W najnowszym numerze "Faktów i Mitów" można znaleźć pierwszą porcję usuniętych przez kurię z internetu krytycznych wobec KRK i jego "kapłanów" tekstów księdza Lemańskiego. My, stojący poza religią, najczęściej ateiści mówimy dokładnie to samo. To instytucja przesiąknięta złem, działająca w Polsce od tysięcy lat, kształtująca naszą, polską mentalność. Ona nas, Polaków, statystycznie czyni takimi, jakimi jesteśmy. Jakże trudno jest wyzwolić się w kajdan takiego myślenia, które ewoluuje w stronę nienawiści RM i biskupów, takich jak Hoser, zwalczających krytykę.

                      TA RELIGIA nie będzie NIGDY ewoluowała w stronę dobra, bo dobrem się nie zdobywa władzy. W tym samym numerze FiM jest także coś o Hoserze. Ile nienawiści jest w tej ideologii boga kochającego ludzi. Jak bardzo to wszystko jest zakłamane. Jak bardzo staliśmy się niewolnikami.

                      A słowa prawdy zawsze będą za ostre dla tych, którzy dotąd starali się być widzianymi jako ideały. Ale to oni są winni nienawiści, której są obecnie największym źródłem. Nie wiem do czego to doprowadzi w przyszłości, ale zdolność do brutalnej konfrontacji narasta. Przeraża mnie to.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka