cherrywt
03.04.05, 02:32
Gdy wygnany z Pomorza przybyłem na studia do Krakowa, ledwo co zdążyłem poznać
kardynała Wojtyłę i tyle go widziałem. Ale z jak wielką radością wśród braci
studenckiej przyjąłem jego nominację na papieski tron. Potem było to okno,
potem studia się skończyły, potem wróciłem do domu na Pomorze, potem
uczestniczyłem w kolejnych pielgrzymkach Jana Pawła II do ojczyzny. Potem
pojechałem już do schorowanego paieża do Rzymu. Dziś historia zatoczyła koło.
Moja córka podjęła studia w Krakowie. Właśnie wróciła spod okna na
Frańciszkańskiej. Pożegnała papieża. Dwa pokolenia splecione wielką miłością
do człowieka, który wskazywał dobro, uczył dobra. Czy choć trochę skorzystamy
z tych nauk? Czy choć trochę będziemy lepsi?