Dodaj do ulubionych

Do wierzących: co oficjalnie po śmierci?

12.10.07, 23:08
To nie prowokacja :))
Zwyczajnie mam nadzieję dowiedzieć się, w co wierzy (powinien wierzyć?)
współczesny, młody, polski, wykształcony katolik: co czeka go po śmierci?
W czasach, gdy byłem jeszcze wierzący, za nic nie potrafiłem pogodzić swej
cichej wiary w nieśmiertelną duszę (którą miałem nadzieję w sobie odnaleźć;)
ze zmartwychwstaniem ciała, które zademonstrował Jezus, w które kazało mi
wierzyć Credo i na które absolutnie nie miałem ochoty!
Nigdzie też nie znalazłem jakiejś sensownej odpowiedzi na to pytanie, co - w
religii opartej zasadniczo na wierze w zmartwychwstanie jej twórcy - jest
bardziej niż dziwne.
A może nie wiedzą tego tylko tacy ateiści, jak ja?
Dlatego pytam: czy i dlaczego wierzycie, że po śmierci
A) Nie ma nas (jesteśmy martwi!) i w tej postaci „czekamy” na ponowne
nadejście Mesjasza, który na Sądzie Ostatecznym przyjdzie sądzić żywych i
umarłych. Dopiero wówczas zmartwychwstaniemy i, jeśli będzie nam dane, żyć
będziemy wiecznie w Królestwie Bożym. (Na ziemi?? A co, jeśli nie? Idziemy
fizycznie do piekła? A co z niechrześcijanami?)
B) Nasza dusza niezwłocznie udaje się na Sąd Ostateczny, gdzie decyduje się o
jej losie. I tylko w tej postaci (to znaczy... w jakiej?) żyje wiecznie w
Niebie, albo...no co,właśnie? ( Zła dusza umiera czy cierpi wiecznie? To po co
zmartwychwstanie? I po co Mesjasz miałby się powtórnie fatygować? )
C) Ciało umiera, dusza idzie (zawsze?? każda??) do nieba i tam „czeka”.
Nadchodzi koniec świata: dusza wraca do ciała, które zmartwychwstaje i
wybiera się na Sąd Ostateczny. Czy to znaczy, że wieczne fizyczne życie na
ziemi byłoby jednak lepsze od wieczności w niebie?...
D) Następuje... reinkarnacja lub jakieś jeszcze inne rozwiązanie, którego nie
ma w Biblii? Jeśli tak, to przecież i całą resztę można sobie darować – nie
jest się de facto chrześcijaninem!

Czy są w tej sprawie jakieś oficjalne wytyczne Watykanu, które to odpowiednio
do czasów regulują? Doszło do mnie, że Watykan już się przy diable i piekle
nie upiera (jak by nie było: XXI w.). To jak jest?

Liczę na szczere odpowiedzi wierzących, dlatego zapewniam, że nie zamierzam
się z nikogo natrząsać i proszę o to moich „braci i siostry w niewierze”, aby
w tym wątku tego nie robili.

PS.
W Niemczech jest ca. 70% protestantów i katolików. Ale tylko 52% Niemców
wierzy w nieśmiertelną duszę, a w zmartwychwstanie ciała zaledwie 35%.
Możecie sobie wyobrazić *bycie* chrześcijaninem *bez* wiary w
nieśmiertelność duszy i zmartwychwstanie ciała, a więc bez liczenia na łaskawy
Sąd Ostateczny i jakąkolwiek nagrodę po śmierci?
Czy taki "beznadziejnie bezinteresowny" chrześcijanin... to jeszcze chrześcijanin?
Obserwuj wątek
    • eviva7 Re: Do wierzących: co oficjalnie po śmierci? 13.10.07, 07:36
      Jesteśmy duchami,aniołami pochodzącymi z Nieba,obdarzonym wolną wolą.Kiedy
      zaczęliśmy jej nadużywać powstała z części ducha grzeszna dusza.Z tego procesu
      upadku powstał też świat materialny i Ziemia,na której musimy się oczyszczać w
      kolejnych reinkarnacjach,przy pomocy obecnego w nas Ducha Chrystusowego.Dusza po
      śmierci udaje się do duchowych obszarów oczyszczania,gdzie czeka na kolejne
      inkarnacje.Zmartwychwstanie dotyczy duszy,a nie fizycznego ciała.Chrystus jako
      Pierworodny Syn Boży inkarnował się w jednorazowe,fizyczne ciało Jezusa dla
      naszego zbawienia.Dzięki śmierci Jezusa,każdy ma w sobie Ducha
      Chrystusowego,który jest jego Osobistym Zbawicielem.Chrystus nie umarł,bo w
      duchu wszyscy jesteśmy nieśmiertelnymi duchami-duszami.Powrócił do Nieba w takim
      samym ciele duchowym,w jakim przyszedł na Ziemię.Teraz nadchodzi czas wielkich
      przemian i kataklizmów{2012r?},poprzedzające duchowe przyjście Chrystusa na
      Ziemię i utworzenie jego 1000 letniego Królestwa Pokoju.Po tym okresie
      ostateczna walka ze złem i zniknięcie fizycznego świata.
      • elam1 Re: Do wierzących: co oficjalnie po śmierci? 13.10.07, 16:52
        Eviva nie przeczytałaś, pytanie było do wierzących katolików.
        A tak na marginesie, mieszasz nauki chrzescijaństwa z filizofia
        wschodu i mówisz o ew. np. Jezusa - daj spokój trafisz na chwiejna
        głowę i komus namieszasz ale nie pomożesz.
        • primum_non Re: Do wierzących: co oficjalnie po śmierci? 20.10.07, 01:52
          elam1 napisała:

          > Eviva nie przeczytałaś, pytanie było do wierzących katolików.
          > A tak na marginesie, mieszasz nauki chrzescijaństwa z filizofia
          > wschodu i mówisz o ew. np. Jezusa - daj spokój trafisz na chwiejna
          > głowę i komus namieszasz ale nie pomożesz.
          Czy masz odpowiedni certyfikat,by prowadzić taką dyskusję?Niewierząca w życie
          pozagrobowe wierząca czy niewierząca czy nawracająca się na wiarę?Znam
          osoby,które są wyznania katolickiego,a interesują się mocno elementami innych
          religi,zjawiskami paranormalnymi uzdrowieniami czy cudami-a nawet w pewien
          sposób sektami czy komunami.Nie jest to na pewno religia katolicka,ale może mieć
          związki przynajmniej z chrześcijaństwem,ale nie zawsze.W innych religiach może
          nie być życia pozagrobowego wcale,w religii katolickiej nie jest to
          jednoznacznie zdefiniowane i wyznawane,na pewno coś takiego jest elementem
          religii katolickiej.Przesłanki do możliwości życia pozagrobowego to na przykład
          skuteczne działanie człowieka na Ziemi-można zapobiec urazowi podczas upadku
          poprzez staranność i odpowiednie tempo działania.Życie pozagrobowe jest tylko
          krokiem dalej,i wyzwoleniem się z wiary w przemożną siłę bytu materialnego.Bóg
          ma swoje zasady które są dogmatami religii,np. ci którzy się wywyższają będą
          poniżeni i na odwrót.Nie bardzo pamięta się o potępionych których czeka kara lub
          możliwość oczyszczenia przez cierpienie.Tak wogóle świat nie jest znany
          czlowiekowi,na przykład jaka jest relacja czasu do życia pozagrobowego i co to
          jest czas,i czy wszystko trzeba brać,lub nie ,dosłownie.
          • tequila57 w moim chrześcijańskim niebie(lub piekle) 01.11.07, 09:38
            nie będzie dziennikarzy z GW, przechrztów z PO, komunistów z LiD, profesorków fiki-miki, niesiołków, biczujących się bonich i pijanych magisterów
            • lukituki1 Odpowiedź na pytanie, czyli wreszcie coś na temat 01.11.07, 10:14
              Punkt widzenia katolika.
              Po pierwsze, wraz ze śmiercią stajemy się... jakby to określić... wymiarowo
              upośledzeni. Tak jak Bóg jest poza czasem, tak i nasza dusza "zawiesza się" w
              wieczności.
              I jeśli tylko żyliśmy dobrze, zgodnie z etyką i Bożą nauką, będziemy zbawieni.
              W Ewangelii jest fragment mówiący o tym, że "wszystkie grzechy zostaną nam
              odpuszczone oprócz grzechu przeciw Duchowi Świętemu". Oznacza to, że Bóg nam
              wybaczy wszystko. Grzech przeciw Duchowi Świętemu to nieuznawanie istnienia Boga.
              A jeśli w chwili śmierci nie będziemy uważać, że Bóg istnieje, nas kocha itd.,
              sami Go odrzucamy. Po śmierci nie ma czasu, nie ma więc możliwości zmiany.
              Piekło to nie sala tortur, w której mściwy stwórca katuje tych, których nie
              polubił. Piekło to stan niebytu. Jeśli nie zostaniemy zbawieni, po naszej
              śmierci nie będzie NIC. To znaczy umrzemy jak zwierzęta, czyli wraz z naszym
              ciałem umrze nasza świadomość. Tak, jakby nas nigdy nie było.
              I to jest nasz wybór. Albo żyjemy w zgodzie z Bogiem i po śmierci jesteśmy
              wiecznie szczęśliwi, albo umieramy jak zwierzęta - czyli tracimy świadomość,
              tracimy duszę.
              • mieux niebyt 01.11.07, 12:27
                Po śmierci oczywiście niebyt. Zgodnie z Biblią po śmierci nie ma żadnego
                działania ani żadnych myśli.
                W określonym czasie, nie wiadomo kiedy, ma nastąpić zmartchwystanie.
                Zmartchwystanie umarłych ma poprzedzić Armagedon czyli wojna Boża poprzedzona
                licznymi znakami takimi np. jak zniszczenie miasta bałwochwalczego na siedmiu
                pagórkach, czyli Rzymu! (jest to siedziba Watykanu - a więc zgodnie z Biblią
                jest miastem bałwochwalczym!)
                Katolicy zachowują się doprawdy dziwacznie: płaczą nad trumnami i grobami a
                jednocześnie wierzą, że człowiek po śmierci idzie do nieba, gdzie jest
                szczęśliwy, czyli płaczą i smucą się, że ktoś będzie szczęśliwy. To zupełnie
                bezsensowne wierzenia i zachowania. Jeśli ktoś po śmierci miałby iść do nieba,
                to zamiast iść na operację, leczyć się, sztucznie przedłużać życie, powinien
                cieszyć się, że wkrótce umrze i dołożyć starań aby nastąpiło to jak najszybciej.
                A rodzina powinna mu w tym pomóc - jeśli mu dobrze życzy po katolicku.
                • protoplex Re: niebyt 01.11.07, 15:19
                  Konstantynopol też leżał na siedmiu wzgórzach. Jesteś trochę tendencyjna/y w swoich sądach.
                  • mieux Re: niebyt 05.11.07, 15:58
                    Sorry, nie wiedziałam o położeniu Konstantynopola. Położenie Rzymu jest po
                    prostu bardziej znane. Dzięki za cenną uwagę.
                • linke1 Re: niebyt 01.11.07, 18:21
                  Oto fragment z Biblii z Ewangelii św Jana
                  Był wśród faryzeuszów pewien człowiek, imieniem Nikodem, dostojnik
                  żydowski. 2 Ten przyszedł do Niego nocą i powiedział Mu: «Rabbi,
                  wiemy, że od Boga przyszedłeś jako nauczyciel. Nikt bowiem nie
                  mógłby czynić takich znaków, jakie Ty czynisz, gdyby Bóg nie był z
                  Nim». 3 W odpowiedzi rzekł do niego Jezus: «Zaprawdę, zaprawdę,
                  powiadam ci, jeśli się ktoś nie narodzi powtórnie*, nie może ujrzeć
                  królestwa Bożego». 4 Nikodem powiedział do Niego: «Jakżeż może się
                  człowiek narodzić będąc starcem? Czyż może powtórnie wejść do łona
                  swej matki i narodzić się?» 5 Jezus odpowiedział: «Zaprawdę,
                  zaprawdę, powiadam ci, jeśli się ktoś nie narodzi z wody i z Ducha,
                  nie może wejść do królestwa Bożego*. 6 To, co się z ciała narodziło,
                  jest ciałem, a to, co się z Ducha narodziło, jest duchem. 7 Nie dziw
                  się, że powiedziałem ci: Trzeba wam się powtórnie* narodzić. 8
                  Wiatr* wieje tam, gdzie chce, i szum jego słyszysz, lecz nie wiesz,
                  skąd przychodzi i dokąd podąża. Tak jest z każdym, który narodził
                  się z Ducha».
                • sniegbielszy Re: niebyt 01.11.07, 21:28
                  mieux, po smierci bliskiego placzemy, bo rozstanie i tesknota za tymi co odeszli
                  jest wielka. Zal serca sciska.
                  Pociecha natomiast jest, ze spotkamy sie znow, ze tak naprawde to tylko chwila
                  i znow bedziemy razem.
                  Wiec jak widzisz nic tu nie jest nielogiczne, czy tez niezgodne ze zwyklymi
                  ludzkimi uczuciami. Pozostaje nadzieja, a ta jest jedna z trzech cnot boskich:
                  wiara, nadzieja i milosc.
                • funix Re: niebyt 01.11.07, 22:07
                  mieux napisała:

                  > Katolicy zachowują się doprawdy dziwacznie: płaczą nad trumnami i grobami a
                  > jednocześnie wierzą, że człowiek po śmierci idzie do nieba, gdzie jest
                  > szczęśliwy, czyli płaczą i smucą się, że ktoś będzie szczęśliwy. To zupełnie
                  > bezsensowne wierzenia i zachowania. Jeśli ktoś po śmierci miałby iść do nieba,
                  > to zamiast iść na operację, leczyć się, sztucznie przedłużać życie, powinien
                  > cieszyć się, że wkrótce umrze i dołożyć starań aby nastąpiło to jak najszybciej
                  > .


                  Uważam, że to słuszne spostrzeżenie!
                  Przeżyłem w życiu jeden, jedyny przypadek, kiedy ktoś tak właśnie się zachował i
                  byłem pod mocnym wrażeniem!
                  To znaczy zupełnie spokojnie i pogodnie powiedział o śmierci swojej matki, długo
                  chorującej staruszki: „Już nie cierpi. Jest teraz u naszego Ojca”. A my
                  myśleliśmy, że skoro żartuje, to musiało się jej polepszyć...
                  Mówię o... niemieckim księdzu katolickim.

                  pozdrawiam :)
              • funix Wreszcie coś na temat ;) 01.11.07, 21:48
                Dzięki!
                Czy mam rozumieć, że opowiadasz się za rozwiązaniem A? W takim razie jeszcze
                parę pytań, jeśli można;)
                1. Kiedy zadecyduje się o naszym losie: zaraz po śmierci, czy na Sądzie
                Ostatecznym, po ponownym nadejściu Jezusa?
                2. Co ze zmartwychwstaniem ciała (zajrzyj do Łukasza)? Ta wieczna szczęśliwość
                czeka nas (duszę) w niebie, czy na ziemi, po zmartwychwstaniu?
                3. Jak godzisz chrześcijańską definicję duszy (jednorazowo, „własnoręcznie”
                stworzonej przez Boga) ze współczesną wiedzą na temat psychiki i świadomości
                człowieka? (Krótko: co to jest dusza, to samo co świadomość?)

                Pozdrawiam :)
              • ksi33 Re: Odpowiedź na pytanie, czyli wreszcie coś na t 18.11.07, 23:22
                Ale ztego co piszesz bóg nie jest sprawiedliwy.
                jeżeli zyłeś dobrze nikogo nie krzywdziłeś byłeś dobrym człowiekiem
                ale nie wierzyłeś w niego(grzech przeciwko duchowi świetemu)to nie
                bedziesz zbawiony
                Jezeli naweet zabiłes i krzywidziłeś tysiace ludzi na łozu śmierci
                żałowałeś i wierzyłes w Boga to bedziesz zbawiony..
                Z tego wynika że Bóg nie jest obiektywny i jest niesprawiedliwym
                egoistą dlatego wydaje mi sie ze to naprawno nie jest tak jak ty
                mówisz

                pozatym...o jakim szczesliwym niebie mówimy...Jak np osoba wierzaca
                moze byc wniebie szczesliwa skoro jej brat matka czy ojciec byli
                załózmy niewierzacy i nie zostali zbawieni?Wiec niejest to pełnia
                szczescia bo nie ma najblizych
                • marta2332 Re: Odpowiedź na pytanie, czyli wreszcie coś na t 20.11.07, 22:56
                  Jak mozna mowic o Bogu, ze stworzył piekny swiat.Jaki ten świat jest piekny jeżeli ocieka krwią? Zycie powstało z przemocy i miłości, a nie z miłosierdzia bożego. Miłość można rozumiec jako pociąg do płci przeciwnej, to z nich rodzi sie życie.
            • janek344 Re: w moim chrześcijańskim niebie(lub piekle) 01.11.07, 11:55
              ale pewnie będzie ojciec Rydzyk?
            • obywatel_nienumerowanej_rp ... i niczego nie będzie... 01.11.07, 13:22
              ... jak mawiał klasyk twojego ugrupowania politycznego - obywatel
              Kononowicz...
              trafi tam tylko rydzyk zastanawiający się jak trąbę anielską
              przerobić na rozgłośnię i jankowski jako akwizytor swojego wina i
              szukający atrakcji w postaci młodych chłopięcych duszyczek...
            • magazynio1 Re: w moim chrześcijańskim niebie(lub piekle) 01.11.07, 17:18
              tequila57 napisał:

              > nie będzie dziennikarzy z GW, przechrztów z PO, komunistów z LiD, profesorków f
              > iki-miki, niesiołków, biczujących się bonich i pijanych magisterów

              za to bedzie 666 Kaczynskich?
            • edgar92 Re: w moim chrześcijańskim niebie(lub piekle) 01.11.07, 18:58
              W twoim niebie będą: Ojciec Tadeo, czarownica, kot Alik, kartofle, genetyczny patriota Suski i tow. Kryże.
        • comrade A ja mam inne, też bardzo ciekawe pytanie ! 01.11.07, 08:25
          Moje pytanie jest takie:

          Jak oficjalna doktryna kościoła katolickiego radzi sobie z paradoksem tożsamości
          człowieka w niebie. Wszyscy wiemy że ludzie nie zostali stworzeni do wieczności,
          np. wykonując długo jakąś monotonną czynność - choćby nie wiadomo jak z początku
          fajną i przyjemnną - z czasem zawsze pojawi się poczucie wyczerpania, znudzenia,
          przyjemność zmaleje aż w końcu znikinie. Jesteśmy ograniczeni czasem i
          przestrzenią, mamy ograniczone mozliwosci intelektualne (np pojemność naszej
          pamięci itp). No więc jesli czlowiek mialby isc do nieba, z taką tożsamoscia
          jaka mial za zycia i z takimi mozliwosciamui umyslowymi to przeciez ostatecznie
          w koncu bym sie tam zanudzil 'na smierc' :)

          Wiec wyglada na to ze w niebie bedzie trzeba dokonac upgrade'u naszych
          mozliwosci intelektualnch tak by zrobic z nas cos w rodzaju pół-bogów, bo jesli
          mialaby byc zachowana tylko zdolnosc intelektualna oraz tozsamosc z okresu
          ziemskiego to w niebie wszyscy by pewnie byli nieszczesliwi. Wniosek: do nieba
          nie pojde JA. Do nieba trafi jakis inny byt, znacznie doskonalszy, bo moja
          tozsamosc i moj umysl jest przyzwyczajony do istnienia tylko ze swiadomoscia
          skonczonosci! Nie da sie mi tego przyzwyczajenia do skonczonosci odebrać bez
          nieodwracalnej szkody w mojej tożsamosci. Po odebraniu mi tego ja nie będę już
          mną...

          Moim zdaniem kosciol w XXI wieku jest skazany na dalsze uciekanie w sfery
          nieokreslone, oficjalna doktryna bedzie udzielac coraz wiecej odpwiedzi w stylu
          "jest to dla nas niezrozumiala tajemnica". Zreszta juz teraz okazuje sie ze gdy
          tak naprawde przyciska sie nawet najwiekszych teologów, to okazuje sie ze sednem
          ich nauki i wiedzy jest niewiedza. A kto wie? Ano Bóg. Wie, ale nie powie. Dla
          mnie zawsze to był najwiekszy paradoks, ze istnieje dziedzina, ktora STUDIUJA
          ludzie, a która z definicji nie da sie studiować bo na kazde konkretniejsze
          pytanie ucieka od odpowiedzi mowiac "tego NIGDY nie zrozumiemy, to boska
          tajemnica". Podkreślam tu slowo nigdy - prawdziwa nauka nie uzywa tego slowa,
          dzis moze wydawac sie ze nie zglebimy np. przyczyn wielkiego wybuchu i istoty
          materii :) ale zaden naukowiec nie powie slowa nigdy. Kto wie - za 100, 500,
          1000 lat, moze nauka znajdzie odpoiedzi nawet na takie pytania. Natomiast
          teologia, zatrzymala sie w rozwoju w okresie sredniowiecza i to jest
          najzabawniejsze. Dowód: dobry sredniowieczny teolog moglby podyskutowac ze
          wspolczesnym teologiem jak równy z równym bo i tak co do najwazniejszych rzeczy
          by sie doskonale zgadzali: "to wielka tajemnica wiary, tego nie wiemy",
          natomiast np fizyk sprzed 250 lat musialby sie spooooro nauczyc zanim by mogl
          przystapic do rozmowy z fizykiem wspolczesnym jak rowny z rownym. To dowodzi ze
          teologia od sredniowiecza w ogole sie nie rozwija, ze nie wie absolutnie nic o
          swiecie, o zyciu czy o smierci, jest sztuka dla sztuki, rosci sobie pretensje do
          odpowiadania na pytania o rzeczach ostatecznych, a przycisnieta zawsze wydusi z
          siebie tylko stwierdzenia o tajemnicach, niezglebionych zamyslach bozych i tak
          dalej.
          • pafni Re: A ja mam inne, też bardzo ciekawe pytanie ! 01.11.07, 09:00
            Prawdą jest co rzeczesz, chyba nikt nigdy rzeczywiście na takie pytania nie znajdzie odpowiedzi, chyba,że ktoś znajdzie odpowiedni klucz, ale musiałby miec przed sobą orginał chocby jednej ewangelii.
            Klucze już znajdowano i rzeczywiście układają się w logiczną całośc (znalazłem w necie chronologie imion tłumaczoną na dzisiejszy język - mocna rzecz).
            Wkrótce i teologia będzie musiała wykazac się większą "świerzością" aby takich jak Ty zadowolic odpowiedzią, bo kościół traci coraz bardziej wiernych.
          • aro7 Życie wieczne jest mocno przereklamowane... 01.11.07, 10:07
            zwłaszcza z nawróconymi złoczyńcami i pod czujnym okiem Sobeckich czy krukowych :)
          • olga6991 Re: A ja mam inne, też bardzo ciekawe pytanie ! 01.11.07, 17:39
            napisałaś: wszyscy wiemy, że ludzie nie zostali stworzeni do
            wieczności, nie jest to prawdą - Biblia mówi, że "Bóg wszczepił
            wieczność w serce człowieka"... nie zostaliśmy stworzeni po to by
            umierać, stąd też ciągłe starania człowieka, by przedłuzyc zycie,
            myślę, że to też poniekąd zmusza człowieka do tworzenia teorii na
            temat tego, co dzieje się po śmierci, bo nie potrafimy sie z nią
            pogodzić. Ale skoro nie stworzono nas po to by umierać, to dlaczego
            tak się dzieje? Biblia odpowiada, ale to juz dłuższy temat...
          • funix Re: A ja mam inne, też bardzo ciekawe pytanie ! 01.11.07, 22:42
            Wielkie dzięki!

            Zupełnie się z Tobą zgadzam :)
            Dlatego „piłuję” kwestię duszy wobec tych którzy opowiedzieli się za taką opcją.
            Nie spotkałem się z chrześcijańską definicją duszy, która by w najmniejszym
            stopniu odwoływała się do tego, co już o człowieku wiemy (bo nie może!).
            To, co można na ten temat wyczytać w Katechizmie powinno u każdego psychologa
            wywołać atak śmiechu. Nie jest tak, bo oni też są tylko ludźmi i – jak mało kto
            – mają do czynienia z nieszczęściami innych ludzi, którym trzeba jakoś pomóc.
            50-letnia kobieta powiedziała mi po stracie jedynej córki, że gdyby nie wiara,
            że spotkają się w niebie, dawno popełniłaby samobójstwo. Po trzech latach
            ciężkiej depresji (i terapii) zaczęła właśnie „nowe życie”. Jaki sens miałoby
            rozmawianie z nią o „paradoksie tożsamości
            człowieka w niebie”?
            Co nie zmienia i mojej oceny, że chrześcijaństwo ma współczesnemu człowiekowi
            niewiele do zaoferowania bo samo tkwi w średniowieczu...

            Pozdrawiam :)
      • funix Re: Do wierzących: co oficjalnie po śmierci? 14.10.07, 01:39
        Taaak. Jak by to ująć? Miałbym do Ciebie parę pytań:
        Od kiedy to wszystko wiesz?
        Komu to zawdzięczasz?
        Czy znasz osobiście ludzi, którzy też tak myślą?
        Co sądzą o tym Twoi rodzice? Jaki masz/miałaś kontakt z rodziną (rodzeństwo)?
        Mieszkasz z kimś czy sama?
        Czy masz przyjaciół (chłopaka), z którymi utrzymujesz bliski kontakt?
        Masz jakąś pozareligijną pasję (muzyka, jazda konna, nordic walking, fotografia,
        etc.)?
        Pracujesz czy uczysz się?
        Czy masz (na przykład w pracy) kontakt z ludźmi?
        Czy mieszkasz w dużym mieście?
        Czy od czasu, kiedy to wiesz, jesteś bardziej radosna i wszystko bardziej Ci się
        w życiu udaje, czy jesteś częściej smutna i przestały Cię interesować sprawy,
        które były kiedyś dla Ciebie ważne?
        Czy uważasz, że Twoim obowiązkiem jest przekazać innym to, co Ty teraz wiesz?
        Czy miałabyś poczucie winy, gdybyś to zachowała dla siebie?
        Czujesz się samotna?

        Pzdr
        • pocoo Re:Coś mi się wydaje funix 14.10.07, 07:17
          że masz ochotę zrobić z ludzi wariatów.
          Trochę wiem na temat "duchów" , ale ci nie powiem , bo nie jestem
          wierzącą katoliczką.
          • funix Ja?? 14.10.07, 21:40
            Nie! I niech Pan Bóg broni;))

            Za to z zupełnym przekonaniem twierdzę, że eviva7 potrzebuje pilnie pomocy
            psychologa.
            Ludzie zwracają się gwałtownie ku wierze, gdy mają w życiu problemy, z którymi
            sami nie mogą sobie poradzić (np. diagnoza nieuleczalnej choroby). Taka
            „wyjątkowa”, żeby nie powiedzieć: beznadziejna, sytuacja zezwala nam na
            „wyłączenie” własnego krytycyzmu.
            Można w ten sposób znaleźć rozwiązanie, którego wcześniej nie brało się pod
            uwagę (ja męczyłem się przez pół roku zanim wybrałem się na akupunkturę, w którą
            nie wierzyłem... i która mi pomogła;) albo stracić kontrolę nad swym własnym
            życiem.
            Skoro evivie7 nie pomogła standardowa terapia katolicyzmu, to znaczy, że
            psycholog - o ile się do niego zwróci - będzie miał co robić...
            • funix PS 14.10.07, 21:43
              „Nie potrzebują zdrowi lekarza, lecz ci, co się źle mają.”
              • eviva7 Re: PS 15.10.07, 10:19
                Uważam tak samo jak pocoo,że chcesz z ludzi zrobić wariatów.Powinieneś się udać
                do psychologa.Akupunktura ci nie pomoże,bo jest za słaba w takich
                przypadkach.Tobie są potrzebne elektrowstrząsy!
                • funix Twoje życie – Twój problem 15.10.07, 22:32
                  eviva7 napisała:

                  > Uważam tak samo jak pocoo,że chcesz z ludzi zrobić wariatów.Powinieneś się udać
                  > do psychologa.Akupunktura ci nie pomoże,bo jest za słaba w takich
                  > przypadkach.Tobie są potrzebne elektrowstrząsy!

                  Nigdzie nie muszę się udawać, skoro mam „domowego” psychologa (żonę) od ponad
                  ćwierć wieku. I chyba Cię nie zaskoczę, jeśli napiszę, że „skonsultowałem” z nią
                  Twój przypadek?

                  Pozdrawiam, życząc dużo zdrowia ;)
            • bo_gusz Re: Ja?? 17.10.07, 21:10
              "Skoro evivie7 nie pomogła standardowa terapia katolicyzmu, ...........'"
              A znasz kogoś komu pomogła ?
              Na czym miałaby polegać ta terapia (?)oprócz zgody na "dźwiganie swojego krzyża
              ".Znasz inne zalecenia dla katolików ?
              (nie jest moją intencją kogokolwiek urazić- a temat jest ciekawy )
              • funix Re: Ja?? 18.10.07, 01:01
                Każda wiara ma autoterapeutyczny charakter. Ludzie nie daliby sobie wmówić
                żadnych bogów, gdyby im z nimi nie było lepiej. Bogowie zawsze uzdrawiali,
                dawali wsparcie w złych chwilach, nadawali sens życiu, gdy wydawało się nie mieć
                sensu itd.
                Dzieci mają rodziców, na których mogą liczyć, dorosłym pozostają bogowie.
                Pytanie, za jaką cenę? I czy akurat katolicyzm ma pod tym względem dużo do
                zaoferowania?
                (Myślę, że chrześcijaństwo przegra z buddyzmem...)

                Odpowiadając na Twoje pytanie: tak, znam ludzi, którzy nie załamali się tylko
                dlatego, że wierzyli, że Bóg jest z nimi ...i ich kocha.
                • skrzydlate Re: Ja?? 01.11.07, 09:51
                  "Myślę, że chrześcijaństwo przegra z buddyzmem..." - też tak czasem myślę,
                  jeżeli się nie otworzą - przegrają.
                  Osobiście odczuwam w relacjach z chrześcijanami obojętnie jakiego odłamu
                  kompletny brak otwartości i szacunku do innych, powiedziałabym że buńczuczną
                  wyższość i niestety dotyczy to tez protestantów, ale jak zauważyłam, wszystko
                  zależy od poziomu kultury i wrażliwości.
          • macarthur podobno w niebie zarząd zrobił rewaloryzację 17.10.07, 22:03
            wartości i do każdego ciała po zmartwychwstaniu będzie dodawany Fiat
            Panda ci którzy prowadzili własne firmy mogą zamienić na Toyotę Yaris
          • megarian Re:Coś mi się wydaje funix 19.10.07, 18:15
            ja tez cos wiem... nie jestem ani katolikiem ani niczym takim ale
            duchy sa na 100%, nie 99%, nie 95% tylko 100%...
            moge o tym pogadac jesli ktos nie wierzy tak jak ja kiedys...
            megarian @ gmail com
      • beretelwi Re: Do wierzących: co oficjalnie po śmierci? 15.10.07, 15:19
        holistyczne brednie + dobry interes
        • eviva7 Re: Do wierzących: co oficjalnie po śmierci? 15.10.07, 15:56
          Prawdziwe życie duszy,zaczyna się dopiero po śmieci fizycznego ciała,ponieważ
          dusza jest nieśmiertelna.
          • beretelwi Re: Do wierzących: co oficjalnie po śmierci? 15.10.07, 16:05
            Twoja wypowiedź nijak się ma do mojej ...
            o co Ci chodzi Piękna Pani?
            pzodrawiam
            • eviva7 Re: Do wierzących: co oficjalnie po śmierci? 15.10.07, 19:24
              Z tego co piszesz widać,że masz rację.Pozdrawiam.
        • funix A prosiłem! 15.10.07, 22:41
          Ja *naprawdę* nie jestem zainteresowany kopaniem wierzących po kostkach!
          I *naprawdę* jestem ciekaw, jak oni sobie z tą „kwadraturą koła” radzą. Dajmy
          im szansę się wypowiedzieć. OK?

          ( Ktoś radził: „Bądź egoistą, dowiedz się co myślą inni i nie zdradzaj tego, co
          sam wiesz” ;)

          pzdr
          • mmujer Kwadratura koła? 16.10.07, 10:08
            funix napisał:

            > Ja *naprawdę* nie jestem zainteresowany kopaniem wierzących po
            kostkach!
            > I *naprawdę* jestem ciekaw, jak oni sobie z tą „kwadraturą koła” r
            > adzą. Dajmy
            > im szansę się wypowiedzieć. OK?

            Nie ma żadnej "kwadratury koła".
            Krótko jest tak. Jezus Chrystus powiedział: "Kto wierzy we mnie ma
            życie wieczne". Sama nasza wiara w zbawczą śmierc Jezusa to sprawi.
            Dobre nasze uczynki tu na ziemi nie są konieczne i nie można za
            nie "kupic" sobie zbawienia. Złoczyńca, który po sąsiedzku wisiał z
            Jezusem na krzyżu nie miał zadnych dobrych uczunków a pomimo to
            poszedł do Królestwa Niebieskiego bo uwierzył w niewinną śmierc
            Jezusa. Śmierc, zmartwychwstanie i wniebowstąpienie następuje w tym
            smym momencie. Nie będzie żadnego Sadu Ostatecznego. Znów wrócę do
            Jezusa na krzyżu, ktory do tego złoczyńcy powiedział" Jszcze dziś
            będziesz ze mną w niebie". Nic nie mówił mu o Sądzie Ostatecznym, ze
            najpierw umrze a za jakiś czas zmartwychwstanie i wtedy się go
            osądzi i zdecydyje o jego losie. Piekło jest puste, bo jeżeli
            chociaż jeden człowiek jest w piekle to znaczy, że misja stworzenia
            czlowieka przez Boga była nieudana. Jeżeli Bóg jest nieskończenie
            miłosierny to nie może zkazywac człowieka na sto lat czy na tysiąc
            lat na potępienie ale na całą wiecznośc.
            Zmartwychwstanie to nie jest za przeproszeniem ożywienie trupa.
            Jeden z Ewangelistów napisał "Ciało i krew człowieka nie wejdą do
            Królestwa Niebieskiego bo to co zniszczalne nie może osiągnąc tego
            co niezniszczalne". Otrzymamy jakieś nowe ciało duchowe.
            • mmujer Re: Kwadratura koła? 16.10.07, 10:35
              Zbliża się Dzień poświęcony naszym zmarłym. Większośc z nas pójdzie
              na groby swoich bliskich. Wg mnie my już nic nie możemy pomóc naszym
              zmarłym. Ich los został zdecydowany już w momencie ich śmierci.
              Żadne nasze modlitwy za nich tu na ziemi nie są w stanie im w niczym
              pomóc. Decyzje tam na górze już zapadły. Na tych wszystkich
              wypominkach, mszach w intencji naszych zmarłych zarabiają tylko
              urzędnicy Kościoła ale podjetej decyzji przez Boga nie są w stanie
              zmienic.
              • direta Re: Kwadratura koła? - ale mmujer nie odp na pyt. 19.10.07, 19:51
                mmujer - funix pytał o wiarę KATOLIKÓW. To, co prezentujesz nijak się am do
                wiary katolickiej, tak wierzą niektóre odłamy protestanckie
              • krawiec6661 Re: Kwadratura koła? 01.11.07, 16:58
                Może Ci się jeszcze zmienić nastawienie (np. jak ktoś ważny dla Ciebie umrze).
                Obserwuję ludzi i ich nastawienie do tego święta, i jest ono tak różne jak różni
                są obywatele tego kraju :) Przy wejściu koło wrocławskiego cmentarza
                sprzedawali watę cukrową i gofry ;) Cyganie powystawiali kiełbasy na stole,
                katolicy popadają w zadumę, albo noszą po 20 zniczy w jednej torbie. Trzeba
                szanować ludzi, niech każdy sobie kultywuje tradycje jak mu się podoba, a jak
                ktos woli się bawić na helloween to jego sprawa.
            • funix Re: Kwadratura koła? 16.10.07, 23:21
              Dzięki :)
              Ale sprawa nie jest tak prosta jak piszesz!
              Zwróć uwagę, że we wszystkich Ewangeliach zmartwychwstanie Jezusa rozumiane jest
              jak najbardziej dosłownie, chodzi o fizyczne zmartwychwstanie ciała(
              Łk24.37-43!). I dlatego znalazło się ono w nicejskim wyznaniu wiary, które
              obowiązuje do dziś. Niektórzy ewangeliccy teolodzy postulują nawet, by je
              „znieść”, bo jest zdecydowanie archaiczne i, m.in., koliduje właśnie z koncepcją
              nieśmiertelnej duszy. Także tam – nie bez powodu! - znajdziesz Sąd Ostateczny.
              Jeśli więc odrzucasz Credo, wybierasz rozwiązanie „nieoficjalne”. Twoja sprawa,
              ale jak wytłumaczysz świadectwo Ewangelistów, zwłaszcza Łukasza i Jana? Jeśli
              miałoby ono być niewiarygodne (przewidziało się im?), ... to całą historię
              możesz od razu między bajki włożyć.

              Aha, złoczyńca na krzyżu. Przytoczona przez Ciebie interpretacja od dawna
              uchodzi za co najmniej sporną. Problem polega na interpunkcji, której w
              oryginale nie było.
              Przyjęło się:
              „Zaprawdę, powiadam ci: dziś ze mną będziesz w raju”.
              Wielu jest zdania, że należy czytać:
              „Zaprawdę, powiadam ci (już) dziś: będziesz ze mną w raju”, co zdaje się mieć w
              kontekście więcej sensu. To, że czytamy „starą” wersję, jest tylko sprawą
              tradycji, jak ów wielbłąd mający przejść przez ucho igielne. Nikt już nie
              kwestionuje, że to błąd w tłumaczeniu i chodziło o linę...

              pzdr
              • eviva7 Re: Kwadratura koła? 17.10.07, 00:04
                Zmartwychwstanie dotyczy ducha,a nie ciała fizycznego.Można przyjąć,że jest to
                reinkarnacja.Jeśli Chrystus był Pierworodnym Synem Bożym urodzonym w
                Niebie,zanim powstał świat materialny,to miał ciało duchowe.Inkarnował się w
                fizyczne ciało Jezusa.Na krzyżu umarł Jezus,ale nie Chrystus,który powrócił do
                Nieba w takim samym ciele duchowym,w jakim wcielił się w fizyczne ciało
                Jezusa.Chrystus nie umarł,bo jest nieśmiertelny i nam też dał nieśmiertelność.
                • bo_gusz Re: Kwadratura koła? 17.10.07, 21:33
                  " eviva7 ...

                  ....Na krzyżu umarł Jezus,ale nie Chrystus,który powrócił do
                  Nieba w takim samym ciele duchowym,w jakim wcielił się w fizyczne ciało
                  Jezusa.Chrystus nie umarł,bo jest nieśmiertelny i nam też dał nieśmiertelność."
                  Przepraszam , czegoś nie rozumię. Co rozumiesz pod pojęciem Chrystus !? i
                  dlaczego miał umrzeć Jezus, a nie Chrystus?
                  Dla mnie w ujęciu historycznym Chrystus to mesjasz(exstra prorok), pomazaniec
                  Boży, pretendent do tronu , etc.
                  • pj.pj Re: Kwadratura koła? 01.11.07, 10:28
                    Zarówno hebr. mesjasz jak i gr. chrystus (christos) znaczy tyle co "pomazaniec"
                    - nic więcej. Jest tytułem a nie imieniem. Żaden extra prorok, żaden pretendent
                    do tronu. Nazywanie w średniowieczu i później króla pomazańcem Bożym jest echem
                    tego znaczenia i tyle.

                    Btw mesjaszy w Judei w owych czasach, a nawet jeszcze później, było od groma, co
                    więcej - chrześcijaństwo się oddzieliło od judaizmu dopiero gdy pojawił się
                    poważny kontrkandydat, niejaki bar Kochba.

                    A Rzymianie rozprawiali się z nimi za stwarzanie problemów politycznych, a nie
                    niezrozumienie tego, co mówili. (To a propos jakiegoś innego postu w tym wątku.)


                    bo_gusz napisał:

                    > " eviva7 ...
                    >
                    > ....Na krzyżu umarł Jezus,ale nie Chrystus,który powrócił do
                    > Nieba w takim samym ciele duchowym,w jakim wcielił się w fizyczne ciało
                    > Jezusa.Chrystus nie umarł,bo jest nieśmiertelny i nam też dał nieśmiertelność."
                    > Przepraszam , czegoś nie rozumię. Co rozumiesz pod pojęciem Chrystus !? i
                    > dlaczego miał umrzeć Jezus, a nie Chrystus?
                    > Dla mnie w ujęciu historycznym Chrystus to mesjasz(exstra prorok), pomazaniec
                    > Boży, pretendent do tronu , etc.
              • mmujer Re: Kwadratura koła? 17.10.07, 10:38
                Śmierc jest na stałe związana z człowiekiem. Zmartwychwstanie to
                jest początek nowego życia a nie kontynuacja tego co było. Człowiek
                jest jak ziarno rzucone w glebe. Najpierw stare musi umrzec zeby
                narodzic sie na nowo.
                • nekropedofil Re: Kwadratura koła? 17.10.07, 14:47
                  ta analogia pasuje bardziej do prokreacji niż reinkarnacji
            • bo_gusz Re: Kwadratura koła? 17.10.07, 21:19
              " mmujer 16.10.07, 10:08 Odpowiedz

              .........jeden z Ewangelistów napisał "Ciało i krew człowieka nie wejdą do
              Królestwa Niebieskiego bo to co zniszczalne nie może osiągnąc tego
              co niezniszczalne". ...."
              Dobrze że napisałes że "jeden z ", bo faktycznie inni pisali co innego.
              I to chciałbym podkreślić. A wybór należy ... (no, do kogo ?)
            • rycho7 prawdziwy chrzescianin 19.10.07, 20:03
              mmujer napisał:

              > Piekło jest puste, bo jeżeli chociaż jeden człowiek jest w piekle
              > to znaczy, że misja stworzenia czlowieka przez Boga była nieudana.

              Chyba nie jestes katolikiem. Pierwszy raz slysze cos takiego
              od "wiernego".
            • bartoszcze Re: Kwadratura koła? 23.10.07, 13:00
              > osądzi i zdecydyje o jego losie. Piekło jest puste, bo jeżeli
              > chociaż jeden człowiek jest w piekle to znaczy, że misja stworzenia
              > czlowieka przez Boga była nieudana. Jeżeli Bóg jest nieskończenie
              > miłosierny to nie może zkazywac człowieka na sto lat czy na tysiąc
              > lat na potępienie ale na całą wiecznośc.

              AFAIK ta koncepcja przez długi czas nosiła nazwę "herezji powszechnego
              zbawienia". Dzisiaj jest coraz bardziej akceptowana wśró teologów i duchowieństwa.
            • glakcio Re: Kwadratura koła? 01.11.07, 17:31
              Moze, pomylilem watki, przyznac takze musze, ze jestem nie douczony
              w kwestji, wiecznych potepien i wzmartwychwstan, choc jak kolwiek
              interesuje mnie to bardzo. W gwoli wyjasnienia dodam, ze jestem
              ateista. Pytanie: jezeli Bog jest nieskonczenie milosierny (jak
              napisales) i nie moze zkazac nikogo na potepienie to dlaczego
              zkazal Adama i Ewe. Jest to kara?
      • pynky Re: Do wierzących: co oficjalnie po śmierci? 17.10.07, 13:44
        eviva7 napisała: (...)
        "Teraz nadchodzi czas wielkich
        przemian i kataklizmów{2012r?}"(...)
        pomijajać treść postu;), mam dziwne przeczucie że euro 2012 w polsce
        się nie powiedzie:):) wszystkie znaki na niebie i ziemi na to
        wskazują
      • robert.zimnicki Re: Do wierzących: co oficjalnie po śmierci? 19.10.07, 14:05
        Poglady fanatyka religijnego.

        A co byloby, gdyby to swiatowid obwolal sie panem tego swiata? Nie mozna tak
        bezgranicznie wierzyc w cos na podstawie przeslanek. Zwlaszcza, ze "samozwany
        wlasciciel" tego padolu ma wybitne zaslugi w postaci:
        milionow dusz ubitych podczas wojen,
        milionow dzieci, nie majacych szans na normalne zycie, rodzine i przyszlosc
        milionow ludzi nie majacych szans na jakiekolwiek ustabilizowane i godne zycie.....


        Odpowiedz, ktorej mi udzielisz znam. Brzmi ona: Albo jestes ze stworca, albo
        przeciwko niemu. Czy to oznacza, ze wyznawcy tylko religii prokatolickich sa
        uprzywielejowani, a niewierni nie? I tylko dlatego, ze w zyciu nie slyszeli o
        Jahwe, maja glodowac i zyc w lepiankach? A co do tego, czy wierzacym katolikom
        jest tu jak w raju, to mam obiekcje - tak samo umieraja na nowotwory, gina w
        wypadkach, gloduja i sa poniewierani przez bliznich. Wiec jak cos nie dziala, to
        dlaczego przeplacac?

        Nie mam nic do Jezusa Chrystusa, bo faceta powiesili, za to, ze nie zrozumieli
        co mowi do tlumu. Ale jest "ojciec" ma na sumieniu miliardy istot i jest
        podejrzany o sianie zametu w glowach ludzkich, nie liczac poniewierania, wojen,
        katastrof (prawie jak terrorysta). Wiec wszelkie wypowiedzi o niewolnictwie,
        typu jestesmy czyjas wlasnoscia i po smierci bedziemy temu wladcy sluzyc, nadaja
        sie tylko i wylacznie pod obserwacje psychiatryczna. Bo gdzie tu wolna wola
        (ponoc dana czlowiekowi), skoro nie moze z niej skorzystac (wywalili go z raju)
        i po smierci bedzie wcielony do armii milujacych wladce, a jesli odmowi (wolna
        wola, nie kazdemu musie sie podobac wchodzenie w zadek) to bedzie wygnany. Cos
        tu brzydko pachnie w katolickiej ideologii, jest ona w stylu, albo mi pucujesz
        buty, albo won (calkiem jak PiS).





        eviva7 napisała:

        > Jesteśmy duchami,aniołami pochodzącymi z Nieba,obdarzonym wolną wolą.Kiedy
        > zaczęliśmy jej nadużywać powstała z części ducha grzeszna dusza.Z tego procesu
        > upadku powstał też świat materialny i Ziemia,na której musimy się oczyszczać w
        > kolejnych reinkarnacjach,przy pomocy obecnego w nas Ducha Chrystusowego.Dusza p
        > o
        > śmierci udaje się do duchowych obszarów oczyszczania,gdzie czeka na kolejne
        > inkarnacje.Zmartwychwstanie dotyczy duszy,a nie fizycznego ciała.Chrystus jako
        > Pierworodny Syn Boży inkarnował się w jednorazowe,fizyczne ciało Jezusa dla
        > naszego zbawienia.Dzięki śmierci Jezusa,każdy ma w sobie Ducha
        > Chrystusowego,który jest jego Osobistym Zbawicielem.Chrystus nie umarł,bo w
        > duchu wszyscy jesteśmy nieśmiertelnymi duchami-duszami.Powrócił do Nieba w taki
        > m
        > samym ciele duchowym,w jakim przyszedł na Ziemię.Teraz nadchodzi czas wielkich
        > przemian i kataklizmów{2012r?},poprzedzające duchowe przyjście Chrystusa na
        > Ziemię i utworzenie jego 1000 letniego Królestwa Pokoju.Po tym okresie
        > ostateczna walka ze złem i zniknięcie fizycznego świata.
    • piwi77 Oficjalnie jestem katolikiem, więc chyba mam prawo 15.10.07, 18:02
      też zabrać głos. W moim przekonaniu, po naszej śmierci będziemy
      dokładnie tym, czym byliśmy zanim się urodziliśmy. Wytarczy więc
      nieco wysilić pamięć...
      • eviva7 Re: Oficjalnie jestem katolikiem, więc chyba mam 15.10.07, 19:21
        Najczęściej w czasie regresji hipnotycznej.Niektórzy wówczas mówią o czasach
        kiedy np.żyli na Atlantydzie.Jest bardzo dużo takich fascynujących przekazów.
        • nekropedofil Re: Oficjalnie jestem katolikiem, więc chyba mam 17.10.07, 14:49
          mój kolega na kwasie oglądał telewizję w zegarku. były wiadomości, prognoza
          pogody (nietrafna) oraz film kryminalny.

          ludzki umysł potrafi tworzyć rozmaite obrazy - na pewno słyszałaś o
          zaszczepianiu fałszywych wspomnień ?
          • susu84 Re: Oficjalnie jestem katolikiem, więc chyba mam 01.11.07, 20:08
            xD, uśmiałam się, dzieki. szkoda, ze prognoza sie nie sprawdzila:)
        • j.pawlak77 Re: Oficjalnie jestem katolikiem, więc chyba mam 17.10.07, 21:56
          Ja zylem na Mu bo lubie robic MUUUUUUUUUUUUUUUU MUUUUUUUUUUUUUUUUU
          MUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUU i uwielbiam krowy
    • naprawdetrzezwy A mogą być zwykli myślący? 16.10.07, 11:46
      Jeśli tak, to: rozkład ciała i rozpad osobowości.
      • piwi77 Re: A mogą być zwykli myślący? 16.10.07, 23:53
        Tyle, że to człowieka nie dotyczy, bo jego juz nie ma
        • eviva7 Re: A mogą być zwykli myślący? 17.10.07, 10:22
          Człowiek jest nieśmiertelną duszą,która istnieje po śmierci fizycznego ciała.Co
          Ty jesteś Świadek Jehowy,czy nieśmiertelna dusza?
          • naprawdetrzezwy Ksiądz ci tak powiedział? 17.10.07, 14:26
            No, to wyklucza możliwość prowadzenia rzeczowej rozmowy.
          • pos3gacz Re: A mogą być zwykli myślący? 17.10.07, 21:24
            eviva7 napisała:

            > Człowiek jest nieśmiertelną duszą,która istnieje po śmierci
            fizycznego ciała.Co
            > Ty jesteś Świadek Jehowy,czy nieśmiertelna dusza?
            xxxxxxxxxxxxxxxxxx
            Ani jedno,ani drugie,trzecie też nie???
            Dziecko idź i lecz się,gdyż w innym przypadku możesz zostać drugą
            Faustyną Kowalską{świetą}Też miała różnego rodzaju widzenia w
            chwilach nasilania się choroby[psychcznej]
        • naprawdetrzezwy Dotyczy to pozostałych na planecie (przy życiu) 17.10.07, 14:25
          Funix chciał wiedzieć, to mu napisałem.

          Sądzisz, że zrozumiał?
    • rccc Re: Do wierzących: co oficjalnie po śmierci? 17.10.07, 01:45
      www.katechizm.diecezja.elk.pl/index.html
      • funix Re: Do wierzących: co oficjalnie po śmierci? 17.10.07, 22:58
        Dzięki za link!

        Masz na myśli ten tekst?

        366 Kościół naucza, że każda dusza duchowa jest bezpośrednio stworzona przez
        Boga nie jest ona "produktem" rodziców - i jest nieśmiertelna nie ginie więc po
        jej oddzieleniu się od ciała w chwili śmierci i połączy się na nowo z ciałem w
        chwili ostatecznego zmartwychwstania.

        Rozumiem, że byłaby to odpowiedź C) w postawionym przeze mnie pytaniu.
        Pod „ostatecznym zmartwychwstaniem” domyślam się zmartwychwstania na Sąd
        Ostateczny i nagrody w postaci fizycznego (sic!) „życia wiecznego”.
        Nie znalazłem: gdzie jest i co robi dusza po oddzieleniu się od ciała, czekając
        na ostateczne z nim połączenie. W niebie? To po co miałaby (w nagrodę?!) znów
        wracać na ziemię?..

        I jeszcze jeden drobiazg: nie prosiłem o pouczenie mnie - jako ateisty od ponad
        30 lat mam bardzo wyrobione zdanie na ten temat ;). Jestem ciekaw *prywatnego*
        zdania współczesnego, młodego, wykształconego, polskiego katolika na temat
        tego, co oficjalnie o duszy i zmartwychwstaniu mówi KK. Jeśli więc zechcesz
        dodać coś od siebie – będę Ci bardzo wdzięczny ;)

        pzdr
        • rccc Re: Do wierzących: co oficjalnie po śmierci? 20.10.07, 16:54
          funix napisał:

          > Jestem ciekaw *prywatnego*
          > zdania współczesnego, młodego, wykształconego, polskiego katolika
          na temat
          > tego, co oficjalnie o duszy i zmartwychwstaniu mówi KK.

          Aby lepiej walczyc z katolicyzmem?
          • funix Re: Do wierzących: co oficjalnie po śmierci? 21.10.07, 00:07
            Ha, ha, ha ;))
            Nie uważam tego za konieczne!
            Czyżbym się dał poznać na forum jako wojujący ateista?
            Połowa moich znajomych, to jednak katolicy!
            Byłbym raczej zainteresowany dialogiem katolicyzmu z ateizmem (zwłaszcza w
            Polsce!) na równych prawach ( czy ktoś mi w to uwierzy? ;)). Szkoda życia na
            kopanie się po kostkach, zwłaszcza, gdy nie wierzy się w wieczne...

            PS
            Ponawiam prośbę :)
            • rccc Re: Do wierzących: co oficjalnie po śmierci? 21.10.07, 16:01
              A ja mam pytanie do ateistow.
              W 1924 roku Edwin Hubble udowodnil istnienie innych galaktyk.
              pl.wikipedia.org/wiki/Edwin_Hubble
              Czy gdyby ktos mowil w 1923 roku, ze istnieja inne galaktyki to jak
              powinien mu odpowiedziec "prawdziwy" ateista.
              PS.Zjawiska paranormalne istnieja i sa proby ich badania.
              Przyklad - 11.09.2001
              home.comcast.net/~neardeath/science/001_pages/05.htm
              noosphere.princeton.edu/terror.html
              pl.wikipedia.org/wiki/Zjawiska_paranormalne
              • funix Re: Do wierzących: co oficjalnie po śmierci? 21.10.07, 17:50
                Szkoda :(
                Ze zjawisk paranormalnych daaaaaaawno wyrosłem.
                Temat jest w pewnym sensie bardzo niebezpieczny, o czym można się łatwo choćby
                na tej stronie przekonać:
                www.totalizm.pl/totalizm_pl.htm
                Współczuję lektury ;)
                • rccc Re: Do wierzących: co oficjalnie po śmierci? 21.10.07, 18:55
                  funix napisał:


                  > Ze zjawisk paranormalnych daaaaaaawno wyrosłem.


                  Ale z ciekawosci "*prywatnego* zdania wspolczesnego, mlodego,
                  wyksztalconego, polskiego katolika na temat tego, co oficjalnie o
                  duszy i zmartwychwstaniu mowi KK" jeszcze chyba nie:)


                  > Współczuję lektury ;)


                  Niepotrzebnie:)
              • m_16 Re: Do wierzących: co oficjalnie po śmierci? 21.10.07, 19:43
                Człowieku nie opowiadaj głupot,
                Gdyby to tak działało, to w chwili obecnej nie moglibyśmy się
                wypowiadać o niczym.Prawdy naukowe się zmieniają i nawet stwierdzone
                fakty mogą zostać obalone. Jeśli uważasz, zatem ,że ateista jest
                nieracjonalny bo istnieje możliwość udowodnienia Boga, to to samo
                można powiedzieć o dowolnym naukowcu i dowolnym twierdzeniu.
                Rygorystyczne przestrzeganie twoich postulatów prowadziłoby do
                samoobalającego się sceptycyzmu, czyli do absurdu. Jak udowodni się
                bez cienia wątpliwości istnienie Boga to ateiści winni zmienić
                zdanie, póki co ich postawa jest najbardziej racjonalna. Inaczej
                muszę np. nie wypowiadać się w ogóle w kwestii tego, czy teraz w
                moim domu buszuje niewidzialny morderca. Zawsze może okazać że on
                istnieje, ale jasne że nikt rozsądny nie bierze tego pod uwagę
                takiej możliwości, myśli i funkcjonuje zakładająć że go nie ma
                dopóki nie pojawią się dowody. Inaczej nie dąłoby się ani poznawać
                ani żyć.
                A co do Paranormali-litości- nie ma obiektywnych potwierdzonych
                dowodów na ich istnienie, co zresztą pisze na podanej przez ciebie
                stronie wikipedii. GCP według moich danych dał wątpliwe wyniki,
                lepiej już poszło Ganzfeldowi, ale i ten nie przkonał uczonych, bo
                nie było jaśności co do interpretacji danych, a przynajmniej raz
                wykryto fałszerstwo. To, że są ludzie którzy to badają, nieoznacza,
                że przedmiot ich badań jest realny.
                • rccc Re: Do wierzących: co oficjalnie po śmierci? 21.10.07, 21:32
                  m_16 napisał:

                  > Człowieku nie opowiadaj głupot,

                  To do mnie? Mialem ateistow za kulturalnych ludzi :)


                  > Gdyby to tak działało,

                  Czyli co?


                  to w chwili obecnej nie moglibyśmy się
                  > wypowiadać o niczym.Prawdy naukowe się zmieniają i nawet
                  stwierdzone
                  > fakty mogą zostać obalone. Jeśli uważasz, zatem ,że ateista jest
                  > nieracjonalny bo istnieje możliwość udowodnienia Boga, to to samo
                  > można powiedzieć o dowolnym naukowcu i dowolnym twierdzeniu.
                  > Rygorystyczne przestrzeganie twoich postulatów prowadziłoby do
                  > samoobalającego się sceptycyzmu, czyli do absurdu. Jak udowodni
                  się
                  > bez cienia wątpliwości istnienie Boga to ateiści winni zmienić
                  > zdanie, póki co ich postawa jest najbardziej racjonalna. Inaczej
                  > muszę np. nie wypowiadać się w ogóle w kwestii tego, czy teraz w
                  > moim domu buszuje niewidzialny morderca. Zawsze może okazać że on
                  > istnieje, ale jasne że nikt rozsądny nie bierze tego pod uwagę
                  > takiej możliwości, myśli i funkcjonuje zakładająć że go nie ma
                  > dopóki nie pojawią się dowody. Inaczej nie dąłoby się ani poznawać
                  > ani żyć.
                  > A co do Paranormali-litości- nie ma obiektywnych potwierdzonych
                  > dowodów na ich istnienie, co zresztą pisze na podanej przez ciebie
                  > stronie wikipedii. GCP według moich danych


                  Jakie sa Twoje dane?


                  dał wątpliwe wyniki,
                  > lepiej już poszło Ganzfeldowi, ale i ten nie przkonał uczonych,
                  bo
                  > nie było jaśności co do interpretacji danych, a przynajmniej raz
                  > wykryto fałszerstwo. To, że są ludzie którzy to badają,
                  nieoznacza,
                  > że przedmiot ich badań jest realny.

                  Badania sa prowadzone nad tzw. zjawiskami paranormalnymi, ale my sie
                  o nich nie dowiemy zbyt szybko.
                  PS.Czy przed atakiem na Irak wierzyles, ze Irak ma bron masowego
                  razenia?
                  • m_16 Re: Do wierzących: co oficjalnie po śmierci? 21.10.07, 22:10
                    Nie obrażam człowieka tylko poglądy. Odnosiłem się do zasugerowanej
                    przez ciebie idei, że ateiśći są irracjonalni w negowaniu tego co
                    niedowiedzione- pokazałem (vide poprzedni post), że takie negowanie
                    jest rracjonalniejsze niż powstrzymywanie się od sądu, bo nie grozi
                    absurdalnym (potencjalnie samoobalającym sceptycyzmem). Badania nad
                    zjawiskami paranormalnymi są prowadzone od 100 lat i nie dały
                    konkluzywnych wyników -poczytaj więcej. Różne projekty
                    wykorzystujące nowoczesną technikę zaczęto realizować już dawno- nie
                    słyszłem o konkluzywnych wynikach.
                    Poczytaj to:
                    www.racjonalista.pl/kk.php/t,5145
                    Od bardzo dawna mówi się: już już niedługo udowodni się istnienie
                    psi -nic z tego nie wyszło.

                    Nadto co do GCP:
                    www.skepticnews.com/2005/02/rednova_news_ca.html
                    Na świecie dziej się tyle zdarzeń że zawsze możesz znaleźć jakąś
                    korelację między jakimś faktem, a losowo fluktuującym procesem.
                    Co do Iraku, zakładałem, że istnieją dowody, że ma on broń masowej
                    zagłady, bo z uwagi na wcześniejsze fakty wyglądało to
                    prawdopodobnie.
                    • rccc Re: Do wierzących: co oficjalnie po śmierci? 21.10.07, 22:32
                      m_16 napisał:

                      > Nie obrażam człowieka tylko poglądy.

                      W takim razie nie obrazisz sie jak powiem - Czlowieku nie opowiadaj
                      glupot! :)


                      >Odnosiłem się do zasugerowanej


                      Zadalem pytanie! w dodatku nie bardziej irracjonalne niz pytanie
                      autora watku.

                      > przez ciebie idei, że ateiśći są irracjonalni w negowaniu tego co
                      > niedowiedzione- pokazałem (vide poprzedni post), że takie
                      negowanie
                      > jest rracjonalniejsze niż powstrzymywanie się od sądu, bo nie
                      grozi
                      > absurdalnym (potencjalnie samoobalającym sceptycyzmem). Badania
                      nad
                      > zjawiskami paranormalnymi są prowadzone od 100 lat i nie dały
                      > konkluzywnych wyników -poczytaj więcej. Różne projekty
                      > wykorzystujące nowoczesną technikę zaczęto realizować już dawno-
                      nie
                      > słyszłem o konkluzywnych wynikach.
                      > Poczytaj to:
                      > www.racjonalista.pl/kk.php/t,5145
                      > Od bardzo dawna mówi się: już już niedługo udowodni się istnienie
                      > psi -nic z tego nie wyszło.
                      >
                      > Nadto co do GCP:
                      > www.skepticnews.com/2005/02/rednova_news_ca.html
                      > Na świecie dziej się tyle zdarzeń że zawsze możesz znaleźć jakąś
                      > korelację między jakimś faktem, a losowo fluktuującym procesem.
                      > Co do Iraku, zakładałem, że istnieją dowody, że ma on broń
                      masowej
                      > zagłady, bo z uwagi na wcześniejsze fakty wyglądało to
                      > prawdopodobnie.

                      Czyli WIERZYLES, ze Irak ma bron masowego razenia.
                      I wierzysz, ze rzady panstw nie robia eksperymentow?
                      • rccc Re: Do wierzących: co oficjalnie po śmierci? 21.10.07, 22:51
                        PS. co sadzisz o tym?
                        en.wikipedia.org/wiki/The_Miracle_of_the_Sun
                        www.pawlowski.dk/objawienia/fatima/naukowy_opis.htm
                        100 000 ludzi zglupialo?
                        • m_16 Re: Do wierzących: co oficjalnie po śmierci? 21.10.07, 23:19
                          Dokładnie tak
                          1. nie 100.000 tylko 70.000 z czego cud zdaniem badaczy widziała
                          mniej niż połowa, relacje go opisujące są pełne sprzeczności (K.
                          MCClury). Nie wspominając o tym ,że relacje zaczęto zbierać dopiero
                          20 lat po wydarzeniu. Jest tylko jedna fotografia całego fenomenu,
                          mimo że było tam wielu fotoreporterów i ta fotografia też jest
                          krytykowana, iż przedstawia raczej zaćmienie słońca nad Lizboną.
                          Masowe Halucynacje zdarzają się w podobnie dużych zbiorowościach,
                          podobnie jak złudzenia optyczne wśród ludzi wpatrujących się w
                          słońce. BYł o tym artykuł w sieci, ale niestety zniknął:(((
                          • rccc Re: Do wierzących: co oficjalnie po śmierci? 21.10.07, 23:27
                            Ja wierze Kosciolowi a TY wierzysz jego przeciwnikowi :)
                            • m_16 Re: Do wierzących: co oficjalnie po śmierci? 21.10.07, 23:45
                              Jasne Jasne:)))
                              To twierdzenie zwolennika cudu jest mocniejsze, on
                              powinien "przebić" moje kontrargumenty, to raczej nie na mnie
                              spoczywa obowiązek dowodzenia. Więc nie muszę mie silniejszych
                              argumentów niż on by głosić co głoszę. Masowe halucynacje podobno
                              zdarzają się podczas różnych religijnych zgromadzeń w Ameryce
                              Łacińskiej.
                              • rccc Re: Do wierzących: co oficjalnie po śmierci? 21.10.07, 23:51
                                m_16 napisał:

                                > Masowe halucynacje podobno
                                > zdarzają się podczas różnych religijnych zgromadzeń w Ameryce
                                > Łacińskiej.

                                Podobno?!

                                A to nie wystarczylo? :)
                                www.pawlowski.dk/objawienia/fatima/naukowy_opis.htm
                                • m_16 Re: Do wierzących: co oficjalnie po śmierci? 22.10.07, 00:11
                                  Powtarzał się nie będę- posłuchaj tak się składa ,żę przynajmniej
                                  trochę czytałem na temat cudu słońca- inaczej nie odpowiadałbym. O
                                  słupie dymu słyszę po raz pierwszy Jedni świadkowie widzieli śłońce
                                  w fiolecie inni w bladym srebrze (czy jakoś tak). Różnie też
                                  charakteryzowali jego ruch.. Były przypadki w USA gdzie zdaje się
                                  raportowano o dziwnych rzeczach widzianych na słońcu, ale żaden z
                                  tych co oglądął słońce przez teleskop (w tym miejscu i czasie) nic
                                  nie widział.
                      • m_16 Re: Do wierzących: co oficjalnie po śmierci? 21.10.07, 22:56
                        Ok, ale pośrednio odpowiedziałem już napytanie na
                        pytanie ,racjonalny człowiek winien był wątpić (a sądzę że nawet
                        negować) istnienie galaktyk w 1923, chyba że istniały wtedy jakieś
                        racje premawiające za możliwością ich istnienia. Można mówić: "nie
                        wiem czy jest życie na Marsie", bo wiemy że jest to możliwe (ww
                        sensie są jakieś przesłanki że tak może być). Ale raczej nie można
                        utrzymywąć ,że może w Układzie Słonecznym lata niewidzialny słoń
                        wielkości Jowisza, mimo tego że nasze doświadczenie jest otwarte.
                        Przyjęcie zupełnej dowolności w przyjmowaniu różnych mozliwości
                        rozwaliłoby wiedzę (jak?- to poprzednie posty?).

                        Co do paranormala -to wiem żepaństwa przeprowadzały różnego rodzaju
                        eksperymenty, bo otym czytałem ,nie ma jedna zgody ,czy dowiodły one
                        czegoś. Nie nie 'wierzyłem", broń masowej zagłady, wnioskowałem o
                        tym, tyle że błędnie.
              • nekropedofil Re: Do wierzących: co oficjalnie po śmierci? 23.10.07, 11:02
                ateista (szeerokie pojęcie, zupełnie nieadekwatne do przykładu) odpowiedziałby -
                "hmm może tak, może nie - pomyślmy nad doświadczeniem, które to sprawdzi"
                • rccc Re: Do wierzących: co oficjalnie po śmierci? 23.10.07, 15:49
                  A wiec jesli nie jestes naukowcem to bedziesz musial wierzyc wynikom
                  innych naukowcow :)
                  Naukowcy i media beda kaplanami ateistow:)
                  Ale czy nie o to chodzi, aby wiekszosc stala sie ateistami? :)
                  • abmiros Postep w nauce. (Re.: na post rccc). 23.10.07, 19:09
                    rccc napisał:

                    > A wiec jesli nie jestes naukowcem to bedziesz musial wierzyc
                    wynikom
                    > innych naukowcow :)
                    > Naukowcy i media beda kaplanami ateistow:)
                    > Ale czy nie o to chodzi, aby wiekszosc stala sie ateistami? :)

                    W nauce nie akceptuje sie pojecia "wierzyc". Naukowcy pracuja w
                    poszczegolnych dziedzinach, sa podzieleni tematami, i w tych ramach
                    sprawdzaja sie wzajemnie. Jezeli jakas niezgodnosc zostanie wykryta,
                    to fakt ten podawany jest do publicznej wiadomosci. Na tym zreszta
                    polega postep w nauce, na wykrywaniu niezgodnosci w dotychczasowej
                    wiedzy, na wykrywaniu nowych zjawisk, i na proponowaniu nowych,
                    lepszych interpretacji. Do tego dostosowane jest naukowe slownictwo.

                    Religie, ze swoja wiara, autorytetami i dogmatami, nie daja zadnego
                    sposobu wykrywania, co jest wsrod ich twierdzen prawda, a co
                    falszem.

                    No a poza tym, co zreszta najwazniejsze, czlowiek jest na lasce i
                    nielasce natury, a natura nie jest religijna. Jezeli falszywie
                    odczytamy nature, narazamy sie na kleski, jak chociazby te, ktore
                    juz nam zagrazaja, susze, powodzie, glod, a przed ktorymi ostrzegaja
                    naukowcy. Jezeli tutaj nie pomoga naukowcy, to kaplani religii moga
                    tylko jeszcze bardziej zamieszac i pogorszyc sprawy.
                    • rccc Re: Postep w nauce. (Re.: na post rccc). 23.10.07, 23:36
                      abmiros napisał:

                      > W nauce nie akceptuje sie pojecia "wierzyc". Naukowcy pracuja w
                      > poszczegolnych dziedzinach, sa podzieleni tematami, i w tych
                      ramach
                      > sprawdzaja sie wzajemnie.

                      Ale ty ich sprawdzac nie potrafisz (przynajmniej nie we wszystkich
                      dziedzinach) i musisz wierzyc publikacjom na slowo.


                      Jezeli jakas niezgodnosc zostanie wykryta,
                      > to fakt ten podawany jest do publicznej wiadomosci.

                      Myslisz. ze tajne badania sa upubliczniane?!
                      Badania w ktorych lamane jest prawo nigdy nie zostana opublikowane -
                      chyba, ze jakis nowy dr Mengele sie komus narazi.
                      Mozna tez miec klopoty z prawnikami wielkich korporacji.
                      Przyklad dr Nora Volkov, ktora badala w USA mozgi otylych ludzi i
                      odkryla, ze sa uzaleznieni (jak narkomani!) od fast foodow!
                      Swoje wyniki mogla dopiero opublikowac w Kanadzie
                      www.cbc.ca/consumers/market/files/food/junkfood_addiction/index2.html
                      www.scienceblog.com/community/older/2002/F/20022074.html
                      Ale czy inni beda miec taka szanse?

                      > Na tym zreszta
                      > polega postep w nauce, na wykrywaniu niezgodnosci w dotychczasowej
                      > wiedzy, na wykrywaniu nowych zjawisk, i na proponowaniu nowych,
                      > lepszych interpretacji. Do tego dostosowane jest naukowe
                      slownictwo.

                      >
                      > Religie, ze swoja wiara, autorytetami i dogmatami, nie daja
                      zadnego
                      > sposobu wykrywania, co jest wsrod ich twierdzen prawda, a co
                      > falszem.

                      Nieprawda!
                      Etyka i medytacja moga przyniesc niesamowite efekty!
                      Jak myslisz czemu naukowcy skanuja mozgi katolickich siostr i
                      buddyjskich mnichow?

                      > No a poza tym, co zreszta najwazniejsze, czlowiek jest na lasce i
                      > nielasce natury, a natura nie jest religijna. Jezeli falszywie
                      > odczytamy nature, narazamy sie na kleski, jak chociazby te, ktore
                      > juz nam zagrazaja, susze, powodzie, glod, a przed ktorymi
                      ostrzegaja
                      > naukowcy. Jezeli tutaj nie pomoga naukowcy, to kaplani religii
                      moga
                      > tylko jeszcze bardziej zamieszac i pogorszyc sprawy.

                      A kto byl przeciw wojnie w Iraku?
                      Collin Powell pokazal zas jakies naukowe dowody, ze Irak ma bron
                      masowego razenia.
                      Gdyby ludzie postepowali zgodnie z naukami swoich religii nie byloby
                      tyle cierpienia.
                      • abmiros Re: Postep w nauce. (Re.: na post rccc). 24.10.07, 02:01
                        Dziekuje za Twoja odpowiedz, rccc. Pozdrawiam, abmiros.
                        • comrade Re: Postep w nauce. (Re.: na post rccc). 01.11.07, 08:47
                          He completely missed the point
        • komentator_z_bliska Re: Do wierzących: co oficjalnie po śmierci? 01.11.07, 15:48
          Funixie - już wyżej ktoś podał skrótową odpowiedź na Twoje pytanie pt. "Co robi
          dusza po oddzieleniu się od ciała, czekając na sąd i życie w niebie lub
          piekle?", ale powtórzę ją innymi słowami. Odpowiedź jest prosta i nie zależy od
          tego, czy odpowiada chrześcijanin, ateista czy wyznawca innej wiary: Z praw
          fizyki wynika, że czas i przestrzeń są ściśle powiązane ze sobą i z materią.
          Inaczej: nie ma sensu fizycznego mówienie o czasie czy przestrzeni poza światem
          materialnym. Wniosek: Twoje pytanie: "Co robi dusza w międzyczasie?" jest
          pozbawione sensu, ponieważ chrześcijańska (i każda inna) koncepcja bytów
          duchowych, jak dusze ludzkie w życiu pośmiertnym, Bóg, anioły itp. nie dotyczy
          świata materialnego, nie ma więc związku z czasoprzestrzenią.
          Co do charakteru "ciała" w życiu pośmiertnym, byłoby naiwnością przypuszczać, że
          jest to nijak nieprzemienione ciało ziemskie o ziemskich własnościach - skoro
          życie pośmiertne nie "dzieje się" (o ile pojęcie dziania się ma w odniesieniu do
          życia pośmiertnego jakikolwiek sens) w świecie materialnym.
          Dla zobrazowania sytuacji od dawna mówiono o życiu w niebie, że to "wieczne
          teraz" - nie wiadomo, jak "wygląda" niebo, jednak chodzi o to, że nasz linearny
          czas i tempo jego upływu nie ma "tam" zastosowania, że się tak wyrażę.
          Pozdrawiam!
          • funix Re: Do wierzących: co oficjalnie po śmierci? 01.11.07, 23:27
            Dzięki!
            Nie mam problemu z Twoją logiką, ale czy pokrywa się ona z oficjalną wykładnią KK?
            Sęk w tym, że Ty odwołujesz się do logiki i fizyki, chrześcijanie „zmuszeni są”
            odwoływać się do Ewangelii!

            komentator_z_bliska napisał:

            > Co do charakteru "ciała" w życiu pośmiertnym, byłoby naiwnością przypuszczać, ż
            > e
            > jest to nijak nieprzemienione ciało ziemskie o ziemskich własnościach - skoro
            > życie pośmiertne nie "dzieje się" (o ile pojęcie dziania się ma w odniesieniu d
            > o
            > życia pośmiertnego jakikolwiek sens) w świecie materialnym.

            ŁK 24.37-43 „Zatrwożonym i wylękłym zdawało się, że widzą ducha. Lecz On rzekł
            do nich: «Czemu jesteście zmieszani i dlaczego wątpliwości budzą się w waszych
            sercach? Popatrzcie na moje ręce i nogi: to Ja jestem. Dotknijcie Mnie i
            przekonajcie się: duch nie ma ciała ani kości, jak widzicie, że Ja mam». Przy
            tych słowach pokazał im swoje ręce i nogi. Lecz gdy oni z radości nie wierzyli i
            pełni byli zdumienia, rzekł do nich: «Macie tu coś do jedzenia? Oni podali Mu
            kawałek pieczonej ryby. Wziął i jadł wobec nich.”

            Pytanie jest: czy po 2 tys. lat da się z tego coś sensownego dla człowieka
            wywnioskować? Credo Nicei ciągle obowiązuje!
            Może to jest... ślepa uliczka?

            (kto - na Boga! – ośmieli się wreszcie zauważyć, że ewangeliści *nie byli
            świadkami* opisywanych wydarzeń???)

            pozdrawiam :)

            • ghass107 Re: Do wierzących: co oficjalnie po śmierci? 02.11.07, 00:42
              człowiek oprócz ciała fizycznego,posiada tez ciało astralne(sa tez i
              kolejne;eteryczne ,mentalne),
              smierc ciała fizycznego nie jest równoznaczna ze smiercia ciała
              astralnego,dlatego nie jest naiwnoscia przypuszczac,ze pozostaje on CZłOWIEK
              skłonny do tego,jakim był podczas posiadania ciala fizycznego

              podczas snu,kazdy z nas przebywa w swiecie astralnym,tam moze spotkac nie tylko
              osoby ktore juz "umarły" w powszechnym tego słowa rozumieniu,ale i zyjących w
              swoich ciałach fizycznych,a takze inne stworzenia czy twory
              • funix Re: Do wierzących: co oficjalnie po śmierci? 02.11.07, 14:23
                OK.
                Napisz jeszcze proszę, skąd to wiesz i jak godzisz to z oficjalną chrześcijańską
                koncepcją duszy i zmartwychwstania ciała? (to chyba nie jest takie oczywiste;)
                pzdr
    • pynky Re: Do wierzących: co oficjalnie po śmierci? 17.10.07, 13:53
      do funixa

      a moim zdaniem po smierci nic nie ma, ja sie z tym pogodziłem,
      gorzej bedzie pewnie z moją rodziną

      a tak pozatym uważam że pytanie niestosowne do zadawania na forum,
      niby niechcesz nikogo ośmieszać, a pare postów niżej piszesz że
      wiara to napewno forma terapii i napewno wierzące osoby są na tyle
      niedostosowane, że potrzebują pomocy - czyli robisz z ludzi wariatów
      i ich osmieszasz i to publicznie - nawet jak są wariatami, to nie
      nalezy naśmiewać się z nich na forum
      • blq Re: Do wierzących: co oficjalnie po śmierci? 17.10.07, 14:24
        z matematycznego punktu widzenia, szansa na to ze zyjesz w czasach, ktore akurat
        istnieja, jest znikoma. zawsze mnie zastanawia, czemu taki ateista nie zada
        sobie pytania, jak to jest, swiat ma 20mld lat a ja akurat zyje w czasach ktore
        teraz maja miejsce? was to nie dziwi?

        mnie dziwi. odpowiedzi wszystkich religii srednio mnie zadowalaja, moze gdyby
        sie w te wszystkie pisma wglebic znalazloby sie i odpowiedzi na miare naszych
        czasow. a moze nie?

        prawde mowiac mam to gdzies, mam swoje wlasne koncepcje powstale z przemyslen, a
        nie wyniesione z domu, czy z lenistwa, albo z urazow do ludzi. to, w jak
        beznadziejny sposob ludzie staja sie zarliwymi katolikami jest rownie
        prostackie, co to, jak staja sie radykalnymi ateistami, lub tez ludzmi po prostu
        niezainteresowanymi tym tematem.
        • nekropedofil Re: Do wierzących: co oficjalnie po śmierci? 17.10.07, 14:52
          >swiat ma 20mld lat a ja akurat zyje w czasach ktore
          > teraz maja miejsce? was to nie dziwi?

          statystyczny efekt selekcji :)
        • pynky Re: Do wierzących: co oficjalnie po śmierci? 17.10.07, 14:54
          matematyczny punkt widzenia mozna rozpatrywać dowjako: po pierwsze
          faktycznie szanse powstania takich warnków do życia jakie są na
          ziemi są kosmicznie małe - mniejsze niż wygrana w totolotka:) -
          czyli moze dla niektórych jest to powodem refleksji, z drugiej
          strony wszechswiat jest tak ogromny, ze coś takiego jak ziemia mogło
          powstać przez przypadek – istnieje statystyczna szansa, która przy
          takich rozmirach kosmosu jest całkiem, całkiem:)
          Co do wlasnego zycia nie uważam aby było ono czymś szczególnym, a w
          sumie uważam że ze nie jestem nikim wyjątkowym, wiec nie zapuszczam
          sobie głowy unikaością mojego istnienia

          co do własnego ateizmu, jeśli do mnie pijesz:) to ja tylko nie
          wierze w boga - albo inaczej nie potrafie uwierzyć - więc chbya
          wszystkie religjie odpadają:) i rozumiem że inni potrafią uwierzyć w
          cokolwiek a jeszcze inni zwalczją wszystkie gusła. A czy bóg jest
          czy go nie ma, to sprawy nie na moją głowe:)
        • autsider Re: Do wierzących: co oficjalnie po śmierci? 18.10.07, 10:40

          > z matematycznego punktu widzenia, szansa na to ze zyjesz w czasach, ktore akura
          > t
          > istnieja, jest znikoma. zawsze mnie zastanawia, czemu taki ateista nie zada
          > sobie pytania, jak to jest, swiat ma 20mld lat a ja akurat zyje w czasach ktore
          > teraz maja miejsce? was to nie dziwi?

          skoro mowimy o matematycznym punkcie widzenia... powiedz mi jakie jest
          prawdopodobienstwo zdarzenia, ktore juz sie wydarzylo?
          Innymi slowy nie szukalbym jakiegos szczegolnego przeslania w tym, ze wypadl
          jeden uklad cyfr w totku a nie inny, zaden nie byl bardziej prawdopodobny, tylko
          trafilo na jakis po prostu.
          Tak samo nie ma nic ciekawego w fakcie, ze zyjemy teraz a nie 'kiedy indziej'
          moze w XVI w zastanawialibysmy sie dlaczego nie w XIII albo nie w XXI albo XXV.
          Po co przegrzewac mozg takimi bezsensownymi rozwazaniami? ;) Bezsensownymi dla
          mnie, jesli ktos jednak chce, to prosze bardzo...
    • patman Ja po śmierci zamierzam być martwy 17.10.07, 14:33
      Ci, którym się wydaje, że poza "doczesnym" życiem isnieje coś jeszcze, najwyraźniej mają poczucie przepuszczania między palcami czasu. Mamią się, że chwile spędzone na tym świecie są wirtualne, a gdzieś tam w przyszłości w zaświatach dopiero będą mogli czerpać z tego prawdziwego życia.
      Abstrahując już od naiwności wiary w to, że takowe w ogóle nastąpi, chcę zadać pytanie: Po co? Przyjmując teoretycznie, że po człowieku pozostanie jakaś dusza, jak można będzie powiedzieć, że to "coś" jest następcą kogoś, kto chodził kiedyś po Ziemii? Człowiek egzystuje w środowisku, z którym na osi czasu ulega zmianie. Jestem ciekaw czy ci, którzy chcą istnieć w zaświatach, będą mieli szeroko pojmowaną osobowość siebie, gdy mieli 5, 10, 15, 20, 30... bądź 70 lat? Może wszystkie osobowości na raz? (Takie miewają pacjenci szpitali psychiatrycznych). Chyba, że wybieramy ostatnią osobowość przed śmiercią, kiedy miało się Alzheimera, demencję starczą, itd?
      A jak sobie wyobrażają kontakty z innymi, z którymi kiedyś się kochali, później ich nienawidzili - niezapominawszy, że oni z czasem też się?
      Co dusza miałaby pamiętać? Przecież elementarnym składnikiem osobowości jest pamięć, w której przechowywane zdarzenia są kasowane i modyfikowane. Kto podejmowałby decyzję co w nowym wcieleniu miałoby być zapamiętane i w jakiej formie? Wszystko by się pamiętało? Uuu... Wtedy jest dopiero tragedia.
      Wciąż komuś się wydaje, że to "coś", co miałoby po nim pozostać, to rzeczywiście jest on sam? Dla mnie nie ulega wątpliwości, że ten fantom isototy ludzkiej w żadnym wypadku nie mógłby być identyfikowany jako ten, który kiedyś stąpał po Ziemii. Dlatego po śmierci zamierzam być martwy - tak będzie najrozsądniej.
      • funix Ja też, choć w pewnym sensie.....;) 18.10.07, 01:05
      • mieux Re: Ja po śmierci zamierzam być martwy 01.11.07, 13:18
        >Dlatego po śmierci zamierzam być martwy - tak będzie najrozsądniej.

        A ci, którzy takiego zamiaru nie mają niestety też będą martwi i żaden ksiądż
        żadnymi odpustami i modlitwami tego nie zmieni.
        Ci, którzy mają zamiar iść do nieba powinni to zrobić za życia - niech wybiorą
        sobie jakiś lot samolocikiem, inaczej nigdy do nieba się nie dostaną.
        Po śmierci skazani są tylko na robaki. Tfu. Higieniczniejsza jest kremacja.
        • funix kremacja a zmartwychwstanie 01.11.07, 23:37
          W najbardziej chrześcijańskim kraju unijnym, czyli w Grecji (tak, tak, jeszcze
          tylko oni są pobożniejsi od nas) kremacja jest ponoć konstytucyjnie zabroniona.
          Domyślam się, że z ich punktu widzenia zmartwychwstanie po spaleniu jest
          ...mniej prawdopodobne.

          Taki był też powód palenia pierwszych chrześcijan ("pochodnie Nerona")-
          zamierzano to ewentualnym świadkom-sympatykom naocznie wybić z głowy...

          pozdrawiam :)
    • nekropedofil Re: Do wierzących: co oficjalnie po śmierci? 17.10.07, 14:41
      starasz sie linijka i stoperem zmierzyć boga. a wszyscy wiemy że nauka i religia
      są nie tyle równoległe, co raczej prostopadłe.

      tajemnicą religii (i wiary w ogóle) jest to, że na takie pytania nie tylko nie
      udzielamy logicznych (lub chociaż rzeczowych) odpowiedzi, ale że oczekiwanie
      istnienia takowych odpowiedzi uznajemy za cokolwiek niegrzeczne.

      a ze strony rozumu ja sobie to tak tłumaczę: religie powstały w toku ewolucji
      aby zrównoważyć szok wywołany świadomością własnego istnienia oraz
      nieuchronności śmierci. co z tego, jeżeli to nieprawda? ważne że działa - tak
      jak placebo.

      najważniejsze jest to, że nie wiadomo co jest po śmierci, ale na bank się dowiemy...
      • janbezziemi Re: Do wierzących: co oficjalnie po śmierci? 17.10.07, 15:04
        Wiara jest potrzebna ludziom słabym, może wielu z nich zyje dłuzej,
        ale tez rzadko kto pcha sie na "drugi swiat". Wg mnie niektórzy
        ludzie stworzyli BOGA, bo był on im potrzebny dla
        ujarzmiania "maluczkich".
        • nekropedofil Re: Do wierzących: co oficjalnie po śmierci? 17.10.07, 15:16
          do tego lepszy jest kij, chociaż trochę mniej energooszczędny niż religia...

          ale tutaj właśnie dyskutujemy o wierze jako zjawisku indywidualnym, bez
          oceniania tego co robi duża grupa ludzi w imię religii
          • kaaarooll Re: Do wierzących: co oficjalnie po śmierci? 17.10.07, 16:33
            No i kiedys Kosciol uzywal kija. Teraz czasy sa bardziej wyrafinowane i mamy np.
            radio Maryja i inne bzdety.
        • dorsai Re: Do wierzących: co oficjalnie po śmierci? 17.10.07, 15:23
          Aha. Wobec tego bez problemu i krępacji połowę z Was mozna wyrżnąć a
          drugą obrócić w niewolników.
          Skoro raz się żyje i nie ma za to żadnej kary...
          No bo przecież wygrywa silniejszy!
          A moralność? Rozumiem! Moralność jak religia.
          Jest dla słabych!
          • deelbercik Re: Do wierzących: co oficjalnie po śmierci? 17.10.07, 16:54
            no tak... standardowy błąd :)

            moralność może wynikać z religii to fakt. Ale wcale nie musi. Może być też
            powodowana innymi względami, chociażby głębokikm przekonaniem, że jak zaczne
            wyżynać wszytkich naokoło to w końcu ktoś sie wkurzy i mi wyrżnie :)

            Albo np: postępuj tak abyś chciał(a) by zasada twojego postępowania stała się
            obowiązującym prawem (cytuje z pamięci ;)

            Istnieją systemy moralne oparte na innych zasadach niż religia... np. na logice
            • mmujer Re: Do wierzących: co oficjalnie po śmierci? 17.10.07, 19:38
              deelbercik napisał:

              > no tak... standardowy błąd :)
              >
              > moralność może wynikać z religii to fakt. Ale wcale nie musi. Może
              być też
              > powodowana innymi względami, chociażby głębokikm przekonaniem, że
              jak zaczne
              > wyżynać wszytkich naokoło to w końcu ktoś sie wkurzy i mi
              wyrżnie :)
              >
              > Albo np: postępuj tak abyś chciał(a) by zasada twojego
              postępowania stała się
              > obowiązującym prawem (cytuje z pamięci ;)
              >
              > Istnieją systemy moralne oparte na innych zasadach niż religia...
              np. na logice


              Nasze altruistyczne skłonnosci-podobnie zresztą jak skłonnosci do
              zła- to grunt, na którym stoją ateiści. Przyrodzona człowiekowi
              skłonnośc do dobra - argumentują - czyni Boga zbytecznym, jak
              również Jego przykazania i nagrody. Każdego stac na własną moralnośc
              i jeśli się właściwie prowadzi oraz jest odpowiednio wychowany, bez
              żadnej nadprzyrodzonej interwencji będzie zdążał do doskonałości, a
              przynajmniej wykazywał takie chęci. Człowiek chce byc dobry i jedyny
              problem w świecie wykluczajacym Boga polega na tym, w jaki sposob
              zagwarantowac zwycięstwo tej woli nad pokusą egoizmu i popędami
              ciała.
              Ateizm jako zbiór pozytywnych przekonań, obejmujący również kodeks
              moralny, nigdy nie miał swojego "złotego wieku". Choc na Zachodzie
              coraz mniej ludzi uzewnętrznia swoje przekonania poprzez praktyki
              religijne, liczba tych, którzy gotowi są wyznac niewiarę w Boga
              otwarcie ciągle jest niewielka.
          • politykowski Re: Do wierzących: co oficjalnie po śmierci? 19.10.07, 10:43
            dorsai napisał:

            > Aha. Wobec tego bez problemu i krępacji połowę z Was mozna wyrżnąć
            a
            > drugą obrócić w niewolników.
            > Skoro raz się żyje i nie ma za to żadnej kary...
            > No bo przecież wygrywa silniejszy!
            > A moralność? Rozumiem! Moralność jak religia.
            > Jest dla słabych!

            a czy rzeczywistość choć trochę odbiega od tego co napisałes?
        • mmujer Re: Do wierzących: co oficjalnie po śmierci? 17.10.07, 15:27
          janbezziemi napisał:

          > Wiara jest potrzebna ludziom słabym, może wielu z nich zyje
          dłuzej,
          > ale tez rzadko kto pcha sie na "drugi swiat". Wg mnie niektórzy
          > ludzie stworzyli BOGA, bo był on im potrzebny dla
          > ujarzmiania "maluczkich".

          Dla człowieka samodzielnego intelektualnie, zdrowego na ciele i
          zrównoważonego, mającego pracę i wystarczajace dochody ateizm jst
          zasadniczo do przyjecia. Z chwilą jednak, gdy w jego życiu pojawiają
          się nieszczęscia, ból i cierpienie,a wraz z nimi nieodstępny lęk
          przed tym co się dzieje ale i przed niewiadomym wówczas ateizm nie
          wystarcza. Wśród cierpienia i niedoli, które zdają sie nie miec
          konca, nawet przekonany ateista zaczyna rozglądac się za Bogiem. Im
          celniej ugodzony czy bardziej przerażony człowiek, tymbardziej i
          głośniej przyzywa Boga. Wątpliwości może powrócą ale w chwilach
          zagrożenia bardzo mało jest ateistów.
          • nekropedofil Re: Do wierzących: co oficjalnie po śmierci? 17.10.07, 15:33
            dokładnie. każda istota żywa najbardziej boi się śmierci (nawet jeżeli twierdzi
            inaczej)
            poczucie istnienia boga jest kitem, który ma zalepić dziurę w naszym świecie po
            naszej śmierci
            • stoova Re: Do wierzących: co oficjalnie po śmierci? 17.10.07, 23:22
              Czyli wierzycie, bo się boicie.
              Tchórze!

              Popracuj sobie kiedyś w środowisku, gdzie ludzie umierają. Ateiści nawracający
              się na łożu śmierci? Bajka.
              Z drugiej strony, gdy katolicy umierają, jakoś rodzina nie mówi do nich 'pozdrów
              wujka Heńka', a sami nie krzyczą z radości - ' hura, idę do nieba', albo 'w
              zasadzie byłem uczciwy i dużo dawałem na tacę, raz zdradziłem żonę... 100 lat w
              czyśćcu a potem raj'.
              • stoova Re: Do wierzących: co oficjalnie po śmierci? 17.10.07, 23:24
                miało być wyżej.
          • pos3gacz Re: Do wierzących: co oficjalnie po śmierci? 17.10.07, 21:16
            Mmujer,Twój wywód nie trzyma się kupy.Jakiego boga???przecież boga
            nie ma.Właśnie pisze do Ciebie niewierzący[słkamałbym-=-wierzący w
            siebie i sobie]i w takim przypadku bogiem jestem sam dla siebie.
            Piszesz,że w chwili zagrożenia ateista[niewierzący]też wzywa boga.W
            moim przypadku to byłoby nielogiczne-=-mam wzywać sam siebie?!?!
            I gdzie tu widziałbyś sens i logikę???Radzę się zastanowić nad sobą
            i swoim życiem.
            • mmujer Re: Do wierzących: co oficjalnie po śmierci? 17.10.07, 22:00
              pos3gacz napisał:
              > Piszesz,że w chwili zagrożenia ateista[niewierzący]też wzywa
              boga.W
              > moim przypadku to byłoby nielogiczne-=-mam wzywać sam siebie?!?!
              > I gdzie tu widziałbyś sens i logikę???Radzę się zastanowić nad sobą
              > i swoim życiem.

              Taki jesteś madry? Ja nie piszę o twoim przypadku. Może i jesteś
              taki mocny ale idż do hospicjów dla nieuleczalnie chorych, na
              oddziały intensywnej terapii, zapytaj sie żeglarzy miotanych
              sztormem,czy pasazerów uszkodzonego samolotu. W takich momentach
              mało jest ateistów. Ty pewnie byłbyś jeden.
              A moje życie zostaw w spokoju. Daje sobie radę.
              • stoova Re: Do wierzących: co oficjalnie po śmierci? 17.10.07, 23:25
                sam pójdź - bajki tutaj wypisujesz.
        • pos3gacz Re: Do wierzących: co oficjalnie po śmierci? 17.10.07, 21:33
          janbezziemi napisał:

          > Wiara jest potrzebna ludziom słabym, może wielu z nich zyje
          dłuzej,
          > ale tez rzadko kto pcha sie na "drugi swiat". Wg mnie niektórzy
          > ludzie stworzyli BOGA, bo był on im potrzebny dla
          > ujarzmiania "maluczkich".
          xxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxx
          Z tym to masz 100% racji.Maluczki ma wierzyć a nie wierzgać.
    • the.gypsy Re: Do wierzących: co oficjalnie po śmierci? 17.10.07, 17:02
      "otworza nam sie kwietne sady,
      pachnac nam beda winogrady,
      i roze sliczne i powoje,
      calowane beda wlosy twoje";-)
      • funix Re: Do wierzących: co oficjalnie po śmierci? 17.10.07, 23:21
        "Pójdziemy cisi, zamyśleni,
        wśród złotych przymgleń i promieni,
        pójdziemy wolno alejami,
        pomiędzy drzewa, cisi, sami."
        ;))
    • babusz Re: Do wierzących: co oficjalnie po śmierci? 17.10.07, 18:39
      20
      12 I ujrzałem umarłych -
      wielkich i małych -
      stojących przed tronem,
      a otwarto księgi.
      I inną księgę otwarto,
      która jest księgą życia.
      I osądzono zmarłych z tego, co w księgach zapisano,
      według ich czynów.
      13 I morze wydało zmarłych, co w nim byli,
      i Śmierć, i Otchłań wydały zmarłych, co w nich byli,
      i każdy został osądzony według swoich czynów.
      14 A Śmierć i Otchłań wrzucono do jeziora ognia12.
      To jest śmierć druga - jezioro ognia.
      15 Jeśli się ktoś nie znalazł zapisany w księdze życia,
      został wrzucony do jeziora ognia.
      21
      1 I ujrzałem niebo nowe i ziemię nową,
      bo pierwsze niebo i pierwsza ziemia przeminęły,
      i morza już nie ma.
      2 I Miasto Święte - Jeruzalem Nowe
      ujrzałem zstępujące z nieba od Boga,
      przystrojone jak oblubienica zdobna w klejnoty dla swego męża.
      3 I usłyszałem donośny głos mówiący od tronu:
      «Oto przybytek Boga z ludźmi:
      i zamieszka wraz z nimi,
      i będą oni Jego ludem,
      a On będzie "BOGIEM Z NIMI".
      4 I otrze z ich oczu wszelką łzę,
      a śmierci już odtąd nie będzie.
      Ani żałoby, ni krzyku, ni trudu
      już [odtąd] nie będzie,
      bo pierwsze rzeczy przeminęły».
      5 I rzekł Zasiadający na tronie:
      «Oto czynię wszystko nowe».
      I mówi:
      «Napisz:
      Słowa te wiarygodne są i prawdziwe».
      6 I rzekł mi:
      «Stało się.
      Jam Alfa i Omega,
      Początek i Koniec.
      Ja pragnącemu
      dam darmo pić ze źródła wody życia.
      7 Zwycięzca to odziedziczy
      i będę Bogiem dla niego,
      a on dla mnie będzie synem3.
      8 A dla tchórzów, niewiernych, obmierzłych, zabójców, rozpustników,
      guślarzy, bałwochwalców i wszelkich kłamców:
      udział w jeziorze gorejącym ogniem i siarką.
      To jest śmierć druga».
      • funix A może by tak własnymi słowami...? 17.10.07, 23:23
        • babusz Wlasnymi slowami opowiadac SLOWO? 18.10.07, 07:20
          Jedyna, kompletna Prawda jest dla kazdego chrzecijanina Pismo.
          Nie ma w Nim slow zbednych, nie wymaga Ono uzupelnien, jest
          doskonale.
          Jest grzechem zmieniac czy przeinaczac Pismo.
          Biblia nie zezwala na zadne swobodne interpretacje zawartych w Niej
          tresci.
          Biblia ostrzega wrecz przed tymi, ktorzy czynia to zaslaniajac sie
          autorytetem rzekomego Jej poznania czy zglebienia.
          Wszelka dyskusja pt. "a ty jak to widzisz" powinna byc przez
          chrzecijanina, a wiec i katolika odrzucona, jako grzeszna.
          • funix Poruszamy się na różnych orbitach... 18.10.07, 23:36
            Przed wielu lat w rozmowie z młodą kobietą, ŚJ: „ A czy mogłaby mi pani
            odpowiedzieć choć na jedno moje pytanie bez szukania w Biblii? Proszę mi
            zwyczajnie powiedzieć, co PANI o tym myśli” Ona:”Ja, proszę pana, nie muszę
            myśleć, mogłabym się pomylić. A Bóg dał mi prawdziwe odpowiedzi na wszystkie
            pytania, od początku do końca świata.”
          • robert.zimnicki czyje SLOWO? 19.10.07, 14:17
            Chyba nie kogos, kto na sile wcielil czlowieka w swoje szerego - chrzest i
            bierzmowanie, nie czekajac, az czlowiet ten bedzie psychicznie gotowy, zeby
            podjac wspolprace.??.... Czyli - armia rosyjska sie klania - sztuka jest sztuka.

            Chyba nie kogos, kto ma wolna wole, ale za jej skorzystanie wylecial z raju, a
            po smierci, jak mu sie nie spodoba wazeliniarstwo, uprawiane przez aniolki,
            uslyszy jedno slowo - won????

            I chyba nie kogos, kto tak kieruje swiatem, ze ludzie umieraja na nowotwory,
            gloduja, sa poniewierani i ponizani, sa towarem (niewolnictwo), nie wspominajac
            o wojnach....... a co niedziela mowi o milosci do czlowieka i blizniego........
            Dodam, ze to co napisalem spotyka tez ludzi o wielkiej wierze, wiec o co chodzi
            z tym powiedzieniem, ze czlowiek jest umilowany? I jesli gleboka wiara nie daje
            gwarancji (tu na ziemi) spokoju i normalnego zycia, to czego spodziewac sie po
            smierci??? Ze ja mi sie nie tam nie spodoba, to mnie wyrzuca? Gdzie? Na
            zewnatrz, gdzie sa zle dusze? A dlaczego nie mozna ich zneutralizowac
            (zdematerializowac)? Przez milosc do blizniego? Czy przez milosc do blizniego
            trzyma sie zla dusze, ktora kiedys zabila tysiace osob, a teraz psychicznie
            odzzialuje na otoczenie i robi tosamo? I to ma byc kochajacy czlowieka stworca?
            To pachnie sfizofrenia szefa i jego wyznawcow (ksiezy, zakonnic...... i fanatykow).


            babusz napisał:

            > Jedyna, kompletna Prawda jest dla kazdego chrzecijanina Pismo.
            > Nie ma w Nim slow zbednych, nie wymaga Ono uzupelnien, jest
            > doskonale.
            > Jest grzechem zmieniac czy przeinaczac Pismo.
            > Biblia nie zezwala na zadne swobodne interpretacje zawartych w Niej
            > tresci.
            > Biblia ostrzega wrecz przed tymi, ktorzy czynia to zaslaniajac sie
            > autorytetem rzekomego Jej poznania czy zglebienia.
            > Wszelka dyskusja pt. "a ty jak to widzisz" powinna byc przez
            > chrzecijanina, a wiec i katolika odrzucona, jako grzeszna.
            >
    • doss Re: Do wierzących: co oficjalnie po śmierci? 17.10.07, 19:29
      Dla wszystkich zaintersowanych tematem polecam książkę C.S.
      Lewisa "Chrześcijaństwo po prostu" - jeśli nie przekona, to co
      najmniej pobudzi do własnych przemyśleń, bo jest to także wspaniała
      przygoda intelektualna; wyjątkowa jasność myśli u tego autora
      • funix Re: Do wierzących: co oficjalnie po śmierci? 18.10.07, 00:29
        To już raczej nie dla mnie, ale dzięki w imieniu tych, którzy skorzystają ;)
    • lulag Re: Do wierzących: co oficjalnie po śmierci? 17.10.07, 19:39
      Odpowiedź na Twoje wątpliwości znajdziesz w Biblii,głównie w Ewangeliach i
      Listach,ale dużo wyjaśnień jest np. na tych stronach: www.derekprince.pl
      ,www.daniel2005.pl , www.alberto.pl, www.radiologos.org .Owocnej lektury:)
      • funix Re: Do wierzących: co oficjalnie po śmierci? 17.10.07, 23:35
        Doceniam Twe dobre intencje,ale ...skąd przypuszczenie, że mam wątpliwości i
        potrzebuję *takiej* strawy duchowej???
        Jeśli potrafisz i masz chęć, odpowiedz szczerze i swoimi słowami na moje pytanie
        ;)
        Z góry dziękuję i pozdrawiam.
        • lulag Re: Do wierzących: co oficjalnie po śmierci? 18.10.07, 20:59
          Biblia jest jak najbardziej autorytatywna,jest absolutnie logiczna,jest żywym
          Słowem,jeżeli zapragniesz Bóg, do Ciebie będzie przez nią mówił.Ona daje życie
          .Możesz być zbawiony tu na ziemi i mieć pewność że po śmierci ciała Twój duch
          będzie dalej żył w społeczności z Bogiem.Jeżeli chodzi o ciało po śmierci będzie
          ono przemienione,doskonałe,takie jak miał Jezus po zmartwychwstaniu.On jadł z
          uczniami i mógł przechodzić przez ściany.
    • pos3gacz Re: Do wierzących: co oficjalnie po śmierci? 17.10.07, 21:03
      Tak sobie myślę i myślę a jakoś zrozumieć nie mogę jednego-=-
      człowiek niby wykształcony i zajmuje się takimi duperelami.Chyba
      masz za dużo wolnego czasu i zaczynasz się nudzić.Ja jakoś nie mam
      takiego problemu.Kiedyś starzy[mądrzy]ludzie mówili,że jak pies
      nie ma co robić to z nudów ""klejnoty rodzinne""liże,może i Ty
      sfrustrowany człowieku zrobiłbyś to samo???
      • funix Re: Do wierzących: co oficjalnie po śmierci? 17.10.07, 23:54
        Wiarę uważam za pasjonujący fenomen społeczny, początki chrześcijaństwa wiążą
        się ściśle z moim wykształceniem (teraz już tylko hobby), a śmierć ...jest mi z
        wielu powodów bliskim tematem ( m.in. z racji samobójstwa dwóch przyjaciół...).
        Jeśli to są dla Ciebie wszystko duperele, to chętnie się dowiem, czym Ty się
        zajmujesz ;)
        Nie, nie nudzę się. Jestem raczej przepracowany ale nie sfrustrowany ;)
    • ihateschool Re: Do wierzących: co oficjalnie po śmierci? 17.10.07, 21:28
      gdybym wiedział to bym się zabił
      • funix Re: Do wierzących: co oficjalnie po śmierci? 17.10.07, 23:57
        ihateschool napisał:

        > gdybym wiedział to bym się zabił

        Może przeciwnie - zacząłbyś żyć?
    • charlie_x Re: Do wierzących: co oficjalnie po śmierci? 17.10.07, 22:15
      ..dozyjemy zobaczymy,wszystko w swoim czasie.Jedni i
      drudzy zostana przy swoim ..niecierpliwych wierzacych odsylam do
      Starego i /lub/ Nowego Testamentu,a pozostalych no coz do..wlasnego
      ego bo przeciaz sami sa bogiem dla siebie, wiec wszystko jest
      jasne.pozdr..8)
    • funix Prośba ;) 18.10.07, 00:20
      Nigdy bym się nie domyślił, że może być tak trudno zrozumieć, co piszę :(
      Nie pytam: co Wy sądzicie na temat życia po śmierci?
      Nie pytam: co KK uczy na temat życia po śmierci?
      Pytam: jakie jest Wasze zdanie na temat tego, co uczy w tej kwestii KK? Czy z
      punktu widzenia wykształconego katolika jest to przekonujące, trzyma się (za
      przeproszeniem) kupy i jest na miarę czasów?
      Wszystkich, którzy czują lub poczują się tym tematem, czy moimi odpowiedziami
      dotknięci, przepraszam. Nie było i nie jest moim zamiarem nikogo dotknąć.
      Zdegustowanym radzę poszukać sobie atrakcyjniejszy (przyzwoitszy?) wątek;)
      pzdr
      • jarmulka Re: Prośba ;) 18.10.07, 02:21
        Probujesz zmusic katolikow by rozmawiali z Toba jak nie
        katolicy.Katolicyzm nie jest wiara.Katolikow obowiazuje sztywne
        trzymanie sie przepisow i interpretacji opatrzonych aprobata
        kosciola.Zatem katolik moze i musi powiedziec doladnie to co mowi
        kosciol.On musi w to wierzyc inaczej nie jest katolikiem.Jesli ty
        sam jako katolik zadajesz takie pytania to twoja "wiara " w nauki
        kosciola stawia cie poza nim (kosciolem).Powinienes sie zatem
        zdecydowac, chcesz poznac opinie innych o tym jak interpretuja nauki
        kosciola czy interesuja Cie ich osobiste przemyslenia zwiazane z
        umieraniem i tym co po umieraniu.Jesli jako katolik masz watpliwosci
        to czeka Cie "ogien piekielny".
      • babusz Re: Prośba ;) 18.10.07, 07:23
        funix napisał:

        > Czy z punktu widzenia wykształconego katolika jest to
        przekonujące, trzyma się (za przeproszeniem) kupy i jest na miarę
        czasów?

        Pytanie, jakie stawiasz, brzmiec moze jedynie: czy jestes jeszcze
        chrzescijaninem, czy tez masz juz wlasna wiare? (niech sie zwie, ze
        jest ona na miare czasow :-)
        • robert.zimnicki Re: Prośba ;) 19.10.07, 14:22
          Znaczy, nie mozna byc madrzejszy niz ksiadz i papiez.

          Trzeba sluchac w ciemno rozkazow pana swojegi i nie uzywac wlasnej woli, ktora
          nam nadal.

          Fantastyczna nas przyszlosc poza grobem czeka w takim razie. Juz pisze papier o
          neutralizacje mojego ducha po smierci, chyba, ze cos sie zmieni na
          lepsze........ albo katolicy przestana powtarzac banialuki, bo od tego co mowia,
          to az sie chce wziac sznur i sie zawiesic - same straszne rzeczy w tej religii.
          A nie mozna by tak poluzowac?



          > Pytanie, jakie stawiasz, brzmiec moze jedynie: czy jestes jeszcze
          > chrzescijaninem, czy tez masz juz wlasna wiare? (niech sie zwie, ze
          > jest ona na miare czasow :-)
          >
          >
      • l3nk4 Re: Prośba ;) 18.10.07, 13:03
        funix napisał:

        > Nigdy bym się nie domyślił, że może być tak trudno zrozumieć, co piszę :(
        > Nie pytam: co Wy sądzicie na temat życia po śmierci?
        > Nie pytam: co KK uczy na temat życia po śmierci?
        > Pytam: jakie jest Wasze zdanie na temat tego, co uczy w tej kwestii KK? Czy z
        > punktu widzenia wykształconego katolika jest to przekonujące, trzyma się (za
        > przeproszeniem) kupy i jest na miarę czasów?
        > Wszystkich, którzy czują lub poczują się tym tematem, czy moimi odpowiedziami
        > dotknięci, przepraszam. Nie było i nie jest moim zamiarem nikogo dotknąć.
        > Zdegustowanym radzę poszukać sobie atrakcyjniejszy (przyzwoitszy?) wątek;)
        > pzdr
        tak na marginesie czy to co mówi kosciół katolicki trzymało sie kiedys sensu...?? no smiech tak maja racje trzeba byc dobrym pojdziesz do nie ba jak nie bedziesz dawał na msze i uzywał kondonów to przyjdzie djabeł..i cie strąci w otchłań..to jakas paranoja przeca:)

      • mieetek Re: Prośba ;) 18.10.07, 23:00
        Zanim ludzie byli katolikam, byli ogólniej chrześcianami. A przedtem
        mieli inne religie. Czy oni wszyscy się mylili? Czy mylą się
        wyznawcy wszystkich innych religii? Nie można w ogóle zwracać uwagę
        na nic co KK wymyślił od czasó pisma św. A to dlatego, że nie było
        na podstawie czego wysnuwać jakieś wnioski.
        Pomyśl nad śmiesznym odkryciem naukowym:
        Gdzieś bardzo daleko trwa od tysięcy lat zderzenie GRUP galaktyk. A
        teraz pomyśl nad naszą megalomanią, że coś co ktoś być może zrobił
        całkiem niedawno na naszym pyłku kurzu w przestrzeni jest tak ważne,
        że cały wszechświat się na tym opiera. Jest to małostkowe i
        antropocentryczne. Pasuje raczej do czasów kiedy ludzie myśleli że
        ziemia jest płaska a słońce to krążek na niebie.
    • lehoo Re: Do wierzących: co oficjalnie po śmierci? 18.10.07, 09:25
      Zgnijesz, chyba, że cię spalą.
    • katriel Re: Do wierzących: co oficjalnie po śmierci? 18.10.07, 12:00
      funix napisał:
      > To nie prowokacja :))
      OK, to spróbuję potraktować Cię poważnie (i liczę na wzajemność).

      > Zwyczajnie mam nadzieję dowiedzieć się, w co wierzy (powinien
      > wierzyć?) współczesny, młody, polski, wykształcony katolik:
      > co czeka go po śmierci?
      Jestem młoda (w sensie ZSMP: <35), wykształcona (doktorat), jestem Polką i
      katoliczką. Myślę, że się kwalifikuję.

      No to do rzeczy.
      Jak nas uczy Kościół (i co zgadza się z intuicją wielu ludzi, zarówno katolików,
      jak i niekatolików) człowiek składa się z duszy i ciała. Śmierć polega na
      rozdzieleniu tychże. Ciało bez duszy to już nie jest człowiek, ale trup; dusza
      bez ciała to też nie jest człowiek. W tym sensie można mówić, że po śmierci nas
      nie ma. Trzeba tu jednak zaznaczyć, że po śmierci istnieją (tyle że osobno)
      zarówno ciało, jak i dusza. Ciało zachowuje (do pewnego stopnia i przez pewien
      ograniczony czas) formę fizyczną, jaką miało przed śmiercią; stąd też bywa
      określane tymi samymi nazwami, jakimi określano wcześniej całego człowieka
      ("ciocia leży na Powązkach"). Dusza zachowuje (przynajmniej do pewnego stopnia,
      ale przez nieograniczony czas) formę psychiczno-duchową, jaką miała przed
      śmiercią; stąd też bywa określana tymi samymi nazwami, jakimi określano
      wcześniej całego człowieka ("ciocia jest u Boga"). W rzeczywistości nie jestem
      pewna, do jakiego stopnia dusza jest tożsama z psychicznym "ja" i czy osoba
      zmarła ma poczucie "bycia sobą".

      W pewnym (co do daty nikomu nieznanym) momencie nastąpi koniec historii tego
      świata. Wszystkie dusze połączą się wtedy ze swoimi ciałami (w jakiś - nie wiemy
      jaki - sposób przywróconymi do fizycznego istnienia, jeśli zgniły); dołączą do
      nich ludzie, którzy w tym momencie będą jeszcze żywi (ich więc rozdzielenie
      duszy i ciała ominie); i całe to towarzystwo zostanie poddane sądowi. W
      rezultacie sądu część z nich "trafi do Nieba", to znaczy: będzie od tego
      momentu w nieskończoność zaznawać fizycznego i duchowego szczęścia, polegającego
      głównie na "oglądaniu Boga twarzą w twarz" (cokolwiek by to znaczyło; techniczny
      termin brzmi "visio beatifica" - "wizja uszczęśliwiająca"). Pozostali znajdą się
      w piekle, tzn. ich istnienie również będzie przedłużało się w nieskończoność,
      ale visio beatifica ich ominie. Tradycja przedstawia wprawdzie piekło (bardzo
      malowniczo) jako miejsce straszliwych mąk, ale też zawsze było w niej obecne
      przypomnienie, że głównym cierpieniem potępionych jest oddzielenie od Boga. Nie
      wiemy, ilu ludzi pójdzie do nieba, a ilu do piekła; toczy się spór o to, czy
      możliwość "pustego piekła" (wszyscy zostaną zbawieni) mieści się w granicach
      katolickiej ortodoksji. Tak czy owak, wszyscy będziemy wtedy już po
      zmartwychwstaniu ciała, będziemy więc prawdziwymi osobami ludzkimi, po prostu sobą.

      Uwaga: ciała po zmartwychwstaniu mogą się różnić od tych, które mamy w tej
      chwili. Wiemy, że Jezus Chrystus po swoim zmartwychwstaniu przechodził przez
      zamknięte drzwi. Z nami może być podobnie.

      Jeśli chodzi o czas między śmiercią poszczególnego człowieka a jego
      zmartwychwstaniem w Dniu Ostatecznym, to jest on przede wszystkim przeznaczony
      na oczyszczenie. Człowiek musi odpokutować za swoje grzechy (nie w imię odpłaty,
      ale dlatego, że grzech nieodpokutowany niszczy od środka i uniemożliwia
      cieszenie się niebem). Jeśli ktoś tego nie zrobił przed śmiercią, może to zrobić
      po niej, a raczej może to zrobić jego dusza (decyzja woli należy do duszy, nie
      do ciała, więc grzech obciąża duszę). Ten proces oczyszczenia nazywamy czyśćcem.
      O ile nam wiadomo, jest bolesny, ale skuteczny.

      Jasne jest, że różnym ludziom oczyszczenie jest potrzebne w różnym wymiarze (być
      może niektórym wcale). Z drugiej strony, czas jaki upływa na ziemi między
      śmiercią danej osoby a Dniem Ostatecznym zależy wyłącznie od daty jej śmierci i
      ma się nijak do stopnia jej przygotowania na spotkanie z Bogiem. Sądzę więc, że
      subiektywny czas przeżywany przez duszę odłączoną od ciała jest dobierany dla
      niej indywidualnie i niezależnie od czasu ziemskiego. Skoro nawet w ramach
      fizycznego wszechświata równoczesność jest pojęciem względnym, to nie ma żadnego
      powodu, aby miała ona bezwzględny sens w wymiarze eschatologicznym. (W
      szczególności uważam, że dusze zmarłych zasadniczo nie komunikują się z żywymi.
      Być może zdarza się to w wyjątkowych wypadkach, za specjalnym zrządzeniem Bożym.)

      Ludzie, którzy dożyją czasów ostatecznych, nie będą mieli szansy na oczyszczenie
      po śmierci. Wierzę jednak, że Pan Bóg zadba, aby każdy z nich bądź to umarł
      przynajmniej trochę wcześniej, bądź miał okazję odpokutować swoje grzechy za
      życia. Potwierdzają to obecne w Piśmie św. zapowiedzi licznych wojen i klęsk
      żywiołowych, jakie mają poprzedzić dzień sądu.

      Pomogło?
      • l3nk4 Re: Do wierzących: co oficjalnie po śmierci? 18.10.07, 13:00
        a jak ja jestem ateistką to też pójde do nieba czy nie?? Myśle ze tam nic nie ma. Porostu jesteś tu i teraz a zaraz Cię nie ma wiec nie warto sie zastanawiać. Jest?? nie ma?? .."i tak warto żyć.." Mysle ze zbyt intensywne zastanawianie sie co sie z nami dzieje jest szkodliwe... co jesli zycie jest tylko tu.. a ty spedzasz czas na zastanawianiu sie... smiej, płacz, kochaj... tak jakby nie było potem już nic..tyle warte jest zycie na ile umiemy go wykorzystac.
      • pos3gacz Re: Do wierzących: co oficjalnie po śmierci? 18.10.07, 13:02
        katriel-=-masło maślane.Długo i nudnie i co najważniejsze nie
        dopatrzyłem się żadnego sensu.Miało pomóc-komu?, mnie czy Tobie???
        • anusiaczek87 Re: Do wierzących: co oficjalnie po śmierci? 18.10.07, 14:01
          nie takie wcale maslo maslane..
          A jak to jest w koncu z ta otchlania? pamietam, ze uczylam sie o tym
          w szkole podstawowej, a juz w liceum powiedziano, ze otchlan nie
          istnieje..Hmm..

          I jeszcze jedno: Czy w momencie smierci dusza traci swoja
          tozsamosc..hmm.. nie wiem jak to nazwac.. spoleczna? Mam na mysli to
          czy mowienie, ze zmarly dziadek spotka sie w niebie ze zmarla babcia
          ma sens.. a jesli ma, to czy dusze bedace w niebie nie
          beda "tesknic" za tymi, ktorzy trafili na wieczne potepienie? Wedlug
          odpowiedzi ksiedza milosc i szczescie bedzie tak wielkie, ze nie
          bedzie to mialo znaczenia, ale.. Hmm..
        • katriel Re: Do wierzących: co oficjalnie po śmierci? 18.10.07, 16:34
          pos3gacz napisał:
          > katriel-=-masło maślane.Długo i nudnie i co najważniejsze nie
          > dopatrzyłem się żadnego sensu.Miało pomóc-komu?, mnie czy Tobie???

          Ani Tobie (Ty mnie akurat o nic nie pytałeś), ani mnie (ja wiem, co myślę i w co
          wierzę, bez pisania tego na forum). Funixowi. Tak trudno się było domyślić? Nie
          widać, komu odpowiadam?
      • funix Re: Do wierzących: co oficjalnie po śmierci? 19.10.07, 23:11
        >Pomogło?

        Ba, i to jak! Znalezienie młodej, wykształconej katoliczki, która wie w co
        wierzy i nie boi się „grzeszyć” samodzielnym myśleniem okazało się wprawdzie
        trudniejsze niż myślałem, przez to jeszcze bardziej cieszy ;))

        Rozumiem, że mogę przejść do *zasadniczych* pytań?

        1. Co wiemy o duszy z Ewangelii?
        2. Gdzie miałyby „czekać” dusze na zmartwychwstanie? ( podobno czyściec zamknięty:
        forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=721&w=70519237&a=70519237 )
        Czy do czasu Sądu Ostatecznego ( na końcu historii tego świata ) zmarłych ( w
        sensie osobowym ) *nigdzie* nie ma? Jeśli dopiero po Sądzie Ostatecznym będzie
        można obcować z Bogiem, to gdzie są teraz - zgodnie z nauką KK! – wszyscy święci
        i choćby....Jan Paweł II ?
        3. Jaki ma sens Sąd Ostateczny, czy wcześniejsze odpokutowywanie za grzechy,
        skoro to sam Bóg stworzył ludzi słabymi i dał swobodę szkodzenie im szatanowi,
        którego też sam zmajstrował?
        4. Czy po Sądzie Ostatecznym niechrześcijanie zostaną „wyeliminowani z gry”? (
        Już teraz trzeba by *usunąć* dobrze ponad 4 miliardy ludzi, których
        chrześcijaństwo nie interesuje, żeby zmartwychwstałym chrześcijanom zrobić
        miejsce. Uważasz, że byłoby to fair?..)
        5. Jak miałby funkcjonować świat zmartwychwstałych chrześcijan z co najmniej 2
        tys lat?? (ktoś ma na ten horror ochotę??)
        6.> W rzeczywistości nie jestem pewna, do jakiego stopnia dusza jest tożsama z
        psychicznym "ja" i czy osoba zmarła ma poczucie "bycia sobą". A zmartwychwstała
        osoba? Potrafisz zdefiniować duszę pozostając w zgodzie z tym, co wiemy już o
        człowieku dzięki genetyce, neurologii, psychologii, psychiatrii, pedagogice,
        socjologii i innym naukom? Na dodatek wszyscy zmieniamy się w trakcie życia w
        wyniku zdobywanie wiedzy, przeżywania uczuć, zdobywania doświadczeń, działania
        hormonów etc. Czy dusza jest jakąś stałą częścią naszej osobowości (geny;)) czy
        podlega jednak ciągłej modyfikacji? Trzydzieści parę lat temu byłem żarliwym
        katolikiem. Ale co ja mam teraz wspólnego z tamtym dzieckiem?

        Dla mnie na te i inne podobne pytania nie da się sensownie odpowiedzieć w ramach
        wiary.
        (poza wiarą... nie trzeba na nie odpowiadać ;)
        Ale może się mylę, a Ty gotowa jesteś podzielić się swoimi przemyśleniami?

        Dziękuję z góry i pozdrawiam :)
        • bartoszcze Re: Do wierzących: co oficjalnie po śmierci? 23.10.07, 13:25
          funix napisał:

          > Rozumiem, że mogę przejść do *zasadniczych* pytań?

          Nie wiem, czy jestem właściwy do odpowiadania na te pytania z racji być może
          zbyt skąpej wiedzy teologicznej:) (nie ukrywam, że nie uważałem na stosownych
          lekcjach, za to lubię sobie o tym i owym pomysleć), ale spróbuję wtrącić 0,03 PLN.

          > 1. Co wiemy o duszy z Ewangelii?

          A czytałeś?

          > 2. Gdzie miałyby „czekać” dusze na zmartwychwstanie?
          > Czy do czasu Sądu Ostatecznego ( na końcu historii tego świata ) zmarłych ( w
          > sensie osobowym ) *nigdzie* nie ma? Jeśli dopiero po Sądzie Ostatecznym będzie
          > można obcować z Bogiem, to gdzie są teraz - zgodnie z nauką KK! – wszyscy
          > święci
          > i choćby....Jan Paweł II ?

          Prosisz o szerokość i długość geograficzną?:) Bo wg KK czyściec nie jest
          miejscem w sensie fizycznym. Jest stanem, który może trwać równie dobrze ułamek
          sekundy, jak i około wieczności.

          > 3. Jaki ma sens Sąd Ostateczny, czy wcześniejsze odpokutowywanie za grzechy,
          > skoro to sam Bóg stworzył ludzi słabymi i dał swobodę szkodzenie im szatanowi,
          > którego też sam zmajstrował?

          A gdzie w Biblii wyczytałeś, że Bóg zmajstrował szatana?:)
          Bóg dał ludziom wolną wolę, choćby po to, abyś mógł świadomie wybrać, że
          wierzysz w nieistnienie Boga czy innego boga.

          > 4. Czy po Sądzie Ostatecznym niechrześcijanie zostaną „wyeliminowani z gr
          > y”? (
          > Już teraz trzeba by *usunąć* dobrze ponad 4 miliardy ludzi, których
          > chrześcijaństwo nie interesuje, żeby zmartwychwstałym chrześcijanom zrobić
          > miejsce. Uważasz, że byłoby to fair?..)

          Nie zostaną. BTW to dość tania sztuczka, powiedziałbym.

          > 5. Jak miałby funkcjonować świat zmartwychwstałych chrześcijan z co najmniej 2
          > tys lat?? (ktoś ma na ten horror ochotę??)

          Wyobraziłeś sobie jakiś "sąd żywych trupów"? To faktycznie byłoby odrażające:))
          Natomiast w istocie każda odpowiedź na to pytanie będzie porównywalna z
          przekonaniami tasiemca na temat czasoprzestrzeni:)

          > 6.> W rzeczywistości nie jestem pewna, do jakiego stopnia dusza jest tożsam
          > a z
          > psychicznym "ja" i czy osoba zmarła ma poczucie "bycia sobą". A zmartwychwstał
          > a
          > osoba? Potrafisz zdefiniować duszę pozostając w zgodzie z tym, co wiemy już o
          > człowieku dzięki genetyce, neurologii, psychologii, psychiatrii, pedagogice,
          > socjologii i innym naukom? Na dodatek wszyscy zmieniamy się w trakcie życia w
          > wyniku zdobywanie wiedzy, przeżywania uczuć, zdobywania doświadczeń, działania
          > hormonów etc. Czy dusza jest jakąś stałą częścią naszej osobowości (geny;)) czy
          > podlega jednak ciągłej modyfikacji?

          Jeżeli Bóg i dusza są zjawiskami niefizycznymi i nieprzyrodniczymi, to jak
          chcesz ją zdefiniować przy użyciu aparatu pojęciowego z tego zakresu?

          > Trzydzieści parę lat temu byłem żarliwym
          > katolikiem. Ale co ja mam teraz wspólnego z tamtym dzieckiem?

          Wierzyłeś, przestałeś wierzyć, nadal zostając tym samym (lecz nie takim samym -
          zmieniamy się zresztą całe życie) człowiekiem. Ten proces utraty wiary nie jest
          nieodwracalny (której to uwagi nie traktuj jako agitacji).

          > Dla mnie na te i inne podobne pytania nie da się sensownie odpowiedzieć w ramac
          > h
          > wiary.
          > (poza wiarą... nie trzeba na nie odpowiadać ;)

          Na pewne pytania nie da się sensownie odpowiedzieć w ramach wiary, podobnie jak
          na pewne pytania nie da się sensownie odpowiedzieć w ramach nauki. Czasem trzeba
          coś przyjąc na wiarę:)
        • katriel Re: Do wierzących: co oficjalnie po śmierci? 01.11.07, 20:32
          (Pocięte na trzy posty z przyczyn technicznych.)

          > 1. Co wiemy o duszy z Ewangelii?

          W zasadzie niewiele :).
          Słowo "dusza" pojawia się tam parę razy jako synonim psychicznego "ja" (że ktoś
          sobie coś "pomyślał w duszy", "smutna jest moja dusza", "wielbi dusza moja
          Pana"); mamy też następującą wypowiedź Jezusa: "Nie bójcie się tych, którzy
          zabijają ciało, lecz duszy zabić nie mogą."
          Generalnie w Ewangeliach nie tłumaczy się, co to takiego jest dusza (i że w
          ogóle coś takiego istnieje), ponieważ ewangeliści nie widzieli takiej potrzeby.
          Zarówno oni sami, jak ich czytelnicy byli wychowani bądź to w tradycji religii
          mojżeszowej, bądź greckiego politeizmu (którego mitologię znamy ze szkoły). Obie
          te tradycje znały pojęcie "duszy" czy "cienia" - duchowego pierwiastka osoby,
          który potrafi przetrwać śmierć fizyczną - oraz jakieś pojęcie "zaświatów" -
          mrocznej krainy zmarłych, greckiego Hadesu czy żydowskiego Szeolu. Dusza
          istniejąca po śmierci była dla nich oczywista; nieoczywiste było
          zmartwychwstanie ciała.

          > 2. Gdzie miałyby „czekać” dusze na zmartwychwstanie? ( podobno czyś
          > ciec zamknięty:
          > forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=721&w=70519237&a=70519237

          Nieprawdą jest, jakoby "Watykan zamknął czyściec". Nadzieja na istnienie
          jakiegoś sposobu oczyszczenia po śmierci pozostaje częścią dziedzictwa wiary
          katolickiej. Nie mam pojęcia, skąd autor postu, do którego linkujesz, wziął tę
          informację; mogę jedynie podejrzewać, że jest to przeinaczone echo
          rozstrzygnięcia dawnej wątpliwości co do pośmiertnego losu dzieci (niemowląt,
          także dzieci jeszcze nie narodzonych) zmarłych bez chrztu. Jedna z hipotez
          głosiła, że dzieci takie - jako obarczone grzechem pierworodnym - nie mogą
          osiągnąć zbawienia, ale - jako wolne od osobistej winy - nie podlegają karze
          piekła; znajdują się więc w stanie pośrednim, wolne od cierpień, ale pozbawione
          visio beatifica, w miejscu/stanie zwanym limbus puerorum (otchłanią dzieci).
          Watykan niedawno opowiedział się przeciwko tej hipotezie, a za pełnią zbawienia
          dla zmarłych maluszków. Tak więc to, co zostało zlikwidowane, to nie czyściec,
          ale limbus puerorum.

          > Czy do czasu Sądu Ostatecznego ( na końcu historii tego świata )
          > zmarłych ( w sensie osobowym ) *nigdzie* nie ma?

          Wiesz, ja się lekko krzywię na zaimek "gdzie" w odniesieniu do duszy, bo mi sie
          wydaje, że dusza (jako niecielesna) nawet jeśli istnieje, to niekoniecznie w
          jakimkolwiek miejscu. Ale rozumiem chyba, o co pytasz: pytasz, co się dzieje -
          teraz, w tej chwili - z tymi, którzy już zmarli, a nie muszą pokutować w
          czyśćcu. Też mnie to zastanawia. Jeden z poprzednich papieży Benedyktów był
          uprzejmy napisać w tej sprawie co nastepuje:
          "Powagą apostolską orzekamy, że według powszechnego rozporządzenia Bożego dusze
          wszystkich świętych... i innych wiernych zmarłych po przyjęciu chrztu świętego,
          jeśli w chwili śmierci nie miały nic do odpokutowania... albo jeśliby wówczas
          miały w sobie coś do oczyszczenia, lecz doznały oczyszczenia po śmierci...
          jeszcze przed odzyskaniem swoich ciał i przed Sądem Ostatecznym, od chwili
          Wniebowstąpienia Zbawiciela, naszego Pana Jezusa Chrystusa, były, są i będą w
          niebie, w Królestwie i w raju niebieskim z Chrystusem, dołączone do wspólnoty
          aniołów i świętych. Po męce i śmierci Pana Jezusa Chrystusa oglądały i oglądają
          Istotę Bożą widzeniem intuicyjnym, a także twarzą w twarz, bez pośrednictwa
          żadnego stworzenia" (konstytucja Benedictus Deus, cytuję za Katechizmem Kościoła
          Katolickiego).

          Mnie się koncepcja "raju dusz" nie bardzo podoba, bo mi się ciągle wydaje, że
          dusza bez ciała to bezsilny cień i ona w zasadzie nic nie może, więc trudno w
          takim stanie zaznawać szczęścia. (Spotkałam się kiedyś z poglądem, że bezsilność
          wynikająca z braku ciała jest częścią cierpień czyśćcowych.) Dlatego wolę
          myśleć, że stan duszy bez ciała jest w przejściowy i subiektywnie trwa tylko
          tyle, ile potrzeba, żeby przygotować się na zmartwychwstanie ciała. Ale być może
          ja sobie po prostu nie umiem należycie wyobrazić sposobu istnienia takiej
          bezcielesnej duszy...
        • katriel Re: Do wierzących: co oficjalnie po śmierci? 01.11.07, 20:34
          (Część druga.)

          > 3. Jaki ma sens Sąd Ostateczny, czy wcześniejsze odpokutowywanie
          > za grzechy, skoro to sam Bóg stworzył ludzi słabymi i dał swobodę
          > szkodzenie im szatanowi, którego też sam zmajstrował?

          Po pierwsze, sensem Sądu Ostatecznego jest przywrócenie sprawiedliwości. Ty masz
          prawdopodobnie (podobnie jak ja) dosyć negatywne skojarzenia z pojęciem "sąd",
          "sędzia" - sąd to coś, co może ukarać. Tymczasem teologiczna metafora Sądu
          (warto pamiętać, że w zasadzie wszystkie terminy teologiczne są metaforami,
          dziedzina wiary nie podlega ścisłym definicjom naukowym) została ukuta przez
          ludzi, dla których sędzia to był przede wszystkim ktoś, do kogo zwraca się
          człowiek skrzywdzony przez sąsiada z prośbą o spowodowanie naprawienia krzywdy.
          Takie naprawianie krzywd może być niekiedy nieprzyjemne dla sąsiada (jeśli na
          przykład wymaga odebrania mu niesprawiedliwie zdobytych dóbr), ale ogólnie rzecz
          biorąc jest z pożytkiem dla wszystkich. Trzeba tu dodać jednak, że Sąd
          Ostateczny owo przywracanie sprawiedliwości rozciąga również na dziedzinę ducha.
          Jest taka urocza historyjka o królowej Jadwidze, która interweniuje u męża w
          obronie chłopów, którym bezprawnie zarekwirowano bydło. Jagiełło przychyla się
          do prośby żony, ale ta nadal się czymś martwi; spytana, wyjaśnia: "bydło zostało
          zwrócone, ale kto im łzy zwróci?". Współczesne sądy mogą w takich
          okolicznościach przyznać odszkodowanie za straty moralne, ale czujemy chyba
          pewną dwuznaczność tego przeliczania łez na pieniądze. Na Sądzie Ostatecznym
          wszystkie łzy zostaną zwrócone, wszystkie moralne krzywdy wynagrodzone,
          wszystkie zgorszenia naprawione.

          Rozumiem jednak, że Twoje pytanie idzie raczej w stronę "jak Bóg może karać
          człowieka za zło, któremu w zasadzie sam jest winien". Otóż, to pytanie opiera
          się na fałszywej przesłance, jakoby Bóg był przyczyną ludzkiego grzechu.
          Po pierwsze, Bóg nie "stworzył ludzi słabymi"; stworzył ich wolnymi, zdolnymi do
          wyboru między dobrem a złem. Wybrali zło, a słabość, jaką odczuwamy w sobie jest
          konsekwencją tego wyboru. (Oczywiście, można w tym momencie się oburzyć: po co
          nam wolność, skoro ma tak opłakane konsekwencje. Ja nie jestem w stanie
          odpowiedzieć na pytanie "czy lepiej by było, gdybym była z natury niezdolna do
          zła" ani trochę bardziej niż na pytanie "czy lepiej by było, gdybym była
          hipopotamem". Komu by miało być lepiej? To już bym nie była ja.)

          Po drugie, Bóg wcale nie dał szatanowi *pełnej* swobody szkodzenia ludziom (choć
          rzeczywiście pewne możliwości w tym zakresie on ma). Generalnie znowu polega to
          na poszanowaniu ludzkiej (i szatańskiej) wolności. Jeżeli człowiek i szatan z
          własnej i nieprzymuszonej woli chcą ze sobą mieć do czynienia, to Bóg się w to
          nie wtrąca. Nadrzędną zasadą jest swoboda umów ;).

          Rzeczywiście, zawsze do pewnego stopnia jesteśmy uwarunkowani okolicznościami
          zewnętrznymi i nie do końca odpowiedzialni za zło, które czynimy. I w tym
          wymiarze, w jakim działamy pod przymusem, nie obciąża nas grzech ani kara za
          niego. (Co nie zmienia postaci rzeczy, że pewne konsekwencje tego zła mogą
          jednak na nas ciążyć. Dziecko wychowane w patologicznej rodzinie może kłamać
          zupełnie niewinnie, po prostu dlatego, że nikt go nie nauczył inaczej; ale żeby
          wyrwać się z kręgu patologii i cieszyć życiem w zdrowej wspólnocie, musi nauczyć
          się mówić prawdę i ta nauka może być trudna, a nawet bolesna - co nie znaczy, że
          nie może przynosić głębokiej satysfakcji.)
        • katriel Re: Do wierzących: co oficjalnie po śmierci? 01.11.07, 20:34
          (Część trzecia i ostatnia.)

          > 4. Czy po Sądzie Ostatecznym niechrześcijanie zostaną
          > „wyeliminowani z gry”?

          Nie. Niechrześcijanin też może być zbawiony - chyba że wie (gdzie "wie" nie
          znaczy "powiedziano mu", "wie" znaczy "ma głębokie i uzasadnione przekonanie"),
          że Kościół jest do zbawienia potrzebny, a mimo to nie chce w tym Kościele być.
          Uwagi o "robieniu miejsca" nie rozumiem. Jeśli chodzi Ci o rozmiary Ziemi, to
          zwracam uwagę, że Sąd Ostateczny oznacza koniec fizycznego Wszechświata w takim
          kształcie, w jakim go znamy.

          > 5. Jak miałby funkcjonować świat zmartwychwstałych chrześcijan z co najmniej 2
          > tys lat?? (ktoś ma na ten horror ochotę??)

          Nie rozumiem, jaki problem w tym widzisz. Czemu horror?

          > Potrafisz zdefiniować duszę pozostając w zgodzie z tym, co wiemy już o
          > człowieku dzięki genetyce, neurologii, psychologii, psychiatrii, pedagogice,
          > socjologii i innym naukom?

          Nie ;).
          Po pierwsze dlatego, że ja nie wiem wszystkiego, co wiadomo o człowieku dzięki
          w/wym naukom, więc jeśli zacznę na własną rękę formułować definicję, to łatwo
          się moze okazać, że ona jednak jest z czymś sprzeczna.
          Po drugie dlatego, że jako matematyk mam wygórowane standardy ścisłości
          definicji, które poza dziedziną nauk formalnych i empirycznych są po prostu nie
          do spełnienia.
          Natomiast mam poczucie, że rozumiem jakoś słowo "dusza" (podobnie jak rozumiem
          jakoś słowo "śmeszny", mimo że nie potrafię go precyzyjnie zdefiniować) i na
          wiele pytań dotyczących duszy (choć zapewne nie na wszystkie) potrafię
          odpowiedzieć.
          Jeśli potrzebna Ci jakaś definicja na potrzeby dalszej dyskusji, to może
          wystarczy słownikowa?
          Dusza (wg SJP PWN) to:
          1. «całokształt dyspozycji psychicznych, uczuciowych i intelektualnych człowieka
          składających się na jego osobowość»
          2. «w religii i filozofii: niematerialny i nieśmiertelny pierwiastek w
          człowieku, ożywiający ciało i opuszczający je w chwili śmierci»
          (znaczenia metaforyczne i duszę od żelazka wycięłam jako nieistotne).

          > Czy dusza jest jakąś stałą częścią naszej osobowości (geny;)) czy
          > podlega jednak ciągłej modyfikacji?

          Podlega modyfikacji. Być może przestaje podlegać modyfikacji w momencie śmierci,
          ale nie wiem.

          > Trzydzieści parę lat temu byłem żarliwym katolikiem.
          > Ale co ja mam teraz wspólnego z tamtym dzieckiem?

          Coś jednak masz, inaczej nie mówiłbyś o nim "ja" ;).
          Chyba że Ty jesteś z tych, którzy uważają, że "Ty teraz" i "Ty wtedy" to dwie
          zupełnie różne osoby, które przypadkiem się tak samo nazywają (i że kredytu
          zaciągniętego przed dziesieciu laty spłacać nie musisz, bo to nie Ty go
          zaciągałeś). Ja jednak myślę, że poczucie tożsamości, jakie mamy z naszymi "ja"
          sprzed lat nie jest złudzeniem ani wyłącznie efektem ciągłości istnienia
          świadomości (zwłaszcza że chwilowa utrata świadomoci tego poczucia nie
          przerywa). I skoro wiem i czuję, że ta dziewczynka sprzed lat to ja, to jest też
          dla mnie do pomyślenia, że człowiek po zmartwychstaniu może mieć głębokie
          przekonanie, że jest tą samą osobą, która kiedyś żyła i umarła. Nie idealną
          atomową kopią ze sztucznie wszczepionymi wspomnieniami (lubisz Philipa K. Dicka?
          ;)), ale tą samą osobą. A to, co odróżnia idealną kopię ze sztucznymi
          wspomnieniami od prawdziwej osoby, to właśnie dusza.
          • funix Re: Do wierzących: co oficjalnie po śmierci? 02.11.07, 01:05
            Piękne dzięki :)))))

            Tak to właśnie miało wyglądać od początku. Tymczasem ja się już zdążyłem
            zupełnie zniechęcić i uznałem, że nie warto było...
            Bardzo doceniam Twój wkład pracy i otwartość :) Wzbudziłaś we mnie tyle uznania
            i sympatii, że aż niezręcznie będzie mi teraz dalej z Tobą polemizować ;))

            Odezwę się jak znajdę więcej czasu.
            Jeszcze raz dziękuję i serdecznie pozdrawiam :)
            • katriel Re: Do wierzących: co oficjalnie po śmierci? 04.11.07, 22:10
              funix napisał:
              > Odezwę się jak znajdę więcej czasu.

              Fajnie; ale może daj znać na priva, bo ja tego forum nie śledzę i mogę przegapić.
              (Twoje pierwsze pytanie zauważyłam tylko dlatego, że wrzucili je na główną stronę.)
              • funix Obiecana odpowiedź :) 11.11.07, 00:46
                >> 1. Co wiemy o duszy z Ewangelii?
                > W zasadzie niewiele :).

                Tak, z tym się zgadzam, ale z resztą, niestety nie.

                O duszy w zasadzie *niczego* się z Ewangelii nie dowiadujemy, bo:
                1. Jest ona obca tradycji żydowskiej i nie daje się z niej wyprowadzić.
                Najbardziej konserwatywni w swej wierze saduceusze, z których wywodzili się
                kapłani, nie wierzyli w żadne życie po śmierci. W ich rozumieniu Jahwe nagradzał
                i karał tych, którzy na to zasługują, *za życia* (->Księga Hioba)! Dlatego
                biedni i chorzy godni byli pogardy, a ci, którzy zginęli pod gruzami wieży
                musieli bardzo narazić się Bogu...
                2. Ewangeliści nie mieli na jej temat *nic więcej do powiedzenia*, co musi
                dziwić tym bardziej, że Jezus mógłby im coś o swoim pobycie w zaświatach
                („zstąpił do piekieł”!!) opowiedzieć. Nie byłoby to konieczne, jedynie wówczas,
                gdyby jakieś wcześniejsze, ogólnie znane teksty się o tym wystarczająco
                rozwodziły! Ale do sądu nad duszą, czy opisu piekła i nieba nie nadawała się tak
                tradycja żydowska jak i helleńska!
                3. Wiarę w duszę, mesjasza pokonującego zło, sprawiedliwość po śmierci etc.
                zawdzięczają Izraelici i chrześcijanie... Persom (
                pl.wikipedia.org/wiki/Zaratusztrianizm ). Ta wiara z pewnością była
                niezrównanie popularniejsza wśród ludu niż arystokracji. Dość niezręcznie było
                Ewangelistom (a teraz chrześcijanom!) otwarcie o tym pisać ;))


                >Ale rozumiem chyba, o co pytasz: pytasz, co się dzieje -
                >teraz, w tej chwili - z tymi, którzy już zmarli, a nie muszą pokutować w
                >czyśćcu. Też mnie to zastanawia.

                Chyba Cię lubię;)))

                >Jeden z poprzednich papieży Benedyktów był uprzejmy napisać w tej sprawie co
                nastepuje:
                >"Powagą apostolską orzekamy, że według powszechnego rozporządzenia Bożego

                Powaga apostolska papieży nie robi na mnie wrażenia, ale z *oryginalną* treścią tego
                „powszechnego rozporządzenia Bożego” bardzo chętnie bym się zapoznał ;)


                >Mnie się koncepcja "raju dusz" nie bardzo podoba, bo mi się ciągle wydaje, że
                >dusza bez ciała to bezsilny cień i ona w zasadzie nic nie może, więc trudno w
                >takim stanie zaznawać szczęścia.
                >
                >Ale być może ja sobie po prostu nie umiem należycie
                >wyobrazić sposobu istnienia takiej bezcielesnej duszy...

                Ja też nie! I dlatego właśnie pytam wierzących (a szczególnie katolików) z
                uporem maniaka: jaki ma sens używanie pojęcie, którego się nie rozumie, albo – z
                racji braku jasnej definicji – każdy rozumie inaczej?

                >> Potrafisz zdefiniować duszę pozostając w zgodzie z tym, co wiemy już o
                >> człowieku dzięki genetyce, neurologii, psychologii, psychiatrii, pedagogice,
                >> socjologii i innym naukom?

                >Nie ;).
                >Po pierwsze dlatego, że ja nie wiem wszystkiego, co wiadomo o człowieku dzięki
                >w/wym naukom, więc jeśli zacznę na własną rękę formułować definicję, to łatwo
                >się moze okazać, że ona jednak jest z czymś sprzeczna.

                Nie musisz na własną rękę. Co sądzisz o tej definicji duszy, która jest w
                Katechizmie?
                Dla mnie to kpina z nauki i śmiech. Czy KK nie zauważył, że od czasu
                średniowiecza czegoś się jednak o człowieku dowiedzieliśmy?

                >Po drugie dlatego, że jako matematyk mam wygórowane standardy ścisłości
                >definicji

                To chyba tym większy powinnaś mieć dyskomfort, że jedno z podstawowych pojęć
                (dwudziestowiekowej!) wiary, którą współwyznajesz, nie ma jasnego sensu?
                Mam też nadzieję, że to pozwala Ci łatwiej zrozumieć mój upór w tej kwestii i
                nie posądzasz mnie jedynie o ateistyczną złośliwość ;)

                >Natomiast mam poczucie, że rozumiem jakoś słowo "dusza" (podobnie jak rozumiem
                >jakoś słowo "śmeszny", mimo że nie potrafię go precyzyjnie zdefiniować) i na
                >wiele pytań dotyczących duszy (choć zapewne nie na wszystkie) potrafię
                >odpowiedzieć.

                Dobrze się składa. Zaraz będzie parę... ;)

                >Jeśli potrzebna Ci jakaś definicja na potrzeby dalszej dyskusji, to może
                >wystarczy słownikowa?
                >Dusza (wg SJP PWN) to:
                >1. «całokształt dyspozycji psychicznych, uczuciowych i intelektualnych człowieka
                >składających się na jego osobowość»
                >2. «w religii i filozofii: niematerialny i nieśmiertelny pierwiastek w
                >człowieku, ożywiający ciało i opuszczający je w chwili śmierci»
                >(znaczenia metaforyczne i duszę od żelazka wycięłam jako nieistotne).

                Świetnie! Teraz pytania:
                Czy zgadzasz się z tą definicją?
                Jak ma się ona do definicji z Katechizmu?
                Czy nie wydaje Ci się, że dusza wg SJP PWN to jednak zdecydowanie *nieosobowy*
                pierwiastek?
                Czy ma sens, żeby „niematerialny i nieśmiertelny pierwiastek w człowieku,
                ożywiający ciało” odpowiadał na sądzie za *osobowe* życie zmarłego?
                Czyją cechą miałaby być „wolna wola” wyboru (także między dobrem a złem)
                *osobowego*, śmiertelnego człowieka (Jana Kowalskiego...), czy... „jego
                nieśmiertelnego pierwiastka”?
                Kto tu jest podmiotem: fizyczna osobowość obdarzona jest „nieśmiertelnym
                pierwiastkiem” (czyli: JA mam duszę), czy nieśmiertelny pierwiastek „obciążony”
                jest ziemską intelektualno-psycho-fizyczno-uczuciową powłoką?
                Znasz człowieka (Ty chyba nie?...), który identyfikowałby się z duszą w 2.
                znaczeniu wg SJP PWN??

                >> Czy dusza jest jakąś stałą częścią naszej osobowości (geny;)) czy
                >> podlega jednak ciągłej modyfikacji?

                >Podlega modyfikacji.

                Modyfikacji mogą podlegać tylko cechy. Jakie cechy ma dusza? I jak się one
                zmieniają??


                >Ja jednak myślę, że poczucie tożsamości, jakie mamy z naszymi "ja"
                >sprzed lat nie jest złudzeniem ani wyłącznie efektem ciągłości istnienia
                >świadomości (zwłaszcza że chwilowa utrata świadomoci tego poczucia nie
                >przerywa).

                A ja jednak twierdzę, że tak, to „efekt ciągłości istnienia świadomości”!
                Z tamtym funiksem łączą mnie: zapach wypastowanej podłogi przed świętami, ciepło
                kaflowego pieca na plecach, smak mleka w proszku i sernik mamy, żółte światło
                żarówek w charakterystycznych kloszach, szron zdrapywany paznokciem z szyb w
                oknach na korytarzu i setki, tysiące takich i innych momentów i obrazów.
                Pamiętam nawet siebie w wózku (umiałbym go opisać!) i na rękach mamy, gdy miałem
                koklusz. To wszystko, to jestem JA
                Ale wystarczy, żebym się się jutro poślizgnął na schodach i nie złapał równowagi...
                Widziałem ludzi z demencją, Alzheimerem, fizycznymi urazami mózgu i po wylewach
                (nie mówiąc już o schizofrenikach...) A Ty?
                Wyobrażasz sobie, żeby Twój własny ojciec nagle nie wiedział, kim jesteś?

                >A to, co odróżnia idealną kopię ze sztucznymi
                >wspomnieniami od prawdziwej osoby, to właśnie dusza.

                A co różni „kopię ze sztucznymi wspomnieniami od prawdziwej osoby”? Widziałem
                kiedyś taki film „Wyspa”. W podziemnym laboratorium klonowano i hodowano idealne
                kopie ludzi-dawców organów dla śmiertelnie chorych ludzi-oryginałów. Kopie tym
                tylko różniły się od oryginałów, że były... moralniejsze. Czemu nie?

                >> 5. Jak miałby funkcjonować świat zmartwychwstałych chrześcijan z co najmniej 2
                >> tys lat?? (ktoś ma na ten horror ochotę??)

                >Nie rozumiem, jaki problem w tym widzisz. Czemu horror?

                A jaką „osobowość” mieliby mieć ci zmartwychwstali? Swoją „własną” ukształtowaną
                przez czas i warunki, w których żyli, czy nową... „zunifikowaną”? Dla mnie oba
                rozwiązania są "do chrzanu" ;)

                Pozdrawiam serdecznie :)
                • katriel Re: Obiecana odpowiedź :) 12.11.07, 01:32
                  funix napisał:
                  > 1. Jest ona obca tradycji żydowskiej i nie daje się z niej
                  > wyprowadzić. Najbardziej konserwatywni w swej wierze saduceusze,
                  > z których wywodzili się kapłani, nie wierzyli w żadne życie
                  > po śmierci.
                  Wiesz, ja niespecjalnie mam ochotę spierać się z Tobą na temat tradycji
                  żydowskiej, ponieważ nie znam się na niej. Że saduceusze nie wierzyli w
                  zmartwychwstanie to wiem, bo to nawet w Ewangelii jest napisane (było akurat
                  czytane dzisiaj :)). Czy wierzyli w jakąś formę istnienia po śmierci to nie
                  wiem, zawsze myślałam że tak, ale przed chwilą próbowałam to sprawdzić w
                  (angielskojęzycznej) Wikipedii i przeczytałam, że nie byli w tej sprawie zgodni.
                  Czyli pewnie masz rację - byli i tacy, którzy wierzyli, że śmierć jest końcem
                  wszystkiego. Tylko nie bardzo rozumiem, co z tego ma wynikać? Część Żydów
                  uważała, że życia po śmierci nie ma, inni (choćby faryzeusze) że jest.
                  Eschatologia chrześcijańska jest raczej spadkobierczynią tych drugich (Paweł z
                  Tarsu był faryzeuszem). Zresztą Objawienie zostało zamknięte dopiero wraz ze
                  śmiercią ostatniego z Apostołów i aż do tego momentu miały prawo się w nim
                  pojawiać nawet zupełnie nowe elementy.

                  Swoją drogą, akurat Jezus w Ewangelii podejmuje się swego rodzaju wyprowadzenia
                  wiary w życie po śmierci z tekstu Pięcioksięgu, mówiąc:
                  «A że umarli zmartwychwstają, to i Mojżesz zaznaczył tam, gdzie jest mowa "O
                  krzaku", gdy Pana nazywa Bogiem Abrahama, Bogiem Izaaka i Bogiem Jakuba. Bóg nie
                  jest [Bogiem] umarłych, lecz żywych; wszyscy bowiem dla Niego żyją.»
                  Tu jest niby mowa o zmartwychwstaniu, a nie o duszy - ale przecież o Abrahamie,
                  Izaaku i Jakubie twierdzi się, że żyją teraz, a nie, że żyli kiedyś i będą żyli
                  po zmartwychwstaniu.

                  Na marginesie: moje doświadczenia wskazują, że bardzo wielu ludzi - czy to
                  katolików (a przynajmniej podających się za takowych), czy ateistów - jest
                  skłonnych wierzyć w (a przynajmniej mieć nadzieję na) jakąś formę życia duszy
                  (czymkolwiek by ona była) po śmierci, gdy tymczasem koncepcja zmartwychwstania
                  ciała budzi ich opór. Pod tym względem z Tobą rozmawia się dosyć nietypowo (ale
                  ja też się czuję pod tym względem nietypowa, bo mi dusza luzem bardziej
                  przeszkadza niż zmartwychwstanie i Sąd Ostateczny, więc może nieźle się
                  dobraliśmy). Nie wiem, czy dwa tysiące lat temu było podobnie.

                  > Ale do sądu nad duszą, czy opisu piekła i nieba nie nadawała się
                  > tak tradycja żydowska jak i helleńska!
                  Sugerujesz, że te wszystkie historyjki o Syzyfowych pracach, mękach Tantala i
                  beczce Danaid, którymi mnie katowano na polskim, nie mieszczą się w tradycji
                  helleńskiej i zostały dopisane post factum przez chrześcijańskich
                  kryptozoroastrian? ;)

                  [Ciąg dalszy nastąpi, jak znajdę czas. Może w czwartek, a może dopiero w
                  przyszłym tygodniu.]
                  • funix Re: Obiecana odpowiedź :) 12.11.07, 22:47
                    katriel napisała:

                    >
                    > > Ale do sądu nad duszą, czy opisu piekła i nieba nie nadawała się
                    > > tak tradycja żydowska jak i helleńska!
                    > Sugerujesz, że te wszystkie historyjki o Syzyfowych pracach, mękach Tantala i
                    > beczce Danaid, którymi mnie katowano na polskim, nie mieszczą się w tradycji
                    > helleńskiej i zostały dopisane post factum przez chrześcijańskich
                    > kryptozoroastrian? ;)
                    >

                    :D
                    Nie, nie sugeruję;)) I myślę, że bez spierania się o tę tradycję, gotów już
                    jestem się z Tobą zgodzić w kwestii zasadniczej: w czasach pisania i głoszenia
                    Ewangelii zdecydowana większość słuchaczy/odbiorców miała już jakieś wyobrażenie
                    o duszy i dlatego ich autorzy nie poświęcili temu tematowi szczególnej uwagi. OK?
                    Punkt dla Ciebie ;)

                    Pozdrawiam :)
                  • abmiros Re: dla katriel i funix. 13.11.07, 06:49
                    Katriel i funix, dlaczego nie zaliczacie tych wszystkich,
                    wczesniejszych czy pozniejszych, chrzescijanskich opowiadan o
                    niesmiertelnej duszy-do mitow, tak jak do mitow zaliczane sa
                    opowiadania starozytnych Grekow? Przeciez na mity greckie sie
                    zgadzacie! Dlaczego mitologia chrzescianska mialaby byc wyjatkiem?
                    Miedzy grecka a chrzescianska roznica jest tylko tematyczna, reszta
                    to ludzka wyobraznia!

                    Z mojej polskiej szkoly przypominam sobie opowiadanie, kiedy
                    wiesniacy, po przeczytaniu jednej z powiesci Sienkiewicza,
                    traktowali bohaterow tej powiesci jako postaci kiedys zyjace, a ich
                    przygody jako historyczne relacje-i wzruszali sie nimi.

                    Harrison Ford, w filmie fabularnym o porwaniu przez terrorystow
                    samolotu prezydenta Stanow wraz z prezydenta zona i corka,(bardzo
                    ladne-pasuja do wzruszajacej serca sztampy Hollywood), (ten film
                    pewno znacie), wzruszyl mnie kilkakrotnie. Ale nie to jest wazne,
                    czy ten film mnie wzruszyl, czy nie. Co jest w tym filmie wazne, to
                    fakt, ze Prezydent Bush Jr. zachowuje sie w ruchach, gestach, i
                    postepuje w swojej polityce w czasie swojej prezydentury podobnie,
                    jak bohater tego filmu. Jezus na krzyzu wzruszal przez wieki i chyba
                    zawsze bedzie wzruszal, jak dlugo w sercach ludzkich beda ludzkie
                    uczucia! Ktos siegnal po cierpienia ludzkie jako temat fikcji, i
                    opisal je z bezwzglednoscia ktora chyba jeszcze nie zostala zrownana
                    nawet przez Hollywood, z tym, ze bylo temu komus, kto pisal
                    Ewangelie, o tyle latwiej, ze w tamtych czasach to byl realistyczny
                    opis smierci na krzyzu.

                    O smierc jest latwo, kiedy sie wzlatuje ponad poziomy. Bedac w
                    wzruszonym latwo, jak Ikar, podejsc za blisko slonca. Medrca
                    szkielko i oko jednak jest wazne dla zycia, zeby wiedziec wjakiej
                    odleglosci sie trzymac. Jest duzo ludzi, ktorzy w imie mitow gotowi
                    sa nie tylko ginac, ale i zabijac!

                    Chrzescijanstwo ze swoja mitologia jest o tyle bezpieczne, o ile
                    glosi hasla milosci i tolerancji, ale jak takie hasla dozowac kiedy
                    nie zycie, lecz smierc, i to co po smierci jest plaszczyzna
                    odniesienia dla chrzescijanstwa. Czyli co?-realistycznie opisana
                    smierc jednego czlowieka i jego nadzieje pozagrobowe.

                    Moism to chinski kierunek filozoficzny oparty, jak poslanie Jana
                    Pawla II, na doktrynie milosci. W okresie pomiedzy 5-tym a 3-cim
                    wiekiem p.n.e. moism byl aternatywny dla konfucjanizmu.

                    Konfucjusz szukal. W szczycie swojej kariery udal sie na wedrowke
                    ktora trwala 10 lat. Po powrocie skoncentrowal swoja filozofie na
                    (zywym) czlowieku i jego potrzebach, a jego celem stalo sie dazenie
                    do dobrego spoleczenstwa. Jan Pawel II szukal. Doktryne milosci Jana
                    Pawla II spotkal ten sam los, co moism, tyle, ze dwa i pol tysiaca
                    lat pozniej. Chrzescijanstwo bardzo potrzebuje dalszych poszukiwan.

                    Jezeli chrzescianie nie umieja sami znalezc, lub jezeli maja znalezc
                    za kilka wiekow, niechze po prostu wezma konfucjanizm od Chinczykow
                    i pojdziemy dalej szukac razem.
                    • funix do abmirosa ;) 14.11.07, 00:29
                      Drogi Abmirosie (Ty mnie też śmiało odmieniaj przez przypadki)!

                      Nie wiem, czy to, że nawet Ty mnie nie przejrzałeś, powinno mi schlebiać, czy
                      wprawić w zakłopotanie?...

                      Przecież celowo rozpocząłem ten wątek swym kryzysem wiary w wieku 15 lat (a było
                      to dawno temu!), celowo unikam wyjawienia swego obecnego zdania na ten temat
                      (pozwoliłem sobie dotąd na 2 lekkie sugestie, na które nikt nie zareagował ;),
                      celowo zdradzam, to co wiem, w homeopatycznych dawkach, celowo unikam
                      formułowania tez i stawiania ocen!
                      Tylko pytam o to, o co... nikt nie pyta.

                      Taka szkoła :)

                      Pozdrawiam
                      • abmiros Re: do funiksa:) 14.11.07, 06:28
                        funix napisał:

                        > Drogi Abmirosie (Ty mnie też śmiało odmieniaj przez przypadki)!
                        >
                        > Nie wiem, czy to, że nawet Ty mnie nie przejrzałeś, powinno mi
                        schlebiać, czy
                        > wprawić w zakłopotanie?...
                        >
                        > Przecież celowo rozpocząłem ten wątek swym kryzysem wiary w wieku
                        15 lat (a był
                        > o
                        > to dawno temu!), celowo unikam wyjawienia swego obecnego zdania na
                        ten temat
                        > (pozwoliłem sobie dotąd na 2 lekkie sugestie, na które nikt nie
                        zareagował ;),
                        > celowo zdradzam, to co wiem, w homeopatycznych dawkach, celowo
                        unikam
                        > formułowania tez i stawiania ocen!
                        > Tylko pytam o to, o co... nikt nie pyta.
                        >
                        > Taka szkoła :)
                        >
                        > Pozdrawiam

                        Drogi Funiksie. Przeczytalem wszystkie posty w Twoim watku,
                        (najbardziej udanym jakie znami), i widze zroznicowanie uczestnikow,
                        wsrod ktorych Ty i katriel wyrozniacie sie na korzysc, chociaz
                        trzeba uczciwie przyznac, ze rowniez i wypowiedzi uczestnikow
                        reprezentujacych "przeciwna strone barykady" byly podane w sposob
                        kwalifikijacy autorow do zabierania glosu w najbardziej wymagajacych
                        gronach dyskusyjnych.

                        Korcilo mnie, zeby przed puszczeniem tego tekstu jeszcze raz
                        przeczytac wypowiedzi Twoje, katriel, i innych, aby znalezc lepszy
                        punkt zaczepienia. Czulem, ze adresujac tylko do Was, mijam sie z
                        moja intencja, ale aby siegnac do chinskiej filozofii i Jana Pawla
                        II przyszlo mi na mysl w czasie czytania Waszych wypowiedzi, i
                        stad, idac na skroty, Was postawilem jako adresatow. Teraz widze, ze
                        powinienem byl znalezc innych i skierowac to do nich, ale stalo sie.
                        Przepraszam.
                        • funix Ach, nie ma sprawy,... drogi pochlebco ;D 14.11.07, 23:27
                          • abmiros Re: Ach, nie ma sprawy,... drogi pochlebco ; 15.11.07, 06:56
                            I don't want to tell you any half-truths unless they're completely
                            accurate.
                            Dennis Rappaport, boxing manager.
                • katriel Obiecany ciąg dalszy 22.11.07, 00:12
                  > pytam wierzących (a szczególnie katolików) z
                  > uporem maniaka: jaki ma sens używanie pojęcie, którego się nie
                  > rozumie, albo - z
                  > racji braku jasnej definicji - każdy rozumie inaczej?

                  Odpowiedź na to pytanie zacznę może od pewnego zwierzenia. Otóż istnieje taka
                  maniera konstrukcji wywodu, polegająca na polemice z ogólnie przyjęta definicją.
                  Na przykład: "będziemy dzisiaj rozmawiać o samotności... samotność nie polega,
                  jak można by przypuszczać, na byciu samemu; również człowiek otoczony bliskimi
                  może być i w gruncie rzeczy zawsze jest samotny..." albo: "będziemy dzisiaj
                  rozmawiać o ubóstwie... ubóstwo nie polega na tym, aby niewiele posiadać,
                  również człowiek wiele mający może być w gruncie rzeczy ubogi..."
                  Maniera ta jest szczególnie popularna wśród księży (choć występuje nie tylko u
                  nich, sama napisałam w życiu kilka wypracowań szkolnych opartych na tym chwycie,
                  zresztą ocenionych na piątki) i strasznie mnie irytuje. Miałam kiedyś na ten
                  temat dyskusję z pewnym dominikaninem, w trakcie której urodziło nam się jakieś
                  wyjaśnienie tej skłonności.

                  Otóż, religia chrześcijańska oparta jest na Objawieniu; a Objawienie to
                  otrzymujemy ubrane w słowa. Biblia jest napisana słowami, językiem naturalnym,
                  miejscami wierszem lub prozą poetycką, gdzie indziej pod postacią bajki, na
                  niezbyt wysokim poziomie ścisłości, bez słowniczka podstawowych pojęć i listy
                  aksjomatów. Ale ten właśnie niezbyt ścisły tekst przekazuje podstawowe prawdy.
                  Można się oczywiście obawiać, że z powodu tej nieścisłości Objawienie może
                  zostać źle zrozumiane. Katolicka odpowiedź na to jest taka, że Duch Święty
                  działa w Kościele i do tego nie dopuści. (Protestanckiej odpowiedzi nie
                  rozumiem.) W każdym razie w kwestiach wiary jest naturalne, że *słowo* ma
                  pierwszeństwo przed *pojęciem* (inaczej niż w naukach, szczególnie empirycznych,
                  gdzie najpierw pojawia się zaobserwowane zjawisko, a następnie nadaje mu się
                  nazwę, w zasadzie dowolną). Pewnie podobnie jest u filologów klasycznych:
                  badając język martwy, mamy do dyspozycji pewien korpus tekstów i próbujemy się
                  domyślać, o co chodzi.

                  Powyższe rozumowanie ma - moim zdaniem - sens, jeśli jest stosowane do pojęć,
                  które faktycznie pojawiają się jako "słowa kluczowe" w tekście natchnionym.
                  "Królestwo niebieskie" na przykład - wielokrotnie wymieniane w Ewangeliach, a
                  pozbawione ścisłej definicji. Samo "Słowo" (to z prologu Ewangelii Janowej,
                  tłumaczenie greckiego "Logos"). "Dusza" nie bardzo tu pasuje, bo o duszy - jak
                  to już ustaliliśmy - w Biblii mówi się niewiele. Ale księża (i świeccy
                  teolodzy), wychowani na biblistyce i przyzwyczajeni do takiego stylu myślenia,
                  mają naturalną skłonność do stosowania znanej i lubianej metody również poza jej
                  naturalnym zakresem stosowalności.

                  > Nie musisz na własną rękę. Co sądzisz o tej definicji duszy, która
                  > jest w Katechizmie?
                  Ja niespecjalnie widzę w Katechizmie cokolwiek, co by z punktu widzenia
                  matematyka zasługiwało na miano definicji. Chodzi Ci o to?
                  "363. Pojęcie dusza często oznacza w Piśmie świętym życie ludzkie lub całą osobę
                  ludzką. Oznacza także to wszystko, co w człowieku jest najbardziej wewnętrzne i
                  najwartościowsze; to, co sprawia, że człowiek jest w sposób najbardziej
                  szczególny obrazem Boga: "dusza" oznacza zasadę duchową w człowieku."
                  To w zasadzie to, o czym pisałam powyżej: metoda filologii klasycznej,
                  domyślanie się możliwego znaczenia (a raczej możliwych znaczeń, bo jest ich
                  kilka) słowa na podstawie ustalonego korpusu tekstów.
                  Czy może o to?
                  "365. Jedność ciała i duszy jest tak głęboka, że można uważać duszę za "formę"
                  ciała."
                  Tu występuje arystotelesowskie pojęcie formy - fajne, ale dla większości nam
                  współczesnych kompletnie niezrozumiałe. Ja też go nie "czuję". Wydaje mi się, że
                  użycie go w popularnym tekście było błędem.

                  > To chyba tym większy powinnaś mieć dyskomfort, że jedno z
                  > podstawowych pojęć
                  > (dwudziestowiekowej!) wiary, którą współwyznajesz, nie ma jasnego
                  > sensu?
                  Jeśli już mam popatrzeć na podstawowe pojęcia wiary oczami matematyka, to
                  bardziej naturalny wydawałby by mi się model aksjomatyczny. Czyli definicji jako
                  takich w zasadzie nie ma, są gołe nazwy pojęć oraz lista własności (wzajemnych
                  relacji) jakie mają one spełniać.

                  > >Dusza (wg SJP PWN) to:
                  > Czy zgadzasz się z tą definicją?
                  Nie bardzo.
                  > Jak ma się ona do definicji z Katechizmu?
                  Pasuje do niektórych elementów wymienionych w pkcie 363 Katechizmu. Znaczy to
                  tyle, że pojęcie duszy jest w Biblii używane *również* w znaczeniu SJP PWN.
                  > Czy nie wydaje Ci się, że dusza wg SJP PWN to jednak zdecydowanie
                  > *nieosobowy* pierwiastek?
                  Nie wiem, czy aż zdecydowanie, ale rzeczywiście tak to można rozumieć i wydaje
                  się to być dość naturalne rozumienie. Słownikowa definicja nie jest jawnie
                  sprzeczna z osobowym rozumieniem duszy, ale sugeruje raczej nieosobowe.

                  > Czy ma sens, żeby „niematerialny i nieśmiertelny pierwiastek w
                  > człowieku
                  > ożywiający ciało” odpowiadał na sądzie za *osobowe* życie zmarłego?
                  Za osobowe życie zmarłego odpowiada zmarły. Cały. W szczególności za grzech
                  zmarłego płaci cały zmarły. Ciało płaci śmiercią, a dusza, która jest
                  nieśmiertelna, na jakiś swój sposób.

                  > Czyją cechą miałaby być „wolna wola”
                  > Kto tu jest podmiotem:
                  Zdecydowanie podmiotem jest człowiek, a nie jakiś tam pierwiastek.

                  > Znasz człowieka (Ty chyba nie?...), który identyfikowałby się z
                  > duszą w 2. znaczeniu wg SJP PWN??
                  Nie.

                  > Modyfikacji mogą podlegać tylko cechy. Jakie cechy ma dusza?
                  Cnoty i wady moralne, na przykład, są chyba cechami duszy.



                • katriel Obiecany ciąg dalszy 22.11.07, 00:14
                  > A ja jednak twierdzę, że tak, to „efekt ciągłości istnienia świadomości&#
                  > 8221;!
                  > Widziałem ludzi z demencją, Alzheimerem, fizycznymi urazami mózgu i
                  > po wylewach (nie mówiąc już o schizofrenikach...) A Ty?
                  > Wyobrażasz sobie, żeby Twój własny ojciec nagle nie wiedział, kim
                  > jesteś?
                  Przez wiele lat mieszkałam w towarzystwie osoby po wylewie krwi do mózgu
                  (najpierw dziadka, potem babci). Poznawali mnie jako kogoś, kto zazwyczaj jest w
                  pobliżu, ale raczej nie kojarzyli, co nas właściwie łączy, słabo kontaktowali.
                  Dziadka sprzed wylewu pamiętam jak przez mgłę (byłam malutka), babcię lepiej.
                  Nigdy nie przyszło mi do głowy, że wskutek wylewu któreś z nich naprawdę stało
                  się inną osobą. Raczej zawsze miałam poczucie, że trudności, jakie mamy ze
                  złapaniem kontaktu, biorą się ze zniszczenia jakiegoś rodzaju "interfejsu"
                  między moją babcią a światem; ale tam "pod spodem" dalej jest prawdziwa babcia
                  (podobnie jak nikomu chyba nie przychodzi do głowy, że inną osobą staje się
                  człowiek pogrążony w głębokim śnie albo chwilowo nieprzytomny wskutek urazu).
                  Myślę, że to coś "pod spodem", co przechowuje tożsamość osoby mimo utraty
                  świadomości, wspomnień, zdolności kojarzenia - to właśnie dusza.

                  Znaczy to w szczególności, że dusza - tak jak ją rozumiem - nie musi koniecznie
                  zachowywać wspomnień i osobowości "właściciela". Ostatecznie, wspomnienia i
                  myśli chyba polegają na jakiejś aktywności mózgu (nie?), więc może być tak, że
                  dusza nie myśli, bo nie da się myśleć bez mózgu (i nie jest to wcale dziwniejsze
                  niż fakt, że dusza nie gryzie, bo nie da się gryźć bez zębów). Nie przeszkadza
                  mi to specjalnie, bo stan istnienia w postaci gołej duszy uważam za przejściowy
                  (podobnie jak sen nocny albo chwilowa utrata przytomności). W zasadzie ta dusza
                  jest mi potrzebna tylko po to, żeby zachować ciągłość istnienia osoby.

                  Mówisz, że poczucie tożsamości to efekt ciągłości istnienia świadomości. No ale
                  właśnie tu ja mam problem, bo ciągłości istnienia świadomości *nie ma*! Ludzie
                  wielokrotnie tracą i odzyskują świadomość, wciąż pozostając tą samą osobą. No
                  więc wyobrażam sobie jakiś inny, "głębszy" czynnik, który może zachować ciągłość
                  istnienia mimo utraty przytomności, i nazywam go duszą.

                  > A co różni „kopię ze sztucznymi wspomnieniami od prawdziwej osoby”?
                  To samo, co prawdziwą osobę od innej prawdziwej osoby.
                  Jeśli wykonano by Twoją dokładną kopię, to czy miałaby ona prawo spać z Twoją
                  żoną? Jeśli tak lub nie, to dlaczego? I czy to zależy od tego, co by się
                  tymczasem stało z Tobą ?

                  > A jaką „osobowość” mieliby mieć ci zmartwychwstali? Swoją „wł
                  > asną” ukształtowaną
                  > przez czas i warunki, w których żyli, czy nową... „zunifikowaną”?
                  Własną oczywiście. Ukształtowaną przez warunki, w jakich żyli, i być może nadal
                  kształtowaną przez warunki, w jakich będą żyli po zmartwychwstaniu. Ciągle nie
                  rozumiem, w czym problem.
                  • funix Re: Obiecany ciąg dalszy 01.12.07, 00:50
                    katriel napisała:

                    >> Modyfikacji mogą podlegać tylko cechy. Jakie cechy ma dusza?
                    >Cnoty i wady moralne, na przykład, są chyba cechami duszy.

                    A ja zdecydowanie twierdzę, że nie! Pedagogika, psychologia i socjologia nie
                    miałyby sensu, gdyba nie potrafiły także owych „cnót i wad moralnych”
                    wyprowadzić z cech dziedziczonych (temperament) i nabytych drogą zdobywanie
                    doświadczeń (uczenia się, a więc zapamiętywania). Są to więc de facto cechy
                    osobowe, zdeterminowane naszym światem fizycznym! Spróbuj wynaleźć takie „cnoty
                    i wady moralne”, czy inne cechy duszy, których nie daje się obecnie uzasadnić
                    genami czy warunkami! Obawiam się, że chrześcijańska dusza cierpi na ... zupełny
                    brak jakichkolwiek własnych cech ;)

                    >Myślę, że to coś "pod spodem", co przechowuje tożsamość osoby mimo utraty
                    >świadomości, wspomnień, zdolności kojarzenia - to właśnie dusza.

                    Sęk w tym, że współczesna nauka niczego takiego, zgodnego z Twoją definicją,
                    nie znajduje ;)

                    >W zasadzie ta dusza jest mi potrzebna tylko po to, żeby zachować ciągłość
                    istnienia osoby.
                    Jasne! Tylko, że zupełnie nic na to nie wskazuje, żeby istniał taki backup
                    osobowości, który można by nazwać duszą.

                    >Mówisz, że poczucie tożsamości to efekt ciągłości istnienia >świadomości. No ale
                    >właśnie tu ja mam problem, bo ciągłości istnienia świadomości *nie >ma*! Ludzie
                    >wielokrotnie tracą i odzyskują świadomość, wciąż pozostając tą samą >osobą. No
                    >więc wyobrażam sobie jakiś inny, "głębszy" czynnik, który może >zachować ciągłość
                    >istnienia mimo utraty przytomności, i nazywam go duszą.

                    I tak samo myślisz o komputerze, który za każdym razem po włączeniu pozostaje
                    tym samym pecetem? A miałaś kiedyś crash twardego dysku?

                    >> A co różni „kopię ze sztucznymi wspomnieniami od prawdziwej osoby”?
                    >To samo, co prawdziwą osobę od innej prawdziwej osoby.

                    ??? Chodzi mi o to, czy po sklonowaniu ciała i po wprowadzeniu (obcej) pamięci
                    dałoby się zaobserwować brak duszy, skoro nie wiadomo czym miałaby się ona
                    objawiać? Ty twierdzisz, że różniłaby ich właśnie dusza (w prawdziwej osobie),
                    więc ja pytam: co konkretnie?

                    >Jeśli wykonano by Twoją dokładną kopię, to czy miałaby ona prawo >spać z Twoją
                    >żoną? Jeśli tak lub nie, to dlaczego? I czy to zależy od tego, co by >się
                    tymczasem stało z Tobą ?

                    Katriel, dziewczyno, chyba Cię trochę zniosło na manowce ;)))

                    Pozdrawiam :)
              • funix Wróćmy do wolnej woli... 18.11.07, 22:47
                a ściślej: do rozliczania człowieka (jego duszy?) z używania przez niego wolnej
                woli do wyboru między dobrem a złem.

                Mój syn nie ma jeszcze 18 lat, więc jego bezwzględnym obowiązkiem jest być w
                domu przed 22-gą. On *nie ma* wyboru. Byłbym hipokrytą, gdybym twierdził, że
                daję mu *wolny wybór* i równocześnie groził konsekwencjami! Albo daję wybór,
                albo nie.

                Na ten paradoks ateiści bardzo często zwracają uwagę (zwłaszcza na forach;)... i
                dostają w odpowiedzi ciągle tę samą, nie dającą się przełożyć na realne życie,
                naiwną odpowiedź: Bóg dał człowiekowi wolną wolę i oczekuje, że ten świadomie
                wybierze dobro. Ale kto (poza palaczami;)) świadomie działa na swoją szkodę?
                Byłaby to tylko ...pułapka na tych, którzy nie potrafią dobrze przewidzieć
                skutków swoich wyborów. (Czyż droga do piekła nie jest wybrukowana dobrymi
                intencjami?..) Tych się ukarze?

                Żeby móc (sensownie) wybierać trzeba *wiedzieć*. Jaki jest ranga wiedzy (w
                szerokim znaczeniu) w systemie wartości biblijnych? Czy Jahwe inspiruje,
                nakłania do *poznania*?
                Dlaczego skosztowanie owocu z „drzewa *poznania* dobra i zła” (za namową
                szatana!) miało takie fatalne skutki, jeśli wolną wolę zawdzięczamy Bogu, a on
                oczekuje, że świadomie *wybierzemy* dobro?

                Wróćmy do mojego syna. Wyobraźmy sobie, że jest u kumpla, a ten mówi mu: „Kill
                Bill” dopiero na końcu jest super cool. Będziesz o jedenastej w chacie. Co się
                łamiesz, najwyżej ci stary nagada. Za tę cenę opłaci się! To od ciebie zależy,
                wybieraj!”

                Jesteś pewna, że to... Bóg dał człowiekowi wolną wolę? Po co? Chyba nie po to
                by człowiek mógł mu się sprzeciwić? Ba, On oczekuje bezwzględnego posłuszeństwa
                *nawet* za cenę działania człowieka na swą własną szkodę (gotowość złożenia
                ofiary z własnego dziecka!!).
                Gdzie jest tu miejsce na *wolną* wolę? Czy można sobie wyobrazić jeszcze większe
                ubezwłasnowolnienie?!

                Gdy w jakiejś sprawie daję mojemu synowi wolny wybór, przedstawiam dające się
                przewidzieć „za” i „przeciw”, zalety i wady, korzyści i straty. Powstrzymuję się
                przed wywieraniem presji i staram się nie oceniać jego wyboru (co mi się nie
                zawsze udaje;).

                Czy Ty masz inne wyobrażenie o prawie wolnego wyboru?

                Nie od Boga dostaliśmy wolną wolę, nie ma On więc moralnego prawa oceniać jaki
                robimy z niej użytek ;)

                Pozdrawiam :)
                • katriel Re: Wróćmy do wolnej woli... 29.11.07, 13:35
                  > Mój syn nie ma jeszcze 18 lat, więc jego bezwzględnym obowiązkiem
                  > jest być w domu przed 22-gą. On *nie ma* wyboru.
                  Przesadzasz odrobinę. Wybór ma, może Cię nie posłuchać.
                  Ale rozumiem, że to nie Ty mu ten wybór dajesz: on go ma z natury rzeczy. Nie
                  jesteś w stanie spowodować, że Twój syn nie będzie miał fizycznej możliwości się
                  zbuntować (przestawić mu drucika w mózgu czy coś takiego).
                  Z Bogiem jest trochę inaczej: On taką możliwość miał. Ale z niej nie skorzystał.

                  > Bóg dał człowiekowi wolną wolę i oczekuje, że ten świadomie
                  > wybierze dobro.
                  > Ale kto (poza palaczami;)) świadomie działa na swoją szkodę?
                  :)
                  Powinieneś poczytać św. Tomasza z Akwinu. On mówi dokładnie to samo: każdy
                  ludzki wybór jest wyborem jakiegoś dobra, niejako z definicji.
                  Ale z drugiej strony: dodałeś emotkę po tych palaczach, a to przecież przykład
                  całkiem serio. Ludzie niejednokrotnie wybierają doraźną przyjemność, mimo że
                  wiedzą, że w ostatecznym rozrachunku to się im nie opłaci. To dotyczy nie tylko
                  palaczy i innych pijaków, ale też plotkarzy, leni, obżartuchów itp. itd. Ja
                  siebie często łapię na czymś takim, kiedy robię rachunek sumienia.

                  > Byłaby to tylko ...pułapka na tych, którzy nie potrafią dobrze
                  > przewidzieć skutków swoich wyborów. (Czyż droga do piekła nie jest
                  > wybrukowana dobrymi intencjami?..) Tych się ukarze?
                  Poniekąd. Oni przecież już się ukarali - te źle przewidziane konsekwencje trzeba
                  będzie ponieść.

                  > Żeby móc (sensownie) wybierać trzeba *wiedzieć*. Jaki jest ranga
                  > wiedzy (w szerokim znaczeniu) w systemie wartości biblijnych?
                  Wysoka.
                  "Jeśli w życiu bogactwo jest dobrem pożądanym -
                  cóż cenniejszego niż Mądrość, która wszystko sprawia?
                  (...) jej to dziełem są cnoty:
                  uczy bowiem umiarkowania i roztropności,
                  sprawiedliwości i męstwa,
                  od których nie ma dla ludzi nic lepszego w życiu.
                  (...) ona zna przeszłość i o przyszłości wnioskuje,
                  zna zawiłości słów i rozwiązania zagadek,
                  wiedza wyprzedza znaki i cuda,
                  następstwa chwil i czasów.
                  (...) w zażyłości z Mądrością leży nieśmiertelność,
                  w przyjaźni z nią szlachetna rozkosz,
                  w dziełach jej rąk nieprzebrane bogactwa,
                  a roztropność we wspólnych z nią ćwiczeniach
                  i sława w posiadaniu jej nauki."

                  > Dlaczego skosztowanie owocu z „drzewa *poznania* dobra i zła” (za
                  > namową szatana!) miało takie fatalne skutki, jeśli wolną wolę
                  > zawdzięczamy Bogu, a on oczekuje, że świadomie *wybierzemy* dobro?
                  Nie wiemy, jak naprawdę wyglądała wiedza o świecie i postrzegania dobra i zła
                  przez ludzi przed grzechem pierworodnym. Z całą pewnością nie mogli oni być
                  istotami z natury niezdolnymi do wyboru zła, skoro je w końcu wybrali. Ich
                  poznanie i rozumienie przewyższało nasze - przyćmienie rozumu jest jednym ze
                  skutków grzechu. To znaczy, że "spożycie owocu z drzewa poznania dobra i zła"
                  (jakkolwiek ono konkretnie wyglądało i na czymkolwiek konkretnie polegał grzech
                  pierworodny) tak naprawdę w żaden sposób nie przeniosło pierwszych rodziców na
                  wyższy poziom poznania, ale wręcz przeciwnie. Faktycznie, nazwa jest pod tym
                  względem myląca i też mam z nią kłopot. Trochę mi w tym kłopocie pomaga
                  następująca (rzucona mimochodem na marginesie rozważań o dopuszczalności
                  rozwodu) uwaga o. Jacka Salija:
                  "Mogłoby się wydawać, że lepiej jest znać dobro i zło, niż znać samo tylko
                  dobro. Otóż nie. Jeśli znamy również zło, znaczy to, że niedostatecznie
                  poznaliśmy dobro. Gdybyśmy więcej znali dobro, zło by się w ogóle nie pojawiało
                  w naszej wyobraźni jako realna alternatywa. Gdybyśmy więcej rozumieli, czym
                  jest, czym powinno być małżeństwo, nie przychodziłaby nam do głowy nawet
                  możliwość rozwodu, myślelibyśmy raczej nad sposobami uratowania zagrożonej
                  wspólnoty życia. W naszym społeczeństwie nie działałoby tyle mechanizmów,
                  ułatwiających rozwód, pojawiłoby się natomiast więcej mechanizmów przeciwnych."

                  > Jesteś pewna, że to... Bóg dał człowiekowi wolną wolę? Po co?
                  "Dał" w takim sensie, że stworzył człowieka obdarzonego wolną wolą (a nie
                  niewolnika/marionetkę). Po co? Kanoniczna odpowiedź brzmi "z miłości"; albo (w
                  wersji temporalnej) "aby mieć kogo kochać". Marionetki kochać się nie da.

                  > Ba, On oczekuje bezwzględnego posłuszeństwa
                  > *nawet* za cenę działania człowieka na swą własną szkodę (gotowość
                  > złożenia ofiary z własnego dziecka!!).
                  W to, co się działo między Jahwe a Abrahamem, nie ośmielam się wnikać.

                  > Gdy w jakiejś sprawie daję mojemu synowi wolny wybór, przedstawiam > dające
                  się przewidzieć „za” i „przeciw”, zalety i wady, korzyści i
                  > straty. Powstrzymuję się przed wywieraniem presji i staram się nie > oceniać
                  jego wyboru (co mi się nie zawsze udaje;).
                  > Czy Ty masz inne wyobrażenie o prawie wolnego wyboru?
                  Inne.
                  W moim rozumieniu, fakt istnienia prawa stanowionego (nakaz rodziców, kodeks
                  drogowy itp. itd.) w żaden sposób nie narusza wolnej woli tych, do których się
                  ono stosuje. Twój syn wie, że chcesz, żeby był w domu przed 22, i może się do
                  tego nakazu zastosować albo nie. W przeciwieństwie do np. budzika nastawionego
                  na 22, który nie jest w stanie nagle zdecydować, że jednak nie zadzwoni.
                  Oczywiście, stanowiący prawo (rodzice, państwo itp.) mogą obwarować jego
                  przestrzeganie jakimiś sankcjami. Ale to po prostu znaczy, że syn czy obywatel,
                  podejmując decyzję co do swego postępowania, ma jedną dodatkową okoliczność do
                  wzięcia pod uwagę. To nie zmienia istoty rzeczy, przecież i bez tego ma rózne za
                  i przeciw, różne naturalne konsekwencje do rozważenia.
      • acotynato Re: Do wierzących: co oficjalnie po śmierci? 20.10.07, 20:14
        Doktorat? z czego? chyba z teologii...
        • katriel Re: Do wierzących: co oficjalnie po śmierci? 04.11.07, 22:11
          acotynato napisał:
          > Doktorat? z czego? chyba z teologii...

          Z matematyki :P. A bo co?
    • kkassiia1 Re: Do wierzących: co oficjalnie po śmierci? 18.10.07, 13:55
      Odsyłam Cię do książek Elżbiety Nowalskiej.Ona w swoich książkach
      odpowiada na dręczące Cię pytania.
      • funix Re: Do wierzących: co oficjalnie po śmierci? 19.10.07, 00:00
        Nie sądzę, bym miał chęć zaglądać do książek Elżbiety Nowalskiej, bo też i nie
        dręczą mnie w tej kwestii żadne pytania.
        Chyba że... daje odpowiedź na pytanie: jaki procent polskiego, katolickiego
        społeczeństwa wie w co wierzy i jeszcze przy tym nie boi się samodzielnie myśleć?
    • przegrzmot Co bedzie po smierci...?! 18.10.07, 14:07
      ...odpowiedz prosta,jak prostowany drut kolczasty... GOWNO !!!

      - a precyzyjniej - biologiczna przerobka twoich zwlok,na zlogi.

      "Zycie ,to forma przemiany bialka..." - SKALDOWIE
      • funix kręcisz.... 19.10.07, 00:06
        Skaldowie śpiewali:
        “Zycie jest formą istnienia białka..."

        pzdr ;))
    • elkusia Re: Do wierzących: co oficjalnie po śmierci? 18.10.07, 14:16
      a dla mnie śmierć to przede wszystkim rozstanie z najbliższymi, z
      tymi których kocham i tymi których nie lubię. I mam nadzieję, że po
      śmierci będzie mi dane nadal kochać tych których kocham, i pogodzić
      się z tymi których nie lubię, zrozumieć ich, być z nimi bez urazów i
      lęków.
      Nie wyobrażam sobie nieba bez moich dzieci, po co mi niebo bez nich.
      • anusiaczek87 Re: Do wierzących: co oficjalnie po śmierci? 18.10.07, 14:28
        ja tez nie wyobrazam sobie zycia takze tego pozagrobowego bez
        najblizszych wiec... czy wyglada na to ze moja wiara jest zbyt
        slaba?
        • kruk51 Re: Do wierzących: co oficjalnie po śmierci? 18.10.07, 19:08
          Autor sobie wyraźnie zażartował ! Naiwni dali się wciągnąć w bez sen
          sowną dysputę. Można i tak ! Jesień, długie wieczory, jest czas na nie
          dorzeczną paplaninę. To też jest rozrywką. Ja mam inny choć podobny
          dylemat. ( Tu też chodzi o żart ) Co wolisz, wiedzę czy wiarę ? Czy chcesz
          wiedzieć, że cię żona nie zdradza, czy chcesz wierzyć, że cię
          żona nie zdradza ? Boć to jednak nie to samo ! Życzę miłej paplaniny
          na ten temat.
    • best_gigi88 Re: Do wierzących: co oficjalnie po śmierci? 18.10.07, 20:29
      Po śmierci dupa nie wierci...
      • bezportek Po śmierci - ubaw po pachy 18.10.07, 22:02
        Nie wiadomo, co czlowiek robi po smierci, ale musi to byc nielicha
        rozrywka - nikt jeszcze nie znalazl czasu, zeby wrocic i
        opowiedziec, widac szkoda kazdej minuty.
        • jtb Re: Po śmierci - ubaw po pachy 18.10.07, 22:36
          bezportek napisał:

          > Nie wiadomo, co czlowiek robi po smierci, ale musi to byc nielicha
          > rozrywka - nikt jeszcze nie znalazl czasu, zeby wrocic i
          > opowiedziec, widac szkoda kazdej minuty.

          Jak to co robi? Siedzi w Raju. Raj to jest taka knajpa gdzie
          wszystko możesz zamawiac na koszt właściciela.
        • robert.zimnicki Re: Po śmierci - ubaw po pachy 19.10.07, 14:26
          Z obozu pracy ciezko jest uciec, chocby ta praca miala polegac na wazelinowaniu
          sie do szefa i batozeniu krnabrnych przez chory anielskie.

          Podobnie jak z sekty. Po praniu mozgu, trudno jest znalezc droge do drzwi z
          napisem WYJSCIE.....


          bezportek napisał:

          > Nie wiadomo, co czlowiek robi po smierci, ale musi to byc nielicha
          > rozrywka - nikt jeszcze nie znalazl czasu, zeby wrocic i
          > opowiedziec, widac szkoda kazdej minuty.
    • piwi77 Nieoficjalnie nic, oficjalnie cuda niewidy, ale to 18.10.07, 22:09
      kosztuje, sporo kosztuje...
    • mieetek Re: Do wierzących: co oficjalnie po śmierci? 18.10.07, 22:49
      funix, przyjacielu, nie trzeba się śmierci bać. Na wszelki wypadek
      tak trzeba żyć jakby sie nic po śmierci nie działo. Bo tak naprawdę
      się nie dowiesz co się dzieje po śmierci, jak i wszyscy. Wyciągsz
      wtyczkę ze ściany i ekran gaśnie. Po śmierci nie ma nic. Żyj dobrze
      i uczciwie, i aktywnie, spróbuj jak najwięcej z życia bo jest
      krótkie. Zostajesz tylko jako materiał genetyczny i w tym co
      przekazałeś albo zrobiłeś dla innych którzy po tobie jeszcze zostaną.
      Pozdrawiam wszystkich. Nie lękajcie się!
      :)
      • funix Re: Do wierzących: co oficjalnie po śmierci? 19.10.07, 00:24
        Mieetek, przyjacielu, skąd przypuszczenie, że boję się śmierci? Zgadzam się ze
        wszystkim, co napisałeś. Ale... nie było moim celem klarowanie tego komukolwiek.
        Byłem ciekaw, jak radzą sobie z tym bigosem myślący katolicy.
        Pzdr :)
        • eviva7 Re: Do wierzących: co oficjalnie po śmierci? 19.10.07, 08:39
          Tu nie ma żadnego bigosu.Człowiek jest nieśmiertelną duszą.Po śmierci zostawia
          swój tymczasowy garnitur jakim jest ciało fizyczne i udaje się do duchowych
          obszarów.Dokładnie pisze o tym Bruce Moen i inni.Bardzo przywiązane do spraw
          materialnych dusze,pozostają po śmierci fizycznego ciała na ziemi,ale to nie
          jest właściwe rozwiązanie dla duchowej duszy.
          • robert.zimnicki Re: Do wierzących: co oficjalnie po śmierci? 19.10.07, 14:27
            Muylalem, ze katolikom nie wolno czytac rzeczy innych niz wydawnictwa koscielne.
            I ze maja zakaz wlasnego myslenia i poznawania swiata, znaczy korzystania z
            wolnej woli.


            eviva7 napisała:

            > Tu nie ma żadnego bigosu.Człowiek jest nieśmiertelną duszą.Po śmierci zostawia
            > swój tymczasowy garnitur jakim jest ciało fizyczne i udaje się do duchowych
            > obszarów.Dokładnie pisze o tym Bruce Moen i inni.Bardzo przywiązane do spraw
            > materialnych dusze,pozostają po śmierci fizycznego ciała na ziemi,ale to nie
            > jest właściwe rozwiązanie dla duchowej duszy.
    • kkassiia1 Re: Do wierzących: co oficjalnie po śmierci? 19.10.07, 10:22
      Mogę sobie wyobrazić bycie chrzescijanką bez wiary w zmartwychstanie
      ciała. Ale wierzę w nieśmiertelną duszę a także w sprawiedliwy osąd
      i zbawienie.
      • funix Re: Do wierzących: co oficjalnie po śmierci? 19.10.07, 22:36
        Dzięki Kasiu :))
        Jesteś pierwszą (tzn. jedyną) osobą, która odpowiedziała na to pytanie!!!
        (większość odpowiada nie na moje pytania, dziwne...)
        pozdrawiam :)
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka