polestar
24.02.08, 04:39
zakładam nowy wątek, w nawiązaniu do wątku z „pytaniem do wierzących”. nowy, ponieważ tamten dość znacznie odbiegł od tematu, a i ja nie do końca zamierzam tamtego tematu się trzymać.
żeby w coś uwierzyć, trzeba to najpierw zrozumieć. nie dziwię się nikomu, kogo odrzuca religia z tandetnych obrazków i babć doń łkających, tak dramatycznie, jak bez zrozumienia. nie dziwię się też innym pojęciom chrześcijaństwa i kościoła, jakie zapewne macie, bo wynikają one z wielu różnych czynników, dla tematu tego wątku nie mających znaczenia.
napiszę o tym, w co ja wierzę. ale najpierw proszę was, żebyście zapomnieli, na potrzeby tego wątku, o wszystkim co wam się kojarzy z religią, chrześcijaństwem i kościołem. nie zbaczajmy z tematu na ojca rydzyka i inne bzdury. nie mam wpływu na to, czy uwierzycie w to, co napiszę, ale mam nadzieję że pomogę wam choć trochę w intelektualnym zrozumieniu religii.
bóg istnieje albo bóg nie istnieje. czysta tautologia.
- jeśli bóg nie istnieje, to każdy z nas jest sobie bogiem, tj. żyjemy po to żeby było nam dobrze i każde nasze działanie sprowadza się do tego, żeby przeżyć nasze życie jak najprzyjemniej (nawet jeśli nie jest to czysty egoizm, a działania tylko pośrednio skierowane na nas samych, przez działania pozornie dla innych: robimy to, co chcemy, a więc z jakiś powodów na własną korzyść. przykładowo: kochamy innych, by być kochanym i dla samej przyjemności kochania)
- jeśli bóg istnieje, to implikuje to również istnienie istoty przeciwnej- diabła. istnieje więc dobro i zło, podział ten jest zupełny, ale nie samoistny, wynika z woli bożej. dobro nie jest więc dobre ze swej istoty, ale jest dobrem, bo jest tym czego chce bóg- istota nieskończenie dobra. zło nie jest złem dlatego, że jest czymś moralnie negatywnym, a dlatego że nie jest dobrem, czyli tym co nakazuje bóg.
skutkuje to tym, że pod względem religijnym nie ma znaczenia czy osoba niewierząca zachowuje się dobrze czy źle, czy jest wielkim altruistą żyjącym dla innych ludzi, czy też seryjnym gwałcicielem-pedofilem. różnicujemy te postawy i zachowania na te, które są społecznie pożądane i te, które są społecznie szkodliwe ustalając pewne normy powszechnie obowiązujące, które mogą się pokrywać z prawami bożymi, ale nie są z nimi tożsame, ponieważ żadne działanie człowieka nie jest dobre, jeśli nie wynika z wiary w boga.
jeśli bóg istnieje, to mamy wybór: wierzyć w niego albo nie wierzyć. ale przy tych założeniach trzeba pamietać też o tym, że istnieje szatan, co skutkuje tym, że wybór ten nie jest przebieraniem jogurtów w supermarkecie, a raczej polem bitwy. istota przeciwna bogu wpływa na ciebie jak tylko może po to, abyś nie wybrał jej największego wroga- iście filmowy element religii. pomyśl, że może z tego wynika to, jaki był twój obraz chrześcijaństwa, który odrzuciłeś na potrzeby tego wątku: religii jako zabobonu otumiającego ludzi nierozumnych, produktu marketingowego wykorzystywanego w celach politycznych czy głupiego zbioru zakazów. może też to, co wydaje się być w życiu najważniejsze lub najbardziej atrakcyjne (pieniądze, sława, używki ale też miłość, sex, spokój, rodzina) wcale takie nie jest, ale ktoś wpływa na to, że tak ci się wydaje. oczywiście wszystkie te rzeczy są ważne (również wg. bibli), ale może komuś zależy na tym, byś je przewartościował, zagapił się i nie dostrzegł tego, co faktycznie jest istotą?
przy założeniach, że bóg istnieje, musimy tez założyć więc, że wiara w niego nie jest aktem bierności (a więc 'wierzę, bo rodzice wierzą') a wynikiem naszej aktywności (bo jest przeciwdziałaniem szatanowi). nikt nie urodził się wierzącym, wierzącymi są ci, którzy chcieli przekonać się czy bóg istnieje i zrozumieć go, również intelektualnie, i uważają że znaleźli argumenty które ich przekonały. jeśli więc my, wierzący, się mylimy, sami z sobą przegrywamy "życie dla siebie samych". jeśli zaś wy się mylicie, przegrywacie życie wieczne w walce z szatanem.
a teraz do meritum, a więc w co wierzę.
bóg stworzył świat na swoja chwałę. on wie o wszystkim, co było, jest i o tym co będzie i wszystko to dąży ku jego chwale, a więc i jego celem dla nas jest to, byśmy żyli dla niego. ponieważ jednak bóg jest nieskończenie dobry (i dobro wynika z niego samego) nie ma w nim miejsca na to, co jest z nim sprzeczne, czyli grzech (kazus ewy i adama). grzech nie ma szans wejść do zbioru tego, co jest z nim sprzeczne, dlatego oddziela swój nośnik (człowieka) od wiecznego życia z bogiem. dlatego karą za grzech jest śmierć- wieczne oddzielenie od boga. wydawałoby się więc, że sprawa jest dla nas wszystkich przegrana, bo każdy z nas, jako osoba grzeszna, zasługuje na karę. złamaliśmy boże prawo i konsekwentnie powinniśmy za to zapłacić. bóg jednak okazał nam swoją łaskę i wydał swego syna, by ten stał się człowiekiem który jako jedyny nie popełnił przestępstwa przeciw bogu, a zapłacił karę. umarł za nasze grzechy, zwyciężając je (zmartwychwstając). zapomnijcie więc o wizerunku jezusa- ofiary losu, który smutno spogląda z pastelowych obrazów wzbudzając litość copowrażliwszych. on wiedział co go czeka, kiedy przychodził na świat i całe swoje życie podporządkował wypełnieniu swojego celu. nie patrzcie więc na śmierć na krzyżu, jak na smutny koniec dziwaka, a jak na największy i najbardziej bohaterski wyczyn w dziejach ludzkości.
i ten właśnie wyczyn diametralnie zmienia naszą sytuację: jeśli uwierzymy w to, że jezus wziął na siebie nasze grzechy i poniósł karę, którą my powinniśmy ponieść, i uznamy jezusa za swego bohatera/ wybawcę/ pana, będziemy mogli znowu być z bogiem i żyć wiecznie. jeśli wszystko o czym piszę jest prawdą, kwestia oddania swego życia bogu wydaje się oczywista, to jednak wymaga wiary, a wiara wymaga chęci i pewnego działania w celu jej odnalezienia. biorąc pod uwagę stawkę, uważam że skrajną głupotą jest nie powzięcie starania w celu znalezienia odpowiedzi na to, czy biblia mówi prawdę, czy też jest zbiorem dziwnych i nieaktualnych opowiastek.
uznanie jezusa za zbawiciela i oddanie życia bogu jest największym celem ludzkiego życia. najważniejszą decyzją jaką można podjąć jest przekazanie pałeczki bogu, żeby to on tobą kierował. nie tylko dla tego, że jako ten który cię stworzył dobrze wie, co dla ciebie najlepsze, ale tez dlatego że w przypadku tej umowy tylko i wyłącznie korzystasz, stracić się nie da, bo wszystko na tej ziemi i w tym życiu jest krótkotrwałe i po prostu słabe, nie ma porównania z tym co bóg dla nas przygotował. patrząc na świat, na to jak niewielkim i ulotnym jego elementem jesteśmy, a tym bardziej na to jaką drobinką we wszechświecie jest planeta której nawet nie ogarniasz, pomyśl jak nieskończenie wielkim i nie do ogarnięcia musi być ten, który to wszystko stworzył. czy rzeczywiście najbardziej rozsądnie jest wierzyć, że najbardziej racjonalnym jest to, co za takie uznasz, czy tez może granice twego poznania ograniczone są przez brak odpowiedniej perspektywy i wszechświat kręci się wokół ciebie w takim samym stopniu, w jakim słońce wiruje wokół ziemi?