Dodaj do ulubionych

Maszeruje z Chrystuem

24.03.08, 13:08
Marcin Jakimowicz/04.03.2008 10:49

Nastaw budzik na 16.01
Idzie od czternastu miesięcy...
W Wenezueli na drogę wypadła mu puma, w Rosji został brutalnie
napadnięty. Właśnie maszeruje przez Polskę. Zachodzi po drodze do
wszystkich kościołów i prosi: Módlcie się o jedność chrześcijan.
Wariat?
Szalony pomysł. Wyjeżdżamy w ciemno, by złapać faceta, którego nigdy
nie widzieliśmy. Wiemy tylko, że idzie pieszo przez świat i powinien
maszerować w okolicach Ożarowa. Nie nosi przy sobie komórki. Mamy
jeden pewnik: młody Australijczyk Samuel Clear był kilka dni temu w
Białej Podlaskiej i właśnie idzie na zachód. W kierunku Santiago de
Compostela. Po półtorej godziny jeżdżenia po okolicach Lublina
prawie dajemy za wygraną. Nagle. Jeeeest! Poboczem drogi żwawo
maszeruje młody facet w czerwonej kurtce.


Sam Clear ruszył w świat w grudniu 2006 roku. Młody Australijczyk
właśnie maszeruje przez południową Polskę, fot. Józef Wolny



Sam na sam

Plecak osłonięty zielonym brezentem. Solidne buty zdarte niemal na
łyso. Samuel Clear wyszedł z Australii 14 miesięcy temu. 29-letni
inżynier idzie pieszo przez świat, modląc się o jedność chrześcijan.
Codziennie maszeruje kilkadziesiąt kilometrów. Schudł już ponad 10
kilo. Po drodze się modli. Lubi odmawiać Różaniec. Śpiewa też pod
nosem pieśni wielbienia i piosenki U2, jego ulubionej kapeli. – Jak
tu się nie modlić, gdy co chwila mijasz przydrożne kapliczki? –
szeroko się uśmiecha. Jego oczy błyszczą. Są jasne i czyste jak jego
nazwisko.

Pochodzi z Tasmanii. Jego ojciec jest farmerem. Ma 3000 owiec i 350
krów. Samuel jest katolikiem, działa od lat w australijskim
młodzieżowym ruchu misyjnym. Przed trzema laty wpadł na szalony
pomysł. Pójdzie pieszo przez świat, 29 tysięcy kilometrów. Będzie
zachodził do kościołów różnych wyznań i prosił o modlitwę w intencji
jedności chrześcijan. Do wyprawy przygotowywał się rok. Starannie
opracował trasę (można ją prześledzić na jego stronie:
www.ymt.com.au/walk4one), biegał, sporo pływał. W końcu ruszył.

– W piątek odprawiałem Mszę świętą – opowiada ks. Bogumił Łempkowski
z Białej Podlaskiej. – Zauważyłem, że do kościoła wszedł wysoki
człowiek w czerwonej kurtce. Rzucił mi się w oczy. Uśmiechnąłem się
do niego, a on odwzajemnił uśmiech. Po Mszy podszedł do mnie i po
angielsku powiedział: jestem pielgrzymem z Australii. Pokazał mi
pismo od swojego biskupa i poprosił: pomódl się o jedność
chrześcijan. Zaprosiłem go na plebanię. Zaczęliśmy gadać. Zachwycił
mnie swą opowieścią. – Spotykasz tysiące ludzi, nosisz z sobą jakieś
pamiątki? – spytałem. – Tak, jedną – uśmiechnął się. I pokazał mi
małego dinozaura, który na szyi ma zawieszony różaniec. Dostał go od
malutkiego chłopczyka w Panamie. Nocował w jego domu: u bardzo
ubogiej rodziny, która przyjęła go z ogromną serdecznością. –
Dinozaur będzie cię pilnował po drodze – zawołał chłopczyk.

– Dałem Samowi koszulkę z napisem "Wypłyń na głębię” – opowiada ks.
Bogumił. – Bardzo do ciebie pasuje – powiedziałem mu na drogę. –
Podziękował i ruszył dalej. I tyle go widziałem. Od kilku dni
opowiadam o nim na lekcjach religii. I coraz częściej modlę się o
jedność chrześcijan.

Złamany kij i pożeracz śniegu

Ten dyndający na plecaku pluszowy dinozaur widział już niejedno.
Przed tygodniem szedł po zmrożonych szerokich drogach Białorusi,
przed miesiącem podróżował po Rosji. – Byłem na drodze sam, gdy
nagle podeszło do mnie dwóch pijanych facetów. Śmierdzieli wódką.
Złapali mnie za fraki i zaczęli szarpać. Złamali nawet kijek
trekkingowy. Cudem wyrwałem się i zdążyłem uciec – opowiada Sam. – W
Wenezueli na drogę wyskoczyła z krzaków puma. Stanęła naprzeciw mnie
i wyszczerzyła zęby. Zamarłem, w momencie oblał mnie zimny
pot. "Uciekaj” – zdążyłem krzyknąć, a ona… posłusznie zawróciła.

Na Kostaryce drogę Samuelowi zastąpiło kilku facetów z nożami.
Przystawili mu kosę do brzucha i wyrwali plecak. I nagle nie wiadomo
skąd na drodze pojawiły się cztery radiowozy policyjne i dwa
motocykle. Sam odzyskał plecak. Inny przypadek niespodziewanej
interwencji? Na zachodzie Stanów Zjednoczonych zmordowany Sam brnął
przez wysokie śniegi. Miał do przejścia jeszcze 150 kilometrów.
Wokół dzicz, ani jednego człowieka. Głęboki śnieg i trzaskający
mróz. Samuel zaczął się gorąco modlić. Kładł się spać w swym małym
namiocie, a w jego głowie kołatała jedna myśl: Trust! Zaufaj. W nocy
zaczął dąć ciepły, suchy i porywisty wiatr. Miejscowi Indianie
nazywają go "Chinook”, czyli… pożeracz śniegu. Temperatura wzrosła o
kilkanaście stopni Celsjusza, a śnieg stopniał. Sam ruszył przed
siebie.

16.01

– Panie, a może jest jakaś konkretna godzina, o której mam się
modlić? – pytał Sam w czasie Różańca. I wtedy w jego głowie pojawiła
się natarczywa myśl: 16.01. – Boże, przecież to głupie. Dlaczego
właśnie minuta po czwartej? – pytał chłopak, ale na wszelki wypadek
właśnie o tej godzinie zaczął się modlić. Po kilku dniach stuknął
się w czoło. Przecież 4.01 to w angielskim four one, co do złudzenia
przypomina słowa: for one, czyli dla jedności.

Samuel wraca do Australii latem, by zdążyć na Światowe Dni
Młodzieży. Wcześniej w Rzymie chce spotkać się z kard. Walterem
Kasperem, a jeśli się uda, to i z samym Papieżem. A po powrocie do
Tasmanii? Napisze książkę i będzie bardzo, bardzo długo spał. Ale
jeszcze troszeczkę poczeka. Maszeruje właśnie po szosach Małopolski.
Do hiszpańskiego sanktuarium zdąży zmówić jeszcze tysiące Różańców.
I zedrzeć swoje buty na łyso.




Obserwuj wątek

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nie pamiętasz hasła lub ?

Nakarm Pajacyka