lux_occulta
22.09.08, 22:04
Historia dziwna, wciąż pod katem teologicznym pozostawiająca wiele niedomówień i zagadek. Historia o cudownym początku ale makabrycznym i krwawym zakończeniu pokazująca, jak wiele innych, że również Kościół ma swoje krwawe karty w księdze swojej historii.
Joanna d'Arc. Wszyscy wiedzą, kim była. Przez jednych nazywana Dziewicą Orleańską, przez swoich wrogów okrzyknięta wiedźmą. Ci, którzy widzieli ją na polu walki w towarzystwie rycerza Gilles'a de Rais (który miał miano czarnoksiężnika a nawet wcielonego Diabła) a byli jej nieprzychylni twierdzili nawet, że widzieli jak Joanna uczestniczy w Czarnej Mszy a nawet jej przoduje.
Na początku swojej kariery Joanna uznana była, choć dopiero po kilku "cudach", za wysłanniczkę Boga która ma wyzwolić Francje spod okupacji angielskiej i osadzić na tronie księcia Karola. Po serii zwycięstw na polu walki a zwłaszcza po wyzwoleniu Orleanu JOanna zyskała w oczach wielmożów a także w oczach wrogów szacunek. Budziła lęk tak we wrogach jak w przyjaciołach. Aż do 23 maja 1430 roku.
Tego dnia, po udanej potyczce w drodze do miasta Compiegne została okrążona i schwytana w wiosce Margny zajetej przez Burgundczyków. Joannę wziąl do niewoli Lionel de Wandomme - rycerz Luksemburdzki i sprzedał Anglikom. Ci zaś osadzili ją w więzieniu zaprzedanego Anglikom francuskie biskupa Cauchona. Miał on dopilnować by mówiące do JOanny "niebiańskie głosy raz na zawsze zamilkły". I tak, po niesprawiedliwym, marionetkowym sądzie kleryków skłądających się z byłych lub przyszłych, opłaconych sowicie przez Anglików Joanna została skazana na śmierć za herezję, czarnoksięstwo i konszachty z diabłem.Skazały ją te same osoby, które wsześniej obwoływały ją świętą, wysłaną od Boga. Jednak nie wszyscy duchowni okazali się sprzedajni, skorumpowani i zakłamani. Isambard de La Pierre, mnich i spowiednik który cały czas wspierał JOannę pozostał u jej boku do końca. Gdy wagonii wymawiała imię Jezusa, Isambard wyniusł z pobliskiego kościoła krzyż uzywany w czasie procesji i trzymał przed jej oczam. Joanna odeszła z tego świata w bólu ale patrząc na to, co umiłowała najbardziej - krzyż. Jednakże w oczach Kościoła joanna wciąż nie pozostawała zbawiona. Aż do 9 maja 1920 roku kiedy to wyniesiono ją na ołtarze. Jednakże ta późna rehabilitacja Kościoła jest, co jest moja prywatną opinią, mało znacząca. Wynoszono na ołtarze ludzi odpowiedzialnych za rzezie tak samo, jak prawdziwych świętych. Kościół nie decyduje o świętości człowieka. A jeśli jakiś "święty" którego Kościól czci jest w oczachy Boga, w którego istnienie wielu wierzy, potępiony, to czy kult świętych nie jest w najlepszym wypadku bałwochalstwem?
Ale pora na puentę. Historia byłą, jest i będzie zapisana krwią. Choć wielu zasłąnia się ideami czy religią czas najwyższy z tym skończyć zwłaszcza, że w obliczu historii nawet Kościół nie jest już tak święty jak był na początku. Kościół, kochani, słyną krwią tak samo, jak ręce włądców i polityków, którzy wysłali ludzi na śmier czy to na polu walki czy na szubienicach, stosach czy gilotynach. Przyznano się do błędu... i powielono go. Wiele razy.