Dodaj do ulubionych

A gdyby boga nie było...

13.01.09, 15:28
Taki tytuł ma jedna z rozmów przeprowadzonych na antenie radia TOK FM
"Najciekawsze rozmowy". Uczestniczyli w niej
Andrzej Dominiczak i ks. Dariusz Kowalczyk. Bardzo polecam do
przesłuchania. Chrakterystyczna jest postawa księdza, który powtarza
całą masę banalnych, fałszywych religijnych tez. Pomimo tego, ze
zostały one obalone, odkłamane księża tkwią wciąż w tym samym
schemacie. Jedyna nadzieja dla świata to edukacja dla wszystkich i
pełny dostęp do prawdy.
Obserwuj wątek
    • tlenek_wegla Re: A gdyby boga nie było... 13.01.09, 15:57
      "Wszyscy jestesmy religijni, gdyz tajemnica zahacza o religijnosc"

      ROTFL
      • grgkh Re: A gdyby boga nie było... 13.01.09, 17:17
        Jedna z fałszywych, głoszonych przez religię "mądrości".

        Arogancja "czarnych", to traktowanie wszystkich przez sposób
        rozumowania religii - JAK GORSZYCH. Nie mieści im się w głowach, że
        można mysleć inaczej, że inny sposób myslenia byłby dobry, a moze -
        nie daj bóg :) - lepszy.

        Traktowanie nas jak gorszych, jest podstawą nienawiści, jaka wyzwala
        się w wierzących w obronie religijnego mema.
      • katrina_bush Propaganda,nawet gdy ładnie brzmi nie jest prawdą 13.01.09, 17:51
        tlenek_wegla napisała:

        > "Wszyscy jestesmy religijni, gdyz tajemnica zahacza o religijnosc"
        >
        > ROTFL

        Propaganda,nawet gdy ładnie brzmi nie jest prawdą :-)

        Relatywizm czasu i przestrzeni Einsteina jest dla mnie czymś jeszcze bardziej
        niepojętym, niż religijne propagandowe slogany.
        • grgkh Re: Propaganda,nawet gdy ładnie brzmi nie jest pr 13.01.09, 21:37
          katrina_bush napisała:

          > Relatywizm czasu i przestrzeni Einsteina jest dla mnie czymś
          > jeszcze bardziej niepojętym, niż religijne propagandowe slogany.

          Religijne slogany są oczywistym, łątwo dającym się podważyć fałszem.
          Udaje się to niemal każdemu, kto tylko się zechce odważyć na to.

          Nowoczesna fizyka, to matematyczny model rzeczywistości. A jednak
          stworzyli go ludzie, a więc jest to możliwe do pojęcia, potrzebne
          jest jednak odpowiednie przygotowanie, duża dawka wiedzy z zakresu
          nauk ścisłych. To coś dalekiego od podświadomej interpretacji tej
          rzeczywistości i prostych reguł matematyki, którymi się nasza
          podświadomość posługuje. Chcemy świat widzieć prostym, łatwym do
          prognozowania przyszłości, a więc i prostymi metodami
          jego "obliczania" posługujemy się. Przestrzeń, która jest sztywna
          jest w naszych warunkach dobrym przybliżeniem, niezmienność upływu
          czasu także. I stąd nasze reguły, dostosowane do oniektów i
          warunków, w których się znajdujemy. Ale przecież jest to ułuda, a
          rzeczywistość jest inna, relatywna. A to sugeruje, że i wszystko
          mogłoby być złudne, nieco zafałszowane. I tak należy przyjąć. I tym
          mniej mieć zaufania dla dogmatyków, szczególnie tych religijnej
          maści.
    • kolebeczka Re: A gdyby boga nie było... 13.01.09, 16:21
      grgkh napisał:

      >Jedyna nadzieja dla świata to edukacja dla wszystkich

      edukacja jest jak najbardziej wazna, tylko ze nie ma jej co az tak
      przeceniac. Podam Ci bardzo zyciowy przyklad: diagnostyka prenatalna.
      Dzieki inwazyjnym metodom badan plodu mozna b.wczesnie okreslic
      kariotyp. I tu konczy sie edukacja. Znasz juz wyniki, kazda
      translokacje i mozaike i kazda chorobe, ale co dalej z owym
      uposledzonym plodem? Edukacja odpowie Ci na to pytanie?

      > pełny dostęp do prawdy.

      To akurat zaprzecza samo sobie.
      Jak mozna miec pelny dostep do czegos, czego trzeba dopiero szukac,
      ale jak dotad malo komu udalo sie znalezc?
      Co to jest ta PRAWDA? I ktora to?
      Twoj postulat przypomina mi krzyczane z ambony "nalezy poglebiac
      wiare", czyli brnac w jedna jedyna wizje, niestety...

      • grgkh Re: A gdyby boga nie było... 13.01.09, 17:09
        kolebeczka napisała:

        > grgkh napisał:
        >
        > > Jedyna nadzieja dla świata to edukacja dla wszystkich
        >
        > edukacja jest jak najbardziej wazna, tylko ze nie ma jej co az tak
        > przeceniac. Podam Ci bardzo zyciowy przyklad:
        > diagnostyka prenatalna.
        > Dzieki inwazyjnym metodom badan plodu mozna b.wczesnie okreslic
        > kariotyp. I tu konczy sie edukacja. Znasz juz wyniki, kazda
        > translokacje i mozaike i kazda chorobe, ale co dalej z owym
        > uposledzonym plodem? Edukacja odpowie Ci na to pytanie?

        Popatrz, co chcesz tutaj przemycić... Mówisz, że edukacja w jakichś
        sytuacjach nie jest skuteczna. Co więc jest BARDZIEJ SKUTECZNE -
        BRAK EDUKACJI? Promujesz jej brak, nieuctwo,
        podleganie "autorytetom", których jakości nie jesteś w stanie
        zweryfikować. Polecasz nam podległość i słuchanie innych, a tymi
        innymi ma być kto? Niedouczony, cwany, ksiądz paplający z ambony
        dogmaty? Czy religia to kiedyś była wiedza? Czy tysiące lat walki o
        każdy okruch wiedzy, który podważał bajki ze świętych ksiąg, nie
        świadczą o tym, że wiedza wciąż jest deprecjonowana, pogardzana
        przez religię? Czyż lepiej było jaskiniowcom, którzy lękliwie
        chowali się za krzakiem, bo zobaczyli i usłyszeli niezrozumiały dla
        nich piorun? Czy lepiej byc głupim?

        Odpowiedz jednoznacznie, czy jakakolwiek PRAWDZIWA wiedza jest zła?
        Czy mamy być, Ty i ja, traktowani jak dzieci, które trzeba karmić
        bajkami, by nimi lepiej sterować? Mamy być manekinami, bezwolnymi
        kukłami, bydłem niezdolnym do tego by "dostąpić zaszczytu"
        posiadania jakiejś wiedzy?

        Wiedza to nie wszystko, ale to ona pozwala zrozumieć nasze miejsce w
        przyrodzie, pozwala na podstawie historii ewolucji domyślić się,
        dlaczego jesteśmy tacy, pozwala wybrać najlepszą drogę na teraz. Bo
        wiedza, to zrozumienie, że uczestniczymy w przekazywaniu sobie tego,
        co zdołaliśmy ustalić jako prawdę. I wtedy wybieramy najlepiej jak
        można, najlepiej, bo na podstawie naszej wiedzy. Zawsze tak
        wybieramy - na podstawie jakiejś "wiedzy" uznanej przez nas za
        prawdę. Brak wiedzy, to błędy, to egoizm działania dla siebie, to
        dbanie o własny tyłek, który moglibysmy chcieć umieścić w
        niebiesiech zamiast widzenia sztafety ludzkich pokoleń gromadzących
        mozolnie wiedzę o świecie. A niebios z bogiem nie ma, bo to
        kłamstwo, to manipulacja, to fałsz, który udaje prawdę.

        > > pełny dostęp do prawdy.
        >
        > To akurat zaprzecza samo sobie.
        > Jak mozna miec pelny dostep do czegos,
        > czego trzeba dopiero szukac,
        > ale jak dotad malo komu udalo sie znalezc?
        > Co to jest ta PRAWDA? I ktora to?
        > Twoj postulat przypomina mi krzyczane z ambony "nalezy poglebiac
        > wiare", czyli brnac w jedna jedyna wizje, niestety...

        Nieprawda. Nie ma żadnej sprzecznosci. Najbardziej okrutna wiedza
        jest lepsza od słodkiego, manipulujacego nami oszustwa, od kłamstw
        religii. Nigdy nie będziemy wiedzieli wszystkiego, bo zasoby
        informacyjne Wszechświata są większe od pojemności naszych mózgów,
        które są tylko maleńką cząstką tego wszechświata. Ale to nie jest
        źle. Wspaniałe jest to, ze potrafimy tworzyć PRZYBLIŻONE reguły
        działania świata i na ich podstawie prognozować przyszłość.

        Jesteśmy zawieszeni między przeszłością i przyszłością, a łącznikiem
        jest nasza wiedza. I tym lepsze są nasze prognozy, tym
        skuteczniejsze działanie, im większa jest prawdziwość reguł, im
        bardziej "wiedza" zasługuje na miano WIEDZY.
        • kolebeczka Re: A gdyby boga nie było... 13.01.09, 17:34

          Alez grgkh- ja niczego nie usiluje przemycic. Podalam Ci bardzo
          konkretny przyklad, ktory nic nie ma wspolnego z ambona.
          Bo- lekarze dajac Ci swistek z wynikami manipuluja Toba i naginaja w
          strone aborcji.
          A jesli pojdziesz z problemem do ksiedza- to sie zakryje sutanna i
          krzyknie, ze to wszystko grzech, nawet badania.
          Ja uwazam, ze nalezy wiedziec. Ale co zrobic z ta wiedza- tego
          wiedza nie wie. Czy wie to wiara? Ja mysle, ze etyka, bo etyka
          zwrocona jest na drugiego czlowieka, a wiara, coz- na wlasna
          perspektywe kiedys tam.

          > I tym lepsze są nasze prognozy, tym skuteczniejsze działanie, im
          większa jest prawdziwość reguł, im bardziej "wiedza" zasługuje na
          miano WIEDZY.

          Ee- troche majaczysz, sorry. Kiedys mowilismy juz o tym.
          W ktorejs czesci "Dekalogu" Kieslowskiego jest taki motyw liczenia
          grubosci lodu na stawie w komputerze.
          Z ta konkretna WIEDZA chlopak idzie na ow staw i tonie niestety.
          Chcesz powiedziec, ze wszelkie prognozy lekarzy, ekonomistow,
          politykow sa tym, na czym RZECZYWISCIE mozna sie oprzec?
          Wlasnie mamy nie byc manekinami, bezwolnymi kuklami. Mamy nie
          zawierzac jednej wersji- niewazne, czy pochodzi ona z ust papieza
          czy specjalisty od powodzi. Wszyscy na tej ziemi chca przekonac do
          swojej wizji- nie tylko ksieza, ale i inne profesje. Coz- ci co nie
          przekonaja, gina na rynku pelnym konkurencji.
          Nie wiem jak Ty, ale ja wiem, ze wszyscy ludzie sie myla, lacznie ze
          mna.
          • grgkh Re: A gdyby boga nie było... 13.01.09, 21:21
            kolebeczka napisała:

            > Alez grgkh- ja niczego nie usiluje przemycic. Podalam Ci bardzo
            > konkretny przyklad, ktory nic nie ma wspolnego z ambona.

            Ma. Odnosisz się do kościołkowej reguły, która mówi, że aborcja jest
            zła. Nie jest. Ewolucja opiera się na mutacjach i wynikającego z
            tego zmienności kodu genetycznego. A więc „pewien” poziom uszkodzeń
            jest dopuszczalny, ale MUSI on podlegać selekcji. Gdyby w pewnym
            pokoleniu wszystkie osobniki urodziły się z uszkodzeniami
            uniemożliwiającymi samodzielne, w pełni sprawne funkcjonowanie, to
            taki gatunek w tym pokoleniu musiałby wyginąć całkowicie. Musiałoby
            się tak stać i dlatego, że opieka nad potworkami zaangażowałaby do
            końca wszystkie siły tego nieszczęsnego pokolenia. A uratowałoby go
            jedynie zdecydowanie się na aborcję, na pewien rodzaj eugeniki,
            sterowania własnym losem, własną jakością. I dlatego kościół,
            potępiając całkowicie aborcję wygłasza dogmat, który jest fałszywy.
            A przecież i ja, jako ateista, uważam, że aborcja powinna być
            stosowana w wyjątkowych sytuacjach. Że należy jej zapobiegać.

            > Bo- lekarze dajac Ci swistek z wynikami manipuluja Toba
            > i naginaja w strone aborcji.

            Bzdura. Ty uważasz, że należy rodzić potworki. Przeczytaj sobie na
            czym polega życie Janusza Świtaja i jeszcze jednej nieszczęśnicy –
            przedostatni numer „Polityki”. Bardzo polecam. Manipulacja, to
            ukrywanie wiedzy o czymś lub jej „zastępowanie” fałszywymi dogmatami.

            > A jesli pojdziesz z problemem do ksiedza- to sie zakryje
            > sutanna i krzyknie, ze to wszystko grzech, nawet badania.
            > Ja uwazam, ze nalezy wiedziec.

            No widzisz. ;) Czyz to nie świadczy o ukrytym celu religii? Religia
            dąży do podporządkowania nas wszystkich sobie. Epatuje cierpieniem.
            Ale sutannowi nie cierpią. Opływają w dostatek. Bo o to chodzi. Na
            szczytach takich organizacji siedzą darmozjady, pasożyty, oszuści,
            którzy ŚWIADOMIE manipulują nami. Kłamią, kłamią i jeszcze raz
            kłamią. Religie to same kłamstwa. I nc z wiedzą nie mają wspólnego.
            Po co nam to?

            > Ale co zrobic z ta wiedza- tego wiedza nie wie.

            Wie. Wiedza oferuje nam tylko przybliżone reguły działania.
            Wszechświat to jeden, wielki, samoliczący się komputer. Wszystkie
            elementy na najniższym poziomie, JEDNOCZEŚNIE przekazują sobie
            oddziaływania. My widzimy tylko ich sumę. My widzimy obiekty, w
            których składniki NIE MAJĄ TAKICH SAMYCH WARTOŚCI. Stąd
            przybliżenia, bo nasze reguły opisują stan całych obiektów. Ponadto
            wewnątrz Wszechświata nie da się ulokować symulatora, który byłby od
            niego mniejszy, ale potrafiłby przeliczać w czasie rzeczywistym
            CAŁEGO stanu świata. Jesteśmy skazani na przybliżenie, ale nasze
            wzory są coraz dokładniejsze – a dzieje się tak za sprawą wiedzy,
            nauki, którą religia wciąż zwalcza, bo nauka podważa dogmaty,
            którymi religia manipuluje ludźmi.

            > Czy wie to wiara? Ja mysle, ze etyka, bo etyka
            > zwrocona jest na drugiego czlowieka, a wiara, coz- na wlasna
            > perspektywe kiedys tam.

            Etyka to rozumienie naszej roli we współistnieniu i wynika ona z
            wiedzy, a nie z wiary.

            > > I tym lepsze są nasze prognozy, tym skuteczniejsze
            > > działanie, im większa jest prawdziwość reguł, im
            > > bardziej "wiedza" zasługuje na miano WIEDZY.
            >
            > Ee- troche majaczysz, sorry. Kiedys mowilismy juz o tym.

            Mocne słowa, ale się nie obrażę. Nie pamiętam szczegółów. I na pewno
            kiedyś nie mówiłem inaczej niż teraz.

            > W ktorejs czesci "Dekalogu" Kieslowskiego jest taki motyw
            > liczenia grubosci lodu na stawie w komputerze.

            Jestem także i programistą. Żaden komputer, nigdy nie wykona
            obliczeń, ani nie wyśle komunikatu, które by nie wynikały z
            oprogramowania lub właściwości hardware’u. To, co Kieślowski tam
            wyczyniał, to idiotyzm, to jakiś obłęd, to religijne nawiedzenie.

            W filmie użytkownicy kompa popełnili ewidentny błąd, oparli się na
            zbyt przybliżonych wzorach, bo nie uwzględnili przepływającego pod
            lodem strumienia wody, który pocieniał grubość tafli lodu. To była
            ich głupota. Jeśli Ty się dziś nie kaleczysz nożem, nie rozbijasz
            szklanych naczyń itp., to dlatego, że opierasz się na pewnej WIEDZY,
            doświadczeniu. W filmie popełniono błąd, który się zemścił
            utonięciem, bo zrezygnowano z wiedzy, która jest nam powszechnie
            dostępna, bo nie sprawdzono jak gruby jest lód itd. A Kieślowski? To
            naprawdę dobry reżyser, ale jego religijność i mistycyzm czyni złą
            robotę – produkuje tabun durni, którzy bez sensu wierzą w
            pozamaterialne wpływy. A takie NIE ISTNIEJĄ, czego dowodzi cała
            nasza znajomość fizyki, czyli reguł działania świata. One są,
            istnieją, bo można jej testować, wymyślać i sprawdzać ich
            poprawność. Poza tym nie ma niczego z ze względu na logikę –
            wszystko pochodzi z jednego źródła, bo jest ze sobą powiązane, a co
            jest powiązane, MUSI pochodzić z jednego źródła, którego częścią
            jesteśmy my i nasze myślące mózgi.

            > Z ta konkretna WIEDZA chlopak idzie na ow staw i tonie niestety.
            > Chcesz powiedziec, ze wszelkie prognozy lekarzy, ekonomistow,
            > politykow sa tym, na czym RZECZYWISCIE mozna sie oprzec?

            Chcę powiedzieć, że wobec wszystkich powiązań elementarnych
            składników Wszechświata nasze reguły opisujące obiekty złożone MUSZĄ
            być przybliżone. I z tego trzeba sobie zdawać sprawę.

            Czy zdajesz sobie sprawę z każdego przypadku, gdy komórki Twojego
            ciała chorują, umierają, rozmnażają się? Nie. Widzisz sumę – jesteś
            zdrowa lub jesteś w złej kondycji. Aż przyjdzie starość i
            niedołęstwo. W jakim momencie? To przybliżenie. Tak jest ze
            wszystkim. Całe ciało, jego składniki. Strumień czasu i drobne
            chwilki, które składają się na pewną ciągłość. Czasoprzestrzeń. I
            uogólnienia. I przybliżenia. Taki jest świat.

            > Wlasnie mamy nie byc manekinami, bezwolnymi kuklami. Mamy nie
            > zawierzac jednej wersji- niewazne, czy pochodzi ona z ust papieza
            > czy specjalisty od powodzi. Wszyscy na tej ziemi chca przekonac do
            > swojej wizji- nie tylko ksieza, ale i inne profesje.

            Nikt nie ma w tym interesu (na ogół). Ale religia ma. Chce rządzić
            ludźmi i z tego czerpać korzyści. I do niczego innego nie jest nam
            potrzebna.

            > Coz- ci co nie przekonaja, gina na rynku pelnym konkurencji.
            > Nie wiem jak Ty, ale ja wiem, ze wszyscy ludzie sie myla,
            > lacznie ze mna.

            I ja nie jestem nieomylny, ale dbam o poziom swojej wiedzy i
            odrzucam z niej na pewno, od razu wszelkie dogmaty i fałszywe tezy.
            A religia to tylko fałsze, kłamstwa, obłuda, manipulacje. Liczy się
            tylko wiedza i racjonalizm myślenia. Liczy się prawda, bezwzględne
            dążenie do niej. I to powinniśmy przekazywać następnym pokoleniom, a
            lepiej urządzą świat, w którym przyjdzie im żyć. I tylko dla prawdy
            warto żyć. Ja chę dla niej żyć. To jest mój cel. To jest sens mojego
            życia. :)
            • focus35 Re: A gdyby boga nie było... 14.01.09, 00:45
              grgkh napisał:

              > kolebeczka napisała:
              >
              > > Alez grgkh- ja niczego nie usiluje przemycic. Podalam Ci bardzo
              > > konkretny przyklad, ktory nic nie ma wspolnego z ambona.

              grgkh jak zwykle nie zobaczyl tego, ze piszesz o konkrentym
              przykladzie, ktory nie ma nic wspolnego z ambona...
              >
              > Ma. Odnosisz się do kościołkowej reguły, która mówi, że aborcja
              jest
              > zła. Nie jest.
              nie trzeba ulegac kosciolkowym jak piszesz regulom, zeby nie
              popierac aborcji, wiec z ambona nie ma ten przyklad nic wspolnego
              > A przecież i ja, jako ateista, uważam, że aborcja powinna być
              > stosowana w wyjątkowych sytuacjach. Że należy jej zapobiegać.
              i po co pakowac wszedzie kosciolkowe reguly?
              >
              > > Bo- lekarze dajac Ci swistek z wynikami manipuluja Toba
              > > i naginaja w strone aborcji.
              >
              > Bzdura. Ty uważasz, że należy rodzić potworki.
              Liczy się prawda, bezwzględne
              > dążenie do niej. I to powinniśmy przekazywać następnym pokoleniom,
              a
              > lepiej urządzą świat, w którym przyjdzie im żyć. I tylko dla
              prawdy
              > warto żyć. Ja chę dla niej żyć. To jest mój cel. To jest sens
              mojego
              > życia. :)

              a sensem mojego zycia jest zycie, to indywiudualne zycie, ktore
              jednym slowem grgkh wedle swojej prawdy lekko skresla, nazywajac
              potworkami istoty nie dosc racjonalne...
              czy przyszly swiat pelen podobnych grgkh, wyedukowanych pokolen
              bedzie faktycznie lepszy?
              pytanie tylko dla kogo...
              • kolebeczka Re: A gdyby boga nie było... 14.01.09, 13:54
                Alez na to ostatnie pytanie, focus, grgkh sam sobie odpowiedzial:
                ten swiat bedzie lepszy dla PRZYSZLYCH pokolen(?).
                Podejrzewam, ze on sam nie chcialby w tym swiecie zyc, gdy zacznie
                miec Alzheimera i z jego programowania na kompie czy w terminarzu
                nagle nici lacznie z pamiecia. Czym jest edukacja bez pamieci, grgkh?
                Pozostaje wtedy tylko WIARA, ze ktos bedzie (pomimo swojej EDUKACJI)
                mial nad nami litosc.
                Nie zrozumiales zupelnie o czym mowie, bo jest to jasne- czytasz
                ksiazki, ale nie zyjesz.
                A ja Ci powtorze: co daje Ci czarno na bialym? Czy daje Ci algorytm
                dzialania zgodny z Twoim sumieniem czy z prognozami korzystniejszymi:
                -dla jakiegos tam spoleczenstwa
                -dla jakiegos tam kosciola
                -dla jakiejs tam opinii publicznej
                -dla jakiegos tam postepu naukowego
                -dla jakiegos tam dobra ludzkosci
                itp.

                Poza tym- tak naiwnie mysleli racjonalisci XVIII-owieczni.
                Tez mysleli o wyjatkowosci rozumu widzianego mierzonego edukacja
                (czym, nie kim, ale czym jest zatem czlowiek bez edukacji, grgkh? i
                kiedy to jest TA edukacja, a kiedy TYLKO ta edukacja?).
                Tez mysleli, ze przyszle pokolenia beda szczesliwsze, ze beda zyly w
                lepszym swiecie, bo beda WIEDZIALY, nie beda musialy przypuszczac.
                Naprawde az tak malo wiesz, grgkh?
                No i dlaczego mylisz wciaz kosciol z wiara?
                Az tak tym stereotypem przesiaknales pomimo manifestowanego ateizmu?
                Czy uwazasz, ze uposledzonego dziecka nie usuwa sie, bo kosciol jest
                temu przeciwny? Nie naleze do kosciola. A nawet gdybym- nie robie
                czegos dlatego, bo ktos inny tak uwaza.
                I to jest z kolei moja PRAWDA.
                • grgkh Re: A gdyby boga nie było... 14.01.09, 16:03
                  Na szczęście poglądy takie jak wasze stają się coraz mniej
                  popularne. Religia rządziła światem od zawsze i były to rządy
                  terroru i manipulacji. Czy chcę byście zaczęły inaczej myśleć? Zwisa
                  mi to. Ja robię swoje - piszę jak zła jest religia i jaka jest dla
                  niej alternatywa. I na pewno znajdują się ludzie, którym te myśli
                  pomogą w wyborze.

                  Próbowałem z wami dyskutować używając rzeczowej argumentacji. To nie
                  jest możliwe, bo religia broni się wyłącznie kłamstwami, a więc i
                  wasza argumentacja, prędzej lub później, ale musiała zejść do
                  poziomu inwektyw pod moim adresem. Nie tylko pod moim, również
                  innych mądrych ludzi, którzy wzięli rozwód z religią tylko opluwać
                  potraficie.

                  kolebeczka napisała:

                  > Alez na to ostatnie pytanie, focus, grgkh sam sobie odpowiedzial:
                  > ten swiat bedzie lepszy dla PRZYSZLYCH pokolen(?).

                  Tak. Moim celem jest lepszy świat. Waszym - zabezpieczeniem swojego
                  tyłka w niebie po śmierci. Tak więc tylko ja myślę o wszystkich i
                  dla wszystkich staram się o lepsze jutro.

                  > Podejrzewam, ze on sam nie chcialby w tym swiecie zyc, gdy zacznie
                  > miec Alzheimera i z jego programowania na kompie czy w terminarzu
                  > nagle nici lacznie z pamiecia. Czym jest edukacja bez pamieci,
                  > grgkh?

                  Żałosny koniec Twojej argumentacji. To również koniec religii, która
                  Cię motywuje do takiego zachowania.
                  I niech ta wypowiedź zostanie tutaj jako przykład "bożej,
                  chrześcijańskiej miłości bliźniego" i tolerancji dla innych
                  poglądów. Tak, religia to potwornie ogłupiający system produkujący
                  dzikie bestie.

                  > Pozostaje wtedy tylko WIARA, ze ktos bedzie (pomimo swojej
                  > EDUKACJI) mial nad nami litosc.

                  Ja litości, szczególnie twojej nie potrzebuję. Więcej, obawiam się
                  jej, bo to litość katolicka, w której, jak w przypadku matki Teresy,
                  CELEM JEST CIERPIENIE. Uchowaj mnie boże :))) przed waszą litością.

                  Jak wiesz, wszyscy kiedyś umrzemy. Dla mnie długość mojego życia
                  WCALE nie ma znaczenia. Gdy umrę przestanie się wszystko liczyć,
                  zwłaszcza to, co było moimi osobistymi motywacjami. Smutki i radości
                  są tylko teraz. Dotyczą one mnie, ale także wszystkich istot żywych
                  i czujących. Jestem z nimi. Jestem częścią tej społeczności. To, co
                  dotyczy ich, dotyczy także mnie. I w tym sensie czuję się cząstką
                  nieśmiertelnej ciągłości życia przekazywanego dalej i dalej.

                  To zbyt trudne, byś to mogła pojąć. Ty tkwisz w prymitywizmie
                  religijnego schematu, swojej "duszy", która zamiera gdy zasypiasz i
                  zniknie ostatecznie i na zawsze, gdy umrzesz. Ale po nas zastaną
                  całkiem inne ślady. Po Tobie zostanie nienawiść do inności i
                  religijne niewolnictwo, po mnie zostanie świadomość jedności
                  wszystkich istot żywych i potrzeba istnienia dla naszego wspólnego
                  dobra, obojętnie jak je w danym momencie zdefiniujemy.

                  > Nie zrozumiales zupelnie o czym mowie, bo jest to jasne- czytasz
                  > ksiazki, ale nie zyjesz.

                  Żyję. Nie gorzej niż Ty. I mam cel. Ty go nie masz. Ty myślisz tylko
                  o sobie, tylko o tym, by nie podpaść swemu Panu. Nieistniejącemu.
                  Urojonemu.

                  > Poza tym- tak naiwnie mysleli racjonalisci XVIII-owieczni.
                  > Tez mysleli o wyjatkowosci rozumu widzianego mierzonego edukacja
                  > (czym, nie kim, ale czym jest zatem czlowiek bez edukacji, grgkh?
                  i
                  > kiedy to jest TA edukacja, a kiedy TYLKO ta edukacja?).

                  To są dwie różne sprawy. Edukacja zabezpiecza nas przed manipulacją
                  ze strony cwaniaków w czarnych sukienkach. Czy to Cię boli? I
                  drugie – rozum pozwala opisywać PRAWDZIWIE świat. A Ty wolisz baśnie
                  i manipulację. Czy dlatego tak Ci przeszkadza wiedza? Boisz się
                  prawdy? Boisz się krytycyzmu podejścia do Twoich dogmatów? Strach,
                  to jest to, co wpoiła wam religia. Strach przed redukcją do nicości
                  i nienawiść do działań, które do niej prowadzą.

                  Świat mądrzeje i na nic się nie zdadzą Twoje skomlenia.

                  > Tez mysleli, ze przyszle pokolenia beda szczesliwsze, ze beda zyly
                  w
                  > lepszym swiecie, bo beda WIEDZIALY, nie beda musialy przypuszczac.
                  > Naprawde az tak malo wiesz, grgkh?

                  Wiem sporo i na pewno więcej od Ciebie. Tam gdzie jest wiedza, tak
                  jest lepiej. To nauka i wiedza czyni nasz świat bezpieczniejszym,
                  lepszym takim, w którym można bez chorób dożyć do późniejszego
                  wieku. A religia nic w tym kierunku nie uczyniła. Choć panuje nad
                  nami od tysięcy lat, mamy wciąż taki sam gnój, także moralny i także
                  za bezpośrednią przyczyną religii.

                  > No i dlaczego mylisz wciaz kosciol z wiara?

                  Nie mylę.

                  > Czy uwazasz, ze uposledzonego dziecka nie usuwa sie, bo kosciol
                  jest
                  > temu przeciwny? Nie naleze do kosciola. A nawet gdybym- nie robie
                  > czegos dlatego, bo ktos inny tak uwaza.

                  Usuwa nas przyroda, gdy nadejdzie nasz czas – jesteśmy śmiertelni. I
                  to niech będzie za cały komentarz. Usuwanie jest „naturalne”. A
                  Twoja przynależność do religii mnie nie obchodzi. Dyskutuję z Twoimi
                  poglądami, które pochodzą z kultury, której częścią jesteśmy oboje,
                  a która w znacznej mierze ukształtowała się za sprawą religii i
                  nadal jest jej niewolnicą. Dokładnie tak – NIEWOLNICĄ. Czas to
                  zacząć zmieniać.
                  • focus35 Re: A gdyby boga nie było... 14.01.09, 17:11
                    grgkh napisał:

                    > Na szczęście poglądy takie jak wasze stają się coraz mniej
                    > popularne. Religia rządziła światem od zawsze i były to rządy
                    > terroru i manipulacji.

                    a gdzie panie grg my obie w tym watku powolujemy sie na religie????
                    rzeczywistosc niewazna, co sie pisze - tez niewazne, grg widzi TYLKO
                    SWOJEGO DEMONA - i za kazdy przejaw odmiennego zdania, niezaleznie
                    od rzeczywistosci, bedzie wytaczal potok slow o klamliwej religii,
                    czarnych oszustach itd. Ja nie jestem wierzaca a kolebeczka ani razu
                    nie powolywala sie w temacie aborcji na regule jakiejkolwiek wiary,
                    wiec piszesz sobie a muzom. Nie widzac tematu przy okazji...

                    Czy chcę byście zaczęły inaczej myśleć? Zwisa
                    > mi to. Ja robię swoje - piszę jak zła jest religia i jaka jest dla
                    > niej alternatywa.

                    ok - jestes kolejnym nawiedzonym;), w typie kolebeczki i innych
                    tylko z odwrotnym wektorem... ale istota ta sama - slepota na
                    cokolwiek, co jest INNE niz Twoja teoria... i slepota na
                    rzeczywistosc, mimo wyedukowania w pewnych dziedzinach

                    >
                    > Próbowałem z wami dyskutować używając rzeczowej argumentacji.

                    ???? w ktorym momencie, Ty przedstawiles swoje plomienne credo w
                    ogole nie ocierajac sie o wlasciwy temat - czyli to, ze wiedza i
                    edukacja nie moze wyreczyc konkretnego czlowieka w konkretnych
                    wyborach - moze mu dostarczyc informacji itd. ale nie moze za niego
                    dokonac wyboru bo jest to wybor etyczny, a nie czysto pragmatyczny
                    (moze kiedys bedzie pragmatyczny ale tego nie wiemy) - co na ten
                    temat rzeczowego napisales?????

                    To nie
                    > jest możliwe, bo religia broni się wyłącznie kłamstwami, a więc i
                    > wasza argumentacja, prędzej lub później, ale musiała zejść do
                    > poziomu inwektyw pod moim adresem.

                    inwektyw nie uzywalam - masz syndrom oblezonej twierdzy widac,
                    gdybys zauwazyl, ze NIGDZIE nie bronilysmy ani nie powolywalysmy sie
                    na jakakowliek religie zobaczylbys smiesznosc swoich atakow na nas
                    (przypominam - ja nie wyznaje zadnej religii i nie oddaje czci
                    zadnej nadnaturalnej istocie, wiec mnie o czarnych stronach kultow
                    wszelakich nie musisz przekonywac - walczysz w tym momencie z uluda
                    w swojej glowie)



                    Nie tylko pod moim, również
                    > innych mądrych ludzi, którzy wzięli rozwód z religią tylko opluwać
                    > potraficie.
                    >
                    wzielam rozwod z religia dobrych pare lat temu a to, ze dostrzegam
                    swiat inaczej niz Ty to Twoj bol - i pokaz mi JEDEN przyklad, gdzie
                    Cie oplulysmy...
                    to maja byc argumenty?;))

                    > kolebeczka napisała:
                    >
                    > > Alez na to ostatnie pytanie, focus, grgkh sam sobie
                    odpowiedzial:
                    > > ten swiat bedzie lepszy dla PRZYSZLYCH pokolen(?).
                    >
                    > Tak. Moim celem jest lepszy świat. Waszym - zabezpieczeniem
                    swojego
                    > tyłka w niebie po śmierci.

                    nie wierze w zycie po smierci panie grg, wiec Twoj argument o
                    zabezpieczaniu tylka po smierci jest jak kula w plot a kolebeczka
                    ANI RAZU nie powolala sie na religijny dogmat!!! - zauwazylam tylko
                    taki drobiazg, ze zeby miec jakikolwiek cel czy sens (czyli szumniej
                    zwany cel;), czy to bedzie edukowanie innych, poznawanie swiata czy
                    tworzenie czegokolwiek trzeba najpierw zaistniec...

                    tylko to zauwazylam a uslyszalam tyrady o klamstwie i opluwaniu


                    Tak, relig


                    >
                    > Jak wiesz, wszyscy kiedyś umrzemy. Dla mnie długość mojego życia
                    > WCALE nie ma znaczenia.

                    a wyobraz sobie, ze dla innych ma - i tyle na temat tolerancji;)
                    • focus35 Re: a co do samej rozmowy w TOK FM 14.01.09, 17:36

                      ciekawa, choc moim zdaniem prowadzacy audycje pomylil nieco role,
                      zamiast moderowac dyskusje sam stal sie dyskutantem i to dosc
                      powierzchownym - przedstawiciel Towarzystwa Humanistycznego musial
                      doslownie przekrzykiwac prowadzacego i jezuite, co jest zenujace. I
                      za malo czasu mowil, a to co mowil domagaloby sie, moim zdaniem,
                      rozwiniecia - np. fragment o roznych drogach dochodzenia do ateizmu
                      byl bardzo ciekawy. A gdyby powaznie pociagnac koncowy fragment o
                      demokracji, na przykladzie problemu z zaprzysiezeniem Obamy wyszloby
                      szydlo z worka, czyli okazalaby sie, jak sadze w calej krasie
                      autorytarnosc wspolczesnych religii, tkwiaca u ich istoty.
                      • zuq1 formuła w zaprzysiężeniu 16.01.09, 11:39
                        "A gdyby powaznie pociagnac koncowy fragment o
                        demokracji, na przykladzie problemu z zaprzysiezeniem Obamy wyszloby
                        szydlo z worka, czyli okazalaby sie, jak sadze w calej krasie
                        autorytarnosc wspolczesnych religii, tkwiaca u ich istoty." - he, he
                        no właśnie - czy Obama, ale też powiedzmy, każdy inny kandydat,
                        zaprzysiężany na prezydenta może czy nie może dopowiadać
                        formułkę "tak mi dopomóż Bóg?" - moim zdaniem ma prawo ją
                        wypowiedzieć, jak i nie wypowiedzieć - w zgodzie z własnym
                        sumieniem. Ale nie rozumiem, dlaczego jakiś "atol" chce mu jej
                        zakazać. A teraz z innej strony: załóżmy, że w USA wygrywa wybory
                        chrześcijański fundamentalista, który powołuje się na słowa Jezusa:

                        "A Ja wam mówię: W ogóle nie przysięgajcie: ani na niebo – bo jest
                        tronem Boga; ani na ziemię – bo jest Jego podnóżkiem; ani na
                        Jerozolimę – bo jest miastem wielkiego Króla." (Ew. Mateusza 5,34-35)

                        Czy w takim przypadku ma prawo zostać prezydentem, bez złożenia
                        formalnej przysięgi w Kongresie/Senacie? Dlaczego prawo ma go
                        zmuszać do rezygnacji z własnych przekonań? A to właśnie chcą
                        wprowadzać "atole" - zamordyzm.
                        • grgkh Zła formuła w zaprzysiężeniu 19.01.09, 12:46
                          zuq1 napisał:

                          > Czy w takim przypadku ma prawo zostać prezydentem, bez złożenia
                          > formalnej przysięgi w Kongresie/Senacie? Dlaczego prawo ma go
                          > zmuszać do rezygnacji z własnych przekonań? A to właśnie chcą
                          > wprowadzać "atole" - zamordyzm.

                          A jak byś się czuł, gdyby w tej przysiędze powołał się na podległość bogowi zła, jakiemuś Szatanowi? Czy to też byłby zamordyzm?

                          Widzisz, religia to MUSI być całkiem prywatna sprawa człowieka wierzącego. Na zewnątrz, w świecie wszystkich ludzi takie przysięgi są funta kłaków warte. Na przykład dla mnie, który wie na pewno, że bogowie nie istnieją. Do kogo więc się przysięgający odwołuje? Do nieistniejącego wytworu własnej wyobraźni?

                          W świecie administracji pozareligijnej odwołania mogą dotyczyć tylko tego, co jest wspólne dla wszystkich, co jest pewne i udowodnione, bo inaczej staje się to... manipulacją. Poza tym, dlaczego prezydent, który nie wiadomo czy w ogóle wierzy w boga, czy wierzyć w niego będzie jutro, czy wierzy w tego samego boga, co inni, podlegli mu obywatele, ma być przez publiczne wygłaszanie bzdurnej formułki bardziej wiarygodny?

                          Czy fakt, że pokaże on publicznie jakiś związek z bogiem, stawia go automatycznie na lepszej pozycji, niż gdyby tego nie zrobił?

                          Posługujesz się manipulacją, żądasz od wszystkich ludzi, by ten rodzaj absurdalnej deklaracji akceptowali. To obłuda, zuq... Czy tego nie widzisz, żądny władzy dla siebie poprzez system religijnego sklonowania nas wszystkich?

                          I dlaczego ja, ateista, jestem przez Ciebie, teistę tak pogardliwie traktowany ("atol")? Czy naprawdę uważasz, że ludzie niewierzący są źli poprzez sam fakt braku wiary?

                          Religia to źródło nietolerancji, nienawiści, pogardy, żądzy władzy absolutnej, zamordyzmu, który innym usiłujesz przypisać. Religia to zło.
                          • zuq1 Re: "Zła" formuła w zaprzysiężeniu? 19.01.09, 13:14
                            "A jak byś się czuł, gdyby w tej przysiędze powołał się na
                            podległość bogowi zła, jakiemuś Szatanowi? Czy to też byłby
                            zamordyzm?" - źle bym się czuł, ale nie sądzę, abym chciał mu tego
                            zakazać. To ukazuje Twoją przewrotność: Bóg jest źródłem dobra i
                            życia, Szatan zaś ojcem kłamstwa i mordercą. Czy wyobrażsasz sobie,
                            aby ktoś mógł składać przysięgę komuś takiemu? Ja nie bardzo.

                            "Widzisz, religia to MUSI być całkiem prywatna sprawa człowieka
                            wierzącego. Na zewnątrz, w świecie wszystkich ludzi takie przysięgi
                            są funta kłaków warte." - takie jest i moje zdanie. Dla mnie Obama
                            może sobie przysięgać albo nie. Ale dlaczego ktoś chce mu tego
                            zakazać?

                            "Posługujesz się manipulacją, żądasz od wszystkich ludzi, by ten
                            rodzaj absurdalnej deklaracji akceptowali. To obłuda, zuq... Czy
                            tego nie widzisz, żądny władzy dla siebie poprzez system religijnego
                            sklonowania nas wszystkich?" - jak zwykle mnie nie rozumiesz albo
                            nie chcesz zrozumieć. Napisałem i powyżej a także wcześniej, że
                            Obama MOŻE przysięgać i MOŻE NIE przysięgać - wedle własnego wyboru.
                            Ale dlaczego ktoś chce mu odebrać tą możliwość?

                            "I dlaczego ja, ateista, jestem przez Ciebie, teistę tak pogardliwie
                            traktowany ("atol")? Czy naprawdę uważasz, że ludzie niewierzący są
                            źli poprzez sam fakt braku wiary?" - a dlaczego Ty określasz ludzi
                            wierzących mianem "religiant"? Albo inni ateiści Twojego pokroju
                            (katol, ciemnogród, facet w czarnej sukience)? "Atol" - to
                            określenie prawie pieszczotliwe - kojarzy się ciepłym morzem, plażą
                            i wakacjami. A czy Ty naprawdę uważasz, że ludzie wierzący są źli
                            przez sam fakt wiary w Boga?

                            "Religia to źródło nietolerancji, nienawiści, pogardy, żądzy władzy
                            absolutnej, zamordyzmu, który innym usiłujesz przypisać. Religia to
                            zło." - piszesz nowej religii, ateizmie. To są wasze owoce.
                            • focus35 Re: "Zła" formuła w zaprzysiężeniu? 20.01.09, 00:21
                              zuq1 napisał:

                              > "A jak byś się czuł, gdyby w tej przysiędze powołał się na
                              > podległość bogowi zła, jakiemuś Szatanowi? Czy to też byłby
                              > zamordyzm?" - źle bym się czuł, ale nie sądzę, abym chciał mu tego
                              > zakazać.

                              tez sadze, ze zakazywanie to za duzo - i sadzac po tym, co Obama
                              mowil w trakcie wyborow na temat religii, formulka ani jego wyznanie
                              nie powinny miec wplywu na jego polityke - tylko wiadomo, ze ludzie
                              w trakcie wyborow mowia duzo, co robia po wygranej, to inna
                              kwestia...

                              przed wygrana mowil z sensem na ten temat -
                              www.youtube.com/watch?v=Ojo2WDfHOpc&eurl

                            • grgkh Re: "Zła" formuła w zaprzysiężeniu? 22.01.09, 19:27
                              zuq1 napisał:

                              > Obama MOŻE przysięgać i MOŻE NIE przysięgać
                              > - wedle własnego wyboru.
                              > Ale dlaczego ktoś chce mu odebrać tą możliwość?

                              Otóż nie jest tak. On wyboru nie ma. Taka jest procedura. I chodzi wyłącznie o to, że tę procedurę narzucono kiedyś w imię wiary w NIEISTNIEJĄCEGO Boga. Prezydentura, to nie jest służba Bogu, ale krajowi. To funkcja cywilna. Pod Obamę pracuje ogromna ilość ludzi, cywili, któzy nie są księżmi i dla których tekst tej przysięgi nie znaczy NIC. I to dla nich taki styl "obietnicy", że będzie się w porządku człowiekiem, jest pusty, nic nie znaczący, jest oszustwem. Bo jeśli można się powoływac na nieistniejącego bożka, to i sama wartość przysięgi nie jest nic warta. A warta może być tylko dla kręgu ludzi związanych z kościołem, z TĄ WŁĄŚNIE religią i tam mógłby ja Obama składać jako coś uwiarygodniającego jego przyszłe decyzje.

                              Występuję przeciwko temu (może raczej wyrażam swoją opinię, bo nie ma ona w zamiarze mieć mocy sprawczej) ponieważ chciałbym, byśmy wszyscy, jako ludzkość, nie posługiwali się rozumianym tylko w wąskich kręgach "wtajemniczonych" slangiem. Bo co to ma do diaska znaczyć, że Bóg ma w czymś dopomagać? Ręką, nogą, oświeceniem mądrością otrzymywaną podczas seansów łączności z zaświatami? W czym ten Bóg ma dopomagać, że mądrośc ludzką ma się w takiej pogardzie, iż stawia się nad nią mądrość pochodzącą od kapłaństwa, jak ta o zapłodnieniu in vitro prezentowana przez kler katolicki pod wodzą naczelnego szamana Benka 16.? Czy ja, normalnie, logicznie myślący człowiek, mający zaufanie do medycyny, a wątpiący w egzorcyzmy mam technice egzorcyzmów dawać pierwszeństwo przed nauką i wiedzą uzyskaną dzięki mądrości cywilnych umysłów? W czym teologia i przysięga pomogła Bushowi w jego bardzo kiepskiej prezydenturze?

                              Religia stawia sobie świadectwo. Pod nią kryją się oszuści, którzy wdrapawszy się na szczyty władzy wymachują nam tutaj religijnymi deklaracjami, mającymi uspokoić naszą nieufność i uśpić naszą czujnoiść. Toż w kjońcu ma im dopomagać Bóg, więc chyba należy im uwierzyć.

                              I tak brniemy we wspólne szaleństwo pod religijnymi sztandarami. A nieuctwo i manipulacja zwalczające prawdziwą wiedzę i kompetencję wygrywają. Bo wczesniej, podczas wyborów posługujemy się tą samą, obrzydliwą sztampą - co ma w nazwie religijne motywy, to MUSI być lepsze. Rzygać się chce, gdy sobie to uświadamiam. Cały fałsz tego świata oparty na nieustającej manipulacji, że Bóg jest dobry, a ten, co się zapisze do partii Boga uzyskuje ten sam stygmat. A przy okazji szyje się wór pokutny dla tych, co nie wierzą, bo w kulturowym schemacie są... oczywiście, gorsi!!!

                              Deklaracje z Bogiem w tekscie MUSZĄ zniknąć z życia publicznego, bo umozliwiają dochopdzenie do władzy cwaniakom, którzy w Boga nie wierzą, zasad religii nie stosują DO SIEBIE, a używanie religii daje im daje przewagę nad ludźmi uczciwymi.

                              Religia jest złem tego świata. Między innymi z tego, ważnego powodu.

                              > A czy Ty naprawdę uważasz, że ludzie wierzący są źli
                              > przez sam fakt wiary w Boga?

                              Niektórzy są w ąśnie z tego powodu źli. A o pozostałych nie będę się wypowiadfał, bo to ich prywatna sprawa. Wiara, to ułomność umysłowa. Czy to do Ciebie dociera? Przedkładanie nieudowadnialnych, fałszywych dogmatów nad dążenie do prawdy jest złe z założenia. I dlatego ci, którzy podlegają wirusowi wiary powinni pozostawić tę cechę swojego charakteru wyłącznie dla siebie, tak, by nikt z pozostałych członków społeczeństwa nie odczuwał, że tamci chcą im cokolwiek, choćby jakąś pierdułkę, narzucić, bo im to NAKAZUJĄ te dogmaty.

                              > "Religia to źródło nietolerancji, nienawiści, pogardy, żądzy
                              > władzy absolutnej, zamordyzmu, który innym usiłujesz przypisać.
                              > Religia to zło." -

                              > piszesz nowej religii, ateizmie. To są wasze owoce.

                              Ateizm nie jest religią, a tylko jej brakiem. Jeśliś tego dotąd nie przyjął do wiadomości, to znaczy, że masz zdecydowanie złą wolę w kontaktach z ateistami i domyślnie jednak przypisujesz im zło. Wynika z tego także i to, że jesteś gotów ich zwalczać. A przecież ja zrezygnowałem tylko z jednego bożka więcej niż Ty. A więc i Ty w pewnym sensie jesteś areligijny oraz niewierzący.

                              Moja determinacja wzrasta wskutek tego, że wciąż nasza, ateistów pozycja w kulturowej świadomości jest zdecydowania gorsza niż wasza, religiantów. Dość waszych nieuzasadnionych przywilejów. Przygotuj się na to, że takich jak ja będzie coraz więcej i będziemy zabierali głos coraz wyraźniej. Dotąd tak będzie, aż sprawiedliwości stanie się zadość i wszyscy ludzie będą mogli swobodnie zapoznać się z dowodem na nieistnienie bogów, a także wybrać to, co jest prawdziwe. Aż przestaniecie mieć większe niż my prawa. Bo po waszej stronie jest kłamstwo w samym założeniu, a wszystko, co na nim opieracie też jest zakłamane.
                    • focus35 Re: do kolebeczki - wybacz:) 15.01.09, 17:23
                      focus35 napisała:


                      >
                      > ok - jestes kolejnym nawiedzonym;), w typie kolebeczki i innych
                      > tylko z odwrotnym wektorem... ale istota ta sama - slepota na
                      > cokolwiek, co jest INNE niz Twoja teoria... i slepota na
                      > rzeczywistosc, mimo wyedukowania w pewnych dziedzinach

                      przejezyczylam sie oczywiscie - mialam na mysli krytykantke, piszac
                      o nawiedzeniu, nie Ciebie!!! - teraz dopiero to dostrzeglam - musze
                      chyba zazywac jakis Bilobil czy inny specyfik!!! wybacz...
                      • kolebeczka Re: do kolebeczki - wybacz:) 15.01.09, 18:21
                        oj na serio? A ja tam lubie, jak mnie podejrzewaja o bycie
                        krytykantką albo z nią mylą,
                        no i podejrzewają- mimo naiwnych pytan,
                        zem tez ciut "wyedukowana w pewnych dziedzinach", he he:)))
                        • focus35 Re: do kolebeczki - wybacz:) 15.01.09, 18:26
                          kolebeczka napisała:

                          > oj na serio? A ja tam lubie, jak mnie podejrzewaja o bycie
                          > krytykantką albo z nią mylą,
                          > no i podejrzewają- mimo naiwnych pytan,
                          > zem tez ciut "wyedukowana w pewnych dziedzinach", he he:)))

                          na serio!!!:) krytykantke tez lubie, ale juz jej postow raczej nie
                          czytam, bo jest nawiedzona:) a Ty jestes myslaca i otwarta, wiec
                          przeciwienstwo nawiedzenia - no i nie ma w Tobie za grosz agresji,
                          jak mi sie wydaje, co jest blogoslawione, ze tak uzyje niemojego,
                          czyli religijnego jezyka;)!!!
                  • kolebeczka Re: A gdyby boga nie było... 14.01.09, 17:33

                    No to tylko jeszcze podsumowac:
                    Przychodza focus i kolebeczka do grgkh:
                    "Sluchaj, moglbys nam pomoc?"
                    Grgkh: "Nie mam czasu. Zastanawiam sie jak uzdrowic ludzkosc."

                    A tak jeszcze spytam grgkh- czy jestes czlowiekiem znikad?
                    Zadnych cytatow w zyciorysie, inspiracji- ot STALES sie i jestes-
                    nieczuly na swiat, ktory wplywa na Ciebie, choc twardo mowisz,
                    ze NIE.
                    Bardzo nieracjonalny z Ciebie racjonalista.
                    Jako my wszyscy z miesa i ze strachu.
                    • grgkh Prawda ponad wszystko 14.01.09, 19:43
                      kolebeczka napisała:

                      > No to tylko jeszcze podsumowac:
                      > Przychodza focus i kolebeczka do grgkh:
                      > "Sluchaj, moglbys nam pomoc?"
                      > Grgkh: "Nie mam czasu. Zastanawiam sie jak uzdrowic ludzkosc."

                      Potrzebujesz prywatnej pomocy? Zwróć się do mnie prywatnie. Tutaj
                      nie ma miejsca na to. A co złego jest w wypisaniu tutaj wyników
                      moich przemyśleń?

                      > A tak jeszcze spytam grgkh- czy jestes czlowiekiem znikad?
                      > Zadnych cytatow w zyciorysie, inspiracji- ot STALES sie i jestes-
                      > nieczuly na swiat, ktory wplywa na Ciebie, choc twardo mowisz,
                      > ze NIE.

                      Tutaj występuję wyłącznie jako pewne poglądy, choć zdarzało się, że
                      mówiłem i o swoich prywatnych sprawach. Przyjąłem zasadę, nie
                      dyskutuję z nikim na zasadzie zawierania sojuszy. Nie starm się
                      pamiętać kto, kiedy i jak się wypowiadał. W gruncie rzeczy to jest
                      mało istotne i nie powinno dla tematyki forum mieć żadnego
                      znaczenia. Mówię o religii i jej znaczeniu. O zakłamaniu, które jest
                      jej główną cechą. Ktoś mógłby mi zarzucić, że nie biorę pod uwagę
                      tego, że religia bywa przyczyną czegoś pozytywnego. To nieprawda.
                      Dobrzy lub źli jesteśmy my, ludzie - a jesteśmy tacy POPRZEZ
                      SUBIEKTYWNĄ OCENĘ naszych czynów. Pierwsze - systemy, które kierują
                      maszym działaniem zawierają elementy (założenia) skłaniające nas do
                      określonych decyzji. I druga sprawa - mogą się one opierać na
                      dążeniu do ustalenia prawdy lub są ewidentnie oparte na fałszach.

                      NIGDY NIE BĘDĘ TOLEROWAŁ SYSTEMÓW OPARTYCH NA FAŁSZU.

                      Nasze państwo stało się niemal własnością kleru jednej z religii.
                      Inne religie nie są lepsze, bo wszystkie mają takie same cechy. A
                      nasz kler? Rządzi wszędzie, powołuje się na historię, zakłamuje ją,
                      ustala prawa, wtrąca się do nauki, decyduje o życiu obywateli, także
                      tych, którzy nie mają z religią nic wspólnego, okrada nas z ziemi,
                      ustala bzdurną moralność, żąda władzy, wciąż większej i większej, a
                      to wszystko dobywa się ponad prawem, a atmosferze hipokryzji,
                      świętoszkowatości.

                      Na takiej moralności wyrosło nasze społeczeństwo. Zastanów się nad
                      sobą także, czy nie masz z tej katolickiej moralności coś w sobie?
                      Ja także mam. Ale staram się to zwalczyć. Szukam czegoś, co jest
                      niezależne od religii, od jakiejkolwiek, co jest PRAWDZIWE, bo nie
                      oparte na źródle, na dogmatach.

                      Nauka jest nauką tylko dotąd, dopóki potrafi być krytyczna wobec
                      wszystkiego. Świętości, ani żadne absoluty nie istnieją. Wszystko
                      można (teoretycznie) podważyć i obalić, ale trzeba tego chcieć i
                      zrobić to solidnie argumentując.

                      To nieprawda, że jestem nieczuły na świat. I to jest jeden z
                      argumentów, który nazwać mógłbym obelgą pod moim adresem. Poszukaj w
                      swoich poprzednich postach, znajdziesz tam inne podobne. Jeśli ja
                      odpowiadam emocjonalnie i zbyt szybko, to Tobie można zarzucić to
                      samo.

                      > Bardzo nieracjonalny z Ciebie racjonalista.

                      Nie podporządkowuję się dogmatom i mówię wszystkim, że tak należy
                      dla naszego, publicznego zdrowia robić zawsze i wszędzie. Czy to
                      źle? Myślę logicznie. Jestem racjonalistą o tyle, o ile chcę i
                      potrafię nim być. Jaka jest Twoja definicja racjonalisty?

                      > Jako my wszyscy z miesa i ze strachu.

                      Nie boję się nikogo i niczego, co jest irracjonalne. A ból? Jeśli
                      będę dogorywał w cierpieniu, to zażądam, żeby mi pomożono odejść na
                      zawsze. Takie jest moje, istoty żywej prawo i nikt mi go nie
                      odbierze. I nie będzie to ucieczka. Nie chcę obarczać opieką nad
                      sobą swoich bliskich, chcę, by zapamiętali mnie takim jakim byłem
                      gdy byłem w pełni sił. Nie chcę być pasożytem. I nie chcę cierpieć
                      dla przykładu albo dlatego, że nasza kultura, za sprawą religii,
                      cierpienie stawia za wzór. To bzdura. Ciepienie należy
                      minimalizować, zwalczać, ale w żadnym przypadku epatować się jego
                      istnieniem. Ale i ból potrafię znosić i... wizyt u dentysty się nie
                      boję. Czego mam się bać? Żyję pomiędzy wspaniałymi ludźmi i jest nam
                      dobrze ze sobą. Ale gdy przyjdzie czas, odejdę, a odejdę w spokoju,
                      bo wiem, że przekazałem innym tyle, ile potrafiłem.

                      Liczy się tylko prawda i dążenie do niej. Kłamstwo i fałsz są
                      przyczyną największych nieszczęść ludzkości. Jeśli dziś my jesteśmy
                      z tego powodu nieszczęśliwi to dlatego, że kiedyś pozwolono
                      kłamstwom wygrywać z prawdą. Chcę naszym następcom oszczędzić choćby
                      części tych skutków, na tyle, na ile jest to możliwe.

                      Wiem, nie zbawię świata. Ale krople drążą skałę. Ktoś musi to mówić.
                      I Ty mi tego nie zabronisz.
                    • focus35 Re: A gdyby boga nie było... 14.01.09, 21:05
                      kolebeczka napisała:

                      >
                      > No to tylko jeszcze podsumowac:
                      > Przychodza focus i kolebeczka do grgkh:
                      > "Sluchaj, moglbys nam pomoc?"
                      > Grgkh: "Nie mam czasu. Zastanawiam sie jak uzdrowic ludzkosc."
                      >

                      to za duzy skrot kolebeczko:) nie przychodze do grg po pomoc;) -
                      zabieram glos na forum, bo zauwazam problem, ktory pojawil sie w
                      wyniku Twojego wpisu, a ktory w skrocie sprowadza sie do tego, ze z
                      wiedzy nie wynika informacja etyczna - wiedza jest zbiorem
                      informacji, ktore mozna wziac pod uwage przy dokonywaniu wyboru i
                      tylko tyle.


                      > A tak jeszcze spytam grgkh- czy jestes czlowiekiem znikad?
                      > Zadnych cytatow w zyciorysie, inspiracji- ot STALES sie i jestes-
                      > nieczuly na swiat, ktory wplywa na Ciebie, choc twardo mowisz,
                      > ze NIE.
                      > Bardzo nieracjonalny z Ciebie racjonalista.
                      > Jako my wszyscy z miesa i ze strachu.


                      skad grg pochodzi itd. mnie nie interesuje - odpisuje na jego posty
                      i odnosze sie wylacznie do tego, co napisal...
                      • kolebeczka Re: A gdyby boga nie było... 15.01.09, 09:09
                        Ale zescie sie o to slowo POMOC obruszyli:)))
                        Tu przecie nie o nią doslownie tu chodzilo, ale o prosty fakt, ze
                        grgkh ma ciut rozdwojenie jazni: kocha ludzkosc i przydeptuje
                        jednoczesnie malą czastke tej ludzkosci, do ktorej nalezy...wolnosc
                        wyboru, takze miedzy wiarą a niewiarą.
                        Oczywiscie wcale tak do konca nie musi byc, bo podobno krowa co duzo
                        ryczy...a to akurat przyslowie, co i mnie jak najbardziej obejmuje,
                        he he.
                        Grgkh- zauwaz, ze jako zwolennik postepu ludzkosci nie mozesz sobie
                        tak po prostu odejsc- zalozmy, ze masz owego Alzheimera lub itepe.,
                        jakze naukowcy bez obiektu doswiadczen wymysla lek przeciw chorobie?
                        Liczysz na innych kamikadze? Czyzbys tchorzyl, bo Cie co zaboli albo
                        Cie kto glupkiem nazwie albo straci do Ciebie cierpliwosc? Zadnej
                        woli walki i poczucia odpowiedzialnosci wobec przyszlosci nauki? To
                        troche taka meska hipochondria...
                        Jak bywalam nie raz w szpitalu, to milo mi nie bylo w towarzystwie
                        studentow na zabiegach, ale- coz- czlek przygryza to i owo w imie
                        nauki.
                        Zauwaz, ze nikt tu nie mowi o martyrologii chrzescijanskiej, ale
                        fakt faktem takze niewierzacy MUSI niejednokrotnie w zyciu cos
                        poswiecic, zeby cos zyskac, no chyba, ze nie na tym swiecie zyje, co
                        jest niekiedy wcale nienajgorszym rozwiazaniem.
                        Jesli sie obrazasz na moje slowa "POMOC" i "STALES SIE NIECZULY NA
                        SWIAT" tzn., ze znow czytasz slowa, ale nie czytasz ich znaczenia,
                        co zreszta potwierdzasz piszac: "Nie staram się
                        pamiętać kto, kiedy i jak się wypowiadał. W gruncie rzeczy to jest
                        mało istotne i nie powinno dla tematyki forum mieć żadnego
                        znaczenia. Mówię o religii i jej znaczeniu."
                        To bardzo niefajne nie wiedziec co kto pisze, za to machac swoim
                        JEDYNYM SZTANDAREM z haslem "Prawda ponad wszystko". Wciaz nie
                        umiesz odpowiedziec jaka to PRAWDA. Bo podejrzewam- to nas
                        wszystkich ludzi laczy: my jej dopiero szukamy, kazdy swoimi
                        metodami. Jeden popada w ekstaze religijna, drugi podaza za
                        ostatnimi niusami ze swiata nauki, trzeci dochodzi do wniosku, ze
                        bez cytatow z obu obozow zyc sie nie da. I oto chodzilo mi z
                        cytatami. Jestes nawet TY spadkobierca historii, z ktorej nie sposob
                        wymazac np.podlosci KK, ale rowniez np.swietnej architektury
                        sakralnej czy roli klasztorow, ktore pociagnely za soba nastepne
                        etapy. MOwiac z takim namaszczeniem o przyszlych pokoleniach nie
                        zapominasz chyba, ze nie jestes znikad?
                        To mialam na mysli mowiac "nieczuly na swiat" czyli zyjacy bez
                        kontekstu. Pamietasz debate w sprawie zburzenia Palacu Kultury w
                        Wawie? Pewni ludzie nie chcieli niewygodnego symbolu przeszlosci, a
                        pewni- zaakceptowali go wcale nie gloszac jednoczesnie, ze ten
                        system byl dobry, ale zbudowali cos nowego naokolo (pominmy wartosc
                        tych uzupelnien)- wpisali sie w kontekst, nawet jesli ten kontekst
                        jest im ideowo niemily.

                        Piszesz tez:
                        "Nie boję się nikogo i niczego, co jest irracjonalne. A ból? Jeśli
                        będę dogorywał w cierpieniu, to zażądam, żeby mi pomożono odejść na
                        zawsze. Takie jest moje, istoty żywej prawo i nikt mi go nie
                        odbierze. I nie będzie to ucieczka. Nie chcę obarczać opieką nad
                        sobą swoich bliskich, chcę, by zapamiętali mnie takim jakim byłem
                        gdy byłem w pełni sił. Nie chcę być pasożytem. I nie chcę cierpieć
                        dla przykładu albo dlatego, że nasza kultura, za sprawą religii,
                        cierpienie stawia za wzór. To bzdura. Ciepienie należy
                        minimalizować, zwalczać, ale w żadnym przypadku epatować się jego
                        istnieniem. Ale i ból potrafię znosić i... wizyt u dentysty się nie
                        boję. Czego mam się bać? Żyję pomiędzy wspaniałymi ludźmi i jest nam
                        dobrze ze sobą. Ale gdy przyjdzie czas, odejdę, a odejdę w spokoju,
                        bo wiem, że przekazałem innym tyle, ile potrafiłem."

                        Cieszy mnie, ze poza bolem u dentysty innych bolow nie doswiadczasz,
                        ze zyjesz wsrod wspanialych ludzi i dobrze Wam ze soba. Zycze Ci,
                        aby tak bylo i abys nie skonczyl jak moj kolega ze studiow, ktory
                        jako student glosil: "Nigdy sie nie zeszmace przed zadnym
                        inwestorem. Sztuka zwyciezy. Bede zawsze zyl w prawdzie. Dzis
                        trzepie katalogowe domki-koszmarki dla klienta, co chcialby
                        hiszpanska wille ze szlacheckimi przodkami na wsi pod Wawa i
                        jeszcze, zeby tanio bylo". Nie wnikajmy tu w temat gustow, zebysmy
                        sie znow zle nie zrozumieli, tylko widzisz, ten kolega zostal
                        postawiony w zyciu przed sytuacja, ze albo trzepie takie domki pod
                        wlasnym szyldem i przezywa na rynku (czytaj: w zyciu) albo idzie
                        wyslugiwac sie u kogos innego w biurze. Wybral wolnosc i swoja jakas
                        tam zmodyfikowana po latach PRAWDE, tylko czy ta wolnosc to ta sama
                        ze studenckich lat?
                        Pozyjesz- zobaczysz. Moze bedziesz mial rzeczywiscie szczescie
                        odejsc swiadomie z tego swiata. Ale moze tez ktos o tym niestety
                        zadecydowac za Ciebie. Jeszcze na dlugo przed, zanim sam
                        stwierdzisz, ze "przyszedl juz czas".
                        To jest wlasnie niebezpieczenstwo panowania jednej wizji swiata.
                        Jesli bedzie monopol religijny czy monopol naukowy to skutki beda
                        zawsze te same: o niczym nie bedziesz mogl decydowac, bo beda cele
                        wyzsze, ktore okreslą wyzsze rangą jednostki, nie Ty.
                        Dlatego cudowne jest, ze mamy mieszanine religii i niewiary, bo
                        dopiero przez ten zapluty pluralizm dorastamy do jakiejs prawdy
                        i jestesmy mniej podatni na choroby, czego dowodem monokultury lesne.

                        A gdyby boga nie bylo- to znajdzie sie inny "bog", to bedzie
                        inny "oltarz" i inne "hymny". Od formy nie mozna sie uwolnic,
                        najwyzej ja zastąpic inna.
                        Wierz w swojego boga i krzycz dopiero wtedy "precz z waszym bogiem",
                        gdyby cie kto do tego "waszego boga" zmuszal.
                        Dlaczego nawracasz innych na swoja religie?
                        Nie wiem, jak w Tobie, ale we mnie zawsze misje wzbudzaja niesmak.

                        Pozwole sobie wreszcie optymistycznie zakonczyc z naszej noblistki:
                        " I roznimy sie od siebie jak dwie krople czystej wody".
                        Mozesz sie nie zgadzac, jak zwykle:)))
                        • grgkh Do kolebeczki i focusa 15.01.09, 16:02
                          kolebeczka napisała:

                          > grgkh ma ciut rozdwojenie jazni: kocha ludzkosc i przydeptuje
                          > jednoczesnie malą czastke tej ludzkosci, do ktorej
                          > nalezy...wolnosc wyboru, takze miedzy wiarą a niewiarą.

                          Czy to na pewno właśnie ja mam rozdwojenie jaźni, a nie... Ty? ;)

                          W przestrzeni publicznej, pomiędzy nami, są zasady. Mogą być prawdziwe lub fałszywe. Ja godzę się WYŁĄCZNIE na dążenie do tych prawdziwych. Ty dopuszczasz prawdę jako coś ważnego, ale pozwalasz istnieć również zadsadom fałszywym (wierze i wynikającym z niej dogmatom). Rozumiesz?

                          Przy tym mnie chodzi głównie o samą zasadę dotyczącą wszystkich zasad - tylko suma wszystkich prawdziwych zasad może dać system prawdziwy. Skażenie fałszem czyni całość nieprawdziwą. Przynajmniej dążmy do tego. Nie mówmy, że wiara ma takie same prawa. Nie ma.

                          Nie myśl, że w życiu kieruję się zawsze i wyłącznie tak idealnymi regułami. Musiałbym byc chyba wtedy natychmiast uznany przez moje otoczenie jak jakiś święty, skończony altruista itp. Jestem zwykły, przeciętny, ale... Nigdy nie wybieram fałszu, który próbowałbym komuś narzucić. Dlatego zanim podejmę jakieś działanie wobec innych, staram się mozliwie najdokładniej ocenić kontekst, w któym ono występuje. A do tego jest potrzebne dążenie do wiedzy.

                          I tu jest ten drugi element - wiedza. Nie jest ona receptą na wszystko co złe, ale ma bezwzględne pierwszeństwo przed niewiedzą, a zwłaszcza przed wspomaganiem się fałszami, manipulacją. A wiara, nie dość, że rezygnuje z dociekań, to jeszcze próbuje nam wmówić, że rezygnacja z wiedzy, taka świadoma rezygnacja, jest w porządku.

                          Rozeszliśmy się z poglądami na skutek schematu, któremu - jak mi się wydało - podlegasz, a na który ja się pod żadnym warunkiem nie godzę.

                          Ten schemat jest dziedzictwem kulturowym. Zawiera w sobie element manipulacji. Myli - zapewne świadomie - dwie sprawy: (1) wolności myślenia i wypowiedzi oraz (2) tego, co ze względu na logikę jest prawdziwe lub fałszywe. I o tym piszę tu od początku.

                          Wolność - tak. Ale wolność jest względna.

                          Prawda - tylko prawda jest "prawdziwa", ale prawda musi mieć odniesienie do wiedzy, o którą my sami musimy dla siebie dbać.

                          Religia kształtowała naszą kulturę i jestem przekonany, że na ten jej aspekt miała i nadal ma ogromny wpływ. Dlatego wciąż odnoszę się do tej wrednej roli religii w naszym życiu. Czasem może nadużywam przypisywania jej związku z wypowiedziami innych, ale wydaje mie się, że ten związek istnieje zawsze, bo od korzeni kulturowych nie jesteśmy w stanie się całkowicie nigdy odciąć.

                          Pomyśl, czy Ty miałabyś jakieś inne, istotne przesłanki do tego, by zezwalać na włączanie wiary - w jakiejkolwiek postaci, nawet niekoniecznie religijnej - do poglądów na świat, na życie, na współistnienie, gdyby w ogóle nie istniała w naszym otoczeniu religia z jej nadzwyczajnymi przywilejami? Czy jest inne środowisko, które obroniłoby ten absurdalny motyw myślenia jako coś istotnego dla światopoglądu człowieka?

                          Może polityka? Może, czasami...

                          Wyobraź sobie świat, w którym przestajemy mieć szacunek dla "świętych krów" i - nie po to, by je lżyć, ale by poddawać je krytycznej ocenie - etykietkujemy wszystko jako prawdziwe, a więc mogące być podstawą do dalszych wnioskowań lub fałszywe, a więc niegodne zainteresowania na poważnie. Czy to byłby zły świat? A przecież rózni się tylko tym, że jesteśmy szczerzy, niezakłamani, nie posługujemy się obłudnym "szacunkiem" w staosunku do tez, z których w innym miejscu możemy kpić.

                          Prawda i wiedza. To jest podstawa. Tam, gdzie nie ma dążenia do prawdy, tam pojawia się fałsz ubierany w szmatki prawdziwości, zakłamanie, obłuda, hipokryzja, erozja zasad moralności, relatywizm, manipulacja itp. Usunięcie części podstaw zła zmniejsza to zło.

                          Dość często zdarza mi się w czasie dyskusji łapać moich oponentów na manipulacji. Dają jakieś przykłady, które mają uzasadniać prawdziwość ich tez, ale bazują one na ograniczaniu kontekstu. Wystarczy to, o czym mówię, trochę wiedzy i ogólniejsze spojrzenie na kontekst i od razu można znaleźć kontrprzykład, który obala ich wcześniejsze, fałszywe "prawdy". A więc wiedza jest postawą porządkowania wszystkiego, co mamy w głowach. A co tam mamy?

                          To też wychodziło w tej rozmowie. Wielokroć dowodziłem, że nie jesteśmy niczym więcej niż biologicznymi, "myślącymi", automatami. Ale to przekonanie o unikalności, niezwykłości naszego myślenia, to złudzenie. A tymczasem cały gmach naszej świadomości opiera się na skończonej ilości zapisanych w mózgu relacji, zdań, któym przypisujemy prawdziwość lub fałsz. Pomieszanie tych dwóch kategorii lub traktowanie ich raz tak, a drugim razem na odwrót, to najlepsza droga do chaosu, do pewnego rodzaju "schizofrenii myślowej". A przecież tak chaotycznie myślący i dzaiłający ludzie nie istnieją w próżni, ale pomiędzy nami, wpływają na nas, na nasze otoczenie i tak stają się przyczyną, zalążkiem chaosu informacyjnego, destrukcji zasobów kultury ludzkiej, czyli tego wszystkiego, co czyni z nas myślących ludzi.

                          Czy dla tolerowania takiego zachowania innych mamy się wycofać na ubocze i zrezygnować z wygłaszania naszej o tym opinii?

                          Będzie tego. Przepraszam za nazbyt ostre momentami słowa, ale jest zazwyczaj tak, że mówiąc coś nie mamy pojęcia, jak to naprawdę zostanie przez innych odebrane. No i potem jest... wojna. Zbędna. Bo tylko pokój i tłumaczenie ma sens. Mam nadzieję, że tym razem zostałem przez was obie lepiej zrozumiany. A więc czyńmy pokój. Ale też mówmy prawdę i wskazujmy, co jest fałszywe.
                          • kolebeczka Do grgkh 15.01.09, 16:50
                            grgkh napisał:

                            > Czy to na pewno właśnie ja mam rozdwojenie jaźni, a nie... Ty? ;)

                            Przeciez zacytowalam Ci Wisie Szymborska, czego jeszcze chcesz?:)))
                            A teraz pytanie do myslacego automatu od niemyslacego automatu:
                            Gdzie chodzisz do serwisu i skad wiesz, ze ten jest PRAWDZIWY?
                            • grgkh Do kolebeczki 15.01.09, 17:23
                              kolebeczka napisała:

                              > Gdzie chodzisz do serwisu i skad wiesz, ze ten jest PRAWDZIWY?

                              Posługuję się METODĄ. :)))

                              .
                              .
                              .
                              .
                              .
                              .
                              .
                              .
                              .
                              .
                              .
                              .
                              .
                              .
                              .
                              .
                              .
                              .
                              .
                              .
                              .
                              .
                              .
                              .
                              .
                              .
                              .
                              .
                              .
                              .
                              .

                              Poszerzam wiedzę na ten temat. I na podstawie tej wiedzy podejmuję decyzję?

                              A co chcesz naprawić? Mogę Ci jakoś pomóc? ;)
                              • kolebeczka Re: Do kolebeczki 15.01.09, 17:56
                                grgkh napisał:
                                > A co chcesz naprawić? Mogę Ci jakoś pomóc?

                                To Ci mnie zacytuje:
                                "wszystko to naprawianie swiata"
                                • grgkh Re: Do kolebeczki 15.01.09, 18:09
                                  Fakt, zgubiłem wątek. :) Ale odpowiedź i tak wyszła "na temat".
                          • focus35 Re: w sprawie rozumienia lub jego braku 15.01.09, 18:11
                            grgkh napisał:

                            >
                            "Prawda i wiedza. To jest podstawa. Tam, gdzie nie ma dążenia do
                            prawdy, tam poj
                            > awia się fałsz ubierany w szmatki prawdziwości, zakłamanie,
                            obłuda, hipokryzja,
                            > erozja zasad moralności, relatywizm, manipulacja itp. Usunięcie
                            części podstaw
                            > zła zmniejsza to zło."

                            tutaj calkowicie sie zgadzamy - jak wszedzie z grubsza w sprawie
                            religii - dla mnie to, co piszesz jest oczywiste i banalne!!!
                            nie mam misji gloszenia w kazdym temacie o klamstwach religii - mam
                            za to zwyczaj, zeby rozmawiac na temat i starac sie odpowiadac na
                            pytania, problemy zadane przez adwersarza, w kazdym razie czytac, to
                            co napisali INNI

                            a jesli chodzi o prawde i wiedze - w zadnym miejscu ani kolebeczka
                            ani ja nie wypowiadalysmy sie przeciw!!!!

                            czy widzisz, ze uzywasz wpisow innych jako bazy do gloszenia swojej
                            prawdy - to nie jest dyskusja tylko misyjnosc;)))
                            dlatego nie liczac na odpowiedz ale raczej zeby sprecyzowac kwestie,
                            ktora nas poroznila - wracam do tematu podwatku:)

                            "I tu jest ten drugi element - wiedza. Nie jest ona receptą na
                            wszystko co złe (...)"

                            a kto z nas tak twierdzil?
                            przypomne, co pisalysmy - wiedza nie jest recepta ani na zlo ani
                            dobro - wiedza jest obok tematow etycznych - dotarlo?

                            jesli sie myle, prosze o wyprowadzenie mnie z bledu...!!!!

                            bomba atomowa i inne wynalazki mysli ludzkiej - jak bedzie
                            wykorzystana tego wiedza nam nie powie
                            wiedzy sie uzywa ale do czego i z jakich powodow - czym kieruja
                            sie "myslace biologiczne automaty", kiedy zadna wiedza nie mowi co
                            maja robic? My o tym pisalysmy, Ty zupelnie o czym innym...

                            >
                            "Będzie tego. Przepraszam za nazbyt ostre momentami słowa, ale jest
                            zazwyczaj ta
                            > k, że mówiąc coś nie mamy pojęcia, jak to naprawdę zostanie przez
                            innych odebra
                            > ne. No i potem jest... wojna. Zbędna."

                            Pewnie, ze zbedna - wystarczy czytac, co pisza inni i odpowiadac na
                            to co napisali, a nie na wlasne mysli;))

                            "Bo tylko pokój i tłumaczenie ma sens."

                            wiele innych rzeczy tez ma sens, np. rozumienie wypowiedzi
                            innych;))) slowa "TYLKO cos ma sens" albo "TYLKO cos ponad wszystko
                            inne" same w sobie pozbawione sa sensu...

                            "Mam
                            > nadzieję, że tym razem zostałem przez was obie lepiej
                            zrozumiany."

                            a czy Ty NAS zrozumiales choc po czesci?

                            czy TYLKO to czy ktos inny zrozumial Ciebie ma w Twoim swiecie
                            sens;)))???




                            • grgkh Re: w sprawie rozumienia lub jego braku 16.01.09, 05:59
                              Na razie bardzo krótko, bo mam minutkę czasu jedynie.

                              Nadal się NIE ROZUMIEMY. Chyba się domyslam, z czego to wynika.

                              Ja traktuję wszystko jako jedność, całość, której na tym poziomie
                              nie wolno dzielić na np. etykę, wiedzę i cos tam jeszcze. Cała
                              ludzka świadomość, ze wszystkimi jej dziedzinami jest nierozłączną
                              całością.

                              I dlatego prawda oraz wiedza dotyczą jej jednakowo i... w jeden
                              sposób.

                              Bomba atomowa, takaż energetyka, ich wykorzystanie, to wszystko jest
                              jedność. Także i etyka, która wpływa na decyzje, jakiekolwiek one są
                              i czegokolwiek dotyczą w tym i innych zakresach.

                              Pomyśl, może Cię to, co napisałem do czegoś natchnie. A ja tu pewnie
                              jeszcze zajrzę. ;) Ale później.
                              • focus35 Re: w sprawie rozumienia lub jego braku 17.01.09, 01:36
                                grgkh napisał:

                                >
                                "Nadal się NIE ROZUMIEMY. Chyba się domyslam, z czego to wynika."

                                trudno sie rozumiec, jesli sie nie odpowiada np. na pytania drugiej
                                strony, tylko sie monologuje:)

                                "Ja traktuję wszystko jako jedność, całość, której na tym poziomie
                                > nie wolno dzielić na np. etykę, wiedzę i cos tam jeszcze. Cała
                                > ludzka świadomość, ze wszystkimi jej dziedzinami jest nierozłączną
                                > całością."

                                ok - przyjmuje, ze TY traktujesz wszystko jako jednosc (lubisz
                                generalizacje i absolutyzacje, zauwazylam to;) - wygodna ucieczka

                                ale zastanawia mnie dlaczego NIE WOLNO rozrozniac roznych skladowych
                                tej jednosci, kto zabrania i na podstawie jakiego uzasadnienia? -
                                jesli nie wolno rozrozniac to czemu dopiero teraz cos napisales o
                                jednosci, a wczesniej tak gloryfikowales edukacje (edukacja, wiedza
                                i nauka jak najbardziej kategoryzuja, odrozniaja i nazywaja czesci
                                skladowe rzeczywistosci)


                                "Bomba atomowa, takaż energetyka, ich wykorzystanie, to wszystko
                                jest
                                > jedność. Także i etyka, która wpływa na decyzje, jakiekolwiek one

                                > i czegokolwiek dotyczą w tym i innych zakresach."

                                FAKT - kompletnie nie rozumiem powyzszego akapitu.
                                • grgkh Re: w sprawie rozumienia lub jego braku 17.01.09, 03:12
                                  Może i lubię generalizacje, ale to chyba raczej dobrze, prawda?

                                  Człowiek nie spadł z nieba :). Jest produktem ewolucji i milionów
                                  lat doskonalenia się organizmów żywych na Ziemi. Mogę tak zacząć? :)
                                  Jeśli tak, to czy uważasz, że o tym można nie pamiętać. A z czego Ty
                                  wywodzisz sensy i cele życia?

                                  Pomyśl - czy wolno nam mówić, że nas nie dotyczą reguły gry, które
                                  dotąd stosowała biologia? A co jest w nich kluczowego?

                                  Przetrwanie, gromadzenie przepisu na rekonstrukcję organizmu.
                                  ostrozne modyfikowanie tych przepisów, eksperymentowanie - jak się
                                  zachowywać w środowisku nieozywionym i pośród innych istot zywych...

                                  Dlaczego na Ziemi nie przetrwał jeden tylko organizm lub jedna,
                                  jedyna wersja genotypu?

                                  To wskazówka, że WSPÓŁPRACA bardziej się opłaca, niż unicestienie
                                  wszystkich, potencjalnych konkurentów sięgających po ograniczone
                                  zasoby.

                                  Ta zasada dotyczy zarówno układów między gatunkowych, jak i
                                  jednolitych.

                                  Może szkoda tu mojego czasu na wypisywanie tego, co pewnie i tak
                                  wiesz, ale uświadom sobie:

                                  - dlaczego organizmy mają skończony czas życia?

                                  - dlaczego przekazywany kod genetyczny mutuje i dlaczego jest to
                                  pozyteczne?

                                  - dlaczego wymiana zawartości kodu genetycznego podczas rozmnażania
                                  płciowego jest pożyteczna?

                                  itd

                                  To jest całość. Stąd pochodzimy. Tym jesteśmy. To jest WIEDZA o nas,
                                  o świecie, o wszystkim. Z tej wiedzy wynika także i to, że bez
                                  pomocy narzucanych nam zasad moralnych, z religii lub skądkolwiek, z
                                  samej obserwacji świata można odczytać zasady życia. I tej wiedzy
                                  nie da się obejść, odrzucić, zastąpić martwą, znikąd pochodzącą,
                                  niczemu nie przypisaną regułą.

                                  Każdy, kto zapomina o korzeniach, ale także i tym, że wszystko
                                  bierze swój początek w fizyce świata, kto rezygnuje z dążenia do
                                  możliwie największej wiedzy o Wszechświecie, skazuje się na brak
                                  podstaw, na niepewność i na możliwość podlegania manipulcjom kłamców.

                                  Na tym bazują religie - na ludzkiej niewiedzy. I stąd bezpośrednio
                                  pochodzi zło religii - z narzucania nam dogmatów i żądania
                                  bezwzględnego im posłuszeństwa. Również i ze zniechęcania do
                                  wątpienia, sceptycyzmu i nawet nie potrzeby, ale podstawowego
                                  wymogu - konieczności szukania i uczenia się.

                                  Wiedzy niczym nie da się zastąpić, żadną wiarą. Natomiast jakiś
                                  jeden element wiary w dogmat skaża cały zasób wiedzy i postępującego
                                  według niej człowieka czyni nieobliczalnym.


                                  focus35 napisała:

                                  > FAKT - kompletnie nie rozumiem powyzszego akapitu.

                                  Bo wycięty z kontekstu traci "tutaj" sens. Przeczytaj wraz z tym, co
                                  jest wcześniej.
                                  • focus35 Re: w sprawie rozumienia lub jego braku 20.01.09, 19:50
                                    grgkh napisał:

                                    "Może i lubię generalizacje, ale to chyba raczej dobrze, prawda?"

                                    raczej.... bo szczegol jest rownie wazny, czasem zmienia obraz
                                    calosci

                                    "Człowiek nie spadł z nieba :). Jest produktem ewolucji i milionów
                                    lat doskonalenia się organizmów żywych na Ziemi. Mogę tak zacząć? :)"

                                    mozesz ale po co znow zaczynasz opowiesci o poczatku istnienia?
                                    Ditfurtha czytalam jako podrosniete dziecko

                                    "Jeśli tak, to czy uważasz, że o tym można nie pamiętać. A z czego
                                    Ty
                                    wywodzisz sensy i cele życia?"

                                    to jest nieco inny temat i czemu zamiast odpowiadac na pytania
                                    uciekasz w pytania wobec innych - dlaczego nie odpowiadasz caly czas
                                    na moje pytanie o kwestie etyczne - co wiedza o naturze swiata czy
                                    tez wszechswiata ma do powiedzenia kobiecie ciezarnej w konkretnej
                                    sytuacji? albo konkretnemu choremu, ktory prosi o skrocenie swojego
                                    wegetatywnego stanu?

                                    "To jest WIEDZA o nas,
                                    o świecie, o wszystkim. Z tej wiedzy wynika także i to, że bez
                                    pomocy narzucanych nam zasad moralnych, z religii lub skądkolwiek, z
                                    samej obserwacji świata można odczytać zasady życia. I tej wiedzy
                                    nie da się obejść, odrzucić, zastąpić martwą, znikąd pochodzącą,
                                    niczemu nie przypisaną regułą."

                                    alez ja nie jestem wierzaca i w zadnym swoim poscie nie powolywalam
                                    sie na zaden religijny dogmat!!!!

                                    "Na tym bazują religie - na ludzkiej niewiedzy. I stąd bezpośrednio
                                    pochodzi zło religii - z narzucania nam dogmatów i żądania
                                    bezwzględnego im posłuszeństwa. Również i ze zniechęcania do
                                    wątpienia, sceptycyzmu i nawet nie potrzeby, ale podstawowego
                                    wymogu - konieczności szukania i uczenia się."

                                    tematem moich poprzednich postow i pytan nie bylo zlo religii -
                                    piszesz w tym momencie NIE NA TEMAT

                                    Jestem sceptyczna i na wiare nigdzie sie nie powolywalam - z kim
                                    wiec teraz dyskutujesz grgkh?
                                    • grgkh Rozumiem i już się tłumaczę 22.01.09, 11:15
                                      focus35 napisała:

                                      > zamiast odpowiadac na pytania uciekasz w pytania wobec innych
                                      > - dlaczego nie odpowiadasz caly czas na moje pytanie o kwestie
                                      > etyczne - co wiedza o naturze swiata czy tez wszechswiata
                                      > ma do powiedzenia kobiecie ciezarnej w konkretnej sytuacji?
                                      > albo konkretnemu choremu, ktory prosi o skrocenie swojego
                                      > wegetatywnego stanu?

                                      Nie uciekam. Próbowałem powiedzieć Ci to szczegółowo i ogólnie. Ale odpowiedzi na tak postawione pytanie, gdybyś chciała ja otrzymać w symbolicznych kategoriach "tak/nie", po prostu nie ma. Być może jest to kwestia sposobu zadawania pytania i Twojego oczekiwania, że w tej sytuacji musisz taką odpowiedź dostać. Czy to jest "złe" pytanie?

                                      A więc naprowadzam Cię jedynie na te wątki, które ja kojarzę z tą tematyką. Wiem, że i Ty pewnie wszystko co mówię wiesz, ale tu nie chodzi o przekaz ścisłej, suchej wiedzy lecz raczej o wynikające z tego "logiczne" wnioski.

                                      Zacytuję Ci coś. "Forum" nr 2, poprzedni numer i już w kioskach go pewnie nie znajdziesz. Temat tygodnia "Piętno in vitro" - "Religia w probówce" i od razu podtytuł: "Zarodek zarodkowi nierówny. Katolickiego w ogóle nie wolno używać do badań, natomiast żydowskiego i islamskiego można, ale tylko do 40 dnia."

                                      Pominę dalszy ciąg, ale zacytuję jeszcze końcówkę:

                                      "Hubert Huppe, niemiecki poseł i zagorzały obrońca życia, postrzega wszelkie postulaty swobody w badaniu i wykorzystywaniu embrionów - wyrażane zarówno przez naukowców, jak i przez pacjentów - niemal jako przejaw kanibalizmu. Polityk ten powinien porozmawiać ze swoimi japońskimi kolegami. Im na myśl przychodzi kanibalizm, gdy słyszą, że w Europie ludzie, u których umarł mózg, a serce wciąż bije, są wykorzystywani jako dawcy organów. Zgodnie z powszechnymi w Japonii buddyjskimi przekonaniami utrzymywanie sztucznie przy życiu ludzi, których mózg już nie pracuje, jest zachowaniem wysoce nieetycznym. Żyjący powinni bowiem dopełnić określonych obowiązków wobec zmarłych. Aborcję Japończycy postrzegają jako smutną konieczność. Niedoszli rodzice wykupują w świątyniach posążki i wykonują różne rytuały, aby przeprosić zarodek za krzywdę i życzyć mu narodzin w dogodniejszych okolicznościach.
                                      Buddyzm nie zna pojęcia grzechu. To karma decyduje o tym, jaki los czeka nas w życiu, co z kolei jest skutkiem naszych działań w poprzednich wcieleniach. Z tego względu politycy japońscy nie mieli wielkiego problemu z kwestią badań nad komórkami macierzystymi embrionów. W Japonii stworzono wiele instytutów, gdzie trwają prace nad tymi zagadnieniami. - Wśród wielu buddystów powszechne jest przekonanie, że dusza podczas reinkarnacji współdecyduje o wyborze następnego wcielenia - mówi Robert Thurman, amerykański znawca buddyzmu. Nie ma więc obawy, by wybrała akurat embrion przeznaczony do badań. - Dusza z odrobiną dobrego gustu nie wskoczy przecież do probówki - żartuje ów naukowiec z Uniwersytetu Columbia. - Któż chciałby znaleźć się w takim otoczeniu?"

                                      Jak widzisz, są tutaj różne etyki, bo o etykę Ci chodzi. Każda COŚ proponuje. Ludzie podporządkowani danej wersji działają zgodnie z jej nakazami. Jeśli robią to, czego od nich te nakazy wymagają, to nie mają problemów z sumieniem. Są szczęśliwi.

                                      Do tego szczęścia wystarcza im więc byle jaki zestaw reguł. Byle był. Może go zresztą prawie wcale nie być. Im mniej ograniczeń, "propozycji", im mniej one rygorystyczne, tym łatwiej sobie radzić z samą etyką, bo z radzeniem sobie w ogóle, to już inna sprawa. Kewstia ogólniejsza dla nas, to "czy w ogóle podlegać jakimkolwiek ograniczeniom"? Ludzi, którzy są tacy prawie nie ma. I ten fakt też nie wynika z daru niebios, ale z tego, że żyjemy WŚRÓD innych i jakieś relacje między nami muszą istnieć, a my się też MUSIMY zachowywać według uśredniających się reguł.

                                      A więc etyka i reguły współistnienia są automatycznym skutkiem życia w grupach. Co oferują? Jeśli jesteś w określonym kręgu kulturowym i uważasz, że powinnaś kopiwać zachowania swego otoczenia, podlegać im "bezmyślnie", to ofertę masz od razu. Ale można dojrzeć, że tuż obok nas istnieją inne, też używane, też dające ludziom możliwość tworzenia zdrowych społeczności etyki, a wtedy dopadają nas wątpliwości, co wybrać. I wtedy zgłasza się zdrowy rozsądek - jeśli się go dopuści do głosu. Wybiera się to, co komu wygodne, albo szuka się tych uogólnień, jakichś naprawdę odległych od tematu wątku zasad lub ich źródeł i stamtąd wywodzi się dla siebie coś uniwersalnego, niezależnego, coś, co naprawdę nie krzywdzi nikogo, ale także nie wykrzywia naszej psychiki i nie czyni jej bezmyślnym automatem.

                                      Ja tak traktuję zasady etyczne dotyczące poruszonych przez Ciebie tematów - kobiety rozpatrującej możliwość aborcji lub chcącego rozstać się z życiem człowieka. Zauważ, że swoich zasad nie narzucam nikomu. Mówię jedynie, że zasady mogą być różne, tak jak różne są kultury, a żadna z nich nie ma prawa stawiać się nad innymi. Ale zasada nadrzędna, to ta odrobina tolerancji, która odbiera innym możliwość terroru. I nie jest ważne, czy to dotyczy całego państwa, jakiegoś środowiska, czy tylko mojej rodziny. Czerpiąc z zasad najogólniejszych, zasad działąnia Wszechświata i rozmaitości kulturowej ludzkości żądam, bym miał prawo wyboru DLA SIEBIE, ale także i dla innych. Choć sam jestem heteroseksualny, to na pewno nie będę miał nic przeciwko analogicznym do WSZYSTKICH MOICH prawom dla homoseksualistów.

                                      Czy się teraz rozumiemy?

                                      Oferta nie jest konkretna. Tą ofertą jest zgoda na to, by każdy wybrał sobie to, co chce, byle nie ograniczał w GŁUPI sposób niczyjej wolności. Dlaczego podkreślam to "głupi"? Bo ja wybieram "najlepszy" wariant dzięki mojej wiedzy. Staram się by ona była prawdziwie zweryfikowana. I tylko wtedy, gdy wszyscy będą opierali się na tym samym, dobrze zweryfikowanym materiale, nikt nie będzie podejmował absurdalnie głupich decyzji. Tylko wtedy nie będziemy sobą manipulowali. Tylko wtedy demokracja ma sens i nie staje się namiastką. Przykładem niech będą wszystkie wielkie zrywy ludzkie. Wtedy, gdy jeszcze odwołują się one do naszych najbardziej elementarnych uczuć i więzi pomiędzy ludźmi, wtedy działają pozytywnie, bo wtedy korzystamy z wpisanej w naszą psychikę wiedzy najogólniejszej, tej intuicyjnej, tej, która widzi jak funkcjonuje świat tak, jak to widzą i zwierzęta. A gdy dochodzi sfera "etyki", kontrolowanego zestawu zachowań, wtedy okazuje się, że jest to przykrojony na miarę, dla jakiegoś konkretnego celu, dla określonych warunków schemat. Wtedy wyłączmy tą intuicyjną logikę i zaczynamy się bawić w odgrywanie roli automatu na jej usługach. Mamy sami ze sobą problemy, a jako cała społeczność podlegamy manipulacji.

                                      Nie wiem, czy odpowiedziałem Ci na to główne pytanie. Tego oczekiwałaś? Czy już wiesz "dlaczego", choć to o inne "dlaczego" chodzi?

                                      A więc wiedza ponad wiarą i bezmyślnym kopiwaniem oferty etycznej. Posiadając wiedzę ogólną znajdziemy właściwą drogę zawsze. I zawsze, gdy nie możemy sobie odpowiedziec na pytanie szczegółowo mamy obowiązek uciekać w uogólnienia. Bo z uogólnień wynikają uszczegółowienia. Na odwrót nie ma.

                                      Inne, poruszone przez Ciebie wątki chyba nie są w tym kontekscie istotne. Może tylko o tym, że pisałem do Ciebie coś na temat religii. To nie miało być "do Ciebie", ale jako przykład elementu kulturowego, któremu w jakimś, historycznym sensie wszyscy podlegamy, bo nie bierzemy się znikąd.

                                      Wybacz, jeśli prawię morały i w Twoją stronę kieruję trywialne stwierdzenia. Tobie odpisuję, ale czytać to może ktoś inny, dla kogo będzie to coś nowego lub choćby inspirującego, gdy się w przypomnieniu zdarzy. I o tym też pamiętam. I dlatego to tak brzmi.

                                      Nie mam złej woli i na nikogo nie nastaję; co najwyżej wkurza mnie czasem czyjaś głupota lub zła wola w jej rozpowszechnianiu. Jeszcze raz wybacz niezamierzone pozory agresywności z mojej strony. Pozdrawiam
                                      • focus35 Re: Rozumiem i już się tłumaczę 22.01.09, 21:32
                                        grgkh napisał:

                                        >
                                        > Nie uciekam. Próbowałem powiedzieć Ci to szczegółowo i ogólnie.
                                        Ale odpowiedzi
                                        > na tak postawione pytanie, gdybyś chciała ja otrzymać w
                                        symbolicznych kategoria
                                        > ch "tak/nie", po prostu nie ma.

                                        ok - o to mi wlasnie chodzilo i o tym pisalam:)

                                        >
                                        > A więc etyka i reguły współistnienia są automatycznym skutkiem
                                        życia w grupach.
                                        > Co oferują? Jeśli jesteś w określonym kręgu kulturowym i uważasz,
                                        że powinnaś
                                        > kopiwać zachowania swego otoczenia, podlegać im "bezmyślnie", to
                                        ofertę masz od
                                        > razu. Ale można dojrzeć, że tuż obok nas istnieją inne, też
                                        używane, też dając
                                        > e ludziom możliwość tworzenia zdrowych społeczności etyki, a wtedy
                                        dopadają nas
                                        > wątpliwości, co wybrać. I wtedy zgłasza się zdrowy rozsądek -
                                        jeśli się go dop
                                        > uści do głosu. Wybiera się to, co komu wygodne, albo szuka się
                                        tych uogólnień,
                                        > jakichś naprawdę odległych od tematu wątku zasad lub ich źródeł i
                                        stamtąd wywod
                                        > zi się dla siebie coś uniwersalnego, niezależnego, coś, co
                                        naprawdę nie krzywdz
                                        > i nikogo, ale także nie wykrzywia naszej psychiki i nie czyni jej
                                        bezmyślnym au
                                        > tomatem.
                                        >
                                        zgoda! - choc niekoniecznie wybiera sie to, co dla nas wygodne,
                                        czasem wybiera sie cos wbrew wlasnej wygodzie, gdy jakies inne
                                        wartosci tego wymagaja a sa dla nas wazne. Dlaczego sa wazne - to
                                        inna kwestia. Byc moze decydujacy bywa tu motyw korzysci dla kogosc
                                        innego albo grupy, z ktora sie utozsamiamy.

                                        > Ja tak traktuję zasady etyczne dotyczące poruszonych przez Ciebie
                                        tematów - kob
                                        > iety rozpatrującej możliwość aborcji lub chcącego rozstać się z
                                        życiem człowiek
                                        > a. Zauważ, że swoich zasad nie narzucam nikomu. Mówię jedynie, że
                                        zasady mogą b
                                        > yć różne, tak jak różne są kultury, a żadna z nich nie ma prawa
                                        stawiać się nad
                                        > innymi. Ale zasada nadrzędna, to ta odrobina tolerancji, która
                                        odbiera innym m
                                        > ożliwość terroru. I nie jest ważne, czy to dotyczy całego państwa,
                                        jakiegoś śro
                                        > dowiska, czy tylko mojej rodziny. Czerpiąc z zasad
                                        najogólniejszych, zasad dzia
                                        > łąnia Wszechświata i rozmaitości kulturowej ludzkości żądam, bym
                                        miał prawo wyb
                                        > oru DLA SIEBIE, ale także i dla innych. Choć sam jestem
                                        heteroseksualny, to na
                                        > pewno nie będę miał nic przeciwko analogicznym do WSZYSTKICH MOICH
                                        prawom dla h
                                        > omoseksualistów.
                                        >
                                        > Czy się teraz rozumiemy?

                                        Tak i nawet zgadzamy - zreszta nigdy nie bylo inaczej;)
                        • grgkh Moje prawo do wolnosci 15.01.09, 16:43
                          kolebeczka napisała:

                          > Grgkh- zauwaz, ze jako zwolennik postepu ludzkosci nie mozesz
                          > sobie tak po prostu odejsc- zalozmy, ze masz owego Alzheimera
                          > lub itepe.,
                          > jakze naukowcy bez obiektu doswiadczen wymysla lek przeciw
                          > chorobie?
                          > Liczysz na innych kamikadze? Czyzbys tchorzyl, bo Cie co zaboli
                          > albo Cie kto glupkiem nazwie albo straci do Ciebie cierpliwosc?
                          > Zadnej woli walki i poczucia odpowiedzialnosci wobec przyszlosci
                          > nauki? To troche taka meska hipochondria...

                          Czy myślimy o tym samym? Ja się odnosiłem do mojego prawa do eutanazji. Nikomu tego nie narzucam. To jest moje życie i moje prawo, by z niego zrezygnować. Na razie ani mi to w głowie :). Czasem mi coś tam dolega, ale w sumie jest OK. Trzymam się i łatwo się nie poddam.

                          Ja chcę mieć prawo do tego, co mi chce jakiś fundamentalista religijny, w imię jego zasad odebrać. A co oni, religianci sobie będą robić, to mi zwisa, choć chciałbym - na wszelki wypadek, gdy znajdzie się ktoś taki jak ja - by inni też mieli takie prawo. Tylko taką możliwość. Hipotetyczną. Bo według mojej moralności, ja to dla siebie dopuszczam. Według mojej. I nie przyjmę innej, tym bardziej, że jestem przekonany, że w tym względzie moja jest lepsza (dla mnie).

                          To terror religii. Przeciwstawiam się mu. Żądam, by go wyeliminować na zawsze z ludzkiej kultury. Ma być tylko wiedza - każdy może mieć jej tyle, ile zechce - i na jej podstawie podejmujemy swoje decyzje. Ale też - w imię religijnego terroru - NIE WOLNO zniechęcać do wiedzy i przeciwstawiać jej - jakoby - wartościowej wiary. Wiara jest BEZwartościowa. I to jest ten konflikt, którego ludzie nie zauważają i w którym, jak te barany idące na rzeź, poddają się "autorytetowi" lub świętości.

                          A z postępów medycyny korzystam chętnie. Ale wkurza mnie, że w aptekach sprzedają pseudo leki homeopatyczne. Przecież to są jawne kpiny i manipulacja milionami chorych ludzi. Oficjalnie medycyna odcięła się od homeopatii, ale półoficjalnie ją się dopuszcza. Właśnie na zasadzie "wiary" i pobłażania, które wobec niej mamy.

                          I jak w przypadku religii - kasta cwaniaków trzepie na tym kasę od tysięcy lat.

                          A ten hipotetyczny mój "alzheimer" ;). Naprawdę, uważam, że nie mam prawa obciążać innych opieką nad moim ciałem, które przestanie być w pełni świadome, ludzkie. I znów - ja się domagam tylko dla siebie prawa do odejścia. Bo, ewentualnie, mogłaby to być moja, wynikająca ze zbilansowania plusów i minusów, decyzja.

                          Zauważ, że chodzi mi w tym przypadku o pewien rozsądek, sposób myślenia. Ja i tak kiedyś umrę. A więc skrócenie mojego życia przeze mnie - gdy uznam, że już niewiele lub nic nie mogę innym wartościowego dać, gdy ja to uznam, a mam do tego prawo - jest moją decyzją.

                          Czy rozumiesz, że chodzi tu wyłącznie o moją wolność? Nie o to, że ja to zrobię, bo szansa jest znikoma, ale o to, co dotyczy bezpośrednio i w istotny sposób mnie, a co - tym bardziej - mam dobrze skalkulowane na podstawie rzetelnej wiedzy, to jest moim prawem, moją wolnością.

                          Tu jest ta przewaga wiedzy nad wiarą. Dostaję pewne prawa i mogę z nich skorzystać. Tymczasem wiara sprawuje terror nad wiedzą. Odmawia wszystkim prawa do eutanazji. A może je nie chcę z gnijącym ciałem, upodlony w cierpieniu, lub wyłączony i sprowadzony do kawałka drgającego mięsa, trwać? Czy wiara się z tym liczy? Nie. Ona WIE!

                          Zresztą to, to Ty też przecież wiesz. To takie retoryczne zwroty, bo czytają nas inni. I do nich właśnie także kierowałem moje wcześniejsze dywagacje. ;)

                          pzdr
                          • kolebeczka Re: Moje prawo do wolnosci 15.01.09, 17:07

                            Moze nie wyrazilam sie jasno, ale o eutanazji tez tu kiedys
                            mowilismy.
                            Ja akurat jestem za, ale wlasnie tą eutanazją zadeklarowaną przez
                            samego zainteresowanego, czyli podejrzewam, trzeba o takich
                            ewentualnosciach myslec z wyprzedzeniem, bo okaze sie, ze jak juz
                            nas chorobsko zlapie, to bedzie za pozno na klarowna decyzje miedzy
                            srodkami usmierzajacymi bol i wtedy jestesmy w rekach innych.
                            Ci inni, w zaleznosci od tego jaki monopol jest u wladzy, beda albo
                            w nieskonczonosc przedluzac nam tzw.zycie albo tez- po np.ustawowych
                            dwoch tygodniach obserwacji odlączą kabel. Nie wiem jak Ty, ale dla
                            mnie zaden ze scenariuszy nie jest OK, bo w zadnym nie przewidziano
                            mojego swiadomego udzialu.
                            Dlatego sądze, ze dobrze jest, ze sa rozmaite poglądy i nurty zycia
                            spolecznego, a nie dyktatury poglądow. Kochając bez dystansu mozna
                            przez przypadek zacalowac na smierc, a tego bysmy oboje nie
                            chcieli:)))
                        • grgkh Gdyby boga nie było... 15.01.09, 17:19
                          kolebeczka napisała:

                          > co zreszta potwierdzasz piszac: "Nie staram się
                          > pamiętać kto, kiedy i jak się wypowiadał. [...]

                          > To bardzo niefajne nie wiedziec co kto pisze,

                          Nie zrozum tego źle. Ja staram się wyłączać ślady pamięciowe, które by mnie jakoś emocjonalnie ustosunkowały do rozmówcy. Działa to w obie strony - zapominam o urazach i nie stosuję taryfy ulgowej związanej z sympatią. Tak jest lepiej. Dla tego forum. Ale czasem także naprawdę "zapominam" o treści szczegółów większości prowadzonych tutaj dyskusji. Ma ładne parę tysięcy postów na koncie i inne, realne życie, które jest ważniejsze. A tu pisuję... dla pewnej idei - nazwałaś ją "naprawianiem świata". :) Ale to margines, jednak...

                          > za to machac swoim JEDYNYM SZTANDAREM z haslem
                          > "Prawda ponad wszystko". Wciaz nie umiesz odpowiedziec
                          > jaka to PRAWDA.

                          Prawda to jest to, co w danym momencie nie jest obalone jako fałsz. Moja wiedza jest spora (nie chodzi o przechwalanie się), więc i jakość wygłaszanych przeze mnie myśli jest stosunkowo bliska prawdom uznawanym powszechnie w świecie za PRAWDĘ. Unikam mówienia o tym, czego nie jestem pewien. Piszę, bo chcę się podzielić tym, co uważam za wartościowe.

                          > Bo podejrzewam- to nas wszystkich ludzi laczy:
                          > my jej dopiero szukamy, kazdy swoimi metodami.

                          Z wyjątkiem systemów opartych w całości na ustalonych założeniach (jak w matematyce) my wciąż musimy potwierdzać prawdziwość reguł, któe sobie z zaobserwowanych korelacji wywodzimy. Ale tkwimy w obszarze, któy zawsze jest obarczony jakimś błędem i ostatecznych "prawd" nie możemy być - obecnie - pewni. Dobrze mówisz - szukamy. Ale przecież coś tam na razie znaleźliśmy. Powiedzmy, że to właśnie jest prawda.

                          > Jeden popada w ekstaze religijna, drugi podaza za
                          > ostatnimi niusami ze swiata nauki, trzeci dochodzi do wniosku, ze
                          > bez cytatow z obu obozow zyc sie nie da.

                          Prawda o świecie musi być doświadczalnie weryfikowana. Bo jest to PRAWDA O ŚWIECIE, bo się do niego odnosi. Prawa o ekstazach jest tylko prawdą o treści tych ekstaz. Ale ona nie dotyczy świata.

                          I tu jest nieprzekraczalna granica między wiedzą a wiarą. Białe nie jest czarne.

                          > I oto chodzilo mi z cytatami.
                          > Jestes nawet TY spadkobierca historii, z ktorej nie sposob
                          > wymazac np.podlosci KK, ale rowniez np.swietnej architektury
                          > sakralnej czy roli klasztorow, ktore pociagnely za soba nastepne
                          > etapy. MOwiac z takim namaszczeniem o przyszlych pokoleniach nie
                          > zapominasz chyba, ze nie jestes znikad?

                          Czasem mam chęć zapomnieć. Dokładnie tego, co się odnosi do fałszów. Chcę to odłożyć na półkę z błędami. Architektura, muzyka itp to działa ludzi. Wspaniałe, bo jesteśmy zdolni do tworzenia wspaniałych dzieł. Ale one nie mogą nas kierować w stronę wiary jako wartości, która te dzieła stworzyła. Bo to nie wiara przecież tworzyła, ale - jak mówię - ludzie.

                          Widzisz? Powtarzasz kolejną fałszywą, obłudną tezę. Podnosisz znaczenie wiary, dogamtu. A chodzi tu o emocje ludzkie, których przyczyna może być dowolnie inna. Choćby miłość lub towarzyszące jej odrzucenie przez adorowany obiekt.

                          I tu religia znów nas okłamuje. Znów manipuluje nami. Mówi, jak jest ważna. Ale wcześniej odebrała nam to samo uczucie, któe oddawane jest bogom, a mogłoby być kierowane ku ludziom lub otaczającej nas naturze. Tylko. Bez tego fałszywego pośrednika. I świat byłby inny, bo nier byłoby tych wszystkich wojen religijnych, nienawiści do innych ludzi, innych, bo uznających innych bogów, nienawiści w ogóle do inności.

                          Tego religia z nas nie wyrwała. Pozostawiła to i żeruje na tym. Wykorzystuje to z premedytacją. Mami nas bzdetami. Wciąga w fałszywe, relgijne uniesienia. I zostawia za sobą bezwolne manekiny lub wypalone dusze.

                          Wspaniali jesteśmy my, ludzie. I to my mamy szansę wybrać - wiara lub wiedza. Możemy się oddać w niewolę, bezmyślnie lub stanąć na wysokości zadania i zdobyć się na wysiłek intelektualny. A emocje w nas pozostaną, bo są częścią naszej psychiki. I nadal będziemy tworzyć dzieła, ale już dla siebie i o sobie. Czy będzie złe? Może w ten sposób dowiemy się o sobie więcej? Może zbliżymy się do prawdy?

                          Gdyby boga nie było... Gdyby nie było religii i jej zakłamania... Może świat byłby lepszy, bo bardziej ludzki, bardziej prawdziwy. Ale wciąż jeszcze mamy szansę. Wciąż możemy wybierać. Tylko trzeba pamiętać, że albo wiara, albo wiedza - bo tam gdzie wiara, tam musi być rezygnacja z wiedzy. A rezygnacja z wiedzy, to regres, to niewola, to rezygnacja z człowieczeństwa.
                          • kolebeczka Re: Gdyby boga nie było... 15.01.09, 18:07
                            grgkh napisał:
                            > Gdyby boga nie było... Gdyby nie było religii i jej zakłamania...
                            Może świat byłby lepszy, bo bardziej ludzki, bardziej prawdziwy.

                            Bardziej ludzki swiat?
                            hmm- dajmy na to dwie dyktatury z zeszlego stulecia.
                            Probowaly wmowic ludziom nowa religie zamiast innej.
                            Nie sadze, by im sie dzielo "uludzkawiania" powiodlo.
                            A co do prawdziwosci swiata- ja bym akurat wiecej prawdziwosci sobie
                            nie zyczyla. Codziennosc jest tak prawdziwa, ze chetnie uciekam na
                            to wirtualne forum tudziez w wizje "a co by bylo gdyby".
                            Ty tez wierzysz w lepszy swiat, ktory bylby, gdyby...
                            Do tego nie trzeba kaplanow i monstrancji. Wystarczy byc ludziem.
                            Zaden naukowiec nie siadzie do sprzetu, jesli nie wierzy w to, co
                            robi. No chyba, ze ma kredyt do splacenia.
                            Taaa- kredyt, to jedna z tych uciazliwych prawdziwosci:)))
                            • grgkh Czy jutro będzie lepiej? 15.01.09, 19:32
                              kolebeczka napisała:

                              > grgkh napisał:

                              > > Gdyby boga nie było...
                              > > Gdyby nie było religii i jej zakłamania...
                              > > Może świat byłby lepszy, bo bardziej ludzki,
                              > > bardziej prawdziwy.

                              > Bardziej ludzki swiat?
                              > hmm- dajmy na to dwie dyktatury z zeszlego stulecia.

                              Posługujesz się ferowanymi przez religię schematami. Parę tysięcy ludzkich cywilizacji, to dzieło człowieka motywowane, między innymi, przez religie. Motywacją była walka o włądzę, w której religie uczestniczyły jako strony walczące PO OBU STRONACH. I nagle zdarzyły się DWA przypadk (i to nie do końca, bo nazizm od religii się nie odżegnywał), że religia była tylko po jednej stronie, aTy już brakowi religii przypisujesz zło bezpośrednio od tego braku pochodzące. Myśl logicznie. Ile jest w tej chcwili istniejących państw, gdzie rola religii jest zmarginalizowana w znacznym stopniu, a nie niesie to za sobą tragicznych skutków?

                              CZY MYŚLISZ LOGICZNIE? Czy chcesz tylko, nadal stając (bezmyślnie chyba) po stronie religii głosić komunały w jej obronie?

                              Jak widzisz, moja wcześniejsza ocena naszej rozmowy miała jednak elementy prawdziwe, choć przez Ciebie tak ostro podważane.

                              > Probowaly wmowic ludziom nowa religie zamiast innej.

                              Nową religię zamiast innej wciska się ludziom wciąż, od zawsze do dzisiaj, na całym świecie - Ulster, Jugosławia, Bliski Wschód (Irak, Iran, Palestyna), Azja (Pakistan, Afganistan, Indie, Tajlandia, Filipiny, Indonezja), Ameryka... Cały świat to nieustająca rywalizacja, który bóg jest lepszy, za którego boga warto umierać, który oferuje po śmierci lepsze warunki, przy której religii doznaje się w czasie obrzędów większych "orgazmów"...

                              A może myślałaś o Chinach lub Kambodży? Zresztą, to mało istotne. Ludzi kręci włądza i walka o nią. A religia jest wyłącznie narzędziem, ale potwornym, bo tak jak ona, nie manipuluje żadne inne narzędzie ludzką psychiką.

                              > Nie sadze, by im sie dzielo "uludzkawiania" powiodlo.

                              Powtarzam - państwa, w których religia jest na marginesie są przykładem, że można bez niej żyć, a wtedy upada jeden z pretekstów do nienawiści, jeden z najobrzydliwszych systemów manipulacji ludźmi.

                              > A co do prawdziwosci swiata- ja bym akurat wiecej
                              > prawdziwosci sobie nie zyczyla.

                              Twoja wola. Chcesz się oszukiwać - masz do tego prawo. Chcesz żyć w ułudzie, uciekasz od prawdy - żyj tak. Ale to właśnie jest strach, ucieczka, a może lenistwo, może pogarda dla prawdy. Sama sobie odpowiedz na te wątpliwosci.

                              > Codziennosc jest tak prawdziwa, ze chetnie uciekam na
                              > to wirtualne forum tudziez w wizje "a co by bylo gdyby".
                              > Ty tez wierzysz w lepszy swiat, ktory bylby, gdyby...

                              Ja w nic nie wierzę. Ja jestem graczem. Poznaję reguły gry i je stosuję. Jestem zimny i wyrachowany :))). Świat to są wyłącznie reguły. A dla umysłu człowieka nie ma większej satysfakcji, jak poznawać te reguły i patrzeć, jak się sprawdzają w realu. Ale to trochę żartem. ;)

                              Odgadywanie reguł, to szukanie prawdy o świecie. I dlatego wyłącznie o prawdę tak mi chodzi. I dltego tak nie znoszę kłamstwa.

                              > Do tego nie trzeba kaplanow i monstrancji. Wystarczy byc ludziem.
                              > Zaden naukowiec nie siadzie do sprzetu, jesli nie wierzy w to, co
                              > robi.

                              Wydaje mi się, że tu bardziej chodzi o potrzebę szukania niż jakąś wiarę. Naukowcy są jak małe dzieci, w których nikt nie zdołał zabić pierwotnej ciekawości świata, ekscytujacej możliwosci wypełniania kory mózgowej odbiciem świata, reguł, któe światem rządzą. Nauka wciąż pyta, błądzi, ale nie rezygnuje i dlatego życie na Ziemi przetrwało - bo było zmienne, ciekawe, reagujące na sygnały, uczące się, będące coraz mądrzejszym.

                              Życie to szukanie, to nieskończona wędrówka, to sztafeta pokoleń, to przekazywanie tego, co najlepsze, ale i śmieci, czasem strasznych, obrzydliwych. Ewolucja to selekcja. I my musimy wybierać, co chcemy pozostawić po sobie - prawdę, czy zakłamany chłam.

                              > No chyba, ze ma kredyt do splacenia.
                              > Taaa- kredyt, to jedna z tych uciazliwych prawdziwosci:)))

                              Widzisz, mając "odpowiednią" wiedzę, w odpowiednim czasie można kredyt brać lub się bez niego obejść. Trzeba znać reguły działania świata. Trzeba znać prawdę. Kto posługuje się wiarą, że "jakoś tam będzie", ten może się narazić na kłopoty.

                              A na razie życzę Ci pomyślnych spłat i uwolnienia się od traumy wiszącego nad głową miecza.

                              pzdr ;)
                              • kolebeczka Re: Czy jutro będzie lepiej? 20.01.09, 12:50
                                grgkh napisał:
                                > Trzeba znać reguły działania świata. Trzeba znać prawdę.
                                Kto posługuje się wiarą, że "jakoś tam będzie", ten może się narazić
                                na kłopoty.

                                Moze, ale alternatywa jest wtedy strzelic sobie w palke, bo na
                                klopoty mozna sie narazic i bez kredytu. Najlepiej strzelic sobie
                                zaraz po wyjsciu z ciemnosci brzucha matki.Tylko, ze to technicznie
                                trudne. Piszesz, ze jestes wyrachowany, ze obliczasz, co bedzie.
                                Brrr- ja takiego jutra nie chce, gdzie na gieldach beda w obiegu nie
                                tylko papiery wartosciowe, ale i moje, bardzo "bezwartosciowe"
                                istnienie w rekach pewnych siebie.
                                • grgkh Re: Czy jutro będzie lepiej? 23.01.09, 15:55
                                  Możliwe są dwie, skrajne postawy:
                                  1) zalęknionego, nie rozumiejącego świata i nie starającego się o zrozumienie go dziecka i
                                  2) odwagi stawania naprzeciwko niewiadomego i dociekania reguł rządzących światem.

                                  Ja wolę to drugie. Ale widzę tłumy ludzkie, które bardzo chętnie dla obu stron są kierowane przez guru, autorytety. Jeśli tutaj się wypowiadam, to po to, by pokazać, że droga do prawdy nie jest trudna, a jej akceptacja nie boli.

                                  Piszesz, że, być może, tak to zrozumiałem, powinienem sobie strzelić w łeb natychmiast po narodzinach. ;) Ale tego nie zrobiłem i mogę Ci zaświadczyć, że moje życie jest szczęśliwe. Wiedza jest wartością, a jej wykorzystywanie daje satysfakcję. Bądźmy nie tylko my mądrzy, ale starajmy się o więcej mądrości dla innych, bo nasz świat jest wspólny, a skutki głupoty dotykają nas wszystkich jednako, niezależnie od tego, po której stronie byśmy byli.
                        • grgkh Re: A gdyby boga nie było... 15.01.09, 18:07
                          kolebeczka napisała:

                          > w zaleznosci od tego jaki monopol jest u wladzy, beda albo
                          > w nieskonczonosc przedluzac nam tzw.zycie albo tez- po
                          > np.ustawowych dwoch tygodniach obserwacji odlączą kabel.
                          > Nie wiem jak Ty, ale dla mnie zaden ze scenariuszy nie jest OK,
                          > bo w zadnym nie przewidziano mojego swiadomego udzialu.

                          I tu się różnimy. Ja myślę w tym przypadku o innych. W pewnym momencie to, czy ja, jako kawałek mięsa, nie obciążam innych opieką nad sobą, jest NAJWAŻNIEJSZE. Ja praktycznie już nie istnieję. Bo, jak to też wcześniej pisałem, moja rola, to udział w ludzkiej kulturze. Nie mam istotnego wpływu, a więc rezygnuję również z wpływu materialnego. Mogą sobie robić z moim ciałem, co zechcą, odłączać, nie odłączać. Gdy ja stracę kontrolę nad sytuacją, gdy nie będę miał na nic wpływu i gdy będą obowiązywały zdrowe dla społeczności normy, to skorzystam z pomocy w zejściu. A jak nie, to też dobrze, pocierpię sobie, jak automat, jak worek treningowy, jak realizacja czyjejś idei do podtrzymywania przy życiu. Ale mnie to już NIE DOTYCZY. Ale oni mogą się bawić. Niektórzy nawet bardzo dobrze.

                          Czy rozumiesz, jak ja to rozumiem?

                          Dla mnie rola człowieka, jako uczestnika świata ludzkiej świadomości jest zamknięta wyłącznie w obrębie prawdziwego uczestnictwa. Coś biorę, coś daję. Nie chcę cierpieć, innym też staram się tego oszczędzić. Jeśli mogę przyłożyć się do ukształtowania pewnych reguł, to jest to mój udział. Ale mogę uczestniczyć także w drobiazgach, wyłącznie w nich. I to też jest sposób na życie. Tak samo dobry.

                          A na końcu, w ostatnim akcie zawsze spada kurtyna. I po tym nie ma już nic. NIC dla aktora. Ale ludzka kultura, ci widzowie, pozostanie. Warto dla jakości tej całości żyć. Bo ukształtuje ona miliony podobnych nam. Niech oni mają lepiej. Oni, to jak ja. To przedłużenie mnie. Niech nie zmagają się z durną wiarą, zabobonami, niewolnictwem umysłowym, zakłamaniem, zbędnym cierpieniem, prowokowaną nienawiścią do inności.

                          > Dlatego sądze, ze dobrze jest, ze sa rozmaite poglądy i nurty
                          > zycia spolecznego, a nie dyktatury poglądow.

                          Tylko żeby te fałszywe nie miały wpływu na życie tych, którzy chcieliby mieć wokół siebie możliwie najwięcej czystej prawdy.

                          Zresztą, nikomu nie życzę wylądowania w fałszywym świecie. Prawda zawsze jest lepsza od kłamstwa. Czyż nie mówię prawdy? ;)

                          > Kochając bez dystansu mozna przez przypadek zacalowac na smierc,
                          > a tego bysmy oboje nie chcieli:)))

                          Tam, gdzie jest sama prawda, nie powinny się i takie incydenty zdarzyć. Tak mi się wydaje. :)
                          • kolebeczka Re: A gdyby boga nie było... 15.01.09, 18:10
                            no to do zobaczenia... w raju, pod jakims pachnacym drzewem, a bez
                            węzy, bo sie jeszcze zacznie od nowa:)))
                            • jerz-ykk Re: A gdyby boga nie było... 16.01.09, 14:32
                              idz juz idz bo gdzie nie spojrzeć wszedzie Twoj nick!!
                              Jeszcze potorz bo nie pamietam po ilu ty uczelnaich jesteś?
                              jak inni nie chcala to trzeba samemu,biedne stworzenie
                              O tej ciazy swojej to piszesz na wszystkich forach Lazisz wszedzie po calym
                              necie z ta wiadomoscia Chyba ty jedna jestes po zabiegu invitro .
                              • kolebeczka Re: A gdyby boga nie było... 16.01.09, 21:13
                                Oj nie ja jedna- Ty tez, tylko ze punkcje miales przez wlasne kolce,
                                jeżu:)))
                  • opornik4 Re: A gdyby boga nie było... 18.01.09, 04:49
                    grgkh napisał:
                    > Ja litości, szczególnie twojej nie potrzebuję. Więcej, obawiam się
                    > jej, bo to litość katolicka, w której, jak w przypadku matki
                    Teresy,
                    > CELEM JEST CIERPIENIE. Uchowaj mnie boże :))) przed waszą litością.

                    Gdybys uwazniej czytal, co ludzie pisza - wiedzialbys, ze Kolebeczka
                    nie jest katoliczka. Ba, na pewnym forum odmowiono jej nawet miana
                    chrzescijanki.
                    Ciebie, biedny czlowieku wrecz zaslepila nienawisc do religii.
                    Pod pozorem wyzwolenia ludzi z "zabobonow" usilujesz
                    im narzucic swoje chore urojenia.
                    Mozna starac sie zrozumiec, ze zostales kiedys przez
                    kogos "religijnego" skrzywdzony, ale trudno zaakceptowac
                    Twoja obecna fobie.
                    Nawet nie widzisz, iz zarzucajac komus tkwienie w niewoli
                    - sam jestes NIEWOLNIKIEM.
                    • piwi77 Re: A gdyby boga nie było... 19.01.09, 12:25
                      I tak po katolicku, bez sensu i ad personam.
                    • grgkh Re: A gdyby boga nie było... 19.01.09, 12:29
                      Spoko, oporniczku. A cóż Ty tak nagle mną się kłopotasz? ;)

                      Mój stan ducha jest świetny. Moja antyreligijna "fobia" ;) jest pod pełną kontrolą, na pewno pełniejszą niż wasze uzależnienie od potrzeby kontaktu z urojeniem boga w przepełnionych wiarą umysłach.

                      Będzie dobrze. Ja mam świadomość uczestniczenia w szerzeniu prawdy przeciwko szerzeniu religijnych kłamstw przez takich jak Ty. To duża satysfakcja, ale jednak margines mojego realnego życia.

                      A z kolebeczką się w którymś momencie nie zrozumieliśmy, ale przecież się nie pozabijaliśmy i jest OK. :)
    • cara.mordsith Re: A gdyby boga nie było... 14.01.09, 17:57
      poplakalam sie ze smiechu XD
    • xs550 Re: A gdyby boga nie było... 16.01.09, 09:44
      grgkh napisał:

      > Chrakterystyczna jest postawa księdza, który powtarza
      > całą masę banalnych, fałszywych religijnych tez.

      Kosciol to instytucja u zrodel ktorej kryje sie jedno z najwiekszych klamstw w historii, tj. teza o istnieniu boga. Przyznanie sie do blednosci tego twierdzenia przyczyniloby sie do znacznego podwazenia wiarygodnosci tej organizacji wsrod jej klientow, czyli ludzi ktorzy wbrew wszystkiem ciagle jeszcze utrzymuja, ze w niebie urzeduje ich niewidzialny przyjaciel ktory czyta ich wszystkie mysli. Dlatego panowie w sukienkach taka wage przywiazuja do jednomyslnosci i dogmatycznego podejscia do pewnych kwestii.
      • lilu71 Re: A gdyby boga nie było... 16.01.09, 11:29
        > Kosciol to instytucja u zrodel ktorej kryje sie jedno z najwiekszych klamstw w
        > historii, tj. teza o istnieniu boga.
        Ta teza stoi u podstaw większości wierzeń i religii, nie tylko KK. Co do jej
        kłamliwości - to już kwestia indywidualnego podejścia, własnego "czucia" wiary,
        zaufania do ludzi, którzy głoszą takie lub inne poglądy. Nie wiem czy Bóg
        istnieje, ale wierzę w to. Jednocześnie Kościół nie jest mi niezbędny do tego by
        wierzyć tak jak można chodzić do kościoła totalnie olewając wiarę i robiąc to
        tylko "pod publiczkę", dla tradycji, dla rodziny itp. Niektórzy ateiści -
        podobnie jak niektórzy wierzący - maja tendencje do spłycania i "szufladkowania"
        wiary i wierzących. Tak jak każdy ateista jest indywidualnością i ma swoją
        opinię na wiele spraw tak i wierzący nie koniecznie musi być ślepo zapatrzony w
        to co mówi czy robi Kościół.
        Wiara jest sprawą osobista każdego człowieka - tak uważam i dlatego jestem
        zupełnie przeciwna ingerowaniu KK w życie społeczne w taki sposób jak to
        czynione jest w Polsce. Ale równocześnie jestem przeciwna ingerowaniu ateistów w
        moją wiarę w takim sensie, w jakim niektórzy próbują to robić na tym forum. Dla
        ciebie Bóg to bajka i kłamstwo. OK masz prawo tak twierdzić. Ale to nie znaczy,
        ze na pewno masz rację. Dopóki nie będziemy mieć 100% pewności, ze Bóg nie
        istnieje nie możemy takiej pewności mieć. A skoro Bóg (lub bogowie) zaistniał w
        świadomości człowieka, skoro pojawia sie w rożnych kulturach, na rożnych
        kontynentach niezależnie od siebie (choć oczywiscie w rożnej postaci)to należy
        sie jednak zastanowić skad sie ta idea wzięła? Została wymyślona? Może, ale jak
        uczy nas życie człowiek tak naprawdę nie jest aż tak "twórczy" Każdy 'twór"
        naszej wyobraźni ma jednak w jakimś stopniu swój "odnośnik" w rzeczywistości.
        Np. pierwowzorem wampira byli prawdopodobnie ludzie chorzy na porfirię lub pewne
        gatunki nietoperzy. Hobbit to jak sami naukowcy dowodzą - Homo floresiensis,
        smoki są dziwnie podobne do dinozaurów... Więc co było pierwowzorem Boga? I po
        co u licha człowiek "wymyślając" Go tak sam sobie skomplikował życie. Sam sobie
        kazał przestrzegać "boskich" reguł, a na dodatek Bóg w religiach
        monoteistycznych jest dosyć zagadkowy i skomplikowany, niejasny i nieodgadniony.
        Po co? Nie łatwiej było "dopracować" model Boga tak, był nikt nie mógł się do
        niego "przyczepić"? I jeszcze jedno. Ewolucja sprawia, ze zbędne "organy" czy
        zachowania są niwelowane, zanikają. Dlaczego zatem religia stawała się coraz
        bardziej "rozwinięta", ogarniała swym zasięgiem coraz większe terytoria i ludzi?
        Była po coś. Była potrzebna. Owszem miała też wiele złego na swoim koncie, ale
        równocześnie naukowcy w badaniach potwierdzili, ze religia była czynnikiem
        przyspieszającym rozwój społeczeństwa.
        • xs550 Re: A gdyby boga nie było... 17.01.09, 01:49
          Wiara w boga czy bogow wziela sie z ograniczonej wiedzy czlowieka na temat otaczajacego go swiata (czesto ze strachu przed nim). Tyle stoi za tym pojeciem. Jednak pomimo tego, ze nie zgadzamy sie to dziekuje Ci za przemyslana i wywazona odpowiedz. Z przyjemnoscia przeczytalem to co mialas do powiedzenia.
        • grgkh Re: A gdyby boga nie było... 17.01.09, 03:37
          lilu71 napisała:

          > Wiara jest sprawą osobista każdego człowieka - tak uważam i
          > dlatego jestem zupełnie przeciwna ingerowaniu KK
          > w życie społeczne w taki sposób jak to czynione jest w Polsce.
          > Ale równocześnie jestem przeciwna ingerowaniu ateistów w
          > moją wiarę w takim sensie, w jakim niektórzy próbują to robić
          > na tym forum.

          Bądż sprawiedliwa. To miejsce to forum. Spotykają się tutaj ci,
          którzy chcą pewne sprawy omówić. Jeśli uważasz, że oczymś nie wolno
          TUTAJ mówić, to żądasz ograniczania naszej, ateistów wolności.

          Sama wspominasz, że religia jest prywatną sprawą wierzących. Niech
          więc oni ze swoją prywatnością odejdą do takiego miejsca, gdzie nie
          będą jej upubliczniać.

          I jeszcze coś: Czy spotkałaś się kiedyś z ateistami, którzy w
          podobny do Twojego sposób chcieliby, by nie mówiono "gdzieś", "w
          taki lub inny sposób" o czymś, co jest częścią ich światopoglądu?

          Żądasz dla swoich poglądów większych niż należne przywilejów.

          > Dla ciebie Bóg to bajka i kłamstwo.
          > OK masz prawo tak twierdzić. Ale to nie znaczy,
          > ze na pewno masz rację.

          Mam rację i potrafię to LOGICZNIE udowodnić. A czy Ty potrafisz
          udowodnić, że jakiś bóg istnieje? Jakiś, nie Twój konkretny, ale w
          ogóle jakikolwiek... NIE POTRAFISZ :))). A więc tym bardziej to ja
          mam rację ;).

          > Dopóki nie będziemy mieć 100% pewności, ze Bóg nie
          > istnieje nie możemy takiej pewności mieć.

          A krasnale istnieją? Według Twoich zasad pewnie tak jest. ;)

          > A skoro Bóg (lub bogowie) zaistniał w świadomości człowieka,
          > skoro pojawia sie w rożnych kulturach, na rożnych
          > kontynentach niezależnie od siebie (choć oczywiscie w rożnej
          > postaci)to należy sie jednak zastanowić skad sie ta idea wzięła?

          Już Ci to mówię. Ludzie pochodzą genetycznie od wspólnego, JEDNEGO
          (!!!!) przodka, gdzieś z Afryki. Na tej samej zasadzie prawie
          wszystkie języki świata mają coś ze sobą wspólnego...

          > na dodatek Bóg w religiach monoteistycznych jest dosyć zagadkowy
          > i skomplikowany, niejasny i nieodgadniony.

          Religie monoteistyczne czerpały z innych, wcześniejszych religii.
          Ale to prawda, ludzie są bardzo twórczy. Wystarczy prześledzić
          historię sztuki. I z tej przyczyny religie wciąż, także i teraz
          ewoluują.

          > Dlaczego zatem religia stawała się coraz bardziej "rozwinięta",
          > ogarniała swym zasięgiem coraz większe terytoria i ludzi?
          > Była po coś. Była potrzebna.

          Religia to SYSTEM WŁADZY. Kiedyś także w pewnym stopniu spełniała
          dzisiejszą rolę nauki - gromadziła w sobie poznane reguły działania
          świata i opisu zjawisk. Potem nauka wymknęła się religii. Na
          szczęście. ;)

          > Owszem miała też wiele złego na swoim koncie, ale równocześnie
          > naukowcy w badaniach potwierdzili, ze religia była czynnikiem
          > przyspieszającym rozwój społeczeństwa.

          Owszem. Niewolnictwo też przyspieszyło rozwój społeczeństw. A wojny
          rozwijają najszybciej i najskuteczniej technologie. I co z tego
          wynika? Dziś religia jest nam zbędna. Ale nie chce oddać swojej,
          prehistorycznej władzy i występuje przeciwko nauce (wątpienie we
          wszystko jest niezbędne do właściwego poznawania świata), a także
          przeciwko ludziom prowokując ich do działania przeciwko sobie i do
          uczestnictwa w "niewolniczych" systemach współistnienia.
          • tlenek_wegla Re: A gdyby boga nie było... 17.01.09, 11:04

            Wow! Moj Panie....

            "Już Ci to mówię. Ludzie pochodzą genetycznie od wspólnego, JEDNEGO
            (!!!!) przodka, gdzieś z Afryki. Na tej samej zasadzie prawie
            wszystkie języki świata mają coś ze sobą wspólnego.."

            Nie ulegaj prosze kreacjonistycznej wizji, kiedy to malpa wydala na swiat
            bezwlose stworzenie z duza glowa... Czlowieka.

            Takiej ewolucji, skokowego przejscia, nie bylo. Przodkowie ludzi to byla po
            prostu grupa malpoludow, ktora odizolowana geograficznie od calej reszty
            podobnych malpoludow, stopniowo zmieniala sie. Ich przystosowania szly w innym
            kierunku niz reszty. Stad po kilku milionach lat mamy Homo sapiens.
            • grgkh Re: A gdyby boga nie było... 19.01.09, 12:09
              tlenek_wegla napisała:

              >
              > Wow! Moj Panie....
              >
              > "Już Ci to mówię. Ludzie pochodzą genetycznie od wspólnego, JEDNEGO
              > (!!!!) przodka, gdzieś z Afryki. Na tej samej zasadzie prawie
              > wszystkie języki świata mają coś ze sobą wspólnego.."
              >
              > Nie ulegaj prosze kreacjonistycznej wizji, kiedy to malpa wydala
              > na swiat bezwlose stworzenie z duza glowa... Czlowieka.

              Czy coś takiego napisałem? Chyba przeinterpretowujesz coś w zapale do pisania... ;)

              > Takiej ewolucji, skokowego przejscia, nie bylo.

              Skokowego nie było, ale przodek jeden był, zarówno w linii męskiej (DNA komórkowe) jak i żeńskiej (DNA mitochondrialne).

              > Przodkowie ludzi to byla po prostu grupa malpoludow,
              > ktora odizolowana geograficznie od calej reszty
              > podobnych malpoludow, stopniowo zmieniala sie.

              Reszta zresztą ;) mogła ewoluować rozbieżnie, ale "w którymś momencie" bezpotomnie wyginęła. Mogła się nawet z tymi rozbieżnymi liniami krzyżować, ale krzyżówki też mogły całkowicie wyginąć. Fakt jest tylko jeden pewny - śledzenie DNA obecnie istniejących ludzkich populacji wskazuje kierunek ekspansji geograficznej i miejsce, od którego ta ekspansja, dla tych, któzy przetrwali do dziś, się zaczęła. Co do izolacji od innych grup, to też nie jest to pewne, bo np. kromaniończycy i neandertalczycy współistnieli kiedyś na tym samym terenie i w tym samym czasie. A więc i wcześniej, choć dla znacznie mniejszych grup mogło dochodzić do podobnych sytuacji. Po prostu nie ma śladów, ale nie należy mówić, że to niemożliwe.

              > Ich przystosowania szly w innym kierunku niz reszty.
              > Stad po kilku milionach lat mamy Homo sapiens.

              Człowieka myślącego stworzyła ewolucja genetyczna i, nieistniejąca wcześniej w świecie ziemskiej bilologii i o zauważalnym oraz istotnym wpływie, memetyczna.
              • tlenek_wegla Re: A gdyby boga nie było... 19.01.09, 13:32
                > Skokowego nie było, ale przodek jeden był, zarówno w linii męskiej (DNA komórko
                > we) jak i żeńskiej (DNA mitochondrialne).

                Nie jeden przodek, a populacja...

                > Reszta zresztą ;) mogła ewoluować rozbieżnie, ale "w którymś momencie" bezpotom
                > nie wyginęła. Mogła się nawet z tymi rozbieżnymi liniami krzyżować, ale krzyżów
                > ki też mogły całkowicie wyginąć.

                Taka krzyzowka byl prawdopodobnie neandertalczyk. Rdzenni mieszkancy Australii
                posiadaja wiele cech neandertalczyka.

                > Człowieka myślącego stworzyła ewolucja genetyczna i, nieistniejąca wcześniej w
                > świecie ziemskiej bilologii i o zauważalnym oraz istotnym wpływie, memetyczna.

                Po prostu ewolucja. Z teoria memow Dawkinsa bym polemizowal. Geny mozna badac i
                sa obrazem zmian, ktore mozna przedstawic ilosciowo i jakosciowo. Dlatego ich
                badanie jest bardziej wiarygodne niz badanie pojec.
                • grgkh Re: A gdyby boga nie było... 23.01.09, 10:54
                  tlenek_wegla napisała:

                  > Nie jeden przodek, a populacja...

                  pl.wikipedia.org/wiki/Haplogrupa
                  > Taka krzyzowka byl prawdopodobnie neandertalczyk.
                  > Rdzenni mieszkancy Australii posiadaja wiele cech neandertalczyka.

                  Może tak, może nie... Na razie tego nie ustalono ze 100% pewnością. Chyba coś podobnego mówiono kiedyś nie tylko o aborygenach ale i o buszmenach z południa Afryki.

                  > Po prostu ewolucja.
                  > Z teoria memow Dawkinsa bym polemizowal. Geny mozna badac i
                  > sa obrazem zmian, ktore mozna przedstawic ilosciowo
                  > i jakosciowo. Dlatego ich badanie jest bardziej wiarygodne
                  > niz badanie pojec.

                  A jeszcze szerzej, jeśli w tym kierunku mamy podążać, to ewolucją jest w ogóle samo istnienie Wszechświata. A jednak wyodrębnia się ewolucję genetyczną i memetyczną jako same w sobie niezależne od siebie ponieważ każda z nich stosuje swój język zapisu informacji. Każdy z nich, memów lub genów, potrzebuje nośnika, wehikułu i każdy ma specyficzne, nieistniejące u drugiego właściwości.

                  W przypadku memów niemożliwe jest dzisiaj zanegowanie ich ogromnej roli w ostatnim rozdziale ewolucji od małp człekokształtnych do homo sapiens. Faktem jest, że to właśnie one napędzały kierunek tej ewolucji doskonaląc swój wehikuł (ludzi) tak, by mogły na nim lepiej i skuteczniej istnieć, rozwijać się, doskonalić, konkurować ze sobą itd. Polecam Ci "Maszynę memową" Susan Blackmore. Nie jest to pozycja już najnowsza (jak ten czas szybko płynie), ale jej treść nie jest w świecie nauki dotąd podważona lecz coraz szerzej uznawana za istniejącą w rzeczywistości.
          • kiwaczek11 Re: A gdyby boga nie było... 17.01.09, 12:03
            > Dla ciebie Bóg to bajka i kłamstwo.
            > OK masz prawo tak twierdzić. Ale to nie znaczy,
            > ze na pewno masz rację.

            > Mam rację i potrafię to LOGICZNIE udowodnić.

            Dlaczego nikt w tym wątku nie zapyta grgkh jak brzmi jego logiczny
            dowód na nieistninie Boga?

            Grgkh, czy mógłbys przytoczyc ten dowód ,bez zbędnych odniesien i
            komentarzy, wrowadzania przykładów na to czy na tamto, co przez
            wyrwanie z kontekstu mogłoby rodzić niezrozumienie itp. czysta
            ścieżkę implikacji , tak aby można bylo się do niego szczegółowo
            odnieść?
            I bez podawania linków, bo w kazdym z nich temat jest lekko
            rozmydlony, co uniemożliwia odniesienie się bez cytowania opasłych
            wieloczęściowych wypowiedzi.
            Szukałem takiej jasno sprecyzowanej frormy w Twoich wypowiedziach.
            Nie znalazłem, być może przegapiłem.
            • tlenek_wegla Re: A gdyby boga nie było... 17.01.09, 12:50

              Przeczytaj ten tekst.

              www.racjonalista.pl/kk.php/s,5831
              • kiwaczek11 Re: A gdyby boga nie było... 17.01.09, 19:58
                Dzięki, tekst bardzo fajny. Tylko jeśli chciałes nim wyręczyć Grgkh
                w tym o co go prosiłem, to chyba rzuciłeś mu betonowe koło
                ratunkowe :).
                Bo o ile tekst , jak sam autor pisze, dotyczy nie Boga, a idei i
                wizerunku Boga i poddaje pod wątpliwość wszelkie próby udowadniania
                istnienia Boga ,jakiego wizerunki się pojawiają w religii lub
                religiach, to nie ma w nim nic , co byłoby dowodem na jego
                nieistnienie. Zresztą autor podkreśla to na przykładzie dowodu św.
                Anzelma.
                • grgkh Boga nigdy nie było i nadal nie ma 19.01.09, 11:55
                  Dobry tekst, bardzo obszerny i kompetentny, za co podziwiam autora, ale ja pójdę drogą krótszą i skuteczniejszą.

                  Nie ma kreatora, to nie ma boga w ogóle, a Wszechświat staje się integralny i niezależny od tej durnej idei. Zresztą, pozostałe cechy przypisywane bogom, jako absoluty i ideały, można z równą łatwością obalić i nie stanowi to dla mnie żadnego problemu. Podaj coś nowego, innego od kreatora, a się przekonasz. :)

                  Żałosne jest tylko to, że za krótki czas, w innym wątku, znów będziesz twierdził, że Ty masz rację, a ja niczego nie napisałem.
            • grgkh Nie istnieje bóg-kreator świata (dowód) 19.01.09, 11:38
              Po pierwwze to nie znam Twojej definicji boga. Ale na początek rozprawię się z bogiem, któremu przypisuje się stworzenie świata, z bogiem-kreatorem.

              Wszechświat powstał samodzielnie ponieważ JEST TO MOŻLIWE. A jest możliwe, ponieważ kreator, który miałby stworzyć świat też musiałby powstać samodzielnie, a więc jest możliwe, MUSI BYĆ MOŻLIWE, samodzielne powstanie czegoś z niczego.

              Kreator jest zbędny, tak jak zbędne są krasnoludki, których istnienia nikt nie dowiódł. Bóg-kreator nie istnieje ponieważ nikt nie udowodnił także i w inny sposób jego istnienia.

              O, i to jest ten prymitywnie prosty dowód, którego Twoja złożona inteligencja nie akceptuje, a dlaczego tak jest, to już jest Twój problem. :)))

              Ci, którzy nie akceptują tego dowodu, nie mogąc go jednak podważyć, mają problem ze stosowaniem logiki w myśleniu.
              • lilu71 Re: Nie istnieje bóg-kreator świata (dowód) 19.01.09, 18:33
                > Wszechświat powstał samodzielnie ponieważ JEST TO MOŻLIWE. A jest możliwe, poni
                > eważ kreator, który miałby stworzyć świat też musiałby powstać samodzielnie, a
                > więc jest możliwe, MUSI BYĆ MOŻLIWE, samodzielne powstanie czegoś z niczego.
                No i już błąd. Bóg wcale nie musiał powstać bo mógł - a tak zresztą zakłada
                wiele religii - istnieć wiecznie, "od zawsze".

                > Kreator jest zbędny, tak jak zbędne są krasnoludki, których istnienia nikt nie
                > dowiódł.
                Gdyby był zbędny to ludzkość nie poszukiwałaby tak zawzięcie kontaktu z Bogiem i
                nie szukała dowodów na jego (nie-)bądź istnienie. Bo jak ktoś kiedyś napisał
                czy powiedział nauka to za mało. Ona wyjaśnia jedynie Jak? ale nie Dlaczego? i
                Po co? Wiara i stosunek do Boga (nieważne czy teizm czy ateizm)to jeden ze
                składników naszego człowieczeństwa, czy to się komuś podoba czy nie. Model
                świata, w którym ludzie nie maja żadnego stosunku do wiary nie istnieje. Albo są
                ludzie wierzący w Siły Wyższe, albo tacy, którzy tę wiarę odrzucają. Tak więc
                nie wiemy jak wyglądałby świat, gdyby ludzie nie wierzył, nie szukali Boga. Tak,
                jak nie wiemy jak by to było, gdybyśmy mieli trzy nogi i dwie głowy....Ale to
                odrzucenie też jest pewną postawą.

                > Bóg-kreator nie istnieje ponieważ nikt nie udowodnił także i w inny sposób
                jego istnienia.
                Znowu te krasnoludki... no dobra. Niech jeszcze i to... Krasnoludki wg
                'obiegowej' definicji to takie małe stworki w czerwonych czapeczkach, byty
                materialne żyjące w lesie. Czy tak? zgadzasz sie z tą definicja? Jeśli tak, to
                prosta sprawa - mamy pewność, ze nie istnieją, bo to co materialne i dostępne w
                lesie jest dla nas łatwe do zweryfikowania. Ludzie przeczesali tyle hektarów
                lasów, poznali już tak dobrze świat materialny, ze mogą z pewnością powiedzieć,
                ze nigdzie na coś takiego jak krasnoludek się nie natknęli. Z kolei Bóg jest
                bytem niematerialnym (w każdym razie ja w takiego wierzę) a jego "królestwo
                jest nie z tego świata" że tak sie tu posłużę cytatem z Biblii. Siłą rzeczy nie
                możemy w Jego kwestii być tak "spokojni" jak w przypadku krasnali bo po pierwsze
                nie zbadaliśmy świata niematerialnego i nie mamy wstępu (w każdym razie za
                życia) do boskiej "domeny".

                > O, i to jest ten prymitywnie prosty dowód, którego Twoja złożona inteligencja n
                > ie akceptuje, a dlaczego tak jest, to już jest Twój problem. :)))
                No prymitywny to on ci jest... To fakt. Tylko czy to aby na pewno jest dowód?
                • tlenek_wegla Re: Nie istnieje bóg-kreator świata (dowód) 19.01.09, 18:41

                  > No i już błąd. Bóg wcale nie musiał powstać bo mógł - a tak zresztą zakłada
                  > wiele religii - istnieć wiecznie, "od zawsze".


                  Skoro bóg mógł, dlaczego wszechświat nie?
                  • lilu71 Re: Nie istnieje bóg-kreator świata (dowód) 20.01.09, 12:00
                    > Skoro bóg mógł, dlaczego wszechświat nie?
                    A to pytanie chyba raczej skieruj do Grgkh bo to on zapewniał, "że wszechświat
                    sam się stworzył" a nie istniał od zawsze. On jest pewien swojej tezy, ba na
                    niej oparł swoje dalsze "dowodzeni" - przez analogię. Wiec proszę Cię, czytaj
                    uważniej zwracając uwagę nie tylko na to czyje poglądy Ci sie bardziej podobają
                    ale tez na przekazywaną treść.
                    • tlenek_wegla Re: Nie istnieje bóg-kreator świata (dowód) 20.01.09, 12:58

                      Nie pytalem w odniesieniu do pogladow grgkh, Tylko Twoich. Uznalas, zebog
                      istnieje wiecznie. Wiec pytam - skoro bog moze, to dlaczego nie wszechswiat.

                      uprawnione Twoim zdaniem jest twierdzenie - bog jest wieczny.

                      Moim zdaniem stwierdzenie wszechswiat jest wieczny jest tak samo spojne.
                • tlenek_wegla Re: Nie istnieje bóg-kreator świata (dowód) 19.01.09, 18:43

                  Z kolei Bóg jest
                  > bytem niematerialnym (w każdym razie ja w takiego wierzę) a jego "królestwo
                  > jest nie z tego świata" że tak sie tu posłużę cytatem z Biblii. Siłą rzeczy nie
                  > możemy w Jego kwestii być tak "spokojni" jak w przypadku krasnali bo po pierwsz
                  > e
                  > nie zbadaliśmy świata niematerialnego i nie mamy wstępu (w każdym razie za
                  > życia) do boskiej "domeny".
                  >

                  Ergo nie istnieje cos takiego jak bog, poniewaaz swiat ludzi sklada sie z
                  rzeczywistosci, ktora mozemy ogarnac...

                  Jezeli cos wymyka sie poznaniu, to nie itnieje.
                  • lilu71 Re: Nie istnieje bóg-kreator świata (dowód) 20.01.09, 12:18
                    > Ergo nie istnieje cos takiego jak bog, poniewaaz swiat ludzi sklada sie z
                    > rzeczywistosci, ktora mozemy ogarnac...
                    Świat ludzi moze i tak, ale my mówimy przecież o innym swiecie ;)


                    > Jezeli cos wymyka sie poznaniu, to nie itnieje.
                    Dawniej ludzkiemu poznaniu "wymykało się" np. zjawisko ultradźwięków, atom - ba
                    nawet dobrze nie znano ludzkiej anatomii! To mam przez to rozumieć, że "w
                    dawnych czasach" czyli na początku rozwoju naszej cywilizacji i nawet trochę
                    później wszystkie te zjawiska nie istniały? Nietoperze rozbijały sobie pyszczki
                    na pierwszym napotkanym drzewie, otaczający świat nie składał się z atomów -
                    wszak nie były przez nas "rozpracowane" a człowiek miał totalnie "wymieszane"
                    bebechy bo dokładnie nie wiadomo było co ma w środku? Nie, no to absurd! Ja
                    rozumiem, że można traktować świat "homocentrycznie" - czego nie widzę, nie
                    dotykam, tego nie ma... To już jednak było nie pamiętam u którego myśliciela, bo
                    filozofię miałam już dawno, ale ów właśnie dowodził, że obiekt istnieje tylko
                    wtedy, gdy na niego patrzysz. Kiedy odwracasz wzrok znika. Twoje podejście
                    właśnie z tym mi się kojarzy. A przecież historia uczy nas, ze świat nie jest
                    taki, jakim go w danym momencie widza ludzie. Bo każde pokolenie odkrywa coś
                    nowego, o czym jego pradziadowie nie mieli pojęcia... Więc istnieje nie tylko
                    to, co znane i zbadane przez ludzi.
                    • tlenek_wegla Re: Nie istnieje bóg-kreator świata (dowód) 20.01.09, 13:02
                      > Dawniej ludzkiemu poznaniu "wymykało się" np. zjawisko ultradźwięków, atom - ba
                      > nawet dobrze nie znano ludzkiej anatomii! To mam przez to rozumieć, że "w
                      > dawnych czasach" czyli na początku rozwoju naszej cywilizacji i nawet trochę
                      > później wszystkie te zjawiska nie istniały

                      Mozna tak powiedziec. Dla ludzi, ktorzy nie mieli poziomu wiedzy dostatecznie
                      wysokiego, zeby rozpoznac i wykozystac te zjawiska - nie istnialy.

                      Zakladasz oczywiscie, ze nieistnieni boga uznaje za dogmat. Nie.

                      jezeli nauka dojdzie do poziomu rozwoju, ktory umozliwi poznanie boga, to ja z
                      checia przeanalizuje fakty (jezeli bede zyl) i zmienie swoje zdanie na ten
                      temat. Jak na razie poniewaaz boga nikt nie dowiodl w oparciu o dostepna wiedze
                      i mozliwosci, to bog dla mnie nie istnieje.

                      Tak robia ludzie, ktorzy posluguja sie rozumem.

                      jeszcze 150 lat temu smiesznym sie wydawalo, ze choroby moga powodowac bakterie.
                      Dopiero odkrycia Pasteura i Kocha pozwolily ujzec swiatu mikroby. Ludzie nie
                      szli w zaparte. Zaakceptowali nowa wiedze (nie bez oporow) i zmienili swoje
                      nastawienie.

                      Z religia juz tak dobrze nie ma, prawda? Istieja dogmaty, ktore sie nie zmieniaja.
                • grgkh Parę innych dowodów i szczypta logiki 20.01.09, 22:55
                  lilu71 napisała:

                  > > Wszechświat powstał samodzielnie ponieważ JEST TO MOŻLIWE.
                  > > A jest możliwe, ponieważ kreator, który miałby stworzyć świat
                  > > też musiałby powstać samodzielnie, a więc jest możliwe,
                  > > MUSI BYĆ MOŻLIWE, samodzielne powstanie czegoś z niczego.

                  > No i już błąd.

                  Błąd, ale Twój.

                  > Bóg wcale nie musiał powstać bo mógł - a tak zresztą zakłada
                  > wiele religii - istnieć wiecznie, "od zawsze".

                  Wprowadzasz nową, nieudowodnioną cechę kreatora - wieczność, której NIE
                  DEFINIUJESZ. Bez definicji taka cecha nie istnieje. A więc mój dowód nie został
                  obalony, czyli jest prawdziwy.

                  BÓG-KREATOR NIE ISTNIEJE. ;)

                  Ale zrobię w Twoja stronę ukłon. Wykonam zbędny ruch, ale zrobię to by pokazać,
                  jak kiepsko myślisz i jak bardzo nie znasz zasad logiki. - Pokażę, że nie
                  istnieje coś takiego jak "wieczne istnienie boga".

                  Od zawsze i wiecznie, to elementy wyznaczanie punktów na osi czasu. To jest
                  także zgoda na to,m że czas płynie, a płynie także i dla bożka. Wątpisz w to?

                  Istnieje dla bożka moment przed kreacją, podczas niej oraz po niej. Te trzy
                  punkty wyznaczają kierunek przebiegu czasu. Czas dla bożka biegnie, a bożek był
                  w innym kontekście przynajmniej trzy razy. Jeśli czas dla niego biegnie to NA
                  PEWNO można - posuwając się wstecz wszystkich zdarzeń, które go dotyczą -
                  osiągnąć punkt, w którym żadne z tych zdarzeń jeszcze dla niego nie miały
                  miejsce. I TO JEST POCZĄTEK TWOJEGO BOGA.

                  Jakikolwiek byt uczestniczący w zmienności NIE MOŻE BYĆ JEDNOCZEŚNIE wieczny,
                  czyli być jednocześnie w przeszłości i przyszłości, bo wtedy wszystko, co on
                  tworzy jest wieczne razem z nim i razem z nim powstało w tej wieczności. A więc
                  Wszechświat jest dokładnie tak samo wieczny jak wieczny jest jego kreator.

                  Kreator nie może być wieczny, a więc musiał powstać. Reszta dowodu jest taka jak
                  na początku.

                  Powiedz mi, dlaczego teologia jest tak prymitywna i posługuje się tak wielką
                  manipulacją znaczeniami? Bo jej celem jest panowanie nad głupimi. Im głupsi są
                  wierzący, tym bardziej zachwycają ich intelektualne płycizny. Smutna refleksja,
                  ale nie do obalenia. I świadczy jednoznacznie o jakości religii.

                  > > Kreator jest zbędny, tak jak zbędne są krasnoludki, których
                  > > istnienia nikt nie dowiódł.

                  > Gdyby był zbędny to ludzkość nie poszukiwałaby tak zawzięcie
                  > kontaktu z Bogiem i nie szukała dowodów na jego (nie-)bądź
                  > istnienie.

                  Podążę za Twoją logiką. Mogę? Przecież niczym ona się nie będzie różniła od
                  tamtej. Popatrz jak to działa - sformułuję analogiczną "prawdę": Gdyby mordowani
                  innych ludzi było zbędne, to nie mordowaliby się oni od tysięcy lat i tak
                  zawzięcie z imieniem Boga na ustach i w swych umysłach.

                  A teraz opowiem innym, że jesteś autorką recepty na dowód konieczności
                  zabijania. Czy masz na ten wariant logiki patent i mnie go nie wolno używać?

                  Możesz się wycofać ze swoich "złotych myśli", ale pod jednym warunkiem:
                  Publicznie, tutaj przyznasz, że mój dowód jest na nieistnienie boga-kreatora
                  jest nie do obalenia. Przynajmniej przez Ciebie. ;)

                  > Bo jak ktoś kiedyś napisał czy powiedział nauka to za mało.
                  > Ona wyjaśnia jedynie Jak? ale nie Dlaczego? i Po co?

                  O... :))) Naprawdę za mało? Nauka rozpoznaje zdania fałszywe i prawdziwe. Nie
                  mówi, które i kto ma przyjąć. Róbta, co chceta. Oczywiście nikt również nie
                  mówi, ile i jak bardzo fałszywych zdań trzeba przyjąć jako prawdę, by dostąpić
                  zaszczytu wejścia do grona ludzi, którzy uważają, że są równi bogu, bo wiedzą o
                  tym, o czym nauka nie ma prawa wiedzieć. Arogancja, bezczelność, pycha, pogarda
                  dla prawdy... To są cechy tych, którzy negują logikę, ale uważają, że ich
                  antylogika, chaos myślowy, może być lepszy od porządku i wątpienia, które
                  prowadzą do prawdy.

                  Żałosne. Popisy nieuków roszczących sobie prawo do stawiania siebie ponad nauką.

                  > Model świata, w którym ludzie nie maja żadnego stosunku
                  > do wiary nie istnieje.

                  Wiara to uznawanie dogmatów, twierdzeń bez dowodu uznawanych za na pewno
                  prawdziwe. A po to, by poznawać prawidłowo świat trzeba koniecznie wątpić, bo
                  zwątpienie jest pierwszym krokiem do sprawdzenia, czy coś jest prawdziwe. Bez
                  sceptycyzmu nie wiemy nic, a wiedza w ten sposób gromadzona jest śmietnikiem.

                  > Albo są ludzie wierzący w Siły Wyższe, albo tacy,
                  > którzy tę wiarę odrzucają. Tak więc nie wiemy jak wyglądałby
                  > świat, gdyby ludzie nie wierzył, nie szukali Boga.

                  Ależ nieprawda. Ja na ogół i na co dzień jestem przykładem takiego człowieka.
                  Wstaję rano, spoglądam na słońce, zieleń traw, biel obłoków i wcale nie myśląc o
                  Siłach Wyższych zachwycam się - jaki świat jest piękny. A potem bywa, że do
                  wieczora, dopóki radosny nie wtulę się w poduszkę, ani razu nie pomyślę, czy
                  jestem teistą, czy ateistą. I tak wygląda świat, w który Ty wątpisz. Jest
                  naprawdę wspaniały.

                  > Znowu te krasnoludki... no dobra. Niech jeszcze i to...
                  > Krasnoludki wg 'obiegowej' definicji to takie małe stworki
                  > w czerwonych czapeczkach, byty materialne żyjące w lesie.

                  Niekoniecznie. Są setki, a może tysiące definicji krasnali. I zawsze, gdy Ty coś
                  zaproponujesz, jak Ci powiem, że i tak mogą być jeszcze inne, o których ani Ty,
                  ani ja nie wiemy. I właśnie te istnieją. Istnieją tak samo jak bogowie, ponieważ
                  - wiem, że to absurdalne, ale to wasza logika, a więc wolno jej używać i mnie -
                  nie udowodniłaś ich nieistnienia. Czy widzisz, jak manipulujecie biednymi
                  ludźmi? Ale nie mną. ;)

                  > Z kolei Bóg jest bytem niematerialnym

                  Krasnoludek też.

                  > nie zbadaliśmy świata niematerialnego i nie mamy wstępu
                  > (w każdym razie za życia) do boskiej "domeny".

                  Następna głupota... Przepraszam, ale nie mogę tego spokojnie czytać. ;) Musisz
                  podjąć decyzję - albo świat materialny i niematerialny mają na siebie jakiś
                  wpływ, albo żadnego. Jeśli żadnego - to ten niematerialny, nigdy i w żaden
                  sposób nie mający wpływu, NIE ISTNIEJE DLA ŚWIATA MATERIALNEGO. Bo istnienie, to
                  przekaz informacji. A przekaz jest zawsze obustronny. I drugie - jeśli mają na
                  siebie wpływ, jakaś informacja przenika między światami, to świat niematerialny
                  przestaje być niematerialny, bo FIZYCZNIE zaznacza swoją obecność podczas
                  przekazu informacji. I w tym przypadku świata niematerialnego nie ma, bo się
                  połączył ze światem materialnym. W efekcie jest tylko jeden - materialny.

                  I znów bóg umarł zanim się narodził.

                  > No prymitywny to on ci jest... To fakt.
                  > Tylko czy to aby na pewno jest dowód?

                  Masz wątpliwości? :))) Jest. Na pewno.
                  • kiwaczek11 Parę zastrzeżeń, jak zawsze 21.01.09, 18:42
                    Grgkh napisał:

                    << Od zawsze i wiecznie, to elementy wyznaczanie punktów na osi
                    czasu. To jest
                    także zgoda na to,m że czas płynie, a płynie także i dla bożka.
                    Wątpisz w to?
                    Istnieje dla bożka moment przed kreacją, podczas niej oraz po niej.
                    Te trzy
                    punkty wyznaczają kierunek przebiegu czasu. Czas dla bożka biegnie,
                    a bożek był
                    w innym kontekście przynajmniej trzy razy. Jeśli czas dla niego
                    biegnie to NA
                    PEWNO można - posuwając się wstecz wszystkich zdarzeń, które go
                    dotyczą -
                    osiągnąć punkt, w którym żadne z tych zdarzeń jeszcze dla niego nie
                    miały
                    miejsce. I TO JEST POCZĄTEK TWOJEGO BOGA.
                    Jakikolwiek byt uczestniczący w zmienności NIE MOŻE BYĆ JEDNOCZEŚNIE
                    wieczny,
                    czyli być jednocześnie w przeszłości i przyszłości, bo wtedy
                    wszystko, co on
                    tworzy jest wieczne razem z nim i razem z nim powstało w tej
                    wieczności. A więc
                    Wszechświat jest dokładnie tak samo wieczny jak wieczny jest jego
                    kreator.
                    Kreator nie może być wieczny, a więc musiał powstać. Reszta dowodu
                    jest taka jak
                    na początku >>

                    W jednej z Twoich wypowiedzi znalazłem takie oto definiowanie czasu:

                    <<„"Zmienność, a więc różnica wartości w dwóch kolejnych krokach, to
                    upływ
                    czasu. I ta oś czasu rodzi nowe wielkości fizyczne, które
                    bez niej nie istnieją. Pamiętaj - zmienność jest różnicą. Gdy jest
                    ona równa
                    zeru, to tak, jakby jej nie było, a więc pozornie
                    czas dla tej wielkości zatrzymuje się lub, w większych przedziałach,
                    zwalnia.".>>

                    Wieczność , jako cecha Boga, może być NIEZMIENNOŚCIĄ, czyli zerową
                    zmiennością, o której piszesz. Jeśli tak, to dla niego czas nie
                    płynie. Jest niezmienny. Idąc Twoim tropem, jeśli jest niezmienny,
                    to jego KREACJA, TWORZENIE, jeśli takie jest, jest niezmienne ( w
                    myśl tego nie ma momentu przed , w trakcie i po kreacji). Ale wynik
                    kreacji nie musi już być niezmienny (wieczny), jak piszesz. To co
                    jest związane z niezmiennością, nie musi być tak samo niezmienne.
                    Prosta analogia. Przyspieszenie jest niezmienne , ale prędkość jest
                    w ciągłej zmianie. Przepływ cieczy w kranie jest niezmienny, ale w
                    wannie poziom wody ulega zmianie. Dlatego Wszechświat nie musi być
                    wieczny. Może być ( jest) zmienny. Kreacja (kreator) może być
                    niezmienna, więc nie musiała ( nie musiał ) mieć początku, nie
                    musiała ( nie musiał) powstać.
                    To samo zresztą można powiedzieć o REGUŁACH, które tak lubisz ( a ja
                    nie mam nic przeciwko nim). Czy musiały powstać? Czy są niezmienne?
                    Mogą być niezmienne, ( i wydaje się że takie są) a więc nie musiały
                    powstać. Ale jak najbardziej zmienne są efekty ich działań ( np.
                    zależnie od warunków początkowych).
                    • grgkh Więcej dowodów... 21.01.09, 22:47
                      Twój tytuł "parę zastrzeżeń" nie wnosi niczego nowego do rozmowy. Nie podważa, nie obala. Tworzysz dygresje, które są typową ucieczką. To erystyka. A polega ona na nieustannym porzucaniu meritum i proponowaniu nowych, nieprzemyślanych, coraz bardziej bełkotliwych tez. I tak możnaby do końca... nie świata, naszego życia.

                      Bez sensu, kiwaczku.

                      kiwaczek11 napisał:

                      > Wieczność , jako cecha Boga, może być NIEZMIENNOŚCIĄ, czyli zerową
                      > zmiennością, o której piszesz.

                      Zerowa zmienność jest nicością, nieistnieniem czegokolwiek.

                      Istnienie to reguły, to zależności i z nich wynikająca zmienność. W naszym świecie zmienność oparta jest na wyraźnie widocznych regułach.

                      > Jeśli tak, to dla niego czas nie płynie.

                      Płynie. Niczego nie rozumiesz. Jeśli kreator coś TWORZY, KREUJE to czas płynie, bo jest zmienność.

                      > Jest niezmienny.

                      Czas to jest wyłącznie rejestrowanie zmienności według jakichś reguł. I to by było na tyle, bo reszta jest bełkotem opartym na fałśzywych założeniach.

                      > Idąc Twoim tropem,

                      To jest Twój trop - oparty na fałszywych założeniach i na nierozumieniu zasad logiki - a nie mój. :)))

                      > jeśli jest niezmienny, to jego KREACJA, TWORZENIE, jeśli takie
                      > jest, jest niezmienne ( w myśl tego nie ma momentu przed , w
                      > trakcie i po kreacji). Ale wynik kreacji nie musi już być
                      > niezmienny (wieczny), jak piszesz. To co jest związane z
                      > niezmiennością, nie musi być tak samo niezmienne.

                      Ble, ble, ble? :))) Tracisz nieodwracalnie resztki reputacji.

                      A co do moich wcześniejszych dowodów, to pytam: czy masz jakieś pomysły, co w nich jest nie w porządku? Nie masz? Tak myślałem. A więc są prawidłowe. Bóg nie istnieje. Amen.

                      P.S. I pamiętaj, że kontekst, w którym dowodzimy wszelkiego istnienia, to MODEL z naszych umysłów, który tylko odnosimy do zewnętrznego źródła informacji, a którego prawdziwych założeń NIGDY nie poznamy. Zawsze będą one tylko domniemane. I tego też nie jesteś w stanie niczym podważyć, ani - tym gorzej dla Ciebie i Twoich dogmatów - zacząć ignorować.
                      • kiwaczek11 Re: Więcej dowodów... 22.01.09, 00:45
                        <<Twój tytuł "parę zastrzeżeń" nie wnosi niczego nowego do rozmowy.
                        Nie podważa, nie obala. Tworzysz dygresje, które są typową ucieczką.
                        >>

                        Kwestionowałeś „wieczność’ jako cechę. Pokazałem Ci czym może być,
                        przy użyciu Twoich definicji.

                        << > Wieczność , jako cecha Boga, może być NIEZMIENNOŚCIĄ, czyli
                        zerową
                        > zmiennością, o której piszesz.

                        Zerowa zmienność jest nicością, nieistnieniem czegokolwiek. >>

                        Podaj wiarygodne naukowe żródła, które tak twierdzą.
                        Z czysto fizycznego punktu widzenia zerowa zmienność ma miejsce w
                        zerze bezwględnym. Ustaje ruch. Zmienność jest zerowa. Nie
                        zauważyłem, aby fizyka mówiła w takich warunkach o NIEISTNIENIU.

                        << > Jeśli tak, to dla niego czas nie płynie.
                        Płynie. Niczego nie rozumiesz. Jeśli kreator coś TWORZY, KREUJE to
                        czas płynie, bo jest zmienność. >>

                        To Ty nie rozumiesz. Udajesz, że wiesz jak działa parowóz, ale wciąż
                        szukasz gdzie jest ten koń. Przytoczyłem proste analogie. Jak
                        grochem o ścianę.

                        <<Czas to jest wyłącznie rejestrowanie zmienności według jakichś
                        reguł. >>
                        oraz dawniejsza wypowiedź:” "Zmienność, a więc różnica wartości w
                        dwóch kolejnych krokach, to upływ czasu.” >>

                        Zmienności czego i wg jakich reguł? Zadaję to pytanie,
                        bo ...zresztą, możesz przybliżyć bardziej szczegółowo?
                        Gradient zmienności w kolejnych dwóch krokach może być różny, bo nie
                        zależy tylko od upływu czasu. Jak chcesz określać czas tylko na
                        podstawie zmienności?

                        << > Idąc Twoim tropem,

                        To jest Twój trop - oparty na fałszywych założeniach i na
                        nierozumieniu zasad logiki - a nie mój. :))) >>

                        Założenia formułowałeś Ty. Więc są prawdziwe, czy fałszywe?
                        Uciekasz od konsekwencji tego co napisałeś. Skoro piszesz co innego
                        niż chcesz napisać, potrzebujesz ,jak Lech Wałęsa, kogoś, kto będzie
                        prostował wypowiedzi.

                        <<< > jeśli jest niezmienny, to jego KREACJA, TWORZENIE, jeśli
                        takie
                        > jest, jest niezmienne ( w myśl tego nie ma momentu przed , w
                        > trakcie i po kreacji). Ale wynik kreacji nie musi już być
                        > niezmienny (wieczny), jak piszesz. To co jest związane z
                        > niezmiennością, nie musi być tak samo niezmienne.

                        Ble, ble, ble? :))) Tracisz nieodwracalnie resztki reputacji. >>>

                        Ciekawa polemika, na miarę prawdziwego mistrza dyskusji. A może się
                        w tym gubisz, skoro Twoje ośrodki percepcji odbierają większość jako
                        ble ble ble.

                        << A co do moich wcześniejszych dowodów, to pytam: czy masz jakieś
                        pomysły, co w nich jest nie w porządku? Nie masz? Tak myślałem. A
                        więc są prawidłowe. Bóg nie istnieje. Amen. >>

                        Odniosłem się do Twoich tanich sztuczek rodem z dowodu św. Anzelma.
                        Nie czytałeś. Nie musiałeś. Zawsze milej jest potuptać nóżkami
                        krzycząc „Ja i tylko ja mam rację”. Wygodniej jest tez przemilczeć
                        sprawę, albo odeprzeć oponenta magicznymi słowami „ble ble ble”.

                        << P.S. I pamiętaj, że kontekst, w którym dowodzimy wszelkiego
                        istnienia, to MODEL z naszych umysłów, który tylko odnosimy do
                        zewnętrznego źródła informacji, a którego prawdziwych założeń NIGDY
                        nie poznamy. Zawsze będą one tylko domniemane. I tego też nie jesteś
                        w stanie niczym podważyć, ani - tym gorzej dla Ciebie i Twoich
                        dogmatów - zacząć ignorować. >>

                        Nigdy nawet nie wyrażałem chęci, aby to podważać. Bo jest to dla
                        mnie oczywiste. I nie musisz mi tego tłumaczyć. Daruj sobie pozycję
                        mentora. Co do dogmatów wiele razy pisałem. Groch o ścianę. Nie ma
                        sensu więcej. Ty na prawdę masz urojenia chłopie.
                        • grgkh Bóg nie istnieje i jest to pewne 22.01.09, 12:14
                          kiwaczek11 napisał:

                          > <<Twój tytuł "parę zastrzeżeń" nie wnosi niczego nowego
                          > do rozmowy. Nie podważa, nie obala. Tworzysz dygresje,
                          > które są typową ucieczką.>>
                          >
                          > Kwestionowałeś „wieczność’ jako cechę.
                          > Pokazałem Ci czym może być, przy użyciu Twoich definicji.

                          Ależ Ty mi nic nie pokazałeś. Twoje rozumowanie jest błędne logicznie. To jakiś słowotok bez sensu i spójności.

                          > Podaj wiarygodne naukowe żródła, które tak twierdzą.

                          Ja Ci niczego odwrotnego tu nie nakazuję cytować. Po co sięgasz znów po erystykę i "opierasz się na autorytecie"? Setki tysięcy autorytetów, od początku istnienia ludzkości okazywało się pustką intelektualną i upadało w sromocie. I okazywało się dnem.

                          Rozmawiamy na poziomie elementarnych definicji i TO TUTAJ I TERAZ, I TYLKO TU mamy wyjaśnić sobie jak jest. Uciekając w ten sposób od dyskusji o mojej tezie potwierdzasz, że jest prawdziwa. Tak, kiwaczku - wieczność jest niezmiennością, a Ty tego nie potrafisz obalić. Ale upierasz się, że WIESZ, że nie można zakwestionować istnienia boga. Otóż można. Można podważyć istnienie tej jego cechy. Wieczność jest fikcją. A więc i bóg jest fikcją, bo pozbawiony definicji, pozbawiony wszystkich swoich cech i atrybutów jest niczym, nie ma go.

                          > Udajesz, że wiesz jak działa parowóz, ale wciąż
                          > szukasz gdzie jest ten koń.

                          Ble, ble ble? Czy bla, bla, bla? Proszę, dyskutuj, odpowiadaj konkretnie na argumenty. A z takimi tekstami przenieś się na forum kolejarskie.

                          Znów nie odpowiedziałeś. Wynik logicznie jest jednoznaczny. Teza nie podważona jest słuszna. ;)

                          > Zmienności czego i wg jakich reguł? Zadaję to pytanie,
                          > bo ...zresztą, możesz przybliżyć bardziej szczegółowo?

                          Czy zauważasz, że żyjesz? Że coś się zmienia? Czy Twoje zmysły coś rejestrują? Czy rejestrują wskazania przyrządów pomiarowych, którymi powiększasz możliwości swoich zmysłów? Czy świat wokół nas jest chaotycznym zbiorem, czy jest choć odrobinę uporządkowany? Czy możliwość rozróżnienia uporządkowania od chaosu jest regułą? Czy myślisz? Czy w Twojej głowie dzieje się coś zgodnie z jakimiś regułami, czy jest tam kompletny chaos, czyli "wieczność"? ;)

                          Proszę, nie rozmawiajmy w ten, idiotyczny sposób. Ośmieszasz się za każdym tego typu pytaniem.

                          > Gradient zmienności w kolejnych dwóch krokach może być różny,
                          > bo nie zależy tylko od upływu czasu. Jak chcesz określać czas
                          > tylko na podstawie zmienności?

                          Nie zawsze efektem istnienia reguł zmienności jest zmiana wartości funkcji. To wiadomości z matematyki szkoły podstawowej. Ale zaistnienie rozpoznawalnej zmienności ustalonych zmiennych jest przesłanką, że COŚ do tej zmienności doprowadziło. Tylko tyle - "coś", jakaś reguła. W naszym przypadku jest to fizyka Wszechświata.
                          I Twoje pytanie - jak chcę określać czas TYLKO na podstawie zmienności... Przecież tak go nawet intuicyjnie określamy. Gdy zamykamy oczy i zasypiamy - przestaje płynąć dla naszych umysłów. Gdy się budzimy, na podstawie weryfikacji ze stanem sprzed zaśnięcia ustalamy wartość czasu, który upłynął. Pozbawieni informacji z zewnątrz, odcięci od informacji o zmienności świata, nie potrafilibyśmy nic ustalić. Dla fizyki relatywistycznej upływ czasu jest także ustalany w sposób względny, jako wynik równań zawierających odniesienia do ograniczonej prędkości światła i porównanie stanu obiektów, których dotyczy inna prędkość, a więc parametr, który opisuje ich zmienność względem osi czasu. Zegary atomowe opierają się na CYKLICZNYCH!!! zjawiskach w mikroświecie. Gdyby ich nie było, stracilibyśmy punkt odniesienia dla pomiaru czasu, ale trzeba pamiętać i tak, że jest to WZGLĘDNE tło, do którego odnosimy zmienność reszty Wszechświata.

                          Czego Ci jeszcze brakuje z wiedzy elementarnej?

                          > Założenia formułowałeś Ty. Więc są prawdziwe, czy fałszywe?
                          > Uciekasz od konsekwencji tego co napisałeś. Skoro piszesz co
                          > innego niż chcesz napisać,

                          Piszesz kompletne bzdury. Już naprawdę powienienem skończyć z rozmową z Tobą. Nigdy nic konkretnego. Same kłamstwa i insynuacje. Co napisałem, a czego potem się chciałem wyprzeć? Odpowiedz jednoznacznie i konkretnie. Jeśli nie znajdziesz przykładu, to nakleję Ci należną Ci etykietkę kłamcy, której już niczym nie uda Ci się wyeliminować.

                          Pogrążasz się coraz bardziej w odmętach absurdu.

                          > Odniosłem się do Twoich tanich sztuczek
                          > rodem z dowodu św. Anzelma.

                          Konkrety, kolego. Gdzie one są? Tania erystyka, kiwaczku. Przypisz mi jeszcze gułagi i domyślne zło, bo jestem ateistą. Tylko na tyle Cię stać? Pokaż w końcu, że i ty potrafisz wydobyć z siebie jakąś sensowną myśl. Sam. Z siebie. Ze swojego umysłu. Nie odnosząc się do świętych, do zakurzonych autorytetów. Pokaż, czy potrafisz dyskutować. Wciąż ta sama erystyka. Tanie chwyty.

                          SZKODA MI CZASU NA CIEBIE, jeśli nadal tylko w tym stylu będziesz się odzywał.

                          > Ty na prawdę masz urojenia chłopie.

                          Właśnie zwalczam urojenia. Dowodzę, że bóg nie istnieje. I jest to całkiem poprawne rozumowanie. Przyślij tu kogoś, kto potrafi je podważyć, bo Ty tego nie potrafisz. Jeśli mu się to uda, to odtrąbię odwrót i tutaj publicznie pokajam się przed Tobą. Ale to NIEMOŻLIWE. BÓG NAPRAWDĘ NIE ISTNIEJE.

                          Amen ;)
                          • kiwaczek11 cz.1 22.01.09, 23:19


                            Zaczynają już mnie irytować Twoje odpowiedzi polegające na
                            przepychaniu swojej racji siłą w przedszkolnym stylu pt. „ a nie ,
                            bo właśnie że Ty”. Dlatego od tej pory będę reagował tylko na
                            konkrety. Jeśli masz zastrzeżenia, wskaż konkretnie co jest nie tak
                            i wykaz , że to nie tak. Bo jak na razie czytam „ to brednie, ble
                            ble ble, to bez sensu”, ale nie wiem dlaczego..

                            <<< > Kwestionowałeś „wieczność’ jako cechę.
                            > Pokazałem Ci czym może być, przy użyciu Twoich definicji. >>>

                            << Ależ Ty mi nic nie pokazałeś. Twoje rozumowanie jest błędne
                            logicznie. To jakiś słowotok bez sensu i spójności. >>

                            Pokaż w którym miejscu jest logiczny błąd i wykaż , że to jest błąd.
                            Wykaż gdzie brakuje spójności i dlaczego. Jak na razie czytam tylko
                            suche stwierdzenia, ze nie znam logiki. Wykaż , że się mylę. Od
                            założeń, przez implikacje, do wniosków. Może mnie przekonasz . Ale
                            tylko w ten sposób.

                            <<< Podaj wiarygodne naukowe żródła, które tak twierdzą.

                            << Ja Ci niczego odwrotnego tu nie nakazuję cytować. >>>>

                            Desperacki unik.
                            Bo niby z jakiej racji miałbyś nakazywać? To Ty przedstawiasz nam
                            nieomylne prawdy nosząc w klapie naukę. Twierdzisz, że to co mówisz
                            jest niepodważalne. Wykaż więc , że tak stwierdza również nauka. A
                            przedstawiasz się tutaj jako jej ambasador.
                            Ja nie musze niczego cytować. Bo to o czym pisze przedstawiam jako
                            przypuszczenia, rozważanie możliwości. Nie pisze jednak o tym jak o
                            aksjomatach. Ty piszesz. Więc wykaż , że nauka jest z Tobą, a
                            przekonasz mnie. W przeciwnym wypadku będę Cię traktował jako
                            bajkopisarza. Ale do Andersena i tak daleko.

                            << Po co sięgasz znów po erystykę i "opierasz się na autorytecie"?
                            Setki tysięcy autorytetów, od początku istnienia ludzkości okazywało
                            się pustką intelektualną i upadało w sromocie. I okazywało się dnem.
                            >>

                            I aspirując do takiego, jesteś na jak najlepszej drodze.
                            Nie interesują mnie autorytety personalnie. Prosiłem o
                            przedstawienie zdobyczy nauki w tej materii, potwierdzające to co
                            piszesz.

                            << Rozmawiamy na poziomie elementarnych definicji i TO TUTAJ I
                            TERAZ, I TYLKO TU mamy wyjaśnić sobie jak jest. >>

                            Wybacz, ale w kwestii wyjaśniania „jak jest” wolę jednak słuchać
                            naukowych autorytetów niż Ciebie. Tutaj i teraz rozmawiamy, bo to co
                            przedstawiasz jako niepodważalny dowód , w żaden sposób nim nie
                            jest.

                            << Tak, kiwaczku - wieczność jest niezmiennością, a Ty tego nie
                            potrafisz obalić. >>

                            Jaja sobie ze mnie robisz? Chcesz usłyszeć ode mnie „ kategorycznie
                            stwierdzam , że to jest osioł”, że zacytuję klasyka? Czytać kućba
                            nie umiesz, czy co? Co przed chwilą pisałem? A co w tej chwili
                            wciskasz mi w usta? Jak tu z Tobą prowadzić jakąkolwiek dyskusję?
                            Schizofrenia , przypadek kliniczny.


                            << Ale upierasz się, że WIESZ, że nie można zakwestionować istnienia
                            boga. >>

                            Następny kwiatek. Ile można pisać? Jeśli nie widzisz różnicy między
                            zdaniem
                            - „ nie można zakwestionowac istnienia boga”
                            a zdaniami:
                            - „nie można udowodnić istnienia boga”
                            oraz
                            - „nie można udowodnić nieistnienia boga”.

                            oznacza to, że nie jesteś zdolny do precyzyjnego rozumienia treści.
                            To już Twój problem. Wobec tego nie ma sensu dyskutować.

                            <<< Otóż można. Można podważyć istnienie tej jego cechy. Wieczność
                            jest fikcją. A więc i bóg jest fikcją, bo pozbawiony definicji,
                            pozbawiony wszystkich swoich cech i atrybutów jest niczym, nie ma
                            go.>>>

                            Pytam ponownie, czy i gdzie nauka twierdzi o nieistnieniu przy
                            zerowej zmienności?

                            << Znów nie odpowiedziałeś. Wynik logicznie jest jednoznaczny. Teza
                            nie podważona jest słuszna. ;)>>

                            A zadałeś jakieś pytanie w tym miejscu ??? Coraz gorzej...

                            <<< > Zmienności czego i wg jakich reguł? Zadaję to pytanie,
                            > bo ...zresztą, możesz przybliżyć bardziej szczegółowo?

                            < Czy zauważasz, że żyjesz? Że coś się zmienia? Czy Twoje zmysły coś
                            rejestrują? Czy rejestrują wskazania przyrządów pomiarowych, którymi
                            powiększasz możliwości swoich zmysłów? Czy świat wokół nas jest
                            chaotycznym zbiorem, czy jest choć odrobinę uporządkowany? Czy
                            możliwość rozróżnienia uporządkowania od chaosu jest regułą? Czy
                            myślisz? Czy w Twojej głowie dzieje się coś zgodnie z jakimiś
                            regułami, czy jest tam kompletny chaos, czyli "wieczność"? ;) >>>

                            Ale żonglerka. Ja Ci wygodnie, to i zmysły powracają do łask. A
                            jeśli nie wygodnie, zmysły idą w cholerę bo to tylko iluzja. Nie
                            tłumacz mi że 2 x 2 jest 4.

                            Skąd twierdzenie że chaos to wieczność ( a konsekwentnie
                            niezmienność)??? Co za kociokwik! Brednie. Wychodząc choćby z
                            pojęcia entropii jako miary uporządkowania wynika zupełnie coś
                            przeciwnego. Nie masz zielonego pojęcia o czym tworzysz bajki. Może
                            są wakaty w Hollywood dla scenarzystów filmów SF klasy B?

                            <<<< > Gradient zmienności w kolejnych dwóch krokach może być różny,
                            > bo nie zależy tylko od upływu czasu. Jak chcesz określać czas
                            > tylko na podstawie zmienności?

                            << Nie zawsze efektem istnienia reguł zmienności jest zmiana
                            wartości funkcji. >>

                            A więc mimo istnienia reguł zmienności , niezmienność (
                            konsekwentnie wieczność ) jest możliwa. Czyli niezmienność
                            (wieczność) nie jest fikcją. Zdecyduj się na coś, bo przeczysz sam
                            sobie.


                            <<< I Twoje pytanie - jak chcę określać czas TYLKO na podstawie
                            zmienności... Przecież tak go nawet intuicyjnie określamy. Gdy
                            zamykamy oczy i zasypiamy [...] Dla fizyki relatywistycznej upływ
                            czasu jest także ustalany w sposób względny [...].>>>

                            Snujesz opowieści , że zimą pada śnieg, a latem słonko grzeje. Tylko
                            po co i komu?


                            <<< I Twoje pytanie - jak chcę określać czas TYLKO na podstawie
                            zmienności>>>

                            Kładę ponownie nacisk na „TYLKO”, bo jestem pewien, że mimo wołów ,
                            także przegapiłeś.
                            Wyobraź sobie taką sytuację. Mija rok od tego momentu, a na mojej
                            twarzy przybywa jedna zmarszczka. Odnotowano zmienność, różnicę. W
                            następnym roku poczęstowano mnie trucizną. Moja twarz wzorcem
                            Juszczenki przybiera postać starca. Odnotowano zmianę, różnicę. Na
                            podstawie porównania TYLKO samych różnic ( zmienności) możemy
                            określić upływ czasu. Ile czasu zatem upłynęło między obecną chwilą
                            a pierwszą zmarszczką , a ile między pierwszą zmarszczką a twarzą
                            starca? Wychodzi na to , że między zmarszczką a starcem
                            nieporównywalnie więcej niż chwilą obecną a pierwszą zmarszczką. A
                            jednak jest inaczej. Bo gradient w pierwszym kroku jest mniejszy niż
                            w drugim.

                            Odnotowywanie samej zmienności nie umożliwia określania czasu.
                            Byłoby tak, jeśli potencjalnie wszystkie zdarzenia powodujące
                            zmienność występowałyby równomiernie, a my byśmy o tym wiedzieli.
                            <<< Zegary atomowe opierają się na CYKLICZNYCH!!! >>>
                            Dlatego zegary atomowe mogą mierzyć czas. Mechaniczne i kwarcowe
                            zresztą też. Bo zdarzenia powodujące zmianę występują równomiernie (
                            cyklicznie), a my o tym wiemy.


                            • grgkh Dowód, że kreator nie istnieje :) 23.01.09, 12:09
                              Zaczynam czytać Twoje wypracowanie i nie jestem w stanie dokończyć. ;)

                              OK. Jeśli uważasz, że powinniśmy wrócić do początku, to początkiem jest mój jako pierwszy przedstawiony dowód. Powtórzę go "pi razy oko", bo nasze wypociny są obszerne, a dalsze brnięcie w ich rozmnożenie ilościowe zdecydowanie negatywnie wpływa na jakość. Wypunktuję cechy tego dowodu od razu, żebyśmy nie musieli "wchodzić w dygresje".

                              1) Istnienie kreatora rozpatrujemy w modelu świata.
                              2) Model ten zawiera TYLKO to, co jest niezbędne do jego opisu. Zbędna reszta w nim nie istnieje.
                              3) Świat zewnętrzny jest jeden, bo to jest wszystko to, co jest na zewnątrz naszej świadomości, ale jest to źródło informacji o nieustalonych założeniach.
                              4) W modelu świata dociekamy, czy możliwe jest, by świat zewnętrzny powstał samoistnie z niczego.
                              5) Robimy jedno z dwóch możliwych założeń:
                              - a) świat powstał samodzielnie, bo jest to możliwe (jest możliwe, że cokolwiek może "powstać" z niczego")
                              - b) świat nie mógł powstać samodzielnie, bo niemożliwe jest by cokolwiek samodzielnie powstało (nie mówimy co, ale czy taka akcja jest możliwa)
                              6) Rozpatrujemy punkty (a) i (b):
                              - (6a) dla sytuacji (5a) kreator jest zbędny i jest nieistotne, czy "istnieje gdzieś poza światem, bo ani świat jego, ani on świata nie dotyczą".
                              - (6b) dla sytuacji (5b) niemożliwe jest powstanie nigdy, nigdzie i niczego, bo coś musiałoby powstać NA SAMYM POCZĄTKU (*) niezgodnie z regułą (b), co skutkuje stwierdzeniem, że reguła (b) jest sama w sobie sprzeczna wewnętrznie. Wykręty, że kreator jest jakoś "wieczny" są absurdalne, bo taką samą cechę można przypisać i naszemu światowi. Dlaczego taka cecha miałaby dotyczyć kreatora, a nie wolno jej przypisać światowi?

                              Mógłbym coś jeszcze tu dopisać, ale wydaje mi się to całkowicie zbędne, ponieważ dotyczy dalszego rozszerzenia elementarnej podstawy, która jest zawarta w tezie głównej. Teza główna nieobalona na etapie założeń, pozostaje nieobalona na zawsze, obojętnie, jakie przyjęlibyśmy dodatkowe jej rozszerzenia NIESPRZECZNE z jej założeniami i niesprzeczne wzajemnie ze sobą.

                              Tego nie potrafisz podważyć, bo jest to podstawa logiki. Dlaczego tego nie umiesz zrozumieć, to jest już Twój problem. Mam dwa domniemania:
                              (1) ułomność myślenia
                              (2) służenie dogmatowi.

                              Myślę, że jest to raczej to drugie. Ale to drugie zmienia sposób funkcjonowania mózgu tak, że z zewnątrz widać to pierwsze. I tu mi się nasuwa kilka refleksji:

                              "Nikt z nas nie jest nieomylny". Niby o tym wiemy, ale sobie chcielibyśmy przypisywać najwyższą możliwą wiarygodność, choć bywa, że posługujemy się całkiem świadomie kłamstwami. Dlaczego? Bo taka jest nasza psychika, a kłamstwa często pozwalają na zwiększenie skuteczności przetrwania.

                              Także i każdą przyjmowaną przez nas tezę (jako prawdziwą) w rzeczywistości obdarzamy pewnym prawdopodobieństwem tej prawdziwości. Tymi wiarygodnościami dość swobodnie sobie manipulujemy w zależności od tego, jaki mamy cel i jak bardzo chcemy go osiągnąć. "Cel uświęca środki"...

                              Ty zabrnąłeś w ślepą uliczkę. Masz cel. I jesteś gotów wymyślać, i wypisywać tutaj największe brednie, byle tego celu dopiąć. Bronisz pewnego dogmatu - istnienia kreatora. Czy w niego wierzysz? Coś tam mówiłeś, ale mnie to nie interesuje, a dla sprawy jest nieistotne.

                              TWÓJ dogmat jest fałszywy. Tak, on jest Twój, bo go bronisz. Jest dogmatem, bo nie dowodzisz w żaden sposób jego prawdziwości, ale wciąż upierasz się, że nie da się go podważyć, obalić itp. Tymczasem jest to możliwe w śmiesznie prosty sposób. I chyba właśnie ta prostota tak Cię wkurza. Wydaje Ci się, że to niemożliwe, by tysiące lat ludzie pozwalali sobą manipulować, tak prymitywnym kłamstwem. A jednak tak jest. Sprzyja temu to, że codzienność, pospolitość naszych wrażeń, przemyśleń nie dotyka "ideałów" i abstrakcji o takim poziomie oderwania od rejestrowanej i przetwarzanej przez nasze mózgi rzeczywistości. A więc wystarczy "chlapnąć" coś, co wygląda na naukowe, na dotyczące bardziej złożonego opisu świata, a zaczyna działać schemat "autorytetu". Wiadomo, że ktoś wie coś więcej, lepiej, a przecież wokół nas wciąż się tacy ludzie trafiają. To są ci, od których przejmujemy wiedzę, skąd się uczymy. Wystarczy powiedzieć, narzucić, że ich wiedza jest niepodważalna, a uzyskuje się WŁADZĘ.

                              I tu kółko się zamknęło. Autorytety i dogmaty to atrybuty władzy, a kto ma władzę, ten ma lepsze możliwości przetrwania i przekazania swoich genów oraz memów. Memów, a więc kłamstwa, oszustwa, manipulowania ludźmi.

                              Władza staje się agresywna i to ona jest przyczyną zła, bo staje się wartością samą dla siebie, a gdy się już nie kontroluje obłudy i manipulacji, to ta władza wszelkimi możliwymi środkami dąży do unicestwienia konkurencji, a więc prawdy.

                              Ty jesteś sługusem i pachołkiem takiego dogmatycznego kłamstwa.

                              Nie potrafisz obalić podstawowego rozumowania dowodowego, a więc wciąż migrujesz na peryferie, wpadasz w dygresje i stosujesz erystyczne uniki.

                              Obal moje podstawowe rozumowanie. Ile czasu nad nim już ślęczysz? Ile czasu jeszcze potrzebujesz, by coś konkretnego wymyślić? Nie uda Ci się to, bo to niemożliwe. Ten dowód zawiera w sobie obalenie sprzecznej z nim tezy. Powiedz coś o tym, o tej sprzeczności.

                              Co jest w Twojej psychice, co nie pozwala Ci tego zauważyć?

                              Uważam, że jakakolwiek dalsza (w sensie rozbudowywania o dygresje) dyskusja z Tobą tutaj jest bezcelowa. Musimy ustalić, jaki jest status twierdzenia źródłowego. Jeśli go nie obalisz, to jest prawdziwe, a więc BÓG-KREATOR NIE ISTNIEJE! Jego nieistnienie ucina potrzebę wszelkiej dalszej dyskusji o nim, czyni ją zbędną. Logicznie myślę, czy masz jakieś wątpliwości?
                              • pele999 Re: Dowód, że kreator nie istnieje :) 23.01.09, 13:00
                                > 1) Istnienie kreatora rozpatrujemy w modelu świata

                                Otoz nie bardzo.Wiara w Boga(mam na mysli chrzescijanstwo ,choc nie
                                tylko) zaklada ,ze jest On transcendentny wobec stworzenia i
                                szkielko i oko nigdy nie bedzie w stanie Go zbadac na zasadzie
                                eksperymentu .
                                Jest pewien punkt zaczepienia jesli chodzi o wiare chrzescijanska i
                                Twoja przeslanke .Mianowicie Jezus Chrystus , ktory jak wiesz w tej
                                religii uznawany jest za Boga .Przyjmujac ,ze tak jest, spelniamy w
                                ten sposob twoje zyczenie umiejscowienia Boga w modelu swiata , w
                                konkretnym wydarzeniu historycznym .
                                Tak wiec mozemy chyba napisac ,ze
                                1. Jezeli rozpatrujemy istnienie Boga w modelu swiata , spelnia On
                                te wymagania w Osobie Chrystusa .
                                2 Pomijajac akt Wcielenia , takie zalozenie nic nam nie mowi o
                                wierze w Boga transcendentnego wobec stworzenia.Chcac umiescic Go w
                                modelu swiata,a tak np.chrzescijanin nie czyni(pomijajac Wcielenie
                                Syna Bozego), nie ma punktu zaczepienia w dyskutowaniu nastepnych
                                punktow opierajacych sie na tym pierwszym zalozeniu , ktorego to ow
                                wierzacy na wstepie nie moze przyjac.Jezeli bowiem chce przyjac to
                                tylko w jednym przypadku, mianowicie w odwolaniu do Chrystusa, jako
                                obecnego w tym modelu .
                                • grgkh Re: Dowód, że kreator nie istnieje :) 23.01.09, 13:11
                                  Nie wprowadzaj pojęć o nieustalonej dla wspólnych założeń definicji (jakaś transcendencja, jakieś założenie, że czegoś nie wolno, choć nie wiadomo dlaczego nie wolno, bo się tego już nie dowodzi). Już zaczynasz stosować erystykę, uciekasz od meritum sprawy. Odnieś się TYLKO do tego, co jest w dowodzie. Czy jest prawdziwy, czy fałszywy?

                                  On obala istnienie kreatora, ponieważ wykazuje, że jest ono SPRZECZNE z założeniem, które go POWOŁUJE do istnienia.

                                  Reszta oparta na chrześcijańskiej lub innej religii to bełkot, bo nie uwzględnia założeń, do których ja się odnosiłem, a których NIE WOLNO ignorować. I* ja potrafię udowodnić, dlaczego według mnie "nie wolno", a religianci uciekają od swojego "nie wolno" lub "nie da się i już".

                                  "Nie wolno ignorować moich założeń" - czy to rozumiesz?
                                  • pele999 Re: Dowód, że kreator nie istnieje :) 23.01.09, 13:33
                                    > Nie wprowadzaj pojęć o nieustalonej dla wspólnych założeń
                                    definicji (jakaś tran
                                    > scendencja, jakieś założenie, że czegoś nie wolno, choć nie
                                    wiadomo dlaczego ni
                                    > e wolno, bo się tego już nie dowodzi).

                                    Dobrze , zamiast transcendentny wstaw sobie po prostu inny .
                                    Nie chodzilo mi o to ,ze nie wolno takiego zalozenia wprowadzic ,ale
                                    ze jest ono falszywe w odniesieniu do wiary ludzi wierzacych ,ktorzy
                                    na tej zasadzie wiary nie postrzegaja.Wyjatek jak juz wspomnialem
                                    stanowi Osoba Chrystusa , ktory wlasnie to 1 zalozenie spelnia .


                                    Reszta oparta na chrześcijańskiej lub innej religii to bełkot, bo
                                    nie uwzględni
                                    > a założeń, do których ja się odnosiłem, a których NIE WOLNO
                                    ignorować. I* ja po
                                    > trafię udowodnić, dlaczego według mnie "nie wolno", a religianci
                                    uciekają od sw
                                    > ojego "nie wolno" lub "nie da się i już".
                                    >
                                    > "Nie wolno ignorować moich założeń" - czy to rozumiesz?

                                    Przeciez nie zignorowalem go i rozpatrzylem w swietle
                                    chrzescijanstwa , co dalo wynik pozytywny o tyle ,ze Chrystus
                                    wlasnie to zalozenie spelnia.
                                    • grgkh Re: Dowód, że kreator nie istnieje :) 23.01.09, 15:42
                                      pele999 napisał:

                                      > Dobrze , zamiast transcendentny wstaw sobie po prostu inny .

                                      Ale _PO_CO_ mam sobie _COŚ_INNEGO_ wstawiać? Po co? Czy możesz mi wytłumaczyć, dlaczego dla kluczowej kwestii istnienia kreatora, a więc tego, że Wszechświat jest pierwotny i niezależny (z wyjątkiem swoich reguł, którymi właściwie tylko jest) muszę przyjąć coś więcej?

                                      > Nie chodzilo mi o to ,ze nie wolno takiego zalozenia
                                      > wprowadzic ,ale ze jest ono falszywe w odniesieniu do
                                      > wiary ludzi wierzacych ,ktorzy na tej zasadzie wiary
                                      > nie postrzegaja.

                                      Zrozum, to tzw. wiara jest fałszywa, bo choć każe nam odwoływać się do logiki, to uzasadnia swoje istnienie nielogicznie, sprzecznie z nią.

                                      Czy zauważyłeś, że wiara próbuje się do logiki odwoływać? A czy ma do tego prawo, jeśli mówi, że jest wyjątek od logiki i istnienie kreatora należy przyjąć bez uzasadniania?

                                      To fałsz. Tym fałszem wiara podważa sama siebie.

                                      > Wyjatek jak juz wspomnialem stanowi Osoba Chrystusa ,
                                      > ktory wlasnie to 1 zalozenie spelnia .

                                      Wyjątek obala regułę raz na zawsze. Reguła w swym kształcie przestaje w ogóle istnieć.

                                      A teraz odowiedz mi na pytanie, które wiąże się z powyżej wypowiedzianą przez Ciebie kwestią.

                                      Ignorujesz dowód nieistnienia boga-kreatora, który jest dowodem na niezależność świata od niego. Jak w takim razie możliwe jest w takim świecie pojawienie się istoty będącej czymś więcej niż częścią tego świata (jak my wszyscy), a jednocześnie będącej "synem" kogoś/czegoś nieistniejącego?

                                      Najpierw musisz udowodnić, że istnieje kreator świata, a świat jest zależny w swoim istnieniu od kreatora.

                                      Jezus, jeśli w ogóle historycznie istniał, to był tylko człowiekiem. Nic, co powiedział, lub co się mu przypisuje, nie jest niemożliwe do wypowiedzenia przez człowieka.

                                      Słowa, słowa, słowa. Po nich jest INTERPRETACJA dźwięków, symboli, pojęć językowych. Dziś każdy "wyznawca" Jezusa ma do dyspozycji martwy zapis słowny i swoją inteligencję zdolną do interpretacji tego tekstu. Ja też mam swoja interepetację świata, który mnie otacza. A zapis ze świętej księgi, jako służący od tysięcy lat manipulacji tłumami jest mi wstrętny przez swój kontekst. A nawet gdy ten kontekst zignoruję i zagłębię się w przekaz Jezusa, to widzę jego utopijną bzdurność ignorującą pewne istotne mechanizmy rządzące naszą psychiką oraz nadawanie naszemu życiu sens tylko poprzez jego tymczasowość w odniesieniu do życia po życiu, którego nie ma.

                                      KŁAMSTWO! Religia opiera się na kłamstwie, na odniesieniu do zaświatów i nieistniejących bytów, przez co umniejsza znaczenie życia doczesnego dla tych, których przeznacza na swoich niewolników.

                                      Religia to manipulacja, to odebranie nam właściwego człowieczeństwa i pełnej odpowiedzialności za siebie i innych, którą powinniśmy czuć i w stosunku do siebie egzekwować.

                                      Religia traktuje nas jak durne, niedouczone dzieci, jak stado bezmyślnych baranów prowadzonych potulnie na rzeź.
                              • kiwaczek11 A jednak nie dowód 24.01.09, 18:01
                                <<< Zaczynam czytać Twoje wypracowanie i nie jestem w stanie
                                dokończyć. ;) >>>

                                Chcę zauważyć, że objętościowo więcej (celowo, abyś się nie
                                wykręcał) w nim cytatów z Twoich wypowiedzi niż moich komentarzy.
                                Może dlatego tak trudno Ci przez to przebrnąć.

                                No ale wreszcie jest trochę przejrzyściej. Można się do czegoś
                                odnieść. I odniosę się tylko do tego. Reszta... no cóż, na
                                schizofrenię nic nie poradzę. Gdyby chciało Ci się przeczytać ze
                                zrozumieniem to co pisałem przed chwilą i dawniej, to czegoś byś się
                                dowiedział o przypisywanym mi przez Ciebie „moim dogmacie” .

                                Ale do rzeczy
                                <<<<<<<<<<
                                1) Istnienie kreatora rozpatrujemy w modelu świata.
                                >>>>>

                                Punkt 1 automatycznie zawęża temat do warunków Twojego, czy
                                naszego”podwórka” ( patrz modelu). Dlatego jakiekolwiek wnioski
                                wynikną dalej ,a będą opierać się na punkcie 1, będą dotyczyć tylko
                                i wyłącznie warunków podwórkowych., czyli modelu.
                                Jednak problem istnienia czy nieistnienia Boga dotyczy warunków
                                globalnych, a wiec nie modelu, a świata.

                                <<< 2) Model ten zawiera TYLKO to, co jest niezbędne do jego opisu.
                                Zbędna reszta w nim nie istnieje. >>>

                                Mamy zatem oczyszczony brzytwą model świata. Pozbywamy się zbędnych
                                DLA TEGO MODELU elementów. NIE UWZGLĘDNIAMY ich w modelu. Jednak nie
                                możemy z całą pewnością WYKLUCZYĆ ,że istnieją elementy , które dla
                                modelu są zbędne ( są nieuwzględniane), ale niezbędne, czy
                                istniejące w świecie. Dlatego, że model jest zawsze niekompletny, z
                                czym się przecież zgadzasz.

                                <<<<<<
                                3) Świat zewnętrzny jest jeden, bo to jest wszystko to, co jest na
                                zewnątrz naszej świadomości, ale jest to źródło informacji o
                                nieustalonych założeniach.
                                4) W modelu świata dociekamy, czy możliwe jest, by świat zewnętrzny
                                powstał samoistnie z niczego.
                                5) Robimy jedno z dwóch możliwych założeń:
                                - a) świat powstał samodzielnie, bo jest to możliwe (jest możliwe,
                                że cokolwiek może "powstać" z niczego")
                                - b) świat nie mógł powstać samodzielnie, bo niemożliwe jest by
                                cokolwiek samodzielnie powstało (nie mówimy co, ale czy taka akcja
                                jest możliwa)
                                6) Rozpatrujemy punkty (a) i (b):
                                - (6a) dla sytuacji (5a) kreator jest zbędny i jest nieistotne,
                                czy "istnieje gdzieś poza światem, bo ani świat jego, ani on świata
                                nie dotyczą".
                                - (6b) dla sytuacji (5b) niemożliwe jest powstanie nigdy, nigdzie i
                                niczego, bo coś musiałoby powstać NA SAMYM POCZĄTKU (*) niezgodnie z
                                regułą (b), co skutkuje stwierdzeniem, że reguła (b) jest sama w
                                sobie sprzeczna wewnętrznie. Wykręty, że kreator jest
                                jakoś "wieczny" są absurdalne, bo taką samą cechę można przypisać i
                                naszemu światowi. Dlaczego taka cecha miałaby dotyczyć kreatora, a
                                nie wolno jej przypisać światowi?
                                >>>>>>>>>>>>

                                Oczywiście zgadzam się z tym tokiem myślenia. Jest tylko jedno ale.
                                Pomijasz , może celowo, trzecie możliwe założenie :
                                - c) świat nie powstał samodzielnie, mimo że było to możliwe.
                                Wariantu tego nie można wykluczyć , bo nie wiadomo, czy jest możliwe
                                powstawanie samo z siebie ( w odniesieniu do założenia b)
                                Wariantu tego nie można wykluczyć, bo nie odnotowano żadnej reguły
                                działającej globalnie (poza prawem Murphiego), która powodowałaby
                                to, że jeśli coś może się zdarzyć, to musi się zdarzyć. (w
                                odniesieniu do założenia a).„Może się zdarzyć” nie oznacza, że „musi
                                się zdarzyć”. Świat zatem mógł powstać sam, ale nie musiał. Nie
                                można zatem wylkuczyć (wg tego założenia) możliwości powstawania
                                samego z siebie, jak i z kreacji.
                                Jeśli tak , to nie można również wykluczyć tego że kreator, jeśli w
                                ogóle jest, powstał sam, a świat powstał wskutek kreacji.
                                (Oczywiście idąc za ciosem możliwe jest także, że świat powstał sam,
                                a kreator, jeśli jest, wskutek kreacji. Ale tu musiałby być inny
                                kreator, albo świat musiałby posiadać możliwość kreowania. Traktuję
                                ten wariant jako odprysk, tym bardziej , że nie wnosi nic do
                                rozstrzygnięcia tematu istnienia Boga).
                                Jeśli się z tym nie zgadzasz , pokaż w którym miejscu jest
                                ewentualny błąd i dlaczego to jest błąd. Ale nie pisz znów ble ble.

                                To rozważania czysto forumowe ( nie chcę pisać akademickie, bo takie
                                może snuć profesor z profesorem, a ja nim nie jestem. Chyba , ze Ty
                                jesteś), bo przecież ani Ty , ani ja nie wiemy które założenie jest
                                zgodne z prawdą ( czyli tym , „jak jest”, a nie tym, jak
                                zamodelowano). Dlatego możemy spekulować, a nie dowieść ( choć
                                próbować dowodzić zawsze można). Zarówno w kwestii istnienia
                                kreatora, jak i jego nieistnienia. Dowód powinien opierać się na
                                czymś co jest prawdziwe, udowodnione i sprawdzone .
                                Dlatego nie mogę w żaden sposób uznać tego za dowód rozstrzygający
                                temat.

                                P.S. Cały czas czekam na przytoczenie żródeł naukowych w sprawie
                                nieistnienia przy niezmienności. Tym bardziej , że, jak to zwykle
                                bywa, zarzucasz mi w tym temacie brednie, bez wskazania na czym
                                polegają.



                                • grgkh A jednak dowód 26.01.09, 13:12
                                  kiwaczek11 napisał:

                                  > Może dlatego tak trudno Ci przez to przebrnąć.

                                  Może. A może nie. ;)

                                  > Gdyby chciało Ci się przeczytać ze zrozumieniem to co pisałem
                                  > przed chwilą i dawniej, to czegoś byś się dowiedział
                                  > o przypisywanym mi przez Ciebie „moim dogmacie” .

                                  To nie jest kwestia mojego "niezrozumienia". Ja widzę, fałsz tkwiący w Twoich założeniach. Ty go nie chcesz zauważyć. A więc to może u Ciebie "brak zrozumienia"? Uczepiłeś się jak rzep psiego ogona, że bóg istnieje (może istnieć). A ja Ci powtarzam, istnieją krasnale, mrówki krzesławki dręczypupy i tym podobne dziwolągi. Istnieje WSZYSTKO, co tylko jakiś chory, schizofrenik sobie potrafi wyobrazić. Rozumiesz to? Albo stosujemy jednolite kryteria, albo wpadamy w obłęd. Mnie w to nie mieszaj. A Ty w swojej głowie, w swoim prywatnym modelu świata możesz mieć groch z kapustą. Na zewnątrz nas i tak pozostaje zawsze to samo. Czy wciąż nie możesz zrozumieć CO TO JEST?

                                  To jest jeden strumień informacji, Nie ma w nim ŻADNEGO KONKRETNEGO obiektu - boga, kreatora, krzesła, ciepła, zieleni, goryczy, pieprzu czy co tam sobie jeszcze wymyślisz, a co stwarza nasza wyobraźnia interpretująca świat zewnętrzny. Są liczby, wartości. Samodzielnie istniejące, ale jednocześnie tworzące zbiór, którego analiza umożliwia nam wyodrębnienie czasoprzestrzeni. Przestrzeń, to rozmaitość pojedynczych elementów, zmiennych, a czas, to przypisywana poszczególnym elementom zmienność. W jednokierunkowym wymiarze czasu istnieją REGUŁY.

                                  To dzięki nim my istniejemy. To one są JEDYNĄ PRZYCZYNĄ WSZYSTKIEGO. Nie ma czegoś PONAD nimi, na przykład naszej świadomości. My jesteśmy cząstką Wszechświata, jego reguł działania, jesteśmy przejawem jego możliwości i niczym więcej. Jedyne, co jest prawdziwe, to to, że jesteśmy cząstką matematyki.

                                  Gdzie w matematyce potrzebujesz KREATORA?

                                  Do STWORZENIA założeń? Założenia, aksjomaty istnieją tylko jako MOŻLIWOŚĆ!!! Czy potrafi do Ciebie dotrzeć to, że nasz świat nie jest niczym więcej poza MOŻLIWOŚCIĄ? Nie jest potrzebny żaden komputer, na którym ktoś odpali aplikację "Wszechświat". Dlaczego? Bo jest ona niezależna od sprzętu. Zależy WYŁĄCZNIE od swoich założeń początkowych, tych reguł, które od środka, od wnętrza wszechświata widzimy jako jego fizykę. Ale ta "prawdziwa" fizyka leży gdzieś daleko od naszego postrzegania, poza chemią, także i tą organiczną istot żywych, poniżej atomów, cząstek elementarnych, kwarków, strun. Gdzieś tam na samym spodzie są ZAŁOŻENIA. A my widzimy ich cień, wiele, wiele pięter wyżej, jako rzut, jako INTERPRETACJĘ.

                                  Znając założenia podstawowe moglibyśmy przewidywać z lepszą niż dotąd skutecznością reguły działające na naszym poziomie percepcji, reguły dla ogromnych struktur, które powstają i się odtwarzają, a więc "żyją". Nie tylko życiem organicznym, ale tak jak płatki śniegu, samorodki złota, obiekty gwiazdo- lub planetopodobne itp.

                                  Ja nie widzę nigdzie miejsca dla kreatora. Jeśli świat zależy od swoich pierwszych założeń, to są one niezależne od niczego. Po prostu są i już. Jak Zero i Jedynka, które każdy z nas może sobie wyobrażać i zagospodarować na różne sposoby i gdzie chce, ale to NIGDY nie ograniczy innych pojawień się tych pojęć JAKO WTÓRNYCH (!!!!!!!), gdziekolwiek bądź.

                                  ISTNIEJE MOLIWOŚĆ! To jest rozwiązanie problemu "skąd" się wszystko wzięło i "dlaczego" istnieje. A z jakiej przyczyny jest właśnie takie, zależy wyłącznie od tego, która to z nieskończonej listy możliwości jest.

                                  I ten Twój absurdalny antropocentryzm:

                                  > <<<<<<<<<<
                                  > 1) Istnienie kreatora rozpatrujemy w modelu świata.
                                  > >>>>>
                                  >
                                  > Punkt 1 automatycznie zawęża temat do warunków Twojego, czy
                                  > naszego”podwórka” ( patrz modelu). Dlatego jakiekolwiek wnioski
                                  > wynikną dalej ,a będą opierać się na punkcie 1, będą dotyczyć tylko
                                  > i wyłącznie warunków podwórkowych., czyli modelu.
                                  > Jednak problem istnienia czy nieistnienia Boga dotyczy warunków
                                  > globalnych, a wiec nie modelu, a świata.

                                  Masz czelność twierdzić, że opisujesz świat zewnętrzny, jego reguły, ogólniej niż poprzez swoją umysłowość i jej możliwości? Kto lub co Ci daje prawo do arogancji stawania PONAD Wszechświatem? To wdrukowany przekaz kulturowy. Oprzytomniej, obudź się. Jesteś częścią Wszechświata. Logika mówi: żadna część nie może mieć informacji pełniejszej lub równej zawartości całości. O jakiej NADISTOCIE mówisz? Ty? Ty, chcesz stwarzać bożka, kreatora, chcesz się stawiać na jego miejscu? Co za nonsens logiczny.

                                  > <<< 2) Model ten zawiera TYLKO to, co jest niezbędne do jego opisu.
                                  > Zbędna reszta w nim nie istnieje. >>>
                                  >
                                  > Mamy zatem oczyszczony brzytwą model świata. Pozbywamy się zbędnych
                                  > DLA TEGO MODELU elementów. NIE UWZGLĘDNIAMY ich w modelu. Jednak nie
                                  > możemy z całą pewnością WYKLUCZYĆ ,że istnieją elementy , które dla
                                  > modelu są zbędne ( są nieuwzględniane), ale niezbędne, czy
                                  > istniejące w świecie. Dlatego, że model jest zawsze niekompletny, z
                                  > czym się przecież zgadzasz.

                                  Tak. Nie możemy niczego wykluczyć. Także i tego, że nigdy nie żyłeś, że nie byłeś ograniczony ograniczeniami naszego świata, że jesteś snem.

                                  Jedyne, co nam wolno, to odgadywanie reguł świata. One stoją pomiędzy informacją, którą nazywamy przeszłością, a możliwością przetestowania ich prawdziwości poprzez doświadczenie i obejrzenie skutków w przyszłości. Sens życia - odgadywanie tego, JAKI JEST NASZ ŚWIAT, JAK DZIAŁA. A nie wymyślanie bredni o kreatorze, który NIE JEST REGUŁAMI DZIAŁANIA TEGO ŚWIATA I POZA NIM ”ISTNIEJE”!!! Poza tymi regułami, wewnątrz nich, NIE ISTNIEJE NIC.

                                  > Jest tylko jedno ale.
                                  > Pomijasz , może celowo, trzecie możliwe założenie :
                                  > - c) świat nie powstał samodzielnie, mimo że było to możliwe.

                                  Ależ to jest NIEISTOTNE dla reguł działania świata. Aplikacja "Wszechświat"... na którym super-hiper-komputerze ona w tej chwili działa? Jej działanie zależy od samej konstrukcji programu. Od reguł. Od fizyki. Od niczego więcej. Dla reguł, a TYLKO TO SIĘ LICZY, kreator NIE ISTNIEJE. A więc nie istnieje w ogóle. Czy wreszcie dotrze do Ciebie, że Wszechświat jest w tym, logicznym sensie ZAMKNIĘTY od zewnątrz. Hermetyczny. Niezależny.

                                  Dla reguł, dla wszechświatów na nich opartych ZEWNĘTRZE NIE ISTNIEJE. I to musisz zrozumieć.

                                  > Wariantu tego nie można wykluczyć , bo nie wiadomo, czy jest możliwe
                                  > powstawanie samo z siebie ( w odniesieniu do założenia b)

                                  Jest możliwe. My jesteśmy żywym przykładem tego, że to jest możliwe. Jesteśmy. I zwróć uwagę na przytaczaną kiedyś przez Ciebie „wieczność”. Czy jesteśmy od konkretnego momentu, czy od zawsze (piszę to wyłącznie dla Ciebie, bo mój stosunek do ”zawsze” znasz), to w ogóle ISTNIEJEMY, a więc MUSIELIŚMY powstać. I ta sama przyczyna odnosi się do każdego innego bytu. Bo taka jest definicja istnienia.

                                  > Jeśli tak , to nie można również wykluczyć tego że kreator, jeśli w
                                  > ogóle jest, powstał sam, a świat powstał wskutek kreacji.

                                  A co to ma za znaczenie. Czy to ma być Twój kolejny, logiczny dowód na inny status Wszechświata i Kreatora? Kiwaczek, bój się boga, co Ty wypisujesz. ;)

                                  > To rozważania czysto forumowe

                                  Oj, tak...

                                  > P.S. Cały czas czekam na przytoczenie żródeł naukowych w sprawie
                                  > nieistnienia przy niezmienności.

                                  Przyjmij sobie, że jestem profesorem, a mój tekst jest sam dla siebie źródłem naukowym. Jeśli możesz go podważyć, to zrób to. Jeśli nie potrafisz, to się pokajaj i odpuść. A może poszukaj innych, mądrzejszych, którzy się temu dowodowi przyjrzą?

                                  Przepraszam Cię za nazbyt ostry ton, ale naprawdę już mnie ta dyskusja wkurza. Nie wnosisz do niej niczego konkretnego, a ilość bzdur, które po drodze wypowiedziałeś, i na które ja starałem się mimo braku czasu odpowiedzieć, jest ogromn
                                  • kiwaczek11 nie nie cz.1 29.01.09, 00:47
                                    Zanim odpowiesz doczytaj do końca, bo mimo, że sam przyznawałeś się
                                    w niektórych postach, że tego nie zrobiłeś, to zadaje mi się ,ze
                                    nigdy tego nie robisz. Dlatego trzeba pisać to samo po sto razy.

                                    <<< To nie jest kwestia mojego "niezrozumienia". Ja widzę, fałsz
                                    tkwiący w Twoich założeniach. >>>
                                    Ale jaki konkretnie błąd i w jakich założeniach? Bo już tracę
                                    orientację. Posługuj się przykładami albo konkretnymi zapisami i
                                    argumentuj przy nich dlaczego.

                                    <<<Na zewnątrz nas i tak pozostaje zawsze to samo. Czy wciąż nie
                                    możesz zrozumieć CO TO JEST?>>>
                                    A ponieważ sam pisałeś, że nie można być pewnym jak jest na zewnątrz
                                    naprawdę , to jeśli coś istnieje, to na nic Twoje dowody na
                                    nieistnienie (jakkolwiek logiczne by one nie były), a jeśli coś nie
                                    istnieje, to na nic dowody na istnienie np. w stylu św.Anzelma (
                                    jakkolwiek logiczne by one nie były).

                                    <<< To jest jeden strumień informacji, Nie ma w nim ŻADNEGO
                                    KONKRETNEGO obiektu - boga, kreatora, krzesła, ciepła, zieleni,
                                    goryczy, pieprzu czy co tam sobie jeszcze wymyślisz, a co stwarza
                                    nasza wyobraźnia interpretująca świat zewnętrzny. Są liczby,
                                    wartości. Samodzielnie istniejące, ale jednocześnie tworzące zbiór,
                                    którego analiza umożliwia nam wyodrębnienie czasoprzestrzeni.>>>
                                    Mimo, że wskutek barier poznawczych twierdzisz, że niczego nie można
                                    być pewnym, to jednak nie przeszkadza Ci to formułować tezy jaki
                                    świat jest naprawdę i przedstawiać ją jako cos niepodważalnego.

                                    <<< Przestrzeń, to rozmaitość pojedynczych elementów, zmiennych >>>
                                    Zatem próżnia nie jest przestrzenią.

                                    <<< a czas, to przypisywana poszczególnym elementom zmienność. >>>
                                    Rozumiem, że zmiennością nazywasz różnice stanu lub cech elementu. A
                                    więc zmianą elementu.
                                    Zmianą jest np. różnica prędkości w czasie. Zatem jeśli czas byłby
                                    zmianą (zmiennoscią), to mielibyśmy równanie: t =dv/dt. :)
                                    Zmiana jest określana jako różnica w czasie. Ale zmiana nie jest
                                    czasem!!!
                                    Mało tego. Zmiana nie musi zachodzić pod wpływem czasu, a więc nie
                                    musi być określana jako różnica zachodzącą w czasie. Np.
                                    odkształcenie liniowe nie zależy od czasu, ale od przyłożonej siły.
                                    Grgkh, jesteś fantastą.

                                    <<< To dzięki nim my istniejemy . To one są JEDYNĄ PRZYCZYNĄ
                                    WSZYSTKIEGO. >>>

                                    Nie twierdzę , że nie, ale skoro tak, to zdanie << To one są JEDYNĄ
                                    PRZYCZYNĄ WSZYSTKIEGO>> implikuje zdanie „ wszystko ma przyczynę”.
                                    Zatem reguły tez muszą mieć przyczynę. Co jest przyczyna reguł?
                                    Za pomocą Twojego ględzenia można zapędzić Cię w kozi róg tak samo
                                    jak religiantów. Bo to co wypisujesz niczym się nie różni od tego co
                                    wypisują oni. Zamieniony jest tylko podmiot.

                                    <<<< Gdzie w matematyce potrzebujesz KREATORA?
                                    Do STWORZENIA założeń? >>>
                                    Akurat matematyka to tylko język do opisu reguł. Sama w sobie
                                    potrzebowała kreatora, aby zaistnieć. Kreatorem był i jest człowiek.

                                    <<< Założenia, aksjomaty istnieją tylko jako MOŻLIWOŚĆ!!! Czy
                                    potrafi do Ciebie dotrzeć to, że nasz świat nie jest niczym więcej
                                    poza MOŻLIWOŚCIĄ? >>>
                                    Ale nie krzycz, kiedy nie ma potrzeby. Czy ja twierdze, że nie jest?
                                    Możliwe ,ze tak jest. Mówi zresztą o tym kwantówka.

                                    <<<Jeśli świat zależy od swoich pierwszych założeń, to są one
                                    niezależne od niczego. Po prostu są i już. >>>
                                    Grgkh, nie przedrzeźniaj religiantów!

                                    <<< ISTNIEJE MOLIWOŚĆ! To jest rozwiązanie problemu "skąd" się
                                    wszystko wzięło ...>>>>
                                    Nie jest rozwiązaniem, bo zawsze można zapytać skąd wzięły się
                                    możliwości. Odrzucasz jeden dogmat (religijny), forsujesz drugi.

                                    <<<...i "dlaczego" istnieje. >>>
                                    A tego już na pewno nie tłumaczy. Bo, jak już pisałem, „może
                                    zaistnieć” nie oznacza „musi zaistnieć”. Dlatego wręcz przeciwnie,
                                    aż ciśnie się na usta pytanie: jeśli istnieje tylko możliwość
                                    zaistnienia, co spowodowało, że zaistniało? Dlaczego
                                    z „nieskończonej” listy możliwości ziszcza się tylko jedna?
                                    Poza tym jeśli się juz czepiam, to przypomnę, że nie dawno nie
                                    dopuszczałeś czegoś takiego jak „nieskończoność”. Teraz nagle jest
                                    nieskończona lista . Niekonsekwencja za niekonsekwencją

                                    <<< A z jakiej przyczyny jest właśnie takie, zależy wyłącznie od
                                    tego, która to z nieskończonej listy możliwości jest.>>>
                                    No ale co? Która w kolejności, czy która fajniejsza? Od czego zależy?

                                    <<<<< I ten Twój absurdalny antropocentryzm:
                                    > <<<<<<<<<<
                                    > 1) Istnienie kreatora rozpatrujemy w modelu świata.
                                    > >>>>>
                                    >
                                    > Punkt 1 automatycznie zawęża temat do warunków Twojego, czy
                                    > naszego”podwórka” ( patrz modelu). Dlatego jakiekolwiek wnioski
                                    > wynikną dalej ,a będą opierać się na punkcie 1, będą dotyczyć
                                    tylko
                                    > i wyłącznie warunków podwórkowych., czyli modelu.
                                    > Jednak problem istnienia czy nieistnienia Boga dotyczy warunków
                                    > globalnych, a wiec nie modelu, a świata.
                                    Masz czelność twierdzić, że opisujesz świat zewnętrzny, jego reguły,
                                    ogólniej niż poprzez swoją umysłowość i jej możliwości? Kto lub co
                                    Ci daje prawo do arogancji stawania PONAD Wszechświatem? >>>>>>>>>

                                    Jak ty to robisz? Chyba jest to wynik czegoś w rodzaju percepcji w
                                    negatywie. Gdy pisze „TAK”, Ty krzyczysz „ jak śmiesz pisać ‘NIE”.
                                    Jak rany, nie wiem z czego to wynika...

                                    <<<<To wdrukowany przekaz kulturowy. Oprzytomniej, obudź się. Jesteś
                                    częścią Wszechświata. Logika mówi: żadna część nie może mieć
                                    informacji pełniejszej lub równej zawartości całości. >>>>
                                    To skąd u diaska Ty masz?!?! ,że na podstawie swojego ułomnego
                                    modelu (części) jesteś pewien o nieistnieniu czegokolwiek w świecie
                                    ( w całości)???
                                    Wymagaj od siebie tego samego czego wymagasz od innych.


                                    <<<< > Jest tylko jedno ale.
                                    > Pomijasz , może celowo, trzecie możliwe założenie :
                                    > - c) świat nie powstał samodzielnie, mimo że było to możliwe.
                                    Ależ to jest NIEISTOTNE dla reguł działania świata. >>>>

                                    Ale jest bardzo istotne dla procesu myślowego w Twoim rzekomym
                                    dowodzie.

                                    <<<< Dla reguł, dla wszechświatów na nich opartych ZEWNĘTRZE NIE
                                    ISTNIEJE. I to musisz zrozumieć. >>>>
                                    Choćby w wyniku tego co pisałeś o barierach poznawczych, nie możesz
                                    być tego pewien. Dlatego cała Twoja logiczna konstrukcja bierze w
                                    łeb.

                                    <<<< > Wariantu tego nie można wykluczyć , bo nie wiadomo, czy jest
                                    możliwe
                                    > powstawanie samo z siebie ( w odniesieniu do założenia b) >>>>

                                    Przytaczaj całość a nie fragment, bo będzie wynikać z tego, że
                                    kwestionuję możliwość powstawania z siebie. Przy czym powstawanie
                                    samo z siebie należy traktować jako zaistnienie bez poprzednich
                                    etapów formowania . Bo wtedy powstanie nie jest samo z siebie, lecz
                                    z czegoś co było uprzednio. Dlatego pisząc :
                                    <<<Jest możliwe. My jesteśmy żywym przykładem tego, że to jest
                                    możliwe. >>>
                                    automatycznie stoisz w opozycji do teorii ewolucji, która
                                    przynajmniej w odniesieniu do gatunków, stoi w opozycji do kreacji w
                                    rozumieniu biblijnym. No i poprzez podwójne zaprzeczenie sprzyjasz
                                    kreatorowi :).
                                    Ja mówię o możliwości powstania samego z siebie , cos na kształt
                                    modelu Golda i Bondiego.
                                    • grgkh Bzdury 1 02.02.09, 19:56
                                      Tłumaczę Ci definicje. Niby je widzisz i "tak jakby" uznajesz, a za
                                      chwilę zachowujesz się, jakbyśmy poprzednio wcale o tym nie mówili.

                                      kiwaczek11 napisał:

                                      > <<< To nie jest kwestia mojego "niezrozumienia".
                                      > Ja widzę, fałsz tkwiący w Twoich założeniach. >>>
                                      > Ale jaki konkretnie błąd i w jakich założeniach? Bo już tracę
                                      > orientację. Posługuj się przykładami albo konkretnymi zapisami i
                                      > argumentuj przy nich dlaczego.

                                      A taki, że dla Ciebie jest tym samym (1) świat zewnętrzny oraz (2)
                                      budowany przez jego mały fragment (nasz umysł) interpretowany model
                                      tego świata. W modelu sobie możesz wstawiać co chcesz (teoretycznie,
                                      bo Ci napisałem, jakim ograniczeniom on podlega), a świat zewnętrzny
                                      pozostaje niezależnym strumieniem danych, wartości.

                                      Reszta Twojego wywodu jest bełkotem. Dogmatu bronisz bełkotem. :)
                                  • kiwaczek11 nie nie cz.2 29.01.09, 00:48
                                    <<<<<< Jesteśmy. I zwróć uwagę na przytaczaną kiedyś przez
                                    Ciebie „wieczność”. Czy jesteśmy od konkretnego momentu, czy od
                                    zawsze (piszę to wyłącznie dla Ciebie, bo mój stosunek do ”zawsze”
                                    znasz), to w ogóle ISTNIEJEMY, a więc MUSIELIŚMY powstać. I ta sama
                                    przyczyna odnosi się do każdego innego bytu. >>>>>>
                                    Niewątpliwie. Jednak nie wyjaśnia to niczego w kwestii sposobu
                                    powstania. Mogło być samoistnie ( uznając ewolucję – samoistnie w
                                    odniesieniu do protoplasty, co by nim nie było) lub wskutek kreacji.

                                    <<< > Jeśli tak , to nie można również wykluczyć tego że kreator,
                                    jeśli w
                                    > ogóle jest, powstał sam, a świat powstał wskutek kreacji.
                                    A co to ma za znaczenie. >>>

                                    A no ma – dla procesu myślowego w Twoim rzekomym dowodzie
                                    opierającym się na pewności nieistnienia kreatora. Jest to widoczne
                                    jak czarno na białym . Przytoczę jeszcze raz w całości , bo prze to
                                    fragmentowanie kompletnie zniekształcasz moją wypowiedź.

                                    Było tak:
                                    <<<<<<
                                    <<< 5) Robimy jedno z dwóch możliwych założeń:
                                    - a) świat powstał samodzielnie, bo jest to możliwe (jest możliwe,
                                    że cokolwiek może "powstać" z niczego")
                                    - b) świat nie mógł powstać samodzielnie, bo niemożliwe jest by
                                    cokolwiek samodzielnie powstało (nie mówimy co, ale czy taka akcja
                                    jest możliwa)
                                    6) Rozpatrujemy punkty (a) i (b):
                                    - (6a) dla sytuacji (5a) kreator jest zbędny i jest nieistotne,
                                    czy "istnieje gdzieś poza światem, bo ani świat jego, ani on świata
                                    nie dotyczą".
                                    - (6b) dla sytuacji (5b) niemożliwe jest powstanie nigdy, nigdzie i
                                    niczego, bo coś musiałoby powstać NA SAMYM POCZĄTKU (*) niezgodnie z
                                    regułą (b), co skutkuje stwierdzeniem, że reguła (b) jest sama w
                                    sobie sprzeczna wewnętrznie. Wykręty, że kreator jest
                                    jakoś "wieczny" są absurdalne, bo taką samą cechę można przypisać i
                                    naszemu światowi. Dlaczego taka cecha miałaby dotyczyć kreatora, a
                                    nie wolno jej przypisać światowi?
                                    >>>
                                    Oczywiście zgadzam się z tym tokiem myślenia. Jest tylko jedno ale.
                                    Pomijasz , może celowo, trzecie możliwe założenie :
                                    - c) świat nie powstał samodzielnie, mimo że było to możliwe.
                                    Wariantu tego nie można wykluczyć , bo nie wiadomo, czy jest możliwe
                                    powstawanie samo z siebie ( w odniesieniu do założenia b)
                                    Wariantu tego nie można wykluczyć, bo nie odnotowano żadnej reguły
                                    działającej globalnie (poza prawem Murphiego), która powodowałaby
                                    to, że jeśli coś może się zdarzyć, to musi się zdarzyć. (w
                                    odniesieniu do założenia a).„Może się zdarzyć” nie oznacza, że „musi
                                    się zdarzyć”. Świat zatem mógł powstać sam, ale nie musiał. Nie
                                    można zatem wylkuczyć (wg tego założenia) możliwości powstawania
                                    samego z siebie, jak i z kreacji.
                                    Jeśli tak , to nie można również wykluczyć tego że kreator, jeśli w
                                    ogóle jest, powstał sam, a świat powstał wskutek kreacji.
                                    (Oczywiście idąc za ciosem możliwe jest także, że świat powstał sam,
                                    a kreator, jeśli jest, wskutek kreacji. Ale tu musiałby być inny
                                    kreator, albo świat musiałby posiadać możliwość kreowania. Traktuję
                                    ten wariant jako odprysk, tym bardziej , że nie wnosi nic do
                                    rozstrzygnięcia tematu istnienia Boga). >>>>>>>>>>>


                                    <<< Przyjmij sobie, że jestem profesorem, >>>
                                    No, jednak albo się profesorem jest , albo się profesorem nie jest.

                                    <<<a mój tekst jest sam dla siebie źródłem naukowym.>>>
                                    Jest to najciekawsze stwierdzenie w tej całej dyspucie. Ciekawsze
                                    nawet od samego tematu.

                                    <<< Jeśli możesz go podważyć, to zrób to. >>>
                                    Trzecie z możliwych założeń i jego nieuwzględnianie robi z niego
                                    pastę rybną, którą zresztą był od samego początku.
                                    • grgkh Bzdura 2 02.02.09, 19:53
                                      kiwaczek11 napisał:

                                      > > Jesteśmy

                                      > Niewątpliwie. Jednak nie wyjaśnia to niczego w kwestii sposobu
                                      > powstania. Mogło być samoistnie ( uznając ewolucję – samoistnie w
                                      > odniesieniu do protoplasty, co by nim nie było) lub wskutek
                                      > kreacji.

                                      Co za bzdurne, religianckie twierdzenia. :)))

                                      Musisz udowodnić istnienie kreatora. Na razie go nie ma,
                                      bo "minimalny" (brzytwa Ockhama) opis świata nie dopuszcza jego
                                      istnienia.

                                      > Pomijasz , może celowo, trzecie możliwe założenie :
                                      > - c) świat nie powstał samodzielnie, mimo że było to możliwe.

                                      Trzecia możliwość nie istnieje.

                                      Wszechświat jest tylko fizyką, a więc regułami działania. Nie można
                                      odróżnić czy jest to wersja powstała samodzielnie, czy z pomocą,
                                      ponieważ są one identyczne, bo oparte na tej samej fizyce. Kreator i
                                      tak staje się zbędny, a więc nie istnieje.

                                      Gdyby to dotyczyło programu (nie wymieniającego się danymi z
                                      otoczeniem) napisanego na komputer, to także uruchomienie tego
                                      programu w dowolnym środowisku nie wpłynie wcale na jego działanie,
                                      a wynik będzie identyczny.

                                      Trzeciej wersji nie ma, kreatora (programisty) też.

                                      Kto Ci podpowiada takie idiotyczne argumenty. Sam je wymyślasz?

                                      > <<< Jeśli możesz go podważyć, to zrób to. >>>
                                      > Trzecie z możliwych założeń i jego nieuwzględnianie robi z niego
                                      > pastę rybną, którą zresztą był od samego początku.

                                      Pastę rybną to raczej Ty tutaj wsmarowujesz.
                          • kiwaczek11 cz.2 22.01.09, 23:20
                            << Czego Ci jeszcze brakuje z wiedzy elementarnej?>>

                            U Ciebie? Konsekwencji.

                            <<< > Założenia formułowałeś Ty. Więc są prawdziwe, czy fałszywe?
                            > Uciekasz od konsekwencji tego co napisałeś. Skoro piszesz co
                            > innego niż chcesz napisać,

                            < Piszesz kompletne bzdury. Już naprawdę powienienem skończyć z
                            rozmową z Tobą. Nigdy nic konkretnego. Same kłamstwa i insynuacje.
                            Co napisałem, a czego potem się chciałem wyprzeć? >>>>

                            Które z Twoich stwierdzeń , na których bazowałem, jest prawdziwe, a
                            które fałszywe, cytuję:
                            1. „Pamiętaj - zmienność jest różnicą. Gdy jest ona równa zeru, to
                            tak, jakby jej nie było, a więc pozornie czas dla tej wielkości
                            zatrzymuje się lub, w większych przedziałach, zwalnia."
                            2. „To jest także zgoda na to,m że czas płynie, a płynie także i dla
                            bożka.Wątpisz w to?”

                            Przypomnę, że napisalem tak: ‘Wieczność , jako cecha Boga, może być
                            NIEZMIENNOŚCIĄ, czyli zerową zmiennością, o której piszesz. Jeśli
                            tak, to dla niego czas nie płynie. Jest niezmienny.”

                            <<< Odpowiedz jednoznacznie i konkretnie. Jeśli nie znajdziesz
                            przykładu, to nakleję Ci należną Ci etykietkę kłamcy, której już
                            niczym nie uda Ci się wyeliminować. >>>

                            Wobec powyższego najpierw musiałbyś wyeliminować swoją etykietkę
                            kłamcy , którą miałbym prawo Ci nakleić. Jakiś czas temu
                            poprosiłem... wróć, zażądałem następujące :

                            „Zanim weźmiesz się do napisania czegokolwiek, znajdź i przytocz
                            choć
                            jeden cytat z mojej wypowiedzi, w którym można byłoby przeczytać to
                            co napisałeś tutaj i pisywałeś wiele razy, a mianowicie, że jestem
                            pewny , że Bóg istnieje [...].” Reszta tutaj:
                            forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=721&w=88072077&a=88544338
                            Cisza do dzisiaj. I co, masz czelność nazywać mnie kłamcą? Ba, masz
                            czelność żądać ode mnie czegokolwiek? Myślisz, że wszyscy tutaj będą
                            podskakiwać na Twoje skinienie, a Ty będziesz , wyrokował i
                            osądzał ?

                            <<<> Odniosłem się do Twoich tanich sztuczek
                            > rodem z dowodu św. Anzelma.

                            Konkrety, kolego. Gdzie one są? >>>

                            Są tu:
                            forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=721&w=89747150&a=90057718
                            I w zapodanym przez „tlenek-węgla” artykule. Trzeba tylko
                            przeczytać. Ze zrozumieniem, co w Twoim przypadku wydaje się być
                            coraz trudniejsze.


                            <<< SZKODA MI CZASU NA CIEBIE, jeśli nadal tylko w tym stylu
                            będziesz się odzywał. >>>

                            Ależ wcale nie musisz go na mnie tracić. Nie tęsknię za dyskusją z
                            Tobą. Natomiast ,jak pisałem wcześniej ,będę komentował Twoje
                            wypowiedzi, jeśli będę widział, że ssiesz z palca krzycząc przy
                            tym „To jest absolutna prawda, a nauka stoi za mną”.

                            <<< > Ty na prawdę masz urojenia chłopie.

                            < Właśnie zwalczam urojenia. Dowodzę, że bóg nie istnieje. I jest to
                            całkiem poprawne rozumowanie. Przyślij tu kogoś, kto potrafi je
                            podważyć, bo Ty tego nie potrafisz. Jeśli mu się to uda, to odtrąbię
                            odwrót i tutaj publicznie pokajam się przed Tobą. Ale to NIEMOŻLIWE.
                            BÓG NAPRAWDĘ NIE ISTNIEJE. >>>

                            Żałosne. Napisałem Ci kiedyś, Szwedzka Akademia Nauk niecierpliwie
                            czeka na Twój dowód. Nie trać czasu na forum. Medal i dyplom czekają.

                            • loshenrykos Re: cz.2 23.01.09, 00:09
                              głupi rzekł w sercu swoim " nie ma Boga " to tylko cytat z Biblii
                              gdyby Go nie było to nic by nie było . Nie było by dzieł , a
                              przecież są ! pozdro dla wszystkich inteligentnych .
                              • kiwaczek11 Re: cz.2 23.01.09, 00:26
                                no, ale to nie dowodzi , że Bóg jest. Bo wniosek wyprzedza tezę.
                                Zdanie " Nic by nie było , gdyby Go nie było" - wychodzi z
                                zalożenia , że wszystko pochodzi od Niego. Ale tego nie udowodniono.
                                Nie jest to fakt potwierdzony ponad wszelką watpliwość. Dlatego nie
                                można wnioskować, że gdyby Go nie było to nic by nie było, bo nie
                                wiadomo od czego (kogo) wszystko pochodzi.
                                • radzimir11 Re: cz.2 25.01.09, 10:16
                                  kiwaczek11 napisał:

                                  > no, ale to nie dowodzi , że Bóg jest. Bo wniosek wyprzedza tezę.
                                  > Dlatego nie można wnioskować, że gdyby Go nie było to nic by nie
                                  > było, bo nie wiadomo od czego (kogo) wszystko pochodzi.

                                  Dla kogo nie wiadomo, dlatego nie wiadomo. Dla kogo wiadomo, dlatego wiadomo.

                                  radzimir11 - wiadomo
                              • grgkh Początek i sens istnienia 23.01.09, 12:27
                                loshenrykos napisał:

                                > głupi rzekł w sercu swoim " nie ma Boga " to tylko cytat z Biblii
                                > gdyby Go nie było to nic by nie było . Nie było by dzieł , a
                                > przecież są ! pozdro dla wszystkich inteligentnych .

                                Mam aspiracje, chciałbym się zaliczać do tej grupy. ;)

                                Na początku było "nic" - ZERO, FAŁSZ. Potem było "coś" - JEDNOŚĆ, PRAWDA. A potem było już wszystko, czyli reguła. Reguła powiedziała tylko - dodawaj do tego, co masz prawdę. I stało się WSZYSTKO, każda liczba, aż po nieskończoność, bo nic nie jest w stanie zatrzymać działania reguły, jeśli już się ona pojawi.

                                Nie posługujemy się tutaj bogiem, którego dodajemy do siebie, mnożymy, przetwarzamy według reguły lub wielu reguł. Reguły powstały same dla siebie, a może nie musiały powstawać, bo nie istnieją "wewnątrz" czegoś, ale niezależnie, właśnie same dla siebie. Amy jesteśmy tylko cząstką tych reguł. I to jest wszystko, co można powiedzieć o sensie istnienia wszystkiego, co dla nas istnieje.
                            • grgkh Żałosne ;) 23.01.09, 12:59
                              kiwaczek11 napisał:

                              > Cisza do dzisiaj.

                              I będzie dalej. Na durnoty i bełkot nie odpowiadam. Szkoda mi na to czasu. Te Twoje wynurzenia para logiczne na temat czasu, ta "logika"... poraża. ;)

                              > Trzeba tylko przeczytać.
                              > Ze zrozumieniem, co w Twoim przypadku wydaje się być
                              > coraz trudniejsze.

                              Trafiło na siebie dwóch tępaków? Możemy przedyskutować, kto jest w tej kategorii większy. Ale czy to ma sens. Niech przemawia to, co potrafimy wypowiedzieć. I niech żyje, jeśli jest prawdziwe. Albo niech zdycha, jeśli jest szalbierstwem, kłamstwem, obłudą, manipulacją.

                              > Żałosne. Napisałem Ci kiedyś, Szwedzka Akademia Nauk
                              > niecierpliwie czeka na Twój dowód. Nie trać czasu na forum.
                              > Medal i dyplom czekają.

                              Zaiste, posługujesz się BARDZO SILNYMI :))) argumentami. Zaraz pęknę ze śmiechu.

                              Takim rozumowaniem mógł się posłużyć i nie wykluczone, że to robił, nawet neandertalczyk. Ale ludzka żądza władzy posługująca się dogmatyzmem, szerzeniem głupoty i dezawuowaniem prawdy w świadomości mało rozumiejących ciągle króluje. Na szczęście wciąż znajdują się tacy, którzy odtwarzają prawdę. A to forum jest bardzo dobrym miejscem, by ją tu przypominać.
                            • focus35 Re: do kiwaczka 23.01.09, 23:59

                              DZIEKUJE za Twoje posty - realizujesz tym postulat niektorych o
                              rzetelnej edukacji - bo tez edukacja edukacji nierowna;)

                              dzieki serdeczne jeszcze raz!!!!


                              kiwaczek11 napisał:

                              >
                              > Które z Twoich stwierdzeń , na których bazowałem, jest prawdziwe,
                              a
                              > które fałszywe, cytuję:
                              > 1. „Pamiętaj - zmienność jest różnicą. Gdy jest ona równa zeru, to
                              > tak, jakby jej nie było, a więc pozornie czas dla tej wielkości
                              > zatrzymuje się lub, w większych przedziałach, zwalnia."
                              > 2. „To jest także zgoda na to,m że czas płynie, a płynie także i
                              dla
                              > bożka.Wątpisz w to?”
                              >
                              > Przypomnę, że napisalem tak: ‘Wieczność , jako cecha Boga, może
                              być
                              > NIEZMIENNOŚCIĄ, czyli zerową zmiennością, o której piszesz. Jeśli
                              > tak, to dla niego czas nie płynie. Jest niezmienny.”
                              >
                              > <<< Odpowiedz jednoznacznie i konkretnie. Jeśli nie znajdziesz
                              > przykładu, to nakleję Ci należną Ci etykietkę kłamcy, której już
                              > niczym nie uda Ci się wyeliminować. >>>
                              >
                              > Wobec powyższego najpierw musiałbyś wyeliminować swoją etykietkę
                              > kłamcy , którą miałbym prawo Ci nakleić. Jakiś czas temu
                              > poprosiłem... wróć, zażądałem następujące :
                              >
                              > „Zanim weźmiesz się do napisania czegokolwiek, znajdź i przytocz
                              > choć
                              > jeden cytat z mojej wypowiedzi, w którym można byłoby przeczytać
                              to
                              > co napisałeś tutaj i pisywałeś wiele razy, a mianowicie, że jestem
                              > pewny , że Bóg istnieje [...].”

                              podejrzewam ze pewni (swego modelu;) nie zrozumieja nigdy tych, co
                              nie domagaja sie pewnosci, jesli jej nie ma...

                              >
                              > <<< SZKODA MI CZASU NA CIEBIE, jeśli nadal tylko w tym stylu
                              > będziesz się odzywał. >>>
                              >
                              > Ależ wcale nie musisz go na mnie tracić. Nie tęsknię za dyskusją z
                              > Tobą. Natomiast ,jak pisałem wcześniej ,będę komentował Twoje
                              > wypowiedzi, jeśli będę widział, że ssiesz z palca krzycząc przy
                              > tym „To jest absolutna prawda, a nauka stoi za mną”.
                              >
                              > <<< > Ty na prawdę masz urojenia chłopie.
                              >
                              > < Właśnie zwalczam urojenia. Dowodzę, że bóg nie istnieje. I jest
                              to
                              > całkiem poprawne rozumowanie. Przyślij tu kogoś, kto potrafi je
                              > podważyć, bo Ty tego nie potrafisz. Jeśli mu się to uda, to
                              odtrąbię
                              > odwrót i tutaj publicznie pokajam się przed Tobą. Ale to
                              NIEMOŻLIWE.
                              > BÓG NAPRAWDĘ NIE ISTNIEJE. >>>
                              >
                              > Żałosne. Napisałem Ci kiedyś, Szwedzka Akademia Nauk
                              niecierpliwie
                              > czeka na Twój dowód. Nie trać czasu na forum. Medal i dyplom
                              czekają.
                              >

                              nazywa sie to niekonczaca sie opowiesc...;)))
              • kiwaczek11 Re: Nie istnieje bóg-kreator świata (dowód) 19.01.09, 22:05
                Widzisz, Szanowny Grgkh, z tą tezą pt. „jeśli jest MOŻLIWE, to MUSI
                być” jest dokładnie tak jak w dyskusji między Tobą a mną lub , jak
                często da się poczytać, miedzy Tobą a innymi forumowiczami.
                Jest możliwe, abym zaczął urągać Twojej inteligencji , traktować
                Ciebie i Twoje, niestety niedoskonałe, jak Ci się tylko wydaje,
                wywody z góry, prowadzić dyskusje w sposób impertynencki.
                Jest to możliwe. Mógłbym i potrafiłbym tak. Ale nie muszę. I nie
                chcę.

                >Po pierwsze to nie znam Twojej definicji boga

                Wielokrotnie wymuszałeś na mnie „moją definicję Boga” lub jeszcze
                lepiej „ definicję MOJEGO Boga”. Gdybyś nie był ślepy i głuchy (
                celowo lub nie) na to, co do Ciebie pisałem, i nie wkładałbyś mi w
                usta słów , twierdzeń i przekonań jakie mi wkładałeś, wiedziałbyś ,
                że pytanie to kierowane do mnie nie ma sensu. Bo ja nigdy nie
                twierdziłem ,że Bóg istnieje. Twierdziłem tylko ,ze nie da się
                udowodnić jego NIEISTNIENIA. Tak jak nie da się udowodnić
                NIEISTNIENIA krasnali. Wydaje się , że nie można również udowodnić
                ISTNIENIA Boga, chociaż nie można wykluczyć, że nastąpi kiedyś coś w
                rodzaju totalnego objawienia, po którym nie trzeba będzie już
                niczego dowodzić. Nie można wykluczyć nie oznacza, że MUSI
                objawienie nastąpić. Żebyś znów nie przekręcił.

                Zanim zaczniesz rozprawiać się z bogiem, czy Bogiem, najpierw
                rozpraw się sam ze sobą.
                Celowo poprosiłem o przedstawienie powyższego „dowodu”, bo spośród
                tyrad jakie napisałeś mieszając wszystko ze wszystkim, byłoby dość
                pracochłonne wycedzić to, nie naruszając rzekomego kontekstu, o co
                kilka razy miałeś pretensję.
                A skłonił mnie do tego właśnie przytoczony tekst, który Ci się tak
                bardzo podobał. Bo bardzo obrazowo pokazuje, jaką wartość ma Twoje
                dowodzenie nieistnienia boga, i wymachiwanie logiką , z którą tak
                naprawdę to dowodzenie nie ma nic wspólnego, bo opiera się na
                banialukach ssanych z palca, takiej samej rangi, jak banialuki
                religijne. Wcześniej w naszej dyskusji zwracałem Ci na to uwagę, ale
                jako naczelny impertynent forum gazeta nie raczyłeś brać tego pod
                uwagę.
                A mianowicie, że posługując się logiką (czytaj implikacją – jak w
                Twoim „dowodzie”) dowodzić można jedynie na bazie faktów
                niezaprzeczalnych, sprawdzonych ponad wszelką wątpliwość. Można ich
                nie dowodzić uznając je za aksjomaty, ale muszą być one dowodliwe, w
                każdym momencie możliwe do udowodnienia.

                A co stoi w przytoczonym artykule?

                Proszę o przeczytanie w zakładce nr 3 dłuższy fragment miedzy
                [..] „Czas więc wrócić do Anzelmowego dowodu: Czy mogę uznać, iż
                dostatecznie jasno [...] a [...]Czyli, że realne istnienie —
                przez sam swój fakt — czyni doskonalszym rozumowe wyobrażenie tegoż
                (w książce jest dobra analogia wykazująca absurdalność tego
                poglądu).

                Posługujesz się dokładnie takimi samymi chwytami jak św. Anzelm,
                który stawia nieudowodnione tezy, na których buduje „logiczne”
                wnioski. Piszesz : „Wszechświat powstał samodzielnie ponieważ JEST
                TO MOŻLIWE.” . I mamy to przyjmować za aksjomat. Ty wiesz. Skoro
                tak, to zapewne możesz to dowieść. Jako pierwszy! Bardziej mnie
                przekonuje w takim podejściu prawo Murphiego. Przynajmniej od czasu
                do czasu się sprawdza.

                Z drugiej strony, jako ktoś o prymitywnej inteligencji, jak mnie
                oceniłeś, mogę sięgnąć po równie prymitywną analogię. Skoro
                Wszechświat NA PEWNO powstał sam , bo jest to możliwe, to każdy
                jego element również MUSIAŁ powstać sam. Można powiedzieć, że
                wszystko we Wszechświecie powstało samo. Również formy mniejszych
                lub większych skupisk elementów powstały same. Można zatem
                przypuszczać, że właśnie siedzisz na fotelu, który powstał sam, jak
                i wiele innych przedmiotów ( form skupisk elementów podstawowych,
                jakie byśmy tu nie przytoczyli) codziennego użytku.

                Wiem, to bzdury. I błazeńskei podejście. Wyrastają same, bo Ty
                zacząłeś od bzdury. Bzdury, bo podajesz hipotezę, jako tezę
                udowodnioną.

                Oszczędź mi proszę kolejnych tyrad , czym i jaki jest Wszechświat,
                bo bardzo chętnie czytam, jeśli ktoś , kto o tym pisze nie ucieka od
                słowa HIPOTEZA. Ty wykładasz nam malutkim „prawdy objawione” jako
                niepodważalne i ponad wszelką wątpliwość udowodnione. Jakkolwiek
                ciekawe i prawdopodobne by on nie były, ponad wszelką wątpliwość
                udowodnione nie są. Póki co.
                • kiwaczek11 jednak nie pierwszy 19.01.09, 22:27
                  > Skoro tak, to zapewne możesz to dowieść. Jako pierwszy!

                  Chociaż Gold i Bondi chcieli być przed Tobą. Tyle ,ze teoria upadła.
                • kiwaczek11 wyjasnienie 20.01.09, 00:28
                  musze napisac to wyjasnienie, bo znów będziesz się czepiał nie tego
                  co potrzeba.

                  napisałem
                  >Piszesz : „Wszechświat powstał samodzielnie ponieważ JEST
                  >TO MOŻLIWE. I mamy to przyjmować za aksjomat. Ty wiesz. Skoro
                  > tak, to zapewne możesz to dowieść.”

                  Nie kwestionuję twierdzenia , że jest to możliwe. Kwestionuję
                  twierdzenie, że jeśli jest możliwe ,że powstał samodzielnie, to NA
                  PEWNO powstał.
                  • grgkh Re: wyjasnienie 01.02.09, 13:40
                    Tak TO JEST MOŻLIWE, a skoro mamy obowiązek stosować brzytwę Ockhama i eliminować wszystko co zbędne, to NIE WOLNO NAM uważać, że coś go stworzyło.

                    Nasza wersja minimalna (!!!) MUSI brzmieć - mógł powstać sam (nie ma przesłanek, że było inaczej), a więc powstał sam. Każda inna wersja jest NADMIAROWA, a wersji nadmiarowych jest nieskończenie wiele i żadna z nich NIE OPISUJE STANU RZECZYWISTEGO (to ten, jaki w danym momencie jest nam znany), bo ten opisuje tylko wersja minimalna, z zastosowaną brzytwą Ockhama.

                    Taka jest logika wersji minimalnej, a żadnej innej nam przyjmować nie wolno, bo wtedy można by doczepić do opisu świata wszystkie niestworzone bzdury, ale dla samego świata to i tak nic by nie zmieniało. Nie zmienia jego opisu, właściwości itd., bo te wszystkie MOGŁY powstać same.

                    Czy Ty naprawdę nie potrafisz połączyć dwóch zdań logicznych i wyciągnąć z tego jedynego możliwego wniosku? Co to za fundamentalistyczna zależność od dogmatu. Wbrew logice. Musi być "przystawka", pan i władca, coś większego od wszystkiego, co największe. Urodzony niewolnik? Dobrze wytresowany, co wszędzie wklei coś ponad niezbędne minimum? To, co sobie ubzdurzył, że MUSI być? Ale nawet definicji tego czegoś nie potrafi stworzyć...
    • zuq1 poświęciłem blisko 50 minut... 16.01.09, 11:03
      ...na słuchanie tej - pożal się Boże - dyskusji i oto co mogę
      napisać:
      1. Rozmowa była tendencyjna, tzn. moderator stał po stronie p.
      Domińczaka, co już doprowadziło do sytuacji 2 na 1.
      2. Argumenty "naukowe", np. o małpach machających gałęziami są
      śmieszne. Gorzej, że na argumenty księdza, że systemy ateistyczne -
      totalitarne odpowiedzialne są za śmierć milionów ludzi, p. Domińczak
      nabrał wody w usta.
      3. To, że istnieją państwa "bez religii" nie jest prawdą. Religią
      jest także okultyzm albo kult pieniądza. Biblia mówi o tym
      wielokrotnie i wyraźnie, o tym bałwochwalstwie wypowiedział się też
      ksiądz.
      4. Najgorsze przed krajami, które się odwróciły od Boga, jeszcze
      nadejdzie. Zobaczcie, jak wspomniani w dyskusji Łotysze teraz
      demolują swój kraj. A przecież Biblia naucza (np. Rzymian 13), że
      władzę państwową należy szanować i słuchać się jej. Tym bardziej, że
      w demokracjach mamy możliwość wpływania na nią.
      5. Kolejnym absurdem była wspomniana jakaś hipotetyczna drabinka,
      gdzie jakoby ateista miałby stać najniżej w hierarchii ludzi
      wierzących. Nie ma takiej, jak słusznie zauważył ksiądz. Podział
      jest na ludzi wierzących i niewierzących, to się zgadza. Natomiast
      czy ktoś wierzy w numerologię czy też, powiedzmy, w humanizm,
      niczego nie zmienia - obie osoby będą osądzone za grzech przeciw
      Duchowi Świętemu.
      6. Jak słusznie zauważył Greghorek: "Jedyna nadzieja dla świata to
      edukacja dla wszystkich i pełny dostęp do prawdy." - a prawda jest
      Jezusie i Jezus jest tą prawdą!
      • piwi77 Re: poświęciłem blisko 50 minut... 16.01.09, 11:43
        zuq1 napisał:

        > 1. Rozmowa była tendencyjna, tzn. moderator stał po stronie p.
        > Domińczaka, co już doprowadziło do sytuacji 2 na 1.

        Też mi się to nie podobało, tym bardziej uporczywe pytania w stylu,
        co by było gdyby, odbierało to dyskusji rzeczowość.

        > 2. Argumenty "naukowe", np. o małpach machających gałęziami są
        > śmieszne.

        Mnie przekonują

        > Gorzej, że na argumenty księdza, że systemy ateistyczne -
        > totalitarne odpowiedzialne są za śmierć milionów ludzi,
        > p. Domińczak nabrał wody w usta.

        To tani chwyt propagandowy. Uczciwe pytanie powinno brzmieć, kto
        odpowiada za systemy totalitarne, stworzone przez chrześcijan
        (Hitler, Stalin, Kim Ir Sen), czy rzeczywiście ateiści? Szkoda, że
        Dominiczak tak łatwo dał się zbić z tropu.

        > 3. To, że istnieją państwa "bez religii" nie jest prawdą.

        Czechy są takim państwem

        > Religią jest także okultyzm albo kult pieniądza.

        Tak, to można też powiedzieć, że religią, było dążenie do świetlanej
        przyszłości w komuniźmie, więc czepianie się ateistów nie na
        miejscu. Nie. Religia, to nie kulty, czy nałogi, religia, to
        organizacje. Religii niezorganizowanej nie ma.

        > 4. Najgorsze przed krajami, które się odwróciły od Boga, jeszcze
        > nadejdzie.

        Jeszcze żadna prognoza, wynikająca z przekonań religijnych, się nie
        sprawdziła. Ta też się nie sprawdzi. Takie prognozy mają jedynie za
        cel wywołać u ludzi strach. Powinno być w sumie karalne.

        > Natomiast czy ktoś wierzy w numerologię czy też, powiedzmy, w
        > humanizm, niczego nie zmienia - obie osoby będą osądzone za grzech
        > przeciw Duchowi Świętemu.

        A cóż tu sądzić, skoro wyrok już zapadł. Bóg (kościół) daruje
        wszystko, ale nie wiarę w fałszywego Boga. Myślę, że ateista ma
        większe szanse, niż wyznawca religii fałszywej. Gdybyśmy spotkali po
        drugiej stronie, dajmy na to, Allacha, będę dziękował za mój ateizm,
        bedę sądzony jak głupek, nie jak zdrajca.

        > 6. Jak słusznie zauważył Greghorek: "Jedyna nadzieja dla świata to
        > edukacja dla wszystkich i pełny dostęp do prawdy." - a prawda jest
        > Jezusie i Jezus jest tą prawdą!

        Ta prawda ma to do siebie, że trzeba ją nieskończeną ilość razy
        powtarzać, najlepiej głośno, żeby w swym absurdzie stałą się chociaż
        trochę prawdziwa.

        • zuq1 definicja chrześcijanina? 16.01.09, 11:54
          "To tani chwyt propagandowy. Uczciwe pytanie powinno brzmieć, kto
          odpowiada za systemy totalitarne, stworzone przez chrześcijan
          Hitler, Stalin, Kim Ir Sen), czy rzeczywiście ateiści?" - no, to
          oczywiście super argument. Szkoda tylko, że definicja chrześcijanina
          jest taka, że jest to:
          1. osoba świadomie wierząca w Chrystusa
          2. będąca Jego uczniem, postępująca wg Jego nauk

          To, że Hitler został jako niemowlak pokropiony nad chrzcielnicą, ani
          to, że Dżugaszwili został wysłany do seminarium duchownego, nie
          uczyniło z nich chrześcijan. Co do Kima nie mam wiedzy, więc się nie
          wypowiem.
          A może Ty zaproponuj swoją definicję chrześcijanina, to będziemy
          mogli lepiej na ten temat pogadać?
          • piwi77 Re: definicja chrześcijanina? 16.01.09, 12:08
            zuq1 napisał:

            > Szkoda tylko, że definicja chrześcijanina
            > jest taka, że jest to:
            > 1. osoba świadomie wierząca w Chrystusa
            > 2. będąca Jego uczniem, postępująca wg Jego nauk

            1. Diabli wiedzą co to znaczy
            2. Znów nie wiadomo dokłądnie

            Wolę praktyczniejszą definicję -
            1. Osoba ochrzczona
            2. Wychowana w wierze chrześcijańskiej z akcentem na ponadprzecietną
            liczbę praktyk religijnych
            3. Ukończenie Seminarium Duchownego z wynikiem bardzo dobrym
            (opcjonalne, ale Stalinowi i to się udało)
            Jeżeli osoba, która spełnia przynajmniej 2 pierwsze z powyższych
            warunkó, to zwyczajnie oszukujecie i dopasowujecie warunki do
            potrzeb.
            • piwi77 Re: definicja chrześcijanina? 16.01.09, 12:12
              Jestem daleki od obarczania chrześcijan za zbrodnie totalitaryzmów,
              ale odpieram atak, że odpowiadają za nie ateiści, w tym np ja.
            • zuq1 Re: definicja chrześcijanina? 16.01.09, 12:25
              Wolę praktyczniejszą definicję -
              1. Osoba ochrzczona - niestety KRK odwrócił jedynie słuszną, tj.
              biblijną kolejność, tzn. najpierw akt zawierzenia Chrystusowi a
              następnie chrzest dla potwierdzenia. Stąd można powiedzieć "Hitler-
              katolik" - i to tylko "formalny" jak zapewne Ty i grgkh, ale na
              pewno nie "Hitler-chrześcijanin".
              2. Wychowana w wierze chrześcijańskiej z akcentem na ponadprzecietną
              liczbę praktyk religijnych - znam wielu świadomie wierzących
              chrześcijan, wychowanych w rodzinach niewierzących - stąd to też nie
              pasuje. Pierwsi apostołowie też nie zostali wychowani w rodzinach
              chrześcijańskich a żydowskich lub pogańskich. Więc i tu Twa
              definicja pada.
              3. Ukończenie Seminarium Duchownego z wynikiem bardzo dobrym
              opcjonalne, ale Stalinowi i to się udało) - większość chrześcijan
              ani nie kończy, ani tym bardziej nie zaczyna seminariów duchownych.
              I tu definicja pada. Tym bardziej, że apostołowie też seminariów
              duchownych nie kończyli ;))))

              Podsumowując, Twoja definicja jest błędna a moja słuszna - bo tak
              mówi Biblia.
              • piwi77 Re: definicja chrześcijanina? 16.01.09, 12:36
                zuq1 napisał:

                > Podsumowując, Twoja definicja jest błędna a moja słuszna - bo tak
                > mówi Biblia.

                Z niekatolickiego punktu widzenia, Twoja definicja ma nawet sens.
                Moja, bardziej z katolickiego. Ale nigdy nie zgodzę się na
                przypisywanie ateizmowi zbrodni totalitarnych. Systemy te były
                typowo religijne -
                1. Utworzone przez ludzi głęboko religijnych, choć pewnie o
                spaczonej osobowości
                2. Obowiązująca wiara w rzeczy nieudowodnione, naród panów, wyższą
                rasę, świetlaną przyszłość, powszechną równość, powszechny dobrobyt
                (każdemu wg potrzeb, od każdego wg możliwości)
                3. Religijne rytuały jak wiece, marsze, masówki, subotniki, z
                obowiązkowym udziałem
                4. Obowiązkowa indoktrynacja wbijająca do dziecięcych głów religijne
                dogmaty
                5. Istnienie świętych ksiąg, zbioru twierdzeń dogmatycznie
                prawdziwych, bez możliwości jakiejkolwiek z nimi dyskusji

                Tak wyobrażasz sobie ateizm? To źle sobie wyobrażasz.
                • piwi77 Re: definicja chrześcijanina? 16.01.09, 12:42
                  Posunąłbym się do takiego stwierdzenia, że głęboka wiara plus
                  spaczona osobowość może prowadzić do katastrofy. Natomiast o
                  ateiście o spaczonej osobowości niewiele możemy powiedzieć, nie
                  mielismy katastrofy będącej rezultatem takiego połączenia.
                  • zuq1 czyli mam jednak rację? 16.01.09, 12:52
                    Rozumiem, że nie chciałbyś tego sprawdzić na "żywym organizmie"?
                    Cóż, wszystko jeszcze przed nami, w końcu z radością stwierdzacie,
                    że ateizm się szerzy, być może jakiś ateista będzie dysponował
                    dostatecznie wielką władzą, aby nabroić. O tym zresztą mówi
                    Objawienie Jana (tj. Apokalipsa), że antychrystem będzie człowiek.
                    A jeszcze do wiary i postu powyżej: trudno mi jakoś uwierzyć, aby
                    Stalin i spółka, jakoby nie-ateiści, promowali ateizm w ZSRR jako
                    oficjalną ideologię. To nielogiczne.
                    • piwi77 Re: czyli mam jednak rację? 16.01.09, 13:01
                      zuq1 napisał:

                      > trudno mi jakoś uwierzyć, aby Stalin i spółka, jakoby nie-ateiści,
                      > promowali ateizm w ZSRR jako oficjalną ideologię.

                      Ateizmu w tych ideologiach było tyle, ile potrzeba było do
                      zwalczania religii opartych na Bogu transcedentnym. Brakowało go już
                      zupełnie, gdy chodziło o wolności, też będących częścią ateizmu.
              • tlenek_wegla Re: definicja chrześcijanina? 16.01.09, 22:48
                zuq1 napisał:
                Podsumowując, Twoja definicja jest błędna a moja słuszna - bo tak
                mówi Biblia.


                Tos sie popisal argumentacja...

                Moja definicja jest sluszna, poniewaz tak mowi wikipedia... Argument tej samej
                kategorii.
                • zuq1 a więc za Wikipedią... 19.01.09, 10:25
                  "Sprawdzianem tego, że naprawdę Go poznaliśmy, jest przestrzeganie
                  Jego przykazań. Kto twierdzi: „Oczywiście, że Go poznałem, jestem
                  chrześcijaninem”, a nie czyni tego, co nakazuje Chrystus, jest
                  kłamcą i nie żyje w prawdzie. Ten natomiast, kto wykonuje Jego
                  słowa, rozwija w sobie Bożą miłość. Właśnie po tym poznajemy, że
                  należymy do Pana." (1 Jana 2,3-5)

                  Biblia mówi w jasny sposób o tym, kto chrześcijaninem jest a kto
                  nie. I była jakieś 2000 lat wcześniej od Wikipedii, której definicje
                  nie zawsze są zgodne z rzeczywistością, zresztą:

                  "Zgodnie z Dziejami Apostolskimi (11,26) "W Antiochii po raz
                  pierwszy nazwano uczniów chrześcijanami" (gr. Χριστιανός).
                  Określenie to pochodziło prawdopodobnie z kręgów pogańskich i miało
                  początkowo negatywny wydźwięk. Z czasem zaczęło wyrażać odrębność
                  wiernych." (cytat z Wikipedii).

                  Tak więc mam rację - chodzi o uczniów, a nie o ludzi włączonych
                  automatycznie do Kościoła a nie mających o Bogu pojęcia i wręcz
                  nastawionych do Niego wrogo.
                  • tlenek_wegla Re: a więc za Wikipedią... 19.01.09, 13:36
                    > Tak więc mam rację - chodzi o uczniów, a nie o ludzi włączonych
                    > automatycznie do Kościoła a nie mających o Bogu pojęcia i wręcz
                    > nastawionych do Niego wrogo.

                    Ty swoje, a rzeczywistosc swoje. Moze w starozytnej Antiochii chodzilo o
                    uczniow. W XXI wiecznej Polasce chodzi o ochrzczonych ludzi.
                    • zuq1 Re: a więc za Wikipedią... 19.01.09, 13:48
                      Tym niemniej: Biblia mówi o chrześcijanach jako o ludziach świadomie
                      wierzących. Jeśli próbujesz przypisać inne znaczenie definicji, to
                      zgódź się i na taką:
                      "Garaż jest mieszkaniem samochodu. Dziecko urodzone w garażu jest
                      samochodem."
                      To, że ktoś został ochrzczony jako nieświadome niemowlę, nie czyni z
                      niego chrześcijanina. Moje dzieci nie zostały ochrzczone, a
                      wzrastają w rodzinie chrześcijańskiej, bo mają chrześcijańskich
                      rodziców. Jednak kiedy osiągną wiek świadomy będą miały możliwość
                      pójść za Bogiem i potwierdzić to chrztem lub nie zrobić tego - to
                      one dokonają wyboru.
          • radzimir11 Re: definicja chrześcijanina? 16.01.09, 13:26
            zuq1 napisał:

            > A może Ty zaproponuj swoją definicję chrześcijanina, to będziemy
            > mogli lepiej na ten temat pogadać?

            Chrześcijanin? To kaleka duchowy dysponujący wiedzą ograniczoną do jednej
            książki, czczący bożka, którego w dobrej wierze bierze za Boga mającego robić za
            "koło ratunkowe" w tym niezrozumiałym dla niego świecie.
          • tlenek_wegla Re: definicja chrześcijanina? 16.01.09, 22:45

            > Hitler, Stalin, Kim Ir Sen), czy rzeczywiście ateiści?" - no, to
            > oczywiście super argument. Szkoda tylko, że definicja chrześcijanina
            > jest taka, że jest to:
            > 1. osoba świadomie wierząca w Chrystusa
            > 2. będąca Jego uczniem, postępująca wg Jego nauk
            >
            > To, że Hitler został jako niemowlak pokropiony nad chrzcielnicą, ani
            > to, że Dżugaszwili został wysłany do seminarium duchownego, nie
            > uczyniło z nich chrześcijan.

            Co dziwniejsze - kosciolowi ta definicja w zupelnosci wystarczy podczas
            zliczania dorocznego owieczek. Ktos mogl miec z katolicyzmem tyle wspolnego co
            Dzugaszwili i nadal liczony jest jako katolik, dopoki nie wypisze sie swiadomie
            dzieki aktowi apostazji.

            Jak dla mnie Dzugaszwiliii byl katolikiem. Nawet ukonczyl seminartium duchowne z
            wyroznieniem. o wiele wiecej niz wielu katolikow/chescijan w swoim zyciu.

            owszem ludzie sie zmieniaja. Jednak aktu apostazji Stalina ani Hitlera nie
            widzialem i takie dokumenty zapewne nie istnieja. do czasu ich znalezienia obaj
            pozostana chescijanami.
            • zuq1 przynależność rzeczywista czy formalna się liczy? 19.01.09, 10:32
              "Co dziwniejsze - kosciolowi ta definicja w zupelnosci wystarczy
              podczas zliczania dorocznego owieczek." - to, czy KRK kogoś zalicza,
              czy nie, Boga mało obchodzi.

              "Ktos mogl miec z katolicyzmem tyle wspolnego co Dzugaszwili i nadal
              liczony jest jako katolik, dopoki nie wypisze sie swiadomie dzieki
              aktowi apostazji." - o ile się nie mylę, w Gruzji katolicyzm pod
              koniec XIX wieku nie istniał a JDż był w seminarium prawosławnym. O
              tym, czy ktoś jest chrześcijaninem, nie decyduje "papierek" w formie
              aktu apostazji, lecz postawa serca, z której wynikają wszelkie
              działania.

              "Jak dla mnie Dzugaszwiliii byl katolikiem. Nawet ukonczyl
              seminartium duchowne z wyroznieniem. o wiele wiecej niz wielu
              katolikow/chescijan w swoim zyciu." - nieprawda, o której pisałem
              już powyżej. Wiesz, że gdzieś tam dzwoni, ale nie nawet nie wiesz,
              że nie było to seminarium katolickie.
              • tlenek_wegla Re: przynależność rzeczywista czy formalna się li 19.01.09, 13:37

                Zapytaj urzednikow KK jaka przynaleznosc zliczaja do swoich statystyk.
                • zuq1 Re: przynależność rzeczywista czy formalna się li 19.01.09, 13:51
                  Ale mnie zdanie urzędników KK nie interesuje, bo do niego nie
                  należę. Biblia istniała wcześniej niż kościół zwany rzymsko-
                  katolickim i to Biblia definiuje, kto jest chrześcijaninem.
                  • piwi77 Re: przynależność rzeczywista czy formalna się li 19.01.09, 14:00
                    Jak zdefiniujesz, że dobry człowiek jest chrześcijaninem, a zły
                    ateistą, to rzeczywiście dojdziesz do wniosków, że ateistów
                    należałoby potopić.
                    • zuq1 Piwi, co Ty mi insynuujesz? 19.01.09, 14:06
                      Już z braku argumentów zniżasz się do argumentacji a la grgkh? Gdzie
                      ja cokolwiek takiego napisałem?
                      • piwi77 Re: Piwi, co Ty mi insynuujesz? 19.01.09, 15:05
                        O potopieniu nie pisałeś nic, ale o tym, że Stalin ateistą był
                        owszem. I że ateiści winni stalinowskim zbrodniom. To teza
                        skandaliczna.
                        • zuq1 Re: Piwi, co Ty mi insynuujesz? 19.01.09, 15:39
                          A więc dojdźmy do konsensusu. Chrześcijanie nie są winni zbrodniom
                          stalinowskim i ateiści też nie. Czyli pozostają nam... ufoludki.
                          Przypomina mi to jako żywo film o JPII. W czasach II WŚ, gdy w
                          polskiej ścieżce dźwiękowej pada słowo "Niemcy", w angielskich
                          napisach jest zawsze "Nazis".
                          • kolter_one Re: Piwi, co Ty mi insynuujesz? 19.01.09, 15:44
                            zuq1 napisał:

                            > A więc dojdźmy do konsensusu. Chrześcijanie nie są winni zbrodniom
                            > stalinowskim i ateiści też nie.

                            Ja bym tam prawosławnych chrześcijanami nie nazywał ::))) oni zdaje się są tak
                            samo zakręceni w te swoje zabobony jak i ich watykańscy bracia .
                            • piwi77 Re: Piwi, co Ty mi insynuujesz? 19.01.09, 16:46
                              Twórcza bajkowość mniej więcej na tym samym poziomie.
                          • piwi77 Re: Piwi, co Ty mi insynuujesz? 19.01.09, 15:47
                            Dochodź sobie do wniosku, jaki Ci się podoba, ale ode mnie
                            przeprosin za zbrodnie stalinizmu nie usłyszysz. A domaganie się
                            czegoś podobnego, każe mi uzasadniać, że Stalinim był religią, nie
                            niewiarą, co jak widzisz wcale nie jest trudne. A że jedna religia
                            wycina w pień inną, nie jest zjawiskiem nowym ani nietypowym. Samo
                            wyrzynanie jakiejś religii, nie dowodzi jeszcze, że wyrzynającym są
                            ateiści.
          • xs550 Re: definicja chrześcijanina? 17.01.09, 02:03
            zuq1 napisał:

            > To, że Hitler został jako niemowlak pokropiony nad chrzcielnicą, ani
            > to, że Dżugaszwili został wysłany do seminarium duchownego, nie
            > uczyniło z nich chrześcijan.

            To dlaczego kosciol w Polsce uznaje za katolikow wszystkich ktorzy byli ochrzczeni? Czy katolicy to nie chrzescijanie?
            • zuq1 odpowiem raz jeszcze... 19.01.09, 10:36
              Chrześcijaninem zostaje się przez akt osobistego zawierzenia Bogu. W
              NT najpierw przyjmowało się Jezusa jako Zbawiciela przez wiarę, a
              potem następował chrzest na potwierdzenie tego faktu. KRK odwrócił
              kolejność, gdyż odszedł w dużej mierze od biblijnego nauczania.
              Efektem tego jest 90% po katolicku ochrzczonego społeczeństwa a
              jedynie może 9% czy 19% świadomie wierzących, o których wg kryteriów
              biblijnych można powiedzieć, że faktycznie chrześcijanami są.
              • focus35 Re: odpowiem raz jeszcze... 20.01.09, 01:23
                zuq1 napisał:

                > Chrześcijaninem zostaje się przez akt osobistego zawierzenia Bogu.

                O
                tym, czy ktoś jest chrześcijaninem, nie decyduje "papierek" w formie
                aktu apostazji, lecz postawa serca, z której wynikają wszelkie
                działania.

                wszystko zgoda - chcialam tylko zauwazyc, ze NIGDY nikt nie wie jak
                to jest z druga osoba - czy DEKLARUJAC jakis stan, nazywajmy to
                zawierzeniem Bogu czy postawa serca ktos FAKTYCZNIE przezywa owo
                zawierzenie czy nie - i komu faktycznie zawierza - kiedy zapytac sie
                o to konkretniej ludzi wierzacych okazuje sie, ze zawierzaja
                Tajemnicy albo czemus rownie nieokreslonemu.
                Zatem kosciol moze FAKTYCZNIE zbierac TYLKO DEKLARACJE wiary, nic
                wiecej. Bog, jesli istnieje taki, jak mniej wiecej glosza
                chrzescijanie i tak wie, kto jaki jest - "co zamysla w sercu swoim".

                i mam pytanie - co jest wyznacznikiem tego, co nazwales wczesniej
                postawa serca? jesli tzw. milosc blizniego to ludzie niewierzacy
                rowniez sa zdolni do takiej postawy, czyz nie?

                W
                > NT najpierw przyjmowało się Jezusa jako Zbawiciela przez wiarę, a
                > potem następował chrzest na potwierdzenie tego faktu. KRK odwrócił
                > kolejność, gdyż odszedł w dużej mierze od biblijnego nauczania.
                > Efektem tego jest 90% po katolicku ochrzczonego społeczeństwa a
                > jedynie może 9% czy 19% świadomie wierzących, o których wg
                kryteriów
                > biblijnych można powiedzieć, że faktycznie chrześcijanami są.


        • donjuan Re: poświęciłem blisko 50 minut... 16.01.09, 12:01
          Wszystkie znane nam spolecznosci , poczynajac od najbardziej prymitywnych
          wyznawaly cos w rodzaju religii, magii ,ideologii - jakkolwiek by to nazywac.
          Czy neandertalczycy tez wierzyli w cos nadprzyrodzonego ? tego nie wiem . A
          moze wlasnie dlatego wygineli w zderzeniu z wyzsza kultura czlowieka
          kromanionskiego ? Ludzi z Kromanion byc moze laczylo cos , czego nie mieli
          neandertalczycy i dzieki czemu potrafili dzialac kolektywnie co dalo im przewage
          pod wieloma wzgledami. Przeciez i w naszych czasach historia daje niezliczone
          przyklady , jakie korzysci przynosza dzialania wielkich , zorganizowanych
          zbiorowosci w stosunku do skloconych , zatomizowanych populacji. Aby zbiorowosc
          mogla funkcjonowac musi ja laczyc jakas nadrzedna idea i te role spelniala
          najlepiej religia , bo podparta czynnikiem nadprzyrodzonym. To , ze istnieja
          obecnie panstwa bezwyznaniowe nie swiadczy jeszcze o ich trwalosci bo dopiero
          czas pokaze jakie zbiorowosci zdobeda priorytet w najblizszej przyszlosci .
          Gdyby Boga nawet i nie bylo , to i tak dla dobra ludzkosci nlezaloby go wymyslic
          . Zainteresowanych tematem odsylam do watku z roku 2001 na forum Nauka Czy Bog
          istnieje , a co z innymi religiami ? autorzy np. Piotrek , fizyk .
      • karbat Re: poświęciłem blisko 50 minut... 16.01.09, 12:47
        zuq1 napisał:

        > ...na słuchanie tej - pożal się Boże - dyskusji i oto co mogę
        > napisać:
        szkoda ,ze ksiadz nie jest moderatorem ,hehehe

        > 2. Argumenty "naukowe", np. o małpach machających gałęziami są
        > śmieszne. Gorzej, że na argumenty księdza, że systemy ateistyczne -
        > totalitarne odpowiedzialne są za śmierć milionów ludzi, p.
        >Domińczak nabrał wody w usta.

        ludzkosc nie znala ateistycznych systemow a ludzie sie wyrzynali w
        dziesiatki milionow , w imie prawd swego Boga ,kosciola , w imie
        krolow panujacychh tylko z laski Bozej .
        Bilans , na przestrzeni dziejow ,systemow ateistycnych w porownaniu
        z systemami opartymi na boskiej wierze ,boskiemu poslaniu - jest
        smieszny , UJEMNY .

        > 3. To, że istnieją państwa "bez religii" nie jest prawdą. Religią
        > jest także okultyzm albo kult pieniądza. Biblia mówi o tym
        > wielokrotnie i wyraźnie, o tym bałwochwalstwie wypowiedział się
        >też ksiądz.

        W ktorym kraju okultyzm jest religia ! , majaca wplyw na panstwo
        itd .
        Pieniadz .- Biskupy , kardynalowie mieszkajacy w palacach sluchajacy
        spiewu kastratow - oczywiscie brzydzili sie pieniadzem :o .
        Dzis setki tysiace hektarow to nie pieniadz to tylko ziemia .

        > 4. Najgorsze przed krajami, które się odwróciły od Boga, jeszcze
        > nadejdzie. Zobaczcie, jak wspomniani w dyskusji Łotysze teraz
        > demolują swój kraj.

        ????????????????, na Lotwie nie ma Boga wiec demoluja kraj ! ,
        absurd ,smieszny argument na poziomie rydzyka i prymitywnych
        sutannikow .


        A przecież Biblia naucza (np. Rzymian 13), że
        > władzę państwową należy szanować i słuchać się jej. Tym bardziej,
        że w demokracjach mamy możliwość wpływania na nią.

        wladze panstwowa nalezy sluchac i ja szanowac !
        NIE !! , trzeba byc wobec niej krytyczny , wplywac na nia ,
        patrzec jej na rece . A Swoje prawa , racje, niestety ale trzeba
        nieraz brutalnie wywalczyc .

        gdyby Jezus stosowal sie praw panstwowych , ustanowionego wowczas
        porzadku ,tradycji - nie musialby ginac na krzyzu z rak Rzymian ,
        podjal ryzyko ,zaplacil za nie jak i tysiace innych Zydow .

        > 6. Jak słusznie zauważył Greghorek: "Jedyna nadzieja dla świata to
        > edukacja dla wszystkich i pełny dostęp do prawdy." - a prawda jest
        > Jezusie i Jezus jest tą prawdą!

        dodaj dla scislosci wg katolikow ,
        prawda jest w 1/3 w Adonaju ( Jawe ) , 1/3 w Jezusie , 1/3 w Duchu .
        Prawdy boskiej posredniczki Miriam ,tez sa nie bez znaczenia . Dodaj
        swietych polbogow aniolow , cwiercbogow apostolow , tysiace
        swietych , blogoslawionych cwiercbogow .

        chyba ,ze tym do ktorych sie MODLIMY , odmawiamy prawa do nawet
        czastkowej boskosci ;) .
        • zuq1 odpowiedzi 19.01.09, 10:49
          "ludzkosc nie znala ateistycznych systemow a ludzie sie wyrzynali w
          dziesiatki milionow , w imie prawd swego Boga ,kosciola , w imie
          krolow panujacychh tylko z laski Bozej ." - pokaż mi w Nowym
          Testamencie słowa wskazujące na nakaz "wyrzynania" za brak wiary w
          Boga, albo za to, że ktoś wierzy inaczej niż należy.

          "Bilans , na przestrzeni dziejow ,systemow ateistycnych w
          porownaniu z systemami opartymi na boskiej wierze ,boskiemu
          poslaniu - jest smieszny , UJEMNY ." - "UJEMNY", czyli że jego 100
          milionów ofiar to mniej niż rzekome zbrodnie w "imię Boże"? Proszę
          więc o listę ofiar i jacy "chrześcijanie" są za nie odpowiedzialni?

          "W ktorym kraju okultyzm jest religia ! , majaca wplyw na panstwo
          itd ." - a wypowiedzi analityków nt. giełdy i gospodarki? Toż to
          czytanie ze szklanej kuli, które załatwiło Islandię, skoro chcesz
          przykładu. Mówiono: "Inwestujcie w akcje, domy itd., będą jeszcze
          droższe!" - i omamieni żądzą zysku ludzie potracili miliony.

          "Pieniadz .- Biskupy , kardynalowie mieszkajacy w palacach
          sluchajacy spiewu kastratow - oczywiscie brzydzili sie
          pieniadzem :o ." - to oczywiście inne kwestie, Biblia wypowiada się
          na temat bogactw doczesnych i to bogactwo KRK stoi w jawnej
          sprzeczności z nauką Jezusa.

          "NIE !! , trzeba byc wobec niej krytyczny , wplywac na nia ,
          patrzec jej na rece . A Swoje prawa , racje, niestety ale trzeba
          nieraz brutalnie wywalczyc ." - mamy przywilej być krytycznymi wobec
          naszych przedstawicieli, których sami sobie wybraliśmy. Spróbuj
          takie hasła wypowiedzieć w ateistycznej Korei Płn. ...
          • tlenek_wegla Re: odpowiedzi 19.01.09, 13:51

            Proszę
            > więc o listę ofiar i jacy "chrześcijanie" są za nie odpowiedzialni?

            Sam Bog ze ST ma niezla liste zabitych. Nie tylko jego narod wybrany i pozniej
            chrzescijanie.

            Zacznijmy od ST:

            1. Wszyscy ludzie na Ziemii - (potop) - z wyjatkiej Noego i jego rodziny
            2. Wszyscy ludzie z miast Sodoma i Gomora - zwyjatkiem Lota i jeogo rodziny
            (zona tez spalona, bo sie podobno obejzala na dzielo zniszczenia)
            3. Wszyscy pierworodni w Egipcie (kazde zwierze, dziecko)
            4. Faraon i cala jego armia w wodach Morza Czerwonego
            5. Sporo izraelitow, ktorzy pomarli w wyniku plag zeslanych przez boga podczas
            wedrowki do ziemii obiecanej
            6. 50000 zydow, ktorzy osmielili spojrzec na arke przymierza
            7. Spora ilosc miast pelnych ludzi, ktorzy zawinili tym, ze nie byli izraelitami:
            - 120 000 syryjczykow
            - 1000000 Etiopczykow
            etc, etc...

            dwindlinginunbelief.blogspot.com/2007/01/how-many-has-god-killed-complete-list.html
            • zuq1 Re: odpowiedzi 19.01.09, 14:02
              Pytałem co prawda o chrześcijan, ale skoro nie potraficie ich
              wymienić, to chyba takowych nie było... Niech będzie, zajmę się
              listą poniżej.

              "Sam Bog ze ST ma niezla liste zabitych. Nie tylko jego narod
              wybrany i pozniej chrzescijanie.

              1. Wszyscy ludzie na Ziemii - (potop) - z wyjatkiej Noego i jego
              rodziny - Noe ostrzegał ludzi, nie uwierzyli mu i wyśmiewali.
              2. Wszyscy ludzie z miast Sodoma i Gomora - zwyjatkiem Lota i jeogo
              rodziny - nie znalazło się nawet 10 sprawiedliwych, odsyłam do
              Księgi Ezechiela roz. 16, (zona tez spalona, bo sie podobno obejzala
              na dzielo zniszczenia) - nie spalona, ale zamieniła się w słup soli,
              a też była ostrzegana: "Nie oglądaj się!"
              3. Wszyscy pierworodni w Egipcie (kazde zwierze, dziecko) - ostatnia
              z plag, przez upór faraona. To tak, jak obwinianie aliantów
              niemieckie ofiary wśród cywilów - efekt wojny rozpętanej przez ich
              przywódcę.
              4. Faraon i cala jego armia w wodach Morza Czerwonego - jw.
              5. Sporo izraelitow, ktorzy pomarli w wyniku plag zeslanych przez
              boga podczas wedrowki do ziemii obiecanej - za ich niewierność i
              bluźnierstwa.
              6. 50000 zydow, ktorzy osmielili spojrzec na arke przymierza - nie
              wiem co masz na myśli, ale zapewne też byli ostrzegani, że mają tego
              nie robić
              7. Spora ilosc miast pelnych ludzi, ktorzy zawinili tym, ze nie byli
              izraelitami:
              - 120 000 syryjczykow
              - 1000000 Etiopczykow - może, nie za to kim, byli, ale co robili. I
              na pewno nie chodzi o milion Etiopczyków, coś za daleko są od
              Izraela.
              • tlenek_wegla Re: odpowiedzi 19.01.09, 14:13

                Zgodnie z Twoja definicja chrzescijan - byli nimi izraelici. Narod wybrany.
                Chyba, ze uznasz, ze nie przeszli technicznie procesu polewania woda.
                • zuq1 Re: odpowiedzi 19.01.09, 14:35
                  O nie, CO. To Ty nie potrafiłaś znaleźć zbrodni chrześcijan, więc
                  zająłem stanowisko odnośnie do tego, co napisałaś, a właściwie
                  przepisałaś z neta. A co do owych "Etiopczyków", to jakoś mi się
                  widzi, że to raczej we własnym kraju nie polegli.
                  I potem się dziwimy, że Erika Steinbach i jej podobni płaczą nad
                  poległymi w Polsce, Rosji, Francji, Grecji i wszędzie tam, gdzie
                  Wehrmacht zdołał dotrzeć.
                  • tlenek_wegla Re: odpowiedzi 19.01.09, 15:02

                    Jakos mi sie nie widzi, zeby polegli w kraju izraelitow, ktorzy podbili ich
                    ziemie... Izraelici w koncu dopiero wedrowali do swojego kraju, ktorego nie
                    mieli, a obiecany zostal im przez Jahwe.
                  • tlenek_wegla PS 19.01.09, 15:07

                    Napisales, ze chrzescijanami sa Ci, ktorzy postepuja wg przykazan Boga.

                    "chodzi o uczniów, a nie o ludzi włączonych
                    automatycznie do Kościoła a nie mających o Bogu pojęcia i wręcz
                    nastawionych do Niego wrogo. "

                    Izraelici postepowali tak na dlugo przed Chrystusem (o ile istnial). Wg Twojej
                    definicji byli chrzescijanami. Przeciez sam rytual nie znaczy nic... Prawda?
                    • zuq1 a więc once again 19.01.09, 15:44
                      Nie chce mi się już za bardzo z Tobą dyskutować, bo wszystko
                      sprowadzasz do absurdu. Nie ma chrześcijaństwa bez Chrystusa, więc
                      Izraelici 1000 pne lub 100 pne chrześcijanami nie byli. Mój cytat
                      wyrwałaś z kontekstu. Może więc powtórzę raz jeszcze. Akt chrztu
                      nieświadomego niemowlaka nie czyni z niego chrześcijanina (choć
                      zapewne "rzymskiego katolika") ani przymusowy chrzest Polan w X
                      wieku też z nich chrześcijan nie uczynił, można nim zostać tylko z
                      własnej woli na podstawie wiary.
                      • tlenek_wegla To Twoja wersja, oficjalnie 19.01.09, 17:49
                        wyglada to inaczej.
                  • tlenek_wegla Re: odpowiedzi 19.01.09, 15:10

                    O zbrodniach chrzescijan juz wiele tu pisano. O setkach tysiecy pomordowanych z
                    imieniem Chrystusa na ustach...

                    www.rumburak.friko.pl/ARTYKULY/religia/zbrodnie/zbrodnie.php
                    historia.pgi.pl/krucjaty.html
                    pl.wikipedia.org/wiki/Inkwizycja
                    etc... etc...
              • tlenek_wegla Re: odpowiedzi 19.01.09, 14:19

                Tak mowi zrodlo angielskie. W Polskiej wersji jest tak:

                8 Powstał przeciw nim Zerach Kuszyta w sile miliona żołnierzy i trzystu rydwanów
                i doszedł aż do Mareszy. 9 Przeciwko niemu wystąpił Asa. Stanęli do walki w
                Dolinie Sefaty w pobliżu Mareszy. 10 Wtedy to wezwał Asa Pana, Boga swego, i
                rzekł: «Panie, nie ma Tobie równego2, by przyjść z pomocą [w walce] między
                potężnym a pozbawionym siły. Wesprzyj nas, Panie, Boże nasz, bo Tobie ufamy i w
                Twoim imieniu wystąpiliśmy przeciwko temu mnóstwu. Panie, Ty jesteś naszym
                Bogiem. Nie daj się zwyciężyć nikomu!» 11 Pobił więc Pan Kuszytów wobec Asy i
                wobec Judy, wskutek czego Kuszyci uciekli. 12 Asa zaś i lud, który z nim był,
                ścigali ich aż do Geraru. Kuszytów padło wtedy tylu, że nie ostał się nikt przy
                życiu, albowiem zostali starci przed Panem i Jego wojskiem. Zdobyto bardzo
                wielki łup. 13 Zdobyli też wszystkie miasta, otaczające Gerar, ogarnął bowiem
                ich [mieszkańców] bardzo wielki strach, tak iż mogli złupić je wszystkie. A łup
                w nich był wielki. 14 Uderzyli także na zagrody bydła, uprowadzając mnóstwo
                owiec i wielbłądów, a potem wrócili do Jerozolimy.
                2 Krn 14
                • tlenek_wegla Re: odpowiedzi 19.01.09, 14:21

                  A to mowi Wiki:

                  "Najstarsze ślady kultury Kuszytów pochodzą z XI-VIII tysiąclecia p.n.e. W III
                  tysiącleciu kuszyckie ludy Bedża i Ageu utworzyły w Nubii królestwo Kusz ze
                  stolicą w Napacie, które utrzymywało kontakty z Egiptem, ulegając wpływom jego
                  kultury. W VIII-VII wieku p.n.e. w Egipcie panowała tzw. dynastia etiopska,
                  założona przez władcę Kuszu - Pianchego. W I tysiącleciu p.n.e. powstało
                  kuszyckie królestwo Meroe, istniejące do IV wieku n.e. Wpływy Kuszytów widoczne
                  były także w powstałym ok. V wieku p.n.e. państwie Aksum w Etiopii. Część ludów
                  kuszyckich (np. Afarowie, Bedża, Somalijczycy, częściowo Sidamo i Omieto)
                  przyjęła islam i uległa wpływom kultury arabskiej, której przedstawiciele
                  osiedlali się na północy Etiopii i w Erytrei."
      • xs550 Re: poświęciłem blisko 50 minut... 17.01.09, 01:58
        zuq1 napisał:

        > obie osoby będą osądzone za grzech przeciw
        > Duchowi Świętemu.

        O kurcze, czyzbym cofnal sie w czasie przynajmniej o jakies 500 lat? Retoryka rodem ze sredniowiecza ale za oknem slysze samochody... Jestem zagubiony! ;))))
        • zuq1 nie 500 a 2000 lat... 19.01.09, 10:51
          Cofnąłeś się w czasie o 2000 lat - tak mówi Jezus:

          "Kto nie jest ze Mną, jest przeciwko Mnie. A kto ze Mną nie zbiera –
          ten rozprasza. Dlatego ostrzegam: Każdy grzech i bluźnierstwo mogą
          być przebaczone, lecz bluźnierstwo przeciwko Duchowi Świętemu nie
          będzie przebaczone! Jeśli ktoś by rzucił bluźnierstwo na Syna
          Człowieczego, może otrzymać przebaczenie . Ale jeśli ktoś powie coś
          takiego przeciwko Duchowi Świętemu, nie otrzyma przebaczenia ani w
          tym, ani w przyszłym życiu." (Ew. Mateusza 12,30-32)
      • grgkh Re: poświęciłem blisko 50 minut... 17.01.09, 02:43
        zuq1 napisał:

        > ...na słuchanie tej - pożal się Boże

        Była ona rzeczywiście "pożal się boże", ale ze względu na to, że
        księżulo niczego poza fałszywymi i dawno obalonymi dogmatami (wiesz
        już, co to dogmat?) nie powiedział. A jak się przy tym zaperzał,
        śmiechu warte ;)

        > - dyskusji i oto co mogę
        > napisać:
        > 1. Rozmowa była tendencyjna, tzn. moderator stał po stronie p.
        > Domińczaka, co już doprowadziło do sytuacji 2 na 1.

        Pomówmy o argumentach. Czy ksiądz wypowiedział coś oprócz kłamstw?
        Niestety nie.

        > 2. Argumenty "naukowe", np. o małpach machających gałęziami są
        > śmieszne.

        Z tym jest jak z językiem. Nie uda się przetłumaczyć dosłownie
        tekstów z jednegom języka na inny, bo inny jest kontekst
        znaczeniowy. Podobnie porównywanie dosłowne (znaczeniowe) kontekstu
        zdarzeń dotyczących małp, ludzi obecnie zyjących w naszym kręgu
        kulturowym i pierwotnych praludzi jest bez sensu. Natomiast w
        przypadku elementarnych emocji towarzyszących tym gatunkom można się
        doszukać podobieństw i wynikających z nich skutków.

        > Gorzej, że na argumenty księdza, że systemy ateistyczne -
        > totalitarne odpowiedzialne są za śmierć milionów ludzi,
        > p. Domińczak nabrał wody w usta.

        Nie nabrał. Nie zdążył odpowiedzieć. Ale jeśli Ty się powołujesz na
        systemy totalitarne, to ja pozwolę go tutaj i teraz wyręczyć.

        Systemem totalitarnym jest każda większa, panująca w danym
        społeczeństwie religia. Sprawuje władzę i dąży do zawładnięcia
        wszystkimi ludźmi. Odnosi z tej władzy korzyści. Czasem dzieli się
        tą władzą, współpracuje z rządami cywilnymi, choć jeśli religia jest
        sugerowana przez władzę świecką wszystkim obywatelom, to jest to
        totalitaryzm najczystszej wody. Jeśli chodzi o religie
        monoteistyczne, to ich celem jest całkowite przejęcie władzy i w
        historii ludzkości bardzo często sprawowały ją w ten sposób.
        Chcących się od nich uwolnić prześladowały. A teraz przypomnij sobie
        ile ofiar ludzkich od początku istnienia ludzkości było ofiarami
        działań religii i jej żądzy władzy?

        To, że zdarzyły się systemy odrzucające religię, także totalitarne,
        to tylko efekt przypadkowej chęci do samodzielnego rządzenia, bez
        wspomagania się religią, i w ciągu całej historii ludzkości były
        ledwie incydentem.

        Tak, zugusiu. Jak zwykle kłamiesz. To religia, rządząc niepodzielnie
        światem od tysiącleci ponosi odpowiedzialność na te wszyskie ofiary
        wojen religijnych i prześladowań ludzi. Także i dziś największe
        konflikty to właśnie wojny religijne - żydzi i islam, nie tylko na
        Bliskim Wschodzie, ale na całym globie i nie widać szans, żeby dało
        się to jakoś wyciszyć. Bo taka, wojownicza i zbrodnicza jest natura
        religii, także i chrześcijaństwa - przeczytaj sobie "Kryminalną
        historię chrzescijaństwa" Dreschnera.

        A przeciwko twojej argumentacji świadczy fakt istnienia państw,
        które mają coraz większy odsetek ateistów, a gdzie ze strony
        ateistów nie zdarzają się żadne, podobne religijnym, prześladowania.

        Kłamiesz więc. Jest to tym bardziej żałosne, bo już nie raz Twoje
        fałszywe argumenty były obalane, a Ty "nabierasz wody w usta", a
        potem w innym miejscu i czasie znów je powtarzasz.

        > 3. To, że istnieją państwa "bez religii" nie jest prawdą. Religią
        > jest także okultyzm albo kult pieniądza. Biblia mówi o tym
        > wielokrotnie i wyraźnie, o tym bałwochwalstwie wypowiedział się
        > też ksiądz.

        Nie znacie, ani Ty, ani księżulo, elementarnych definicji:
        pl.wikipedia.org/wiki/Religia
        Owszem istnieją takie państwa, w których religia jest marginesem, a
        ludzie areligijni są dobrzy, uczciwi, nie nienawidzący (jak Ty,
        typowy religiant) i szczęśliwi.

        > 4. Najgorsze przed krajami, które się odwróciły od Boga, jeszcze
        > nadejdzie. Zobaczcie, jak wspomniani w dyskusji Łotysze teraz
        > demolują swój kraj. A przecież Biblia naucza (np. Rzymian 13), że
        > władzę państwową należy szanować i słuchać się jej. Tym bardziej,
        > że w demokracjach mamy możliwość wpływania na nią.

        Najgorsze już było. Tyle ofiar, ile ma na sumieniu religia, nie ma
        żaden inny system. A jeśli tak szanujesz władzę, to pewnie i polski
        komunizm kochałeś?

        > 5. Kolejnym absurdem była wspomniana jakaś hipotetyczna drabinka,
        > gdzie jakoby ateista miałby stać najniżej w hierarchii ludzi
        > wierzących. Nie ma takiej, jak słusznie zauważył ksiądz. Podział
        > jest na ludzi wierzących i niewierzących, to się zgadza. Natomiast
        > czy ktoś wierzy w numerologię czy też, powiedzmy, w humanizm,
        > niczego nie zmienia - obie osoby będą osądzone za grzech przeciw
        > Duchowi Świętemu.

        Duch święty to urojenie. A moralność nie zależy od ulegania
        złudzeniu istnienia bogów. Aleiści nie mają motywacji do
        nienawidzenia innych, natomiast od zawsze byli prześladowani i
        zabijani przez religiantów.

        > 6. Jak słusznie zauważył Greghorek: "Jedyna nadzieja dla świata to
        > edukacja dla wszystkich i pełny dostęp do prawdy." - a prawda jest
        > Jezusie i Jezus jest tą prawdą!

        Możesz sobie gadać. "Słowo ciałem się staje" - świat odwraca się od
        religii i jest to tendencja, której już nie uda się wam, religiantom
        odwrócić. I dlatego jestem spokojny, że świat zmierza we właściwym
        kierunku. :) Zresztą. pocytaj to forum. Czy jeszcze paręnaście lat
        temu mozliwe byłoby, żebyśmy w ten sposób i "takie rzeczy" o religii
        mówili? Wasza aktywność tutaj ma pozytywny wydźwięk - pokazuje, jak
        cienkie jest to wszystko, co jest podstawą religii, jak ona jest
        fałszywa i zła. Mów więcej i w ten właśnie sposób, a wykonasz dobrą
        robotę dla nas, przeciwników absolutnych rządów religii nad światem.
        • zuq1 Re: poświęciłem blisko 50 minut... 19.01.09, 13:01
          „Podobnie porównywanie dosłowne (znaczeniowe) kontekstu
          zdarzeń dotyczących małp, ludzi obecnie zyjących w naszym kręgu
          kulturowym i pierwotnych praludzi jest bez sensu. Natomiast w
          przypadku elementarnych emocji towarzyszących tym gatunkom można się
          doszukać podobieństw i wynikających z nich skutków.” – no właśnie w
          związku z tym nie rozumiem, dlaczego p. Domińczak usiłuje tym
          dowieść, że „Bóg” powstał w wyobraźni szympansów i „przeniósł się” w
          procesie ewolucji na ludzi. Psy też się boją grzmotów i większość
          ludzi też kuli się ze strachu, gdy w pobliżu piorun łupnie – czy
          przez to należy wywieść człowieka ewolucyjnie od psa?

          „Systemem totalitarnym jest każda większa, panująca w danym
          społeczeństwie religia. (…) Chcących się od nich uwolnić
          prześladowały. A teraz przypomnij sobie
          ile ofiar ludzkich od początku istnienia ludzkości było ofiarami
          działań religii i jej żądzy władzy?” – czy dzisiejsza Polska jest
          więc totalitarna? Jako nie poddany władzy KRK nie czuję się
          bynajmniej prześladowany. Jako chrześcijanin uważam, że ludzie
          niewierzący idą prosto do piekła, ale gdy im o tym mówię, słyszę w
          odpowiedzi, że nie mam racji. A przecież ani myślę przekonywać ich
          siła. Gdzież tu totalitaryzm. A co do „religii i jej żądzy władzy” –
          to nie moja wina, że przez setki lat ludzie pod pretekstami
          religijnymi grzeszyli. Tak samo Ciebie nie oskarżam o zbrodnie
          popełnione w imię ateizmu. Tylko proszę, stosujmy jedną miarę. Nie
          odpowiadam za tzw. „wyprawy krzyżowe” tak jak Ty nie odpowiadasz za
          Gułag.

          „To, że zdarzyły się systemy odrzucające religię, także totalitarne,
          to tylko efekt przypadkowej chęci do samodzielnego rządzenia, bez
          wspomagania się religią, i w ciągu całej historii ludzkości były
          ledwie incydentem.” – incydentem powiadasz… No ale jeśli wg Ciebie
          tendencja jest ku ateizacji całego świata, to zapewne jeszcze jakieś
          się zdarzą.

          „Bo taka, wojownicza i zbrodnicza jest natura religii, także i
          chrześcijaństwa - przeczytaj sobie "Kryminalną historię
          chrzescijaństwa" Dreschnera.” – szkoda tylko, że media i kultura
          masowa epatują się zbrodniami a nie widzą tego, co chrześcijanie
          robią na świecie pozytywnego. „Religia”, polegająca na chęci
          zbliżenia się do Boga przez własne uczynki, często zbrodnicze, nie
          jest tym, czego Bóg od człowieka wymaga.

          „A przeciwko twojej argumentacji świadczy fakt istnienia państw,
          które mają coraz większy odsetek ateistów, a gdzie ze strony
          ateistów nie zdarzają się żadne, podobne religijnym,
          prześladowania.” – a to ciekawe. Pewnego szwedzkiego pastora, który
          ośmielił się powiedzieć, że homoseksualizm to grzech, zamknięto w
          więzieniu – zapewne wg Ciebie słusznie. A w Chinach można należeć do
          KRK, jeśli jest to kościół kontrolowany przez państwo, wierzący zaś
          są więzieni i zabijani. No i co?

          „3. To, że istnieją państwa "bez religii" nie jest prawdą. Religią
          jest także okultyzm albo kult pieniądza. Biblia mówi o tym
          wielokrotnie i wyraźnie, o tym bałwochwalstwie wypowiedział się
          też ksiądz.”

          Nie znacie, ani Ty, ani księżulo, elementarnych definicji:
          pl.wikipedia.org/wiki/Religia
          „Religia to system wierzeń i praktyk, określający relację jednostki
          do różnie pojmowanej sfery sacrum, czyli świętości i sfery boskiej.
          Manifestuje się ona w wymiarze doktrynalnym (doktryna, wiara), w
          czynnościach religijnych (np. kult), w sferze społeczno-
          organizacyjnej (wspólnota religijna, np. Kościół) i w sferze
          duchowości indywidualnej (m.in. mistyka).” – dobrze, pochylmy się
          nad tą definicją i przypatrzmy się Tobie:
          System wierzeń – wojowniczy ateizm, sacrum – humanizm, sfera boska –
          „nowy, lepszy człowiek”, manifestuje się obecnością na forach
          internetowych związanych z religią i Kościołem i ich bezpardonowym
          zwalczaniem, czynności religijne – pisanie postów, duchowość
          indywidualna – przekonanie o własnej wyjątkowości.
          No i co? Jesteś przedstawicielem nowej, rozprzestrzeniającej się
          religii. Używając Twoich własnych słów: „jesteś złym człowiekiem”.

          „Owszem istnieją takie państwa, w których religia jest marginesem, a
          ludzie areligijni są dobrzy, uczciwi, nie nienawidzący (jak Ty,
          typowy religiant) i szczęśliwi.” – kogo rzekomo nienawidzę? Jakim
          prawem mnie oceniasz? Dobrzy uczciwi i szczęśliwi – no to niech
          sobie będą. To stan trwały czy przejściowy? Skąd Ty wiesz, jaki jest
          stan psychiki każdego człowieka z osobna?

          „A jeśli tak szanujesz władzę, to pewnie i polski komunizm
          kochałeś?” – nie kochałem, za młody byłem. Szacunek do władzy a
          miłość do niej to dwie różne rzeczy. Taki intelektualista jak Ty nie
          potrafi tego rozróżnić?

          „Ateiści nie mają motywacji do nienawidzenia innych, natomiast od
          zawsze byli prześladowani i
          zabijani przez religiantów.” – bzdury jak zawsze. Może byś podał
          kilka nazwisk „ateistycznych świętych” którzy oddali swoje życie „za
          wiarę”?

          > 6. Jak słusznie zauważył Greghorek: "Jedyna nadzieja dla świata to
          > edukacja dla wszystkich i pełny dostęp do prawdy." - a prawda jest
          > Jezusie i Jezus jest tą prawdą!

          „Zresztą. pocytaj to forum. Czy jeszcze paręnaście lat
          temu mozliwe byłoby, żebyśmy w ten sposób i "takie rzeczy" o religii
          mówili?” – gdyby były takie możliwości techniczne, na pewno. Ludzkie
          złe serce nie zmieniło się od tysięcy lat. Nadal grzeszymy a nawet
          ten grzech coraz bardziej się panoszy. Myślę, że Twój pan, czyli
          Szatan, bardzo się cieszy, że tak oddanych ludzi weźmie ze sobą na
          wieki do „jeziora ognistego”.
      • radzimir11 Re: poświęciłem blisko 50 minut... 20.01.09, 11:19
        zuq1 napisał:

        > 6. Jak słusznie zauważył Greghorek: "Jedyna nadzieja dla świata to
        > edukacja dla wszystkich i pełny dostęp do prawdy." - a prawda jest
        > Jezusie i Jezus jest tą prawdą!

        Zawsze przy tej okazji, gdy ktoś wymachuje Jezusem jako prawdą, zastanawiam się:
        Jak daleko trzeba być naiwnym, niedorosłym, zaślepionym, a może zdesperowanym
        tylko, by za prawdę przyjmować i cytować tego, który nie zostawił po sobie nawet
        najmniejszego śladu w postaci słowa pisanego? Czyż to nie jest cudowne ;), że
        ani jedno słowo nie zostało napisane przez Chrystusa?
        Czyżby boski w swej prawdzie był analfabetą - nie zastanawialiście się? Czy może
        nie zostawił po sobie żadnych namacalnych śladów, bo nie mógł, gdyż
        najzwyczajniej w świecie nigdy nie istniał i jest jedynie amalgamatem kilku
        proroków i wielu zbawicieli, jednym z wielu mitów, ubranych w religijną story? -
        jak twierdzi wielu dociekliwych badaczy, teologów nie wyłączając. Co?
        Zastanawialiście się? ... Tak?;) Aha!

        Jak daleko trzeba być łatwowiernym, by nie spróbować chociaż zweryfikować tego,
        co usiłujesz podawać innym za jedyną prawdę, która dla wielu patrzących na świat
        i historię trzeźwym okiem, mających dodatkowo to szczęście, że nie zostali
        uzależnieni od religii, jest oczywistym, jednym z największych oszustw w
        historii ludzkości?

        Dalej zatem aktualne dla ludzkości jest to, co
        >> Jak słusznie zauważył Greghorek: "Jedyna nadzieja dla świata to
        edukacja dla wszystkich i pełny dostęp do prawdy." <<

        Jak długo jeszcze religijne mity będą udawały prawdę? Ufam, że już niedługo ...

        radzimir11 - ufny
        • zuq1 "choćby kto z martwych powstał, nie uwierzą..." 20.01.09, 14:43
          Co do Twoich rozważań nt. Chrystusa mogę napisać to:
          1. Jezus umiał czytać (patrz Ewangelie, np. odczytywanie proroctw
          Izajasza w synagodze)
          2. umiał też pisać - patrz Jan 8 - "pisał palcem po ziemi"
          3. To, że nie zostawił po sobie żadnego "pisanego słowa" o niczym
          nie świadczy. Stawiam dolary przeciwko orzechom, że gdyby zostawił -
          Wam, niedowiarkom i tak byłoby mało, pisalibyście: "to nie on", "to
          fałszerstwo" itd. Ciekawe, że gdy chodzi o jakieś durne apokryfy,
          podniecacie się, że wreszcie odkryto coś, co zaprzecza
          chrześcijaństwu. Gdy jednak macie udowodnione naukowo, w tym
          archeologicznie dowody w postaci pism Nowego Testamentu - a także
          spoza niego, wzruszacie ramionami.
          • zuq1 Re: "choćby kto z martwych powstał, nie uwierzą.. 20.01.09, 15:02
            Aha, jeszcze jedno. Zapewne wierzysz w istnienie takich ludzi jak
            Homer, Sokrates, Mieszko I czy Bolesław Krzywousty. Co mają ze sobą
            wspólnego? Nie zostawili po sobie ani jednego zapisanego słowa, tzn.
            po Homerze i Sokratesie są odpisy z odpisów a o naszych władcach
            pisał Gall Anonim, co do którego nawet nie ma pewności, czy był
            Galem (tzn. z płd. Francji) czy może jednak z pochodził z płn. Włoch.
            O, naiwności ludzka! Nic pisanego nie pozostawili = nie istnieli.
            Proste?
            • tlenek_wegla Re: "choćby kto z martwych powstał, nie uwierzą.. 20.01.09, 15:08
              Nie, nie takie proste. rozrozniasz dowod ludzi, ktorzy widzieli dana osobe i
              spisywali jej slowa, a dokumety te przetrwaly do dzisiejszych czasow... Dagome
              zwany mieszkiem ma udokumentowana historie swoich rzadow w czasie w ktorym zyl.

              Dokumenty o zyciu jezusa powstaly sporo po jego smierci. 40-60 lat pozniej. 2000
              lat temu srednia zycia ludzi wynosila okolo 22 lat. dwa pokolenia minely zanim
              ukazalo sie cos o Jezusie.
              • zuq1 Re: "choćby kto z martwych powstał, nie uwierzą.. 20.01.09, 16:53
                Średnia życia 22 lata? No tak, jeśli umierał co drugi noworodek, to
                zgoda. Ale ludzie (o ile nie umarli we wczesnym dzieciństwie) żyli
                wtedy tak samo długo jak dziś. Zobacz sobie psalm 90,10: "Żyjemy lat
                70, a gdy jesteśmy mocni - 80". Psalmy były zaś napisane ok 3000 lat
                temu.
                • tlenek_wegla Re: "choćby kto z martwych powstał, nie uwierzą.. 20.01.09, 16:55

                  Daruj sobie psalmy... Srednia zycia wg historykow wynosila 19-22 lata. Tak jak
                  dzisiaj wynosi 75 lat.

                  Dane sa oczywiste. Nic na to nie poradzisz.
                  • zuq1 ach, ta statystyka... 20.01.09, 20:59
                    Przecież pisałem o tym, że ową średnią zaniżała wielka umieralność
                    dzieci. Przykro mi, że nie rozumiesz tak oczywistych prawd.
                    A ów psalm, mówi o tym, o czym ludzie wtedy wiedzieli, jak i my
                    wiemy to dzisiaj, że średnia życia człowieka wynosi 70-80 lat -
                    wtedy ludzie nie zawracali sobie głowy statystykami jak my dzisiaj.
                    Ale do meritum, nawet jeśli spisano ewangelie 40 lat później, to na
                    podstawie tego, co widzieli naoczni świadkowie, a nie ich dzieci czy
                    wnuki.
                    • tlenek_wegla Re: ach, ta statystyka... 20.01.09, 21:13
                      Daruj sobie. Srednia mowi 20 lat i zaden psalm nie jest tego zmienic. Zaklinasz
                      rzeczywistosc....
              • zuq1 gdzie jest Dagome Iudex? 21.01.09, 15:25
                "Nie, nie takie proste. rozrozniasz dowod ludzi, ktorzy widzieli
                dana osobe i spisywali jej slowa, a dokumety te przetrwaly do
                dzisiejszych czasow... Dagome zwany mieszkiem ma udokumentowana
                historie swoich rzadow w czasie w ktorym zyl." - moment, na
                banknocie 10 zł jest Mieszko I a nie żaden Dagome. Poza tym Dagome
                to tak mało słowiańsko brzmi... Poza tym zakładam, że wierzysz w
                istnienie tzw. "Dagome Iudex", tylko, że jego oryginału też nie ma -
                nie istnieje, wzmianki i cytaty z niego są w innych źródłach.
                Analogicznie z Jezusem: znane nam Ewangelie synoptyczne bazują
                zapewne na już nie istniejących przekazach - stąd ich daleko idące
                podobieństwo.
            • pocoo Re: Jak można uwierzyć zuq1? 20.01.09, 15:16
              zuq1 napisał:
              > O, naiwności ludzka! Nic pisanego nie pozostawili = nie istnieli.
              > Proste?
              Czy wiadomości przekazywane ustnie z pokolenia na pokolenie zawierają prawdę i tylko prawdę?
              Czy wierzysz , że Stary Testament był pisany przez ludzi natchnionych przez Ducha Świętego?
              Co zawierały zwoje , które kazał spalić Konstantyn Wielki?
              Czy odnaleziono wszystkie zwoje?
              Co myślisz o Ewangelii Judasza?
              Czy bierzesz pod uwagę to , że ludzie mogą mieć odmienne zdanie na temat danego wydarzenia,sytuacjii lub wypowiedzianych słów?
              • zuq1 Re: Jak można uwierzyć zuq1? 21.01.09, 13:12
                "Czy wiadomości przekazywane ustnie z pokolenia na pokolenie
                zawierają prawdę i tylko prawdę?" - tak
                "Czy wierzysz , że Stary Testament był pisany przez ludzi
                natchnionych przez Ducha Świętego?" - tak
                "Co zawierały zwoje , które kazał spalić Konstantyn Wielki?" - nie
                wiem, jego zapytaj.
                "Czy odnaleziono wszystkie zwoje?" - jakie i gdzie? Pytanie b.
                nieprecyzyjne.
                "Co myślisz o Ewangelii Judasza?" - czytałem jej przedruk w GW, nic
                specjalnego. Typowy apokryf pozabiblijny z III w ne.
                "Czy bierzesz pod uwagę to, że ludzie mogą mieć odmienne zdanie na
                temat danego wydarzenia,sytuacjii lub wypowiedzianych słów?" -
                oczywiście. Moim hobby jest np. przedstawianie historii polsko-
                niemieckiej przez Niemców. Ostation dowiedziałem się np., że w 1241
                roku pod Liegnitz walczył bohatersko NIEMIECKI książę Heinrich der
                Fromme a bitwę przegrał, bo Polacy ucieli z pola bitwy...
          • tlenek_wegla Re: "choćby kto z martwych powstał, nie uwierzą.. 20.01.09, 15:04

            A ja stawiam ojro przeciwko rodzynkom, ze gdyby cos napisal, to by zostawil, a
            tak pusto...

            Prorok, poswiecil sie za cala ludzkosc. Z jego powodu herod kazal zabic
            wszystkie niemowleta w Judei.

            Uzdrawial kaleki, wskrzeszal zmarlych etc... etc....

            A najwczesniejsze pisemko o nim datuje sie na 40 lat po jego smierci (Listy sw
            Pawla)... nie zasanawia cie to? OIw n.e w Palestynie to bardzo dobrze
            udokumentowany kawalek historii.... Wielu kronikarzy pislo i opisywali wielu
            prorokow. Dziwnym trafem zaden z nich o Jezusie nie wspomnial.

            Skad tez wiedza na temat tego co powiedzial Jezus? Moja ciotka nie potrafi
            dokladnie powtorzyc slow, ktore wypowiedziala 2 miesiace wczesniej... Myslisz,
            ze 40 lat po smierci danej osoby postronni swiadkowie beda pamietali je z
            dokladnoscia co do slowka?

            To wszystko przemawia raczej za mitycznoscia postaci Jezusa. Taki ktos nie
            istnial i zostal sklecony z wielu mitow, ktore chescijanstwo adoptowalo jako
            wlasne i sluzylo KK jako pretekst do sprawowania wladzy.
            • zuq1 Re: "choćby kto z martwych powstał, nie uwierzą.. 20.01.09, 16:50
              Nie kompromituj się. 40 lat po śmierci i zmartwychwstania Jezusa
              także Pawła nie było wśród żywych (33+40 = 73). A Paweł został
              zabity za Nerona, czyli ok. 64 rne. Najwcześniejsze pisma zaś
              pochodzą z ok. 50 rne, więc wcale nie tak późno. Poza tym, w
              odróżnieniu od Twej ciotki, słowa Jezusa były żywe wśród Jego
              apostołów.
              • tlenek_wegla Re: "choćby kto z martwych powstał, nie uwierzą.. 20.01.09, 16:54

                > Nie kompromituj się. 40 lat po śmierci i zmartwychwstania Jezusa
                > także Pawła nie było wśród żywych (33+40 = 73)

                Ke? Skad te cudowne wyliczenia?
                Ja nie mowie o Pawelku, czy Mateuszu... Ja mowie o historykach...
          • radzimir11 Re: "choćby kto z martwych powstał, nie uwierzą.. 20.01.09, 16:18
            zuq1 napisał:

            > Co do Twoich rozważań nt. Chrystusa mogę napisać to:
            (...)
            > 2. umiał też pisać - patrz Jan 8 - "pisał palcem po ziemi"

            Równie dobrze mógł pisać patykiem po wodzie. Na jedno by wyszło.

            > 3. To, że nie zostawił po sobie żadnego "pisanego słowa" o niczym
            > nie świadczy.

            Ależ świadczy, świadczy, jak najbardziej! - chociażby o wielkiej nieroztropności
            i małej wyobraźni tego, którego Ojciec z misją na Ziemię posłał. Toż to
            karygodne! - że pod tak śmiertelnie ważnymi dla być albo nie być ludzkości, nie
            zostawił chociaż głupiego podpisu, skazując nas na wierzenie Janom, Mateuszom,
            i innym świętym, którzy Jego słowa po kilkudziesięciu latach, musieli spisywać z
            kapelusza :)
            Popisał sobie chłopak po piasku, a wy możecie wierzyć, albo nie!
            A jak nie uwierzycie, to o ho ho, alibo i jeszcze gorzej!
            Ta religia, to niezły przekręt! :)
            • radzimir11 Re: "choćby kto z martwych powstał, nie uwierzą.. 20.01.09, 16:45
              Aha! Żeby nie było, że wszystko, o czym mówią religie, to ja potępiam tak jak
              leci, czyli w czambuł, powiem tak: Ja nie wierzę, ja wiem, że ja ciągle z
              martwych powstaję. Nie będę jednak upierał się, czy po trzech, czy po
              czterdziestu dniach. To tylko taki mały szczegół :)

              radzimir11 - z martwych powstały
          • grgkh Uwierz, zuq1... 23.01.09, 13:02
            zuq1 napisał:

            > Co do Twoich rozważań nt. Chrystusa mogę napisać to:
            > 1. Jezus umiał czytać (patrz Ewangelie, np. odczytywanie proroctw
            > Izajasza w synagodze)
            > 2. umiał też pisać - patrz Jan 8 - "pisał palcem po ziemi"
            > 3. To, że nie zostawił po sobie żadnego "pisanego słowa" o niczym
            > nie świadczy.

            Ja też umiem czytać, pisać i jestem mesjaszem. Uwierz.

            Już? Uwierzyłeś?
            • zuq1 Re: Uwierz, zuq1... 25.01.09, 20:54
              Nie, nie wierzę, bo wypowiadasz się nie na temat. No i nie zgadzam
              się z Tobą w żadnej kwestii poruszanej na tym forum a swoimi
              wypowiedziami i ich treścią wystawiasz sobie jak najgorsze
              świadectwo.
              • grgkh Re: Uwierz, zuq1... 26.01.09, 12:48
                zuq1 napisał:

                > Nie, nie wierzę, bo wypowiadasz się nie na temat. No i nie zgadzam
                > się z Tobą w żadnej kwestii poruszanej na tym forum a swoimi
                > wypowiedziami i ich treścią wystawiasz sobie jak najgorsze
                > świadectwo.

                Ej, wiara to jest podobno coś, co się przyjmuje samo z siebie, a nie dlatego, że ja mam na ten temat swój pogląd. Źle argumentujesz. A ja Ci tylko przypomniałem o takiej możliwości. Konkretnie, dlaczego nie możesz uwierzyć w to co ja proponuję, a wierzysz w bajki z tysiąca i jednej nocy sprzed tysięcy lat?
                • zuq1 ani myślę, gregkhorku 26.01.09, 13:15
                  "A ja Ci tylko przypomniałem o takiej możliwości. Konkretnie,
                  dlaczego nie możesz uwierzyć w to co ja proponuję, a wierzysz w
                  bajki z tysiąca i jednej nocy sprzed tysięcy lat?" - teoretycznie
                  gregkhorku "nie chce mi się z Tobą gadać", ale skoro mnie tak
                  nagabujesz, to niech tak będzie:
                  Nie mogę uwierzyć w Ciebie jako mesjasza, gdyż występujesz otwarcie
                  przeciwko Bogu, a to już zamyka wszelkie drogi do dalszych rozważań.
                  Nie zasługujesz nawet na miano "fałszywego mesjasza" (to oczywiście
                  lepiej, że grasz tu z wszystkimi "w otwarte karty").
                  A teraz co do: "wierzysz bajki z tysiąca i jednej nocy sprzed
                  tysięcy lat?" - dziwnym trafem i wbrew częstym na tym forum
                  porównaniom z mitami greckimi wydarzenia biblijne osadzone są mocno
                  w czasie, przestrzeni i realiach historycznych. Kiedy w NT jest
                  napisane np. o Poncjuszu Piłacie, to nikt go sobie nie wymyślił, a
                  ten reprezentant rzymskiej władzy faktycznie ok. 30 rne rezydował w
                  Jerozolimie. To pewnie dla Ciebie żaden dowód, ale dla mnie tak. No
                  bo jeśli relacje biblijne miałyby być jedynie "bajkami", nikt by się
                  nie przejmował faktem, kto akurat wtedy był rzymskim namiestnikiem.
                  Ja mniej-więcej orientuję się, kto w jakiej kolejności rządził
                  Polską przed IIWŚ, a 2000 lat temu nie było Wikipedii i
                  encyklopedii, aby wszystko sprawdzić w oka mgnieniu. A jednak
                  archeologia a w ślad za nią historia potwierdza istnienie Piłata.
                  Dlaczego nie mieliby istnieć Chrystus i apostołowie a w konsekwencji
                  dlaczego opisane wydarzenia nie miałby się rozegrać właśnie tak, jak
                  je opisano?
                  • sebyzbarma Re: ani myślę, gregkhorku 26.01.09, 13:53
                    > Konkretnie, dlaczego nie możesz uwierzyć w to co ja proponuję, a
                    wierzysz w bajki z tysiąca i jednej nocy sprzed tysięcy lat?

                    Pominmy to, ze ludzie wierza w ksiegi sprzed tysiecy lat - do tego w
                    ich niezmieniona na przelomie wiekow tresc. Ale dlaczego nikt nie
                    zastanawia sie po co Bog walnal kilka ksiag w roznych odstepach
                    czasowych (np. Tora, Koran)??? Nie wiedzial, ze to spowoduje wojny,
                    wyzynanie sie i wzajemna nienawisc?
                    Dlaczego wyznawcy twierdza, ze to wlasnie ich religia i ksiega jest
                    najprawdziwsza? Kieruja sie wlasnym gustem, czy raczej gustami
                    innych? a moze jeszcze czyms innym?
                    Zuq, zastanowisz sie?

                    > wydarzenia biblijne osadzone są mocno w czasie, przestrzeni i
                    realiach historycznych.

                    Przeczytaj chocby biblijna wersje arki Noego. Daty kompletnie sie
                    kupy nie trzymaja, nawet byla o tym tu dyskusja.

                    > Kiedy w NT jest napisane np. o Poncjuszu Piłacie, to nikt go sobie
                    nie wymyślił, a ten reprezentant rzymskiej władzy faktycznie ok. 30
                    rne rezydował w Jerozolimie.

                    Ale taka osoba moze byc kompletnie inaczej przedstawiona w NT, a
                    inaczej w roznych ksiazkach historycznych. Maria Magdalena wg
                    niektorych zrodel jest zona Jezusa, wg Biblii oczyszczona z grzechow
                    nierzadnica. Ktora wersja bedzie wg Ciebie bardziej prawdziwa i
                    dlaczego?

                    > A jednak archeologia a w ślad za nią historia potwierdza istnienie
                    Piłata. Dlaczego nie mieliby istnieć Chrystus i apostołowie a w
                    konsekwencji dlaczego opisane wydarzenia nie miałby się rozegrać
                    właśnie tak, jak je opisano?

                    A czy wierzylbys w istnienie Jezusa i Pilata, gdyby nie potwierdzaly
                    tego zrodla historyczne, tylko Biblia?
                    Istnienie Mahometa tez jest historycznie potwierdzone :)
                  • grgkh Proszę, zuq1 ;) 26.01.09, 21:38
                    zuq1 napisał:

                    > Nie mogę uwierzyć w Ciebie jako mesjasza,
                    > gdyż występujesz otwarcie przeciwko Bogu,
                    > a to już zamyka wszelkie drogi do dalszych rozważań.
                    > Nie zasługujesz nawet na miano "fałszywego mesjasza"
                    > (to oczywiście lepiej,
                    > że grasz tu z wszystkimi "w otwarte karty").

                    Udowodnij, że jestem mniej prawdziwym mesjaszem niż wszyscy inni, którzy dotąd kazali się tak nazywać. ;)

                    Niestety, poza jakimiś zapisami i słowami innych ludzi nie masz na to dowodów. I nie będziesz miał. Ja też mogę coś napisać, jeśli koniecznie tego potrzebujesz. O, właśnie teraz piszę. Powstaje zalążek Świętej Księgi. A moje słowa są tyle samo warte, co słowa innych ludzi. Wystarczy w nie "uwierzyć". A teraz... proszę... uwierz we mnie... :)))
                    • pocoo Re: Proszę, zuq1 ;) 27.01.09, 10:56
                      grgkh napisał:
                      >
                      > Udowodnij, że jestem mniej prawdziwym mesjaszem niż wszyscy inni, którzy dotąd
                      > kazali się tak nazywać. ;)

                      Nie uda Ci się ,bo znalazł się ktoś bardziej przebiegły który napisał ,że tylko Jezus jest prawdziwy a cała reszta to fałszywki.
                      Uwierzyć można tylko i wyłącznie w to, czego nie można zobaczyć,usłyszeć , polizać czy dotknąć chociażby było najbardziej absurdalne.Masz taką fantazję? Jeżeli usłyszą,że Duch Święty Ci to podpowiada to zamkną Ciebie u "czubków "gdzie jest wielu mesjaszy i Twoja kariera się skończy zanim się zacznie.
                      • grgkh Re: Proszę, zuq1 ;) 27.01.09, 11:22
                        Ależ ja mówię dokładnie to samo: To ja jestem prawdziwy, a reszta jest fałszywkami. Co więcej, istnieję i - mam nadzieję ;( - jeszcze będę istniał jakiś czas, by to wciąż potwierdzać.

                        To się niczym nie różni od tego, co jest zapisane w księgach "ostemplowanych" etykitką "święte". Ja też nadaję wszystkiemu, co tutaj piszę taki stygmat: Moje słowa są święte. Wystarczy, by znaleźli się tacy, któzy uwierzą w mój mesjanizm analogicznie,m jak w ten jezusowy lub jakiś inny. Nie wymasgam od nikogo niczego więcej. Moi wyznawcy powinni jedynie przyjąć moje słowa za prawdę absolutną bez dowodu. Dokładnie tak samo.

                        Tak więc wszystkie te urojenia leżą na tej samej półce. Nie różnią się niczym. Naprawdę niczym. I dopóki nie dowiedzie się ich prawdziwości MUSZĄ pozostać jedynie na etapie urojeń.

                        Wystarczy zrozumieć to jedno zdanie: co nie jest dowiedzione, to nie jest prawdziwe. Musi zaistnieć dowód.

                        Ja dowodzę, dlaczego boga-kreatora nie ma. Jest dowód, a kreator nie istnieje. I tyle.
                        • radzimir11 Re: Święte słowa, grgkh 27.01.09, 12:34
                          grgkh napisał:

                          > Ja też nadaję wszystkiemu, co tutaj piszę taki stygmat: Moje
                          > słowa są święte.

                          Bo dokładnie tak jest, jak piszesz: Twoje słowa są święte! Gdyby religijni
                          wierzyli w Boga, a nie np. w nigdy nieistniejącego Jezusa
                          i cuda-niewidy, musieliby wiedzieć, że piszesz pod natchnieniem tego, co oni
                          nazywają "Duchem Świętym".
                          Ale że w Boga nie wierzą, to nie wiedzą :(
                • sebyzbarma Re: Uwierz, zuq1... 26.01.09, 13:36
                  > Konkretnie, dlaczego nie możesz uwierzyć w to co ja proponuję, a
                  wierzysz w bajki z tysiąca i jednej nocy sprzed tysięcy lat?

                  Pominmy juz nawet, ze ktos wierzy w to, co napisane jest w tak
                  starej ksiedze (ktora przetrwala oczywiscie w niezmienionym stanie),
                  ale ze nie zastanawiaja sie po co Bog walnal w roznych odstepach
                  czasowych kilka ksiag (np. Tora, Koran). Chyba, ze te inne pochodza
                  od czlowieka, a tylko Biblia od Boga - tylko na jakiej podstawie sie
                  tak zaklada??? I dlaczego kazda grupa uwaza swoja religie i ksiege
                  za najprawdziwsza i pochodzaca od Boga?
                  Zuq, jak myslisz, dlaczego tak jest..?
    • jerz-ykk Re: A gdyby boga nie było... 16.01.09, 14:27
      Nie bedzie ten bedzie inny Bog
      Ludzie juz cos wymysla zeby być poddanymi i wielbić za obeicane zbawienie
      Tworzą wizję Tej Istoty jako takiego zwykłego ludzkiego samoluba do
      nieskończonej potęgi. Ta miłość ze strachu bo inaczej to wieczne męki lub
      holocaust.!!
      • karbat Re: A gdyby boga nie było... 19.01.09, 13:01
        385 r. - Po raz pierwszy katoliccy biskupi polecili ściąć innych
        chrześcijan z powodów wyznaniowych. Miało to miejsce w Trewirze.


        IV w. - Początek okresu mordowania pogan i plądrowania ich świątyń
        przez chrześcijan podjudzanych przez biskupów, opatów i mnichów.

        W 347 r. Ojciec Kościoła Firmicus Maternus zachęca władców: "Niechaj
        ogień mennicy albo płomień pieca hutniczego roztopi posągi owych
        bożków, obróćcie wszystkie dary wotywne na swój pożytek i
        przejmijcie je na własność. Po zniszczeniu świątyń zostaniecie przez
        Boga wywyższeni".
    • radzimir11 Re: A gdyby boga nie było... 17.01.09, 20:35
      Nie byłoby nas.

      radzimir11 = jest, który jest :)
      • karbat Re: A gdyby boga nie było... 19.01.09, 12:46
        zuq1 napisał:
        >pokaż mi w Nowym Testamencie słowa wskazujące na nakaz "wyrzynania"
        >za brak wiary w
        > Boga, albo za to, że ktoś wierzy inaczej niż należy.

        w Bibli zwanej Pismie Swietym sa takich przykladow dziesiatki !! !.
        Odcinasz sie od Biblii ,Pisma Swietego .... , uwazasz ,ze Biblia to
        sa to bzdury .

        >"UJEMNY", czyli że jego 100 milionów ofiar to mniej niż rzekome
        • karbat Re: A gdyby boga nie było... 19.01.09, 12:52
          zuq1 napisał:
          >pokaż mi w Nowym Testamencie słowa wskazujące na nakaz "wyrzynania"
          >za brak wiary w
          > Boga, albo za to, że ktoś wierzy inaczej niż należy.

          w Bibli zwanej Pismie Swietym sa takich przykladow dziesiatki !! !.
          Czy wolno katolikowi odciac sie od Biblii sie od Biblii ,Pisma
          Swietego .jako calosci ... , uwazasz ,ze Biblia jako calosc to
          to bzdury .Trzeba wyszukiwac sobie jej wybrane fragmenty .

          >"UJEMNY", czyli że jego 100 milionów ofiar to mniej niż rzekome
          >zbrodnie w "imię Boże"? Proszę więc o listę ofiar i
          jacy "chrześcijanie" są za nie odpowiedzialni?

          -Karol Wielki - mordy w imie Boze na ludach poganskich
          -Wyprawy krzyzowe mordy ,gwalty , rabunek w imie Boga katolikow
          -Zakony Naswietszej Marii Panny mordy - Prusowie ,Litwini itd
          -Mordy na Katarach - mordy katolikow w imie Boze
          -Bezprzykladny mord katolikow ,cesarza , Walensteina na
          protestantach w imie jedynego prawdziwego Boga ITD itp .

          mnostwo wojen ,mordow z inicjatywy papiezy , szlo o
          wiarwe ,wplywy ,wladze ,pieniadze
          • karbat Re: A gdyby boga nie było... 19.01.09, 13:09
            1204 r. - Zaczęła działać Święta Inkwizycja. Słudzy Kościoła
            zamęczyli lub spalili żywcem setki tysięcy ludzi.

            1202-1204 r. - IV krucjata zainicjowana przez Innocentego III, by
            wesprzeć krzyżowców w Palestynie. Na skutek polityki Henryka
            Dandolo, żołnierze Chrystusa zwrócili się przeciwko Bizancjum i
            zdobyli Konstantynopol, z zaciekłością grabiąc i wyrzynając
            mieszkańców. Na koniec spalili miasto. Zrabowano niesłychane ilości
            złota i srebra a skala przemocy przekroczyła wszelkie ówczesne normy
            wojenne.

            1208 r. - Innocenty III zaoferował każdemu, kto chwyci za broń,
            oprócz prolongaty spłat i boskiego zbawienia, również ziemię i
            majątek heretyków oraz ich sprzymierzeńców. Rozpoczęła się krucjata,
            której celem było wymordowanie Katarów. Szacuje się, iż krucjata
            pochłonęła milion istnień ludzkich, nie tylko Katarów, ale dotknęła
            większą część populacji południowej Francji.

            1231 r. - Nakaz papieski zalecał palenie heretyków na stosie. Pod
            względem technicznym pozwalało to uniknąć rozpryskiwania się krwi.

            1234 r. - Papież Grzegorz IX nakłania do krucjaty przeciw chłopom ze
            Steding, którzy odmawiają arcybiskupowi Bremy nadmiernej daniny.
            Pięć tysięcy mężczyzn, kobiet i dzieci ginie z rąk krzyżowców, a
            zagrody owych chłopów zajmują osadnicy obdarzeni nimi przez Kościół.
          • zuq1 Widzisz, karbat... 19.01.09, 13:37
            ... nie sposób z Tobą dyskutować. Piszę wyraźnie: "pokaż mi w Nowym
            Testamencie słowa wskazujące na nakaz "wyrzynania" za brak wiary w
            Boga, albo za to, że ktoś wierzy inaczej niż należy."

            i jaką odpowiedź otrzymuję?:

            "w Bibli zwanej Pismie Swietym sa takich przykladow dziesiatki !! !.
            Czy wolno katolikowi odciac sie od Biblii sie od Biblii ,Pisma
            Swietego .jako calosci ... , uwazasz ,ze Biblia jako calosc to
            to bzdury .Trzeba wyszukiwac sobie jej wybrane fragmenty ." - czyli
            nie potrafisz podać takich przykładów. Mogłeś przecież od razu
            napisać: nic takiego w NT nie ma - i taka odpowiedź byłaby zgodna z
            prawdą.
            • grgkh Re: Widzisz, karbat... 19.01.09, 13:39
              A tutaj znajdziesz co nieco... Co o tym powiesz?
              • karbat Re: Widzisz, karbat... 19.01.09, 14:50

                - wizja objawienia szkicuje ostateczna walke przeciw silom
                antyboskim , sprzeciwiajacym sie Bogu !

                - Jezus SAM wypowiada slowa ;
                "Ja nie przybylem aby przyniesc pokoj ,
                lecz przybylem aby przyniesc miecz "
                ( Mateusz 10,34 )

                rozumiem , to sa slowa nawolujace do pokoju , milosci ....
                Tlumaczac sens tych textow , mozecie katoliki dac sobie upust
                wyszej wyobrazni , teologicznego belkotu .

                w NT nie ma slow o nienawisci , przemocy , walce -
                to niestety bzdura .



                • zuq1 Re: Widzisz, karbat... 19.01.09, 15:34
                  "- wizja objawienia szkicuje ostateczna walke przeciw silom
                  antyboskim , sprzeciwiajacym sie Bogu !" - no to po której stronie
                  wolisz być? Po stronie Szatana, w myśl powiedzenia "na złość babci
                  odmrożę sobie uszy"?

                  "- Jezus SAM wypowiada slowa ; "Ja nie przybylem aby przyniesc
                  pokoj , lecz przybylem aby przyniesc miecz " ( Mateusz 10,34 ) - e,
                  Karbat, a ten miecz to taki stalowy czy symboliczny? Czy tu jest
                  mowa o zabijaniu tym mieczem, czy też o podziale ze względu na osobę
                  Chrystusa - tj. wierze lub niewierze w Niego?
                  "Lecz jeśli ktoś wyprze się Mnie wobec ludzi, i Ja się go wyprę
                  przed moim Ojcem w niebie. Nie myślcie, że przyszedłem przynieść na
                  ziemię pokój! Nie pokój, lecz miecz podziału. Przyszedłem poróżnić
                  syna z ojcem, córkę – z matkę, a synową – z teściową. Nawet
                  najbliżsi staną się wrogami! Kto kocha ojca lub matkę bardziej niż
                  Mnie, nie jesteś Mnie godny. I kto kocha bardziej niż Mnie syna lub
                  córkę, nie jest Mnie godny. Kto nie bierze swego krzyża i nie podąża
                  za Mną, nie jest Mnie godny."

                  "w NT nie ma slow o nienawisci , przemocy , walce - to niestety
                  bzdura ." - słowa może i są, ale Bóg nie wzywa do nienawiści,
                  przemocy i walki. Opisuje te zjawiska jako coś złego. Dziwię się, że
                  tego nie rozumiecie.
                  • karbat Re: Widzisz, karbat... 19.01.09, 15:58
                    zuq1 napisal ;
                    > "w NT nie ma slow o nienawisci , przemocy , walce - to niestety
                    > bzdura ." -

                    >słowa może i są, ale Bóg nie wzywa do nienawiści,
                    > przemocy i walki. Opisuje te zjawiska jako coś złego. Dziwię się,
                    >że tego nie rozumiecie.


                    za Jezusem wedrowali apostolowie ( ludzie zmozni jak na owczesne
                    stosuki ale nie wyksztalceni ) i prostytutka .Towarzyszyl im
                    czasami tlum prostakow i biedota .

                    Jezus mowil do nich slowa ,do ktorych dzisiejszy , wspolczesny
                    sutannik robi wykladnie ,interpretacje - to jest smieszne !.
                    Dzisiejszy ksiadz tlumaczy wspolczesnym , jak mysleli Zydzi przed
                    2000 lat i co chcieli powiedziec takimi a nie innymi slowami .

                    >... slowa o nienawisci moze i sa ale ... Bog mial co innego na
                    mysli....


                    Ja jestem kazda wypowiedz w ST ,NT obrocic o 180 stopni i zrobic z
                    niej wykladnie " po linii i na bazie " ,
                    pasujaca do dowolnej rzeczywistoci ... w zaleznosci od
                    okolicznosci ,- to cala TEOLOGIA katolikow.

                    Apostol Swiety Pawel - kapus , zdrajca , morderca ,
                    z mieczem w reku ,przykladem wspolczesnego dla katolika :o ,






                    • zuq1 Re: Widzisz, karbat... 19.01.09, 16:25
                      I co, myślisz, że wylewaniem tych potoków żółci zmienisz
                      rzeczywistość? Po prostu nie masz racji, a to, że Was: ateistów,
                      agnostyków, antyklerykałów itd. jest na tym forum przytłaczająca
                      większość, nie oznacza, że czarne stanie się białe.
                      • karbat Re: Widzisz, karbat... 19.01.09, 17:10
                        zuq1 napisał:

                        > I co, myślisz, że wylewaniem tych potoków żółci zmienisz
                        > rzeczywistość? Po prostu nie masz racji,

                        ciesze sie ty ja masz ,- a twoja arogancka postawa cie do niej
                        upowaznia .

                        NIGDZIE nie pisze ,ze mam racje ( w przeciwienstwie do zawodowego
                        glosiciela prawd jedynych - ksiedza ) ,
                        starm sie jedynie przytaczyc opinie historykow religijnych ,
                        archeologow religijnych i czasami swoje spostrzezenia i NIC
                        wiecej .

                        >a to, że Was: ateistów,
                        > agnostyków, antyklerykałów itd. jest na tym forum przytłaczająca
                        > większość, nie oznacza, że czarne stanie się białe.


                        Apostol Swiety Pawel - z wiary Jezusa zrobiwszy wiare w Jezusa -
                        kapus , zdrajca , morderca ,
                        z mieczem w reku ,przykladem dla wspolczesnego katolika ,-
                        a ci zostali za jego sprawa wymordowani poszli prosto do nieba .


                      • focus35 Re: a propos sygnaturki i jasnosci Pisma 20.01.09, 16:47
                        o jakim duchu czy tez duchach mowa?

                        Natomiast owocem działania Ducha Świętego jest miłość, radość,
                        wewnętrzny pokój, cierpliwość, uprzejmość, dobroć, wierność,
                        łagodność, opanowanie. Takim postępowaniem nie łamie się Prawa.
                        (Galatów 5,22-23)
                        [...] Ale jego opanował duch Pana […] Znalazłszy więc szczękę oślą
                        jeszcze świeżą, wyciągnął po nią rękę, uchwycił i zabił nią tysiąc
                        mężów. (Ks. Sędziów 15:14,15, Biblia Tysiąclecia)

                        A oto nazajutrz duch, zesłany przez Boga, opanował Saula, który
                        popadł w szał wewnątrz swojego domu. Dawid tymczasem grał na cytrze,
                        tak jak każdego dnia. Saul trzymał w ręku dzidę. I rzucił Saul
                        dzidą, bo myślał: Przybiję Dawida do ściany [...]. (1 Ks. Samuela
                        18: 10, 11; Tysiąlecia)
                        potem duch przeszedl na strone Dawida i Saul zaczal sie bac...

                        pewnie znowu cos wyrwalam z kontekstu albo zrozumialam zbyt
                        doslownie ale duchy Pana moga powodowac czlowieka do czynow
                        lamiacych Prawo i wtedy jest ok? jakie jest w ogole znaczenie
                        pojecia duch czy tez duch Pana w Biblii w zwiazku z tym? (jest ich
                        mnogosc mam wrazenie, poza tym w zaleznosci od wydania duch bywa
                        samym duchem, np. w Biblii Tysiaclecia, a kiedy indziej jest Duchem
                        Swietym, jak w Twojej sygnaturce).

                        czy nie dostrzegasz, ze ta zmiana rozumienia przekazow Biblii z
                        doslownego na symboliczny lub mieszanie jednego odczytania z drugim
                        jest wyrazem wielo, wieloletniej pracy interpretacyjnej pewnie
                        tysiaca ludzi - nie neguje istnienia czlowieka o imieniu Jezus ani
                        jego strasznej smierci ale co myslal i mowil - tego nie wiemy, mamy
                        prace zbiorcza bedaca kompilacja wielu wierzen, ktore zreszta
                        ewoluuja zaleznie od interpretacji (patrz wielosc kosciolow
                        chrzescijanskich)
                        A gloszenie istnienia innych swiatow tzn. odnoszenie sie do NIE TEGO
                        swiata, milowanie innych istot i kierowanie sie postawa serca
                        glosili wczesniejsi niz Jezus prorocy.
                        • pocoo Re: a propos sygnaturki i jasnosci Pisma 20.01.09, 17:01
                          focus35 napisała:

                          > o jakim duchu czy tez duchach mowa?
                          >
                          O Duchu Bożym , świętym.

                          > [...] Ale jego opanował duch Pana […] Znalazłszy więc szczękę oślą
                          > jeszcze świeżą, wyciągnął po nią rękę, uchwycił i zabił nią tysiąc
                          > mężów.
                          >
                          Ten Duch Boży(Święty)pojęcia nie miał , ze zabijać nie wolno.

                          > A oto nazajutrz duch, zesłany przez Boga, opanował Saula, który
                          > popadł w szał wewnątrz swojego domu.
                          > ...potem duch przeszedl na strone Dawida i Saul zaczal sie bac...
                          >
                          Duch, jak to duch,lata gdzie chce , wchodzi w kogo chce ,przybiera postać jaką chce i robi co chce.Figlarz z tego Bożego Ducha Świętego.


                          • focus35 Re: a propos sygnaturki i jasnosci Pisma 20.01.09, 17:20

                            jestem ciekawa jak to widzi zuq, bo ma owego ducha w swojej
                            sygnaturce i skad wie, co mysleli ludzie piszac raz tak a raz tak -
                            i dlaczego wierzy slowom zapisanym w Pismie a nie np. w
                            Bhagawadgicie? bo urodzil sie akurat w tym kregu kulturowym?

                            pocoo napisała:

                            > focus35 napisała:
                            >
                            > > o jakim duchu czy tez duchach mowa?
                            > >
                            > O Duchu Bożym , świętym.
                            >
                            > > [...] Ale jego opanował duch Pana […] Znalazłszy więc szczękę
                            oślą
                            > > jeszcze świeżą, wyciągnął po nią rękę, uchwycił i zabił nią
                            tysiąc
                            > > mężów.
                            > >
                            > Ten Duch Boży(Święty)pojęcia nie miał , ze zabijać nie wolno.
                            >
                            > > A oto nazajutrz duch, zesłany przez Boga, opanował Saula, który
                            > > popadł w szał wewnątrz swojego domu.
                            > > ...potem duch przeszedl na strone Dawida i Saul zaczal sie
                            bac...
                            > >
                            > Duch, jak to duch,lata gdzie chce , wchodzi w kogo chce ,przybiera
                            postać jaką
                            > chce i robi co chce.Figlarz z tego Bożego Ducha Świętego.
                            >
                            >
                        • zuq1 odpowiedzi 21.01.09, 14:39
                          "o jakim duchu czy tez duchach mowa?" - jeśli chodzi o Ducha
                          Świętego, to jest on kimś zupełnie innym niż duchy, o których mowa w
                          Sędziów i 1. Księdze Samuela. Zwróć proszę uwagę na postępujące
                          objawienie - Jezus zapowiada w NT nadejście Ducha Świętego po swoim
                          powrocie do Ojca. Duchy, które wysyła Bóg Samsonowi czy Saulowi, są
                          zupełnie innymi bytami.

                          "pewnie znowu cos wyrwalam z kontekstu albo zrozumialam zbyt
                          doslownie ale duchy Pana moga powodowac czlowieka do czynow
                          lamiacych Prawo i wtedy jest ok?" - to, że duch (od) Pana, prowadził
                          Samosona czy Saula do ww. opisanych czynów nie oznacza, że taka była
                          Jego doskonała wola, a jedynie tzw. "dopuszczająca wola Boża". Patrz
                          np. faraon, który nie chciał wypuścić Hebrajczyków z Egiptu.

                          "jakie jest w ogole znaczenie pojecia duch czy tez duch Pana w
                          Biblii w zwiazku z tym? (jest ich mnogosc mam wrazenie, poza tym w
                          zaleznosci od wydania duch bywa samym duchem, np. w Biblii
                          Tysiaclecia, a kiedy indziej jest Duchem Swietym, jak w Twojej
                          sygnaturce)" - jest ich wiele, to fakt. Być może zdziwi się fakt, że
                          człowiek składa się także z ciała, duszy i ducha.
                          • pocoo Re: odpowiedzi zuq1 21.01.09, 19:09
                            zuq1 napisał:
                            > Jego doskonała wola, a jedynie tzw. "dopuszczająca wola Boża". Patrz
                            > np. faraon, który nie chciał wypuścić Hebrajczyków z Egiptu.
                            >
                            Sam widzisz , ze bardzo łatwo interpretować Biblię jak się chce.Tylko kto ma rację?
                            Co zaś tyczy faraona to jasno i dobitnie napisano , że
                            zatwardził Bóg serce faraonowi aby nie wypuszczał narodu Izraelskiego z Egiptu.Mylę się?
                            Biblia to zebrane i tłumaczone zwoje znad Morza Martwego.Kto to zebrał , przetłumaczył i wydał? Nie pytam kto na tych zwojach to pisał.A może znasz inne pochodzenie tej Świętej Księgi?

                            • zuq1 Re: odpowiedzi dla pocoo 22.01.09, 08:26
                              "Co zaś tyczy faraona to jasno i dobitnie napisano , że
                              zatwardził Bóg serce faraonowi aby nie wypuszczał narodu
                              Izraelskiego z Egiptu." - tak, ale pycha faraona była pierwotna,
                              przed zatwardzeniem serca. To działało u niego - jak i dzisiaj wśród
                              wielu ludzi - na zasadzie sprzężenia zwrotnego, tzn. jest grzech,
                              Bóg wzywa osobę do upamiętania, ta brnie jeszcze dalej w grzech, Bóg
                              doświadcza ją jeszcze bardziej itd. - patrz Ks. Wyjścia 5-7.

                              "Biblia to zebrane i tłumaczone zwoje znad Morza Martwego.Kto to
                              zebrał , przetłumaczył i wydał?" - tu akurat racji na pewno nie
                              masz. Księgi Starego Testamentu były przepisywane przez Żydów co
                              najmniej od 1000 roku pne i to bardzo dokładnie, nie ma w nich
                              żadnych błędów. Co do Nowego Testamentu, to przyjmuje się, że
                              ewangelie synoptyczne tj. Mat, Mk, Łk powstały pod koniec I w ne,
                              zaś Ew. Jana na krótko przed 100, zaś listy w przedziale od 50 do 80
                              r ne.
                              "Kto to zebrał , przetłumaczył i wydał?" - Kościół uznał to za pisma
                              natchnione (zebrał), "przetłumaczył i wydał" - pierwsze tłumaczenia
                              na polski pochodzą ze średniowiecza, wydawane były przez KRK a także
                              przez prostestantów (np. Biblia Gdańska).
                              Co do zwojów znad Morza Martwego, masz zapewne na myśli Qumran, w
                              Wikipedii jest kilka teorii na ten temat. Możliwe też, wśród tych
                              zwojów jest strzępek Ew. Marka.
                              • pocoo Re: odpowiedzi dla pocoo 23.01.09, 10:01
                                Ładnie tłumaczysz zuq1.Nie mogę tego pojąć że:
                                Najpierw Bóg obiecuje Izraelitom(narodowi wybranemu , nieposłusznemu , ustawicznie sprzeciwiającemu się woli Stwórcy)że odda ich w niewolę Egipcjanom.Kiedy (jak uczy historia)rozplenili się jak robactwo i faraon chciał się ich pozbyć to Bóg miał inne zdanie? Kto to wymyślił?
                                Rozumiem , że Księgi Starego Testamentu były przepisywane przez Żydów , ale kto jest ich autorem? Ktoś , kto umiał pisać musiał zacząć.Kto? Skąd pewność , że to Ty masz rację?
                          • focus35 Re: odpowiedzi 22.01.09, 01:16
                            zuq1 napisał:

                            > "o jakim duchu czy tez duchach mowa?" - jeśli chodzi o Ducha
                            > Świętego, to jest on kimś zupełnie innym niż duchy, o których mowa
                            w
                            > Sędziów i 1. Księdze Samuela.

                            to czemu w Biblii Tysiaclecia uzywa sie sformuowania duch a nie Duch
                            sw.? pare wydan Biblii jest nienatchnionych?

                            Zwróć proszę uwagę na postępujące
                            > objawienie - Jezus zapowiada w NT nadejście Ducha Świętego po
                            swoim
                            > powrocie do Ojca. Duchy, które wysyła Bóg Samsonowi czy Saulowi,

                            > zupełnie innymi bytami.

                            widze, ze sa innymi bytami - lamia wszelkie ludzkie prawa...

                            >
                            > "pewnie znowu cos wyrwalam z kontekstu albo zrozumialam zbyt
                            > doslownie ale duchy Pana moga powodowac czlowieka do czynow
                            > lamiacych Prawo i wtedy jest ok?" - to, że duch (od) Pana,
                            prowadził
                            > Samosona czy Saula do ww. opisanych czynów nie oznacza, że taka
                            była
                            > Jego doskonała wola, a jedynie tzw. "dopuszczająca wola Boża".

                            eehh jak jak lubie te teologiczna obludna retoryke... sorry ale
                            zdecydowanie nie mam odpowiedzniej zdolnosci by rozumiec wole boza,
                            ani dopuszczajaca ani doskonala ani z jakims innym przymiotnikiem.

                            >
                            > "jakie jest w ogole znaczenie pojecia duch czy tez duch Pana w
                            > Biblii w zwiazku z tym? (jest ich mnogosc mam wrazenie, poza tym w
                            > zaleznosci od wydania duch bywa samym duchem, np. w Biblii
                            > Tysiaclecia, a kiedy indziej jest Duchem Swietym, jak w Twojej
                            > sygnaturce)" - jest ich wiele, to fakt. Być może zdziwi się fakt,
                            że
                            > człowiek składa się także z ciała, duszy i ducha.
                            >
                            czlowiek sklada sie z ciala a ono sklada sie z wielu substancji,
                            jesli wszystkie procesy zyciowe dzialaja zyje i jest zdrowy -
                            duch/dusza to starodawne okreslenie czlowieka, zwierzecia, ktore
                            zyja (nie sa martwe) i tyle. Choc ja tez wolalabym, zeby po smierci
                            moc sie weselic w wyzszym stanie swiadomosci;) tyle, ze jak wiadomo,
                            swiadomosc bez ciala nie jest mozliwa.
                            • zuq1 Re: odpowiedzi dla focus 22.01.09, 08:33
                              "to czemu w Biblii Tysiaclecia uzywa sie sformuowania duch a nie
                              Duch sw.? pare wydan Biblii jest nienatchnionych?" - nie mam pod
                              ręką tłumaczenia interlinearnego, ale zauważ, że ST był napisany po
                              hebrajsku a NT po grecku i grece "Duch Święty" to "hagio pneuma" a
                              sam duch to "pneuma"

                              "eehh jak jak lubie te teologiczna obludna retoryke... sorry ale
                              zdecydowanie nie mam odpowiedzniej zdolnosci by rozumiec wole boza,
                              ani dopuszczajaca ani doskonala ani z jakims innym przymiotnikiem." -
                              nie poddawaj się.

                              "czlowiek sklada sie z ciala a ono sklada sie z wielu substancji,
                              jesli wszystkie procesy zyciowe dzialaja zyje i jest zdrowy -
                              duch/dusza to starodawne okreslenie czlowieka, zwierzecia, ktore
                              zyja (nie sa martwe) i tyle." - to nie jest prawda, przynajmniej wg
                              Biblii. Skąd więc taka popularność psychologii w dzisiejszych
                              czasach? Zwróć uwagę, że po grcku "psyche" to dusza.

                              "Choc ja tez wolalabym, zeby po smierci moc sie weselic w wyzszym
                              stanie swiadomosci;) tyle, ze jak wiadomo, swiadomosc bez ciala nie
                              jest mozliwa." - a skąd to wiadomo?
                              • tlenek_wegla Re: odpowiedzi dla focus 22.01.09, 09:59

                                > czasach? Zwróć uwagę, że po grcku "psyche" to dusza.

                                A po niemiecku die Kurve to zaket.. I co z tego?
                                • zuq1 Re: odpowiedzi dla focus 22.01.09, 11:52
                                  Wyjaśniam, skoro nie rozumiesz. Termin "psychologia" można więc
                                  przetłumaczyć jako "nauka o duszy". Teraz jasne?
                                  • focus35 Re: odpowiedzi dla focus 22.01.09, 15:28

                                    alez psychologia jest "nauka" nie tyle o duszy co o zjawiskach
                                    psychicznych i zachowaniach czlowieka - istnieje psychologia
                                    poznawcza, spoleczna, do wyboru do koloru;) - dusza to jest
                                    okreslenie nie uzywane teraz, bo wiedza i jezyk, co za tym idzie,
                                    rozwinely sie zdziebko;) od czasow Platona - ach jak ja tego
                                    autorytarnego "idealisty" nie lubie - a chrzescijanstwo od
                                    starozytnych zainfekowalo sie owym niematerialnym rozumieniem duszy
                                    czy tez ducha - w Biblii to ma jeszcze sens, bo duch i dusza
                                    oznacza, to co zyje, po prostu.


                                    zuq1 napisał:

                                    > Wyjaśniam, skoro nie rozumiesz. Termin "psychologia" można więc
                                    > przetłumaczyć jako "nauka o duszy". Teraz jasne?
                                  • focus35 Re: odpowiedzi dla focus 22.01.09, 15:56

                                    zeby faktycznie bylo jasniej, tu nieco wiecej o duszy:)

                                    www.fizyka.umk.pl/publications/kmk/99dusza.pdf

                                    zuq1 napisał:

                                    > Wyjaśniam, skoro nie rozumiesz. Termin "psychologia" można więc
                                    > przetłumaczyć jako "nauka o duszy". Teraz jasne?
                              • focus35 Re: odpowiedzi dla focus 22.01.09, 15:42
                                zuq1 napisał:

                                > "to czemu w Biblii Tysiaclecia uzywa sie sformuowania duch a nie
                                > Duch sw.? pare wydan Biblii jest nienatchnionych?" - nie mam pod
                                > ręką tłumaczenia interlinearnego, ale zauważ, że ST był napisany
                                po
                                > hebrajsku a NT po grecku i grece "Duch Święty" to "hagio pneuma" a
                                > sam duch to "pneuma"

                                dzieki za wyjasnienie:) choc biorac pod uwage to, jak owe duchy sie
                                zachowuja choc wszystkie sa boskie, to roznice w nazwie to juz
                                pikus...

                                >
                                > "eehh jak jak lubie te teologiczna obludna retoryke... sorry ale
                                > zdecydowanie nie mam odpowiedzniej zdolnosci by rozumiec wole
                                boza,
                                > ani dopuszczajaca ani doskonala ani z jakims innym
                                przymiotnikiem." -
                                > nie poddawaj się.
                                >
                                nie poddawalam sie cale lata, ale sa gdzies granice wytrzymalosci;) -
                                wole cos sensowniejszego i uczciwszego niz studiowanie teologii...

                                > "czlowiek sklada sie z ciala a ono sklada sie z wielu substancji,
                                > jesli wszystkie procesy zyciowe dzialaja zyje i jest zdrowy -
                                > duch/dusza to starodawne okreslenie czlowieka, zwierzecia, ktore
                                > zyja (nie sa martwe) i tyle." - to nie jest prawda, przynajmniej
                                wg
                                > Biblii. Skąd więc taka popularność psychologii w dzisiejszych
                                > czasach? Zwróć uwagę, że po grcku "psyche" to dusza.

                                poczytaj cos z kognitywistyki (czyli z czasow wspolczesnych), a nie
                                z czasow starozytnej greki to Ci sie wyjasni wiele w tej kwestii:)

                                >
                                > "Choc ja tez wolalabym, zeby po smierci moc sie weselic w wyzszym
                                > stanie swiadomosci;) tyle, ze jak wiadomo, swiadomosc bez ciala
                                nie
                                > jest mozliwa." - a skąd to wiadomo?

                                z rzeczywistosci - jest juz sporo ksiazek na ten temat - polecam
                                chociazby Antonio Damasio "Tajemnice swiadomosci. Jak cialo i emocje
                                wspoltworza swiadomosc"

                                >
      • serpentor666 Re: A gdyby boga nie było... 21.01.09, 15:07
        Cóż, gdyby Boga nie było, to by znaczyło że najbardziej opłacałoby by być
        mafiozą, złodziejem czy inną osobą, która ma gdzieś zasady, bo co można by
        stracić. Życie? I tak kiedyś zginiemy, a skoro nie ma drugiego świata, to już
        lepiej tutaj się zabawić, najlepiej na koszt innych. A proste pytanie- jak
        powstał świat, bo skoro nie ma Boga, to jakoś musiał powstać. Jak powstał atom
        pierwotny i dlaczego wybuchł?
        • tlenek_wegla Re: A gdyby boga nie było... 21.01.09, 15:13
          A proste pytanie- jak
          > powstał świat, bo skoro nie ma Boga, to jakoś musiał powstać. Jak powstał atom
          > pierwotny i dlaczego wybuchł?

          Sa ksazki do kosmologii... Na dzien dzisiejszy teorie powstania wszechswiata
          najlepiej obisuje tzw "teoria Big-Bang". Czyli teoria wielkiego wybuchu. Jednak
          z klasycznym wybuchem nie mialo to nic wspolnego. Atomy powstaja non stop we
          wnetrzu gwiazd... Szczegoly opisane w kazdym podreczniku fizyki i chemii. Polecam.
          • serpentor666 Re: A gdyby boga nie było... 21.01.09, 15:15
            Wiem o co chodzi, tylko nigdzie nie jest wyjaśnione, jak powstał atom pierwotny,
            ani dlaczego doszło do wybuchu.
            • tlenek_wegla Re: A gdyby boga nie było... 21.01.09, 16:34

              Zdefiniuj atom pierwotny...
              • serpentor666 Re: A gdyby boga nie było... 21.01.09, 16:38
                Chodzi mi o to, co wybuchło w big-bangu( tak słyszałem że się mówi na ten obiekt).
                • tlenek_wegla Re: A gdyby boga nie było... 21.01.09, 16:56

                  Wlasciwie mowi sie o tym osobliwosc grawitacyjna. I jezeli nagla ekspancja
                  przestrzeni uznawana jest u Ciebie za "wybuch". To tak. Osobliwosc "wybuchla".
                  Prawidlowy termin nosi nazwe inflacjikosmologicznej...

                  almukantarat.pl/wiedza/01inflacja/


                  "Osobliwość w astronomii to miejsce, w którym wielkości służące pomiarowi pola
                  grawitacyjnego przyjmują wartości nieskończone. Do wielkości takich mogą należeć
                  zakrzywienie czasoprzestrzeni lub gęstość materii.

                  Zgodnie z ogólną teorią względności osobliwość istniała na początku Wielkiego
                  Wybuchu. Ogólna teoria względności przewiduje również istnienie osobliwości
                  wewnątrz czarnych dziur."

                  postepy.camk.edu.pl/jks-antropic.html
                  • karbat Re: A gdyby boga nie było... 22.01.09, 11:46
                    czesc ludzkosci zadajac sobie pytanie o poczatek wszechswiata -
                    daje sobie odpowiedz ; to sprawa dziadka z broda - Boga .
                    Skad sie wzial TEN Bog - on byl zawsze .
                    Proste jak konstrukcja cepa dla wielu wierzacych , Bog byl bo ..
                    stworzyl go pewnie innny Bog itd .


                    Wielu na swiece ,na pytanie o poczatek swiata ucziwie odpawiada ;
                    NIE WIEM . Badaja , poszukuja prawdy , buduja rozne modele itd .
                    Dodajac uczciwie - jestesmy na poczatku drogi ,kosmologia ,
                    nowoczesna astronomia ma dopiero 30 - 50 lat ! .
                    Badania i poznawanie uniwersalnych praw w relacji materia - energia
                    sa drogie za kolejne 50 lat bedzeimy wiedzeic troszke wiecej ,za 200
                    znowu troszke wiecej ciagle udaskanalajac swe modele .

                    Wyznawcy wiary w Boga beda ciagle z OPOZNIENIEM dopasowawac se
                    dogmaty do osiagniec nauki !! .
                    Miedzy Wierzeniami starozytnych Zydow ( i ich dzisiejszych
                    zwolennikow ) a nauka bedzie powstawala przepasc , ktora
                    wspolczesni WIELEBNI sutannicy beda probowali "klajstowac" ,latac ,
                    na swe potrzeby .
    • sebyzbarma Re: A gdyby boga nie było... 23.01.09, 13:08
      Gdyby Boga nie bylo to:
      * duza czesc ksiezy przyznalaby sie do ateizmu, reszta poszla do
      wiezienia za pedofilie,
      * czesc katolikow popelnilaby samobojstwo, bo po co zyc, jak nie dla
      Boga?
      * cieszylaby sie, bo zostalaby uwolniona od strachu przed karzacym
      tata,
      * odnowilaby stosunki z najblizszymi zerwane przez poglady religijne,

      itp. itd.

      A ateisci by chodzili powtarzajac w kolko: "A nie mowilem
      (mowilam)?" :)
      • grgkh Re: A gdyby boga nie było... 23.01.09, 16:19
        Ja już w tej chwili jestem bliski temu przechadzaniu się w tłumie - dotąd niemających odwagi nawet pomyśleć, że Boga nie ma - i powtarzaniu, jak powiedziałeś: "a nie mówiłem". ;) I cieszy mnie to, że w końcu przestaję być postrzegany jak szaleniec i bać się o własną skórę, gdy mam chęć skorzystać z wolności wypowiedzi.
        • sebyzbarma Re: A gdyby boga nie było... 26.01.09, 13:24
          > Ja już w tej chwili jestem bliski temu przechadzaniu się w tłumie -
          dotąd niemających odwagi nawet pomyśleć, że Boga nie ma - i
          powtarzaniu, jak powiedziałeś: "a nie mówiłem". ;) I cieszy mnie to,
          że w końcu przestaję być postrzegany jak szaleniec i bać się o
          własną skórę, gdy mam chęć skorzystać z wolności wypowiedzi.

          Albo trafiles na podatny grunt, albo jestes w odpowiednim miejscu
          geograficznym, albo jestes po prostu przekonujacy. Mnie kilka osob
          gotowych by bylo spalic na stosie w imie Boga tylko za to, ze nie
          palam sympatia do KK :)
    • jacekszper siła duchwa... 27.01.09, 16:08
      siła duchowa w Indii Anglicy bili batami a oni nie zależało im na ciało,
      ewangelicy dostali batami nie zależało im na ciało, każdy schował sie za siłą
      duchowa w wiarę swojej ten co był dedykowany mocno w wiarę, a ateista dosta
      batem lub kijem to zaboli go 100 razy więcej niema jak schować sie ani za swojej
      duszy, jest słaby. Lenin i Napoleon byli ateistami dla tego przegrali nie udało
      im włożyć w praktykę, ale komuniści połowo wierzyło nawet Stalin po cicho dla
      tego nie rozburzyli Religi, a pomysły ich dobre sa od Boga, Bog jest dla tych co
      czuja, a ten co jest bez uczucia takich spraw niema zrok daleki, ale pamiętać
      ze wiary od Abrahama to czarodziejstwo, uwielbiali żmije nawet Mojżesz i Jezus
      powiedział on jest tą żmija - Bóg daru to system ludowy przywodny jak stworzył
      Bóg. Bez boga na rażę nikt nie zbudował cos wielkiego trwałe i dobre.( nawet
      komunizm Bog robił od środka aby nowe odbudowało co jest od Boga ludowego.
      każda wojna jest zania walka duchowa nawet na wojnie, wojska mniejsze wygrywa
      wielkie wojska, to długi temat... Wiara e religia jest ideologia i polityka
      życia i państwowa i gromadzenia ludu....
      • karbat Re: siła duchwa... 01.02.09, 14:46

        to gdzie jest w koncu gdzie jest Bog ....
        jak o nim nie mylisz ,nie mowisz , nie piszesz .
        Mowisz , myslisz ,piszesz o Bogu w takiej a nie innej postaci
        bo to pojecie zostalo ci wpojone , taka a nie inna postac Boga
        tez zostala ci wpojona .
        Masz Boga takiego a nie innego , na jakiego stac bylo starozytnych
        Zydow i nic wiecej .
        • pocoo Re: siła duchwa... 02.02.09, 11:23
          karbat napisał:
          > Mowisz , myslisz ,piszesz o Bogu w takiej a nie innej postaci
          > bo to pojecie zostalo ci wpojone , taka a nie inna postac Boga
          > tez zostala ci wpojona .
          > Masz Boga takiego a nie innego , na jakiego stac bylo starozytnych
          > Zydow i nic wiecej .

          W ST Mojżesz chwali się , że obcował z Bogiem twarzą w twarz i chyba z nim Bóg konsultował co ma wyryć na tablicach kamiennych.
          W NT Jezus powiedział , że Boga nikt nigdy nie widział.
          Komu wierzyć? Najlepiej sobie.
    • pav2 Re: A gdyby boga nie było... 02.02.09, 15:05
      to nie było by krasnoludków. A gdyby nie było krasnoludków, to by
      mleko się nie kwasiło. A gdyby mleko się nie kwasiło, to nie było by
      twarogu. Itd, itp. Mógłbym tak do końca świata i jeden dzień dłużej.
      A co by było gdyby Bóg był? A co by było, gdyby Bogów było
      nieskończnie wiele? A co by było, gdyby Bóg nie był w trzech
      osobach, tylko w jednej, albo w czterech. Wszystkie te pytania są
      tyle samo warte. Mnie ciekawi pytanie: Jakich Bogów, czy jakiego
      Boga wymyślimy jutro, w przyszłości, np. za sto, dwieście lat. Za
      mojego życia Bóg katolicji zmienił sie nie do poznania. Piędziesiąt
      lat temu nikomu do głowy nie przyszło, że Bóg jest miłością.
      Piędziesiąt lat temu takie stwierdzenie byłoby profanacją. Teraz
      niebezpiecznie jest mówić, że Bóg stworzył człowieka na swoje
      podobieństwo. Mnie to może tak, ale Stalina czy Hitlera, to już jest
      problem.
      • karbat Re: A gdyby boga nie było... 02.02.09, 17:18
        pocoo napisała:

        > W ST Mojżesz chwali się , że obcował z Bogiem twarzą w twarz i
        chyba z nim Bóg
        > konsultował co ma wyryć na tablicach kamiennych.
        > W NT Jezus powiedział , że Boga nikt nigdy nie widział.
        > Komu wierzyć? Najlepiej sobie.

        Bog nie musial z nim nic konsultowac tylko zeslal piorun Bozy ,ktory
        wyryl na skale 10 przykazan o ile dobrze pamietam .
        Mojzesz zwlokl sie z kamiennymi plytami z gory i je ze zlosci ...
        rozpieprzyl na drobne kawalki widzac jak sie wspolplemiency dobrze
        bawia .
        Nastepnie dymal drugi raz na gore i dostal nowe tablice od Boga .
        Acha , w miedzy czasie wyrznal polowe swego plemienia dzieci ,
        kobiety ,mezczyzn , starcow . Byli on niezbyt pewni religijnie wiec
        sie nie pieprzyl .
        Czemu ksiadz takich super boskich action historii nie opowiada na
        kazaniach - tak bardzo sie wstydzi .


Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka