02.08.09, 20:03
www.opoka.org.pl/biblioteka/T/TS/rozwaz_wiara_07.html
Pustynia

W symbolice biblijnej pustynia to etap drogi ku Bogu. Wszyscy wezwani do wiary
muszą ten etap przejść. Przechodził go Abraham, gdy opuścił Charan chaldejski,
aby szukać Ziemi Obiecanej. Na pustyni rozpoczyna się historia Mojżesza, kiedy
Bóg ukazuje mu się w płonącym krzaku i w ciszy pustyni powołuje go do
szczególnej misji wyzwolenia narodu wybranego. Na pustynię udaje się też
Eliasz, gdy ucieczką ratuje swoje życie. Bóg każe mu wędrować przez 40 dni i
40 nocy, aż w końcu objawi mu się w łagodnym powiewie wiatru, by w głębi
pustyni zlecić swojemu prorokowi specjalne zadanie. Bóg objawia się Eliaszowi
nie w hałasie, nie w wichurze i trzęsieniu ziemi, ale w ciszy przyrody i w
ciszy serca, nie w momencie podniecenia, ale w milczeniu, gdy uwolniony od
trosk i lęku pozostaje sam na sam z Bogiem. Bóg mówi przez proroka Ozeasza o
Izraelu jako o swojej oblubienicy, którą z miłości wyprowadza na pustynię:
"chcę ją przynęcić, na pustynię ją wyprowadzić i mówić jej do serca" (Oz 2,
16). Bóg wyprowadza człowieka na pustynię z miłości, bo pustynia to Boży dar.
Pustynia realizuje to, o co prosił św. Augustyn mówiąc: "Panie, daj abym
poznał Ciebie i abym poznał siebie".



Symbolika pustyni

Pustynia jako teren geograficzny i jako symbol sytuacji człowieka nie od razu
musi być czymś pełnym w swym wyrazie, kształcie i cechach charakterystycznych.
Pustynia geograficzna pojawia się stopniowo. Jest coraz więcej piasku, coraz
mniej drzew, coraz więcej wydm. Na początku można czasami znaleźć jakąś oazę.
Podobnie jest z tą ludzką pustynią, może być ona pełna, z pełnym ogołoceniem,
z burzą kuszenia i szczególną obecnością miłosiernego Boga, a mogą też pojawić
się w twoim życiu pewne jej elementy. Pustynią w sensie próby wiary, a tym
samym wezwania, aby żyć wiarą, może być każda trudna sytuacja. Mogą to być na
przykład trudności wynikające z naszych relacji z drugim człowiekiem, choroba,
przygniatające cię psychicznie poczucie osamotnienia czy inne bardzo trudne
sytuacje. Pustynią par excellence mogą być trudne, pełne oschłości stany
duchowe, kiedy wydaje ci się, że Bóg jakby odszedł, kiedy nie czujesz Jego
obecności i coraz trudniej jest ci w nią uwierzyć.

Pustynia może być człowiekowi czy jakiejś społeczności "narzucona" przez Boga,
kiedy On sam kogoś w nią wprowadza, ale może być również pustynia z wyboru.
Może być tak, że sam zapragniesz sytuacji pustyni, w której będziesz szukał
ciszy, ogołocenia, obecności Pana. Napotkasz wtedy na niej Przeciwnika, ale
przede wszystkim napotkasz Boga. Będziesz mógł wejść w głąb samego siebie i
odkryć prawdę o sobie, ale jednocześnie odkryjesz to, co najważniejsze, prawdę
o Bogu. Jezus, który przed swoim publicznym wystąpieniem poszedł najpierw na
pustynię, jakby ci mówi: "Patrz, nie jesteś sam, Ja byłem tu przed tobą. Ja
też przez czterdzieści dni byłem głodny i też było mi ciężko. Nigdy nie jesteś
sam. Spróbuj uwierzyć w Moją miłość".

Pustynia może być pustynią o charakterze społecznym i obejmować np. cały naród
i może też być pustynią indywidualną. Jedno jest pewne: Jeżeli wkroczysz w
nią, to zmienisz się. Pewne jest też, że kiedyś musisz w nią wejść. Kiedyś
poprzez wydarzenia wewnętrzne czy zewnętrzne Bóg postawi cię w sytuacji
trudnej, może nawet krańcowej, w której będziesz musiał wybierać. Trzeba, byś
wtedy pamiętał, że jest to łaska - łaska pustyni. Jeżeli zaś teraz jesteś na
tego rodzaju pustyni, to powinieneś być Bogu wdzięczny. Dziękuj mu za to, że
jest ci ciężko, że jesteś chory albo samotny, albo niezrozumiany, a może masz
koszmar w domu czy w pracy albo sam ze sobą nie dajesz sobie rady. Takie
sytuacje to elementy pustyni. Spróbuj zobaczyć, że w tym wszystkim obecny jest
Bóg, który cię kocha.



"Obyś był zimny albo gorący"

Pustynia to miejsce próby, miejsce, w którym dokonuje się polaryzacja postaw.
- Oto czterech serdecznie ze sobą zaprzyjaźnionych studentów wybiera się na
pustynię libijską. Mają zamiar przejechać ją dżipem. Historia ta dzieje się
jak w jakimś filmie. Znaleźli się pierwszy raz na pustyni, wkrótce zaczynają
błądzić, a później następuje dramat - dżip nie wytrzymał, popsuł się, nie
wiedzą, co mają robić dalej, pozostało im tylko czekanie na ewentualną pomoc.
A pustynia, jak wiadomo, przeraża, jest straszna, zwłaszcza gdy nie ma się
żadnych perspektyw. Za dnia upał niemiłosierny, a w nocy ogromne zimno. Do
tego jedzenia jest coraz mniej i jeszcze mniej wody, napięcie więc stale
wzrasta. Resztę wody trzeba podzielić na cztery osoby. Jest jej tak mało, że
wszyscy z napięciem patrzą na ręce rozlewającego. - I stało się. Ręka
rozlewającego, pewnie pod wpływem tych napiętych spojrzeń, zadrżała, trochę
wody rozlało się na piasek. Napięcie i zdenerwowanie współtowarzyszy wyprawy
przerodziło się w niekontrolowaną już agresję - jak mogłeś rozlać, zginiemy
przez ciebie. A potem wszystko potoczyło się jak lawina. Górę wzięły emocje.
Polała się reszta wody, a ciała bijących się przyjaciół zaczęły tarzać się w
piasku. Kiedy wreszcie przyszło opamiętanie, jeden z nich nie mógł już wstać,
zaduszono go. Było to straszne.

To co stało się później, to że pojawił się helikopter, który zabrał ich,
trzech żywych i zwłoki czwartego, było już dla nich właściwie nieważne. Ważne
było to, że pomiędzy nimi stało się coś strasznego, że oni nie byli już tymi
samymi ludźmi. Na tej libijskiej pustyni dokonała się zbrodnia wśród
przyjaciół, którym wcześniej wydawało się, że gotowi są jeden za drugiego
życie oddać.

Sytuacja pustyni ujawnia w człowieku to, co jest w nim głęboko ukryte. Ujawnia
pokłady ludzkich namiętności i zła, ukazujące się najpełniej dopiero w
sytuacjach trudnych. Stąd pustynia ukazuje człowieka, ukazuje prawdę o nim. Na
pustyni człowiek widzi, do czego zdolna jest jego niemoc, grzeszność,
zatwardziałość. Człowiek staje tu twarzą w twarz wobec przerażającej prawdy o
tym, kim jest bez widzialnej mocy Boga. Nagość pustyni obnaża nędzę człowieka,
ukazuje jego nagość, ponieważ odpadają złudzenia i nie ma się gdzie ukryć.
Człowiek może żyć naskórkowo, jakby na powierzchni samego siebie. Dopiero
sytuacje trudne, doświadczenia pustyni zmuszają go do podejmowania decyzji,
ujawniając przy tym głębokie pokłady dobra lub zła.

Pustynia jednak nie tylko ujawnia prawdę o tobie, ona cię wewnętrznie
przemienia, polaryzuje twoje postawy. Dar pustyni pozwoli ci na
przezwyciężenie letniości, ponieważ pustynia przymusza do dokonywania wyborów.
Wybierając zobaczysz, do czego jesteś zdolny i wtedy lepiej poznasz dwie
najważniejsze rzeczywistości: rzeczywistość niepojętej miłości i
nieskończonego miłosierdzia Boga oraz rzeczywistość własnej grzeszności i
bezradności. Dopóki jesteś letnim chrześcijaninem, któremu wszystko się układa
i który nie ma żadnych problemów, dopóty twoja sytuacja widziana w świetle
wiary jest dramatyczna. Wtedy bowiem sam dajesz sobie radę i Bóg przestaje ci
być potrzebny - jest to sytuacja praktycznego ateizmu.

Ostateczny sens wyprowadzania człowieka, narodu czy społeczności na pustynię
ukazują bardzo wyraźnie słowa Apokalipsy: "Znam twoje czyny, że ani zimny, ani
gorący nie jesteś. Obyś był zimny albo gorący! A tak, skoro jesteś letni, ani
gorący, ani zimny, chcę cię wyrzucić z mych ust" (Ap 3, 15-16).

Obserwuj wątek
    • kaczy.i.indyczy Re: Pustynia 02.08.09, 20:05
      Letniość człowieka to dla Boga stan nie do przyjęcia, to właśnie to coś
      obrzydliwego, czego On nie może w tobie znieść i dlatego wcześniej czy później
      musi cię wyprowadzić na pustynię. Sytuacja pustyni polaryzuje nasze postawy,
      sprawia, że człowiek nie może być letni, że musi stać się albo gorący, albo
      zimny. Mojżesz, ten wielki święty Starego Przymierza, uświęcił się na pustyni, i
      nie tylko on. Inni natomiast stali się zbrodniarzami, przestępcami,
      bałwochwalcami. Ojcowie Kościoła stwierdzają, że Bóg wyprowadza na pustynię po
      to, by człowiek albo uwierzył, albo żeby bluźnił - albo wiara, albo
      bluźnierstwo, ale nie letniość. Tak było na pustyni biblijnej. Wielu bluźniło
      Bogu, a inni uświęcili się. Dar pustyni nie pozwala na trwanie w postawie
      ateizmu praktycznego.

      Sytuacja pustyni pozwoli ci zrozumieć, jak bezsensowny jest wszelki sąd jednego
      człowieka o drugim. Będzie pomagała ci w zwalczaniu wszelkiego twojego sądu o
      innych. - Cóż bowiem wiesz o tym kimś, kogo napotykasz na swojej drodze i w kim
      może widzisz wiele zła. Przecież istotna jest jego sytuacja egzystencjalna.
      Przecież on może być w okresie doświadczeń, może być na etapie pustyni. Wszelki
      więc sąd o drugim człowieku należy zawiesić.

      Pustynia to miejsce uprzywilejowane dla szatana, ponieważ człowiek jest wówczas
      słaby i łatwiej ulega pokusom. Szatan wykorzystuje tę sytuację. Pustynia może
      zwiększać tym samym możliwość buntu. Na pustyni, przez którą przechodził naród
      wybrany, było szczególne kuszenie i bunty, były sytuacje dramatyczne, wyrażające
      takie odejście od Boga, jak kult złotego cielca.

      Człowiek na pustyni zmienia się, staje się inny, ponieważ następuje tu
      zdecydowana polaryzacja postaw. Staje się więc albo lepszy, albo gorszy. Może
      stać się zbrodniarzem, ale może też stać się świętym.



      Pustynia miejscem ogołocenia

      Biblijna symbolika pustyni wiąże się par excellence z powołaniem narodu
      wybranego do wyjścia z Egiptu i wkroczenia do Ziemi Obiecanej. Droga z Egiptu do
      Kanaan liczy około czterystu kilometrów. Nawet wielotysięczna karawana mogła ją
      przebyć w dwa lub trzy tygodnie. Tymczasem wędrówka narodu wybranego trwała
      czterdzieści lat. Bóg, powołując swój lud na pustynię, niejako zmuszał go do
      wyzbycia się pewności siebie i poddania surowemu życiu; do poddania się
      koniecznemu na drodze wiary procesowi ogołocenia i do całkowitego zawierzenia Bogu.

      Pustynia to przede wszystkim symbol ogołocenia. Człowiek staje wobec
      nieograniczoności nieba, nieograniczoności piasku i wobec samego siebie.
      Wszystko jest tu sprowadzone do elementów istotnych i niezbędnych - przestrzeń,
      niebo, ziemia, piasek, Bóg i sam człowiek. Wejście na pustynię oznacza
      ogołocenie z rzeczy podstawowych; występuje głód i pragnienie tak fizyczne, jak
      i duchowe. Ogołocenie, które rodzi głód i pragnienie, sprawia, że między głodem
      i pragnieniem fizycznym a duchowym występują ścisłe powiązania. To te trudności
      powodują, że do głosu dochodzi to, co ukryte jest w człowieku gdzieś bardzo głęboko.

      Pustynia jest miejscem i czasem odrywania się od przywiązań, od własnych
      systemów zabezpieczeń. Człowiek wędrujący przez pustynię nie ma nic - jego
      sytuacja życiowa jest stale niepewna, nie ma żadnych zabezpieczeń, wszystkiego
      mu brakuje. Ci, którzy przechodzą przez pustynię, doświadczają konieczności
      poprzestawania na tym, co otrzymają od Boga i oczekiwania wszystkiego od Niego,
      doświadczają konieczności oparcia się wyłącznie na Bogu, ponieważ Bóg chce
      stawać się dla wędrującego przez pustynię wszystkim.

      Wędrujący naród, który na pustyni otrzymał od Boga cudowną mannę, nie może jej
      zbierać na zapas. Musi każdego dnia na nowo wierzyć, że manna spadnie. Musi
      wierzyć, że Bóg opiekuje się nim nieustannie. Pustynia jest więc miejscem
      narodzin wiary. Wiara zaś pogłębia się na miarę ogołocenia. Bóg przenika
      człowieka tym bardziej, im bardziej on siebie ogołaca, im bardziej pragnie
      odpowiedzieć na Boże wezwanie i otworzyć się na miłość, której doświadcza.

      Im bardziej człowiek pozwoli się ogołocić ze swojego "ja" i z własnych
      zabezpieczeń, tym bardziej Bóg może w niego zstąpić i stać się dla niego jedynym
      oparciem. Kiedy pogłębiają się wzajemne, tajemnicze relacje między Bogiem i
      człowiekiem, Bóg domaga się coraz większego ogołocenia, które jest naglącym
      wołaniem o coraz większy dar z siebie. On oczekuje, że ten, kto kocha Go, będzie
      chciał przekraczać swoje czysto ludzkie możliwości, że zgodzi się na całkowite
      ogołocenie z tego, czym jest i co posiada, by stawać się Jego znakiem, by Bóg
      stawał się w nim żywą obecnością w świecie.

      Pustynia to miejsce rodzenia się wiary coraz bardziej dynamicznej, takiej która
      przekształca życie człowieka. Na pustyni Bóg oczekuje, że człowiek letni,
      człowiek małej wiary stanie się żarliwym w wierze i poddaniu się Panu. Dzięki
      temu, że na pustyni nastąpiło ogołocenie ludu, doszło tam właśnie do zawarcia
      Przymierza, do zaślubin między Izraelem a Bogiem, kiedy to Bóg stał się darem
      dla ludu, a lud przyrzekł swój dar wierności Bogu.

      Pustynia - doświadczenie miłości Boga

      Ogołocenie, jakiego człowiek doznaje na pustyni, i poznanie prawdy o sobie
      pozwala mu jednocześnie poznać prawdę o Bogu, który jest miłością, doświadczyć
      szczególnej Jego obecności i Jego mocy, a nade wszystko pozwala mu doświadczyć
      Jego miłosierdzia. Bóg bowiem na grzech i słabość człowieka odpowiada miłością i
      ojcowską troską. Ludowi, który buntuje się i grzeszy, odpowiada cudem manny i
      cudem tak bardzo mu wtedy potrzebnej wody. Bóg mimo ludzkiego zła, które na
      pustyni wyraźniej się ujawnia, jest na niej obecny w sposób szczególny. Naród
      wybrany był przez Niego prowadzony. Bóg był widoczny a zarazem ukryty w obłoku i
      w ogniu. Obłok, który wskazywał na obecność Boga, jednocześnie Go ukrywał. Był
      dla Izraelitów zarazem światłem i ciemnością, symbolizował bliskość i
      niedostępność Boga.

      Bóg wyprowadził na pustynię niezorganizowany tłum, ale ci, którzy ją przeszli,
      stanowili już naród związany z Bogiem poprzez Przymierze - to byli inni ludzie.
      Celem pustyni jest formacja człowieka, umocnienie jego wiary, eliminowanie
      bylejakości, kształtowanie prawdziwych uczniów Chrystusa. Naród wybrany wszedł
      do Ziemi Obiecanej jako społeczność niewielka, ale bogata w doświadczenia
      pustyni. W grozach i błyskawicach doświadczył Boga, a jednocześnie doświadczył
      własnej słabości i własnego upadku. Doświadczył niezwykle wyraźnie własnej nędzy
      i dlatego tak bardzo doświadczył miłosierdzia Boga.

      Na pustyni poznajesz Boga, który nigdy cię nie opuszcza. To prawda, że Bóg na
      pustyni ukrywa się, ale w rzeczywistości właśnie wtedy jest bardzo blisko
      ciebie. Nigdy nie jest tak blisko, jak wtedy. Czeka tylko na twoją wiarę, czeka,
      byś z wiarą wyciągnął ku Niemu swoje ramiona.

      Naród wybrany odkrył we własnej słabości prawdziwą tajemnicę Boga. Jeśli
      doświadczasz swojej słabości, to jesteś wzywany przez Boga, byś rzucił się w
      ramiona Jego miłosierdzia. Pustynia jest po to, byś zwrócił się ku Temu, który
      jest samym miłosierdziem.

      Doświadczenie pustyni pomoże ci odkryć potrzebę Boga i poznać swoją całkowitą
      zależność od Niego. W tym bowiem czasie, kiedy przeżywasz bardzo trudne godziny
      zniechęcenia, pokus i ciemności, lepiej uświadomisz sobie własną bezradność i
      niemoc. Kiedy odkryjesz prawdę o sobie i będziesz prosił Boga o przebaczenie,
      napotkasz, podobnie jak syn marnotrawny, tę wielką czułość Ojca i tę niezwykłą
      radość z twojego powrotu. Będziesz mógł spojrzeć w Jego oczy pełne miłości. Bóg
      przebaczając ci, będzie jednocześnie budował w tobie pokorę.



      • kaczy.i.indyczy Re: Pustynia 02.08.09, 20:05
        Pustynia nie jest ojczyzną, jest tylko szlakiem, jest drogą ku poznaniu
        miłosiernej miłości Boga. Wszyscy, którzy szukają Boga, muszą przez nią przejść,
        ponieważ doświadczenie pustyni ma ścisły związek z pogłębieniem naszej wiary w
        Jego miłosierdzie.

        Pustynia jest czasem formacji człowieka zgodnie z zasadą, że tylko to, co
        trudne, co stawia opór, kształtuje człowieka. Twoja rodząca się wówczas miłość
        ku Bogu powinna stać się ostatecznie komunią z Bogiem. "Kochać Boga - powie św.
        Jan od Krzyża - to ogołocić się dla Niego ze wszystkiego, co nie jest Bogiem"
        (Droga na Górę Karmel II, 5, 7). Pustynia jest nie tylko miejscem rodzenia się
        naszej wiary, ale w ostatecznej konsekwencji staje się ojczyzną kontemplacji.

        Na pustyni swojego życia spotkasz zawsze Maryję. Ona będzie przy tobie, będzie
        patrzeć na ciebie z macierzyńską troską. Ta, która jest pośredniczką łask,
        pośredniczką miłosierdzia, będzie za tobą orędować. Będzie oczekiwać z
        przejęciem na to, czy wypowiesz za Jej przykładem swoje "fiat", czy powiesz
        swoje "tak", czy zobaczysz w przeżywanych sytuacjach Boga. Naród wybrany nie
        miał Maryi. Ty ją masz, dlatego nigdy nie będziesz szedł sam. Ona, która
        przeżyła tyle trudnych chwil, będzie szła przed tobą. Będzie dla ciebie
        światłem, będzie ci pokazywała drogę do swojego Syna. Twoje pustynne ciemności
        będą prześwietlone Jej obecnością.
        • kaczy.i.indyczy Re: Pustynia 02.08.09, 20:13
          (...)

          W życiu św. Teresy od Dzieciątka Jezus szczególną rolę odegrało dwóch wielkich
          grzeszników. Jeden pojawił się w czternastym roku jej życia. Był nim zabójca
          trzech osób, Pranzini, który mimo wyroku śmierci nie okazywał żadnej skruchy.
          Teresa nie mogła pogodzić się z myślą, że może on umrzeć bez pojednania z
          Bogiem. Przez półtora miesiąca wszystkie swoje modlitwy i cierpienia
          ofiarowywała za Pranziniego. I otrzymała od Boga znak: ten wielki grzesznik w
          ostatniej chwili przed śmiercią chwycił krucyfiks i ucałował trzykrotnie rany
          Zbawiciela. Kiedy Teresa dowiedziała się o tym, pełna wzruszenia powiedziała do
          Celiny: To mój pierwszy syn. Ta, która już w czternastym roku życia miała tak
          wyraźne pojęcie macierzyństwa duchowego, napisze później: "Jedynie cierpienie
          może rodzić dusze dla Jezusa" (L. Cel. 8 VII 1891). Pranzini był prototypem
          wszystkich grzeszników, za których Teresa chciała modlić się w sposób szczególny
          i za których chciała ofiarować swoje cierpienie. Ona wiedziała, że modlitwa może
          nie wystarczyć, że na szalę - za zbawienie dusz - trzeba składać Bogu największy
          dar, własne cierpienie.

          Druga postać wielkiego grzesznika, w myśl wyznań św. Teresy jeszcze bardziej
          dramatyczna, to o. Hyacinthe Loyson. W autobiografii, w listach Teresy ani w
          "Dziejach duszy" nazwisko to nigdy nie pada. Dwukrotnie tylko w listach do
          Celiny mówi ona o "pewnej lilii zwiędniętej i skalanej" i o "wielkim winowajcy"
          (L. Cel. 2 IV 1891; 8 VII 1891). O jej pragnieniu uratowania tej duszy
          dowiadujemy się z aktów procesu beatyfikacyjnego i kanonizacyjnego. Hyacinthe
          Loyson, karmelita bosy, przełożony domu w Paryżu, był świetnym, niezwykle
          inteligentnym mówcą. Jego konferencje poruszały słuchaczy w całej Francji, nawet
          Papież gratulował mu sukcesów. W pewnym jednak momencie ten wybitny kapłan z
          wielkiego kaznodziei stał się apostatą, i to apostatą wojującym. Zaczął
          przemierzać diecezje Francji i mimo licznych protestów głosił, że Kościół
          odszedł od prawdziwej Ewangelii. Walczył tak z Kościołem przez czterdzieści trzy
          lata. Walka ta była dla klasztoru w Lisieux czymś przerażającym, tak że nikt tam
          nie ośmielił się wymienić jego imienia. Wprost nie mówiło się o nim nigdy,
          dlatego jego nazwisko nie pojawi się też w pismach św. Teresy, ofiarowującej
          przez dziewięć lat swoje modlitwy i cierpienia w jego intencji. W przypadku
          Pranziniego wystarczyło półtora miesiąca, a tu dziewięć lat - i jakby nie
          wystarczało. Ojciec Loyson zostaje ekskomunikowany, później napisze jeszcze
          otwarty list oskarżający Kościół i Karmel. Wywołało to wielkie protesty i
          gwałtowne oburzenie. Teresa jednak nie traci nadziei. Z biciem serca powie do
          Celiny, że jego nawrócenie jest głównym jej pragnieniem. "Celinko droga - pisze
          w jednym z listów - to wielki winowajca, większy może winowajca niż jakikolwiek
          grzesznik dotychczas nawrócony, ale czyż Jezus nie może sprawić, by stało się
          coś, czego dotąd nigdy jeszcze nie dokonał, a gdyby tego nie pragnął, czyżby
          obudził w sercach swoich małych oblubienic pragnienie nieziszczalne?" (L. Cel. 8
          VII 1891). To jest ta jej często podkreślana teza, że jeżeli Jezus daje nam
          pragnienie czegoś, to nie po to, by tego nie spełnić. "Nie, to jest całkiem
          pewne - pisze - że On bardziej niż my pragnie doprowadzić na powrót do owczarni
          tę biedną, zbłąkaną owieczkę. Nadejdzie dzień, gdy on przejrzy" (tamże).

          Kiedy analizujemy wiarę św. Teresy, stwierdzamy, że była to wiara, która jest
          pewnością. Ona wie, że Hyacinthe Loyson nawróci się. "Nie ustawajmy w modlitwach
          - pisze - ufnością osiągnąć można cudowne rezultaty. Ofiarujmy zasługi naszego
          Oblubieńca Ojcu naszemu, który jest w niebie, aby jeden z braci naszych, syn
          Najświętszej Maryi Panny, powrócił zwyciężony schronić się pod płaszcz
          najmiłosierniejszej spośród Matek" (tamże). Teresa tak bardzo pragnie uratować
          duszę tego kapłana, że ostatnią swoją Komunię św. ofiaruje w jego intencji.
          Umiera ze świadomością, że o. Hyacinthe Loyson nie nawrócił się, ale to nie
          podważyło pewności jej wiary. Kapłan ten umrze w piętnaście lat po jej śmierci,
          w wieku osiemdziesięciu pięciu lat. Jezus tak kochał Teresę, że tym razem już
          nie musiał dawać jej znaku. Wiedział, że ona nie przestanie wierzyć w to
          nawrócenie. Kiedy w 1912 roku o. Loyson umierał, nie było przy nim kapłana
          katolickiego i nie było spowiedzi. Wiadomo jednak, że przed śmiercią otrzymał on
          rękopis "Dziejów duszy" i że przeczytał jednym tchem "Pisma" św. Teresy, które
          określił jako "szalone i wstrząsające". Podczas jego bardzo ciężkiego konania
          obecni przy nim słyszeli powtarzane słowa: "O mój cichy Jezu". Ten ostatni akt
          miłości skierowany do Jezusa pozwala przypuszczać, że o. Hyacinthe został
          uratowany - dzięki modlitwom i cierpieniom Teresy. To również jej duchowy syn.

          "Jedynie cierpienie może rodzić dusze dla Jezusa". To stwierdzenie św. Teresy
          ukazuje, na czym polega macierzyństwo duchowe. Matka to ta, która daje życie i
          która to życie podtrzymuje. Człowiek boi się cierpienia, ale przecież nikt z nas
          nie może się od niego uwolnić, tak jak nie możemy uwolnić się od ciężaru dnia
          codziennego. Nasze cierpienia i trudy mogą być jednak zmarnowane. Dopiero ich
          akceptacja i połączenie z krzyżem Jezusa pozwoli nam wkroczyć w niezwykłą
          tajemnicę macierzyństwa duchowego. Macierzyństwo takie jest na mocy uczestnictwa
          w królewskim kapłaństwie wiernych naszym powołaniem. Mamy zdobywać i rodzić
          dusze dla Jezusa. Pomyśl, ile jest w twoim życiu rzeczy trudnych: może brak
          zdrowia, konflikt domowy, niesforne dzieci, jakiś przygniatający cię ciężar
          duchowy. Mogą to być nawet rzeczy drobne, ale jeżeli są przyjęte i ofiarowane,
          sprawiają, że uczestniczysz w macierzyństwie duchowym Kościoła, że rodzisz dusze
          dla Chrystusa. Nie ma nic ważniejszego nad to. Może się to dokonywać przez
          apostolstwo słowa i modlitwy, ale cierpienie jest środkiem najskuteczniejszym,
          co więcej jest najskuteczniejszą formą apostołowania, bo w nim jest najwięcej
          ogołocenia (środek ubogi), najmniej ciebie samego, a najwięcej Chrystusa - w nim
          najbardziej rozpina się krzyż.
          • kaczy.i.indyczy Zwycięstwo przez wiarę 02.08.09, 20:16
            Klasycznym tekstem biblijnym ukazującym w świetle wiary wartość i sens środków
            ubogich jest scena walki z Amalekitami. W czasie przejścia przez pustynię, w
            drodze do Ziemi Obiecanej, dochodzi do walki pomiędzy Izraelitami a
            kontrolującymi szlaki pustyni Amalekitami (zob. Wj 17, 8-13). Mojżesz to Boży
            człowiek, który wie, w jaki sposób może zapewnić swoim wojskom zwycięstwo. Gdyby
            był strategiem myślącym jedynie po ludzku, stanąłby sam na czele walczących, tak
            jak to zwykle bywa w strategii. Przecież swoją postawą na pewno by ich pociągał,
            tak byli wpatrzeni w niego. On zaś zrobił coś, co z punktu widzenia strategii
            wojskowej było absurdalne - wycofał się, zostawił wojsko pod wodzą swego
            zastępcy Jozuego, a sam odszedł na wzgórze, by tam się modlić. Wiedział on,
            człowiek Boży, człowiek modlitwy, kto decyduje o losach świata i o losach jego
            narodu. Stąd te wyciągnięte na szczycie wzgórza w geście wiary ramiona Mojżesza.
            Między nim a doliną, gdzie toczy się walka, jest ścisła łączność. Kiedy ręce mu
            mdleją, to jego wojsko cofa się. On wie, co to znaczy - Bóg chce, aby on wciąż
            wysilał się, by stale wyciągał ręce do Pana. Gdy ręce zupełnie drętwiały,
            towarzyszący Mojżeszowi Aaron i Chur podtrzymywali je. Przez cały więc dzień ten
            gest wyciągniętych do Pana rąk towarzyszył walce Izraelitów, a kiedy przyszedł
            wieczór, zwycięstwo było po ich stronie. To jednak nie Jozue zwyciężył, nie jego
            wojsko walczące na dole odniosło zwycięstwo - to tam, na wzgórzu, zwyciężył
            Mojżesz, zwyciężyła jego wiara.

            Gdyby ta scena miała powtórzyć się w naszych czasach, wówczas uwaga
            dziennikarzy, kamery telewizyjne, światła reflektorów skierowane byłyby tam,
            gdzie Jozue walczy. Wydawałoby się nam, że to tam się wszystko decyduje. Kto z
            nas próbowałby patrzeć na samotnego, modlącego się gdzieś człowieka? A to ten
            samotny człowiek zwycięża, ponieważ Bóg zwycięża przez jego wiarę.

            Wyciągnięte do góry ręce Mojżesza są symbolem, one mówią, że to Bóg rozstrzyga o
            wszystkim. - Ty tam jesteś, który rządzisz, od Ciebie wszystko zależy. Ludzkiej
            szansy może być śmiesznie mało, ale dla Ciebie, Boże, nie ma rzeczy
            niemożliwych. Gest wyciągniętych dłoni, tych mdlejących rąk, to gest wiary, to
            ubogi środek wyrażający szaleństwo wiary w nieskończoną moc i nieskończoną
            miłość Pana.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka