roman.g
18.09.05, 12:32
Kopia artykułu z Prezglady nr 36 autorstwa Tomasza Syguta:
www.przeglad-tygodnik.pl/index.php?site=artykul&id=9420
Czy po wyborach prawicowa koalicja zajmie się
likwidacją województw?
Dziewięć zamiast szesnastu? A może osiem lub dwanaście? Czy targi wokół
liczby województw, jakie przed siedmioma laty wywołały polityczną burzę, znów
staną się naszym udziałem? Niewykluczone. Od kilku tygodni gazety regionalne
piszą,
że Platforma Obywatelska, która szykuje się do przejęcia władzy, mu już
gotowe nowe koncepcje podziału administracyjnego kraju. Wynika z nich, że po
wyborach z mapy Polski znikną co najmniej cztery obecne województwa. Plan
strategiczny zaś zakłada utworzenie ośmiu bądź dziewięciu dużych regionów
skupionych wokół największych polskich miast.
Liderzy PO wszystkiemu zaprzeczają, ale jednocześnie przyznają, że... w
Polsce
powinno funkcjonować co najwyżej dziewięć województw. Od dawna wiadomo też,
że
ambicją Platformy jest zdobycie wpływów w samorządach. A tym samym dostanie
się
do miejsc, gdzie są rozdzielane pieniądze z Brukseli.
Pomysł administracyjnego demontażu ma wielu zwolenników również w partii
braci
Kaczyńskich (PiS). Które województwa znikną z mapy Polski? Komu prawicowi
architekci przygotowali największe powyborcze niespodzianki?
Przedwyborcze dementi
O planie administracyjnym PO wiadomo niewiele. Prawdopodobnie powstał jeszcze
przed wakacjami, a większość pomysłów kryje się w dokumencie "Reorganizacja
administracji państwowej i samorządowej". Jak informuje prasa lokalna, a co
potwierdzają marszałkowie kilku województw, jego ramy powstawały w zespole
pod
kierownictwem prof. Michała Kuleszy, jednego z głównych architektów AWS-
owskej
reformy administracyjnej z 1998 r.
Zdaniem osób blisko związanych z Platformą, z planu jasno wynika, że w Polsce
powinno funkcjonować od ośmiu do dwunastu dużych regionów. Projekt zakłada
również likwidację części powiatów oraz bezpośrednie wybory marszałków i
starostów. Po wyborach PO zamierza wprowadzać go w życie.
Na cenzurowanym znalazły się te regiony, których siedem lat temu nie było na
pierwotnej AWS-owskiej mapie Polski. Ich funkcjonowanie wywalczone zostało w
protestach społecznych. Zapowiedzi majstrowania przy mapie z niepokojem
obserwują mieszkańcy Opolskiego, Lubuskiego, Kujawsko-Pomorskiego oraz
Świętokrzyskiego.
Likwidacja tych czterech województw i w efekcie utworzenie dwunastu regionów
na
administracyjnej mapie kraju to plan minimum. Kujawsko-Pomorskie znalazłoby
się
w Pomorskiem, a Świętokrzyskie pożeniono by z Małopolskiem. Opolskie i
Lubuskie
natomiast czeka najprawdopodobniej rozbiór - w przypadku pierwszego na
Dolnośląskie i Śląskie, drugiego na Wielkopolskie i Dolnośląskie.
O wiele większe zmiany pociąga za sobą koncepcja wprowadzenia ośmiu regionów.
Jej skutkiem byłby w zasadzie całkowity demontaż obecnego podziału
administracyjnego. Osiem dużych regionów utworzonych zostałoby wokół
Warszawy,
Krakowa, Poznania, Wrocławia, Katowic, Szczecina, Gdańska i
najprawdopodobniej
Lublina.
W koncepcji dziewięciu regionów pod uwagę bierze się wydzielenie z Mazowsza
odrębnego województwa warszawskiego.
Zdaniem dobrze poinformowanych, za nowym podziałem administracyjnym
opowiadają
się ludzie z otoczenia Jana Rokity. Pomysł ma też błogosławieństwo Donalda
Tuska. Najaktywniej zaś nowe rozwiązania forsują wspierające Platformę
środowiska biznesowe.
Dziś PO robi wszystko, by jej administracyjne plany nie stały się głównym
tematem przedwyborczych dyskusji. Tusk zdaje sobie sprawę, że spekulacje,
które
województwo zostanie, a dla którego zabraknie miejsca, dodatkowych głosów w
wyborach Platformie nie dostarczą.
Przeciwnie. Mimo upływu siedmiu lat dobrze pamiętamy, jakie zamieszanie
spowodowała sztandarowa reforma rządu premiera Buzka.
Wpływy w regionach za wszelką cenę
Waldemar Achramowicz, marszałek województwa kujawsko-pomorskiego, po raz
pierwszy o administracyjnych planach PO usłyszał kilka tygodni temu. -
Przyjęliśmy propozycje Platformy z wielkim oburzeniem. Wspólnie z
mieszkańcami
dziwimy się, że partia, która głosi hasła tańszego państwa, proponuje zmiany
generujące tak olbrzymie koszty. Osobiście traktuję ten pomysł w kategoriach
polityczno-propagandowych. Najpierw proponowałbym zobaczyć, jak to, co siedem
lat temu się zaproponowało, funkcjonuje, a potem dopiero kreślić zmiany -
twierdzi Achramowicz.
Nie rozumie, dlaczego struktury, które coraz efektywniej sobie radzą, trzeba
reorganizować. A przy okazji burzyć społeczne więzi. Zapowiedzi PO traktuje
jednak poważnie. - Nie wierzę w usilne ostatnio dementowanie przez Platformę
administracyjnych pomysłów i odcinanie się od nich. Lokalni działacze PO
potwierdzają, że partia prowadzi rozmowy z prof. Kuleszą na temat wdrożenia
koncepcji dużych regionów.
29 sierpnia na sejmiku w Kujawsko-Pomorskiem stanął wniosek, by w formie
wspólnej uchwały wyrazić niepokój i sprzeciw wobec planów zmian
administracyjnych. Działacze PO, PiS i LPR petycji nie poparli. - Dla mnie to
bardzo czytelny sygnał. W ten sposób koledzy dali wyraz faktycznym poglądom,
jakie w tej sprawie obowiązują w ich ugrupowaniach - uważa Achramowicz.
W ostatnich dniach stanowisko PO wobec reformy administracji jest co najmniej
dwuznaczne. Donald Tusk na konwencjach wyborczych uspokaja, że Platforma nie
przewiduje likwidacji województw. Jednocześnie przyznaje, że... jego
osobistym
zdaniem, powinno ich być co najwyżej dziewięć.
Waldy Dzikowski, który w Platformie odpowiada za sprawy samorządowe,
zapewnia,
że jego partia nie będzie odgórnie ustalać liczby województw. - Przynajmniej
na
tym etapie - dodaje.
Jan Krawiec kandydujący na posła z listy lubuskiej PO jako główne hasło
swojej
kampanii wysunął... obronę województwa lubuskiego: - Jest wiele sygnałów
świadczących o pokusach likwidacji części województw. Dlatego powstał pomysł
na "Ratujmy lubuskie".
Zakusy Platformy na majstrowanie przy administracyjnym podziale Polski mają
głębsze podłoże. - PO od dłuższego czasu choruje na brak wpływów w
samorządach.
Dlatego kombinuje, w jaki sposób wywrócić wszystko do góry nogami i dostać
się
do miejsc, gdzie rozdzielane są duże pieniądze.
Gra toczy się przede wszystkim o środki finansowe z Brukseli - uważa Witold
Gintowt-Dziewałtowski, poseł SLD, członek sejmowej Komisji Samorządu
Terytorialnego i Polityki Regionalnej.
Utworzenie dużych regionów ze stolicami w największych miastach Polski byłoby
też ukłonem partii w stronę swoich sympatyków. A to właśnie w dużych miastach
PO cieszy się największym poparciem. - Wielcy chcą być więksi i żywić się
kosztem mniejszych - mówił w "Trybunie" lokalny działacz PO.
Ta koncepcja jest też ukłonem w stronę środowisk biznesowych wspierających
Platformę. Jest nią też pomysł wydzielenia z Mazowieckiego Warszawy jako
oddzielnego województwa. - W ten sposób mielibyśmy przesadnie bogatą Warszawę
i
biedniejsze Mazowsze. Dla przedsiębiorców to korzystne rozwiązanie. Interesy
robiliby w stolicy, a na Mazowszu lokowali swoje firmy i płacili podatki -
twierdzi Gintowt-Dziewałtowski.
Reforma administracyjna może być też dla Platformy szansą na zrealizowanie
politycznego manewru. - Nawet na fali ewentualnego sukcesu w wyborach
parlamentarnych trudno będzie powtórzyć ten wynik w wyborach samorządowych.
Dlatego przy korektach granic względy polityczne mogą mieć duże znaczenie.
Np.
Kujawsko-Pomorskie, gdzie od lat dużym poparciem cieszy się lewica, połączy
się
z Pomorskiem, z Gdańskiem i Gdynią, w których wielu zwolenników ma PO.
Podobny
scenariusz można przećwiczyć w przypadku pożenienia Lubuskiego i
Wielkopolski -
tłumaczy śląski samorządowiec.
Skazani na peryferie
Uważnych obserwatorów polskiej sceny politycznej zapowie