Gość: Klin
IP: *.miraco.pl
22.09.01, 20:56
Terroryzm jest pojęciem dobrze zdefiniowanym. Jako najpodlejsza forma agresji
jest powszechnie potępiany i doczekał się specjalnego statusu wśród innych
zbrodniczych czynów. W sferze moralnej świat cywilizowany dopracował się
pewnych zasad zwalczania terroryzmu, adekwatnych do stopnia zagrożenia. Nawet w
krajach, w których nie ma kary śmierci, istnieje przyzwolenie na pozbawienie
terrorysty życia w przypadku, gdy zachodzi uzasadnione przypuszczenie
(niekoniecznie pewność), że inne środki nie będą skuteczne. Z terrorystą się
nie negocjuje, do terrorysty się strzela. Wynika to z fundamentalnej zasady, że
DLA AKTU TERRORU NIE MA USPRAWIEDLIWIENIA. Żadne przesłanki, choćby na pozór
logiczne, nie mogą uzasadniać podjęcia działań terrorystycznych.
Jeśli znajdziemy aktowi terroru jakiekolwiek usprawiedliwienie, tym samym
oswoimy się z nim i zaakceptujemy jako pełnoprawny składnik rzeczywistości.
Tragedia w Nowym Jorku nie ma przyczyny. Jest pozbawionym jakiegokolwiek sensu
wybuchem ludzkiej nienawiści. Szukanie przyczyn tego wydarzenia jest,
eufemistycznie rzecz ujmując, etycznie nie do przyjęcia. Dlatego, gdy ktoś
powie "to smutne, ale sami są sobie winni", spotka się z wyrazami protestu i
odrazy. Rozumieją to nawet głowy państw i przywódcy narodów, które nie mają
powodu kochać Amerykanów, a być może głęboko chowają swoją niekłamaną do nich
nienawiść. Znamienne jest, że pierwsze reakcje na całym świecie były w tym
samym tonie, włączając w to Putina, Arafata i nawet talibów. Jedynym, który
otwarcie dał upust swojej satysfakcji był Saddam Husajn.
Nie mogę spokojnie przyjąć do wiadomości, że niewyobrażalna tragedia kilku
tysięcy ludzi jest "ceną" za cokolwiek. Wówczas musiałbym przyznać temu
haniebnemu czynowi status aktu sprawiedliwości dziejowej. Myśl ta jest dla mnie
odrażająca.
Nie potrafię zaakceptować jakiegokolwiek usprawiedliwienia tego ataku. Ani tym,
że Stany Zjednoczone prowadziły wrogą politykę wobec państw islamskich. Ani
tym, że stanęły w obronie bośniackich muzułmanów. Z tym, że ten drugi "wniosek"
jest zupełnie absurdalny. Podobnie, jak twierdzenie, że Stany Zjednoczone
toczyły kiedykolwiek wojny religijne.
Nie chciałbym brnąć w dyskusję o skuteczności polityki zagranicznej
największego na świecie mocarstwa. Wiem jednak, że termin "żandarm świata"
został użyty po raz pierwszy przez prezydenta Clintona, który oświadczył, że
Stany Zjednoczone nie są i nie chcą być żandarmem świata. Tłumaczył w ten
sposób oficjalne stanowisko USA, które polegało na tym, że Stany użyją siły
militarnej tylko w obronie własnych interesów, natomiast nie chcą i nie mogą
być ogólnoświatowym arbitrem. Gdy słyszę, że Stany Zjednoczone powinny
zweryfikować swoją politykę wobec islamu, przechodzą mnie dreszcze i włos mi
się jeży na głowie, bo wyobrażam sobie największą w dziejach machinę do
zabijania, zaangażowną w religijną krucjatę. Nie potrafię sobie wyobrazić nic
straszniejszego. Pociesza mnie, że nie każdy może zostać doradcą prezydenta USA.