dubitando
14.01.06, 11:30
"Przegrało germanofilstwo!
Przegrana wyborcza Tuska to przede wszystkim uratowanie Polski przed
triumfem "stronnictwa pruskiego" i germanofilstwa. Małe znaczenie miało to,
czy dziadek Tuska służył w Wehrmachcie czy nie. Chodziło o postawę samego
Tuska na dziś, jego wyraźny brak chęci do twardego, jednoznacznego stawiania
naszych interesów w rozmowach z wielkim sąsiadem zachodnim. Sąsiadem, który
od lat prowadzi wobec nas nieczystą grę, wykorzystując służalstwo dużej
części naszych elit politycznych. Aż nadto wiele faktów, ze sławetnym
gazociągiem na dnie Bałtyku, dowodzi, że coraz wyraźniej mamy do czynienia
z "kiczem pojednania" zamiast tak opiewanego przez Geremka i Kwaśniewskiego
rzekomego "cudu pojednania". W tym kontekście od dawna szczególny niepokój
budziło lizusowskie germanofilstwo Donalda Tuska. Ciekawe, że zwrócił na to
uwagę nawet publicysta sprzyjającego PO tygodnika "Wprost", Maciej Rybiński.
W numerze z 2005 r. ukazał się jego tekst ubolewający nad postawą Tuska,
gotowego do "przytulenia każdego" i wychodzącego z "programem uległości
powszechnej" w sprawach zagranicznych, gotowości do rozmawiania nawet z
takimi naszymi wrogami jak Erika Steinbach. Z kolei Janusz Korwin-Mikke
przypomniał w "Najwyższym Czasie" z 22 października 2005 r., że "poprzednia
partia p. Tuska, Kongres Liberalno-Demokratyczny, była przez Niemców
popierana, a kwartalnik 'środowiska gdańskich literałów', czyli 'Przegląd
Polityczny' był po prostu przez nich finansowany! Dwie fundacje niemieckie -
Eberta i Adenauera - popierają niemieccy politycy! Przy tym wcale nie musi to
oznaczać, że p. Tusk jest jakimś agentem BND czy agentem wpływu RFN. Nie - to
może oznaczać tylko tyle, że Niemcy czują, iż jest to polityk miękki w
stosunku do Niemiec, sympatyzuje z Niemcami, więc forują go po cichu, ale
konsekwentnie".
Niedawno w "Naszym Dzienniku" przypomniano żarliwość, z jaką Tusk gardłował w
1992 r. na temat potrzeby autonomii kaszubskiej, rozwijając szkodliwe wizje
regionalizacji Polski. Ciekawe, ile mu z tych marzeń o Polsce regionów
pozostało? Tusk powoływał się wielokrotnie na swe przywiązanie do
kaszubskości. Na przykład w "Polityce" z 3 sierpnia 2002 r. akcentował: "Moi
przodkowie i po mieczu, i kądzieli pochodzą z Kaszub. Świadczy o tym także
nazwisko. Na Kaszubach jest bardzo dużo Tusków, chociaż mniej ludzi, a więcej
psów. Tak nazywano małe kundle używane do pilnowania owiec". Tyle że
kaszubskość Tuska, o dziwo, jakoś łączyła się u niego z niechęcią do
polskości (np. zdanie "Polskość to nienormalność"). I to właśnie go różniło
od postawy większości Kaszubów, którzy woleli powtarzać słynne słowa: "Nie ma
Kaszub bez Polski i Polski bez Kaszub", identyfikując się z odrzucaną przez
Tuska polskością."
prof. Jerzy Robert Nowak