Gość: Rico IP: *.ipub.pl 13.01.03, 16:01 Uwłaszczona czerwona nomenklatura skoczyła sobie do gardła.www.rp.pl Odpowiedz Link Zgłoś Obserwuj wątek Podgląd Opublikuj
Gość: Ignacy Re: RYWINGATE c.d IP: *.dzonkow.sdi.tpnet.pl 13.01.03, 22:21 Ludzie czy ja śnię ? Nie ,przeczytałem artykuł.Przez chwilę wydawało mi sie ,że to coś w stylu Jeffreya Archera tzw.political-fiction ,powieści z kluczem,tylko że klucz ktoś podp.tzn.nie klucz a taśmy.J powiadają śmiech to zdrowie. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: rico Re: RYWINGATE c.d IP: *.zgora.cvx.ppp.tpnet.pl 14.01.03, 01:57 Z tezą się zgadzam, natomiast występowanie pod moim nickiem, to kolezko nie fair! Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Ignacy Re: RYWINGATE c.d IP: *.dzonkow.sdi.tpnet.pl 19.01.03, 17:24 www.rp.pl/gazeta/wydanie_030118/kraj/kraj_a_3.html#1 Odpowiedz Link Zgłoś
black.night Nie tylko czerwona 20.01.03, 04:56 Gość portalu: Rico napisał(a): > Uwłaszczona czerwona nomenklatura skoczyła sobie do gardła.<a href="www. > rp.pl"target="_blank">www.rp.pl</a> A dlaczego: "czerwona nomenklatura". Zarębski i Michnik .... Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: pokrzywdzony Re: RYWINGATE c.d IP: *.zgora.sdi.tpnet.pl 23.01.03, 20:23 Ruszyła komisja. Życie w dzisiejszej Polsce to koszmar, to jedne wielkie oszustwo. łapówkarze biorą łapówki i ani nie załatwiają sprawy , ani nie oddają pieniędzy. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: pokrzywdzony Re: RYWINGATE c.d IP: *.zgora.sdi.tpnet.pl 23.01.03, 20:23 Ruszyła komisja. Życie w dzisiejszej Polsce to koszmar, to jedne wielkie oszustwo. łapówkarze biorą łapówki i ani nie załatwiają sprawy , ani nie oddają pieniędzy. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: white Re: RYWINGATE c.d IP: *.zgora.sdi.tpnet.pl 23.01.03, 20:30 Stefan Kisielewski, opisując niegdyś walki między różnymi frakcjami wewnątrz PZPR, porównywał je do kotłowaniny pod dywanem, w wyniku której nagle spod dywanu wypadał zagryziony buldog. W naszych czasach takim „zagryzionym buldogiem” okazał się Lew Rywin. Kisielewskiemu chodziło o to, że mechanizm podejmowania najważniejszych decyzji w państwie komunistycznym pozostawał dla opinii publicznej niejawny, był zaś wynikiem zakulisowego ścierania się różnych grup partyjnych. Wydawać by się mogło, że po upadku minionego systemu i proklamowaniu demokracji sytuacja powinna ulec zmianie — żywotne dla kraju rozstrzygnięcia powinny być podejmowane nie za kulisami, lecz przy podniesionej kurtynie, najlepiej na forum parlamentarnym, zaś decydować powinni wyłonieni w demokratycznych wyborach reprezentanci społeczeństwa, kierując się dobrem wspólnym, a nie jakieś „szare eminencje” na półoficjalnych spotkaniach, załatwiając swoje prywatne interesy i wręczając sobie krociowe łapówki. Tymczasem afera z Lwem Rywinem, który zaproponował spółce Agora (wydawcy „Gazety Wyborczej”) korzystną dla niej nowelizację ustawy o radiofonii i telewizji w zamian za 17,5 mln dolarów łapówki na potrzeby SLD — pokazuje, że instytucje demokratyczne mogą być jedynie parawanem służącym do przyklepywania decyzji, które zapadają gdzie indziej. Demokracja dekoracyjna Latem ubiegłego roku Paweł Śpiewak na kartach „Res Publiki Nowej” opublikował tekst pt. „Dekoracyjna demokracja”. Pisał w nim m.in., że w Polsce mamy „do czynienia z demokracją fasadową. Odbywają się regularne wybory, przestrzegane są reguły prawa (na przykład rozliczanie kosztów kampanii wyborczych), ale zarazem widzimy, że zasadnicze decyzje zapadają poza wszelkimi ciałami przedstawicielskimi. O ważnych sprawach mówi się zapewne gdzieś na spotkaniach liderów partii i szefów dużych gospodarczych formacji. Teatr demokratyczny przesłania jedynie lub wręcz ukryć ma obszary, gdzie podejmuje się istotne decyzje publiczne oraz ekonomiczne. Rozrasta się niewidoczne państwo. W ten sposób niemal świadomie kompromituje się zasady demokracji.” W podobnym tonie wypowiadała się również prof. Jadwiga Staniszkis, według której duża część polskiej klasy politycznej odgrywa przed wyborcami spektakl teatralny, występując przeciwko sobie po dwóch stronach barykady, podczas gdy w rzeczywistości często łączą ich nici różnych powiązań biznesowo-towarzyskich. Już po ujawnieniu „afery Rywina” głos zabrał też na łamach „Rzeczpospolitej” Ryszard Bugaj. Jego zdaniem, w Polsce demokracja wypierana jest coraz bardziej przez system oligarchiczny, w którym decyzje zapadają poza procedurami demokratycznymi i ponad głowami społeczeństwa: „Jeżeli elity polityki, mediów i biznesu są spojone ze sobą wspólnymi interesami i wspólną wizją, to demokracja staje się zwykłym teatrem”. Według Bugaja, sytuacja ta jest wynikiem trwającej od 1989 roku zmowy części elit solidarnościowych i komunistycznych. Strach przed podsłuchem Być może dla niektórych takie postawienie sprawy to uleganie spiskowej teorii dziejów, czyli — jak to się zwykło dziś określać — myśleniu paranoicznemu. Przeciwko takiej postawie występowali zawsze publicyści „Gazety Wyborczej”. Tymczasem opisane przez ten dziennik zachowanie jego kierownictwa w obliczu „afery Rywina” zdradza właśnie ślady takiej spiskowej obsesji. Oto bowiem okazuje się, że szefowie Agory i „Gazety” nie czują się bezpieczni we własnym budynku. Adam Michnik, Wanda Rapaczyńska i Helena Łuczywo dyskutują wyłącznie na tarasach, gdyż boją się, że w gabinetach mają podsłuch. Z tego samego powodu unikają jakichkolwiek wzmianek o aferze w rozmowach telefonicznych. Jednocześnie „Gazeta Wyborcza”, chociaż przestępstwo (próba korupcji) nastąpiło już w lipcu ub.r., przez pięć miesięcy zwlekała z ujawnieniem sprawy. Oficjalnie motywowano to koniecznością przeprowadzenia dziennikarskiego śledztwa, jednak w rzeczywistości wyniki owego dochodzenia okazały się niemal żadne. A można było pójść chociażby tropem biografii Lwa Rywina, która wiele wyjaśnia. Obywatel sowiecki Rywin trafił do Polski z ZSRR w 1959 r. Karierę zrobił błyskotliwą. Został jednym z szefów Interpressu, uznawanego za przybudówkę wywiadu PRL. Swobodnie podróżował między ZSRR a USA. W stanie wojennym został ściągnięty do Radiokomitetu przez generała Mirosława Wojciechowskiego z Wojskowych Służb Informacyjnych i mianowany prezesem Poltelu — instytucji dostarczającej TVP deficytowe dewizy. Jak pisze „Życie Warszawy”: „Rywin musiał być zaufanym człowiekiem, bo takie stanowisko (operacje w obcej walucie, wyjazdy za granicę) mógł dostać tylko człowiek cieszący się poparciem MSW i władz partyjnych. Podejrzewano, że pomógł mu radziecki paszport, który ponoć długo posiadał po otrzymaniu polskiego obywatelstwa.” Kiedy pierwszym solidarnościowym prezesem Radiokomitetu został Andrzej Drawicz, uczynił Rywina swoim zastępcą odpowiedzialnym za sprawy finansowe. Gdyby dziennikarskie dochodzenie poszło tym tropem, mogłoby się jednak okazać, że rację ma Ryszard Bugaj — mówiący o psującej państwo zmowie części elit komunistycznych i solidarnościowych. Do takich wniosków „Gazeta Wyborcza” oczywiście dojść nie może. To bowiem, co Bugaj nazywa w negatywnym sensie „umową elit”, to Adam Michnik wychwala jako „historyczny kompromis”. Jak zauważa więc Bugaj, wersja wydarzeń przedstawiona przez „Gazetę Wyborczą”, obciąża tylko jedną osobę — Rywina, nie rzuca natomiast cienia na klasę polityczną ani żaden jej wpływowy odłam. Tak więc, zdaniem Bugaja, działania „Wyborczej” „nie są podporządkowane interesom opinii publicznej, ale interesom politycznej elity”. Walka o wpływy i pieniądze Warto w tym kontekście przyjrzeć się nowelizacji ustawy, wokół której rozgrywa się całe to zamieszanie. Otóż jest ona przedstawiana przez większość mediów jako spór o wolność słowa. Tymczasem jest to głównie konflikt o pieniądze i wpływy. Rządowa propozycja przewiduje, że właściciel ogólnopolskiej gazety nie może otrzymać koncesji na telewizję. Uderza to przede wszystkim w Agorę, która przymierza się do kupienia Polsatu. Rząd argumentuje, że chce w ten sposób uchronić polski rynek medialny przed zmonopolizowaniem przez jedną grupę. Trudno jednak w to uwierzyć, skoro ta sama ekipa robi wszystko, by samemu przyjąć polityczną kontrolę nad mediami, a telewizja publiczna została przez nią de facto przekształcona w telewizję partyjną SLD. Z drugiej strony media prywatne, które tak głośno deklarują, że zależy im głównie na wolności słowa, pluralizmie opinii i dostępie obywatela do informacji, dały się już poznać z przemilczania niewygodnych wiadomości. Tak było chociażby z historią niedyspozycji Aleksandra Kwaśniewskiego nad grobami polskich oficerów w Charkowie, o której „Gazeta Wyborcza” milczała tak samo jak TVP. Spór o nowelizację ustawy o radiofonii i telewizji jest w gruncie rzeczy konfliktem dwóch grup polityczno-biznesowo-medialnych. Jednej w tle patronuje prezydent Kwaśniewski, drugiej premier Miller. Takiego podziału na polskiej scenie politycznej oficjalnie nie ma. Nie zapominajmy jednak, że podobieństwo określeń „scena polityczna” i „scena teatralna” nie jest przypadkowe. Prawdziwe rozgrywki toczą się za kulisami. O ich przebiegu nie dowiemy się ani z głównego wydania „Wiadomości”, ani z pierwszych stron dzienników. Chyba że znów spod dywanu wypadnie zagryziony buldog... opr. mg/mg Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Ignacy Re: RYWINGATE c.d IP: *.dzonkow.sdi.tpnet.pl 24.01.03, 11:55 www.rp.pl/gazeta/wydanie_030124/publicystyka/publicystyka_a_12.html?k=on;t=2003012420030124 Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Zagozda Re: RYWINGATE c.d IP: *.zgora.sdi.tpnet.pl 31.01.03, 19:06 Wklejam tekst o Adasiu autorstwa Andrzeja Gassa. Na szczególną uwagę zasługują fragmenty dotyczące tego, co pisał Lynx. ""Afera z łapówką, której Lew Rywin miał oczekiwać od spółki Agora za korzystny zapis w ustawie o radiu i telewizji, wymknęła się jej bohaterom spod kontroli i przypomina śnieżną lawinę. Z brytyjskiego Times'a świat dowiedział się, że w tle afery jest rywalizacja między polskim premierem a prezydentem, popieranym przez wpływowego redaktora. Według jednej z wersji wydarzeń, za aferą kryją się Aleksander Kwaśniewski i Adam Michnik, naczelny wydawanej przez Agorę Gazety Wyborczej. Chodzi o zdyskredytowanie premiera Leszka Millera i utworzenie centrowej partii z niedobitków UW i części SLD, która pójdzie za Aleksandrem Kwaśniewskim. Ile w tym prawdy - nie wiadomo. Nie wiadomo również, czy przyszłość zastąpi tę wersję wydarzeń jakąś bardziej wiarygodną. "Gdy po śmierci pójdę na Sąd Ostateczny, Święty Piotr spyta mnie: - Co dobrego, synu, zrobiłeś? A ja odpowiem: - Mojego synka Antosia i Okrągły Stół" - powiedział Adam Michnik w głośnej rozmowie z generałem Kiszczakiem, opublikowanej przez Gazetę Wyborczą. 56-letni dziś Adam Michnik po raz pierwszy zaistniał publicznie w wieku 15 lat, na zebraniu Klubu Krzywego Koła - w miejscu spotkań inteligencji i studentów korzystających z popaździernikowej "wolności". Jąkający się uczeń wypowiedział się w dyskusji o PRL-owskiej oświacie. Któryś ze starszych dyskutantów zaproponował mu, aby wrócił do szkoły. W obronę wziął go prezes klubu, Jan Józef Lipski. Tak rozpoczęła się ich wieloletnia współpraca i przyjaźń. W Klubie mógł Michnik poznać innych późniejszych przyjaciół i współpracowników: Leszka Kołakowskiego, Karola Modzelewskiego, Aleksandra Małachowskiego, Stefana Kisielewskiego, Antoniego Słonimskiego. Michnik pochodził z - jak to sam określił - "liberalnej żydokomuny". Matka Helena była przed wojną działaczką socjalistycznej organizacji "Życie". Ojciec, Ozjasz Szechter - wysokiej rangi działaczem Komunistycznej Partii Zachodniej Ukrainy. Odsiedział w więzieniu osiem lat i był torturowany. - Ja tylko sześć i dostałem tylko parę razy w gębę - porównywał się Michnik do ojca. Wojnę rodzice Michnika przetrwali w ZSRR. W Polsce nie zrobili kariery politycznej (matka pisała podręczniki historii dla uczniów i nauczycieli, ojciec pracował w partyjnym wydawnictwie i tłumaczył dzieła Marksa), ale należeli do elity. Mieszkali w Alei Przyjaciół, skąd niedaleko do Alei Róż, gdzie rezydowali komunistyczni prominenci. Michnik wspominał, że atmosfera domu skierowała jego zainteresowania ku historii. Fascynowała go m.in. Róża Luksemburg. Kluczem do poglądów i środowiska Michnika, zdaniem Jarosława Kaczyńskiego, były znajomości wyniesione z Alei Przyjaciół. - Przecież jak Michnik szedł ze mną tamtędy, to co drugiemu człowiekowi podawał rękę, a później mnie pytał: "Wiesz, kto to jest? " i wymieniał nazwiska, które się jednoznacznie kojarzyły. Z tego pokolenia (według niego była to "resztówka Komunistycznej Partii Polski, a wszystko wskazuje, że formacja czysto enkawudowska" - przyp. A. G.) pochodzili rodzice wielu obecnych czołowych działaczy środowiska Unii Demokratycznej i Gazety Wyborczej oraz znanych dziennikarzy prasy i telewizji - napisał obecny lider Prawa i Sprawiedliwości w książce "Czas na zmiany". Miał dwóch braci. Po ojcu - Jerzego (w 1957 roku wyjechał z Polski), a po matce - Stefana (wyjechał z Polski w 1969 roku). Stefan, mając niewiele ponad 20 lat, robił karierę w bierutowskim sądownictwie wojskowym. Ma na sumieniu kilka wyroków śmierci. "Walono w niego, żeby zdyskredytować mnie" - zapewniał Michnik. "Nie jest moją sprawą rozliczać własnego brata" - dodał w książce "Między panem a plebanem". Gdy władze rozwiązały Klub Krzywego Koła, Michnik wraz z Janem Grossem (po latach autorem głośnej książki o Jedwabnem) i Janem Kofmanem założyli Klub Poszukiwaczy Sprzeczności. Choć patronował temu przedsięwzięciu partyjny filozof Adam Schaff, władze szybko spotkań klubowiczów zabronili. Gdy w 1964 roku Michnik zdał maturę, w nagrodę rodzice wysłali go w podróż po Europie. Pod Paryżem odwiedził Jerzego Giedroycia, szefa Kultury, z którym toczył długie rozmowy. W Monachium zawitał do Radia Wolna Europa. Wartownik zatelefonował do Jana Nowaka-Jeziorańskiego, czy może wpuścić 18-letniego młodzieńca z paszportem PRL. Wizyta, jak pisze Nowak we wspomnieniach, była nie zapowiedziana. Zapytany, co go sprowadziło do RWE, odpowiedział: "Ciekawość, chęć poznania z pierwszej ręki poglądów ludzi, których przedstawia się w Polsce jako demonów, wrogów państwa, agentów i wyrobienie sobie o nich niezależnego sądu". Nowaka uderzyło "niezwykłe przywiązanie do idei, której był bez reszty oddany". Był to socjalizm. "Michnik chciał socjalizmu opartego na demokracji i pluralizmie poglądów". Przypalona zupa od Kiszczaka Po powrocie Michnik zaczął studia na wydziale historii, wkrótce wybił się na czoło grupy dyskusyjno-towarzyskiej, zwanej komandosami, w której byli także między innymi: Seweryn Blumsztajn, Jan Gross, Jan Lityński, Robert Mroziewicz i Barbara Toruńczyk. Gdy w lipcu 1965 roku sąd skazał Kuronia i Modzelewskiego za opublikowanie "Listu otwartego do członków POP PZPR i członków organizacji uczelnianej ZMS na UW" na 3 i 3, 5 roku więzienia, Michnik w sądzie z ławki intonował "Międzynarodówkę". W 1968 roku komandosi wraz z Michnikiem protestowali przeciwko zdjęciu teatralnego spektaklu "Dziadów", który władze uznały za antysowiecki. Michnika i jego przyjaciela Henryka Szlajfera wyrzucono z uczelni. Wywołało to zamieszki na Uniwersytecie Warszawskim. Gdy zaczęła się antysemicka nagonka i masowa emigracja ludzi pochodzenia żydowskiego, ojciec Michnika namawiał go na wyjazd z kraju. Jednak młody Adam postanowił zostać, gdyż - jak twierdził - nie mógł wyjechać, skoro w jego obronie studenci protestowali. Został skazany na trzy lata więzienia. Głównym punktem aktu oskarżenia był wywiad o marcowych zamieszkach dla francuskiego korespondenta. Twierdził, że w więzieniu utracił wiarę w komunizm, bo okazało się, że w wydaniu polskim jest antysemicki. Po wyjściu z więzienia, pracował w zakładach imienia swej idolki z wczesnej młodości - Róży Luksemburg. W 1973 roku pozwolono, mu jako eksternowi, dokończyć studia na uniwersytecie w Poznaniu. Został sekretarzem Antoniego Słonimskiego. W 1976 roku, po protestach w Radomiu i Ursusie, Michnik znalazł się w gronie ludzi, którzy powołali Komitet Obrony Robotników. - Wtedy najważniejsze były pryncypia, takie jak przyzwoitość, honor, godność, hołdowanie prawdzie - wspomina Zbigniew Bujak. - Toczyliśmy dyskusje, czy taktyka daje jakieś nadzieje. Odpowiedzi nie było. Drogowskazem był dla nas tekst Vaclawa Havla "Siła bezsilnych", dyskutowany w opozycyjnych środowiskach polskich, czechosłowackich, węgierskich. Historia potwierdziła, że mieliśmy rację. W 1980 roku robotnicy nie mieli wątpliwości, do kogo można mieć zaufanie. Gdy w 1980 roku powstała Solidarność, Michnik został doradcą Regionu Mazowsze. Wspominał później: "Byłem w obrębie frakcji anty-Wałęsowskiej". Uważał, że Wałęsa zmierzał w Solidarności do "modelu sułtańskiego, dyktatorskiego". 13 grudnia 1981 roku Michnik został internowany. Więziono go w Białołęce i Mokotowie. Napisał wtedy "Listy z Białołęki" - analizę sytuacji w Polsce. W jednym z listów przyrównał to, co się stało do ataku gangsterów (generałów) na wariatów (Solidarność). W 1983 roku generał Czesław Kiszczak, przez odwiedzającą Michnika Barbarę Szwedowską, przekazał mu propozycję wyjazdu "na jakiś czas" za granicę, bo inaczej czeka go proces i wiele lat w więzieniu. Michnik zareagował pełnym furii listem. Nazwał ekipę Jaruzelskiego "pozbawionymi honoru świńtuchami", a Kiszczaka "durniem". Kiszczak powiedział wtedy arcybiskupowi Jer Odpowiedz Link Zgłoś
black.night Nic więcej nie piszę. Podpisuję sie pod Twoim. nt 02.02.03, 05:27 Gość portalu: white napisał(a): ) ) ) ) ) Stefan Kisielewski, opisując niegdyś walki między różnymi frakcjami wewnątrz ) PZPR, porównywał je do kotłowaniny pod dywanem, w wyniku której nagle spod ) dywanu wypadał zagryziony buldog. W naszych czasach takim „zagryzionym ) buldogiem” okazał się Lew Rywin. ) ) Kisielewskiemu chodziło o to, że mechanizm podejmowania najważniejszych decyzji ) ) w państwie komunistycznym pozostawał dla opinii publicznej niejawny, był zaś ) wynikiem zakulisowego ścierania się różnych grup partyjnych. Wydawać by się ) mogło, że po upadku minionego systemu i proklamowaniu demokracji sytuacja ) powinna ulec zmianie — żywotne dla kraju rozstrzygnięcia powinny być ) podejmowane nie za kulisami, lecz przy podniesionej kurtynie, najlepiej na ) forum parlamentarnym, zaś decydować powinni wyłonieni w demokratycznych ) wyborach reprezentanci społeczeństwa, kierując się dobrem wspólnym, a nie ) jakieś „szare eminencje” na półoficjalnych spotkaniach, załatwiając ) swoje ) prywatne interesy i wręczając sobie krociowe łapówki. ) ) Tymczasem afera z Lwem Rywinem, który zaproponował spółce Agora ) (wydawcy „Gazety Wyborczej”) korzystną dla niej nowelizację ustawy ) o radiofonii ) i telewizji w zamian za 17,5 mln dolarów łapówki na potrzeby SLD — pokazu ) je, że ) instytucje demokratyczne mogą być jedynie parawanem służącym do przyklepywania ) decyzji, które zapadają gdzie indziej. ) ) Demokracja dekoracyjna ) Latem ubiegłego roku Paweł Śpiewak na kartach „Res Publiki Nowej” o ) publikował ) tekst pt. „Dekoracyjna demokracja”. Pisał w nim m.in., że w Polsce ) mamy „do ) czynienia z demokracją fasadową. Odbywają się regularne wybory, przestrzegane ) są reguły prawa (na przykład rozliczanie kosztów kampanii wyborczych), ale ) zarazem widzimy, że zasadnicze decyzje zapadają poza wszelkimi ciałami ) przedstawicielskimi. O ważnych sprawach mówi się zapewne gdzieś na spotkaniach ) liderów partii i szefów dużych gospodarczych formacji. Teatr demokratyczny ) przesłania jedynie lub wręcz ukryć ma obszary, gdzie podejmuje się istotne ) decyzje publiczne oraz ekonomiczne. Rozrasta się niewidoczne państwo. W ten ) sposób niemal świadomie kompromituje się zasady demokracji.” ) ) W podobnym tonie wypowiadała się również prof. Jadwiga Staniszkis, według ) której duża część polskiej klasy politycznej odgrywa przed wyborcami spektakl ) teatralny, występując przeciwko sobie po dwóch stronach barykady, podczas gdy w ) ) rzeczywistości często łączą ich nici różnych powiązań biznesowo- towarzyskich. ) ) Już po ujawnieniu „afery Rywina” głos zabrał też na łamach „R ) zeczpospolitej” ) Ryszard Bugaj. Jego zdaniem, w Polsce demokracja wypierana jest coraz bardziej ) przez system oligarchiczny, w którym decyzje zapadają poza procedurami ) demokratycznymi i ponad głowami społeczeństwa: „Jeżeli elity polityki, me ) diów i ) biznesu są spojone ze sobą wspólnymi interesami i wspólną wizją, to demokracja ) staje się zwykłym teatrem”. Według Bugaja, sytuacja ta jest wynikiem trwa ) jącej ) od 1989 roku zmowy części elit solidarnościowych i komunistycznych. ) ) Strach przed podsłuchem ) Być może dla niektórych takie postawienie sprawy to uleganie spiskowej teorii ) dziejów, czyli — jak to się zwykło dziś określać — myśleniu paranoi ) cznemu. ) Przeciwko takiej postawie występowali zawsze publicyści „Gazety Wyborczej ) ”. ) Tymczasem opisane przez ten dziennik zachowanie jego kierownictwa w ) obliczu „afery Rywina” zdradza właśnie ślady takiej spiskowej obses ) ji. Oto ) bowiem okazuje się, że szefowie Agory i „Gazety” nie czują się bezp ) ieczni we ) własnym budynku. Adam Michnik, Wanda Rapaczyńska i Helena Łuczywo dyskutują ) wyłącznie na tarasach, gdyż boją się, że w gabinetach mają podsłuch. Z tego ) samego powodu unikają jakichkolwiek wzmianek o aferze w rozmowach ) telefonicznych. ) ) Jednocześnie „Gazeta Wyborcza”, chociaż przestępstwo (próba korupcj ) i) nastąpiło ) już w lipcu ub.r., przez pięć miesięcy zwlekała z ujawnieniem sprawy. ) Oficjalnie motywowano to koniecznością przeprowadzenia dziennikarskiego ) śledztwa, jednak w rzeczywistości wyniki owego dochodzenia okazały się niemal ) żadne. ) ) A można było pójść chociażby tropem biografii Lwa Rywina, która wiele wyjaśnia. ) ) Obywatel sowiecki Rywin trafił do Polski z ZSRR w 1959 r. Karierę zrobił ) błyskotliwą. Został jednym z szefów Interpressu, uznawanego za przybudówkę ) wywiadu PRL. Swobodnie podróżował między ZSRR a USA. W stanie wojennym został ) ściągnięty do Radiokomitetu przez generała Mirosława Wojciechowskiego z ) Wojskowych Służb Informacyjnych i mianowany prezesem Poltelu — instytucji ) ) dostarczającej TVP deficytowe dewizy. Jak pisze „Życie Warszawy”: & ) #8222;Rywin musiał ) być zaufanym człowiekiem, bo takie stanowisko (operacje w obcej walucie, ) wyjazdy za granicę) mógł dostać tylko człowiek cieszący się poparciem MSW i ) władz partyjnych. Podejrzewano, że pomógł mu radziecki paszport, który ponoć ) długo posiadał po otrzymaniu polskiego obywatelstwa.” Kiedy pierwszym ) solidarnościowym prezesem Radiokomitetu został Andrzej Drawicz, uczynił Rywina ) swoim zastępcą odpowiedzialnym za sprawy finansowe. ) ) Gdyby dziennikarskie dochodzenie poszło tym tropem, mogłoby się jednak okazać, ) że rację ma Ryszard Bugaj — mówiący o psującej państwo zmowie części elit ) ) komunistycznych i solidarnościowych. Do takich wniosków „Gazeta Wyborcza& ) #8221; ) oczywiście dojść nie może. To bowiem, co Bugaj nazywa w negatywnym ) sensie „umową elit”, to Adam Michnik wychwala jako „historycz ) ny kompromis”. ) ) Jak zauważa więc Bugaj, wersja wydarzeń przedstawiona przez „Gazetę Wybor ) czą”, ) obciąża tylko jedną osobę — Rywina, nie rzuca natomiast cienia na klasę ) polityczną ani żaden jej wpływowy odłam. Tak więc, zdaniem Bugaja, ) działania „Wyborczej” „nie są podporządkowane interesom opini ) i publicznej, ale ) interesom politycznej elity”. ) ) Walka o wpływy i pieniądze ) Warto w tym kontekście przyjrzeć się nowelizacji ustawy, wokół której rozgrywa ) się całe to zamieszanie. Otóż jest ona przedstawiana przez większość mediów ) jako spór o wolność słowa. Tymczasem jest to głównie konflikt o pieniądze i ) wpływy. Rządowa propozycja przewiduje, że właściciel ogólnopolskiej gazety nie ) może otrzymać koncesji na telewizję. Uderza to przede wszystkim w Agorę, która ) przymierza się do kupienia Polsatu. Rząd argumentuje, że chce w ten sposób ) uchronić polski rynek medialny przed zmonopolizowaniem przez jedną grupę. ) Trudno jednak w to uwierzyć, skoro ta sama ekipa robi wszystko, by samemu ) przyjąć polityczną kontrolę nad mediami, a telewizja publiczna została przez ) nią de facto przekształcona w telewizję partyjną SLD. ) ) Z drugiej strony media prywatne, które tak głośno deklarują, że zależy im ) głównie na wolności słowa, pluralizmie opinii i dostępie obywatela do ) informacji, dały się już poznać z przemilczania niewygodnych wiadomości. Tak ) było chociażby z historią niedyspozycji Aleksandra Kwaśniewskiego nad grobami ) polskich oficerów w Charkowie, o której „Gazeta Wyborcza” milczała ) tak samo jak ) TVP. ) ) Spór o nowelizację ustawy o radiofonii i telewizji jest w gruncie rzeczy ) konfliktem dwóch grup polityczno-biznesowo-medialnych. Jednej w tle patronuje ) prezydent Kwaśniewski, drugiej premier Miller. Takiego podziału na polskiej ) scenie politycznej oficjalnie nie ma. ) ) Nie zapominajmy jednak, Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Ignacy Uwłaszczona czerwona nomenklatura IP: *.dzonkow.sdi.tpnet.pl 02.02.03, 16:41 Miller: zostawcie moją rodzinę! PAP 2003-02-02 (13:05) Premier Leszek Miller oświadczył, że plotką jest sugerowanie w jednym z tygodników związku jego syna z tzw. sprawą Rywina. "Proszę nie zaczepiać mojej rodziny w taki sposób" - apelował premier. "Traktuję to jako plotkę. Ta sprawa również była przedmiotem zainteresowania szefa Agencji Bezpieczeństwa Wewnętrznego" - powiedział Miller w niedzielę w Radiu Zet, pytany o doniesienia tygodnika "Nie" Jerzego Urbana, że być może z aferą Rywina związany jest syn premiera. Pytany, czy w lipcu poprosił szefa ABW o zbadanie sprawy, kim to jest "grupa trzymająca władzę", na którą powoływał się Lew Rywin, Miller odparł: "Rozmawiałem z panem Barcikowskim i prosiłem go, by zainteresował się, czy prowadzony jest jakiś patologiczny lobbing na rzecz uchwalenia ustawy o rtv. Usłyszałem, że nie było takich potwierdzeń, a sprawa będzie dalej monitorowana". Według Millera, Jerzy Jaskiernia "nie powinien sugerować", iż za sprawą Rywina stoi "pozaparlamentarny ośrodek władzy, któremu kończy się kadencja". "Nie ma żadnych dowodów, że była tego rodzaju inspiracja" - mówił. Premier zareagował ten sposób na uwagę dziennikarki radia Zet, że w swoim czasie "Trybuna" napisała, iż sprawa Rywina to spisek, który wyszedł z Pałacu prezydenckiego i, że szef klubu SLD "potwierdził tę wersję w TVN 24". (ck) Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Mis Re: Uwłaszczona czerwona nomenklatura IP: *.zgora.sdi.tpnet.pl 02.02.03, 18:16 Chwiejącego się prezydenta w Charkowie pokazał TVN. Dlatego jest za jak najwieksza ilościa mocnych telewizji, czyli prywatnych mediów. Bardzo mocne, monopolistyczne TVP juz mieliśmy przez wiele lat. Teraz sterowane przez SLD dalej nami manipuluje a Kwiatkowski na Owsiaku gada, że to m.in. dzięki abonementowi to wszystko oglądamy. GW tez przyda się przetrzepanie gaci za trzymanie Rywina przez pół roku pod dywanem. Obawiam się, że słynna komisja śledcza do nieczego nie dojdzie. Odpowiedz Link Zgłoś
markoniec Re: Uwłaszczona czerwona nomenklatura 02.02.03, 19:05 jak każda komisja "powołana w sprawie" :-( Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: !!!!!! Re: Uwłaszczona czerwona nomenklatura IP: *.zgora.sdi.tpnet.pl 04.02.03, 14:51 Być może bez cenzury Wklejam tekst o Adasiu autorstwa Andrzeja Gassa. Na szczególną uwagę zasługują fragmenty dotyczące tego, co pisał Lynx. ""Afera z łapówką, której Lew Rywin miał oczekiwać od spółki Agora za korzystny zapis w ustawie o radiu i telewizji, wymknęła się jej bohaterom spod kontroli i przypomina śnieżną lawinę. Z brytyjskiego Times'a świat dowiedział się, że w tle afery jest rywalizacja między polskim premierem a prezydentem, popieranym przez wpływowego redaktora. Według jednej z wersji wydarzeń, za aferą kryją się Aleksander Kwaśniewski i Adam Michnik, naczelny wydawanej przez Agorę Gazety Wyborczej. Chodzi o zdyskredytowanie premiera Leszka Millera i utworzenie centrowej partii z niedobitków UW i części SLD, która pójdzie za Aleksandrem Kwaśniewskim. Ile w tym prawdy - nie wiadomo. Nie wiadomo również, czy przyszłość zastąpi tę wersję wydarzeń jakąś bardziej wiarygodną. "Gdy po śmierci pójdę na Sąd Ostateczny, Święty Piotr spyta mnie: - Co dobrego, synu, zrobiłeś? A ja odpowiem: - Mojego synka Antosia i Okrągły Stół" - powiedział Adam Michnik w głośnej rozmowie z generałem Kiszczakiem, opublikowanej przez Gazetę Wyborczą. 56-letni dziś Adam Michnik po raz pierwszy zaistniał publicznie w wieku 15 lat, na zebraniu Klubu Krzywego Koła - w miejscu spotkań inteligencji i studentów korzystających z popaździernikowej "wolności". Jąkający się uczeń wypowiedział się w dyskusji o PRL-owskiej oświacie. Któryś ze starszych dyskutantów zaproponował mu, aby wrócił do szkoły. W obronę wziął go prezes klubu, Jan Józef Lipski. Tak rozpoczęła się ich wieloletnia współpraca i przyjaźń. W Klubie mógł Michnik poznać innych późniejszych przyjaciół i współpracowników: Leszka Kołakowskiego, Karola Modzelewskiego, Aleksandra Małachowskiego, Stefana Kisielewskiego, Antoniego Słonimskiego. Michnik pochodził z - jak to sam określił - "liberalnej żydokomuny". Matka Helena była przed wojną działaczką socjalistycznej organizacji "Życie". Ojciec, Ozjasz Szechter - wysokiej rangi działaczem Komunistycznej Partii Zachodniej Ukrainy. Odsiedział w więzieniu osiem lat i był torturowany. - Ja tylko sześć i dostałem tylko parę razy w gębę - porównywał się Michnik do ojca. Wojnę rodzice Michnika przetrwali w ZSRR. W Polsce nie zrobili kariery politycznej (matka pisała podręczniki historii dla uczniów i nauczycieli, ojciec pracował w partyjnym wydawnictwie i tłumaczył dzieła Marksa), ale należeli do elity. Mieszkali w Alei Przyjaciół, skąd niedaleko do Alei Róż, gdzie rezydowali komunistyczni prominenci. Michnik wspominał, że atmosfera domu skierowała jego zainteresowania ku historii. Fascynowała go m.in. Róża Luksemburg. Kluczem do poglądów i środowiska Michnika, zdaniem Jarosława Kaczyńskiego, były znajomości wyniesione z Alei Przyjaciół. - Przecież jak Michnik szedł ze mną tamtędy, to co drugiemu człowiekowi podawał rękę, a później mnie pytał: "Wiesz, kto to jest? " i wymieniał nazwiska, które się jednoznacznie kojarzyły. Z tego pokolenia (według niego była to "resztówka Komunistycznej Partii Polski, a wszystko wskazuje, że formacja czysto enkawudowska" - przyp. A. G.) pochodzili rodzice wielu obecnych czołowych działaczy środowiska Unii Demokratycznej i Gazety Wyborczej oraz znanych dziennikarzy prasy i telewizji - napisał obecny lider Prawa i Sprawiedliwości w książce "Czas na zmiany". Miał dwóch braci. Po ojcu - Jerzego (w 1957 roku wyjechał z Polski), a po matce - Stefana (wyjechał z Polski w 1969 roku). Stefan, mając niewiele ponad 20 lat, robił karierę w bierutowskim sądownictwie wojskowym. Ma na sumieniu kilka wyroków śmierci. "Walono w niego, żeby zdyskredytować mnie" - zapewniał Michnik. "Nie jest moją sprawą rozliczać własnego brata" - dodał w książce "Między panem a plebanem". Gdy władze rozwiązały Klub Krzywego Koła, Michnik wraz z Janem Grossem (po latach autorem głośnej książki o Jedwabnem) i Janem Kofmanem założyli Klub Poszukiwaczy Sprzeczności. Choć patronował temu przedsięwzięciu partyjny filozof Adam Schaff, władze szybko spotkań klubowiczów zabronili. Gdy w 1964 roku Michnik zdał maturę, w nagrodę rodzice wysłali go w podróż po Europie. Pod Paryżem odwiedził Jerzego Giedroycia, szefa Kultury, z którym toczył długie rozmowy. W Monachium zawitał do Radia Wolna Europa. Wartownik zatelefonował do Jana Nowaka-Jeziorańskiego, czy może wpuścić 18-letniego młodzieńca z paszportem PRL. Wizyta, jak pisze Nowak we wspomnieniach, była nie zapowiedziana. Zapytany, co go sprowadziło do RWE, odpowiedział: "Ciekawość, chęć poznania z pierwszej ręki poglądów ludzi, których przedstawia się w Polsce jako demonów, wrogów państwa, agentów i wyrobienie sobie o nich niezależnego sądu". Nowaka uderzyło "niezwykłe przywiązanie do idei, której był bez reszty oddany". Był to socjalizm. "Michnik chciał socjalizmu opartego na demokracji i pluralizmie poglądów". Przypalona zupa od Kiszczaka Po powrocie Michnik zaczął studia na wydziale historii, wkrótce wybił się na czoło grupy dyskusyjno-towarzyskiej, zwanej komandosami, w której byli także między innymi: Seweryn Blumsztajn, Jan Gross, Jan Lityński, Robert Mroziewicz i Barbara Toruńczyk. Gdy w lipcu 1965 roku sąd skazał Kuronia i Modzelewskiego za opublikowanie "Listu otwartego do członków POP PZPR i członków organizacji uczelnianej ZMS na UW" na 3 i 3, 5 roku więzienia, Michnik w sądzie z ławki intonował "Międzynarodówkę". W 1968 roku komandosi wraz z Michnikiem protestowali przeciwko zdjęciu teatralnego spektaklu "Dziadów", który władze uznały za antysowiecki. Michnika i jego przyjaciela Henryka Szlajfera wyrzucono z uczelni. Wywołało to zamieszki na Uniwersytecie Warszawskim. Gdy zaczęła się antysemicka nagonka i masowa emigracja ludzi pochodzenia żydowskiego, ojciec Michnika namawiał go na wyjazd z kraju. Jednak młody Adam postanowił zostać, gdyż - jak twierdził - nie mógł wyjechać, skoro w jego obronie studenci protestowali. Został skazany na trzy lata więzienia. Głównym punktem aktu oskarżenia był wywiad o marcowych zamieszkach dla francuskiego korespondenta. Twierdził, że w więzieniu utracił wiarę w komunizm, bo okazało się, że w wydaniu polskim jest antysemicki. Po wyjściu z więzienia, pracował w zakładach imienia swej idolki z wczesnej młodości - Róży Luksemburg. W 1973 roku pozwolono, mu jako eksternowi, dokończyć studia na uniwersytecie w Poznaniu. Został sekretarzem Antoniego Słonimskiego. W 1976 roku, po protestach w Radomiu i Ursusie, Michnik znalazł się w gronie ludzi, którzy powołali Komitet Obrony Robotników. - Wtedy najważniejsze były pryncypia, takie jak przyzwoitość, honor, godność, hołdowanie prawdzie - wspomina Zbigniew Bujak. - Toczyliśmy dyskusje, czy taktyka daje jakieś nadzieje. Odpowiedzi nie było. Drogowskazem był dla nas tekst Vaclawa Havla "Siła bezsilnych", dyskutowany w opozycyjnych środowiskach polskich, czechosłowackich, węgierskich. Historia potwierdziła, że mieliśmy rację. W 1980 roku robotnicy nie mieli wątpliwości, do kogo można mieć zaufanie. Gdy w 1980 roku powstała Solidarność, Michnik został doradcą Regionu Mazowsze. Wspominał później: "Byłem w obrębie frakcji anty-Wałęsowskiej". Uważał, że Wałęsa zmierzał w Solidarności do "modelu sułtańskiego, dyktatorskiego". 13 grudnia 1981 roku Michnik został internowany. Więziono go w Białołęce i Mokotowie. Napisał wtedy "Listy z Białołęki" - analizę sytuacji w Polsce. W jednym z listów przyrównał to, co się stało do ataku gangsterów (generałów) na wariatów (Solidarność). W 1983 roku generał Czesław Kiszczak, przez odwiedzającą Michnika Barbarę Szwedowską, przekazał mu propozycję wyjazdu "na jakiś czas" za granicę, bo inaczej czeka go proces i wiele lat w więzieniu. Michnik zareagował pełnym furii listem. Nazwał ekipę Jaruzelskiego "pozbawionymi honoru świńtuchami", a Kiszczaka "durniem". Kiszczak powiedzia Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: !!1 Re: Uwłaszczona czerwona nomenklatura IP: *.zgora.sdi.tpnet.pl 05.02.03, 15:13 co z tymi urywanymi postami. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Spaski Re: Uwłaszczona czerwona nomenklatura IP: *.zgora.sdi.tpnet.pl 05.02.03, 15:20 Wklejam tekst o Adasiu autorstwa Andrzeja Gassa. Na szczególną uwagę zasługują fragmenty dotyczące tego, co pisał Lynx. ""Afera z łapówką, której Lew Rywin miał oczekiwać od spółki Agora za korzystny zapis w ustawie o radiu i telewizji, wymknęła się jej bohaterom spod kontroli i przypomina śnieżną lawinę. Z brytyjskiego Times'a świat dowiedział się, że w tle afery jest rywalizacja między polskim premierem a prezydentem, popieranym przez wpływowego redaktora. Według jednej z wersji wydarzeń, za aferą kryją się Aleksander Kwaśniewski i Adam Michnik, naczelny wydawanej przez Agorę Gazety Wyborczej. Chodzi o zdyskredytowanie premiera Leszka Millera i utworzenie centrowej partii z niedobitków UW i części SLD, która pójdzie za Aleksandrem Kwaśniewskim. Ile w tym prawdy - nie wiadomo. Nie wiadomo również, czy przyszłość zastąpi tę wersję wydarzeń jakąś bardziej wiarygodną. "Gdy po śmierci pójdę na Sąd Ostateczny, Święty Piotr spyta mnie: - Co dobrego, synu, zrobiłeś? A ja odpowiem: - Mojego synka Antosia i Okrągły Stół" - powiedział Adam Michnik w głośnej rozmowie z generałem Kiszczakiem, opublikowanej przez Gazetę Wyborczą. 56-letni dziś Adam Michnik po raz pierwszy zaistniał publicznie w wieku 15 lat, na zebraniu Klubu Krzywego Koła - w miejscu spotkań inteligencji i studentów korzystających z popaździernikowej "wolności". Jąkający się uczeń wypowiedział się w dyskusji o PRL-owskiej oświacie. Któryś ze starszych dyskutantów zaproponował mu, aby wrócił do szkoły. W obronę wziął go prezes klubu, Jan Józef Lipski. Tak rozpoczęła się ich wieloletnia współpraca i przyjaźń. W Klubie mógł Michnik poznać innych późniejszych przyjaciół i współpracowników: Leszka Kołakowskiego, Karola Modzelewskiego, Aleksandra Małachowskiego, Stefana Kisielewskiego, Antoniego Słonimskiego. Michnik pochodził z - jak to sam określił - "liberalnej żydokomuny". Matka Helena była przed wojną działaczką socjalistycznej organizacji "Życie". Ojciec, Ozjasz Szechter - wysokiej rangi działaczem Komunistycznej Partii Zachodniej Ukrainy. Odsiedział w więzieniu osiem lat i był torturowany. - Ja tylko sześć i dostałem tylko parę razy w gębę - porównywał się Michnik do ojca. Wojnę rodzice Michnika przetrwali w ZSRR. W Polsce nie zrobili kariery politycznej (matka pisała podręczniki historii dla uczniów i nauczycieli, ojciec pracował w partyjnym wydawnictwie i tłumaczył dzieła Marksa), ale należeli do elity. Mieszkali w Alei Przyjaciół, skąd niedaleko do Alei Róż, gdzie rezydowali komunistyczni prominenci. Michnik wspominał, że atmosfera domu skierowała jego zainteresowania ku historii. Fascynowała go m.in. Róża Luksemburg. Kluczem do poglądów i środowiska Michnika, zdaniem Jarosława Kaczyńskiego, były znajomości wyniesione z Alei Przyjaciół. - Przecież jak Michnik szedł ze mną tamtędy, to co drugiemu człowiekowi podawał rękę, a później mnie pytał: "Wiesz, kto to jest? " i wymieniał nazwiska, które się jednoznacznie kojarzyły. Z tego pokolenia (według niego była to "resztówka Komunistycznej Partii Polski, a wszystko wskazuje, że formacja czysto enkawudowska" - przyp. A. G.) pochodzili rodzice wielu obecnych czołowych działaczy środowiska Unii Demokratycznej i Gazety Wyborczej oraz znanych dziennikarzy prasy i telewizji - napisał obecny lider Prawa i Sprawiedliwości w książce "Czas na zmiany". Miał dwóch braci. Po ojcu - Jerzego (w 1957 roku wyjechał z Polski), a po matce - Stefana (wyjechał z Polski w 1969 roku). Stefan, mając niewiele ponad 20 lat, robił karierę w bierutowskim sądownictwie wojskowym. Ma na sumieniu kilka wyroków śmierci. "Walono w niego, żeby zdyskredytować mnie" - zapewniał Michnik. "Nie jest moją sprawą rozliczać własnego brata" - dodał w książce "Między panem a plebanem". Gdy władze rozwiązały Klub Krzywego Koła, Michnik wraz z Janem Grossem (po latach autorem głośnej książki o Jedwabnem) i Janem Kofmanem założyli Klub Poszukiwaczy Sprzeczności. Choć patronował temu przedsięwzięciu partyjny filozof Adam Schaff, władze szybko spotkań klubowiczów zabronili. Gdy w 1964 roku Michnik zdał maturę, w nagrodę rodzice wysłali go w podróż po Europie. Pod Paryżem odwiedził Jerzego Giedroycia, szefa Kultury, z którym toczył długie rozmowy. W Monachium zawitał do Radia Wolna Europa. Wartownik zatelefonował do Jana Nowaka-Jeziorańskiego, czy może wpuścić 18-letniego młodzieńca z paszportem PRL. Wizyta, jak pisze Nowak we wspomnieniach, była nie zapowiedziana. Zapytany, co go sprowadziło do RWE, odpowiedział: "Ciekawość, chęć poznania z pierwszej ręki poglądów ludzi, których przedstawia się w Polsce jako demonów, wrogów państwa, agentów i wyrobienie sobie o nich niezależnego sądu". Nowaka uderzyło "niezwykłe przywiązanie do idei, której był bez reszty oddany". Był to socjalizm. "Michnik chciał socjalizmu opartego na demokracji i pluralizmie poglądów". Przypalona zupa od Kiszczaka Po powrocie Michnik zaczął studia na wydziale historii, wkrótce wybił się na czoło grupy dyskusyjno-towarzyskiej, zwanej komandosami, w której byli także między innymi: Seweryn Blumsztajn, Jan Gross, Jan Lityński, Robert Mroziewicz i Barbara Toruńczyk. Gdy w lipcu 1965 roku sąd skazał Kuronia i Modzelewskiego za opublikowanie "Listu otwartego do członków POP PZPR i członków organizacji uczelnianej ZMS na UW" na 3 i 3, 5 roku więzienia, Michnik w sądzie z ławki intonował "Międzynarodówkę". W 1968 roku komandosi wraz z Michnikiem protestowali przeciwko zdjęciu teatralnego spektaklu "Dziadów", który władze uznały za antysowiecki. Michnika i jego przyjaciela Henryka Szlajfera wyrzucono z uczelni. Wywołało to zamieszki na Uniwersytecie Warszawskim. Gdy zaczęła się antysemicka nagonka i masowa emigracja ludzi pochodzenia żydowskiego, ojciec Michnika namawiał go na wyjazd z kraju. Jednak młody Adam postanowił zostać, gdyż - jak twierdził - nie mógł wyjechać, skoro w jego obronie studenci protestowali. Został skazany na trzy lata więzienia. Głównym punktem aktu oskarżenia był wywiad o marcowych zamieszkach dla francuskiego korespondenta. Twierdził, że w więzieniu utracił wiarę w komunizm, bo okazało się, że w wydaniu polskim jest antysemicki. Po wyjściu z więzienia, pracował w zakładach imienia swej idolki z wczesnej młodości - Róży Luksemburg. W 1973 roku pozwolono, mu jako eksternowi, dokończyć studia na uniwersytecie w Poznaniu. Został sekretarzem Antoniego Słonimskiego. W 1976 roku, po protestach w Radomiu i Ursusie, Michnik znalazł się w gronie ludzi, którzy powołali Komitet Obrony Robotników. - Wtedy najważniejsze były pryncypia, takie jak przyzwoitość, honor, godność, hołdowanie prawdzie - wspomina Zbigniew Bujak. - Toczyliśmy dyskusje, czy taktyka daje jakieś nadzieje. Odpowiedzi nie było. Drogowskazem był dla nas tekst Vaclawa Havla "Siła bezsilnych", dyskutowany w opozycyjnych środowiskach polskich, czechosłowackich, węgierskich. Historia potwierdziła, że mieliśmy rację. W 1980 roku robotnicy nie mieli wątpliwości, do kogo można mieć zaufanie. Gdy w 1980 roku powstała Solidarność, Michnik został doradcą Regionu Mazowsze. Wspominał później: "Byłem w obrębie frakcji anty-Wałęsowskiej". Uważał, że Wałęsa zmierzał w Solidarności do "modelu sułtańskiego, dyktatorskiego". 13 grudnia 1981 roku Michnik został internowany. Więziono go w Białołęce i Mokotowie. Napisał wtedy "Listy z Białołęki" - analizę sytuacji w Polsce. W jednym z listów przyrównał to, co się stało do ataku gangsterów (generałów) na wariatów (Solidarność). W 1983 roku generał Czesław Kiszczak, przez odwiedzającą Michnika Barbarę Szwedowską, przekazał mu propozycję wyjazdu "na jakiś czas" za granicę, bo inaczej czeka go proces i wiele lat w więzieniu. Michnik zareagował pełnym furii listem. Nazwał ekipę Jaruzelskiego "pozbawionymi honoru świńtuchami", a Kiszczaka "durniem". Kiszczak powiedział wtedy arcybiskupowi Jerzemu Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Ignacy Re: Uwłaszczona czerwona nomenklatura IP: *.dzonkow.sdi.tpnet.pl 06.02.03, 11:58 dobrowolne przedstawienie dowodów przesępstwa popełnionego przez L. Rywina. Ha ha.To tak jakby liczono na jakąś "Kiełbasę",że dobrowolnie przyniesie "kałacha" z którego strzelał do "Salcesona" i "Kaszanki". A tak na marginesie to nie Rywin jest podejrzanym a poseł Ziobro. Prokuratura oczekuje od L.Rywina dobrowolnego dostarczenia dowodów przestępstwa w tejże aferze :)))haha to tak jakby oczekiwano od "Kiełbasy" ,że przyniesie "kałacha" z którego strzelał do "Salcesona" i"Kaszanki".A tak naprawdę to podejrzanym w sprawie nie jest L. Rywin lecz poseł Ziobro z Sejmowej Komisji Śledczej.Prawda zawsze zwycięża. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: lew Re: Uwłaszczona czerwona nomenklatura IP: *.zgora.sdi.tpnet.pl 08.02.03, 14:48 Pouczający tekst prof. Krasnodębskiego :arch.rp.pl/a/rz/2003/01/20030122/200301220063.html? k=on;t=2003012220030122 Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Ignacy NOSIŁ WILK IP: *.dzonkow.sdi.tpnet.pl 08.02.03, 19:49 Jedenaste - nie będziesz robił "interesów" z komuchami. ps.piękny felieton:))najzabawniejszy wątek z M. Kantem. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Ignacy Nowe kwiatki lewicy IP: *.dzonkow.sdi.tpnet.pl 10.02.03, 16:12 arch.rp.pl/a/rz/2003/02/20030208/200302080013.html?k=on;t=2003020820030208 Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: rico Re: Skoro ten, no to i Gentleman r. 2001 IP: *.zgora.cvx.ppp.tpnet.pl 10.02.03, 20:59 Macie jeszcze wątpliwości, kto za nim stoi? www.pis.wybierz.to/aktualnosci/news/2002/2002-12-30.htm Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: rico Re: I do tego jaki wyczulony! IP: *.zgora.cvx.ppp.tpnet.pl 10.02.03, 21:17 Nie wchodząc w meritum sprawy L. Kieresa i nie czyniąc żadnych wycieczek natury innej, warto chyba rzucić okiem w jakim towarzystwie sygnatariuszy listu obywatelskiego Rywin zwykł się obracać. Coś mi tu świta - przecież kruk krukowi oka wykoleć nie powinien. A tu jednak! www.rzeczpospolita.pl/gazeta/wydanie_020308/publicystyka/publicystyka_a_4.html Odpowiedz Link Zgłoś
tezgucio Re: RYWINGATE c.d 10.02.03, 22:51 Rok 2005. Polska rzeczywistość. Znacie ten stary dowcip: "Przychodzi Rywin do Michnika..." Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Ignacy Re: RYWINGATE c.d IP: *.dzonkow.sdi.tpnet.pl 11.02.03, 10:49 Ściana się kruszy... Kwiatkowski powinien odejść Dwa dni pracy komisji śledczej i dociekliwość jednego posła wystarczyły, by kotara zasłaniająca szczelnie okoliczności afery Rywina lekko się uchyliła. Nikt, komu bliski jest stan demokracji w Polsce, nie ma już dziś wątpliwości, jak bardzo ta komisja śledcza jest potrzebna. Jednak można teraz lepiej zrozumieć opór przed jej powstaniem. Zaczęły padać nazwiska. Sytuacje ledwie naszkicowane w grudniowym reportażu Pawła Smoleńskiego dzięki precyzyjnym pytaniom posła Rokity zaczęły nabierać kolorów. Najczęściej ciemnych. Z zeznań Adama Michnika wynika już teraz jednoznacznie, że na styku świata polityki, biznesu i mediów w związku z ustawą telewizyjną trwała nieczysta gra, prowadzona przez osoby z "towarzystwa". Próbą wiarygodności i gotowości do podjęcia wyjaśnienia tej gry będą dalsze losy prezesa telewizji publicznej Roberta Kwiatkowskiego. Wczoraj okazało się, jak bardzo jest uwikłany w całą aferę. Sprawdzenie bilingów i twardych dysków komputerów jest na pewno konieczne, ale daleko niewystarczające. Tym bardziej że zrobi się to dopiero dziś, a nie na początku prokuratorskiego śledztwa. Zawieszenie w pełnieniu funkcji to też za mało. Już dziś wiadomo, że wyjaśnianie afery Rywina będzie trwało miesiące. Publiczna telewizja musi w tym czasie normalnie funkcjonować. Kwiatkowski powinien odejść definitywnie, a na jego miejsce trzeba postawić człowieka nieuwikłanego w korupcyjne afery i w polityczne gry. Krzysztof Gottesman Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Ignacy ŚCIANA SIĘ KRUSZY IP: *.dzonkow.sdi.tpnet.pl 12.02.03, 13:04 www.rp.pl/gazeta/wydanie_030212/publicystyka/publicystyka_a_6.html Odpowiedz Link Zgłoś
enki Re: ŚCIANA SIĘ KRUSZY 12.02.03, 16:57 Czy rozmawiał Pan o tym z premierem, prezydentem? nnnieeee pamiętaaam, jaaaaa spotyyyykammm się z nimi dość czeeeeęsto jaaaa nie znnaaam się naaaa komputerze..... nieeee wiem teeeeż niiic naaa temmmat funkcjoooonowannnia Agoryyyyyyy jaaaaa nic nieeeee wiem na temaaat plaaanów bizneeesowych, jaaaa jesestemmmm tylko zwykkkkłym wyrobniiikiem A może to był Kwiatkowski i Czarzasty? Tak oczywiście, Kwiatkowski i CZarzasty to osoby, które mogą stać za tą sprawą. W sumie ONI mogli być zainteresowani.............................. Jak to jest, że akurat te osoby PAn sobie przypomina, a innne nie? toooo chybbaaa jeeest cosss z moją pamięcią, jaaaaaaaa nie pamiętaaaam (kur..a dziennikarz z tak wielką amnezją?????????????) AGORA SA czysta jak dziewica. I kto w to wierzy? Zastanawiam się kiedy zacznie spadać sprzedaż GW. vivat Rokita, on jedyny zadaje konkretne pytania, drąży temat i nie pozwala na filozoficzno - etyczne dygresje Gdyby nie Rokita, to nazwałbym komisję farsą czekam na Panią Rapaczyńską, mam nadzieje że wobec niej Komisja nie będzie aż tak uniżona (bo w sumie jaki autorytet ma Rapaczyńska, Michnik to inna bajka) Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Ignacy Re: ŚCIANA SIĘ KRUSZY IP: *.dzonkow.sdi.tpnet.pl 16.02.03, 17:12 Nie było mnie trochę w kraju , a zagranicą doszły mnie słuchy , że grabarze dziarsko wzieli się do kopania politycznego grobu dla osobnika przebitego osinowym (osikowym?)kołkiem . Kto zacz? Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Ignacy MNIEEETEK dał głos IP: *.dzonkow.sdi.tpnet.pl 17.02.03, 17:51 Rakowski: Politycy SLD zamieszani w sprawę Rywina "Gazeta Wyborcza": "W sprawę Rywina tak czy inaczej zamieszani są politycy SLD, dlatego należy zwołać Radę Krajową Sojuszu" - napisał Mieczysław F. Rakowski w liście, który publikuje dzisiejsza gazeta. "Trybuna" odmówiła jego druku - pisze gazeta. W swoim liście Rakowski przypomina, że sprawa Rywina ma miejsce w okresie sprawowania władzy przez lewicę, co - jego zdaniem - będzie miało wpływ na stosunek opinii publicznej do SLD. W związku z tym władze partii powinny zwołać Radę Krajową SLD i przedstawić na niej okoliczności dotyczące wszystkich aspektów sprawy, w którą tak czy inaczej zamieszani są jego politycy. Odpowiedz Link Zgłoś
markoniec Re: MNIEEETEK dał głos 17.02.03, 19:09 no i ma rację. Chłoptasiom się w głowach poprzewracało. Dotyczy to także terenu. Tylu machlojek nikt nie jest w stanie tolerować ! Byle pacan wstępuje do partrii głównie dla robienia kasy. Ideologię ma gdzieś ! Dotyczy to wszystkich partii! Na szczęście nie wszystkich członków. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Ignacy Dziadek za babkę IP: *.dzonkow.sdi.tpnet.pl 19.02.03, 11:15 Rafał A. Ziemkiewicz Musi być kiepsko z panem Michnikiem, skoro jego przyjaciele poczuli potrzebę, by zapewnić w zbiorowym liście, że nie wątpią w jego uczciwość, a on sam, co gorsza - aby to u siebie opublikować. Żeby było śmieszniej, tuż obok listu od Daniela Olbrychskiego, w którym ten z kolei ręczy za Lwa Rywina. Konkretnie za to, że Rywin jest bardzo zasłużony dla polskiej kinematografii i że jeśli dostanie paszport, to na pewno potem wróci do kraju. Co do punktu pierwszego, to osobiście bym polemizował - fakt, że Rywin jest odpowiedzialny za wyprodukowanie ogromnym kosztem dwóch takich ekskrementów jak filmowy "Wiedźmin" i "Quo vadis", bynajmniej nie stanowi zasługi. Czasem nawet myślę, że cała afera Rywina to po prostu kara Boża za zniszczenie tak znakomitego materiału literackiego. Trudno też uznać za zasługę sposób, w jaki Rywin współprodukował ze Spielbergem "Listę Schindlera", a który sprawił, że zarówno Spielberg, jak i - za jego namową - inni znakomici amerykańscy twórcy przysięgli publicznie omijać z daleka Polskę tak długo, jak długo Rywin ma tu cokolwiek do powiedzenia. Ale pan Olbrychski, człek dobroduszny i prostoduszny, zapewne o tym, pisząc swój list, nie pomyślał. Pozostaje jednak kwestia druga - owo zaręczanie, że obdarowany paszportem Rywin wróci. Pan Olbrychski opiera się tu wyłącznie na własnym przeświadczeniu, ale właściwie dlaczego miałby się nie opierać? Przecież sam Michnik, autorytet nad autorytety, z równą pewnością siebie twierdzi, że choć za propozycją łapówki na pewno stała jakaś grupa w SLD, to premier nie miał z tym nic wspólnego. Dlaczego tak twierdzi? Bo on, Michnik, ma do Millera zaufanie. O, to poważny argument. Swego czasu Kuroń podobnym argumentem przekonał media co do niewinności paru osób z listy Macierewicza - on je zna i on po prostu nie wierzy, żeby mogły być agentami. Gdyby parę lat temu spytać Michnika, czy zna agenta Maleszkę, ksywa "Ketman", i za niego ręczy, na pewno by odpowiedział twierdząco, a Kuroń podpisał się pod takim poręczeniem jako drugi. Ale co zrobi Olbrychski, jeśli Rywin, wziąwszy paszport, da nogę? Oczywiście nie zrobi nic - dlatego też jego zapewnienia można z czystym sercem zignorować. A co będzie, jeśli billingi Rywina rzucą podejrzenie na premiera? Chyba nie jest to aż tak nieprawdopodobne, skoro kilkunastu przyjaciół Michnika już teraz na wszelki wypadek ręczy za jego uczciwość. Dziadek za babkę, babka za rzepkę... oj, przydałoby się, żeby teraz każdy z ręczących za Michnika znalazł kolejną grupę, która wyśle do "Wyborczej" list z poręczeniem za niego. Ale kto z kolei poręczy za nich? Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Ignacy ANALIZA IP: *.dzonkow.sdi.tpnet.pl 20.02.03, 16:53 ANALIZA - ‘NIECH PRAWDA ZWYCIĘŻY, JAK TO MÓWIĄ’ (Marek Barański w rozmowie z Adamem Michnikiem dla ‘Trybuny’) - DLACZEGO MICHNIK ‘OBAWIA SIĘ’ PARLAMENTARNEJ KOMISJI? - ‘Ja się tej komisji sejmowej obawiam’ /Adam Michnik w wywiadzie dla ‘Trybuny’/ - Michnik podobno ujawnił całą aferę ‘z obrzydzenia dla korupcji’, ‘dla dobra publicznego’, itp. Już po ujawnieniu treści rozmowy z Rywinem udzielił b. wielu wywiadów i wypowiedzi. Dlaczego więc nieoczekiwanie ‘obawia się’ sejmowej komisji – jeszcze jednej okazji do zaprezentowania się, jako Zasłużony Bojownik o Wolność i Demokrację? Czego się boi, jeśli powinien się cieszyć? Czy może jest coś, co może się wydać, coś, co Michnik chce ukryć? Co różni komisję sejmową od mediów i prokuratury? Niesterowalność (a przynajmniej utrudniona – obrady mają być jawne). Brak czasu do namysłu – obrady JAWNE. Brak czasu na wymyślenia odpowiedniej repliki, wykrętu, zagadania, zagrożeniem nieautoryzowania wywiadu – bo obrady są JAWNE I RELACJONOWANE NA ŻYWO. Co Michnik ukrywa przed ujawnieniem opinii publicznej? - DLACZEGO MICHNIK _MUSIAŁ_ - A NIE TYLKO _CHCIAŁ_ - UJAWNIĆ ‘RYWINGATE’? - ‘opowiadałem o tym na prawo i lewo, dziesiątkom, setkom ludzi’ – /Adam Michnik w wywiadzie dla ‘Trybuny’/ - Z tej wypowiedzi wynika b. zaskakujący wniosek – Michnik własnym postępowaniem ustawił się w sytuacji, w której po prostu MUSIAŁ ujawnić treść rozmowy z Rywinem. Okazuje się więc, że samo ujawnienie rozmowy było mniej istotne. Co więc było bardziej istotne? Wynika, że właśnie owo ‘opowiadanie na prawo i lewo’, przez co sprawa stała się tak naprawdę publiczną tajemnicą – i to w czasie, kiedy trwało podobno ‘tajne śledztwo Agory’ (stąd miał właśnie wynikać brak wcześniejszego powiadomienia prokuratury)! Czym więc było rozgłaszanie całej sprawy – bo oprócz ‘opowiadania na prawo i lewo’ Michnik mówi także, że ‘odbyliśmy setki rozmów, setki z ludźmi z klasy politycznej, z biznesu, z mediów, z branży filmowej’ (‘Trybuna’)? Widać, że najprawdopodobniej było to DAWANIE SYGNAŁU, PRZEKAZ. Ale jaki przekaz i dla kogo? Można mieć tu różne teorie, np.: 1 Dla całego SLD – ‘Wprawdzie nie ma już UW, ale nie podskakujcie, bo mamy na was haka!’ 2 Dla ‘Grupy Rywina’ (Kwiatkowski, Zarębski) – ‘Uspokójcie się i przestańcie blokować telewizyjne plany Agory’ - _PO CO_ MICHNIK POSZEDŁ DO MILLERA? /i dlaczego nie zabrał ze sobą kasety?/ DLACZEGO RYWIN WYSZEDŁ _PIERWSZY_ OD MILLERA? - ‘To nagranie nie było mi dla premiera potrzebne. /.../ gdybym mu powiedział, że Rywin powiedział to i to, to by miało tę samą wagę, co taśma magnetofonowa /.../ W tej sprawie to jest jedyny, żelazny dowód.’ – /Adam Michnik w wywiadzie dla ‘Trybuny’/ - W normalnym demokratycznym państwie prawa redaktor naczelny opiniotwórczej gazety, którego próbował skorumpować wysoko ustosunkowany, wpływowy biznesmen (powołujący się do tego na osobę samego premiera), powinien: 1 - natychmiast podać sprawę do publicznej wiadomości, i/lub - 2 - powiadomić prokuraturę, i/lub - 3 - spotkać się jak najszybciej z premierem i wyjaśnić całą sprawę, najlepiej także w obecności korumpującego biznesmena. - Michnik zdecydował się najpierw na wariant NR 3 – spotkanie z premierem. I tu zaczynają się dziać dziwne rzeczy – oto jak bowiem najprawdopodobniej ich rozmowa przebiegłaby w demokratycznym państwie prawa: /Michnik/ - Panie premierze, oto jest żelazny dowód - kaseta/CD oraz wydruk z nagraną próbą korupcji obecnego tu pana Rywina na mnie i mojej firmie. Pan Rywin powołuje się w tej rozmowie na pańską osobę. Co pan na to? /Miller/ - To jakiś żart? Rywin, co to za brednie?! Rywin milczy, spojrzenie ma wbite w podłogę. Miller patrzy z powrotem w stronę Michnika. /Michnik/ - Chciałbym poinformować pana premiera, że o całej sprawie powiadomię opinię publiczną, a także najprawdopodobniej prokuraturę. Pozostawiam panu dzień na wyjaśnienie całej sprawy. Do zobaczenia za 24 godziny. Michnik wychodzi. Miller wzywa sekretarkę – Kwiatkowski i Zarębski mają się u mnie stawić natychmiast! Patrzy na Rywina pytająco – Słucham? - Tak właśnie powinno się rozegrać spotkanie Michnik – Miller. Michnik powinien powiadomić o próbie korupcji Millera – OBOWIĄZKOWO wręczając mu przy tym ‘jedyny, żelazny dowód’ - kasetę/CD i wydruk rozmowy z Rywinem, po czym to właśnie sam Miller powinien natychmiast zająć się szukaniem winnych i wyjaśnianiem sprawy – jako premier, szef partii zamieszanej w próbę korupcji, wymieniony przez samego Rywina na ‘taśmach prawdy’. Powinien natychmiast wezwać wszystkich ew. zamieszanych w sprawę i od razu dokładnie wyjaśnić całą sprawę. Leci kilka głów, parę osób idzie na przedwczesną emeryturę, Miller przedstawia Michnikowi, co i kto wysmażył całą intrygę, i spokojnie można opublikować całą sprawę w ‘Gazecie Wyborczej’. Tymczasem NIC TAKIEGO SIĘ NIE DZIEJE! Wręcz przeciwnie. Michnik idzie do Miller BEZ ‘żelaznego dowodu’ - taśmy/CD i tekstu rozmowy z Rywinem! A z gabinetu Millera, zamiast Michnika, pierwszy wychodzi _RYWIN_. Michnik zostaje w gabinecie, by..., no właśnie, po co? I dlaczego Michnik twierdzi, że mówi o Millerze, że ‘nie uchylił się i pomógł ujawnić ‘Gazecie’ fakt próby korupcyjnej’ (Trybuna), jeśli widać, że MILLER DOKŁADNIE NIC NIE ZROBIŁ? - SKĄD _PEWNOŚĆ_ MICHNIKA, ŻE MILLER NIE MIAŁ Z ‘RYWINGATE’ NIC WSPÓLNEGO? - ‘bo to nie jest sprawa polityczna, tylko korupcyjna! /.../ Ją się upolitycznia /.../ Ale to jest sprawa korupcyjna I TAK POWINNA BYĆ PRZEZ WSZYSTKICH TRAKTOWANA. Jakiekolwiek gmatwanie tego jest wbrew NASZYM WSPÓLNYM INTERESOM. Kształtem ustawy zajmiemy się, jak te emocje opadną’ /.../ Z publikacji ‘Gazety’ wynikało, że Rywin powoływał się na premiera nie mając ku temu żadnych podstaw’ – /Adam Michnik w wywiadzie dla ‘Trybuny’/ (podkreślenia moje) - Skąd taka straszliwa PEWNOŚĆ Michnika, że Miller nie ma z całą sprawą Rywina nic wspólnego? Przecież równie dobrze mógłby stwierdzić – ‘Ja nie wiem, oto kaseta, proszę się zaznajomić z jej treścią. Słuchamy.’ – I czekać na reakcje, wewnętrzne śledztwo w SLD, dochodzenie prokuratury i komisji sejmowej. Tymczasem Michnik bardzo mocno bierze Millera w obronę, nie mając przy tym pewności (bo takowej mieć przecież nie może), że Miller jest - albo też nie jest - zamieszany w Rywingate. Co ma oznaczać stwierdzenie, że sprawę się ‘upolitycznia’? Kto to robi? I czemu jest to złe? Przecież wyraźnie występują w sprawie Rywina takie prominentne osoby, jak np. Kwiatkowski, ewidentnie ‘polityczne’. Dlaczego Michnik mówi, że ’z publikacji ‘Gazety’ wynikało’, że Miller jest poza podejrzeniem, a nie po prostu, że wynika to ze ‘śledztwa ‘Wyborczej’’, albo po prostu, że ‘premier najprawdopodobniej nie jest zamieszany w sprawę’? Czy chodzi o to, by Miller MUSI POZOSTAĆ poza całą aferą? A dlaczego Michnikowi tak bardzo na tym zależy? Przecież to chyba nie jego problem? Czy jednak jego? I co to za ‘nasze wspólne interesy’? - ‘W CAŁEJ TEJ HISTORII NIC KUPY SIĘ NIE TRZYMA’? - ‘Logicznie rzecz biorąc – na co większość komentatorów zwraca uwagę – w całej tej historii nic kupy się nie trzyma’ – Paweł Śpiewak (‘Koniec złudzeń’ – ‘Rzeczpospolita̵ Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Ignacy Re: ANALIZA c.d IP: *.dzonkow.sdi.tpnet.pl 20.02.03, 20:54 ‘W CAŁEJ TEJ HISTORII NIC KUPY SIĘ NIE TRZYMA’? - ‘Logicznie rzecz biorąc – na co większość komentatorów zwraca uwagę – w całej tej historii nic kupy się nie trzyma’ – Paweł Śpiewak (‘Koniec złudzeń’ – ‘Rzeczpospolita’, 23.01.03) - Na pierwszy rzut oka można się zgodzić ze Śpiewakiem – korumpowany redaktor naczelny wraz z zespołem zamiast iść do prokuratury albo oczekiwać od premiera wyjaśnień samodzielnie prowadzi ‘śledztwo’ – ‘Myśmy ciągle wierzyli, że czegoś się dowiemy’ , ‘wydawało mi się, że coś gdzieś złapię’. Co? Kogo? Nie prościej - i dużo rozsądniej - było zapytać o wyjaśnienie całej sprawy najbardziej zainteresowanego, czyli premiera? I dlaczego taka histeryczna ochrona premiera, skąd ta PEWNOŚĆ, że ‘to na pewno nie on’? I po co to całe uniżone proszenie ‘Trybuny’ (!) Barańskiego (!!!) o wywiad? Przecież wystarczyło upublicznić treść nagrania i czekać na wyjaśnienia zainteresowanych. Dlaczego ‘dla czystości profesjonalnej trzeba było porozmawiać i z Andrzejem Zarębskim, bo pojawiło się jego nazwisko, i z Robertem Kwiatkowskim, i z szefem rządu’ (Trybuna)? Jak to, więc spotkania z NAJBARDZIEJ ZAINTERESOWANYMI I EW. ZWIĄZANYMI Z ‘RYWINGATE’ odbyły się jedynie dla ‘dla czystości profesjonalnej?! To czego właściwie dotyczyło ‘śledztwo’? Jeśli więc próbujemy zrozumieć całą ‘sprawę Rywina’ z punktu widzenia normalnego, demokratycznego państwa prawa, to rzeczywiście ‘nic kupy się nie trzyma’. Dość ciekawie pyta o całą tą sprawę Piotr Zaremba (‘Rywin i inni’ – Gazeta Polska’15.01.03): ‘niełatwo jest rozszyfrować stosunek ‘Wyborczej’ do Millera. Wypada on przecież w samym tekście dobrze, jako osoba demaskująca Rywina. Co więcej, gazeta unika jak ognia nieprzychylnych mu komentarzy. Ale jednocześnie pytania dotyczące bezczynności Millera i roli innych ludzi z kręgów SLD nasuwają się same. Trudno uwierzyć, aby taki gracz jak Rywin działał na własną rękę. Czy można uwierzyć, że dziennikarze ‘Wyborczej’ nie widzą szkód, jakie sami – chcąc nie chcąc – zadali premierowi? /.../ Czym za to wytłumaczyć wręcz histeryczne wystąpienia ‘Gazety Wyborczej’ w obronie premiera? Albo tajne naciski Pałacu Prezydenckiego oraz Agory na polityków opozycji, aby ograniczyli swoje dochodzenia tylko do osoby Rywina, a Millera zostawili w spokoju? Jak już zostało powiedziane, w ‘sprawie Rywina’ z punktu widzenia normalnego, demokratycznego państwa prawa, rzeczywiście ‘nic kupy się nie trzyma’. - PRZYCHODZI CAPO DO CAPO - ‘nasze wspólne interesy’ - Czy istnieje inny punkt widzenia, który stawia całą sprawę w zupełnie nowym świetle? Przyjmijmy, że szef jednego z dwóch rywalizujących gangów łapie w swoim domu na gorącym uczynku gangstera drugiego gangu – z pistoletem w dłoni i brylantami w kieszeniach. Co robi? Zabija go? Może, ale ryzykowałby wielką wojnę między gangami, a mając w ręku przestraszonego i skorego do ‘współpracy’ bandziorka, może przecież utargować dużo więcej. Zabiera więc ze sobą złapanego ‘żołnierza’ na wielkie spotkanie rodzin mafijnych i przedstawia całą sprawę głowie konkurencyjnego gangu. Czy szefowie obu gangów chcą wojny totalnej ‘wszyscy przecie wszystkim i do samego końca’? Nie. Każdy z gangów ma swoje terytorium, wpływy i kasę, i dobre życie. Co robi herszt konkurencyjnej bandy na oczach innych mafiozów? Łapie się teatralnie za głowę i woła wielkim głosem - ‘Lwie! (hipotetyczne imię złapanego gangstera) Co ci do tej głupiej głowy przyszło? Coś ty zrobił!?’ I NIE WAŻNE, CZY WIEDZIAŁ O ZAMIARACH SWOJEGO CZŁOWIEKA CZY TEŻ NIE (a najprawdopodobniej wiedział) – BO TAK CZY OWAK ODPOWIADA ZA SWOJEGO CZŁOWIEKA, WIĘC MUSI WZIĄĆ ZA NIEGO PEŁNĄ ODPOWIEDZIALNOŚĆ! Co dzieje się dalej? Ośmieszony gangster, wyrzucony kopniakiem własnego bossa, wymyka się chyłkiem za drzwi, ciesząc się, że przynajmniej ocalił głowę, a szefowie rozpoczynają negocjacje związane z tym ‘godnym ubolewania incydentem’. Wszystko wskazuje na to, że dokładnie to samo stało się w sprawie Michnik- Miller. W walce konkurencyjnych polityczno-biznesowo-medialnych konglomeratów oligarchiczno-mafijnych – ‘Agory’ i ‘SLD’ - mafia ‘Agora’ wyraźnie osłabła, gdyż straciła swoją polityczną reprezentację – UW (a senator Kutz to już jednak dużo za mało). Ale Michnikowi poszczęściło się! Podpuszczony osiłek Rywin dał Michnikowi ‘złotego haka’ – możliwość nagrania rozmowy Rywin – Michnik dot. korupcji. Dlatego Michnik NIE MUSIAŁ ZABIERAĆ ZE SOBĄ ŻADNYCH KASET DO MILLERA! – wystarczył sam Rywin potwierdzający, że Michnik mówi prawdę, iż ma nagranie rozmowy Rywin-Michnik. Miller nie miał wyjścia – NAWET JEŚLI NIC NIE WIEDZIAŁ O CAŁEJ SPRAWIE (w co można wątpić – to są jednak zbyt poważne sprawy, by sam Capo di tutii Capi o nich nie wiedział), i tak MUSI WZIĄĆ CAŁĄ SPRAWĘ NA SWOJE BARKI! Po prostu jest szefem mafii ‘SLD’ i jako szef odpowiada za całość. Dlatego właśnie od Millera pierwszy wyszedł Rywin – prosty żołnierz, który po potwierdzeniu swojej ‘wpadki’ zastał wykopany z gabinetu, bo przestał być potrzebny – a szefowie zaczęli obrady. Nad czym obradowali? Otóż nad SPRAWĄ, UKŁADEM, DEALEM. Po prostu najzwyczajniej w świecie DOGADALI SIĘ, co dalej zrobią. Warunków można się łatwo domyśleć – Miller przestaje wysyłać swoich ‘żołnierzyków’ do Agory z ‘propozycjami nie do odrzucenia’, razem osiągają konsensus w sprawie telewizji, Michnik przedstawia publicznie sprawę tak, że cała wina idzie wyłącznie na konto Rywina (stąd te wszystkie ‘Proszę nie drążyć tej sprawy’ (zob. załącznik ‘Pytania uzupełniające’), ‘To tylko i wyłącznie korupcja i tylko ‘grupa Rywina’!’), i obiecuje warunkowe wsparcie dla rządu np. w sprawie UE - stąd dalsze wspólne picie mleczka i bratanie się przed kamerami ‘jacy to my jesteśmy kumple’, bo to wszystko jest częścią UMOWY, ubitego w gabinecie Millera WIELKIEGO DEALU. Dlatego właśnie Michnik prowadząc dziwne ‘śledztwo’, tak naprawdę rozgłasza w środowisku ‘message’, że znowu jest w grze i że trzeba się z nim liczyć (dotyczy to m.in. Grupy Rywina’ – Kwiatkowski, Zarębski). Dlatego teraz to Michnik PROSI o wywiad ‘Trybunę’ i jej szefa Barańskiego (dokładnie tego samego Barańskiego tej samej ‘Trybuny’, za której udzielenie wywiadu strofował sam jeszcze nie tak dawno Millera) – bo MUSI wytłumaczyć ‘wrogom’ (czyli SLD), że bynajmniej nie są wrogami, a wręcz przeciwnie... I dlatego właśnie Michnik OBAWIA SIĘ (czyli po prostu BOI) parlamentarnej komisji – bo właśnie ona może ujawnić WILEKI DEAL. A to by był koniec Michnika. I Millera pewnie też – własni ludzie by go żywcem rozszarpali za ‘wystawienie’ kilku ‘naszych’ – bo w mafii najważniejsza jest lojalność wobec swoich. I dlatego właśnie trzeba dbać o ‘nasze wspólne interesy’. - NIECH PRAWDA ZWYCIĘŻY - - - Załącznik - PYTANIA UZUPEŁNIAJĄCE (dot. wywiadu z Michnikiem w ‘Gazecie Polskiej’) - Gazeta Polska: - Co takiego się stało, że musiał Pan iść po prośbie do Marka Barańskiego, człowieka, który w stanie wojennym robił najbardziej obrzydliwe, oparte na materiałach ubeckich, audycje w telewizji? Michnik: - Kiedyś zapytano Amosa Oza, dlaczego należy negocjować z terrorystami z Al. Fatah. O Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Ignacy Re: ANALIZA c.d IP: *.dzonkow.sdi.tpnet.pl 20.02.03, 21:03 - NIECH PRAWDA ZWYCIĘŻY - - - Załącznik - PYTANIA UZUPEŁNIAJĄCE (dot. wywiadu z Michnikiem w ‘Gazecie Polskiej’) - Gazeta Polska: - Co takiego się stało, że musiał Pan iść po prośbie do Marka Barańskiego, człowieka, który w stanie wojennym robił najbardziej obrzydliwe, oparte na materiałach ubeckich, audycje w telewizji? Michnik: - Kiedyś zapytano Amosa Oza, dlaczego należy negocjować z terrorystami z Al. Fatah. Odpowiedział: Dlatego, że są to nasi wrogowie. Z wrogami się negocjuje, jeżeli się chce mieć pokój. CZY W TAKIM RAZIE SLD TO ‘WRÓG’? DLACZEGO? DLACZEGO WŁAŚNIE TERAZ? CZY JEST JAKAŚ ‘WOJNA’ MIĘDZY AGORĄ/’GW’ A SLD? - Michnik: - Nie mam żadnych przesłanek, żeby stwierdzić, iż SLD rzeczywiście miała być beneficjentem propozycji Rywina. CZY MA PAN _PEWNOŚĆ_, ŻE SLD I MILLER NIE MIELI BYĆ ‘BENEFICJENTEM PROPOZYCJI RYWINA’? TAK? NIE? SKĄD WŁAŚNIE _PEWNOŚĆ_, A NIE NP. PRZEŚWIADCZENIE, OPINIA, OSĄD? - Michnik: - ‘intuicyjnie czułem, że Rywin z jakimiś ludźmi jest w zmowie i chciałem to ustalić’ CZEMU NIE ZOSTAWIŁ PAN TEGO ‘USTALANIA’ MILLEROWI? - Michnik: - ‘Z całą pewnością nie mogłem wykluczyć, że za tym działaniem stoją ludzie, którzy kiedyś, 30, 40 lat temu mogli mieć jakieś związki ze służbami. Dopuszczałem jako jeden z wariantów, że możemy mieć do czynienia z prowokacją, której celem może być skompromitowanie ‘GW’ i Agory’. CZY TAKŻE DLATEGO O SPRAWACH DOTYCZĄCYCH ‘SPRAWY RYWINA’ ROZMAWIALIŚCIE PAŃSTWO NA TARASIE REDAKCJI? CZY OBAWIALIŚCIE SIĘ PODSŁUCHU? PRZEZ KOGO PROWADZONEGO I NA CZYJE ZLECENIE? DLACZEGO WIĘC W WYWIADZIE DLA ‘GP’ ZAPYTANY O EW. ZWIĄZKI RYWINA Z BYŁYMI FUNKCJONARIUSZAMI SŁUŻB SPECJALNYCH STWIERDZIŁ PAN, ŻE: - ‘W ogóle o tym nie myślałem’? CZY W TAKIM RAZIE UWAŻA PAN, ŻE POZA OFICJALNYMI ORGANAMI PAŃSTWOWYMI TAKIMI, JAK AW I ABW W III RP - DEMOKRATYCZNYM PAŃSTWA PRAWA, MOGĄ TEŻ ISTNIEĆ INNE, NIELEGALNE STRUKTURY AGENTURALNO-WYWIADOWCZE WYWODZĄCE SIĘ Z DAWNYCH, KOMUNISTYCZNYM SŁUŻB SPECJALNYCH? - ‘Gazeta Polska’: - Czy życiorys Lwa Rawicza, wskazujący, że miał związki ze służbami PRL, nie włączył Panu czerwonej lampki? Michnik: - Nie znałem jego życiorysu. A CZY NAPOTKAŁ PAN NA JEGO NAZWISKO PODCZAS DZIAŁANIA TZW. ‘KOMISJI MICHNIKA’, KTÓRA PRZEGLĄDAŁA PRL-OWSKIE AKTA MSW NA POCZĄTKU LAT 90-TYCH? - Michnik: - ‘Pani uporczywie chce stworzyć wrażenie, że pan Szymczycha czy pan Janik byli poinformowani o sprawie. Otóż nie byli, niech pani nie wprowadza czytelników w błąd’ /.../ Trzymajmy się faktów Oni nie posiadali wiedzy na temat propozycji rywina. Niech pani tego nie drąży. /.../ przedtem takiej wiedzy nie posiadali.’ SKĄD AŻ TAKA PEWNOŚĆ? I DLACZEGO NIE WOLNO TEGO ‘DRĄZYĆ’? - Michnik: - To były boczne wątki z punktu widzenia afery korupcyjnej /.../ Czuję tu zapach, który czułem w rozmowie z Rywinem – zapach prowokacji’ NO WIĘC W KOŃCU BYŁA TO ‘TYLKO I WYŁĄCZNIE AFERA KORUPCYJNA’ CZY TEŻ ‘PROWOKACJA’? - CZY TO PRAWDA, ŻE MILLER CZYTAŁ/ZATWIERDZAŁ TEKST W ‘GW’ O ‘RYWINGATE’? DLACZEGO? CZY BYŁA TO CZĘŚĆ WASZEJ ‘UMOWY’? - CZY NAPRAWDĘ ŻYJEMY W DEMOKRATYCZNYM PAŃSTWIE PRAWA? DLACZEGO NIE, REDAKTORZE MICHNIK? Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Ignacy Re: ANALIZA c.d IP: *.dzonkow.sdi.tpnet.pl 22.02.03, 21:55 Rywin milczy jak grób;-))Co to oznacza? Punktem wyjścia dla twórczości jest milczenie. W twórczej glebie milczenia można odnaleźć zalążki wszystkich rzeczy. (David Spander) Odpowiedz Link Zgłoś
markoniec Re: ANALIZA c.d 22.02.03, 22:34 prawdopodobnie nagranie nie może być dowodem i dlatego nie ma co za wiele opowiadać, bo można sobie tylko zaszkodzić! wg mnie jedynym przegranym będzie ten, któremu sie wydawało, że rozdaje karty :-))) Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Ignacy TRZĘSIENIE ZIEMI IP: *.dzonkow.sdi.tpnet.pl 26.02.03, 10:18 www.rp.pl/gazeta/wydanie_030226/publicystyka/publicystyka_a_1.html Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Ignacy DOWODY ZNISZCZONE W AGORZE IP: *.dzonkow.sdi.tpnet.pl 26.02.03, 15:23 www.rp.pl/gazeta/wydanie_030226/kraj/kraj_a_1.html Odpowiedz Link Zgłoś
proca_toya Re: czy Michnik nakłamał speckomisji? 04.04.03, 18:12 w komisji robi się coraz ciekawiej Odpowiedz Link Zgłoś