Dodaj do ulubionych

RYWINGATE c.d

IP: *.ipub.pl 13.01.03, 16:01
Uwłaszczona czerwona nomenklatura skoczyła sobie do gardła.www.rp.pl
Obserwuj wątek
    • Gość: Ignacy Re: RYWINGATE c.d IP: *.dzonkow.sdi.tpnet.pl 13.01.03, 22:21
      Ludzie czy ja śnię ? Nie ,przeczytałem artykuł.Przez chwilę wydawało mi sie ,że
      to coś w stylu Jeffreya Archera tzw.political-fiction ,powieści z kluczem,tylko
      że klucz ktoś podp.tzn.nie klucz a taśmy.J powiadają śmiech to zdrowie.
    • Gość: rico Re: RYWINGATE c.d IP: *.zgora.cvx.ppp.tpnet.pl 14.01.03, 01:57
      Z tezą się zgadzam, natomiast występowanie pod moim nickiem, to kolezko nie
      fair!
      • Gość: Ignacy Re: RYWINGATE c.d IP: *.dzonkow.sdi.tpnet.pl 19.01.03, 17:24
        www.rp.pl/gazeta/wydanie_030118/kraj/kraj_a_3.html#1
    • black.night Nie tylko czerwona 20.01.03, 04:56
      Gość portalu: Rico napisał(a):

      > Uwłaszczona czerwona nomenklatura skoczyła sobie do gardła.<a
      href="www.
      > rp.pl"target="_blank">www.rp.pl</a>

      A dlaczego: "czerwona nomenklatura". Zarębski i Michnik ....
    • Gość: pokrzywdzony Re: RYWINGATE c.d IP: *.zgora.sdi.tpnet.pl 23.01.03, 20:23
      Ruszyła komisja.


      Życie w dzisiejszej Polsce to koszmar, to jedne wielkie oszustwo. łapówkarze
      biorą łapówki i ani nie załatwiają sprawy , ani nie oddają pieniędzy.
    • Gość: pokrzywdzony Re: RYWINGATE c.d IP: *.zgora.sdi.tpnet.pl 23.01.03, 20:23
      Ruszyła komisja.


      Życie w dzisiejszej Polsce to koszmar, to jedne wielkie oszustwo. łapówkarze
      biorą łapówki i ani nie załatwiają sprawy , ani nie oddają pieniędzy.
    • Gość: white Re: RYWINGATE c.d IP: *.zgora.sdi.tpnet.pl 23.01.03, 20:30




      Stefan Kisielewski, opisując niegdyś walki między różnymi frakcjami wewnątrz
      PZPR, porównywał je do kotłowaniny pod dywanem, w wyniku której nagle spod
      dywanu wypadał zagryziony buldog. W naszych czasach takim „zagryzionym
      buldogiem” okazał się Lew Rywin.

      Kisielewskiemu chodziło o to, że mechanizm podejmowania najważniejszych decyzji
      w państwie komunistycznym pozostawał dla opinii publicznej niejawny, był zaś
      wynikiem zakulisowego ścierania się różnych grup partyjnych. Wydawać by się
      mogło, że po upadku minionego systemu i proklamowaniu demokracji sytuacja
      powinna ulec zmianie — żywotne dla kraju rozstrzygnięcia powinny być
      podejmowane nie za kulisami, lecz przy podniesionej kurtynie, najlepiej na
      forum parlamentarnym, zaś decydować powinni wyłonieni w demokratycznych
      wyborach reprezentanci społeczeństwa, kierując się dobrem wspólnym, a nie
      jakieś „szare eminencje” na półoficjalnych spotkaniach, załatwiając swoje
      prywatne interesy i wręczając sobie krociowe łapówki.

      Tymczasem afera z Lwem Rywinem, który zaproponował spółce Agora
      (wydawcy „Gazety Wyborczej”) korzystną dla niej nowelizację ustawy o radiofonii
      i telewizji w zamian za 17,5 mln dolarów łapówki na potrzeby SLD — pokazuje, że
      instytucje demokratyczne mogą być jedynie parawanem służącym do przyklepywania
      decyzji, które zapadają gdzie indziej.

      Demokracja dekoracyjna
      Latem ubiegłego roku Paweł Śpiewak na kartach „Res Publiki Nowej” opublikował
      tekst pt. „Dekoracyjna demokracja”. Pisał w nim m.in., że w Polsce mamy „do
      czynienia z demokracją fasadową. Odbywają się regularne wybory, przestrzegane
      są reguły prawa (na przykład rozliczanie kosztów kampanii wyborczych), ale
      zarazem widzimy, że zasadnicze decyzje zapadają poza wszelkimi ciałami
      przedstawicielskimi. O ważnych sprawach mówi się zapewne gdzieś na spotkaniach
      liderów partii i szefów dużych gospodarczych formacji. Teatr demokratyczny
      przesłania jedynie lub wręcz ukryć ma obszary, gdzie podejmuje się istotne
      decyzje publiczne oraz ekonomiczne. Rozrasta się niewidoczne państwo. W ten
      sposób niemal świadomie kompromituje się zasady demokracji.”

      W podobnym tonie wypowiadała się również prof. Jadwiga Staniszkis, według
      której duża część polskiej klasy politycznej odgrywa przed wyborcami spektakl
      teatralny, występując przeciwko sobie po dwóch stronach barykady, podczas gdy w
      rzeczywistości często łączą ich nici różnych powiązań biznesowo-towarzyskich.

      Już po ujawnieniu „afery Rywina” głos zabrał też na łamach „Rzeczpospolitej”
      Ryszard Bugaj. Jego zdaniem, w Polsce demokracja wypierana jest coraz bardziej
      przez system oligarchiczny, w którym decyzje zapadają poza procedurami
      demokratycznymi i ponad głowami społeczeństwa: „Jeżeli elity polityki, mediów i
      biznesu są spojone ze sobą wspólnymi interesami i wspólną wizją, to demokracja
      staje się zwykłym teatrem”. Według Bugaja, sytuacja ta jest wynikiem trwającej
      od 1989 roku zmowy części elit solidarnościowych i komunistycznych.

      Strach przed podsłuchem
      Być może dla niektórych takie postawienie sprawy to uleganie spiskowej teorii
      dziejów, czyli — jak to się zwykło dziś określać — myśleniu paranoicznemu.
      Przeciwko takiej postawie występowali zawsze publicyści „Gazety Wyborczej”.
      Tymczasem opisane przez ten dziennik zachowanie jego kierownictwa w
      obliczu „afery Rywina” zdradza właśnie ślady takiej spiskowej obsesji. Oto
      bowiem okazuje się, że szefowie Agory i „Gazety” nie czują się bezpieczni we
      własnym budynku. Adam Michnik, Wanda Rapaczyńska i Helena Łuczywo dyskutują
      wyłącznie na tarasach, gdyż boją się, że w gabinetach mają podsłuch. Z tego
      samego powodu unikają jakichkolwiek wzmianek o aferze w rozmowach
      telefonicznych.

      Jednocześnie „Gazeta Wyborcza”, chociaż przestępstwo (próba korupcji) nastąpiło
      już w lipcu ub.r., przez pięć miesięcy zwlekała z ujawnieniem sprawy.
      Oficjalnie motywowano to koniecznością przeprowadzenia dziennikarskiego
      śledztwa, jednak w rzeczywistości wyniki owego dochodzenia okazały się niemal
      żadne.

      A można było pójść chociażby tropem biografii Lwa Rywina, która wiele wyjaśnia.
      Obywatel sowiecki Rywin trafił do Polski z ZSRR w 1959 r. Karierę zrobił
      błyskotliwą. Został jednym z szefów Interpressu, uznawanego za przybudówkę
      wywiadu PRL. Swobodnie podróżował między ZSRR a USA. W stanie wojennym został
      ściągnięty do Radiokomitetu przez generała Mirosława Wojciechowskiego z
      Wojskowych Służb Informacyjnych i mianowany prezesem Poltelu — instytucji
      dostarczającej TVP deficytowe dewizy. Jak pisze „Życie Warszawy”: „Rywin musiał
      być zaufanym człowiekiem, bo takie stanowisko (operacje w obcej walucie,
      wyjazdy za granicę) mógł dostać tylko człowiek cieszący się poparciem MSW i
      władz partyjnych. Podejrzewano, że pomógł mu radziecki paszport, który ponoć
      długo posiadał po otrzymaniu polskiego obywatelstwa.” Kiedy pierwszym
      solidarnościowym prezesem Radiokomitetu został Andrzej Drawicz, uczynił Rywina
      swoim zastępcą odpowiedzialnym za sprawy finansowe.

      Gdyby dziennikarskie dochodzenie poszło tym tropem, mogłoby się jednak okazać,
      że rację ma Ryszard Bugaj — mówiący o psującej państwo zmowie części elit
      komunistycznych i solidarnościowych. Do takich wniosków „Gazeta Wyborcza”
      oczywiście dojść nie może. To bowiem, co Bugaj nazywa w negatywnym
      sensie „umową elit”, to Adam Michnik wychwala jako „historyczny kompromis”.

      Jak zauważa więc Bugaj, wersja wydarzeń przedstawiona przez „Gazetę Wyborczą”,
      obciąża tylko jedną osobę — Rywina, nie rzuca natomiast cienia na klasę
      polityczną ani żaden jej wpływowy odłam. Tak więc, zdaniem Bugaja,
      działania „Wyborczej” „nie są podporządkowane interesom opinii publicznej, ale
      interesom politycznej elity”.

      Walka o wpływy i pieniądze
      Warto w tym kontekście przyjrzeć się nowelizacji ustawy, wokół której rozgrywa
      się całe to zamieszanie. Otóż jest ona przedstawiana przez większość mediów
      jako spór o wolność słowa. Tymczasem jest to głównie konflikt o pieniądze i
      wpływy. Rządowa propozycja przewiduje, że właściciel ogólnopolskiej gazety nie
      może otrzymać koncesji na telewizję. Uderza to przede wszystkim w Agorę, która
      przymierza się do kupienia Polsatu. Rząd argumentuje, że chce w ten sposób
      uchronić polski rynek medialny przed zmonopolizowaniem przez jedną grupę.
      Trudno jednak w to uwierzyć, skoro ta sama ekipa robi wszystko, by samemu
      przyjąć polityczną kontrolę nad mediami, a telewizja publiczna została przez
      nią de facto przekształcona w telewizję partyjną SLD.

      Z drugiej strony media prywatne, które tak głośno deklarują, że zależy im
      głównie na wolności słowa, pluralizmie opinii i dostępie obywatela do
      informacji, dały się już poznać z przemilczania niewygodnych wiadomości. Tak
      było chociażby z historią niedyspozycji Aleksandra Kwaśniewskiego nad grobami
      polskich oficerów w Charkowie, o której „Gazeta Wyborcza” milczała tak samo jak
      TVP.

      Spór o nowelizację ustawy o radiofonii i telewizji jest w gruncie rzeczy
      konfliktem dwóch grup polityczno-biznesowo-medialnych. Jednej w tle patronuje
      prezydent Kwaśniewski, drugiej premier Miller. Takiego podziału na polskiej
      scenie politycznej oficjalnie nie ma.

      Nie zapominajmy jednak, że podobieństwo określeń „scena polityczna” i „scena
      teatralna” nie jest przypadkowe. Prawdziwe rozgrywki toczą się za kulisami. O
      ich przebiegu nie dowiemy się ani z głównego wydania „Wiadomości”, ani z
      pierwszych stron dzienników. Chyba że znów spod dywanu wypadnie zagryziony
      buldog...


      opr. mg/mg



      • Gość: Ignacy Re: RYWINGATE c.d IP: *.dzonkow.sdi.tpnet.pl 24.01.03, 11:55

        www.rp.pl/gazeta/wydanie_030124/publicystyka/publicystyka_a_12.html?k=on;t=2003012420030124
        • Gość: Zagozda Re: RYWINGATE c.d IP: *.zgora.sdi.tpnet.pl 31.01.03, 19:06


          Wklejam tekst o Adasiu autorstwa Andrzeja Gassa. Na szczególną uwagę
          zasługują fragmenty dotyczące tego, co pisał Lynx. ""Afera z łapówką,
          której Lew Rywin miał oczekiwać od spółki Agora za korzystny zapis w
          ustawie o radiu i telewizji, wymknęła się jej bohaterom spod kontroli
          i przypomina śnieżną lawinę. Z brytyjskiego Times'a świat dowiedział
          się, że w tle afery jest rywalizacja między polskim premierem a
          prezydentem, popieranym przez wpływowego redaktora. Według jednej z
          wersji wydarzeń, za aferą kryją się Aleksander Kwaśniewski i Adam
          Michnik, naczelny wydawanej przez Agorę Gazety Wyborczej. Chodzi o
          zdyskredytowanie premiera Leszka Millera i utworzenie centrowej
          partii z niedobitków UW i części SLD, która pójdzie za Aleksandrem
          Kwaśniewskim. Ile w tym prawdy - nie wiadomo. Nie wiadomo również,
          czy przyszłość zastąpi tę wersję wydarzeń jakąś bardziej
          wiarygodną. "Gdy po śmierci pójdę na Sąd Ostateczny, Święty Piotr
          spyta mnie: - Co dobrego, synu, zrobiłeś? A ja odpowiem: - Mojego
          synka Antosia i Okrągły Stół" - powiedział Adam Michnik w głośnej
          rozmowie z generałem Kiszczakiem, opublikowanej przez Gazetę
          Wyborczą. 56-letni dziś Adam Michnik po raz pierwszy zaistniał
          publicznie w wieku 15 lat, na zebraniu Klubu Krzywego Koła - w
          miejscu spotkań inteligencji i studentów korzystających z
          popaździernikowej "wolności". Jąkający się uczeń wypowiedział się w
          dyskusji o PRL-owskiej oświacie. Któryś ze starszych dyskutantów
          zaproponował mu, aby wrócił do szkoły. W obronę wziął go prezes
          klubu, Jan Józef Lipski. Tak rozpoczęła się ich wieloletnia
          współpraca i przyjaźń. W Klubie mógł Michnik poznać innych
          późniejszych przyjaciół i współpracowników: Leszka Kołakowskiego,
          Karola Modzelewskiego, Aleksandra Małachowskiego, Stefana
          Kisielewskiego, Antoniego Słonimskiego. Michnik pochodził z - jak to
          sam określił - "liberalnej żydokomuny". Matka Helena była przed wojną
          działaczką socjalistycznej organizacji "Życie". Ojciec, Ozjasz
          Szechter - wysokiej rangi działaczem Komunistycznej Partii Zachodniej
          Ukrainy. Odsiedział w więzieniu osiem lat i był torturowany. - Ja
          tylko sześć i dostałem tylko parę razy w gębę - porównywał się
          Michnik do ojca. Wojnę rodzice Michnika przetrwali w ZSRR. W Polsce
          nie zrobili kariery politycznej (matka pisała podręczniki historii
          dla uczniów i nauczycieli, ojciec pracował w partyjnym wydawnictwie i
          tłumaczył dzieła Marksa), ale należeli do elity. Mieszkali w Alei
          Przyjaciół, skąd niedaleko do Alei Róż, gdzie rezydowali
          komunistyczni prominenci. Michnik wspominał, że atmosfera domu
          skierowała jego zainteresowania ku historii. Fascynowała go m.in.
          Róża Luksemburg. Kluczem do poglądów i środowiska Michnika, zdaniem
          Jarosława Kaczyńskiego, były znajomości wyniesione z Alei
          Przyjaciół. - Przecież jak Michnik szedł ze mną tamtędy, to co
          drugiemu człowiekowi podawał rękę, a później mnie pytał: "Wiesz, kto
          to jest? " i wymieniał nazwiska, które się jednoznacznie kojarzyły. Z
          tego pokolenia (według niego była to "resztówka Komunistycznej Partii
          Polski, a wszystko wskazuje, że formacja czysto enkawudowska" -
          przyp. A. G.) pochodzili rodzice wielu obecnych czołowych działaczy
          środowiska Unii Demokratycznej i Gazety Wyborczej oraz znanych
          dziennikarzy prasy i telewizji - napisał obecny lider Prawa i
          Sprawiedliwości w książce "Czas na zmiany". Miał dwóch braci. Po
          ojcu - Jerzego (w 1957 roku wyjechał z Polski), a po matce - Stefana
          (wyjechał z Polski w 1969 roku). Stefan, mając niewiele ponad 20 lat,
          robił karierę w bierutowskim sądownictwie wojskowym. Ma na sumieniu
          kilka wyroków śmierci. "Walono w niego, żeby zdyskredytować mnie" -
          zapewniał Michnik. "Nie jest moją sprawą rozliczać własnego brata" -
          dodał w książce "Między panem a plebanem". Gdy władze rozwiązały Klub
          Krzywego Koła, Michnik wraz z Janem Grossem (po latach autorem
          głośnej książki o Jedwabnem) i Janem Kofmanem założyli Klub
          Poszukiwaczy Sprzeczności. Choć patronował temu przedsięwzięciu
          partyjny filozof Adam Schaff, władze szybko spotkań klubowiczów
          zabronili. Gdy w 1964 roku Michnik zdał maturę, w nagrodę rodzice
          wysłali go w podróż po Europie. Pod Paryżem odwiedził Jerzego
          Giedroycia, szefa Kultury, z którym toczył długie rozmowy. W
          Monachium zawitał do Radia Wolna Europa. Wartownik zatelefonował do
          Jana Nowaka-Jeziorańskiego, czy może wpuścić 18-letniego młodzieńca z
          paszportem PRL. Wizyta, jak pisze Nowak we wspomnieniach, była nie
          zapowiedziana. Zapytany, co go sprowadziło do RWE,
          odpowiedział: "Ciekawość, chęć poznania z pierwszej ręki poglądów
          ludzi, których przedstawia się w Polsce jako demonów, wrogów państwa,
          agentów i wyrobienie sobie o nich niezależnego sądu". Nowaka
          uderzyło "niezwykłe przywiązanie do idei, której był bez reszty
          oddany". Był to socjalizm. "Michnik chciał socjalizmu opartego na
          demokracji i pluralizmie poglądów". Przypalona zupa od Kiszczaka Po
          powrocie Michnik zaczął studia na wydziale historii, wkrótce wybił
          się na czoło grupy dyskusyjno-towarzyskiej, zwanej komandosami, w
          której byli także między innymi: Seweryn Blumsztajn, Jan Gross, Jan
          Lityński, Robert Mroziewicz i Barbara Toruńczyk. Gdy w lipcu 1965
          roku sąd skazał Kuronia i Modzelewskiego za opublikowanie "Listu
          otwartego do członków POP PZPR i członków organizacji uczelnianej ZMS
          na UW" na 3 i 3, 5 roku więzienia, Michnik w sądzie z ławki
          intonował "Międzynarodówkę". W 1968 roku komandosi wraz z Michnikiem
          protestowali przeciwko zdjęciu teatralnego spektaklu "Dziadów", który
          władze uznały za antysowiecki. Michnika i jego przyjaciela Henryka
          Szlajfera wyrzucono z uczelni. Wywołało to zamieszki na Uniwersytecie
          Warszawskim. Gdy zaczęła się antysemicka nagonka i masowa emigracja
          ludzi pochodzenia żydowskiego, ojciec Michnika namawiał go na wyjazd
          z kraju. Jednak młody Adam postanowił zostać, gdyż - jak twierdził -
          nie mógł wyjechać, skoro w jego obronie studenci protestowali. Został
          skazany na trzy lata więzienia. Głównym punktem aktu oskarżenia był
          wywiad o marcowych zamieszkach dla francuskiego korespondenta.
          Twierdził, że w więzieniu utracił wiarę w komunizm, bo okazało się,
          że w wydaniu polskim jest antysemicki. Po wyjściu z więzienia,
          pracował w zakładach imienia swej idolki z wczesnej młodości - Róży
          Luksemburg. W 1973 roku pozwolono, mu jako eksternowi, dokończyć
          studia na uniwersytecie w Poznaniu. Został sekretarzem Antoniego
          Słonimskiego. W 1976 roku, po protestach w Radomiu i Ursusie, Michnik
          znalazł się w gronie ludzi, którzy powołali Komitet Obrony
          Robotników. - Wtedy najważniejsze były pryncypia, takie jak
          przyzwoitość, honor, godność, hołdowanie prawdzie - wspomina Zbigniew
          Bujak. - Toczyliśmy dyskusje, czy taktyka daje jakieś nadzieje.
          Odpowiedzi nie było. Drogowskazem był dla nas tekst Vaclawa
          Havla "Siła bezsilnych", dyskutowany w opozycyjnych środowiskach
          polskich, czechosłowackich, węgierskich. Historia potwierdziła, że
          mieliśmy rację. W 1980 roku robotnicy nie mieli wątpliwości, do kogo
          można mieć zaufanie. Gdy w 1980 roku powstała Solidarność, Michnik
          został doradcą Regionu Mazowsze. Wspominał później: "Byłem w obrębie
          frakcji anty-Wałęsowskiej". Uważał, że Wałęsa zmierzał w Solidarności
          do "modelu sułtańskiego, dyktatorskiego". 13 grudnia 1981 roku
          Michnik został internowany. Więziono go w Białołęce i Mokotowie.
          Napisał wtedy "Listy z Białołęki" - analizę sytuacji w Polsce. W
          jednym z listów przyrównał to, co się stało do ataku gangsterów
          (generałów) na wariatów (Solidarność). W 1983 roku generał Czesław
          Kiszczak, przez odwiedzającą Michnika Barbarę Szwedowską, przekazał
          mu propozycję wyjazdu "na jakiś czas" za granicę, bo inaczej czeka go
          proces i wiele lat w więzieniu. Michnik zareagował pełnym furii
          listem. Nazwał ekipę Jaruzelskiego "pozbawionymi honoru świńtuchami",
          a Kiszczaka "durniem". Kiszczak powiedział wtedy arcybiskupowi
          Jer
      • black.night Nic więcej nie piszę. Podpisuję sie pod Twoim. nt 02.02.03, 05:27
        Gość portalu: white napisał(a):

        )
        )
        )
        )
        ) Stefan Kisielewski, opisując niegdyś walki między różnymi frakcjami wewnątrz
        ) PZPR, porównywał je do kotłowaniny pod dywanem, w wyniku której nagle spod
        ) dywanu wypadał zagryziony buldog. W naszych czasach takim „zagryzionym
        ) buldogiem” okazał się Lew Rywin.
        )
        ) Kisielewskiemu chodziło o to, że mechanizm podejmowania najważniejszych
        decyzji
        )
        ) w państwie komunistycznym pozostawał dla opinii publicznej niejawny, był zaś
        ) wynikiem zakulisowego ścierania się różnych grup partyjnych. Wydawać by się
        ) mogło, że po upadku minionego systemu i proklamowaniu demokracji sytuacja
        ) powinna ulec zmianie — żywotne dla kraju rozstrzygnięcia powinny być
        ) podejmowane nie za kulisami, lecz przy podniesionej kurtynie, najlepiej na
        ) forum parlamentarnym, zaś decydować powinni wyłonieni w demokratycznych
        ) wyborach reprezentanci społeczeństwa, kierując się dobrem wspólnym, a nie
        ) jakieś „szare eminencje” na półoficjalnych spotkaniach, załatwiając
        ) swoje
        ) prywatne interesy i wręczając sobie krociowe łapówki.
        )
        ) Tymczasem afera z Lwem Rywinem, który zaproponował spółce Agora
        ) (wydawcy „Gazety Wyborczej”) korzystną dla niej nowelizację ustawy
        ) o radiofonii
        ) i telewizji w zamian za 17,5 mln dolarów łapówki na potrzeby SLD — pokazu
        ) je, że
        ) instytucje demokratyczne mogą być jedynie parawanem służącym do
        przyklepywania
        ) decyzji, które zapadają gdzie indziej.
        )
        ) Demokracja dekoracyjna
        ) Latem ubiegłego roku Paweł Śpiewak na kartach „Res Publiki Nowej” o
        ) publikował
        ) tekst pt. „Dekoracyjna demokracja”. Pisał w nim m.in., że w Polsce
        ) mamy „do
        ) czynienia z demokracją fasadową. Odbywają się regularne wybory,
        przestrzegane
        ) są reguły prawa (na przykład rozliczanie kosztów kampanii wyborczych), ale
        ) zarazem widzimy, że zasadnicze decyzje zapadają poza wszelkimi ciałami
        ) przedstawicielskimi. O ważnych sprawach mówi się zapewne gdzieś na
        spotkaniach
        ) liderów partii i szefów dużych gospodarczych formacji. Teatr demokratyczny
        ) przesłania jedynie lub wręcz ukryć ma obszary, gdzie podejmuje się istotne
        ) decyzje publiczne oraz ekonomiczne. Rozrasta się niewidoczne państwo. W ten
        ) sposób niemal świadomie kompromituje się zasady demokracji.”
        )
        ) W podobnym tonie wypowiadała się również prof. Jadwiga Staniszkis, według
        ) której duża część polskiej klasy politycznej odgrywa przed wyborcami
        spektakl
        ) teatralny, występując przeciwko sobie po dwóch stronach barykady, podczas
        gdy w
        )
        ) rzeczywistości często łączą ich nici różnych powiązań biznesowo-
        towarzyskich.
        )
        ) Już po ujawnieniu „afery Rywina” głos zabrał też na łamach „R
        ) zeczpospolitej”
        ) Ryszard Bugaj. Jego zdaniem, w Polsce demokracja wypierana jest coraz
        bardziej
        ) przez system oligarchiczny, w którym decyzje zapadają poza procedurami
        ) demokratycznymi i ponad głowami społeczeństwa: „Jeżeli elity polityki, me
        ) diów i
        ) biznesu są spojone ze sobą wspólnymi interesami i wspólną wizją, to
        demokracja
        ) staje się zwykłym teatrem”. Według Bugaja, sytuacja ta jest wynikiem trwa
        ) jącej
        ) od 1989 roku zmowy części elit solidarnościowych i komunistycznych.
        )
        ) Strach przed podsłuchem
        ) Być może dla niektórych takie postawienie sprawy to uleganie spiskowej
        teorii
        ) dziejów, czyli — jak to się zwykło dziś określać — myśleniu paranoi
        ) cznemu.
        ) Przeciwko takiej postawie występowali zawsze publicyści „Gazety Wyborczej
        ) ”.
        ) Tymczasem opisane przez ten dziennik zachowanie jego kierownictwa w
        ) obliczu „afery Rywina” zdradza właśnie ślady takiej spiskowej obses
        ) ji. Oto
        ) bowiem okazuje się, że szefowie Agory i „Gazety” nie czują się bezp
        ) ieczni we
        ) własnym budynku. Adam Michnik, Wanda Rapaczyńska i Helena Łuczywo dyskutują
        ) wyłącznie na tarasach, gdyż boją się, że w gabinetach mają podsłuch. Z tego
        ) samego powodu unikają jakichkolwiek wzmianek o aferze w rozmowach
        ) telefonicznych.
        )
        ) Jednocześnie „Gazeta Wyborcza”, chociaż przestępstwo (próba korupcj
        ) i) nastąpiło
        ) już w lipcu ub.r., przez pięć miesięcy zwlekała z ujawnieniem sprawy.
        ) Oficjalnie motywowano to koniecznością przeprowadzenia dziennikarskiego
        ) śledztwa, jednak w rzeczywistości wyniki owego dochodzenia okazały się
        niemal
        ) żadne.
        )
        ) A można było pójść chociażby tropem biografii Lwa Rywina, która wiele
        wyjaśnia.
        )
        ) Obywatel sowiecki Rywin trafił do Polski z ZSRR w 1959 r. Karierę zrobił
        ) błyskotliwą. Został jednym z szefów Interpressu, uznawanego za przybudówkę
        ) wywiadu PRL. Swobodnie podróżował między ZSRR a USA. W stanie wojennym
        został
        ) ściągnięty do Radiokomitetu przez generała Mirosława Wojciechowskiego z
        ) Wojskowych Służb Informacyjnych i mianowany prezesem Poltelu — instytucji
        )
        ) dostarczającej TVP deficytowe dewizy. Jak pisze „Życie Warszawy”: &
        ) #8222;Rywin musiał
        ) być zaufanym człowiekiem, bo takie stanowisko (operacje w obcej walucie,
        ) wyjazdy za granicę) mógł dostać tylko człowiek cieszący się poparciem MSW i
        ) władz partyjnych. Podejrzewano, że pomógł mu radziecki paszport, który ponoć
        ) długo posiadał po otrzymaniu polskiego obywatelstwa.” Kiedy pierwszym
        ) solidarnościowym prezesem Radiokomitetu został Andrzej Drawicz, uczynił
        Rywina
        ) swoim zastępcą odpowiedzialnym za sprawy finansowe.
        )
        ) Gdyby dziennikarskie dochodzenie poszło tym tropem, mogłoby się jednak
        okazać,
        ) że rację ma Ryszard Bugaj — mówiący o psującej państwo zmowie części elit
        )
        ) komunistycznych i solidarnościowych. Do takich wniosków „Gazeta Wyborcza&
        ) #8221;
        ) oczywiście dojść nie może. To bowiem, co Bugaj nazywa w negatywnym
        ) sensie „umową elit”, to Adam Michnik wychwala jako „historycz
        ) ny kompromis”.
        )
        ) Jak zauważa więc Bugaj, wersja wydarzeń przedstawiona przez „Gazetę Wybor
        ) czą”,
        ) obciąża tylko jedną osobę — Rywina, nie rzuca natomiast cienia na klasę
        ) polityczną ani żaden jej wpływowy odłam. Tak więc, zdaniem Bugaja,
        ) działania „Wyborczej” „nie są podporządkowane interesom opini
        ) i publicznej, ale
        ) interesom politycznej elity”.
        )
        ) Walka o wpływy i pieniądze
        ) Warto w tym kontekście przyjrzeć się nowelizacji ustawy, wokół której
        rozgrywa
        ) się całe to zamieszanie. Otóż jest ona przedstawiana przez większość mediów
        ) jako spór o wolność słowa. Tymczasem jest to głównie konflikt o pieniądze i
        ) wpływy. Rządowa propozycja przewiduje, że właściciel ogólnopolskiej gazety
        nie
        ) może otrzymać koncesji na telewizję. Uderza to przede wszystkim w Agorę,
        która
        ) przymierza się do kupienia Polsatu. Rząd argumentuje, że chce w ten sposób
        ) uchronić polski rynek medialny przed zmonopolizowaniem przez jedną grupę.
        ) Trudno jednak w to uwierzyć, skoro ta sama ekipa robi wszystko, by samemu
        ) przyjąć polityczną kontrolę nad mediami, a telewizja publiczna została przez
        ) nią de facto przekształcona w telewizję partyjną SLD.
        )
        ) Z drugiej strony media prywatne, które tak głośno deklarują, że zależy im
        ) głównie na wolności słowa, pluralizmie opinii i dostępie obywatela do
        ) informacji, dały się już poznać z przemilczania niewygodnych wiadomości. Tak
        ) było chociażby z historią niedyspozycji Aleksandra Kwaśniewskiego nad
        grobami
        ) polskich oficerów w Charkowie, o której „Gazeta Wyborcza” milczała
        ) tak samo jak
        ) TVP.
        )
        ) Spór o nowelizację ustawy o radiofonii i telewizji jest w gruncie rzeczy
        ) konfliktem dwóch grup polityczno-biznesowo-medialnych. Jednej w tle
        patronuje
        ) prezydent Kwaśniewski, drugiej premier Miller. Takiego podziału na polskiej
        ) scenie politycznej oficjalnie nie ma.
        )
        ) Nie zapominajmy jednak,
        • Gość: Ignacy Uwłaszczona czerwona nomenklatura IP: *.dzonkow.sdi.tpnet.pl 02.02.03, 16:41
          Miller: zostawcie moją rodzinę! PAP 2003-02-02 (13:05)

          Premier Leszek Miller oświadczył, że plotką jest sugerowanie w jednym z
          tygodników związku jego syna z tzw. sprawą Rywina. "Proszę nie zaczepiać mojej
          rodziny w taki sposób" - apelował premier.

          "Traktuję to jako plotkę. Ta sprawa również była przedmiotem zainteresowania
          szefa Agencji Bezpieczeństwa Wewnętrznego" - powiedział Miller w niedzielę w
          Radiu Zet, pytany o doniesienia tygodnika "Nie" Jerzego Urbana, że być może z
          aferą Rywina związany jest syn premiera.

          Pytany, czy w lipcu poprosił szefa ABW o zbadanie sprawy, kim to jest "grupa
          trzymająca władzę", na którą powoływał się Lew Rywin, Miller
          odparł: "Rozmawiałem z panem Barcikowskim i prosiłem go, by zainteresował się,
          czy prowadzony jest jakiś patologiczny lobbing na rzecz uchwalenia ustawy o
          rtv. Usłyszałem, że nie było takich potwierdzeń, a sprawa będzie dalej
          monitorowana".

          Według Millera, Jerzy Jaskiernia "nie powinien sugerować", iż za sprawą Rywina
          stoi "pozaparlamentarny ośrodek władzy, któremu kończy się kadencja". "Nie ma
          żadnych dowodów, że była tego rodzaju inspiracja" - mówił. Premier zareagował
          ten sposób na uwagę dziennikarki radia Zet, że w swoim czasie "Trybuna"
          napisała, iż sprawa Rywina to spisek, który wyszedł z Pałacu prezydenckiego i,
          że szef klubu SLD "potwierdził tę wersję w TVN 24". (ck)
          • Gość: Mis Re: Uwłaszczona czerwona nomenklatura IP: *.zgora.sdi.tpnet.pl 02.02.03, 18:16
            Chwiejącego się prezydenta w Charkowie pokazał TVN. Dlatego jest za jak
            najwieksza ilościa mocnych telewizji, czyli prywatnych mediów. Bardzo mocne,
            monopolistyczne TVP juz mieliśmy przez wiele lat. Teraz sterowane przez SLD
            dalej nami manipuluje a Kwiatkowski na Owsiaku gada, że to m.in. dzięki
            abonementowi to wszystko oglądamy.
            GW tez przyda się przetrzepanie gaci za trzymanie Rywina przez pół roku pod
            dywanem. Obawiam się, że słynna komisja śledcza do nieczego nie dojdzie.
            • markoniec Re: Uwłaszczona czerwona nomenklatura 02.02.03, 19:05
              jak każda komisja "powołana w sprawie" :-(
              • Gość: !!!!!! Re: Uwłaszczona czerwona nomenklatura IP: *.zgora.sdi.tpnet.pl 04.02.03, 14:51
                Być może bez cenzury

                Wklejam tekst o Adasiu autorstwa Andrzeja Gassa. Na szczególną uwagę
                zasługują fragmenty dotyczące tego, co pisał Lynx. ""Afera z łapówką,
                której Lew Rywin miał oczekiwać od spółki Agora za korzystny zapis w
                ustawie o radiu i telewizji, wymknęła się jej bohaterom spod kontroli
                i przypomina śnieżną lawinę. Z brytyjskiego Times'a świat dowiedział
                się, że w tle afery jest rywalizacja między polskim premierem a
                prezydentem, popieranym przez wpływowego redaktora. Według jednej z
                wersji wydarzeń, za aferą kryją się Aleksander Kwaśniewski i Adam
                Michnik, naczelny wydawanej przez Agorę Gazety Wyborczej. Chodzi o
                zdyskredytowanie premiera Leszka Millera i utworzenie centrowej
                partii z niedobitków UW i części SLD, która pójdzie za Aleksandrem
                Kwaśniewskim. Ile w tym prawdy - nie wiadomo. Nie wiadomo również,
                czy przyszłość zastąpi tę wersję wydarzeń jakąś bardziej
                wiarygodną. "Gdy po śmierci pójdę na Sąd Ostateczny, Święty Piotr
                spyta mnie: - Co dobrego, synu, zrobiłeś? A ja odpowiem: - Mojego
                synka Antosia i Okrągły Stół" - powiedział Adam Michnik w głośnej
                rozmowie z generałem Kiszczakiem, opublikowanej przez Gazetę
                Wyborczą. 56-letni dziś Adam Michnik po raz pierwszy zaistniał
                publicznie w wieku 15 lat, na zebraniu Klubu Krzywego Koła - w
                miejscu spotkań inteligencji i studentów korzystających z
                popaździernikowej "wolności". Jąkający się uczeń wypowiedział się w
                dyskusji o PRL-owskiej oświacie. Któryś ze starszych dyskutantów
                zaproponował mu, aby wrócił do szkoły. W obronę wziął go prezes
                klubu, Jan Józef Lipski. Tak rozpoczęła się ich wieloletnia
                współpraca i przyjaźń. W Klubie mógł Michnik poznać innych
                późniejszych przyjaciół i współpracowników: Leszka Kołakowskiego,
                Karola Modzelewskiego, Aleksandra Małachowskiego, Stefana
                Kisielewskiego, Antoniego Słonimskiego. Michnik pochodził z - jak to
                sam określił - "liberalnej żydokomuny". Matka Helena była przed wojną
                działaczką socjalistycznej organizacji "Życie". Ojciec, Ozjasz
                Szechter - wysokiej rangi działaczem Komunistycznej Partii Zachodniej
                Ukrainy. Odsiedział w więzieniu osiem lat i był torturowany. - Ja
                tylko sześć i dostałem tylko parę razy w gębę - porównywał się
                Michnik do ojca. Wojnę rodzice Michnika przetrwali w ZSRR. W Polsce
                nie zrobili kariery politycznej (matka pisała podręczniki historii
                dla uczniów i nauczycieli, ojciec pracował w partyjnym wydawnictwie i
                tłumaczył dzieła Marksa), ale należeli do elity. Mieszkali w Alei
                Przyjaciół, skąd niedaleko do Alei Róż, gdzie rezydowali
                komunistyczni prominenci. Michnik wspominał, że atmosfera domu
                skierowała jego zainteresowania ku historii. Fascynowała go m.in.
                Róża Luksemburg. Kluczem do poglądów i środowiska Michnika, zdaniem
                Jarosława Kaczyńskiego, były znajomości wyniesione z Alei
                Przyjaciół. - Przecież jak Michnik szedł ze mną tamtędy, to co
                drugiemu człowiekowi podawał rękę, a później mnie pytał: "Wiesz, kto
                to jest? " i wymieniał nazwiska, które się jednoznacznie kojarzyły. Z
                tego pokolenia (według niego była to "resztówka Komunistycznej Partii
                Polski, a wszystko wskazuje, że formacja czysto enkawudowska" -
                przyp. A. G.) pochodzili rodzice wielu obecnych czołowych działaczy
                środowiska Unii Demokratycznej i Gazety Wyborczej oraz znanych
                dziennikarzy prasy i telewizji - napisał obecny lider Prawa i
                Sprawiedliwości w książce "Czas na zmiany". Miał dwóch braci. Po
                ojcu - Jerzego (w 1957 roku wyjechał z Polski), a po matce - Stefana
                (wyjechał z Polski w 1969 roku). Stefan, mając niewiele ponad 20 lat,
                robił karierę w bierutowskim sądownictwie wojskowym. Ma na sumieniu
                kilka wyroków śmierci. "Walono w niego, żeby zdyskredytować mnie" -
                zapewniał Michnik. "Nie jest moją sprawą rozliczać własnego brata" -
                dodał w książce "Między panem a plebanem". Gdy władze rozwiązały Klub
                Krzywego Koła, Michnik wraz z Janem Grossem (po latach autorem
                głośnej książki o Jedwabnem) i Janem Kofmanem założyli Klub
                Poszukiwaczy Sprzeczności. Choć patronował temu przedsięwzięciu
                partyjny filozof Adam Schaff, władze szybko spotkań klubowiczów
                zabronili. Gdy w 1964 roku Michnik zdał maturę, w nagrodę rodzice
                wysłali go w podróż po Europie. Pod Paryżem odwiedził Jerzego
                Giedroycia, szefa Kultury, z którym toczył długie rozmowy. W
                Monachium zawitał do Radia Wolna Europa. Wartownik zatelefonował do
                Jana Nowaka-Jeziorańskiego, czy może wpuścić 18-letniego młodzieńca z
                paszportem PRL. Wizyta, jak pisze Nowak we wspomnieniach, była nie
                zapowiedziana. Zapytany, co go sprowadziło do RWE,
                odpowiedział: "Ciekawość, chęć poznania z pierwszej ręki poglądów
                ludzi, których przedstawia się w Polsce jako demonów, wrogów państwa,
                agentów i wyrobienie sobie o nich niezależnego sądu". Nowaka
                uderzyło "niezwykłe przywiązanie do idei, której był bez reszty
                oddany". Był to socjalizm. "Michnik chciał socjalizmu opartego na
                demokracji i pluralizmie poglądów". Przypalona zupa od Kiszczaka Po
                powrocie Michnik zaczął studia na wydziale historii, wkrótce wybił
                się na czoło grupy dyskusyjno-towarzyskiej, zwanej komandosami, w
                której byli także między innymi: Seweryn Blumsztajn, Jan Gross, Jan
                Lityński, Robert Mroziewicz i Barbara Toruńczyk. Gdy w lipcu 1965
                roku sąd skazał Kuronia i Modzelewskiego za opublikowanie "Listu
                otwartego do członków POP PZPR i członków organizacji uczelnianej ZMS
                na UW" na 3 i 3, 5 roku więzienia, Michnik w sądzie z ławki
                intonował "Międzynarodówkę". W 1968 roku komandosi wraz z Michnikiem
                protestowali przeciwko zdjęciu teatralnego spektaklu "Dziadów", który
                władze uznały za antysowiecki. Michnika i jego przyjaciela Henryka
                Szlajfera wyrzucono z uczelni. Wywołało to zamieszki na Uniwersytecie
                Warszawskim. Gdy zaczęła się antysemicka nagonka i masowa emigracja
                ludzi pochodzenia żydowskiego, ojciec Michnika namawiał go na wyjazd
                z kraju. Jednak młody Adam postanowił zostać, gdyż - jak twierdził -
                nie mógł wyjechać, skoro w jego obronie studenci protestowali. Został
                skazany na trzy lata więzienia. Głównym punktem aktu oskarżenia był
                wywiad o marcowych zamieszkach dla francuskiego korespondenta.
                Twierdził, że w więzieniu utracił wiarę w komunizm, bo okazało się,
                że w wydaniu polskim jest antysemicki. Po wyjściu z więzienia,
                pracował w zakładach imienia swej idolki z wczesnej młodości - Róży
                Luksemburg. W 1973 roku pozwolono, mu jako eksternowi, dokończyć
                studia na uniwersytecie w Poznaniu. Został sekretarzem Antoniego
                Słonimskiego. W 1976 roku, po protestach w Radomiu i Ursusie, Michnik
                znalazł się w gronie ludzi, którzy powołali Komitet Obrony
                Robotników. - Wtedy najważniejsze były pryncypia, takie jak
                przyzwoitość, honor, godność, hołdowanie prawdzie - wspomina Zbigniew
                Bujak. - Toczyliśmy dyskusje, czy taktyka daje jakieś nadzieje.
                Odpowiedzi nie było. Drogowskazem był dla nas tekst Vaclawa
                Havla "Siła bezsilnych", dyskutowany w opozycyjnych środowiskach
                polskich, czechosłowackich, węgierskich. Historia potwierdziła, że
                mieliśmy rację. W 1980 roku robotnicy nie mieli wątpliwości, do kogo
                można mieć zaufanie. Gdy w 1980 roku powstała Solidarność, Michnik
                został doradcą Regionu Mazowsze. Wspominał później: "Byłem w obrębie
                frakcji anty-Wałęsowskiej". Uważał, że Wałęsa zmierzał w Solidarności
                do "modelu sułtańskiego, dyktatorskiego". 13 grudnia 1981 roku
                Michnik został internowany. Więziono go w Białołęce i Mokotowie.
                Napisał wtedy "Listy z Białołęki" - analizę sytuacji w Polsce. W
                jednym z listów przyrównał to, co się stało do ataku gangsterów
                (generałów) na wariatów (Solidarność). W 1983 roku generał Czesław
                Kiszczak, przez odwiedzającą Michnika Barbarę Szwedowską, przekazał
                mu propozycję wyjazdu "na jakiś czas" za granicę, bo inaczej czeka go
                proces i wiele lat w więzieniu. Michnik zareagował pełnym furii
                listem. Nazwał ekipę Jaruzelskiego "pozbawionymi honoru świńtuchami",
                a Kiszczaka "durniem". Kiszczak powiedzia
                • Gość: !!1 Re: Uwłaszczona czerwona nomenklatura IP: *.zgora.sdi.tpnet.pl 05.02.03, 15:13
                  co z tymi urywanymi postami.
                  • Gość: Spaski Re: Uwłaszczona czerwona nomenklatura IP: *.zgora.sdi.tpnet.pl 05.02.03, 15:20
                    Wklejam tekst o Adasiu autorstwa Andrzeja Gassa. Na szczególną uwagę
                    zasługują fragmenty dotyczące tego, co pisał Lynx. ""Afera z łapówką,
                    której Lew Rywin miał oczekiwać od spółki Agora za korzystny zapis w
                    ustawie o radiu i telewizji, wymknęła się jej bohaterom spod kontroli
                    i przypomina śnieżną lawinę. Z brytyjskiego Times'a świat dowiedział
                    się, że w tle afery jest rywalizacja między polskim premierem a
                    prezydentem, popieranym przez wpływowego redaktora. Według jednej z
                    wersji wydarzeń, za aferą kryją się Aleksander Kwaśniewski i Adam
                    Michnik, naczelny wydawanej przez Agorę Gazety Wyborczej. Chodzi o
                    zdyskredytowanie premiera Leszka Millera i utworzenie centrowej
                    partii z niedobitków UW i części SLD, która pójdzie za Aleksandrem
                    Kwaśniewskim. Ile w tym prawdy - nie wiadomo. Nie wiadomo również,
                    czy przyszłość zastąpi tę wersję wydarzeń jakąś bardziej
                    wiarygodną. "Gdy po śmierci pójdę na Sąd Ostateczny, Święty Piotr
                    spyta mnie: - Co dobrego, synu, zrobiłeś? A ja odpowiem: - Mojego
                    synka Antosia i Okrągły Stół" - powiedział Adam Michnik w głośnej
                    rozmowie z generałem Kiszczakiem, opublikowanej przez Gazetę
                    Wyborczą. 56-letni dziś Adam Michnik po raz pierwszy zaistniał
                    publicznie w wieku 15 lat, na zebraniu Klubu Krzywego Koła - w
                    miejscu spotkań inteligencji i studentów korzystających z
                    popaździernikowej "wolności". Jąkający się uczeń wypowiedział się w
                    dyskusji o PRL-owskiej oświacie. Któryś ze starszych dyskutantów
                    zaproponował mu, aby wrócił do szkoły. W obronę wziął go prezes
                    klubu, Jan Józef Lipski. Tak rozpoczęła się ich wieloletnia
                    współpraca i przyjaźń. W Klubie mógł Michnik poznać innych
                    późniejszych przyjaciół i współpracowników: Leszka Kołakowskiego,
                    Karola Modzelewskiego, Aleksandra Małachowskiego, Stefana
                    Kisielewskiego, Antoniego Słonimskiego. Michnik pochodził z - jak to
                    sam określił - "liberalnej żydokomuny". Matka Helena była przed wojną
                    działaczką socjalistycznej organizacji "Życie". Ojciec, Ozjasz
                    Szechter - wysokiej rangi działaczem Komunistycznej Partii Zachodniej
                    Ukrainy. Odsiedział w więzieniu osiem lat i był torturowany. - Ja
                    tylko sześć i dostałem tylko parę razy w gębę - porównywał się
                    Michnik do ojca. Wojnę rodzice Michnika przetrwali w ZSRR. W Polsce
                    nie zrobili kariery politycznej (matka pisała podręczniki historii
                    dla uczniów i nauczycieli, ojciec pracował w partyjnym wydawnictwie i
                    tłumaczył dzieła Marksa), ale należeli do elity. Mieszkali w Alei
                    Przyjaciół, skąd niedaleko do Alei Róż, gdzie rezydowali
                    komunistyczni prominenci. Michnik wspominał, że atmosfera domu
                    skierowała jego zainteresowania ku historii. Fascynowała go m.in.
                    Róża Luksemburg. Kluczem do poglądów i środowiska Michnika, zdaniem
                    Jarosława Kaczyńskiego, były znajomości wyniesione z Alei
                    Przyjaciół. - Przecież jak Michnik szedł ze mną tamtędy, to co
                    drugiemu człowiekowi podawał rękę, a później mnie pytał: "Wiesz, kto
                    to jest? " i wymieniał nazwiska, które się jednoznacznie kojarzyły. Z
                    tego pokolenia (według niego była to "resztówka Komunistycznej Partii
                    Polski, a wszystko wskazuje, że formacja czysto enkawudowska" -
                    przyp. A. G.) pochodzili rodzice wielu obecnych czołowych działaczy
                    środowiska Unii Demokratycznej i Gazety Wyborczej oraz znanych
                    dziennikarzy prasy i telewizji - napisał obecny lider Prawa i
                    Sprawiedliwości w książce "Czas na zmiany". Miał dwóch braci. Po
                    ojcu - Jerzego (w 1957 roku wyjechał z Polski), a po matce - Stefana
                    (wyjechał z Polski w 1969 roku). Stefan, mając niewiele ponad 20 lat,
                    robił karierę w bierutowskim sądownictwie wojskowym. Ma na sumieniu
                    kilka wyroków śmierci. "Walono w niego, żeby zdyskredytować mnie" -
                    zapewniał Michnik. "Nie jest moją sprawą rozliczać własnego brata" -
                    dodał w książce "Między panem a plebanem". Gdy władze rozwiązały Klub
                    Krzywego Koła, Michnik wraz z Janem Grossem (po latach autorem
                    głośnej książki o Jedwabnem) i Janem Kofmanem założyli Klub
                    Poszukiwaczy Sprzeczności. Choć patronował temu przedsięwzięciu
                    partyjny filozof Adam Schaff, władze szybko spotkań klubowiczów
                    zabronili. Gdy w 1964 roku Michnik zdał maturę, w nagrodę rodzice
                    wysłali go w podróż po Europie. Pod Paryżem odwiedził Jerzego
                    Giedroycia, szefa Kultury, z którym toczył długie rozmowy. W
                    Monachium zawitał do Radia Wolna Europa. Wartownik zatelefonował do
                    Jana Nowaka-Jeziorańskiego, czy może wpuścić 18-letniego młodzieńca z
                    paszportem PRL. Wizyta, jak pisze Nowak we wspomnieniach, była nie
                    zapowiedziana. Zapytany, co go sprowadziło do RWE,
                    odpowiedział: "Ciekawość, chęć poznania z pierwszej ręki poglądów
                    ludzi, których przedstawia się w Polsce jako demonów, wrogów państwa,
                    agentów i wyrobienie sobie o nich niezależnego sądu". Nowaka
                    uderzyło "niezwykłe przywiązanie do idei, której był bez reszty
                    oddany". Był to socjalizm. "Michnik chciał socjalizmu opartego na
                    demokracji i pluralizmie poglądów". Przypalona zupa od Kiszczaka Po
                    powrocie Michnik zaczął studia na wydziale historii, wkrótce wybił
                    się na czoło grupy dyskusyjno-towarzyskiej, zwanej komandosami, w
                    której byli także między innymi: Seweryn Blumsztajn, Jan Gross, Jan
                    Lityński, Robert Mroziewicz i Barbara Toruńczyk. Gdy w lipcu 1965
                    roku sąd skazał Kuronia i Modzelewskiego za opublikowanie "Listu
                    otwartego do członków POP PZPR i członków organizacji uczelnianej ZMS
                    na UW" na 3 i 3, 5 roku więzienia, Michnik w sądzie z ławki
                    intonował "Międzynarodówkę". W 1968 roku komandosi wraz z Michnikiem
                    protestowali przeciwko zdjęciu teatralnego spektaklu "Dziadów", który
                    władze uznały za antysowiecki. Michnika i jego przyjaciela Henryka
                    Szlajfera wyrzucono z uczelni. Wywołało to zamieszki na Uniwersytecie
                    Warszawskim. Gdy zaczęła się antysemicka nagonka i masowa emigracja
                    ludzi pochodzenia żydowskiego, ojciec Michnika namawiał go na wyjazd
                    z kraju. Jednak młody Adam postanowił zostać, gdyż - jak twierdził -
                    nie mógł wyjechać, skoro w jego obronie studenci protestowali. Został
                    skazany na trzy lata więzienia. Głównym punktem aktu oskarżenia był
                    wywiad o marcowych zamieszkach dla francuskiego korespondenta.
                    Twierdził, że w więzieniu utracił wiarę w komunizm, bo okazało się,
                    że w wydaniu polskim jest antysemicki. Po wyjściu z więzienia,
                    pracował w zakładach imienia swej idolki z wczesnej młodości - Róży
                    Luksemburg. W 1973 roku pozwolono, mu jako eksternowi, dokończyć
                    studia na uniwersytecie w Poznaniu. Został sekretarzem Antoniego
                    Słonimskiego. W 1976 roku, po protestach w Radomiu i Ursusie, Michnik
                    znalazł się w gronie ludzi, którzy powołali Komitet Obrony
                    Robotników. - Wtedy najważniejsze były pryncypia, takie jak
                    przyzwoitość, honor, godność, hołdowanie prawdzie - wspomina Zbigniew
                    Bujak. - Toczyliśmy dyskusje, czy taktyka daje jakieś nadzieje.
                    Odpowiedzi nie było. Drogowskazem był dla nas tekst Vaclawa
                    Havla "Siła bezsilnych", dyskutowany w opozycyjnych środowiskach
                    polskich, czechosłowackich, węgierskich. Historia potwierdziła, że
                    mieliśmy rację. W 1980 roku robotnicy nie mieli wątpliwości, do kogo
                    można mieć zaufanie. Gdy w 1980 roku powstała Solidarność, Michnik
                    został doradcą Regionu Mazowsze. Wspominał później: "Byłem w obrębie
                    frakcji anty-Wałęsowskiej". Uważał, że Wałęsa zmierzał w Solidarności
                    do "modelu sułtańskiego, dyktatorskiego". 13 grudnia 1981 roku
                    Michnik został internowany. Więziono go w Białołęce i Mokotowie.
                    Napisał wtedy "Listy z Białołęki" - analizę sytuacji w Polsce. W
                    jednym z listów przyrównał to, co się stało do ataku gangsterów
                    (generałów) na wariatów (Solidarność). W 1983 roku generał Czesław
                    Kiszczak, przez odwiedzającą Michnika Barbarę Szwedowską, przekazał
                    mu propozycję wyjazdu "na jakiś czas" za granicę, bo inaczej czeka go
                    proces i wiele lat w więzieniu. Michnik zareagował pełnym furii
                    listem. Nazwał ekipę Jaruzelskiego "pozbawionymi honoru świńtuchami",
                    a Kiszczaka "durniem". Kiszczak powiedział wtedy arcybiskupowi
                    Jerzemu
                    • Gość: Ignacy Re: Uwłaszczona czerwona nomenklatura IP: *.dzonkow.sdi.tpnet.pl 06.02.03, 11:58
                      dobrowolne przedstawienie dowodów przesępstwa popełnionego przez L. Rywina. Ha
                      ha.To tak jakby liczono na jakąś "Kiełbasę",że dobrowolnie przyniesie "kałacha"
                      z którego strzelał do "Salcesona" i "Kaszanki". A tak na marginesie to nie
                      Rywin jest podejrzanym a poseł Ziobro.












                      Prokuratura oczekuje od L.Rywina dobrowolnego dostarczenia dowodów przestępstwa
                      w tejże aferze :)))haha to tak jakby oczekiwano od "Kiełbasy" ,że
                      przyniesie "kałacha" z którego strzelał do "Salcesona" i"Kaszanki".A tak
                      naprawdę to podejrzanym w sprawie nie jest L. Rywin lecz poseł Ziobro z
                      Sejmowej Komisji Śledczej.Prawda zawsze zwycięża.











                      • Gość: lew Re: Uwłaszczona czerwona nomenklatura IP: *.zgora.sdi.tpnet.pl 08.02.03, 14:48
                        Pouczający tekst prof.
                        Krasnodębskiego :arch.rp.pl/a/rz/2003/01/20030122/200301220063.html?
                        k=on;t=2003012220030122

                        • markoniec Michnik Zabłockim ? 08.02.03, 14:52
                          • Gość: Ignacy NOSIŁ WILK IP: *.dzonkow.sdi.tpnet.pl 08.02.03, 19:49
                            Jedenaste - nie będziesz robił "interesów" z komuchami.

                            ps.piękny felieton:))najzabawniejszy wątek z M. Kantem.
                            • Gość: Ignacy Nowe kwiatki lewicy IP: *.dzonkow.sdi.tpnet.pl 10.02.03, 16:12
                              arch.rp.pl/a/rz/2003/02/20030208/200302080013.html?k=on;t=2003020820030208
                              • Gość: rico Re: Skoro ten, no to i Gentleman r. 2001 IP: *.zgora.cvx.ppp.tpnet.pl 10.02.03, 20:59
                                Macie jeszcze wątpliwości, kto za nim stoi?
                                www.pis.wybierz.to/aktualnosci/news/2002/2002-12-30.htm
                                • Gość: rico Re: I do tego jaki wyczulony! IP: *.zgora.cvx.ppp.tpnet.pl 10.02.03, 21:17
                                  Nie wchodząc w meritum sprawy L. Kieresa i nie czyniąc żadnych wycieczek natury
                                  innej, warto chyba rzucić okiem w jakim towarzystwie sygnatariuszy listu
                                  obywatelskiego Rywin zwykł się obracać. Coś mi tu świta - przecież kruk krukowi
                                  oka wykoleć nie powinien. A tu jednak!
                                  www.rzeczpospolita.pl/gazeta/wydanie_020308/publicystyka/publicystyka_a_4.html
    • tezgucio Re: RYWINGATE c.d 10.02.03, 22:51
      Rok 2005. Polska rzeczywistość.
      Znacie ten stary dowcip:
      "Przychodzi Rywin do Michnika..."
      • Gość: Ignacy Re: RYWINGATE c.d IP: *.dzonkow.sdi.tpnet.pl 11.02.03, 10:49

        Ściana się kruszy...

        Kwiatkowski powinien odejść


        Dwa dni pracy komisji śledczej i dociekliwość jednego posła wystarczyły, by
        kotara zasłaniająca szczelnie okoliczności afery Rywina lekko się uchyliła.
        Nikt, komu bliski jest stan demokracji w Polsce, nie ma już dziś wątpliwości,
        jak bardzo ta komisja śledcza jest potrzebna. Jednak można teraz lepiej
        zrozumieć opór przed jej powstaniem.

        Zaczęły padać nazwiska. Sytuacje ledwie naszkicowane w grudniowym reportażu
        Pawła Smoleńskiego dzięki precyzyjnym pytaniom posła Rokity zaczęły nabierać
        kolorów. Najczęściej ciemnych. Z zeznań Adama Michnika wynika już teraz
        jednoznacznie, że na styku świata polityki, biznesu i mediów w związku z ustawą
        telewizyjną trwała nieczysta gra, prowadzona przez osoby z "towarzystwa".

        Próbą wiarygodności i gotowości do podjęcia wyjaśnienia tej gry będą dalsze
        losy prezesa telewizji publicznej Roberta Kwiatkowskiego. Wczoraj okazało się,
        jak bardzo jest uwikłany w całą aferę. Sprawdzenie bilingów i twardych dysków
        komputerów jest na pewno konieczne, ale daleko niewystarczające. Tym bardziej
        że zrobi się to dopiero dziś, a nie na początku prokuratorskiego śledztwa.
        Zawieszenie w pełnieniu funkcji to też za mało. Już dziś wiadomo, że
        wyjaśnianie afery Rywina będzie trwało miesiące. Publiczna telewizja musi w tym
        czasie normalnie funkcjonować. Kwiatkowski powinien odejść definitywnie, a na
        jego miejsce trzeba postawić człowieka nieuwikłanego w korupcyjne afery i w
        polityczne gry.

        Krzysztof Gottesman


        • Gość: Ignacy ŚCIANA SIĘ KRUSZY IP: *.dzonkow.sdi.tpnet.pl 12.02.03, 13:04
          www.rp.pl/gazeta/wydanie_030212/publicystyka/publicystyka_a_6.html
          • enki Re: ŚCIANA SIĘ KRUSZY 12.02.03, 16:57
            Czy rozmawiał Pan o tym z premierem, prezydentem?
            nnnieeee pamiętaaam, jaaaaa spotyyyykammm się z nimi dość czeeeeęsto
            jaaaa nie znnaaam się naaaa komputerze.....
            nieeee wiem teeeeż niiic naaa temmmat funkcjoooonowannnia Agoryyyyyyy
            jaaaaa nic nieeeee wiem na temaaat plaaanów bizneeesowych, jaaaa jesestemmmm
            tylko zwykkkkłym wyrobniiikiem
            A może to był Kwiatkowski i Czarzasty?
            Tak oczywiście, Kwiatkowski i CZarzasty to osoby, które mogą stać za tą sprawą.
            W sumie ONI mogli być zainteresowani..............................
            Jak to jest, że akurat te osoby PAn sobie przypomina, a innne nie?
            toooo chybbaaa jeeest cosss z moją pamięcią, jaaaaaaaa nie pamiętaaaam (kur..a
            dziennikarz z tak wielką amnezją?????????????)

            AGORA SA czysta jak dziewica. I kto w to wierzy?
            Zastanawiam się kiedy zacznie spadać sprzedaż GW.
            vivat Rokita, on jedyny zadaje konkretne pytania, drąży temat i nie pozwala na
            filozoficzno - etyczne dygresje
            Gdyby nie Rokita, to nazwałbym komisję farsą
            czekam na Panią Rapaczyńską, mam nadzieje że wobec niej Komisja nie będzie aż
            tak uniżona (bo w sumie jaki autorytet ma Rapaczyńska, Michnik to inna bajka)
            • Gość: Ignacy Re: ŚCIANA SIĘ KRUSZY IP: *.dzonkow.sdi.tpnet.pl 16.02.03, 17:12
              Nie było mnie trochę w kraju , a zagranicą doszły mnie słuchy , że grabarze
              dziarsko wzieli się do kopania politycznego grobu dla osobnika przebitego
              osinowym (osikowym?)kołkiem . Kto zacz?
              • Gość: Ignacy MNIEEETEK dał głos IP: *.dzonkow.sdi.tpnet.pl 17.02.03, 17:51
                Rakowski: Politycy SLD zamieszani w sprawę Rywina



                "Gazeta Wyborcza": "W sprawę Rywina tak czy inaczej zamieszani są politycy
                SLD, dlatego należy zwołać Radę Krajową Sojuszu" - napisał Mieczysław F.
                Rakowski w liście, który publikuje dzisiejsza gazeta.

                "Trybuna" odmówiła jego druku - pisze gazeta.

                W swoim liście Rakowski przypomina, że sprawa Rywina ma miejsce w okresie
                sprawowania władzy przez lewicę, co - jego zdaniem - będzie miało wpływ na
                stosunek opinii publicznej do SLD.

                W związku z tym władze partii powinny zwołać Radę Krajową SLD i przedstawić na
                niej okoliczności dotyczące wszystkich aspektów sprawy, w którą tak czy inaczej
                zamieszani są jego politycy.

                • markoniec Re: MNIEEETEK dał głos 17.02.03, 19:09
                  no i ma rację. Chłoptasiom się w głowach poprzewracało.
                  Dotyczy to także terenu. Tylu machlojek nikt nie jest w stanie tolerować !
                  Byle pacan wstępuje do partrii głównie dla robienia kasy. Ideologię ma gdzieś !
                  Dotyczy to wszystkich partii! Na szczęście nie wszystkich członków.
                  • Gość: Ignacy Dziadek za babkę IP: *.dzonkow.sdi.tpnet.pl 19.02.03, 11:15

                    Rafał A. Ziemkiewicz



                    Musi być kiepsko z panem Michnikiem, skoro jego przyjaciele poczuli potrzebę,
                    by zapewnić w zbiorowym liście, że nie wątpią w jego uczciwość, a on sam, co
                    gorsza - aby to u siebie opublikować. Żeby było śmieszniej, tuż obok listu od
                    Daniela Olbrychskiego, w którym ten z kolei ręczy za Lwa Rywina. Konkretnie za
                    to, że Rywin jest bardzo zasłużony dla polskiej kinematografii i że jeśli
                    dostanie paszport, to na pewno potem wróci do kraju. Co do punktu pierwszego,
                    to osobiście bym polemizował - fakt, że Rywin jest odpowiedzialny za
                    wyprodukowanie ogromnym kosztem dwóch takich ekskrementów jak
                    filmowy "Wiedźmin" i "Quo vadis", bynajmniej nie stanowi zasługi. Czasem nawet
                    myślę, że cała afera Rywina to po prostu kara Boża za zniszczenie tak
                    znakomitego materiału literackiego. Trudno też uznać za zasługę sposób, w jaki
                    Rywin współprodukował ze Spielbergem "Listę Schindlera", a który sprawił, że
                    zarówno Spielberg, jak i - za jego namową - inni znakomici amerykańscy twórcy
                    przysięgli publicznie omijać z daleka Polskę tak długo, jak długo Rywin ma tu
                    cokolwiek do powiedzenia.

                    Ale pan Olbrychski, człek dobroduszny i prostoduszny, zapewne o tym, pisząc
                    swój list, nie pomyślał. Pozostaje jednak kwestia druga - owo zaręczanie, że
                    obdarowany paszportem Rywin wróci. Pan Olbrychski opiera się tu wyłącznie na
                    własnym przeświadczeniu, ale właściwie dlaczego miałby się nie opierać?
                    Przecież sam Michnik, autorytet nad autorytety, z równą pewnością siebie
                    twierdzi, że choć za propozycją łapówki na pewno stała jakaś grupa w SLD, to
                    premier nie miał z tym nic wspólnego. Dlaczego tak twierdzi? Bo on, Michnik, ma
                    do Millera zaufanie. O, to poważny argument. Swego czasu Kuroń podobnym
                    argumentem przekonał media co do niewinności paru osób z listy Macierewicza -
                    on je zna i on po prostu nie wierzy, żeby mogły być agentami. Gdyby parę lat
                    temu spytać Michnika, czy zna agenta Maleszkę, ksywa "Ketman", i za niego
                    ręczy, na pewno by odpowiedział twierdząco, a Kuroń podpisał się pod takim
                    poręczeniem jako drugi.

                    Ale co zrobi Olbrychski, jeśli Rywin, wziąwszy paszport, da nogę? Oczywiście
                    nie zrobi nic - dlatego też jego zapewnienia można z czystym sercem zignorować.
                    A co będzie, jeśli billingi Rywina rzucą podejrzenie na premiera? Chyba nie
                    jest to aż tak nieprawdopodobne, skoro kilkunastu przyjaciół Michnika już teraz
                    na wszelki wypadek ręczy za jego uczciwość. Dziadek za babkę, babka za
                    rzepkę... oj, przydałoby się, żeby teraz każdy z ręczących za Michnika znalazł
                    kolejną grupę, która wyśle do "Wyborczej" list z poręczeniem za niego. Ale kto

                    z kolei poręczy za nich?

                    • Gość: Ignacy ANALIZA IP: *.dzonkow.sdi.tpnet.pl 20.02.03, 16:53
                      ANALIZA -

                      ‘NIECH PRAWDA ZWYCIĘŻY, JAK TO MÓWIĄ’
                      (Marek Barański w rozmowie z Adamem Michnikiem dla ‘Trybuny’)
                      -
                      DLACZEGO MICHNIK ‘OBAWIA SIĘ’ PARLAMENTARNEJ KOMISJI? -

                      ‘Ja się tej komisji sejmowej obawiam’ /Adam Michnik w wywiadzie dla ‘Trybuny’/ -

                      Michnik podobno ujawnił całą aferę ‘z obrzydzenia dla korupcji’, ‘dla dobra
                      publicznego’, itp. Już po ujawnieniu treści rozmowy z Rywinem udzielił b. wielu
                      wywiadów i wypowiedzi.
                      Dlaczego więc nieoczekiwanie ‘obawia się’ sejmowej komisji – jeszcze jednej
                      okazji do zaprezentowania się, jako Zasłużony Bojownik o Wolność i Demokrację?
                      Czego się boi, jeśli powinien się cieszyć? Czy może jest coś, co może się
                      wydać, coś, co Michnik chce ukryć?
                      Co różni komisję sejmową od mediów i prokuratury? Niesterowalność (a
                      przynajmniej utrudniona – obrady mają być jawne). Brak czasu do namysłu –
                      obrady JAWNE. Brak czasu na wymyślenia odpowiedniej repliki, wykrętu,
                      zagadania, zagrożeniem nieautoryzowania wywiadu – bo obrady są JAWNE I
                      RELACJONOWANE NA ŻYWO. Co Michnik ukrywa przed ujawnieniem opinii publicznej?

                      -
                      DLACZEGO MICHNIK _MUSIAŁ_ - A NIE TYLKO _CHCIAŁ_ - UJAWNIĆ ‘RYWINGATE’? -

                      ‘opowiadałem o tym na prawo i lewo, dziesiątkom, setkom ludzi’ – /Adam Michnik
                      w wywiadzie dla ‘Trybuny’/ -
                      Z tej wypowiedzi wynika b. zaskakujący wniosek – Michnik własnym postępowaniem
                      ustawił się w sytuacji, w której po prostu MUSIAŁ ujawnić treść rozmowy z
                      Rywinem. Okazuje się więc, że samo ujawnienie rozmowy było mniej istotne. Co
                      więc było bardziej istotne? Wynika, że właśnie owo ‘opowiadanie na prawo i
                      lewo’, przez co sprawa stała się tak naprawdę publiczną tajemnicą – i to w
                      czasie, kiedy trwało podobno ‘tajne śledztwo Agory’ (stąd miał właśnie wynikać
                      brak wcześniejszego powiadomienia prokuratury)! Czym więc było rozgłaszanie
                      całej sprawy – bo oprócz ‘opowiadania na prawo i lewo’ Michnik mówi także,
                      że ‘odbyliśmy setki rozmów, setki z ludźmi z klasy politycznej, z biznesu, z
                      mediów, z branży filmowej’ (‘Trybuna’)? Widać, że najprawdopodobniej było to
                      DAWANIE SYGNAŁU, PRZEKAZ.
                      Ale jaki przekaz i dla kogo?
                      Można mieć tu różne teorie, np.:
                      1 Dla całego SLD – ‘Wprawdzie nie ma już UW, ale nie podskakujcie, bo mamy na
                      was haka!’
                      2 Dla ‘Grupy Rywina’ (Kwiatkowski, Zarębski) – ‘Uspokójcie się i przestańcie
                      blokować telewizyjne plany Agory’

                      -
                      _PO CO_ MICHNIK POSZEDŁ DO MILLERA? /i dlaczego nie zabrał ze sobą kasety?/
                      DLACZEGO RYWIN WYSZEDŁ _PIERWSZY_ OD MILLERA? -

                      ‘To nagranie nie było mi dla premiera potrzebne. /.../ gdybym mu powiedział, że
                      Rywin powiedział to i to, to by miało tę samą wagę, co taśma
                      magnetofonowa /.../ W tej sprawie to jest jedyny, żelazny dowód.’ – /Adam
                      Michnik w wywiadzie dla ‘Trybuny’/ -
                      W normalnym demokratycznym państwie prawa redaktor naczelny opiniotwórczej
                      gazety, którego próbował skorumpować wysoko ustosunkowany, wpływowy biznesmen
                      (powołujący się do tego na osobę samego premiera), powinien:
                      1 - natychmiast podać sprawę do publicznej wiadomości, i/lub -
                      2 - powiadomić prokuraturę, i/lub -
                      3 - spotkać się jak najszybciej z premierem i wyjaśnić całą sprawę, najlepiej
                      także w obecności korumpującego biznesmena. -
                      Michnik zdecydował się najpierw na wariant NR 3 – spotkanie z premierem. I tu
                      zaczynają się dziać dziwne rzeczy – oto jak bowiem najprawdopodobniej ich
                      rozmowa przebiegłaby w demokratycznym państwie prawa:
                      /Michnik/ - Panie premierze, oto jest żelazny dowód - kaseta/CD oraz wydruk z
                      nagraną próbą korupcji obecnego tu pana Rywina na mnie i mojej firmie. Pan
                      Rywin powołuje się w tej rozmowie na pańską osobę. Co pan na to?
                      /Miller/ - To jakiś żart? Rywin, co to za brednie?!
                      Rywin milczy, spojrzenie ma wbite w podłogę. Miller patrzy z powrotem w stronę
                      Michnika.
                      /Michnik/ - Chciałbym poinformować pana premiera, że o całej sprawie powiadomię
                      opinię publiczną, a także najprawdopodobniej prokuraturę. Pozostawiam panu
                      dzień na wyjaśnienie całej sprawy. Do zobaczenia za 24 godziny.
                      Michnik wychodzi.
                      Miller wzywa sekretarkę – Kwiatkowski i Zarębski mają się u mnie stawić
                      natychmiast!
                      Patrzy na Rywina pytająco – Słucham? -
                      Tak właśnie powinno się rozegrać spotkanie Michnik – Miller. Michnik powinien
                      powiadomić o próbie korupcji Millera – OBOWIĄZKOWO wręczając mu przy
                      tym ‘jedyny, żelazny dowód’ - kasetę/CD i wydruk rozmowy z Rywinem, po czym to
                      właśnie sam Miller powinien natychmiast zająć się szukaniem winnych i
                      wyjaśnianiem sprawy – jako premier, szef partii zamieszanej w próbę korupcji,
                      wymieniony przez samego Rywina na ‘taśmach prawdy’. Powinien natychmiast wezwać
                      wszystkich ew. zamieszanych w sprawę i od razu dokładnie wyjaśnić całą sprawę.
                      Leci kilka głów, parę osób idzie na przedwczesną emeryturę, Miller przedstawia
                      Michnikowi, co i kto wysmażył całą intrygę, i spokojnie można opublikować całą
                      sprawę w ‘Gazecie Wyborczej’.
                      Tymczasem NIC TAKIEGO SIĘ NIE DZIEJE!
                      Wręcz przeciwnie. Michnik idzie do Miller BEZ ‘żelaznego dowodu’ - taśmy/CD i
                      tekstu rozmowy z Rywinem! A z gabinetu Millera, zamiast Michnika, pierwszy
                      wychodzi _RYWIN_. Michnik zostaje w gabinecie, by..., no właśnie, po co?
                      I dlaczego Michnik twierdzi, że mówi o Millerze, że ‘nie uchylił się i pomógł
                      ujawnić ‘Gazecie’ fakt próby korupcyjnej’ (Trybuna), jeśli widać, że MILLER
                      DOKŁADNIE NIC NIE ZROBIŁ?

                      -
                      SKĄD _PEWNOŚĆ_ MICHNIKA, ŻE MILLER NIE MIAŁ Z ‘RYWINGATE’
                      NIC WSPÓLNEGO? -

                      ‘bo to nie jest sprawa polityczna, tylko korupcyjna! /.../ Ją się
                      upolitycznia /.../ Ale to jest sprawa korupcyjna I TAK POWINNA BYĆ PRZEZ
                      WSZYSTKICH TRAKTOWANA. Jakiekolwiek gmatwanie tego jest wbrew
                      NASZYM WSPÓLNYM INTERESOM. Kształtem ustawy zajmiemy się, jak te emocje
                      opadną’ /.../ Z publikacji ‘Gazety’ wynikało, że Rywin powoływał się na
                      premiera nie mając ku temu żadnych podstaw’ – /Adam Michnik w wywiadzie
                      dla ‘Trybuny’/ (podkreślenia moje) -
                      Skąd taka straszliwa PEWNOŚĆ Michnika, że Miller nie ma z całą sprawą Rywina
                      nic wspólnego? Przecież równie dobrze mógłby stwierdzić – ‘Ja nie wiem, oto
                      kaseta, proszę się zaznajomić z jej treścią. Słuchamy.’ – I czekać na reakcje,
                      wewnętrzne śledztwo w SLD, dochodzenie prokuratury i komisji sejmowej.
                      Tymczasem Michnik bardzo mocno bierze Millera w obronę, nie mając przy tym
                      pewności (bo takowej mieć przecież nie może), że Miller jest - albo też nie
                      jest - zamieszany w Rywingate. Co ma oznaczać stwierdzenie, że sprawę
                      się ‘upolitycznia’? Kto to robi? I czemu jest to złe? Przecież wyraźnie
                      występują w sprawie Rywina takie prominentne osoby, jak np. Kwiatkowski,
                      ewidentnie ‘polityczne’. Dlaczego Michnik mówi, że ’z publikacji ‘Gazety’
                      wynikało’, że Miller jest poza podejrzeniem, a nie po prostu, że wynika to
                      ze ‘śledztwa ‘Wyborczej’’, albo po prostu, że ‘premier najprawdopodobniej nie
                      jest zamieszany w sprawę’? Czy chodzi o to, by Miller MUSI POZOSTAĆ poza całą
                      aferą? A dlaczego Michnikowi tak bardzo na tym zależy? Przecież to chyba nie
                      jego problem? Czy jednak jego? I co to za ‘nasze wspólne interesy’?

                      -
                      ‘W CAŁEJ TEJ HISTORII NIC KUPY SIĘ NIE TRZYMA’? -

                      ‘Logicznie rzecz biorąc – na co większość komentatorów zwraca uwagę – w całej
                      tej historii nic kupy się nie trzyma’ – Paweł Śpiewak (‘Koniec złudzeń’ –
                      ‘Rzeczpospolita̵
                      • Gość: Ignacy Re: ANALIZA c.d IP: *.dzonkow.sdi.tpnet.pl 20.02.03, 20:54

                        ‘W CAŁEJ TEJ HISTORII NIC KUPY SIĘ NIE TRZYMA’? -

                        ‘Logicznie rzecz biorąc – na co większość komentatorów zwraca uwagę – w całej
                        tej historii nic kupy się nie trzyma’ – Paweł Śpiewak (‘Koniec złudzeń’ –
                        ‘Rzeczpospolita’, 23.01.03) -
                        Na pierwszy rzut oka można się zgodzić ze Śpiewakiem – korumpowany redaktor
                        naczelny wraz z zespołem zamiast iść do prokuratury albo oczekiwać od premiera
                        wyjaśnień samodzielnie prowadzi ‘śledztwo’ – ‘Myśmy ciągle wierzyli, że czegoś
                        się dowiemy’ , ‘wydawało mi się, że coś gdzieś złapię’. Co? Kogo? Nie prościej -
                        i dużo rozsądniej - było zapytać o wyjaśnienie całej sprawy najbardziej
                        zainteresowanego, czyli premiera? I dlaczego taka histeryczna ochrona premiera,
                        skąd ta PEWNOŚĆ, że ‘to na pewno nie on’? I po co to całe uniżone
                        proszenie ‘Trybuny’ (!) Barańskiego (!!!) o wywiad? Przecież wystarczyło
                        upublicznić treść nagrania i czekać na wyjaśnienia zainteresowanych.
                        Dlaczego ‘dla czystości profesjonalnej trzeba było porozmawiać i z Andrzejem
                        Zarębskim, bo pojawiło się jego nazwisko, i z Robertem Kwiatkowskim, i z szefem
                        rządu’ (Trybuna)? Jak to, więc spotkania z NAJBARDZIEJ ZAINTERESOWANYMI I EW.
                        ZWIĄZANYMI Z ‘RYWINGATE’ odbyły się jedynie dla ‘dla czystości profesjonalnej?!
                        To czego właściwie dotyczyło ‘śledztwo’?
                        Jeśli więc próbujemy zrozumieć całą ‘sprawę Rywina’ z punktu widzenia
                        normalnego, demokratycznego państwa prawa, to rzeczywiście ‘nic kupy się nie
                        trzyma’.
                        Dość ciekawie pyta o całą tą sprawę Piotr Zaremba (‘Rywin i inni’ – Gazeta
                        Polska’15.01.03): ‘niełatwo jest rozszyfrować stosunek ‘Wyborczej’ do Millera.
                        Wypada on przecież w samym tekście dobrze, jako osoba demaskująca Rywina. Co
                        więcej, gazeta unika jak ognia nieprzychylnych mu komentarzy. Ale jednocześnie
                        pytania dotyczące bezczynności Millera i roli innych ludzi z kręgów SLD
                        nasuwają się same. Trudno uwierzyć, aby taki gracz jak Rywin działał na własną
                        rękę. Czy można uwierzyć, że dziennikarze ‘Wyborczej’ nie widzą szkód, jakie
                        sami – chcąc nie chcąc – zadali premierowi? /.../ Czym za to wytłumaczyć wręcz
                        histeryczne wystąpienia ‘Gazety Wyborczej’ w obronie premiera? Albo tajne
                        naciski Pałacu Prezydenckiego oraz Agory na polityków opozycji, aby ograniczyli
                        swoje dochodzenia tylko do osoby Rywina, a Millera zostawili w spokoju?
                        Jak już zostało powiedziane, w ‘sprawie Rywina’ z punktu widzenia normalnego,
                        demokratycznego państwa prawa, rzeczywiście ‘nic kupy się nie trzyma’.

                        -
                        PRZYCHODZI CAPO DO CAPO -

                        ‘nasze wspólne interesy’ -
                        Czy istnieje inny punkt widzenia, który stawia całą sprawę w zupełnie nowym
                        świetle?
                        Przyjmijmy, że szef jednego z dwóch rywalizujących gangów łapie w swoim domu na
                        gorącym uczynku gangstera drugiego gangu – z pistoletem w dłoni i brylantami w
                        kieszeniach. Co robi? Zabija go? Może, ale ryzykowałby wielką wojnę między
                        gangami, a mając w ręku przestraszonego i skorego do ‘współpracy’ bandziorka,
                        może przecież utargować dużo więcej. Zabiera więc ze sobą złapanego ‘żołnierza’
                        na wielkie spotkanie rodzin mafijnych i przedstawia całą sprawę głowie
                        konkurencyjnego gangu. Czy szefowie obu gangów chcą wojny totalnej ‘wszyscy
                        przecie wszystkim i do samego końca’? Nie. Każdy z gangów ma swoje terytorium,
                        wpływy i kasę, i dobre życie. Co robi herszt konkurencyjnej bandy na oczach
                        innych mafiozów? Łapie się teatralnie za głowę i woła wielkim głosem - ‘Lwie!
                        (hipotetyczne imię złapanego gangstera) Co ci do tej głupiej głowy przyszło?
                        Coś ty zrobił!?’ I NIE WAŻNE, CZY WIEDZIAŁ O ZAMIARACH SWOJEGO CZŁOWIEKA CZY
                        TEŻ NIE (a najprawdopodobniej wiedział) – BO TAK CZY OWAK ODPOWIADA ZA SWOJEGO
                        CZŁOWIEKA, WIĘC MUSI WZIĄĆ ZA NIEGO PEŁNĄ ODPOWIEDZIALNOŚĆ!
                        Co dzieje się dalej?
                        Ośmieszony gangster, wyrzucony kopniakiem własnego bossa, wymyka się chyłkiem
                        za drzwi, ciesząc się, że przynajmniej ocalił głowę, a szefowie rozpoczynają
                        negocjacje związane z tym ‘godnym ubolewania incydentem’.
                        Wszystko wskazuje na to, że dokładnie to samo stało się w sprawie Michnik-
                        Miller. W walce konkurencyjnych polityczno-biznesowo-medialnych konglomeratów
                        oligarchiczno-mafijnych – ‘Agory’ i ‘SLD’ - mafia ‘Agora’ wyraźnie osłabła,
                        gdyż straciła swoją polityczną reprezentację – UW (a senator Kutz to już jednak
                        dużo za mało). Ale Michnikowi poszczęściło się! Podpuszczony osiłek Rywin dał
                        Michnikowi ‘złotego haka’ – możliwość nagrania rozmowy Rywin – Michnik dot.
                        korupcji. Dlatego Michnik NIE MUSIAŁ ZABIERAĆ ZE SOBĄ ŻADNYCH KASET DO
                        MILLERA! – wystarczył sam Rywin potwierdzający, że Michnik mówi prawdę, iż ma
                        nagranie rozmowy Rywin-Michnik. Miller nie miał wyjścia – NAWET JEŚLI NIC NIE
                        WIEDZIAŁ O CAŁEJ SPRAWIE (w co można wątpić – to są jednak zbyt poważne sprawy,
                        by sam Capo di tutii Capi o nich nie wiedział), i tak MUSI WZIĄĆ CAŁĄ SPRAWĘ NA
                        SWOJE BARKI! Po prostu jest szefem mafii ‘SLD’ i jako szef odpowiada za całość.
                        Dlatego właśnie od Millera pierwszy wyszedł Rywin – prosty żołnierz, który po
                        potwierdzeniu swojej ‘wpadki’ zastał wykopany z gabinetu, bo przestał być
                        potrzebny – a szefowie zaczęli obrady.
                        Nad czym obradowali? Otóż nad SPRAWĄ, UKŁADEM, DEALEM. Po prostu najzwyczajniej
                        w świecie DOGADALI SIĘ, co dalej zrobią. Warunków można się łatwo domyśleć –
                        Miller przestaje wysyłać swoich ‘żołnierzyków’ do Agory z ‘propozycjami nie do
                        odrzucenia’, razem osiągają konsensus w sprawie telewizji, Michnik przedstawia
                        publicznie sprawę tak, że cała wina idzie wyłącznie na konto Rywina (stąd te
                        wszystkie ‘Proszę nie drążyć tej sprawy’ (zob. załącznik ‘Pytania
                        uzupełniające’), ‘To tylko i wyłącznie korupcja i tylko ‘grupa Rywina’!’), i
                        obiecuje warunkowe wsparcie dla rządu np. w sprawie UE - stąd dalsze wspólne
                        picie mleczka i bratanie się przed kamerami ‘jacy to my jesteśmy kumple’, bo to
                        wszystko jest częścią UMOWY, ubitego w gabinecie Millera WIELKIEGO DEALU.
                        Dlatego właśnie Michnik prowadząc dziwne ‘śledztwo’, tak naprawdę rozgłasza w
                        środowisku ‘message’, że znowu jest w grze i że trzeba się z nim liczyć
                        (dotyczy to m.in. Grupy Rywina’ – Kwiatkowski, Zarębski). Dlatego teraz to
                        Michnik PROSI o wywiad ‘Trybunę’ i jej szefa Barańskiego (dokładnie tego samego
                        Barańskiego tej samej ‘Trybuny’, za której udzielenie wywiadu strofował sam
                        jeszcze nie tak dawno Millera) – bo MUSI wytłumaczyć ‘wrogom’ (czyli SLD), że
                        bynajmniej nie są wrogami, a wręcz przeciwnie...
                        I dlatego właśnie Michnik OBAWIA SIĘ (czyli po prostu BOI) parlamentarnej
                        komisji – bo właśnie ona może ujawnić WILEKI DEAL. A to by był koniec Michnika.
                        I Millera pewnie też – własni ludzie by go żywcem rozszarpali za ‘wystawienie’
                        kilku ‘naszych’ – bo w mafii najważniejsza jest lojalność wobec swoich. I
                        dlatego właśnie trzeba dbać o ‘nasze wspólne interesy’.

                        - NIECH PRAWDA ZWYCIĘŻY

                        - - -

                        Załącznik - PYTANIA UZUPEŁNIAJĄCE (dot. wywiadu z Michnikiem w ‘Gazecie
                        Polskiej’) -

                        Gazeta Polska: - Co takiego się stało, że musiał Pan iść po prośbie do Marka
                        Barańskiego, człowieka, który w stanie wojennym robił najbardziej obrzydliwe,
                        oparte na materiałach ubeckich, audycje w telewizji?
                        Michnik: - Kiedyś zapytano Amosa Oza, dlaczego należy negocjować z terrorystami
                        z Al. Fatah. O
                        • Gość: Ignacy Re: ANALIZA c.d IP: *.dzonkow.sdi.tpnet.pl 20.02.03, 21:03

                          - NIECH PRAWDA ZWYCIĘŻY

                          - - -

                          Załącznik - PYTANIA UZUPEŁNIAJĄCE (dot. wywiadu z Michnikiem w ‘Gazecie
                          Polskiej’) -

                          Gazeta Polska: - Co takiego się stało, że musiał Pan iść po prośbie do Marka
                          Barańskiego, człowieka, który w stanie wojennym robił najbardziej obrzydliwe,
                          oparte na materiałach ubeckich, audycje w telewizji?
                          Michnik: - Kiedyś zapytano Amosa Oza, dlaczego należy negocjować z terrorystami
                          z Al. Fatah. Odpowiedział: Dlatego, że są to nasi wrogowie. Z wrogami się
                          negocjuje, jeżeli się chce mieć pokój.
                          CZY W TAKIM RAZIE SLD TO ‘WRÓG’? DLACZEGO? DLACZEGO WŁAŚNIE TERAZ? CZY JEST
                          JAKAŚ ‘WOJNA’ MIĘDZY AGORĄ/’GW’ A SLD?
                          -
                          Michnik: - Nie mam żadnych przesłanek, żeby stwierdzić, iż SLD rzeczywiście
                          miała być beneficjentem propozycji Rywina.
                          CZY MA PAN _PEWNOŚĆ_, ŻE SLD I MILLER NIE MIELI BYĆ ‘BENEFICJENTEM PROPOZYCJI
                          RYWINA’? TAK? NIE? SKĄD WŁAŚNIE _PEWNOŚĆ_, A NIE NP. PRZEŚWIADCZENIE, OPINIA,
                          OSĄD?
                          -
                          Michnik: - ‘intuicyjnie czułem, że Rywin z jakimiś ludźmi jest w zmowie i
                          chciałem to ustalić’
                          CZEMU NIE ZOSTAWIŁ PAN TEGO ‘USTALANIA’ MILLEROWI?
                          -
                          Michnik: - ‘Z całą pewnością nie mogłem wykluczyć, że za tym działaniem stoją
                          ludzie, którzy kiedyś, 30, 40 lat temu mogli mieć jakieś związki ze służbami.
                          Dopuszczałem jako jeden z wariantów, że możemy mieć do czynienia z prowokacją,
                          której celem może być skompromitowanie ‘GW’ i Agory’.
                          CZY TAKŻE DLATEGO O SPRAWACH DOTYCZĄCYCH ‘SPRAWY RYWINA’ ROZMAWIALIŚCIE PAŃSTWO
                          NA TARASIE REDAKCJI? CZY OBAWIALIŚCIE SIĘ PODSŁUCHU? PRZEZ KOGO PROWADZONEGO I
                          NA CZYJE ZLECENIE?
                          DLACZEGO WIĘC W WYWIADZIE DLA ‘GP’ ZAPYTANY O EW. ZWIĄZKI RYWINA Z BYŁYMI
                          FUNKCJONARIUSZAMI SŁUŻB SPECJALNYCH STWIERDZIŁ PAN, ŻE:
                          - ‘W ogóle o tym nie myślałem’?
                          CZY W TAKIM RAZIE UWAŻA PAN, ŻE POZA OFICJALNYMI ORGANAMI PAŃSTWOWYMI TAKIMI,
                          JAK AW I ABW W III RP - DEMOKRATYCZNYM PAŃSTWA PRAWA, MOGĄ TEŻ ISTNIEĆ INNE,
                          NIELEGALNE STRUKTURY AGENTURALNO-WYWIADOWCZE WYWODZĄCE SIĘ Z DAWNYCH,
                          KOMUNISTYCZNYM SŁUŻB SPECJALNYCH?
                          -
                          ‘Gazeta Polska’: - Czy życiorys Lwa Rawicza, wskazujący, że miał związki ze
                          służbami PRL, nie włączył Panu czerwonej lampki?
                          Michnik: - Nie znałem jego życiorysu.
                          A CZY NAPOTKAŁ PAN NA JEGO NAZWISKO PODCZAS DZIAŁANIA TZW. ‘KOMISJI MICHNIKA’,
                          KTÓRA PRZEGLĄDAŁA PRL-OWSKIE AKTA MSW NA POCZĄTKU LAT 90-TYCH?
                          -
                          Michnik: - ‘Pani uporczywie chce stworzyć wrażenie, że pan Szymczycha czy pan
                          Janik byli poinformowani o sprawie. Otóż nie byli, niech pani nie wprowadza
                          czytelników w błąd’ /.../ Trzymajmy się faktów Oni nie posiadali wiedzy na
                          temat propozycji rywina. Niech pani tego nie drąży. /.../ przedtem takiej
                          wiedzy nie posiadali.’
                          SKĄD AŻ TAKA PEWNOŚĆ? I DLACZEGO NIE WOLNO TEGO ‘DRĄZYĆ’?
                          -
                          Michnik: - To były boczne wątki z punktu widzenia afery korupcyjnej /.../ Czuję
                          tu zapach, który czułem w rozmowie z Rywinem – zapach prowokacji’
                          NO WIĘC W KOŃCU BYŁA TO ‘TYLKO I WYŁĄCZNIE AFERA KORUPCYJNA’ CZY
                          TEŻ ‘PROWOKACJA’?
                          -
                          CZY TO PRAWDA, ŻE MILLER CZYTAŁ/ZATWIERDZAŁ TEKST W ‘GW’ O ‘RYWINGATE’?
                          DLACZEGO? CZY BYŁA TO CZĘŚĆ WASZEJ ‘UMOWY’?
                          -
                          CZY NAPRAWDĘ ŻYJEMY W DEMOKRATYCZNYM PAŃSTWIE PRAWA?
                          DLACZEGO NIE, REDAKTORZE MICHNIK?

                          • Gość: Ignacy Re: ANALIZA c.d IP: *.dzonkow.sdi.tpnet.pl 22.02.03, 21:55
                            Rywin milczy jak grób;-))Co to oznacza?


                            Punktem wyjścia dla twórczości jest milczenie.
                            W twórczej glebie milczenia można odnaleźć zalążki wszystkich rzeczy.


                            (David Spander)


                            • markoniec Re: ANALIZA c.d 22.02.03, 22:34
                              prawdopodobnie nagranie nie może być dowodem i dlatego nie ma co za wiele
                              opowiadać, bo można sobie tylko zaszkodzić!
                              wg mnie jedynym przegranym będzie ten, któremu sie wydawało, że
                              rozdaje karty :-)))
                              • Gość: Ignacy TRZĘSIENIE ZIEMI IP: *.dzonkow.sdi.tpnet.pl 26.02.03, 10:18
                                www.rp.pl/gazeta/wydanie_030226/publicystyka/publicystyka_a_1.html
                                • Gość: Ignacy DOWODY ZNISZCZONE W AGORZE IP: *.dzonkow.sdi.tpnet.pl 26.02.03, 15:23
                                  www.rp.pl/gazeta/wydanie_030226/kraj/kraj_a_1.html
                                  • proca_toya Re: czy Michnik nakłamał speckomisji? 04.04.03, 18:12
                                    w komisji robi się coraz ciekawiej

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka