slawek_wieczorek 10.09.07, 19:47 www.gazetapolska.pl/?module=content&lead_id=2606 Odpowiedz Link Zgłoś Obserwuj wątek Podgląd Opublikuj
slawek_wieczorek Pełen tekst z tygodnika "Gazeta Polska 10.09.07, 19:48 ATRAKCYJNY KAZIMIERZ Jestem rodowitym gorzowianinem. To nieduże miasto, więc moje drogi przecinały się wielokrotnie z Kazimierzem Marcinkiewiczem i jego rodziną. Od podstawówki i Dni Filmu Radzieckiego po spory o lustrację. Wieść, że ktoś podsłuchiwał mojego krajana, napełniła mnie obrzydzeniem i zdopingowała do napisania tego tekstu. Informacja o domniemanych podsłuchach użytych wobec byłego premiera Kazimierza Marcinkiewicza zbiegła się w czasie z nieśmiałymi zapowiedziami polityków wielkopolskiej PO, że mógłby on być liderem poznańskiej listy Platformy. Senator Stefan Niesiołowski, profesor od owadów, czułby się zapewne raźniej w towarzystwie człowieka otoczonego zewsząd przez pluskwy. A i europoseł, też profesor, Bronisław Geremek, autor wybitnych rozpraw o dziejach prostytucji w średniowiecznej Francji, również ucieszyłby się z takiego partyjnego transferu. Wiadomo bowiem, że siedliska rozpusty były wylęgarnią wszelkiego rodzaju robactwa, a dziś po nalotach słynnych "piątek Surmacza" na agencje towarzyskie, trudno znaleźć w jakimkolwiek przybytku dorodną pluskwę. Po wyborach szykuje się więc nam naprawdę szeroka koalicja. Moja szkoła Jako rodowity Gorzowianin w latach 1984-88 chodziłem do Szkoły Podstawowej nr 17, molochu, w którym młodym nauczycielem fizyki był Kazimierz Marcinkiewicz. Przyszły premier nie uczył mnie bezpośrednio, kilka razy zdarzyło mi się tylko mieć z nim zastępstwa. Jako dojrzewający przedwcześnie w tych burzliwych czasach mieliśmy świadomość silnego i wszechwładnego jeszcze komunizmu. Z podstawówki pamiętam zabójstwo księdza Jerzego Popiełuszki, zestrzelenie przez Sowietów południowokoreańskiego samolotu pasażerskiego, zatajanie i kłamstwa związane z katastrofą w elektrowni atomowej w Czarnobylu. W mojej szkole historii nauczał pozostający na permanentnym kacu Tadeusz Jędrzejczak, późniejszy poseł SLD i prezydent Gorzowa, który zasłynął z tego, że przez 3 miesiące rządził miastem z celi szczecińskiego aresztu. Głowiliśmy się, jak w dobie reglamentowanej gospodarki Jędrzejczak radzi sobie z regularnym zakupem alkoholu, ale swoją dzielną postawą dowodził on prawdziwości partyjnej propagandy, iż były to tylko przejściowe trudności. Cóż, nić sympatii pomiędzy byłymi belframi chyba przetrwała, mimo politycznych różnic. Gdy Marcinkiewicz został premierem, a w Gorzowie przystąpiono do rewitalizacji zabytkowych kamienic, prezydent Jędrzejczak zdecydował, że odnawianie rozpocznie się m. in. od budynku, w którym zamieszkiwała rodzina prezesa Rady Ministrów. Dyrektorem szkoły był członek ORMO Jerzy Wiśniowski, zaliczany do partyjnego betonu. W 1986 r. wybuchł skandal - sprofanowaliśmy flagę radziecką. Na drzwiach gabinetu od języka rosyjskiego przywiesiliśmy kawałek czerwonej szmatki z namalowanym długopisem sierpem i młotem. Za klej służyła ślina kilku kolegów. Wiśniowski przeprowadził dochodzenie, ale nikt nikogo nie sypnął. Odtrutką były dla nas lekcje religii organizowane przy Białym Kościółku przez Braci Kapucynów. W pamięci trwale zapadł mi katecheta Andrzej Karut: nauczyciel matematyki z Krakowa i harcerz zarazem, który za działalność opozycyjną miał wilczy bilet w szkołach państwowych i tak trafił do podgorzowskiego Deszczna, gdzie osiadł wówczas na stałe. To z jego ust dowiedzieliśmy się o agresji Związku Radzieckiego na Polskę 17 września 1939 r., deportacjach Polaków na Wschód i Zbrodni Katyńskiej. U części uczniów panowało przekonanie, że nie należy uczyć się języka rosyjskiego. Karut wszczepił w nas coś innego. Zapamiętałem jego słowa, które w czerwcu podczas uroczystych obchodów 25-lecia Solidarności Walczącej, przy wieczornej wódce, powtórzyłem w Hotelu Tumskim we Wrocławiu legendarnemu dysydentowi Władimirowi Bukowskiemu i innym obecnym przy stole wyraźnie wzruszonym rosyjskim opozycjonistom: "Proszę, nie pałajcie żalem i nienawiścią do Rosjan! To naród tak samo cierpiący i zniewolony przez komunizm, jak Polacy. Wydał wielu wybitnych pisarzy i poetów. Wiedzcie, że rosyjski to nie tylko język Lenina, ale i język Tołstoja, Turgieniewa, Dostojewskiego czy Gogola." Tata Kazika Na jednej z lekcji, nie będąca członkiem PZPR nauczycielka, pewnego razu powiedziała: - A Marcinkiewicz? To nie wiecie, że on jest ustawiony? Przecież jego ojciec jest kierownikiem gorzowskich kin! I dlatego Kazimierz wszystko może..."Troszkę o tym, siłą rzeczy, słyszeliśmy. Istniał wówczas przymus uczestniczenia w "Dniach Filmu Radzieckiego", które odbywały się w Kinie "Kopernik" w rocznicę wybuchu Rewolucji Październikowej. Większość prezentowanych obrazów była nawet poświęcona temu epokowemu wydarzeniu, lecz każdy seans poprzedzony był "Polską Kroniką Filmową". Z ekranu straszył wówczas ponury człowiek w ciemnych okularachprzebrany za generała, co wywoływało spontaniczną reakcję dziatwy i oburzenie jej zachowaniem ciała pedagogicznego. W ekran ciskano ukradkiem zmiętym w kulkę papierem śniadaniowym i świeżymi ogryzkami. Raz jeden kolega zapragnął rzucić butelką po mleku, ale w porę ostudzono jego zapał, bo mogło to być odczytane jako akt terroryzmu. Organizator indoktrynacyjnych imprez, Marian Marcinkiewicz, był lektorem w Komitecie Miejskim Polskiej Zjednoczonej Partii Robotniczej. Wolny czas umilał sobie jeżdżąc "pociągiem przyjaźni" do Moskwy. Kaziu! Zakochaj się! A my u schyłku PRL-u uczestniczyliśmy w marszach protestacyjnych przeciwko budowie elektrowni atomowej w Klempiczu, roznosiliśmy ulotki Ruchu Młodzieży Niezależnej, a zwłaszcza pociągała nas pacyfistyczna bibuła Ruchu Wolność i Pokój. O jakiejkolwiek działalności opozycyjnej któregokolwiek z Marcinkiewiczów nikt z nas wówczas nie słyszał. Trudno to tłumaczyć głębokim zakonspirowaniem zacnego rodu, bo Mirosław Marcinkiewicz, starszy brat Kazimierza, jeszcze przed wybuchem Sierpnia 80 legitymację kandydacką na członka PZPR zdążył odebrać z górniczych ršk samego I Sekretarza Edwarda Gierka. Po 1989 roku, gdy Milicja Obywatelska i Służba Bezpieczeństwa do nikogo już z broni palnej nie strzelały i nikogo nie zamykały, przecieraliśmy oczy ze zdumienia. Bracia Marcinkiewiczowie poczuli zamiłowanie do działalności publicznej i stali się sztandarowymi postaciami Zjednoczenia Chrześcijańsko-Narodowego. Dawni uczniowie długo zastanawiali się, co takiego Marcinkiewiczowie mogą mieć wspólnego z Kościołem. Ktoś rzucił, że przecież ich ojciec był bardziej czerwony od cegły gorzowskiej Katedry. Kazimierz nad Wisłą W Gorzowie nastał kapitalizm. Szefem Biura Maklerskiego banku PKO BP został owiany szczególnie złą sławą porucznik SB Piotr Kamerduła, absolwent AWF. Kamerduła był giermkiem kapitana SB Mariana Styczyńskiego, "opiekuna" Zakładów Włókien Chemicznych "Stilon". Styczyński 4 września 1982 roku współuczestniczył w porwaniu spod bramy "Stilonu" pracownika tegoż przedsiębiorstwa, który 31 sierpnia 1982 roku w drugą rocznicę podpisania Porozumień Sierpniowych uczestniczył w demonstracji pod Katedrą. W nieistniejącym już komisariacie MO, podczas brutalnego przesłuchania, przykładał porwanemu pistolet do głowy i krzyczał: "Pier... ciebie w łeb, podrzucimy na śmietnisko i będzie na Cyganów". Następnie przesłuchiwanego zaprowadził, jak to nazwał "do chłopców z ZOMO, aby wzięli sobie odwet za odniesione rany". W rzeczywistości lat 90. czuliśmy się jakoś trochę nieswojo. W czerwcu 1992 roku, jako nastolatkowie, roznosiliśmy po Gorzowie ulotkę Solidarności Walczącej zatytułowaną "Agenci rządzą Polską" zawierającą wykaz parlamentarzystów i najwyższych urzędników państwowych, którzy w latach 1944-1989 byli tajnymi współpracownikami komunistycznych organów bezpieczeństwa. Wiarygodność kolportowanych danych potwierdził nam założyciel tej organizacji - Kornel Morawiecki. Po upadku rządu Jana Olszewskiego Kazimierz Marcinkiewicz nie dołączył do grona secesjoni Odpowiedz Link Zgłoś
slawek_wieczorek Dokończenie tekstu z tygodnika "Gazeta Polska" 10.09.07, 19:50 Po upadku rządu Jana Olszewskiego Kazimierz Marcinkiewicz nie dołączył do grona secesjonistów z ZChN, którzy poparli ideę lustracji, lecz stanął po drugiej stronie barykady. Trafił do Warszawy i został wiceministrem w antylustracyjnym gabinecie Hanny Suchockiej. Jesienią tegoż roku "Listę Macierewicza" kolportowaliśmy w Gorzowie podczas kampanii wyborczej na spotkaniach z Henrykiem Goryszewskim i Wiesławem Chrzanowskim. Minister Marcinkiewicz wpadał w furię, a na tym drugim spotkaniu w Kinie "Kopernik" jego sztabowcy rzucili się na nas i omal nie doszło do rękoczynów. Rozjemcą został wówczas ksiądz Jan Pawlak - Diecezjalny Duszpasterz Rodzin. Bal Wszystkich Świętych Braciom Marcinkiewiczom w Gorzowie wiodło się dobrze. Za czasów, gdy Kazimierz - ponoć ze względu na planowaną przez PiS koalicję z PO - został premierem, jeszcze lepiej. Mirosława mianowano dyrektorem Oddziału PKO BP. Także zainteresowanie kinem pozostało braciom Marcinkiewiczom w nowych czasach. Młodszy z nich, Arkadiusz Marcinkiewicz, wiceprzewodniczący Rady Miasta, dzierżawiący kino, którym w okresie PRL zawiadywał jego ojciec, kupił je w tym roku z działką w przetargu ogłoszonym przez syndyka za 850 tys. zł. W transakcji ubiegł miasto, zaś na wniosek magistratu sprzedaż "Kopernika" trafiła do prokuratury. Pieniądze na kupno uzyskał biorąc kredyt w banku PKO BP, gdzie dyrektorem oddziału jest jego brat - Mirosław. Po pół roku sprzedał je za 3,9 mln zł. Atakowany przez oponentów, że nawet jeśli taka transakcja jest zgodna z prawem, to budzi poważne wątpliwości moralne, odpowiedział: "w życiu kieruję się naukami Świętego Tomasza". W sercach ludzi wierzących zrodziło się pytanie: "Którego świętego Tomasza": - z Akwinu? - ale ten pisał, że "lichwa jest zbrodnią" - Becketa? - w młodości pracował w skarbowym urzędzie miejskim w Londynie i z pewnością przygląda się z Nieba wszelkim niejasnym transakcjom - Morusa? - nie uznał nielegalnego małżeństwa Henryka VIII i jego drugiej żony - Anny Boleyn, więc niewiadomo, co powiedziałby na ewentualny mezalians byłego premiera z PO. W tej sytuacji pozostałby tylko święty Tomasz Apostoł, którego tradycja nazwała niewiernym. Życie na podsłuchu Czeka nas wyjątkowo brutalna kampania wyborcza. Dla opozycji mam już gotowy klip: Były szef rządu pod biurkiem Dyrektora Europejskiego Banku Odbudowy i Rozwoju w Londynie znajduje podsłuch i gromko wykrzykuje: - Jest - jest - jest! Z pomocą przybiegają jego dwaj bracia i co sił, już całą trójką, wyrywając ze ścian budynku coraz wyżej położone podejrzane kable, pędzą na strych. Tam, roztrzaskując w pył aparaturę podsłuchową, do przerażonego oficera dyżurnego ryczą (klip PO: od najniższego do najwyższego, bo wśród braci występują spore dysproporcje wzrostu; klip SLD: od najmłodszego do najstarszego, ponieważ lewica głosi idee równości, więc okazywanie różnic wzrostu jest niedopuszczalne): - Nie podsłu... - ch.. - z tym wszystkim!!! Sławomir Wieczorek Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: TW Re: O Marcinkiewiczach w tygodniku "Gazeta Polska IP: *.ztpnet.pl 10.09.07, 20:11 Panei Sławku! Gratuluje diagnozy familii Marcinkiewiczów.Nie ma się co dziwić,że Kaczka szczyścił Kazia. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: bimbi Re: O Marcinkiewiczach w tygodniku "Gazeta Polska IP: *.internetdsl.tpnet.pl 10.09.07, 21:44 Kaczka szczyścił Kazia bo ten był bardzo popularny i co najważniejsze niezależnie myślący a takich w PiS się tępi. Odpowiedz Link Zgłoś
slawek_wieczorek Gorzów Wlkp 11.09.07, 17:36 miasta.gazeta.pl/gorzow/1,35211,4477508.html Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: CBArek Re: Gorzów Wlkp IP: *.internetdsl.tpnet.pl 12.09.07, 09:16 Co na to CBA.Przecież Arkadiusz Marcinkiewicz powinien beknąć jak nic za te swoje niby legalne interesy. Czekamy, czekamy i chyba się doczekamy. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Jan Szulgo Re: O Marcinkiewiczach w tygodniku "Gazeta Polska IP: *.tpn.ceron.pl 12.09.07, 09:54 Tym się charakteryzuje potęga Internetu, jako jedyne w pełni niezależne wśród mediów źródło informacji. Ponieważ demokracja to nie idealna forma zarządzania, ale dopóki nie wymyślono nic lepszego, spełnia ona swoją pozytywną rolę, o ile pozostawać będzie pod ścisła społeczną kontrolą. Taką rolę może spełnić powszechnie dostępny Internet. Dla tego nawołuje odważnych zarządców naszych miast i województwa, żeby uczynili wszystko w kierunku bezpłatnego dostępu do sieci internetowej, lub co najmniej znacznego obniżenia abonamentu. Nie bójcie się Internetu jeżeli nie maci nic do ukrycia. Konstruktywna krytyka pomaga w zarządzaniu, a dobrych zarządców wynagrodzą internauci pozytywną oceną . Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Jan Szulgo Wykorzystajmy potęge internetu IP: *.tpn.ceron.pl 12.09.07, 10:04 Wykorzystajmy potęga Internetu, jako jedyne w pełni niezależne wśród mediów źródło informacji. Ponieważ demokracja to nie idealna forma zarządzania, ale dopóki nie wymyślono nic lepszego, spełnia ona swoją pozytywną rolę, o ile pozostawać będzie pod ścisła społeczną kontrolą. Taką rolę może spełnić powszechnie dostępny Internet. Dla tego nawołuje odważnych zarządców naszych miast i województwa, żeby uczynili wszystko w kierunku bezpłatnego dostępu do sieci internetowej, lub co najmniej znacznego obniżenia abonamentu. Nie bójcie się Internetu jeżeli nie maci nic do ukrycia. Konstruktywna krytyka pomaga w zarządzaniu, a dobrych zarządców wynagrodzą internauci pozytywną oceną . Odpowiedz Link Zgłoś