slawek_wieczorek 23.02.08, 15:29 Pierwszy po 1989 roku artykuł w prasie centralnej o Festiwalu Piosenki Radzieckiej w Zielonej Górze. www.gazetapolska.pl/?module=content&lead_id=3237 Odpowiedz Link Zgłoś Obserwuj wątek Podgląd Opublikuj
slawek_wieczorek Pełna wersja artykułu 23.02.08, 15:31 Prawdziwa historia festiwalu w Zielonej Górze Przystanek sierp i młot Dlaczego radziecka korytarzowa kazała sprzątać pokój Lory Szafran? Jak to było z wyrzuceniem z festiwalu w Zielonej Górze dyrygenta Gerarda Nowaka? Dlaczego milicjanci, esbecy i żołnierze LWP cierpieli na bóle kręgosłupa? Przeżyjmy to jeszcze raz, wraz z uczestnikami i naocznymi świadkami festiwalu Towarzystwa Przyjaźni Polsko-Radzieckiej Co łączy Czerwone Gitary, Felicjana Andrzejczaka, Michała Bajora, Małgorzatę Ostrowską, Janusza Panasewicza, Zdzisławę Sośnicką, Izabelę Trojanowską i Urszulę z zespołem wokalnym Technikum Budowy Fortepianów w Kaliszu oraz zespołem wokalnym Komendy Wojewódzkiej Milicji Obywatelskiej w Bydgoszczy? Wszyscy byli laureatami Festiwalu Piosenki Radzieckiej w Zielonej Górze. Liczba wykonawców jest o wiele dłuższa: Trubadurzy, Filipinki, Happy End, Wawele, Andrzej Dąbrowski, Mieczysław Fogg, Anna German, Przemysław Gintrowski, Anna Jantar, Irena Jarocka, Maria Jeżowska, Jacek Kaczmarski, Emil Karewicz, Krzysztof Krawczyk, Bernard Ładysz, Alicja Majewska, Irena Santor, Urszula Sipińska, Łucja Prus, Czesław Niemen, Krystyna Prońko, Sława Przybylska, Danuta Rinn, Maryla Rodowicz, Andrzej Rosiewicz, Andrzej i Tomasz Stockingerowie, Grażyna Świtała, Ewa Złotowska. Piosenka radziecka z Tobą od dziecka „Przed 35 laty piosenka radziecka towarzyszyła nam we wspólnej walce z wrogiem, dzielono się nią jak chlebem i machorką. Dziś towarzyszy nam w codziennym trudzie, w chwilach odpoczynku, w zabawie” – tak podczas otwarcia festiwalu w 1980 r. przemawiał I sekretarz Komitetu Wojewódzkiego Polskiej Zjednoczonej Partii Robotniczej Józef Nowak. Festiwal miał już wtedy 25 lat, organizowany był bowiem od 1965 r. O klimacie propagandowym wokół niego dowiedzieć możemy się dziś z archiwalnych numerów “Gazety Lubuskiej”, organu owego komitetu. Już na tydzień przed rozpoczęciem imprezy, pisała o nim w każdym wydaniu na pierwszej stronie. “Przez scenę amfiteatru w ciągu kilku festiwalowych dni przewinie się kilka śpiewających pokoleń. Od najmłodszych uczestników festynu poczynając (w minionych latach były to dzieci w wieku przedszkolnym) aż po najpopularniejszych piosenkarzy”. W kolejnym numerze w artykule zatytułowanym “Oby tylko dopisała pogoda!” podawała: “W festynie, którego głównym akcentem będzie moskiewska Olimpiada, wystąpi ponad 500 dzieci z dwudziestu województw.” Obawy okazały się jednak płonne. W następnym tygodniu w radosnym artykule „Trwa wielka przygoda z radziecką piosenką”, cieszyła się z aury: „Ładna pogoda nie opuszcza Zielonej Góry.” Na specjalne spotkanie z koncertem przygotowywał się też Winny Gród: “Miasto pospiesznie przywdziewa świąteczną szatę. W niemal wszystkich oknach wystawowych pojawiły się babuszki, samowary i inne, nieodłącznie związane z zielonogórskim festiwalem, elementy dekoracyjne. Pięknie prezentują się w czerwcowym słońcu udekorowane ulice: flagi i transparenty, okolicznościowe plansze, i stylizowane figurki kozaków i matrioszek”. Sama muzyka to nie wszystko: “Jak co roku, festiwalowi towarzyszą liczne imprezy, poświęcone kulturze Kraju Rad. W tym tygodniu zakończy się V Plener Malarzy Polskich i Radzieckich “Drzonków 80” O zachowanie utworów w pamięci potomnych zadbała Centralna Rada Związków Zawodowych: “Nie byłoby to możliwe, gdyby nie starania o upowszechnienie festynowego dorobku repertuarowego poprzez śpiewniki, kasety z nagraniami, pocztówki dźwiękowe itp.” Gazeta Lubuska nie ukrywała swego zachwytu: “Najpierw widzowie zobaczyli ściany (wokół sceny) z wielkimi malowidłami w stylu rysunków dziecięcych (a może były to powiększenia autentycznych rysunków?) A potem? Potem działy się różne dziwne rzeczy. Nagle, niepostrzeżenie dla widzów zajętych akcją na scenie, jeden z rysunków znikał, a na jego miejscu pojawiało się kolejne kolorowe kółko olimpijskie. Kółka te sygnalizowały początek kolejnego bloku tematycznego koncertu – w kolorze niebieskim śpiewało się o kosmosie, przyszłości i pokoju, w żółtym – o słońcu, zabawie, radości i sporcie, w czarnym – o ziemi, pracy, chlebie i nauce. W zielonym było miejsce na przygodę, wędrówkę i wakacje, a w czerwonym śpiewano o przyjaźni, miłości, domu, Ojczyźnie.” Czwarta rano w klubie garnizonowym Piotr Maksymczak był w drugiej połowie lat 80. młodym dziennikarzem „Gazety Lubuskiej”. Dziś pracuje w miesięczniku Pismo Obywatelskie PULS. Jak wspomina, wychodził z festiwalu o 23.30, by do 24.00 zdążyć z tekstem. - Potrafię zrozumieć tęsknotę za Festiwalem Piosenki Radzieckiej. Również i ja podzielam część tych emocji, zwłaszcza tęsknotę za bankietami do białego rana. Nawet wiecznie pijaną cenzorkę, straszącą przed laty w redakcji nocnej Gazety Lubuskiej, postrzegam dziś jako nieszkodliwą wariatkę - mówi. - Te wszystkie muzealne sentymenty nie wystarczą jednak do reaktywacji festiwalu, będącego trupem na długo przed pożegnalnym koncertem. Festiwal Piosenki Radzieckiej służył promocji władców PRL, a nie promocji Zielonej Góry. I tylko przy okazji wypromował kilka piosenkarskich nazwisk, bo normalnego rynku rozrywki w tamtych czasach nie było. Maksymczak chętnie opowiada o kulisach festiwalu: - Bujne życie towarzyskie kwitło w klubie garnizonowym. Bractwo mieszało się – ci, co dopiero próbowali swych sił na scenie, jak i zawodowcy. O 4 nad ranem konteksty polityczne odpływały, bractwo dziennikarskie romansowało i o tej godzinie zaczęły też padać pierwsze niecenzuralne słowa. Dziś festiwal określa jak produkt tamtej epoki: - Tak jak słynna zielonogórska Palmiarnia, spełniał funkcję zastępczą. Palmiarnia była swoistym wentylem bezpieczeństwa. Ludzie nie mogli wyjechać za granicę, więc u siebie mieli tropiki. To miasto kompleksów i obecny pomysł z Festiwalem Piosenki Rosyjskiej, to właśnie wykwit prowincjonalnych kompleksów. Donosiciel wyrzuca dyrygenta Zielonogórski muzyk, Gerard Nowak dyrygował podczas festiwalu Orkiestrą Rozrywkową Polskiego Radia i Telewizji w Katowicach. - Żaden z młodych polskich piosenkarzy nie kierował się, ani miłością do ZSRR ani zachwytem wobec narzuconego ustroju - mówi. - Starałem się proponować młodym wokalistom repertuar między innymi Wysockiego, Okudżawy, Dolskiego, Kamburowej i innych dobrych autorów rosyjskich, ukraińskich czy białoruskich. Wymieniałem często młodym artystom nieprzystawalne do rzeczywistości polskiej teksty, np. „Mój adres Sowietskij Sojuz” Tuchmanowa. Obok autentycznej muzyki była propaganda. - Fałszem była nazwa Festiwal Piosenki Radzieckiej: tak jak nie ma języka radzieckiego czy jugosłowiańskiego, tak nie było piosenki ze słowami radzieckimi. Przyjeżdżali przecież artyści z Rosji i z krajów-republik zniewolonych przez sowiecki system. Jednak pozwalano im śpiewać w narodowych językach: gruzińskim, estońskim, łotewskim, ukraińskim. Nowak wspomina kariery organizatorów festiwalu. - Niektórzy szefowie tej imprezy w dobie reglamentowanej gospodarki załatwiali kupony na akumulatory, opony, Wartburgi, słowem towary, których nigdzie nie można było kupić. Paradoksalnie, w zamian stwarzali jednak nam muzykom profesjonalne, artystyczne warunki, a dla amatorów śpiewania, dziś znanych artystów estrady polskiej, uczciwy konkurs. Ale niektórzy aparatczycy wprost d... Ruskim lizali. Wymienia całą listę słynnych piosenkarzy, którzy debiutowali w Zielonej Górze: - Z wielkich gwiazd nigdy nie zaśpiewała tylko Ewa Demarczyk, i był to najprawdopodobniej jej świadomy wybór. Nie zaśpiewał również Zbigniew Wodecki, ale tutaj powód był bardzo prozaiczny. Raz pragnął nawet zaśpiewać, ale złamał rękę i przyjechał z kończyną w gipsie. Wstał wśród publiczności i pokazał, że nie może grać na skrzypcach. Odpowiedz Link Zgłoś
slawek_wieczorek Ciąg dalszy: 23.02.08, 15:33 Laureaci festiwalu wyjeżdżali na tourne po Związku Radzieckim. W 1985 r., „roku Gorbaczowa” dyrygent ostatni raz wyjechał z koncertami na trasę pagartowską do „miast bohaterów” ZSRR. Jak wspomina, w radzieckich warunkach szokowała religijność niektórych polskich artystów: - W radzieckim hotelu na każdym piętrze była tak zwana etażowa, od rosyjskiego etaż czyli korytarz-piętro, po polsku korytarzowa, najprawdopodobniej współpracowała ze służbami. Raz oburzona przyszła powiedzieć, że artyści nie posprzątali pokoju. Wchodzimy, a pokój Lory Szafran okazał się wyjątkowo schludny, tylko na stoliku-ołtarzyku stał posążek Matki Bożej, a tuż obok leżał różaniec. Gerard Nowak wspomina swoje rozstanie z festiwalem: W 1981 roku dla przyjaciół w Leningradzie zabrałem egzemplarze wydawanego wszak legalnie w PRL tygodnika ”Polityka” z tekstami poświęconymi Porozumieniom Sierpniowym. Do ZSRR takie wiadomości nie dochodziły. Po pięciu latach ktoś na mnie doniósł i wyrzucono mnie z muzycznej pracy przy festiwalu. Do tańca i do różańca Powszechny udział w festiwalu prowadził do paradoksalnych sytuacji. W 1971 roku na Festiwalu Pieśni Sakralnej Sacrosong w Chorzowie Izabela Trojanowska otrzymała nagrodę imienia Maksymiliana Kolbego, którą wręczył jej kardynał Karol Wojtyła. W tym samym roku dostała III nagrodę w... Zielonej Górze. Gwiazdy, pytane dziś przez Gazetę Lubuską, różnie tłumaczą dziś swój udział w Festiwalu. Maryla Rodowicz, która do trzeciego roku życia wychowała się w Zielonej Górze, wspomina: To nie była ciekawa propozycja dla artysty, by wystąpić na tej imprezie. Z drugiej strony trudno było odmówić, bo traktowano to jako nasz obowiązek. Zaproponowałam więc Konie Wysockiego, wtedy zakazany tekst. Myślałam, że powiedzą „nie”. A oni się zgodzili... Nie było odwrotu. Ale to była piękna piosenka, a polskie tłumaczenie tekstu napisała mi Agnieszka Osiecka. Szczery jest mieszkający w Świebodzinie, w połowie drogi między Gorzowem Wlkp. a Zieloną Górą, Felicjan Andrzejczak: Któregoś dnia zadzwonił do mnie kolega i zapytał: Chcesz trochę zarobić? Weź udział w eliminacjach do zielonogórskiego festiwalu. Nie umiałem żadnych nowych piosenek, zaprezentowałem więc ,Bradziagę i Kałakolczyk Czesława Niemena. I dostałem się do grona najlepszych. Kayah, pytana przez GL, z czym kojarzy jej się Winny Gród, odpowiada: Pierwsze wspomnienie mam z Festiwalu Piosenki Radzieckiej w 1988 roku, na którym musiałam wystąpić. Elżbieta Kuczyńska, w latach 90. dziennikarka Radia Gorzów, mówi Gazecie Polskiej: Przygodę z piosenką rozpoczęłam od Giełdy studenckiej piosenki turystycznej w Szklarskiej Porębie. Był to przełom lat 60. i 70. Z tych klimatów wyrosły zespoły takie, jak Wolna Grupa Bukowina i Stare Dobre Małżeństwo oraz ballady wolnościowe. Jak wspomina, na festiwalu ją ocenzurowano. W 1974 roku wzięłam udział w eliminacjach do dwóch festiwali: Piosenki Radzieckiej i Piosenki Polskiej w Opolu. Zielonogórski tym się różnił od opolskiego, że był skierowany do amatorów. Aż do eliminacji centralnych śpiewałam balladę Włodzimierza Wysockiego Czudojudo, ale usłyszałam, że mam zmienić repertuar. Cóż, takie to były czasy. Piosenka, dzięki której dostałam pierwszą nagrodę w Zielonej Górze to A ja jedu (znana w polskim tłumaczeniu jako: A ja gonię swe marzenia autorstwa Jurija Kukina. Milicjanci na dechach Zwykłym zielonogórzanom festiwal kojarzy się z propagandą sztucznością. - Na festiwal nie chodziłam. W Amfiteatrze nie było solidnych, wygodnych ławek, tylko dechy, zwyczajne dechy - mówi Marta Konwińska, emerytowany nauczyciel i instruktor harcerski. - Widownia miała ogromne problemy z wysiedzeniem i co bardziej zapobiegliwi zabierali ze sobą poduszki. Sąsiedzi z bloku obok mówili, że to było dla nich makabryczne. Festiwal mieli od rana do wieczora. W latach 80. festiwalową propagandę kontestowała zielonogórska opozycja. - Rozdawali darmowe bilety w zakładach pracy, szkołach i uczelniach. Miasto zyskało miano Czerwonej Góry i wstydem było się tam pokazywać - opowiada Jarosław Ogórek, tłumacz języka francuskiego, w latach 80. działacz podziemnej Konfederacji Polskiej Młodzieży Walczącej. - Sztuczną publikę na widowni tworzyli milicjanci, esbecy i żołnierze Ludowego Wojska Polskiego. Podkreślam: ludowego – bo nie chcę urazić wielu obecnych żołnierzy. Rafał Zapadka, członek władz podziemnej Solidarności w Gorzowie Wlkp. wspomina: Na widowni w pierwszych rzędach czerwieniło się od pezetpeerowskiej hołoty, ale za nimi siedzieli widzowie naprawdę zainteresowanych poezją i piosenkę rosyjską (rosyjską!). Wykonawcy na ogół nie śpiewali radzieckich agitek, lecz wartościowe literacko utwory. Festiwal ten był z wierzchu czerwony i nabzdyczony, ale w środku wcale autentyczny i artystyczny. Eseldowski marszałek marzy o rosyjskich lesbijkach O próbie reaktywacji festiwalu głośno zrobiło się przy okazji wizyty premiera Tuska w Moskwie, ale zabiegi takie rosyjska dyplomacja czyni od dłuższego czasu. Media warszawskie pieczołowicie zaczęły przy tej okazji poszukiwać zielonogórzan. Do radia Tok FM zaproszono np. specjalnie Bartłomieja Jędrzejaka, dziennikarza TVN Meteo. Ale mało kto wspomina, że organizatorem festiwalu chce być... to samo środowisko dawnych działaczy komunistycznych. Organizatorem ma być firma Poli Eco z Żar, a w jej imieniu Andrzej Bocheński, obecnie pracownik tej firmy, były marszałek województwa z ramienia SLD. Pomysłodawcy usilnie zabiegają o relacje telewizyjne. TVN nam odmówiło, ale czekamy wciąż na odpowiedź z Polsatu i TVP - gorączkował się ostatnio w Gazecie Lubuskiej Bocheński. Pomysłodawcy zapewniają, że już ustalono termin festiwalu. Impreza odbędzie się od 5 do 7 czerwca. Tak jak ustalono w umowie między miastem a organizatorami festiwalu, impreza będzie w amfiteatrze - mówi Zygmunt Stabrowski, dawny sekretarz KW PZPR, a obecnie urzędnik gabinetu prezydenta Zielonej Góry Janusza Kubickiego, którego ojciec również pracował w KW. Stabrowski jest jednocześnie szef lubuskiego oddziału stowarzyszenia Polska-Wschód, czyli dawnego... TPPR. Firma Poli Eco, w której pracuje dziś były marszałek lubuski, dostała za jego kadencji ponad 16 mln zł z funduszy europejskich. Z puli 46 mln zł dla wszystkich przedsiębiorstw, przyznanych na wzrost konkurencyjności. Marszałek, pytany o taki sposób rozdysponowania pieniędzy, odpowiada: Radni chyba chcieliby, by Bocheński nigdzie pracy nie znalazł i z kapeluszem żebrał pod ratuszem. Z pomocą zielonogórskim towarzyszom pospieszył też Stefan Nawrot, szef stowarzyszenia Polska-Wschód. Zaniosłem do kancelarii premiera pismo w tej sprawie. A wcześniej były rozmowy z ambasadorem, ministrami i szefem rosyjskiej agencji kultury Michaiłem Szwydkojem, który może podobno więcej niż ich minister kultury. Liczymy na to że uda się dzięki temu pozyskać wielkie gwiazdy rosyjskie na imprezę zapewniał w GL. Nawrot marzy o Ałłie Pugaczowej, lecz nie wierzy w jej przyjazd. To raczej niemożliwe. To dziś wielka i droga gwiazda, jeździ z całym pociągiem ludzi. A kiedyś mój kierowca woził ją po garnizonach w Polsce wyznaje. Inne pragnienia ma 55-letni Bocheński. Marzy on o 23letnich lesbijkach z Tatu. Paszoł won! Jarosław Ogórek tłumaczy: Środowisko społeczne aparatu PZPR-owskiego w Zielonej Górze tworzyło specyficzną subkulturę zwaną dawniej czerwoną burżuazją. W istocie była to wielka rodzina o hierarchicznej strukturze z systemem wzajemnego wsparcia, pomocy, o dużym poczuciu wspólnoty. Styl życia tych ludzi oparty na przywilejach i poczuciu bezkarności wyniesionym z okresu PRL, trwa nadal. Charakterystyczne jest też przekazywanie z pokolenia na pokolenie odpowiedniej pozycji społecznej sukcesorom byłej nomenklatury komunistycznej. Dzieci i wnuki byłych aparatczyków doskonale sobie radzą w wolnej Polsce, skutecznie robiąc kariery w demokratycznych już partiach od lewa do prawa. Odpowiedz Link Zgłoś
slawek_wieczorek Zakończenie: 23.02.08, 15:34 Jeśli chodzi o próbę wskrzeszenia festiwalu, to wstyd na całą Polskę. W innych miastach śmieją się z nas, wręcz nabijają się - ubolewa Marta Konwińska. Sławomir Wieczorek Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: niestety Re: Zakończenie: IP: *.ztpnet.pl 23.02.08, 15:58 A my to rękami SLD,Kubickiego i Bocheńskiego reaktywujemy:( Odpowiedz Link Zgłoś
slawek_wieczorek Re: Zakończenie: 23.02.08, 16:08 Tamten Festiwal organizowany był pod dyskretną obstawą radzieckich bagnetów. A Bocheńskiego i Kubickiego społeczność z południowej części naszego województwa wybrała demokratycznie... Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: niestety Re: Zakończenie: IP: *.ztpnet.pl 23.02.08, 18:53 Każdy ma gorsze dni, to tak na marginesie demokratycznych wyborów:( Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: asystent Re: Ciąg dalszy: IP: *.ztpnet.pl 24.02.08, 04:30 Panie GERARDZIE N-trzeba wywiezć pana na taczce z ZIEL,GORY.I RED.wIECZORKOWI tez sie pan sprzedał,a dyrygentem to pan nie był.Wstyd mi za pana i pcha sie pan na liste TOCZEWSKIEG-50 WYBITNYCH ZIELONOGORZAN. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: asystent Re: Ciąg dalszy: IP: *.ztpnet.pl 24.02.08, 04:30 Panie GERARDZIE N-trzeba wywiezć pana na taczce z ZIEL,GORY.I RED.wIECZORKOWI tez sie pan sprzedał,a dyrygentem to pan nie był.Wstyd mi za pana i pcha sie pan na liste TOCZEWSKIEG-50 WYBITNYCH ZIELONOGORZAN. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Brum-brum Historia to jednak dziwka. IP: *.ztpnet.pl 23.02.08, 19:52 Każdy może ją brać jak mu akurat pasuje.Tym razem za darmo. No nie tak za darmo bo za wierszówke w gazecie polskiej. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: qvc Re: Festiwal Piosenki Radzieckiej w Gazecie Polsk IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 23.02.08, 20:05 A co na to koledzy z "podziemia" - czytaj z piaskownicy? :) Odpowiedz Link Zgłoś
slawek_wieczorek "Gazeta Polska" do wtorku do kupienia w kioskach 24.02.08, 02:26 Polecam również wydanie gazetowe. Do wtorku do kupienia w kioskach. Z perspektywy 28 już lat zabawne jest też załączone do artykułu zdjęcie. Odpowiedz Link Zgłoś