pracownik_lubuskie
30.09.08, 20:34
Nie wspomnial Pan Panie Rektorze o faktach. Zamiast rzucac cyframi
typu 20-30 tys prosze powiedziec prawde. Asystent przychodzacy do
pracy dostaje 1750 zl brutto czyli 1250 na reke. Porownanie?
Castorama pracownik przychodzacy do pracy dostaje 2050 brutto.
Dalsze fakty? Prosze bardzo - po zrobieniu doktoratu czeka sie
czasem 3-4 lata na stanowisko adiunkta i nadal zarabia sie 1250 plus
dodatek stazowy czyli jakies 1400-1500 na reke. Kolejny fakt? Prosze
bardzo. Bedac szczesliwcem ktory zostal juz adiunktem dostaje sie
umowe na 3 lata. Co to oznacza? Zero kredytow. Wnioski? Chyba
nasuwaja sie same... Na szczescie coraz wiecej pracownikow naukowych
UZ dostrzega to co ja i odchodzi z wlasnej woli (uwaga do
dziennikarzy - prosze zapytac rektora ilu juz odeszlo chocby w
biezacym roku). Moze jak odejda wszyscy asystenci i wiekszosc
adiunktow to rektor Osekowski zrozumie, ze samymi profesorami i
doktorami habilitowanymi tego pola nie zaorze... I moze wreszcie
przestanie zasuwac dyrdymaly typu 'bedziecie odcinac kupony jak
zostaniecie profesorami'. A wczesniej co? Zeby w sciane? Za co
utrzymac rodzine, dzieci itd? Na emeryturze sobie jakies adoptowac?
I kolejny fakt - 'jak zostaniecie profesorami'. Chyba ze nie
zostaniecie... Prosze zapytac rektora w nastepnej rozmowie dlaczego
pracownicy UZ robia habilitacje za granica. Zapewniam ze nie dlatego
ze coraz lepiej znaja jezyki. Dlatego ze u nas sie po prostu nie da
bo wszystkie stolki obsadzone sa przez stara gwardie drzaca o swoje
posady i pensje i rzucajaca klody pod nogi mlodym, chcacym sie
rozwijac adiunktom. To tyle... Ku przestrodze naiwnym, ktorym sie
wydaje, ze praca na UZ to high life.