Dodaj do ulubionych

Jaki telefon z dobrą pamięcią,aparatem i radiem???

IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 30.07.07, 12:59
No właśnie jaki,
mężowi siada telefon i chciałabym mu zrobić prezent.
Warunki jak powyżej czyli:
dobra pamięć,
aparat,
czytelny wyświetlacz
chętnie radio.
Tel. służy mu głównie do dzwonienia:)),sms, mms.
No i musi się jako tako prezentować;)
Chcę wydać max.500zł.
Proszę poradźcie...
Obserwuj wątek
    • Gość: mobilne 7 Re: Jaki telefon z dobrą pamięcią,aparatem i radi IP: *.rkt.am.lodz.pl 30.07.07, 13:21
      Poszukaj na allegro SonyEricssona K750i.
    • Gość: calgirl Re: Jaki telefon z dobrą pamięcią,aparatem i radi IP: 217.153.205.* 30.07.07, 14:03
      Najprostszym rozwiązaniem będzie SE W200i. Aparat ten ma jednak małą pamięć -
      128 kB. Konieczne będzie dokupienie karty pamięci.
      • blq w200 to nic innego 30.07.07, 15:51
        jak k750 z gorszym aparatem, mniej pamieci, gorszy wyswietlacz.
        brac tylko za 1zl!
        • Gość: Hecktor Re: w200 to nic innego IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 30.07.07, 16:23
          Ja polecam LG KU800, wszystko co chcesz ma!
          • Gość: KU800 Re: w200 to nic innego IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 30.07.07, 18:40
            Sprawdziłam.LG KU800 to kosztuje ciut więcej niż 500zł
            Czyli Panowie i Panie tylko K750i spełni oczekiwania mojego męża//
            Może jeszcze jakieś propozycje, plizzzzzzzzzzzzz
        • Gość: ania Re: w200 to nic innego IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 30.07.07, 18:35
          no właśnie obejrzałam ten w200 i tak szczerze to wolę k750...
          Jeszcze zobaczę ten Lg, czy on ma dobrą baterię?
          • blq Re: w200 to nic innego 30.07.07, 18:54
            ten LG to tylko fajnie wyglada i nic poza tym, ma gorsze mp3, gorsze radio,
            gorszy aparat, no a przede wszystkim gorszą baterię.
            • Gość: x poza tym IP: *.broadband.pl 30.07.07, 19:45
              Blq jest fachowcem. Nie słuchaj pracowników Playa, którzy wszędzie na forum
              reklamują to LG.
              • Gość: vadim Re: poza tym IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 31.07.07, 11:47
                blq widze ze jest bardzo dobrym fachowcem tak sie zna i nie wie ze KU800 radia
                nie posiada to jak mozna powiedziec, ze jest gorsze? a wg jakiego kryterium
                oceniasz mp3? bo ja takiego sobie nie wyobrazam! a rzdzielczosc apratow jest ta
                sama 2mega wiec tez nie wiem w czy mjest gorszy? nie widzial nawet telefonu na
                oczy a z ocenianie sie bierze
                • Gość: Greg Re: poza tym IP: *.acn.waw.pl 31.07.07, 13:40
                  W aparacie nie wystarczy duża matryca, musi ona mieć odpowiednią jakość i
                  współpracować z odpowiednią optyką, a SE w telefonach bazuje na rozwiązaniach z
                  aparatów CyberShot, to jedno.
                  Druga rzecz - MP3. Porównaj brzmienie paru kawałków (tylko w dobrej jakości!
                  256-320kbps) na k750, twojej czekoladzie i iriverze t30 (celowo podaję
                  najtańszy obecnie osiągalny (na Allegro) jego model, T50 i T60 grają lepiej),
                  do tego na dobrych słuchawkach pokroju co najmniej Sennheiser MX400 (pchełki)
                  czy PX100 (otwarte, nauszne), to zobaczysz jak może brzmieć muzyka na sprzęcie
                  przenośnym...
                  • Gość: prawy.prosty Re: poza tym IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 31.07.07, 13:55
                    Jaka optyka? Tu i tu jest to plastik! To jest dla mnie bezsensowny belkot Greg
                    bo jak ktos chce sobie robic dobrej jakosci zdjecia to kupuje dobry aparat, jak
                    chce sobie posluchac czystych dzwiekow to kupuje drogi sprzet grajacy! Jestem
                    pewien ze jakosc tych elementow w tych telefonach jest bardzo zblizona a to z
                    powodu tego ze jest jeszcze nie porownywalna ze sprzetem przeznaczonym tylko do
                    sluchania muzyki i fotografowania jest poprostu slaba!
                    • blq Re: poza tym 31.07.07, 14:26
                      > powodu tego ze jest jeszcze nie porownywalna ze sprzetem przeznaczonym tylko do
                      > sluchania muzyki i fotografowania jest poprostu slaba!

                      słabe słabemu nierowne. zdjecia, cóż: znajdz, porownaj, tak wygadany facet z
                      pewnoscia sobie poradzi. co do jakosci mp3 - w k750 (przy dobrych sluchawkach)
                      jakosc w k750 nie odbiega od playerow sredniej klasy, za to w LG tyle że jest.

                      i o ile poki co umiescic dobry aparat w telefonie jestsporym wyzwaniem, o tyle z
                      dobrym playerem nie ma najmniejszego problemu, moze procz ceny.

                      a LG jest znacznie bardziej pazerne. firma "na dorobku", jak to sie mowi...
                      • Gość: Greg Re: poza tym IP: *.acn.waw.pl 31.07.07, 16:29
                        Wiem, że schodzę coraz bardziej w OT, ale...
                        > dobrym playerem nie ma najmniejszego problemu, moze procz ceny.
                        Otóż problem jest - dobry codec, DAC, pamięć + zaekranowanie tego wszystkiego
                        od pola magnetycznego anteny telefonu - kwestia ceny, ale i wielkości
                        urządzenia.
                    • kolodziejo Re: poza tym 31.07.07, 14:31
                      Nie pasują Wam argumenty o słabej jakości aparatów i odtwarzaczy w LG? Miałem do
                      czynienia z kilkoma modelami LG i każdy prędzej czy później albo kończył w
                      serwisie z wypaloną czarną (lub białą) kropą na wyświetlaczu, uniemożliwiającą
                      normalne użytkowanie (przy czym serwis wykręcał się od naprawy jak mógł), albo
                      całkiem się psuł (oprogramowanie, mechanizm klapki, układ ładowania, ......).
                      Więc po co ci, co się naprawdę znają mają wysilać się, żeby Wam tłumaczyć
                      łopatologicznie dlaczego LG ma wszystko gorsze. Chcecie mieć kłopot, to
                      kupujcie. Szkoda klawiatury w komputerach blq, x, Grega, ...
                      • Gość: robo Re: poza tym IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 31.07.07, 15:11
                        O czym wy mowicie czas kiedy LG mialo problem z wyswietlaczem i to w jednym
                        modelu minely bez powrotnie, teraz jej produkty w niczym nie odbiegaja od
                        konkurencji! A wracajac do psucia to nawet taki potentat w naszym kraju jak
                        NOKIA miala wiele modeli co nie nadawaly sie do niczego poprostu zaraz cos sie
                        dzialo! Lg w naszym kraju zaczyna walczyc o rynek co moze sie jej powiesc jak to
                        jest w USA gdzie jest jednym z wiodacych producentow! A takie opinie jak
                        kolodziejo swiadcza tlyko ze nie posiadal zadnego tel tej marki bo jak by mu sie
                        popsul to by nie wchodzil do tej samej rzeki!
                        • Gość: x Re: poza tym IP: *.internetdsl.tpnet.pl 31.07.07, 16:21
                          Gość portalu: robo napisał(a):
                          > A wracajac do psucia to nawet taki potentat w naszym kraju jak
                          > NOKIA miala wiele modeli co nie nadawaly sie do niczego poprostu zaraz cos sie
                          > dzialo!
                          Bo Nokia to syf (mówimy o lowendzie).

                          > jak to
                          > jest w USA gdzie jest jednym z wiodacych producentow!

                          Jakieś dowody?
                          • Gość: robo Re: poza tym IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 01.08.07, 10:10
                            Tu masz linka jak widac z 3 najbardziej popularnych telfonow 3 to LG to mowi
                            samo za siebie, kiedys widzialem ranking ale nie moge go odszukac jak tylko
                            znajde to pokaze:
                            www.phoneseasy.com/index.php?topart
                            • kolodziejo Re: poza tym 01.08.07, 11:08
                              Zapraszam do mnie na korepetycje z angielskiego.

                              To nie są najlepiej sprzedające się telefony, a najczęściej czytane recenzje :D.
                              • speedone Re: poza tym 01.08.07, 11:44
                                LG :) jakos jak zawsze wchodze do pleya to ktos przynosi to do serwisu a to
                                chyba mowi wszystko...
                                • 8macek Re: poza tym 01.08.07, 12:21

                                  dzisiaj kupowanie produktów LG jest oznaką głupoty albo totalnej ignorancji w
                                  dziedzinie produktów elektronicznych i elektrotechnicznych.
                                  przyłączam się zatem do krytycznych opinii poprzedników na temat telefonów LG,
                                  przy czym z całą stanowczością stwierdzam, że wszystkie produkty LG są
                                  produktami poniżej jakości ogólnie uznawanej za standardową.

                                  więc dobra rada: jak naldalej od produktów LG, ja nawet nie przyjąłbym gratisu
                                  firmowanego znakiem LG bo mam świadomość, że wcześniej czy później przyspożyłby
                                  mi on więcej problemów niż korzyści.
                                  • kolodziejo Re: poza tym 01.08.07, 14:51
                                    Wreszcie ktoś dobrze mówi :). Od LG to tylko monitory i telewizory (i tak są
                                    lepsze niż Szajsung), może jeszcze płytki CD-R.
                                  • Gość: Tomas Re: poza tym IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 01.08.07, 16:32
                                    A ja mam k750i prawie 2 rok. Z początku jakiś niecały rok było wszystko
                                    wporządku. Niestety któregoś czasu zaczął nawalać joystik, nie reagował na
                                    polecenia(z przerwami), później było już tylko gorzej, żadko reagował. Inna
                                    przyczyna to to, że wyświetlacz nawalił. Oddałem go kolesiowi, bo zajmuje się
                                    akurat naprawą tych telefonów. Nie powiem naprawił go.Było dobrze ze 2
                                    miesiące... wyświetlacz znowu nawalił, zawieszał sie. Ogólnie nie jest to zbyt
                                    dobry telefon, ma dużo bajerów, ale tylko do tego żeby poszpanować kolesiom.
                                    Inni mają starsze telefony i służą im do tej pory, co nie można powiedzieć o
                                    moim k750i. Ten telefon moim zdaniem ma za dużo w sobie wszystkiego i niestety
                                    nie radzi sobie z tym dobrze. Polecam go tym, którzy wymieniaja telefony max co
                                    rok. Obudowa daje silne oznaki użytkowania.
                                    • cinekw Re: poza tym 01.08.07, 16:45
                                      Wszystkie telefony z serii "K" sa niestety NIEWYPALAMI jebia sie joyisticki i
                                      maja wszystkiego nasrane w telefonie szkoda ze jeszcze nie zmywaja naczyn :E to
                                      sa telefony dla dzieci i nie do dzwonienia tylko do robienia zdjec i chwalenia
                                      sie kumplom i uwazam ze SONY ERICSONY Z SERII K SA DO BANI !!! sam mialem
                                      jednego i sa totalnie zrabane telefony NIE POLECAM a najlepsze telefony to sa
                                      teraz nokie fakt ze moze sa drozsze ale bardziej wytrzymala obudowa i
                                      przedewszystkim BATERIA Nokia byla, jest i bedzie najlepsza firma telefonow !!!
                                      • blq Re: poza tym 01.08.07, 16:57
                                        > teraz nokie fakt ze moze sa drozsze ale bardziej wytrzymala obudowa i
                                        > przedewszystkim BATERIA Nokia byla, jest i bedzie najlepsza firma telefonow !!!

                                        nie wiem o jakich nokiach z dobra bateria piszesz, nokie mają na chwile obecną
                                        najróżniejsze baterie, od telefonów ze świetną baterią typu BP, po tragedię i
                                        porażkę z bateriami BL.

                                        SE z serii "K" - nie można generalizować. Są bardziej udane modele, są mniej.
                                        K750 jest bardzo udanym, wyprzsedił swoją epokę o dwa lata. Oczywiście nie
                                        musisz kupować nowoczesnego telefonu "do wszystkiego", jednak zauważ, że
                                        wszystkie dobre nokie też takie są. A te proste to dość marne konstrukcje.

                                        w swojej wypowiedzi kilka razy sam sobie przeczysz, zwłaszcza krytykując
                                        "telefony dla dzieci" samemu pisząc stylem dzieciaka na blogu...
                                        • speedone co do LG :) 01.08.07, 18:47
                                          Interesuje cię praca w wielkim międzynarodowym koncernie? To lepiej przeczytaj
                                          uważnie poniższy tekst autorstwa Marcina Bora:

                                          "Kiedy rozpocząłem swoją „wielką” przygodę z azjatycką kulturą pracy w jednej z
                                          koreańskich firm grupy LG budujących swą fabrykę pod Wrocławiem, fabryki jeszcze
                                          nie było, ale rosła jak na drożdżach. Kiedy kończyłem pracę, okazało się...

                                          DZIESIĘCIOPROCENTOWY INŻYNIER
                                          Dzięki olbrzymiemu wysiłkowi pod koniec września rusza produkcja telewizorów. U
                                          nas jest z tym problem. Bo, po pierwsze telewizor składa się z kilkudziesięciu
                                          części, a lodówka z kilkuset. Po drugie poddostawcy części na bazie koreańskich
                                          rysunków technicznych wykonują coś, co w ogóle nie da się zastosować. I tu się
                                          trudno dziwić. Zdzisiek odpowiedzialny za rysunki sam ledwo co rozpoznaje, co na
                                          nich jest.
                                          - To jakieś chore jest – denerwuje się Zdzisiek, który całymi dniami usiłuje
                                          zapanować na dokumentacją i zrozumieć, co jest zatwierdzone przez Koreańczyków,
                                          a co nie. I co to oznacza....
                                          A wreszcie, po trzecie, ciągle opóźnia się budowa naszej fabryki lodówek. Za to
                                          tworzymy mnóstwo prezentacji, na których pokazujemy, jak wkrótce będzie pięknie.
                                          Na razie więc wyręczamy w pracy dział Blue Ocean, który i tak nie ma gdzie
                                          powiesić swoich tablic. Z tym prezentacjami chodzimy do prezesa. Prezes jak to
                                          prezes. U Koreańczyków wzbudza respekt i nie jest nigdy zadowolony. I na dodatek
                                          dużo krzyczy. Kiedy idziemy na prezentację, nasz szef zachowuje się jak
                                          przerażone zwierzę, które wpadło w śmiertelną pułapkę i wie, że jego koniec
                                          będzie bliski. Na jednej z prezentacji, Aleksander po dwóch dniach owocnej
                                          dwunastogodzinnej pracy i wykonania kawałka ciężkiej oraz żmudnej roboty, słyszy
                                          od niezadowolonego prezesa:
                                          - Jesteś 10% procentowym inżynierem! Kto pracuje w tym dziale? Musisz pokonać
                                          swoją słabość! – docenia wysiłek, lata nauki i doświadczenie zawodowe Aleksandra.
                                          Nie mam zbyt dużo okazji do kontaktu z prezesem, ale nie żałuję. Podobno mówi po
                                          angielsku, z tym, że ja go nie jestem w stanie zrozumieć. I tak jest z 90
                                          procentami Koreańczyków, z którymi mam do czynienia.


                                          NG ZNACZY NIE
                                          Aby wspomóc nas w pracach z Korei przyjeżdża kolejny Mister S. Dzięki temu nasz
                                          zasób słownictwa technicznego wzbogaca się o nowe słowo - NG. To skrót od
                                          angielskiego „negative”. Tak mówimy na coś, co jest niedobre. Trzy miesiące
                                          później pola odstawcze, gdzie składuje się części nie spełniające naszych
                                          wymagań, zajmują prawie pół fabryki. NG, NG, NG.
                                          W telewizorach wybucha pierwszy bunt niezadowolonych z pensji pracowników. I ze
                                          źle obliczonych nadgodzin oraz z tzw. azjatyckiej kultury pracy. Pracownicy
                                          liniowi demonstracyjnie opuszczają obowiązkowe nadgodziny. Kończy się przyjaźń
                                          polsko-koreańska. O ile kiedykolwiek była. Ktoś daje w pysk jednemu
                                          Koreańczykowi za to, że zbyt nachalnie szarpał go za rękaw w pracy w niedzielę z
                                          rana. Też bym jakiemuś dał. Pojawią się pierwsze próby założenia związków
                                          zawodowych. Ale za to można od razu wylecieć – zapowiada prezes.
                                          - Jeszcze z pół roku i spadam stąd – rozmarza się Arek i jak większość w naszym
                                          dziale w wolnej chwili przegląda w Internecie portale typu pracuj.pl.
                                          - 10 procentowy inżynier – nie może przeżyć zniewagi Aleksander.- Pie.. i nie
                                          zostaję po godzinach. Niech sami sobie robią.
                                          Tak łatwo to się nie uda. Nasz szef stosuje sprytną taktykę. Kiedy z rana ktoś
                                          zadaje mu zbyt trudne pytanie z cyklu „Co mamy robić z tym lub tamtym”, znika na
                                          parę godzin, zostawiając nas samych z problemem. I jakoś tak dziwnie pojawia się
                                          dopiero o godzinie 16.00, kiedy wszyscy chcą wyjść do domu.
                                          - Aleksander dokąd idziesz? Gdzie jest nowa prezentacja i raport? – zadaje
                                          pytanie i wszystko jest jasne. I tak jest dzień w dzień.
                                          Wszechobecne błoto i codzienny zimny deszcz w twarz zaczynają mnie coraz
                                          bardziej wkurzać. Przemykam po pracy do domu, tak by nikt mnie nie zauważył, jak
                                          wracam ubłocony od stóp do głów. Na szczęście dzień jest coraz krótszy, więc
                                          powracam taki ubłocony po zmroku. Z takim wyglądem mógłbym się położyć z puszką
                                          w przejściu na Świdnickiej i bezstresowo dorobić sobie do pensji.


                                          PORZĄDEK MUSI BYĆ
                                          Od początku pobytu na budowie ciągle sprzątamy. Z rana biegamy po niedokończonej
                                          hali i pucujemy miotłami posadzkę, którą zaraz potem zabrudzają budowlańcy. Gdy
                                          nie mamy kasków ochronnych, goni nas inspekcja BHP. Gdy wracamy do kontenera, z
                                          powrotem na halę gonią nas Koreańczycy.
                                          - Najwyżej zapłacimy karę. Mamy kasę – Mister A. ma na to radę.
                                          Dziewczyny z linii produkcyjnych sprzątają tak cały dzień, bo nie mają jeszcze
                                          za bardzo co montować. Kiedy temperatura w hali spada poniżej 15 stopni to
                                          zajęcie ma nawet sens. Przynajmniej rozgrzać się można. Zmieniam się powoli w
                                          zarządcę mioteł, których brak dotkliwie odczuwamy, bo wszyscy je sobie nawzajem
                                          podkradają.
                                          Czara goryczy się przelewa się, gdy nasz dział ma co piątek sprzątać niedopalone
                                          pety i inne śmiecie wokół kontenera. Dusza inżyniera gotuje się nam z
                                          wściekłości. Stwierdzamy stanowczo, że nie będziemy sprzątać.
                                          - To powoduje większe zrozumienie filozofii pracy w firmie, integrację z jej
                                          wartościami, jakimi są czystość i porządek – przekonuje Mister A. i sam dla
                                          przykładu zaczyna wybierać niedopałki z błota.
                                          - To niech zatrudniona na etacie sprzątaczka, zasiądzie w międzyczasie na moim
                                          komputerze i zrobi odpowiednie prezentacje, żebym nie musiał siedzieć po
                                          godzinach. Może nawet szybciej uruchomimy produkcję. – akurat nie palę i nie
                                          widzę powodu, dla którego mam po kimś sprzątać pety.
                                          Jakoś nie przekonuje nas mętne tłumaczenie Mistera A., że sprzątanie petów po
                                          prezesie i jego pobratymcach, powoduje większe zrozumienie filozofii firmy.
                                          Ostentacyjnie wracamy do baraku. A ja zastanawiam się nad stanowiskiem
                                          sprzątacza w Londynie. Z takim doświadczeniem zrobiłbym tam karierę. I te
                                          zarobki. Zastanawiam się też, ilu Polaków skusi się na powrót do Polski z takiej
                                          Wielkiej Brytanii w ramach akcji promocyjnej „Wracajcie do Wrocławia. Jest praca”.


                                          BOB BUDOWNICZY RAZY PIĘĆ
                                          Wraz Maćkiem dostaję ambitne nadzorowanie budowy komory klimatycznej, w której
                                          będziemy męczyć nasze lodówki, tak aby wytrzymywały ekstremalne warunki
                                          temperaturowe. Od minus trzydziestu do plus czterdziestu stopni.
                                          Budowę komory zaczynamy oczywiście od sprzątania i umycia podłogi. Z Korei
                                          przyjeżdża pięciu specjalistów ds. budowy komór i jeden kontener, w którym mają
                                          wszystko. Od śrubki do młotka. Od latarki do suwmiarki. Od kleju do
                                          rozpuszczalnika. Oczywiście żaden z nich nie mówi po angielsku, dlatego staramy
                                          się nie przeszkadzać im w pracy. Wymiana myśli technicznej ogranicza się do
                                          prostej konwersacji:
                                          - OK? –
                                          - OK! –
                                          - Good? –
                                          - NG! –
                                          - Why?-
                                          - OK! -
                                          Za to na polecenie szefa robimy dużo zdjęć, aby się jak najwięcej nauczyć. Nie
                                          za bardzo rozumiem czemu, bo przecież mamy składać i testować lodówki, a nie
                                          montować komory. Ale tu w LG z szefem się nie dyskutuje.
                                          Kiedy specjaliści ds. komór zakładają swoje kaski i chwytają za dziwaczne
                                          koreańskie piło-wyrzynarki skrzyżowane z siekierami, przypominają pięciu Bobów
                                          Budowniczych. Kiedy po złożeniu połowy komory okazuje się, że ściany nie pasują,
                                          bo złożyli je odwrotnie, przypominają nam Sąsiadów z słynnej czeskiej animacji.
                                          I tak zostaje do końca. Wspólna burza mózgów i radosna improwizacja. Po tygodniu
                                          zaczyna brakować śrubek i trzeba uzupełniać ich zapasy w Castoramie czy innym
                                          OBI. Po dwóch tygodniach okazuje się, że specjaliści zostaną dłużej, bo muszą
                                          dostarczyć z Korei nowe urządzenia i elementy, które popsuły się w trakcie
                                          instalacji. I tak mamy lepiej. Na hali obok gigantyczne urządzenie do pianowania
                                          izolacji lodówek montują Włosi. Bordello bum, bum.


                                          CHORA KOMORA I MYSZY
                                          Wreszcie po wielu bojach uruchamiamy komorę. Podłączamy wysokie napięcie,
                                          uruchamiamy pompy z substancją chłodzącą. Nikt z działu utrzymania ruchu
                                          • speedone Re: co do LG :) 01.08.07, 18:52
                                            CHORA KOMORA I MYSZY
                                            Wreszcie po wielu bojach uruchamiamy komorę. Podłączamy wysokie napięcie,
                                            uruchamiamy pompy z substancją chłodzącą. Nikt z działu utrzymania ruchu nie
                                            chce się przyznać do tego urządzenia. Zamiast odbioru technicznego nowego
                                            urządzenia, Koreańczycy rozstawiają ołtarzyk ze świnią i polewając alkoholem
                                            dokonują tradycyjnego błogosławieństwa pomyślności, tak aby komora szczęśliwie
                                            działała. BHP na całego. Specjaliści-Sąsiedzi zabierają dokumentację techniczną
                                            i zmykają do domu. Zostajemy sami z tym tajemniczym urządzeniem. A tymczasem
                                            komora ma działać 24 godziny na dobę przez cały tydzień, więc Maciek ma poważne
                                            wątpliwości, czy obroni w tym roku dyplom inżyniera. A ja mam poważnie
                                            wątpliwości, czy przeżyję obsługę tego urządzenia. I czy nie pójdę siedzieć,
                                            jeśli komuś niechcący coś się stanie na nocnej zmianie. Kiedy dwa tygodnie
                                            później z komory zaczyna coś cieknąć, a szafa sterownicza delikatnie pieści
                                            prądem przy nieostrożnym dotknięciu, wątpliwość przeradza się w pewność.
                                            - Jakiś porządny doktor powinien zajrzeć do naszej komory i ją wyleczyć –
                                            stwierdzam.
                                            - I przydałby się jeszcze kot, bo myszy jest tu więcej niż wyprodukowanych
                                            lodówek. Jak z głodu zaczną przegryzać przewody, będzie afera – słusznie zauważa
                                            Maciek.
                                            Za to Sławek, nasz nowozatrudniony inspektor ds. kontroli jest szczęśliwy.
                                            - Będę miał darmowe żarcie dla węża, którego hoduję – i zastawia pułapkę, przy
                                            ścianie komory.


                                            ABSOLUTNY TOP 5
                                            Niespodziewanie odwiedza nas sam szczyt managementu LG. Członek zarządu z
                                            pierwszej piątki firmy. Jeden z tych, którzy rzadko wychodzą ze swojego 100
                                            piętrowego biurowca LG w Korei. A dokładniej z ostatniego piętra, gdzie zwykły
                                            śmiertelnik nie ma prawa wstępu. Chciałoby się wręcz rzec, że to sam „bóg”
                                            zstąpił z niebios i zaszczycił nas są obecnością. Wizyta „boga” jest ściśle
                                            tajna. Ktoś mógłby zrobić jemu krzywdę w ramach wyrażania swoich uczuć
                                            religijnych. Sam „bóg” ma na oko około metr pięćdziesiąt wzrostu, antybłotne
                                            worki foliowe na stopach i dwa gumiaki nie od pary. W dodatku oba lewe. Podobno
                                            takie dostał w Castoramie czy innym OBI. Z dumą pokazujemy naszą komorę. „Bóg” z
                                            szerokim uśmiechem podchodzi do komory i dotyka klamki od drzwi wejściowych.
                                            - OK – słyszymy jego głos.
                                            - OK - potwierdzamy z dumą, choć to nieprawda.
                                            Mamy kolejne błogosławieństwo. Odpływam ze szczęścia. Przez chwilę byłem tak
                                            blisko wielkiego międzynarodowego biznesu. Będę jeszcze opowiadał o tym
                                            dzieciom, jak nie zginę porażony prądem. Albo porażony po wypłacie, z której
                                            właściwym wyliczeniem wciąż są problemy, co powoduje dalsze niepokoje wśród
                                            załogi firmy. Kiedy zapada decyzja o nowej inwestycji TOSHIBY obok naszej
                                            fabryki, wiele osób z produkcji zapowiada, że się tam przeniesie, licząc na
                                            lepszą kasę.
                                            - Całe szczęście, że gościu nie dotknął szafy sterowniczej. Ale byłaby afera,
                                            gdyby go pie..ęło – mówi pan Zenek, który trzaska u nas drzwiami. – Niemcy to
                                            budowali komory – dodaje zaraz ze znawstwem tematu.


                                            KOREAŃCZYK TEŻ CZŁOWIEK
                                            Pan Zenek to ewenement. Zgodził się potrzaskać 100 tysięcy razy drzwiami próbnie
                                            wyprodukowanej serii lodówek w ramach testowania ich wytrzymałości. W Korei jest
                                            do tego specjalne drogie urządzenie. W Polsce mamy specjalnego tymczasowego
                                            taniego pracownika tzw. czasownika. Pan Zenek ma około 50 lat, obraca się w
                                            szemranym towarzystwie i czas nam umila swymi opowieściami z innego świata.
                                            W przerwach dowiadujemy się od niego, jak to Koreańczycy latają po wrocławskich
                                            agencjach towarzyskich, dzięki czemu lokalny seks biznes przeżywa drugi
                                            koreański boom inwestycyjny. Przynajmniej ktoś na tym zarobi. Atena czy
                                            Lajtmotiw to miejsce obowiązkowych licznych azjatyckich pielgrzymek. Zaraz na
                                            drugim miejscu po wizycie w Oświęcimiu.
                                            - Skośnooki też człowiek. Po stresie w pracy musi zaru.. – filozoficznie
                                            stwierdza pan Zenek i trzaska kolejny tysiąc jedną ręką. Ma chłop zdrowie.
                                            - Jak akurat nie mam baby, to dużo ćwiczę w samotności – wyjaśnia puszczając oko.
                                            Dwa dni później przy okazji firmowego wyjścia na piwo dowiaduję się więcej na
                                            temat znaczenia agencji w życiu Koreańczyka na obczyźnie.
                                            - Żony są do rodzenia dzieci i sprzątania – wyjaśnia po wypiciu jednego piwa
                                            Mister S. I chwiejnym krokiem podąża do ubikacji. Muszę mu pomóc, żeby się nie
                                            wywrócił.


                                            I CO JA ROBIĘ TU?
                                            Wizytacja top managementu przyprawia Koreańczyków o palpitację serca. Nasz
                                            prezes z tej okazji idzie do fryzjera i farbuje siwe włosy na czarno. Mordercze
                                            prezentacje wykańczają ostatnich twardzieli. A im bliżej uruchomienia linii
                                            montażowej, dyrektor produkcji Mister K. zachowuje się jak oszalały jeleń w
                                            trakcie rui. Wydaje dziwne ryki i co chwilę pokrzykuje na swoich inżynierów.
                                            Potem wpada na halę i dewastuje wstępnie zmontowaną lodówkę na oczach
                                            osłupiałych pracowników myjących linię produkcyjną.
                                            Nie mam czasu na dalsze oglądanie postępów w przygotowaniu produkcji, bo
                                            przyjeżdża do nas kolejny Koreańczyk, aby nauczyć nas obsługi komory. Ze swą
                                            misją bywał tu i ówdzie. W Chinach, w Meksyku. Znaczy się światowiec pełną gęba.
                                            - Macie się od niego jak najwięcej nauczyć – grozi nas szef Mister A. – On
                                            wyjedzie po miesiącu. I jak po tym czasie nie będziecie wiedzieli jak wykonywać
                                            wszystkie testy, to...
                                            Aluzją zostaje zrozumiana. Mister P. ma wieloletnie doświadczenie i bogatą
                                            wiedzę w temacie komór i oczywiście ledwo co mówi po angielsku. Kiedy jednak
                                            wyjmuje materiały szkoleniowe po hiszpańsku, załamuję się, a Maciek wydaje z
                                            siebie się nerwowy chichot. Chichot ten od jakiegoś czasu pojawia się coraz
                                            częściej. Mamy jeszcze materiały tłumaczone z koreańskiego na nieco bardziej
                                            zrozumiały koreański-angielski, ale nie poprawia nam to zbyt samopoczucia.
                                            Dodatkowo, w ramach przygotowań do produkcji oraz z braku rąk do pracy,
                                            zostajemy rzuceni do magazynu, gdzie w pocie czoła montujemy podzespoły, z
                                            których mają powstawać lodówki.
                                            - Koreańczycy chcieliby przenieść wolne w Boże Narodzenie na marzec, bo koliduje
                                            z ich ambitnymi planami produkcyjnymi – szepce mi do ucha Arek, szukając
                                            brakujących uszczelek. - Serio, tak słyszałem. Podobno w marcu mają jakieś swoje
                                            święta i dla ich wygody można by je połączyć z naszymi.
                                            - To oni mają jakieś święta? – dziwię się. Przypominam sobie olbrzymie zdumienie
                                            Mistera A., gdy usłyszał, że mamy w Polsce po dwadzieścia dni urlopu i kilka
                                            długich weekendów w roku.


                                            JAKOŚ(Ć) TO BĘDZIE
                                            W końcu postanawiam jednak wrócić z Azji do Europy. Miesiąc później przypadkiem
                                            spotykam kolegę, który dalej pracuje w LG.
                                            - Jaja jak berty. Twój następca wytrzymał dwa tygodnie. Aleksander, który
                                            odpowiada za kontrolę wyjściową, zatrzymuje wszystkie wyprodukowane lodówki, bo
                                            nie spełniają norm jakościowych. Mister A. ze strachu przed prezesem, że nie
                                            wyprodukowano nic dobrego dla klientów i tak wszystko puszcza na sprzedaż. A
                                            zaraz potem wszystkie lodówki wracają z reklamacją. Cyrk chłopie.
                                            Wszystkie lodówki z podwrocławskiego LG mają iść na eksport do Anglii. Mam
                                            nadzieję, że żaden z naszych rodaków na brytyjskiej obczyźnie nie dorobił się na
                                            tyle, aby kupić tam taką lodówkę wartą około 7 tysięcy złotych. Bo jak zwracając
                                            ją do sklepu, dowiedzą się gdzie ją wyprodukowano, to nigdy nie wrócą do Polski.

                                            IMIONA BOHATERÓW ZMIENIONO"
                                            • Gość: CENTRUM Re: co do LG :) IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 02.08.07, 16:55
                                              Dzięki, że to tutaj zamieściłeś. Fajnie sie czytało:))
        • Gość: Robin Re: w200 to nic innego IP: *.crowley.pl 02.08.07, 16:16
          Chyba żartujesz. K750i ma najlepszy aparat foto w swojej klasie a w swoim czasie to był jedyny fon z tak dobrym aparatem na rynku.
    • mike-great Nokia 6288 04.08.07, 07:35
      Nokia 6288

      Gość portalu: ania napisał(a):

      > No właśnie jaki,
      > mężowi siada telefon i chciałabym mu zrobić prezent.
      > Warunki jak powyżej czyli:
      > dobra pamięć,
      > aparat,
      > czytelny wyświetlacz
      > chętnie radio.
      > Tel. służy mu głównie do dzwonienia:)),sms, mms.
      > No i musi się jako tako prezentować;)
      > Chcę wydać max.500zł.
      > Proszę poradźcie...

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka