Dodaj do ulubionych

Pomocy!!! Piszę pracę

IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 15.11.04, 16:37
Witam. Piszę pracę licencjacką - wstępny temat to "Obyczaje kulinarne w
PRL-u". Napiszcie proszę jak to wtedy wyglądało - jakie były restauracje,
przyjęcia, stołówki, jak się bawiono i co jadano (na codzień i od świeta),
itp. Z góry dzękuję!!!!
Obserwuj wątek
    • czaroffnica24 Re: Pomocy!!! Piszę pracę 15.11.04, 16:42
      Może tu coś znajdziesz:

      forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=77&w=15350760&v=2&s=0
      • Gość: Fabian Re: Pomocy!!! Piszę pracę IP: *.bredband.comhem.se 16.11.13, 14:46
        W tamtych latach mozna bylo sie spotkac ze wszystkim co bylo mozliwe.
        Mianowicie: balaga w jakiejs knajpie z gorzalka, cieple dania itd. itd.
        Pozny wieczor a wlasciwie juz noc. Facet dobrze "napity" zamawia schabowego z bigosem i kartoflami. Oczywiscie dostaje wszystko, ale oprocz tego schabowego.
        Schabowy to - tektura obtoczona w bialku i bulce tartej. Smazono to na glebokim tluszczu z najgorszego oleju i podawano taki talerz temu amatorowi "schabowego".
        Oczywiscie zamawiajacy musial byc w dobrze "skazujacym stanie"
        Robil to moj kolega - kelner ktory dzialal na pol. wybrzezu.
        Kasa byla, ale co mozna bylo za to kupic? W sklepach ocet, musztarde i gole polki.
        Za to ruskie granice byly obladowane dostawa z tej naszej kochane bratniej POLSKI.
        No, coz - brata sie w tamtych czasach nie wybieralo.
        Za to dzis PUTIN ma 70 mld. dolarow majatku osobistego.
        Poza tym chce wspomniec o tym jak byl "stan wojenny"
        Pomoc szla z kazdej strony. Szwedzkie ciezarowe samochody jechaly z miesem, ubraniami, i wieloma innymi darami. Wiesz gdzie kazali tym samochodom podjezdzac?
        Na rampy do statkow z ruska bandera.
        Taka byla nasza POLSKA gastronomia i polityka.
    • gonia225 Re: Pomocy!!! Piszę pracę 15.11.04, 17:08

      Zajrzyj tutaj:

      forum.gazeta.pl/forum/71,1.html?f=16256
    • Gość: figa Re: Pomocy!!! Piszę pracę IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 15.11.04, 18:34
      www.republika.pl/printo/warszawa/bylo_i_niema_3.htm

      wspaniala strona , znajdziesz tu duzo wskazowek
    • Gość: OLO Re: Pomocy!!! Piszę pracę IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 16.11.04, 00:04
      zMIEŃ TEMAT LUB GO POWAZNIE ZAWĘZIJ. mAM watpliwosci czy twój promotor bedzie
      w stanie ci pomóc. Co to za uczelnia że wpuszcza w takie obszary licencjata.
      A swoja droga ten temat wybrałes sam czy ci narzucono.?
      • kwieta4 Pisz pracę 16.11.04, 02:26
        pisz na ten temat i nie ociagaj sie!! bo 'nie wszystko bylo zle, nie
        wszystko...' jak widzisz - mimo wszystko zachowalismy dobra pamiec i smak, bo
        dobrego smaku niczym nie mozna stepic, a wspomnnienia moga tylko pobudzic
        kreatywnosc. dosc sporo jest na Forum prosb o przepisy wlasnie z tamtych lat,
        dlaczego?:))
        ja bylam wtedy mloda, zdrowa i szczesliwa, mialam swoje smaki i pragnienia -
        bardzo poprosze mi nie sugerowac, ze nie powinnam byc wtedy pogodna, bo w
        sklepach bylo to czy tamto, czy potem tego nie bylo. kuchnia w domu byla zawsze
        smaczna i polska, delikatesy i kolonialne sklepy tez byly, najrozniesze potrawy
        mozna bylo wykreowac, jesli sie mialo smak na cos extra. jedzenie nie powinno
        byc nudne, ale codziennie jesc tylko 'wyszukane' i nowe to nawet niezdrowo -
        grozi depresja.
        • Gość: wini3 Re: Pisz pracę IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 16.11.04, 11:29
          Moja młodość też była pogodna. Przygotowywałam się do życia w rodzinie,
          kończyłam kurs garmażeryjny i pieczenia/ chodziło się raczej w celach
          towarzyskich- przynosiłyśmy produkty , a potem zjadało się to co wyprodukowało-
          organizowało PSS/ . Notatki zachowałam i mogę nimi służyć.
          Z przepisów korzystam do dzisiaj, a wejście do delikatesów w tamtych czasach to
          było przeżycie. Ten niezapomniany zapach - palona kawa i pyszne wędliny i sery!
          Zresztą właściwie najlepiej zapamiętałam zapachy - od delikatesów po bar
          mleczny. Czym pachniało w sklepach w rynku i okolicy w Krakowie i czym w barach
          mlecznych od Siennej po Basztową , jak pachniały cukiernie i miodosytnia a jak
          kosztele wyborowe i gruchy na straganach mogę opowiadać ciągle bo te zapachy
          były niezapomniane jak młodość. Szkoda że nie piszesz pracy z zapachów PRL-u.
          • Gość: Hela Re: Pisz pracę IP: *.bb.online.no 16.11.04, 11:35
            Nie musi nasz Licencjusz zawezac tematu, jak sobie PRL na epoki podzieli i
            obyczaje opisze w kazdej z osobna, to ma piatke murowana, a my juz mu
            pomozemy...
            • brunosch Re: Pisz pracę 16.11.04, 12:04
              tak czy inaczej niezła pracka socjologiczna wyjdzie.

              obok dzielenia na epoki (moim zdaniem najciekawszy kulinarnie okres to może być
              1956-1976) należałoby jeszcze podejść "klasowo" - znaczy kto, co i jak jadł.
              Prześledzić kulturotwórczą rolę Przekroju i pierwszej rubryki kulinarnej Jana
              Kalkowskiego - "kuchnia prosta, lekka i nieco nonszalancka". Pierwsza, bo nie
              liczę namaszczonych receptur prwawidłowego odżywiania, które pojawiały się
              gdzie indziej. Kalkowski był takim pre-Makłowiczem, gawędziarzem kuchennym, a
              jego przepisy uczyły improwizacji.
              następnie oddzielić żywienie zbiorowe (z podpodziałami na kategorie lokali) od
              kuchni domowej.
              Kuchnię codzienną od świątecznej
              Zasady zdobywania produktów :
              1. rynek oficjalny;
              2. pewexy;
              3. baba z cielęciną;
              4. rodzina na wsi;
              5. w końcu lat '70 sklepy komercyjne (pamięta ktoś ten twór?);
              6. bony towarowe na cukier '75;
              7. na wszystko '81
              Do tego pojęcie
              Mięso jako produkt strategii społecznej różnice w zaopatrzeniu ośrodków
              przemysłowych i innych
              Prześledź ówczesne książki kulinarne, zwłaszcza Iskier przewodnik... i
              wydawnictwa Watra. Serię Świat na talerzu - jak eksperymentowano z kuchniami
              egzotycznymi.
              Nie traktuj tego zbyt dosłownie, to takie luźne spostrzerzenia: jakby brunosz
              napisał taką pracę. Bardzo ciekawy temat!
        • Gość: gabor Re: Pisz pracę IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 15.11.13, 19:06
          Witam, chętnie napiszemy prace maturalne, zaliczeniowe, licencjackie, magisterskie. Bardzo przydatne materiały dydaktyczne. Czas realizacji to nie problemem. Już nie musisz się martwić, że nie zdążysz w terminie oddać swojej pracy pomocedydaktyka@wp.pl strona pisanieprac-online.edu.pl. Przystępne ceny i solidne wykonanie.
          • roseanne spam i prokuratura! 15.11.13, 19:20

          • jolunia01 Re: Pisz pracę 17.11.13, 12:47
            Zamiast wyciągać archiwalne wątki i proponować pomoc w przestępstwie popracuj, niedouczony debilu, nad swoją polszczyzną. Może przestaniesz pisać "Czas realizacji to nie problemem."
      • Gość: Nobullshit Re: Pomocy!!! Piszę pracę IP: *.spray.net.pl 16.11.04, 12:16
        Nie rozumiem, dlaczego ma sobie nie poradzić.
        Ja pisałam pracę magisterską o średniowieczu, którego jako żywo
        pamiętać nie mogłam. Chyba że z poprzednich wcieleń. :)
        • Gość: olo do Nobullshit Re: Pomocy!!! Piszę pracę IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 16.11.04, 19:55
          Niw wpuszczaj licencjata w maliny i nie porównuj obecnej pracy licencjackiej z
          magisterska . Temat ,,obyczaje kulinarne,, to zagadnienie z pogranicza
          kulturoznawstwa, socjologii i kilku jeszcze dziedzin stosunkowo słabo jeszcze
          opisanych. Samo pojęcie ,,obyczaj,, odnoszace sie do niedawnego czasu bedzie
          trudne do zdefiniowania. Bo obyczajem kulinarnym bedą weselne przyjęcia w
          poszczególnych regionach, stypy, imieninowe przyjatka a także niedzielne obiadki
          z jednej strony. Z drugiej cała gastronomia państwowa, stołówki
          zakładowe,szkolne,uczelniane iwiele, wiele innych. Na to bedzie sie nakładał
          zróznicowany w poszczególnych latach model tego obyczaju, kierunki i mechanizmy
          jego zmian itp. Obyczaj ten będzie min. kształtowany tradycja domową,regionem,
          srodowiskiem zamieszkania i wieloma trudnymi do zbadania przez licencjata
          uwarunkowaniami. Zakładajac że praca licencjacka to 30 -40 stron maszynopisu
          to takszerokiego zagadnienia ,bez zawężenia np do jakiegoś regionu czy okresu
          czasu badz okreslonej grupy społecznej napisac nie sposób. Dodatkowo zdajmy
          sobie sprawe, że poziom wielu tych uczelni jest w duzej częsci żenujacy.
          Potwierdzałyby to pierwsze kroki przyszłego licencjata /internet/. Co z tych
          postów dowie sie ciekawego o obyczaju kulinarnym ? Mam zreszta wątpliwo`s`c
          czy jest jasność i jednoznacznośc tego pojęcia? Jesli taki temat zaakceptował
          promotor, proponuję sprawdzic co uczony na ten temat napisał.Boje sie ze nic
          ale zbiera jakies materiały do swojej pracy.
    • Gość: zadumana Re: Pomocy!!! Piszę pracę IP: 213.17.230.* 16.11.04, 11:59
      Tylko spokojnie z tymi zapachami delikatesów w prl. W latach największej
      obfitości (za kredyty z zachodu), czyli w latach siedemdziesiątych asortyment
      tych delikatesów nie dorastał do pięt dzisiejszemu najmarniejszemu małemu
      sklepikowi spożywczemu. Jednym słowem była to niestety niby obfitość i każdy
      wyjazd na zachód (a te były oczywiście tylko "jakoś tam" możliwe od 1956 roku)
      pozwalał stwierdzić jaka u nas bieda, bo tam w tych ich małych sklepikach
      właśnie było licho wie co i jeszcze trochę, czyli tyle co nareszcie u nas teraz.
      Oddzielenie nostalgii i sentymentów młodości od rzeczywistych faktów
      przeszłości jest dla niektórych skrajnie trudne.
      Proponuję się zgodzić co do tego, że jak byliśmy młodsi było nam ogólnie biorąc
      z tego właśnie powodu lepiej i fajniej, ale co do otoczenia materialnego, to
      bądźmy trzeźwi...:)
      • Gość: klips Re: Pomocy!!! Piszę pracę IP: *.plock.sdi.tpnet.pl 16.11.04, 12:57
        To prawda,że do okresu naszej młodości odnosimy się z sentymentem,ale nie
        przypominam sobie abyśmy w tym czasie głodowali[rodzice byli rzemieślnikami-
        rodzina2+2+dziadek].To prawda jadało się mniej mięsa,więcej było potraw
        mącznych,ale my je lubiliśmy.W domu zawsze była szynka wędzona(oczywiście
        własnej roboty)i ciastka- herbatniki lub francuskie.Jasne,że tych wiktuałow nie
        jadało się codziennie.
        • Gość: zadumana Re: Pomocy!!! Piszę pracę IP: 213.17.230.* 16.11.04, 13:27
          O głodzie w prl trudno pisać oczywiście. Chociaż był to chyba wówczas temat
          tabu. Ja pamiętam w szkole podstawowej dożywianie dzieci "niezamożnych" - kubek
          kakao plus sucha bułka. Część dzieci z klasy rzucała się na to z obłędnym
          impetem, reszta pozostawała ze swoją własną kanapką w ręku z boku. Kiedy? Lata
          sześćdziesiąte, centrum dużego miasta, w pobliżu ulica-slumsy.
          A moje stwierdzenie, że w prl-u głodu nie ma, koleżanka z pracy w latach 80-
          tych podsumowała krótko: mówisz, bo nie wiesz. I tu nastąpił opis jej przeżyć z
          dziciństwa z ubogiej wsi. Nie będę cytować, ale zrobiło mi się wtedy bardzo
          głupio. Dowiedziałam się przy okazji co daje się zrobić z mąki i wody.
          • Gość: Monika Re: Pomocy!!! Piszę pracę IP: *.dynamic.chello.pl 06.10.14, 22:32
            My dzięki wsi przeżyliśmy, a to kupiło ze wsi kaczkę, a to kurczaka, a to gęś, a czasami nawet spory kawał świni.
            • Gość: Monika Re: Pomocy!!! Piszę pracę IP: *.dynamic.chello.pl 06.10.14, 22:34
              Ups, to 2004, nie 2014:-)
    • Gość: zadumana Re: Pomocy!!! Piszę pracę IP: 213.17.230.* 16.11.04, 12:53
      A restauracje? Różne bardzo. Najlepsze orbisowskie we wszystkich największych
      miastach. Czyste, urządzone ze smakiem dość prosto, ale jednak jakoś schludnie
      i w miarę przestronnie. Bardzo drogie dla kogoś ze zwykłą pensją. W karcie nie
      za dużo dań. Jak któregoś nie było, to cena zostawała niewypełniona - turyści
      zachodni nie bardzo mogli to pojąć i zwykle domagali się wszystkich
      uwidocznionych dań. Elegancka zastawa plus lniane serwetki. Na imprezach np.
      typu wesele (ogromny koszt) pojawiały się przy nakryciach dwie pary sztućców -
      ewenement w tamtych czasach całkowity. Tam właśnie po raz pierwszy w
      restauracji zobaczyłam nóż do ryby w 70-tych latach. A w osiemdziesiątych
      latach takie noże zobaczyłam w każdym tanim barze z rybami w Niemczech
      Zachodnich.
      A dania w karcie orbisowskiej? Dzisiaj chyba więcej i atrakcyjniej jest w
      każdej restauracji z ambicjami, która nie chce zbankrutować po miesiącu -
      chociaż kuchnia orbisowska była polska, smaczna i do dziś sobie wspominam kilka
      rzeczy naprawdę świetnych. Te lokale miały jednocześnie nieźle wyszkolonych
      kelnerów i generalnie występujące wśród kelnerów prl zjawisko pt. "kolega zaraz
      przyjdzie" raczej tam nie występowało - czyli wszyscy klienci byli traktowani
      nieźle.
      I tak z grubsza wyglądała jedna strona restauracyjnego życia, czyli taki jasny
      promyk słońca - powiedzmy. A druga strona. No cóż... W latach siedemdziesiątych
      po przylocie z Anglii (powrót z wycieczki) jadłam obiad na jednym z dworców
      warszawskich - miałam mało czasu przed dalszą podróżą. Zdecydowałam się na
      schabowego, oczywiście. Co może chcieć skonsumować Polak po paru tygodniach w
      objęciach brytyjskiej kuchni? Stolica - wizytówka kraju, więc mięso na te
      dworcowe schabowe było. Dostałam naprawdę przepiękny i przesmaczny kotlet (co
      tam fakty, wrażenia się liczą), ale nóż był tylko jeden w bufecie. Musiałam
      sobie pokroić "na miejscu" i grzecznie udać się do stolika w celu podjęcia
      dalszej, przesmacznej konsumpcji. I teraz ile razy widzę komediową scenę z
      filmu - jedna łyżka na łańcuszku przy stoliku restauracyjnym - zawsze widzę
      siebie stęsknioną nieprzytomnie za schabowym z głupią miną usiłującą pojąć
      dlaczego barmanka pokazuje mi automatycznym ruchem brody używany tłusty nóż
      leżący na ladzie, a ja stoję z widelcem w ręku i z uporem maniaka próbuję
      wypatrzyć, gdzie też jest ten cholerny pojemnik z nożami.
      • Gość: siostraheli Sceny restautacyjne ze stanu wojennego IP: 62.29.136.* 16.11.04, 13:59
        1. Krakow, restauracja Staropolska: w karcie niespotykana obfitosc dan z k.
        Wybieramy bryzol. Pytamy uprzejmie kelnerki, co to jest bryzol z k.? -Jakto,
        co, z konia - odpowiedziala kelnerka.
        2. Krakow, restauracja Hawełka: zamawiamy rozne rzeczy, kolega rybe. Kolega byl
        bywaly-polbrytyjczyk po matce. Poprosil kelnerke o noz do ryby, a ta oburzona
        postanowila nauczyc go kultury: -W naszej restauracji noza do ryby nie podajemy!
        3. Rajcza, lokal, ktory na froncie ma napisane w jezyku angielskim, niemieckim
        i rosyjskim: sniadania, obiady, kolacje. Slowem: swiatowo. Zamawiamy koltlety
        schabowe dla 4 osob, kotlety byly, noza ani jednego w lokalu. kolega mial
        scyzoryk (chyba kielczanin!), pokroilismy po kolei. Pod koniec obiadu kelnerka
        biegnie i z triumfem krzyczy: mam!, machajac 1 nozem nad glowami.
        5. Katowice, hotel Warszawa: kelnerka nakladajac frytki wywalila mi na spodnie
        cala zawartosc. grzecznie pozbierala z kolan i wrzucila mi na talerz i
        powiedziala: nic nie szkodzi. A na koniec zrugala mnie, ze powieszilam torebke
        na oparciu krzesla i ona nie ma gdzie chodzic.
    • Gość: Jesienny Pan ach! aż kusi by rozwinąć to w doktoracik! IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 16.11.04, 14:25
      • jottka Re: ach! aż kusi by rozwinąć to w doktoracik! 16.11.04, 14:30
        po licencjacie to troche trudno będzie
    • Gość: zadumana a może byśmy się habilitowali... IP: 213.17.230.* 16.11.04, 14:38
      :))))))))
      • brunosch Re: a może byśmy się habilitowali... 16.11.04, 14:42
        przy czym "Historię polityczną kulinariów PRL"
        od razu zaklepuję dla siebie :D
        • kocio-kocio Re: a może byśmy się habilitowali... 16.11.04, 14:50
          a napiszesz o aferze mięsnej?
          • brunosch Re: a może byśmy się habilitowali... 16.11.04, 14:55
            Oczywiście, bo bez tego nie sposób pojąć końca lat '60.
            • Gość: bazylka Re: a może byśmy się habilitowali... IP: *.pentor.com.pl 16.11.04, 15:06
              ja chętnie przedstawię zarys strategii aprowizacyjnych typowego gospodarstwa
              domowego okolicy stanu wojennego z perspektywy dziecka służacego jako rekwizyt
              kolejkowy
              cóż to były za przygody w tych kolejkach...
              • kocio-kocio Re: a może byśmy się habilitowali... 16.11.04, 15:16
                Też mogę.
                Ja czasy kolejkowe bardzo dobrze wspominam.
                Miałam więcej koleżanek niż inne dzieci, nawet te chodzące do przedszkola :o)
            • kocio-kocio Re: a może byśmy się habilitowali... 16.11.04, 15:15
              Zgadzam się.
              A temat mnie fascynuje od kiedy kilka lat temu przeczytałam, że tata Pana Pawła
              Wawrzeckiego dostał karę śmierci w związku z jakimś przekrętem. Chyba nawet nie
              jego.
              Ja gó..ara jestem i wcześniej o temacie słyszałam tylko tyle, że afera była.
              • Gość: Hela Re: a może byśmy się habilitowali... IP: *.bb.online.no 16.11.04, 15:22
                Wyglada na to, ze zamiast powiesci w odcinkach napiszemy Baltazarowi prace.
                Uczta Baltazara!
              • brunosch Re: a może byśmy się habilitowali... 16.11.04, 15:23
                Mówiąc prosto - był mord sądowy. Żadnej "afery" nie było. Po prostu naród był
                ostro wkuropatwiony na zaopatrzenie sklepów, więc żeby skanalizować wściekłość,
                znaleziono kozła ofiarnego i zrobiono z niego odpowiedzialnego za wszelkie
                braki (tak jakby on jeden, a nawet w kilku mógł oczyścić całą Warszawę z
                towaru) i skazano na śmierć. Jak się można domyśleć, cały proces był mocno
                sterowany.
                • kocio-kocio Re: a może byśmy się habilitowali... 16.11.04, 15:26
                  "mocno sterowany" hihihi ;o) ładne
                  • brunosch Re: a może byśmy się habilitowali... 16.11.04, 15:29
                    a jak inaczej nazwać proces polityczny, w którym wyrok zapada PRZED
                    sformułowaniem aktu oskarżenia?
                    :(
                    • kocio-kocio Re: a może byśmy się habilitowali... 16.11.04, 16:32
                      Nie mam pojęcia.
                      Manipulacją?
                      Nie wiem.
    • Gość: baltazar Re: Pomocy!!! Piszę pracę IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 16.11.04, 15:37
      Dziękuję wszystkim i proszę o jeszcze!!!
      • Gość: aniel Re: Pomocy!!! Piszę pracę IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 16.11.04, 15:50
        poszukaj na allegro ksiazek kulinarnych z tamtych lat. sa za grosze, a wiele w
        nich fajnych roznosci (np.co czym zastapic) itp
        ja mam np. "kuchnie oszczednej gospodyni"
      • nobullshit Re: Pomocy!!! Piszę pracę 16.11.04, 21:45
        Jeśli nie widziałeś, obejrzyj jako "lekturę dodatkową"
        "Misia" Barei.
    • mala_mala Re: Pomocy!!! Piszę pracę 16.11.04, 21:30
      jak byłam mała to kelnerzy mnie nauczyli robić "piekło niebo" z serwetek
      papierowych
      kelnerzy byli sympatyczniejsi przynajmniej ja takich pamiętam, choć zanim
      doszłam do potrawy z karty która była "dostępna" to większość już "wyszła"
      braki w zaopatrzeniu
      • Gość: jo.hanna moje historyjki IP: *.kabel.telenet.be 16.11.04, 22:28
        Pamietam przyjazd do Polski w 1989, czyli w czasie ostatnich pogrygow PRL-u.
        Hotel w Gdyni: inne sniadania dla nas, czyli dewizowych, inne dla Polakow
        placacych zlotowkami. w restauracjach rezerwacje robilam po angielsku bo inaczej
        slyszalam, ze nie maja miejsc. Kolacja w hotelu Poznan: zupa pomidorowa zimna,
        salata ciepla. Kalafior pelen muszek.

        No i jeszcze wspomnienia z prowincji, lata 70.: pomarancze 'rzucali' na boze
        narodzenie. To samo z cytrynami. Bananow nie bylo. Ananasa zobaczylam na zywo po
        raz pierwszy gdy kolezanka wrocila z Berlina. W internacie przez tydzien, dzien
        po dniu, byly pieczone kurczaki. Luksus, wydawaloby sie. Potem dowiedzielismy
        sie, ze jakiemus wlascicielowi fermy padaly kurczaki.

        Matka kolezanki byla kierowniczka cukierni pod tezniami w Ciechocinku. Od czasu
        do czasu dostawalysmy wiec puszke brzoskwin lub ananasow z nielegalnego uboju.
        • Gość: siostraheli Re: moje historyjki IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 16.11.04, 22:48
          mam "Kuchnie zdrowa i tania " z '57, sluze cytatami.
          I jescze jedno wspomnienie stanu wojennego: Kupilam swojemu kilkumiesiecznemu
          synowi Milupe bananowa w Pewexie, a coreczka czteroletnia zapytala: dlaczego te
          palce sa tak dziwnie wygiete? a to byla kisc bananow
    • Gość: Hanna Re: Pomocy!!! Piszę pracę IP: 64.213.237.* 17.11.04, 03:17
      Zbieram sie powoli i Ci napisze. Mam duzo wspomnien z tych czasow, bo ur. sie
      ponad 50 lat temu, wiec duzo pamietam. Mama lubila gotowac, duzo sie w domu
      robilo, az pojawily sie platy tortowe, mrozonki itp.Jutro zasiade-Hanna
      • kwieta4 Re: bieda w kuchni 17.11.04, 04:56
        rzucilam okiem na fantastyczne spostrzezenia. ja bym juz wlasciwie na podstawie
        tego zmajstrowala spory esej:)
        poskutnialam czytajac o biedzie. ja tez pamietam jak bywalam glodna, ale to
        tylko dlatego, ze nie zabralam sniadania do szkoly, albo akurat mamy w domu nie
        bylo...ale wiecie co, ludzi biednych 'z natury' to ja zawsze spotykalam, takze
        za juz tzw.'lepszych czasow' w Kraju. tu tez sie z nimi na codzien mijam /ja
        jak zwykle zagladalam zawsze przede wszystkim w garnki/. nie wszyscy sa
        finansowo niezamozni, a dzieci glodne, i to jak!!!
        matek Polek za malo mamy i tyle:)
        • Gość: szopen Re: bieda w kuchni IP: 204.79.89.* 17.11.04, 06:01
          Ja to chyba jak bazylka tylko schylkowy PRL pamietam ale to tez byly ciekawe
          czasy.

          Historia opowiedziana mi przez rodzicow:
          Ja bylem raczej gadatliwym dzieckiem
          Tata mysliwy przywiozl do domu strzelonego dzika, dzik zostal oprawiony i po
          podzieleniu na kawalki jedlismy tego dzika dluzszy czas.
          Aby nie wzbudzac powiedzmy to niezdrowego zainteresowania nasza dieta w
          przedszkolu mi tata powiedzial ze jadamy mieso z lwa. Oczywiscie w przedszkolu
          opowiedzialem wszystkim ale i tak nikt nie uwierzyl.
          O to wlasnie chodzilo.
          • Gość: b Re: bieda w kuchni IP: *.pentor.com.pl 17.11.04, 12:50
            ja pamiętam jakąś świnkę, z której cała rodzina wyrabiała w kuchni wędliny
            pamiętam raczej słabo (zresztą prawdopodobnie od samych zwłok byłam izolowana),
            ale wędliny to już owszem (kiełbasy, salceson)
            do przedszkola jeszcze wtedy chyba nie chodziłam

            potem, już znacznie później były domowe szynki i balerony wędzone na wielkanoc
            w wędzarni przy domu wujka. nigdy potem takich nie jadłam
            • Gość: bazylka to pisałam ja, b czyli bazylka ;-) IP: *.pentor.com.pl 17.11.04, 12:50
    • libra.a Re: Pomocy!!! Piszę pracę 17.11.04, 12:58
      a jak to szkoła, uczelnia? socjologia? czy inny kierunek?
    • mantha Re: Pomocy!!! Piszę pracę 17.11.04, 13:07
      Moje pierwsze skojarzenie po przeczytaniu to byla: lorneta i meduza - chyba
      jestem nienormalna :-)))) ale wspomniec mozna o przymusowym zamawianiu
      konsumpcji do wódeczki (jajo w majonezie, wspomniana meduza, i inne wyroby
      garmazeryjne na widok ktorych odechciewalo sie jedzenia w ogole).
      pozdrawiam
      • Gość: bruno Re: Pomocy!!! Piszę pracę IP: 217.11.133.* 18.11.04, 08:32
        Ta chińska restauracja to Szanghaj :)
        Do restauracji raczej się nie chodziło (lata '70) to znaczy nie "jadało się na
        mieśćie" - jadało się wyłącznie w domach, a lokal był na największe, uroczyste
        okazje.
        ***
        I mam pytanie do rówieśników: czy w latach osiemdziesiątych, w lokalach
        odcinano z kartki na mięso kupon na 10 dag mięsa z kością, czy nie? A może to
        były zwyczaj regionalny?
        • giezik to była awangarda 18.11.04, 08:34
          protoplasci hołmingu
    • Gość: Hanna Re: Pomocy!!! Piszę pracę IP: 64.213.237.* 17.11.04, 22:20
      Musisz pamietac jedno, w PRL-u ludziom sie roznie wiodlo, jedni jedli
      skromnie , ale dbali o wystroj i atmosfere, inni- nawet, jak wydawali duzo,
      jedli byle jak. To zalezalo od ich kultury. A roznice w tem wzgledzie byly
      duze. Mysle, ze z czasem sie zmniejszyla.
      Moja rodzina nalezala do takich, gdzie zawsze byl obrus na stole, noze i
      widelce,serwetki i obowiazkowalo dobre zachowanie. Mama gotowala po przyjsciu z
      pracy, obiady byly po 4-tej po poludniu. Zazwyczaj tato wracal pierwszy,
      wstawial ziemniaki (wtedy makarony byly tylko do zup), mam dokonczala mieso i
      warzywa.Czesto tez byla zupa gotowana co najmniej na dwa dni. Wieczorem ,na
      kolacje kanapki.Pilo sie duzo herbaty, parzonej w czajniczku.
      Poniewaz pracowali oboje, nikt nie robil pierogow, kopytek czy temu podobne,
      byle nalesniki , czasem makaron z owocami i smietana.Ryz tez tylko do zup ,
      albo na slodko z jablkami.
      Byla tez duza roznica, jezeli chodzi o warzywa. Pomidory zaczynaly sie w maju,
      kupowalo sie jednego lub dwa i jadlo kanapki z maslem i pomodorem. Te pierwsze
      to byl przysmak nie lada. To samo salata, nim przyszla szklarniana, byla
      zwiastunem wiosny.
      Na zime zostawala nam kapusta kiszona, marchew, kapusta biala i czerwona,
      buraki, ogorki kiszone.
      Na niedziele byl zawsze rosol, pieczone kurczaki czy schabowe-taki bardziej
      odswietny obiad. Schab byl drogi i nie jadalo sie go na codzien.Zjawialy sie
      babcie na obiad , ciocia z wujkiem na kawe, ktora byla obowiazkowo na 5-ta.
      Ciasto bylo domowe lub z pobliskiej kawiarni(eklery, bezy i inne pysznosci).
      To byla na prawde frajda, jak mama nas wyslala po te ciastka. Kazdy jedno-byly
      zamowienia.
      Co do swiat, to byl to czesto wysilek calej rodziny, aby zgromadzic co sie da
      najlepszego . A wiec kolejki po ryby( potem te ryby plywaly w wannie do wigilii
      rano). Czesto oprocz karpia byla inne ryby, bo rodzice byli blisko ze Zwiazkiem
      Wedkarskim. Mama byla po prostu szczesliwa, jezeli udalo jej sie kupic
      pomarancze(1 kg-wiecej ci w kolejce nie dali), jakies bakalie-lubila piec
      keks,cytryny-z tymi nie bylo tak tragicznie.Pieczenie tortow, ciast- cala
      rodzina cos robila.Nie kupowalo sie gotowych na swieta.
      Co roku bylo pytanie, czy statki na czas te pomarancze do kraju dostawcza!!

      Co do restauracji- nigdy z rodzicami do nich nie chodzilam.A o ile mnie pamiec
      nie zwodzi, i oni nie chodzili. Ja zaczelam czasem chodzic do resturacji w
      Warszawie, kiedy tam studiowalam. To byly poczatki lat 70-tych i pamietam taka
      wspaniala w tamtych czasach restauracje chinska na Marszalkowskiej( na pietrze--
      -ale mi uciekla nazwa). Jak wtedy mowiono "Francja-elegancja". W polowie lat 70-
      tych czesto byly tam kolejki, trzeba bylo czekac. Obsluga byla wspaniala. Byly
      tez inne-ale roznie z obsluga bywalo.I byly knajpy- niebezpiecznie bylo tam
      wchodzic.
      Oczywiscie jadalo sie w stolowkach. W szkole podstawowej i sredniej jadalam
      obiady , niektore dzieci mialy i sniadania. Jedna potrawa mi sie kojarzy z tymi
      stolowkami-zupa z kiszonej kapusty, czesto niemilosiernie kwasna.
      Jadalam tez w latach 70-tych obiady w stolowkach studenckich. Sniadania i
      kolacje-wlasnych pomyslow. To byly czasy wedlin w filii, pokrojonych w
      plasterki-nowosc, mrozonki sie pojawily-rewolucja-moglam miec pierogi i knedle,
      na ktore moja mam nie miala czasu.
      Jedno jest pewne, ogolnie nie grymasilo sie przy jedzeniu,jadlo sie co bylo i
      juz. Pod koniec miesiaca czesto byl to chleb z powidlami, lubie to do dzis. Na
      obiad-ziemniaki i maslanka, placki ziemniaczane-ziemniakow nie brakowalo i
      kazdy mial w piwnicy. Czesto tez kupowalo sie jablka na zime, i lezakowaly na
      szafie. Co za piekny to byl zapach!!
      Rewolucje kuchenne-gdy pojawil sie prodiz, folia aluminiowa, mrozonki,kuchnie
      elektryczne.
      Watra wydawala mnostwo ksiazeczek kucharskich, byle tam przystepne przepisy,
      czsem proste, ale do dzis siegam po te, niekolorowe kopalnie wiedzy. Jadwigi
      Klosowskiej"Kuchnia dla wszystkich", czy Sabiny Witkowskiej-"Kolacje na caly
      rok"---sa dla mnie nie do zastapienia. Mialam gdzies tez jeszcze "Kuchnie dla
      zakochanych"-mala ksiazeczke, ale uczyla od podstaw gotowania i kultury
      kulinarnej .

      Switowalo sie hucznie imieniny, pierwsze komunie, byly brydze, na ktore robilo
      sie kanapki.Maniu podstawowe na uroczyste okazje to :
      salatki ziemniaczane, drob w galaretce, krojone wedliny, jajka w
      majonezie,nozki w galaretce,bigos, chleb , maslo ,ogorki kiszone lub
      konserwowe,grzybki w occie, latem -pomidory i ogorki w plasterkach, czasem
      posypane drobno posiekana cebulka.
      Nauke gotowania zaczelam przez telefon, dzwonic w czasie wakacji i gotujac pod
      dyktando mamy. Ale jak wracala z tata z pracy-obiad byl gotowy.
      Zdaje sobie sprawe, ze to temat-rzeka, i mam nadziej,ze nie zanudzilam-Hanna

      • kwieta4 Re:Hanno:) 18.11.04, 08:16
        dziekuje za wspolne wspomnienia.
        • Gość: klips Re:Hanno:) IP: *.plock.sdi.tpnet.pl 18.11.04, 09:45
          Dzięki za wycieczkę do przeszłości!
          Ponieważ moja mama bardzo krótko pracowała zawodowo ,więc mieliśmy szczęscie i
          jadaliśmy pierogi i knedle.
          Ciasta piekło się tylko na niedzielę - w karnawale były pączki lub
          faworki ,późnym latem i jesienią szarlotka a w pozostałe niedziele ciasto
          drożdżowe(różne strucle) i piernik.
          Z mięs pamiętam pieczeń wołową(była mięciutka)z buraczkami i pieczeń cielęcą z
          muszelkami i białym sosem.
          U nas w zimie zdarzały się gorące kolacje np.smażona cebula lub odsmażane
          ziemniaki,które zostały z obiadu z surówką z kwaszonej kapusty.
          A jak Wasze mamy radziły sobie z przechowywaniem żywności,przecież nie było
          lodówek?Moja sporo wkładała do wecków.
          • Gość: zadumana Re:Hanno:) IP: 213.17.230.* 18.11.04, 12:45
            Nie było lodówek? O jakich latach piszesz? Pamiętam pierwszą w domu. Mała.
            Nazywała się "Śnieżka". To był początek lat 60-tych. Wtedy też w prl-u pojawiła
            się pierwsza pralka. Znowu oczywiście nie dla wszystkich. Opowieści o
            ówczesnych urawniłowkach między bajki można włożyć. Kiedyś wyczytałam, że w
            Chinach w sytuacji noszenia przez wszystkich takich samych szarych koszmarnych
            mundurków działaczki partyjne wysokich szczebli miały pod nimi piękne jedwabne
            białe bluzki. I gdzie tu szukać sprawiedliwości...:)
            • Gość: klips Re:Hanno:) IP: *.plock.sdi.tpnet.pl 18.11.04, 13:24
              Zgadzam się pierwszą pralkę(nie miała jeszcze nazwy - Franie były później) w
              naszej wsi kupili rodzice a było to pod koniec lat 50-tych.
              Ale lodówki nie mieliśmy nie tylko my,siostry mamy mieszkające w mieście też
              nie miały.
          • Gość: Hanna Re:Hanno:) IP: 64.213.237.* 20.11.04, 01:38
            Jak bylo zimno to balkon byl w uzyciu, latem pamietam tylko maslo w osolonej
            wodzie!!
    • Gość: Mia przetwórstwo i wyroby własne IP: *.k.mcnet.pl 18.11.04, 13:26
      A mi tamte czasy kojarzą się z Babcią przy piecu robiacą zaprawy. Po kolei jak
      się w ogrodzie rodziło. Szparagi, fasolka, ogórki, kompoty, konfitury.
      No a na codzień podróby smakołyków - robiona w domu czekolada, nie pamiętam z
      czego. Wlewało się to do foremek po bombonierce i wkładało do lodówki. Marcepany
      z ziemniaków. A dla dzieciaków na przemian kogiel mogiel i z białek bezy (babcia
      miała własne kury)
      W tym czasie dziadek fermentował owoce na wino, a wiśnie na wódkę.
      • Gość: olo No i drogi baltazarze masz juz gotową pracę IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 18.11.04, 23:36
        No i masz baltazarze gotowa pracę. Szczególnie przydatne są ostatnie posty
        tych cioc-kloć.Jeden z rosdziałów poswięc Babci robiacej zaprawy i dziadka co
        pedził gorzałę z wisni.Wez to tylko przepisz i szybko gnaj do promotora żeby się
        nie rozmyslił. No i poinformuj jak obroniłes.
    • Gość: baltazar Re: Pomocy!!! Piszę pracę IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 19.11.04, 15:00
      Bardzo wszystkim dziękuję!!! Wasze wspomnienia, uwagi i rady bardzo mi pomogly.
      Zawęziłem temat do Białegostoku i wciąż jestem w trakcie ustalania szczegółów z
      promotorem, ale dzięki Wam już wiem o czym będe pisał. Jeszcze raz dziękuję.
      • Gość: Hanna Re: Pomocy!!! Piszę pracę IP: 64.213.237.* 20.11.04, 01:41
        Nie ma za co. Zblizam sie chyba do wieku, gdy " powspominac dobra rzecz"!!
      • motylekplock11 Re: Pomocy!!! Piszę pracę 05.10.14, 13:23
        Witam,
        chętnie pomogę w napisaniu pracy licencjackiej, magisterskiej oraz dyplomowej z zakresu pedagogiki. Wysyłam raport z programu antyplagiatowego. Kontakt ze mną to: motylekplock@o2.pl
        • momas Re: Pomocy!!! Piszę pracę 07.10.14, 08:54
          to co proponujesz - to nielegalne.....
          Prace licencjackie czy magistreskie z zalozenia są pracami wykonywanymi przez osoby wykonujące pod kierunkiem promotora...

          Myslisz, że jesteś anonimową osobą? łatwo cie namierzyc....
          ---
          Liczba literówek jest wprost proporcjonalna do poziomu irytacji.
          • vandikia Re: Pomocy!!! Piszę pracę 03.11.14, 19:09
            pomoc nie jest zakazana ;) myślę, że osoby piszące prace i mające obcykane programy antyplagiatowe wiedzą również jak napisać ogłoszenie
            • squirk Re: Pomocy!!! Piszę pracę 03.11.14, 19:15
              vandikia napisała:

              > pomoc nie jest zakazana ;) myślę, że osoby piszące prace i mające obcykane prog
              > ramy antyplagiatowe wiedzą również jak napisać ogłoszenie

              Oczywiście ale na wszelki wypadek nie zaszkodzi jeśli tym uczciwym szlachetnym pomagaczom przyjrzy się stosowny wydział - na wypadek, gdyby ktoś jednak był oszustem. Uczciwi nie muszą się niczego obawiać.
              :-)
              • Gość: Ania Re: Pomocy!!! Piszę pracę IP: 91.246.105.* 20.11.14, 15:58
                Jeśli nie masz czasu na napisania pracy zaliczeniowej , licencjackiej, magisterskiej a czas ucieka, napisz do mnie a zrobię to za Ciebie. Jestem doktorantką nauk humanistycznych i chętnie Ci pomogę .
                Pomogę też w pisaniu pracy licencjackiej czy magisterskiej.
                Tanio i profesjonalnie. Ceny za pracę zaczynają się już od 30 zł .
                Napisz i się przekonaj , że warto skorzystać z usług profesjonalisty.
                Napisałam już sporo prac wysoko ocenionych.
                pisanieprac8.blogspot.com/ania752@poczta.fm
                • squirk Re: Pomocy!!! Piszę pracę 20.11.14, 16:44
                  Wysyłam zainteresowanym, dzięki, że sami się zgłaszacie.
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka