brunosch
07.12.04, 08:34
Mikołajkowy dla Was (ale tylko dla grzesznych i pracowitych ;))
czyli ...
Dwór
Po zamieszaniu, jakie wybuchło w czasie kolacji, dwór próbował wrócić do
równowagi. Dziewki na chybcika sprzątnęły jadalnię, zgarniając resztki
jedzenia, resztki sreber i resztki porcelany w resztkę obrusu. Ciotki
rezydentki cicho gdacząc i komentując wydarzenia wieczoru udały się do swoich
izdebek, Pan natomiast zamknął się w swoim gabinecie z Rojsikiem i butelką
starki. Najbardziej potrzebował teraz spokoju. A tego, jak na złość było
najmniej.
Niechby ktoś pomógł mu rozszyfrować to co się zdarzyło, ale jak zawsze w
takich chwilach nie było nikogo, z kim mógłby podzielić się wątpliwościami.
Uuuuuaaaa! Niosło się zawodzenie po zaśnieżonych polach. Było to nieludzkie
wycie, nie wiadomo też było, skąd dochodzi, bo wyjec wył raz spod lasu, raz
koło spichrza, to znów za rzeką. Uaaaaaa! To cichło, to znów wyło głośniej.
- Tego nam brak... wilkołaki. Pomyślał Pan, dla kurażu wysączył ostatnie
krople z butelki, prasnął nią o ścianę, otarł usta kułakiem i wstał.
Spokojnie wybierał odpowiednią strzelbę, w końcu zdecydował się na poręczny
sztucerek i do kieszeni wrzucił garść nabojów, a srebrną, poświęconą kulę od
razu załadował i narzuciwszy na siebie baranicę wyszedł tropić wilkołaka.
Szedł przez zaspy i kałuże tytłając się w błocie niemiłosiernie, lecz
niewątpliwie był już na jego tropie. Widział, jak sylwetka potwora miota się
po polu, wyjąc i bełkocząc niezrozumiale.
- No tak, ani chybi wściekł się. Pomyślał, przyklękając przy składaniu się do
strzału. Nagle w celowniku zobaczył znajomą mordę. Nieogoloną, siną z
podbitymi oczami i rozkwaszonym nosem.
- Wicuś? Wiiiicek! A sam tu, chodź i gadaj czemu wrzeszczysz, idioto?
Wicek przystanął, spojrzał w kierunku Pana i zaczął się zbliżać becząc
żałośnie. Uaaaaa! Aaaaa! Ooooo!
- No już dobra, Wicek, dobra. Czego wyjesz?
- Aaaa!
Próbował jeszcze kontynuować. Nagle upadł przed Panem na kolana i po chwili z
jego bełkotu dało się wyłowić pojedyncze słowa.
- Pani... Pani ktoś nogi... Powyrywał. Za szafą leżą.
- Nogi? Za szafą? Pan nie potrafił ukryć zdumienia. - Jak to, leżą?
- Ano, luzem leżą. W mojej izbie za szafą... A w szafie! Panie! W szafie też
straszy! I to jak! W oczach Wicka błyszczało szaleństwo. Panie! W szafie
siedzi i w mordę leje! Szafy nie otwieraj, Panie, ona przeklęta! Tfu, tfu
zaczął pluć na cztery strony świata.
- A Pani gdzie? Co? Też w szafie? Z kim? Gadaj no mi natychmiast! Albo nie!
Prowadź do tej izby – zrobimy porządek!
I poszli. Pan ze sztucerem na ramieniu, Wicek z duszą w tym samym też miejscu.