Dodaj do ulubionych

Spadki cen nie oznaczają kryzysu na rynku mieszkań

01.02.08, 14:06
Ni będzie spadku cen?

Skoro mieszkania są droższe niż w Niemczech przy obecnym kursie EUR/PLN a
tymczasem PLN ma się jeszcze wzmacniać.....

Obserwuj wątek
    • mieszkaniiec Spadki cen nie oznaczają kryzysu na rynku mieszka 01.02.08, 14:52
      "spadek nie oznacza kryzysu na rynku"

      zastanowmy sie..:
      1. kupuje mieszkanie za 500k na kredyt
      2. oprocentowanie wzrasta - nie stac mnie nie rate, postanawiam
      sprzedac mieszkanie.
      3. mieszkanie kosztuje juz tylko 400k (a to okolo 20% taniej - a
      spadnie wiecej, sporo wiecej) - czyli nie mam mieszkania, ale mam
      kredyt...
      • Gość: tony Re: Spadki cen nie oznaczają kryzysu na rynku mie IP: *.internetdsl.tpnet.pl 01.02.08, 15:03
        ja na Twoim miejscu wynajął bym to mieszkanie ,sam przeprowadził sie
        do tez wynajetego ale znacznie tanszego(z powodu metrazu lub
        lokalizaacji),roznica pokrył bym spłate raty..
        ale jak wolisz sprzedac ponizej ceny zakupu ,to mysle ze nie
        bedziesz czekal dlugo na kupca
        • Gość: prztyk No tak, ale widz polega na tym ze nie uzyskasz IP: *.zoominternet.net 01.02.08, 17:05
          obecnie dobrej ceny za odnajem mieszkania. Podczas kiedy ceny
          mieszkan poszly znacznie w gore ceny czynszow nie poszly w gore w
          takim samym tempie w ostatnich latach.

          To co proponujesz ma moze sens, ale facet zeby przeprowadzic sie do
          mieszkania o nizszym czynszu musialby chyba rzeczywiscie mieszkac w
          dosc spartanskich warunkach. Moze wrecz w garazu.
          • Gość: irreality Re: No tak, ale widz polega na tym ze nie uzyskas IP: *.devs.futuro.pl 01.02.08, 17:58
            Im mniej ludzi będzie stać na własne mieszkanie tym więcej mieszkań
            będzie potrzebnych do wynajmu.

            Im droższe mieszkania będą tym mniej będzie się pojawiać nowych na
            rynku.

            Im mniej mieszkań na rynku tym wyższe będą ceny najmu.

            Im wyższe będą ceny najmu tym większa będzie presja płacowa a
            prędzej czy później wzrost dochodów (jest to coś co dotyka całą
            gospodarkę).

            Im większe będą dochody tym więcej ludzi będzie stać na własne
            mieszkanie, którego spłata będzie tańsza od wynajmu.

            Im więcej ludzi będzie kupować mieszkania tym bardziej ich ceny będą
            rosnąć.

            Itd.

            Dopóki mieszkań nie będzie DUŻO i to TANICH taka spirala powoduje
            ciągły i nieustający wzrost cen a jednocześnie wzrost dochodów.
            Efekt ten widoczny jest zwłaszcza w dużych aglomeracjach gdzie jest
            stały dopływ "świeżej krwi", która gdzieś mieszkać musi.
            • Gość: Wiktor Re: No tak, ale widz polega na tym ze nie uzyskas IP: *.eranet.pl 03.02.08, 10:46
              Tak to prawda zgadzam się z Tobą, widze że masz troche pojęcia i
              wiedzy o tym co piszesz w przeciwienistwie do innych pozdrawiam.
            • Gość: grzegorz Re: No tak, ale widz polega na tym ze nie uzyskas IP: 62.233.164.* 03.02.08, 13:48
              "Im droższe mieszkania będą tym mniej będzie się pojawiać nowych na
              rynku."

              Hahaha!!!
              No pewnie droższych mieszkań deweloperom nie opłaca się budować :))))
              Dalszego wywodu nie warto czytać.
              • Gość: irreality Re: No tak, ale widz polega na tym ze nie uzyskas IP: *.devs.futuro.pl 05.02.08, 11:43
                Każdy czyta i widzi to co chce przeczytać.

                Nigdzie nie napisałem, że droższych mieszkań nie opłaca się budować.

                Opłaci się - tylko że nie będzie sensu budować ich w dużych
                ilościach skoro mało ludzi będzie mogło sobie na nie pozwolić.

                Rozumiesz teraz?

                • junk92508 Zaslugujesz na Nobla z ekonomii 05.02.08, 20:09
                  > Opłaci się - tylko że nie będzie sensu budować ich w dużych
                  > ilościach skoro mało ludzi będzie mogło sobie na nie pozwolić.
                  >
                  > Rozumiesz teraz?

                  Bez vodki nie... Wymyslasz nowe zasady ekonomii...

                  Normalnie uważa się że wysokie marże zachęcają do zwiększania produkcji...

                  • Gość: irreality Re: Zaslugujesz na Nobla z ekonomii IP: *.devs.futuro.pl 06.02.08, 17:10
                    Żadne nowe zasady. Jeżeli jest mały popyt to podaż się do niego
                    dopasowuje (mówię o ilości towaru a nie o cenie czy marży).

                    Jeżeli koszt wyprodukowania czegoś wynosi: 1000 zł i masz na tym 10%
                    (100 zł / szt) narzutu to masz cenę finalna 1100 zł. Na rynku możesz
                    znaleźć np. 100 osób, które są gotowe i mają środki aby kupić ten
                    towar za tą cenę. Czyli zarabiasz 10 tyś (100 szt x 100 zł) na
                    sprzedaży.

                    Jeżeli koszt wyprodukowania wzrasta do 1500 zł i nadal masz 10%
                    narzutu (150 zł / szt) masz cenę finalną 1650 zł. Nagle okazuje się,
                    że tylko 10 osób jest gotowe kupić za tą cenę. Czyli zarabiasz
                    raptem 1500 zł sprzedając te 10 szt (10 szt x 150 zł).

                    W efekcie na rynku pojawia się tylko 10 a nie 100 szt danego towaru
                    o ile oczywiście za 1500 zł komuś jeszcze opłaca się go produkować.

                    Bo jeżeli nie to lepiej jest zwiększyć narzut np. do 2000 zł / szt i
                    sprzedawać po 3500 zł. Co prawda przy tej cenie np. tylko 2 klientów
                    kupi ale za to zarobisz na tym 4000 zł (2 szt x 2000 zł) a nie 1500
                    zł.

                    Jasne? Czy przynieść wódki?
          • Gość: majkel Re: No tak, ale widz polega na tym ze nie uzyskas IP: *.dhcp-ripwave.irishbroadband.ie 01.02.08, 19:56
            Im wyższe będą ceny najmu tym większa będzie presja płacowa a
            prędzej czy później wzrost dochodów (jest to coś co dotyka całą
            gospodarkę

            w swoim watlym wywodzie zapomniales o inflacji
            oraz ze cena wynajmu nie moze byc oderwana od dochodu jaki mozna uzyskac w danym
            miejscu
      • Gość: tomek Re: Spadki cen nie oznaczają kryzysu na rynku mie IP: *.primecarrier.com 01.02.08, 15:03
        Tak wnioskujac:
        Jesli nie stac cie na splate raty ktora wzrosnie powiedzmy pare set
        zlotych ... to na pewno nie stac Cie by sprzedac mieszanie o 100tys
        zl mniej!!! ... i nie sprzedaz mieszkania, nie OBNIZYSZ CENY!!

        Bo:
        100tys. nie masz w gotowce, nie stac Cie na rate pare set zlotych
        wieksza, wiec zakladam ze nie masz szans dostac kredytu gotowkowego
        (wysoko oprocentowanego) ... na kwote az 100tys zl - do reki
        (hipotecznego nie dostaniesz, bo nie masz mieszkania) ... do tego
        dochodzi Ci teraz dodatkowy miesieczny koszt - 'Wynajem'

        Wniosek:
        Osoby podchodzace pod dany model NIE OBNIZA CENY, NIE SPRZEDADZA
        mieszkania, bo ICH NA TO NIE STAC! ... beda probowali wziac chocby
        kredyt ... nie wiem: 5, 10 tys. zlotych ... by miec na te pareset
        zlotych wiecej do rate (wystarczy na rok, dwa, trzy ....)
        • mieszkaniiec Re: Spadki cen nie oznaczają kryzysu na rynku mie 01.02.08, 15:16
          Gość portalu: tomek napisał(a):


          > Wniosek:
          > Osoby podchodzace pod dany model NIE OBNIZA CENY, NIE SPRZEDADZA
          > mieszkania, bo ICH NA TO NIE STAC! ... beda probowali wziac chocby
          > kredyt ... nie wiem: 5, 10 tys. zlotych ... by miec na te pareset
          > zlotych wiecej do rate (wystarczy na rok, dwa, trzy ....)

          Brawo ! ;) dawno nie czytalem tak trafnej wypowiedzi.. ale widze, ze
          nie bierzesz jednej rzeczy pod uwage - kredyty maja to do siebie, ze
          trzeba je splacac ;) to nie jest tak, ze jak nie masz to bierzesz
          kredyt i masz juz kase - to trzeba oddac.. pisze, bo nie wiem czy
          zdajesz sobie z tego sprawe...
          • Gość: tomek Re: Spadki cen nie oznaczają kryzysu na rynku mie IP: *.primecarrier.com 01.02.08, 15:46
            Nie, no chyba sobie zdaje z tego sprawe :)

            ... tylko OBA kredyty TRZEBA SPLACIC ten:
            - i 100tys zl (paniczna sprzedaz mieszkania)
            - i ten 5-10 tys. (by zniwelowac gorszy okres, gdy stopy sa
            wyzej ... by przetrwac gdy wroca one do normalnosci, albo zmienic
            np. walute, bank/nizsze opr....)

            Wydawac by sie moglo iz ktos kto mial 'zdolnosc kredytowa' na
            500tys. zl nie moze byc takim 'nieroztropnym' by wybrac opcje 100
            tys. kredytu gotowkoego i nie posiadania mieszkania, niz opcje
            znacznie mniejszego kredytu i posiadania mieszkania.

            Takze podany przyklad nie wydaje sie realny (statystycznie) .... :)
            • kontestujacy Re: Spadki cen nie oznaczają kryzysu na rynku mie 01.02.08, 20:00
              Tylko że ten model zakłada, ze mieszkania (po spadku) kiedyś pójdą w górę i że
              NA PEWNO mieszkanie nie zostało zakupione na górce, do której rynek nigdy nie wróci.
              Jeśli jednak tak jest, a moim zdaniem właśnie doczekaliśmy sufitu cenowego, to
              trzeba się pogodzić, że wtopiło się nawet kilkaset tysięcy złotych, które
              bankowi trzeba jednak oddać.
        • Gość: MichalM Re: Spadki cen nie oznaczają kryzysu na rynku mie IP: *.idc.net.pl 01.02.08, 16:41
          Oczywiscie ze nie sprzedadza sprzeda je za nie bank, wczesniej grzecznie poprosi
          o dodatkowe zabezpieczenia a potem mniej grzecznie mieszkanie sprzeda a ze jest
          ono zamieszkale a lokatorow trudno usunac wiec mieszkanie warte 500 ty. zostanie
          sprzedane z lokatorami za 150 tys. czyli nieszczesnicy nie tylko nie beda mieli
          wlasnego mieszkania ale dodatkowo beda placic odstepne nowemu wlascicielowi i
          splacac 350 tys kredytu. Smutne ale to wlasnie sie dzieje w USA

          Pozdrawiam

          MichalM
          • Gość: gość Re: Spadki cen nie oznaczają kryzysu na rynku mie IP: *.182.54.80.sta.gaja.net.pl 01.02.08, 19:16

            tylko bank musi mieć komu je sprzedać .W stanach szukają winnych
          • Gość: grzegorz Re: Spadki cen nie oznaczają kryzysu na rynku mie IP: 62.233.164.* 03.02.08, 13:52
            Przed sprzedażą bank wywali lokatorów na bruk. Ochrona obejmuje tylko
            najemców.
            • Gość: CV* Re: Spadki cen nie oznaczają kryzysu na rynku mie IP: *.chorzow.n4a.pl 04.02.08, 18:16
              Bzdura. Ochrona dotyczy lokatorów. Żaden właściciel nie może ich
              wyrzucić na bruk (za próbę takiego działania grozi odpowiedzialność
              karna!). Jedyna prawna droga to pozew do sądu o eksmisję, tytuł
              ezgekucyjny, opłacenie komornika i *zapewnienie lokalu zastępczego*.
              W praktyce może się to ciągnąć miesiącami, jeśli nie latami.
      • Gość: uliś Re: Spadki cen nie oznaczają kryzysu na rynku mie IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 01.02.08, 15:12
        Nie stać na ratę?
        Jeśli nie wycofasz choć części swoich pieniędzy sprzedając mieszkanie
        kłopot ma Twój bank. On nie wycofa z rynku wszystkich wyłożonych z
        Ciebie pieniędzy (patrz kryzys w USA)
        Dlatego nie "liczyłbym" na kryzys i się z niego nie cieszył.

        Zwracam uwagę na jedno z naistotniejszych zdań w artykule: "Kraków,
        gdzie deweloperzy nie zmniejszyli liczby nowych inwestycji w
        odpowiednim momencie"

        Wiara w niewidzialną rękę rynku przy malejącej liczbie podmiotów nie
        jest uzasadniona.
        I do tego powolenie na budowę to jeszcze nie rozpoczęcie inwestycji.
        Bogaci deweloperzy poczekają, biedniejści sprzedadzą grunty.
        A za rok znowu do góry?

        • Gość: grzegorz Re: Spadki cen nie oznaczają kryzysu na rynku mie IP: 62.233.164.* 03.02.08, 13:54
          Banki mogą być zmuszone do sprzedaży zabezpieczeń nawet za 20% wartości byle
          tylko uzyskać wymaganą przepisami gotówkę na rezerwy obowiązkowe.
      • Gość: qwerty Re: Spadki cen nie oznaczają kryzysu na rynku mie IP: *.net2u.pl 01.02.08, 16:17
        Nie jesteś rynkiem tylko frajerem. Żal mi ciebie.
        Dla społeczeństwa i państwa niższe ceny są lepsze.
        • Gość: uliś Re: Spadki cen nie oznaczają kryzysu na rynku mie IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 01.02.08, 17:56
          Zdecyduje i tak "dobro" dewelopera, bo to "ON" zdecyduje o cenach,
          ograniczając ponownie podaż.
          Dodaj jeszcze że trzeba specjalnym podatkiem obłożyć tych deweloperów
          którzy "niesłusznie" dorobili się przez ostatnie trzy lata.
          Na szczęście dobre czasy dla takich tekstów skończyły się 19 lat
          temu.
      • Gość: irreality Re: Spadki cen nie oznaczają kryzysu na rynku mie IP: *.devs.futuro.pl 01.02.08, 17:53
        No risk = no fun albo po naszemu, kto nie ryzykuje ten w piekle nie
        siedzi.

        Nie chcesz kupować. Przeraża Cię kredyt. Nie kupuj.

        Przykład na jaki się powołujesz jest o tyle absurdalny, że:

        - jeżeli kupujesz mieszkanie za 500 tys na kredyt 7% tzn. że masz
        zdolność kredytową pozwalającą Ci spłacać ratę na poziomie 3300 zł /
        miesiąc, wg. kalkulatora ze strony MultiBanku oznacza to, że przy 1
        osobie w gosp. domowym MUSISZ zarabiać minimum 6000 zł NETTO,
        Przy dwóch osobach zarobki te muszą być na poziomie 6500 zł NETTO.

        - oznacza to, że co miesiąc do Twojej dyspozycji pozostaje kwota ok.
        2900 zł i za tą kwotę musisz "jakoś przebiedować" miesiąc, dla
        ułatwienia dodam, że niektórzy ludzie za takie pieniądze wynajmują
        skromne mieszkanie + jeszcze utrzymują kilkuosobową rodzinę.

        Dopiero wzrost oprocentowania o 100% (czyli z 7% do 14%) pozbawia
        Cię środków do życia.

        Wiesz co oznacza taki wzrost oprocentowania kredytów dla całej
        gospodarki? Ja bym na niego nie czekał i się z niego nie cieszył.
        Bo jeśli to nadejdzie to nikgo nie będzie stać na mieszkania. Drogie
        czy tanie.
    • Gość: Andrzej Re: Spadki cen nie oznaczają kryzysu na rynku mie IP: *.internetdsl.tpnet.pl 01.02.08, 15:01
      Jaki kryzys?? Wlasnie tak powinno byc. Spadki cen mieszkan i to
      duze. A ci co sprzedaja i narzekaja ze ceny spadaja to niech sie w
      glowe popukaja bo ceny sprzedazy z kosmosu biora. W koncu rynek
      nieruchomosci normalnieje a nie jakis tam kryzys sie wymysla!
    • Gość: ag Spadki cen nie oznaczają kryzysu na rynku mieszka IP: 217.116.110.* 01.02.08, 15:02
      Kilka dni temu Rz informowala ze w ubr. w USA w duzych miastach ceny spadly o 4-21%, w 13 sposrod 20 najwieksszych miast ceny spadly do poziomu z 1991 roku.
      • Gość: Broker Re: Spadki cen nie oznaczają kryzysu na rynku mie IP: *.subscribers.sferia.net 01.02.08, 15:18
        Nie ma co porównywać Polski i USA jeżeli chodzi o nieruchomości. Tam ewidentnie
        kredyty dawane były na tzw "gębę" i teraz mają krach. W Polsce taka sytuacja nie
        ma miejsca.
        Prognoza:
        Mieszkania w 2008 będą stały w miejscu (o ile prasa nie będzie krzyczeć: "CENY
        SPADAJA LUB CENY WZROSLY"
        Popyt w Polsce jest nadal. Ceny zatrzymały się bo jest ogromny wybór mieszkań,
        spekulanci już dawno kupili i teraz sprzedają, developerzy budują a stopy
        procentowe wzrosły.
        Wniosek:
        Nie będzie na pewno w Polsce sytuacji jak w USA czy Hiszpanii. Będzie
        stabilizacja przerywana drobnymi korektami. Na pewno nie ma co liczyć że ceny
        spadną o 20%. (Chyba że jakiś desperat się wyłamie, ale żaden inwestor czy
        poważny klient)
        Rada:
        Jak ktoś chce kupić to niech szuka, szuka i szuka...aż w końcu znajdzie coś na
        swoją kieszeń. W tej chwili już bez spekulacji, bo ludzie kupują żeby gdzieś
        mieszkać i tak będzie cały czas....za kilka tam Ci sami ludzie też będą kupować
        bo podniesie im się standard życia itd.

        • Gość: gość portalu Re: Spadki cen nie oznaczają kryzysu na rynku mie IP: 195.94.211.* 01.02.08, 15:39
          Zlotwka oslabnie do poziomu np. z Maja 2005 (2.74 do franka - 20%
          oslabienia) i masz juz krach. Zapamientaj ten post...
        • zagubiek Re: Spadki cen nie oznaczają kryzysu na rynku mie 01.02.08, 15:41
          Wartosc mieszkania moze spasc nawet o 20-30% to i tak
          Kryzysu nie bedzie napewno takiego jak w USA, bo tam jak nie
          splacasz kredytu mieszkaniowego to ci zabiora chate, a w polsce to
          ci zabiora chate a jak nie starczy na splate kredytu to cala reszte
          jaka bys mial (inne prawo).
        • Gość: tetra kupno większych mieszkań??? IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 01.02.08, 15:45
          Kto będzie kupował nowe, większe mieszkanie mając na głowie kredyt rozłożony na
          30 i więcej lat? A sytuacja jest o tyle ciekawa, że hurraoptymistyczne
          przymiarki takich ludzi do kredytów już zbierają swoje żniwo w postaci
          zaległości czynszowych takich "szczęśliwców".

          Mogą być pojedyncze przypadki (NIEWIELKI ODSETEK) lokatorów, którym się
          poszczęściło sprzedając swoje mieszkanie w czasie "górki cenowej". Gros ludzi
          przez dłuższy okres czasu po prostu na to nie będzie stać!

          I jeszcze jeden czynnik, którego nie wziąłeś pod uwagę. Wskaźnik urodzenia/zgony
          w naszym społeczeństwie cały czas maleje i dużo lokali w najbliższym czasie po
          prostu się zwolni bądź zajmą je po dziadkach/babciach młodzi ludzie. I to Ci,
          którzy nie wyemigrują z kraju. Reszta młodzieży woli nabyć mieszkania w krajach
          starej UE. Po pierwsze z racji niższych cen m^2 (sic!). Po drugie z racji
          lepszych perspektyw płacowych.
          • Gość: gość Re: kupno większych mieszkań??? IP: *.182.54.80.sta.gaja.net.pl 01.02.08, 19:27
            zgadzam się z twoja opinią młodzi na pewno wyjada może nie wszyscy ,ale spora
            ilość bo z wykształceniem wyższym czy niższym to przy średniej płacy jaka w tej
            chwili jest w Polsce, na pewno nie będzie ich stać na kupn o swojego M
        • Gość: szukam Re: Spadki cen nie oznaczają kryzysu na rynku mie IP: *.nsn.uu3.net 01.02.08, 15:58
          "Ceny zatrzymały się bo jest ogromny wybór mieszkań,
          spekulanci już dawno kupili i teraz sprzedają,"

          kurcze szukam nówki gotowej od developera we Wrocławiu i nic sensownego nie mogę
          znaleźc..
          Owszem są oferty ale oddane będą dopiero za rok, a jak znam życie i czytam fora
          developerów to pewno za 1,5roku, no i kupuje sie kota w worku...
          Ceny ok 6-7tyś. w lokalizacjach które mnie interesują,
          naprawdę nie ma lekko, w ogóle nie ma wyboru, wszystko co jest na teraz jest za
          to bardzo drogie (od spekuły)..
          echh nie ma lekko, ciągle jest to rynek sprzedających a nie kupujących..
          • Gość: ghhkgjfjgfjggf Re: Spadki cen nie oznaczają kryzysu na rynku mie IP: *.net2u.pl 01.02.08, 16:27
            spokojnie poczekaj
        • junk92508 Re: Spadki cen nie oznaczają kryzysu na rynku mie 01.02.08, 16:37
          > Nie ma co porównywać Polski i USA jeżeli chodzi o nieruchomości. Tam
          > ewidentnie kredyty dawane były na tzw "gębę" i teraz mają krach.

          Ty chyba mieszkasz w innej Polsce...

          Znajomy dawał kredyty w banku i regularnie naciągał ludziom zdolność kredytową -
          wiadomo - ludzie chcieli kredyt a on miał z tego prowizję...

          A stopy dalej będą szły w góre i zł w końcu zacznie słabnąć wobec CHF.

          I nie ma co porównywać Polski do USA czy Hiszpanii bo mimo wszystko
          łatwiej tam o dobrze płatną pracę, ceny nieruchomości w stosunku do pensji sa
          dużo niższe i co więcej oba kraje mają wyraźny dodatkowy przyrost naturalny...

          Polskę bardziej przypomina NRD gdzie ceny spadły o ponad 50%...
        • Gość: gem Re: Spadki cen nie oznaczają kryzysu na rynku mie IP: 217.67.202.* 05.02.08, 18:55
          > Nie ma co porównywać Polski i USA jeżeli chodzi o nieruchomości. Tam ewidentnie
          > kredyty dawane były na tzw "gębę" i teraz mają krach. W Polsce taka sytuacja ni
          > e
          > ma miejsca.

          jak to nie ma? od mniej więcej roku równie łatwo kupić kredyt jak chleb, więc
          jesli to nie jest na tzw "gebę" to ja nie wiem juz jak :)
    • Gość: homeless Śmierdzący kartel IP: 193.59.95.* 01.02.08, 15:45
      Cytat: "Specjaliści z Reas wskazali na konieczność korekty w
      niektórych miastach, w których doszło do "przegrzania rynku". Jako
      przykład wskazują Kraków, gdzie deweloperzy nie zmniejszyli liczby
      nowych inwestycji w odpowiednim momencie. Spowodowało to, że w
      czwartym kwartale ub. r. średnie ceny ofertowe krakowskich lokali
      spadły o 8 proc. wobec trzeciego kwartału 2007 r. Tym samym
      osiągnęły one niższy poziom niż w Poznaniu, Trójmieście i Wrocławiu,
      podczas gdy do niedawna ustępowały jedynie warszawskim."

      Co to znaczy że nie zmniejszyli ilości inwestycji w odpowiednim
      momencie? Czy ktoś sztucznie kreuje ceny? Praktyka podobna do
      kartelu wydobywającego ropę naftową OPEC który utrzymuję wydobycie
      ropy naftowej na pewnym poziomie żeby przypadkiem jej cena nie
      spadła za bardzo :P
      • sammler Re: Śmierdzący kartel 01.02.08, 18:19
        Gość portalu: homeless napisał(a):

        > Co to znaczy że nie zmniejszyli ilości inwestycji w odpowiednim
        > momencie? Czy ktoś sztucznie kreuje ceny? Praktyka podobna do
        > kartelu wydobywającego ropę naftową OPEC który utrzymuję wydobycie
        > ropy naftowej na pewnym poziomie żeby przypadkiem jej cena nie
        > spadła za bardzo :P

        Dokładnie to samo pomyślałem. Panowie (i panie) "eksperci" cytowani w artykule
        tym jednym zdaniem odkryli przed nami swój tok rozumowania i w gruncie rzeczy
        przyznali, czyje interesy reprezentują.

        Sam.
    • refe Banialuki REASa - smiać się chce 01.02.08, 16:02
      Aż śmiać się chce czytając to co wypisują "eksperci" REASa. Te ich
      badania rynku to o kant d...potłuc. A dlaczego? Bo każdy kto ma choć
      trochę oleju w głowie wie że:
      - liczba mieszkań oferowanych na rynku pierwotnym to niewielki
      odsetek podaży (dominuje rynek wtórny)
      - przy tak relatywnie małych liczbach mieszkań (małych próbach, na
      których robione sa badania) wystarczy aby w danym mieście pojawiła
      się jedna nowa inwestycja (blok z setką mieszkań) a już średnia cena
      będzie "wariować" (jeśli będzie to np. apartamentowiec to okaże się,
      że "średnia cena m2 w danym mieście" poszła w górę o ileśtam
      procent; jeżeli ruszy sprzedaż mieszkań w jakiejś low costowej
      inwestycji na peryferiach to znowu okaże się że "ceny w owym mieście
      spadają").
      - ceny z rynku pierwotnego to ceny czegoś czego... nie ma! Podawane
      stawki dotyczą wirtualnych lokali, które byc może juz się buduja a
      być może jeszcze nie. jak ktoś chce miec gdzie mieszkać dziś a nie
      za rok to... kupuje na wtórnym. To rynek wtórny decyduje o cenach.

      Ponadto mało kto zastanawia się, że cena m2 mieszkania na rynku
      wtórnym to preliudium do rzeczywistych wydatków. Co z tego, że cena
      metra to 8000 zł skoro są to tylko gołe, betonowe ściany. Trzeba
      pamiętać, że kupujących swoje M na rynku pierwotnym czekają wielkie
      wydatki związane z doprowadzeniem lokalu do stanu nadającego się do
      zamieszkania. Ta kwota to jakieś dodatkowe 10% kwoty zakupu, którą
      trzeba wyadac m.in. na: podłogę, glazurę, armatury, drzwi,
      oświetlenie, kuchnię, sprzęt agd, meble... i kosztowną robociznę.
      Kupując np. mieszkanie 50 m2 po 8 tys./m2 (razem 400 000) trzeba
      wydać jeszcze minimum 50 tys. żeby móc się do niego wprowadzić...
      Reas i Wyborcza jak zwykle klepią aby klepać.
      • Gość: irreality Re: Banialuki REASa - smiać się chce IP: *.devs.futuro.pl 01.02.08, 18:11
        Trafiasz w sedno sprawy. Dodałbym jeszcze klauzule w umowach z
        developerami o końcowym rozliczeniu inwestycji kiedy zwykle okazuje
        się, że trzeba jeszcze dopłacić.

        Zresztą wystarczy popatrzeć (w szt) na ilość mieszkań w
        poszczególnych miastach. Nie można patrzeć tylko na Warszawę.

        Ktoś tu na forum powoływał się na ogromną w stosunku do poprzednich
        lat liczbę ofert na Allegro czy gratce.
        Pomijając fakt, że kiedyś ogłoszeń o mieszkaniach szukało się w
        gazecie lub u pośredników a nie w internecie to wystarczy popatrzeć
        na liczby.

        Obecnie na Allegro (wraz z OtoDom) jest 71397 mieszkań. Z czego
        50374 (czyli 70%!) przypada na woj. mazowieckie.

        W takim Wrocławiu jest już ich tylko 1797 szt.
        • Gość: Orinoko Re: Banialuki REASa - smiać się chce IP: 194.181.189.* 04.02.08, 09:41
          Dokładnie. Ale akurat w serwisach, które wymienileś raczej nie szuka
          się ofert nieruchomości. W temacie mieszkań, domów itd.
          bezapelacyjnie numerem jeden jest serwis Oferty.net
          I odzew na dawane w nim ogloszenia jest największy i samych ofert
          jest bez liku.
          • Gość: CV* Re: Banialuki REASa - smiać się chce IP: *.chorzow.n4a.pl 04.02.08, 18:36
            Won spamerze. Nie dość, że na ten twój serwis nikt nie zagląda, to
            ceny są chore, klikakrotnie wyższe niż u konkurencji.
    • Gość: nawet na wtórnym jaki spadek?Spróbujcie kupić taniej IP: *.ols.vectranet.pl 01.02.08, 16:24
      nieruchomosci to oprócz ziemi najlepsze inwestycje, kiedy krach na
      rynku
      • Gość: prztyk Ni e zapominaj, ze krach moze sie takze zdarzyc na IP: *.zoominternet.net 01.02.08, 17:23
        rynku nieruchomosci. I najprawdopodobniej on sie wydarzy w Polsce
        w najblizszym czasie.
        Jednym z wazniejszych wyznacznikow cen akcji firmy jest stosunek
        ceny akcji do dochodow na akcje. W ostatnim roku ta liczba byla w
        Polsce niemozliwie wysoka, i nastapil krach na gieldzie.

        Analogicznie, w nieruchomosciach jednym z wazniejszych wyznacznikow
        jest stosunek ceny mieszkania do czynszu. Obecnie ta liczba jest
        w wiekszosci wielkich miast takze niemozliwie wysoka, i praktycznie
        niemozliwa do utrzymania na dluzsza mete. Zatem takze nastapi
        wkrotce krach. Ma to miejsce dlatego ze nie oplaca sie obecnie
        kupowac mieszkan na spekulacje i na odnajem. Dlatego ze ceny
        czynszow sa zbyt niskie w porownaniu z cenami mieszkan. Skoro czas
        spekulacji sie skonczyl, ceny wkrotce runa.

        Nie zapominajmy ze krachy na rynkach nieruchomosci zdarzaja sie
        wcale nie tak rzadko jak sie ludziom wydaje. Ludzie zbyt czesto
        slepo wierza ze nieruchomosci zawsze ida w gore. To jest po prostu
        nieprawda. Prawda jest ze rynek nieruchomosci zachowuje sie
        calkiem podobnie do gieldy, bo jest obiektem spekulacji.
        • Gość: irreality Re: Ni e zapominaj, ze krach moze sie takze zdarz IP: *.devs.futuro.pl 01.02.08, 18:14
          Jaka jest Twoim zdaniem obecna cena wynajmu mieszkania 40-50 m2 (dwa
          pokoje) we Wrocławiu?
        • Gość: uliś Re: Ni e zapominaj, ze krach moze sie takze zdarz IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 01.02.08, 19:09
          Człowieku! Co to za bełkot! Szkoda słów. Pomyślałeś że ludzie
          poprostu muszą gdzieś mieszkać. A akcji mieć nie muszą.
          Nieruchomości rzadko idą tylko w górę ale rzadko też idą po 40% w dół
          w ciągu tygodnia więc opanuj się z porównaniami!
          • Gość: mcgluszak Re: Ni e zapominaj, ze krach moze sie takze zdarz IP: *.chello.pl 01.02.08, 20:24
            A to co za bełkot ? Ludzie muszą gdzieś mieszkać, co to ma za
            znaczenie? Muszą jeszcze mieć kasę żeby te mieszkania kupować. I co
            najważniejsze: jakby ludzie nie mieli gdzie mieszkać to by wynajem
            szedł w górę, a to rośnie BEZ PORÓWNANIA słabiej niż cena metra.
            • Gość: maki.abreska Re: Ni e zapominaj, ze krach moze sie takze zdarz IP: *.ssp.dialog.net.pl 01.02.08, 21:38
              tylko ze we wroclawiu odstepne za kawalrke w pol roku podskoczylo z 900 na 1100
              zl. jak bys to zinterpretowal?
              • Gość: mcgluszak Re: Ni e zapominaj, ze krach moze sie takze zdarz IP: *.chello.pl 02.02.08, 12:23
                Interpretowałbym to tak, że relacja między ceną metra a ceną wynajmu
                i tak jest na poziomie nie spotykanym na świecie.

                To tak jakbyś pisał "cóż z tego że na giełdzie cena/zysk jest z
                kosmosu, skoro wyniki spółek wzrosły o 10%". Swoją drogą wybitni
                eksperci giełdowi taką logikę również lubią stosować.
    • Gość: ania [...] IP: *.bredband.comhem.se 01.02.08, 17:30
      Wiadomość została usunięta ze względu na złamanie prawa lub regulaminu.
    • loppe a co wy tak tylko na tytuł umiecie reagowac? 01.02.08, 17:35

      przecież cały tekst jest o wielkim sukcesie programu budownictwa w
      2007 a tylko tytuł dobrano od czapy
      • Gość: Tomasz ceny mieszkań w Polsce spadają IP: *.lukman.pl 01.02.08, 19:26
        Prawda jest taka, że ceny mieszkań w Polce spadają od kilku miesięcy i spadać będą nadal. Wbrew temu co się czyta podaż mieszkań jest całkiem spora. Wystarczy pośledzić portale ogłoszeniowe w internecie. Na allegro pod koniec września było 13000 mieszkań do sprzedania, na początku listopada 25 000 a obecnie jest już przeszło 70 000 mieszkań. Na gratce 310 000 mieszkań (rynek pierwotny i wtórny).

        Ze względu na 5-krotnie podnoszone ostatnio stopy procentowe coraz mniej ludzi ma zdolność kredytową.
        Skończyły się też masowe, spekulacyjne zakupy mieszkań bo wzrosty cen wyhamowały.
        Społeczeństwo polskie się starzeje, bardzo wielu młodych wyjeżdża za granicę, znaczna część z nich nie wróci do kraju i kupi mieszkania poza granicami Polski.

        Ceny mieszkań osiągnęły tak absurdalną wysokość, że często za cenę mieszkania można kupić działkę, wybudować i wykończyć dom ( w wielu lokalizacjach poza dużymi miastami).

        Na rynku zaczynają się też pojawiać mieszkania wykupywane ostatnio za grosze od spółdzielni.
        • Gość: ! Podaję ceny domów w USA IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 01.02.08, 21:05
          8937 Hanson Grove Court Manassas, VA 20109:
          Starting Bid: $129,000
          Previously Valued To:* $415,900
          No. of Bedrooms: 4
          No. of Bathrooms: 2.5
          Total Rooms: 8

          9045 Brewer Creek Place Manassas, VA 20109:
          Starting Bid: $119,000
          Previously Valued To:* $405,600
          No. of Bedrooms: 3
          No. of Bathrooms: 3
          Total Rooms: 7

          8218 Winstead Pl, #202 Manassas, VA 20109
          Starting Bid: $59,000
          Previously Valued To:* $270,000

          źródło www.ushomeauction.com/auction_details.php?auc tionID=H-018

          Wybrałem 3 pierwsze oferty z wyszukiwarki na stronie aukcyjnej
          domów, Starting Bid = cena startowa (nie łudźcie się że ktoś to
          licytuje bo chętnych brak) Previously Valued = wyceniany w cenie
          boomu kiedy to ludzie na to kredyty brali i budowali.

          Nie odpisujcie też głupich komentarzy o tym że to domy amerykańskie
          kawał deski i tyle, dwa pierwsze domy są z lat 2006-2007 cegła
          wykończenie takie że u nas teraz to 2mln sobie krzyczą za takie
          pałace, trzecie dom też z cegły ale bodajże z 90r.

          Takich ofert są tysiące na stronach aukcyjnych w USA a dlaczego? Bo
          napędzili się w owczym pędzie tak jak my teraz i brali te domy po
          400tyś dolarów, a teraz za 1/4 ceny każdy dom można kupić i do tego
          banki nie mogą tego sprzedać bo nikt domów już nie chce a kredytów
          nikt nie spłaca.

          Kolejna rzecz zaraz krzykną niektórzy że podałem jakieś wioski,
          dobra niech to będą nawet wioski, idźcie na allegro i znajdźcie z
          2007 roku w warm-maz dom chociaż w połowie tak wielki wyglądający i
          wykończony jak te wystawiane po 100tys dolarów za mniej niż 400tyś
          zł. a mówimy o najbiedniejszym regionie warm-maz.

          W szczycie boomu te domy w USA kosztowały tyle ile cenią się za
          nasze rudery dzisiaj, ciekawe jak to się u nas skończy? Analizę
          sytuacji pozostawiam jako pracę domową i zapytanie na google "kryzys
          nieruchomości w USA" warto poczytać i przeanalizować bo u nas mówi
          się o kryzysie ale nikt nie tłumaczy jak On przebiegał i jak wygląda
          a znajdziemy zgodność 100% z sytuacją w Polsce.

          gielda.onet.pl/1,12,8,39796244,108175112,4475063,0,forum.html
          • sniegbielszy Teraz tarcza 01.02.08, 21:25
            Teraz beda mieli tarcze... To bardzo powazna sprawa. Trzeba zdecydowac gdzie
            mieszkac, czy "pod tarcza", czy tez gdzies daleko od tego.
            Ja mysle, ze ludzie beda woleli kupic dom daleko od tego, a wiec tam gdzie
            teraz sa, czyli Niemcy, Anglia, Irlandia itd.
          • Gość: clex Re: Podaję ceny domów w USA IP: *.upc-f.chello.nl 01.02.08, 21:30
            zgadzam sie ze ceny w polsce sa zupelnie od czapy i mozna sie
            spodziewac nawet 50% przeceny. dlatego, ze nawet wtedy budowanie
            bedzie dochodowe,. jest jednak pewna roznica miedzy stanami a
            polska. tam iosc dostepnych zasobow jest znaczaco wyzsza niz w
            polsce dzie brakuje ok 1.5-2mln mieszkan. poza tym znaczna czesc
            osob w polsce mieszka w klitkach ktore w rozwinietych krajach (poza
            japonia) kwalifikuje sie zo najwyzej jako mieszkanie do
            przenocowanie przez 2-3 noce w tygodniu blisko miejsca pracy, a
            przez resztte tygodnia mieszka sie w domu pod miastem z rodzina.
            • Gość: jkl Re: Podaję ceny domów w USA IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 01.02.08, 21:52
              Weź pod uwagę, że teraz wiele osób buduje się na wyrost: za duże domy w stosunku
              do swoich potrzeb. Budują 300m dla 2 osób z dziećmi w wieku 10-15 lat. Za kilka
              lat dzieci sie wyniosą na swoje, i taki dom będzie za duży dla nich.
              Do tego: ilosć ludności spada, umierają starsi, zostawiają mieszkania i domy
              wnukom/dzieciom
              Do tego: część ludzi przestanie sie zachłystywać domem na wsi, zobaczą że to
              koszty utrzymania, odśnieżania, remontów- i z ulgą wróci do miasta gdzie płacą
              czynsz i wymagają od ciecia
              Do tego: ci co kupili domy i przeinwestowali zobaczą, ze nie dają rady spłacać
              kredytu, a dom niekoniecznie będą chciały dzieci w spadku- i bedą chcieli sprzedać.

              To sprawi ze domy pójda na łeb na szyję w dół.
            • Gość: ? W Polsce brakuje 2 mln mieszkan? IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 02.02.08, 11:22
              Skad ta liczbe?
              6 lat przeprowadzono census i wyszlo ,ze brakuje milion mieszkan .Od
              tej pory z Polski wyemigrowaly 2 mln ludzi ,wybudowano ponad 600 tys
              mieszkan.....
    • Gość: qwe Spadki cen nie oznaczają kryzysu na rynku mieszka IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 01.02.08, 23:07
      Mnie nie interesuje , czy buduje się 100 tys , czy 300 tys .
      Nie obchodzi mnie , czy brakuje 1 milion czy 3 miliony mieszkań .
      Nie ma dla mnie znaczenia , czy mieszkanie kosztuje 3 tys czy 30
      tys/m2 .
      Dla mnie najważniejszy na świecie jest mj domek , który buduję sam
      za gotówkę i wara od niego bankom , firmom deweloperskim i
      dziennikarzom .
      Moja działka to raj na Ziemii . 15 km od Warszawy mogę sobie
      palić ognisko i słuchać szumu sosen .
      Czasem sąsiad przyjdzie na piwko , a jak mam ochotę , to mogę
      sobie włączyć radio na cały regulator .
      Dzisiaj rąbałem sobie dla sportu drzewo , ręce jeszcze pachną
      mi żywicą ..
      Na wiosnę zasadzę jeszcze kilka jałowców ...
      A wy , którzy teg nie rozumiece biegnijcie do swoich
      prawników z problemami typu " jak nie dać się oszukać przez
      dewelopera" . A kiedy już odbierzecie klucze i będziecie
      szczęśliwymi posiadaczami kredytu do końca życia , wyjdźce na klatkę
      schodową i przeczytajcjcie , że wasze dzieci nie mogą grać na
      podwórku w piłkę , bo tak stanowi uchwała jakaśtam ...
    • Gość: orientacja Spadki cen nie oznaczają kryzysu na rynku mieszka IP: *.cust.tele2.pl 01.02.08, 23:08
      ten kto chce wiedziec cos o przyszlosci ten powinien jechac do ex-
      DDR. Mysle, a demografowie w pojedynczych studiach tak przebakuja,
      ze jestesmy w rozwoju demograficznym 15-20 lat do tylu w stosunku do
      tego panstewka.

      Chcecie znac wiec przyszlosc, to back to the future (do DDR na
      rekonesans).

      Wiele domow w kazdym (!) tamtejszym miescie jest pustych, wyburzane
      sa cale budynki, a nawet w pojedynczych przypadkach cale ...
      dzielnice, nie schodza (nie sprzedaja sie) mieszkania na ostatnich
      pietrach od 3. wzwyz. schodza relatywnie dobrze parter,1-2. pietro
      (dziadki nie potrafia sie tak wysoko wspiac, a w wiezowcach z winda
      nikt nie chce mieszkac).
      Pustostany sa wszedzie nawet w Lipsku i Dreznie, w tych miastach,
      ktorym - jak mowią - się udało.

      Inwestycja w mieszkanie w DDR, kazdy kogo sie o to zapytasz,
      spoglada na ciebie z niedowierzaniem, puka sie w czolo!!!!

      Demograficznie Europa sie zwija, Polska niestety przez ostatni upust
      mlodej krwi i pogorszenie (czytaj: podrozenie) warunkow lokalowych,
      ten proces znacznie przyspieszyla. Ceny moga sobie rosnac na
      papierze, prawie nikogo nie bedzie na te ceny stac, kredyty sa cale
      szczescie drozsze i na rynku nie ma juz tak wielu gosci latajacych z
      waliza pieniedzy (gosci ktorzy jeszcze nigdy na nic nie zapracowali).

      Upadek gieldy, lub zmielenie wielu pieniedzy na niej w ostatnich
      miesiacach dal do myslenia i pozbawil wielu (ludziskow) wielu
      zludzen.

      Co sie liczy to lokalizacja, standard, sasiedztwo, infrastruktura.
      Tam ceny moga byc relatywnie wysokie. W innych "ciekawych"
      przybytkach nalezy spojrzec prawdzie w oczy: król jest nagi.
      • Gość: . DDR IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 02.02.08, 11:26
        -w NRD taniej
        -W Czechach i na Slowacji tez taniej.W czeskiej czesci Cieszyna ceny
        2,3 razy nizsze niz w polskiej.
        - Doszlo do tego ,ze nawet w UK z wyjatkiem Londynu ceny
        porownywalne z polskimi

        www.gazetawyborcza.pl/1,82709,4753533.html
        www.gazetawyborcza.pl/1,87648,4883031.html
    • Gość: z co to jest banka spekulacyjna IP: *.icpnet.pl 03.02.08, 13:29
      Fenomen bańki spekulacyjnej


      Dzisiejszy świat żyje wspaniałą koniunkturą obecną właściwie na
      wszystkich możliwych rynkach, począwszy od akcyjnych, przez
      surowcowe, skończywszy na nieruchomościach. Mimo pewnych oznak
      spowolnienia w tym ostatnim segmencie w USA i Wielkiej Brytanii,
      tempo globalnej hossy przyspiesza zgodnie z bezprecedensowo rosnącą
      podażą pieniądza oraz podnoszonymi przez rozliczne instytucje
      prognozami rozwoju światowej gospodarki.

      Na pewnym etapie każdego długoterminowego trendu wzrostowego nasuwa
      się jednak pytanie: Kiedy rynkowa wycena aktywów przestaje mieć
      racjonalne uzasadnienie w fundamentach i staje się wyrazem masowej,
      emocjonalnej spekulacji tłumów? Oczywiście precyzyjnej odpowiedzi
      nie ma, gdyż niemożliwe jest określenie granicy oddzielającej dwa
      powyższe stany. Proces odrywania się cen rynkowych od fundamentów
      może trwać nawet latami i tak właśnie formuje się bańka spekulacyjna
      (asset bubble).

      Bardzo ważnym spostrzeżeniem dotyczącym baniek spekulacyjnych jest
      to, że utrzymują się one dłużej niż by tego powszechnie oczekiwano,
      pęczniejąc do absurdalnych rozmiarów. Znamienną cechą wspólną tych
      irracjonalnych ruchów cenowych jest występowanie trendu
      hiperbolicznego na ich końcowym etapie. Niezmiennie na przestrzeni
      dziesięcioleci każda bańka pęka nagle, pośród euforii i
      hurraoptymizmu, generując dotkliwe straty u dużej grupy graczy,
      którzy kupowali jako ostatni.

      Fenomen powtarzalności tego mechanizmu na każdym właściwie rynku ma
      swoje źródło w ludzkiej psychice. Psychice karmionej emocjami
      stającymi się udziałem coraz szerszej zbiorowości, stopniowo
      zagłuszającej racjonalną kalkulację, skłaniającej rozum do
      niebotycznych oczekiwań i popychającej uczestników do zachowań
      stadnych. Warto przybliżyć choćby dwa znamienne (aczkolwiek nie tak
      popularne jak amerykański krach z 1929 r.) przykłady z historii,
      skonfrontować je z dzisiejszymi wydarzeniami na rynkach by
      odpowiedzieć sobie na pytanie, czy cokolwiek się zmieniło mimo
      postępu cywilizacyjnego.

      Spektakularne bańki w historii

      W czasach, gdy Polska Władysława IV rozciągała się po Morze Czarne,
      a Europą targała Wojna Trzydziestoletnia, Holandia stanęła w 1634 r.
      u progu tulipanowej manii. Niejaki botanik Charles de l'Ecluse,
      który przywiózł na Niderlandy 40 lat wcześniej z Konstantynopola
      pierwszą tulipanową cebulkę, nie mógł przypuszczać, że obiekt ten
      stanie się rozchwytywanym narodowym symbolem szlachectwa i bogactwa.
      Zainteresowanie kwiatami zostało dodatkowo spotęgowane niegroźnym
      wirusem, który spowodował na tulipanowych płatkach powstanie
      pięknych ognistych wzorów.

      Oprócz statecznych przedstawicieli ówczesnej klasy średniej do gry
      zaczęli przyłączać się spekulanci, irracjonalnie windując ceny.
      Szaleńcza gorączka stała się udziałem "ulicy", a dla jednej
      tulipanowej bulwy sprzedawano inwentarz, produkty rolne, ziemię.
      Według dostępnych relacji, przed pęknięciem tulipanowej bańki w
      lutym 1637 r. był miesiąc, w którym cena cebulki wzrosła
      dwudziestokrotnie.

      Giełda amsterdamska i kilka regionalnych zaczęły oferować
      instrumenty pochodne, by zwiększyć finansowe lewarowanie. Handlowano
      cebulkami, których jeszcze nie widziano, zawierając po
      abstrakcyjnych cenach transakcje typu futures. U szczytu tulipanowej
      bańki miały miejsce transakcje opiewające na 13000 ówczesnych
      florenów za jedną cebulkę. Ugruntowało się powszechne przekonanie o
      świetlanej i dostatniej przyszłości.

      Na początku 1637 roku władze Holandii podjęły kroki zmierzające do
      unieważnienia podpisanych po listopadzie 1636 kontraktów. Uaktywniła
      się podaż od grupy lepiej poinformowanych, co obecnie określa się
      mianem insider trading.

      Do zbiorowej świadomości dotarła wkrótce brutalna prawda, że
      astronomiczne sumy płacone za jedną cebulkę nie mają uzasadnienia
      ekonomicznego (podaż tego towaru rosła z racji zwiększonych upraw).
      W ciągu zaledwie sześciu tygodni od ustanowienia szczytu cena
      cebulki zapikowała 90 %, czyniąc pariasów z rzeszy niedoszłych
      bogaczy. Niewiele później deficytowy do niedawna towar wart był
      ułamek promila ze swojej rekordowej wyceny. Frustracja i depresja
      trwała dekady, podkopując fundamenty gospodarcze całego kraju.

      Osiemnasty wiek - wiek narastającego brytyjsko-francuskiego wyścigu
      o dominację morską i kolonialną, wiek postępującej industrializacji
      budującej nową jakość cywilizacji - również nie był wolny od
      spekulacyjnych manii.

      Zadłużona wskutek działań wojennych Wielka Brytania podpisała w 1711
      roku z instytucją finansową South Sea Company umowę na finansowanie
      długu krajowego w zamian za 6-procentowy roczny kupon. Faktycznie
      dokonywano konwersji długu na akcje emitowane w kolejnych ofertach
      publicznych. Spółka otrzymała przy tym wyłączność na handel w
      strefie mórz południowych, co było wspaniałą wiadomością z racji
      wymiany handlowej z hiszpańskimi koloniami w Ameryce Południowej.
      SSC dążyła równolegle do zmonopolizowania międzynarodowego handlu
      niewolnikami.

      Cała euforia i dramat rozegrały się w 1720 r. Rozchwytywane akcje
      podrożały niemal ośmiokrotnie do czerwca, gdyż obrotny zarząd
      obiecywał krociowe zyski z handlu, który w rzeczywistości ograniczał
      się ledwie do kilku statków rocznie. Szefostwo firmy zaczęło sobie
      zdawać sprawę z przewartościowania papierów, toteż upłynniło swoje
      walory.

      Sir Isaac Newton we własnej osobie zdążył zarobić na pęczniejącej
      bańce 7000 funtów, sprzedając akcje w przeczuciu nadchodzącego
      krachu. Balon rósł dalej, więc naukowiec na przekór swojej mądrości
      kupił SSC ponownie i tym razem już uciec nie zdążył, tracąc
      trzykrotność wcześniejszego zarobku. Krach przecenił akcje z 950 na
      200 funtów w ciągu 4 miesięcy, a w 1721 roku jednym walorem obracano
      za niecałe 100 funtów.

      Podobne wypadki rozegrały się równolegle we Francji, gdzie masowa
      spekulacja wywindowała ceny kolonialnej spółki Mississippi
      dwudziestokrotnie. Pęknięcie bańki szybko sprowadziło notowania do
      punktu wyjścia, rujnując 95% kapitału tych, którzy zainwestowali na
      szczycie.

      W obu krajach szaleńcza i zgubna mania inwestycyjna spowodowała
      wiele samobójstw i pozostawiła długoletnie piętno na gospodarce.
    • Gość: zz --------------------------------- ----------------- IP: *.icpnet.pl 03.02.08, 13:30

      Bańki spekulacyjne dziś

      Minęły stulecia postępu cywilizacyjnego, który zdecydowanie
      przyspieszył pod koniec XX w. Globalizacja, wzrost światowej wymiany
      handlowej i rozwój rynków finansowych to czynniki otwierające nowe
      możliwości inwestycyjne. Jednak ludzie dalej są ludźmi niezależnie
      od coraz bardziej wyrafinowanych nowinek technicznych ich
      otaczających.

      Od czasu Wielkiej Depresji w USA (1929-1933) gospodarka światowa
      rozwija się dynamicznie, a dotychczasowe recesje były względnie
      płytkie. Wyjątkiem jest tutaj Japonia, która w latach
      osiemdziesiątych ubiegłego wieku stała się areną jednej z
      największych baniek inwestycyjnych. Krach na rynkach akcji i
      nieruchomości rozpoczął się w 1989 r., zatapiając indeks Nikkei o
      80% licząc od szczytu do roku 2003 i pogrążając gospodarkę japońską
      w recesji naznaczonej deflacją.

      Równie dobrze zdokumentowano i opisano spekulacyjny balon na
      spółkach nowej technologii w USA, który dożył swoich dni na
      przedwiośniu 2000 r. Jak zwykle, masowo i bezkrytycznie kupowano
      świetlaną przyszłość, tłumacząc galopujący wzrost cen aktywów
      przestawianiem się gospodarki na zupełnie nowe tory i negując
      dotychczasowe reguły ekonomii. Miraże karmione kreatywną
      księgowością i ludzką naiwnością prysnęły, a notowania setek
      dotcomów spadły o ponad 90%, wywołując minirecesję w całej
      gospodarce.

      Bezprecedensowy wzrost podaży pieniądza obserwowany zwłaszcza po
      2001 r. sprzyja nadmuchiwaniu kolejnych balonów spekulacyjnych.
      Globalny kapitał skwapliwie tę okazję wykorzystuje, co widać po
      zachowaniu licznych giełd akcji i rynków surowców. Zatem gdzie dziś
      można zlokalizować najbardziej niebezpieczne bańki spekulacyjne?

      Obecnie obserwujemy schyłek eldorado na rozgrzanym do czerwoności
      amerykańskim i brytyjskim rynku nieruchomości. Sytuacja w USA
      została opisana przy jednej z poprzednich okazji, jednak warto
      nadmienić, że znaczna część tamtejszej gospodarki stoi od pięciu lat
      boomem budowlanym napędzanym przez tanie do niedawna kredyty
      hipoteczne. Kumulujące się zapasy niesprzedanych domów stoją w
      rażącej niezgodzie z nieubłaganym regresem demograficznym, a rosnące
      stopy procentowe pogarszają relację wielkości raty hipotecznej do
      dochodów z wynajmu. Możliwe pęknięcie tej bańki stwarza zagrożenie
      dla światowej gospodarki przynajmniej na kilka lat, gdyż Amerykanie
      generują 1/5 globalnego PKB.

      Można przedłożyć tezę, że bardzo niebezpieczne rozmiary przybiera
      również mania inwestowania w akcje największych (i części
      mniejszych) spółek notowanych na rodzimej Giełdzie Papierów
      Wartościowych. Nieustanny i ostatnio coraz bardziej spekulacyjny
      wzrost cen miedzi do ponad 8000 dolarów za tonę (pięciokrotny w
      ciągu ostatnich trzech lat) przełożył się na hiperboliczny trend
      wzrostowy akcji KGHM. Gwałtowny wzrost dynamiki napływu gotówki do
      agresywnych funduszy akcyjnych wywindował ceny wielu spółek na
      poziomy nieuzasadnione fundamentalnie.

      Warto skonfrontować skalę wzrostu rynku mierzoną indeksem WIG20 z
      wynikami innych parkietów w regionie. Indeksy: polski, czeski i
      węgierski solidarnie wzrosły od wiosny 2003 ponad trzykrotnie.
      Jednak praski indeks PX50 od początku bieżącego roku kreśli groźną
      formację dystrybucyjną, natomiast budapeszteński BUX osiadł w
      okolicy szczytów z października ubr.

      Środowiska rządowe i liczne okołorządowe ośrodki badawcze tryskają
      optymizmem podnosząc prognozy wzrostu PKB. Społeczeństwo ulega
      czarowi reklam funduszy inwestycyjnych i coraz więcej ludzi decyduje
      się powtórzyć sukces tych, którzy zainwestowali 1-2 lata temu.
      Miesięczne saldo wpłat i umorzeń w TFI sięga 3 mld złotych i w maju
      łączne aktywa funduszy mogą przekroczyć 80 mld.

      Jako pewnik na najbliższe lata przyjęto, że wzrost gospodarczy
      przekroczy 5% i do tych śmiałych prognoz odnoszone są zabiegi
      księgowe związane z szacowaniem deficytu budżetowego. Finanse
      państwa czeka wzmocnienie napięć wynikające ze wzrostu roszczeń
      płacowych w sektorze budżetowym. Wszyscy zdają się być oswojeni z
      odczytami rocznej inflacji na poziomie 0,6%, która zapewne znacznie
      przyspieszy z dwóch co najmniej powodów: podwyżki płac oraz
      niepokojąco rozpędzających się cen nieruchomości.

      Można dziś wskazać przykładowe spółki, których wycena rynkowa
      szybuje, coraz bardziej odrywając się od fundamentów. Cudowne
      odkrycie tłumów, czyli spółka Bioton wzrosła od debiutu niemal
      dziesięciokrotnie na fali roztaczanych planów azjatyckiej ekspansji.
      Nader optymistycznie zakładając, że spółka zarobi w tym roku 60 mln
      zł netto (8,6 mln za I kwartał jest już faktem), daje to 30 groszy
      zysku na akcję, wycenianą przez rynek na... 37 złotych. Wartość
      księgowa przypadająca na akcję wynosi około 1,5 zł. Wskaźniki
      Cena/Zysk i Cena/WK sięgające odpowiednio 125 oraz 25 chyba dobitnie
      odpowiadają na pytanie, czy firma jest przewartościowana. Nie
      negując wdrażanych już ambitnych planów ekspansji odnosi się
      wrażenie, że tłum spekulantów kupuje bardzo odległą przyszłość
      spółki i to wyłącznie w różowych kolorach. Równie gorliwie porywa
      wyobraźnię tłumów Getin Bank, jak również spółki zapowiadające
      krociowe inwestycje w wytwarzanie biopaliw.

      W odniesieniu do całego rynku, na razie nikt w mediach nie stawia
      głośno pytania, co się stanie w razie nadejścia średnioterminowych
      spadków na giełdach światowych. Co się stanie, gdy kapitał
      zagraniczny przepłynie do amerykańskich obligacji o kuponie
      przewyższającym oprocentowanie oferowane przez liczne emerging
      markets.

      Od początku 2006 r. trwa dystrybucja akcji na tych rynkach ze strony
      kapitału zagranicznego, a krajowe instytucje finansowe napędzane
      gotówką od społeczeństwa są zdolne zgłosić popyt przewyższający
      podaż. Głównie za sprawą KGHM i banków wywindowano indeks WIG20
      powyżej 3300 punktów, tak jakby hossa surowcowa i kredytowa miała
      trwać wiecznie. Tłum drobnych inwestorów mimowolnie stał się
      pośrednim spekulantem na rynku surowców. Akceptuje się coraz wyższe
      ceny, uznając giełdę za maszynkę do robienia pieniędzy.

      W pewnej chwili napływ środków do funduszy ustanie, w pewnym
      momencie w przyszłości coraz bardziej realny będzie odpływ kapitałów
      z funduszy agresywnych w obliczu wzrostu stóp procentowych.

      Systematyczny wzrost awersji do ryzyka skutkujący odpływem kapitału
      z emerging markets widać już na giełdzie tureckiej, której indeks
      ISE 100 oddalił się już od szczytu na niemal 20%. Jako najnowszy
      przykład tego, jak silne bywa pęknięcie bańki spekulacyjnej niech
      posłuży tegoroczny krach na giełdach państw znad Zatoki Perskiej.
      Główny indeks giełdy w Dubaju (Zjednoczone Emiraty Arabskie) wzrósł
      dziesięciokrotnie od maja 2003 do grudnia 2005, osiągając 1260
      punktów. Pęknięcie bańki obniżyło do dziś wartość indeksu o ponad
      60%.

      Spekulacyjna mania nie ominęła dużej giełdy w Arabii Saudyjskiej,
      której indeks w ciągu trzech lat wystrzelił powyżej 20 000 punktów
      notując ośmiokrotny wzrost. Koniec złudzeń jest tyleż nieoczekiwany
      co bolesny, gdyż krach któremu towarzyszyły rekordowe obroty zniósł
      indeks Tadawul o połowę, powodując frustrację i niepokoje społeczne.
      Nawet rynek w Kuwejcie, imperium ropy naftowej, poddał się przecenie
      o jedną czwartą. Wydarzenia te zaszły mimo imponującego wzrostu
      gospodarczego regionu, inkasującego petrodolary w gigantycznych
      ilościach.

      Jak widać, polski parkiet wcale nie jest pozbawiony zagrożeń, a
      ignorowanie złych informacji nie może trwać w nieskończoność.
      Argumentowanie, że bessa jest abstrakcyjnym tworem, który nie ma
      racji bytu tysiąc razy w historii rynków finansowych skończyło się
      masową kontuzją i tak samo będzie po raz tysiąc pierwszy. Pewnego
      dnia najbardziej dramatyczna będzie konstatacja, że oto nagle akcje
      stały się niepotrzebną większości mortadelą, irracjonalnie wycenioną
      drożej niż najwyższej klasy polędwica.

      Żeby uniknąć przyszłego rozczarowania, warto już dziś
      • Gość: CV* Aby uniknąć rozczarowania IP: *.chorzow.n4a.pl 04.02.08, 18:53
        Warto już dziś... podać autora tekstu, który się cytuje!
    • Gość: z --------------------------------- ----------------- IP: *.icpnet.pl 03.02.08, 13:36
      krach na rynku nieruchomosci to kwestia czasu.
      nienormalnym jest fakt zeby mieszkania 30 lub 40 letnie z wielkiej
      plyty znjadowaly kupcow po cenie 400- 480 tys zl, a takie
      transakacje mialy miejsce w poznaniu!

      kiedy ktos taki przestanie splacac kredyt i mieszkanie przejmie
      bank, ktory wystawi je na rynek, za kilka lat nie znjadzie kupca
      nawet za 300 tys. i wtedy kto jest poszkodowany, wlasciciel ktory
      utopil kase, czy bank ktoryemu bedzie brakowalo pieniedzy?
      odpowiedz: i byly wlasciciel i bank!
      sytuacja jakby podobna z pewnego kraju...
      pozdrowienia dla normalnych!
    • Gość: NIE KUPUJCIE MIESZ NIE kupujcie mieszkan IP: *.icpnet.pl 03.02.08, 13:38
      www.wprost.pl/ar/121374/Nie-kupujcie-mieszkan/
    • Gość: interesujace <a href="http://www.nytimes.com/2005/12/25/business/yourmon" targe IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 05.02.08, 20:44
      www.nytimes.com/2005/12/25/business/yourmoney/25japan.html
      • Gość: kawu Re: <a href="<a href="http://www.nytimes.com/2005/12/2" target IP: *.spray.net.pl 06.03.08, 23:41
        niestety na naszym rynku tez to niektorych czeka :-(
    • Gość: Ronczka Dewelopmęt Towarzysz Jan Winnicki wypowiada się na temat: IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 06.02.08, 19:49
      Obserwowane trudności na rynku mieszkań, postuluje się rozwiązywać w najbliższej
      przyszłości przez działania nieinwestycyjne i niskonakładowe. Tak więc pierwszą
      decyzją będzie wstrzymanie budów na okres trzech lat, co spowoduje oszczędności
      na materiałach budowlanych zwłaszcza tych importowanych. Z drugiej zaś strony
      spowoduje wyraźny, bo o siedem koma trzy procenta wzrost płac realnych. Dziękuję
      bardzo.
    • Gość: LatarniaFinansowa A moze nizszy kredyt? IP: 212.244.191.* 11.02.08, 10:15
      Szukanie odpowiedniego kredytu hipotecznego może być zmorą.

      Na szczęście można inaczej;
      - w domu z filizanka aromatycznej kawy
      - przed wlasnym komputerem...

      I co wazniejsze moze to byc i prostsze i tansze.

      Na Aukcji Kredytu LatarniaFinansowapl to banki skladaja Tobie
      oferte, a ty czekasz na najlepsza dla siebie.

      A co najwazniejsze to nic ie kosztuje i dziecinnie proste :)
    • Gość: korektor Spadki cen nie oznaczają kryzysu na rynku mieszka IP: *.tunnel.hp.net 20.03.08, 15:06
      Generalnie jestem zdania, że rynek jest przewartościowany tzn. nie może być tak, że nadprzeciętnie zarabiającego nie stać na przeciętne mieszkanie. Zarabiając podwójną przeciętną warszawską (ok. 2 x 3.200 brutto) dałem się 'wycenić' przez banki i stać mnie na kredyt < 450 tyś. na 40(!) lat. Za te pieniądze dostanę przy aktualnych cenach za m w stolicy najwyżej 50 - 60 m. A gdzie bedą kiedyś mieszkać moje dzieci?
      Nie wiem, ilu jest chętnych zarabiających wystarczająco dużo aby kupić te mieszkania po 80 - 150 m, ale czy wystarczy ich aby pokryć podaż na rynku?
      Czy deweloperzy i spekulanci naprawdę bedą czekać na wzrost zarobków? A gdzie przepowiednie dalszego wzrostu cen?

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka