15.01.04, 23:36
Nowy wątek poświęcony wyłącznie jednemu zespołowi. A co? Panowie z EL&P
zasługują na pewno na takowy. Kolejny zespół zaliczany do czołówki nurtu
zwanego Art-Rockiem. Można nawet napisać, że to supergrupa. Nazwą taką zwykło
nazywać się zespoły skupiające byłych członków innych znanych bandów. W takim
przypadku EL&P to wzorzec. Emerson grał w The Nice, Lake w King Crimson,
Palmer w Atomic Rooster. Co powstało po spotkaniu i połączeniu sił twórczych
tych trzech panów? Piękne płyty, rozbudowane kompozycje, ciekawe aranżacje,
czeste zmiany rytmiczne itp.itd, czyli to, za co jedni kochają Art-Rock, a
inni go nienawidząsmile Emerson w zespole obsługiwał instrumenty klawiszowe, i
używał ich w bardzo ciekawe sposoby (szczególnie na koncertach), Haa miał
nawet mooga wykonanego na zamówienie. Lake gitara basowa, akustyki i
elektryki, Palmer- wiadomo, bębny. Szkoda, że tylko Lake potrafił śpiewać w
tym zespole, czego skutkiem było mniej harmonii wokalnych tak perfekcyjnie
rozwiniętych np. w Yes czy Moody Blues. Palmer- jak on pieknie, szybko, i
niesamowicie potrafił grać w latach 70. Najlepszym dowodem na to jest
zakończenie utworu Barbarian, z debiutanckiej płyty, to co on tam wyprawia
powoduje u mnie za każdym razem pełem podziw. Lake- jeden z najpiękniejszych
wokali w muzyce rozrywkowej. Panowie mieli zatem ogromny potencjał, i
potrafili go dobrze wykorzystać. Przynajmniej do czasusmile Płyty takie jak:
EL&P, Tarkus, Trilogy, Brain Salad Syrgery, Czy też brawurowe wykonanie
Pictures At An Exhibition, to płyty bez których nie wyobrażam sobie mojej
płytoteki. Brak stałego gitarzysty w tym wypadku jest dla mnie zaletą.
Przynajmniej Emerson mógł się wyżyćsmile, i prezentować karkołomne popisy i
chwalić się swoimi umiejętnościami. Zresztą jak na trio, ich brzmienie było
bardzo bogate. Niestety koniec lat 70 i 90, to całkowite wypalenie się
muzyków. Płyty powstawały coraz słabsze, Lake`owi całkowicie siadł głos, ale
mimo to koncert, który został nagrany w Polsce w 97 i wydany oficjalnie
uważam za bardzo dobry.
Teraz czekam na Wasze opinie.

pzdr
Jos
Obserwuj wątek
    • vulture welcome back my friends 16.01.04, 05:15
      Grupa jest piętnowana przez fanów rocka, ponieważ ELP nie używali gitary
      elektrycznej, mimo to potrafili - moim skromnym zdaniem - wykrzesać dużo
      dynamiki z tworzonych przez siebie kompozycji. Praktycznie do "Brain Salad
      Surgery" wszystkie albumy trzymały równy poziom, potem już było gorzej. Po
      wydaniu piosenkowego "Love Beach" (widzieliście okładkę? Buahaha!!!) panowie
      rozwiązali ELP i po paru przymiarkach (Emerson Lake & Powell, Three) wrócili w
      latach 90-tych, ale to już nie było to.

      Dla mnie dużym mankamentem ELP jest to, że szybko "zużyli się", brzydko mówiąc,
      dwaj muzycy - Carl Palmer, który grał coraz prościej (podczas obecności w
      grupie Asia chyba osiągnął to, co chciał), oraz Greg Lake, któremu
      najzwyczajniej w świecie zjebał się głos (chociaż obecne brzmienie jest
      przyjemne, to szok w zestawieniu nagrań z lat 70. i 90. jest spory).

      Sami muzycy podobno kłócili się ostro podczas nagrywania ostatniej płyty, "In
      The Hot Seat" - z wywiadów dla "Tylko Rocka" wynika, że Palmer ciągnął zespół w
      stronę prosztszej muzyki, podczas gdy Lake chciał nagrywać coś bardziej
      ambitnego. Panowie zresztą od dawna nie są przyjaciółmi i traktują ELP jak
      pracę w firmie, co na pewno wpływa na jakość nagrań oraz na to, że jest ich
      ostatnio tak niewiele.
      • joseph80 Re: welcome back my friends 16.01.04, 12:14
        vulture napisał:

        > Po
        > wydaniu piosenkowego "Love Beach" (widzieliście okładkę? Buahaha!!!)



        Ooooooo tak. Jedna z najbardziej odrażających, prymitywnych okładeksmile
        związanych z rockiem, jakie widziałem. Przez tę okładkę do dziś dnia nie mogę
        się skusić by kupić tę płytęsmile.



        > Dla mnie dużym mankamentem ELP jest to, że szybko "zużyli się", brzydko
        mówiąc,
        > dwaj muzycy - Carl Palmer, który grał coraz prościej (podczas obecności w
        > grupie Asia chyba osiągnął to, co chciał)


        Fakt, jego gra uległa degradacji (o ile można tak napisaćsmile. Co najdziwniejsze
        2 razy był ostatnio we Wrocławiu, a ja nie widzialem go ani razu. GRRRRRRRRR...
        Zawsze się dowiadywałem po fakcie. Fuck.
        Jeden mój znajomy powiedział, że jego pierwszy występ sprzed ok 2 lat (drugi
        miał miejsce chyba w październiku ubiegłego rokusmile był tragiczny. Podobno
        Palmer wypadł żałośnie. Na usprawiedliwinie miał tylko to, że wystąpił z
        jakimiś muzykami z Polski, i był to ich pierwszy wspólny występ. A czy to
        prawda, że Palmer miał jakiś wypadek? Motocyklowy? I po tym wypadku jego gra
        bardzo się pogorszyła. Coś mi się obiło o uszy, ale pewny nie jestem.

        pzdr
        • Gość: Lukas ELP IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 16.01.04, 17:46

          No tak ,jeden z gigantow rocka progresywnego....lubie do "Brain salad surgery"
          i jakies pojedyncze fragmenty z dziel pozniejszych (a koncerty chyba
          wszystkie ,mimo skopania sie glosu Lake'a).To byl ten zespol ,ktory "przegial":
          magalomanska oprawa koncertow,trasa z orkiestra ,pompatyczne suity,brak
          gitary,absolutna wirtuozeria...mlode punki az sie gotowaly wink.Mi takie granie
          bardzo sie podoba ,glownie ze wzgledu na Emersona.Mial mnostwo swobody i umial
          to wykorzystac,a poza tym to jedna z postaci Wielkiej Trojcy Klawiszowcow (Lord-
          Emerson-Wakeman) lat 70. Podobno pierwotnie ,po rozwiazaniu Nice czy moze nawet
          wczesniej,chcial sie skumplowac z Hendrixem - moim zdaniem nic dobrego by z
          tego nie wyszlo (psychodeliczne "lanie wody" Hendrixa nie pasowaloby do
          klasycyzujacych , perfekcyjnie zagranych pazazy Emersona).Niestety , zespol
          dosc szybko sie "zuzyl" i moim zdaniem dotyczy to takze Keitha (jego
          pomyslow,nie gry),ale coz,moze czasy juz byly inne....
          • joseph80 Re: ELP 16.01.04, 18:04
            Gość portalu: Lukas napisał(a):

            >To byl ten zespol ,ktory "przegial":
            > magalomanska oprawa koncertow,trasa z orkiestra ,pompatyczne suity,brak
            > gitary,absolutna wirtuozeria...mlode punki az sie gotowaly wink


            He he. Świetne. Właśnie dlatego lubię czytać Twoje postysmile


            >a poza tym to jedna z postaci Wielkiej Trojcy Klawiszowcow (Lord
            > -
            > Emerson-Wakeman) lat 70


            Ja bym tu jeszcze wymienił Moraza, oraz T. Banksa.


            > Podobno pierwotnie ,po rozwiazaniu Nice czy moze nawet
            >
            > wczesniej,chcial sie skumplowac z Hendrixem ....


            Ha, ja nawet słyszałem, że zespół miał się nazywać HELP (czyli Hendrix,
            Emerson, Lake & Palmerwink. Ale to chyba nic innego jak plotka, którą można
            włożyć pomiędzy bajkismile

            Pzdr
            Jos
            • vulture Re: ELP 16.01.04, 19:46
              joseph80 napisał:

              > Ha, ja nawet słyszałem, że zespół miał się nazywać HELP (czyli Hendrix,
              > Emerson, Lake & Palmerwink. Ale to chyba nic innego jak plotka, którą można
              > włożyć pomiędzy bajkismile

              O, na pewno. Równie dobrze mógł powstać zespół Foryś Urbaś Chojnacki Kora.

              Co do ELP, słusznie zauważono, bodajże w "TR, że zespół ten był niby
              supertriem, ale jedynym wyróżniającym go muzycznie czynnikiem była gra
              Emersona, bo ani Lake ani Palmer tacy bardzo charakterystyczni nie byli...
              • Gość: Lukas Palmer IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 17.01.04, 12:01
                > Co do ELP, słusznie zauważono, bodajże w "TR, że zespół ten był niby
                > supertriem, ale jedynym wyróżniającym go muzycznie czynnikiem była gra
                > Emersona, bo ani Lake ani Palmer tacy bardzo charakterystyczni nie byli...

                Dziwne ,ze tak Palmerowi pojechali....co do Lake'a to bym sie zgodzil ,bo
                jakims wybitnym basista nie byl (jest) - za to mial glos,ale Palmer ,zdaje
                sie ,byl na poczatku lat 70. uwazany za "cudowne dziecko perkusji".
            • Gość: Lukas Re: ELP IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 17.01.04, 11:57
              > Ja bym tu jeszcze wymienił Moraza, oraz T. Banksa.

              Masz racje ,bylo wielu ,moze nawet ciekawszych niz wymienieni przeze mnie (np
              Dave Stewart z Egg - ktos pamieta?),ale gdyby wydarzyla sie jakas tragedia i
              wszystkich rockowych klawiszowcow zmiotloby z Ziemii,to ze stylow trojki Lord-
              Emerson-Wakeman moznaby odtworzyc niemal wszystkich wink
              • vulture cudowne dziecko perkusji 17.01.04, 13:17

                Zauważ, że jakoś Palmer nie jest po latach wymieniany, jako perkusista
                inspirujący, jak np. Bruford. Ale, oczywiście, do połowy lat siedemdziesiatych
                można uznać, że grał znakomicie. Potem, niestety, było już coraz gorzej - i w
                zespole Asia, i w reaktywowanym ELP nawet na moment nie zbliżył się do poziomu,
                prezentowanego przed laty.
                • Gość: Lukas Re: cudowne dziecko perkusji IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 17.01.04, 19:34
                  Palmer pewnie uswiadomil sobie (slusznie),ze skomplikowana gra = male pieniadze
                  i przestal "mieszac" ,a zaczal brac udzial w mniej skomplikowanych
                  projektach.Tylko dziwne ,ze na ostatnich 2 plytach ELP gra jak automat -
                  przeciez tu mogl sobie pozwolic na ekstrawagancje,wszyscy wrecz tego
                  oczekiwali.Zapomnial czy co? A teraz dla odmiany gra w czyms w stylu "ELP
                  tribute band" i odgrzewa starocie,w tym Tarkusa.Niekonsekwentny jakis.
              • joseph80 EGG 17.01.04, 15:42
                Gość portalu: Lukas napisał(a):


                > Masz racje ,bylo wielu ,moze nawet ciekawszych niz wymienieni przeze mnie (np
                > Dave Stewart z Egg - ktos pamieta?)

                Ja nie dość, że nie pamiętam to w dodatku w ogóle nie znam tego zespołusad. Może
                kilka słów zachęty z Twojej strony Lukasiesmile.

                Swoją drogą zastanawia mnie dlaczego tak 'dużo' osób wpisuje sie ostatnio do
                watków związanych z Art-rockiem. W ELP: Vulture, Lukas i ja, a w Stevie H.
                tylko Vulture i ja. Jakieś lenistwo opanowało forumowiczów? Bo nie uwierzę, że
                jesteśmy jedynymi którzy znają choćby ELPsmile.

                pzdr
                Jos
                • Gość: Lukas Re: EGG IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 17.01.04, 19:14
                  Egg - w skrocie: Zespol bardzo przypominajacy The Nice i ELP (choc powstal
                  wczesniej niz ten drugi) z dodatkami tzw.brzmienia Canterbury.Troche wplywow
                  muzyki klasycznej,jazzu ,pojawiaja sie tez fragmenty atonalne.Polecam dwie
                  pierwsze plyty ,"Egg" i "The Polite force",choc moga byc problemy z
                  dostepnascia (legalnie....).
                  To byl takze zespol z ...jajem wink.Mimo ze grali pokrecone rytmicznie
                  kawalki ,to wszystko przyprawione bylo specyficznym poczuciem humoru (tytuly
                  utworow,wokal),na szczescie nie w stylu "Are you ready Eddy?" ELP.Muzycy -
                  pierwsza klasa ,szczegolnie klawiszowiec Dave Stewart (nie mylic z gosciem z
                  Eurythmics!) - kto wie czy nie lepszy od wczesnego Emersona.Gitary brak -
                  podobnie jak w ELP raczej by sie nie sprawdzila.Natomiast z gitarzysta ten sam
                  sklad nagral bardzo fajna plyte pod szyldem "Arzachel" - granie bardziej
                  psychodeliczne i mroczne,troche "odjechane" miejscami.

                  > Bo nie uwierzę, że
                  > jesteśmy jedynymi którzy znają choćby ELPsmile.

                  Jedynymi moze nie ,ale wiekszosc forumowiczow woli inna muzyczke.Świeższą ,jak
                  to lubia mowic wink
                  • Gość: Kosa Re: ELP IP: *.aster.pl / *.acn.pl 17.01.04, 20:10
                    ELP to Giganci rocka, slabo znacie zespol, przykro czytac Wasze wypowiedzi.
                    Pzdr.
                    • vulture oh what a sucky man he was 17.01.04, 23:01
                      Gość portalu: Kosa napisał(a):

                      > ELP to Giganci rocka, slabo znacie zespol, przykro czytac Wasze wypowiedzi.
                      > Pzdr.

                      bardzo proszę o sprecyzowanie adresata tej wypowiedzi
                  • Gość: Maciek Makowski Re: EGG IP: *.acn.waw.pl 17.01.04, 20:21
                    > Polecam dwie
                    > pierwsze plyty ,"Egg" i "The Polite force",choc moga byc problemy z
                    > dostepnascia (legalnie....).

                    Z dostępnością rzeczywiście jest kiepsko
                    • joseph80 Re: EGG 18.01.04, 10:38
                      Lukas, Maciek dzięki za odpowiedzi o EGG. Niestety Polska to dziwny kraj i z
                      dostępem do tych płyt może być bardzo ciężko, ale zawsze jakieś alternatywne
                      sposoby się znajdąwink

                      Jeszcze jedna sprawa. Po co ELP nagrywali piosenki typu 'Are You Ready Eddy?',
                      czy też 'Benny The Bouncer'. Te utwory w ogóle nie pasowały do klimatu płyt na
                      których sie znajdowały. No ale Emerson pewnie miał w tym jakis celwink
                      He he, zapomnialem jeszcze o 'The Sheriff'

                      pzdr
                      • vulture Benny, Eddy, Sheriff i inne dziady 18.01.04, 12:35
                        Eddy, Sheriff i Benny to miały być, zdaje się, jakieś surrealistyczne żarty
                        muzyczne. Szczerze powiedziawszy, gdy po raz pierwszy słuchałem
                        albumu "Tarkus", na któym umieszczony jest jeden z takich wygłupów, "Jeremy
                        Bender", to muszę przyznać, że w kontekście powagi całego albumu, nawet mnie
                        rozśmieszył, zwłaszcza tekstem.

                        Za to nie za bardzo rozumiem, po co ELP nagrywali rzeczy, które potem ujrzały
                        światło dzienne na śmietniku pt. "Works vol. 2" - połowa dla dobra muzyków i
                        słuchaczy mogłaby nie powstać.

                        O zasadności wydawania "Re-works" chyba już tu wspominałem.
              • kozlorf Re: ELP 06.02.04, 21:34
                > ...ale gdyby wydarzyla sie jakas tragedia i
                > wszystkich rockowych klawiszowcow zmiotloby z Ziemii,to ze stylow trojki Lord-
                > Emerson-Wakeman moznaby odtworzyc niemal wszystkich wink

                W szczególności Chicka Coreę, Joe Zawinula, Keitha Jarreta, Herbiego Hancocka,
                Jana Hammera oraz George'a Duke'a. Albo Jordana Rudessa, żeby z innej beczki
                nieco wyskoczyć. Przykro mi bardzo, ale nie zgadzam się z Tobą, wymienieni
                trzej członkowie trójcy byli klawiszowcami co najwyżej przeciętnymi. Tylko
                promocja była udana.
                • Gość: Maciek Makowski Klawiszowcy IP: *.acn.waw.pl 06.02.04, 21:41
                  kozlorf napisał:

                  > > ...ale gdyby wydarzyla sie jakas tragedia i
                  > > wszystkich rockowych klawiszowcow zmiotloby z Ziemii,to ze stylow trojki L
                  > ord-
                  > > Emerson-Wakeman moznaby odtworzyc niemal wszystkich wink
                  >
                  > W szczególności Chicka Coreę, Joe Zawinula, Keitha Jarreta, Herbiego Hancocka,
                  > Jana Hammera oraz George'a Duke'a. Albo Jordana Rudessa, żeby z innej beczki
                  > nieco wyskoczyć.

                  Coreę, Zawinula i Hancocka da się jeszcze pod rocka podciągnąć, ale z Jarretem
                  to już chyba przesada.
          • kozlorf Re: ELP 06.02.04, 21:28
            >...glownie ze wzgledu na Emersona.Mial mnostwo swobody i umial
            > to wykorzystac,a poza tym to jedna z postaci Wielkiej Trojcy Klawiszowcow
            (Lord
            > -
            > Emerson-Wakeman) lat 70.

            Czy to jakieś oficjalne stowarzyszenie?
        • kozlorf Re: welcome back my friends 06.02.04, 21:24
          > A czy to
          > prawda, że Palmer miał jakiś wypadek? Motocyklowy? I po tym wypadku jego gra
          > bardzo się pogorszyła. Coś mi się obiło o uszy, ale pewny nie jestem.

          Być może wypadek tem pomylił Ci się z wypadkiem innego perkusisty Cozy'ego
          Powella (to ten od Emerson Lake & Powell) sprzed 5 lat. Gra tego ostatniego po
          wypadku pogorszyła się zdecydowanie - zginął w nim na miejscu.
    • Gość: Jerzyk Re: EL& P IP: *.chello.pl 18.01.04, 12:05
      Ja tylko ustosunkuje sie do jednego z watkow Waszej dyskusji, a mianowicie do
      sugerowania, ze Lake to nic nadzwyczajnego, a w zespole ELP tylko Emerson byl
      wielka indywidualnoscia.
      Tak sie jednak sklada, ze Lake uwazany jest za jednego z najlepszych wokalistow
      rocka (ocena podsumowuje jego dokonania solowe, dzialalnosc w ELP, jak i wklad
      w tworzenie jednego z najwazniejszych albumow w calej historii gatunku, czyli
      pierwszego albumu King Crimson).



      • vulture Re: EL& P 18.01.04, 12:14
        1. Lake to nie tyle "nic nazwyczajnego" co:
        a. wokalista na pewno nie dysponujący tak charakterystycznym głosem, jak np.
        David Coverdale, Ronnie James Dio, John Wetton itp.
        b. wokalista, któremu głos się stosunkowo szybko (w ciągu kilkunastu lat)
        spieprzył dokumentnie - już w nagraniach Emerson Lake & Powell głos Lake'a jest
        o wiele niższy niż na płytach z King Crimson czy w początkach ELP

        2. Przytoczyłem przeczytaną opinię, niemniej uważam, że trochę racji w niej
        jest. Nie żebym deprecjonował wkład Carla Palmera i Grega Lake'a w twórczość i
        brzmienie ELP oraz w historię muzyki progresywnej, ale po prostu inni muzycy,
        wymienieni przeze mnie powyżej, byli bardziej i może szybciej rozpoznawalni niż
        Lake i Palmer. Mam nadzieję, że wyraziłem się jasno.
        • Gość: Jacek Re: EL& P IP: *.warszawa.cvx.ppp.tpnet.pl 18.01.04, 20:21
          Witam !
          To niewątpliwie wielki zespół, bardzo charakterystyczny i łatwo rozpoznawalny
          (na pewno dla "starszych" słuchaczy) - organy Emersona, głos Lake'a i
          perkusista - solista Palmer. Zdecydowanie zapisał się na trwale w historii
          muzyki zwanej art-rockiem, a IMO pierwsze 5 płyt to pozycje obowiązkowe u
          każdego melomana. Co do głosu Lake'a to fakt, że przeszedł dość znaczną
          mutację, ale na szczęście dokonał wcześniej takich pereł jak np. : Epitaph,
          From The Begining, Still ... You Turn Me On czy The Sage. Nie wyobrażam sobie
          bardziej aksamitnego głosu w tych nagraniach.
          Pzdr.
          P.S. Najwyżej cenię sobie Tarkusa - genialny utwór, wspaniały zarówno na płycie
          studyjnej jak i na koncertowej Welcome Back ... .
          • vulture i el pi 19.01.04, 20:10
            Zespół jak najbardziej genialny, choć mam wrażenie, że po latach jakby
            niedoceniany (nie mówię o Polsce, bo tu się pierdzieli takich jak ELP hołubi
            bardziej niż gdzie indziej). Być może nie byli tak medialni jak np. Pink
            Floyd... w każdym razie jakoś mam wrażenie, że nawet takie "Lucky Man" popada
            nieco w zapomnienie, a szkoda.
      • Gość: Lesiek Re: EL& P IP: *.internetdsl.tpnet.pl 19.01.04, 21:37
        > Tak sie jednak sklada, ze Lake uwazany jest za jednego z najlepszych
        wokalistow rocka (ocena podsumowuje jego dokonania solowe, dzialalnosc w ELP,
        jak i wklad
        > w tworzenie jednego z najwazniejszych albumow w calej historii gatunku, czyli
        > pierwszego albumu King Crimson).

        Hmm... pierwszy album King Crimson to chyba jest głównie dzieło McDonalda i
        Frippa.
        Jest kilku piłkarzy, którzy zdobyli po trzy medale mistrzostw świata. Są wśród
        nich geniusze piłki - Pele i Beckenbauer - ale i piłkarze solidni, ale nie
        będący jakimiś supergwiazdami - na przykład Niemiec Overath albo Brazylijczyk
        Cafu. Dla mnie Lake to taki Overath - raczej uzupełnienie składu niż gwiazda
        sama w sobie.
        Ale zaśpiewał Epitafium i tego mu nikt nie zabierze.
        • Gość: Jacek Re: EL& P IP: *.warszawa.cvx.ppp.tpnet.pl 19.01.04, 21:55
          Gość portalu: Lesiek napisał(a):

          > Hmm... pierwszy album King Crimson to chyba jest głównie dzieło McDonalda i
          > Frippa.<

          Witam !
          No chyba nie do końca - w książce Rock Serwisu KC Na dworze Karmazynowego Króla
          w cytowanej wypowiedzi, Greg Lake mówi " miałem udział w większości piosenek na
          pierwszym albumie. Ja napisałem riffy do Schizoid Man i muzykę do Epitaph,
          napisałem także linię melodyczną do In The Court Of The Crimson King ". Chyba
          można mu wierzyć.
          Pzdr.
          • Gość: Lesiek Re: EL& P IP: 195.205.139.* 20.01.04, 08:40
            > No chyba nie do końca - w książce Rock Serwisu KC Na dworze Karmazynowego
            Króla w cytowanej wypowiedzi, Greg Lake mówi " miałem udział w większości
            piosenek na pierwszym albumie. Ja napisałem riffy do Schizoid Man i muzykę do
            Epitaph, napisałem także linię melodyczną do In The Court Of The Crimson
            King ". Chyba można mu wierzyć.

            Chętnie bym usłyszał, co na ten temat twierdzą inni członkowie zespołu.
            • Gość: Jacek Re: EL& P IP: *.cwd.waw.pl / 195.164.254.* 20.01.04, 09:27
              Gość portalu: Lesiek napisał(a):

              > Chętnie bym usłyszał, co na ten temat twierdzą inni członkowie zespołu.<

              Jak to zwykle bywa sukces ma wielu ojców.
              Co by nie powiedzieć utwory takie jak Epitaph, In The COTCK czy In The Wake OP
              są sobie bardzo bliskie i powstały w okresie "Lake'owskim". Po jego odejściu
              trudno już było o takie kompozycje. Analizując jego wkład zarówno w twórczość
              KC jak i EL&P, osobiście wyczuwam tam jego melodykę.
              Pzdr.
              • Gość: Lesiek Re: EL& P IP: 195.205.139.* 20.01.04, 12:46
                > Co by nie powiedzieć utwory takie jak Epitaph, In The COTCK czy In The Wake
                OP
                > są sobie bardzo bliskie i powstały w okresie "Lake'owskim". Po jego odejściu
                > trudno już było o takie kompozycje.

                No tak, ale to samo możesz powiedzieć o McDonaldzie.
                • Gość: Jacek Re: EL& P IP: *.cwd.waw.pl / 195.164.254.* 20.01.04, 15:21
                  Gość portalu: Lesiek napisał(a):

                  > No tak, ale to samo możesz powiedzieć o McDonaldzie.<

                  Fakt, ale trudno przeanalizować jego twórczość (dość ograniczoną) na podstawie
                  jednej solowej płyty - owszem utwór Forever And Ever jest ładny, ale to trochę
                  za mało. Muzycznych podobieństw Foreigner z KC i ELP też się specjalnie nie
                  dopatruję. Lake również się solo nie napracował, ale będąc członkiem EL&P
                  nagrał parę ładnych utworów, w charakterystycznym (IMO tym właśnie) klimacie.
                  Pzdr.
                  • vulture GREG LAKE solo 21.01.04, 17:39

                    Tam wyżej było o Lake'u, więc się dołączę - z jednej strony to on jest autorem
                    ślicznych melodii, które raczej są dokonaniami solowymi, mimo ukazywania się na
                    albumach ELP (chociażby "I Believe In Father Christmas" czy pamiętne "C'est La
                    Vie"). Z drugiej jednak strony Lake żenuje mnie nagraniami w stylu tych z
                    albumu "Manoeuvres", gdzie jest niby rockowo i ostro (ale tak naprawdę to nie),
                    a w celu uatrakcyjnienia nagrań mają miejsce debilne zabawy z wokoderem
                    ("Paralysed"). Czyżby pozazdrościł sukcesu komercyjnego grupie Asia?
    • Gość: Jacek Re-works IP: *.warszawa.cvx.ppp.tpnet.pl 19.01.04, 21:44
      A słyszeliście ostatnią produkcję spod znaku EL&P, czyli remixy Mike Bennetta -
      trochę trudno się tego słucha, podobnie jak remixów Yes, no ale takie teraz
      czasy - każdy sposób jest dobry na zarobienie pieniędzy. Sztuka to na pewno nie
      jest.
      Pzdr.
      • vulture reworki i inne potworki 19.01.04, 21:49
        Mam kilka tych remiksów, jest to straszne, po prostu okropne. "Fanfare"
        przerobione na rzygowiny po sałatce krabowej w sosie truskawkowym. Remiksy Yes
        chyba mimo wszystko są bardziej strawne.
    • pixie Głos Lake'a 06.02.04, 18:04
      Dzisiaj w moim radyjku trafiłam na wersję "Pictures at an Exhibition" nagraną
      powtórnie w 1993 na składankę "The Return of the Manticore". Cóż, jakość
      nagrania świetna, brzmienie niezłe, ale głos Lake'a, o ile nie miał akurat
      zapalenia krtani, rzeczywiście tragiczny. Teraz rozumiem, o czym pisaliście sad(
      Nie mogę się natomiast doczekać, kiedy zobaczę koncertowe "Obrazki" chyba z
      1970 roku nagrane na wideo. Po obejrzeniu fragmentu jestem zachwycona: ani
      śladu pompatyczności, wszyscy troje uśmiechnięci, Palmer robi śmieszne miny,
      pełna swoboda, a jednocześnie najwyższa maestria grania. Niestety, nie
      usłyszałam jeszcze śpiewu Lake'a smile
      • augenthaler Re: Głos Lake'a 06.02.04, 18:23
        Cokolwiek by mowic, i tak wszyscy zginiemy w zupie. Rowniez moim zdaniem glos
        Lake'a nalezy do najwybitniejszych w historii rocka, a to, ze na starosc mu
        siadl, moze nieco szybciej niz innym, to juz inna sprawa. Chyba nikt nie
        oczekiwal, ze do smierci bedzie rownie genialnym wokalista, jak podczas
        nagrywania utworu "Epitaph".
        Mam tylko nadzieje, ze sprobuje ten swoj "nowy glos" wykorzystywac w tworzeniu
        NOWYCH kawalkow, miast (jak miasto Wellington) meczyc sie spiewaniem chociazby
        Lucky Man.
        Poza tym wielki szacunek mu sie nalezy za to czego dokonal. Nikt mu tego nie
        odbierze.
        Pozdrawiam
        • pixie Re: Głos Lake'a 06.02.04, 18:49
          Ależ ja bardzo szanuję i lubię Lake'a, chociażby dlatego, że muzycznie bliższe
          mi są lata 70, a więc okres jego świetności jako wokalisty. Generalnie unikam
          nowszych nagrań, dlatego przy pierwszym z nimi zetknięciu zaskoczyło mnie, że
          zmiana w głosie Lake'a jest tak duża. Nawet przez chwilę miałam wrażenie, że
          zmienił się wokalista w zespole. Szkoda.
          A ja nawet jeszcze nie widziałam Lake'a śpiewającego, wszystkie klipy ELP,
          jakie poznałam, były instrumentalne i Lake, zamiast śpiewać, tylko brzdąka
          gdzieś w kącie na basie. Wkurzające sad
    • dreaded88 Re: EL& P 06.02.04, 18:57
      Kiedyś tego nawet trochę słuchałem - podchodziło mi dużo bardziej niż np. Yes
      (bo Lake to klasowy wokalista), choć kudy EL&P do KC - oczywiście IMHO.
      Najbardziej podobał mi się "Tarkus". Irytowały stylizacje na amerykańską
      kanjpę. Fanfarowe klawisze brzmią jednak po latach strasznie archaicznie.
      • vulture Fanfarowe klawisze 07.02.04, 17:22
        dreaded88 napisał:

        > Fanfarowe klawisze brzmią jednak po latach strasznie archaicznie.

        Może i archaicznie, ale wolę je od pseudotechnowego bulgotu, który niektórzy
        wykonawcy poczytują sobie za nowoczesność.
        • joseph80 California Jam (1974) 28.02.04, 13:51
          Dziś właśnie ściągnąłem ten koncert na DivX. Jakość obrazu i dźwięku dosyć
          słaba. A momentami beznadziejna. Cały koncert jest dziwnie pocięty. Ukazuje
          jeden z najlepszych okresów ELP. W tym samym czasie zresztą był nagrywany i
          wydany koncertowy 'Welcome Back My...', nie dziwi więc podobny repertuar. Ale
          na szczególną uwagę zasługuje w tym filmie pewien moment. Czytałem, że na
          koncertach były różne popisowe sztuczki np. podnoszony ponad scenę fortepian.
          Ale to co zobaczyłem przeszło moje najśmielsze oczekiwanie. W pewnym momencie
          Emerson po popisach z Hammondem (jak zwykle wywracanie go, granie z drugiej
          strony klawiatury) podbiega do fortepianu, zasiada przy nim i dzieje się
          najbardziej efekciarska rzecz tego koncertu. Fortepian, wraz z Emersonem (Fotel
          jest jakoś specjalnie przymocowany) podnosi się kilka metrów nad ziemię. Ale
          teraz najlepszesmile UWAGA, i zaczyna obracać się wokół poziomej osi, wraz z
          Emersonem oczywiście (Muzyk cały czas gra, mimo, że kilka razy jest obrócony o
          180 stopni do pozycji, ogólnie przyjętej za normalnąsmile. Widać, że Keith ma
          jakoś uchwycone nogi, ale dokładnie jak jest 'przymocowany' nie wiemwink.
          Publiczność dosłownie wyje z podnieceniasmile Muszę przyznać, że też mnie to
          całkowicie rozwaliło. To były koncertysmile

          pzdr
          Jos
          • vulture Royal Albert Hall (1992) 28.02.04, 14:05

            Comebackowy koncert ELP jest za to bardziej statyczny, a szaleństwa Emersona
            (pisanie sprayem, wywalanie Hammonda itp.) są już mniej emocjonujące. Niezły
            koncert, mimo głosu Lake'a (który ma twarz muminka), ale brak pewnej pasji plus
            stroje muzyków zostały pożyczone chyba z muzeum armii radzieckiej albo czegoś
            takiego.
            • joseph80 Re: Royal Albert Hall (1992) 28.02.04, 21:41
              vulture napisał:

              >
              > Comebackowy koncert ELP jest za to bardziej statyczny, a szaleństwa Emersona
              > (pisanie sprayem, wywalanie Hammonda itp.) są już mniej emocjonujące. Niezły
              > koncert, mimo głosu Lake'a (który ma twarz muminka)

              Prawda, koncert bardzo przyjemny. Popisy Emersona całkiem niezłe jak na 50-
              latka. Zapomniałeś jeszcze o show z dotykowym syntezatorem w kształcie kija
              (hehehesmile, i wycieczkach Emersona między publiczność z tymże syntezatoremsmile.
              Podobne tricki miał Ricki. Na koncertach sygnowanych jego nazwiskiem wybiegał w
              publiczność z syntezatorem poprzecznym, takim jakim ma co drugi twórca Disco-
              Polo, pokazując jednocześnie ile z tego szitu da się wyciągnąćwink

              pzdr
              Jos
              • vulture Royal Albert Hell 28.02.04, 21:44
                joseph80 napisał:

                > Prawda, koncert bardzo przyjemny. Popisy Emersona całkiem niezłe jak na 50-
                > latka. Zapomniałeś jeszcze o show z dotykowym syntezatorem w kształcie kija
                > (hehehesmile, i wycieczkach Emersona między publiczność z tymże syntezatoremsmile

                Nie, nie zapomniałem, ale o tym, jak wyglądał Emerson, wolałbym zapomnieć.

                .
                > Podobne tricki miał Ricki. Na koncertach sygnowanych jego nazwiskiem wybiegał
                w
                >
                > publiczność z syntezatorem poprzecznym, takim jakim ma co drugi twórca Disco-
                > Polo, pokazując jednocześnie ile z tego szitu da się wyciągnąćwink

                Ricki może lepiej już niech nie teges bo upadnie.
                • joseph80 Re: Royal Albert Hell 28.02.04, 21:51
                  vulture napisał:


                  > Nie, nie zapomniałem, ale o tym, jak wyglądał Emerson, wolałbym zapomnieć.


                  Eeeeeee... bez przesadysmile. Wyglądał całkiem nieźle, dużo lepiej od Lake`a to
                  fakt. Widok spasionego Grega nie należy do przyjemnych, jeszcze ten
                  beznadziejny wisiorek w uchusmile,


                  > Ricki może lepiej już niech nie teges bo upadnie.

                  Eeeeeee... (po raz kolejny), ja tam taki festyn Ricka lubię, i niech go
                  odstawia jak najdłużejsmile,

                  pzdr
                  • vulture I'm still standing 28.02.04, 21:54
                    Twarz Lake'a od paru lat przypomina oblicze chomika, który połknął duży pieróg.

                    Jeśli chodzi o widowiskowość ELP czy Yes, owszem, jest/był to istotny element
                    koncertów tych wykonawców kiedyś tam, ale dziś mi wystarczy jak przyzwoicie
                    zagrają. I się nie przewrócą.
                    • joseph80 Re: I'm still standing 28.02.04, 22:00
                      vulture napisał:

                      > Twarz Lake'a od paru lat przypomina oblicze chomika, który połknął duży
                      > pieróg.


                      Buhahahaha. Dobrebig_grin


                      > Jeśli chodzi o widowiskowość ELP czy Yes, owszem, jest/był to istotny element
                      > koncertów tych wykonawców kiedyś tam, ale dziś mi wystarczy jak przyzwoicie
                      > zagrają. I się nie przewrócą.

                      Tak, Yes kiedyś dawało niezłe popisy, ale głównie Rick, którego nieodzownym
                      atrybutem były różne szaty (szczególnie efekciarska płachta została ukazana na
                      video Yessongs). Niezłe były też lustra ustawiane dookoła klawiszy podczas
                      solowego okienka Ricka, na wyżej wspomnianym koncercie.
                      • vulture he had white horses 28.02.04, 22:04
                        Na zeszłorocznym koncercie Yes Rick w ciemnych okularach (które potem na jakiś
                        czas zdjął) sprawiał wrażenie, jakby miał kaca i światło go raziło. Ale potem
                        się rozkręcił i śmiesznie klaskał, jak nie miał nic do roboty - prawie jak Andy
                        Fletcher z Depeche Mode.
                        • joseph80 Re: he had white horses 28.02.04, 22:12
                          vulture napisał:

                          > Na zeszłorocznym koncercie Yes Rick w ciemnych okularach (które potem na
                          jakiś
                          > czas zdjął) sprawiał wrażenie, jakby miał kaca i światło go raziło.

                          Taaa... pamiętam. W tych okularach wyglądał na strasznego 'gwiazdora', trochę
                          znudzonego graniem w Yes, ale na szczęscie potem było lepiejsmile.

    • ukaz Re: EL& P 28.02.04, 22:09
      jak wyzej, co tu mozna jeszcze dodac...
      • vulture we're so glad you could attend 28.02.04, 22:14
        ukaz napisał:

        > jak wyzej, co tu mozna jeszcze dodac...

        Dodać jak dodać, ale na pewno nie dolać.
        • ukaz Re: we're so glad you could attend 28.02.04, 23:14
          vulture napisał:

          > ukaz napisał:
          >
          > > jak wyzej, co tu mozna jeszcze dodac...
          >
          > Dodać jak dodać, ale na pewno nie dolać.

          Sie wie, sam sobie samoboja nie strzele, prawda?
    • Gość: As Re: EL& P IP: *.vline.pl / 217.98.54.* 01.03.04, 23:08
      Oczywiście moja opinia będzie niepoprawna politycznie, ale co tam ...
      przywykłem.
      Bardzo lubię płytę "Black Moon"- niby to takie pop-rockowe utwory, ale potężnie
      brzmiące, z dostojnym wokalem i klawiszami. Brak gitary mi wcale nie
      przeszkadza, miło jest posłuchać rockowo brzmiących kawałków pozbawionych jej
      brzmienia.
      Posłuchałem też kiedyś jednego z "klasycznych" albumów tego tria z lat
      siedemdziesiątych, ale odrzuciło mnie kompletnie ... muzyka wydała mi się
      pretensjonalna aż do bólu i zbytnio zahaczająca o muzykę klasyczną której nie
      cierpię.
      Jeśli możecie mi polecić nagrania EL&P zbliżone stylistycznie do wspomnianej
      przeze mnie płyty, to chętnie posłucham. Nawracanie mnie na klasyczne płyty
      EL&P nie ma sensu.
      Coś mi się wydaje że z EL&P jest u mnie jak z Genesis - bardziej przekonuje
      mnie komercyjna odmiana twórczości grupy niż artrockowe osiągnięcia.
      • vulture hm 02.03.04, 05:14
        W takim razie, Asie, posłuchaj następnej płyty ELP, "In The Hot Shit".
        Przepraszam, "In The Hot Seat". Jest jeszcze gorsza i bardziej tandeciarska
        niż "Black Moon" i nawet nie ma na niej nic z mucyki klasycznej (na "BM"
        było "Romeo i Julia" Prokofiewa), a w najlepszych momentach muzyka zbliża się
        do wielkości Phila Collinsa. Płyta pochodzi z 1994 roku i od tej pory ELP nic
        wspólnie nie nagrali - może doszli do samokrytycznych wniosków...
        • Gość: As Re: hm IP: *.vline.pl / 217.98.54.* 02.03.04, 09:53
          vulture napisał:

          > W takim razie, Asie, posłuchaj następnej płyty ELP, "In The Hot Shit".
          > Przepraszam, "In The Hot Seat". Jest jeszcze gorsza i bardziej tandeciarska
          > niż "Black Moon" i nawet nie ma na niej nic z mucyki klasycznej (na "BM"
          > było "Romeo i Julia" Prokofiewa), a w najlepszych momentach muzyka zbliża się
          > do wielkości Phila Collinsa. Płyta pochodzi z 1994 roku i od tej pory ELP nic
          > wspólnie nie nagrali - może doszli do samokrytycznych wniosków...

          Ano właśnie Vulture. Jedną z przyczyn mojego zniknięcia z forum (poza
          czynnikami zewnętrznymi) był fakt, że zawsze człowiek może się tu dowiedzieć,
          jakiej to badziewnej i tandetnej muzyki słucha. Aż się miło na sercu robi.
          Poleconej płytki chętnie posłucham bo coś mi się wydaje że może mi się spodobać.
          Pozdrawiam
          • Gość: Lukas Re: hm IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 02.03.04, 19:51
            Jedną z przyczyn mojego zniknięcia z forum (poza
            > czynnikami zewnętrznymi) był fakt, że zawsze człowiek może się tu dowiedzieć,
            > jakiej to badziewnej i tandetnej muzyki słucha.

            No ,to chyba wlasnie zaleta tego forum.Ja na przyklad wlasnie sie
            dowiedzialem,ze istnieje ktos ,kto stawia wyzej ELP z lat 90. nad ELP lat 70.
            i bardzo mi to poprawilo humor.Tak wiec nie jest zle wink
            • vulture hot shot 02.03.04, 20:01
              Nie napisałem Ci "słuchasz badziewia", tylko że "In The Hot Seat" to - moim
              zdaniem - tragedia. I tego zdania nie zmienię. A słuchać Ci nie zabraniam; ja
              np. słucham utworów o owocach południowych tongue_out

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka