Dodaj do ulubionych

Miguel w kurniku

23.02.04, 14:29
Towarzystwo forumowe (tym razem w składzie conieco okrojonym) znowu odwiedziło
knajpę pt. "Jadłodajnia filozoficzna" (dalej zwana kurnikiem - (c) 2004 Ais),
tym razem w celu wzięcia udziału w gothbilly'owym pożegnaniu karnawału. Albo
raczej w celu zapoznania się z Nowym, Niezwykle Oryginalnym I Gotyckim Nurtem
W Muzyce, czyli właśnie z gothbilly. Bo jak już się pozuje na znawcę dobrej
muzy (a nawet na guru, jak jeden członek ekipy obecnej w kurniku), to trzeba
się z nowościami zapoznawać. Co nie ? Więc uiściliśmy opłatę wejsciową w
kwocie 5 zł, i zajęliśmy się spełnianiem w/w obowiązków. Prawdę mówiąc,
wejściówka była nieco przepłacona, bo mieli grać 2 DJ-e i jeden zespół, a my
wysłuchaliśmy tylko tego jednego zespołu (dla osób, które wychodzą wcześniej
wypadałoby chyba obniżyć stawkę za wjazd do 1,66 zł, albo może zwracać przy
wyjściu za niewykorystane atrakcje ?). Trzeba jednak przyznać, że tym razem
szefostwo kurnika poszło w jakość, a nie w ilość, bo chociaż był tylko jeden
zespół, to był on niebylejaki. Miguel and The Living Dead, bo o nim mowa,
wystąpił w składzie: Miguel himself na wokalu, oraz trzech innych gości,
którzy najwyraźniej robili za The, Living, oraz Dead i grali na instrumentach.
Była tam jeszcze taka plastikowa pani, ale nie miała głowy, rąk i nóg, więc
jej nie liczę.
Pierwsze wrażenie z występu było wizualne. Pan Miguel wygląda jak skrzyżowanie
Marylina Mansona z całym zespołem Kiss i Meat Loafem w szczytowej formie, z
lekką domieszką Roberta Smitha i Lesława z Komet. Z wkładem własnym w postaci
takiej fajnej zaczeski, która wygląda jakby mu się rozsypała tzw. pożyczka a
potem ktoś go oblał lakierem. Lico miał pan oczywiście pobielone, oczka
poczernione a usteczka poczerwienione. Towarzyszący mu panowie The, Living
oraz Dead też nie wyglądali dużo gorzej, ale nie było wątpliwości że frontman
jest jeden, a grajkowie są tylko and. W sumie Village People w stylu gotyckim.
Czyli że wrażenie wizualne było piorunujące. (A może o to właśnie chodziło ?)
Drugie wrażenie z występu było audialne. I też było piorunujące. Panowie M, T,
L i D podobno inspirują się jednocześnie Bauhausem i country -
oldskull.terra.pl/miguel.html - co nawet dało się zauważyć. Tylko, że
prawdopodobnie chodzi o skandynawskie neo-country i niemieckie sklepy
budowlane. Ponieważ nikt z nas nie zrozumiał ani jednego słowa, powstało
przypuszczenie, że Pan Miguel posługiwał się jakąś dziwną odmianą języka
norweskiego.* Z kolei tzw. podkład muzyczny był tak wyrafinowany jak niemiecka
cegłówka, i równie odkrywczy. (Tylko że nie tak solidny, niestety). Band
opanował po trzy patenty zimnofalowogotyckie i rockapsychobillowocountrowe (w
tym regularne wydawanie okrzyku oi!), i za ich pomocą wykonał z 10 kawałków,
popisując się biegłą znajomością kombinatoryki. To znaczy The, Living i Dead
grali cały czas to samo, tylko w różnej kolejności, nie trafiając w dźwięki i
w tempo w różnych momentach, w dodatku opierając się na następującym równaniu:
psychobilly to właściwie taki punk, a więc prawie zimna fala, czyli goth.
Czyli jak wymieszać, to i tak będzie wszystko jedno. Miguelowi nie można
natomiast odmówić odwagi. Powinien jeszcze odwiedzić logopedę, foniatrę i
wielu innych specjalistów, co nawet nie wiem jak się nazywają - póki co Antek
Szprycha i Peja są przy nim mistrzami artykulacji.
Najlepiej zorganizowaną rzeczą w całym występie był bez wątpienia catering -
Pan Miguel nie odrywał się od butelki, jednocześnie popalając papieroska.
Niestety butelka nie była z mlekiem, ani z krwią, a z wytworami polskiego
przemysłu piwowarskiego. Co miało najwyraźniej wpływ na dykcję wokalisty i
poziom tekstów jakimi raczył licznie zgromadzoną publiczność. I nie był to
bynajmniej wpływ dodatni. Liczyłem na to (wobec tak dobrego spożywczego
zabezpieczenia występu), że na scenę wjedzie w końcu garnek z bigosem, i
wokalista zajmie się na dobre konsumpcją, porzucając swoje ryki. Niestety, nic
takiego się nie stało, więc straciwszy nadzieję na większe atrakcje (i wobec
faktu, że skutki konsumpcji piwa przez sinolicego frontmana stawały się nazbyt
wyraźne), pospiesznie opuściliśmy kurnik.

* - Skoro Miguel, to może był to baskijski ? Albo kataloński ?
Obserwuj wątek
    • Gość: greg Re: Miguel w kurniku IP: *.warszawa.sdi.tpnet.pl 23.02.04, 18:28
      Jako ciekawostkę podam fakt, że wokalista MATLD jest na codzień gitarzystą Evy,
      zaś basista jest basistą Evysmile Mnie tam się podobało, choć mogli wpuścić mniej
      ludzi
      • nefil Re: Miguel w kurniku 23.02.04, 22:10
        Janie, dawno sie tak nie usmialem. Ale z Pana swinia! wink
        • pizmak31 Re: Miguel w kurniku 24.02.04, 10:59
          Pan Jan rulez, Pan Migel rulez tez. Ze swej skromnej strony dodam, ze po
          pierwszym utworze mialam zamiar przedrzec sie do Pana Migela z pierwsza pomoca
          czyli pastylkami tymianek i podbial, bo Pan dostal chrypki, ale nie moglam sie
          przedrzec przez tlum mlodych chudych pankow, ktorzy tanczyli zarąbiaste pogo w
          rytmie ska albo i odwrot. Wiec przystanelam i ich poogladalam i to bylo jedyne
          estetyczne uniesienie tego wieczoru. Oprocz papierowych nietoperzy na lampkach,
          ktore tez byly fajnesmile))))))
          • Gość: Ais Re: Miguel w kurniku IP: *.internetdsl.tpnet.pl 24.02.04, 17:49
            Mnie tylko zastanawia, dlaczego Pan Miguel śpiewał wciąż ten sam kawałek, choć
            zespół grał różne kawałki wink

            A poza tym podpisuję się rękami i nogami pod recenzją Jana Zero.
      • dada6 Re: Miguel w kurniku 25.02.04, 12:01
        > Jako ciekawostkę podam fakt, że wokalista MATLD jest na
        > codzień gitarzystą Evy,
        > zaś basista jest basistą Evysmile

        Rozbuduję ciekawostkę i dodam, że perkusista Miguela jest na codzień perkusistą
        Evy smile

        > Mnie tam się podobało

        Mnie również (nawet bardzo) i mówiąc szczerze sceptycyzm kolegi jana0 jest
        porażający smile
        Zresztą przyjęcie zespołu (przyjęcie przez publiczność) chyba też było wręcz
        idealne i niezadowolonych wielu nie było.
        A cena? No tak - jak na Warszawę zdzierstwo straszne. 5 zł za bilet. Naprawdę
        tak drogiego koncertu nie widziałem już od dawna wink))
        d.
        • nefil Re: Miguel w kurniku 25.02.04, 12:04
          dada6 napisał:

          > > Jako ciekawostkę podam fakt, że wokalista MATLD jest na
          > > codzień gitarzystą Evy,
          > > zaś basista jest basistą Evysmile
          >
          > Rozbuduję ciekawostkę i dodam, że perkusista Miguela jest na codzień
          perkusistą
          >
          > Evy smile
          >
          > > Mnie tam się podobało
          >
          > Mnie również (nawet bardzo) i mówiąc szczerze sceptycyzm kolegi jana0 jest
          > porażający smile
          > Zresztą przyjęcie zespołu (przyjęcie przez publiczność) chyba też było wręcz
          > idealne i niezadowolonych wielu nie było.
          > A cena? No tak - jak na Warszawę zdzierstwo straszne. 5 zł za bilet. Naprawdę
          > tak drogiego koncertu nie widziałem już od dawna wink))
          > d.
          Nie bylo tak najgorzej, Pan Jan po prostu liczyl na wiecej billy, mniej
          gotyku wink No, ale co do wokalisty, to trudno sie nie zgodzic. Do tej pory nie
          wiem w jakim jezyku spiewal Miguel, czy byl to norweski czy raczej islandzki
          (?!)
          • dada6 Re: Miguel w kurniku 25.02.04, 15:43
            > Pan Jan po prostu liczyl na wiecej billy, mniej gotyku wink

            Hmm - w zapowiedziach impezy - w tym na stronie, do której linka sam chyba tu
            wrzucałem (www.oldskull.terra.pl/miguel.html) dosc wyraznie okreslony
            był styl, w jakim zespół gra. Zespół gotycko-postpunkowy z WPŁYWAMI psychobilly
            raczej nie może grać "więcej billy mniej gotyku" smile)
            Dla mprzypomnienia:

            <..>
            Pierwszy z prawdziwego zdarzenia polski zespół grający rasowy i klasyczny
            gotycki post punk / deathrock / horror punk. <..>
            Muzyka zespołu bezpardonowo nawiązuje do brzmień z początku lat 80. i do
            spuścizny takich klasyków jak BAUHAUS, ALIEN SEX FIEND, 45 GRAVE, SAMHAIN,
            SIOUXSIE & THE BANSHEES czy UK DECAY. Oprócz tego słychać też wyraźne wpływy
            psychobilly w stylu THE CRAMPS czy THE METEORS, zwariowanej psychodelii, nowej
            fali a momentami nawet country czy ska.
            • janek0 Re: Miguel w kurniku 25.02.04, 16:35
              > był styl, w jakim zespół gra. Zespół gotycko-postpunkowy z WPŁYWAMI psychobilly
              > raczej nie może grać "więcej billy mniej gotyku" smile)
              ja tam dalej uważam, że występ był żenujący ze względu na poziom wykonania.
              myślę też, że pomysł, żeby łączyć gatunki opierające się na tak różnym podejściu
              do rytmu jest niezbyt sensowny.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka