joseph80
12.03.04, 13:53
Red – jeden z najwybitniejszych, najpiękniejszych, a zarazem najważniejszych
albumów, nie tylko w dyskografii King Crimson, ale w historii muzyki w ogóle.
Red – album nagrany przez najszczuplejszy skład King Crimson, które w owym
czasie działało jako trio. Jest to pierwsza, a zarazem ostatnia płyta nagrana
w tym składzie. Zespół składał się z Roberta Frippa - gitara, mellotron;
Billa Bruforda - perkusja, instrumenty perkusyjne; Johna Wettona – gitara
basowa, wokal. Obok wspomnianych muzyków, w nagraniu Red, gościnny udział
wzięli dobrzy znajomi Frippa: David Cross – skrzypce; Mel Collins – saksofon;
Ian McDonald – saksofon; Robin Miller – obój; Marc Charig – kornet. Wszyscy
ci muzycy już wcześniej byli związani z King Crimson, biorąc udział w
nagrywaniu płyt wcześniejszych wcieleń zespołu.
Red – ostatnia płyta z klasycznego okresu King Crimson, płyta która została
wydana już po pierwszym rozpadzie zespołu. Robert Fripp ogłosił zakończenie
działalności muzycznej KC, na około tydzień przed premierą płyty.
Każdy utwór z tej płyty, jest cudowny, piękny, każdy jest arcydziełem.
Pierwszy na płycie zatytułowany ‘Red’- to mocne rozpoczęcie płyty. Utwór
instrumentalny, ciężki, mroczny (tak jak cała płyta). Bardzo intensywne 6
minut. Fripp nie daje wątpliwości kto jest szefem w zespole. Jego ciężkie
partie gitary słychać na każdym kroku, jakże inna to muzyka w porównaniu do
pierwszych 4 płyt zespołu. Sekcja rytmiczna Wetton/ Bruford – potwierdza, że
była jedną z najlepszych w historii muzyki. Istnieje jednak dla mnie pewna
zagadka w tym utworze. Zawiera on bowiem bardzo ciekawą partię, ale nie wiem
czy jest to kontrabas, wiolonczela (o użyciu tych instrumentów nie ma słowa),
czy też tak zmyślnie przetworzone brzmienie basu Wettona (które do złudzenia
przypomina kontrabas). Drugi na płycie: ’Fallen Angel’, całkowita zmiana
klimatu. Delikatny utwór, przepełniony smutnym, pięknym głosem Wettona.
Wspaniała, urzekającą partią popisuję się tu Charig. Kolejny ‘One More Red
Nightmare’, zaczyna się bardzo obiecująco. Ciężka gitara i bardzo ciekawa,
skomplikowana gra Bruforda, który atakuje nas niezliczoną ilością uderzeń w
talerze, i inne metalowe przedmioty. Utwór przechodzi w całkiem zwykłą
piosenkę. Z dziwnymi przetworzonymi odgłosami rytmicznego klaskania. Jednak
Król nie byłby sobą gdyby tak miało być do końca. Czeka nas tu jeszcze kilka
bardzo ciekawych zmian nastroju, tempa. Wspaniała partia saksofonu. Wiele
osób uważa ten utwór za najsłabszy na płycie. Ja jednak bardzo lubię ‘One
More Red Nightmare’. Szczególnie za te instrumentalne części, które tworzą
bardzo ciekawy klimat. Następny utwór ‘Providence’. Nagrany na żywo podczas
koncertu właśnie w Providence 30 czerwca 1974r. Jest to typowa Crimsonowska
improwizacja. Bliżej temu utworowi do dokonań jazz- rockowych, czy nawet free-
jazzowych. Bardzo ciekawa kompozycja. Raczej niezjadliwa dla fanów zwykłego
rocka. ‘Providence’ nagrał zespół jeszcze z Crossem w składzie. Pokazuje jak
świetnie King Crimson sprawdzali się w muzyce improwizowanej, awangardowej, i
jak wielki mieli potencjał. Jednak utwór ten jest ucięty. Co można sprawdzić
porównując go z wersją z czteropłytowego koncertowego boxu KC ‘Great
Deceiver’ gdzie jest zaprezentowany w całości. I tak słuchając tej płyty
dochodzimy do najcudowniejszego utworu ‘Starless’. Zaczyna się bardzo
delikatnie, przy pięknych płynących dźwiękach mellotronu. Dźwięki gitary są
tak delikatne i piękne, że można je słuchać w nieskończoność. Wetton po raz
kolejny śpiewa przeraźliwie smutnym głosem. Utwór bardzo dołujący, tworzący
ciekawy klimat. Ta cudowna piosenka, ballada zmienia się, przeradza się w
niesamowitą improwizację. W której Robert Fripp, powtarza kilka dźwięków
granych na gitarze, Bruford gra z wyczuciem, dodając masę różnorodnych
ozdobników, bas Wettona przeszywa powietrze z niesamowitą siłą. Trzeba
nadmienić, że partia Frippa, zagrana przez innego gitarzystę z pewnością by
brzmiała co najwyżej śmiesznie, płytko, prymitywnie. Co można zaobserwować
słuchając solowych koncertów Wettona. Wszystkie instrumenty grają z coraz
większą siłą, intensywnością, by powrócić do motywu znanego już z początku
utworu, granego z dużo większą ekspresją. Solówkami popisują się i Mel
Collins i Ian McDonald. Muszę przyznać, że zakończenie to prawdziwy
majstersztyk. Słuchając końcowej części ‘Starless’ zawsze mam ciarki na
plecach. Nie sposób opisać tego co się dzieje w tym utworze żadnymi słowami.
To trzeba po prostu usłyszeć. Podobno McDonald był zainteresowany powrotem do
Crimsonów. Szkoda, że wybrał tak kiepski moment. Po wydaniu tej płyty KC na
kilka lat przestało istnieć. A gdy wrócili w latach 80 z częściowo
odmienionym składem, ich muzyka weszła na całkiem nowe tory. Niestety dla
mnie ich nowa droga była dużo gorsza, całkowicie pozbawiona tego uroku,
czaru, klimatu jaki jest odczuwalny na Red. Polecam Red wszystkim fanom
muzyki. Tej płyty wstyd nie znać. Fripp tu gra dużo i gęsto.
Niejaki Kurt Cobain, w gronie swoich ulubionych płyt wymienił właśnie ‘Red’,
czym spowodował dużą popularność tej płyty wśród młodych fanów zapatrzonych w
niego.
Pzdr
Jos