greenfoxy
26.05.11, 11:55
"Słuchajcie. Najbardziej niesamowitą rzeczą, jaką w życiu przeżyłem - w ubraniu - był pierwszy wspólny koncert Diza i Birda w St. Louis w stanie Missouri, który dane mi było zobaczyć. To było jeszcze w 1944. Miałem osiemnaście lat, właśnie skończyłem Lincoln High School. Szkoła stała zaraz na drugim brzegu Missisipi, w East St. Louis, w Illinois. Usłyszałem Diza i Birda w zespole wielkiego B.i mówię: "Co? Co to w ogóle jest?!" Rany, tak napieprzali, że się normalnie zląkłem. Bo tak: Dizzy Gillespie, Charlie Yardbird Parker, Buddy Anderson, Gene Ammons, Lucky Thompson i Art Blakey, wszyscy razem w jednym zespole, że już nie wspomnę o samym B.: Billym Eckstine'ie.
Kurewski odjazd. Rany, jakby mnie od środka napieprzało. Muzyka wypełniła mi ciało i tego mi było trzeba. Dokładnie tak, jak oni ją grali - tego i tylko tego mi było trzeba. To było coś. I żeby tak wejść do nich i zagrać razem."