Dodaj do ulubionych

MARILLION "Marbles" recenzja

15.05.04, 13:42
Przyznam, że bardzo się bałem tej płyty przed przesłuchaniem. Wprawdzie
znałem już singiel „You’re Gone”, ale to po prostu taki sobie kawałek popowy.
No i teraz już mam cały album. W wersji jednopłytowej, ale na ten temat nie
chce mi się już rozwodzić. W każdym razie jest.
W różnych wypowiedziach, czy to muzyków, czy to recenzentów,
kilkakrotnie trafiłem na porównania do „Anoraknophobii” i „Afraid Of
Sunlight” lub „Brave”. Z tym pierwszym krążkiem łączy ”Marbles” sposób grania
przez muzyków (chyba do starego stylu Marillion wrócić już nie zamierzają), z
dwoma pozostałymi – klimat i melodyjność. Muszę przyznać, że nowy krążek
Marillion zaskoczył mnie tym, że jest dobry. Po ostatnich wynalazkach grupa
straciła u mnie kredyt zaufania, ale ponieważ na „Anoraknophobii” coś jakby
drgnęło, miałem nadzieję na to, że na następnej płycie będzie szansa na
rozwinięcie tego „drgnięcia”. I oto otrzymujemy trzynaście minut pięknej
muzyki już na samym początku w „Invisible Man”. Cudownie „lejące się”
dźwięki, magiczny klimat... tego w muzyce Marillion nie słyszałem już od
kilku lat. Może z melodyką jeszcze nie zawsze jest dobrze, ale grupie udało
się wreszcie osiągnąć nastrój, który ulotnił się z jej płyt jakieś pięć,
sześć lat temu. Dziwne, nieco jazzujące, bardzo ładne „Marbles I” to początek
czteroczęściowego cyklu, który pojawia się między pozostałymi utworami. Dalej
leci sobie znane już singla „You’re Gone”, z tym że wersja płytowa trwa
znacznie dłużej od tej z singla. „Angelina”, z początku bluesująca a potem
już bardziej „marillionowa” ballada z organami w roli głównej, brzmi, jakby
zespół nagrywał ją w jakimś tunelu, garażu, ewentualnie w łazience (chodzi mi
o pogłos i częściowo zagłuszone wokalizy Hogartha we wstępie), ale potem robi
się normalnie. Po lekkim przycięciu grupa mogłaby zrobić z tego całkiem
niezły, melodyjny singiel. Po „Marbles II” nastrój niespodziewanie ożywia się
dzięki przebojowemu „Don’t Hurt Yourself”. Znakomity, „bujający” kawałek do
radia. Urocze, choć nieco marudzące na początku jest „Fantastic Place”, po
którym następuje kolejna, trzecia część „Marbles”. „Drilling Holes” zaskakuje
dziwacznymi dźwiękami i dynamiką, ale jest to całkiem udany kawałek,
wpasowujący się w tę misterną układankę, jaką jest cały album. Natomiast
najlepszy utwór grupa sprytnie schowała na koniec – po czwartej, ostatniej
części „Marbles” rozlegają się pierwsze dźwięki
dwunastominutowego „Neverland”, który – jak to większość ostatnich kompozycji
Marillion – rozpoczyna się sennym marudzeniem, a potem przeradza się w pełną
patosu opowieść, narastającą i wzbogacającą się o kolejne brzmienia... i
właśnie w tym utworze Steve Rothery gra pierwszą od lat wspaniałą,
typowo „marillionową” solówkę! Pastelowe, ciepłe, czyste dźwięki gitary,
których próżno szukać na ostatnich dziełach zespołu, przywołują dobre czasy i
wywołują szybsze uderzenia serca. Szkoda, że tak krótko, ale za to klika razy
w ciągu kompozycji. Jeszcze trochę dźwięków dzwonków czy innych
przeszkadzajek... i płyta się kończy. Niesamowite wrażenie – kto wie, o czym
mówię, powinien natychmiast zaopatrzyć się w ten krążek. Nie tylko dla tego
utworu, ale naprawdę warto!


Płyta jest świadectwem tego, że w grupie coś zaczyna się dziać. Po
mniej lub bardziej kontrowersyjnych posunięciach na przestrzeni ostatnich
paru lat panowie wreszcie postarali się o to, żeby i jednocześnie kompozycje
wpadaly w ucho, i żeby płyta miała specyficzny, nieco rozmarzony, senny
klimat. Kompozycje najlepiej bronią się jako całość, ale sądzę, że słuchanie
ich pojedynczo także nie powinno być bolesne. O ile, oczywiście, lubi się
sposób śpiewania Steve’a Hogartha.

Album ma – jak zwykle w przypadku Marillion – bardzo ładną wkładkę ze
zdjęciami, których bohaterami są tym razem tytułowe szklane kulki, czasem
powiększone do gigantycznych rozmiarów. Wszystkie słowa napisał tym razem
Steve Hogarth, a więc John Helmer nie będzie miał na wódkę.

P.S. Zasadniczo album kończy „Invisible Man”, ale wydawca dorzucił trochę bez
sensu singlową wersję „You’re Gone”. No dobra, aż tak bardzo to nie boli...
Obserwuj wątek
    • miecio4 Re: MARILLION "Marbles" recenzja 15.05.04, 13:56
      Absolutnie zgadzam się z kolegą Vulture.
      Chciałbym jeszcze zwrócić uwagę na brzmienie basu w "Invisible Man" oraz na
      wokal Steve’a Hogartha, który czasami brzmi jakby to była ostatnia płyta
      Marillion.
      Myślę że to najlepsza płyta jaka się na razie ukazała w tym roku.
      Cze67 posłuchaj se kiedyś.
      • vulture Re: MARILLION "Marbles" recenzja 15.05.04, 14:10
        miecio4 napisał:

        > Absolutnie zgadzam się z kolegą Vulture.

        <SZOK>

        > Chciałbym jeszcze zwrócić uwagę na brzmienie basu w "Invisible Man" oraz na
        > wokal Steve’a Hogartha, który czasami brzmi jakby to była ostatnia płyta
        > Marillion.

        Bo on na ostatnich płytach strasznie mamrotał, a na tej nowej znów normalnie
        śpiewa.

        > Cze67 posłuchaj se kiedyś.

        Właśnie, Cze67, posłuchaj se.
        • Gość: kosiak Re: MARILLION "Marbles" recenzja IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 15.05.04, 16:21
          Podwojna wersja bedzie do nabycia w wersji ekskluzywnej i "normalnej" na
          koncertach, ktore juz jutro i za trzy dni. A na podwojnej m.in. "The Only
          Unforgivable Thing" (ech!) i "Ocean Cloud" (cudo!)
          • Gość: Lesiek Re: MARILLION "Marbles" recenzja IP: *.wroclaw.dialog.net.pl 15.05.04, 22:05
            Kosiaku, a czy będzie można nabyć podwójny album w normalnej sprzedaży?
            Bo wygląda na to, że zespół postanowił ukryć przed prawie całym światem jeden z
            najmocniejszych utworów, jaki kiedykolwiek nagrał (Ocean Cloud).

            Dzisiaj słucham Marbles przez cały dzień... i o ile na początku podobały mi się
            właściwie tylko Neverland i The Invisible Man, to teraz dochodzę do wniosku, że
            w zasadzie cała płyta jest zaskakująco ładna. Fragmentami nieco nudnawa, ale to
            całkiem przyjemna nuda. Gdyby się na niej znalazło jeszcze miejsce dla Ocean
            Cloud, to... byłby to z pewnością kandydat do ścisłej czołówki płyt roku.
            Hmm... zaczynam trochę żałować, że nie wybieram się na ten koncert wink.

        • cze67 Re: MARILLION "Marbles" recenzja 15.05.04, 16:56
          vulture napisał:

          > > Cze67 posłuchaj se kiedyś.
          >
          > Właśnie, Cze67, posłuchaj se.

          Za cholerę nie mogę się przekonać do wokalu Hogartha. Zmagam się z tym
          problemem od 15 lat...
          Pożyczyłem właśnie od kolegi DVD From Stoke Row To Ipaneme i... nie dociągnąłem
          do końca. Ten facet nie tylko ma, według mnie, fatalny wokal, to jeszcze nie
          pasuje mi jego image (te idiotyczne rękawiczki) i w ogóle mi jakoś nie pasuje.
          Mam dwie płyty Marillion z Hogarthem (Seasons End i This Strange) i poza
          kilkoma przepięknymi kompozycjami z tej pierwszej (King Of Sunset Town, Easter)
          nie zostało mi za wiele w głowie.
          Ale Marbles posłucham. Ów koleżka wygrał tę płytę w jakimś konkursie.
          • Gość: kosiak Re: MARILLION "Marbles" recenzja IP: *.autocom.pl 15.05.04, 18:58
            Kazdy sie zmienia. Wokal Hogartha teraz, jak i jego image rozni sie
            diametralnie od wokalu i image'u z 1990 czyli okresu Ipanemy. Posluchaj
            wspolczesnego Hogartha (moze tez solowego), a pozniej wydaj "wyrok"smile
            • cze67 Re: MARILLION "Marbles" recenzja 15.05.04, 19:59
              Fakt, na This Strange Engine jego wokal już mnie tak nie irytował...
            • Gość: barry Re: MARILLION "Marbles" recenzja IP: *.2.espol.com.pl 15.05.04, 20:33
              a ile mniej wiecej moze kosztować 2 płytowe marbles na koncercie?
            • Gość: elfinka Re: MARILLION "Marbles" recenzja IP: *.tpnet.pl / *.tpnet.pl 15.05.04, 22:33
              Prawda Kosiaku, że głos Hogartha jak dobre wino? Ja nie wiem jak on to robi, ale
              śpiewa coraz piękniej....
          • miecio4 Re: MARILLION "Marbles" recenzja 15.05.04, 23:48
            cze67 napisał:

            > Ale Marbles posłucham. Ów koleżka wygrał tę płytę w jakimś konkursie.
            >


            I to jest właśnie niesprawiedliwość społeczna: ów koleżka wygrał sobie w jakimś
            konkursie, Kosiak dostał za darmo i to pewnie również dwópłytową, a ja musiałem
            bulić 59,99 złsad
    • mapmuh Re: MARILLION "Marbles" recenzja 15.05.04, 22:22
      Najlepsza rzecz, jaką słyszałem w tym roku. Spójna, spokojna, bogata aranżacyjnie, wspaniała. Rzeczywiście - zwrócił na to uwagę Vul - cechą wspólną utworów są dziwne i, co tu dużo mówić: niewiele obiecujące, ich początki, jednak im dalej w las, tym więcej dźwięków.
      Mnie najbardziej w "Marbles" podoba się to, że płyta ma wyraźny klimat, konsekwentnie budowany od pierwszego utworu. Słychać, że nie są to przypadkowo ułożone utwory (proszę nie korzystać z funkcji shuffle!) ale album ułożony w myśl pewnej koncepcji.
      Z porównaniem do "Afraid of Sunlight" wegług mnie ktoś przesadził, le "Don't hurt yourself", najlepszy dla mnie kawałek, umacnia mnie w przekonaniu, że to płyta, z której Marillion może być dumny.
      • Gość: elfi Re: MARILLION "Marbles" recenzja IP: *.tpnet.pl / *.tpnet.pl 15.05.04, 22:32
        uwielbiam Don`t hurt yourself! Ma taką niesłychaną moc.Coś wspaniałego.
        Niesamowicie energetyzujący kawałek.
    • Gość: elfi Re: MARILLION "Marbles" recenzja IP: *.tpnet.pl / *.tpnet.pl 15.05.04, 22:25
      ja jestem zachwycona... nie moge oderwac sie od tej plyty,
      kompletnie.Szczesliwie posiadam dwuplytowe wydanie, ktore jest bogatsze o takie
      cuda o jakich napisal Kosiak(the only unforgivable thing, ocean cloud)ale i o
      przeuroczy moim zdaniem, lekki , z cudownymi momentami ( "As I got older the
      dream began to fade away
      Until one day" gdzie H czaruje głosem) kawałek GENIE. Bedzie mi ich bardzo
      brakowalo na koncercie jutrzejszym.... Chcialam jeszcze dodac, ze moim zdaniem
      wersja jednoplytowa(slyszalam ...smile ) jest baaaaardziej spojna , chyba lepsza
      do sluchania w calosci, wszystko zdaje sie byc wywazone, idealnie
      dopasowane...No ale brakuje na niej wyzej wymienionych utworow.
    • Gość: 8888 Re: MARILLION "Marbles" recenzja IP: *.dip0.t-ipconnect.de 15.05.04, 23:03
      marylion to kicz, bezguscie i soft-rockowa papka formatu brintej spirs i maraji
      carej. a teksty piosenek na miare ich troje. no, super, gratuluje wyboru!
      bleeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeee
      • peternurek1 bez komentarza 15.05.04, 23:50
        tylko pogratuluje podejścia
      • vulture chwila na reklamę 16.05.04, 12:08
        Gość portalu: 8888 napisał(a):

        > marylion to kicz, bezguscie i soft-rockowa papka formatu brintej spirs i
        maraji
        >
        > carej. a teksty piosenek na miare ich troje. no, super, gratuluje wyboru!
        > bleeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeee


        Prosimy zignorować, to gówno dopisuje się do każdego mojego wątku.
    • peternurek1 Re: MARILLION "Marbles" recenzja 16.05.04, 01:11
      ściągnąłem pare kawałków, dwie pierwsze części Marbles średnio mi się spodobały
      ale to pewnie kwestia mojego obecnego nastroju, są dobre
      "Your Gone" dobry, jak powiedział Vultaki sobie kawałek popowy, no ale taki
      musi być singiel, wersja płytowa jest troszke lepsza, jest dobra
      "Fantastic Place" bardzo ciekawy, zaczyna się spokojnie, troszke smętnie, jak
      chyba większość kawałków na płycie (co wcale nie jest wadą a wręcz przeciwnie)
      a potem jest super , bardzo ładne solo
      i "Neverland"... cudo, na początku to "senne marudzenie", bardzo dobre
      marudzenie, potem się rozkręca, i również piękne solo, własciwie to nie napisze
      nic innego niż Vul
      tylko dodam że to głównie dzięki temu utworowi mam zamiar nabyć tą płyte przy
      najbliższej okazji
    • miecio4 Pytanie do posiadaczy płyty 16.05.04, 17:58
      Z tyłu płyty mam naklejonych 8 (słownie: osiem) naklejek reklamowych. Od Sony
      do tv4. Czy to jakiś mój pech czy też wszystkie eglemplarze tak oszpecili?
      • vulture Re: Pytanie do posiadaczy płyty 16.05.04, 19:15
        miecio4 napisał:

        > Z tyłu płyty mam naklejonych 8 (słownie: osiem) naklejek reklamowych. Od Sony
        > do tv4. Czy to jakiś mój pech czy też wszystkie eglemplarze tak oszpecili?


        Też mam osrany tył płyty naklejkami (nie na folii tylko na pudełku) oraz dwie
        ceny: 59.99 i 64.99. Dopilnowałem, żeby policzono mi tę niższą (zresztą, była
        na wierzchu).
        • miecio4 Re: Pytanie do posiadaczy płyty 16.05.04, 19:29
          vulture napisał:

          > Też mam osrany tył płyty naklejkami (nie na folii tylko na pudełku)



          No właśnie! I to się nadaje do prasy! Skandal!
          • vulture Re: Pytanie do posiadaczy płyty 20.05.04, 05:32
            miecio4 napisał:

            > vulture napisał:
            >
            > > Też mam osrany tył płyty naklejkami (nie na folii tylko na pudełku)
            >
            >
            >
            > No właśnie! I to się nadaje do prasy! Skandal!

            W nowym "Bravo" raczej nie będzie recenzji "Marbles".
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka