Ci giganci jazzowych improwizacji zagrali wczoraj w małej salce Domu kultury
na Natolinie. I szkoda, że salka była mała bo nagłośnienie dawało wiele do
życzenia, choć możliwość oglądania tych trzech osobowości na raz w pewnym
sensie zrekompensowało akustyczne niedociągnięcia. Muzykom towarzyszyli
Krzysiek Zawadzki i Marek (bodajże) Podkowa. Koncert trwał 1,5 godziny, grali
własne kompozycje przy czym dominowały utwory Mika Mainierego, virtuoza
wibrafonu, który momentami przechodził samego siebie, wyciągając z "cymbałek"
najrozmaitsze dźwięki. Jim Beard to muzyk którego obok Mainerego widziałem
poraz pierwszy, grał bardrao szybko i zwinnie na klawiszach, no i pokazał że
jest świetnym kompozytorem. Victor Bailey też ciągle w świetnej formie, nawet
zaśpiewał dla publiczności. Do poziomu amerykańskich muzyków dostosował się
młody polski saxofonista, który grał bardzo interesująco no i zywiołowo.
koncert w sumie udany, tylko jeszcze raz podkreślam, że zagrany w zbyt małej
salce!!!!...i tylko szkoda, że takie koncerty nie cieszą się dużym
powodzeniem..

((
pozdr