Na początek maleńka powtórka z anatomii. Cechy płciowe dzielimy z uwagi na
ich bezpośredni wpływ na płciowość osobnika. Najważniejsze - pierwszorzędne -
to organy związane z wydzielaniem hormonów determinujących płeć.
Drugorzędowe - zewnętrzne organy płciowe. Trzeciorzędne - cechy płci
niezwiązane z determinującymi ją organami, ale wywołane przez hormony
płciowe: zarost czy sylwetka. Dalsza systematyka już jest moja: ponieważ
żyjemy w czwartorzędzie, zatem wszystkie cechy w czambuł są czwartorzędne
Wreszcie mianem piątorzędnych określam te cechy kulturowe, którymi w sposób
tyleż śmieszny co natrętny co poniektórzy przedłużają sobie zapewne nazbyt
ich zdaniem skromne cechy drugo- i trzeciorzędne. Do takowych należy m.in.
dźwięk wydawany przez oksydowaną rurę wydechową stuningowanego samochodu albo
babskie przechwałki odnośnie cen i ilości zakupionych szmatek - i temu
podobne.
Ostatnia moja obserwacja wykazała istnienie cech piątorzędnych u audiofilów.
Przejawia się to w podkreślaniu na każdym kroku, ileż to się ma wykonań tego
samego utworu. Wszyscy mają mieć tego świadomość i oczywiście bić ogonkami o
ziemię z podziwu dla zbieracza, jakoż również obdarzać go uwielbieniem i
pożądliwością (to, oczywiście, płeć przeciwna). Oto przykład - szef fonoteki
mojej uczelni, nabożnie zachłyśnięty podziwem dla Mahlera i Wagnera, których
utwory występują w fonotece w kilku różnych wykonaniach. Tymczasem o Bouleza,
Stockhausena czy choćby poczciwego Berlioza trudno się doprosić...
Z uprzejmą zgryźliwością łączę serdeczne pozdrowienia